Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

ex nihilo

Users
  • Content Count

    1926
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    85

ex nihilo last won the day on September 28

ex nihilo had the most liked content!

Community Reputation

186 Outstanding

1 Follower

About ex nihilo

  • Rank
    Lis Major

Recent Profile Visitors

10555 profile views
  1. No tak, bo się tego słodu czepiłeś, chociaż od początku konsekwentnie pisałem o zacierze (jak do) bimbru, czyli ze smakiem byle jakim, ale z procentami uczciwymi, które pozwolą łatwo dogadać się z bogami, wszystkimi naraz (i diabłami też). Ale może i dobrze, że się czepiłeś, bo mi się Gloger (historyk, archeolog i właściciel dużego browaru) przypomniał: Prażmo. Odwieczna potrawa rolniczych Polan, którą były niedojrzałe kłosy żyta lub pszenicy uprażone i wykruszone. Syrenjusz w XVI w. powiada o życie i pszenicy: „Krupy żytne z prażma t. j. z ziarna niedoskonale dojrzałego, w kłosiu zerzniętego i na słońcu albo w piecu suszonego” (str. 914). „Prażmo z pszenicy, póki jeszcze ziarno ma w sobie nieco mleka, w kłosiu nad ogniem uparzone, albo w piecu pieczone, albo na słońcu ususzone i między rękoma wytarte” (str. 928). Łukasz Gołębiowski powiada, że na Polesiu groch prażony dotąd „prażmem” zowią. Prażucha, czyli lemieszka — potrawa starodawna z mąki pszennej a najczęściej z hreczanej, która praży się sucho na patelni lub w rądlu a potem sypie na okraszony wrzątek, miesza i podaje na gęsto lub na sypko z dodaniem skwarek. I tymi tropami idąc, z kiełkującymi ziarnami w gębie (no jeszcze nie, bo dopiero dzisiaj zamoczyłem), doszedłem (potykając się o Idiotki, które wirtualne kiełki z gęby rzeczywistej zabrać mi chciały) do wniosku, że słód mógł być nawet przed piwem (o jakiś tydzień lub dwa), a tym bardziej winem jakimkolwiek (o tysiąclecia). Nie pomylę się chyba zbytnio twierdząc, że rozmaczanie ziarna (z kiełkowaniem lub bez), prażenie go na gorącym kamieniu, tłuczenie (zimnym kamieniem), ewentualne powtórne rozmaczanie (słodka paciaja), to były (w różnych kombinacjach) najbardziej pierwotne sposoby przystosowywania ziarna do zżerania go, może już nawet przez jakieś małpoludy stosowane. A dopiero później (o miesiąc albo dwa) zaczęło się gotowanie. Czyli słód był, woda bez problemu. Zostawienie (ech, ta skleroza) w jakiejś tykwie słodowej paciai na tydzień = piwo, i to całkiem niezłe, słodowe. Czyli są już dwie drogi powstania piwa, niekonkurencyjne zresztą. No nieźle... Ogień to jakieś pół miliona lat, garncarstwo tak z 15 tys. Ale do piwa garncarstwo niepotrzebne (z winem gorzej) - wystarczą tykwy i inne takie, a jak ktoś by chciał trochę (tfuu!) pracy włożyć, może w drewnie wydłubać lub wypalić nieckę - technologia znana od czasów dinozaurów pewnie. I - wbrew pozorom - w czymś takim gotować też można: wystarczy wrzucić rozgrzany w ognisku kamień (survival Panie, poziom podstawowy). A z tym delektowaniem się w przypadku wina... Hmm: http://www.winologia.pl/teksty_wadywina.htm Wino jest dużo bardziej kapryśne niż zacier, obojętnie ze słodem, czy bez. I to nie takie do delektowania się nawet, a do zwykłego nażłopania się procentów. Nie przypominam sobie teraz żadnej grupy pierwotnej, która by wino robiła (może jacyś Indianie i fermentowany sok z agawy). A zaciery miały chyba wszystkie 9poza zimnoludkami pewnie, bo tam raczej nie bardzo fermentować by chciało. Zgadzam się z Tobą, że nieważne co było pierwsze, ważne że jest... ale ciekawość bywa silniejsza od procentów
  2. Jest to dawka enzymów przyspieszająca proces,, ale te enzymy powstaną też bez dodatku słodu, w wyniku procesów związanych z kiełkowaniem. Równie dobrze by można dodać (lub nie) enzymy z butelki (np. to: https://destylacja.com/enzym-gorzelniczy-uplynniajacy-50ml.html) albo napluć. W przypadku piwa słód dodaje się przede wszystkim dla smaku, dlatego piwo co do zasady robi się ze słodu, a nie tylko z niewielkim dodatkiem słodu. Chociaż... nie tak dawno UE dopuściła produkcje piwa prawie bez słodu, o co była zresztą wielka awantura. W przypadku destylatów słód (ewentualnie) dodawany do zacieru ma niewielkie znaczenie, nawet w przypadku whisky, która smak uzyskuje przede wszystkim w czasie leżakowania w beczkach. A można z dżemu zrobić wino, to przecież owoce i cukier, chociaż teraz cholera wie z czego tak naprawdę dżemy są robione. Ja tą (akurat) cholerą nie jestem, bo od kilkunastu lat nie jadłem fabrycznego dżemu
  3. No nie całkiem. Dla chemii procesu istotne są przemiany zachodzące w czasie kiełkowania ziarna (m.in. depolimeryzacja skrobi), a nie słodowanie. Wbrew pozorom - słoduje się dla smaku piwa i dla możliwości przechowywania słodu, a nie "dla chemii procesu". Potocznie jako słodowanie określa się całość przygotowania ziarna - od namoczenia do zmielenia słodu. Natomiast ściśle, słodowanie to przerwanie kiełkowania i oddzielenie kiełków od kiełkujących ziaren. Dla chemii procesu słodowanie nie ma praktycznie znaczenia - podstawowe przemiany związane z kiełkowaniem już zaszły. Słodowanie przerywa dalsze, m.in. "karmienie" kiełka, który w procesie produkcyjnym do niczego nie jest potrzebny, kiełki się odrzuca. Czy ziarno zostanie zesłodowane, czy nie, a np. tylko rozgniecione lub zmielone, fermentacja będzie zachodzić praktycznie tak samo, tyle że smak fermentującego zacieru będzie inny. I to wszystko. Do piwa ziarna zwykle się słoduje (smak i przechowywanie/handel), do destylatów różne - do whisky niemal zawsze jest słodowane (malt) i mieszane w różnych proporcjach z niesłodowanym, do bimbru czy wódek raczej rzadko. Ziarna zaczynają kiełkowanie praktycznie natychmiast po namoczeniu. W optymalnych warunkach (temperatura, ilość wody) już po dwóch dniach ziarna np. pszenicy mają kiełki ok. 1 cm. U mnie dostają je Idiotki*, ale by można je (ziarna, nie Idiotki ) zesłodować i zrobić zacier - do piwa lub bimbru. Albo tylko rozgnieść - w dokładnie takim samym celu. Można też je zjeść (całkiem niezłe). Co do mąki lub śruty - tego nie sprawdzałem, ale wszystko mi wskazuje na to, że po namoczeniu zachodzą te same przemiany co w kiełkującym ziarnie (mąka/śruta ma wszystkie składniki ziarna), tyle że wolniej i oczywiście nie powstaje kiełek. Świadczy o tym m.in. fermentacja ciasta drożdżowego. Przygotowane ciasto (namoczona mąka) jest po prostu bardzo gęstym zacierem. Po dodaniu drożdży, w odpowiedniej temperaturze zaczyna fermentować. Może z ciekawości w wolnej chwili sprawdzę dokładniej, jak to wszystko przebiega - japcowy sąsiad ma zestaw do testowania zawartości skrobi. Inaczej jest w przypadku mąki/skrobi z bulw. Jest to praktycznie czysta skrobia, dlatego konieczne jest dodanie enzymów z zewnątrz, np. z paszczy (ślina). * - Idiotki to moje kury, mam ich kilka. Są to bardzo niegłupie zwierzaki (w ogóle, a nie dlatego, że moje), ale one uważają się za idiotki - kiedy wrzasnę Iidioootkiii! natentychmiast przybiegają i przylatują wszystkie, mało sobie łap i skrzydeł nie połamią W zimie często daję im skiełkowane ziarno. W lecie wygrzebują sobie to, co samo wykiełkuje. Przy okazji - od kiedy stałem się wieśniakiem (to już 15 lat), robię eksperymenty z fermentacją naturalną lub wspomaganą. Ogólnie fermentacja owoców i soków owocowych jest dosyć kapryśna (winogron też). Łatwo startuje fermentacja octowa - nawet przy dodatku cukru i drożdży. I to jest dla mnie jeden z argumentów przeciwko pierwszeństwu wina (z winogron lub innych owoców). Ogólnie - chociaż to nie moje bezpośrednie doświadczenia - zacier fermentuje szybciej i bardziej stabilnie. Z ciekawości spróbuję zrobić najprymitywniejsze piwo, czyli sfermentowany zacier na śrucie pszenicznej @3grosze Pa, pa.
  4. To, że dla Ciebie piwo to płyn sprzedawany u robala w amelinowych puszkach z napisem "Piwo" nie oznacza, że Toje odczucia definiują "piwo" ("wino" zresztą też) w kontekście historycznym, a tym bardziej prehistorycznym. Niby o tym wiesz, bo piszesz: ale zaraz pakujesz to: Czyli po pierwsze definicję piw współczesnych (nie wszystkich!), a po drugie, ze słownika językowego, ogólnego, a nie np. specjalistycznego słownika encyklopedycznego. Czyli jak zwykle używasz argumentów takich, jakie w danym momencie uznajesz za wygodne, w dvpie mając ich związek z tematem dyskusji. Tak, piwo ziemniaczane jak najbardziej by mogło być, podobnie jak jest piwo z manioku. Co więcej, by mogło być zgodne z normami UE. 1410 nie jest zacierem. Poczytaj sobie co to jest zacier, czym różnią się zaciery do piwa i do bimbru (często niczym). I tak dalej. Może tylu pierdół nie będziesz wypisywał. "Wino kwiatowe – grupa win uzyskanych z ekstraktu ze świeżych lub suszonych kwiatów lub jedynie płatków z dodatkiem syropu cukrowego, soku z cytryny lub kwasu cytrynowego, drożdży i soli mineralnych – tzw. pożywki dla drożdży. Do produkcji tego typu win używa się kwiatów: mniszka lekarskiego, bławatka, akacji, czarnego bzu, lipy, jasnoty, pierwiosnka i koniczyny. Charakterystyczną cechą surowca jest znikoma zawartość kwasu i cukru. Proces produkcji opiera się na maceracji kwiatów, czyli ekstrahowaniu ich w osłodzonej wodzie podczas fermentacji. Zabieg maceracji wykonuje się zazwyczaj w ciągu kilku dni, po czym odcedza się ciecz i poddaje dalszej fermentacji. W przypadku wina uzyskanego z mniszka lekarskiego nie stosuje się maceracji lecz długotrwałe gotowanie płatków kwiatowych." (Wiki) Z mniszka sam robię, trochę inaczej niż w tym opisie. Bardzo dobre jest. Niekoniecznie, bo może być też 2 + 2 = 10 No cóż... fragment, w którym jest "na szeroką skalę" wyboldowałeś, ale mam duże wątpliwości, czy zrozumiałeś. I to tyle @3grosze. W skrócie, bo szkoda mi czasu na bardziej szczegółowe grzebanie się w Twojej pierdołologii. Połączenie niewiedzy z przekonaniem o własnej nieomylności, a do tego - i to chyba najgorsze - z jakąś przedszkolną nibyerystyką. Pa, pa. Możesz zrobić prosty eksperyment z zacierem z mąki, np. takim (podświetlony na żółto): https://alkohole-domowe.com/forum/zacier-z-maki-zytniej-chlebowej-t791.html No ale prawie wszystkie "pierwotne" alkohole, to sfermentowane zaciery. Powtórzę swoje (korzystając oczywiście z literatury tematu): piwo - technologicznie, bo tylko tak można je definiować w kontekście prehistorycznych początków wytwarzania - to sfermentowany (fermentacja alkoholowa) zacier z surowców zawierających skrobię (ziarna, bulwy). I to wszystko. To (i tylko to) jest niezmienne od początku historii piwa aż do teraz. Natomiast cała reszta (włącznie ze słodem i chmielem) to tylko zmienna w czasie i przestrzeni "kosmetyka" mająca poprawić smak, zapach, moc itd., itp. piwa. Czy się to komuś podoba, czy nie, nie ma możliwości stworzenia innej ogólnej definicji piwa w kontekście historycznym.
  5. Dla porządku dodam jeszcze z Wiki: "Do piwa w szerokim znaczeniu można zaliczyć podpiwek, jak również kwas chlebowy z Europy Wschodniej (wytwarzany poprzez fermentację chleba), tak zwane wina ryżowe (np. japońskie sake, chińskie huangjiu, koreańskie cheongju), mętne, fermentujące piwa afrykańskie z prosa, sorga, kukurydzy określane jako opaque beer, wiele fermentowanych napojów z Ameryki Środkowej i Południowej jak chicha z kukurydzy." (R. Barth: The Chemistry of Beer. The Science in the Suds. Wiley, 2013. ISBN 978-1-118-67497-0.) Podstawową różnicą technologiczną między piwem a winem jest to, że piwo produkowane jest ze skrobi (głównie ziarna zbóż), a wino z cukrów prostych (owoce).
  6. Stawiam 10:1 na piwo Raczej skrobia (ziarna lub bulwy) + woda. A do tego temperatura, no i drożdże. W sumie daje to zwykły zacier do bimbru, i tym prawdopodobnie było pierwotne piwo. Ziarna zbóż, dzikich lub z pierwotnych upraw, podobnie jak zawierające skrobię bulwy, były znacznie bardziej rozpowszechnionym składnikiem papu niż winogrona. Poza tym ziarna były dostępne przez cały rok (łatwe do przechowywania). Podgrzewanie zmieszanych z wodą rozkruszonych ziaren do temp. ok. 70oC powoduje rozkład skrobi na cukry proste. Jeśli takiej rzadkiej kaszki-paciai nie zje się od razu, a zostawi ją na kilka dni w ciepłym miejscu gdzie jest trochę naturalnych drożdży, sfermentuje. I to wszystko, najprymitywniejsze piwo (zacier) jest gotowe. Jeśli chodzi o wino - przypuszczam, że zaczęło się nie od winogron, a od czegoś takiego
  7. Eee tam, jaka bajka? Przecież to "świadomościowy" wariant interpretacji kopenhaskiej
  8. https://www.rmf24.pl/raporty/raport-wojna-w-afganistanie/news-talibowie-zamkneli-ministerstwo-kobiet-zamiast-niego-resort-,nId,5488683#crp_state=1
  9. Tobie już całkiem odπerdoliło - w Australii od 2019 rządzi centroprawica.
  10. Mi to nie przeszkadza, przeciwnie - to jedna z niewielu spraw, które w TS mi się podobają. Co więcej, uważam, że wymiarów jest skolko ugodno, tyle że w postaci mikroskalowych fluktuacji dowolnie wymiarowej czasoprzestrzeni, które można traktować sposób podobny co "cząstki" wirtualne. Przeszkadza mi to, że TS działa w przestrzeni danej, a nie przez siebie tworzonej. To chyba raczej TS dotyczy. No chyba że strunowców uznamy za sektę, a takie często miałem wrażenie w jej najlepszych latach. Ja jednak poczekam na jakieś konkretne, sprawdzalne wyniki. Matma to tylko matma. Fizyka/natura robi swoje. A że niektóre elementy matmy można wykorzystać do opisu natury, to świadczy tylko o tym, że można je wykorzystać. I tyle. Innych, których jest 99+% całości, wykorzystać nie można. Hmm... jedyna dziewczyna we wsi może być paskudna jak krzyżówka diabła z hipopotamem. A poza tym może się okazać, że... no dobra, nie mam nic przeciwko LGBTQ+++
  11. Toć wiem, że wiesz, ale ja nie wiedziałem, coś Ty tam z 2D nakombinował (3D było ok)... Mogło się okazać, że jeden wymiar zwinąłeś, ładunek jakiś paskudny w niego wsadziłeś, no i wtedy (-> unitarny powrót zdarzeń ->) babcię by przy ćmakaniu nitki w język popieściło, i ja w roku 1965 bym musiał w rozdartych gaciach łazić We mnie też, dlatego lubię matmę intuicjonistyczną (https://pl.wikipedia.org/wiki/Intuicjonizm_(matematyka)), która nieźle sobie z tego typu wrzodami na na matdupie radzi. Jedną z podstawowych wad strun, jest to, że nie tworzą one przestrzeni, wszystkie swoje 875 wymiarów muszą dostać w prezencie od jakiejś Bozi albo diabli wiedzą czego. A bez skonstruowania/zrozumienia przestrzeni fizycznej - nawet gdyby miało się okazać, że tam nie ma niczego do rozumienia czy konstruowania - raczej nie uda się uzgodnić QM z OTW. Pętlowa próbuje przestrzeń zrobić w sposób, który być może znaleźć drogę innym próbom. I to jest jej przepustka na salony.
  12. Echch ta matma... Punkt - cudactwo, którego nima. Całkiem nima. Ale taka nić by chyba była jednowymiarowa. Gdyby była.
  13. Może ja nie poradzę, ale moja babcia wiedziała, że w drugim przybliżeniu ciągła nitka składa się z dyskretnych w obu kierunkach włókien, i zanim zaczynała zszywać moje rozdarte nie wiadomo który raz na jakimś płocie spodnie, końcówkę tej ciągłej/nieciągłej nitki ćmakała w paszczy swojej, żeby nitka do dziurki w igle bez protestów wlazła Czyli ciągłość niekoniecznie musi być prosta i jednoznaczna.
×
×
  • Create New...