Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

venator

Użytkownicy
  • Zawartość

    21
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Zawartość dodana przez venator

  1. venator

    Odkrycie Ameryki mogło schłodzić klimat

    Badania miast-ogrodów znajdujących się na terenie dzisiejszego stanu Mato Grosso w Brazylii wskazują, że dobrze funkcjonowały jeszcze w XVI w a więc z chwilą przybycia konkwisty. Wg. badacza tych miast, Micheala Heckenbergera, główną przyczyną upadku tych leśno-parkowych cywilizacji była zaraza przywleczona przez Europejczyków. Ale i tak kluczowe jest to o czym napisałeś - upadek państwa Azteków i Majów - ci wykorzystując uprawę żarową potrzebowali zapewne masę przestrzeni.
  2. Zmiany zachodziły wolno ale stale przyspieszały. I był to wzrost wykładniczy a nie liniowy. Kurzweil nazywa to Prawem Przyspieszenia Zwrotów. Sprawdza się i w paleolicie. Od opanowania ognia (ok. 1 mln lat temu), do następnego przełomowego wynalazku - użycia włóczni, minęło ok. 600 tyś lat. Od włóczni do wynalezienia łuku minęło ok. 575 tyś lat. Ale w między czasie doszło opanowania umiejętności krzesania ognia (ślady pirytu na stanowiskach), która była przełomową umiejętnością i ogólnego rozwoju technik wytwarzania narzędzi. Później odstępy pomiędzy kolejnymi kluczowymi wynalazkami są coraz krótsze, leci to coraz szybciej. Poza tym prehistoria to pojęcie bardzo ogólne. Ze środkowego paleolitu, z czasów denisowian, znaleziska rzeczywiście są rzadkie ale z górnego paleolitu, późnego czy mezolitu..zupełnie inna baza źródłowa.
  3. venator

    Naukowcy obalają kolejną czarną legendę o średniowieczu

    Jak będę miał więcej czasu to postaram się tę pracę szczegółowiej przejrzeć bo wygląda na ciekawą. Kwestia zarobków (a raczej ich siła nabywcza) jest w ogóle ciekawa bo nie pokrywa się do końca z rozwojem gospodarczym. Znaczący spadek płac nastąpił na początku rewolucji przemysłowej, kiedy upadło mnóstwo tradycyjnych manufaktur czy pod koniec XVII w i w XVIII w Holandii gdy upadł zawód "małego" kopacza torfu. I tak będzie w XXI w., kiedy sztuczna inteligencja, automatyzacja pracy zlikwiduje wiele zawodów. Ale po tym dołku zawsze przychodziło wyrównanie a następnie wzrost, wraz z pojawieniem się nowych zawodów. Inna kwestia to co się dzieje z płacami "klasy robotniczej" w takich dojrzałych gospodarkach jak ta w USA, gdzie wraz ze stagnacją siły nabywczej pensji robotnika idzie w parze nieprawdopodobna wręcz akumulacja kapitału w rekach wąskiej grupy ludzi. Ściśle jest to związane z neoliberalnym modelem gospodarczym. Zjawisko szkodliwe bo tylko prowadzi do eksplozji napięć społecznych ( a w przeszłości akumulacja kapitału doprowadziła w końcu do takich zjawisk jak rewolucja październikowa). "Raczej" - «partykuła wyrażająca przekonanie mówiącego, że jedna z dwóch możliwości jest bardziej prawdopodobna w porównaniu z drugą, " To z definicji PWN. Mowa o większym prawdopodobieństwie a nie o oczywistości. Moja "hipoteza" jest taka, że zaostrzenie klimatu i kończące się zasoby wymusiło na niektórych społeczeństwach zachowania opisane w teorii zasobu ostatecznego. Pchnęło to ostatecznie ludzkość na nowe tory.
  4. venator

    Życie na Ziemi istnienie dzięki zderzeniu dwóch planet?

    Czytałem. Chodziło o te, Twoje zdanie: Ze zdania tego wynika, że ciało o masie mniejszej niż 0,85M nie byłoby gwiazdą a to nieprawda. Ten układ jest ciekawy, z resztą był inspiracja w Sci-fi: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ran_(gwiazda)#/media/File:System_Epsilon_Eridani.JPG https://pl.wikipedia.org/wiki/Ran_(gwiazda) Są dwa pasy asteroid, jest "Jowisz", "pas Kuipera", gwiazda to młody pomarańczowy karzeł. "Zaledwie" 10,5 roku św. od Ziemi.
  5. venator

    Naukowcy obalają kolejną czarną legendę o średniowieczu

    O ile intensywność gospodarki Holandii i ekstensywność Rzeczpospolitej rzeczywiście była zdeterminowana w znacznym stopniu rozmiarami to w przypadku Anglii to nie jest takie oczywiste. Jeśli zaś chodzi o znaczenie militarne i polityczne powierzchni państwa to było ono niewielkie. Zjadły nas przecież całkiem małe Prusy . Gdzie ja napisałem, że MEL wpłynął na dobrobyt "pospólstwa"? Bo "wpłynąć" to stwierdzenie kategoryczne. Zdanie brzmiało: Ale jeśli chodzi o pozostałą część zdania to można być mocno sceptycznym aby klimat mial aż taki negatywny wpływ. Raczej wprost przeciwnie. "Raczej" -"partykuła wyrażająca wahanie mówiącego co do wyboru odpowiedniego sądu i zarazem skłonność, by uznać sąd komunikowany w zdaniu, " I nadal to podtrzymuje. Nigdzie też nie napisałem, że ci ludzie opływali w jakimś dostatku, a jedynie, że zaczęły się procesy wyrywające ich z pułapki maltuzjańskiej - rozpoczęła się rewolucja przemysłowa. Rewolucja ta zapoczątkowana była dostępem do taniej energii cieplnej. A przy okazji Holendrzy się wzbogacili Nie ma sprzeczności jeśli weźmiemy pod uwagę pewną dwoistość natury człowieka. Co do pierwszego zdania to zgoda. Trofa jest dobra do określenia biologicznej siły pieniądza. Z tym się zgadzam. Ale nie jest narzędziem doskonałym. PKBpc jest nadal uważane za najlepszy wskaźnik dobrobytu. I także nie jest doskonałe. Dlaczego więc uparcie o nim piszę? Bo są tablice statystyczne Maddisona. Także obarczone błędami (prawdopodobnie wzrost przed 1820 był trochę przeszacowany) ale nikt nie wykonał bardziej tytanicznej pracy analitycznej, dzięki czemu możemy porównywać różne kraje w różnych epokach historycznych w oparciu o dolara międzynarodowego 1990. Projekt, pomimo śmierci Maddisona nadal jest żywy. I z tablic Maddisona wynika niezbicie jedno - w końcówce MEL rozpoczął się niezwykle dynamiczny rozwój gospodarczy trwający do dzisiaj. Redystrybucja bogactw to temat rzeka. Jednak nawet w bogatych krajach o wysokim wskaźniku Ginniego (np. USA), biedak będzie dużo bogatszy niż ten z kraju dużo biedniejszego.
  6. venator

    Życie na Ziemi istnienie dzięki zderzeniu dwóch planet?

    Daleko posunięty optymizm. W tym leży główna różnica między zwierzęciem a człowiekiem. Zarówno jastrząb, jak i człowiek jedzą kurczaki, ale im więcej jastrzębi tym mniej kurczaków, podczas gdy im więcej ludzi tym więcej kurczaków (Henry George) Jakoś większość zwierząt (oczywiście nie tych trzymających sztame z człowiekiem) nie potrafi zmierzyć się z szybko zmieniającą się rzeczywistością. Jakoś wielkiemu Orłu Haasta inteligencja i siła na niewiele się zdała. Otwieracza nie znalazł. Przecież jako gwiazdę definiuje się ciało niebieskie zdolne do syntezy wodoru, a takie ma masę minimum 8% Słońca.(przy wysokiej metaliczności 76 mas Jowisza przy niskiej 87 mas Jowisza czyli tak około 8% masy S.). Co mają do tego pierwiastki ciężkie? Jedyna konkurencja to był nasz daleki kuzyn, Neandertalczyk. Odkrycie przyczyn jego wyginięcia to Święty Graal archeologii pradziejowej. Ale obydwaj, Neandertalczyk jak i h.s.s. mieliśmy przodka wspólnego z już ukształtowanym mózgiem, z inteligencją. Bardzo mi się podoba hipoteza homo przypadkiem sapiens jako rozwinięcie architektury von Neumanna, budowy niezawodnego systemu z zawodnych elementów. Dużo zmiennych, które zaistniały w określonym czasie i przestrzeni. Może tam gdzieś w Kosmosie przebiegało to w podobny sposób albo zupełnie odmienny dając podobny skutek..ciekawe.
  7. venator

    Naukowcy obalają kolejną czarną legendę o średniowieczu

    Te trzy kraje w 1700 r. miały łącznie 12,5 mln mieszkańców z populacji Europy liczącej ok. 100 mln. Nie jest to więc "niewielki ułamek" a powierzchnia nie ma znaczenia. Liczy się znaczenie gospodarcze i polityczne. A te było bardzo istotne. Również dla naszego kraju. Handel/rabunek - owszem, tylko lepiej wykorzystany - wyższa stopu zwrotu z inwestycji (patrz-rafinacja cukru). Natomiast ten atlantycki klimat wówczas nie był taki wcale łagodny, przeczą temu rekonstrukcje klimatyczne. Np. "Wielki mróz" 1708/09 w Anglii charakteryzował się wyższą niż na kontynencie temperaturą, za to często występowały silne sztormy. W ogóle MEL to przede wszystkim zmienność pogody i zimne przedwiośnia. Mrozy ciągnące się po Niedziele Palmowe nie były rzadkością. Spadki temperatur były znaczące ale we znaki dawały się przede wszystkim sztormy. Dla żeglarskich społeczności to był problem. Szwedzi nie przyszli do nas pchani mrozem po papu ,a po to aby pobierać cła i kontrolować żeglugę bo to przynosiło największe zyski. Pomijając epokę Wikingów to od średniowiecza aż po XVIII w. byli bardzo ekspansywni. W sukurs temu co piszę zapewne przyjdzie m i, zgodnie z zapowiedzią, praca naukowa dr Piotra Guzowskiego (UwB) i dr Adama Izdebskiego (UJ), członków amerykańsko-polskiego zespołu interdyscyplinarnego, badającego wpływ MEL na cywilizacje: https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/139254869 Pewnie by palili ale mniej. Nie rozumiem dlaczego ogrzanie własnego mieszkania ma nie być korzystne na poprawę jakości życia? Być może zjawisko rewolucji przemysłowej by nadeszło ale później i nie tak intensywnie. Jednak zwiększony popyt na węgiel zwiększał i podaż a to wymuszało fedrowanie głębiej i intensywniej. Dlatego pomysłowi ludzie wymyślili silnik parowy. I poszło...A za friko to można, mówiąc kolokwialnie, w zęby dostać. Jakość życia jest ocenić niezmiernie trudno i będzie to zawsze obarczone ogromnym błędem, dlatego, że jest oparte w znacznym stopniu na dobrostanie subiektywnym: https://pl.wikipedia.org/wiki/Dobrostan_subiektywny I jak to chcesz zmierzyć? Kopacz torfu w Holandii, harujący w XVII w. po 12h (może więcej, może mniej, nie wiem), mógł być szczęśliwy bo ta praca zbliżała go do Boga. Bo taki był protestancki etos. I nie tylko, bo w katolicyzmie także była religijna pochwała pracy. Ludzie dużo pracowali, tak byli wychowywani. Tak głosił kościół. Każdy. Czy byli przez to mniej szczęśliwi? Bardzo to ciężko jednak zmierzyć w ujęciu statystycznym. A PKBpc da się jak najbardziej. Poza tym we współczesnych indeksach jakości życia, operujących precyzyjnymi danymi (poza kwestią dobrostanu subiektywnego), PKBpc zawsze jest na pierwszym miejscu. Bo wielką nieprawdą jest powiedzenie "pieniądze szczęścia nie dają" (w sensie dobra materialne). Tak więc nie ma lepszego narzędzia do porównania poziomu życia wielu społeczeństw na przestrzeni wieków niż PKBpc Mylisz skutek z przyczyną. Przyczyną spadku jakości życia w Rzeczpospolitej w okresie XVI-XVIII w. był wzrost produktywyności a co za tym idzie wzrost liczby ludności przy spadku stopy życiowej, tak w ujęciu podaży kalorycznej (80% podaży kalorycznej ogromnej większości społeczeństwa) jak i dostępu do dóbr materialnych (a więc klasyczny przykład pułapki malt.) To jest dosyć dobrze przebadane. Oczywiście swoje dodały także wojny ale ich wpływ nie był aż tak duży jak się przyjęło w starszej historiografii. Natomiast XIX w. to kwestia jeszcze bardziej skomplikowana bo mamy do czynienia z trzema odrębnymi organizmami państwowymi i zachodzącymi bardzo już dynamicznymi zmianami (koniec pańszczyzny, uprzemysłowienie, pocz.kapitalizmu). Znowu dochodzimy tu do kwestii dobrostanu subiektywnego. Jeśli mam być biedny, ale mieć zaspokojone podstawowe potrzeby biologiczne na współczesnym poziomie, to mając pracę przynoszącą bardzo dużo satysfakcji - to i owszem mogę harować po 12h. I odwrotnie - jak mam nienawidzić swojej roboty, która wykonuje 2 h dziennie i być bogatym to wolę to pierwsze. Bo to moje subiektywne odczucie. Dlatego jako narzędzie badawcze jest bardzo ułomne. W przeciwieństwie do koszyka dóbr - tu mamy pewność, że im on większy tym ludzie na ogół szczęśliwsi.
  8. venator

    Życie na Ziemi istnienie dzięki zderzeniu dwóch planet?

    Od tych ewolucyjnych wskazówek jest jeden wyjątek - mózg o inteligencji zdolnej do stworzenia cywilizacji technicznej. W tak bogatym i różnorodnym ekosystemie jak ziemski udało się to tylko człowiekowi. Niepokoi mnie ta wyjątkowość. A wymienione choroby autoimmnoulogiczne nie są chyba aż tak niebezpieczne, a w pewnych aspektach napędzają nawet rozwój.
  9. venator

    Życie na Ziemi istnienie dzięki zderzeniu dwóch planet?

    Nie jest dobrze. Gdybyś przed 8 wrzucił zero i zlikwidował 5 to byłoby dobrze. 0,85 M to jest 85% masy Słońca, a to więcej niż mają najmasywniejsze czerwone i pomarańczowe karły. A obydwa typy karłów są przecież gwiazdami. Nie wiem, strzelałem przecież. Jednak wszystkie ostatnie odkrycia zdają się potwierdzać hipotezę , że pewne zjawiska w Kosmosie są powszechne. Dlaczego i układ podobny do naszego miałby być jakimś wyjątkiem?
  10. venator

    Życie na Ziemi istnienie dzięki zderzeniu dwóch planet?

    Tutaj zawarty jest znaczący błąd. Reakcje syntezy nie zachodzą w brązowych karłach, które mają masę mniejszą niż 0,08 masy Słońca , przez co nie są uważane za pełnoprawne gwiazdy. Powyżej tej masy dochodzi już do syntezy. 0,85M to już jest masa nawet większa niż gwiazd typu widmowego K (pomarańczowe karły). Te gwiazdy uważa się zaś za najlepsze dla życia. Żyją 1,5-2 x dłużej niż Słońce a są spokojniejsze niż czerwone karły. Ponadto rozważając kwestię życia w Kosmosie należy wziąć pod uwagę efekt skali. W obserwowalnym Wszechświecie jest szacunkowo ok. 70 trylionów gwiazd. Nawet jeśli tylko co przy milionowej gwieździe zachodzą zjawiska takie jak w naszym US to daje to 70 bilionów układów. Mało? W naszej Galaktyce dałoby to ok. 300 tyś układów. Można zgodzić się co do jednego - życie inteligentne, zdolne do stworzenia cywilizacji technicznej może być rzeczywiście rzadkie, patrz - hipoteza (teoria?) homo przypadkiem sapiens. Ale tutaj znowu wchodzi efekt skali... Trochę nietrafione porównanie. Szerokie kopyta są potrzebne zarówno dromaderom wędrującym po piasku, baktrianom wędrującym po piasku i czasem po śniegu. Natomiast niedźwiedź polarny też ma szerokie bardzo stopy - zarówno śnieg jak i piach w pewnych konsystencjach są po prostu grząskie.
  11. venator

    Naukowcy obalają kolejną czarną legendę o średniowieczu

    Przykład, który podałem nie jest wyrywkowy bo zjawisko sukcesu gospodarczego opartego na dostępie do taniej energii cieplnej obejmuje aż trzy ważne gospodarczo kraje: Flandrie (późne średniowiecze/renesans), Holandię (XVII w.) i Anglię, a w zasadzie Wlk. Brytanie (XVIII w.). Ten ostatni kraj oparł swój sukces zresztą o znacznie lepszy surowiec niż torf, a więc węgiel kamienny. Początkowo używano go głównie do ogrzewania. W Anglii doszło szybko do podobnego zjawiska jak w Niderlandach - wylesienia. Zaczęto więc palić węglem, dostępnym miejscowo, a znaczący wzrost jego zużycia w Londynie przypada "dziwnym trafem" na początek klimatycznego MEL (XVI w). Rozwinęło to górnictwo węgla kamiennego, z którym związany jest ściśle jeden z najważniejszych wynalazków w historii - silnik atmosferyczny Newcomena (Newcomena czasem zwanego przecież ojcem rewolucji przemysłowej). Zaczęto także stosować koks do wytopu surówki co też było rewolucją. Tak więc i w Anglii ochładzający się klimat wpłynął na zjawisko opisane przez Simon'a . Dla mnie korelacja jest dosyć oczywista. Z handlu żyło wiele republik ale tylko Holendrzy uzyskiwali tak duży zysk - w sto lat niemal podwoili PKB per capita. A to dzięki działalności opisanej w poprzednim poście (rafinacja cukru, soli etc.), czyli dostępu do taniej energii cieplnej. Sprzedawali więc produkty o wysokiej wartości dodanej. Brytyjczycy aż tak wielkiego skoku nie mieli ale też w przeciągu XVIII w był on bardzo znaczący. Nie trzeba definiować intuicyjnie bo jest jedno narzędzie porównawcze - PKB per capita. Nie jest doskonałe ale nie ma innego lepszego aby porównać różne kraje w różnych epokach. Nie jest to proste ale zależności są zauważalne - wyczerpywanie się zasobów wymuszało kreatywność. Okres przed MEL czyli średniowieczne optimum klimatyczne, nie było aż tak ciepłe jak się przyjmuje w powszechnej świadomości (np. propagandowy mit zielonej Grenlandii). Średnia temp. była o 0,5-0,8 st C niższa niż w okresie 1961-90 a więc bliżej było do MEL niż do czasów obecnych. Tak, choćby Rzym, który rozwinął się w optimum rzymskim (optimum w okresie subatlantyckim). Ale dosyć dotkliwe ciosy zadawały mu cywilizacje rozwinięte w znacznie mniej korzystnych warunkach. A one z kolei wykształciły specyficzny ustrój "demokracji wojennej", czyniąc je przy relatywnie niewielkiej liczbie ludności, bardzo ekspansywnymi. I odnoszącymi swoje znaczące sukcesy. Teoretycznie. Ale np. w Rzeczpospolitej na spadek produkcji zboża wpływ zaostrzającego się klimatu był raczej pomijalny. O kryzysie gospodarczym zadecydowały inne czynniki, będące doskonałą ilustracja zjawiska pułapki maltuzjańskiej.
  12. venator

    Naukowcy obalają kolejną czarną legendę o średniowieczu

    Ps 3 Wkradł się błąd bo pisałem z pamięci. Wg. rekonstrukcji Luterbachera ostatnia dekada XVII w była jednak mocno zimna , zwłaszcza zima 1695 r. była niewiele cieplejsza niż ta 1708/09. To lata poprzedzający "wielki mróz" były raczej ciepłe po 1701 r. np. rok 1706 był cieplejszy średnio niż 1984 r. Oczywiście należy zaznaczyć, że te rekonstrukcje mogą być obarczone dużym błędem (raczej zawyżają temp.)
  13. venator

    Naukowcy obalają kolejną czarną legendę o średniowieczu

    Pogorszenie się jakości życia mieszkańców Europy na przestrzeni ostatniego tysiąclecia dobrze tłumaczy zjawisko pułapki maltuzjańskiej, której podstawą jest statyczna teoria zasobów. Słowem, jakikolwiek wzrost produktywności powodował wzrost populacji ale nie przekładał się na podniesienie stopy życiowej. A wprost przeciwnie. Wyrwanie się z pułapki maltuzjańskiej paradoksalnie następowało jednak w okresach największych ochłodzeń: minimów Maundera, Daltona, po części i Wolfa, na które przypadają kolejne etapy rewolucji industrialnej. Weźmy konkretny przykład: Flandria, Brabancja, Holandia. Pod koniec średniowiecza nastąpiło przesunięcie centralnego ośrodka gospodarczego w Europie na teren dzisiejszej Belgii i Holandii. W 1350 r. Brugia liczyła aż 90 tyś mieszkańców, Gandawa 57 tyś. Te duże i bogate miasta (+Ypres) potrzebowały mnóstwo surowca, nie tylko do produkcji ale też i ogrzewania domów, w ochładzającym się przecież klimacie. Podstawowy i w zasadzie jedyny surowiec do wytwarzania energii cieplnej to było drewno. Postępujące uprzemysłowienie, zwłaszcza wzrost produkcji żelaza powstającego w bardzo mało wydajnym energetycznie procesie, zużycie drzewa do budowy gotyckich budowli, powodował wylesianie. Zjawisko to dotknęło szczególnie trzy wyżej wymienione kraje.Do 1600 r. wytrzebiono tam prawie wszystkie lasy. A palić trzeba było. Sięgnięto więc po pierwsze paliwo kopalne - torf (niby jest odnawialny ale można to pominąć, przyrost jest niezwykle wolny). Takie zachowanie świetnie tłumaczy stworzona przez Juliana Simon'a teoria zasobu ostatecznego. W przypadku kończącego się zasobu, ludzkość dzięki swojej inteligencji, jest w stanie zastąpić go innym lub go wytworzyć. Jedynym ograniczeniem jest zasób ostateczny czyli "moc obliczeniowa" ludzkiego mózgu. Skończy się kreatywność ludzkiego mózgu to skończą się zasoby. I żadna epoka lodowcowa w tym nie przeszkodzi. Dotychczas się sprawdza. A przecież wchodzi jeszcze sztuczna inteligencja... Holendrzy na torfie, który był źródłem taniej energii cieplnej zbudowali swoją potęgę gospodarczą. Oczywiście znaczenie miał też ich "zmysł" handlowy, kalwińska pochwała bogacenia się (oprocentowane pożyczki), czy też położenie geograficzne, a także napływ kapitału po 1580 r. z niespokojnych Niderlandów południowych. Dodać też można użycie wiatraków do pozyskania energii mechanicznej. Ale to właśnie tania energia cieplna pchnęła Holandię na podium najbogatszego kraju świata w XVII w. Najpopularniejszym w XVII w. "surowcem" był cukier, a ze stu cukrowni w Europie, aż połowa istniała w Holandii. Produkowano na skalę przemysłową sól, pozyskiwaną w salinach, do których ogrzewania służył torf. Dzięki temu do większej ilości klientów można było eksportować solone śledzie, mięso, nabiał. Produkowano rury gliniane, kafle piecowe, barwiono płótna, wytwarzano szkło, mydło. Importowano drewno, którym nie trzeba było ogrzewać mieszkań, bo do tego był torf, a można było zużyć je do budowy statków. Dzięki czemu uzyskiwano wyższy "zwrot z inwestycji". Palony torf topił smołę, służył do obróbki termicznej elementów metalowych. Wszystko do budowy statków i okrętów. W Holandii w XVII w. aż 60% ludności mieszkało już w miastach (myśmy to osiągnęli w PRL), dochód pkb per capita był dwa razy wyższy niż w sąsiednich, zamożnych przecież, krajach. To było wyrywanie się z pułapki maltuzjańskiej bo wzrost liczby ludności nie przekładał się na zubożenie populacji. A to dzięki kreatywności. Oczywiście nadal żyło tam dużo biedoty, a na tle współczesnej Zachodniej Europy to dochód ówczesnych Holendrów był jednak niski. Ale zjawisko zaistniało. Nie przeszkodził w tym MEL. Wprost przeciwnie, na zasadzie "potrzeba matką wynalazków", ochłodzenie było zapewne impulsem do poszukiwania nowej drogi. W Rzeczpospolitej sytuacja była zgoła odmienna ale tu również nie widział bym drastycznie złego wpływu klimatu na pogorszenie się sytuacji ludności . Przyczyną była anachroniczna struktura gospodarcza. Ale o tym może oddzielnie bo i tak wyszedł elaborat. PS. To nie było też tak, że MEL to było wieczne zimno, lodowce i niedźwiedzie. Bywały wręcz dekady względnie ciepłe. Jak np. lata 1690-1708 gdy średnie temp. były takie jak w okresie 1950-1985 r. Oczywiście ten ciepły okres zakończył się "fajerwerkami" - zimą tysiąclecia 1708/1709 zwaną "wielkim mrozem". Ps 2. Poza tym klimatycznie MEL sięgał do 1900 r kiedy epoka przemysłowa trwałą w najlepsze i nawet w krajach tak zacofanych jak Rosja carska następował wzrost stopy życiowej postępujący ze wzrostem liczby ludności.
  14. venator

    Naukowcy obalają kolejną czarną legendę o średniowieczu

    Co do podkreślonej części zdania to pokrywałoby się z teorią pułapki maltuzjańskiej. Ale jeśli chodzi o pozostałą część zdania to można być mocno sceptycznym aby klimat mial aż taki negatywny wpływ. Raczej wprost przeciwnie. « powrót do artykułu
  15. W zdrowym ciele zdrowy duch... Ojciec polskiej medycyny, Wojciech Oczko, miał grubo ponad 400 lat temu takie o to spostrzeżenia: Ruch zastąpi prawie każdy lek, podczas gdy żaden lek nie zastąpi ruchu @krzysztof B7QkDkW BMI jest dobrym wyznacznikiem tylko i wyłącznie w "globalnej"statystyce. WHR już dużo lepiej. Dlatego przy pomiarach ciała najlepszy będzie centymetr krawiecki.
  16. venator

    Chińczycy wylądowali!

    Powtarzam jeszcze raz - przewaga Chin polega na posiadaniu woli politycznej co zapewnia przede wszystkim stabilizacje. Wielkim dramatem NASA jest uwikłanie się w polityczne rozgrywki i zależność od polityków ograniczonych horyzontem wyborczym. Wystarczy prześledzić historie ich programu kosmicznego. Dalekosiężne były tylko dwa - Apollo i STS. Przy czym co do STS to porwano się na skomplikowany projekt z ograniczonymi, decyzją polityczną, środkami. Druga odsłona dramatu NASA to drenaż mózgów przez prywatny sektor kosmiczny. Zdolni pasjonaci idą teraz do SpaceX i innych prywatnych firm a nie biurokratycznego molocha. Taki prosty przykład z brzegu - technologia termicznych silników nuklearnych jest w NASA znana i teoretycznie oraz w pewnym stopniu praktycznie przebadana. Taki silnik umożliwiłby skrócenie podróży na Marsa nawet o połowę i uniezależniłby loty od koniunkcji planet. NASA na badania nad tym silnikiem przeznacza..7 mln $ rocznie. Teoretycznie coś ma się ruszyć w 2022 r. a bez rewolucji w napędach nie bardzo sobie wyobrażam załogową eksplorację naszego Układu. Sam Musk byłby takimi silnikami zainteresowany gdyby rząd zbudował naziemne stanowisko testowe. A jest wola polityczna? Być może taki kop w d...by się Amerykanom przydał. Takim kopem dla Jankesów był nie lot Gagarina a Titowa. 16 dni po tym jak Gus Grissom wykonał swój skok balistyczny i przy wodowaniu o mało co nie utonął, Sowieci wysłali Titowa na orbitę na cały dzień. Latał Titow nad głowami Amerykanów, chyba ze trzy razy. Spekulowano, że mógł bomby wodorowe przecież zrzucać. Może chiński Titow, który np. wyciągnąłby wypłowiałą od słońca, amerykańską flagę z księżycowego regolitu, spowodowałby ten sam efekt? Szok, przerażenie i ..mobilizacje. Co do Trumpa to jego sensowny pomysł , to skasowanie do 2028 r. programu ISS, który kosztował USA 87 mld $, a teraz rocznie kosztuje 3-4 mld $ rocznie i przeznaczenie tej kasy na Księżyc. Sensowne bo ISS to wieczne tkwienie w studni grawitacyjnej Ziemi. Nawet badań nad sztucznym ciążeniem nie robią Był projekt centryfugi, którą mieli zamontować na ISS, z malutkim habitacikiem sypialnianym. Ciążenie jakieś 0,5 g i wpływ takiego ciążenia na ciało śpiącego cżłowieka. Ciach i kasy na program nie było. Był projekt wywołania ciążenia takiego jak na Marsie (chyba ok 0,35 g) i wpływ tego ciążenia na myszy. W końcu to ssaki. Ciach i kasy na program nie było. Nie były zbyt kosztowne. To po co ta stacja? Żeby orbitowała? Gdy Amerykanie realizowali program Gemini to nie pot aby dwóch astronautów sobie polatało na orbicie a po to aby przetestować technologie niezbędne w locie na Księżyc. A teraz gdzie jest ten cel?
  17. venator

    Chińczycy wylądowali!

    To ten rozpęd jest naprawdę potężny . Chiny były w 2018 r nr 1 jeśli o liczbę startów - wynosiła ona 39 vs 31 amerykańskich. Ale jeśli chodzi o wyniesiony ładunek użyteczny to USA wyprawiło w przestrzeń kosmiczną jednak aż 2 x większą masę. Także przewaga USA jest nadal znacząca a jeśli chodzi o eksploracje US to prymat jest niepodważalny. Chiny mają jednak w pewnej materii bardzo dużą przewagę - jest nią wola polityczna i systematyczność. Możemy się z tego śmiać bo to przaśne i prl-owskie ale tam nadal realizuje się plany 5-letnie co zapewnia dużą stabilność . Konsekwentnie i bez pospiechu realizują swoje plany. Specjaliści twierdzą, że załogowe lądowanie na Księżycu to plan 2030-34. I nie będzie to kopia Apollo a raczej program mający pokazać, że Chiny też potrafią - lądowanie na biegunie, ewentualnie na "ciemnej" stronie (choć to nie będzie chyba łatwe), pierwsza kobieta na Księżycu, dłuższy pobyt na powierzchni (max w programie Apollo to 72 h). Przepraszam, że post pod postem. Uważam, że jednak nie doceniasz wkładu programu Apollo w naukę i rozwój technologi. Z mało rozwiniętych technologii wyciśnięto wówczas naprawdę dużo a sam program, który o mało co a nie zakończył się fiaskiem, był przykładem olbrzymiej determinacji sporej grupy ludzi. Za bardzo wówczas nie dało się więcej zrobić. Wszystko to było pionierskie.
  18. venator

    Chińczycy wylądowali!

    Proszę zwrócić uwagę na nieprzypadkowe miejsce lądowania. Krater Von Karmana. Najlepszym uczniem von Karmana i jego protegowanym był Qian Xuesen, Pomimo olbrzymich zasług dla amerykańskiego programu kosmicznego, był współtwórcą JPL, autorem koncepcji wahadłowców (jego teoretyczna praca była podstawą programu Dynasoar), po nagonce antykomunistycznej Xuesen został z USA wydalony w 1955 r. Po powrocie do Chin został ojcem chińskiego programu kosmicznego. Taki chiński Korolow. Miejsce lądowania to ewidentna aluzja do USA, może zaproszenie do nowego "wyścigu"?
  19. venator

    Wiemy, co jedli krzyżacy z Przezmarku

    @3grosze Takie dane znalazłem na stronie powstałej z inicjatywy Instytutu Żywienia i Żywności: https://ncez.pl/abc-zywienia-/zasady-zdrowego-zywienia/ryby-----zdrowe-czy-skazone-- Polska jest krajem o wciąż małym spożyciu ryb, wśród których nie dominują najbardziej zanieczyszczone gatunki dużych drapieżnych osobników. Z danych GUS-u wynika, że przeciętne miesięczne spożycie ryb i owoców morza na 1 osobę w Polsce w 2016 roku wynosiło 320 g miesięcznie, czyli ok. 80 g na tydzień. @Ergo sum Nie popełniłem błędu gdyż napisałem wyraźnie o szlachcie średniozamożnej, która stanowiła nie więcej jak 16% ogółu szlachty czyli z tych 10%. Te 8-10% było mocno zaś zawyżane przez Mazowsze gdzie szlachta łącznie z zagrodową stanowiła aż 23% ogółu społeczeństwa a na Podlasiu 20%. Jednak w Małopolsce czy Wielkopolsce bliższe było standardom europejskim i stanowiła nie więcej niż 4% a na Litwie tylko 1%. Szlachty bardzo bogatej ale nie magnackiej było chyba mniej nawet niż te 1%. W bogatym województwie kaliskim właścicieli ponad 20 wsi, a więc osób uchodzących za bardzo bogatych, było ledwie 25 (pod koniec XVI w.) Z tym, że zróżnicowanie regionalne było bardzo duże a wraz z upływem czasu następowała koncentracja własności szlacheckiej. Natomiast następne zdanie to zbyt daleko idące uogólnienie. Przypominam, że pod koniec zaborów wysokotowarowe rolnictwo z zaboru pruskiego należało do najbardziej wydajnych w Europie, a poziom życia nieporównanie wyższy niż jeszcze 100 lat wcześniej. W Rzeczpospolitej ten spadek poziomu życia rzeczywiście postępował ale został on wyhamowany po 1730 r. Był on jednak paradoksalnie związany ze wzrostem liczby ludności co stanowi dobry dowód na to, że ludność wówczas tkwiła w pułapce maltuzjańskiej. Zresztą nie tylko w Polsce. @ex nihilo Dzięki za wartościowe cytaty. Choć użyte w cytacie sformułowania "duże ilości' są mocno nieprecyzyjne. Szkoda, że nie ma procentowego określenia udziału ryb w diecie codziennej. Tak czy inaczej trzeba poczekać na publikacje badań bo w świetle tego co napisałeś wnioski są co najmniej dziwne.
  20. venator

    Wiemy, co jedli krzyżacy z Przezmarku

    Wg. GUS przeciętne roczne spożycie ryb w Polsce na głowę mieszkańca w 2016 r. to było 3840 g. rocznie, 80 g na tydzień. Trochę ponad 11 g. na dzień. Licząc dla śledzia w oleju i dla przeciętnego mężczyzny o wadzę 70 kg, prowadzącego umiarkowany wysiłek fizyczny, wychodzi, że ryba stanowi nieco ponad 1% w dziennym bilansie kal. przeciętnego Polaka. Dla kobiet będzie to ciut więcej. Rzeczywiście mało ale.. dotyczy to przeciętnego mieszkańca naszego kraju, a moje dane dotyczyły średniozamożnej szlachty a to było raptem 0,7-1,5% ogółu społeczeństwa. Maksymalnie nieco ponad 100 tyś osób, w okresie największej liczebności kraju. Ogromną większość stanowili jednak chłopi i plebs. Źródła praktycznie nie wymieniają ryb w chłopskim jadłospisie. Chyba, że dysponujecie nowymi opracowaniami, które przedstawiają inny obraz. Wyjątkiem potwierdzającym regułę był plebs gdański, który spożywał głównie suszone dorsze i razowy chleb, zagryzał "śledziem i szprotką". Czyli żywił się najtańszym i najłatwiej w tamtych warunkach dostępnym pokarmem. Sam dwór królewski ani dwory magnackie nie były w żaden sposób reprezentatywne dla ogółu społeczeństwa. Ryb szerzej nie znano. Nie bez kozery zacytowałem tutaj Paska. Poprawa gospodarki rybnej nastąpiła w XVI wieku ale uległa załamaniu w okresie wielkich wojen 1648-67, zwłaszcza po Potopie. Mnóstwo stawów zostało rozbitych co skutkowało min. lokalnymi zabagnieniami. Spowodowało to lokalnym pojawieniem się nieznanych wcześniej chorób takich jak malaria. Szlachta, średniozamożna oraz bogatsze warstwy oczywiście ryby jedli i je cenili. i nie były to tylko karaski. Jedzono karpie, szczupaki, pstrągi, łososi, liny, płocie, sumy i jesiotry. O dziwo nie jedzono śledzi. Masa a tym bardziej objętość pożywienia ma niewielkie znaczenie, chyba, że chcesz zapchać żołądek. W prawidłowej diecie podstawą jest bilans kaloryczny. Ten w okresie prosperity gospodarczej Korony w XVI w. a więc także i w czasach istnienia Krzyżaków był bardzo przyzwoity. Przeciętny chłop, mężczyzna, spożywał ok 3500 kcal dziennie. Obecna norma dla ciężko pracującego mężczyzny to ok. 4000 kcal ale biorąc pod uwagę znacznie mniejsze wymiary ciała XVI wiecznego chłopa to pewnie wyjdzie podobnie. Piramida żywieniowa była nieco zaburzona, występowała pewna nadpodaż węglowodanów pochodzenia roślinnego (głównie zboża), z niedoborem białek i tłuszczów odzwierzęcych. Z czasem wraz z regresem gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej, uległo to znacznemu pogorszeniu. Tak czy siak podstawowym dostawcą kalorii było zboże. Uległo to zmianie dopiero w 2.poł XVIII w. wraz z upowszechnianiem się ziemniaków. Mięso tłuste owszem. Ulubiona potrawą był kapłon, wykastrowany, utuczony, młody kogut. Ale ceniono też dziczyznę - nie ma zdrowszego, czerwonego mięsa. Ale znów mowa o zamożniejszej szlachcie. Przeciętny chłop jadał tak: "(chłopi -przyp.venator) ...prawie tylko nabiałami a polem żyją, sztuki mięsa rzadko widzi albo nigdy" (Jakub Haur) W świetle powyższego co napisałem, to jeśli zainteresowanie Krzyżaków rybami było takie jak pozostałej części stanu rycerskiego czyli dużo mniejsze niż spożycie mięsa czerwonego, drobiu to może tak po po prostu było - ryb jedli bardzo mało. Tak jak to wyszło w badaniach.
  21. venator

    Wiemy, co jedli krzyżacy z Przezmarku

    Witam wszystkich. Mój pierwszy post. W zasadzie to nie powinno dziwić. Badania Andrzeja Wyczańskiego wskazują, że nawet w XVI wieku, gdy w skutek budowy nowych stawów hodowlanych wzrosło spożycie ryb, to było ono zaskakująco małe. Wyczański podaje tutaj liczby: w Rzeczpospolitej dla przeciętnego dworu średniozamożnej szlachty to było jakieś 5-6% dziennego spożycia kalorii, dla dworu królewskiego 15%. Może w tamtych czasach po prostu nie doceniano tego rodzaju pożywienia? W zasadzie nie jadano najwartościowszych tłustych ryb morskich. W zwyczajach kulinarnych Krzyżacy zanadto się raczej nie różnili od mieszkańców Korony czy Litwy. Sięgnę jeszcze w wolnym czasie po opracowania Kuchowicza, tam może być więcej na ten temat. Były oczywiście wyjątki. Królowa Jadwiga prawie nie jadła mięsa, za to chętnie spożywała ryby. Sprowadzano je nawet z zagranicy. Podobnie jak dla króla Zygmunta Augusta, który jadał mało popularne śledzie. A tak w drugiej połowie XVII .wieku o "popularności" ryb pisał J.Ch. Pasek, który miał oswojona wydrę Robaka: W drodze wielka była z nią wygoda, kiedy w post. Bo jak to u nas, osobliwie w tym kraju, przyjedziesz do miasteczka, spytasz: "Dostanie tu ryb kupić?" To się jeszcze dziwuje: "A skądci by się tu wzięły! I nie znamy ich". To jadąc gdziekolwiek mimo rzekę, staw, a wydra była, sieci nie trzeba. Zsiadszy trochę z woza: "Robak, hul! hul!" - to Robak poszedł, wyniósł, jakie ryby ta woda miała, jedne po drugiej, aż było dosyć. Jużem tam nie przebierał jako w domowym stawie; ale co przyniosła, to bierz, oprócz jednej żaby, bo i te często nosiła, gdyż - jakom już napisał - że ona tam nie brakowała osobami, ale co napadła, to wzięła.
×