Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Forum

  • Kto jest online? (Zobacz pełną listę)

    Brak zarejestrowanych użytkowników online

  • Najnowsze komentarze

    • Księga Wyjścia 8, 28 - 30 "Odpowiedział faraon, czyli mowa słów: Wypuszczę was, czyli z niewoli, przemocy i śmierci Izraela, abyście złożyli Panu, czyli Bogu Wszechmogącemu etc..., waszemu, czyli Izraela zawartego przymierza ofiarę, czyli w zastępstwie śmierci Izraela, na pustyni, czyli kraju bez niewoli, przemocy i śmierci; lecz nie oddalajcie się zbytnio, czyli postawiony warunek. Wstawcie się za mną! Czyli postawiony warunek dla Izraela oraz żądanie z oczekiwaniem, aby oddaliły się muchy od faraona" "Mojżesz odpowiedział, czyli mowa słów: Gdy wyjdę, czyli formą ruchu od faraona, wstawię się, czyli z żądaniem faraona do Pana, czyli Boga Wszechmogącego etc..., i jutro, czyli po zachodzie słońca oddalą się muchy, które w ekosystemie gorliwie wykonują swoje czynności i w ekosystemie nie czynią destrukcji od faraona, który nie wykonuje swoich czynności w trosce o całokształt ekosystemu, nie wypuszczając Izraela z niewoli, przemocy i śmierci w ekosystemie czyni destrukcje, jego sług, czyli dyspozycyjnych, którzy negatywnymi myślokształtami czynią destrukcje (Wj 7, 11-12) I jego ludu, czyli plemienia Chawili, przeklętego potomka Chama, czyli oddanych szatanowi. Aby byli jego medium i Boga Wszechmogącego etc..., rzeczywiste i rzetelne słowa negowali i manipulowali, które w ekosystemie uczyniły i bezustannie czynią destrukcje (Rdz 3 ) Tylko niech faraon znowu, czyli ponownie nas, czyli Izraela nie oszuka, czyli w ekosystemie uczyni destrukcje, nie wypuszczając, czyli z niewoli, przemocy i śmierci ludu, czyli Izraela zawartego przymierza, by złożyć, czyli z pierworodnych trzody swojej ofiarę, czyli Panu Bogu Wszechmogącemu etc..., w zastępstwie śmierci Izraela, za w ekosystemie czynioną destrukcje" "A gdy Mojżesz wyszedł, czyli formą ruchu od faraona, wstawił się według żądania i oczekiwania faraona. Prosząc Pana, czyli Boga Wszechmogącego etc..., aby oddalił muchy, które w ekosystemie gorliwie wykonują swoje czynności i nie czynią destrukcji od faraona, czyli tego który w ekosystemie nie wykonuje swoich czynności, aby strzegł i troszczył się o całokształt ekosystemu (Rdz 2, 15) Nie wypuszczając Izraela z niewoli, przemocy i śmierci w ekosystemie czynił destrukcje (Wj 8, 28 - 30)
    • „Agatha Christie. Narodziny królowej kryminału” to powieść biograficzna, która momentami potrafi wciągnąć do tego stopnia, że zamiast kilku stron na dobranoc czyta się w końcu stron kilkadziesiąt. Książka składa się z zaledwie czterech rozdziałów (Podróże, Ambicje, Momenty przełomowe, Nowy rozdział) i prowadzi nas od Paryża po wykopaliska w starożytnym Ur. Na początku młodziutka Agatha mieszka na pensji w Paryżu. Dochodzi do tego, że nie nadaje się na pianistkę, bo choć lubi grać dla siebie, podczas wystąpień publicznych gubi ją trema. Zdaje też sobie sprawę, że nie zostanie śpiewaczką operową. Po powrocie do Wielkiej Brytanii Agatha zakłada się ze starszą siostrą Madge, rodzinną mistrzynią epistolografii, która próbowała swoich sił w literaturze, że uda się jej napisać powieść kryminalną. Jak wiemy, podołała wyzwaniu. Co więcej - zrobiła to w świetnym stylu i napisała o wiele więcej niż jeden kryminał. Poszukująca miłości życia Agatha spotyka w końcu Archie'ego Christie i u progu I wojny światowej wychodzi za mąż. Związek nie przetrwa niestety próby czasu. Po rozwodzie koleje losu prowadzą rozwijającą karierę pisarkę do spełnienia innych marzeń. Agatha udaje się w samodzielną podróż Orient Expressem. Dociera do Bagdadu. Zafascynowana archeologią poznaje w końcu Ur. W książce podobały mi się różne drobiazgi. W „Narodzinach królowej kryminału” Agatha dość często rozmawiała, na przykład, ze swoimi bohaterami. Utarczki i dyskusje z Herkulesem Poirotem toczyła zarówno w swojej głowie, jak i na głos. Wymyślając jakąś postać, najpierw nadawała jej nazwisko; dopasowanie właściwego imienia było dla niej większym wyzwaniem. Susan Lieder przyznaje, że gdy wydawnictwo zapytało, czy mogłaby napisać książkę o Agacie Christie, była oszołomiona szczęściem, ale czuła też ogromny respekt wobec tego zadania. Każdą kobietę, o której piszę, chcę jak najlepiej poznać, a jednocześnie oddać jej sprawiedliwość. O królowej kryminału Agacie Christie wiedziałam tylko tyle, że była Brytyjką i napisała wiele powieści kryminalnych. Oczywiście znałam też filmy z Herkulesem Poirotem i panną Marple. Tym bardziej ekscytująca i fascynująca była moja kwerenda. Jej efekty warto poznać, bez względu na to, czy miałaby to być propozycja lektury na majówkę, czy początek własnego śledztwa dot. losów i portretu psychologicznego Agathy...
    • Księga Wyjścia 8, 25 - 27 "Wtedy faraon wezwał Mojżesza i Aarona i rzekł: słowa, dźwięki, wibracje - nośniki mowy słów: Idźcie, czyli formą ruchu, złóżcie Bogu, czyli Wszechmogącemu etc..., waszemu, czyli Izraela zawartego przymierza ofiarę w tym kraju, czyli w Egipcie z pierworodnych trzody swojej. W zastępstwie śmierci Izraela, za w ekosystemie czynioną destrukcję: negatywnymi myślami, słowami, uczynkami i brakiem troski o ekosystem. Źródło wszelkich dramatów, cierpień i śmierci. Aby nie ponieśli konsekwencji: bólu, cierpienia, strachu, przerażenia, beznadziejności etc..., które będą trwać wiecznie w tunelu swoich negatywnych uczynków  (Łuk 16, 19-31) Udowodniony empirycznie i zweryfikowany eksperymentalnie" "Na to odpowiedział Mojżesz: Nie godzi się tak uczynić, czyli nie jest to zgodne z przekonaniem w tym kraju, nie możemy tak uczynić, czyli złożyć ofiarę w zastępstwie śmierci Izraela. Bo dla Egipcjan byłoby obrzydliwością to, bo wszyscy pasterze owiec są dla Egipcjan obrzydliwością (Rdz 46, 34) Co my, czyli Izrael ofiarujemy Panu, czyli Bogu Wszechmogącemu etc..., naszemu - Izraela, pierworodnych z trzody swojej, w zastępstwie śmierci Izraela. Jeżeli więc na oczach, czyli rodzaj zamieszczonej informacji w formie energetycznej do percepcji Egipcjan, ofiarować będziemy to, czyli pierworodnych z trzody, która na Jezusa Zbawiciela śmierć wskazywała, w zastępstwie śmierci każdego z nas (J 3,16) Co jest dla nich obrzydliwością, czyli wszyscy pasterze owiec (J 10, 1-18) To czy nas wtedy nie ukamienują? Czyli Izraela wtedy nie pozbawią życia? Za złożoną ofiarę w zastępstwie śmierci Izraela. Od czasu złożonej Bogu Wszechmogącemu etc..., ofiary przez Abla, Noego, Abrahama i Jakuba (Rdz 4, 3-8; 8, 20; 22, 9; 46, 1)" "Chcemy odbyć trzydniową wędrówkę, czyli analogicznie do Jezusa Zbawiciela trzy dni śmierci i zmartwychwstania, ze śmierci do życia. Na pustynię, czyli do kraju bez niewoli, przemocy i śmierci, i złożyć z pierworodnych trzody swojej, w zastępstwie śmierci Izraela ofiarę Panu, czyli Bogu Wszechmogącemu etc..., naszemu, czyli Izraela zawartego przymierza (Rdz 15, 18) Tak jak nam, czyli Izraelowi powiedział, czyli mowa słów do Mojżesza i Aarona" (Wj 8, 25 - 27)
    • W Polsce obserwujemy wyraźny wzrost liczby zarażeń i zakażeń takich jak malaria czy denga, co jest bezpośrednio związane ze wzrostem mobilności i podróży międzynarodowych. Jednocześnie w naszym środowisku występują już kompetentne wektory, dlatego pojawienie się lokalnej transmisji jest raczej kwestią czasu niż pytaniem „czy w ogóle”. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem w najbliższych latach są sporadyczne ogniska chorób takich jak denga czy wirus Zachodniego Nilu. Polska może znajdować się dziś na etapie podobnym do południowej Europy sprzed kilkunastu lat – czyli tuż przed wejściem w fazę lokalnej transmisji. Prof. dr hab. Maciej Grzybek – biolog i parazytolog, profesor w Zakładzie Parazytologii Tropikalnej, Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego – opowiedział nam o chorobach tropikalnych, ich wektorach i o związanych z tym zagrożeniach dla Polski. Czy pojęcie „choroby tropikalne” jest nadal aktualne? Pojęcie „choroby tropikalne” coraz mniej odpowiada rzeczywistości. Historycznie odnosiło się do geografii, czyli stref międzyzwrotnikowych, ale dziś wiemy, że o występowaniu chorób decydują przede wszystkim warunki ekologiczne, obecność wektorów i zachowania ludzi, a nie szerokość geograficzna. W Europie obserwujemy już lokalną transmisję chorób takich jak denga czy wirus Zachodniego Nilu, co pokazuje, że „tropiki” przesuwają się na północ. Dlatego coraz częściej proponuje się nowe określenia, np. „choroby wrażliwe na klimat” albo „choroby wektorowe”. To zmiana nie tylko językowa, ale też ważna dla zdrowia publicznego – bo wpływa na to, jak przygotowujemy system ochrony zdrowia. Które choroby „egzotyczne” zadomowiły się już w Europie? Najlepszym przykładem są wirus Zachodniego Nilu oraz denga, które dziś stają się stałym elementem krajobrazu epidemiologicznego Europy. Coraz częściej obserwujemy też lokalne ogniska chikungunyi, szczególnie w krajach południowej Europy. Co ważne, nie są to już pojedyncze incydenty, ale powtarzające się zjawiska. Dane epidemiologiczne pokazują wzrost liczby autochtonicznych przypadków dengi w Europie. To oznacza przejście od przypadków importowanych do realnej, lokalnej transmisji. Który wektor jest dziś większym zagrożeniem – komary czy kleszcze? Oba są istotne, ale obecnie największą dynamikę zmian obserwujemy u komarów. Gatunki takie jak Aedes albopictus rozszerzają swój zasięg w Europie i są zdolne do przenoszenia wielu wirusów jednocześnie. Z drugiej strony kleszcze, np. z rodzaju Hyalomma, również pojawiają się coraz dalej na północy i mogą przenosić bardzo groźne patogeny, jak wirus krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej. Także rodzime gatunki, jak kleszcz pospolity (Ixodes ricinus), już dziś stanowią bardzo realny i rosnący problem zdrowia publicznego. Obserwujemy zmianę ich aktywności – zanika klasyczna sezonowość z wyraźnym szczytem wiosennym i jesiennym, a kleszcze są aktywne praktycznie przez cały rok. Towarzyszy temu wzrost liczby zakażeń, w tym kleszczowego zapalenia mózgu oraz boreliozy. W praktyce oznacza to, że nie mamy jednego „głównego” zagrożenia – raczej cały system wektorów, który dynamicznie się zmienia. Czy są wektory, których jeszcze w Polsce nie mamy? Tak – i to jest bardzo ważne. Najnowsze raporty Europejskiego Centrum Prewencji i Kontroli Chorób (ECDC) wskazują, że najbardziej efektywny wektor dengi, czyli Aedes aegypti, nie jest obecnie trwale obecny w Polsce. Natomiast jego „kuzyn”, Aedes albopictus, został już wykryty i potencjalnie może się u nas zadomowić. Doniesienia zespołu prof. Anny Bajer z Uniwersytetu Warszawskiego, który prowadzi program „Narodowe Kleszczobranie”, pokazują, że kleszcze wędrowne (Hyalomma) są już obecne w kraju. Czy będą zdolne do zimowania i rozmnażania się w Polsce – tego jeszcze nie wiemy. Wydaje się, że jesteśmy w fazie przejściowej: wektory zaczynają się pojawiać, ale jeszcze nie tworzą stabilnych populacji. « powrót do artykułu
    • Księga Wyjścia 8, 22 - 24 "Ale w tym dniu, czyli gdy ześlę muchy, wyróżnię, czyli Izraela zawartego przymierza ziemię, czyli rodzaj zamieszczonej informacji w formie energetycznej do uprawy wszelkich roślin z pastwiskami dla bydła, Goszen, czyli posiadłość Izraela w ziemi egipskiej, w najlepszej części kraju ziemi dynastii Ramzesa (Rdz 47,11) W której przebywa lud mój, czyli Izrael zawartego przymierza, i nie będzie tam, czyli w ziemi Goszen much, czyli rodzaj zamieszczonej informacji z formami ruchu w formie energetycznej do czynności  swoich, abyś poznał, czyli percepcją, że Ja, Pan, czyli Bóg Wszechmogący etc..., jestem wśród tej ziemi, czyli Goszen, w której przebywa Izrael zawartego przymierza" "Uczynię też różnicę, czyli wynik odejmowania między ludem moim, czyli Izraela zawartego przymierza i między ludem twoim, czyli plemienia Chawili przeklętego potomka Chama, jutro, czyli po zachodzie słońca, ukaże się ten znak, czyli wynik działania odejmowania Izraela zawartego przymierza od plemienia Chawili przeklętego potomka Chama" "I tak Pan, czyli Bóg Wszechmogący etc..., jak zapowiedział tak uczynił. I przedostało się, czyli formami ruchu mnóstwo much, czyli inwazja much do pałacu faraona, czyli produkt z rodzajów zamieszczonych informacji w formie energetycznej z ograniczoną przestrzenią i do domów, czyli produktów z rodzajów zamieszczonych informacji w formie energetycznej z ograniczonymi przestrzeniami, jego sług, czyli dyspozycyjnych faraona, w całej ziemi egipskiej, czyli umowna nazwa kraju. A kraj plemienia Chawili, przeklętego potomka Chama cierpiał bardzo, czyli uciążliwość była bardzo duża z powodu tych much, czyli zesłanej inwazji much (Wj 8, 22 24)
    • Choć na studiach miałem po kilka semestrów klasycznych technik artystycznych, samego witrażownictwa, jak wspomniałem wyżej, uczyłem się w formule mistrz-uczeń. Mój mistrz podobnie, choć sam kończył nowojorską ASP i jest doskonałym malarzem i rzeźbiarzem, sztuki tworzenia obrazów ze szkła nauczył się od swojego wujka, choć później przerósł go wielokrotnie. W naszej dziedzinie jest tak, że wiele rzeczy robi się dlatego, że „zawsze się tak robiło i przez tysiąc lat nie zawiodło”. Podobnie jest z systemem przekazywania wiedzy od mistrza do ucznia. Po prostu od zawsze działa najlepiej. Jakub Dudek, ojciec pięciu chłopców i mąż, opowiedział nam, jak telewizyjny grafik motion designer zostaje witrażystą. Pochodzi z Łańcuta (woj. podkarpackie), studiował w Warszawie - najpierw filologię angielską na UW, a następnie sztukę nowych mediów na PJATK. Wybiórczy i umiarkowany fan science-fiction i kultury japońskiej, nieco większy: symboliki chrześcijańskiej. Karierę zawodową zaczynał w obsłudze naziemnej lotniska, a po paru wirażach w warszawskich korporacjach tłumaczeniowych wylądował jako grafik motion designer w telewizji, w której zagrzał miejsce na kilka ładnych lat, zanim na dobre zajął się witrażami. Sztukę witrażownictwa niestrudzenie promuje prowadząc profil Moda na witraże i witrynę https://modanawitraze.pl. Pracował Pan jako grafik komputerowy. Miał Pan jak najbardziej współczesny zawód. Skąd więc pomysł, by go porzucić i zawodowo „cofnąć się” o 1000 lat? Niektórych może to zaskoczyć, ale wypalenie zawodowe dotyka grafików znacznie szybciej i dotkliwiej, niż można by się spodziewać. To chyba dlatego, że zawód ten przyciąga osoby szukające ujścia dla swoich twórczych pasji, a szybko okazuje się, że więcej ma wspólnego z pracą w fabryce niż czymkolwiek innym. Ktoś pracujący przy tworzeniu gier komputerowych z dziesięcioletnim stażem to już prawdziwy dinozaur, a kiedy rozmawia się z ludźmi w open-spasie, w przerwie pomiędzy teksturowaniem skrzynki z amunicją a ustawianiem fizyki symulacji cieczy w jeziorze, to niemal każdy snuje marzenia o zajęciu się czymś bardziej manualnym, namacalnym. Ja również, po zrobieniu dwusetnej „nowoczesnej i dynamicznej” (bo tak brzmiały zawsze instrukcje zlecenia) czołówki do programu publicystycznego, byłem gotowy raczej chwycić za kilof i spróbować przekopać się przez jaką górę. Myślę, że ludzka kreatywność nie jest zdolna do taśmowej generacji setek czy tysięcy produktów. Każde dzieło potrzebuje przestrzeni, namysłu, zaangażowania rąk, żeby umysł mógł wędrować w nowych kierunkach. Oczywiście to jeszcze nie odpowiada na pytanie, dlaczego akurat witraże, a to związane jest z pewnym zbiegiem okoliczności, którego ja nie waham się nazwać Opatrznością. Parę lat temu byłem na etapie projektowania swojego domu i marzył mi się jakiś prosty witraż na klatce schodowej. Akurat wtedy na nasz kampus (moja żona jest wykładowcą akademickim) przyjechał artysta, który okazał się mieć za pasem ponad ćwierć wieku doświadczenia w dziedzinie witrażownictwa. Zapytałem, czy by mnie nauczył, a on nie tylko się zgodził, ale dwa lata później przyjął duży projekt, do współtworzenia którego mnie zaprosił. Po roku łamania, wycinania i składania w całość kolorowych szklanych elementów po 40 godzin w tygodniu stwierdziłem, że nie mam dość i chcę więcej. Prowadzi Pan na X-ie profil Moda na witraże. Ktoś obecnie potrzebuje witraży? Potrzebuje, tylko jeszcze nie każdy o tym wie :) To nie brak potrzeby jest problemem. Ludzie reagują na witraże bardzo pozytywnie, nierzadko z zachwytem. Chyba jesteśmy już trochę zmęczeni surowym minimalizmem i dyktaturą utylitaryzmu ostatnich kilku dekad. Kończy nam się też cierpliwość do symulakrów: oklein udających kamień, nadrukowanego na płytkach „marmuru”, plastikowych niby-drewnianych paneli, czy... kolorowych naklejek zastępujących witraże. Taka już jest ludzka natura, że ciągnie go do piękna i prawdy. Witraże w Steubenville. © Jakub Dudek Kilka dni temu, z okazji Wielkanocy, amerykańską część X-a zalała fala deklaracji o przystąpieniu do Kościoła katolickiego. USA przeżywa pod tym względem prawdziwy renesans, choć niektórzy narzekają, że to tylko pozerstwo i przejściowa moda na wszystko, co tradycyjne. Być może, ale jaki to ma związek z witrażami? Oczywiście bardzo prosty: napływ nowych wiernych, to nowe kościoły i/lub renowacja starych, a że w Ameryce katolicy muszą zaznaczyć swoją odrębną tożsamość względem dominujących protestantów, to te swoje kościoły budują trochę bardziej tradycyjne, udekorowane, najczęściej z witrażami i to nie jakimiś prostymi czy abstrakcyjnymi, ale właśnie klasycznymi, figuratywnymi, z wizerunkami świętych lub scen i symboli biblijnych. Właśnie prowadzę rozmowy z jednym kościołem, który potrzebuje dwunastu czterometrowych witraży, trzymajcie kciuki. A w Polsce? Tu sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana. Nie mamy takich tradycji witrażowych, jak Francja, Niemcy, czy Wielka Brytania, a ostatni wielki boom na witraże, czyli secesja, prawie nas ominął, bo, cóż, byliśmy pod zaborami. Dziś, choć podobno coraz bardziej się bogacimy, wciąż nie pozwalamy sobie na taki zbytek, jak witraże, a to dlatego, że przemienienie któregoś ze swoich wnętrz witrażem nie mieści się w zwyczajowym spektrum możliwości dekoracyjnych. Polakom, inaczej niż na przykład Anglikom, u których to tradycja, po prostu nie przychodzi do głowy, że mogą w swoim przedsionku lub łazience wstawić witraż. Stąd właśnie nazwa „Moda na witraże”, która jednocześnie określa cel działalności tego profilu na X-ie: dać witrażom nową szansę poprzez umieszczenie ich „na radarze” jak największej liczby ludzi. Jak zostaje się witrażystą? Istnieją szkoły, mistrzowie, którzy tej sztuki uczą? Gdzie Pan się tego uczył? Kilka polskich ASP, np. w Krakowie czy Wrocławiu, ma zakłady zajmujące się witrażownictwem i innymi gałęziami sztuki związanymi ze szkłem. Ważnym ośrodkiem na witrażowej mapie Polski jest też Toruń, gdzie można uczyć się tego fachu na UMK. Niektórzy szkolą się też na przykład we Lwowie, gdzie również funkcjonuje swoiste witrażowe zagłębie. Siłą rzeczy, ważną częścią przekazywanej wiedzy jest nauka renowacji starych witraży, ale umiejętności do tego potrzebne zawierają w sobie wszystkie techniki konieczne do stworzenia nowego witrażu od podstaw. Wiele postmodernistycznych, współczesnych witraży wpasowuje się w odpowiadającą im architekturę: są proste, czasem niemal jak dziecięcy rysunek, często abstrakcyjne, w bezlitosnym systemie praw ekonomii wykonane jak najszybciej i jak najtaniej, bez czasochłonnego i kosztownego procesu malowania farbami witrażowymi. Podstaw takiego fachu możemy się nauczyć w parę miesięcy, nawet wspomagając się filmami instruktażowymi z YouTube'a. Jednak jeśli chcemy tworzyć witraże tradycyjne, najczęściej z wizerunkami świętych, czyli te, które potrafią na chwilę zatrzymać nasz oddech i wprawić w zachwyt, konieczne są solidne podstawy z rysunku i malarstwa: anatomii, natury, architektury... Tego się nie przeskoczy. Praca witrażysty wymaga precyzji i cierpliwości. © Jakub Dudek Choć na studiach miałem po kilka semestrów klasycznych technik artystycznych, samego witrażownictwa, jak wspomniałem wyżej, uczyłem się w formule mistrz-uczeń. Mój mistrz podobnie, choć sam kończył nowojorską ASP i jest doskonałym malarzem i rzeźbiarzem, sztuki tworzenia obrazów ze szkła nauczył się od swojego wujka, choć później przerósł go wielokrotnie. W naszej dziedzinie jest tak, że wiele rzeczy robi się dlatego, że „zawsze się tak robiło i przez tysiąc lat nie zawiodło”. Podobnie jest z systemem przekazywania wiedzy od mistrza do ucznia. Po prostu od zawsze działa najlepiej. Ale to nie wszystko. Staram się łapać tyle kontaktów, ile tylko mogę, a następnie odwiedzać artystów w ich warsztatach. To najczęściej wyjątkowo serdeczni ludzie o otwartych sercach, gotowi dzielić się swoim doświadczeniem i wiedzą, bo na przykład emerytura coraz bliżej, a dzieci/uczniów albo nie ma wcale, albo nie zainteresowani niesieniem dalej pochodni tej unikalnej sztuki. Za każdym razem jak kontaktuję się z jakimś mistrzem, to nie spotykam się z poczuciem zagrożenia, konkurencją i strachem o utratę klientów, ale właśnie z troską o ocalenie witrażownictwa od zapomnienia, o przekazanie pałeczki dalej. Muszę przyznać, że to bardzo budujące. « powrót do artykułu
  • Ostatnio aktywne tematy

  • Statystyki forum

    • Tematów
      39189
    • Odpowiedzi
      168019
  • Statystyki użytkowników

    • Użytkowników
      6072
    • Najwięcej online
      10625

    Najnowszy użytkownik
    cellularport
    Rejestracja
×
×
  • Dodaj nową pozycję...