Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

venator

Users
  • Content Count

    408
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    25

venator last won the day on July 21

venator had the most liked content!

Community Reputation

72 Excellent

About venator

  • Rank
    Sztygar

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Jeśli nie będziemy rozwijali technologii lotów załogowych to te sumy zawsze będą zawrotne. Dawałeś przykład SpaceX to zobacz jaką oni idą drogą. Trzy lata? Jeśli będziemy cały czas tkwili mentalnie i technologicznie w czasach Apollo to i owszem. Jeszcze raz - Apollo to był skok na głęboką wodę, wynikający przede wszystkim z przyczyn politycznych, a więc amerykańskiej racji stanu. Stąd i nie liczenie się z kosztami, poza tym większość rzeczy opracowywano na nowo. Tak więc nie wiem czy jest sens podawania tego przykładu. Twoje uwagi odnoszą się do technologii sprzed 50-60 lat (STS i Apollo). Nad Linią Karmana zginęło tylko 3 ludzi, 50 lat temu na pokładzie Soyuz 11. W kosmosie zginęły tylko trzy osoby! Jeśli podzielimy to na osobogodziny jakie spędzili ludzie z różnych krajów na LEO oraz w lotach Apollo to statystycznie te ryzyko śmierci jest bardzo małe - choć ogólnie to kosmos to miejsce niezbyt bezpieczn i przyjazne. Podczas powrotów (i startu w przypadku Challengera) z kosmosu, już w atmosferze, zginęło 16 osób, w tym 14 w wahadłowcach, jeden w kapsule (Komarow w Soyuz 1) i pilot X-15 Michael Adams (przekroczyl 80 km). Katastrofy wahadłowców obnażyły jedynie to, że idea samolotu kosmicznego jest jednak ślepą uliczką. Pod tym kątem szkoda mi projektu Skylon. Choć jego wartością dodana są te niesamowite silniki - Sabre. Może znajdą zastosowanie w hipersonicznych lotach stratosferycznych. Same lądowniki księżycowe miały zawansowany jak na owe czasy komputer pokładowy, więc to paradoksalnie maszyna miałą najwięcej do powiedzenia i ryzyko rozbicia nie było aż tak dramatycznie wielkie jak to przedstawiasz. Dziś dominuje natomiast całkowicie odmienna filozofia, do tego stopnia, że NASA jest często krytykowana za zbytnie asekuranctwo. Nie deprecjonuje tych osiagnięć i także uważam, że główną gałęzią eksploracji US powinny być misje bezzałogowe. 0.1 c to słabo. Obliczenia matematyczne dla programu Orion (autostwa Stanisława Ulama) zakładaly 0.2 c. Na US wystarczy. Ta technologia jest w zasięgiu ludzkich możliwości. Rozumiem, że jest to argument za atomem w kosmosie. Też jestem za. Jest wielu przeciwników tej technoligii. Mało zapewne który z nich zdaje sobie sprawę, że rokrocznie elektrownie węglowe wywalają do atmosfery ponad 37 tyś ton uranu i toru. Ale kosmiczne silniki nuklearne wzbudzają już obawy... Zapewne tak będzie. Całkowite odcięcie się od eksploracji załogowej niesie jednak pewne ryzyka. Już w latach 50-tych von Braun nie widział dla człowieka miejsca w pojeździe kosmicznym, w sumie dla człowieka-pilota. W amerykańskim programie ścierały się dwie frakcje: pilotów-oblatywaczy skupionych w Towarzystwie Pilotow Oblatywaczy i inżynierów zwiazanych z programem rakietowym. Ci drudzy uważali, że człowiek nie jest potrzebny w kosmosie. Z technicznego punktu widzenia mieli racje. Ale tylko z tego punktu widzenia. Ponieważ załogowa eksploracja to przede wszystkim inspiracja. Jesteśmy gatunkiem ekspansywnym, mamy to w genach. Lądowanie Apollo-11 oglądało 15% populacji świata i to w czasach gdy telewizja była znacznie mniej dostępna. W programie Apollo brało udzial pół miliona ludzi. Świetnie wykształconych. A ten program był inspiracją dla ilu ludzi do podjęcia studiów technicznych czy też z dziedzin fizykii i innych nauk przyrodniczych? Niemal każdy astronauta, czy inżynier związany z astronautyką przyznaje, że zainspirował go człowiek w kosmosie. Czy taki efekt uzyskamy wysyłając roboty? Druga sprawa na koniec: a co jeśli wskutek jakiś znaczących zmian na Ziemi, trzeba będzie ewakuować choć część ludzi? Opracujemy technologie umożliwiające przeżycie w kosmosie z dnia na dzień? Największą wartością dodaną programu załogowego w ciągu ostatnich 60 lat jest znacząca poprawa komfortu życia w przestrzeni kosmicznej i niwelowanie negatywnych skutków oddzialywania braku grawitacji etc..a na takie badania potrzeba czasu i jeszcze raz czasu.
  2. To miał być najgłębszy w dziejach odwiert poza Ziemią. Historyczną próbę podjął mechaniczny Kret, który powstał przy udziale polskich naukowców i inżynierów. Niestety, nie udało się. Utknął ledwie 40 cm pod powierzchnią. https://wyborcza.pl/7,75400,26701053,porazka-na-marsie-polski-kret-nie-dal-rady-nasa-przerywa-akcje.html https://www.nasa.gov/feature/jpl/nasa-insight-s-mole-ends-its-journey-on-mars Wybacz, nie podzielam Twojego obecnego optymizmu co do automatyzacji lub krytycyzmu co do załogowej eksploracji US. Ta powyższa próba wkopania się w marsjański grunt, pokazuje w jak dziecięcym wieku jest jeszcze robotyka... Prędkości relatywistyczne w obrębie US?. Nie bardzo wyobrażam sobie zasiedlenie innego obiektu niż Mars, a do tego te prędkości relatywistyczne nie są potrzebne. To tak apropos załogowej eksploracji. Natomiast niektóre z zalet użycia napędu nuklearnego w misjach bezzałogowych wymieniłem wyżej. Zresztą jak osiągnąć prędkości relatywistyczne nie dysponując silnikami na antymaterie? Nie wybiegajmy aż tak daleko w przyszłość. Na ziemi czyli w atmosferze. Generalnie seria testów miała odpowieidzieć na pytnie co się stanie gdy taki nuklearny silnik upadnie na powierzchnie ziemi po deorbitacji lub przejdzie w stan nadkrytyczny.Testy był wymagające i generalnie odpowiedź była taka, że jest to pod tym względem bezpieczna technologia. Nikt nie zrobił do tej pory lepszych testów. Nikt tego nie planuje, co też pokreśliłem w poprzednim poście. Ale przy projekcie Orion coś grzebano w tej kwestii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Program_Orion Ze względu na zanieczyszczenie radiologiczne wywoływane przez serię eksplozji jądrowych, starty odbywałyby się z istniejących poligonów jądrowych. Jako że większość odpadów radioaktywnych związane jest z zasysaniem i napromieniowaniem pyłu z powierzchni ziemi przez kulę ognistą wybuchu jądrowego start odbywałby się z wysokich na kilkadziesiąt metrów wież. Podczas startu pojazd napędzałyby odpalane co sekundę bomby o mocy 0,1 kilotony. Wraz ze wzrostem prędkości i wysokości zastąpiłyby je odpalane znacznie rzadziej ładunki o mocy 20 kiloton. Innymi rozwiązaniami tego problemu byłby start z wyłożonej stalą i grafitem niecki (minimalizacja cyrkulacji powietrza) lub oceanicznej platformy startowej. Dalszą redukcję zanieczyszczenia atmosfery można by osiągnąć stosując start z okolic polarnych (naładowane radioaktywne cząstki uciekłyby w przestrzeń kosmiczną przez dziurę w magnetosferze) lub stosowanie w trakcie wznoszenia czystych ładunków atomowych (np. o typie bomby neutronowej – ok. tysiąckrotna redukcja zanieczyszczeń). Jak podkreślają zwolennicy tego typu napędu byłoby to znacznie mniej niż napromieniowanie atmosfery przez emisję radioaktywnych popiołów z elektrowni opalanych węglem – do produkcji paliwa dla jednego startu wahadłowca. Zwracam uwagę na ostatnie zdanie. W ostatecznym bilansie...no ale demony...W tym projekcie urzeka prostota i pewna elegancja. Na pomysł pulsacyjnego napędu jądrowego wpadł nasz rodak Stanisław Ulam i Cornelius Everett. Prawdopodobnie stało się to po eksplozji nuklearnej na wyspie Eniwetok (Enewetak) na Wyspach Marshalla. Stalowe kule pokryte warstwą grafitu były zawieszone ledwie 30 stóp od epicentrum wybuchu. Pozostały nienaruszone, tylko grafit odparował. Genialny w swej "prostocie" napęd. Przeprowadzone eksperymenty potwierdziły możliwości. Niestety weszła polityka. Z Orionem została tylko ARPA (poprzedniczka DARP-y). Wojsko uznało,że Orion nie ma potencjału bojowego, choć w perspektywie były loty załogowe nawet do Saturna (planowane na1970 r.). NASA od 1959 r. miała być nienuklearna. Mimo wszystko w program rakiety Saturn upakowano pulsacyjny napęd jądrowy w drugim stopniu rakiety. Właściwości jak na ten rodzaj napędu były rozczarowujące w tym projekcie, ale i tak to było 2500 isp! 100 tonowy ładunek na Marsie mógłby się znaleźć w 125 dni. Tylko! Von Braun był zachwycony, bo jego dziecko, chemiczna rakieta byłaby zespolona z napędem, ktory rozświetlał zupełnie nowe pespektywy. No ale polityka i 1963 r i zakaz prób jądrowych. Ostateznie Orion zdechł około 1965 r. częściowo z powodu utajnienia prac - mało kto w środowisku naukowo-inżynierskim wiedział o rewelcyjnych osiągnięciach. To tylko kwestia budżetu enegetycznego i nadania wrakowi takiego nuklearngo pojazdu takiej orbity aby nikt się z nim nie zetknał. Przestrzeni jest w .....uj Oczywiście. I dlatego w sondzie dysponującej wydajnym i silnym napędem można upakować wiecej miniaturowej elektroniki O widzisz, czyli jednak się zgadzamy w podstawowej kwestii.
  3. Albo w tym: https://oko.press/antyszczepionkowcy-maja-byc-czwarta-noga-konfederacji/
  4. Zapomniałem dodać - sensowna eksploracja załogowa US. W zasadzie chodzi o główny cel - załogowe lądowanie na Marsie. Ale i do ambitnych, flagowych misji do planet zewnętrznych taki napęd byłby ciekawą alternatywą. Przynajmniej nie trzeba było czekać całych dekad na wyniki, a ponadto nie byłoby tak rygorystycznych ograniczeń w całościowym budżecie energetycznym misji - można by było zapakowć więcej aparatury naukowej, mocniejsze anteny to lepszy przesył danych etc. Skażenia czego? Test Kiwi-TNT z 1965 r. podczas któego zrealizowano eksperymentalnie najgorszy scenariusz dotyczący awarii napędu w ziemskiej atmosferze, dowiódł jak bezpieczna była to technologia. Test był bardzo rygorystyczny, a ówcześnie stosowane technologie, bardziej prymitywne niż dziś. Każdy obecny projekt przewiduje odpalenie silnika nuklearnego dopiero w przestrzeni kosmicznej. Napromieniowanie samego statku jest problemem, ale projekty przewidują zastosowanie tarczy osłaniającej część statku zawierający min. habitat mieszkalny od jego części napędowej. Osłaniana część znajdowałaby się w otulinie, poza którą nie mogłyby wystawać żadne elementy statku, odbywać się spacery kosmiczne etc. Dokowanie innego statku musiałoby się odbywać od strony przeciwnej do napędu. W przyszłości może powstaną lekkie osłony reaktora, które przynajmniej neutrony wyłapią. Dobrym materiałem powstrzymującym neutrony jest wodorek litu. Na promieniowanie gamma zapewne zbiorniki z wodorem. Tak jak i Ty i ja wierze w kompetencje inżynierów z NASA oraz ośrodków naukowych i firm współpracująch. O chronie przed promieniowaniem wiemy już dużo, więc aż tak bym się tą kwestią ni przejmował. Stacja Gatway na orbicie Księżyca ma powstać między innymi po to aby badać te kwestie. Deorbitacja zużytego silnika nie wchodziłaby w grę. Zapewne byłby wystrzeliwany w takim kierunku i z taką predkością, aby ewentulany powrót w rejon Ziemi nastąpił po takim okresie, że promieniowanie nie byłoby groźne. Lub zupełnie na kurs bekolizyjny z Ziemią. Wobec ogromu kosmosu, argumenty o zaśmiecaniu przestrzeni kosmicznej to straszna bzdura. Tak więc zalety znacznie przeważają nad zagrożeniami. Wydaje się, że nadchodzi powoli renesans tego typu programów. National Academies na zlecenie NASA przygotowało raport, w którym wzywa NASA do bardziej "agresywnego" inwestownia w napęd nuklearny: https://spacenews.com/report-recommends-nasa-accelerate-space-nuclear-propulsion-development/ Rekomendowany jest napęd NTP. Jako jedeno z głównych przeszkód wymieniany jest brak naziemnych stanowisk testowych. I w tej kwestii przypomina mi się enigmatyczna wypowiedź Elona Muska, zapytanego czy nie byłby zainteresowany napędem nuklearnym? Odpowiedział, że i owszem ale jak rząd zbuduje stanowisko testowe. Ps. Dyskutujemy o programach naukowych czy eksploracyjnych a impuls może przyjść z innej strony. DARPa realizuje program "Draco", czyli wykorzystania NTP na orbicie Ziemi. W związku z postępującą militaryzacją kosmosu i ekspansją Chin, amerykańska armia jest coraz bardzie zaiteresowana pojazdami kosmicznymi zdolnymi do szybkich zmian orbit, w ogóle do szybkiego przemieszczania się w przestrzeni cis-lunarnej. Ciekawym przykładem może być program X-37B. Nie ma on oczywiście napędu nuklearnego ale pomimo swoje tajności, nie uchronił się od przecieków. A te mówiły, że jest to pojazd potrafiący wyjątkowo szybko zmieniać orbity, włącznie z chwilowym wejście w atmosfere (oczywiście na dużych wysokościach). Praktycznego zastosowania takich zdolności można się jedynie domyślać.
  5. Udział węgla w australijskim PKB przekroczył 8 proc. (więcej niż przemysł przetwórczy czy budownictwo), wartość eksportu oscylowała wokół 3,5 proc. PKB. To w dużej mierze przemysł surowcowy przyczynił się do rekordowo długiego okresu wzrostu PKB – od 1992 r. kraj nie zanotował recesji, rosnąc średniorocznie 3,2 proc. https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/trendy-gospodarcze/australii-trudno-odejsc-od-wegla/ W UE zużywa się 53 mln ton węgla koksowego, z czego 17 mln pochodzi z rynku wewnętrznego (głownie z polski - ponad 11 mln ton). Reszta to import, a jednym z z dostawców jest Australia. Jak donosi portal Argusmedia zwiększenie produkcji tego surowca jest związane ze wzrostem popytu na australijskie węgle m.in. na rynku indyjskim (wzrost o 45% do rekordowych wartości sprzedaży w I kwartale 2021 roku – 15,18 mln ton) oraz w Unii Europejskiej (wzrost o 23,7% do 3,17 mln ton w tym samym okresie) Pomimo tych zmian, Australia jest obecnie jednym z najważniejszych światowych eksporterów węgla koksowego. Głównymi odbiorcami węgli australijskich są przede wszystkim kraje azjatyckie, tj. Indie, Japonia, Korea Południowa oraz Turcja. Oprócz tego znaczącym odbiorcą australijskiego węgla jest również Unia Europejska oraz Brazylia. http://www.ichpw.pl/blog/2021/05/17/australia-zwieksza-wydobycie-wegli-koksowych/ Kasa, kasa, i jeszcze raz kasa.
  6. Rok 2017: http://prawowtransplantacji.pl/zmarl-rockefeller-i-jego-7-przeszczepien-serc-i-2-nerek/ Rok 2054 : https://www.youtube.com/watch?v=4j_QBD6hw2M W "Raporcie mniejszości", pomimo dziur w scenariuszu, przedstawiono bardzo sugestywną i bardzo prawdopodobną wizję przyszłości. Medycyna regeneracyjna wchodzi w swój renesans. Jestem przekonany o tym, że do końca XXI w. nauczymy się wytwarzać (druk 3D, hodowla) kluczowe organy. Pytanie jest o to, w jaką stronę skręcą systemy ochrony zdrowia w poszczególnych krajach? Czy będzie to świat jak z "Elizjum"? Czy jednak świat zdecydowanie bardziej egalitarny?
  7. Jeśli łaziki to Jet Propulsion Laboratory. Robią kawał dobrej roboty. Ale to tylko jeden z licznych ośrodków NASA. Zauważ, że gros pieniędzy pochłania projekt SLS, ktory jest bardzo dużym obciążeniem tak finansowym jak i organizacyjnym. A SLS to cóż...nie można powiedzieć, że to krok w tył, ale w przód także nie. Formalnie SpaceX nie jest konkurencją, bo raczej nie może być nim podwykonawca. Jeśli chodzi o zasysanie talentów, to niestety tak, przede wszystkim w kwestii napędów. Ośrodków naukowych w NASA, które tym się zajmują, nadal jest dużo. Tutaj podział powinien być klarowny - prywaciarze niech obsługują na zlecenie ośrodków rządowych LEO, a NASA i inni powinno skupić się na badaniach podstawowych oraz eksploracji deep space. Dopiero w tym roku w budżecie pojawiły się większe pieniądze na rozwój napędów jądrowych. Dopiero teraz, po tylu dekadach. Tym nie mniej do tych projektów nowych napędów potrzeba inżynierów, naukowców... A bez rewolucji lub przyynajmniej szybkiej ewolucji w napędach, to możemy zapomnieć o sensownej eksploracji US. A czy Starship nie jest flagowym projektem? Przecież jak się uda to będzie rewolucja, przynajmniej w lotach w pobliżu Ziemi.
  8. ???? http://wbis.sggw.pl/studia/kierunek-architektura-krajobrazu/ Ogółem w Polsce taki kierunek oferuje kilkanaście uczelni. Tak przynajmniej wynika z tej strony: https://www.otouczelnie.pl/artykul/579/Architektura-krajobrazu
  9. W klasycznym ujęciu Linii Brandta, świat dzielimy na Globalną Północ i Globalne Południe, inaczej kraje rozwinięte (Północ) i nierozwinięte (Południe): Linia jest nieostra i od czasów gdy powstała ta teoria, sporo się zmieniło, bywała także poddawana ostrej krytyce. Kraje takie jak Singapur (zwłaszcza), Malezja, Tajwan, Korea Płd, być może niektóre kraje Ameryki Pd, ewoluowały w kierunku Globalnej Północy, a kraje takie jak Ukrainia czy Mołdawia w kierunku Globalnego Południa. Kłopotliwa jest klasyfikacja bogatych w petrodolary państw islamskich (arabskich czy sułtanatu Brunei), które przy bardzo wysokim PKB tak nominalnym jak i per capita, w wielu przypadkach charakteryzują się wysokim rozwarstwieniem społecznym czy bardzo ograniczonymi swobodami obywatelskimi . Można dyskutować o poszczególnych krajach - każdy ma na swoją historię rozwoju - ale jedno się nie zmienia - od 200 lat znaczna część afrykańskich krajów stoi niemal w miejscu. Sahel, Róg Afryki, strefa przejściowa pomiędzy środkową a południową Afryką, to jedna z najbardziej zacofanych, biednych krajow świata. Cechą charakterystyczną są tam trudne, niekorzystne warunki klimatyczne, izolacja geograficzna, które bardzo stopowały rozwój rozwiniętych struktu rpaństwowych. Po erze kolonialnej powstały państwa, na ogół oparte na prymitywnych stosunkach plemienno-religijnych. Do tego doszła rewolucja demograficzna, jako pochodna wprowadzenia masowych szczepień na polio, no i się zaczęła katastrofa. Determinantem bogactwa Globalnej Północy były zdobycze rewolucji przemysłowej. Rewolucja zaistniała wskutek kilku czynników. Rozwijącego się kapitalizmu, którego podstawą był handel morski - Europa, zwłaszcza zachodnia to w sumie olbrzymi pólwysep (warunki geograficzne). Do tego klimat sprzyjający zdywersyfikowanemu rolnictwu (warunki geograficzne). Po trzecie - dostęp do paliw kopalnych (warunki geograficzne). Te ostanie zostały wykorzystane w chwili ochłodzenia klimatu - mała epoka lodowcowa. Już pisałem kiedyś o tym na forum. Konieczność coraz głębszego fedrowania zmusiła przedsiębiorców do usprawnienia produkcji, co w efekcie doprowadziło do powstania pierwszych maszyn parowych. Dalej już poszło. Tygrysy azjatyckie, państwa, które w 2 poł. XX w. odniosły największy sukces (Izrael, Singapur, Tajwan, Korea Płd, Japonia), korzystały ze zdobyczy świata anglosaskiego, które usprawniły na swój sposób i wytworzyły specyficzny ustrój, z silną pozycją państwa. A poza tym każde z nich ma dostęp do morza. Globalnie nie jest tak źle, w PKB mieścimy się w pierwszej, światowej ćwierci. Poza tym od niedawna zaliczani jesteśmy do kraju wysokorozwiniętego. Dla większości Ziemian, Polska jawi się jako kraj może nie bogaty, ale dosyć zamożny. Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia. No ale zawsze mogłoby być lepiej - to szerokie pole do dyskusji - zwracam jednak uwagę na pewną rzecz, o którym mimochodem wspomniałeś - "położony pomiędzy Niemcami a Rosją,". To geograficzny aspekt, terytorialnej ekspansji tych dwóch państw, z których jedno chciało na wschód, drugie na zachód. A Szwajcaria? Położenie geograficzne zapewniło jej 200 lat neutralności i pokoju i zmusiło do dużej konkurencyjności gospodarczej. ps. Z państw europejskich, w dyskutowanym temacie, bardzo imponować może historia Finlandii.
  10. O właśnie. Dużo by o tym pisać... Czy na pewno teleskop jest dostosowany do serwisowania? : Why is Webb not serviceable like Hubble? Hubble is in low-Earth orbit, located approximately 375 miles (600 km) away from the Earth, and is therefore readily accessible for servicing. Webb will be operated at the second Sun-Earth Lagrange point, located approximately 1 million miles (1.5 million km) away from the Earth, and will therefore be beyond the reach of any crewed vehicle currently being planned for the next decade. In the early days of the Webb project, studies were conducted to evaluate the benefits, practicality and cost of servicing Webb either by human space flight, by robotic missions, or by some combination such as retrieval to low-Earth orbit. Those studies concluded that the potential benefits of servicing do not offset the increases in mission complexity, mass and cost that would be required to make Webb serviceable, or to conduct the servicing mission itself. https://jwst.nasa.gov/content/about/faqs/faq.html#serviceable Może znasz bardziej szczegółowe źrodła? Chętnie dowiem się czegoś więcej. Dlatego ok. 2011 r. pojawiały sie opinie aby program skasować. Ja się na IT nie znam, ale np w przypadku tak wielkich wyzwań technologicznych jak progamy Apollo, Artemis da się w ogóle określić to wg. agile vs waterfall ? To są szalenie złożone programy w które dodatkowo wkracza jeszcze polityka ze swymi nie do końca racjonalnymi posunięciami.. Oczywiście, że nie pracują idioci. Z oficjalnej strony JWST to wszystko wygląda pięknie. Mimo wszystko głosy ludzi zorientowanych w tematyce są takie, że NASA w znacznej mierze jednak straciła potencjał, min. warstwie intelektualnej np. na rzecz SpaceX. To nie NASA zasysa teraz najbardziej tęgie umysły. Ja absolutnie nie uważam, żeby misje serwisowe do JWST byłyby niezbędnym etapem do lotu na Marsa. Ale czemu przy okazji nie zbierać doświadczeń? Do lotu na Marsa brakuje nam efektywnego napędu (coś na szczęśćie ruszyło w kwesti napędu nuklearnego) ale pojawiały się opinie, że szwankują podstawy czyli np. układy podtrzymywania życia. Takie 1,5 mln km to sporo dalej niż Księżyc ale jednak dużo bliżej niż Mars.
  11. Czy aby na pewno? Przynajmniej w niektórych przypadkach. To co powiesz o geografii Sahelu, rozumianego jako podbrzusze Sahary, zwłaszcza tego odciętego od oceanów? Niezwykle niskie opady połączone z ekstremalnie wysokimi temperaturami i powszechne zjawisko lateryzacji gleby? Długotrwale susze wynikłe ze zwiększonej ilości chmur powstałych w wyniku ogromnej ilości pyłów w atmosferze, z jednocześnie zmniejszonym parowaniem? W takim Burkina Faso to nawet nie ma prawie w ogóle złóż naturalnych. Z każdej strony wiat w oczy...Jak te społeczeństwa miały się rozwijać? A nawet jak śpią na potężnych bogactwach naturalnych jak np. syberyjscy Nieńcy? Przez wieki nie mieli o tym pojecia, bo skrajnie trudne warunki pólnocnej Syberii uniemożliwiły im rozwój ponad niewielkie, koczownicze społeczeństwa, prowadzące łowiecko-zbieracki tryb życia, z dosyć luźną gospodarką hodowli renów. Dopiero człowiek sowiecki, który swą potęge budował w dużo bardziej stabilnych warukach geograficznych, odkrył i zaczął wykorzystywać przebogate złoża gazu, węgla kamiennego, rud niklu, miedzi, platyny. Oczywiście owa potęga była budowana w znacznej mierze na nieludzkim, niewolniczym systemie pracy. Ale to już inna historia.
  12. Teraz tak, ale Hubbla regularnie serwisowały promy kosmiczne. Czy aby na pewno? Taka możliwość była rozpatrywana na początku projektu. Na oficjanej stronie NASA stoi jednak jak byk, że doszli do wniosku, że potencjalne korzyści z serwisu nie równoważą kosztów misji serwisowych, czy to załogowych czy robotycznych. Nic o tym jak teleskop stanie się przez awarie, krótko po uruchomieniu, całkowcie niezdatny do użytku. Bo te 10 mld $ wydanych na teleskop to są państwowe czyli "niczyje" pieniądze. Więc jak się zepsuje....to trudno. Amerykańskim i nie tylko, systemowym problemem jest początkowe skrajne niedoszcowanie kosztów. Tak było z JWST, z F-22, z F-35 etc. Poprostu poszczególne jednostki budżetowe muszą tak postępować bo inaczej nie dostaną forsy. Stąd redukcja kosztów - mamy tylko 1,6 mld więc o serwisowaniu nie ma mowy. W międzyczasie (tzn w ciągu ponad 10 lat) koszty rosną ponad-pięciokrotnie, ale początkowe założenia pozostają. Wystarczy, że po rozłożeniu jedno z luster ulegnie mikrouszkodzeniu, albo padnie żyroskop (złośliwośc rzeczy martwych) i d**a blada. Z tymi żyroskopami jest tak w Webbie, że nie maja one części mechaniczych, praktycznie nie będą ulegać fizycznemu zużciu ale jest jeszcze elektornika do nich. Tak czy siak w tak złożonym projekcie zawsze sie może coś popsuć. Przecież chcemy lecieć na Marsa? Taka załogowa podróż serwisowa to byłaby dobra, doświadczalna ścieżką prowadzącą na Marsa, prawdziwy deep space.
  13. O misje naprawcze apeluje John Grunsfeld, astronauta, któy brał udział w 3 z 5 misji serisowych Hubble'a. Uważa on, że da się podtrzymać pracę teleskopu jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Obecne żyroskopy wytrzymają prawdopodbnie do połowy lat 20-tych. Podczas ostatniej misji serwisowej na teleskopie zamontowano odpowiedni port dokujący, a statkiem naprawczym mógłby być odpowiednio dostoswany Orion lub Crew Dragon: Produkt SpaceX byłyby nawet lepszy, po pierwsze z powodu znacznie niższych kosztów wyniesienia, a po drugie z powodu próżniowego bagażnika gdzie zmieściłyby się zapasowe części, np. żyroskopy. Na spotkaniu STA, specjaliści, w tym sam Grunsfeld, uznali, że spora część misji serwisowych jest zbyt skomplikowana i przerasta jeszcze możliwości współczesnej robotyki., także w gre wchodzą głównie załogowe misje. Tutaj więcej: https://www.thespacereview.com/article/3965/1 i tutaj: https://spacenews.com/op-ed-a-not-so-final-servicing-mission/ Jednak w czasach gdy z trudem udało się obronić projekt Roman Space Tescope (WFIRST), Sofię, chmury zbierały się nad Webbem, ciężko sobie wyobrazić sytuację, w której NASA wydaje kolejne setki milinów dolarów (bo na tyle szacowane są koszty pojedyńczej misji serwisowaej) bardzo zasłużonego, ale już ponad 30 letniego teleskopu. Mnie bardziej jednak interesuje co się stanie gdy setki tysięcy kilometrów od Ziemi nie rozłoży się np. lustro JWST? Co wtedy? Miliardy dolarów, lata ludzkiej pracy, nadzieje, jak krew w piach? Jest Orion i STS, ale mimo to kompletny brak możliwości serwisowych tak drogiego teleskopu to jakaś farsa. Ponadto uważam, że cała para w gwizdek powinna iść teraz na takie projekty jak ATLAST. Lustro o aperturze 16,8 m umieszczone 1,5 mln km od Ziemi dzięki któremu będzie można dostrzec biosygnatury w atmosferach egzoplanet czy np. ewentualne zmiany sezonowe szaty roślinnej na egozplanetach odległych nawet o 45 parseków. To byłaby rewolucja. https://pl.wikipedia.org/wiki/ATLAST
  14. A jednak. Oczywiście tutaj mowa o pracach interdyscyplinarnych, bo i takich archeolodzy się podejmują, wspominając np. ciekawe i kontrowersyjne prace archeologa prof. Przemysława Urbańczyka, na temat prapoczątków państwa polskiego. Jednak głównym zajęciem archeologa jest nadal badanie pozostałości kultury materialnej, czyli co ziemia wydała w postaci różnych różności, co do których genetyka nie jest w stanie nic powiedzieć. Dla archeologii większą rewolucją są np. drony. Lotnicze zdjęcia archeologiczne po raz pierwszy zastosowano podczas pierwszych prac w Biskupinie, jeszcze przed wojną (chyba z balonu) a teraz...dobry dron (w sensie z odpowiednią zawansowaną optogłowicą i solidną stabilizacją) to wydatek rzędu ok 5 tyś zł. Niby sporo ale uwzględniwszy, że wcześniej płacono po kilkaset zł za godz. lotu samolotem, gdzie sporo zależało od obserwatora-fotografa....to rewolucja. Osobiście znam doświadczonego, terenowego praktyka-detektorysty, który z poziomu gruntu, po roślinności był w stanie rozpoznać miejsce w którym stała 300 lat wcześniej przydrożna karczma. I miało to później potwierdzenie w materiale z ziemi. Ale zajmował się tym non-stop przez kilkadziesiąt lat życia. A z góry widać jednak dużo, dużo więcej.... https://archeologia.com.pl/grodzisko-scytow-na-podkarpaciu/ Grodzisko poddano najpierw badaniom powierzchniowym, a następnie wytypowano miejsca, w których wykopano sondaże. Dopiero jednak zdjęcia wykonane za pomocą drona uwidoczniły skalę założenia. To odkrycie to prawdziwa rewelacja. Oczywiście genetycy też będą mieli robotę.
×
×
  • Create New...