Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

darekp

Users
  • Content Count

    1180
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    29

Everything posted by darekp

  1. darekp

    Ukraina

    Troszkę się pogubiłem: oni-kacapi czy oni-kitajce? Ja sobie wyrobiłem takie wrażenie (z pewnymi odczuciami niedosytu, ale IMHO chyba najwięcej wyjaśniające), że w przypadku Chin czas zawsze gra na ich korzyść*), natomiast Rosji czas, w którym mogłaby się szarpnąć na (roz)budowanie imperium, kończy się w perspektywie kilku/kilkunastu lat (demografia, gospodarka itp. itp.). Tylko że zanim to nastąpi Rosjanie mogą zdążyć jeszcze trochę "nabroić" niestety (czyli wydaje mi się, że za wcześnie jest jeszcze, żeby uważać, że wynik wojny z Ukrainą jest przesądzony). *) Natomiast w przypadku Chin - cóż, Chiny, zdaje się, przyjmują, że najkorzystniejsze dla nich jest osłabianie obu stron konfliktu (ale nie do tego stopnia, żeby pozwolić "umrzeć" Rosji, Rosję uznają za mogącą się przydać przy ew. konfrontacji z Zachodem), czyli będą ew. opowiadać się po stronie tych, którym w danym momencie idzie gorzej **) **) czyli być może wzmożenie antypolskich komunikatów w Chinach można uznać za objaw, że uznają Rosję za tę słabszą stronę... ale to dość pochopne wyciąganie dość daleko idących wniosków...
  2. darekp

    Ukraina

    Z kategorii humor: Jeśli dopuścić fake-newsy, to okazuje się, że "fajerwerki" jednak są i to niezłe - zbombardowaliśmy Wołgograd https://www.youtube.com/watch?v=6jl6BxYaSBQ P.S. Ale jednak takie wieści bardziej pasują na 1 kwietnia niż na 9 maja... P.S2. A poważniej, to szkoda, że Chiny w tej sprawie nie podziałały, jedyny kraj, który przypuszczalnie byłby w stanie zakończyć tę wojnę jedną rozmową telefoniczną, ale cóż, w polityce patrzy się na własne interesy a nie na to, że giną ludzie...
  3. darekp

    Ukraina

    Jakoś nie widać żadnego przełomu ani w jedną ani w druga stronę. Pewnie ta wojna będzie się ciągnęła miesiącami (oby nie latami) a dzisiaj pewnie też będzie 0:0, czyli ani Ukraińcy nie zrobią żadnego spektakularnego "bum" dla Rosjan, ani Putin nie będzie miał się czym pochwalić z okazji 9 maja (??)
  4. O innych forumowiczach IMHO Tzn. o tym, co im siedzi w głowie
  5. Uzupełnię scenką, która zapewne wszystkim się przypomniała: https://www.youtube.com/watch?v=xOrgLj9lOwk
  6. Chyba zrobiła się sytuacja "Ja wiem wszystko, on wie wszystko, więc o czym mamy rozmawiać?". W tym sensie, że już się nauczyliśmy, co mają do powiedzenia inni
  7. darekp

    Ukraina

    A tak z innej beczki (bo skoro zeszło na wbijanie szpilek, to chyba nie warto ciągnąć dalej), czy ktoś rozumie może, co mieli na myśli Rosjanie umieszczając na bombie napis "za dietiej"? Bo jakoś podejrzanie dla mnie brzmi wersja, że to w przetłumaczeniu na polski brzmi "dla dzieci", rosyjskie "za" oznacza chyba to samo co polskie "za", więc to raczej "za dzieci" i nie czuję, do czego ten napis miałby nawiązywać. No chyba, że ja za słabo znam rosyjski (możliwe).
  8. darekp

    Narodowe IQ

    To żadne odkrycie, wystarczy przejść się w ruchliwy dzień przez galerię handlową czy inne miejskie targowisko i ze zwykłej statystyki wynika, że minęło się kilku-kilkunastu "geniuszy" z mensańskim IQ (górne 2 procent, a więc statystycznie dwie osoby na każdą miniętą setkę ludzi).
  9. darekp

    Narodowe IQ

    Prostsze wyjaśnienie: ona nie zarabia na "inteligencikach", którzy zwracają uwagę na takie subtelności, tylko na "masowym odbiorcy" (a.k.a "ciemnym ludzie" jeśli korzystać z terminologii innej powszechnie znanej persony, też zapewne dość inteligentnej i wyrachowanej), więc z dwóch wskaźników wybiera ten, który jest korzystniejszy marketingowo. A jeśli chodzi o "wyrachowanie" vs. "głupota", to IMHO jest dość dobrze wyczuwalne, że ona swoje zachowania "medialne" kalkuluje tak, żeby zdobyć jak największy rozgłos (i co za tym idzie pieniądze). I jest w tych kalkulacjach dobra. Można przysiąść na Youtubie i systematycznie pooglądać filmiki jednego autora (jakiegokolwiek). W końcu się trafia na taki, gdy nie gra on swojej "medialnej" pozy, np. spotyka się z innym youtuberem, albo mówi o swoich zarobkach i planach na przyszłość i wtedy uderza różnica w jego zachowaniu - okazuje się kimś o wiele mniej "milusim" i "głupiutkim" czy też "trzpiotowatym". Po prostu marketing. Kilka razy czytałem, że nauka żonglowania (trzema piłeczkami) rozwija coś tam ważnego w mózgu (aczkolwiek nie IQ) (i BTW próbowałem się nauczyć, ale szybko się zniechęcałem;) ). Więc kto wie, jakby dobrze pokombinować, to może by się tu udało jakieś klocki poskładać do kupy.
  10. darekp

    Narodowe IQ

    Wziąłem te mające powyżej 100 i wychodzi mi (pomijając wątpliwość czy Białoruś jest taka bogata czy demokratyczna), że najbardziej chyba widać przewagę Azjatów: Hongkong: 110.31/106.06 Japonia: 107.95/107.41 Tajwan: 106.94/108.69 Chiny: 104.35/104.97 Singapur: 101.99/104.58 Białoruś: 101.60/101.60 Niemcy: 100.70/102.33 Austria: 100.10/98.00 Holandia: 100.89/100.19 Islandia: 99.99/100.50 Bez względu na to, którą średnią wybierzemy (ważoną czy nie), to żaden kraj europejski nie jest w stanie przeskoczyć najsłabszego w górnej połówce powyższej listy Singapuru. Czyli tak na chłopski rozum obstawiałbym, że te testy mierzą coś w dużym stopniu uwarunkowanego kulturą (albo same preferują pewien rodzaj kultury). Ale też (tak jak Astro) nie chce mi się nad tym długo zastanawiać (ani nie uważam, że warto).
  11. Co prawda zawsze czułem, że jeśli chodzi o kobiety, to za mało wiem i za mało rozumiem, ale jednak wynikająca z tekstu sugestia o posiadaniu przez kobiety sutków na głowie zabrzmiała dla mnie tak zdumiewająco, że spróbowałem zweryfikować ją na Wikipedii i odkryłem, że prawdopodobnie chodzi o wyrostek sutkowaty, a nie sutkowy
  12. Też tak mi się wydaje (w skrócie). A pełniejsze i dość konkretne IMHO omówienie najważniejszych możliwości pozwalające wyrobić sobie własną strategię (dopasowaną do swojej sytuacji) jest tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=eD6EilIX9RU (plus w gratisie dyskretne wyśmiewanie tego tworu;) ).
  13. A skąd to właściwie wiadomo? ;P Przydałby się jakiś solidny dowód, że deflacja jest (zawsze?) zła. W fizyce jest tak, że żadne twierdzenie teoretyczne nie jest uznane za prawdziwe, dopóki nie zostanie potwierdzone doświadczalnie, czemu tego nie przenieść na ekonomię, może warto byłoby mieć możliwość pożyć przez jakiś czas w systemie z deflacją, żeby przekonać się własnej skórze, jaka to ona jest "bolesna"? Tylko że nikt jakoś nie chce pozwolić na to. Za to nadmierną inflację (czy nawet hiperinflację od czasu do czasu) politycy serwuję poddanym bardzo chętnie. ;P Osobiście w kwestii inflacji zdążyłem w swoim życiu nazbierać dużo doświadczenia, czemu nie mogę tego w tej "drugiej stronie"?
  14. To "oczywista oczywistość", że natężenie pola grawitacyjnego maleje z głębokością (także w płaszczu planety) i w środku jądra spada do zera. Ale z tego nie wynika, że ciśnienie tak się zachowuje. Ciśnienie w jakimś punkcie planety wynika z tego, że "coś" (jakaś siła) musi równoważyć ciężar słupa materii nad tym punktem (zgodnie z III zasadą dynamiki Newtona) i w jądrze planety jest nadal ta sama sytuacja, że materia nad jądrem ma niezerowy (i olbrzymi w przypadku planet, gwiazd) ciężar. Używając Twojego rysunku: ciśnienie stosunkowo słabo zależy od pola grawitacyjnego A3, wartość ciśnienia wynika z tego, z jaką siłą A1 i A2 z dwóch stron ściskają A3.
  15. Tak dla wyjaśnienia, ja sobie wyobraziłem, że skoro l_smolinski neguje wzrost ciśnienia z głębokością (czy czymś tam tego rodzaju, nie wiem jaka jest terminologia w przypadku np. Słońca), to nie będzie miał nic przeciwko temu, żeby butla mu podawała pod wodą gaz o ciśnieniu atmosferycznym. Takie rozumowanie nie wprost w gruncie rzeczy. A jeśli chodzi o kwestię, czy odczuje/nie odczuje, to już pewnie trzeba by doprecyzować mnóstwo szczegółów, bo - zgaduję - pewnie nawet nikt do tej pory nie wymyślił mieszanki gazów i butel nurkowych nadających się do nurkowania na głębokości 10 km (z ciśnieniem gazu równoważącym panujące tam ciśnienie wody).
  16. Możesz sprawdzić empirycznie wybierając się na wycieczkę np. na dno Rowu Mariańskiego w samym tylko akwalungu plus butle z tlenem. Po przekroczeniu pewnej głębokości odczujesz na własnym organizmie (i nawet Rów Mariański do tego nie jest potrzebny, wystarczą dużo płytsze akweny).
  17. Z ciekawości, jak się to robi? Bo ja mam wrażenie, że w Polsce raczej ograniczono możliwości korzystania z kryptowalut niż ułatwiono, np. kantory internetowe mają obowiązek żądać skanu dowodu osobistego i bodajże PESEL-u, a kilka lat temu nie miały. Ale nie śledzę tego jakoś uważnie. Ano, kolejny przykład wchodzenia stada ludzkiego w jakieś "odmienne stany świadomości"...
  18. Ściśle mówiąc, równie dobrze może się okazać, że dla nich złoto i diamenty są tanie jak barszcz, bo ich możliwości techniczne pozwalają np. każdemu bez problemu wykopać sobie w ogródku tyle diamentów, ile zechce: https://kopalniawiedzy.pl/diament-Ziemia-kraton,28498 Na Ziemi tak było z solą, gdzieś tam w średniowieczu była bardzo cenna, a obecnie... wiadomo. Ale to tylko "szczegół". Dla mnie dużo ważniejszą sprawą jest to, że nie wydaje mi się, żeby cena czegoś wynikała z unikalności. Ani z niczego co można by określić jakimś jednoznacznym kryterium. Po prostu ludzkie decyzje są w wielu sytuacjach są w gruncie rzeczy absurdalne, oparte na jakichś przypadkowych "wymysłach", impulsach, zachciankach, modzie, wygodnictwie (które czasem bywa np. szkodliwe dla zdrowia, a i tak się tym nie przejmują), snobizmie, autosugestii, czy nawet manipulacji (w biznesie jest coś takiego jak "stwarzanie potrzeb", czyli w gruncie rzeczy przekonywanie klientów, że potrzebują nowo wymyślonego produktu, bez którego ludzie się do tej pory obywali) i wielu innych sprawach. Być może (w najlepszym przypadku dla tezy, że chodzi o unikalność) unikalność jest "warunkiem koniecznym", żeby cena była wysoka, ale co z tego? Pewien artysta konceptualny sprzedawał swoje kupy w puszkach (https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3wno_artysty), nabywcy kupowali te puszki za ciężkie pieniądze, dlatego, że to były jego kupy, czyli Piera Manzoniego, a nie jakiegoś przeciętnego Jana Kowalskiego, więc warunek unikalności jest spełniony, niemniej jednak mogę nadal uważać, że to były zakupy "absurdalne". Proszek z rogów nosorożców jest cenny (i uważany przez Azjatów za środek leczniczy), bo jest unikalny/trudno dostępny, ale kupy nosorożców też mają dużą unikalność (bo jak nosorożców jest mało to i kup jest mało), niemniej jednak nie ma chętnych do ich kupowania (a bez trudu można sobie wyobrazić alternatywną rzeczywistość, w której ludzie wierzą, że to odchody mają moc leczniczą, a nie rogi i rogów nikt kupować nie chce). Antymateria ma b. dużą unikalność (i cenę podobno też, widziałem gdzieś zestawienie najdroższych substancji na Ziemi, antymateria na pierwszym miejscu), ale nie sądzę, żeby jacyś obrzydliwie bogaci miliarderzy pragnęli przechowywać ją w domu jako cenny eksponat. Każdy płatek śniegu jest inny, jednak nigdzie nie wykształciła się tradycja, żeby przechowywać niechby nawet pojedyncze płatki śniegu "bo drugi raz taki sam się nie powtórzy", (a można sobie wyobrazić alternatywną rzeczywistość, w której są przechowywane). I tak dalej i tak dalej. Część decyzji, jakie podejmują ludzie, wynika z potrzeby zadbania o własną egzystencję, a gdy egzystencja nie jest zagrożona, to ludzie wytwarzają jakieś "fanaberie", czyli "kulturę" (i część z tej "kultury" się ostaje jako coś chyba pożytecznego, a część odpada i po kilku wiekach ludzie się z tego śmieją). Więc jak dla mnie po pierwsze z tego wynika, że trzeba umieć zachować jakiś dystans do wszystkich "wynalazków", a z drugiej strony, nie bardzo rozumiem, dlaczego wybiórczo się koncentrować np. na byciu przeciw krypto a akceptować inne. Ja tam bym dużo bardziej przywiązywał wagę do użyteczności różnych towarów, a nie na "wartości" wytworzonej przez wyobrażanie sobie czegoś dodatkowego, ale trzeba jakoś żyć w tym społeczeństwie, jakie jest, a ono jest od dawna przesiąknięte jakimiś "wytworami umysłu".
  19. Mi się czasem już przy o wiele prostszych kwestiach odechciewa: https://www.youtube.com/watch?v=1ttXXiJjyBQ
  20. Po polsku część "nie-rzeczywistą" liczby zespolonej nazywamy urojoną: https://pl.wikipedia.org/wiki/Liczby_zespolone (to jest błąd tłumaczenia, że napisano "wyobrażone"). A absurdu IMHO trudno się tutaj dopatrywać, po prostu wygodniej wykonywać rachunki dot. mechaniki kwantowej (i zdaje się czasem w niektórych innych zagadnieniach zw. z falami, nie jestem pewien, czy dobrze pamiętam) za pomocą liczb zespolonych, więc się tak robi:)
  21. Mi się coraz bardziej nie chce czegokolwiek komentować, bo mam wrażenie, że wszyscy już powiedzieli wszystko, co mieli do powiedzenia, i teraz się tylko powtarzamy, ale tak jakoś w drodze wyjątku dorzucę, że GW dzisiaj donosi o najdroższej rasie kotów - koty ashera: Ta rasa jest nawet oficjalnie chroniona prawem patentowym (cokolwiek by to nie znaczyło): https://zwierzaki.pl/ashera (!) Jak dla mnie to też jest kwestia tylko i wyłącznie "stanu umysłu" i nie widzę istotnej różnicy między takimi kotami a kryptowalutami (no, poza tym, że koty to istoty ożywione i "czujące" i zużywają biopaliwo a nie elektryczność), ale też, jeśli ktoś chce, może przeliczać ilu zniszczonym iPhone'om odpowiadają pieniądze wydawane za takiego kota i używać tego jako argument, który może o czymś świadczy a może nie. Dla mnie to w gruncie rzeczy jeden wielki absurd, czy też raczej "nie moja bajka" (wliczając do tego wynalazki tych panów, którzy wymyślili pieniądze fiducjarne i "podskubywanie" ludzi za pomocą inflacji, to nawet już nie absurd ale jakaś nieuczciwość i podejrzewam, że w gruncie rzeczy sukces bitcoina i innych kryptowalut jest w znaczącym stopniu skutkiem tej nieuczciwości, akcja pociąga reakcję, ale to już pisałem, nie będę się powtarzać). P.S. Jeszcze wracając do kotów sprzedawanych za 500 tysięcy, był taki stary dowcip o facecie, który bardzo chciał sprzedać swojego psa za milion i w końcu mu się to udało - wymienił go na dwa koty po 500 tysięcy Więc może jakiś sposób na te wszystkie kurioza finansowe to powrót do barteru? Czyli do pieniądza opartego o złoto itp. (bo to taki barter w gruncie rzeczy).
  22. Ja przyjąłem dawkę przypominającą 2 grudnia i przypuszczalnie zaliczam się do tych ludzi (większości zdaje się), którzy zarówno koronawirusa jak i szczepionkę przechodzą bezobjawowo ;P To trochę sztuczne rozdmuchiwanie sprawy, najprościej zaszczepić się (chyba, że ktoś ma jakieś uzasadnione powody, żeby podejrzewać, że w jego przypadku są przeciwskazania), im szybciej "odfajkujemy" tę formalność, tym szybciej społeczeństwo będzie miało szansę wrócić do w miarę "normalnego" (zbliżonego do czasów przedcovidowych) funkcjonowania. Jako jednostka pewnie większość ludzi nic nie zyskuje na zaszczepieniu się ani nic nie traci (poza odrobiną czasu), ale może zrobić coś dla innych. Od początku mówiono, że więcej przypadków od tych wykrytych jest bezobjawowych. (To tak na marginesie, nie czytałem nawet tej całej dyskusji, mam nadzieję, że nie powtórzyłem czegoś, co było napisane wcześniej).
  23. A co w tym złego? Już jakiś czas temu pojawiła się opinia, że nie wynika z automatu jakieś zło ("tym co mają będzie dodane, a tym co nie mają będzie zabrane i to co mają"). Jesteś zwolennikiem podatku od spadku? Ja znam wersję, że preferowali skakanie z balkonów. Tak czy siak, wg mnie takie są reguły gry i to raczej nie w tym problem, że skakali/strzelali w 1929, ale że w 2008 nie chcieli: https://newton.net.pl/2008/10/jump-fuckers/ Jakoś znowu mi się przypomina ta emerytka, co chce uzbierać sobie 4 tys. oszczędności odkładając 100 zł miesięcznie... ciągle nie widać jakiejś opcji dla niej przewidzianej przez system. Albo, z innej beczki, dlaczego ja, mając umowę o pracę powiedzmy nie najgorzej płatną (cokolwiek by to nie znaczyło), mogę sobie pozwolić (powiedzmy) na kupno mieszkania/domu, a ktoś kto ma trochę "gorsze" warunki nie. Za komuny zarówno zdobycie mieszkania jak i samochodu było "hardcorowym" wyzwaniem, teraz z kupnem samochodu nikt nie ma problemu, wystarczyła zmiana systemu. Być może przy jeszcze innym systemie to pierwsze też byłoby względnie łatwe. Wystarczyłoby np. żeby banki nie chciały udzielać kredytów, ludzie i tak by sprzedawali/kupowali nieruchomości i budowali nowe (ze świadomością, że nigdy nie odzyskają włożonych pieniędzy, teraz też tak jest, że nowy samochód po wyjeździe z salonu traci jakieś 50 % swojej wartości, a ludzie i tak je kupują). BTW pieniądz deflacyjny byłby czymś, co by zniechęcało do udzielania kredytów.... To jeszcze rodzi się pytanie, czy pieniądz FIDUCJARNY to ta sama religia, co wyżej opisane. Zabezpieczenia holograficzne ma a jeśli chodzi o znajdowanie różnic, to często słabo mi idzie i w tym przypadku jedyna, jaka przychodzi mi do głowy, to przymus ze strony państwa. A przymus to nie jest coś fajnego (chociaż czasem niekiedy jest niezbędny).
  24. Tyle że podlinkowany przez Ciebie film (o Bitcoinach) ma identyczny przekaz jak film podlinkowany wcześniej przez Radara (o dolarach), czyli... nadal nie widać różnicy! A bardziej poważnie, jeżeli chcieć "potępiać" krypto za podobieństwa do baniek spekulacyjnych czy piramid finansowych czy czegoś takiego (w gruncie rzeczy trudnego do precyzyjnego zdefiniowania), to można, ale wtedy trzeba by analogicznie "potępiać" całą masę zjawisk we współczesnym systemie finansowym (jeśliby chcieć być konsekwentnym). Innymi słowy, jeżeli krypto to "bagno", to my siedzimy w tym "bagnie" po szyję już od bardzo dawna. Podałeś wcześniej przykład Apple. Bogactwo wielu współczesnych miliarderów itp. jest po części "wirtualne", bo jest szacowane na podstawie wartości akcji, które oni posiadają. Gdyby zaczęli sprzedawać swoje akcje, żeby zamienić je na dolary, kurs akcji poleciałby w dół i uzyskaliby "realnie" znacznie mniej. Są ludzie, którzy zupełnie nie czują, na czym polega "emejzing" Apple'a (ja tam akurat czuję, że telefony z iOS są bardziej "intuicyjne" w obsłudze niż z Androidem, wszystko jest bardziej "na swoim miejscu") i oni chyba postrzegają sytuację w ten sposób, że ludzie kupujący iPhone'y przepłacają, kierują się jakimś "snobizmem", czy czymś takim. Gdyby np. koronawirus wybił wszystkich fanów Apple'a i w populacji ludzi pozostały wyłącznie geny tych osób "nie rozumiejących" Apple'a, to być może za kilkadziesiąt/kilkaset lat w podręcznikach historii pisano by o "bańce Apple". Czy w związku z tym należy "potępiać" akcje? Pierwotnie w założeniu to był jakiś system zbiórki pieniędzy, taki "crowdfunding", na rozpoczęcie/rozkręcenie jakiegoś przedsięwzięcia. Na szczycie bańki tulipanowej jedna cebulka osiągała wartość ok. 42 tłustych świń (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tulipomania), gdyby ta bańka nie pękła i wysoka cena utrzymała się do dziś, to pewnie traktowalibyśmy jako coś naturalnego, że niektóre rodzaje rodzaje cebulek tyle kosztują i już. Nikt się nie dziwi, że np. rasowe szczenięta osiągają cenę kilku tysięcy złotych. A to z niczego nie wynika, to jest tylko kwestia jakiegoś "stanu umysłu" i po części spekulacyjnego myślenia ("kupię rasowego psa, podniosę swój prestiż społeczny, a poza tym może zarobię na rozmnażaniu, takie psy są bardzo drogie, bla bla, bla"), mody itp. Podobnie zresztą np. z dziełami sztuki (w szczególności "nowoczesnej", np. obrazów w rodzaju "białe kropki na białym tle"). Historia mogła się potoczyć odwrotnie, mogłoby być tak, że te drugie nie byłyby zbytnio cenione, za to tulipany - tak. Pewnie nawet byłyby jakieś regulacje państwowe, tylko licencjonowani hodowcy mieliby prawo produkować tulipany (w naszej wersji historii chyba nie każdemu wolno hodować psy rasowe?) ZUS wypłaca swoim "beneficjentom" pieniądze na bieżąco ze składek wpłacanych przez "nowych" składkowiczów, działa przy założeniu, że tych nowych będzie przybywać coraz więcej (założeniu, które zresztą nie jest spełnione, bo mamy kryzys demograficzny). Jak bardzo się to różni od schematu piramidy finansowej?
×
×
  • Create New...