Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'waga'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 57 results

  1. Kiedy ludzie podejmują decyzję, odczuwając stres, zwracają większą uwagę na plusy czy korzyści związane z danym scenariuszem. Można by się spodziewać czegoś odwrotnego, ale psycholodzy odkryli, że ochotnicy trzymający przez kilka minut dłoń w lodowatej wodzie czy poproszeni o wygłoszenie mowy przywiązują większą wagę do pozytywów i dyskredytują minusy. Stres wydaje się wspomagać uczenie na podstawie pozytywnych informacji zwrotnych i upośledza uczenie związane z negatywnym sprzężeniem zwrotnym - wyjaśnia Mara Mather z Uniwersytetu Południowej Kalifornii, jedna z autorek przeglądu badań opublikowanego w Current Directions in Psychological Science. Amerykanka dodaje, że na takiej właśnie zasadzie, denerwując się podczas rozważań nad zmianą pracy, ludzie będą bardziej cenić wyższą płacę i nie przejmą się dłuższym czasem dojazdu. Autorki artykułu sądzą, że zaobserwowane odchylenie tłumaczy, czemu stres odgrywa ważną rolę w uzależnieniach i dlaczego ktoś zestresowany łatwiej ulega pokusom. Kompulsja, by dostać nagrodę, staje się silniejsza i trudniej jej się oprzeć.
  2. Kobiety urodzone przez matki powyżej 39 r. r.ż. oraz wyższe i szczuplejsze od przeciętnej dziewczynki przed okresem dojrzewania mają wyższą gęstość piersi. Oznacza to podwyższone ryzyko rozwoju raka piersi (Breast Cancer Research and Treatment). Studium naukowców z Carlos III Health Institute (ISCIII) objęło próbę 3574 kobiet w wieku 45-68 lat. Wykorzystano dane zgromadzone w ramach badań przesiewowych, prowadzonych w 7 wspólnotach autonomicznych Hiszpanii: Aragonii, Kastylii i León, Katalonii, Galicii, Nawarze, Walencji i na Balearach. Podczas mammografii posłużono się projekcją pionową (tzw. kraniokaudalną, z wiązką wzdłuż pionowej osi sutka), która obrazuje centralną część gruczołu. Oceną gęstości mammograficznej zajmował się jeden radiolog. Bazował przy tym na 6-stopniowej skali Boyda (wg Boyda, na każdy 1% wzrostu zawartości gęstych struktur w mammogramie przypada 2-proc. wzrost ryzyka raka piersi). Informacje o wczesnych etapach życia zebrano podczas wywiadu. U 811 kobiet (23%) stwierdzono V stopień gęstości mammograficznej (powyżej 50%), a u 5% próby VI (gęstość przekraczała 75%). U kobiet urodzonych przez matki mające więcej niż 39 lat, a także u dziewczynek wyższych i szczuplejszych przed pokwitaniem od przeciętnej rówieśnicy w dorosłości częściej występowała wyższa gęstość mammograficzna piersi. Niższa gęstość współwystępowała z wyższą wagą przedpokwitaniową, niską wagą urodzeniową i wcześniejszą pierwszą miesiączką.
  3. Biorąc udział w badaniach, w których pyta się o wagę i wzrost, większość Amerykanów kłamie. Jak można się domyślić, waga jest zaniżana, a wzrost zawyżany, co w sumie daje korzystniejszy wskaźnik masy ciała (BMI). Osoby białe postępują tak częściej niż czarne i Latynosi. Mimo że to powszechna praktyka zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn z każdej grupy etnicznej, autorzy raportu opublikowanego na łamach pisma Ethnicity & Disease uważają, że nie zmienia to statystyk dotyczących zakresu otyłości w USA. Na szczęście przedstawiając się w lepszym świetle, ludzie zachowują umiar. W studium dr Ming Wen z Wydziału Socjologii University of Utah uwzględniono dane z 2007-2008 National Health and Nutrition Examination Survey (NHANES), uzyskane od 2672 mężczyzn i 2671 kobiet. Badanych mierzono i ważono, a następnie wyliczano wskaźnik masy ciała. Sami uczestnicy NHANES także podawali swoje wymiary. Dane porządkowano wg płci i grup etnicznych. Poza tym naukowcy uwzględniali różne czynniki demograficzne, takie jak wykształcenie, wiek czy status materialny. Analiza wykazała, że we wszystkich grupach etnicznych zarówno kobiety, jak i mężczyźni zawyżali swój wzrost. Średnio mężczyźni zawyżali go o 1,41 cm, a kobiety o 0,84 cm. Czarni mężczyźni lekko zawyżali masę ciała, a wszystkie inne grupy ją zaniżały: od ujmujących sobie 0,04 kg białych mężczyzn po niedostrzegające 1,74 kg czarnych kobiet. Biorąc jednocześnie pod uwagę wzrost i wagę, udało się ustalić, że kobiety zaniżały BMI bardziej niż mężczyźni, a kobiety białe robiły to w większym stopniu niż Afroamerykanki i Latynoski. Wg Wen i jej współpracowniczki dr Lori Kowaleski-Jones, wynika to z tego, że w białych społecznościach działa silniejsza presja, by być szczupłą, dlatego białe kobiety "bardziej pragną smukłego ciała" i są bardziej świadome problemów z wagą. Częściej zaniżały BMI osoby z nadwagą, z najstarszej grupy wiekowej (powyżej 60. r.ż.) i z ukończonym college'em. Ogólne statystyki nie mogą ulec zmianie, bo choć między podawanymi a mierzonymi wartościami pojawiały się różnice, naukowcy twierdzą, że były one niewielkie i mieściły się w jednostce BMI.
  4. Jednym z poważniejszych problemów z jakim mierzą się astronauci jest utrata masy mięśni spowodowana przebywaniem w stanie nieważkości. Kilkutygodniowy pobyt w kosmosie może spowodować spadek wagi nawet o 15%. Dlatego też astronauci przebywający na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) ćwiczą codziennie przez 2 godziny. Jednak monitorowanie masy ciała w stanie nieważkości nie jest proste. Tradycyjne wagi tam nie działają. Od 1965 roku używane są urządzenia, które obliczają masę astronautów na podstawie tempa własnych ruchów. Urządzenie takie jest najpierw kalibrowane, ustalając tempo poruszania siedziska w górę i w dół. Następnie astronauta kładzie się na siedzisku, a urządzenie, na podstawie spowolnienia własnych ruchów, oblicza masę człowieka. Tego typu „waga“ jest dość duża i zużywa sporo energii. Teraz Carmelo Velardo z francuskiego Eurocomu zaproponował rozwiązanie, które zwolni miejsce na ISS, pozwalając wykorzystać je na potrzeby instrumentów badawczych, oraz umożliwi zaoszczędzenie energii. Naukowiec postanowił wykorzystać Kinecta do „ważenia“ astronautów. Urządzenie ma za pomocą swoich czujników oraz kamer tworzyć trójwymiarowy obraz ciała człowieka i na podstawie takiego modelu wyliczać jego wagę. Podczas testów, w których wykorzystano dane dotyczące wymiarów ciała i wagi 28 000 osób okazało się, że dokładność systemu wynosi 97%. Średnie odchylenie od wagi rzeczywistej wynosiło 2,7 kilograma, zatem dokładność metody Velardo jest porównywalna z obecnie stosowanym sposobem ważenia. Nowa metoda, ze względu na koszty wyniesienia każdego kilograma na orbitę, nie została jeszcze przetestowana w kosmosie. Velardo chce ją najpierw sprawdzić podczas lotu samolotem, w czasie którego uzyskiwane są warunki mikrograwitacji. Wyniki jego badań zostaną zaprezentowane w przyszłym miesiącu. </>
  5. Po zażywaniu przez miesiąc eksperymentalnego leku o nazwie Adipotide, który wybiórczo odcina dopływ krwi do komórek tłuszczowych (adipocytów), otyłe rezusy straciły średnio 11% masy ciała. Jak donoszą naukowcy z MD Anderson Cancer Center przy University of Texas, zmniejszył się wskaźnik masy ciała, obwód w pasie, a także stopień otłuszczenia ciała. Uzyskanie takiej substancji do wykorzystania u ludzi mogłoby zapewnić niechirurgiczną metodę zmniejszenia ilości nagromadzonego tłuszczu białego. Obecne leki na odchudzanie mają kontrolować apetyt albo zapobiegać wchłanianiu tłuszczu z jelita - wyjaśnia dr Renata Pasqualini. Amerykanie zaprojektowali lek, który zawiera czynnik wiążący się z białkami powierzchniowymi naczyń zaopatrujących adipocyty w krew oraz syntetyczny peptyd, który uruchamia śmierć komórkową. Po ustaniu dopływu krwi komórki tłuszczowe są metabolizowane. W ramach wcześniejszych badań przedklinicznych otyłe myszy, którym podawano Adipotide, straciły ok. 30% masy ciała. Lek oddziałuje na białą (podskórną) tkankę tłuszczową. Większość leków na otyłość przepada podczas prób przejścia od gryzoni do naczelnych. Wszystkie gryzoniowe modele otyłości są wadliwe, ponieważ zwierzęta te mają odmienny metabolizm, a ośrodkowy układ nerwowy zupełnie inaczej reguluje apetyt i sytość niż OUN naczelnych, w tym ludzi. Z tego powodu znaczący spadek wagi u rezusów jest bardzo zachęcający. Badane małpy były spontanicznie otyłe. Nie przeprowadzano żadnych specjalnych zabiegów, np. modyfikacji genetycznych, by się takie stały. Zwierzęta te unikały aktywności fizycznej, zjadając jednocześnie więcej pokarmu przeznaczonego dla całej kolonii. Okazało się, że u małp zażywających Adipotide zmniejszała się insulinooporność (po leczeniu do osiągnięcia prawidłowej gospodarki węglowodanowej organizm wykorzystywał o ok. 50% mniej insuliny). Zmniejszyło się ogólne otłuszczenie ciała oraz otłuszczenie brzucha. Waga, BMI i obwód pasa spadały przez 3 tygodnie od zakończenia terapii, by zacząć na powrót wolno rosnąć dopiero w 4. tyg. Gdy w osobnym studium lek podawano szczupłym zwierzętom, nie nastąpił spadek wagi. Sugeruje to, że wpływ leku występuje wybiórczo u osobników z nadwagą/otyłością. Małpy biorące udział w obu studiach zachowały bystrość umysłu i wchodziły w kontakt z opiekunami. Nie wykazywały objawów mdłości ani nie unikały jedzenia. Główne efekty uboczne dotyczyły działania nerek. Skutki zależały od dawki, były przewidywalne i odwracalne. Pasqualini, dr Wadih Arap i zespół przygotowują się do testu klinicznego, w ramach którego otyłym pacjentom z rakiem prostaty przez kolejne 28 dni podawano by zastrzyki z eksperymentalnego leku. Naukowcy chcą sprawdzić, czy stan zdrowia mężczyzn się poprawi. Niektóre terapie raka gruczołu krokowego prowadzą bowiem do przyrostu wagi, a nadwaga bądź otyłość do zapalenia stawów. To w dalszy sposób ogranicza aktywność, waga rośnie i błędne koło się zamyka. Dodatkowo komórki tłuszczowe wydzielają hormony wzrostu, które zostają skrzętnie wykorzystane przez komórki rakowe.
  6. Estrogen reguluje wydatkowanie energii, apetyt oraz wagę ciała, a niedobór receptorów estrogenowych w specyficznych częściach mózgu może prowadzić do otyłości (Cell Metabolism). Estrogen ma głęboki wpływ na metabolizm. Wcześniej nie myśleliśmy o hormonach płciowych jako krytycznych regulatorach pobierania pokarmów i wagi ciała - tłumaczy dr Deborah Clegg z UT Southwestern Medical Center. Amerykanie prowadzili eksperymenty na myszach. Zauważyli, że estrogen kontroluje wagę ciała samic, wpływając na dwa ośrodki w obrębie podwzgórza: jeden związany z wydatkowaniem energii, drugi z apetytem. U gryzoni, które nie mają w tych rejonach mózgu receptorów estrogenowych alfa (ER-α), rozwija się otyłość i towarzyszące jej choroby, takie jak cukrzyca i choroby serca. Podobnego zjawiska nie odnotowano u samców, ale naukowcy podejrzewają, że w ich przypadku podobną rolę w regulacji metabolizmu mogą odgrywać nieznane jeszcze rejony z receptorami estrogenowymi. Dr Clegg uważa, że wyniki badań jej zespołu mogą doprowadzić do stworzenia nowych metod hormonalnej terapii zastępczej, w ramach których estrogen byłby dostarczany do specyficznych obszarów mózgu, które regulują wagę. W ten sposób wyeliminowano by ryzyka związane z ogólnoustrojowym podawaniem hormonu, np. raka piersi czy udaru. Rola estrogenu u kobiet w wieku postmenopauzalnym nadal nie jest do końca jasna. Obecne badania koncentrują się na czasowaniu i rodzaju suplementacji, który byłyby najbardziej korzystny dla pacjentek - podsumowuje Clegg.
  7. Podczas ciąży zwiększa się liczba gruczołów otoczki brodawki sutkowej (glandulae areolares, GA). Zakładano, że ich wydzielina nawilża skórę, teraz jednak wydaje się, że zawiera ona substancje zapachowe, pomagając niemowlęciu odnaleźć drogę do piersi i pokarmu matki. Benoist Schaal z CNRS (National Centre for Scientific Research) liczył w ciągu 3 dni od porodu gruczoły otoczki u 121 kobiet. Jego zespół oceniał też skuteczność ssania i zmiany wagi dzieci oraz czas potrzebny matkom do rozpoczęcia wydzielania mleka. Okazało się, że u kobiet z ponad 9 gruczołami otoczki na pierś laktacja zaczynała się prędzej niż u kobiet z mniejszą liczbą gruczołów. W dodatku ich dzieci ważyły więcej i częściej jadły. Naukowcy zaczęli przypuszczać, że gruczoły otoczki mogą wpływać na zachowanie dzieci podczas karmienia, gdy okazało się, że u 3-dniowych dzieci występuje pociąg do wydzieliny niespokrewnionych z nimi, nieznanych karmiących kobiet. W czasie studium z 2009 r. zademonstrowali, że w porównaniu do innych zapachów piersi, z zapachem samego mleka włącznie, pod wpływem zapachu wydzieliny gruczołów otoczki niemowlęta więcej poruszają głową i ustami (ssąc czy liżąc). Statystyki z najnowszego francuskiego badania, którego wyniki ukazały się w sierpniu w piśmie Early Human Behaviour, pokazały, że gruczoły otoczki występowały u 97% badanych, 80,2% kobiet miało 1-20 gruczołów na otoczkę, a u 33% pojawiała się dobrze widoczna ciecz. Wyposażenie w gruczoły było dodatnio powiązane ze wzrostem po narodzinach i z momentem rozpoczęcia laktacji: dzieci pierworódek z mniejszą liczbą GA w mniejszym stopniu przybierały na wadze niż noworodki kobiet z większą liczbą gruczołów obwódki. Co więcej, u pierwiastek z mniejszą liczbą GA laktacja zaczynała się później. Schaal podkreśla, że dzieci kobiet rodzących po raz pierwszy mogą być bardziej zależne od wskazówek zapachowych, ponieważ ich matki nie mają doświadczenia pozwalającego rozpoznać, że noworodek/niemowlę chce jeść.
  8. Ćwiczenia łagodzą objawy zapalenia stawów u otyłych myszy, nawet jeśli ich waga się nie zmienia, a zwierzęta nadal pozostają na wysokotłuszczowej diecie. Wygląda więc na to, że wbrew długo podtrzymywanej opinii, to nie same zbędne kilogramy nadmiernie obciążają stawy, prowadząc do zmian zapalnych. W niedalekiej przyszłości rozpoczną się badania na ludziach (Arthritis & Rheumatism). Zaskakujące, że ćwiczenia, bez znaczącego spadku wagi, mogą być korzystne dla stawów. Oczywiście, że najlepiej wyrabiać sobie [oraz podtrzymywać] formę i nieco schudnąć, ale badania pokazują, że sama aktywność fizyczna może sprzyjać zdrowiu stawów – przekonuje dr Farshid Guilak z Centrum Medycznego Duke University. Ponieważ w wielu przypadkach zapalenie stawów współwystępuje z otyłością i brakiem aktywności, naukowcy z Duke University postanowili sprawdzić, czy wysokotłuszczowa dieta wyzwala chorobę zwyrodnieniową stawów kolanowych i czy ćwiczenia stanowią jakieś zabezpieczenie. Akademicy posłużyli się dwiema grupami myszy: jednej podawano karmę wysokotłuszczową, drugiej zwykłą. Okazało się, że gryzonie z pierwszej grupy szybko tyły, słabo metabolizowały glukozę, a w ich krwi występowały wyższe stężenia związków wywołujących związany z chorobą zwyrodnieniową stawów przewlekły stan zapalny. Gdy otyłe zwierzęta zaczęły ćwiczyć w kołowrotku, wiele z tych negatywnych symptomów zelżało, mimo że myszy nadal jadły wysokotłuszczową karmę i wcale nie schudły. Poprawiła się tolerancja glukozy, poza tym przerwaniu uległa regulowana przez cytokiny odpowiedź zapalna. Guilak podkreśla, że gdyby nadmierna waga stanowiła przyczynę zapalenia stawów, ćwiczenia nie tylko nie zmniejszyłyby problemu, ale nawet by go nasiliły. Tutaj jednak okazało się, że mogą bardzo pomóc. Próbujemy zrozumieć oddziaływania między aktywnością fizyczną a otyłością. Choć [u ćwiczących myszy] ilość tłuszczu była taka sama, był to inny tłuszcz – wyjaśnia dr Timothy M. Griffin, główny autor studium (obecnie Oklahoma Medical Research Foundation). Komórki tłuszczowe nadal produkują cytokiny prozapalne, ale nie są one w stanie wystarczająco zorganizować swoich działań. Nie chcę przez to powiedzieć, że ćwiczenia wyłączają sygnał zapalny, one go po prostu upośledzają.
  9. Zarówno małżeństwo, jak i rozwód powodują wzrost wagi. Po zbadaniu 10.071 osób naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Ohio stwierdzili, że ryzyko przybrania na wadze wzrasta w ciągu 2 lat od początku i końca małżeństwa. Amerykanie stwierdzili, że najbardziej zagrożone dużym skokiem wagi są świeżo poślubione kobiety. Akademicy z Ohio śledzili losy ponad 10-tysięcznej próby od 1986 do 2008 roku. Wykorzystano dane z National Longitudinal Survey of Youth '79. Badanych podzielono na 4 grupy: 1) tych, u których BMI spadło o co najmniej 1 kg/m2 w ciągu 2 lat od zmiany stanu cywilnego, 2) ludzi doświadczających w takiej sytuacji niewielkiego wzrostu BMI, 3) osób doświadczających dużego wzrostu wagi oraz 4) takich, których waga nie zmieniała się. Poza zmianami we wskaźniku masy ciała (BMI) brano też pod uwagę stan cywilny. Porównywano BMI osób biorących ślub lub rozwodzących się z tymi, którzy pozostawali w związku małżeńskim lub byli stale singlami. Okazało się, że nawet po uwzględnieniu takich czynników, jak stan zdrowia, wykształcenie, zatrudnienie, ciąża czy ewentualne ubóstwo, nadal obserwowano wzrost wagi związany ze ślubem lub rozwodem. U kobiet ślub zwiększał ryzyko małego wzrostu wagi (do 3 punktów w BMI) o 33%, a dużego (powyżej 3 punktów w BMI) aż o 48%. Zakończenie związku podwyższało ryzyko niewielkiego wzrostu wagi rozwódek o 22%. U mężczyzn prawdopodobieństwo małego skoku wagi wzrastało o 28% po zawarciu związku małżeńskiego i o 21% po rozwodzie. Wszystkie zmiany stanu cywilnego działają jak szok wagowy, zwiększając częstość niewielkich wzrostów masy ciała […]. Rozwody u mężczyzn, a u kobiet do pewnego stopnia małżeństwo sprzyjają przyrostom wagi, które wystarczają, by zdrowie było zagrożone – twierdzi szef zespołu badawczego Dmitry Tumin. Jeśli chodzi o duże skoki wagi, wpływ zmiany stanu cywilnego jest u kobiet i mężczyzn diametralnie różny. Panie tyją mocniej po ślubie, a panowie po rozwodzie. Prawdopodobieństwo tego rodzaju dużych skoków masy ciała rośnie głównie w przypadku osób po 30. roku życia. W grupie dwudziestokilkulatków [w połowie 3. dekady życia] nie ma zbyt dużej różnicy w prawdopodobieństwie przytycia między kimś, kto właśnie wziął ślub a osobą, która nigdy nie brała ślubu. Na późniejszych etapach życia różnica staje się o wiele większa. Tumin przeprowadzał swoje badania we współpracy z prof. Zhenchao Qianem. Panowie zaprezentowali swoje ustalenia na dorocznej konferencji Amerykańskiego Stowarzyszenia Socjologicznego. Podkreślają, że większość wcześniejszych badań dot. wagi po ślubie lub rozwodzie brała pod uwagę średnie zmiany masy ciała, co wg nich, maskowało rzeczywiste trendy. Ocenialiśmy wpływ zmiany stanu cywilnego na prawdopodobieństwo wzrostu lub spadku wagi dla różnych kategorii ludzi, dopuszczając możliwość, że nie każdy ma takie same doświadczenia - tłumaczy Qian.
  10. Bazując na Pięcioczynnikowym Modelu Osobowości zwanym Wielką Piątką, psycholodzy określili, jak różne cechy wpływają na wagę. Okazało się np., że ludzie wysoce neurotyczni i mało sumienni mają tendencję do przechodzenia w ciągu życia przez cykle tycia i tracenia na wadze. Analizując dane z 50 lat, które zebrano w ramach Baltimore Longitudinal Study of Aging, zespół doktor Angeliny R. Sutin z Narodowego Instytutu Starzenia (National Institute on Aging, NIA) stwierdził, że impulsywność stanowi najsilniejszy prognostyk nadwagi. Ludzie, którzy znaleźli się w górnych 10% najbardziej impulsywnych badanych, ważyli średnio o 10 kg więcej od osób z dolnych 10% rozkładu cechy. Jednostki z taką konstelacją cech mają skłonność do ulegania pokusom i brakuje im samodyscypliny, żeby zostać na właściwej ścieżce, gdy pojawiają się trudności i frustracja. By utrzymać zdrową wagę, trzeba przeważnie przestrzegać zdrowej diety i stale realizować program aktywności fizycznej, a jedno i drugie wymaga zaangażowania oraz opanowania. Taka kontrola może być trudna dla wysoce impulsywnych osób. Amerykanie analizowali dane z badania podłużnego, które objęło 1988 ludzi. W Journal of Personality and Social Psychology ukazał się właśnie ich artykuł nt. związków między cechami osobowości a wskaźnikiem masy ciała (BMI). Badani objęci Baltimore Longitudinal Study of Aging byli ogólnie zdrowi i dobrze wykształceni – średnio uczyli się przez 16,53 roku. Siedemdziesiąt jeden procent próby stanowili przedstawiciele rasy białej, a 22% czarnej. Połowa grupy to kobiety, połowa mężczyźni. Wszyscy wypełniali kwestionariusz osobowości. Każdy z 5 czynników (neurotyczność, ekstrawersja, otwartość na doświadczenie, ugodowość i sumienność) składa się z 6 cech, w sumie ochotnicy odpowiadali więc na pytania w ramach 30 skal. Naukowcy systematycznie ważyli badanych. W ciągu półwiecza zgromadzili kilkanaście tysięcy pomiarów. A oto uzyskane wyniki. Waga zwiększała się z wiekiem, ale osoby impulsywne, lubiące ryzyko i antagonistyczne (zwłaszcza cyniczne, współzawodniczące i agresywne) ważyły więcej od pozostałych. Sutin wyjaśnia, że wcześniejsze studia ujawniły, że impulsywni ludzie mają tendencję do objadania się i wypijania dużych ilości alkoholu, co w dużej mierze tłumaczyłoby ich przybieranie na wadze. Sumienni badani byli szczupli, a waga nie wpływała na zmiany osobowościowe w okresie dorosłości. Zespół z NIA uważa, że wpływ cech osobowościowych nie jest wyłącznie behawioralny i poza zachowaniem w grę wchodzi zapewne jakiś mechanizm fizjologiczny.
  11. Dodatek melasy pozwala ograniczyć szkodliwość wysokotłuszczowej diety. Dochodzi m.in. do spadku wagi. Na razie przeprowadzono badania na zwierzętach, ale już na przyszły rok zaplanowano testy kliniczne z udziałem ludzi. Autorem studium jest dr Richard Weisinger z La Trobe University. Na czas 12-tygodniowego eksperymentu Australijczyk podzielił myszy na 3 grupy. Kontrolnej cały czas podawano zwykłą wysokotłuszczową paszę, a u dwóch pozostałych zastosowano suplementację 2- i 4-procentowym ekstraktem melasy (do badań wybrano melasę, ponieważ zawiera dużo będących przeciwutleniaczami polifenoli). Każda grupa spożywała podobną ilość pokarmu. Okazało się, że po 3 miesiącach gryzonie z grupy karmionej 4-proc. melasą ważyły mniej, udało się też ograniczyć otłuszczenie ich ciała. Poza tym naukowcy stwierdzili we krwi niższe stężenie wytwarzanej przez komórki tkanki tłuszczowej leptyny (leptyna jest hormonem odpowiadającym za przekazywanie podwzgórzu informacji nt. stopnia odczuwanego głodu). Naukowcy zauważyli, że konsumpcja melasy prowadziła do zwiększenia liczby kalorii traconych z odchodami. Wzrastała też ekspresja genów dla kilku biomarkerów metabolicznych wątroby i adipocytów. Dodatek melasy do wysokotłuszczowej diety wydaje się zmniejszać masę ciała i otłuszczenie głównie za pośrednictwem ograniczenia absorpcji kalorii.
  12. Naukowcy porównali skutki utrzymującej się całe życie otyłości oraz powtarzających się efektów jo-jo i stwierdzili, że lepiej podjąć wiele zakończonych porażką prób zmniejszenia i utrzymania prawidłowej masy ciała niż ciągle ważyć za dużo. To jasne, że pozostawanie na stabilnej, zdrowej diecie jest najlepsze dla zdrowia i długowieczności, jednak u osób otyłych powszechnie występują wahania wagi - po intencjonalnym odchudzaniu następuje odzyskanie zrzuconych kilogramów - co często nazywa się dietą wywołującą efekt jo-jo. Choć uważa się, że może być ona szkodliwa, nauka dysponuje niewielką liczbą twardych dowodów na potwierdzenie tego przypuszczenia - wyjaśnia dr Edward List z Ohio University. Chcąc ustalić, jak utrzymywana przez całe życie dieta wywołująca efekt jo-jo wpływa na zdrowie, Amerykanie przeprowadzili badanie na modelu mysim. Dzięki temu mogli sprawdzić, czy ciągłe fluktuacje wagi są tak samo niezdrowe jak trwająca całe życie otyłość. Trzydzieści gryzoni podzielono na trzy grupy po dziesięć osobników każda. Przypisano im trzy różne diety: 1) wysokotłuszczową, 2) niskotłuszczową oraz 3) wywołującą efekt jo-jo - po czterech tygodniach diety wysokotłuszczowej następowały tu cztery tygodnie diety niskotłuszczowej. Naukowcy utrzymywali odpowiednie diety przez całe życie zwierząt. Cały czas kontrolowano stan zdrowia myszy. Poza ważeniem i ustalaniem stopnia otłuszczenia ciała, oceniano także poziom cukru we krwi. Dr List podkreśla, że dieta wywołująca efekt jo-jo wiązała się z większymi wahaniami mierzonych wskaźników, które w czasie diety niskotłuszczowej spadały w okolice normy, a w czasie diety wysokotłuszczowej sięgały wartości typowych dla cukrzycy. Kiedy te dwa zestawy wartości uśredniono, przeciętny stan zdrowia myszy z 3. grupy był lepszy od myszy z grupy 1. Myszy na diecie wysokotłuszczowej jadły więcej, były cięższe, ich ciała były bardziej otłuszczone, odnotowywano też wyższy poziom glukozy na czczo. Poza tym wykształcała się u nich nietolerancja glukozy (stan przedcukrzycowy) W porównaniu do zwierząt przez całe życie karmionych wysokotłuszczową paszą, gryzonie od diety naprzemiennej żyły o 25% dłużej. Co zaskakujące, myszy z grupy na diecie wywołującej efekt jo-jo żyły w zasadzie tak samo długo jak gryzonie z kontrolnej grupy niskotłuszczowej. Zwierzęta z grupy z dietą prowadzącą do efektu jo-jo żyły 2,04 roku, a myszy otyłe 1,5 roku. Dla porównania przedstawiciele grupy kontrolnej zdychali po 2,09 roku. U ludzi prześledzenie tego samego mechanizmu byłoby trudne, gdyż wpływ diety mogłyby z łatwością zaburzyć różne czynniki, np. choroba. Myszy żyją zaś stosunkowo krótko i są naprawdę dobrym modelem wpływu cyklicznych wahań wagi. W przyszłości List chce powtórzyć badania na większej próbie myszy oraz sprawdzić wstępne doniesienia, że zwierzęta na diecie jo-jo doświadczają spadku poziomu cytokin. Wysokie stężenia tych białek wiążą się ze stanem zapalnym, a ten z kolei z cukrzycą, chorobami serca czy nowotworami.
  13. Ograniczenie ilości spożywanych węglowodanów to skuteczniejszy, przynajmniej na krótką metę, sposób na odtłuszczenie wątroby od zmniejszenia liczby spożywanych kalorii (American Journal of Clinical Nutrition). Na podstawie naszego studium można stwierdzić, że jeśli twój lekarz powie, że musisz ograniczyć ilość tłuszczu w wątrobie, to da się z tym coś zrobić w ciągu miesiąca – podkreśla dr Jeffrey Browning z UT Southwestern. Amerykańskie odkrycie może mieć spore znaczenie w terapii cukrzycy, insulinooporności czy niealkoholowej stłuszczeniowej choroby wątroby (ang. nonalcoholic fatty liver disease, NAFLD). W ramach studium 18 osób z NAFLD przydzielono na dwa tygodnie do jednej z dwóch grup: przestrzegającej diety niskowęglowodanowej lub niskokalorycznej. Przez pierwszy tydzień osoby z pierwszej grupy ograniczały spożycie węglowodanów do mniej niż 20 g dziennie, co jak tłumaczą akademicy, stanowi odpowiednik małego banana. W drugim tygodniu eksperymentu ochotnicy jedli mrożone dania przygotowane przez kuchnię uniwersyteckiego Clinical and Translational Research Center (CTRC). Dostosowano je do indywidualnych preferencji smakowych, wyznaczonego spożycia węglowodanów i zapotrzebowania energetycznego. Przed rozpoczęciem eksperymentu przedstawiciele grupy niskokalorycznej przez 4 dni jedli to, co zwykle i prowadzili dzienniczek dietetyczny. Kuchnia CTRC skorzystała z tych zapisków, przygotowując posiłki na 2 tygodnie. Kobietom liczbę spożywanych kilokalorii ograniczono do 1200 dziennie, a mężczyznom do 1500. Po 14 dniach zespół Browninga przeprowadził zaawansowane badania obrazowe. Dzięki temu naukowcy mogli oznaczyć poziom stłuszczenia wątroby (zawartość tłuszczu w hepatocytach). Okazało się, że osoby przestrzegające diety niskowęglowodanowej straciły więcej tłuszczu z wątroby. W ramach studium naukowcy nie chcieli stwierdzić, która z diet pozwala skuteczniej schudnąć, ale ujawniono, że członkowie obu grup schudli średnio 4,5 kg. Browning przestrzega, że nie wiadomo, czemu osoby ograniczające spożycie węglowodanów pozbyły się z wątroby większej ilości tłuszczu i czy wyniki przekładają się na okres dłuższy niż 2 tygodnie. To nie było długoterminowe studium i nie sądzę, by diety niskowęglowodanowe były zasadniczo lepsze od niskotłuszczowych. Nasze podejście zapewnia prawdopodobnie jedynie krótkoterminowe korzyści, ponieważ w pewnym momencie same korzyści wynikające z utraty wagi przewyższają korzyści osiągane w wyniku manipulowania makroskładnikami, czyli np. węglowodanami. Spadek wagi, bez względu na mechanizm, jest obecnie najskuteczniejszym sposobem zmniejszenia stłuszczenia wątroby.
  14. Kobiety, które mają brata bliźniaka, ważą nieco więcej na późniejszych etapach życia. Poza tym, w porównaniu do pań z bliźnięciem dwujajowym płci żeńskiej, częściej cierpią na dyslipidemię, czyli nieprawidłowe stężenie we krwi jednego albo więcej lipidów, np. LDL. Dr Elias Eriksson i zespół z Uniwersytetu w Göteborgu skorzystali ze szwedzkich baz danych bliźniąt urodzonych w latach 1886-1958. W okresie 1998-2003 naukowcy zebrali informacje o 17.575 kobietach z bliźniaczym rodzeństwem: 8409 miało brata, a 9166 siostrę. Podczas rozmów telefonicznych akademicy pytali o wagę, cukrzycę i schorzenia związane z podwyższonym poziomem lipidów we krwi. W momencie przeprowadzania wywiadu respondentki miały od 42 do 103 lat. Okazało się, że wskaźnik masy ciała, waga i wskaźnik dyslipidemii był umiarkowanie, ale istotnie statystycznie, wyższy u kobiet z bliźnięciem płci przeciwnej. Średnio panie mające brata ważyły 66,6 kg (147 funtów), a mające siostrę 65,7 kg (145 funtów). Wśród badanych z bratem stwierdzono nieco większy odsetek dyslipidemii niż u ankietowanych z siostrą (odpowiednio 11 i 10%), nie odnotowano jednak różnic w częstości występowania cukrzycy typu 2. Kiedy badane podzielono na dwie grupy – w wieku poniżej i powyżej 60 lat – okazało się, że różnica w wadze utrzymała się tylko wśród starszych kobiet, a różnice w zakresie poziomu lipidów już w obu grupach wiekowych. Skoro odmienności w poziomie hormonów podczas rozwoju płodowego w towarzystwie brata lub siostry wpływają na późniejszą wagę i ryzyko dyslipidemii, nie do końca wiadomo, czemu część z tych zjawisk pojawia się dopiero w późniejszym wieku średnim. Eriksson i inni podejrzewają jednak, że metaboliczne i antropometryczne efekty programowania androgenowego mogą w pełni dojść do głosu dopiero po zakończeniu menopauzy. Tym samym potwierdziło się, że skutki wczesnej ekspozycji androgenowej zaobserwowane podczas eksperymentów na zwierzętach pojawiają się także u ludzi.
  15. Uzupełnienie diety tłuszczami rybimi zapobiega utracie mięśni i spadkowi wagi u pacjentów przechodzących chemioterapię. Oznacza to, że pomagają one zwalczyć towarzyszące nowotworom niedożywienie (Cancer). Naukowcy przypuszczali, że suplementacja olejami rybimi, zawierającymi kwasy tłuszczowe typu omega-3, np. kwas eikozapentaenowy, może pozwolić chorym podtrzymać lub odtworzyć masę mięśniową. Stąd pomysł zespołu doktor Very Mazurak z University of Alberta, by porównać skutki zastosowania tłuszczów z ryb ze standardową opieką. Pod uwagę wzięto wagę, stan mięśni i tkanki tłuszczowej u pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuc. Szesnastu chorych przyjmowało 2,2 g kwasu eikozapentaenowego dziennie, a 24 trafiło do grupy kontrolnej. Studium trwało do zakończenia pierwszego rzutu leczenia, czyli ok. 10 tygodni. Okresowo oceniano ilość tkanki mięśniowej i tłuszczowej podczas badania tomografem. Podczas chemioterapii wielokrotnie pobierano krew i ważono pacjentów. Okazało się, że osoby, które nie zażywały olejów rybnych, schudły średnio 2,3 kg, podczas gdy przedstawicielom grupy eksperymentalnej udało się co najmniej podtrzymać wagę sprzed leczenia. U chorych, w których krwi stwierdzono najwyższe stężenie kwasu eikozapentaenowego, nastąpił największy wzrost masy mięśniowej. Wyliczono, że u 69% przedstawicieli grupy eksperymentalnej udało się zachować bądź zwiększyć masę mięśniową. W grupie ze standardową opieką masa mięśniowa nie uległa zmianie tylko u 29% chorych, a przeciętny jej członek stracił 1 kg mięśni. Pomiędzy grupami rybną i standardową nie stwierdzono różnic w ogólnej ilości tkanki tłuszczowej. Oleje rybne mogą zapobiegać utracie mięśni i wagi, oddziałując na pewne szlaki [metaboliczne] zmienione przy zaawansowanej chorobie nowotworowej – podsumowuje dr Mazurak, podkreślając jednocześnie, że tłuszcze z ryb są nietoksyczne i nie wywołują efektów ubocznych.
  16. Zestresowane myszy, które były w przeszłości na diecie odchudzającej, jedzą więcej pokarmów o wysokiej zawartości tłuszczu niż w podobnym stopniu zdenerwowane gryzonie, które nigdy się nie odchudzały (a właściwie nigdy nie były odchudzane). Wg amerykańskich naukowców, odkrycie to sugeruje, że umiarkowane diety zmieniają sposób, w jaki mózg reaguje na stres i mogą sprawiać, że ich zwolennicy stają się de facto bardziej podatni na wzrost wagi (The Journal of Neuroscience). Podczas gdy już od jakiegoś czasu wiadomo, że ograniczenie przez całe życie liczby dostarczanych organizmowi kalorii może spowodować, że zwierzę o połowę przeżyje swoich dobrze odżywionych pobratymców, badacze nie mają pojęcia, jakie są długoterminowe konsekwencje wdrażania co pewien czas diet naprawczych. W ramach studium zespół dr Tracy Bale z Uniwersytetu Pensylwanii analizował zachowanie i poziom hormonów u myszy, którym podawano pokarmy o zmniejszonej kaloryczności. Gdy po 3 tygodniach waga gryzoni spadła o 10-15%, okazało się, że w ciele wzrosło stężenie hormonu stresu kortykosteronu (działa on podobnie do kortyzolu), poza tym zwierzęta przejawiały zachowania depresyjne. Akademicy stwierdzili także, że zmieniła się aktywność kilku genów regulujących reakcje na stres i jedzenie. Nawet kiedy myszy wracały do swojej wagi, zmiany epigenetyczne (wzorzec przyłączonych do genów grup metylowych -CH3) nadal się utrzymywały. Aby sprawdzić, czy i ewentualnie jak wpłynie to na zachowanie, naukowcy stresowali myszy i monitorowali, ile tłustych pokarmów jedzą. Te, które były wcześniej na restrykcyjnej diecie, spożywały więcej tłustych pokarmów od innych myszy. Opisane wyniki sugerują, że stosowanie diety nie tylko zwiększa stres, utrudniając osiągnięcie sukcesu, ale i reprogramuje odpowiedź mózgu na przyszły stres oraz emocjonalny pociąg do jedzenia – podkreśla Bale.
  17. Zazwyczaj nadwaga lub otyłość oznaczają zwiększone ryzyko różnych chorób, lecz analiza naukowców z Massachusetts Eye and Ear Infirmary (MEEI) sugeruje, że wyższa masa ciała może chronić kobiety przed pewną postacią najczęściej występującej neuropatii jaskrowej – jaskry pierwotnej otwartego kąta (JPOK). Amerykańskie studium objęło ponad 20 lat i wykazało, że wyższy wskaźnik masy ciała nie jest związany z większym ryzykiem JPOK, a wręcz przeciwnie – u pań wyższe BMI wiązało się z obniżonym prawdopodobieństwem wystąpienia wariantu jaskry pierwotnej otwartego kąta zwanego jaskrą normociśnieniową. W jaskrze prawidłowego ciśnienia dochodzi do uszkodzenia funkcji bioelektrycznej komórek zwojowych w centralnej części siatkówki. Śmierć tych komórek oznacza nieodwracalną utratę zdolności siatkówki do przewodzenia bodźców do kory wzrokowej. Szef zespołu dr Louis R. Pasquale przestrzega przed huraoptymizmem, zanim naukowcy nie wyjaśnią dokładnie zaobserwowanego zjawiska i nie odnajdą leżących u jego podłoża mechanizmów biologicznych. Jaskrze pierwotnej otwartego kąta często towarzyszy podwyższone wskutek utrudnienia wypływu cieczy wodnistej ciśnienie wewnątrzgałkowe, co z kolei - w połączeniu z przewlekłym niedokrwieniem - prowadzi do uszkodzenia nerwu wzrokowego. Kontrola ciśnienia za pomocą leków pomaga zachować jak najlepsze widzenie. W jaskrze normociśnieniowej nie ma jednak, jak sama nazwa wskazuje, podwyższonego ciśnienia, a i tak występuje uszkodzenie nerwu wzrokowego. Zrozumienie mechanizmów, które łączą BMI i czynniki związane ze składem ciała z JPOK, pomoże nam rozwikłać tajemnice dotyczące tej skomplikowanej choroby. Rozsądnie jest zakładać, że hormonalnie kontrolowane czynniki, wydzielane przez tkankę tłuszczową i masę beztłuszczową, zmieniają ryzyko jaskry prawidłowego ciśnienia u kobiet. Wyższy wskaźnik masy ciała u pań w wieku pomenopauzalnym jest związany z większym stężeniem estrogenów, co z kolei może pozytywnie wpływać na receptory estrogenowe nerwu wzrokowego – wyjaśnia krok po kroku Pasquale. W swoim metabadaniu Amerykanie uwzględnili 78.777 kobiet biorących w latach 1980-2004 udział w Nurses Health Study oraz 41.352 mężczyzn uwzględnionych w latach 1986-2004 w Health Professionals Follow-up Study. W przypadku pań każdy jednopunktowy wzrost BMI wiązał się z 6-proc. spadkiem ryzyka jaskry normociśnieniowej (definiowanej jako ciśnienie śródgałkowe równe bądź mniejsze niż 21 mmHg w momencie zdiagnozowania jaskry). Dodatkowo u kobiet z BMI wyższym w młodości prawdopodobieństwo wystąpienia jaskry z prawidłowym ciśnieniem było obniżone. U mężczyzn nie natrafiono na podobne prawidłowości. Wszyscy badani byli biali, niewykluczone więc, że wnioski ograniczają się wyłącznie do populacji o podobnym profilu demograficznym. Wcześniej ustalono, że chorują głównie osoby białe powyżej 65. roku życia. U przedstawicieli rasy czarnej wiek zachorowania obniża się do 40 lat. Czynnikami ryzyka są, m.in.: przypadki jaskry w rodzinie, cukrzyca, niskie ciśnienie oraz ostra krótkowzroczność.
  18. Matematycy z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego stworzyli równanie na idealne puszczanie kaczek. Temat wydaje się błahy, lecz naukowcy dodają, że wyliczenia można wykorzystać w transporcie morskim – rozważając zachowanie statków na wzburzonym morzu – i powietrznym (tutaj poważnym problemem są z kolei drobiny lodu osadzającego się i odbijającego od skrzydeł czy kadłuba). Profesor Frank Smith pracował nad wyliczeniami z doktorem Peterem Hicksem. W swoim równaniu panowie przeciwstawili sobie wagę i prędkość kamienia oraz opór wody i powietrza, a także grawitację. Teoretycznie można uzyskać do 50 odbić, ale przyznaję, że mój rekord to osiem. Akademik podpowiada, że niezwykle istotnym elementem rzutu jest podkręcenie kamienia, dzięki czemu udaje się podtrzymać stabilność lotu. Co poza tym? Należy wybrać jak najcieńszy i najlżejszy kamyk, a następnie rzucić go z jak największą siłą w maksymalnie poziomej płaszczyźnie jak najbliżej ziemi. Podkręcenie pomaga w locie, zmniejszając opór powietrza. To powinno zapewnić maksymalną liczbę podskoków na wodzie. Rekordzistą w dziedzinie puszczania kaczek jest amerykański inżynier Russell Byars, który uzyskał aż 51 odbić, relaksując się, a jednocześnie ciężko pracując nad rzeką Allegheny w Pittsburghu. Z rad takiego wyczynowca warto skorzystać, a ten podpowiada, by wybierać płaskie kamienie o wymiarach dłoni i podkręcać je za pomocą kciuka i palca wskazującego. Wg niego, najlepiej celować w wodę pod kątem 10-20 stopni. Wiemy już trochę o pożądanych rozmiarach i wadze rzucanego obiektu, lecz co z jego powierzchownością, a konkretnie teksturą? Jedni specjaliści twierdzą, że powinien być gładki, by zmniejszyć opór ośrodka, przez który się przemieszcza. Inni zaś, w tym francuski fizyk z Lyonu Lyderic Bocquet, twierdzą, że taki właśnie efekt zapewnią małe nierówności, które zadziałają jak ułatwiające lot wgłębienia w piłeczce golfowej. Testy najlepiej prowadzić samemu, a że latem pogoda sprzyja, warto wybrać się nad wodę... http://www.youtube.com/watch?v=7deV22aWESc&hl=pl_PL&fs=1
  19. Czemu na dokładnie tej samej niezdrowej diecie jedne osoby tyją, a inne nie? Wg badaczy ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Yale, waga ustala się jeszcze przed urodzeniem podczas prenatalnego rozwoju mózgu (Proceedings of the National Academy of Sciences). Zespół profesora Tamasa Horvatha prowadził eksperymenty na kilku grupach szczurów. U zwierząt, które stały się otyłe, zaobserwowano różnice w obrębie ośrodka sytości w podwzgórzu. Okazało się, że neurony sygnalizujące, iż obiekt zjadł już wystarczająco dużo i że przydałoby się teraz spalić kalorie, są u przybierających na wadze gryzoni wolniejsze, ponieważ podlegają hamowaniu przez inne komórki. U szczurów opornych na otyłość neurony sygnalizujące sytość są zaś o wiele aktywniejsze i bardziej skłonne do powiadamiania reszty mózgu i tkanek obwodowych, że spożyto już odpowiednią ilość pokarmu. Wydaje się, że ten podstawowy system połączeń w mózgu determinuje czyjąś podatność na otyłość. Nasze obserwacje stanowią poparcie dla teorii, że czynnikiem decydującym o otyłości wcale nie jest wola [a właściwie brak silnej woli]. Ma to raczej więcej wspólnego z połączeniami, które pojawiają się w mózgu podczas rozwoju prenatalnego. Horvath wspomina też o innych niepożądanych konsekwencjach istnienia opisanego mechanizmu. U jednostek podatnych na otyłość wywołaną dietą rozwija się zapalenie mózgu, a u opornych nie. Reakcja zapalna w mózgu może wyjaśnić, czemu ktoś, kto raz stał się otyły, ma problem z pozbyciem się zbędnych kilogramów. Coraz więcej osób na świecie zmaga się z nadmierną wagą ciała. Ponieważ sama genetyka nie tłumaczy wybuchu epidemii, naukowcy próbowali dotrzeć do źródeł podatności na otyłość związaną z zachodnią wysokotłuszczową dietą. Bardzo istotną kwestią jest ustalenie, jaki czynnik genetyczny, epigenetyczny czy środowiskowy wpływa na ukształtowanie podstawowego systemu połączeń w mózgu. Ostatnio na pierwszy plan wybija się pogląd, że poza genetyką to matczyny wpływ na rozwijający się mózg wydaje się krytyczny dla zakodowania obwodów regulujących jedzenie, a zatem jednostkową podatność lub oporność na otyłość – podsumowuje Horvath.
  20. Jedzenie mniejszych ilości mięsa może być kluczem do utrzymania zdrowej wagi ciała. Specjaliści nie zalecają jednak wykreślania steków i kotletów z menu jako jedynej metody zrzucenia zbędnych kilogramów. Lepiej postawić na różnorodność pokarmów (American Journal of Clinical Nutrition). W ramach europejskiego studium analizowano przypadki prawie 400 tys. dorosłych osób, które biorą udział w zakrojonym na szeroką skalę projekcie poszukiwania związków między dietą a nowotworami. Okazało się, że jedzenie mięsa wiązało się przyrostem wagi, nawet jeśli dwóch ludzi – miłośnik mięsa i zwolennik większych ilości produktów innego rodzaju - spożywało tę samą liczbę kalorii. Jak donoszą akademicy z Imperial College London, najsilniejszy związek odkryto w przypadku przetworzonego mięsa, takiego jak szynka czy kiełbasa. Uczestnicy studium pochodzą z 10 europejskich krajów. Na początku wszystkich ważono i mierzono. Po 5 latach ponownie proszono o podanie wagi. Ochotnicy wypełniali też szczegółowy kwestionariusz dot. odżywiania. Badacze stwierdzili, że zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet spożycie mięsa wiązało się ze wzrostem wagi. Związek pozostawał istotny statystycznie po uwzględnieniu ogólnego "poboru" kalorii i aktywności fizycznej. Porównując dwie osoby, które dostarczały swojemu organizmowi tyle samo kalorii, autorzy badania wyliczyli, że dodatkowe 250 g mięsa dziennie prowadziło w ciągu 5 lat do zwiększenia wagi ciała o 2 kg. Uzyskane wyniki przeczą teorii, że dieta wysokobiałkowa z obniżoną zawartością węglowodanów sprzyja chudnięciu. Naukowcy nie wiedzą, czemu mięso prowadzi do tycia w grupie osób spożywających identyczną liczbę kalorii, ale spekulują, że pokarmy o dużej gęstości energetycznej, np. mięso, zmieniają sposób regulowania apetytu przez organizm (gęstość energetyczną można obliczyć, dzieląc liczbę kalorii przez wielkość porcji podaną w gramach; mniejsza liczba oznacza niższą gęstość energetyczną). Zalecałabym ludziom kontrolowanie spożycia mięsa, by w ciągu życia zachować prawidłową wagę i dobre zdrowie – podsumowuje liderka zespołu dr Anne-Claire Vergnaud.
  21. Choć dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu (ang. Autism Spectrum Disorder, ASD) bywają wybredne, jeśli chodzi o jedzenie, a ich dieta ulega przez to znacznemu okrojeniu, najnowsze badania sugerują, że nie zaburza to ich wzrostu. Zespół dr Pauline Emmett z Uniwersytetu w Bristolu śledził do wieku 7 lat losy 79 dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu oraz ok. 13 tys. zdrowych maluchów. Okazało się, że choć brzdące z autyzmem były przez rodziców dużo częściej uznawane za wybredne, zawartość głównych składników odżywczych oraz średnia liczba przyjmowanych kalorii były podobne jak u rówieśników. Co więcej, nie odnotowano różnic ani we wzroście, ani w tempie przybierania na wadze. Bristolczycy cieszą się, że dzięki ich wynikom będzie można w pewnym stopniu pocieszyć rodziców dzieci autystycznych. Dr Emmett przestrzega jednak, że wszystkie osoby zaniepokojone zwyczajami żywieniowymi swoich pociech powinny mimo wszystko skonsultować się z lekarzem i/lub dietetykiem. Do zaburzeń ze spektrum autyzmu należą rozmaite jednostki, m.in. klasyczny autyzm i zespół Aspergera. Różnią się one nasileniem objawów, ale dla wszystkich charakterystyczne są upośledzenie kontaktów społecznych i komunikacji, powtarzalne zachowanie i ograniczone zainteresowania. Od dawna wiadomo, że dzieci ze spektrum autystycznego mają nietypowe zwyczaje związane z jedzeniem (np. groszek nie może na talerzu leżeć obok marchewki; niekiedy nie tolerują też określonego koloru pokarmu) albo jadają tylko kilka dań czy produktów, co może mieć związek z niechęcią dotyczącą nowych doświadczeń i wspomnianą wyżej powtarzalnością zachowań. By sprawdzić, czy i ewentualnie jak wpływa to na zdrowie autyków, ekipa dr Emmett wykorzystała dane z badania podłużnego prawie 14 tys. dzieci urodzonych w latach 1991-92. W grupie tej u 79 zdiagnozowano zaburzenie ze spektrum autyzmu, w tym 30 przypadków autyzmu i 23 łagodniejszego zespołu Aspergera. U reszty stwierdzono autyzm atypowy. Rodzice wszystkich maluchów 5-krotnie wypełniali kwestionariusz dotyczący nawyków żywieniowych swoich pociech: gdy miały one 6 i 15 miesięcy oraz w wieku 2, 3 i 4 lat. Okazało się, że w 4. r.ż. aż 37% rodziców dzieci z grupy autystycznej wspominało o dużej wybiórczości pokarmowej, w porównaniu do 14% rodziców zdrowych brzdąców. Wśród dzieci z ASD najbardziej wybredne były maluchy z klasycznym autyzmem. Co ciekawe, Brytyjczycy ustalili, że przeciętne spożycie kalorii, białek, tłuszczów i węglowodanów było podobne w grupie ASD i zdrowej. Choć dzieci z autyzmem jadły mniej warzyw i owoców, spożywały też mniej napojów gazowanych i słodyczy. Akademicy nie odnotowali różnic w zakresie stężenia żelaza we krwi, wzrostu, wagi i wskaźnika masy ciała, który uwzględnia stosunek wagi do wzrostu. ASD wiązało się jednak z obniżonym średnim spożyciem witaminy C, która znajduje się głównie w surowiźnie, oraz D, występującej w produktach mlecznych i rybach. Różnice międzygrupowe nie były znaczne i dla większości dzieci nie miały prawdopodobnie znaczenia. Niewykluczone jednak, że u pewnych konkretnych osób wytworzyły się niedobory.
  22. Do niedawna plaga nadwagi była zmartwieniem głównie zachodnich, bogatych społeczeństw, zwłaszcza USA. Niestety, pod tym względem nasz kraj dogania „Zachód" w bardzo szybkim tempie, zwłaszcza pod względem otyłości wśród dzieci. Dlatego, mimo że pozornie nas to nie dotyczy, warto przyglądać się badaniom nad przyczynami tego stanu rzeczy, jakie prowadzi się za „Wielką Wodą". Zespół naukowców z trzech instytucji: Seattle Children's Research Institute, University of Washington (Uniwersytetu Waszyngtońskiego) oraz Group Health Research Institute zajął się zbadaniem związku między miejscem zamieszkania i sąsiedztwem, a nadwagą wśród dzieci. Badanie wykonano na mieszkańcach Hrabstwa King w stanie Waszyngton. Autorzy chwalą swoje studium jako trzymające najbardziej rygorystyczne wymogi badań statystycznych i najpełniejsze z istniejących. Posłużono się nie ankietowaniem, ale zanonimizowanymi danymi z kartotek medycznych. Przebadano ponad osiem i pół tysiąca dzieci w wieku od 6 do 18 lat i skorelowano te dane ze statusem socjoekonomicznym oraz miejscem zamieszkania. Badania wykazały, że dzieci mieszkające w ekonomicznie i socjalnie upośledzonym sąsiedztwie są wyraźnie bardziej narażone na otyłość. Przypadłość ta najbardziej dotyka dzieci i młodzież tam, gdzie jest najmniej wykształconych kobiet, najwięcej niepełnych rodzin, najniższy średni dochód gospodarstwa domowego, a także - choć te czynniki miały nieco mniejszą wagę - najwyższy procent nie-białych mieszkańców i najmniej posiadanych własnych domów. Wpływ tych pięciu socjoekonomicznych czynników - upraszczając - odpowiada za 24% przypadków dużej nadwagi dzieci w sąsiedztwie. Badania dowodzą, że otyłość to nie jest sprawa jedynie rodziny, a całego sąsiedztwa, społeczności. To problem społeczny, jego źródła są społeczne i takie muszą być poszukiwane rozwiązania problemu. Dziecko wychowuje się nie tylko w domu, ale również - może nawet przede wszystkim - w sąsiedztwie. Środowisko społeczne wywiera duży wpływ na dorastające dzieci i kształtuje ich podejście również do kwestii dbania o własne zdrowie, utrzymanie właściwej wagi, sposobu odżywiania się. Nasze badanie potwierdza, że „do wychowania dziecka potrzeba całej wioski" - mówi, odwołując się do znanego nigeryjskiego przysłowia, główna autorka pracy, dr H. Mollie Greves Grow. - Dzieci rosną nie tylko w domu, ale również w społeczności. Upośledzone sąsiedztwo może stwarzać wiele przeszkód utrzymywaniu właściwej wagi: jak gorszy dostęp do zdrowego jedzenia, więcej wspólnych wyjść na fast-foody, brak miejsc do zabaw ruchowych. Dr Grow ma nadzieję na poprawę sytuacji poprzez skłonienie władz do zapewnienia również w uboższych dzielnicach warunków do kształtowania zdrowego stylu życia: miejsc do spacerowania, boisk, placów zabaw, terenów zielonych, sklepów i barów ze zdrową żywnością. Wymaga to wysiłku i odpowiedniego planowania, ale jest możliwe.
  23. Trzy lata temu genetycy odkryli wersję genu, która aż o 2/3 zwiększa ryzyko otyłości. Okazuje się jednak, że allel FTO (od ang. fat mass and obesity associated), który najczęściej występuje u osób pochodzenia europejskiego, wiąże się także z utratą tkanki mózgowej. Naukowcy już wcześniej zauważyli, że otyłe starsze osoby częściej niż szczupli rówieśnicy cierpią na demencję, a objętość ich mózgów jest mniejsza. Przypisywano to jednak miażdżycy naczyń, która miała ograniczać dopływ krwi do mózgu. Tymczasem wariant FTO może oddziaływać na ten narząd bezpośrednio. Zespół profesora Paula Thompsona z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles posłużył się rezonansem magnetycznym. Dzięki temu stworzono trójwymiarowe mapy mózgu 206 zdrowych dorosłych w wieku od 70 do 80 lat. Pochodzili oni z 58 okolic USA. Badania przeprowadzono w ramach 5-letniego studium Alzheimer's Disease Neuroimaging Initiative. W mózgach nosicieli allelu FTO stale wykrywano mniej tkanki mózgowej. Osoby z wadliwą wersją genu miały średnio o 8% mniej tkanki w płatach czołowych, które zarządzają naszymi planami oraz działaniami, i aż o 12% mniej w płatach potylicznych, odpowiadających za widzenie. Co więcej, zaobserwowanych różnic nie można było bezpośrednio przypisać innym czynnikom związanym z otyłością, np. stężeniu cholesterolu, cukrzycy czy wysokiemu ciśnieniu krwi. Rezultaty są ciekawe. Jeśli masz złą wersję FTO, twoja waga wpływa na mózg negatywnie, powodując utratę tkanki. Jeśli jednak nie jesteś nosicielem FTO, wyższa masa ciała nie przekłada się na mózgowe deficyty. W rzeczywistości nie ma z tym nic wspólnego. To bardzo tajemniczy i szeroko rozpowszechniony gen – wyjaśnia Thompson. Amerykanin podkreśla, że jakakolwiek utrata tkanki mózgowej zwiększa ryzyko deterioracji funkcjonalnej. Gen dzieli więc świat na dwa obozy: tych, którzy mają allel FTO, i tych, którzy go nie mają. Thompson uważa, że można skutecznie zawalczyć z "przeznaczeniem", prowadząc zdrowy tryb życia. Naukowcy również zyskują na tym odkryciu, ponieważ mogą zaprojektować precyzyjniej działające leki przeciw demencji.
  24. Lekkie ćwiczenia fizyczne w czasie ciąży korzystnie wpływają na przyszły stan zdrowia dzieci, ponieważ jest to sposób na kontrolowanie wagi już w łonie matki (Journal of Clinical Endocrinology & Metabolism). Nie od dziś wiadomo, że kobiety z nadwagą i otyłe częściej rodzą większe dzieci. Warunki panujące w macicy oddziałują na metabolizm malucha w kolejnych latach życia, a jeśli jest on duży w stosunku do długości ciała, rośnie ryzyko nieprawidłowej wagi w dzieciństwie i dorosłości. Naukowcy z Uniwersytetu w Auckland i Uniwersytetu Północnej Arizony, których pracami kierował dr Paul Hofman, badali 84 pierworódki. Połowie zalecono pięć 40-minutowych sesji na rowerku treningowym w tygodniu. W projekcie należało uczestniczyć do co najmniej 36. tygodnia ciąży. Okazało się, że ćwiczące kobiety miały dzieci tej samej długości co koleżanki, ale średnio ważyły one o 143 g mniej. Jak widać, aktywność fizyczna nie ograniczała wzrostu płodów, ale ograniczała ilość odkładającego się u nich tłuszczu. Co więcej, ćwiczenia nie oddziaływały na naturalne zmiany w reakcji matki na insulinę, czyli na mechanizm ciążowy zapewniający rozwijającemu się maluchowi właściwe odżywienie.
  25. Kobiety, które spożywają umiarkowane ilości alkoholu, zwłaszcza czerwonego wina, tyją mniej od abstynentek (Archives of Internal Medicine). Zespół z Brigham and Women's Hospital w Bostonie przez 13 lat śledził losy 19.220 kobiet. W chwili rozpoczęcia studium miały one 39 i więcej lat, a ich waga mieściła się w granicach normy. W okresie objętym badaniem ochotniczki przeważnie stopniowo tyły. Tym, które w ogóle nie piły alkoholu, a stanowiły one 38% próby, przybyło najwięcej kilogramów. Co więcej, istniała odwrotna zależność między wzrostem wagi i spożyciem alkoholu. Nawet po uwzględnieniu innych potencjalnie istotnych czynników, takich jak tryb życia, dieta, palenie czy aktywność fizyczna, nadal okazywało się, że panie pijące najmniej tyły najbardziej. Miłośniczki wina przybierały na wadze mniej niż panie decydujące się na wodę mineralną czy napoje dietetyczne. Wiele wskazuje na to, że kalorie z alkoholu są przetwarzane inaczej niż te z pokarmów. Zgodnie z jedną z teorii, w wyniku regularnej konsumpcji "procentów" w wątrobie wykształca się odrębny mechanizm ich rozkładania głównie do ciepła, a nie tłuszczu. Może więc w ten sposób udało się znaleźć odpowiedź na pytanie, czemu Francuzki i Włoszki mają godne pozazdroszczenia figury, choć przy obiedzie raczą się obowiązkowym kieliszkiem wina. Nie wolno przy tym zapominać, że jeśli idzie o linię, alkohol alkoholowi nierówny i czerwone wino lepiej przysłuży się wymiarom kobiet niż piwo czy wódka. Idealne rozwiązanie to umiarkowane picie, za które uznawano wychylanie ok. dwóch 150-ml lampek wina dziennie. Amerykańskie studium nie objęło co prawda mężczyzn, ale naukowcy uważają, że wnioski z najnowszych badań mogą się do nich nie odnosić. Te z obserwowanych kobiet, które sięgały po alkohol, często zastępowały nim pokarmy bogate w węglowodany, co pozwalało zmieścić się w zapotrzebowaniu energetycznym organizmu. Wg specjalistów z Bostonu, panowie wcale nie musieliby się zachować podobnie w analogicznej sytuacji.
×
×
  • Create New...