Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderators
  • Content Count

    30270
  • Joined

  • Last visited

    Never
  • Days Won

    101

KopalniaWiedzy.pl last won the day on August 20

KopalniaWiedzy.pl had the most liked content!

Community Reputation

180 Outstanding

7 Followers

About KopalniaWiedzy.pl

  • Rank
    Duch Kopalni
  • Birthday 05/01/2006

Informacje szczegółowe

  • Płeć
    Nie powiem

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Dzisiaj o godzinie 5:38:33 (CEST) z kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie wystartowała rakieta Soyuz 2.1a wynosząca moduł Soyuz MS-14 w kierunku Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (MSK). Wśród ładunków na pokładzie znalazł się teleskop Mini-EUSO. Urządzenie umożliwi utworzenie ultrafioletowej mapy atmosfery ziemskiej oraz pozwoli zaobserwować jej zmienność w czasie. Przedsięwzięcie, w którym biorą udział polscy naukowcy z Narodowego Centrum Badań Jądrowych, stanowi wstępny etap międzynarodowego projektu JEM-EUSO badania wielkich pęków atmosferycznych cząstek i fotonów. Pęki atmosferyczne to kaskady cząstek i fotonów powstające na skutek oddziaływania kosmicznych cząstek wysokoenergetycznych (o energii rzędu 1011 GeV i większej) z atmosferą ziemską. Ich badaniem zajmuje się program JEM-EUSO (Joint Experiment Missions - Extreme Universe Space Observatory). Międzynarodowy zespół naukowców chce stworzyć nowego typu obserwatorium oparte na bardzo dużym teleskopie UV umieszczonym na orbicie okołoziemskiej, dla którego cała Ziemia stanowić będzie detektor. Teleskop ma obserwować ślady fluorescencji wywoływanej przez pęki atmosferyczne. Misja Mini-EUSO (Multiwavelength Imaging New Instrument for the Extreme Universe Space Observatory) jest częścią programu JEM-EUSO. Detektor wysłany dziś na Międzynarodową Stację Kosmiczną pozwoli na utworzenie ultrafioletowej mapy atmosfery ziemskiej – mówi dr. Jacek Szabelski z Zakładu Astrofizyki NCBJ, biorący udział u programie. Chcemy zbadać dokładnie zmienność w czasie promieniowania ultrafioletowego atmosfery. Celem Mini-EUSO jest obserwacja fluorescencji wywołanej przez różne zjawiska atmosferyczne: przejściowe zdarzenia świetlne - TLE (Transient Luminous Events), fluorescencję powodowaną przez przejście przez atmosferę meteorytów i meteroidów, a także ślady śmieci kosmicznych spalających się w atmosferze. Dodatkowo eksperyment pozwoli na poszukiwania kwarków dziwnej materii- SQM (Strange Quark Matter). Projekt JEM-EUSO jest wieloetapowy. Dane zebrane przez detektor Mini-EUSO będą cenną informacją przed kluczowymi etapami badań, kiedy docelowe detektory zostaną umieszczone na jednym z modułów MSK. Wcześniej udało się zrealizować trzy etapy przedsięwzięcia: naziemny detektor fluorescencji EUSO-TA został zainstalowany w 2013 roku w Black Rock Mesa w Utah, USA; później EUSO-Ballon, stratosferyczny balon wyposażony w moduł detekcyjny, odbył lot trwający 5 godzin, a w 2017 EUSO-SPB (Super Pressure Balloon) wykonywał pomiary przez 12 dni. Mini-EUSO ma precyzyjniej określić tło i warunki pomiaru oraz doprecyzować ustawienia aparatury w docelowym eksperymencie – wyjaśnia mgr Marika Przybylak z Zakładu Astrofizyki NCBJ. Podróż Mini-EUSO na Międzynarodową Stacje Kosmiczną potrwa około dwóch dni. Aparatura zostanie umieszczona w specjalnym, transparentnym dla UV oknie rosyjskiego modułu stacji. Okno przez cały czas przelotu stacji skierowane będzie równolegle do powierzchni Ziemi, dzięki czemu można będzie rejestrować promieniowanie ultrafioletowe emitowane z atmosfery nad powierzchnią kuli ziemskiej – opisuje dr Szabelski. Urządzenie składa się z teleskopu o dużym polu widzenia (± 21 stopni), bazującego na układzie optycznym wykorzystującym dwie soczewki Fresnela zwiększające pole, z którego zbierane są dane. Promienie UV rejestrowane są za pomocą detektora składającego się z matrycy fotopowielaczy (rozmiar 48x48 pikseli). Mini-EUSO będzie w stanie rejestrować 400 000 klatek na sekundę, dzięki czemu możliwa będzie obserwacja dynamiki zmian poziomu promieniowania. Urządzanie jest jednym z najszybszych obecnie układów monitorujących fluorescencję atmosfery. Zebrane dane będą przesyłane na nośnikach pamięci podczas lotów transportowych ze stacji na Ziemie, gdyż tak duża ilość danych mogłaby nadmiernie obciążyć system transmisji danych MSK. W projekcie JEM-EUSO udział bierze 306 naukowców z 16 krajów. NCBJ reprezentuje sześciu naukowców z łódzkiej Pracowni Fizyki Promieniowania Kosmicznego Zakładu Astrofizyki. Skonstruowaliśmy zasilacz wysokiego napięcia, współpracujący z każdym z elementów układu – informuje dr. Szabelski. Nie było to łatwe zadanie, gdyż całe urządzanie musi reagować na zmiany natężenia promieniowania, które rejestruje – dodaje mgr Przybylak. Nasz układ zabezpiecza detektor przed przeciążeniem i pozwala na przeprowadzenie stabilnych badań. « powrót do artykułu
  2. Spalająca tłuszcz brunatna tkanka tłuszczowa (ang. brown adipose tissue, BAT) jest uznawana za motor termogenezy. Okazuje się, że BAT może także spełniać funkcję filtra, który usuwa z krwi aminokwasy rozgałęzione (ang. branched-chain amino acid, BCAA). BCAA - leucyna, izoleucyna i walina - występują m.in. w jajkach, mięsie, rybach i mleku, a także w suplementach dla osób pracujących nad wzrostem masy mięśniowej. W normalnych stężeniach BCAA są niezbędne dla zdrowia, ale ich nadmiar powiązano z cukrzycą i otyłością. W ramach najnowszego badania zespół z Rutgers University odkrył, że osoby z niewielką ilością brunatnej tkanki tłuszczowej lub w ogóle jej pozbawione cechuje zmniejszona zdolność usuwania BCAA z krwi; zjawisko to może zaś prowadzić do rozwoju cukrzycy i otyłości. Autorom artykułu z pisma Nature udało się też rozwiązać zagadkę, w jaki sposób aminokwasy rozgałęzione dostają się do centrów energetycznych komórki - mitochondriów. Naukowcy stwierdzili, że nieznane dotąd białko SLC25A44 kontroluje tempo, z jakim BAT usuwa aminokwasy z krwi (aktywny katabolizm BCAA w BAT jest pośredniczony przez SLC25A44, które transportuje aminokwasy rozgałęzione do mitochondriów). Wszystko wskazuje więc na to, że BAT spełnia funkcję kluczowego metabolicznego filtra, który kontroluje usuwanie aminokwasów rozgałęzionych za pośrednictwem SLC25A44. Nasze badanie wyjaśnia paradoks, który polega na tym, że suplementy aminokwasów rozgałęzionych mogą przynieść korzyści osobom z aktywną brunatną tkanką tłuszczową (ludziom zdrowym), ale bywają szkodliwe dla innych, w tym dla seniorów czy pacjentów z otyłością lub cukrzycą - podkreśla prof. Labros S. Sidossis. W przyszłości akademicy chcą sprawdzić, czy wychwyt BCAA przez brunatną tkankę tłuszczową może być kontrolowany przez leki lub czynniki środowiskowe, np. ekspozycję na umiarkowany chłód czy spożycie pikantnych potraw. « powrót do artykułu
  3. W V i VI wieku na terenie dzisiejszej Chorwacji przeprowadzano modyfikacje czaszki w celu zaznaczenia przynależności kulturowej. Takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych przez zespół pod kierunkiem Rona Pinhasiego z Uniwersytetu w Wiedniu i Mario Novaka z Instytutu Badań Antropologicznych w Zagrzebiu. Stanowisko Hermanov Vinograd w Osijeku jest znane od XIX wieku. W 2013 roku znaleziono tam trzy szkielety datowane na lata 415–560, czyli na czasy wielkiej wędrówki ludów. U dwóch ze wspomnianych szkieletów widoczne są znaczące modyfikacje czaszki. W jednym przypadku czaszka została wydłużona w rzucie ukośnym, a drugą ściśnięto i wydłużono. To najstarsze przykłady modyfikacji czaszki z terenów Chorwacji. Modyfikowanie czaszki, najczęściej jako oznakę statusu społecznego, zna wiele kultur. Zmiany przeprowadzano od niemowlęctwa. W przypadku czaszek z Chorwacji przeprowadzone badania ujawniły, że mamy do czynienia z chłopcami, w wieku 12–16 lat. Wszyscy oni byli niedożywieni. Na pierwszy rzut oka nic nie wskazuje na to, by chłopcy różnili się statusem społecznym, jednak analizy genetyczne wykazały, że jeden z chłopców ze zmodyfikowaną czaszką miał przodków na Bliskim Wschodzie. Znacznie bardziej interesujący okazał się drugi szkielet z modyfikacją czaszki. To pierwszy znaleziony w Europie szkielet z okresu wielkiej wędrówki ludów, którego przodkowie pochodzili z Azji Wschodniej. Archeolodzy spekulują, że modyfikacje czaszki miały służyć odróżnieniu osób z różnych kręgów kulturowych, które podczas migracji weszły ze sobą w bliski kontakt. W tej chwili nie wiadomo, czy wspomniani chłopcy byli powiązani z Hunami, Ostrogotami czy inną populacją. Nie wiadomo też, czy modyfikacje czaszki były szerzej rozpowszechnione, czy też są czymś wyjątkowym. Najbardziej uderzające jest to, że to, że wszystkie trzy osoby mają różnych przodków. Osoba bez zdeformowanej czaszki wykazuje pokrewieństwo ze społecznościami zachodniej Eurazji, osobnik ze skośnie wydłużoną czaszką miał przodków na Bliskim Wschodzie, a przodkowie osoby z czaszką ściśniętą i wydłużoną pochodzili z Azji Wschodniej, mówi doktor Novak. « powrót do artykułu
  4. Sok z granatów może pomóc w ochronie mózgu dzieci z hipotrofią wewnątrzmaciczną (zahamowaniem wzrostu). Naukowcy z Brigham and Women's Hospital prowadzili pilotażowe badania z udziałem 78 ciężarnych. Wyniki ukazały się właśnie w piśmie PLoS ONE. Obecnie trwają badania kliniczne na większej próbie. Rezultaty wskazywały m.in. na lepszą łączność funkcjonalną (ang. functional connectivity) u dzieci matek pijących codziennie sok z granatów. Dają one podstawy do dalszego eksplorowania potencjalnych neuroochronnych oddziaływań polifenoli na noworodki z grup ryzyka, np. z urazem niedotlenieniowo-niedokrwiennym - podkreśla Terrie Inder. W przypadku hipotrofii wewnątrzmacicznej (ang. Intrauterine Growth Restriction, IUGR) dziecko jest małe jak na wiek ciąży, często przez problemy związane z łożyskiem, które odpowiada za transport składników odżywczych i tlenu. Poród może w jeszcze większym stopniu zmniejszyć dostawy tlenu (m.in. do mózgu dziecka). Niedotlenienie okołoporodowe powstaje w wyniku hipoksemii, czyli zmniejszonego stężenia tlenu we krwi lub ischemii, a więc niedostatecznego dopływu krwi do mózgu w czasie 1. lub 2. okresu porodu, a także w ciągu doby po porodzie. Niedotlenienie mózgu prowadzi do rozwoju zespołu encefalopatii niedotlenieniowo-niedokrwiennej. Polifenole, do których zaliczają się np. kwas taninowy czy elagotaniny, są przeciwutleniaczami występującymi w wielu napojach i pokarmach, np. w orzechach, jagodach, czerwonym winie i herbatach. Szczególnie bogatym ich źródłem jest sok z granatów. Polifenole pokonują barierę krew-mózg, a badania na zwierzętach wykazały, że chronią przed chorobami neurodegeneracyjnymi. Dotąd jednak nikt nie sprawdzał, czy podawanie soku z granatów ciężarnym wpłynie zabezpieczająco na mózg dzieci. W badaniu z losowaniem do grup i grupą kontrolną, gdzie ani ochotniczki, ani naukowcy nie widzieli, kto trafił do jakiej grupy, wzięło udział 78 pacjentek kliniki ginekologii Barnes-Jewish Hospital. IUGR zdiagnozowano u nich w 24.-43. tygodniu ciąży. Od momentu zakwalifikowania do studium do porodu panie miały pić ok. 237 ml soku z granatów albo dopasowany pod względem smaku i kaloryczności napój bez polifenoli. Później naukowcy oceniali parę aspektów rozwoju mózgu dziecka, w tym jego makrostrukturę czy łączność funkcjonalną. Choć nie stwierdzono różnic w zakresie makrostruktury, wykryto regionalne różnice w mikrostrukturze istoty białej i łączności funkcjonalnej. Te wskaźniki sygnalizują nam, jak mózg rozwija się funkcjonalnie. Nie widać różnic we wzroście mózgu i dziecka, ale widać poprawę "okablowania" i rozwoju mózgu wyrażonego synchronicznym przepływem krwi [...]. « powrót do artykułu
  5. Rekordowa liczba młodych rybołowów przyszła na świat w województwie lubuskim. Z prowadzonego od 10 lat monitoringu populacji wynika, że w bieżącym roku wykluło się dwukrotnie więcej ptaków niż w roku ubiegłym. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gorzowie Wielkopolskim informuje, że obecność ptaków stwierdzono na 9 stanowiskach, w tym na 8 były to pary. U 6 par miały miejsce udane lęgi, a ptaki doczekały się łącznie 14 młodych. Co więcej, po raz pierwszy od 10 lat zauważono, że rybołowy samodzielnie – bez udziału człowieka i stymulacji gniazdowej – zbudowały gniazdo. Pomimo optymistycznych wiadomości rybołowy w województwie lubuskim wciąż znajdują się na krawędzi wymarcia. Dlatego też jest to jedyny w regionie ptak drapieżny, dla którego prowadzony jest stały monitoring i wdrażana jest strategia ochrony gatunku. Rybołów to wędrowny ptak drapieżny, którego długość ciała dochodzi do 70 cm, rozpiętość skrzydeł sięga 180 cm, a waga to 1-2 kg. W roku 2011 w Polsce było 27 par lęgowych rybołowa, z czego 2 w województwie lubuskim. Dwa lata później polska populacja wzrosła do 39 par lęgowych (5 w Lubuskiem). Później nastąpił gwałtowny spadek polskiej populacji, która w ubiegłym roku liczyła 25 par lęgowych. Obecnie jest to około 30 par. W województwie lubuskim od 2016 roku notuje się powolny wzrost liczby par lęgowych. « powrót do artykułu
  6. Przed 900 milionami lat doszło do zderzenia dwóch obiektów. Jednym z nich była czarna dziura, drugim zaś – niemal na pewno – gwiazda neutronowa. Przed tygodniem fale grawitacyjne wywołane tym wydarzeniem dotarły do Ziemi i zostały zarejestrowane przez amerykański wykrywacz LIGO oraz włoski Virgo. Jesteśmy przekonani, że właśnie wykryliśmy ślad czarnej dziury pożerającej gwiazdę neutronową, mówi Susan Scott, fizyk teoretyk z Australijskiego Universytetu Narodowego w Canberrze i główna badaczka w ARC Centre of Excellence for Gravitational Wave Discovery. Jeśli odkrycie się potwierdzi, to będziemy mieli sygnały wszystkich trzech kataklizmów kosmicznych, na których zarejestrowanie liczyli twórcy LIGO: zderzenie dwóch czarnych dziur, zderzenie dwóch gwiazd neutronowych oraz wchłonięcie gwiazdy neutronowej przez czarną dziurę. Już w kwietniu naukowcy sądzili, że zarejestrowali zderzenie czarnej dziury z gwiazdą neutronową. Odkrycia jednak nie ogłoszono, gdyż istniało zbyt duże prawdopodobieństwo, że zarejestrowany sygnał to zakłócenie pochodzenia ziemskiego. Teraz naukowcy są pewni, że sygnał pochodzi spoza Ziemi. Jego właściwości są wysoce zgodne z sygnałem łączenia się układu podwójnego, a ze wstępnej oceny mas obu obiektów wynika, że mamy do czynienia z czarną dziurą i gwiazdą neutronową, stwierdza Scott. Kompaktowe układy podwójne składają się najczęściej z par gwiazd neutronowych lub czarnych dziur. Twórcy LIGO przewidywali, że będą one źródłami najsilniejszych sygnałów wykrywanych przez detektor. Gdy np. dwie czarne dziury krążą wokół siebie i są znacznie oddalone, dochodzi do emisji słabych fal grawitacyjnych. Fale te zabierają energię z systemu, przez co krążące czarne dziury wchodzą na ciaśniejszą orbitę. Krążą coraz szybciej, a emitowane fale grawitacyjne mają coraz większą energię. W końcu, gdy zbliżą się na odpowiednią odległość, dochodzi do połączenia i utworzenia jednej czarnej dziury. To właśnie wtedy powstają najsilniejsze fale grawitacyjne. Krótko po połączeniu istnieje czarna dziura o mocno zaburzonym kształcie, co przejawia się emisją charakterystycznych fal grawitacyjnych. Obserwując napływające do nas fale grawitacyjne jesteśmy w stanie określić fazy łączenia się obiektów czy ich charakterystyki. Obecnie badacze na całym świecie sprawdzają obliczenia, by potwierdzić identyfikację obu obiektów. Naukowcy uważają, że większy z nich to czarna dziura, a mniejszy to gwiazda neutronowa. Istnieje jednak minimalne prawdopodobieństwo, że może to być bardzo lekka czarna dziura. Jeśli tak, byłaby to najlżejsza z dotychczas zaobserwowanych. Musimy bliżej przyjrzeć się sygnałom, by sprawdzić, czy możemy potwierdzić, że odpowiadają one zachowaniu się gwiazdy neutronowej opadającej na czarną dziurę, dodaje Scott. Jeśli się okaże, że LIGO zarejestrowało wszystkie trzy sygnały, których znalezienie było przyczyną wybudowania urządzenia, będzie to dopiero koniec początkowej fazy badań, mówi uczona. « powrót do artykułu
  7. Podczas wykopalisk w Maroku znaleziono szczątki nieznanego dotąd stegozaura. Wg specjalistów z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie, Adratiklit boulahfa (dosł. jaszczurka górska) żył ok. 168 mln lat temu w środkowej jurze, a więc o wiele wcześniej niż inne znane stegozaury. W języku tarifit Adras oznacza góry, a tiklit jaszczurkę. Boulahfa to z kolei odniesienie do rejonu w Atlasie Średnim, gdzie odnaleziono kręgi i kość kończyny przedniej. Ten okaz to pierwszy stegozaur z Afryki Północnej. Odkrycie A. boulahfa było szczególnie ekscytujące, bo datuje się go na środkową jurę. Większość znanych stegozaurów pochodzi z późniejszego okresu jury [czy początku kredy], co sprawia, że opisywane znalezisko to najstarszy pewny stegozaur. Dzięki temu możemy lepiej poznać ewolucję tej grupy dinozaurów - podkreśla dr Susannah Maidment. W czasie, gdy Ziemię zamieszkiwały stegozaury, można było wyróżnić 2 superkontynenty - Laurazję i Gondwanę. O ile szczątki stegozaurów z Laurazji są zróżnicowane i często się je znajduje, o tyle tych z Gondwany (na której masę lądową składały się m.in. dzisiejsze Afryka, Ameryka Południowa, Indie czy Australia) odkryto już znacznie mniej. Większość znanych nam stegozaurów, w tym uznawaną za najbardziej kompletny szkielet Sophie z Muzeum Historii Naturalnej, znaleziono w formacjach skalnych Laurazji. To jednak nie oznacza, że stegozaury były na Gondwanie czymś rzadkim. Może tak być dlatego, że zwyczajnie formacje skalne tego superkontynetu o wiele rzadziej poddawano wykopaliskom i dokładnym badaniom. Naukowcy podkreślają, że A. boulahfa jest bliżej spokrewniony z europejskimi stegozaurami, takimi jak dacentur (Dacentrurus) czy Miragaia, niż z dwoma rodzajami znanymi z Afryki Południowej. Choć A. boulahfa znaleziono na terenie dzisiejszej Afryki, analizy filogenetyczne pokazały, że był on bliżej spokrewniony z europejskimi stegozaurami niż z dwoma rodzajami znanymi z południa Afryki: parantodonem (Paranthodon) i kentrozaurem (Kentrosaurus) - opowiada doktorant Tom Raven. « powrót do artykułu
  8. W ostatnim czasie Twitter usunął około tysiąca kont, które – jak twierdzą przedstawiciele serwisu – były powiązane z chińskimi władzami. Większość z tych kont atakowało osoby protestujące w Hongkongu. Opublikowano listę usuniętych kont wraz z ich wpisami, a analiza przeprowadzona przez dziennikarzy CNN i ekspertów sugeruje, że Państwo Środka może częściowo zmieniać taktykę prowadzonej przez siebie wojny propagandowej. Świadczy o tym niezwykła historia konta o nazwie LibertyLionNews. Przez ponad 10 lat przedsiębiorca Mario J. Chavez ze stanu Nowy Meksyk prowadził konto o nazwie MajicoEnt. Promował za jego pomocą różne wydarzenia, które jego klub nocny organizował w okolicach Albuquerque. Konto było obserwowane przez dziesiątki tysięcy osób. Nagle w czerwcu Chavez otrzymał e-mail, w którym Twitter poinformował go o zmianie hasła do konta. Okazzło się, że mężczyzna stracił dostęp do konta, a próby skontaktowania się z Twitterem spaliły na panewce. Niedługo potem wydawało się, że MajicoEnt zniknęło z Twittera. Jednak tak się nie stało Przeprowadzone właśnie analizy wykazały, że pomiędzy czerwcem a sierpniem nazwę konta zmieniono na LibertyLionNews, a konto zaczęło opisywać się jako "konserwatywne informacje z USA i zagranicy. Katolicki obrońca Konstytucji USA". Używane hasztagi mają sugerować, że właściciele konta popierają prezydenta Trumpa, są zwolennikami Pierwszej i Drugiej Poprawki do Konstytucji USA oraz zgadzają się z teorią spiskową QAnon. Pewne wskazówki sugerują też, że konto ma być powiązane z witryną VDare prowadzoną przez białych nacjonalistów. Jeśli Twitter ma rację i konto LibertyLionNews jest w rzeczywistości powiązane z rządem w Pekinie, to mamy tutaj do czynienia ze zmianą i poszerzeniem chińskiej propagandy na arenie międzynarodowej. Liberty Lion News nie jest zaangażowane w typową chińską propagandę. Poruszana przez nie tematyka nie jest związana z tematami szczególnie ważnymi dla Chin, mówi profesor Darren Linvill, który bada zjawisko online'owej dezinformacji. To, co robią właściciele tego konta można porównać do działań rosyjskiej Internet Research Agency pod tym względem, że konto propaguje ekstremistyczne treści kierowane do odbiorcy w USA po to, by zwiększyć temperaturę wewnętrznych sporów. Rosyjska Internet Research Agency to powiązana z Kremlem fabryka trolli. Posiada ona w serwisach społecznościowych liczne konta, które rzekomo należą do obywateli USA. Celem jej działalności jest zaognianie sporów społeczno-politycznych w innych krajach. « powrót do artykułu
  9. Algorytmy YouTube'a ocenzurowały setki filmów przedstawiających... walki robotów. Bitwy pomiędzy niewielkimi maszynami zostały usunięte z powodu naruszenia zasad dotyczących... znęcania się nad zwierzętami. Wykorzystywane przez serwis społecznościowy algorytmy mają za zadanie dbać, by na YouTube nie trafiały treści naruszające regulamin. Najwyraźniej jednak nie są one w stanie odróżnić robota od zwierzęcia. Wiele kanałów z takimi filmami zostało zablokowanych, a ich właściciele otrzymali od YouTube'a informację, że naruszają regulamin. W każdej takiej informacji zacytowano ten sam ustęp regulaminu, który mówi, że zawartość przedstawiająca celowe zadawanie cierpień zwierzętom lub zmuszanie zwierząt do walki, nie jest dozwolona na YouTube. Przykładami takich materiałów są walki psów czy walki kogutów. YouTube nie zakazuje umieszczania materiałów z walkami robotów, a rzecznik prasowy serwisu stwierdził, że doszło do pomyłki. Przy tak olbrzymiej liczbie materiałów czasem zdarzają się pomyłki. Gdy dowiadujemy się, że jakiś film został usunięty przez pomyłkę, szybko go przywracamy. Dajemy też użytkownikom możliwość odwołania się od decyzji o usunięciu, stwierdził rzecznik. « powrót do artykułu
  10. Przeszczepy flory jelitowej mogą pomóc w ocaleniu koali. Zmiana mikrobiomu za pomocą specjalnych kapsułek pozwala bowiem rozszerzyć dietę torbaczy, co rodzi nadzieje na przetrwanie np. utraty habitatu. Wyniki badań australijskiego zespołu ukazały się w piśmie Animal Microbiome. Dr Michaela Blyton z Uniwersytetu Queensland postanowiła zbadać tę kwestię, gdy doszło do drastycznego spadku liczebności koali na przylądku Otway w stanie Wiktoria. W 2013 r. zagęszczenie populacji koali było bardzo duże, co doprowadziło do ogołocenia ich ulubionych drzew, eukaliptusów rózgowatych [Eucalyptus viminalis]. To z kolei skutkowało 70% śmiertelnością z powodu głodu [...]. Interesujące jest to, że nawet głodując, koale generalnie nie zaczynały żerować na mniej lubianych eukaliptusach Eucalyptus obliqua, mimo że niektóre osobniki żywią się wyłącznie nimi. Zjawisko to sprawiło, że zaczęliśmy się z dr. Benem Moore'em z Uniwersytetu Zachodniego Sydney zastanawiać, czy to mikroorganizmy występujące w jelitach torbaczy - mikrobiom - ograniczają wachlarz gatunków eukaliptusa, na których koale żerują, a jeśli tak, czy da się rozszerzyć dietę za pomocą inokulacji kałowej. Zespół schwytał więc dzikie koale, które jadły wyłącznie liście eukaliptusa rózgowatego i przetransportował je do Cape Otway Conservation Ecology Centre. Zebraliśmy odchody jedzących E. obliqua dzikich koali z obrożami GPS. Skoncentrowaliśmy występujące w nich mikroorganizmy i zapakowaliśmy je do kapsułek odpornych na działanie kwasu. Później podaliśmy preparat naszym torbaczom. Część koali (grupa kontrolna) dostała kapsułki z mikrobiomem koali jedzących liście eukaliptusa rózgowatego. Następnie monitorowaliśmy, ile E. obliqua koale chciały zjeść w ciągu 18 dni i ocenialiśmy, jak mikrobiom zmienił się po przeszczepie. Okazało się, że mikrobiom torbaczy z grupy eksperymentalnej zmienił się, pozwalając im jeść E. obliqua. To może wpłynąć na wszystkie aspekty ich ekologii, w tym odżywanie, wybór habitatu i wykorzystanie zasobów. Naturalnie koale mogą mieć kłopot z przystosowaniem do nowej diety, gdy ich preferowane drzewa ulegają nadmiernemu przerzedzeniu lub gdy torbacze zostają przeniesione w nowe miejsce. Opisywane badanie pokazuje, że zastosowanie enkapsulowanego materiału kałowego pozwala wprowadzić i podtrzymać nowe mikroorganizmy w jelitach koali. Australijczycy podkreślają, że w przyszłości można by dostosowywać mikrobiom koali przed przeniesieniem do bezpieczniejszego bądź zapewniającego więcej pożywienia habitatu. Przypominałoby to stosowanie probiotyku w czasie i po antybiotykoterapii. « powrót do artykułu
  11. Tajemnicze szkielety znad jeziora Roopkund w Himalajach należały do różnych genetycznie grup ludzi, którzy zginęli podczas co najmniej dwóch katastrof, a ich śmierć dzieli od siebie tysiąc lat. Wyniki analiz genetycznych przeczą więc przekonaniu, że wszyscy ci ludzie ponieśli śmierć podczas tego samego wydarzenia. Jezioro Roopkund znajduje się na wysokości ponad 5000 metrów, w indyjskiej części Himalajów. Po tym, jak u jego wybrzeży znaleziono setki szkieletów, zyskało ono nazwę Jeziora Szkieletów i Tajemniczego Jeziora. Jezioro Roopkund od dawna było przedmiotem spekulacji. Wszyscy się zastanawiali, kim byli zmarli, co ich tu przywiodło i  jak zginęli, mówi jeden z autorów badań, Niraj Rai z Birbal Sanhi Institute of Paleoscience w Lucknow w Indiach. Jest on jednym z członków 28-osobowego międzynarodowego zespołu naukowego z Indii, USA i Europy, który przeprowadził analizy genetyczne tajemniczych szkieletów. Okazuje się, że tajemnicze szkielety pochodzą od co najmniej trzech różnych grup ludności. Po raz pierwszy zauważyliśmy, że mamy tu do czynienia z różnymi grupami gdy przeanalizowaliśmy mitochondrialne DNA 72 szkieletów. Wiele z tych osób posiadało haplogrupy typowe dla współczesnej populacji Indii, jednak zidentyfikowaliśmy też wiele osób, których haplogrupy są bardziej typowe dla zachodniej Eurazji, mówi Kumarasamy Thangaraj, który rozpoczął projekt badawczy przed 10 laty. Sekwencjonowanie całego genomu 38 osób ujawniła, że szkielety z Roopkund to szczątki osób z co najmniej trzech odmiennych genetycznie grup. Pierwsza z nich, złożona z 23 osób, jest spokrewniona ze współczesnymi mieszkańcami Indii. Druga grupa, w skład której wchodzi 14 osób, wykazuje pokrewieństwo genetyczne z dzisiejszymi mieszkańcami wschodniej części Morza Śródziemnego, przede wszystkim z mieszkańcami Grecji i Krety. Pozostałe osoby są spokrewnione ze współczesnymi mieszkańcami Azji Południowo-Wschodniej. Skład genetyczny szkieletów z Roopkund był całkowitym zaskoczeniem. Obecność tam ludzi znad Morza Śródziemnego wskazuje, że nie było to miejsce, którym interesowali się wyłącznie okoliczni mieszkańcy, ale przyciągało ono ludzi z całego świata, mówi Éadaoin Harney z Uniwersytetu Harvarda. Również analiza izotopów, która pozwoliła na prześledzenie diety badanych ludzi potwierdza, że mamy do czynienia z różnymi grupami. Osoby należące do grupy spokrewnionej ze współczesnymi mieszkańcami Indii miały wysoce zróżnicowaną dietę, opierającą się w dużej mierze na pokarmach o metabolizmie C3 i C4. To odkrycie jest zgodne z dowodami genetycznymi wskazującymi na pochodzenie z Azji Południowej. W przeciwieństwie do nich osoby, pochodzące z regionu Morza Śródziemnego, spożywały bardzo mało kaszy, wyjaśnia Ayushi Nayak z Instytutu Hisotrii Człowieka im. Maxa Plancka. Drugim zaskoczeniem, jakie czekało naukowców, było odkrycie, że badani ludzie nie zginęli w tym samym momencie. Jako pierwsze zginęły osoby spokrewnione z mieszkańcami współczesnych Indii. Ich śmierć nastąpiła pomiędzy VII a X wiekiem naszej ery, prawdopodobnie w wyniku różnych zdarzeń. Kolejne dwie grupy przybyły i zginęły nad Roopkund pomiędzy XVII a XX wiekiem. Wciąż nie wiemy, co przywiodło tych ludzi nad jezioro, ani jak zginęli, stwierdza Niraj Rai. Analizy biomolekularne pozwoliły nam stwierdzić, że historia jeziora Roopkund jest bardziej złożona, niż sądziliśmy. Każą nam też one postawić pytanie, w jaki sposób zaledwie kilkaset lat temu zginęli tutaj ludzie pochodzący znad Morza Śródziemnego, o genomie wysoce nietypowym dla tego regionu, podsumowuje David Reich z Harvard Medical School. « powrót do artykułu
  12. Naukowcy z Uniwersytetu Cornella uzyskali niskokaloryczne smarowidło do chleba, które składa się głównie z wody. Amerykanie zaproponowali nowy proces emulgowania dużych ilości wody z odrobiną oleju roślinnego i tłuszczu mlecznego. W zamierzeniu całość miała przypominać masło, zawierając przy tym tylko 1/4 kalorii oryginału. Wyobraźmy sobie 80% wody w 20% oleju i produkt o konsystencji, teksturze i kremowości masła - opowiada prof. Alireza Abbaspourrad. Emulgowanie wody i oleju nie jest niczym nowym, ale uciekając się do emulsji wysokofazowej (ang. high-internal phase emulsions, HIPE), mogliśmy dodawać wodę do uzyskania ostatecznego składu, w którym woda stanowi 80%, a olej 20%. Łyżka stołowa tego niskokalorycznego smarowidła zawiera 2,8 g tłuszczu i 25,5 kcal. Dla porównania, łyżka masła, które składa się w 84% z tłuszczu i 16% z wody, zawiera ok. 11 g tłuszczu i blisko 100 kcal. W przypadku procesu HIPE, kiedy woda i olej są emulgowane w proporcji 3:1, faza rozproszona (emulsja) tworzy sfery. Gdy jednak stosunek wody do oleju wzrasta do 4:1, sfery zaczynają się deformować i przybliżać do siebie. Zaczynają się ścieśniać, a gęstsze upakowanie skutkuje większym tarciem. Sfery nie mogą się swobodnie przesuwać, nigdzie już nie uciekną. W efekcie pojawia się coś o konsystencji masła. Zapotrzebowanie na niskotłuszczowe, a zarazem wysokobiałkowe produkty szybko wzrosło w związku z rosnącą świadomością zdrowotną konsumentów - podkreśla Michelle C. Lee, doktorantka z zespołu Abbaspourrada. Ponieważ technologia HIPE wiąże się z wysokim stosunkiem wody do oleju i jednocześnie zapewnia unikatową teksturę [...], może odegrać pewną rolę w dostarczaniu konsumentom zdrowszych produktów. Do smarowidła możemy dodać białka mleka bądź roślinne. Ponieważ woda spełnia funkcję nośnika, możemy [też] dostosowywać wartość odżywczą produktu i uzupełniać go witaminami lub zmieniać smak. Zasadniczo uzyskujemy coś, co przypomina masło, ale zawiera niewielkie ilości tłuszczów nasyconych. To zupełnie inna formuła. « powrót do artykułu
  13. W pobliżu chilijskiego miasta Calama uratowano jedyną znaną kolonię żab z gatunku Telmatobius dankoi. Specjaliści zebrali 14 wyczerpanych i niedożywionych zwierząt, którym groziła śmierć z powodu nielegalnego czerpania wody przez ludzi. Telmatobius dankoi to endemiczny krytycznie zagrożony gatunek. Znany jest z pojedynczego stanowiska w Chile. Teraz strumień, w którym żyły, niemal całkowicie wysechł. W ramach misji ratunkowej eksperci zebrali żaby i przenieśli je do Narodowego Zoo Chile. Tam próbują je odżywić i prowadzą konsultacje ze specjalistami z całego świata, by ustalić, w jaki sposób dbać o zwierzęta i – jeśli się uda – rozmnażać je. Tymczasem wiele międzynarodowych organizacji, takich jak Amphibian Ark, Global Wildlife Conservation czy Amphibian Survival Alliance, wzywają rząd Chile do ochrony i odbudowy habitatu żab. Decyzję o zebraniu Telmatobius dankoi podjęto, gdy pod koniec czerwca zespół złożony z ekologów, urzędników oraz liderów lokalnych plemion odkrył, że znajdujący się na Pustyni Atacama strumień wysechł, gdyż wodę z niego nielegalnie pobierano na potrzeby rolnictwa, górnictwa oraz budownictwa. Strumień był całkowicie wyschnięty. Trawa była sucha i brązowa, nie znaleźliśmy nawet zwłok żab, co oznacza, że strumień był suchy od bardzo, bardzo dawna, mówi herpetolog Andres Charrier z Chiliskiego Towarzystwa Herpetologicznego. Naukowcy odkryli, że żaby, które przeżyły, zgromadziły się przy niewielkim zbiorniczku zamulonej wody. Wszystkie były wychudzone i niedożywione. Pierwszym wyzwaniem było utrzymanie tych żab przy życiu. Zabranie ich stamtąd było najlepszym wyjściem, ale zawsze jest ryzyko, gdy próbuje się zadbać o nowy gatunek, szczególnie, jeśli już jest on zagrożony wyginięciem, dodaje Alejandra Montalba, dyrektor Narodowego Zoo Chile. Obecnie to nasz główny cel. Później chcemy je rozmnażać. Ostatecznym celem będzie zaś odrestaurowanie ich habitatu i przywrócenie tam żab. Ich rozmnażanie nie miałoby sensu, gdyby nie mogły one wrócić do środowiska naturalnego. Obecnie znamy co najmniej 63 gatunki żab z rodzaju Telmatobius. Zamieszkują one Andy, a wiele z nich to gatunki mikroendemiczne, co oznacza, że zamieszkują jeden niewielki habitat. Przedstawicielem tego rodzaju jest słynny Romeo, znany jako „najbardziej samotna żabą świata”. « powrót do artykułu
  14. Podczas konferencji Hot Chips IBM zapowiedział nowy interfejs pamięci, który ma zadebiutować wraz z przyszłoroczną wersją procesorów Power 9. Mowa tutaj o Open Memory Interface (OMI). Pozwoli on na upakowanie w serwerze większej ilości pamięci korzystającej do tego z większej przepustowości nić DDR. OMI ma być konkurentem dla Gen-Z oraz intelowskiej CXL. OMI przenosi kontroler pamięci poza płytkę samego CPU, na osobną kartę DIMM. Dzięki takiemu rozwiązaniu możliwe będzie zastosowanie w serwerze do 4 TB pamięci o przepustowości 320 Gb/s lub też 512 GB o przepustowości do 650 Gb/s. Koszt takiego rozwiązania to dodatkowe co najmniej 4 nanosekundy opóźnienia oraz dodatkowe 4 waty poboru mocy powodowane przez osobną kartę z kontrolerem. Wiadomo, że w laboratoriach IBM-a już pracują takie testowe karty wyprodukowane przez Microsemi. IBM przewiduje, że w przyszłości OMI może być używane w połączeniu z układami DRAM. Takie rozwiązanie charakteryzowało by się opóźnieniem rzędu 80 ns, a więc stanowiłoby atrakcyjną alternatywę wobec Gen-Z, gdzie opóźnienie może dochodzić do 400 ns, twierdzi architekt procesorów William Starke z IBM-a. Wykorzystywane przez OMI układy serdes zostały przez IBM-a zoptymalizowane pod kątem jak najmniejszego zużycia energii oraz ograniczenia wielkości samego układu, co osiągnięto ograniczając częstotliwość ich pracy. Oferują one przepustowość do 600 Gb/s i mogą być przystosowane zarówno do pracy z OMI, jak i z nową generacją NVLing czy OpenCAPI 4.0. W przypadku OMI współpracującego z Power 9 pamięć będzie wykorzystywała 96 linii układu serdes 25G (miliardów operacji na sekundę), a przyszłe procesory Power 10 będę współpracowały z serdes 32-50G. Pojawiły się głosy mówiące,że pod tym względem OMI przypomina Intelowskie CXL. Z drugiej jednak strony łatwiejsze chłodzenie i uproszczona architektura samego procesora przypominają to, co osiągnęło AMD dzięki Epyc. Obecne układy Power 9 są wykonane w technologii 14 nm i obsługują 48 linii PCIe Gen4. Power 10, który ukaże się w roku 2021 będzie wykonany w nowym procesie technologicznym, wykorzysta nowy rdzeń oraz PCIe Gen5, a przepustowość jego pamięci wyniesie 800 Gb/s. Mimo ambitnych celów, jakie wyznacza sobie IBM, procesory Power mają coraz mniejsze udziały w rynku. W ciągu ostatniego roku zmniejszyły się one z 0,219% do 0,190%. « powrót do artykułu
  15. Wiele firm pracuje nad tworzywami, które byłyby równie lekkie i odporne jak plastik, a przy tym w pełni biodegradowalne. A co, gdyby można je robić... ze śmieci? Nowoczesna,ekologiczna, bo bezodpadowa (konwersja surowiec-produkt sięga 100%) i ekonomiczna (nie wymaga wysokich temperatur ani kosztownych katalizatorów) metoda uzyskiwania organicznych monomerów powstaje właśnie w IChF PAN. Bez tworzyw sztucznych nie sposób w zasadzie wyobrazić sobie współczesnego świata, ale plastik, jakim go dziś znamy, jest zarazem wielkim zagrożeniem. Zaśmieca dosłownie każdy zakątek świata, znajdziemy go w głębi Rowu Mariańskiego i na Mt. Evereście. Każdy z nas – chcąc nie chcąc – zjada podobno co tydzień 5 gramów plastiku, tyle, ile wystarczyłoby na kartę kredytową, a nie są to związki obojętne dla zdrowia A co, gdyby udało się zastąpić plastik tworzywem równie lekkim, równie odpornym, a przy tym w pełni biodegradowalnym? To idea, nad którą pracuje zespół naukowców z IChF, pod kierunkiem prof. Juana Carlosa Colmenaresa. Na warsztat wzięli pospolity produkt – hydroksymetylofurfural (HMF) – który na skalę przemysłową otrzymuje się w wyniku kwasowej hydrolizy cukrów otrzymywanych m.in. z celulozy, ligniny czy inuliny. Przekształcili go w aldehyd, 2,5-diformylofurfural (DFF), związek, który znajduje zastosowanie w tak wielu dziedzinach przemysłu, że trzeba by paru linijek, żeby je wszystkie wymienić. Można go wykorzystać do produkcji leków, kosmetyków, zapachów, środków chemicznych, paliw, ale przede wszystkim – przyjaznego środowisku plastiku. Chcemy, żeby można było zastąpić PETy czymś, co rozkładałoby się kilka miesięcy, najwyżej kilka lat, objaśnia prof. Colmenares. Dzisiejsze plastiki, tworzone z ropy naftowej zawierają ftalany i inne plastyfikatory, taką „zupę” związków organicznych, a nawet nieorganicznych, i żadna bakteria ani grzybek ich nie rozkłada sam z siebie. Dlatego tak długo zalegają w lasach i morzach. W tworzywach wyprodukowanych na bazie DFF są furany – cukry, a to, co przychodzi z przyrody, przyroda lepiej przyjmuje, tłumaczy dalej profesor. Były już testy takich polimerów. Rozkładają się one do monomerów przypominających cukry. A cukry to łakomy kąsek dla wielu mikroorganizmów. Nawet, gdyby butelkę z takiego tworzywa wyrzucić do lasu, to się rozłoży o wiele szybciej niż konwencjonalne polimery, najdalej po paru latach. Nie sam produkt (DFF) jednak jest tu nowością, lecz metoda jego uzyskiwania, opisana w pracy opublikowanej w Applied Cat. B. Do tej pory potrzeba do tego wysokich temperatur (rzędu 100-150 st. C) i skomplikowanej technologii, co sprawiało, że choć ekologiczny, nie mógł konkurować z produktami z ropy naftowej. Zespołowi prof. Colmenaresa wystarcza skonstruowana przez nich puszka – fotoreaktor, światło (na razie to lampy LED emitujące bliskie UV – 375 nm, ale docelowo energii ma dostarczać po prostu słońce) i katalizator, którym są nanopręciki ditlenku manganu. Są długie i bardzo, bardzo cienkie, a ich budowa zwiększa absorpcję światła. Dzięki unikatowym właściwościom termo-foto-katalitycznym ditlenku manganunanopręciki mają o wiele większą powierzchnię kontaktu z cząsteczkami materiału wyjściowego i lepiej go aktywują.Tak, że praktycznie cały HMF zmienia się w DFF. 100%!, ekscytuje się profesor. Jest to metoda bezodpadowa, bez dodatku tlenu i dodatkowych związków (np. nadtlenku wodoru H2O2). Wystarczy tlen z powietrza, by uzyskać czysty monomer potrzebny do produkcji polimerów liniowych i... np. takich butelek. Nawet nanopręciki można wykorzystywać wielokrotnie jako fotokatalizator, bo DFF ich nie niszczy, nie uwalnia jonów manganu 2+ i 4+, dzięki czemu nie trzeba go też oczyszczać. Temperatura może być pokojowa a ciśnienie –atmosferyczne. Jest to przy tym bardzo tani i powszechny materiał (tlenek manganu to nie jest platyna, złoto czy srebro), a i metoda produkcji  jest prosta. One się po prostu wytrącają i wystarczy dobrać odpowiednie warunki, żeby proces był wydajny, opowiada o wynalazku prof. Colmenares. Teraz ogranicza nas pojemność reaktora, ale gdy zmienimy go w przepływowy, będziemy mogli sporo zwiększyć produkcję. No i uzyskać patent, dodaje. A czy taki szybko rozkładający się plastik nie rozłoży się za szybko? Zanim np. zdążymy wypić nalany do niego sok? Nie, śmieje się profesor, praktycznie potrzeba do rozkładu kilku lat, ale gdyby nawet reakcja zaszła szybciej, to użytkownik najwyżej napiłby się troszkę „dobrego” plastiku. Takiego, który jest nieszkodliwy dla organizmu. Zostałby po prostu zdegradowany przez nasze jelitowe bakterie i ich enzymy. Do tego metoda opracowana przez zespół pod kierunkiem profesora Colmenaresa wykorzystuje... śmieci. Coś, co w przeciwnym razie trafiałoby np. do rzek zatruwając wodę, albo wymagałoby dużych nakładów w zakresie oczyszczania, jak to jest obecnie z odpadami przemysłu papierniczego. Obecnie z takich odpadów można robić np. bioetanol, albo spalać je, żeby dostarczyć energii dla własnej produkcji, ale gdyby udało się je wykorzystać lepiej, byłaby to niesamowita rzecz. Zresztą, odpadów starczy na wszystko. A gdyby pokazać, że można na tym zarobić, zaraz znalazłoby się wielu ludzi do ich sprzątania, mówi profesor. Polska jest np. wielkim producentem jabłek i soku, ale czy wiemy, co się dzieje z tymi wszystkimi skórkami i odpadkami? Niewiele, choć co roku „produkujemy” tego setki ton. To się wylewa do ścieków, to zanieczyszcza wodę, zabiera tlen, a wtedy koniec z całym wodnym życiem, martwi się profesor. Tymczasem tam są wszystkie cukrowate, pektynowe, lewulinowe związki, z których można wytwarzać nawet lekarstwa. Można wytwarzać bardzo pożądane związki z czegoś, co nie jest z ropy ani z węgla, tylko z odpadów. To jest hasło „jak zrobić coś z niczego”. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...