Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderatorzy
  • Liczba zawartości

    36970
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  • Wygrane w rankingu

    226

Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl

  1. Czołowi badacze świata od dawna wytężają umysły nad problemami związanymi z podawaniem obcych komórek do organizmu. Jednym z nich jest potrzeba stworzenia osłony, która będzie ochraniała wszczepione komórki, jednocześnie pozwalając im na kontakt z otoczeniem. Takie miniopakowanie musi mieć wiele cech: wykazywać elastyczność przy zachowaniu wytrzymałości, godzić przepuszczalność z blokowaniem dostępu komórek odpornościowych i wiele innych, pozornie sprzecznych ze sobą właściwości. Z pomocą przyszła naukowcom sama natura. Okazuje się bowiem, że w odpowiednich warunkach pojemniczek taki... tworzy się samoistnie. O odkryciu donoszą naukowcy z Instytutu Bio- i Nanotechnologii w Medycynie, należącego do Uniwersytetu Północno-zachodniego w amerykańskim mieście Evaston. Nietypowa struktura powstaje w wyniku reakcji dwóch substancji. Pierwsza z nich to tzw. amfifil peptydowy (ang. amphiphile peptide, PA), sztucznie wytworzony w laboratorium związek. Drugą jest kwas hialuronowy, naturalny polimer występujący w wielu organizmach, także u człowieka, którego zadaniem jest współtworzenie m.in chrząstek i stawów. Jak przyznaje prof. Samuel Stupp, autor odkrycia, w osiągnięciu sukcesu pomogło mu po prostu szczęście: Spodziewaliśmy się, że te dwie substancje się ze sobą zmieszają. Zamiast tego, niemal natychmiast po połączeniu dwóch roztworów, utworzyły one solidną membranę. Odkrycie było ekscytujące, więc postanowiliśmy poprowadzić dalsze badania i sprawdzić, dlaczego tak się dzieje. W toku badań udało się uzyskać kontrolę nad rozmiarem i kształtem membran. Odpowiednie formy i wymiary osiągano zależnie od użytego do syntezy naczynia, które pełni funkcję analogiczną do formy odlewniczej. Istotny jest także fakt, że powstające membrany samoczynnie regenerują się po przerwaniu, a ich wytrzymałość i stosunkowo wysoka sztywność pozwala np. na przenoszenie za pomocą pęsety lub przyszywanie do żywej tkanki za pomocą zwykłych nici chirurgicznych. Uzyskanie trójwymiarowych woreczków także jest możliwe i całkiem łatwe. Aby to zrobić, głęboką probówkę wypełnia się roztworem PA, do którego następnie dodaje się kwas hialuronowy. Ten ostatni ma znacznie większą gęstość od otaczającego roztworu, toteż stopniowo opada. W czasie podróży w kierunku dna naczynia wiąże on stopniowo cząsteczki PA, powodując rozrastanie się sieci. Odpowiedni dobór stężeń obu tych substancji wymusza na nich tworzenie właśnie trójwymiarowej torebki. Zespołowi prof. Stuppa udało się też zamknąć wewnątrz pęcherzyka komórki macierzyste i utrzymać je przy życiu przez cztery tygodnie. Wspomiany typ komórek do przeżycia potrzebuje specjalnego białkowego czynnika wzrostu, co oznacza, że błona jest zdolna do przepuszczania tej proteiny. Jest to stosunkowo duże białko, co sugeruje, że inne, znacznie mniejsze cząsteczki (wśród nich odkrywca wymienia np. pojedyncze geny, przeciwciała czy np. służące do wyciszania aktywności genów cząsteczki siRNA) powinny mieć tę samą możliwość. Potencjalne zastosowania odkrycia amerykańskiego naukowca są bardzo liczne. Bez wątpienia mają szansę stać się skutecznym sposobem dostarczania do organizmu komórek, które w normalnych warunkach byłyby zniszczone przez układ immunologiczny. Dzięki osłonie są one zdolne do przeżycia znacznie dłuższego okresu. Inne możliwości użycia nowo odkrytych pęcherzyków obejmują, np.: produkcję nanomaszyn, ogniw słonecznych, a być może także całkowicie nowych, nieznanych obecnie polimerów.
  2. W autobusie przemierzającym górzyste rejony Peru znaleziono podejrzany ładunek. Paczka jechała do stolicy kraju Limy, ale zwróciła na siebie uwagę brakiem oznaczeń i sporą wagą. Po otwarciu okazało się, że w środku znajduje się... żuchwa dinozaura. Jak podaje oficer lokalnej policji Kleber Jimenez, skamielina ważyła ok. 8 kg. Po obejrzeniu policyjnych zdjęć Pablo de la Vera Cruz, archeolog z Uniwersytetu Narodowego w Arequipie, stwierdził, że kość należała najprawdopodobniej do triceratopsa, mimo że takie dinozaury nie były nigdy znajdowane w południowym Peru. Peru od lat zmaga się z przemytem skamielin i artefaktów. Niedawno Yale University zgodziło się oddać prawowitemu właścicielowi przedmioty nielegalnie wywiezione z Machu Picchu.
  3. Zazwyczaj mówi się, że dysponujemy 5 zmysłami: wzrokiem, słuchem, dotykiem, węchem i smakiem. Na łamach najnowszego numeru pisma Neuron badacze donoszą jednak o kolejnej odkrytej umiejętności: zdolności wykrywania kalorii bez uciekania się do pomocy kubków smakowych. W eksperymentach naukowcy wykorzystali dwie grupy myszy: 1) ślepe na smak, które w wyniku modyfikacji genetycznych nie miały receptorów smaku oraz 2) zwykłe gryzonie. Przeprowadzono testy behawioralne, w ramach których zwierzętom podawano roztwory cukru (sacharozy) oraz słodzika (sukralozy) i sprawdzano ich preferencje smakowe. Akademicy zauważyli, że myszy ślepe na smak także wolały bardziej kaloryczną wodę z dodatkiem cukru, mimo że nie mogły wiedzieć, jak smakuje. Badanie mózgowych ośrodków nagrody wykazało, że rozświetlały się one w odpowiedzi na dostarczane organizmowi kalorie. Działo się tak, ponieważ kaloryczny napój zwiększał stężenie dopaminy, która odpowiada za odczuwanie przyjemności. Kalorie aktywowały neurony jądra półleżącego przegrody (ang. nucleus accumbens), uznawanego za "jedzeniowe" centrum nagrody. Myszy zaczynały bardziej cenić wodę z sacharozą po 10 minutach godzinnej sesji. Wykazaliśmy, że dopaminowe ośrodki nagrody brzusznego prążkowia, pierwotnie związane z wykryciem i ustaleniem wartości nagradzającej smacznych kąsków, zaczęły reagować na kaloryczną wartość cukru przy braku sygnałów z receptorów smaku. Oznacza to, że rejony te mogą nie tylko odkodowywać związany ze zmysłami hedoniczny wpływ pokarmu, ale także spełniać nieznane dotąd funkcje, z detekcją sygnałów żołądkowo-jelitowych i metabolicznych włącznie. Pracami zespołu z Duke University w Północnej Karolinie kierował Ivan de Araujo. Jeśli wycofamy z diety szczególnie cenione przez mózg słodkości, np. syrop kukurydziany, może to skłaniać do sięgania po kolejne przekąski, co, jak łatwo się domyślić, wcale nie pomaga w odchudzaniu. Po raz kolejny okazuje się, że słodzik może bardziej przeszkadzać niż pomagać w zrzucaniu zbędnych kilogramów i zachowaniu zdrowia...
  4. Gdy lekarze oceniają, czy dana kobieta urodzi w wyniku cesarskiego cięcia, czy też siłami natury, powinni brać pod uwagę nie tylko jej wiek, wagę, ewentualną wadę wzroku, ale także długość szyjki macicy – podkreślają badacze z Uniwersytetu w Cambridge (New England Journal of Medicine). Brytyjczycy przestudiowali ponad 27 tys. ciąż i odkryli, że panie z dłuższą szyjką macicy częściej wymagały interwencji chirurgicznej. Odsetek cesarskich cięć wśród kobiet z szyjką o długości 40-67 mm wynosił 25,7%, jeśli szyjka miała 36-39 mm, spadał do 21,7% i był najniższy (18,4%) u ciężarnych z szyjką o długości 16-30 mm. Wskaźnik cesarskich cięć zaczynał wzrastać przy długości szyjki macicy wynoszącej 25 mm i stabilizował się przy 50 mm, niemal się podwajając w obrębie tak zarysowanych widełek – wylicza zespół dr. Gordona Smitha. W badaniach wzięło udział osiem szpitali z okolic aglomeracji londyńskiej. Długość szyjki mierzono 3-krotnie: w 22., 23. i 24. tygodniu ciąży. Wcześniejsze studia dla odmiany wykazały, że krótka szyjka zwiększa ryzyko przedwczesnego porodu.
  5. W społeczeństwie panuje powszechne przekonanie, że terroryzm wynika z biedy. Oczywiście wystarczy wspomnieć zachodnioeuropejski terroryzm z lat 70. i 80. ubiegłego wieku, czy uświadomić sobie, że Osama bin Laden jest milionerem, by stwierdzić, że opinia o związku biedy i terroryzmu nie musi być prawdziwa. Bliżej postanowił przyjrzeć się jej profesor Alberto Abadie z Universytetu Harvarda. W ramach swoich badań sprawdził on związek pomiędzy pochodzeniem terrorystów i grup terrorystycznych, a warunkami w ich krajach. Zdaniem profesora Abadie, zamożność społeczeństwa nie ma wpływu na terroryzm i nie ma żadnego dowodu by międzynarodowe działania mające na celu walkę z ubóstwem przyczyniały się w jakikolwiek sposób do zmniejszenia poziomu terroryzmu. Abadie uważa, że znacznie ważniejszym czynnikiem jest zakres swobód obywatelskich w różnych krajach. Jednak nie jest to związek bardzo prosty. Okazuje się, że najmniejszy poziom terroryzmu występuje tam, gdzie obywatele cieszą się największymi i.... najmniejszymi prawami. W Korei Północnej działania terrorystyczne nie mają miejsca, gdyż ostre represje polityczne nie pozwalają na powstanie jakiejkolwiek opozycji wobec rządu. Abadie zauważył, że terroryzmem najchętniej parają się obywatele krajów, które znajdują się w okresie przejściowym od mniejszych do większych lub od większych do mniejszych swobód obywatelskich. Profesor nie potrafi jednak odpowiedzieć na pytanie, czy wojna w Iraku doprowadzi do zmniejszenia się poziomu terroryzmu. Oczywiście najprawdopodobniej w ciągu kilku lat dzięki amerykańskiej interwencji powstanie tam rząd, który da swoim obywatelom znacznie większe prawa niż przyznawał im Saddam Hussein. Jednak z drugiej strony zewnętrzna interwencja militarna może mieć nieprzewidziane skutki. Z wnioskami Abadiego zgadza się Nancy Lutz, dyrektor ds. programów ekonomicznych Narodowej Fundacji Nauki, która finansowała badania profesora. Dane pokazują, że nie istnieje związek pomiędzy biedą a terroryzmem, co sugeruje, iż zwalczanie terroryzmu poprzez walkę z biedą nie da spodziewanych rezultatów - mówi Lutz. Słowa te może potwierdzać chociażby przykład terroryzmu baskijskiego. ETA przez kilkadziesiąt lat walczyła z rządem, a tymczasem Kraj Basków należy do najbogatszych regionów Hiszpanii. Na poziom terroryzmu wpływają też warunki geograficzne. W niedostępnych terenach - górach Afganistanu czy kolumbijskiej dżungli - terroryści znajdują doskonałe kryjówki, więc właśnie tam dochodzi do największej liczby ataków. Takie tereny pozwalają też na zakładanie centrów szkoleniowych i ułatwiają produkcję oraz przemyt narkotyków, którymi można finansować działania zbrojne.
  6. Narzędziami umieją się posługiwać naczelne i ptaki, np. wrony. Po raz pierwszy jednak udało się wykazać, że po odpowiednim treningu także gryzonie opanowują tę sztukę. Badacze z Japońskiego Instytutu Badań Chemicznych i Fizycznych RIKEN przeprowadzili eksperyment z 6 koszatniczkami (Octodon degus), które nauczyły się wykorzystywać grabki. Zwierzęta ćwiczyły przez 60 dni. Każde z nich umieszczano przed płotkiem z rzadkich szczebli. Za nim znajdowały się pestki słonecznika. Były niedaleko, ale poza zasięgiem przednich łap gryzonia. W pobliżu, pod przepierzeniem, kładziono miniaturowe grabie. Po upływie 2 miesięcy koszatniczki nauczyły się przyciągać nimi nasiona. Na można obejrzeć film ilustrujący wyniki treningu. Są naprawdę imponujące.
  7. Wraz ze wzrostem poziomu dwutlenku węgla (CO2) w atmosferze może dojść do spadku odporności roślin na szkodniki - donoszą naukowcy z Uniwersytetu Illinois. Doszli do tego, badając zmiany podatności soi na owady żywiące się jej liśćmi. Jako główne przyczyny wzrostu zawartości dwutlenku węgla w atmosferze wymienia się wycinanie drzew (deforestację) oraz spalanie paliw kopalnych. Proces ten rozpoczął się w drugiej połowie XIX wieku i trwa do dziś. Główny autor eksperymentu, Evan DeLucia, tłumaczy: Obecnie zawartość CO2 w atmosferze wynosi około 380 cząsteczek na milion (ppm). Na początku rewolucji przemysłowej była równa około 280 ppm, a przedtem utrzymywała podobną wartość przez co najmniej sześćset tysięcy, a być może nawet kilka milionów lat. Szacuje się, że jeśli nie podejmiemy odpowiednich działań, do połowy XXI wieku zawartość tego gazu w powietrzu wzrośnie o 50% w stosunku do dzisiejszego stanu. Jako najważniejsze uzasadnienie tej pesymistycznej prognozy prof. DeLucia podaje gwałtowny rozwój gospodarki Chin i Indii. Badania nad pędami soi prowadzono w ośrodku eksperymentalnym zwanym Soy FACE (Soybean Free Air Concentration Enrichment - [ośrodek] Wzbogacania Powietrza [dla wzrostu] Soi). Placówka ta umożliwia przeprowadzanie eksperymentów wymagających manipulowania składem atmosfery, szczególnie w zakresie stężenia CO2 i ozonu. Jednocześnie, co ważne, w czasie badań roślina nie jest odcinana od czynników środowiskowych, takich jak opady, nasłonecznienie czy wahania temperatur. Daje to pewność, że jedynym zmieniającym sie parametrem jest właśnie zawartość odpowiednich gazów w środowisku życia rośliny. Od dawna wiadomo, że wzrost poziomu dwutlenku węgla powoduje przyśpieszenie procesu fotosyntezy. Powoduje także zwiększenie ilości cukrów w liściach rośliny kosztem poziomu azotu. Było to przesłanką pierwszej hipotezy badawczej stworzonej przez naukowców: postanowili oni zbadać, czy owady pożerają większą ilość liści, po to by pochłonąć odpowiednią dla siebie ilość azotu. W tym celu hodowali soję w warunkach normalnego stężenia CO2, ale z podwyższonym stężeniem cukru w glebie. Rezultat okazał się zaskakujący: co prawda liście zawierały dzięki temu zabiegowi więcej węglowodanów, lecz samo to nie wystarczyło, by żerujące na nich szkodniki lepiej się rozwijały. Nie zaobserwowano bowiem większych różnic w porównaniu do roślin żyjących w niemodyfikowanym środowisku. W związku z pierwszym niepowodzeniem naukowcy postanowili przyjrzeć się bliżej szlakom hormonalnym i zbadać ich zależność od poziomu CO2. Zainteresowali się szczególnie substancją wydzielaną przez rośliny w sytuacji stresu, zwaną kwasem jasmonowym. Pod jego wpływem roślina zaczyna wydzielać białka odpornościowe zwane inhibitorami proteaz. Ich zadaniem jest ochrona własnych białek przed trawieniem, przez co szkodnik nie jest w stanie wchłonąć pożartych liści i po pewnym czasie pada. Tym razem trafili w dziesiątkę - okazało się bowiem, że wzrost poziomu dwutlenku węgla w atmosferze powoduje spadek produkcji kwasu jasmonowego i tym samym pogorszenie odporności. Roślina traci ważny mechanizm obronny, przez co larwy mogą rozwijać się znacznie intensywniej. Doktor May Barenbaum, jeden z autorów publikacji, przekonuje o wadze odkrycia: Nasze badanie pokazuje, jak bardzo złożonym procesem jest zmiana warunków środowiska. Wzrost poziomu dwutlenku węgla w powietrzu organicza zdolność reagowania rośliny na infekcję, co jest wykorzystywane przez atakujące ją szkodniki. Naukowiec ostrzegł także, że dalsze postępowanie tego procesu może dodatkowo pogorszyć funkcjonowanie mechanizmów odpowiadających za odporność soi, a być może także innych gatunków.
  8. Od dłuższego czasu powszechnie wiadomo, że gen zwany Id1, aktywny u zdrowych ssaków wyłącznie podczas życia płodowego, podlega ekspresji w wielu przypadkach raka. Dokonane ostatnio odkrycie pokazuje jednak, że jego rola jest (przynajmniej w raku piersi) znacznie bardziej istotna niż do tej pory uważano. Okazuje się bowiem, że aktywność tego genu w nowotworze piersi znacznie zmniejsza szansę na wyleczenie. Natrafiono także na inną ciekawą zależność: Id1 aktywny jest głównie w tych guzach, które nie wykazują nadmiernej wrażliwości na działanie estrogenu, napędzającego podziały komórek i rozwój choroby. Z tego powodu jest potencjalnym celem dla terapii w sytuacji, gdy komórki raka nie są podatne na działanie tego hormonu, a przez to standardowa terapia nie ma większych szans powodzenia. Dr Alex Swarbrick, jeden z głównych autorów odkrycia, przyznaje, że pomógł mu szczęśliwy przypadek: Mieliśmy to szczęście i zadaliśmy właściwe pytania na temat właściwego genu - mówi. Do dziś nikt poza nami nie zapytał, czy aktywność Id1 odgrywa jakąkolwiek rolę w rozwoju raka piersi i jeśli tak, to jaką. Aby potwierdzić zależność rozwoju choroby od Id1, stworzono specjalny rodzaj myszy laboratoryjnych. Wywołano u nich ciągłą aktywność Id1, niezależnie od etapu życia, na którym się znajdowały. W wyniku eksperymentu u zwierząt wyrastały wyjątkowo agresywne guzy piersi o wyraźnej tendencji do tworzenia przerzutów. Przeprowadzono także odwrotny eksperyment, w którym u myszy wywołano nowotwór zależny od Id1, a następnie wyłączono aktywność tego genu. Dzięki temu zabiegowi udało się wyleczyć aż 40% nowotworów. Ku zaskoczeniu naukowców komórki jednak wcale nie zginęły. Zamiast tego przeszły proces łudząco podobny do przyśpieszonego starzenia, tzn. ich metabolizm znacznie spowolnił, a zdolność do podziałów całkowicie zanikła. Jest to wciąż słabo poznany mechanizm, który najprawdopodobniej służy odzyskaniu kontroli nad "zbuntowanymi" komórkami. Dr Swarbrick wierzy, że opisane odkrycie jest ważnym krokiem naprzód w walce z nowotworami. Wywołujesz w komórce stan "wiecznego snu", a potem resztą zajmuje się układ immunologiczny, który ją usuwa - mówi. Jest to z pewnością obiecująca wizja, lecz potrzeba jeszcze wielu badań, nim zostanie potwierdzona jej skuteczność i bezpieczeństwo.
  9. Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Nowego Jorku w Albany opracowali przypominające bandaż urządzenie, które pozwala na ciągłe badanie narządów pobranych do przeszczepu. To metoda nieinwazyjna, dlatego nie wymaga ciągłego wkłuwania się i pobierania próbek płynów tkankowych. Zamiast tego na powierzchni organu są wypalane mikrootwory. To bardzo trudne utrzymać pobrane narządy w dobrym stanie przed transportem i przeszczepieniem – podkreśla James Castracane. Zespół Castracane'a stworzył niewielkie, płaskie urządzenie (ma ono powierzchnię ok. 2,5 centymetra kwadratowego), które wyposażono w 25 mikropodgrzewaczy. Po umieszczeniu na powierzchni organu do przeszczepu wypalają w jego zewnętrznej warstwie miniaturowe otworki o średnicy 1/5 ludzkiego włosa. Wszystko dzieje się w skali mikro. Gdybyśmy zrobili to samo na twojej skórze, nawet byś nie poczuł – wyjaśnia Anand Gadre. Z każdej dziurki wycieka ok. 1 ml płynu, który następnie dociera do umieszczonych w niby-bandażu czujników. Sensory określają poziom glukozy i mleczanów, bazując na różnicach w przewodzeniu prądu przez roztwór powstały po zmieszaniu próbek z enzymami. Każdy wypalacz działa tylko raz, a więc liczba pobranych próbek zależy od tego, w ile podgrzewaczy wyposażono urządzenie. Mleczany powstają, gdy mamy do czynienia z niedostatecznym ukrwieniem i zachodzi metabolizm beztlenowy, a jak wiadomo, narządy pobrane do transplantacji muszą wytrzymać jakiś czas bez dostaw krwi. Na razie przeprowadzono tylko testy laboratoryjne. Teraz Amerykanie zamierzają rozpocząć próby z nerkami krowimi.
  10. Leona Dean i Zoë Robson, dwie studentki z London South Bank University, zaprojektowały dywan rozświetlający się, gdy ktoś postawi na nim stopę. FootLume, bo tak go nazwano, bazuje na zjawisku elektroluminescencji. To jeden z wielu projektów zrealizowanych przez założone przez panie studio Zolo Designs. Można go zobaczyć na wystawie Ideal Home Show, która potrawa jeszcze do 6 kwietnia. Jak projektantki wpadły na ten nietypowy pomysł? Zainspirował je fakt, że często oświetlały sobie w ciemności drogę telefonem komórkowym. Używając tego samego źródła światła, panelu elektroluminescencyjnego, i przekładając to na dywanik aktywowany pod wpływem nacisku, uzyskałyśmy oszczędzającą energię alternatywę dla przekręcenia włącznika światła. FootLume daje bardzo delikatną poświatę. Przydaje się podczas nocnych eskapad do toalety, jako oświetlenie dziecięcego pokoju czy w momencie, kiedy chcemy się położyć do łóżka, nie budząc innych pogrążonych już we śnie osób. Dywan doskonale sprawdzi się jako przewodnik po powrocie do domu z zakrapianej alkoholem imprezy. Przyda się też na samym przyjęciu, gdy potrzeba nastrojowego oświetlenia albo gadżetu pulsującego w rytm muzyki. Dzięki FootLume uda się również urządzić bezpieczny dom, przystosowany do potrzeb starszych ludzi. Urządzenie wykorzystuje małe akumulatorki, dlatego można je położyć w każdym miejscu, bez konieczności wcześniejszego instalowania. Technika wytwarzania jest taka, że umożliwia dostosowanie końcowych cech produktu do potrzeb konkretnego użytkownika. Robson i Dean znają się od 3 lat. Spotkały się na zajęciach. Ich dywan można podziwiać na oficjalne witrynie Ideal Home Show. Internauci głosują tam na najlepszy, ich zdaniem, koncept.
  11. Policja w Miami już wkrótce, jako pierwsza w USA, zacznie używać dronów do nadzorowania podległych jej obszarów. Niewielkie bezzałogowe pojazdy latający zostaną wyposażone w urządzenia optyczne umożliwiające im filmowanie zarówno w dzień jak i w nocy. Rzecznik prasowy Miami-Dade Police Department mówi, że drony będą wykorzystywane w "sytuacjach taktycznych". Oznacza to zapewne, że policja użyje ich tylko w przypadkach, gdy konieczne będzie uwalnianie zakładników czy rozbicie barykady za którą ukryją się uzbrojeni napastnicy. Drony, znane pod fachową nazwą UAV (unmanned aerial vehicle - bezzałogowe pojazdy powietrzne), są od dawna wykorzystywane przez wojsko w Iraku i Afganistanie. Prace nad nimi prowadzone są w USA od dziesięcioleci. CIA przyznała, że wykorzystywała je już w latach 70. ubiegłego wieku. W miarę, jak drony stają się coraz bardziej doskonałe i udowadniają swoją przydatność jako "dodatkowe oczy", jednostki policyjne w USA są coraz bardziej zainteresowane ich wykorzystaniem. Korzysta z nich np. FBI podczas misji poszukiwawczych i w czasie odbijania zakładników. Drony pomagają służbom celnym nadzorować granicę amerykańsko-meksykańską. Jednak małe firmy, które chciałyby zaistnieć na rynku UAV narzekają, że Federalna Agencja Lotnictwa Cywilnego (FAA) utrudnia im zadanie, gdyż stosuje do dronów bardzo rygorystyczne przepisy dotyczące dopuszczenia ich na rynek. Urzędnicy tłumaczą: Nikt by nie chciał, żeby dron spadł na głowę jego babci, która będzie akurat szła do spożywczego na zakupy. Drony niepokoją część obrońców prywatności, którzy domagają się wypracowania jasnych reguł opisujących sytuacje, w których policja będzie mogła używać latających szpiegów.
  12. Na emeryturę udała się właśnie jedna z najbardziej zasłużonych pracownic Baletu Maryjskiego (dawniej Kirowa) z Sankt Petersburga – 21-letnia oślica Monika. Przez 19 lat grała "wierzchowca" Sancho Pansy w przedstawieniu Don Kichote. Na przyjęciu pożegnalnym Monika zatańczyła z primabaleriną walca, spałaszowała ciasto marchwiowe, podarowano jej też fartuch i chustkę. Schedę po Monice przejmie inna oślica: Alina. Szkoda, że tak wcześnie przechodzi na emeryturę, ale, oczywiście, jak wiadomo, podobnie dzieje się w przypadku baletnic – powiedziała w wywiadzie dla Reutera Anastazja Kolegowa, gwiazda Baletu Maryjskiego. Zespół ma jednak nadzieję, że Monika nie przestanie całkiem pracować i wspomoże Alinę swoim doświadczeniem. W czasach największej świetności oślica odciągała uwagę widzów od baletnic. Realizacja zadań sprawiała jej przyjemność, kiwała więc głową w takt muzyki. Obecnie Monika mieszka w petersburskim zoo. « powrót do artykułu
  13. Seagate, największy na świecie producent dysków twardych, nie wierzy w powodzenie dysków SSD. Zdaniem Billa Watkinsa, prezesa firmy, są one po prostu zbyt drogie, by mogły się upowszechnić. Przykładem może być tutaj komputer MacBook Air, który kosztuje 1800 USD gdy jest wyposażony w HDD o pojemności 80 gigabajtów, a wersja z 64-gigabajtowym SSD kosztuje już 3100 dolarów. Watkins jednak wie, że ceny pamięci flash gwałtownie spadają, a rynkiem napędów SSD interesują się tacy giganci jak Samsung czy Intel. W niedalekiej przyszłości SSD mogą więc się upowszechnić. Prezes Seagate'a zapowiedział, że jeśli tak się stanie, to jego firma wytoczy producentom SSD pozew o naruszenie patentu. Zdaniem Watkinsa, producenci nowego rodzaju dysków naruszają patent opisujący interfejs SSD. Groźby Seagate'a mogą nie być bezpodstawne. Firma działa na rynku dysków twardych od lat i jest właścicielem olbrzymiej liczby patentów. Ponadto wymienia się nimi z Hitachi. Jednak Kirshna Chander, analityk firmy iSuppli wątpi, by koncern spełnił swe groźby. Przede wszystkim dlatego, że nie będzie chciał prowadzić wojny z takim gigantem jak Intel. Poza tym Chander wątpi, czy Intel byłby na tyle nierozsądny, by naruszać patent innej dużej firmy. Oczywiście Chander nie wyklucza pomyłki ze strony Intela, który jest nowym graczem na rynku dysków twardych i nie ma 30-letniego doświadczenia jak Seagate czy Hitachi. Jednak, zdaniem analityka, oświadczenie Watkinsa ma na celu jedynie zbadanie reakcji rynku na taką groźbę. Na razie żaden z producentów SSD nie ustosunkował się do jego słów.
  14. Wszystko wskazuje na to, że po latach ścisłego nadzoru ze strony rządu w Pekinie, Chińczycy mogą bez przeszkód korzystać z anglojęzycznej witryny BBC. Wersja chińskojęzyczna jest nadal blokowana, podobnie jak odnośniki w języku chińskim. Co prawda Pekin nigdy oficjalnie nie przyznał, że blokuje BBC, jednak mieszkańcy Państwa Środka, próbujący dostać się do tego serwisu, przeważnie widzieli komunikat o zerwaniu połączenia. Teraz, jak informują dziennikarze BBC przebywający na placówkach w Chinach, bez przeszkód można łączyć się z witryną brytyjskiego nadawcy. BBC zanotowało gwałtowny wzrost liczby odwiedzin z Chin. Każdego dnia średnio odwiedzało ją mniej niż 100 mieszkańców ChRL. Ostatnio liczba ta zwiększyła się do 16 000. Zaskoczeni internauci zalali BBC falą komentarzy, w której wyrażali zdumienie i radość z faktu, że mogą korzystać z serwisu.
  15. Czy słoń może w sobie odkryć żyłkę kamerzysty? Jak najbardziej. Ujęcia nakręcone przez olbrzymiego ssaka dzierżącego kamerę w trąbie stanowią podstawę tryptyku BBC Tygrys – szpiegostwo w dżungli, którego narratorem został znany chyba wszystkim David Attenborough. Akcja dzieje się w Parku Narodowym Pench w Indiach. Tygrysy są przyzwyczajone do obecności słoni, a dla słoni tygrysy nie stanowią zagrożenia, dlatego szarym kamerzystom udawało się podejść bliżej niż jakiemukolwiek człowiekowi. Dzięki temu zdobyły materiał dokumentujący 3 lata z życia 4 małych kotów: od momentu przyjścia na świat do osiągnięcia dorosłości. Tygrysy są tak dyskretne i żyją w tak gęstej dżungli, że ludzkiej ekipie bardzo trudno jest się zbliżyć. A słonie są doskonałymi czworonożnymi platformami dla kamer – uważa producent serii John Downer. Ekipa korzystała z 3 kamer HD. Zaprojektował i zbudował je Geoff Bell, a operował nimi Michael Richards. Jeden z czterech biorących w eksperymencie słoni nosił kamerę w trąbie. Działała, gdy zwierzę się poruszało, można ją też było zbliżać do powierzchni ziemi, a nawet postawić; poruszała się wtedy na kółkach. Drugi posługiwał się kamerą mocowaną do kłów, którą mógł nosić przez dłuższy czas (obie były zdalnie sterowane przez Richardsa). Trzecie urządzenie przypominało element krajobrazu: wystylizowano je na skałę lub kawałek drewna. Jego ustawianiem zajmował się słoń albo ludzie. Aktywowało się ono dzięki czujnikom ruchu. Downer przyznaje, że słonie były bardzo stabilnymi platformami dla kamer. Dodatkowo wymagały jedynie niewielkiego przeszkolenia, by nauczyć się realizacji powierzonych im zadań. Jak łatwo się domyślić, nikt wcześniej nie uciekł się do takiej metody kręcenia filmu. Na szczęście, wszystko przebiegło zgodnie z planem. Na zdjęciach zostały uwiecznione nie tylko tygrysy, ale także inni mieszkańcy lasu, np.: smukluch, inaczej hulman (Presbytis entellus), cyjon (Cuon alpinus), szakal czy wargacz. Producent filmu wpadł na pomysł zdobycia jedynych w swoim rodzaju ujęć podczas obserwacji słoni przy pracy. Mniej więcej trzy lata temu zauważył, jak delikatnie przenoszą pnie drzew. Zaczął się wtedy zastanawiać, czy podobnie będzie z kamerami. Okazało się, że tak... Wspaniałe zdjęcia i filmy można zobaczyć na witrynie BBC.
  16. Planujesz ciążę lub spodziewasz się dziecka? Powinnaś odwiedzić dentystę. Dowiedziono bowiem, że kobiety, które zaszły w ciążę, nie wyleczywszy wcześniej zapalenia przyzębia, są bardziej narażone na rozwój tzw. cukrzycy ciężarnych. Badania, poprowadzone przez dr Anandę Dasanayake, specjalistkę epidemiologii Uniwersytetu Nowojorskiego, objęły 256 ciężarnych kobiet, znajdujących się pod opieką jednego z nowojorskich szpitali w czasie pierwszych sześciu miesięcy ciąży. U dwudziestu dwóch spośród nich rozwinęła się cukrzyca ciężarnych. Analiza flory bakteryjnej wykazała, że pacjentki te miały wyraźnie wyższy poziom mikroorganizmów żyjących na przyzębiu w porównaniu do pozostałych pań, co powodowało rozwój stanu zapalnego. Wszystko wskazuje na to, że właśnie zapalenie było przyczyną pojawienia się cukrzycy. Dr Dasanayake podkreśla znaczenie tej pozornie nieistotnej dla przebiegu ciąży choroby: Poza udowodnionym już wcześniej powodowaniem przedwczesnych porodów, choroby przyzębia mogą mieć także wpływ na rozwój cukrzycy u kobiet spodziewających się dziecka. Dowodzi to, że kobiety decydujące się na zajście w ciążę powinny wcześniej odwiedzić gabinet dentysty. Leczenie chorób dziąseł można przeprowadzić także po poczęciu, gdyż terapia jest efektywna i bezpieczna zarówno dla dziecka, jak i dla matki. Cukrzyca ciężarnych przeważnie zanika samoczynnie po porodzie. Nie należy jednak lekceważyć tego schorzenia, gdyż nawet kilkumiesięczne podwyższenie poziomu glukozy we krwi może być szkodliwe. Oprócz tego pojawienie się cukrzycy u spodziewającej się dziecka kobiety znacznie zwiększa ryzyko rozwoju na późniejszym etapie życia tzw. cukrzycy typu II, znacznie bardziej uporczywej w leczeniu. Przyczyny współwystępowania zapalenia przyzębia i cukrzycy nie są dokładnie znane. Niektórzy badacze sugerują, że rozwój stanu zapalnego może niekorzystnie oddziaływać na wydzielanie i funkcjonowanie insuliny. Nieefektywne działanie tego hormonu objawia się podwyższeniem poziomu glukozy we krwi, czyli właśnie cukrzycą. Planowane są dalsze badania, które mają wyjaśnić to zjawisko.
  17. Grupa badaczy z pięciu amerykańskich uczelni zdefiniowała proteom śliny, czyli pełny spis białek wchodzących w jej skład. Zawiera ona aż 1116 różnych protein, z których wiele może za kilka-kilkanaście lat znaleźć rutynowe zastosowanie w diagnostyce. Ślinę pobierano bezpośrednio z gruczołów, by uniknąć zanieczyszczenia białkami pochodzącymi z pożywienia oraz wytwarzanymi przez bakterie. Aż dwadzieścia procent wykrytych białek wchodzi także w skład krwi. Pozwala to przypuszczać, że w niedalekiej przyszłości analiza próbki pobranej z jamy ustnej będzie mogła w niektórych sytuacjach zastąpić nieprzyjemne dla wielu pacjentów wkłuwanie się do żyły. Do badania pobrano ślinę od dwudziestu trzech zdrowych kobiet i mężczyzn. Reprezentowali oni różne grupy etniczne, dzięki czemu uzyskane wyniki można z większym prawdopodobieństwem odnieść do całej ludzkości. Analizy dokonano za pomocą techniki zwanej spektroskopią masową, co pozwoliło na zbadanie wielkości białek oraz ich ładunku elektrycznego. Następnie uzyskane wyniki porównano z proteomem ludzkiej krwi oraz łez. Badania wykonane przez Amerykanów pozwalają przypuszczać, że już niedługo w procesie wykrywania niektórych chorób będzie można uniknąć pobierania krwi. Używanie do badania śliny ma kilka istotnych zalet. Można je wykonać samodzielnie, jest szybsze i wygodniejsze, a także bezpieczniejsze - ryzyko infekcji spada do minimum. Naukowcy wymieniają kilka chorób, które już dziś można zdiagnozować z użyciem wspomnianego testu. Jego skuteczność potwierdzono dotychczas eksperymentalnie w wykrywaniu białek związanych z chorobami Parkinsona, Alzheimera i Huntingtona (ciężka, postępująca nieuchronnie degeneracja neuronów). Kilka innych testów, opartych o wykrywanie odpowiednich przeciwciał, pozwala już dziś wykryć nosicielstwo takich wirusów, jak HIV czy wirus zapalenia wątroby typu B. Badacze nie poprzestają jednak na tym - wierzą, że za kilka lat z użyciem podobnych analiz będzie można przewidywać ryzyko zapadnięcia na choroby cywilizacjne, np. choroby serca, nowotwory oraz cukrzycę. Związany z projektem naukowiec, Fred Hagen, tłumaczy znaczenie odkrycia jego zespołu: Wyobrażamy sobie, jak w przyszłości pacjent pluje do probówki, a my szukamy w niej np. proteiny potwierdzającej obecność raka piersi. Pobranie materiału do badania jest bardzo proste, potencjalnie można je wykonać nawet we własnym domu. Apeluje też do środowiska naukowego: Opublikowaliśmy nasze wyniki, bo oczekujemy, że poszczególne grupy badawcze będą wybierały grupy chorób i analizowały przydatność badania śliny jako nowej, skutecznej metody diagnostycznej. Nam, pacjentom, pozostaje trzymanie kciuków za powodzenie dalszych badań.
  18. Różne firmy coraz częściej produkują lustra, które pokazują, jak ludzie będą wyglądać w przyszłości. Poszczególne warianty to starzenie się przy zdrowym trybie życia oraz scenariusze uwzględniające np. palenie czy nadmierne spożycie alkoholu. Accenture Technology Labs stworzyło tzw. lustro perswazyjne, ukazujące, jak szkodliwe nawyki zmieniają z czasem twarz. Użytkownik wpisuje dane na temat przyzwyczajeń oraz wgrywa swoje zdjęcie. Urządzenie generuje obraz ilustrujący proces starzenia. Pokazuje, jak dana osoba może wyglądać po pół roku zdrowotnych nadużyć. Po co komu takie lustra? Ich twórcy chcieli, by unaoczniły, jak złe nawyki, m.in. palenie, nadużywanie alkoholu, przejadanie czy nadmierne opalanie, rujnują nasze zdrowie. Mogłoby to skłonić, przynajmniej niektórych, do zmiany zachowania. Obraz jest wart tysiąca ostrzeżeń. Z jednej strony przeraża, z drugiej – nagradza – podkreśla Andrew Fano z Accenture Technology Labs. Oprogramowanie może jednocześnie wyświetlić obrazy "przed" i "po", przez co różnice stają się bardziej widoczne. Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis badają wpływ luster na ludzkie zachowanie. Publikacja wyników nastąpi najprawdopodobniej w maju, wtedy też Accenture zamierza "doszlifować" lustro, zanim trafi do przedstawicieli branży medycznej. Podobne do lustra perswazyjnego oprogramowanie opracowała firma Aprilage Development. Jedyna różnica polega na tym, w jak odległą przyszłość można dzięki niemu sięgnąć. Tutaj uwzględnia się dużo dłuższą perspektywę czasową. Dzięki temu udaje się np. stwierdzić, jak mogą wyglądać zaginione dzieci. Na witrynie internetowej producenta można obejrzeć film, który przedstawia zmiany na twarzy wybranych osób (scenariusze: palenie vs niepalenie, kąpiele słoneczne i otyłość), które zachodzą między 8.-10. a 60.-70. rokiem życia.
  19. Dziś, 4 miesiące od wypadku, 21-letni Zach Dunlap twierdzi, że czuje się dobrze. Dziewiętnastego listopada ubiegłego roku uznano go jednak za zmarłego, a rodzina zgodziła się na pobranie organów do przeszczepu. Śmierć mózgu, czyli nieodwracalne ustanie czynności mózgu, stwierdzono w United Regional Healthcare System w Wichita Falls w Teksasie. Chłopak odniósł śmiertelne obrażenia wskutek jazdy na quadzie. Podczas ostatniego pożegnania z bliskimi poruszył stopą i dłonią. Zareagował na przeciągnięcie scyzorykiem po podeszwie stopy i na naciskanie paznokcia. Po dwóch dobach spędzonych w szpitalu wrócił do domu i kontynuuje rehabilitację. Młody mężczyzna z Frederick w Oklahomie nie pamięta swojego wypadku. Przypomina sobie część wydarzeń, które miały miejsce na ok. godzinę przed feralnym wypadkiem i całkiem dobrze to, co stało się 6 godzin wcześniej. Wyjawia też, że słyszał, jak lekarze ogłaszali jego zgon. Ojciec Zacha, Doug, oglądał skany mózgu syna. Nie wykazywał on żadnej aktywności, a krew w ogóle do niego nie dopływała. Matka, Pam, opowiada o chwili, kiedy rodzice zobaczyli, że ich dziecko jednak żyje. Czuli, jakby na ich oczach dokonał się cud... Rehabilitacja nadal trwa. Może zająć rok, a nawet dłużej, ale tak naprawdę nie ma to znaczenia. Ważne, że Zach nie umarł. Chłopak zachował scyzoryk, który uratował go od pogrzebania żywcem.
  20. Psycholodzy z University of Queensland dotarli do źródeł ludzkiego strachu przed pająkami i wężami. Wcześniej sądzono, że to ewolucja wyposażyła nas w taki lęk, by pomóc w uniknięciu niebezpieczeństw. Australijczycy podają jednak alternatywne wytłumaczenie. Wcześniejsze badania wykazały, że na pająki i węże reagujemy zupełnie inaczej niż na pozostałe bodźce, takie jak kwiaty czy grzyby. Reagujemy nawet odmiennie niż na inne groźne zwierzęta czy samochody i broń, które są o wiele bardziej niebezpieczne. Tłumaczono to tym, w toku ewolucji miała się wytworzyć predyspozycja do reagowania lękiem na te zwierzęta, które mogły być zagrożeniem dla ludzkich przodków - tłumaczy dr Helena Purkis. Wg zespołu z Queensland, powszechny strach przed pająkami i wężami to skutek ciągłego kontaktu z negatywnymi informacjami na temat tych zwierząt. Twierdzimy, że to właśnie zwiększa prawdopodobieństwo, że staną się obiektem fobii. W ramach eksperymentu naukowcy porównywali reakcje na węże i pająki dwóch grup ludzi: 1) osób, które nie mają specjalnego doświadczenia w kontaktach z nimi i 2) ekspertów ds. tych zwierząt, czyli arachnologów i ofiologów. Autorzy uprzednich badań twierdzili, że pająki i węże bardzo szybko ściągają na siebie uwagę i na wczesnych etapach przetwarzania informacji generowania jest negatywna reakcja w postaci strachu. My wykazaliśmy, że chociaż każdy preferencyjnie spostrzegał te zwierzęta w otoczeniu jako potencjalne niebezpieczeństwo, negatywna reakcja występowała tylko u niedoświadczonych wolontariuszy. Dr Purkis podkreśla, że odkrycia jej zespołu pozwalają lepiej zrozumieć pojawienie się i podtrzymywanie lęku przed określonymi obiektami. Jeśli zrozumiemy związek między preferencyjną uwagą i emocjami, to pomoże nam wyjaśnić, jak zachodzi proces przejścia od postrzegania bodźca jako potencjalnego niebezpieczeństwa do wyśrubowania reakcji emocjonalnej i wytworzenia się fobii. W ten sposób uzyskamy informacje na temat sposobu, jak ludzie powinni obcować z wężami i pająkami, by zminimalizować negatywne reakcje emocjonalne. Teraz badacze planują kolejne badania, podczas których zamierzają przetestować hipotezę, że miłość i strach (a więc i fobia) angażują ten sam podstawowy mechanizm uwagi. W eksperymencie wezmą udział miłośnicy zwierząt, np. hodowcy psów, którym będą prezentowane bodźce powiązane z ich ulubieńcami. Psycholodzy sprawdzą, czy bodźce te również mają dostęp do preferencyjnej uwagi.
  21. Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles wyprodukowali sztuczne mięśnie, które samodzielnie radzą sobie z usterkami. Dzięki nim mogą powstać zarówno lepsze sztuczne kończyny, jak i doskonalsze roboty kroczące. Polimerowe mięśnie, po przyłożeniu napięcia elektrycznego, zwiększają długość nawet o 200 procent. Ich ruch i sposób wykorzystania energii przypominają ludzkie mięśnie. Sztuczne mięśnie wykorzystywane są od dawna, jednak zwykle wykorzystują one elektrody wyprodukowane z metalu. Te zaś dość szybko się zużywają, a w razie jakiegokolwiek uszkodzenia mięśnie przestają pracować. Zespół profesora Qibinga Peia stworzył elektrody z elastycznych nanorurek. Dzięki temu, nawet gdy dochodzi do uszkodzenia którejś z elektrod, tylko ona przerywa pracę, a reszta działa bez zakłóceń. Wynalazcy nowych mięśni podczas testów celowo uszkadzali je nakłuwając pineską. Nie przeszkodziło to urządzeniu w pracy. Co więcej, mięśnie wykorzystują aż 70% energii, która zostaje im dostarczona. Energia jest im potrzebna do skurczu. Gdy mięśnie się rozkurczają, w nanorurkach produkowany jest ładunek elektryczny, który można wykorzystać do wykonanie kolejnego ruchu lub też do zasilania urządzeń przenośnych, takich jak np. odtwarzacze MP3. Kwang Kim z University of Reno mówi, że profesor Pei wykorzystał bardzo obiecującą, nowatorską metodę łączenia węglowych nanorurek. Być może znajdzie ona zastosowanie również w produkcji baterii
  22. Badania genetyczne 2 średniowiecznych czaszek odnalezionych w Tower of London wykazały, że należały one do lwów berberyjskich (Panthera leo leo), zwanych także lwami z Atlasu lub nubijskimi. Słynna brytyjska wieża była nie tylko więzieniem czy schronieniem władców, ale również jednym z najstarszych ogrodów zoologicznych na świecie. Nietrudno się domyślić, że ssak określany mianem króla zwierząt miał się kojarzyć z monarchią (Contributions in Zoology). Metodą datowania węglowego stwierdzono, że starsza czaszka pochodzi z okresu między rokiem 1280 a 1385, a młodsza z XV wieku (1420-1480). Są to jedyne w Anglii pozostałości po dużych kotach. Wszystkie kości należą do samców, które mają bardziej wydłużone czaszki i większe kły od samic. W momencie zgonu miały one od 3 do 4 lat. Lew berberyjski nie występuje już w naturze. Ostatniego dzikiego osobnika zabito w 1942 r. w górach Atlas. Wcześniej gatunek ten zasiedlał Atlas i północną Afrykę. Lwy te stanowiły atrakcję walk gladiatorów. Rozwój cywilizacji wzdłuż Nilu i na Synaju na początku drugiego tysiąclecia naszej ery zahamował przepływ genów wskutek odizolowania od siebie populacji Panthera leo leo. Królewskie zoo w wieży przetrwało ponad 600 lat. Zostało założone przez Jana I (Jana bez Ziemi), który panował w latach 1199-1216. Lwy były oznaką dobrych stosunków z innymi monarchami, którzy w prezencie przekazywali egzotyczne zwierzęta. To pierwsze lwy, które pojawiły się w Europie Północnej po wyginięciu pod koniec ostatniej epoki lodowcowej gatunków zamieszkujących Stary Kontynent. Naukowcy z Muzeum Historii Naturalnej i Uniwersytetu w Oksfordzie badali mitochondrialne DNA. Okazało się, że występują w nim geny charakterystyczne dla lwów berberyjskich. Czaszki odnaleziono w latach 30. w fosie otaczającej Tower of London. Chociaż w Muzeum Historii Naturalnej mamy jedną z najlepszych kolekcji ssaków na świecie, zachowało się niewiele okazów z królewskiej menażerii. Bezpośredni handel zwierzętami między Europą a subsaharyjską Afryką nie rozwinął się przed wiekiem XVIII, stąd nasze wyniki pozwalają spojrzeć pod nowym kątem na ścieżki historycznej wymiany – wyjaśnia Richard Sabin, kurator działu ssaków słynnego brytyjskiego muzeum. Royal Menagerie znajdowała się początkowo w Woodstock obok Oksfordu, potem przeniesiono ją do Tower of London. Jednymi z pierwszych mieszkańców tego zoo były 3 lamparty króla Henryka III, które podarował mu w 1235 roku Fryderyk II, władca Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Pierwsze pisemne wzmianki na temat przybytku pojawiają się w 1240 r. Dotyczą właśnie królewskiej kolekcji lwów. Dr Nobuyuki Yamaguchi z Uniwersytetu Oksfordzkiego wspomina, że choć lwy berberyjskie wyginęły na wolności, w ciągu ostatnich 30 lat ich możliwych potomków udawało się zlokalizować w populacjach z ogrodów zoologicznych, np. Temara Zoo w Rabacie, i cyrków. Nie wyklucza, że w obliczu postępów współczesnej nauki kiedyś znowu uda się je zobaczyć... Po latach badań i anegdotycznych już doniesień o lwach berberyjskich trzymanych w niewoli WildLink International i Uniwersytet Oksfordzki rozpoczęły International Barbary Lion Project. Z muzeów europejskich, m.in. z Turynu, Paryża i Brukseli, pobrano próbki kości lwów nubijskich. Odesłano je do Oksfordu, gdzie przeprowadzono sekwencjonowanie. DNA potomków lwów berberyjskich zostanie porównane z DNA ich przodków, w ten sposób określi się np. stopień hybrydyzacji z innymi podagtunkami lwów.
  23. Firma Taiwan Semiconductor Manufacturing (TSMC) poinformowała, że już w drugim kwartale bieżącego roku rozpocznie produkcję układów scalonych w technologii 40 nanometrów. To kolejny etap miniaturyzacji układów scalonych, który coraz bardziej przybliża nas do przewidywanej granicy możliwości fizycznych dalszej miniaturyzacji krzemowych kości. Obecnie olbrzymia większość chipów jest wykonywana w technologii 90 nm. Intel masowo produkuje 45-nanometrowe procesory i stworzył też układ SRAM w technologii 32 nanometrów. W przyszłym roku mają powstać pierwsze intelowskie 32-nanometrowe CPU, a kolejnym krokiem będzie rozpoczęcie wytwarzania 23-nanometrowych układów w roku 2011. Decyzja TSMC o wdrożeniu kolejnego etapu procesu produkcyjnego oznacza, że firmy, które nie posiadają własnych fabryk lub też z jakichś powodów nie są w stanie wdrożyć w nich 40-nanometrowego procesu technologicznego, w ciągu najbliższych miesięcy będą mogły zamawiać 40-nanometrowe układy w TSMC.
  24. Wraz z rozwojem Internetu i związanym z tym powszechnym zjawiskiem naruszania praw autorskich, prowadzone są coraz bardziej gorące dyskusje na temat własności intelektualnej. Jednak, wbrew temu, co próbują twierdzić niektórzy, prawa autorskie nie liczą sobie zaledwie kilkudziesięciu czy stu kilkudziesięciu lat. Naukowcy z University of Cambridge i Bournemouth University rozpoczęli projekt, którego celem jest zbadanie pochodzenia i ewolucji praw autorskich. W dniach 19-20 marca w Londynie odbyła się konferencja na ten temat, a jej owocem jest interesująca witryna www.copyrighthistory.org. To cyfrowe archiwum dokumentów, które dały początek dzisiejszym prawom autorskim. Z dotychczas przeprowadzonych badań wynika, że zachowane najstarsze europejskie dokumenty, w których można znaleźć zaczątki dzisiejszych praw autorskich pochodzą z drugiej połowy XV wieku. Na razie w archiwum umieszczone zostały najważniejsze teksty z Włoch, Francji, krajów niemieckojęzycznych, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Można jednak przypuszczać, że baza tekstów będzie ciągle poszerzana.
  25. Niemieccy naukowcy z Tybingi stworzyli algorytm komputerowy, który potrafi naśladować pewną specyficzną umiejętność nietoperza, a mianowicie zdolność klasyfikowania roślin za pomocą echolokacji (PLoS Computational Biology). Wbrew pozorom nie jest to proste, ponieważ rośliny generują złożone echo akustyczne. Powód? Mają wiele, w dodatku ułożonych pod różnymi kątami, liści i gałęzi. Do tej pory biolodzy nie wiedzieli, jak latającym ssakom udaje się ta sztuka. Nietoperze wykorzystują rośliny do dwóch celów: jako źródło pożywienia i punkty orientacyjne, pozwalające odnaleźć różne żerowiska. Yossi Yovel i Peter Stilz z Uniwersytetu w Tybindze oraz Hans Ulrich-Schnitzler i Matthias Franz z Instytutu Biologii Cybernetycznej Maxa Plancka wykorzystali sonar, który, podobnie jak nietoperz, emitował serie ultradźwięków. Badacze nagrywali tysiące ech powracających od żywych roślin należących do 5 gatunków. Algorytm, który analizował zmiany częstotliwości w czasie, potrafił rozpoznać roślinę z dużą trafnością. Naukowcy uważają, że program dostarczy też wskazówek, jakie cechy echa mogą być najbardziej zrozumiałe, a więc przydatne, dla nietoperzy. Niemcy cieszą się, że ich wynalazek pozwala lepiej zrozumieć nietoperze, nie ingerując przy tym w mózg zwierząt.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...