Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

venator

Users
  • Content Count

    450
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    28

venator last won the day on October 5

venator had the most liked content!

Community Reputation

82 Outstanding

About venator

  • Rank
    Sztygar

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Kolejna cegiełka do toczącej się wśród archeologów dyskusji - dlaczego udomowiono rośliny, przede wszystkim zboża? Czy po to aby uzyskać chleb i owsianke, a przy okazji piwo czy może na odwrót? https://www.livescience.com/25855-stone-age-beer-brewery-discovered.html Szczególnie ciekawe jest w tym kontekście stanowisko archeologiczne Göbekli Tepe. Około 13 tyś lat temu grupy łowców-zbieraczy kultury natufijskiej zaczęły się łączyć, organizować i rozpoczęły budować świątynie. Nie byle jaką, bo starannie zaplanowaną, najprawdopobniej służacą do określania pozycji Syriusza i jego kultu. Niektóre bloki ważyły aż 50 ton. Wymagało więc dobrej organizacji, myśli inżynierskiej i wiedzy na temat astronomii. Z badań wynika, że pozyskiwano dzikie lub pól-dzikie zboża, z której wyrabiano...no właśnie. Badania sprzed dziesięciu lat, w zalinkowanym artykule sugerują, że w pojemnych na 165 litrów wannach, stojących w obrębie świątyni, warzono piwo i to ono stało przed chlebem. Na ścianach wanien odkryto szczawiany. Problem w tym, że niekoniecznie musiały być produktem fermentacji. Najnowsza badania zespołu L. Dietrich i in. opublikowane w "Journal of Archaological Science" wskazują dosyć jednoznacznie, że jednak Göbekli Tepe produkowano przede wszystkim jakiś pokarm zbożowy, np. rodzaj owsianki, kleiku. Najstarsze warstwy, megalityczne, okrągłe stuktury świątynne, miały funkcje sakralne. Ale młodsze prostokątne i absydalne domy służyły najpradopodoniej do produkcji zbożowej żywności na znacznie większą skalę niż potrzebna lokalnej ludnosci Natomiast nowe odkrycia archeologiczne wskazują na bardzo wszesną umiejetność wypiekania chleb. Jednak w Göbekli Tepe badania fitolityczne wskazują na proces gotowania, a nie wypiekania (brak zwęglonych szczątków roślin). Badania zespołu Dietrich oczywiście nie wykluczają produkcji piwa. Eksperymentalnie uwarzono nawet piwo przy wykorzystaniu bazaltowych mis i wapiennych kamieni grzewczych - takich jak w świątyni. Nie był to proces trudny, ale jednak czasochłonny, zwłaszcza mielenie ziaren i ich pozyskiwanie. Wkładano więc w to sporo pracy. Tak też wynika ze wspólczesnych badań etnograficznych np. współczesnych schłopiałych Majów z Nikaragui. Miejscowe kobiety poświęcają aż 5 godz. dziennie na utarcie kukurydzy, z której wyrabiają przede wszystkim piwo, chicha burja. Chicha była spożywana także w imeprium Inków i wsród dawnych Majów. Także Ditrich uważa, że w Göbekli Tepe praca była silnie zrytualizowana. Wymagała pracy setek jak nie tysięcy ludzi, łowców - zbieraczy, którzy żywili się owsianką i odbywali rytuały z udziałem piwa. Ładnie to łączy odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie. A może wszystko to służyło do wyrobu jakiejś zupy piwnej? Z całą pewnością piwo, a chwilę później wino, były najwcześniejszymi dosyć powszechnie stosowanymi produktami pochodzenia roślinnego, do wchodzenia w stan nieco odmiennej świadomości. Także to chrześcijanskie "chleba i wina" ma najprawdopodobniej konotacje sięgające głęboko wstecz, w epoke kamienia.
  2. Azteckie lustro służyło do dużo bardziej poważnych celów niż tylko zwykły okultyzm: Historyk alchemii Roman Bugaj uważał, że „Łaski, magnat wichrzyciel, usiłował realizować swoje ambitne plany polityczne prowadzące do zdobycia korony przy pomocy nauk tajemnych”. W tym celu pojechał do Londynu. Pomysł prawdopodobnie zrodził się podczas rozmów w siedzibie wojewody sieradzkiego w Łasku, gdy gościł Filipa Sidneya, zięcia lorda Walsinghama, kanclerza królowej Elżbiety. Wojewoda ze swej strony angielskim rozmówcom gwarantował namówienie Batorego na wyprawę przeciwko Turcji. Łaskiemu marzył się także tron, ale nie miał pieniędzy dla stronników na elekcję. Liczył, że zapewni je kamień filozoficzny doktora Dee. Zapewne głównym reżyserem tego, co później nastąpiło, był kanclerz (czyli premier) królowej Elżbiety, lord Walsingham, mistrz tajnych gier, który oplótł Europę siecią szpiegów. Batory przeszkadzał Anglikom, bo zajął Inflanty i dzięki temu przerwał zyskowny handel Anglii z Moskwą. Olbracht Łaski dla władzy i pieniędzy był gotów na wszystko, idealnie pasował więc lordowi. Łaskiego przyjmowano w Londynie po królewsku. Lord Russel i Filip Sidney 15 czerwca 1583 r. wraz z Łaskim popłynęli Tamizą z Oksfordu do Mortlake, siedziby doktora Dee. Miał on tam piękną bibliotekę i coś w rodzaju kaplicy, w której odbywały się seanse spirytystyczne. Używał do nich kuli z czarnego meksykańskiego obsydianu (skała wulkaniczna) w kształcie pomarańczy. Wręczył mu ją anioł Uriel. Oprócz niej doktor Dee miał kilka innych kryształów, służących mu do kontaktów z zaświatami. Aby połączyć się z duchami, kryształowe kule stawiano na „świętym stole”, zbudowanym według wskazówek anioła Gabriela. Była to płaszczyzna o bokach długości 29 cm, brzegi były podzielone na 23 pola z wpisanymi magicznymi znakami, na środku widniała „pieczęć Boża”. https://www.focus.pl/artykul/szklana-kula-bonda dalej: Jeśli doktor Dee nie ubarwił swego zapisu z tego seansu, to można jedynie podziwiać opanowanie wielkiego monarchy” – ocenili Ryszard Zieliński i Roman Żelewski, autorzy książki „Olbracht Łaski. Od Kieżmarku do Londynu”. „Batory wysłuchał bełkotu do końca, po czym spokojnie odprawił Anglików, polecając wypłacić im osiemset florenów za trud”. Prof. Ryszard Gansiniec, przedwojenny wybitny historyk kultury, uważa, że król Stefan Batory uprzejmie, ale chłodno potraktował doktora Dee i Kelleya, gdyż przejrzał, o co naprawdę magom chodziło. „Mimo aury posłańca Bożego, opromieniającego Dee, nie powiodły się rokowania z Batorym, mające przeobrazić oblicze Europy. Chodziło prawdopodobnie o ligę antyturecką i antyfrancuską, mającą zaszachować ententę francusko-turecką – bezpośrednia korzyść z takiej ligi przypadłaby Rzeszy Niemieckiej i Anglii” – napisał Gansiniec w pracy o krystalomancji. Jacqueline Dauxois, autorka biografii cesarza Rudolfa II, twierdzi, że w Pradze uważano, jakoby John Dee „był szpiegiem królowej angielskiej, mającym osłabić potężny ród Habsburgów”. Angielscy biografowie doktora Dee ustalili, że pisywał on raporty dla królowej ze swych zagranicznych podróży. Elżbieta nazywała go „Eye” (oko). Podpisywał się dwiema literami O pod górnym ramieniem cyfry 7. Okazuje się więc, że pierwszym agentem 007 był XVI-wieczny uczony i mag w jednej osobie. A więc 007 i azteckie lustro... Swoją drogą można podziwiać Batorego. Zachował chłodny, racjonalny umysł. Ów czarny duch Johna Dee, szarlatan Talbot, rzekome medium, do króla Rzeczpospolitej, który właśnie bił Moskwę, mówił w czasie sensu z użyciem azteckiego lustra, "bądź uległy". Chyba sobie nie zdawal sprawy jak Batory był prędki do szabli....
  3. Oczywiście, najczęstsza przyczyna to rywalizacja o zasoby i ona występowała również w paleolicie. Gęstość zaludnienia miała duże znaczenie, w paleolicie była bardzo mała, wynosiła ledwie 0,02 do 0,1 osoby na km2. Punktowe wyczerpywanie się zapasów powodowało, że grupa łowiecka przemieszczała się gdzie indziej, średnio raz na 10-15 lat. W czasie trwania kultury świderskiej np., szacunkowo na terytorium dzisiejszej Polski żyło ledwie 6 tyś osób, łowców reniferów. Także konfliktów można było łatwo uniknąć. Zmieniło się to wraz z rolnictwem. Przyczyn tego mogło być więcej. Stałe osadnictwo, monokultura zbożowa to dwie istotne rzeczy - skupienie dużych zasobów na małym terytorium i przewidywalność ich pojawienia się w określonym czasie. W takim wypadku dużo bardziej sensowne i łatwiejsze staje się zaplanowanie napadu na inną grupę ludzi. Mówiąc wprost - wiadomo było gdzie można rolników spotkać i że po żniwach będzie można zdobyć potencjalnie duży łup. Rolnictwo, zwłaszcza prymitywne jest ponadto bardzo podatne na zmiany pogodowe i klimatyczne. Pojawiają się jednak pytania. Pod koniec istnienia pierwszej prawdziwie neolitycznej kultury w Europie - ceramiki wstęgowej rytej, doszło do kilku prehistorycznych ludobójstw. Przynajmniej są twarde, archeologiczne dowody na nie: https://en.wikipedia.org/wiki/Talheim_Death_Pit Pod koniec istnienia tej kultury, w zachodnim jej kręgu, znajduje się ślady budowy pierwszych umocnień - fortyfikacji. Są sugestie, że było to spowodowane chęcią ochrony swoich dóbr, wskutek jakiegoś załamania klimatycznego. Problem w tym, że jeśli prześledzi się historię geologiczną holocenu, to w tym okresie ludzie żyją w klimatycznym opitumum holocenu. Jest tysiac lat po 5 zimnym wydarzeniu Bonda (8200 BP doszło do gwałtownego, krótkotrwałego ochłodzenia klimatu). Być może doszło do nieurodzaju, ale bardzo prawdopodbne są inne czynniki, jak choćby hipoteza o porywaniu młodych kobiet (to też zasób ). Inna kwestia to stanowisko w Herxheim, gdzie prawdopodbnie dochodziło do rytualnego kanibalizmu: https://en.wikipedia.org/wiki/Herxheim_(archaeological_site) Jeśli chodzi o kanibalizm my mamy swoją Jaskinie Maszycką o której już wspominałem: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jaskinia_Maszycka Wikipedia (ech..) przytacza badania Ossowskiego, które już 50 lat temu były poddane krytyce. W J. Maszyckiej zjedzono ludzi, pozostawiając przy tym dosyć bogaty inwentarz, co każe sugerować, że nie był to raczej napad rabunkowy....Także sprowadzanie wszystkiego do walki o zasoby nie do końca wyczerpuje temat.
  4. O kurcze, faktycznie. Ale z tą erudycją nie przesadzajmy. No i niestety ja też jestem dysortografikiem i dysgrafikiem. U nmie największym problemem jest jednak przestawianie liter...bo ortografii jakoś się nauczyłem.
  5. Czyżby, na pewno? Schliemann to był niezwykle utalentowany człowiek, zwłaszcza językowo (ponoć znał ponad 70 języków), ale także chorobliwy mitoman i dziwak. Do tego eksploracja owej Troi urągała nawet XIX metodologii prowadzenia wykopalisk. Frank Kolb w swojej książce "Zmanipulowana Troja" podkreśla wspólczesne wątpliwości do odkyrć Schlimanna. Wg Kolba nie było czegoś takiego jak Troja (odkryte przez Sch. ruiny były jednym z kilku ośrodków miejsckich epoki brązu, wcale nie o największym znaczeniu), a pracę Schlimanna było siłowym dopasowaniem do jego idea fix czyli eposu Homera. Znamiennne jest to, że Schlimann stworzył swój własny mit - rzekomo już w wieku 8 lat miał czytać Homera i zapragnął odkryć Troję. Robił to ponoć pod wpływem ojca i dla niego. W rzeczywistości Schlimann nienawidził sweo ojca, popadającego w alkocholizm pastora kościoła luteńskiego, a archeologią zainteresowal się po czterdziestce. Do tej kwesti, odkrycia Troi, należy podejśc ze sporą ostrożnością. A propos św. Pawła. William Hartmann, ten planetolog od teorii powstania Księżyca jao efektu zderzenia Ziemi z innym dużym cialem niebieskim, przedstawia hipoteze o nawróceniu Pawła. Otóż Paweł miał przejśc na chrześcijanstwo pod wpływem eksplozji meteorytu nad Damaszkiem, ok .30 r. n.e. podobne do tego z Czelabińska. Mógł doznać wówczas zapalenia rogówek wskutek promieniowania UV (choroba alpinistów - ślepota śnieżna.) . https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1111/maps.12428 Kolejne wydarzenie kosmologiczne, które mogło zostać odnotowane prze Biblie i odczytane jako boską ingerencje.
  6. Praktykami pogańskimi, zwlaszcza tymi, które przeniknęły do kultury ludowej, to sobie kościół na co dzień mało zawracał głowę. Do XVI w. christianizacja była bardzo powierzchowna, trochę się to zmieniło pod wpływem reformacji, ale też niewiele. Najważniejsza była dziesięcina, filar finansów Kościoła.To był bezpośredni podatek kościelny, powszechny. Z czasem, w średniowieczu dziesięciną zaczęto obciążać bezpośrednio ludność, . W średniowieczu chłop nie mógł zejśc podczas sianokosów z pola póki klecha nie wziął co dziesiątego, należnego z mocy boskiej, snopa. Później ewoluowała w kierunku daniny pieniężnej. Dorobiono do tego sprytną ideologię - każda z istniejących koncepcji dziesięciny zakładała jedno - Kościół miał "naturalne" prawo do dóbr doczesnych. Dochodziło jeszcze świętopietrrze, podatek na rzecz papieża, te jednak zanikło wraz reformacją. W Polsce od XVI w zamiast tego doszła natomiast pańszczyzna, dla chłopów obowiązkowa również w dobrach kościelnych. Po wprowadzeniu w 1520 r. obowiązkowej pańszczyzny w wymiarze jednego dnia, pierwsi zbuntowali sie chłopi z Krowodrzy, wsi należącej do klasztoru kanoników regularnych Świętgeo Ducha z Krakowa. Regularnie odmawiali pańszczyzny. Zakonnicy wynajeli pewnego typa, Ściborskiego, który miał ich przymusić do darmowej pracy na rzecz klasztoru. Ściborski został jednak skrycie zamordowany. Spór rozstrzygnął ostatecznie biskup krakowski. W ramach miłosierdzia zasądził pokutę w postaci dodatkowego dnia pańszczyzny. Chłopki musiały zasuwać na rzecz braciszków już nie jeden, a dwa dni w tygodniu. Za darmo. Póżniej było tylko gorzej... Także lepiej może było wrzucić raz na jakiś czas złote talerze w bagno niż przez całe życie być dociskanym nogą pana i plebana...
  7. Czuje się wywołany do tablicy. Dużym mankamentem paleoilitu było to, że nie było piwa . Właśnie "odkryłem" mały, polski browar, z sądeczyzny....to ta neolityczna pułapka w którą wpakował się człowiek. Widzisz, różnica między paleolitem, a czasami późniejszymi jest taka, że urazy paleolitycznych szczątków kostnych są najczęściej pochodzenia odzwierzęcego, a te neolityczne i późniejsze...odludzkiego. Zbiorowe zabójstwa w paleolicie to rzadkość (aczkolwiek zdarzały się vide kanibalistyczny mord w Jaskini Maszyckiej, jedna z większych zagadek archeologii pradziejowej). Natomiast w neolicie mamy prawdziwy wysyp zbiorowych mogił, z rozłupanymi czaszkami. Natomiast hieny jaskiniowe używały jaskiń jako legowisk i magazynów żywności. Były podobne do współczesnych hien centkowanych tyle, że nieco większe - jakieś 100-110 kg masy. Brrr...
  8. Najwidoczniej Tobie odjechała współczesna nauka i tkwisz ciągle w archaicznych stereotypach. Tak to się miało to do statystycznego chłopa, że w ciągu XVI i XVII w. Sejm Rzeczpospolitej ogłosił łącznie 62 konstytucje (ustawy) dotyczące tzw. zbiegostwa chłopów. To był poważny problem dla panów feudalnych. Ten quasi-niewolniczy system nie był szczelny, dlatego erodował tak długo. Była alternatywa dla poddaństwa. Najczęściej zwykła wolnizna (zwolnienie z renty feudalnej na określony czas u innego pana), ale były też bezpaństwa gdzie system feudalny w zasadzie nie funkjonował. J. Topolski na podstawie pracy własnych oraz innych historyków oszacował, że w ciągu roku w ruchu znajdowało się nawet 10% chłopstwa. U szczytu demograficznej potęgi Rzeczpospolitej przemieszczało się rocznie nawet 600-800 tyś ludzi. Naprawdę ostatnio jest wysyp solidnej, interdyscyplinarnej literatury na rzeczony temat. Polecam min: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4948339/chamstwo A także "Ludowa historia Polski" Adam Leszczyńskiego, "Bękarty pańszczyzny" Rauszera, "Śladami Szeli" Korczyńskiego. Tematu nie zgłębiałem, ale dlaczego nie? Tylko, że teraz może działać mechanizm odwrotny - istnienia alternatywy w postaci lepiej zorgnizowanego obszaru świata, bo bezpaństwa znikły bezpowrotnie.. Po co wywoływać kolejną rewolucje w Sudanie jak można spróbować uciec do kuzyna w Hamburgu lub Sztokholmie? Na marginesie - emigracja z Afryki to będzie jedno z największych wyzwań UE w XXI w. Nie przegapiłem takich drobnych szczegółów. I nie Carl Gustaf tylko Samuel Colt ... Tyle, że póki chłopi nie mieli przeciwko sobie zoroganizoanych oddziałów wojskowych, nie miało to aż takiego dużego znaczenia. W czasie rabacji galicyjskiej w 1846 r. chłopi mordowali szlachtę przy użyciu siekier, noży, kos, pałek i cepów.... Wcześniej było trudniej bo znaczna część dworów szlacheckich była warowna, a i szlachta bardziej zmilitaryzowana, ale i na to były sposoby. Dość powiedzieć, że podczas antyfeudalnego w gruncie rzeczy Powstania Chmielnickiego, klilkukrotnie pobito zawodowe wojska koronne (fakt, że trzonem wojsk ukrainskich byli Kozacy zaporoscy i Tatarzy, tym nie mniej tzw. czerń też swoje odegrała). Jeśli chodzi o dostępność broni palnej u chłopstwa, , to np.podczas wielkiej konfiskaty w lutym 1648, w dobrach Jeremiego Wiśniowieckeigo zabrano chłopstwu kilkadziesiąt tysięcy samopałów... Jak się patrzy z punktu widzenia typowego spadkobiercy monoteistcznej, patriarchalnej kultury to tak się to postrzega...monopol reprodukcyjny, walka o samice etc... U Celtów na przykład, mimo, że było to społeczeństwo w zasadzie zdominowane przez mężczyzn, kobieta zajmowała jednak wysoką pozycje. Wynikało to prawdopodonie z mitologii, być może przenikłej jeszcze ze świata czasów łowiecko-zbierackich, wiary, że to bóstwa kobiece sprawują władze nad światem i mężczyzną + oczywiście kult płodności. Dla Celtów, w ich panteonie bóstw, jedną z naważniejszych pozycji zajmowała Morrigan - Królowa Demonów, żona Dagdy - boga-ojca. Istotne były też tzw. matrony, wyobrażające bóstwa obfitości. Celtyckie prawo zostało skodyfikowane w dwóch kodeksach - prawie Brehona i Hywel Dda ( iralndzkie Féineachas i walijskie Cyfraiht Hywel). W tym pierwszym kobieta mogła zawrzeć małżeństwo na dziesięć sposobów, a w drugim na osiem. Nie było monogamii, istniały trzy typy żon, a małżeństwo miało przede wszystkim wymiar gospodarczy. Kobieta mogła się rozwieśc gdy była skrzywdzona. Zgwałcenia były dosyć surowo karane finansowo (nie zapłacenie kary było zagrożone kastracją). Dozowlony był konkubinat, a nieślubne dzieci były otoczone opieką, jako boskie dzieci. Oczywiście pozycja kobiety zależała przde wszystkim od przynależności do danej warstwy spolecznej. Kobiety miały pewną swobodę wyboru zawodu, wyższy status społeczny niż w kręgu dominującej wówczs cywilizcji rzymsko-greckiej, a naweti robiły nieraz zawrotną karierę (choć to raczej wyjąktowo). Weźmy np. krółową celtycką Boudikę. Podczas antyrzymskiego powstania przez nią kierowanego, dotkliwie pobito IX Legion Hispana (przetrwała tylko kawaleria). To zresztą postać na tyle niezwykła, że jest mocno obecna w brytyjskiej kulturze: https://pl.wikipedia.org/wiki/Boudika O tym, że ta dosyć niezwykła pozycja celtyckiej kobiety przetrwała wieki, może też świadczyć postać żyjącej w XVI w. "królowej" irlandzkich piratów -Grace O.Malley. https://en.wikipedia.org/wiki/Grace_O'Malley Czy to nie była ta lepsza alternatywa? Przynajmniej dla kobiet? Niestety, przez wieki panowania katolickiego ciemnogordu, dawna, celtycka wyoska pozycja kobiet była dla mieszkanek Irlandii tylko marnym pocieszeniem. Rzadsze ale było obecne. Zwłaszcza jak kobieta posiadała wyższy staus społeczny. Marcin Matuszewicz, żyjący w XVIII w. polityk pamiętnikarz, beznamiętnie wspominal jak jego matka kazała wychłostać sługę. Został z jej polecenia zatłuczony. Zrobiła się mała afera, bo sługa okazał się być szlachetnie urodzony. Sfałszowano więc metrkę, przekupiono świadków i po sprawie, po człowieku. Kilka takich szlachcianek, które zdominowały męskie środwisko i to przy użyciu przemocy, opisuje Władysław Łoziński w znakomiktym "Prawem i lewem". Ale postacią wówczas, tj. w XVII w wyróżnijącą się była Teofila Chmielecka...istna baba z piekła rodem (ona tłukła służbę osobiście)...ale oddającą duże zasługi dla Rzeczpospolitej. Niesamowita postać, nadająca się na materiał filmowy. Przemoc domowa, w któej ofiarą staje się mężczyzna także istniała (podobnie jak dzisiaj, mocno niedoszcowana) temat ten poruszał min. Z. Kuchowicz w "Człowiek polskiego baroku". O kobiecie, która biła mężczyzn mówiono zaś herod-baba lub femme fatale. Po prostu w pewnych warunkach kobieta może stać się równie brutalna co mężczyzna, i nie ma to związku z testosteronem. Np. strażniczki obozowe, SS-Aufseherin. Pod względem okrucieństwa nieustępowały esesmanom.
  9. Czemu ma służyć ten baśniowy przykład? W hebrajskim prawie żona była własnością męża, własnością o wysokiej wartości. O taką własność zwykle się dba, tak jak zwykle dba się o drogi samochód. To, że mąż dbał o swą żone nie zmieniało jej niewolnego statusu. Po hebrajsku mąż to - ba'al, żona to - b'eulah dosł. własność. W przeciwieństwie do Mahometan, żona w kulturze hebrajskiej, mimo, że była własnością męża, cieszyła się jednak sporymi swobodami. https://www.jewishencyclopedia.com/articles/10432-marriage Jakieś źródło tych "rewelacji", bo odnoszę wrażenie, iż wiesz, że gdzieś dzwonią ale nie wiesz w którym kościele? Skarga na Piłata do Tyberiusza poszła wcześniej, a była związana z umiejscowieniem tarcz wotywnych z imieniem cesarza w wnętrzach pałacu Heroda. To dla Żydów było świetokradztwo i stąd interwencja. Być może ku zaskoczeniu Piłata, cesarz zareagował ostro i nakazał wyniesienie tarcz z Jerozolimy. Kolejny konflikt, o małomównego, wręcz milczącego "mesjasza" , którego Żydzi chcieli stracić, nie był mu potrzebny. Tak, sny żony, jakie to romantyczne...tymczasem w realnym świecie Piłat był cynicznym graczem o mocno antyżydowskim nastawieniu. Zgoda na ukrzyżowanie Jezusa to była całkiem chytra gra. Po pierwsze mial spokój, kolejna interwencja cesarza nie była mu potrzebna (o żadnym ścinaniu jego głowy nie było jednak mowy). Po drugie zapewnił sobie deklaracje lojalności Żydów ("poza cezarem nie mamy króla"). Po trzecie, po raz kolejny Żydów upokorzył, co robił dosyć regularnie, każąc przybić na krzyżu: "Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum". Król Żydów upokorzony - kara ukrzyżowania była przede wszystkim hańbiąca. Symbol dosyć oczywisty. Nie można oczywiście wykluczyć u Piłata pewnego aspektu humanitarnego i refleksji (być może pod wpływem żony) nad tym dziwnym człowiekiem - Jezusem, ale nie to było to co determinowało jego politykę. Dobitnie pokazał to przed jak i po ukrzyżowaniu. Porównujesz starożytną Judeę do Polski końca XIX w? Brawo... Wchodzenie do łóżka było podobnym sposobem na przetrwanie czy też karierę dla wielu kobiet, jak uprawianie magii na wsi. Czasami niezwykle wręcz skutecznym o czym świadczy np. historia branki tatarskiej, Roksolany. Z opisów posłów weneckich wynikała, że nie była zbyt ładna (miała słowiańską urodę więc to może kwestia włoskiego gustu), ale co podkreślano, "dobrze znała naturę sułtana". Musiała być w łóżkowej znajomości wręcz znakomita, ale na pewno pomógł też urok osobisty, zdolności do intryg i do aktorstwa. Choć Turcy podejrzewali ją o czary. Tak czy inaczej została wyzwolona i jako pierwsza eks-niewolnica została żoną sułtana, władcy imperium rozciągającego się na trzech kontynentach, mającą w dodatku realny wpływ na politykę. Sa takie przypadki... Jednak oddalając taką kazuistykę - historia prawa cywilnego, w tym historia małżeństw, historia prawa politycznego kobiet, niezmiennie wskazuje na niską pozycję kobiety wobec mężczyzny, w zasadzie niemal całym okresie w którym istnieją źródła pisane. Niewiele jest matriarchalnych wyjątków. Pozycje kobiet określiła rolnicza rewolucja neolityczna, opierająca się o monokulture zboża i stałe osadnictwo (koniecznośc obrony terytorium -> wojny neolityczne). W Polsce miało, napiszę wprost - niestety - ogromny wpływ. W poł. XVI byliśmy bardzo blisko utworzenia kościoła narodowego na wzór kościoła anglikanskiego i zrzucenia papieskiej supreamcji. Miałoby to dalekosiężne skutki, jak dalekie, można dywagować. Niestety, poprzez decyzje ostaniego z Jagiellonów, słabego władcy, tak się nia stało. Ostatecznie zwyciężyła kontreformacja. W znacznym stopniu dzięki sprawnym wówczas Jezuitom. Miały wysoką pozycję, oczywiście na tle innych społeczeństw świata starożytnego, to prawda. Tak przynajmniej wynika z badań historyków zajmujących się tym okreseem, a baza źrodłowa jest nader skromna. Mimo wszyskto nadal było to społeczeństwo patriarchalne, o sporej dominacji mężczyzn.A czy kontrolowali kobiety? Bicie kobiet było dopuszczalne, z drugiej strony obraza kobiety była ponoć dosyć surowo karalna. Faktem jest, że na swój sposob Egipt był w jakiś sposób wyjątkowy. Z drugiej strony pozytywnie wypowiadasz się o wolności (czy też dokładniej negatywnie o niewolnictwie, na to samo wychodzi). To wygląda na pewną niekonsekwencję, bo taka wielka zunifikowana grupa ludzi kojarzy się raczej z pewnym ograniczeniem czy też nawet brakiem wolności - w skrajnym przypadku, sytuacja powiedzmy jak z mrówkami, dokładnie jedna osoba jest wolna - "królowa", a pozostałe "mrówki" jedynie wykonują jej polecenia. Kojarzy się bardziej z totalitaryzmem niż z wolnością. Chodzi o to, że bez bytów abstrakcyjnych nie jesteśmy w stanie nawiązać współpracy z dużą liczbą nieznajacych się jednostek, ponieważ ogranicza nas biologia: https://en.wikipedia.org/wiki/Dunbar's_number Myśl Harrarego jest taka, że rozwój mowy umożliwił stworzenie bytów abstrakcyjnych - bogów, demony, pieniądze, państwa, flagi, hymny, które taką współpracę umożliwiły. Ściagasz fachowca z odległego kraju, płacisz mu np. w dolarach, on tę pracę wykonuje mimo, że pieniądzą jest bytem abstrakcyjnym (obecnie głównie informacją w komputerze). Ale wracając do siebie, za ten abstrakcyjny pieniądz kupi sobie realne rzeczy. To umożliwia współprace miliardów nieznajacych się osobników. A czy jest to pułapka ograniczająca wolnośc? Na swój sposób tak, była o tym już nawet dyskusja na KW.
  10. Jest: Druga kwestią jest bibilijny potop. Miało być to echo znaczącego wydarzenia hydrogeologicznego czyli przełamania bariery Bosforu i połaczenia Morza Marmara z Czarnym - to jest hipoteza Ryana-Pitmana. Tyle, że jest sporo prac, zwłaszcza z kręgu Europy Wsch. dowodzącej, że wzrost poziomu Morza Czarnego nie miał katastrofalnego przebiegu.
  11. Zanim nazwiesz coś bzdurą to proszę zapoznaj sie z pracami historyków, którzy tą tematyka zajmują się bądź zajmowali od lat: Topolskiego, Kuli, Leszczyńskiego, Pobłockiego, Tazbira i wielu innych, którzy te kwestie dokładnie przeanalizowali. Bo na razie to powtarzasz może nie banialuki, ale szkolne stereotypy sprzed lat. Alternatyw mieli chłopi czy nawet niewolnicy więcej niż wpólczesny pracownik najemny, który jest wtłoczony z jednej strony w obowiązki pracownicze, w drugiej w przymus państwowy. Pierwszą i podstawową było istnienie dużych wolnych przestrzeni bez żadnej faktycznej kontroli ze strony państwa czy też warstwy panującej. Pobłocki nazwał to bezpaństwami. Najsłynniejsza była Zomia - to nazwa raczej nieoficjalna, zamieszkana przez ok. 100 mln ludzi w Azji Płd-Wsch. https://en.wikipedia.org/wiki/Southeast_Asian_Massif O Zomi byl nawet artykuł w KW: https://kopalniawiedzy.pl/Zomia-Azja,19717,1 : W kilku górskich dialektach Azji słowo zo oznacza odległy, mia - ludzi. Zomia to nazwa nadana transgranicznemu obszarowi skupiającemu miliony ludzi żyjących poza kontrolą swoich państw, ich organów i prawa stanowionego. Rzeczywistość tych ludzi w istocie jest bardzo odległa od nasze[...] Grupa badaczy na czele ze Scottem uznaje Zomię za teren skupiający dwa rodzaje ludzi. Po pierwsze, zamieszkują ją grupy etniczne od lat osiadłe w górach. Ich styl życia jest postrzegany jako relikt dawnych czasów, kiedy większość ludzi żyła poza państwem, formując własne plemiona i klany. Po drugie uznają, że Zomia jako 'społeczność peryferyjna' powstała poniekąd w reakcji na utworzenie centrów gospodarczych i ośrodków będących pod władzą rządów. Skupia zatem ludzi opuszczających organizujące się politycznie obszary, np. Lahu, Hani, Akha, ludzy przenieśli się z terenów podległych państwowej władzy. W Polsce bezpaństw też było sporo. Najsłynniejsze to Dzikie Pola na płd-wsch. Kresach Rzeczpospolitej. Ich najbardziej znanymi mieszkańcami byli siczowi Kozacy Zaporoscy, którzy stworzyli swoistą zmilitaryzowaną strukturę opartą o bezpośrednią demokracje wojenną. Ale Dzikie Pola były pełne uciekinierów wyrywających się z feudalnego systemu, a także zwykłych awanturników i hultajów. Innymi bezpaństwami były: - Puszcza Karpacka. Silnie rozwinięte zbójnictwo, które znów było dosyć silnie zdemokratyzowane. To stamtąd wywodzą się znani bezpaństwowcy - Huculi. W XVI-XVIII w. trudno dostępne górskie lasy pełne były grup zbójnickich. Najsłynniejszy, Janosik nijak się miał do Ihnata Wysoczana z Pokucia. Ten ostani był tak potężny, że w czasie Powstania Chmielnickiego zebrał pod broń nawet 40 tyś czerni (nawet jak podzielimy przez 4 to i tak sporo), czyli de facto ludzi nie godzących się na pańszczyźniany porządek. Obległ na zamku Pniów lokalna szlachtę, która schroniła się w jego murach. Do pokonania tego bezpaństwowca zaciągneto 8 choragwi wojska, w tym husarie. - Rozległe lasy Polski północno-wschodniej i Litwy, w tym Puszczy Zielonej i Białej. W puszczach mieszkali budnicy, zajmujacy się gospodarką leśną, na terenie Puszczy Białej i Zielonej byli to Kurpie. -Puszca Notecka. Była bezpaństwem przede wszystkim dla mieszkańców Śląska i Wiekopolski. Poza Polską były to np. małe, demokratyczne " republiki pirackie", w zasadzie społeczności, inne rozległe tereny bez państwowej kontroli lub kontroli iluzorycznej - najsłynniejszym bezpaństwem był Dziki Zachód, w USA bardziej znany jako Old West lub Far West. Co jest cechą charakterystyczną bezpaństw? Odrzucenie ówczesnego porządku prawnego i społecznego, często silna demokratyzacja i przede wszystkim gospodarka, która nie opierała się na monokulturze zbożowej. . Jeden z najwybitniejszych wodzów począku XVIII w., król Szwecji Karol XII też pewnie tak myślał. Efekt, ponad tysiac zabitych Szwedów, którzy w Wojnie Północnej bili regularne armie Polski, Rosji, Saksonii : https://histmag.org/Szwedzki-Wietnam-walki-Karola-XII-w-lasach-kurpiowskich-22772 Także z tym byciem gorszym na polu walki bym uważał. Mądrzy władcy, zdolności wojskowe, bitnośc i zawziętość tych bezpaństwowców potrafili wykorzystać. Np. granicę habsburską chronili graniczarzy, wywodzący się z adriatyckich piratów bitni mieszkańcy pogranicza, bezpaństwowcy. Dlaczego więc ten system się nie załamywał? Wbrew temu co napisał @peceed dlatego, że istniała alternatywa. Ucieczka w bezpaństwa - Topolski na podstawie swoich badań szacuje, że w ciagłym ruchu, w ciągu roku było nawet 10% chłopstwa -ogrom (na podstawie procesów o zbiegostwo)! Po co było więc robić rewolucje jak była alternatywa w postaci całkowcie odmiennego sytemu społecznego? Większość ludzi była jednak oportunistami i nie wybierała ucieczki w całkiem odmienny świat. Pełnorolni chłopi pańszczyźniani też byli beneficjantami tego sytemu - mieli swoją służbe wywodzącą się z najniższych warstw wsi - komorników, pokątników etc. Na Południu USA niemało było czarnoskórych palntatorów i właścicieli niewolników. O tym się jednak mało pisze. Niektórzy zaś tylko okresowo zrywali z codziennym życiem. Szczyt ruchu hajdmackiego czyli rozbójniczego w XVIII w. Ukrainie, przypadał na lato, gdy trawy były soczyste a kiesy puste - najwieksze zadłużenie chłopów w pańskich karczmach przypadało na czerwiec, trzeba było sobie odbić, również na pańskim. Rządzą od niedawna. J. Scott, antropolog cytowany w zalinkowanym przeze mnie artykule w KW, wiąże paternalizm ścisle z monokulturą zbożową, wyrosłych na tym fundamencie państwach, instytucji niewolnictwa i religii monoteistycznej (bój-ojciec). A tu wywiad do przeczytania jak to drzewiej bywało z tym paternalizmem: https://przekroj.pl/spoleczenstwo/matriokracja-nadchodzi-a-w-zasadzie-to-wraca-milada-jedrysik Nie, nazywam rzeczy po imieniu. To w XXw. ten temat wykoślawili historycy, być może na usprawiedliwienie pańskiej Polski - w końcu cały czas żyjemy w cieniu rocznic, nieudanych w ogromnej większości, powstań. Dlaczego pańszczyzna była niewolnictwem - bo było takim de iure i de facto. Opierała się na poddaństwie osobistym, gruntowym i sądowym. Dziś pracodawca może co najwyżej zwolnić z pracy, wtedy pan mógł, w majestacie prawa, powiesić. Czujesz róznice?
  12. Święty Tomasz z Akwinu zdecydowanie odrzucał umieszczenie kobiety jako kobie‑ ty w obszarze zła. Wskazywał raczej na obszar nieco niższego, ale koniecznego dobra. Nauczał, że „jak na doskonałość świata składają się różne stopnie rzeczy, tak również i na doskonałość ludzkiej natury składa się różność płci”17. Cytat z "Geniusz kobiety w nauczaniu kościoła" ks. A. Zwolińskiego, s. 50. Cóż, czołowy święty średniowiecznego Kościoła miał takie rozterki - kobieta nie jest złem, jest niższym dobrem. Celowo podkreśliłem niższym. Tutaj jednak nie chodzi o pojedyńczych ludzi, świętych czy nieświętych, a o cały system. Kościół był beneficjentem ówczesnego systemu, zarówno w kwestii gospodarczej (w Polsce był największym posiadaczem ziemskim), jak i politycznym. Czasy nowożytne, rozpoczęte reformacją, są ścisle związane z rozwojem instytucji niewolnictwa na niespotykaną dotąd skalę. W końcu średniowiecza zanika niewolnictwo antyczne, a pojawia się w formie zinstutucjonalizowanej, obejmującej olbrzymie grupy społeczne - w Europie Środkowej i Wschodniej to niewolnictwo pańszczyźniane, na Zachodzie, penitencjarne, a w Rosji mieszane. Kacper Pobłocki, w wydanej niedawno świetnej książce "Chamstwo" - o historii pańszczyzny (i w mniejszym stopniu niewolnictwa nowożytnego na Zachodzie), dysponując rozległą literaturą, opisuje jak ten system w ogóle działał, nie załamując się przez tyle wieków. Otóż dlatego, że był to system niewolniczo-patriarchalny. Niewolnik, nieważne czy na plantacji trzciny cukrowej, bawełny, czy też chłop pańszczyźniany, schodząc z pańskiego wracał do swego miejsca zamieszkania. I w tym momencie to on stawał się panem, bo przysługiwała mu władza ojcowska i mężowska. A na najniższym szczeblu znajdowała się kobieta - od maleńkiego wychowywana do posłuszeństwa, pracowitości, cnotliwości i małomówności. A jak te przymioty był niewystarczające, to się je wydobywało biciem. Dlatego dla niewolnika-mężczyzny ten system był przynajmniej znośny. Pozycja prawna kobiet była różna w różnych państwach i okresach. Ale ogólnie była to niska pozycja, czasem wręcz na samym dnie społecznej hierarchii. Choć zdarzały się rodziny gdzie to kobieta dzięki silnej, dominującej osobowości, rządziła. Nierzadkie takie przpyadki miały miejsce zwłaszcza na Kresch Rzeczpospolitej, wśród tamtejszych szlachcianek - nazywano je wtedy wilczycami stepowymi. Natomiast samoregulacja, powodująca, że kobiety starały się nie być zepchnięte na sam dół, nazywały się realizmem magicznym. Pobłocki poświęca temu zagadnieniu sporo miejsca. Istotne było posiadanie wiedzy tajemnej, najlepiej z zakresu zielarstwa czy wiedzy weterynaryjnej lub znachorskiej. Istotna była również umiejetność zamawiania czyli czynienia czarów. Służąca w pańskim dworze, kobieta o najniższej pozycji społecznej, nie raz katowana, mogła się zemścic. Bita kańczugą, a często poprostu pięścią, to ona przyrządzała w końcu panu posiłek albo wychowywała pańskie dzieci. Mogła rzucić urok powodując, że piwo się skwasiło, wilki wyżarły owce lub czary przyniosły inne straty gospodarcze albo jeszcze gorzej - przyniosły chorobę. Powodzeniem cieszył się w Polsce pokrzyk wilcza jagoda, silnie trująca roślina. Wierzono, że podobnie jak mandragora (alruana), jego korzeń przeistacza się w człekokształtną istotę. Gdy czarownica uprawiała białą magię, to pokrzyk był pieszczony i stawał się dobrym duszkiem, gdy uprawiała czarną magię - pokrzyk był wyklinany i obrażany. Przeistaczał się wówczas w demona, któy przynosił Pecha (celowo z dużej bo była to istota spersonifikowana). Pobłocki przytacza tu sporo źródeł świadczących o tym, że szlachta bała się i to bardzo, takich praktyk magicznych. Nieraz ratowało to poddanych przed zbytnim katowaniem lub wręcz przed śmiercią. Kościół zwalczał to jako zabobon, ale pozbawiał w ten sposób najbardziej bezbronnych jakiejkolwiek tarczy chroniącej przed kompletnym zbydlęceniem. W Polsce zdobyli największe wpływy, a ogólnie stanowili najskutecznejszy oręż kontrreformatorów. Przez blisko 200 lat mieli kluczowy wpływ na edukacje naszej szłachty - narodu politycznego. Trudno generalizować. Na pewno można tak powiedzieć o wszelkich fundamentalizmach religijnych.
  13. Całkiem fajnie zdefiniowany kościół katolicki. Brawo, naprawdę ciekawie ujęte! W przeszłości, naszych przodków, przede wszystkim w Europie, ale nie tylko, przekształcano w "nowych ludzi" przy pomocy zadań i fundamentow ćwiczeń Loyoli, czyli wychowania w duchu katolickim wszelkimi metodami. Trzeba przyznać, że KK po potężnym kopie w tłusty zad w XVI wieku, ostro wziął się do roboty w kształtowaniu nowego człowieka. "I wyszło całkiem nieźle". Do dziś nasz polski kosściół narodowo-maryjny jest efektem działania tej naprawdę imponującej organizacji. Pod koniec XVI w., w dobie ostrej kontreformacji, Jezuici wymyślili, że jednym ze sposobów na dotarcie do społeczeństwa analfabetów, de facto mało pojmujących z publicznego uprawiania magii czyli tzw. liturgii, są teatrzyki w postaci np. drogi krzyżowej. Działania "Towarzystwa Męki Pańskiej" to był strzał w dziesiątke. To nieco bałwochwalcze, teatralne pojmowanie religii trafiło na podatny grunt. Ludowi zaimponowała postać cierpiącej Maryi, która wręcz wyrosła na królową Polski. Jest to o tyle zastanawiające, że kobieta przez wieki, w patriarchalnym, religijnym społeczeństwie, była na samym dnie. Ciągle poddana władzy to ojca, a to męża, swój najwyższy status osiągała jako wdowa, ale tylko wtedy gdy dysponowała jakimś majątkiem nieruchomym. Mistrzowskim posunięciem w kształtowaniu nowego, katolickiego człowieka było zaś wprowadzenie konfesjonału. Zwierzanie się ze swych spraw intymnych, na klęczkach, przy zachowaniu psychologicznych pozorów anonimowości (ta śmieszna kratka), rodziło dość intymne relacje. Nie dość, że poddany chłop pańszczyźniany, de facto i de iure był niewolnikiem, to jeszcze odbierano mu tę resztkę wolności , tę sferę intymności. Zastąpienie spowiedzi powszechnej po Soborze Tydenckim, spowiedzią indywidualną, była w Rzeczpospolitej ( i nie tylko, oczywiście w krajach, w których kontreformacja zwyciężyła) niemałym szokiem. Na tyle dużym, że w celu zmobilizownia ludzi w przekształcenie w "nowego człowieka", zaczęto wprowadzać kary za brak spowiedzi. Kiedyś, na pewnym etapie nie była. Nie ukrywam, że bardzo bliskie mi jest spojrzenie Yuvala Harrarego, że religia ścisle związana z magią, była niezbędnym etapem w rozwoju homo sapiens. Myślenie magiczne, ścisle związane z rozwojem mowy, języka fikcjotwórczego, umożliwiło powstanie bytów abstrakcyjnych takich jak...duchy, bogowie, pieniądz, państwo, flaga, hymn, jedny naród etc...abstrakcja, która umożliwia wielkim grupom ludzi unifikacje niemożliwą w świecie zwierząt (przynajmniej kręgowców bo o społecznym świecie owadów mało wiemy - no ale mrówki same w kosmos nie latają ).
  14. Tak, tylko, że w II RP cukier był narzędziem polityki. Był bardzo wysoko opodatkowany akcyzą, która dawała ponad sto milonów złotych rocznie przychodów do budżetu - to było więcej niż kosztowało państwo utrzymanie dróg publicznych (na ogół prymitywnych rzecz jasna). II RP opierała się w znacznej mierze na monopolach i kartelach, w tym cukrowniczym. Duszenie konkurencji dawało w kraju z tego tytułu wysokie wpływy budżetowe, a zagranicą pozwalało na stosowanie dumpingowych cen. W efekcie kilo cukru w II RP kosztowało w przeliczeniu na dzisiejsze ok 14-19 zł (1,56 gr do 1,08 gr), a w Wlk. Brytanii polski cukier kosztował osiem razy taniej. Za to Brytyjczycy płacili dewizami, co było dla Polski niezwykle istotne - chronicznie brakowało nam kapitału. Ksylitol jak najbardziej - działa min. przeciwpróchniczo , jest stosowany w gumach do żucia rekalmowanych jako najlepsze po posiłkach . Tyle, że u nas w dyskontach często jest sprzedawany ksylitol z chińskiej kukurydzy, a nie z fińskich brzóz. A każde zwiększenie spożycia takiego ksylitolu to zwiekszenie areału upraw monokultur zbożowych.
  15. O nie. Zdecydowanie większa była bitwa pod Belgradem z roku 1456 (ogólnie za koniec średniowiecza w Europie przyjmujemy 1500 r. ale dat ramowych jest wiele, tylko dwie, upadek Konstantynopola i wynalezienia druku, są ciut wcześniejsze). Więcej walczylo też pod Kałką (1223 r.) - geograficznie to jeszcze Europa czy podczas oblężenia Konstantynopola (1453 r.). Również bitwa na Kosowym Polu była liczebnie być może przewyższająca Grunwald, ale tu jest rozbieżność źródeł. Ogólnie jeszcze większe bitwy były w Azji. W ciągu ostatnich kilku lat konserwacji poddano 20 królewskich sarkofagów znajdujących się na Wawelu. Nie zdecydowano się na otwarcie trumień. Ale w jednym przypadku było to konieczne, bo trumna się rozpadła. Dzięki temu dokonano eksploracji szczątków króla Augusta II Mocnego. Poddano je badaniom archeologiczno-antropologicznym, ale ani słowa o badaniach DNA czy też próbach rekonstrucji twarzy ( o ile jest możliwa). A okazja była niesamowita. Jeśli ma ktoś coś na ten temat więcej to będę wdzięczny. Potencjał naukowo-marketingowy takich badań jest olbrzymi i miejmy nadzieje, że nie został zmarnowany..
×
×
  • Create New...