Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

darekp

Users
  • Content Count

    1210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    30

darekp last won the day on July 24

darekp had the most liked content!

Community Reputation

76 Outstanding

About darekp

  • Rank
    Lis Major

Recent Profile Visitors

9000 profile views
  1. IMHO raczej przy przypuszczeniu, że jeszcze wiele rzeczy pozostało do odkrycia przez naukę i nic więcej (co skądinąd i tak wiadomo, bo teorii ujednolicającej mechanikę kwantową i teorię względności nie mamy). A właściwie tylko że jakiś niepusty zbiór faktów naukowych pozostał do odkrycia (bo że wiele to już dyskusyjne, są tacy, co wierzą, że prawie wszystko już odkryto i tacy, że prawie nic). Ale wróżki... bez przesady. Ja tam sobie wyobrażam raczej, że jest więcej takich sytuacji jak w mechanice kwantowej, że nasze pozornie oczywiste, dla wszystkich zrozumiałe wyobrażenia o świecie są "olane" przez fizykę i zastąpione przez coś innego. Wystarczy, żeby np. informacja była czymś innym, niż sobie wyobrażamy, żeby próbować kombinować na temat "fizycznej" świadomości. A prawda jest IMHO pewnie inna, tzn. dużo gorsza, tzn. następne odkrycie tego typu to będzie coś, z czym jeszcze trudniej będzie się pogodzić niż z założeniami QM. A takie proste pomysły, że zmienimy własności informacji i już mamy co trzeba są zbyt mało sprzeczne z naszą intuicją, żeby mogły być prawdziwe. Pewnie tak, nieraz to mi przychodziło do głowy, ale nigdy chciało mi się poszukać wzorów i policzyć. Ot, jeszcze jedna sprawa w filmie *), na którą trzeba "przymknąć oczy", bo autorowi chodziło o coś innego. W filmie zrobili tylko gigantyczne fale pływowe. Z drugiej strony od takich rzeczy mieli fizyka - współautora scenariusza i późniejszego noblistę.
  2. Mi też. Może tu nie ma sensu mówić o jakiejś "obiektywnej" głupocie, tylko jak kto dany film odbiera. U mnie wywołuje mniej więcej takie skojarzenia: 1) OK, można się czepiać "Interstellara" o mnóstwo rzeczy, że biosfera nie potrafi świadomie się zbuntować i rozpocząć wojnę z człowiekiem, że rozwiązanie równania dot. grawitacji nie daje "z automatu" technologii pozwalającej zbudować mnóstwo cylindrów O'Neila, na które dałoby się przenieść całą ludzkość i skąd wziąć "niezbuntowaną" biosferę do tych cylindrów itd. itp. Ale z drugiej strony u Lema "Niezwyciężony" też "szedł ciągiem fotonowym przez skrajny kwadrant gwiazdozbioru" i Lem doskonale zdawał sobie sprawę, że to nic nie mówiąca informacja, że gwiazdy z jednego gwiazdozbioru mogą być oddalone od siebie o tysiące lat świetlnych. Więc może pozostaje przyjąć, że te typy, tzn. twórcy, artyści "tak mają" i wsadzają w swoje utwory takie "kwiatki" i pozostaje tylko na to przymykać oczy (albo nie czytać/nie oglądać ich wcale). 2) I jeśli wybieram opcję "przymykamy oczy", to okazuje się, że w takim "Interstellarze" (w przeciwieństwie do wielu innych filmów*)) jest mnóstwo kwestii, przy których nachodzi mnie myśl "o, ja też o czymś podobnym nieraz myślałem". Że miłość jako fundamentalne zjawisko fizyczne? A czemu nie, w końcu nie da się wykluczyć, że świadomość (albo coś bardziej pierwotnego względem niej) jest właśnie "fundamentalnym" (cokolwiek by to nie znaczyło) bytem, który kiedyś tam w przyszłości pojawi się we wzorach fizyków, jak rozwiną lepiej naukę. Że na początku rolnicy i rząd okłamujący społeczeństwo, że ludzie nigdy nie wylądowali na Księżycu? Ale czy jakieś zaczyny tego nie dzieją się współcześnie? Przecież zasoby na Ziemi są ograniczone i może w przyszłości dojść do tego, że większość ludzi nie będzie w stanie wypracować niczego więcej niż minimum niezbędne do własnego przetrwania a rozwojem nauki będą zajmować się nieliczni i tak trochę "w ukryciu" przed większością (a jeszcze pokoronawirusowa moda na pracę zdalną może dołożyć swoje trzy grosze, być może sytuacja pójdzie w tę stronę, że większości siedzącej w domu "oklapnie" motywacja do pracy). Więc... Zresztą jeśli chodzi o Lema, to "Niezwyciężonego" też lubię za planetę, na której jest życie w wodzie, a nie ma na lądzie (bo to mało prawdopodobne, że jak ludzcy kosmonauci wylądują na jakiejś przypadkowej planecie z życiem, to spotkają tam istoty rozumne na mniej więcej swoim etapie rozwoju, o wiele większe są szanse, że np. na takiej, na której jeszcze nie wyszło z wody, bo wychodzenie trwało miliony lat). A po drugie, mi z dzieciństwa zostały w pamięci stare filmy SF takie jak "Milcząca gwiazda", gdzie kosmonauci mieli ograniczone zasoby tlenu, paliwa, po popełnieniu błędu dusili się w skafandrach itd. "Interstellar" wraca do tego bardzo wyraźnie. *) I tak, potwierdzam, "Odyseja kosmiczna" nie zrobiła na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, może po prostu dlatego, że oglądałem ją tylko raz, w kinie, gdy byłem zmęczony po ciężkim dniu w pracy, a wtedy zdarza mi się, że "nie chwytam" czegoś z filmu. Ale z drugiej strony pod koniec filmu Kubrick zafundował głównemu bohaterowi jakieś wizje, jakieś przesuwające się kolorowe plamy wyświetlane jakby w kalejdoskopie, żeby było symetrycznie i potem jeszcze doprawione zapaleniem się nowej gwiazdy, tak że nie mogę się przemóc, żeby do tego wrócić (no bo to tylko jakieś "fajerwerki i wodotryski", a nie poważne sprawy, po poważnym początku człek oczekuje czegoś innego...;P)
  3. A właściwie czemu? Dla mnie cały od początku do końca jest mniej więcej na tym samym poziomie, te kombajny na początku są pi razy drzwi tak samo głupie/niegłupie, jak reszta, więc chętnie bym się dowiedział, jak inni na to patrzą :) W gruncie rzeczy niczego w "Interstellarze" nie da się traktować dosłownie, nie ma możliwości, żeby zawrzeć żadnych poważnych przemyśleń w 2-godzinnym filmie wykładając wszystko bezpośrednio i zarazem tak, żeby zwykły widz chciał to oglądać, więc zostaje bardziej podawanie w formie jakichś powiedzmy 'aluzji" i widz musi się domyślać, do czego autor nawiązuje w danym momencie, ale mi akurat jakoś łatwo to szło(?) P.S. I jeśli przyjmiemy, że "Interstellar" to "głupi film", to czy są jakieś "niegłupie", zwłaszcza SF?
  4. Hm, nie polemizując z główną tezą, że faceci to idioci, pozwolę sobie nie zgodzić się, że słowo "murzyn" ma rosyjskie pochodzenie ;). Zazwyczaj można znaleźć, że pochodzi z łacińskiego Maurus, które do Polski dotarło przez Czechy (https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Klopotliwy-Murzyn;17473.html) lub Niemcy (https://pl.wikipedia.org/wiki/Murzyn#Etymologia) lub bardziej bezpośrednio (tamże na Wikipedii). A tak zdroworozsądkowo, gdyby pochodziło od jakiegokolwiek słowiańskiego wyrazu typu "mużczina", to byłoby pisane przez "ż", a nie "rz" (użycie "rz" sugeruje, że w pierwotnym wyrazie było "r", jest bardzo mało sytuacji w jęz. polskim, gdy wystąpiła zamiana "rz" <--> "ż" lub "u" <--> "ó").
  5. Rosja (największy terytorialnie państwo świata, prawie 150 mln ludności) ma PKB na poziomie Hiszpanii, więc łatwo sobie wyobrazić, jakie ma możliwości rozwijania nowych "kosmicznych" technologii (no z grubsza w pierwszym przybliżeniu jak Hiszpania, a w drugim trzeba brać pod uwagę, że u nich o wiele więcej się rozkrada, im kto wyżej w hierarchii, tym z pieniędzy przeznaczonych na wykonanie jakiegoś projektu więcej "przytula" do siebie, a resztę przekazuje w dół, gdzie jest podobnie, na końcu zostaje powiedzmy, hm, istotnie mniej na rzeczywistą pracę, niż miało być).
  6. Skoro go w ostatnim filmie zabili tak definitywnie, że bardziej da się chyba tylko bombą atomową, to pozostaje chyba tylko możliwość, że w następnym będzie zombim.
  7. Innymi słowy udało się precyzyjnie naukowo wykazać, że nauka nie potrafi*) w sposób precyzyjny uchwycić różnicy miedzy K i M. *) na dzień dzisiejszy oczywiście.
  8. Trochę pomieszanie pojęć. Nie jest żadną rzadkością (przynajmniej w naszej kulturze i np. u Japończyków zdaje się też) sytuacja, gdy żona wydaje większość pieniędzy zarobionych przez męża (który z reguły zarabia więcej od niej).
  9. Można. A czemu można? Na jakiej zasadzie? No chyba że na zasadzie, że każdemu wolno nazywać coś tak jak mu się podoba (słonia psem, kota krową itd.). Wziąłem opakowanie od suplementu (nie witaminy, selen organiczny, ale to chyba nie ma znaczenia) jakie akurat znalazłem w pobliżu i czytam, że: Więc jeśliby witaminy/suplementy były posiłkami to to zalecenie brzmiałoby nieco absurdalnie, nieprawdaż? A przynajmniej widać, że intencja autora była inna. P.S. Skorzystałem jeszcze z wujka Google i pierwszy link wiążący się z tematem najwyraźniej odróżnia pożywienie od suplementów: (https://www.medonet.pl/zdrowie/zdrowie-dla-kazdego,witaminy---rola--znaczenie--suplementacja,artykul,1721989.html) A drugi już w tytule wali: (https://zyciewharmonii.pl/porady/dietoterapia/suplementy-diety.php) Dalej nie szukałem.
  10. Tak na chłopski rozum, to skoro zachowują się ślady organizmów żywych sprzed miliardów lat, to i ślady po ew. cywilizacji też by przetrwały(?)
  11. No, pięknie, Astro, pięknie Ja tam bym zdecydowanie wolał, żeby jednak żył, choćby już nigdy nie miał ochoty się odezwać. Cosik ociupinkę za dużo jakiegoś "narcyzmu", czy pragnienia, żeby wszystko/dużo kręciło się wokół spraw ważnych dla powiedzmy "nas" IMO . Można twierdzić, że to tylko lapsus językowy, ale jednak jakby ociupinkę (ociupineczkę) "freudowski"... I dlatego piszę ten komentarz, bo wierzę, że Jajcenty czyta, co piszemy, więc żeby poczuł, że jednak niektórzy wyczuwają potrzebę "stonowania" tego "lapsusu"...
  12. OK, to pasuję bo rzeczywiście nie rozumiem, co masz na myśli, ja w tym nie czuję jakiegoś "nabrzmiewania znaczeń" ani "myślenia rewolucyjnego". "Nabrzmiewanie znaczeń" w tym sensie, że prędkość c występowała już u Maxwella, tylko nie było wiadomo, względem czego to prędkość, i dlatego sytuacja "nabrzmiała" do tego, żeby próbować ustalić to doświadczalnie? Nie wiem, jakieś to sztuczne myślenie dla mnie. Po prostu ludzie doszli do granicy stosowalności dotychczasowej teorii (newtonowskiej) i udało się przeprowadzić pomiary dzięki którym można było sformułować precyzyjniejsze teorie (STW/OTW, QM). W sensie, że ci biolodzy za mało zażywali? (Sorry, nie mogłem się powstrzymać)
  13. Trochę czuję, że nie rozumiem, bo wydaje mi się, że mniej więcej to samo miałem na myśli. Tzn. że mozolna stopniowa praca. I że w takim razie być może po pierwsze tylko raz na jakiś czas uda się natrafić na jakieś "duże" znalezisko dużo zmieniające w naszych wyobrażeniach o świecie, a po drugie, gdy już na takie trafimy, to być może naukowcy potrzebują czasu na "przetrawienie" tego przełomowego odkrycia i mają małe szanse posunąć się dalej do przodu, dopóki nie stanie się ono dla nich czymś takim bardziej obeznanym Jakieś ćwierć wieku temu zdarzyło mi się na jakimś spotkaniu kilku osób w akademiku posłuchać narzekania świeżo upieczonej doktorantki z fizyki, którą zatrudniono w instytucie biologii. I okazało się, że wszyscy biolodzy z tego instytutu (czyli pewnie także tacy z tytułami profesorskimi czy tp.) jakoś nie potrafią pogodzić się z tymi "nieintuicyjnymi" wynikami z mechaniki kwantowej, że nieoznaczoność pomiaru, że cząstka może interferować sama ze sobą itp. Dyskutowali z nią i ciągle to traktowali z podejściem "ale czy to na pewno ustalono, że tak jest?" "a może istnieje jakieś inne wyjaśnienie?" itd. itp. Możliwe, że obecnie już coś takiego nie miałoby miejsca (łatwiejszy dostęp do informacji, bardziej spopularyzowane, upłynęło więcej czasu, podczas którego nikt nie zaproponował sensownego alternatywnego wyjaśnienia...).
×
×
  • Create New...