Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Past hour
  2. To mały offtop, ale zrobiłem właśnie krótki research i okazało się, że są pasywne repeatery, które nie wymagają pozwoleń, link poniżej. Wykorzystują telefon, który dla operatora wygląda, jakby był na dachu, czy gdziekolwiek jest umieszczona antena. https://www.cellutronics.co.nz/passive-repeaters/ Co do aktywnych, to najwyraźniej operator ma wykupione dodatkowe pasmo, które przydziela klientom za opłatą i na których działają jego urządzenia. Jak się kupi repeater na własną rękę, to może zakłócać urządzenia. W sumie rozumiem to, że pilnują pasma, bo inaczej zrobił by się burdel. Operatorzy mają czułe odbiorniki i przy niewielkiej sile sygnału, przy której na WiFi nie można się nawet połączyć z AP (access point), bo sygnał ginie w szumie, w GSM można prowadzić rozmowę głosową.
  3. Czyli w efekcie do tarcia. Generalnie należy zauważyć, że nie mówimy to o materiałach hydrofobowych i kroplach wody, które się na nich utrzymują (statycznie), ale o ruchu i to w wąskiej tubie. To pociąga za sobą pewne konsekwencje, jak np. obecność ciśnienia. Tylko jeśli nie jest zamknięta i nie pod ciśnieniem. Tak, i widać to też na grafikach zamieszczonych w artykule (chociaż nie wprost). Tłumaczy to też zauważone właściwości (mieszanie vs. nie mieszanie). Pozwoliłem je sobie przerobić na potrzeby dyskusji:
  4. Today
  5. No nie jest*. W tym kraju wróg wszędzie i ciągle czuwa - spuścizna po minionych latach... * Na własną rękę. Jak grzecznie się zwrócisz do operatora, to może łaskawie Ci coś takiego zainstalować (o ile będzie mu się chciało), ale to jeszcze droższa opcja.
  6. Kiedyś zerknąłem w necie na booster/repeater do 3G i 4G + antenę paraboliczną na dach, ewentualnie Yagi, ale elektronika nie jest tania. Nie wiem czy to jest nawet legalne, bo repeater emituje sygnał w regulowanym paśmie Tu gdzie mieszkam też mam słaby zasięg w sieci mobilnej. Mógłbym zmienić operatora, bo konkurencja ma chyba trochę lepsze pokrycie, ale głównym problemem jest hangar z blachy falistej u sąsiada
  7. Transfer faktycznie jest skromny, ale nadajnik to tylko 22W czyli tyle co żarówka w lodówce. Z kolei na Ziemi talerz paraboliczny 70m Z tego, co wiem, to trzeba wybrać albo przepustowość albo zasięg, a jak się doda jeszcze do tego masę albo cenę, to wychodzi klasyczny trójkąt "wybierz dwa", co można to zaobserwować samemu na przykładzie WiFi 2.4 vs 5GHz
  8. Akademia Nauk i Literatury w Moguncji zdigitalizuje i udostępni online całe swoje zbiory hetyckich tabliczek glinianych z pismem klinowym sprzed 3500 lat. W uniwersyteckich zbiorach znajduje się około 30 000 takich zabytków, w większości spisanych językiem hetyckim. Znajdziemy tam też teksty w językach luwijskim i palijskim. Projekt o nazwie Thesaurus Linguarum Hethaeorum (TLHdig) ma zostać zakończony w ciągu najbliższych 3 lat. Otrzyma on też dofinansowanie w kwocie 520 000 euro od Niemieckiej Fundacji Badawczej. Ten olbrzymi zastrzyk finansowy postrzegamy jako uznanie dla Moguncji jako ośrodka badawczego, w którym hetytologia odgrywa ważną rolę od lat 60. ubiegłego wieku, mówi profesor Doris Prechel z Wydziału Studiów Starożytnych Uniwersytetu Johannesa Gutenberga w Moguncji. W Archiwum Hetytologii Akademii Nauk i Literatury w Moguncji znajduje się największy na świecie zbiór tekstów hetyckich przełożonych na alfabet łaciński. Mamy tutaj fantastyczny punkt wyjścia. Stworzenie cyfrowego tezaurusa może być przełomem w światowej hetytologii, mówi Prechel. Uczeni z Uniwersytetu w Moguncji będą opracowywali teksty dotyczące rytuałów wzywania bóstw. Rytuały takie miały formę magicznych inwokacji, których celem było zdobycie przychylności bogów i zapewnienie ochrony rodziny królewskiej oraz systemu politycznego. Punkt wyjścia do prac jest rzeczywiście dobry, gdyż znaczna część tabliczek i ich fragmentów, które znaleziono w stolicy Hetytów Hattusie, wraz z ponad milionem opisujących je fiszek, została już zdigitalizowana. Teraz trzeba zdigitalizować resztę oraz opatrzyć całość komentarzami. Całość zostanie udostępniona za pomocą Hittitology Platform Mainz, która zostanie przygotowana tak, by móc w przyszłości dołączać nowe tabliczki z hetyckimi tekstami. Hetyci to lud, który około XVII wieku przed Chrystusem stworzył na terenie Anatolii potężne państwo. Upadło ono w XII wieku przed naszą erą, prawdopodobnie pod naporem Ludów Morza. Badania ich języka są szczególnie interesujące, gdyż jest to najstarszy znany nam spisany język indoeuropejski. « powrót do artykułu
  9. Jedno z rozwiązań paradoksu Fermiego zbliża się wielkimi krokami Kilka dekad po rozpoczęciu eksploracji kosmosu komunikacja radiowa przestaje wyrabiać się z przepustowością i zasięgiem transmisji. Chociaż z drugiej strony komunikacja radiowa z satelitami Vojyager 1 i 2 robi wrażenie, szczególnie jak uwzględni się skromną moc nadajników zainstalowanych na sondach.
  10. Mam nadzieję, że ten artykuł nie sprowokuje niepotrzebnej dyskusji o wyższości ateizmu nad religiami, w szczególności nad religią chrześcijańską Niewykluczone, że tym razem uderzył ateista po przeczytaniu etykietki na środkach czyszczących Pronto do mebli
  11. Święta prawda, Jajcenty, a przy niektórych sygnałach to poryw wiatru może nawet spowodować, że sygnał pójdzie w drugą stronę: https://tech.wp.pl/jak-kiedys-radzono-sobie-bez-telefonu-komorkowego-6035072152486529g/3
  12. Proponowany przez nas mechanizm wskazuje, że ilość ciemnej materii mogła zostać określona podczas kosmologicznej zmiany fazy, mówi doktor Michael Baker z University of Melbourne. Jest on współautorem nowej teorii dotyczącej pochodzenia ciemnej materii we wszechświecie. Praca, opisująca jak rozszerzające się bąble we wczesnym wszechświecie zdecydowały o ilości ciemnej materii, została opublikowana na łamach Physical Review Letters. Takie przejścia fazy miały miejsce we wczesnym wszechświecie i są podobne do bąbli gazu powstających w gotującej się wodzie. Wykazaliśmy, że cząstkom ciemnej materii jest bardzo ciężko dostać się do wnętrza tych bąbli, co pozwala na wyjaśnienie ilości ciemnej materii obserwowanej we wszechświecie, dodaje Baker. Zamiast tego cząstki ciemnej materii odbijają się od powierzchni bąbli i ulegają szybkiej anihilacji. Gdy okres przejścia fazowego się kończy, bąble łączą się i pozostaje jedynie ta ciemna materia, której udało się wcześniej trafić do ich wnętrza. To ma wyjaśniać ilość ciemnej materii widocznej obecnie we wszechświecie. W wyniku działania takiego mechanizmu pozostają cząstki ciemnej materii o masach liczonych od TeV po przekraczające PeV. Wiemy, że ciemna materia istnieje i niewiele więcej. Jeśli składa się ona z nieznanych cząstek, to jest szansa, że wykryjemy je w laboratorium. Wtedy będziemy mogli określić ich właściwości, takie jak masa czy interakcje z innymi cząstkami, dodaje Baker. Prace, w których brali udział też profesorowie Andrew Long z Rice University oraz Joachim Kopp z CERN i Uniwersytetu w Moguncji, wskazują na nowy cel dla eksperymentów mających na celu znalezienie ciemnej materii. Bardzo ekscytującym aspektem naszej teorii jest fakt, że pasuje ona do cząstek ciemnej materii, które mają masę znacznie większą niż większość innych kandydatów, jak np. słynne WIMP (słabo oddziałujące masywne cząstki), na których skupiała się znaczna część dotychczasowych badań. Nasza teoria wskazuje, że poszukiwania cząstek ciemnej materii można rozszerzyć na większe masy, mówi profesor Kopp. Nowa teoria może być niezwykle ważna dla przyszłości badań naukowych w Australii. W stanie Victoria w byłej kopalni złota powstaje właśnie Stawell Underground Physics Laboratory. Ta położona kilometr pod powierzchnią ziemi instalacja będzie pierwszym podziemnym laboratorium fizyki cząstek na Półkuli Południowej. Będą tam prowadzone liczne eksperymenty, mające na celu znalezienie ciemnej materii. Nowe badania mogą pomóc w ich zaprojektowaniu i przeprowadzeniu. « powrót do artykułu
  13. Trzeciego października, w 30. rocznicę zjednoczenia Niemiec, na Wyspie Muzeów w Berlinie ktoś spryskał oleistą substancją co najmniej 70 eksponatów. W doniesieniach medialnych wymieniane są egipskie sarkofagi czy XIX-wieczne obrazy, wystawiane w Muzeum Pergamońskim, Starej Galerii Narodowej i Nowym Muzeum. Fundacja Pruskiego Dziedzictwa Kultury ponoć potwierdziła, że oleista substancja pozostawiła widoczne ślady. Stołeczna policja wszczęła śledztwo, ale odmówiła komentowania motywów zdarzenia. Ze względów strategicznych sprawy nie upubliczniono. Jak poinformowało BBC, policja skontaktowała się mailowo z osobami, które kupiły bilety w tym terminie. Próbując wyjaśnić, co się stało, prasa i telewizja przypominają, że w 2018 roku w Atenach aresztowano dwie Bułgarki, które pobrudziły oleistą substancją zabytki w Narodowym Muzeum Historii. Kobiety zeznały, że spryskały je olejkami i mirrą, kierując się zapisami z Pisma Świętego. Październikowe zdarzenie, opisywane jako jeden z największych ataków na dzieła sztuki w powojennej historii Niemiec, może mieć związek z teoriami spiskowymi. Jedna z nich postuluje np., że Muzeum Pergamońskie to światowe centrum satanizmu (znajduje się tam bowiem zrekonstruowany Ołtarz Pergamoński). W tym kontekście media wymieniają niejakiego Attilę Hildmanna, byłego wegańskiego kucharza-celebrytę, który stał się jednym z najbardziej znanych zwolenników teorii spiskowych QAnon. Niedawno Hildmann opublikował wpisy, w których sugerował, że Angela Merkel wykorzystuje Ołtarz do składania ofiar z ludzi. Komentując zaś doniesienia o najnowszym akcie wandalizmu na Wyspie Muzeów, Hildmann stwierdził: Fakt! To jest tron Baala (Szatana). Warto przypomnieć, że w 1999 r. Museumsinsel została wpisana na Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. « powrót do artykułu
  14. Pod wielopiętrowym parkingiem w centrum Gloucester w Wielkiej Brytanii znaleziono ruiny XIII-wiecznego klasztoru karmelitów. Historycy od dawna wiedzieli, że gdzieś w centrum miasta znajdowała się siedziba karmelitów, jednak dokładnej jej lokalizacji nie znano. Prace rozbiórkowe prowadzono w ramach rewitalizacji północnej części centrum miasta, tzw. King's Quarter. Miejski archeolog Andrew Armstrong nazwał odkrycie ruin klasztoru „bardzo ekscytującym”, ciesząc się, że udało się w ten sposób określić położenia „dawno utraconego klasztoru”. Karmelitanie przez około 300 lat byli ważną częścią Gloucester. Z ich szeregów wywodziło się wielu znakomitych zakonników. Zbadanie i udokumentowanie tego znaleziska pozwoli miastu na odzyskanie ważnego miejsca swojej historii, dodaje Armstrong. Dotychczasowe badania wskazują, że klasztor składał się z co najmniej 4 dużych budynków. Były one zbudowane z kamienia lub miały kamienne fundamenty. Grubość niektórych ścian wynosiła 1 metr. Niektóre z większych ścian były ustawione w linii wschód-zachód, co jest typowym rozwiązaniem dla średniowiecznych budynków sakralnych. Archeolodzy znaleźli też resztki podłogi pokrytej kafelkami oraz zaprawą gipsową i pozostałości po kanalizacji. W Gloucester istniało wiele zakonów. Miasto zamieszkiwali dominikanie, franciszkanie, augustianie. Znajdował się tam też klasztor św. Oswalda założony przez córkę Alfreda Wielkiego pod koniec IX wieku, którego dzieje sięgają VII wieku i wcześniejszego opactwa św. Piotra założonego przez Osrica, króla Hwicce. Z tych wszystkich zakonów najmniej wiemy o dziejach karmelitów z Gloucester. Klasztor karmelitów w Gloucester został założony około 1270 roku, zaś w XV wieku jego większość została zburzona. Jedyne jego ślady zachowały się na starych mapach. Teraz wiemy dokładnie, gdzie został wybudowany. « powrót do artykułu
  15. Chyba tak jak jest, jest dobrze, @peceed chyba jest tutaj trochę hiperpoprawny, w ogólności nie jest chyba prawdą, że każdy sygnał maleje z kwadratem odległości (vide przykładowo laser)?
  16. No właśnie. Tutaj masz możliwość dokładnego wyznaczenia położenia: https://vixra.org/abs/1708.0146 Co istotne masz genezę dlaczego jest właśnie tam. Jeżeli znasz jego (elektronu) poprzednią pozycję to sobie policzysz gdzie jest w jakimś tam interwale czasowym. Znaczy się komputer ci policzy :). Oczywiście, mechanika kwantowa też zaproponowała algorytm ogólny na wyznaczanie kształtu powłok elektronowych jednak to nie mówi nic o tym jak elektron sobie wędruje i dlaczego. Pewnie jest to ukryte w jakiś meandrach historii o których nikt już nie pamięta. Można mnie zaliczyć do ignorantów, ale nie wiem czy ta metoda działa i czy jest przydatna. Wiem ze coś takiego zostało zaproponowane przez mechanikę kwantową nie sprawdzałem tego. Nazywało się to jakoś tak: "Kramers's recursion" a wygląda to jakoś tak po jakiś tam przekształceniach (opis zmiennych sobie darowałem): https://www.academia.edu/38950657/QUANTUM_CHEMISTRY_SECOND_EDITION
  17. ciekawe jak chcą namierzać odbiornik/nadajnik przy takim spójnym promyczku. Chyba ostatnio był jakiś news, że po x dziesięciu latach udało się w końcu trafić na krótką chwilę w lusterko umieszczone na Księżycu, a przecież to tak blisko
  18. Yesterday
  19. A to nowość. Bo u nas w Polsce to każdy sygnał maleje z kwadratem odległości, pewnie nie wdrożyliśmy jeszcze jakiejś unijnej dyrektywy.
  20. Teren obecnej Polski nie opustoszał pod koniec ostatniej epoki lodowcowej ok. 9500 lat p.n.e. Był dalej zamieszkiwany przez łowców reniferów, którzy stopniowo przystosowali się do życia w coraz cieplejszym klimacie – wynika z analiz polskich naukowców opublikowanych w Journal of World Prehistory. W ciągu ostatniego miliona lat lodowiec kilkukrotnie zajmował dużą część obszaru Polski. Ostatni zniknął zupełnie z naszych obszarów ok. 13 tys. lat p.n.e. Z reguły swoim zasięgiem obejmował północną część kraju. Jego bliskość powodowała, że ludzie mogli przez większość pradziejów zamieszkiwać głównie południową część dzisiejszej Polski. Wraz z cofnięciem się lodowca na północ, na teren Skandynawii, obszary obecnej Polski stały się możliwe do zamieszkania dla większej liczby ludzi. Wcześniej zapuszczali się tam jedynie sezonowo łowcy reniferów – wędrowali za zwierzętami, które stanowiły podstawę ich egzystencji. Jednak wraz z wytopieniem się lodowca klimat zmienił się – temperatura znacznie wzrosła, a po kilku tysiącach lat od jego zniknięcia teren obecnej Polski porósł gęstymi lasami. Pojawiły się też liczne polodowcowe jeziora. Do tej pory naukowcy uważali, że zmiana ta spowodowała emigrację paleolitycznych łowców na północny–wschód – poza obszary Polski. Przez 150–300 lat od ok. 9500 lat p.n.e. nasze tereny miały być opuszczone przez ludzi. Dopiero potem na te obszary miała nadejść ludność z południa lub południowego zachodu Europy – opowiada PAP dr hab. Tomasz Płonka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Z jego analiz, przeprowadzonych wspólnie z Michałem Szutą z tej samej uczelni i Dariuszem Bobakiem z Fundacji Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego opublikowanych w prestiżowym periodyku Journal of World Prehistory, wynika jednak coś zupełnie innego. Okazuje się, że obszar dzisiejszej Polski nie został opuszczony – z naszych badań wynika, że był ciągle zasiedlony – podkreśla dr hab. Płonka. Taki wniosek udało się wyciągnąć na podstawie modelowania wykonanego w oparciu o statystykę bayesowską (nazwa pochodzi od XVIII–wiecznego matematyka Thomasa Bayesa). Metoda ta jest używana w zachodniej Europie, jednak polscy badacze przeszłości nadal rzadko po nią sięgają. Do tego modelu zespół dr. hab. Płonki wprowadził daty pozyskane w czasie analiz radioaktywnego izotopu węgla (C14) z kilkudziesięciu stanowisk archeologicznych z przełomu schyłkowego paleolitu i mezolitu. Samo wykonanie datowania metodą C14 nie jest jednak wystarczające – ma nadal sporo mankamentów i nie jest w pełni doskonałe. Naukowcy wskazują, że statystyka bayesowska umożliwia sprecyzowanie poprzednio ustalonej chronologii i urealniają wcześniej uzyskane dane. Można też badać zjawiska w skali mikro nawet sprzed wielu tysięcy lat, bo modelowanie to jest bardziej dokładne. Podobne modelowanie ten sam zespół archeologów wykonał dla Niziny Północnoniemieckiej w tym samym okresie. Uzyskał bardzo podobny obraz. Nie ma mowy o opuszczeniu tego terenu. W przeciwieństwie do obszaru Polski, gdzie stanowiska z okresu schyłkowego paleolitu i mezolitu następowały po sobie, na terenie Niemiec występowały one w tym samym okresie – opowiada naukowiec. Oznacza to jednak to samo, co dla terenu Polski: poszczególne grupy ludzi stopniowo przystosowały się do zmian środowiska naturalnego. Nic nie wskazuje na migracje – uważają autorzy artykułu. Archeolodzy znajdują ślady po życiu i działalności łowców schyłkowego paleolitu głównie w postaci krzemiennych narzędzi, które stosowali m.in. do polowania czy oprawiania zwierzyny. Część z nich odróżniała się zdecydowanie od tych, z których korzystali ludzie w okresie mezolitu. Widzimy jednak pewnie nawiązania i ciągłość w tradycji takich wyrobów, jak na przykład tzw. zbrojników, czyli niewielkich elementów krzemiennych, które montowano na strzałach – podkreśla dr hab. Płonka. To – w jego ocenie – uprawomocnia wnioski grupy badaczy płynące z analiz statystycznych: Łowcy nie opuścili naszych terenów, tylko po prostu przystosowali się do zmieniających się warunków klimatycznych. Potrzebowali odpowiednich narzędzi do polowania; teraz polowali nie na renifery tylko głównie na zwierzęta mieszkające w lasach – wskazuje. Dodaje, że ciągłość widać również w elementach sztuki – zdobieniach części odkrywanych przedmiotów, zwłaszcza na przełomie tych dwóch okresów. « powrót do artykułu
  21. Peter Andrekson i jego koledzy z Uniwersytetu Technologicznego Chalmersa w Göteborgu poinformowali o skonstruowaniu najbardziej czułego odbiornika sygnałów optycznych przesyłanych bezprzewodowo. Szwedzi osiągnęli bezprecedensową czułość niemal 1 fotonu na 1 bit danych. Udało się to dzięki nowatorskiemu podejściu do przygotowania sygnału oraz likwidacji zakłóceń w samym odbiorniku. Agencje kosmiczne, w miarę realizacji coraz bardziej ambitnych planów badania przestrzeni pozaziemskiej, próbują zwiększać możliwości komunikacyjne swoich satelitów. Jednak obecne radiowe systemy transmisji z trudem nadążają za rosnącymi potrzebami. Dlatego też coraz częściej mówi się o wykorzystaniu sygnałów optycznych do szybkiej transmisji danych na duże odległości. Mają bowiem tę olbrzymią zaletę, że w miarę rozchodzenia się w przestrzeni tracą znacznie mniej mocy niż sygnały radiowe. A pamiętać trzeba, że mówimy tutaj o transmisjach na olbrzymich dystansach. Żeby jednak przyspieszyć transmisję danych optycznych potrzebne są jak najbardziej czułe odbiorniki, które wymagają użycia jak najmniejszej liczby fotonów do przekazania bitu informacji. Zespół Andreksona stworzył nową architekturę, w ramach której dane są najpierw kodowane w sygnałową falę światła, następnie jest ona łączona z falą ciągłą o różnych częstotliwościach. Gdy takie fale przechodzą przez nieliniowy światłowód generują trzecią falę. W końcu wszystkie te fale zostają wzmocnione i wysłane w kierunku odbiornika. Sygnał przechwytywany jest przez światłowód i trafia do wzmacniacza fazoczułego. Ostatecznie sygnał trafia do standardowego odbiornika, gdzie oryginalna informacja zostaje odzyskana. Obecnie najbardziej zaawansowane bezprzewodowe systemy komunikacji optycznej pozwalają na przekazywanie danych z prędkością poniżej 1 Gb/s i wymagają do pracy niezwykle niskich temperatur. Urządzenie Andreksona osiąga czułość niemal 1 fotonu na 1 bit w temperaturze pokojowej, pozwalając na transmisję danych z prędkością dochodzącą do 10,5 Gb/s. Ponadto, jako że system wykorzystuje proste techniki modulacji sygnału, jego przetwarzania i korekcji błędów, może z łatwością być skalowany do większych prędkości. « powrót do artykułu
  22. Gdyby tu chodziło o napięcie powierzchniowe tym bardziej należałoby zbadać roztwory jednej substancji.Miałem podobne przemyślenia, ale wydaje mi się że tu jedyną rolą napięcia powirzchniowego jest niedopuszczenie do zwilżenia. Kropla wody powinna zjechać tak samo szybko jak oleju jedynie bardziej 'rozsmarowana' wzdłuż (bo mnijesza lepkkość). Działa jakiś inny mechanizm. Lepkie mają niższy stosunek powierzchni do objętości, tym samym mniej powierzchni wymaga poduszki ślizgowej. Niestety w publikacji podają że ta poduszka jest większa dla lepkich. Z dalszymi spekulacjami poczekam na publikację z użyciem jednej substancji i różnych stężeń
  1. Load more activity
×
×
  • Create New...