Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

venator

Users
  • Content Count

    476
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    28

Everything posted by venator

  1. venator

    Ukraina

    https://defence24.pl/technologie/f-15ex-nowym-tomcatem-analiza To co napisano w powyższym artykule to mogą być zaawansowane spekulacje, ale ogólnie ma to sens i wpisuje się w amerykański trend wojny "lotniczej" na odległość ( u Amerykanów raczej w kontekście konfrontacji z Chinami nad rozległymi wodami Pacyfiku). Nas jednak na to nie stać i nie ma zresztą takiej potrzeby , zakupu i eksploatacji tak drogich samolotów o wąskich specjalizacjach. Jedyny wg. mnie sens to dalsze inwestycje w F-35, oczywiście modernizacje F-16. Ewentualnie uzupełnienie F-16 o kolejną eskadre. Włosi nieśmialo promują Mastera w wersji lekkiego samolotu szturmowego. Być może sensowne, eskadra lekkich Bielików (zamiast Su-22) przenoszących precyzyjne uzbrojenie pod osłoną OPL i F-35. Wojna na Ukrainie i reakcja cywilizowanego, sojuszniczego świata pokazała, że pod kątem lotnictwa nie musimy wykonywać nerwowych ruchów. Lotniczo NATO zaorałoby Sowietów bardzo szybko. W razie "W" lotniczego parasola możemy być raczej pewni. Także na spokojnie wdrażnie F-35 ( wersja Block 4). To co my musimy odrobić to pilnie OPL - programy Wisła, Narew i niższe piętra. Artyleria - absolutna podstawa oraz C4ISR. Dalsze inwestycje w zmech. Zwłaszcza w BWP, bo czołgi jakoś zaczynamy ogarniać. Pocieszające jest to, że jak dokończymy PMT w zakresie opl i artylerii będziemy mieć najsilniejszą obrone przciwlotniczą w Europie, a artylerie lufową najsilniejszą ex aequo mniej więcej z Turcją. Istotna jest jedna rzecz - PiSowskie mżonki o 300 tyś armii są poprostu szkodliwe. Budżet MON na przyszły rok to ok. 20 mld $. To jest poziom zbliżony do Turcji i Izraela. To już jest coś. Bardzo ważne aby tego nie rozwodnić, co proponuje niestety PiS i co histerycznie przyklepała opozycja. Dziś nie wygrywa się wojen masą wojska...a uzbrojeniem i wyszkoleniem oraz mądrym patriotyzmem. Ten trend przewagi uzbrojenia nad ludzką masą widzimy już od czasów bitwy pod Ondurmanem (1898 r). Brytyjcycy mający nowy wynalazek - karabiny maszynowe i szrapnele zmasakrowali masę wojsk Mahdystów ponosząc minimalne straty (10 tyś zabitych mahdystów vs ok. 500 Egipcjan i raptem kilkudziesięciu Brytyjczyków). Spotkałem się z określeniem Kompleksu Ondurmanu jako przewagi technizno-taktycznej nad masą. Coś na deser, o czym napisałem: F-35B. To jest technika. Jak z filmu Sci-Fi. K***a mać. Nigdy na szczęście nie trafiłem do rosyjskiego szpitala, a podróżowałem sporo po Rosji, od Dalekiej Północy, przez Kaukaz po Syberię. Ale ostatni raz byłem tam w 2012 r. Poza Petersbugiem i Moskwą Rosja to bieda i krzywe domy oraz oczywiście imponująca przyroda, dużo mógłbym o tym pisać.... Myślełem, że jednak z petrodolarów coś jednak ruszyli..... a tu ch....Nic. To jest dla mnie zastanawiające. W Rosji spotkałem się z bardzo dużą serdecnością i gościnnością. Od razu zaznaczę, że im bardziej głębsza prowincja to ta gościnność była większa. Z drugiej strony ci właśnie Rosjanie popierają chory, zwyrodniały, bardzo nieludzko zbiurokatyzowany system...
  2. venator

    Ukraina

    Oczywiście zgadzam się w całej rozciągłości. Użyłem tu może niepotrzebnie skrótów i kalek myślowych. Mam tylko jedną uwagę: W cywilizowanym świecie zasadniczo takimi przypadkami zajmują się już instytucje wywiadu/kontrwywiadu.
  3. venator

    Ukraina

    Desantnicy jak rzepy obsiadający pancerze pojazdów bojowych to faktycznie rosyjska specjalność i charakterystyczny dla nich obrazek. Strach przed usmarzeniem się we wnętrzu pojazdu wynika jednak z doświadczeń przekazywanych z "pokolenia na pokolenie" wynikajacych z porażeń wozów środkami ppanc i pożarów wywołanych niekontrolowanym zapłonem amunicji/paliwa, a nie z użycia butelek zapalajacych. Te mogą być owszem groźne, ale przede wszystkim dla jednostek okupacyjnych (na Ukrainie obecnie Rosgwardia), ale i tu stosuje się środki zaradcze. Obecna tendencja w konstruowaniu BWP\KBWP to zautomatyzowana wieża i załoga osadzona w jak nalepiej chronionym kadłubie-cytadeli. Ten trend dotyczy zarówno powżyszgo rodzaju pojazdów jak i MTB. Problem w tym, że spora część obecnie stosowanego na Ukrainie przez sowietów sprzętu, to pojazdy o bardzo niskim stopniu ochrony. Najlepszym przykładem są wozy rodziny BMD, stosowane przez elitę sowieckiego wojska, WDW. Ich najsłabszy element czyli włazy zapewnia ochrone prawopodobnie jedynie przed amunicją pistoletową czyli według norm NATO nie są one pojazdami opancerzonymi (wg. NATO najsłabiej chroniony element pojazdu nie spełnia wymogu ochrony przed amunicją pełnopłaszczową pośrednią\karabinową). Także te aluminiowe trumny BMD były grobem dla wielu dobrze w teorii wyszkolonych żołnierzy, a wyszkolenie żołnierza wojsk powietrzno-desantowych kosztuje więcej kasy niż tego ze zmechu. Stąd te flimiki pokazujące rozstrzelanych we wnętrzach BMD żołnierzy WDW....wystarczła zwykła seria z PK... Tak, proponuje się mieszanki ze styropianem. Jednak w obecnej chwili nasycenie nowoczesnymi środkami przecipancernymi sięga na Ukrainie ponad 20 tyś sztuk - tego nie ma żadna obecnie armia w Europie. Priorytetem jest więc wyszkolenie jak największej liczby żołnierzy/cywiłów w posługiwaniu się granatnikami ppanc/ppk. Zapewniają one nieporównyalnie wieksze możliwości. 250. Słowo kluczowy jest raczej źle dobrane. Czołgi są elementem większej układanki i w tej kategorii należy je traktować. Nasze wojska pancerne nie są w zbyt komfortowym położeniu. Z 256 relatywnie nowoczesnych czołgów rodziny Leopard, te wersji A4 są poddawane bieda-modernizacji do standartu PL i są rozgrzebane. Natomiast A5 mamy 105 szt. i sa one mocno zjechane przez Bundeswere. Przeciekły infomacje, że niektóre bataliony na Leopardach mają w gotowości bojowej zaledwie 30% czołgów. Dodałbym, że zakup Abramsów jest spoza budżetu MOM a program Wilk (nowy MBT) ma być kontynuowany. Dodatkowo producnet Abramsów zadeklarował skrócenie czasu dostaw tych czołgów kosztem US Army...to ważny, bardzo ważny przekaz polityczny. Nasi czołgiści z 1WBP już są już zresztą na poligonie w Iadaho, gdzie szkolą się na Abramsach... Reszta to archaiczne T-72A, jeszcze słabsze niż najsłabsze obecnie stosowane na Ukrainie przez sowieta T-72B oraz PT-91, ulepszone ale nadal powielające największe mankamenty T-72 czyli słabą stabilizację armaty i karuzele automatu ładowania. Porażenie i perforacje boku kadłuba sktutkuje gwałtownym zapłonem amunicji umieszczonej w prawie nie chroninonej karuzeli z amunicją i efektownym lotem ważącej kilkanaście ton wieży.... Wywiad czyli praca na osobowych źródłach inforamcji (OZI) i wykorzystanie techniki operacyjnej (np podsłuchy, inwigilacja za pomocą mediów społecznościowych, Pegasus którego nota bene Ukraina nie udało się pozyskać, biały wywiad, analiza). Rozpoznanie to w tym przypadku zwiad radioelektroniczny z wykorzystaniem samolotów wczesnego ostrzegania i dozoru radilokacyjnego z wykorzystaniem radarów. W działaniach obronnych Ukrainy kluczowe. NATO przy pomocy AWACS ( i zapewne F-35, które nie latają nad Polską ot tak ) podaje w czesie rzeczywistym Ukraińcom np. gdzie roSSijska OPL wyłączyła radary. I to znak sygnał do ataku lotniczego. To było kluczowe na początku wojny, w obronie powietrznej kraju i min. przyczyniło sie do braku dominacji w powietrzu sowietów. Do zwiadu należy również rozpozanie staelitarne. Tu Ukraińcy również mają ogromne wsparcie NATO- przede wszystkim Amerykanów
  4. venator

    Ukraina

    W czołgach rodziny T -72 koła nośne posiadają tzw. bandaże gumowe. I to one się palą. Rzucanie koktajlem mołotowa w gąsiennice kompletnie mija się z jednak z celem. Jeśli już to miejscem w które powinno się to robić jest pokrywa silnika, z nadzieja na zassanie palącej się cieczy. Z tym, że jedno ale...od czasu zakończenia 2 woj.św. czołgi oraz inne wozy bojowe, wyposaża się w systemy gaśnicze. Z analiz wynikało, że za 75-80% całkowitych zniszczeń czołgu odpowiadał pożar zainicjowany w przedziale silnikowym. Wiekszość ówczesnych czołgów miało benzynowe silniki lotniczgo pochodzenia i dosyć łatwo się one paliły. Dlatego od lat 50-tych wszystkie nowe czołgi mają systemy samogaśnicze i odpowiednie osłony. W bloku wschodnim jako pierwsze taki system miały czołgi rodziny T -54/55. System o nazwie "Rosa" był półautomatyczny, inicjcjowany przez załogę. Składał się z trzech gaśnic i ośmiu czujników termoelekrtrycznych. Można go było trzykrotnie użyć. Czołg posiadał osłonę antynapalmową, wszystkie przyrządy optyczne, szczeliny posiadały daszki, wloty silnika żaluzje, a złącza gumowe azbestową ochronę. Przedział załogowy był szczelny, przystosowany do ochrony ABC, posiadający filtrowentylacje, a więc chroniący załogę przed dymem. A mowa tu o czołgu sprzed 70 lat. W najowszym rosyjskim T-90, system gaśniczy oparty o halon (jeden z najskuteczniejszych środków gaśniczych), oparty o czujniki optyczno-termiczne, inicjuje użycie środka gaśnczego do 150 ms od wykrycia pożaru. Zachodnie czołgi również są obecnie bardzo dobrze chronione, tak przecipożarowo jak i przeciwwybuchowo. Dotyczy to również bojowych wozów piechoty, np. nasze Rosomaki posiadają ten system bardzo zaaawansowany (opróżnianie gaśnic w przypadku pożaru przedziału desantu <100 ms). W chwili wybuchu powstania, AK miała w Warszawie ledwie 20 nowoczesnych granatników ppanc - PIAT-ów. Butelki to był akt despeacji. Oczywiście ówczesne czołgi były znacznie bardziej podatne na ogień. Miały szczeliny, instalacje nie były zwykle osłonięte, wszechobecne były wycieki smarów, nieszczelny przedział bojowy etc. W powstaniu warszawskim aby ugasić czołg, załoga musiała opuścić wnetrze przedziału bojowego i ręcznie, gaśnicami ugasić zarzewie pożaru. Choć już w T-34 była jakaś forma osłony silnika. Ale wyciagnieto wnioski. Przekonali się o tym Węgrzy w Budapeszcie w 1956 r. Gdy w walce były drugowojenne T 34/85 dawało się jeszcze uszkodzić butelkami zapalającymi, choć nic mi nie wiadomo o calkowicie zniszczonym w ten sposobie czołgu (ponoć w ten sposób zniszczono IS-3). Gdy wprowadzono T54/55, wyposażone w instalcje opisaną przeze mnie powyżej, skuteczność koktajli gwałtownie spadła. Jedno jest pewne - gdy załoga czołgu obrywa koktajlem powinna sobie zadać pytanie - gdzie jest osłona piechoty?... Oczywiście zgadzam się, ale..gdyby rosyjska armia była należycie dowodzona bo to co teraz pokazują, zwłaszcza na północy Ukrainy, to totalna aberracja. Wszelkie kolumny powinny poruszać się w terenie rozpoznanym i w przypadku wykrycia ugrupowań lekkiej piechoty, teren powinien zostać pokryty ogniem artylerii rakietowej. Osłone z powietrza winny zapewniać śmigłowce, chronione własną opl. W terenie zurbanizowanym oczywiście osłona piechoty. Tymczasem sowieci pokazują totalny blamaż. Jeden z najlepszych wg. mnie analityków wojskowych i dziennikarzy branżowych w Polsce (spec od broni pancernej i zmechanizowanej) Jarosław Wolski, nazwał to co pokazują obecnie sowieci na pólnocy Ukrainy, najgorzej prowadzoną kampanią od czasów wojny zimowej. Dramat. Niestety na południu idzie im znacznie lepiej. Dlatego lekka piechota nie zastąpi nigdy w całości zmechu i czołgów. Co do dalszej części to wywiad i owszem ale niezwyle ważną kwestią jest wsparcie NATO w rozpoznaiu. Nad Polską i Rumunia non stop krąża AWACsy, które w czasie rzeczywistym przekazują Ukrainie dane, min o rosyjskiej opl. Te skuteczne ataki lotnicze i artyleryjskie, min. również przez te na wpół legendanre już Bayraktry, możliwe dzięki rozpoznaniu NATO. W przypadku gdy kacapy wyłączają własne stacje radiolokacyjne, co po kretyńsku robią, idzie natychmiastowy sygnał do dowodztwa wojsk ukraińskich. No iniestety to rozpoznanie na płd-wsch Ukrainy, z racji dużej odległości, jest też najsłabsze... Generalnie to co pokazuje rosyjska armia to kompromitacja...oni się w ogóle nie uczą. Ja polecam ogólnie to co Jarek Wolski ma do powiedzenia, bo gość zna się na rzeczy i ma też dużo zakuliswoych informacji. Choć nie specjalnie podoba mi sie sposób prowadzenia rozmowy przez Zychowicza. Jest też rozmoa T. Sekielskiego z Wolskim, w programie Onet rano. Bardzo merytoryczna.
  5. venator

    Ukraina

    Koktajle Mołotowa jako element wojny totalnej, słusznie ogłoszonej przez władze Ukainy, mają przede wszystkim wymiar propagandowy. Na obecną chwilę nie mają jednak zastosowania. Broń tego typu miała np. spore zastosowanie w II Woj św. do czasu upowszechnienia ręcznej broni przeciwpancernej z głowicami kumulacyjnymi. Czyli do 1944 /45 roku. Jak się upowszechiły panzefausty/bazooki, gwałtownie zmalała ochota do desperackiego użycia butlek z beznyzną. Przekonali sie o tym Węgrzy w 1956 r.. Dopóki w walce były T 34 dało się unieszkodliwiać czołgi mołotowami, ale jak weszły nowoczesne wówczas T 54/55 - to było dużo ciężej. Obecnie unieszkodliwienie czołgu w ten sposób jest niezwykle trudne, nawet z rodziny t 72 - w grę wchodzi obrzucenie butelkami (nie jedną!) komory silnikowej gdzie mieści się stosunkowo słabo chroniony sytem chłodzenia silnika. Z tym, że w obecjnej sytuacji to i tak raczej nie będzie mialo zastsowania: z ostanich doniesień wynika, że Ukrainia otrzymała, w ramach wspacia z Zachodu, ponoć aż 17 tyś jednostek lekkiej broni przciwpancernej. A to cholernie zmienia postać rzeczy. Takiego nasycenia lekkiej broni ppanc nie ma chyba żadna armia w Europie Pozwolę wrzucic filmik z zasadzki ppanc w wykonaniu piechoty ukraińskiej. Proszę zwrócić uwagę na niezykłą mieszanke uzbrojenia przeciwpanenego, od NLAW po RPG i całkiem ogarnięty bojowo oddział:
  6. Źródło? Za Gierka też byliśmy potęgą... Czyli zgadzamy się w temacie.
  7. Komunały...chciałbym zmienić, ale mój ogląd na zachodzące w Polsce procesy dziejowe mi na to nie pozwala. Nie bez kozery napisałem o "długim trwaniu". Konstrukt Braudel'a mówi o takich zjawiskach społecznych, które twają całe wieki i nie mają na nie dużego wpływu nawet poważne zmiany geopolityczne, gospodarcze czy technologiczne. W Polsce takim "długim trwaniem" jest model gospodarki oparty na niskich kosztach pracy, wręcz wyzysku. Trwa on już 600 lat, a kluczowy wpływ miała gospodarka folwarczno-pańszyźniana. Folwark był nastawiony na trwanie, a nie maksymalizacje zysków. Dostęp do ograniczone,j ale taniej i przede wszystkim niewolnej siły roboczej powodował, że nikt nie odczuwał potrzeby innowacyjności - wprost przeciwnie, w interesie panów była petryfikacja tego systemu. Ten folwark tkwi niestety w nas do dzisiaj i ma się całkiem dobrze dusząc inowacyjność: https://forsal.pl/artykuly/801867,santorski-kultura-folwarku-przetrwala-w-polskich-firmach.html "Z folwarkiem jest tak, że mamy organizację, której celem jest wytwarzanie czegoś tam - produktu czy usług, ale przede wszystkim - trwanie. Tymczasem w przedsiębiorstwie kapitalistycznym celem jest zysk i wzrost wartości samej organizacji. Metaforyczny folwark osłabia ten drugi cel. A to m.in. z tego powodu, że ośrodek władzy - a więc decyzji, kontroli, restrykcji, moc decydowania o losie podwładnych - jest bardzo mocno scentralizowany, zwykle spoczywa w rękach jednej osoby. Kiedyś właściciela ziemskiego, potem lidera z nadania politycznego albo po prostu właściciela firmy bądź postawionego na jej czele menadżera. To od jego woli, kaprysu, nastroju chwili zależy, co się stanie z firmą i z jej pracownikami. Władza, uprawnienia i odpowiedzialność nie są delegowane. Pan mówi co i jak zrobić. Jak ma dobry humor - pochwali. Jak jest wściekły - zgani, nakrzyczy, wyrzuci z pracy. Zakuje w dyby. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. A ludzie pokornie to znoszą. Z jednej strony sarkają, buntują się, ale z drugiej jest im wygodnie - bo nie ponoszą odpowiedzialności. Jednak ma to dalece idące konsekwencje - pracownicy pozbawieni odpowiedzialności, za to zajęci wychwytywaniem nastrojów pana, czyli np. prezesa firmy, gubią także swoją kreatywność, tracą inteligencję. Zajmuje ich głównie to, żeby nie podpaść. Niesamowite, jak to działa - nawet w nowoczesnych przedsiębiorstwach, nawet w międzynarodowych korporacjach mających swoje oddziały w Polsce. Zresztą ta infekcja dotyka nie tylko firmy, ale też nasze kliniki, uczelnie, redakcje, kluby sportowe czy szkoły. Wszędzie w szybkim czasie wytwarza się folwark. Informacje przestają przepływać między działami, zamiast tego krążą donosy, fachowcy idą w odstawkę, tworzy się dwór. To jest jak jakaś zakaźna choroba, społeczny wirus ebola." Jest to bardzo trafna analiza Jacka Santorskiego, znanego psychologa biznesu. Tak niestety funkcjonuje gros polskich firm. Co się stało z wielkimi szansami?: polski grafen, kryształy azotku galu (historia firmy Ammono), komputer K-202 - aczkolwiek ten ostarni przykład jest związany z arcyciekawą ,ale kontrowersyjną postacią inżyniera Jacka Karpińskiego. Nadal uważasz, że problem leży tylko po tej stronie?
  8. O czym mówimy? Jest za późno, dużo za późno. Kiedy myśmy się zachłystywali niewidzialną ręką kapitlaizmu i wielkim skokiem w kapitalizm, w Korei Płd realizowany był 6 i 7-y plan pięcioletni (u nas takie plany budziły co najwyżej uśmiech politowania) - za to nasz minister gospodarki w rządzie Mazowieckiego, Syryjczyk, powiedział, że brak polityki gospodarczej rządu to też polityka. Czebole miały się w Korei znakomicie, u nas kotwica walutowa wykańczała te firmy co mogły jeszcze choć ciut powalczyć z zalewem taniej, wówczas nie najwyższej jakości, koreańskiej produkcji. Dzis Samsung jest w pierwszej 50-tce najbardziej wartościowych marek świata, wyżej niż Mercedes czy BMW. W pierwszej setce nie ma żadnej polskiej firmy... Książe francuskich historyków, Ferdynand Braudel, stworzył taki konstrukt jak "długie trwanie". Ekstrapolując to na naszą historie i to co się teraz dzieje to jesteśmy niemalże skazani na prowincjonalizm i bycie co najwyżej średniozamożnym (oby) w skali UE, państwem. Patrząc na obecne wydarzenia obawiam się jednak jednego :
  9. Stela z Gotlandii, która (chyba) jako jedyna może przedstawiać rytuał krwawego orła: Na środkowym planie jest postać mężczyzny wykonującego jakieś czynności nad postacią leżącą na brzuchu. Najczesciej interperetuje się to jako własnie obraz rytuału krwawego orła. Nad ofiarą jest Valknut - splecione trzy trójkaty ,pangermański ( raczej) symbol obrzędów związnych ze śmiercią.
  10. Fajny artykuł. Ciekawie rzecz się miała w Szwecji gdzie ruch lewostronny obowiązywał od 1734 r., przez 230 lat. Szwedzi zmienili ruch na prawostronny w jeden dzień, który nazwano Dagen H, a nastąpiło to 3 września 1967 r.: Decyzja o zmianie organizacji ruchu drogowego została podjęta przez szwedzki parlament 10 maja 1963, stosunkiem głosów 294:50[1]. Była ona jednak bardzo niepopularna wśród obywateli. Wcześniej, w referendum przeprowadzonym 16 października 1955 roku, zdecydowana większość (82,9%) opowiedziała się przeciw takiej zmianie[1]. By przekonać Szwedów, rząd prowadził, przy pomocy psychologów, specjalny program edukacyjny, który trwał 4 lata[1]. Parlament podjął taką decyzję z dwóch powodów: we wszystkich krajach sąsiadujących ze Szwecją obowiązywał ruch prawostronny [...] Jednocześnie wszystkie służby rozpoczęły przygotowania do tej skomplikowanej operacji. Na każdym skrzyżowaniu zamontowano dodatkową sygnalizację świetlną oraz odpowiednie znaki drogowe, które do Dagen H owinięte były czarnym materiałem. Na drogach wymalowano także nowe linie w kolorze białym, które przykryte zostały czarną taśmą. Do Dagen H używano linii w kolorze żółtym. W dniu, w którym nastąpiła zmiana organizacji ruchu, o odpowiedniej godzinie w całym kraju odsłonięto nowe znaki drogowe, zasłaniając jednocześnie stare, które później zlikwidowano. Poza skrzyżowaniami duży problem stanowiły ulice jednokierunkowe, których układ musiał się zmienić wraz ze zmianą organizacji ruchu.[...] Na Dagen H wybrano nieprzypadkowo wczesne godziny poranne weekendu, ponieważ wówczas ruch drogowy jest najmniejszy. Dodatkowo wprowadzono zakaz ruchu na drogach między godziną 1:00 a 6:00 rano, poza niezbędnymi w tym czasie przemieszczeniami. W Sztokholmie ograniczenia w poruszaniu się były jeszcze większe, ponieważ ekipy drogowców musiały poprawić więcej skrzyżowań. Ograniczenia ruchu w stolicy dotyczyły okresu od 10:00 w sobotę do 15:00 w niedzielę. Kierowcy poruszający się wówczas po drogach musieli o godzinie 4:50 w niedzielę się zatrzymać i w ciągu 10 minut przejechać na przeciwny pas ruchu. O godzinie 5:00 mogli ruszyć dalej, ale już zgodnie z nowymi zasadami. Ostatecznie zmiana ruchu z lewostronnego na prawostronny została zakończona powodzeniem. W poniedziałek po dagen H zanotowano jedynie 125 wypadków samochodowych, czyli mniej niż zwykle w ten dzień tygodnia (dotychczas było to od 130 do 198 wypadków). Nie zanotowano żadnego śmiertelnego wypadku, który mógłby być spowodowany tą zmianą. Wydaje się jednak, że wielu starszych kierowców zrezygnowało w ogóle z prowadzenia samochodu, gdyż uznało, że nie poradzą sobie z nowymi zasadami ruchu. Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Dagen_H Dagen H: A tak to wygladało w praktyce:
  11. Ech...w kontekście tego: https://www.scientificamerican.com/article/nasas-james-webb-space-telescope-will-face-29-days-on-the-edge/ gdzie mowa jest o 300 elementach misji JWST "single point failure" - które muszą zadziałać, to brzmi niepokojąco.....
  12. Czemu akurat TEN przykład? Przecież przyczyny takie stanu rzeczy mają swój kontekst historyczny, którym była min. dewiza ówczesnego administratora NASA, Daniela Goldwina - "szybciej, lepiej, taniej". Okazało się po czasie, że lepiej nie da się pogodzić z szybciej, a tym bardziej z taniej. Bo było to oparte na "nadziei". Jeszcze w 1984 r. szacowano koszt NGST na 4 mld, ale później zaczęto wierzyć w szybki postęp w tanim wynoszeniu ładunków w kosmos. Ale takie niedoszacowanie to raczej normalka dla takich bezprecedensowych, niezwykle zaawansowanych programów. W 1972 r. koszty Hubble'a szacowano na 300 mln dolarów (1 mld w cenach z 2007 r.) Koszt wyniósł ostatecznie 4 mld. Było warto? Zgodzę się jak najbardziej w kwestii podróży międzygwiezdnych, ale Mars jest w technicznym zasięgu. Nie ma żadnych fundamentalnych przeszkód technologicznych aby tam nie polecieć i zostać, przynajmniej w ograniczonym zakresie. Nieustannie finansowana? Gdzie i kiedy? Jeszcze kilka lat temu na rozwój nuklearno-termicznego silnika (NTP) NASA przeznaczała...7 mln dolarów rocznie. A to najbliższa realizacji technologia napędu innego niż chemiczny, do sensownej eksploracji załogowej deep space. W budżetowych realiach na + zmieniło się to dopiero w czasie prezydentury Trumpa. Na efekty przyjdzie jednak poczekać Wydaje mi się @Astroże jednak sam sobie zaprzeczasz. Z jednej strony piszesz: Poważniej - to przy obecnej technologii nie mamy, i nie jest to kwestia jakichkolwiek mniejszych czy większych "kroków". To zwyczajnie przepaść do przeskoczenia i nie widać tu żadnego światełka w tunelu. Z drugiej strony piszesz, że wg. Ciebie nic lądowanie na Marsie nam nie przyniesie. A więc to pokonanie technologicznej i mentalnej przepaści (w udanym locie na Marsa i powrocie) nic nie przyniesie, będzie bezowocne? Naprawdę?
  13. Nie, to nie jest naiwna wiara zwolenników załogowych misji, zacytuje zresztą sam sam siebie z innego wątku: 45 mld dolarów to nie są w skali wydatków USA specjalnie duże pieniądze. A ile problemów rozwiązano dzięki załogowym lotom w kosmos? Spuścizna programu Apollo choćby w zakresie medycyny, jest ogromna: urządzenia VAD (wspomaganie serca), termometry na podczerwień, implanty ślimakowe uszu , operacje oczu metodą LASIK , ratunkowe koce termiczne typu NRC, nie mówiąc o tym, że w latach 60-tych 60% układów scalonych było kupowane przez NASA, dając potężny impuls do rozwoju branży. Tutaj zresztą więcej: https://en.wikipedia.org/wiki/NASA_spinoff_technologies Znaczna część tych technologii jest związana z programem Gemini-Apollo. Była duża kasa i parcie polityczne, był i rozwój. Dlaczego więc nowy, tak wielkoskalowy program ma nie przynieść kolejnego skoku technologicznego? A jak załogowy Mars może bezpośrednio przełożyć się na to ratowanie istnień ludzkich? Chćby przez to, ze NASA już teraz stawia na rozówj telemetrii medycznej. Weźmy taki pulsoksymetr. Jeszcze parę lat temu urządzenie znane głównie medykom i co bardziej świadomym chorym na przewlekłe choroby układu oddechowego, dziś dzieki COVID zrobiło powszechną karierę. Dzięki metodzie wczesnej diagnozy, uratował zapewne życie gromnej rzeszy ludzi. NASA pracuje teraz nad pulsoksymetrem zapewniającym telemetrie, o wysokiej jakości i trwałości przekazu, a przede wszystkim precyzji pomiaru. Jak można wywnioskować z tego artykułu: https://www.wired.com/story/pulse-oximeters-equity/ nowoczesne pulsoksymetry nie spełniają często podstawowych wymagań FDA. Jak się okazuje dzieki załogowym lotom kosmicznym, już blisko 50 lat temu firma HP we współpracy z NASA opracowała pulsoksymetr pod pewnymi względami znacznie lepszy niż obecne komercyjne. Bo NASA, w programach załogowych, stawia wysoką poprzeczkę. I to jest dobry prognostyk dla silnego impulsu rozowjowego.
  14. Margines do wykorzystania nie jest wcale taki szeroki: Tabela z bardzo ciekawego artykułu o statkach międzyplanetarnych: https://kosmonauta.net/2019/04/statki-miedzyplanetarne-modul-zalogowy-czesc-2/ Napisałem jednak, że Jeśli tak jest i chcielibyśmy iśc tą drogą, to rodzi już spore problemy z wytworzeniem takiej siły w kosmosie, w dodatku na statku, któy sam ma się nie obracać.
  15. Rabunek grobów nie był przedsięwzięciem łatwym ani szybkim. Na nekropoli zawsze kręciło się sporo strażników, kapłanów, rzemieślników budujących latami kolejne miejsca wiecznego spoczynku dla notabli. Jak to możliwe, że nikt nie zauważał złodziei i ich tuneli, których budowa trwała tygodniami? Czemu prości kamieniarze i cieśle przez całe lata angażowali się w ryzykowny proceder, skoro jedno udane włamanie mogło przynieść im bajeczne skarby? Odpowiedź nasuwa się sama: to jedynie płotki, które wykonywały brudną robotę i otrzymywały drobną część łupu. Reszta szła na łapówki i daniny dla osób, które rabusiów chroniły. Dowodów na to nie ma, ale najprawdopodobniej tebańską nekropolę oplątywała subtelna sieć przestępczej mafii, której nici wiodły aż do pałaców władzy. Naiwny i nadgorliwy Paser swym śledztwem naruszył zapewne interesy osób znacznie potężniejszych od siebie, a one znalazły sposoby, by ukręcić sprawie głowę. Cały, ciekawy zresztą artykuł Tomasza Markiewicza z Muzeum Narodowego, o ww. procederze, na przykładzie pochodzącej z czasów Ramzesa IX rywalizacji burmistrza Teb, Pasera i zarządcy nekropolii królewskiej, Pauraa: https://www.focus.pl/artykul/o-dwoch-takich-co-nie-upilnowali-mumii
  16. Tyle, że to też rodzi problemy, które są powodowane siłami Coriolisa i różnicą przypsieszenia odśrodkowego pomiędzy głową a nogami załogantów. Móżdżek odczuwa ciążenie, które nie jest skierowane prostopadle do podłoża. O centryfudze możemy na obecną chwilę chyba zapomnieć. Także sztuczne ciążenie możemy wytworzyć przez obrót całego statku, który przy zastsowaniu napędu chemicznego może mieć zwartą konstrukcje, a więc krótki promień obrotu. Ale z kolei będzie powolny, a więc sam lot będzie dłuższy. Z kolei użycie napędu jądrowego skróci czas lotu ale utrudni wytworzenie ciążenia. Przy użyciu atomu habitat mieszkalny będzie musiał być odseparowany od reaktora przestrzenią zapewnioną przez kratownice, co wydłuży zaś promień obrotu. Problem w tym, że podobno wyniki eksperymentów wskazują, że lepsze są krótsze pobyty w wirówkach wytwarzających 2-3 g i powrót w nieważkość niż stałe przebywanie w "sztucznym " 1 G. Pod tym kątem robi się jednak mało eksperymentów. Ciekawe eksperymenty na orbicie Ziemi, jak ISS Centrifuge (0,51 G na ISS) i Mars Gravitiy Biosatelllite (wirówka dla myszy - 0,3 G) nie zostały zrealizowane. A pierwszy ekesperyment z wytworzeniem sztucznego ciążenia przeprowadzono już podczas misji Gemini XI poprzez połączenie liną z Ageną. Wytworzono wówczas 0,00015 g, używając silników manewrowych. Ciekawostka, że apogeum misji to było aż 1369 km nad Ziemią. Dalej byli tylko astroanuci misji księżycowych. Rekord Conrada i Gordona jet do dzisiaj nie pobity (poza selenonautami).
  17. Trochę wyrwane z kontekstu, bo nie napisalem, że to najstarsze w ogóle ślady warzenia piwa, a: Mowa tu oczywiście o wytwarzaniu piwa i wina w większych ilościach. W Göbekli Tepe mamy do czynienia z kompleksem świątynnym i wannami, w którym było prapiwo, o pojemności 165 litrów. I systematycznej, świadomej jego produkcji. W nowszych warstwach stanowiska dominował już nawet bardziej produkcyjny charakter tego miejsca. W Raqefet gdzie, na chwilę obecną, mamy najstarsze ślady prapiwa, wygląda to nieco skromniej: Mnie jednak od kwestii pierwszeństwa piwa bądź wina bardziej interesuje rola alkoholu w tworzeniu pierwszych państw. Wg. ciekawej teorii Jamesa Scotta (pisałem już chyba o nim w kontekście bezpaństw, np. Zomi) pierwsze państwa to były mniej lub bardziej precyzyjne urządzenia kontroli populacji. Zgromadzona w jednym miejcu większa populacja ludzi produkowała nadwyżkę np. żywności, którą konsumowały eliy społeczne - kapłani, wodzowie, urzędnicy. Nie jest przypadkiem , że pierwsze państwa powstawały w Żyznym Półksiężycu i w innych miejscach, gdzie łatwo było uprawiać zboża. A dalekie początki były min. w czasach kultury natufijskiej. Z jakiś względów dotychczasowi "typowi" łowcy-zbieracze zaczęli gromadzić się w jednym miejscu i budować świątynie, jakby nie patrzeć racjonalnie, miejsce dosyć abstrakcyjne. Czy alkohol był "nagrodą" za ten trud? Czy dlatego zaczęto uprawiać zboża, czy może jednak piwo było przy okazji? Scott pisze jeszcze o jednej kwestii. Częstym aktem fundacyjnym państwa była przemoc. Jego teoria bardzo fajnie pasuje min. do początków państwa polskiego (przy czym zasobem nie było zboże, a niewolnicy, którymi pierwsi Piastowie handlowali na potęgę lub przynajmniej zbierali z tego marże). Agresywne i wojownicze były te społeczeństwa, które żyły wedle reguł tzw. demokracji wojennej (np. Wikingowie). A w demokracji wojennej alkohol odgrywał bardzo ważną rolę. A stąd o krok do wniosku o jego państwotwórczą role.
  18. Obecnie za najstarsze ślady piwowarstwa uznaje się to z jaskini Raqefet z Izraela, sprzed 13 700 lat. Odtworzono proces produkcji tego piwa. Był on trzyetapowy. Ziarna pszenicy lub jęczmienia były kiełkowane w wodzie, osuszane. Następnie były tłuczone przy pomocy kamiennych moździeży i podgrzewane. Na końcu pozostawiano tak przygotowany zacier na dzialanie wolnych drożdży. Sami naukowcy przyznają, że to piwo było dalekie od tego jakie znamy dzisiaj i przypominało rodzaj alkoholowej owsianki czy też innego kleiku. Ale to już kolejna praca o podobnej tematyce, ukazująca się w recenzowanym czasopiśmie naukowym. I raczej istnieje w środowisku badaczy konsensus co do tego, że były to pierwsze piwa. Nie przecze, że smak wina był znany naszym przodkom jako pierwszy, ale nie ma archeologicznych dowodów na to, że produkcja wina ruszyła jako pierwsza. Ale to nie jest tak naprawdę istotne - archeolodzy, którzy badali Raqefet podkreślaja, że to odkrycie to silne wsparcie dla teorii (mającej już 60 lat), iż chęć uzyskania tego niezwykłego napoju mogła być istotnym, o ile nie kluczowym czynnikiem w "udomowieniu" dzikich zbóż. Chyba nie muszę tłumaczyć jak ogromną rewolucją w życiu homo sapiens było przeistoczenie się z myśliwego-zbieracza w osiadłego rolnika? Stąd ten argument z klimatem i Finlandią - zboża są znacznie bardziej powszechne niż winorośl, nie mówiąc już o tym, że nie tylko piwo da się z nich zrobić..
  19. Tak też się przyśniło ekonomistom z tzw. nurtu neoliberalnego (szkoła chichagowska). Ludzkie zachowania ująć w arytmetykę. Jakoś jednak nie wyszło i z czasem okazało się, że ekonomia to jednak nauka społeczna, a nie ścisła. Że jednak ludzkich zachowań nie da się ot tak ująć w karby arytmetyki, przynajmniej nie na tym poziomie rozwoju nauki. Bo sam podział jest z tzw. d*py. Nie ma nauk humanistycznych i ścisłych tylko empiryczne i formalne. Także jak na razie empirycznie nie udowodniono, że wino wytwarzano, na skale lokalnego przemyłu, wcześniej niż piwo. Jak masz inne inforamcje to będę wdzięczny. Nie wiem czego nie zrozumiałeś lub nie chciałeś zrozumieć, bo cytujesz wybiórczo, jedno zdanie. Nie dość, że winorośl owocowała wpierw co trzy lata (jak przynajmniej wynika z zalinkowanej pracy), to jeszcze wymagała sprzyjającego klimatu. Może i było tak jak piszesz, na zakładke. Może. Zboża sa powszechne i dużo mniej wymagające niż winorośl i owocują co roku. I opanowały cały świat, nie mówiąc o tym, że oprócz dostępu do alkoholu (obecnie duzo mocniejszego niż piwo), zapewniają węglowodany. Ze zboża zrobisz alko od biedy nawet w północnej Finlandii, z winorośli...powodzenia... Ja absolutnie nie przecze, że wino mogło być pierwsze i było tym obiektem alkoholowego " pożądania", ale to powszechość i łatwość uprawy zbóż przemawia za tym , że jednak piwo było pierwsze na skalę lokalnego przemysłu. Fakt, przepraszam. Wystarczyła spacja. O tym także wspominałem. W takim kontekście, że na przygotowanie półsurowca kobiety Majów poświęcaly nawet 5 godzin dziennie. By w efekcie pozyskać rodzaj piwa. To jest jedna z poszlak wskazujących na ważne znaczenie alkoholu w pierwotnych społeczeństwach On może nie, ale taki natufijczyk raczej się nie zastanawiał nad definicjami. Ale w piwie jest. Przykład to sake - często zwane winem ryżowym, technologicznie jest specyficznym piwem. Bardzo specyficznym.
  20. Ponoć pod wieloma względami to kontynuator słynnego z Jurasic Park velociraptora, tylko w nieco mniej agresywnej formie. I taka ciekawostka. W ulubionym dworze myśliwskim króla Jana Sobieskiego, w Jaworowie, znajdowało sie mini-zoo. A w nim ówczesna osobliwość, kazuar. Oglądał go min. znakomity pamiętnikarz, Jan Władysław Poczobut-Odlanicki, husarz. Szmat drogi musiało przebyć ptaszysko aby dotzeć do sarmackiej , XVII wiecznej Polski.
  21. Jeśli mamy być tacy akuratni, to np. wg. polskich przepisów napojem alkoholowym jest ten o zawartości >0,5%. Z kwasu chlebowego da się wycisnąć i 2% (wiem , że dziś się sprzedaje bez alko). Także pudło. Myśliwy kultury natufijskiej, który na co dzień uganiał się za gazelami na stepach Lewiantu, i od święta spożywał ten specyficzny napój, odmieniający świadomość, nie zastanawiał się zresztą nad definicjami. Alkohol to alkohol. W szerokim znaczeniu, zwłaszcza historycznym, piwem określa się napój fermentowany oparty na zbożowym surowcu[2]. Za wikipedią. Tego się trzymajmy, bo mówimy o początkach piwa. Także w tym kontekście podpłomyki w wodzie maja jak najbardziej sens. Podobnie było z piwowarstwem. Piwowarstwo nie zaczęło się od celowej uprawy zbóż. Poza tym, to z tego, że początkowo winorośl owocowała co trzy lata, a wytrzymałą na trudne warunki pszenicę płaskurkę miałeś co roku. I z tego półproduktu co roku były zapasy, zdolne sobie leżeć w magazynie, aby sobie wytworzyć piwko. Kiedy się chciało. A nie wino co 3 lata i to jeszcze w sprzyjających winorośli warunkach klimatycznych. Weźmy np. Celtów. Zawsze przedkładali piwo nad wino, a w społeczeństwach żyjących w demokracji wojennej, alkohol odgrywał pierwszorzędne znaczenie. Do piwa potrzebowali jęczmiennej mąki (chleba ), zmieszanej z wodą i z chmielem. Brzmi jak w początkach neolitu, tylko ten chmiel - chyba dodatek wynaleziony przez Babilończyków. Celtowie pili także wino. A jakże. Importowane z Rzymu. Cwani Rzymianie eksportowali do Celtów uchodzące za najsłabsze wina z okolic Pizy, ogólnie z północy Płw Apenińskiego. Dla siebie zachowywali te z Toskanii i Lacjum. W końcu Celt to barbarzyńca, a barbarzyńcy chodzili w spodniach i pili nierozcieńczane wodą wino . Ale Celtowie mieli to w poważaniu - bo mieli piwo. A piwo, ze zboża, które rosło wszędzie. I to jest sedno, które lekceważysz. Dostępność surowca. Dokładnie. I jeszcze raz: W szerokim znaczeniu, zwłaszcza historycznym, piwem określa się napój fermentowany oparty na zbożowym surowcu I tak jak pisałem we wcześniejszym poście - stety, niestety ale wytwarzanie piwa zostawia archeolgicznie bardziej uchwytny ślad.
  22. Istnieje pewne ryzyko dla takich hipotez. Po odkryciach na stanowiskach archeolgicznych kultury pawlowskiej (graweckiej, Czechy), bardzo licznych szczątków młodych wilków, wysnuto dosyć rewolucyjną hipotezę, że był to najstarszy przykład udomowienia wilka (25-28 tyś lat temu). Dopiero najnowsze, precyzyjne badania szczątków kostnych tych zwierząt podważyły tę hipoteze. Wilki nie były udomowiane, a zjadane. Jako, że kości młodych kazuarów było mało, badacze w ww. pracy sugerują, że młodociane osobniki były obiektem handlu. Prawdopodobnie w większości były to kazuary karłowate, mające masę do 20 kg, relatywnie bezpieczne dla człowieka. Z przebadanych stanowisk, młode były transportowane w zapewne inne rejony, gdzie je hdowano na mięso, i kości. Ale to ostatnie przypuszczenie to moja spekulacja wynikająca z tego, że w czasach historycznych na N. Gwinei też tak postępowano i tak się postępuje. Kazuary hoduje się na mięso, a potężne mostki tych zwierząt stanowią trofea myśliwskie (a tych kości brakowało w odnajdywanych szczątkach prehistorycznych kazuarów na przebadanych stanowiskach). Razem zbierając to do kupy można faktycznie spekulować o hodowli. Ale czy jest to udomowienie, jak podawaly niektóre serwisy prasowe choćby ten światowej sławy: https://www.national-geographic.pl/artykul/wyglada-na-to-ze-ludzie-w-pierwszej-kolejnosci-udomowili-najniebezpieczniejszego-ptaka-na-swiecie Domestykacja zwierząt (od łac. domesticus – domowy), udomowienie zwierząt – całokształt procesów przekształcania się cech i właściwości morfologicznych, fizjologicznych, rozwojowych i psychicznych zwierząt dzikich, będący skutkiem długotrwałego oddziaływania człowieka na zwierzęta, zwłaszcza poprzez ludzką ingerencję na czynniki genetyczne i środowiskowe. (z wikipedii). Czy hodowany struś jest udomowiony?
  23. O tym przecież napisałem. Tyle, że nie chodzi tu o naczynia, a ślady obróbki termicznej oraz pozostałości zbóż - pradawnego piwa nie filtrowano. Niestety, ale z winem tak nie jest. Odpadki poprodukcyjne wyrzucano. Jeśli chodzi o badania biochemiczne poozstałości, to starszeństwo ma obecnie piwo I przypominam, że napisałem o świadomej produkcji piwa i wina, bo z całą pewnością, co wynika z naszego ewolucyjnego przystosowania jako naczelnych, sferemntowany sok winny był naszym przodkom znany zapewne wcześniej. Ale co w tym skomplikowanego? Do powstania najbardziej prostego piwa wystarczy chleb i woda. Najstarsze ślady pradawnego chleba pochodzą sprzed 14 500 BP, a pośrednie, jak to ze stanowiska Ohala II sprzed 23000 BP. Bez przesady. Archeolodzy zajmujący się okresem wczesnego neolitu czy mezolitu (albo epipaleolitu, nomenklatura jest zawiła), jak zespół Dietrich i in. ze wspomnianej przeze mnie pracy, podkreślają, że na eksperymenty z dzikimi, czy też pół dzikimi zbożami, ludzie mieli kilkanaście tysięcy lat. Szmat czasu. Nadto dzikie zboża występowaly częściej, i raczej, tak, jak obecnie, na sporo wiekszym areale. Poza tym, myślisz, że ludzie, którzy zbudowali np. Göbekli Tepe, opanowali technikę transportu wielotonowych bloków kamiennych i potrafili to poukładać w sensowną całość, nie potrafili eksperymentalnie, przez tysiące lat, opanować relatywnie prostej technologii produkcji piwa? Przecież i tak wypiekali chleb. A może to właśnie piwo, zawierające substancje psychoaktywne, było tym motorem uprawy zbóż, które calkowcie przeorganizowało nasze życie? To wczesne wykorzystywanie piwa w świątyniach miało zapewne przede wszystkim aspekt rytualny. Po wspólnej pracy, bawmy się... Ale my o początkach mówimy: The prominence of cereals in the early Neolithic SSC sites was likely due to a combination of factors. Barley and the wheats (einkorn and emmer) were domesticated very early in the Near East, perhaps by ca. 10,000 BC. They provided the all-important ingredients for beer and bread, staples that were produced in quantity in succeeding periods. The probable later domestication of the grapevine, combined with the fact that it takes a minimum of 3 y to establish a vine to bear fruit, meant that grapes would have been a rarer commodity than grain. What makes the domesticated vine so desirable for larger-scale production is that it is hermaphroditic, with both the male and female reproductive organs contained within a single flower, where fertilization readily occurs. The wild vine is dioecious, with separate male and female plants, so that it is dependent on the wind and, to a lesser extent, insects for pollination. Only a portion of the wild vine population—the female individuals—can produce fruit, and even then, not all flowers are pollinated. Consequently, wild vines produce far less fruit than domesticated vines. Cyt: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5715782/#r37 Niewątpliwie i winorośl właściwa i pszenica (jako reprezentankta zbóż) to rośliny, które z punktu widzenia ewolucji, kopiowania helis DNA, odniosły ogromny sukces. Podgatunków wionrośli jest podobno teraz już ok. 10 tyś, pszenica zajmuje ok 2 mln km2 terenów - a my? No jest nas 7,5 mld, latamy w kosmos, za cene dyskopatii, próchnicy i wszechobecnego alkoholizmu. Na zdrowie.
  24. Nie dość, że trzmiel lata, to robi to w trudniejszych warunkach niż pszczoła i dłużej (nawet 18 h na dobę). Trzmiele latają podczas mżawki i w lekkim deszczu, wtedy gdy pszczoły siedzą w ulu. Wylatują juz przy 8 st C , a pszczoły potrzebują 12-14 st. No i wiatr. Trzmiel lata przy 70 km/h, a pszczoła rezynuje już przy 30...Trzmiel to jak widać dobry, owadzi lotnik. https://www.e-sadownictwo.pl/artykuly/pszczelarstwo/8402-trzmiel-vs-pszczola-ktory-owad-jest-lepszym-zapylaczem
  25. Z komentarzy pod tym artykułem: https://arstechnica.com/science/2021/10/lucys-solar-panel-hasnt-latched-a-problem-for-a-mission-powered-by-the-sun/?comments=1 wynika, że NASA miała do dyspozycji zaledwie 20 kg plutonu. Sytuacja ma się podobno poprawić po 2022 r. Pluton ma być (i tym bardziej miał być w chwili projektowania Lucy) wykorzystywany głównie do misji poza orbitę Jowisza i ważnych misji powierzchniowych. Sam Perseverance zabrał 4,8 kg plutonu-238.
×
×
  • Create New...