Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Today
  2. Kołdry puchowe cieszą się ogromnym uznaniem w wielu polskich domach. Dają one przyjemne ciepło, co w chłodniejsze dni jest wybawieniem dla naszego organizmu. Spanie pod taką kołdrą będzie czystą przyjemnością wtedy, gdy zadbamy o higienę snu. Przed snem warto przewietrzyć pomieszczenie, ustawić odpowiednią temperaturę we wnętrzu, zasłonić okna i zadbać o wyciszenie organizmu. Czy kołdry puchowe sprawdzą się w ciepłych miesiącach? Kiedy warto po nie sięgnąć? Jakie zalety ma taka kołdra? Co oferuje producent? Materace i kołdry - niezbędne akcesoria w sypialni W każdej sypialni centrum stanowi łóżko. Poza tym, nie możemy pomijać kołdry i materaca. Na uznanie zasługują materace w Rudzie Śląskiej renomowanej marki Hilding Anders. Producent dokłada wszelkich starań, aby sprostać oczekiwaniom klientów. W tym wypadku postawimy na materace o odpowiednich wymiarach, materiałach i właściwościach. Tak szeroki wybór sprawia, że każdy odbiorca znajdzie coś dla siebie. Zdrowy i spokojny sen pozwoli nam nabrać siły na kolejny dzień. Kolejny dylemat to zakup kołdry i poduszek. Kołdry puchowe są uwielbiane przez wiele osób. Podczas zakupu, nie zapominajmy o swoich potrzebach i wytrzymałości kołdry. Zazwyczaj ten element posłuży nam przez długi czas. Nie bez znaczenia jest odpowiednie dbanie o materace i kołdry, co dodatkowo wydłuży żywotność tych produktów. Idealna kołdra do sypialni Wybór kołdry ma bardzo duże znaczenie, na co wskazuje artykuł: https://materacerudaslaska.pl/czy-wybor-koldry-ma-znaczenie/. Szczególnie modne są naturalne kołdry, które występują najczęściej w puchowej wersji. Takie modele znajdziemy w sklepach stacjonarnych i internetowych. Ponadto, dobrać można produkty z pierza, co jeszcze kilkanaście lat temu było spotykane w każdym domu. Okazuje się, że naturalna kołdra ma wiele zalet. Przede wszystkim możemy liczyć na właściwości termoizolacyjne. Użytkownik przez cały czas odczuwa komfort termiczny. Wypełnienie kołdry ma też szereg innych funkcji - pozwala wchłaniać wodę i zapobiegać poceniu się. Firmy z doświadczeniem stosują nowoczesne technologie, co zminimalizowało ryzyko przemieszczania się wkładu kołdry w trakcie snu. W czasie odpoczynku dzięki temu zyskamy spokój ducha i pełną wygodę. Za taką kołdrę zapłacimy nieco więcej, ale jest to inwestycja na długi czas.     Kiedy warto wybrać kołdrę puchową? Puchowe kołdry często kojarzone są z zimowym okresem. W praktyce jednak są one doskonałe nawet na letnie dni. Cechują się lekkością, naturalnym wypełnieniem, delikatnością i miękkością. Świetnie radzą sobie z utrzymywaniem odpowiedniej temperatury, dlatego nawet w gorące dni taka kołdra da nam wygodę. Kiedy zdecydować się na model puchowy? Ciekawe informacje znajdziemy na stronie: https://materacerudaslaska.pl/koldry-puchowe-kiedy-warto-sie-na-nie-zdecydowac/. Puchowa kołdra to produkt wysokiej jakości, który przyjemnie otula ciało użytkownika. Zapewnia komfort snu na wysokim poziomie. Zimą produkt ochroni nas przed chłodem, a latem pozwoli zachować komfort termiczny. Plusem jest sprężystość i wyporność, co oznacza, że kołdry nie zmienią swojego kształtu przez długi czas. Na rynku znajdziemy wyroby o wielu grubościach, które zastosujemy raz latem, a raz zimą. Popularne są modele, które stawiają na naturalne i solidne materiały. Jak widać, kołdra posłuży nam praktycznie przez cały rok. « powrót do artykułu
  3. Motyw szukania towarzysza życia, chwili ślubu i samego małżeństwa pojawia się w literaturze, teatrze i kinie niezwykle często. Szczególnie dla komediopisarzy tematyka małżeńska jest niezwykle wdzięcznym tematem. Bo partnerskie kłótnie, sprzeczki i zaloty inspirują oraz bawią do łez. “Ożenek” Gogol napisał “Ożenek” w 1842 roku i od razu wywołał niegasnące dyskusje o bohaterach sztuki. Ta śmieszy, ale też ujawnia fałsz i hipokryzję ludzką. W komedii granej w Och-Teatrze, w postać chcącego ożenić się Podkolesina wciela się Paweł Domagała. Jednak bohatera bardziej interesuje posag wybranki, niż przyszła małżonka. Agafia, w której rolę wciela się Julia Wyszyńska również poszukuje męża. Pogrąża się w marzeniach o idealnym mężczyźnie, a to, co liczy się dla niej najbardziej to atuty zewnętrzne. “Mayday” Komedia Raya Cooneya z lat 80. “Mayday” bawi publiczność od lat na całym świecie. Główny bohater jest taksówkarzem, który prowadzi podwójne życie.   W dwóch różnych miastach mieszkają jego dwie żony, które nie wiedzą o swoim istnieniu. Jednak zbieg okoliczności sprawia, że zorganizowane życie wymyka się mężczyźnie spod kontroli. Mąż musi ukryć swoją prawdziwą twarz nie tylko przed żonami, ale też przed policją i mediami. A im więcej kłamie, tym sytuacja bardziej się komplikuje, powodując szereg komicznych zdarzeń. “Oszuści” W “Oszustach” Michelle chce pobrać się z Allenem, jednak ten nie jest pewny tej decyzji. Aby rozwiać wątpliwości, partnerzy postanawiają spotkać się z rodzicami. Nie są jednak świadomi, że ich rodzice już się znają, a co więcej - mają ze sobą romanse. Spektakl to zarówno zabawne, jak i skłaniające do refleksji dialogi i sytuacje, a także krytyczne spojrzenie na miłość, związki i relacje par w różnym wieku. Chcielibyście poznać cały opis małżeńskich komedii w Och-Teatr? Spektakle znajdziecie na portalu ewejsciowki.pl. « powrót do artykułu
  4. Jej... Populacje i masa? Coś w tym jest, ale ogólnie bigos się zrobił...
  5. Słusznie! On podleciał, ona krzywo spojrzała, on mimowolnie mimo przeleciał i poleciał dalej... Cóż mu zostało?
  6. Nie. Wg Słownika Języka Polskiego PWN podlecieć to "lecąc, zbliżyć się do czegoś, do kogoś" https://sjp.pwn.pl/sjp/podleciec;2502336.html
  7. Na boliwijskich sawannach Llanos de Moxos (Llanos de Mojos) odkryto setki osad z lat 500–1400, które stanowią zagadkę i przedmiot fascynacji dla archeologów. W ciągu ostatnich kilku lat znaleziono tam dowody, że ludzie zamieszkali boliwijską Amazonię znacznie wcześniej niż sądziliśmy, już 1500 lat temu istniała tam rozległa sieć stawów hodowlanych, a Llanos de Moxos okazały się jednym z pięciu miejsc na świecie, gdzie udomowiono rośliny u zarania rolnictwa. Teraz odkryto tutaj dowody istnienia początków ośrodków miejskich. Naukowcy z Niemieckiego Instytutu Archeologicznego oraz Uniwersytetów w Bonn i Exeter przeprowadzili za pomocą technologii LIDAR badania dużych osad kultury Casarabe. Na tej podstawie doszli do wniosku, że mamy tutaj do czynienia ze wczesną urbanizacją o niskim zagęszczeniu. To pierwszy taki znany nam przypadek z nizin Amazonii. Opisane na łamach Nature badania rzucają nowe światło na rozpowszechnieni i zróżnicowanie wczesnych ośrodków miejskich w skali całego świata oraz na życie wczesnych społeczeństw zamieszkujących Amazonię. Llanos de Moxos to rozległy ekoregion tropikalnej sawanny w północnej Boliwii. Zajmuje on ponad 126 tysięcy kilometrów kwadratowych i znajduje się w południowo-zachodniej części basenu Amazonki. W porze deszczowej obszar ten jest zalewany na wiele miesięcy w roku, co nie zachęca do osadnictwa. A mimo to widoczne są tam liczne ślady ludzkiej obecności sprzed okresu hiszpańskiej kolonizacji. Już ponad 20 lat temu naukowcy zwrócili uwagę na „kopce” i rozciągające się od nich struktury wskazujące na obecność dróg czy kanałów. Wszystko to sugerowało istnienie stosunkowo gęstego osadnictwa. Naukowcy przystąpili do wykopalisk w dwóch takich „kopcach” znajdujących się w pobliżu wsi Casarabe. Okazało się, że „kopce” to pozostałości po piramidach czy platformach, na których stały budynki. Z czasem okazało się, że osadnictwo kultury Casarabe rozciąga się na obszarze około 4500 kilometrów kwadratowych. Istnieje tam 189 dużych miejsc osadnictwa, 273 mniejsze miejsca oraz 957 kilometrów dróg i kanałów. Dlatego też ostatnio naukowcy zdecydowali się na użycie technologi LIDAR. To metoda pomiaru odległości łącząca w sobie laser i teleskop. Laser wysyła krótkie precyzyjne impulsy światła, a teleskop rejestruje jego rozproszenie, odbicie czy zmianę długości fali. Tak uzyskane informacje są analizowane komputerowo i na tej podstawie tworzona jest trójwymiarowy model badanego obiektu czy obszaru. Na potrzeby najnowszych badań zmapowano sześć obszarów o łącznej powierzchni 200 km2. Uzyskane wyniki zaskoczyły naukowców. Na zbadanym terenie znajdowały się dwie duże osady, o których istnieniu wiedziano wcześniej. Zaskoczeniem były ich rzeczywiste rozmiary. Mniejsza z nich – Cotoca – miała bowiem 147 hektarów, , a większa, Landivar, aż 315 ha. Dla porównania warto wspomnieć, że do końca XII wieku Londyn wraz z przedmieściami liczył 275 hektarów. Obie otoczone są trzema koncentrycznymi strukturami obronnymi złożonymi z rowów i wałów ziemnych. W miejscach tych uwidoczniono masywne platformy oraz piramidy wznoszące się na wysokość 20 metrów nad sawannę, które stoją na 6-metrowych platformach. Budynki zorientowane są na linii przebiegającej od północy po północny-zachód. Cotoca i Landivar były głównymi centrami osadnictwa w swoich regionach. Z obu z nich rozciągają się wciąż widoczne proste drogi. Zbudowanie obu osad wymagało dużych nakładów pracy. Budowa samej tylko centralnej części Landivar wymagała przemieszczenia ok. 276 000 m3 materiału. W przypadku centralnej części Cotoca było to niemal 571 000 m3. I to właśnie osada Cotoca, której centralna część zajmuje 22 hektary i jest znacznie większe niż w innych osadach, wykazuje cechy wczesnej urbanizacji. Mamy tutaj bowiem do czynienia nie tylko z imponującym centrum, ale również z częściowym brakiem wewnętrznych umocnień, co sugeruje, że zostały one rozebrane, gdyż szybko rosła liczba  mieszkańców. Na razie nie wiemy, ile osób mogło mieszkać w Cotoca. Jednak już sama struktura miejscowości  wskazuje, że istniało planowanie na poziomie całej osady, a widoczne ślady przesuwania struktur obronnych dowodzą, że Cotoca się rozrastała. Cotoca to pierwszy znany nam przykład prehiszpańskich procesów urbanizacyjnych w Amazonii, mówi doktor Heiko Prümers. Z innych regionów świata również znamy podobne rolnicze ośrodki miejskie o niskiej gęstości zaludnienia. Naukowcy obawiają się, że powoli kończy im się czas. Coraz powszechniejsza mechanizacja rolnictwa każdego miesiąca powoduje kolejne zniszczenia prekolumbijskich struktur na Llanos de Moxos. Niszczone są kopce, kanały i drogi, martwi się Carla James Betancourt z Uniwersytetu w Bonn. « powrót do artykułu
  8. Uczniowie Akademickiego Liceum Ogólnokształcącego Politechniki Białostockiej zdobyli za Sensorycznego Tłumacza Języka Migowego (STJM) pierwsze miejsce w XV edycji ogólnopolskiego konkursu Młody Innowator. STJM to rękawica tłumacząca język migowy. Urządzenie może znaleźć zastosowanie zarówno w interwencjach służb ratowniczych, jak i podczas nauki języka migowego. W pracach nad STJM wzięli udział Konrad Olifier, Ewa Karp, Paweł Buczyński, Jakub Kokoszkiewicz i Michał Łukaszuk. Czujniki umieszczone w rękawicy zbierają dane dotyczące położenia poszczególnych palców i całej dłoni. Rozpoznane litery alfabetu migowego są przesyłane do telefonu i wyświetlane dzięki napisanej przez licealistów aplikacji. Jak podkreślono w komunikacie Politechniki Białostockiej, prace na rękawicą rozpoczęły się we wrześniu ubiegłego roku na zajęciach z robotyki prowadzonych przez Grzegorza Nowika, nauczyciela fizyki, robotyki i autorskiego przedmiotu „Internet rzeczy”. W uczniowskim wynalazku stabilnie działa komunikacja polegająca na miganiu wyrazów po jednej literce. W planach jest zbudowanie drugiej rękawicy, tak aby przy użyciu dwóch rąk można było migać pełne wyrazy. Cały zespół to uczniowie drugiej klasy, więc mamy na to sporo czasu, ale jak ich znam, to pewnie zaraz po wakacjach projekt będzie skończony - podkreśla mentor zespołu. Rękawica zdobyła już parę nagród. Jak wspominaliśmy na początku, 18 maja uczniowie ALOPB zostali laureatami pierwszego miejsca ogólnopolskiego konkursu Młody Innowator. Nagrody i dyplomy wręczono na uroczystej gali w Domu Technika NOT w Warszawie. Przedtem STJM zajął 1. miejsce w kategorii freestyle w Międzynarodowym Turnieju Robotów „Robotic Tournament”. Uczniów wyróżniono także I Nagrodą Publiczności. Ze swoją rękawicą tłumaczącą język migowy młodzi wynalazcy zostali ponadto laureatami konkursu El-Robo-Mech, a także awansowali do finałów Olimpiady Innowacji Technicznych i Wynalazczości oraz konkursu Explory (tu na wyniki trzeba jeszcze poczekać). Nauka w ramach struktur Politechniki Białostockiej zapewnia licealistom łatwiejszy dostęp do finansowania, a jak mówi Nowik, trzeba pamiętać, że zarówno części, narzędzia, jak i wyjazdy na konkursy oraz zawody kosztują. « powrót do artykułu
  9. Naukowcy z Uniwersytetu w Kopenhadze, badając populacje gwiazd poza Drogą Mleczną, dokonali odkrycia, które może zmienić nasze rozumienie wielu procesów astronomicznych, w tym tworzenia się czarnych dziur, powstawania supernowych oraz tego, dlaczego galaktyki umierają. Od lat 50. ubiegłego wieku przyjmuje się, że populacje gwiazd w innych galaktykach są podobne do tej, którą obserwujemy w Drodze Mlecznej – składają się one z gwiazd o dużej, średniej i małej masie. Duńscy naukowcy, na podstawie obserwacji 140 000 galaktyk do których analizy wykorzystano liczne zaawansowane modele, doszli do wniosku, że rozkład mas gwiazd w innych galaktykach wcale nie jest podobny do tego, co obserwujemy w najbliższym sąsiedztwie. Okazało się, że w odległych galaktykach gwiazdy mają zwykle większą masę niż w Drodze Mlecznej i u jej sąsiadów. Masa gwiazd wiele nam mówi. Jeśli zmienimy masę gwiazd, zmieni się też liczba supernowych oraz czarnych dziur powstających z masywnych gwiazd. Zatem uzyskane przez nas wyniki oznaczają, że musimy jeszcze raz rozważyć wiele naszych założeń, gdyż odległe galaktyki wyglądają inaczej niż nasza, mówi główny autor badań, Alber Sneppen z Instytutu Nielsa Bohra. Założenie, że rozkład wielkości i mas gwiazd z w odległych galaktykach jest taki sam jak w naszej, przyjęto przed około 70 laty dlatego, że nie wyliśmy w stanie wystarczająco szczegółowo galaktyk tych badać. Widzieliśmy jedynie wierzchołek góry lodowej i od dawna podejrzewaliśmy, że założenie, iż inne galaktyki wyglądają jak nasza, nie jest zbyt dobrym założeniem. Nikt jednak nie próbował dowieść, że w innych galaktykach populacje gwiazd wyglądają inaczej. Nasze badania pozwoliły nam to wykazać, a to otwiera drogę do lepszego zrozumienia tworzenia się galaktyk i ich ewolucji, wyjaśnia profesor Charles Steinhardt. Naukowcy wykorzystali katalog COSMO, wielką międzynarodową bazę danych zawierającą ponad milion obserwacji światła z galaktyk, od takich znajdujących się w naszym najbliższym sąsiedztwie, po obiekty odległe o 12 miliardów lat świetlnych. Autorzy analizy twierdzą na przykład, że odkryli, dlaczego w pewnym momencie galaktyki przestają tworzyć nowe gwiazdy. Teraz, gdy lepiej określiliśmy masy gwiazd, widzimy nowy wzorzec. Najmniej masywne galaktyki tworzą gwiazdy, a bardziej masywne ich nie tworzą. To wskazuje, że istnieje uniwersalny trend opisujący śmierć galaktyk, mówi Sneppen. Z badań wynika również, że większość galaktyk posiada bardziej masywne populacje gwiazd, niż sądzono. Ze szczegółami pracy można zapoznać się na łamach The Astrophysical Journal. « powrót do artykułu
  10. W którym miejscu MS opisuje ciemną energię i materię? Zabrakło słowa wszechświat - to błąd językowy i mało ważne. Zawsze można dobrać takie pole skalarne z takim rozkładem i zmianą w czasie że można wyjaśnić wszystko Równie dobrze można też wstawić w każdy punkt czasoprzestrzeni jakiegoś krasnoludka pierdzącego z określoną siłą - chociaż to nie brzmi zbyt naukowo. Pole brzmi bardziej naukowo. Ale wymyślanie dowolnych tworów też nie jest naukowe. Nie że nie można trafić. Ale pudła przy wymyślaniu dowolnych tworów są zdecydowanie dominujące. Aczkolwiek istnienie piątej siły jest postulowane z wielu różnych niezależnych powodów. Bo niby dlaczego nasze fizyczne, techniczne i pomiarowe okno Overtona miałoby być ustawione na całą rzeczywistość. Nie musi. Pewne rzeczy mogą być poza zakresem naszych narzędzi badawczych. Grawitację znamy tylko dlatego że się kumuluje. Gdyby była siła podobna grawitacji jeśli chodzi o energię oddziaływania ale znosiłaby się jak ładunek elektryczny to nie moglibyśmy w żaden sposób bezpośrednio jej mierzyć. Tylko byśmy strzelali na oślep że jakieś doświadczenie coś zaburza na 10-tym miejscu po przecinku i nie do końca wiadomo czy to błąd pomiaru czy obliczeń.
  11. "Podleci"? Na długo zostanie? Podlecieć oznacza zbliżyć się i zatrzymać. Może oczywiście też później odlecieć. Tylko co niby miałoby spowodować ten odlot jak już podleci? To by wymagało jakiejś nowej siły.
  12. thikim

    Technologie wodorowe

    Nie dostrzegasz kosztów emisji H20 na taką skalę w miastach? Gorącego H20 dodajmy.
  13. Putin zasłużył na trzy nagrody Nobla. Medycyna - za pokonanie korony. Pokojowa - za zniszczenie Rosji Ekonomia - za wzięcie na siebie inflacji i udowodnienie że drukowanie kasy nie powoduje inflacji ( dzięki czemu wszyscy mogą dalej spokojnie drukować bo wina Putina). Już nawet Biden poszedł w ślady Polski i mówi że inflacja to wina Putina. To że w czasie korony drukowali więcej kasy niż przez 10 poprzednich lat - to nie doprowadziło do inflacji. To Putin W rzeczy samej pokojowej nagrody Nobla Putin był dość blisko - znając komitet.
  14. peceed

    Technologie wodorowe

    Trollujemy z samego rana?
  15. Nagroda Nobla z medycyny dla Włodzimierza Władymirowicza! A do kompletu powinien jeszcze dostać pokojową, pośmiertnie Znając komitet przyznałby mu jeszcze za życia
  16. To nie ta choroba na którą miało w Polsce w kwietniu umrzeć z milion osób? A potem przyjechało z milion niezaszczepionych Ukraińców i z dnia na dzień wirus wymarł. Jak to możliwe że ludzie w cuda nie wierzą? Przecież to co się wydarzyło jest całkowicie sprzeczne ze stanowiskiem przedstawicieli medycyny oficjalnej Rada medyczna nawet w pewnym momencie złożyła dymisję nie chcąc uczestniczyć w masowym mordowaniu rodaków I rzeczywiście - po ich rezygnacji Polacy przestali umierać a wirus odpuścił Faktycznie - przestali uczestniczyć w mordowaniu Polaków. A koniec końców Basiukiewicz został uniewinniony przez Sąd Lekarski. Dziwne byłoby go skazać za to że mówił rok temu to co dziś już mówi oficjalna medycyna. Ale kto mówił to samo rok temu - ten był szur. Bo rok temu jeszcze się kasa nie zgadzała na kontach.
  17. To i tak jest problem zastępczy. Czy nie powinniśmy iść w stronę transportu publicznego? Indywidualny transport to marnotrawstwo zasobów.
  18. Kolejny produkt w mediach zaczyna być promowany czyli technologie wodorowe. Wszyscy zachwycają się jakie to będzie cudowne móc emitować H20 zamiast CO2 ale ja zauważam, że po raz kolejny wszyscy mówią o zaletach i zyskach a temat wad i kosztów jest jakoś skrzętnie omijany. No to takie zagadnienie: miasto, masa samochodów, i masowa emisja pary wodnej na ulicach, pomiedzy budynkami. Przecież to nie będzie zjawisko pomijalne. Wzrost wilgotności będzie odczuwalny. Wilgoć oznacza przyspieszone niszczenie infrastruktury, grzyby, pleśń. Zmianę mikroklimatu mocno zurbanizowanych terenów. Grzyby i pleśń oznaczają stosowanie środków które z ekologią nie mają nic wspólnego. Czy aby na pewno możemy zaufać ludziom wskazującym nam kolejne świetlane rozwiązanie? W małej skali to nawet rozrzucanie uranu nie ma większego znaczenia. Ale problem w tym że transport jest rzeczą masową. Tu nawet bardzo mały efekt jednostkowy - pomijalny - po pomnożeniu razy miliard (9 rzędów wielkości) - da zauważalne skutki. I znowu - nie ma dyskusji o kosztach, zawsze w dyskusjach dominują zyski.
  19. Yesterday
  20. Nieaktualne, koronawirus nie istnieje, został odwołany. ;-)
  21. Już za 2 dni, w piątek 27 maja w pobliżu Ziemi znajdzie się jedna z największych asteroid asteroid bliskich Ziemi (NEO). Obiekt 1989 JA ma średnicę 1,8 kilometra i przez najbliższe dwa lata będzie największą asteroidą, jaka przeleci w pobliżu naszej planety. Nie ma jednak najmniejszych powodów do obaw. 1989 JA zbliży się do Ziemi na 0,027 jednostki astronomicznej, zatem znajdzie się w odległości 4 milionów kilometrów od Ziemi. To mniej więcej 10-krotnie większa odległość niż między Ziemią a Księżycem. Jeszcze nigdy 1898 JA nie była tak blisko naszej planety i przez kolejne 172 lata już tak blisko nie podleci. Obecnie asteroida pędzi z prędkością ponad 48 000 km/h. To kilkunastokrotnie szybciej niż pocisk wystrzelony z karabinu. Ostatni raz do bliskiego spotkania z równie wielką asteroidą doszło 29 kwietnia 2020, kiedy to w odległości 0,042 j.a. (6,3 mln km) przeleciała asteroida 1998 OR. Na następne spotkanie z równie wielkim obiektem co 1898 JA będziemy musieli poczekać do 27 czerwca 2024 roku. Wówczas to odwiedzi nas 2011 UL21. To asteroida o średnicy od 1,8 do 3,9 kilometra, która znajdzie się w odległości 0,44 j.a., czyli 6,6 miliona kilometrów od Ziemi. W ciągu najbliższych 100 lat w Ziemię nie uderzy żadna asteroida na tyle duża, by mogła spowodować katastrofę na olbrzymią skalę. Jednak agencje kosmiczne różnych krajów już teraz myślą o ewentualnej obronie naszej planety. Asteroidy bliskie Ziemi są katalogowane i monitorowane, opracowywane są różne technologie obrony przed nimi. Niedawno NASA wystrzeliła misję DART (Double Asteroid Redirection Test), której celem jest sprawdzenie możliwości zmiany trasy asteroidy. « powrót do artykułu
  22. Doktor Matt Morgan jest intensywistą, czyli lekarzem intensywnej terapii – wysoko wykwalifikowanym specjalistą, w którego rękach możesz się znaleźć, jeśli sprawy przybiorą bardzo zły obrót. Może się zdarzyć, że będziesz uczestnikiem wypadku lub zapadniesz na groźną chorobę: stan krytyczny oznacza, że zawiódł co najmniej jeden z twoich najistotniejszych organów i zagrożone jest twoje życie. W takich chwilach musisz zaufać umiejętnościom zespołu medycznego, pod którego opieką się znalazłeś. Jego członkowie w olbrzymim stresie podejmują niezwykle trudne decyzje i w trybie pilnym rozwikłują tajemnice ludzkiego ciała, diagnozując często niewytłumaczalne i zaskakujące przypadki. Stawką jest zawsze życie człowieka. W swojej książce doktor Morgan jest przewodnikiem po oddziale intensywnej terapii, jednym z najbardziej dynamicznych i działających pod największą presją miejsc w szpitalu. Opisuje najciekawsze przypadki, z jakimi się zetknął w swojej karierze i opowiada o pacjentach, których sprowadził znad krawędzi śmierci z powrotem do życia. „Stan krytyczny” to poruszające i chwytające za serce historie o tym, jak wiele niesamowitych zagadek skrywa nasze ciało i o prawdziwej sile ludzkiego ducha.
  23. Zoo Wrocław odtwarza z naukowcami z Uniwersytetu Wrocławskiego (UWr) dolnośląską populację podgorzałki. We wchodzących w skład rezerwatu „Stawy Milickie” kompleksach stawowych Stawno i Ruda Sułowska wypuszczono 22 ptaki. Mają one zasilić tutejszą populację lęgową; jest szansa, że przystąpią do lęgów jeszcze w tym roku. Na Czerwonej liście ptaków Polski podgorzałka (Aythya nyroca) została sklasyfikowana jako gatunek narażony (VU). Jak podkreślili autorzy tego opracowania, pierwsze oznaki spadku liczebności podgorzałki w Polsce odnotowano na początku lat 60. XX wieku. [...] W ostatnich kilkunastu latach krajowa liczebność nieco wzrosła, jednak nie wróciła do poziomu sprzed regresu populacji  [...]. Aż ponad 90% lęgowisk tego ptaka stanowią stawy rybne. Zagrażają mu przede wszystkim utrata siedlisk, niszczenie terenów podmokłych, przebudowa i regulacja zbiorników, susze oraz drapieżniki, w tym gatunki inwazyjne: norka amerykańska czy jenot. Zważywszy na niewielką liczbę A. nyroca w Polsce i krajach ościennych, najlepszą metodą na utrzymanie gatunku pozostaje zasilenie populacji osobnikami hodowlanymi. Dawniej w Polsce podgorzałka była stosunkowo licznym gatunkiem lęgowym z populacją ocenianą na ok. 400-500 par w latach 80. XX wieku, z największą populacją na Stawach Milickich. Pod koniec ubiegłego wieku jej liczebność spadła do zaledwie 40-45 par w całym kraju. Od początku XXI wieku nastąpił niewielki wzrost populacji, a obecny jej stan jest bardzo niski i wynosi 100-130 par lęgowych w całej Polsce – wyjaśnia prof. dr hab. Tadeusz Stawarczyk z Uniwersytetu Wrocławskiego. Ornitolog dodaje, że podgorzałka jest objęta Monitoringiem Ptaków Polski, prowadzonym przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Pozwala to na poznanie jej rozmieszczenia. Regularnie występuje tylko w trzech rejonach kraju: na stawach rybnych w Budzie Stalowskiej, na szeregu stanowisk na Lubelszczyźnie oraz na Stawach Milickich w dolinie Baryczy. Te kluczowe lęgowiska skupiają ok. 95% populacji krajowej. W samej dolinie Baryczy występuje ok. 1/3 populacji polskich podgorzałek (ok. 40 par lęgowych). „Projekt podgorzałka” jest realizowany dzięki współpracy 3 ogrodów zoologicznych, Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Stawów Milickich SA. W maju do rezerwatu „Stawy Milickie” zawieziono 2 transporty A. nyroca. Część z 22 ptaków pochodziła z hodowli ZOO Wrocław, a pozostałe z ogrodu zoologicznego w Bratysławie i Tierparku w Berlinie. Program wsiedlania podgorzałek pochodzących z ogrodów zoologicznych trwał będzie 5 lat i w tym czasie do rezerwatu „Stawy Milickie” może trafić nawet kilkaset podgorzałek. Mamy nadzieję, że pewna ich grupa osiądzie tu i sama zacznie wyprowadzać lęgi w kolejnych latach. Podgorzałki otrzymały obrączki identyfikacyjne i będą stale monitorowane przez naukowców ze stacji ornitologicznej Uniwersytetu Wrocławskiego – podkreśla Mirosław Piasecki, dyrektor naczelny ZOO Wrocław. Podobny projekt realizowano z sukcesem w Niemczech. Ogrody zoologiczne oraz inne instytucje przekazywały podgorzałki do wypuszczenia nad Steinhuder Meer - jeziorem położonym na północny zachód od Hanoweru. Tam przyzwyczajały się one do życia na wolności. W ciągu 8 lat naturze przywrócono niemal 800 tych kaczek. Naukowcy obserwowali je nad tym samym jeziorem jeszcze przez wiele lat od momentu wypuszczenia. Mamy nadzieję, że nasz dolnośląski program będzie miał podobną skuteczność - podkreślono w komunikacie prasowym ZOO Wrocław. « powrót do artykułu
  24. Gdy człowiek zaczął używać kamiennych narzędzi, wszystko się zmieniło. Narzędzia, zarówno te celowo modyfikowane,  jak i niemodyfikowane, zwiększyły nisze ekologiczne zajmowane przez naszych przodków. Pozwoliły na korzystanie z nowych zasobów pożywienia. Nasi przodkowie mogli dzięki nim zabijać zwierzęta, dzielić ich mięso, korzystać ze skór, rozbijać kości, obrabiać twarde rośliny. To zaś doprowadziło do zmian ewolucyjnych. Dostęp do większej ilości bardziej zróżnicowanego pożywienia, wytwarzanie i posługiwanie się kamiennymi narzędziami doprowadziły do ewolucji uzębienia, morfologii dłoni czy rozmiarów mózgu. Jednak mimo tego, jak ważnym wydarzeniem było używanie narzędzi, wciąż niewiele wiemy o tym, jak do tego doszło. Jednym ze sposób na badanie procesu adaptacji takich narzędzi jest przyglądanie się naszym najbliższym przodkom, wielkim małpom. Naukowcy z Uniwersytetów w Tybindze, Barcelonie, Oslo i Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maxa Plancka badali orangutany pod kątem zarówno samodzielnego jak i społecznego uczenia się wytwarzania i używania kamiennych narzędzi. Kamienne narzędzia, ze względu na ich odporność na destrukcyjne procesy zewnętrzne, są najczęściej spotykanymi narzędziami znajdowanymi przez archeologów. Wśród narzędzi typowych dla wczesnej epoki kamienia znajdziemy zarówno celowo modyfikowane kamienie o ostrych krawędziach, jak i niemodyfikowane kamienie wykorzystywane w roli młotków czy kowadeł. Nasi przodkowie korzystali z nich już 3,3 miliona lat temu, mówi główna autorka badań, doktor Alba Motes-Rodrigo. Wykorzystanie tych kamieni było kamieniem milowym ludzkiej ewolucji. Naukowcy przeprowadzili serię eksperymentów z orangutanami, które nie miały doświadczenia w używaniu narzędzi. Dwóm samcom z Zoo Kristiansand w Norwegii dostarczono młot do betonu, kawałek czertu (twardej skały krzemionkowej) oraz dwie skrzynki zawierające owoc. Aby dostać się do skrzynek trzeba było w jednej z nich przeciąć linę (symulowała ona ścięgno zwierzęce, a w drugiej silikonową membranę symulującą skórę. Oba zwierzęta uderzały młotkiem w ściany i podłogę, ale żaden z nich nie spróbował użyć go do odłupania z czertu zaostrzonego fragmentu. W drugim z eksperymentów orangutanom dostarczono różne materiały, a wśród nich był wykonany ludzką ręką krzemienny odłupek. Tym razem jedna z małp próbowała użyć odłupka do przecięcia silikonowej membrany. W trzecim z eksperymentów wzięły udział trzy samice orangutanów z Twycross Zoo w Wielkiej Brytanii. Tym razem sprawdzano, czy małpy mogą nauczyć się wykonywania kamiennych narzędzi obserwując człowieka. Po pokazie jedna z małp użyła młotka, by uderzyć nim w krawędź czertu, tak, jak zademonstrował to człowiek. Autorzy badań twierdzą, że są one pierwszymi, podczas których obserwowano, by orangutan spontanicznie wykorzystywał narzędzie do cięcia. Nasze badania sugerują, że dwa główne warunki wstępne dotyczące użycia kamiennych narzędzi – zdolność do uderzania kamieni młotem oraz rozpoznanie ostrych kamieni jako narzędzi do cięcia – mogły istnieć już u naszego ostatniego przodka z orangutanami, przed 13 milionami lat, czytamy na łamach PLOS One. Stwierdziliśmy też, że orangutany spontanicznie uderzają kamieniami w inne kamienie, co czasem może prowadzić do pojawiania się ostrych odłupków. « powrót do artykułu
  25. Astrofizyk Aneesh Naik i fizyk cząstek Clare Burrage z University of Nottingham uważają, że istnienie piątej siły natury może wyjaśniać rozkład galaktyk karłowatych wokół Drogi Mlecznej i innych wielkich galaktyk. Standardowy model kosmologiczny opisuje wszechświat złożony z ciemnej energii, ciemnej materii i materii widzialnej. Droga Mleczna, jak i inne duże galaktyki, uformowała się w wyniku zderzeń mniejszych galaktyk. Do procesu formowania się dochodziło w wielkim halo ciemnej materii. Część z galaktyk karłowatych nie połączyła się dotychczas z Drogą Mleczną czy innymi wielkimi galaktykami. jednak najbardziej zastanawiający jest ich rozkład. Zamiast znajdować się w różnych punktach halo, orbitują one wokół jednej płaszczyzny. Podobne zjawisko obserwujemy wokół innych wielkich galaktyk. Takie rozłożenie galaktyk karłowatych jest od dawna przedmiotem sporów. Naik i Burrage zajęli się polami skalarnymi. To pola energii, w których każdy punkt w przestrzeni ma unikatową wartość. Przykładem pola skalarnego może być mapa temperatury Ziemi, gdzie każdy z punktów ma inną temperaturę. Naukowcy przyjęli, że na początku swojego istnienia jego pole skalarne posiadało wszędzie ten sam minimalny poziom energii. Jednak gdy wszechświat się rozszerzał, gęstość materii uległa znacznemu zmniejszeniu. Jako, że pole skalarne Naika i Ubrrage jest ściśle powiązane z materią, poniżej pewnej granicy gęstości dochodzi do zmian w polu skalarnym, które może przyjąć dwa minimalne stany energetyczne: dodatni i ujemny. To właśnie nazywamy złamaniem symetrii. W jednych regionach wszechświata pole skalarne przyjmuje wartości dodatnie, a w innych ujemne. Granica pomiędzy tymi wartościami zwana jest ścianą domeny, a Naik i Burrage uważają, że ściany domen przechodzą przez wielkie galaktyki, przez co galaktyki karłowate skupiają się na jednej płaszczyźnie. Ściana domeny działa jak piąta siła natury, przyciągając do siebie galaktyki. Badacze przyznają, że w tej chwili ich model jest uproszczony, jednak zapewniają, że na jego podstawie udało im się dobrze opisać rozkład galaktyk karłowatych wokół Drogi Mlecznej, a nawet Galaktyki Andromedy, w przypadku której niektóre galaktyki są na płaszczyźnie, a niektóre są rozrzucone poza nią. Pracę Brytyjczyków chwali Geraint Lewis, astrofizyk z Uniwersity of Sydney. Przyznaje on, że opisano w niej prawdopodobny mechanizm wyjaśniający rozkład galaktyk karłowatych. Zastrzega jednocześnie, że to na razie wstępny model i w tej chwili trudno ocenić, na ile generowane przezeń wyniki są zgodne z rzeczywistymi obserwacjami galaktyk. Z pracą Naika i Burrage można zapoznać się na łamach arXiv. « powrót do artykułu
  1. Load more activity
×
×
  • Create New...