Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Today
  2. Ironią losu jest, że jeden z najbardziej śmiercionośnych wirusów może być użyteczny w leczeniu jednego z najbardziej śmiercionośnych nowotworów mózgu, mówi profesor neurochirurgii Anthony van den Pol z Yale University. Wspomnianym wirusem jest jest Ebola, którą można wykorzystać do walki z glejakiem. Glejaki to bardzo trudne w leczeniu, często śmiertelne nowotwory mózgu. Naukowcy z Yale opisali na łamach Journal of Virology w jaki sposób wykorzystali zarówno słabości nowotworu jak i zdolności obronne Eboli przeciwko atakowi ze strony układ odpornościowego. W przeciwieństwie do zdrowych komórek, wiele nowotworów nie jest w stanie zorganizować nieswoistej odpowiedzi odpornościowej w reakcji na atak ze strony wirusa. Dlatego też naukowcy próbują wykorzystać wirusy do walki z nowotworami. To jednak niesie ze sobą ryzyko wywołania groźnej infekcji w organizmie. Dlatego też uczeni eksperymentują tworząc chimery różnych wirusów lub łącząc geny różnych wirusów tak, by atakowały one komórki nowotworowe, ale nie wywoływały infekcji w zdrowych komórkach. Van den Pol zainteresował się pewnym szczególnym genem o nazwie MLD. To jeden z siedmiu genów, które ułatwiają Eboli ukrycie się przed układem odpornościowym. MLD ma też swój udział w niezwykłej zjadliwości tego wirusa. Biorąc pod uwagę fakt, że wirus Ebola (EBOV) infekuje wiele różnych organów i komórek, a jednocześnie wykazuje słaby neurotropizm [neurotropizm to zdolność wirusa do infekowania komórek układu nerwowego – red.], zaczęliśmy się zastanawiać czy chimera wirusa pęcherzykowatego zapalenia jamy ustnej (VSV) zaprojektowana do ekspresji glikoproteiny wirusa Ebola (EBOV GP), nie mogłaby selektywnie infekować komórek guza mózgu. Wykorzystanie glikoproteiny MLD mogłoby ułatwić wirusowi uniknięcie ataku ze strony układu odpornościowego, stwierdzili naukowcy. Van den Pol i Xue Zhang, również z Yale University, stworzyli więc wirusa VSV z ekspresją MLD, którego następnie wstrzyknęli do mózgu myszy z glejakiem. Okazało się, że MLD pomógł w selektywnym wykryciu i zabiciu komórek nowotworowych. Stworzyliśmy chimerę VSV, w której glikoproteina Eboli zastąpiła naturalną glikoproteinę VSV. W ten sposób zredukowaliśmy neurotoksycznść VSV. Chimera VSV zdolna do ekspresji pełnej EBOV GP (VSV-EBOV) zawierającej MLD była znacząco bardziej efektywna i bezpieczna niż EBOV GP niezawierająca MLD, informują uczeni. Badania prowadzone na myszach z ludzkimi guzami nowotworowymi wykazały, że VSV-EBOV zawierające MLD znacznie lepiej niż VSV-EBOV bez MLD eliminuje guzy mózgu i wydłuża życie myszy. Uczeni sądzą, że to właśnie użycie MLD chroni zdrowe komórki przed infekcją. Kluczowym czynnikiem może być tutaj fakt, że wirus z glikoproteiną MLD namnaża się wolniej niż wirus bez MLD Opisane powyżej rozwiązanie mogłoby – przynajmniej w teorii – wspomagać leczenie chirurgiczne i zapobiegać nawrotom choroby. « powrót do artykułu
  3. Najnowocześniejsza obecnie forma immunoterapii, polegająca na wykorzystaniu własnych zmodyfikowanych genetycznie komórek odpornościowych pacjenta, pozwoliła uratować chorą na chłoniaka pacjentkę Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach. Terapia CAR-T cells to jest leczenie, które otwiera nowe perspektywy - nie tylko w onkohematologii, ale w onkologii szerzej rozumianej – oświadczył podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Gliwicach kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii w gliwickim oddziale Narodowego Instytutu Onkologii im. M. Skłodowskiej-Curie prof. Sebastian Giebel. To najbardziej zaawansowana forma immunoterapii komórkowej, czyli wykorzystania komórek naszego własnego układu odpornościowego do walki z nowotworem. Terapia, która stwarza wielkie nadzieje dla pacjentów, również oczekiwania u lekarzy, ale która wiąże się z szeregiem trudności, a co za tym idzie - dostęp do niej jest póki co bardzo ograniczony – dodał. Wśród trudności wymienił m.in. wysokie koszty, które jednak – jak spodziewają się hematolodzy – będą stopniowo malały wraz z upowszechnieniem tej metody, możliwe skutki uboczne dla pacjenta, a także trudności produkcyjne. To jest terapia przygotowywana indywidualnie, spersonalizowana. Nie mamy tutaj do czynienia z lekiem, który stoi na półce, po który można sięgnąć w dowolnej chwili. Wręcz przeciwnie – wszystko trzeba zaplanować, skoordynować, żeby leczenie przygotować dla naszego pacjenta – wyjaśnił prof. Giebel. Chorująca na chłoniaka 62-letnia Jadwiga Szotek jest pierwszą kobietą, u której w Polsce zastosowano tę terapię – kilka tygodni wcześniej zastosowano ją u chorego na ten sam rodzaj nowotworu pacjenta w Poznaniu. Nowotwór zdiagnozowano u niej relatywnie późno, od początku onkolodzy podejrzewali, że może być oporny na chemioterapię. I rzeczywiście – choć otrzymała 9 cykli chemioterapii, nie przyniosły one odpowiedzi. Jak przyznał prof. Giebel – możliwość zastosowania nowej terapii pojawiła się w optymalnym momencie, bo lekarze nie mieli już jak pomóc pani Jadwidze. Kobieta czuje się teraz dobrze, odzyskuje siły, choć nadal pozostaje pod kontrolą lekarską i czekają ją dalsze badania, aby potwierdzić, że rzeczywiście w jej organizmie nie ma już komórek nowotworowych. Czuję się bardzo dobrze, od 2 lat się tak nie czułam. Dziękuję wszystkim, którzy podarowali mi drugie życie. Cieszę się teraz życiem – powiedziała pani Jadwiga podczas konferencji. W medycynie już od kilku dziesięcioleci myślano o wykorzystaniu własnych komórek chorego tak, by one niszczyły nowotwór – jednak dopiero z początkiem XXI w. pojawiły się takie możliwości technologiczne, a pierwsze zastosowania kliniczne miały miejsce w ostatnich kilku latach. Koncepcja jest dosyć prosta. Pierwszy krok to pobranie z krwi pacjenta limfocytów T – najbardziej wyspecjalizowanych komórek naszego układu odpornościowego. [...] Następnie w laboratorium komórki zostają przeprogramowane, zmodyfikowane genetycznie - wprowadza się do nich za pomocą specjalnych wirusów sztucznie przygotowany gen, który koduje receptor pozwalający tym limfocytom T rozpoznawać antygeny nowotworu. Czyli zmieniamy optykę tych komórek - limfocytów T, które na co dzień walczą z wirusami, bakteriami - tak, żeby rozpoznawały w sposób celowany cechy komórki nowotworowej. Te komórki się dalej stymuluje, pobudza, namnaża i końcu trafiają z powrotem do pacjenta w formie infuzji dożylnej – wyjaśnił prof. Giebel. Choć lekarze wiążą duże nadzieje z nową metodą, to na razie jest zarejestrowana tylko w dwóch wskazaniach - opornych na chemioterapię chłoniaku rozlanym z dużych komórek B i ostrej białaczce limfoblastycznej u chorych do 25. roku życia. Certyfikaty uprawniające do stosowania tej metody mają obecnie 3 ośrodki w Polsce – gliwicki, poznański oraz dziecięcy we Wrocławiu. Od strony wynalazczej, koncepcji to jest coś, przed czym trzeba zdjąć czapkę. Wspaniały kierunkowskaz i nadzieja na przyszłość. Trzeba jednak pamiętać, że na dziś mamy zarejestrowane tylko dwa zastosowania i wyłącznie dla nowotworów wywodzących się z limfocytów B - podkreślił jeden z najwybitniejszych polskich hematologów prof. Jerzy Hołowiecki. « powrót do artykułu
  4. Na Forum Romanum w Rzymie odkryto hipogeum. Znajduje się w nim sarkofag z tufy oraz struktura przypominająca ołtarz. Naukowcy uważają, że jest to część heroonu Romulusa. Jak zapowiedziała Alfonsina Russo, dyrektorka Parku Archeologicznego Koloseum, odkrycie zostanie zaprezentowane mediom w piątek (21 lutego). Sarkofag z tufy pochodzi z ok. VI w. p.n.e. i ma ~1,4 m długości. Na hipogeum natrafiono pod schodami prowadzącymi do Kurii (nowe schody zostały zbudowane w latach 30. XX w. przez Alfonsa Vartolę). Co ważne, nieopodal znajduje się Lapis Niger (Czarny Kamień), a więc legendarne miejsce śmierci/wniebowzięcia Romulusa. Forum Romanum nie przestaje nas zadziwiać nowymi wspaniałościami - podkreśliła Russo. Znaleziska dokonano podczas wykopalisk, które rozpoczęto mniej więcej przed rokiem, by upamiętnić odkrycia słynnego archeologa Giacoma Boniego na początku XX w. « powrót do artykułu
  5. Znacznie lepszy byłby "kącik religijny". Nauka działa na podobych zasadach, jak religie świata. Można by np. pogadać o Bogu jak i jego braku, wszak na jedno jak i drugie istnieją niezbite dowody . Ale gdzieś tu był już podobny temat (o Bogu).
  6. Podniesienie poziomu ekspresji białka to taki tani trik, że gdyby miało szansę to zadziałać bez skutków negatywnych to już dawno ewolucja by to wykorzystała. I dalej tego nie wiadomo. Wiara w prosty "magic bullet" wzrusza. Typowe podejście w którym lekarze rozwiązują swoje problemy. Zdecydowanie nie rozumieją że walka z patogenami ma "informacyjny" charakter. Należy się raczej spodziewać, że będziemy mieli tysiące leków na różne odmiany wirusów i zaawansowaną, zautomatyzowaną diagnostykę.
  7. Klimaty typu śródziemnomorskiego są niezwykle wrażliwe na obecność gazów cieplarnianych. Okazuje się, że gdy w atmosferze pojawia się więcej takich gazów, natychmiast zmniejsza się poziom opadów w klimacie śródziemnomorskim. Na szczęście mechanizm ten działa też w drugą stronę i spadek poziomu opadów zostaje natychmiast zatrzymany, jeśli obniżeniu ulega emisja gazów cieplarnianych. Takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych przez naukowców z University of Reading, Imperial College London i Instytutu badan nad atmosferą i klimatem włoskiej Narodowej Rady Badań Naukowych (Consiglio Nazionale delle Ricerche). Specjaliści z tych instytucji opisali nieznany dotychczas wpływ zmian klimatycznych na takie regiony jak Kalifornia, centralne Chile i basen Morza Śródziemnego. Dotychczasowe modele klimatyczne i badania obserwacyjne sugerowały, że w miarę ocieplania się klimatu w regionach o klimacie śródziemnomorskim – z wyjątkiem Kalifornii – będzie dochodziło do spadku ilości opadów. Klimat śródziemnomorski, z jego gorącymi suchymi latami jest bardzo wrażliwy na zmiany poziomu opadów w zimie. Dlatego też często uważa je się za wskaźniki zmian klimatycznych. Dotychczas nie wiadomo było jednak, jak zmiany w koncentracji gazów cieplarnianych wpływają na klimat śródziemnomorski. Emisja gazów cieplarnianych natychmiast wpływa na klimat, jednak staje się to widoczne po wielu dziesięcioleciach, mówi główny autor badań, doktor Giuseppe Zappa. Wiemy też, że gromadzące się w górnych warstwach atmosfery gazy mogą wpływać na klimat lokalny albo bardzo szybko, zaledwie w ciągu lat, albo powoli, przez dziesięciolecia. Naukowcy, którzy do swoich badań nad klimatem śródziemnomorskim wykorzystali modele komputerowe, zauważyli, że w środkowym Chile i w basenie Morza Śródziemnego w ciągu zaledwie kilku lat dochodzi do spadku opadów w reakcji na zwiększoną emisję gazów cieplarnianych. To zaś, jak zauważył doktor Paulo Ceppi z Imperial College London, sugeruje, że stabilizacja koncentracji gazów cieplarnianych przyniesie natychmiastową korzyść zasobom wodnym w tych regionach, gdyż zatrzyma spadek opadów. Innymi słowy, podjęcie działań w tym kierunku da pozytywne efekty w ciągu zaledwie kilku lat. Podobnego zjawiska nie zaobserwowano jednak w Kalifornii. Tam zwiększenie koncentracji gazów cieplarnianych nie prowadzi do tak drastycznego spadku poziomu opadów. Naukowcy mówią, że różnica ta spowodowana jest przez ocean. Powierzchnia oceanu nie ogrzewa się równomiernie. Jedne regiony ogrzewają się szybciej niż inne. A wzorzec ogrzewania się oceanu wpływa na rozkład wiatrów i opadów. Te obszary oceanu, które ogrzewają się szybciej niż średnia, wywołują takie zmiany w rozkładzie wiatrów, które prowadzą do wysychania basenu Morza Śródziemnego. Z kolei inne obszary, które ocieplają się wolniej, wpływają na masy powietrza nad Kalifornią, powodując, że stan ten staje się bardziej wilgotny. Jednak obszary te mają niewielki wpływ na opady w innych klimatach śródziemnomorskich, wyjaśnia doktor Ceppi. Szczegóły badań opublikowano na łamach PNAS w artykule pt.: Time-evolving sea surface warming patterns modulate the climate change response of subtropical precipitation over land. « powrót do artykułu
  8. Zastanawiam się czy w kontekście tego co zaobserwowano, szczegółowe badania statystyczne wykazałyby związek pomiędzy ekspozycją rodziców na nikotynę, a ADHD u dzieci
  9. Tylko po co kolega się tym chwali? Aha... Kolega dajmon chyba pisał o sobie.
  10. Jeśli kolega wykaże że równanie Schroedingera w jakikolwiek sposób prowadzi do nierówności Bella, to Nobel murowany. A ja polecam zacząć czytać poważne prace z fizyki teoretycznej. Bo Ising to zabawka z której robiono prace magisterskie 20 lat temu, bo komputery stały się szeroko dostępne i wystarczająco szybkie. Jeśli ktoś rozwijał je w doktorat, to tylko dlatego że na niczym innym się nie znał (w fizyce, znam przypadki osobiście). Ma kolega zbyt matematyczne podejście do fizyki w sensie uprawiania dyscypliny. To nie polega na maniakalnym mechanicznym studiowaniu konsekwencji kilku aksjomatów, tylko na budowaniu jak najlepszych modeli rzeczywistości z konceptualnych klocków i badaniu konsekwencji. Nie dotarliśmy do poziomu modeli opartych na zbiorach teorii mnogości, i być może jest to "fizycznie niemożliwe". Dlaczego taki Edward Witten nie pisze w kółko o modelach Isinga i problemach MK? Bo jego źródłem intuicji są zupełnie inne, znacznie bardziej zaawansowane problemy. W fizyce potrzebny jest "pełny przegląd pola", że się taką piłkarską analogią posłużę. "Wyjaśnianie podstaw" można prowadzić bez końca, w szczególności kręcąc się w kółko. Albo zatrzymać na najwygodniejszych z praktycznego punktu widzenia aksjomatach, i badać ważne konsekwencje całości. Na poziomie ścisłości który obowiązywał w matematyce w czasach Eulera, nie przejmując się "fundamentami". Eulerowi nie przeszkadzało to, że nie znał teorii Cantora i definicji liczb rzeczywistych. Ludzie którzy zajmują się analizą też nie muszą się zastanawiać "czym jest liczba" (o ile nie zajmują się analizą niestandardową). Teraz mamy teorię strun która działa zbyt dobrze aby być nieprawdziwa. Jeśli pojawią się nowe idee które zmienią nasze wyobrażenie o MK i rzeczywistości, to zostaną one bez wątpienia zaproponowane przez fizyków strunowych (wliczając w to odpowiednie AI) a nie przez osoby które liczą Isinga na komputerze (to nie jest wycieczka osobista), bo mają lepsze intuicje (modele neuronalne) czym naprawdę jest fizyka i co jest ważne. Gdyby komuś kazano wyprowadzać wzory na funkcje trygonometryczne kolejnych wielokrotności argumentów to szanse na to, że wymyśliłby liczby zespolone są praktycznie równe zeru. To jest dobry analog rozważań o "podstawach MK". Jeszcze raz: odwrócenie strzałki czasu całkowicie odwraca związek przyczynowo skutkowy, z wszystkimi tego konsekwencjami. Ale nasza percepcja się zmienia. Przypadkowe zdarzenia stają się przewidywalne w odwróconym opisie, przypadkowa deekscytacja atomu staje się 100% pewną absorbcją fotonu której moment da się wyliczyć z ogromną precyzją znając położenie fotonu i atomu. Na innym poziomie trzeba pamiętać że równania fizyki opisują amplitudy, które mają "fizyczne" znaczenie dopiero jak wykonamy pomiar. Koledze ciągle się wydaje że mamy jakąś "rzeczywistość". Z punktu widzenia obserwatora mamy ewolucję unitarną opisującą zmiany jego wewnętrznego bukmachera aktualizowane obserwacjami które są skokiem kwantowym. Ten skok może prowadzić do sytuacji bardziej uporządkowanej, ale jest to statystycznie nieprawdopodobne (tym bardziej im bardziej skomplikowany układ obserwujemy). Zespół całek po trajektoriach wciąż liczy prawdopodobieństwa. "Historia" pomiędzy pomiarami nie istnieje w MK. Cała ta sytuacja to stan początkowy Hartla-Hawkinga, ewolucja unitarna ("wieloświatowa") a potem "ktoś na końcu" wykonuje sobie pomiar i dostajemy stan końcowy, w którym mamy "konkretną realizację". Ludzka intuicja uwzględnia DPT, i to jest cała magia. Tak naprawdę to całe uprawianie fizyki jest możliwe, bo żyjemy w świecie o szokująco niskiej entropii. Nawet proste wyodrębnienie obserwatora i układu obserwowanego sugeruje, że to bardzo nietypowa i niegeneryczna sytuacja. Jakiekolwiek obserwacje są możliwe tylko dlatego, że jest potężny potencjał do wzrostu entropii. Zabawy ze "strzałką czasu" nie zmieniają faktu, że wciąż jesteśmy w części wszechświata o zadziwiająco niskiej entropii i myślimy w tych kategoriach. Akurat stan początkowy wszechświata (entropia 0) nie zostawia wielkiego pola na jakąkolwiek losowość Losowość pojawia się w jego ewolucji z subiektywnej perspektywy jego fragmentów. W obecnej mechanice kwantowej brakuje "teorii obserwatora", mam podejrzenie że należy ją rozumieć w taki sposób że jest to przypadek graniczny pełniejszej teorii w którym obserwator staje się "nieskończenie inteligentny", czyli klasyczny. Spodziewam się ciekawych efektów gdy sam obserwator staje się "kwantowy", w przybliżeniu będzie się to zachowywać jako MK i dodatkowa niepewność obserwatora. Prosty idiota z kilku atomów mógłby zobaczyć kota jednocześnie żywego i martwego, i jedyna sprzeczność logiczna jest taka że znajomość koncepcji kota już wymusza rozmiar który to wyklucza, ale chodzi o zasadę. Pełna teoria percepcji pokaże nam, że wszechświat musi wyglądać tak, jak wygląda, i na pewno będzie miało to charakter "antropiczny": świadomi obserwatorzy uprawiający fizykę muszą się znajdować blisko "początku" wszechświata mając bardzo niską entropię. To jest wynik naszej niewiedzy, ale jest fundamentalny, tutaj nie ma sprzeczności (ilość informacji jest definiowana z użyciem prawdopodobieństw, losowość i wiedza są ze sobą nierozerwane logicznie!) . Zawsze można stwierdzić że losowość to wynik braku wiedzy o przyszłości, i w pewnym sensie mają charakter dopełnieniowy: po odwróceniu strzałki czasu mamy wiedzę, a losowość znika. To gdzie jest sprzeczność to założenie, że pojęcia których używamy do formułowania zasad przyrody mają sens po odwróceniu strzałki czasu. Ale praktyczne wykonywanie obserwacji jest niemożliwe w kierunku z malejącą entropią. Z jednej strony chcielibyśmy mieć odwróconą ewolucję układu który obserwujemy, ale jednocześnie zachować strzałkę czasu obserwatora w kierunku rosnącej entropii aby wykonywać obserwacje w takim świecie, tak się nie da. To zabawne, bo matematyka już dawno odeszła od pytań w stylu "czym jest", natura obiektów matematycznych jest zdefiniowana przez ich własności Zastosowanie tego podejścia do MK bardzo wiele upraszcza. To w skrajnym (optymistycznym) przypadku oznacza matematyczną równoważność dwóch opisów. Mam pytanie - co koledze przeszkadza obraz strunowy cząstek elementarnych? Te pola muszą być kwantowe aby opisywać zachowanie rzeczywistości, co niczego nie rozwiązuje z punktu rozmnażania światów. Zamiast superpozycji cząstek musi kolega rozważać superpozycje dwóch konfiguracji pól. Kolega lubi solitony, bo rozważa tylko pola klasyczne. Nie mają szans zadziałać, bo są równoważne zmiennym ukrytym z superdeterminizmem. Superdeterminizm ma tę zaletę, że jest w stanie "wytłumaczyć" absolutnie wszystko. Tylko co to zmienia? Ta cała reszta to wciąż najlepszy możliwy sposób rzeczywistości.
  11. Inżynierowie z MIT opracowali „inteligentną pieluchę”, wyposażoną w czujnik wilgoci, który alarmuje rodziców, gdy pielucha jest pełna. Czy czujnik wyczuje w pielusze wilgoć, przesyła sygnał do odbiornika, a ten wysyła informację na smartfon lub komputer. Czujnik składa się z pasywnego taga radiowego RFID, umieszczonego pod warstwą absorbującego wilgoć polimerowego hydrożelu, standardowo stosowanego w pieluchach. Gdy polimer zostanie zmoczony, nieco zwiększa swą objętość i staje się lekko przewodzący. To wystarczy, by tag RFID wysłał sygnał do odbiornika znajdujące się w w odległości do 1 metra. Naukowcy mówią, że ich eksperyment jest pierwszym, który dowodzi, że wspomniany hydrożel może spełniać rolę anteny. Koszt produkcji samego tagu RFID to mniej niż 2 centy, zatem nie podniesie on zbytnio kosztu produkcji samej pieluchy. Wynalazcy „inteligentnej” pieluchy zauważają, że z czasem pieluchy mogą posłużyć do identyfikowania niektórych problemów zdrowotnych. Mogą być one szczególnie użyteczne tam, gdzie pielęgniarki mają pod swoją opieką wiele noworodków jednocześnie. Czujnik można będzie też zintegrować z pieluchami dla dorosłych. To może zapobiec podrażnieniom i różnego typu infekcjom, jak na przykład zapalenia dróg moczowych, zarówno u osób starszych jak i u dzieci, mówi Sai Nithin R. Kantareddy z MIT. Obecnie na rynku istnieją „inteligentne” pieluchy, ale większość z nich posiada wskaźniki wilgotności w postaci pasków naklejonych na samą pieluchę. Wskaźnik pod wpływem wilgoci zmienia kolor. Jednak, by go zobaczyć, trzeba zdjąć ubranie. Inne stosowane rozwiązanie to wykorzystanie technologii Wi-Fi lub Bluetooth z czujnikami podłączonymi na zewnątrz pieluchy. To dość spore, niewygodne w obsłudze wyposażone w baterie urządzenia wielokrotnego użytku, które trzeba czyścić i podłączać do pieluchy przed każdym użyciem. Tagi RFID są tanie, można je wyrzucić po jednokrotnym użyciu, a drukuje się je na rolce, podobnie jak naklejki z kodem paskowym. Standardowy tag RFID składa się z anteny i chipa RFID. Nie wymagają one własnego źródła energii, są zasilane falami radiowymi z odbiornika. Nauowcy z MIT stworzyli tagi RFID, które nie są tylko biernymi odbiornikami, ale też czujnikami. Gdy odkryli, że hydrożel stosowany w pieluchach, który zwykle jest izolatorem, po zmoczeniu staje się słabym przewodnikiem, wykorzystali ten fakt w swoim projekcie. Odkryli też, że dodając do czujnika odrobinę miedzi mogą zwiększyć jego przewodnictwo i wzmocnić sygnał, dzięki czemu tag może komunikować się z odbiornikiem położonym dalej niż 1 metr od niego. « powrót do artykułu
  12. Dobrze, jeśli wolisz to przyjmijmy warunki brzegowe w minus/plus nieskończoności - matematycznie to jest prawie to samo, tak np. liczyłoby się prawdopodobieństwa w Isingu: Tylko czym więcej niż matematyką jest fizyka? Jeśli nie jest tylko bezmyślnym mechanizmem stosującym pewne reguły które my opisujemy matematyką, to gdzie pozostawia miejsce na coś dodatkowego? Jakie eksperymenty sugerują konieczność wyjścia poza czysto matematyczny opis? Tu się z Tobą zgodzę - nie wiem, nie zdziwiłbym się gdyby wystarczył jeden, a praktycznie musimy używać zespołów np. z powodu posiadania niepełnej informacji. Dobrze to widać w przejściu do hipotetycznej funkcji falowej Wszechświata - która już nie ma otoczenia, więc może mieć czysto unitarną ewolucję - zespołu niemieszających się wszystkich możliwych historii wszechświata ... z których tak naprawdę zachodzi tylko jedna - reszta jest tylko matematycznym artefaktem metodologii. Pytanie czy mamy bardziej oszczędne perspektywy/metodologie: które unikałyby takiego "rozmnażania światów"? Solitonowe modele cząstek dają na to nadzieję - mamy jedno pole, którego przestrzeń wzbudzeń m.in. topologicznych odpowiada fizyce cząstek. Ale też rozważając np. ich zderzenia, przy niepełnej informacji potrzebujemy rozważyć zespoły po scenariuszach - diagramach Feynmana, czyli potrzebujemy użyć perturbacyjnego QFT.
  13. Wielkie dzięki! Przyda mi się na pewno, akurat pracuję nad bardzo zaszumionym obrazem. Jak oni to zrobili: z widma (FFT) wycięli pasma w któych spodziewali się sygnału (znając częstość oddechu czy tętna u zwierzaka). Drobne oszustwo, ale działa Dla mnie najistotniejszy jest środek tego procesu: odszumianie.
  14. A dlaczego tam dopuszczasz? Jak długo trwało to losowanie? Czy na pewno Wielki Wybuch się skończył? Może nadal trwa, tylko teraz jest inna faza? Fajnie, tylko co rzeczywistość na to? Czy na pewno będzie miała ochotę na Wielki Kolaps? W dodatku ściśle symetryczny do Wybuchu? Jak na razie nie bardzo na to wygląda. Ludzie od zawsze szukali przyczynowości, bali się "ślepego losu", na który w żaden sposób by nie mogli wpływać. Dlatego powstała i magia, i bogowie, i nauka. Zmienne ukryte też No do tego może lepiej się nie przyznawać Tym bardziej, że matematyka z natury rzeczy jest abstrakcją, uproszczeniem. I w dodatku w niezwykle skomplikowany sposób próbuje (z różnym skutkiem) rozwiązać równania, których bezmózgie kwarki czy elektrony nawet nie potrzebują - może dlatego właśnie, że działają w dużym stopniu losowo. A po co byłyby diagramy Feynmana, wliczające wszelkie, nawet abstrakcyjnie mało prawdopodobne warianty, gdyby wszystko było ściśle deterministyczne? Wystarczyłby jeden, i jedziemy dalej... Tak, determinizm statystyczny w naturze istnieje. A ten "twardy"? Raczej tylko w matematyce.
  15. Najbardziej fundamentalne modele których używamy to mechaniki Lagranżowskie - ewolucja dana czystą matematyką, deterministyczne a nawet superdeterministyczne jeśli znalezione w sposób symetryczny jak zasada najmniejszego działania czy całki po trajektoriach. Gdzie tam widzisz miejsce na losowość? Ja tylko w warunkach brzegowych jak Wielki Wybuch. To jest czyste zastosowanie CPT-symmetrycznego QFT do znalezienia rozwiązania w symetryczny sposób. Czyli nie wkładamy ludzkich widzimisie, magii ... tylko bezmyślnie stosujemy działającą matematykę. To skąd wzięłaby się historia wszechświata z perspektywy diagramów Feynmana - zespołu których używa fizyka?
  16. Ale z tym ja się zgadzam. mam tylko co najmniej duże wątpliwości czy B->A=A->B (fizycznie, a nie tylko matematycznie), zwłaszcza w sytuacji, kiedy pomiędzy stanami A i B mamy jakieś stany pośrednie. Jeśli pominiemy szczegóły techniczne, nasz spór teraz można sprowadzić do tego, który jest od początku, czyli do pytania o losowość - czy jest fundamentalna, czy jest tylko wynikiem naszej niewiedzy. Jeśli jest fundamentalna, to jej odwrócenie będzie też losowe - albo się trafi na "starą ścieżkę", albo pójdzie inną. Oczywiście dotyczy to w praktyce tylko mikroświata, bo w makro jakikolwiek powrót do przeszłości staje się skrajnie mało prawdopodobny, nawet dla CPT "odbitego" osobnika i też w CPT odbitym świecie. Nie uważam, żeby to było dobre wyobrażenie - pomijając inne sprawy, za dużo w nim magii. To jest w sumie kreacjonizm, i to wyjątkowo twardy. "Jak go Bozia (umowna) stworzyła, taki i jest, teraz i na wieki wieków". Znacznie bardziej podobają mi się rozwiązania ewolucyjne, a szczególnie lubię bawić się czymś, co by można obrazowo określić jako coś w rodzaju ewoluującej w czasie całki po wszechświatach Everetta, oczywiście z nieznanym (naturze też) przyszłym przebiegiem trajektorii. Tak, oczywiście, dlatego staram się nie wychodzić poza mikro, a tym bardziej przechodzić do trajektorii Wielki Wybuch -> Wielki Kolaps, który zresztą, gdyby miał być, byłby robotą grawitacji i - jak przypuszczam - nie byłby symetrycznym odwróceniem Wybuchu (m.in. sprawa inflacji). PS - czy Wam ten edytor też głupieje, szczególnie przy cytowaniu?
  17. Przy remizie strażackiej Farringddon w Sunderland w północno-wschodniej Anglii w odstępie 2 dni znajdowano wyrzucone w poszewkach na poduszki węże. W pierwszym przypadku ktoś pozbył się w ten sposób 13 pytonów królewskich. Następnym razem doliczono się aż 15 węży zbożowych i 1 samca pytona rombowego. Pierwszy "ładunek" znaleziono w czwartek (jeden z węży nie przeżył). Na drugi natknięto się w sobotę. Węże wrzucono w poszewkach do kosza na śmiecie. Uratowała je i zabrała na badania weterynaryjne inspektorka RSPCA (Royal Society for the Prevention of Cruelty to Animals) Heidi Cleaver. Nie mogłam uwierzyć, gdy przez telefon dowiedziałam się, że w tym samym miejscu mamy kolejne węże. Pozostawiono je w kuble, można więc mówić o ogromnym szczęściu, że nie zostały wywiezione na wysypisko. Przykro myśleć, że ktoś miał ok. 30 węży i zdecydował się je porzucić w ten okrutny, bezduszny sposób. Zwierzęta, które by przetrwać, potrzebują ciepła i światła, pozostawiono na dworze w samej poszewce, a szalał wtedy sztorm Dennis. Takie stłoczenie również musiało być dla nich bardzo stresujące. RSPCA apeluje, by zgłaszali się ludzie, którzy mogą udzielić o wężach jakichś informacji. « powrót do artykułu
  18. Yesterday
  19. O ile ruchy związane z oddychaniem byłbym wstanie wydobyć, zwłaszcza u tego lwa - ruch klatki jest widoczny gołym okiem, o tyle z tętnem to przesadzili. Wyodrębnić subtelne drgania owłosionej tętnicy z 40 metrów - szacunek. Mam nadzieję że opublikują algorytmy - przydałyby mi się.
  20. Świetnie, tylko co dla pani Piciotto jest to negatywne zachowanie? Nieco zbyt ogólnie się rozpisała. Może chodzi jej o nie odnoszenie brudnych skarpet do kosza z praniem, a może o zbyt częste wietrzenie pomieszczeń, a może o solenie jajecznicy... hmm...
  21. O to mi chodziło, ale chciałem uniknąć dramatyzmu AI, GFW, Great Firewall of China, które im cenzuruje internet jest bardzo skuteczne. Daje się omijać chwilowo, ale szybko się uczy, więc na pewno potrafią stworzyć bardzo dobry system kontroli rządzących. Z jednej strony rozumiem zwłokę i obawy, bo system wymaga dostępu do szerokich baz danych, dosłownie wszystkiego. Urzędnicy nie mieliby żadnej prywatności. Z drugiej strony opór rządzących wynika z tego, że Chiny to dość skorumpowany kraj, tylko trochę lepszy od Rosji. https://www.transparency.org/cpi2018
  1. Load more activity
×
×
  • Create New...