Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Michał D

Users
  • Content Count

    17
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

2 Neutral

About Michał D

  • Rank
    Fuks

Informacje szczegółowe

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Warszawa

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Facebook w większości jest taki, jacy są jego użytkownicy. Częściowo oczywiście dokłada się polityka i działania firmy Zuckerberga, jednak jeśli oskarża się o wszystko co złe sam serwis, to jest to tendencyjna postawa. Na FB publikują przede wszystkim sami użytkownicy i to do nich można mieć najwięcej pretensji o to, że coś opublikowano nie tak, jak... jak by ktoś tam uważał... Sama firma ma problem z tym, że jak ktoś obraża tych z lewej, to krzyczą lewicowcy, jak się obraża prawicę, to krzyczą prawicowcy. W sytuacji, gdy ludzie w społecznościach mają jednak różne zdania, nie są jakimś monolitem, to za całkiem normalne należy uznać to, że oto znajdujemy na FB głos, który nam się nie podoba. I nasze przeświadczenie, że to tamten jest durniem, a może i draniem, ma swoje przeciwprzeświadczenie, które z kolei posiada adresat naszych krytyk, ale tym razem o nas... Ludzie zastanówcie się czego właściwie chcecie! Cenzury, która odsieje idealnie to co złe, a zostawi to co dobre?... Tylko czy macie świadomość tego, że to wcale nie wy jesteście wszechwiedzący, więc może to, co cenzuruje ocenzuruje wasze poglądy! To, że każdy uważa, że on ma rację, a jego przeciwnicy się mylą, jest jakoś naturalne. Jednak pewne minimum dojrzałości, świadomości chyba powinno wskazać, że nie jesteśmy wyróżnioną osobą we Wszechświecie, więc zwrotnie inni nas mogą widzieć jako tych złych, głoszących fałsze, fakenewsy itp.. Ani Zuckerberg nie jest temu winien, że się różnimy poglądami, ani nawet inna konkretna osoba. Czasy, kiedy wszyscy musieli mieć jeden pogląd na świat, wyznaczony przez partię będącą przewodnią siła narodu NA SZCZĘŚCIE minęły. Więc z pluralizmem jakoś należałoby się chyba pogodzić. Chyba, że że ktoś nie może się pogodzić z tym, że ludzie są wolni i marzy o wzięciu ich wszystkich za mordę. Ale to już trenowaliśmy kilkadziesiąt lat temu. PS Mój tekst nie jest ściśle polemiczny względem zacytowanego fragmentu. Ten fragment był mi raczej luźną inspiracją, nie jest moją intencją krytyka tego tekstu. Jest to raczej luźne dopowiedzenie.
  2. W Arabii Saudyjskiej zdaje się jest problem z rozpowszechnianiem biblii. Czy wyrok saudyjskiego sądu może zablokować chrześcijanom dostęp do dyskusji o ich wierze? A jak się inne religie - w szczególności te dominując w państwach - zawezmą, to mogą pojawić się wyroki przeciwko wszystkim religiom. Potem będzie odwet. Już nie mówię o redakcjach w stylu Charlie Hebdo - czy może je zablokować prawodawstwo kraju wyznaniowego?
  3. Mamy tu dodatkowy problem w postaci kwestii prawnych. Środowiska medyczne czują się komfortowo, gdy mają WYTYCZNE. Jak lekarz ma diagnozę, a do niej wytyczne, jest "kryty", nikt mu później nie może zarzucić, że coś źle zrobił, jako że robi to w zgodzie z kanonem sztuki. W sądzie nieskuteczne leczenie nie ma szans na wygraną, jeśli tylko oskarżany lekarz zasłoni się rekomendacją i diagnozą. Wytyczne i rekomendacje są na tyle cennym "narzędziem" prawnym dla lekarzy, że stają się celem samym w sobie grup lekarskich. Nie zmienia się ich latami, często mimo pojawienia się nowych badań, zaprzeczających poprzednim ustaleniom. Bo po co zmieniać coś, wymuszać edukowanie się lekarzy, skoro do starych wytycznych wszyscy są przyzwyczajeni?... Poza tym - za zmianą oficjalnych rekomendacji musi stać jakaś komisja. Oczywiście w komisji muszą być "autorytety". A autorytety to najczęściej "doświadczeni", czyli starzy lekarze, którzy np. przez 30 lat swojej zawodowej aktywności leczyli w oparciu o stare wytyczne. I teraz owi starzy lekarze musieliby się przyznać, że przez 30 lat życia popełniali błąd - leczyli nieskutecznie, często z ewidentną szkodą pacjentów... Naturalnym psychologicznym odruchem jest w takiej sytuacji znajdowanie wszelkich możliwych (i wydumanych) powodów, aby nic nie zmieniać, aby jakoś zakląć tę rzeczywistość, że stare było jednak dobre, a my - doświadczeni lekarze, nie zaś te młode nieopierzone żółtodzioby - mieliśmy jednak rację. Dlatego rekomendacje zmieniane są niechętnie, rzadko, nowe odkrycia opornie przebijają się do świadomości lekarskiego świata.
  4. Czasami mam wrażenie, że wzory w pracach naukowych nie tyle służą przekazowi samej treści, co udowodnieniu, iż piszący jest profesjonalistą. Szczególnie umieszczenie w pracach wzorów, które wszyscy znają, albo które nie wnoszą wiele do sprawy właściwie psuje chęć zapoznania się z pracą. Poza tym fajnie jest, jak wzór główny dla pracy jakoś zostanie opisany "swoimi słowami" szerzej skomentowany, a nie zostawiony sam sobie - a wy, czytelnicy, sami go sobie analizujcie. Niby to jest oczywiste, ale ja się naczytałem prac, w których wzór pojawia się właściwie nie wiadomo skąd, a twórca pracy dalej pisze o genialnych (ponoć) następstwach owego wzoru, tylko właściwie nie wiadomo nawet, co ten wzór wyraża.
  5. Zaciekawiła mnie ta Twoja interpretacja - temperatura. Dzięki za cenny trop. Ale też będę się upierał, że statystycznie silny jest mechanizm w drugą stronę - tzn. ludzie z infekcjami (także przewlekłymi) w sposób naturalny, instynktownie chronią się przed pogodowymi zmianami. Po prostu chory organizm "wie", że powinien oszczędzać energię, nie eksploatować się zbytnio, nie narażać na potencjalny atak drapieżników (bo jest słaby, więc im nie ucieknie). Takie ewolucyjne dostosowanie widać po zachowani zwierząt i ludzi. Ale oczywiście na tę statystykę pewnie wszystko ma wpływ - czyli z jednej strony mamy zależność: więcej ruchu, to mobilizowanie organizmu i pewnie też mobilizowanie immunologiczne, a z drugiej chorobowa słabość organizmu daje psychologiczny efekt unikania ruchu. Pewnie jeszcze wiele zależy od natury infekcji - bo mogą one w różny sposób reagować na wspomniane zwiększenie temperatury, czy pobudzenie mięśni. Pewnie spore znaczenie może mieć tez wentylacja - bo więcej tlenu to też wkład do walki organizmu z infekcją.
  6. Ciekawe, czy to ruch powoduje, że człowiek jest zdrowszy, czy też (do tego bym się skłaniał bardziej) osoby zdrowsze po prostu chętniej wychodzą z domu, ruszają się, angażują w aktywność, bo mają większy zasób energii i poczucie, że warto coś przedsięwziąć. Gdzieś pośrodku mamy też przypadek ludzi, którzy są względnie zdrowi, ale leniwi - ci, gdyby się zmusili do ruchu, pewnie by byli zdrowsi. Bo z kolei zbytnie "gonienie" ludzi z chorobami infekcyjnymi do ćwiczeń i wysiłku może tylko pogorszyć sprawę.
  7. To nie FB szkodzi, a gry pomagają, tylko mamy efekt selekcji osób z większą, bądź mniejsza energią niezbędną do aktywności umysłowej. Osoby zaangażowane w media społecznościowe mają typ umysłowości bardziej skupiony na relacjach z ludźmi, podczas gdy gracze mają bardziej skupiony (na zadaniu) typ pracy umysłu. Ci skupieni będą wykazywać lepsze wyniki w szkole, bo potrafią się właśnie skupić, zainteresować tym, co stanowi cel nauki szkolnej - poznanie nowych rzeczy, budowanie modeli itp. Ludzie o mocniej rozbudowanych emocjach społecznych łatwiej nudzą się tym, co owych społecznych bodźców nie dostarcza - np. nudzą się szybciej nauką. Ot i główny powód obserwowanej zależności.
  8. Prawo Moore'a funkcjonowało w elektronice konsumenckiej do początków obecnego wieku. Obowiązywało w wersji, że co 18 miesięcy podwaja się prędkość procesorów. Teraz monopolistyczna pozycja Intela spowodowała, że procesory sprzed 5 lat są tylko nieco wolniejsze, niż aktualne, więc nie opłaca się kupować nowych. Rynek PC coraz to notuje spadki, ale marketingowcy Intela najwyraźniej uważają, że przetrzymają konsumentów, którzy w końcu będą zmuszeni łyknąć owe wyśrubowane marże i ceny na procesory. Poczekamy, aż w końcu procesory ARM przebiją się do segmentu PC. Wymaga to pracy nad odpowiednimi systemami operacyjnymi, ale da się zrobić. Wtedy wszystkie drogi procesory intelowskie będą musiały zadowolić się segmentem profesjonalnym, zaś mainstreem będzie poza ich zasięgem (z racji na restrykcyjną politykę cenową).
  9. Mam takie "z głupia frant" pytanie: co jest W ŚRODKU czarnej dziury? Bo jeśli czarna dziura byłaby względnie symetryczna, to chyba w jej środku natężenie pola grawitacyjnego powinno być równe zero. Ale zaraz gdzieś obok jest chyba jakieś bardzo duże. I jakoś tak nagle znika?... Czarna dziura to osobliwość, ale w jej środku jest chyba jakaś superosobliwość w osobliwości... Czy ktoś coś wie w tym temacie?
  10. Należało się spodziewać, że nie będę tu genialnym odkrywcą... Ale czasem żałuję, że wiele odkryć jakoś tak przechodzi niezauważonych. Tyle na świecie dzieje się ciekawych rzeczy. A tak w ogóle to zastanawiam się, czy największe mocarstwa techniczne nie ukrywają jakichś o wiele bardziej zaawansowanych silników kosmicznych. Bo np. nie bardzo chce mi się wierzyć, że Amerykanie zrezygnowali z wahadłowców nie mając "backupu" w postaci możliwości użycia efektywnych pojazdów kosmicznych. Pewnie mają więcej, niż oficjalnie przyznają. A Rosjanie pewnie też. A może i Chińczycy... A tak w ogóle to zszokowała mnie mnogość typów silników jonowych, jakie opisywane są w Wikipedii (angielska wersja). Gdyby to wszystko razem wziąć pod uwagę, to mielibyśmy możliwości napędu statków w przestrzeni kosmicznej na naprawdę spor liczbę sposobów. Aż dziw, że jeszcze ludzkość nie ma baz na Marsie.
  11. Nie tak dawno przeczytałem doniesienie o "wyłącznie elektrycznym" silniku napędzającym statek kosmiczny. http://kopalniawiedzy.pl/satelita-naped-elektryczny-Falcon-9-SpaceX,22001 . Mocno mnie to zaciekawiło. Jednak bliższe zapoznanie z tym zdarzeniem pokazało, że chodzi po prostu o silnik jonowy - podobny do użytego w sondzie Down, badającej aktualnie Ceres, a poprzednio planetoidę Vesta. Silnik jonowy działa na zasadzie przyspieszania strumienia jonów, czyli jednak nie jest "wyłącznie" elektryczny, bo jakieś jony do przyspieszania (materia) musi mieć. Z tego co gdzieś czytałem to chyba stosuje się argon, ale może w tym przypadku jest inaczej. Zastanawiałem się jednak, czy jest możliwe zbudowanie napędu statku kosmicznego absolutnie i wyłącznie elektrycznego. Teoretycznie jest to trudne, bo mamy zasadę zachowania pędu - od czegoś taki statek musi się odepchnąć - jak nie od strumienia jonów, to od czego?... Ale sytuacja nie jest taka beznadziejna. Pierwszy pomysł, to niemożliwy silnik - http://kopalniawiedzy.pl/NASA-Cannae-Drive-Guido-Fetta-EmDrive-silnik-relatywistyczny,20773. Ale mam też inny - bardziej autorski - pomysł: WYKORZYSTANIE POLA MAGNETYCZNEGO ZIEMI. Taki satelita, krążący wokół Ziemi, wyposażony w elektromagnesy, teoretycznie mógłby funkcjonować jak Maglev - http://en.wikipedia.org/wiki/Maglev. W większych odległościach od Ziemi można by wykorzystać pole magnetyczne Słońca. Ktoś powie - że to pewnie będzie mała siła. Ale silnik jonowy też nie jest specjalnie potężny - czytałem, że w niutonach jego ciąg odpowiada ciężarowi kartki papieru. A przecież to się sprawdza. A więc może i odpychanie się statku kosmicznego od pola magnetycznego Ziemi tez ma sensu. Czy ktoś już opracowywał taki pomysł?... Może słyszał ktoś coś na ten temat?...
  12. "Genialne" to stwierdzenie badaczy. Jak się wybierze grupę ludzi ze schorzeniami kardiologicznymi, czyli często obawiającymi się o swoje zdrowie i życie (a zwykle kardiologiczne problemy, to tylko część ogólnych zdrowotnych, bo choroba serca tak zupełnie z niczego nie powstaje...), to potem "dziwnie" okazuje się, że są mniejszymi optymistami, albo nawet pesymistami. "Zaskakująca" korelacja... To ja proponuję kolejną hipotezę, którą można potwierdzić badaniem - np. że większymi pesymistami są też chorzy na raka, albo że pesymistami są ci, których ostatnio okradziono na dużą sumę. Też można zbadać Latynosów, Chińczyków, białych i zarobić jakiegoś granta. A tak na marginesie - zastanawia mnie pisownia w tym artykule (może i słuszna, to nie jest krytyka autora!) - oto mamy: "białych" - z małej litery i Latynosów - z wielkiej litery. To, że Chińczycy są z wielkiej litery, to jasne - narodowość. Ale czy mamy narodowość Latynoską, albo Afroamerykańską (też z wielkiej litery)?... - chyba to nie jest narodowość, ani państwowość. Słowo "biały" jest tu użyte nie jako po prostu kolor, ale oznaczenie grupy ludzi, więc chyba powinny być tutaj wspólne reguły pisowni. Tzn. do końca nie wiem, ale chyba to jest jakaś niespójność (choć powtarzam - może jakoś regułami uzasadniona, choć niespójnością pozostaje).
  13. Skoro tak, to proponuję następującą procedurę. Tworzymy pary splątanych fotonów. Jeden zbiór par zabiera rakieta, a drugi zostaje na ziemi. Rakieta leci daleko i w umówionym czasie astronauci prześwietlają kartkę papieru na której zapisano komunikat. Odbiorcy na ziemi odczytują obraz kartki ze swojej splątanej bazy fotonów (oczywiście o tym samym czasie. Mamy przekazanie informacji szybciej niż światło. Einstein by się zdenerwował... Sorry - modyfikacja do mojej poprzedniej wiadomości Oczywiście chodzi o to, że nie zbiór par jest zabierany na rakietę (i odpowiednio na ziemię), ale każda grupa ma po jednym fotonie z pary. Z tego co mi wiadomo z innych doniesień, fotony daje się już "zamrażać" na długi okres czasu, zachowując ich stan kwantowy. Dlatego przypadkowy kolaps kwantowy da się wykluczyć z tej procedury.
  14. W innych badaniach ustalono, że pewne bakterie są w stanie generować stany zapalne w mózgu ludzi. I co ciekawe te zmiany ogniskują się w obszarze odpowiedzialnym za kontrolę łaknienia. Nie wiem, czy to jest jedyny mechanizm, ale jeden chyba jest. Drugim może być przestawienie gospodarki energetycznej organizmu z trybu działania i spalania na akumulowanie energii, zasobów, tłuszczu. Organizmy zwierząt mają te tryby nieraz bardzo wyraźnie wyróżnione (niedźwiedzie tyją przed zimą), a człowiek też ma podobny mechanizm, bo odczuwa cykliczne okresy zwiększonego głodu, nie spowodowane wyraźnymi zewnętrznymi czynnikami. Jeśli taki mechanizm jest, to może on być przez bakterie zaburzany. Co ciekawe, u muszek owocówek, bakterie są w stanie sterować nawet mechanizmem doboru partnera do rozrodu.
  15. Zabawne jest, że widząc te same zjawiska można je interpretować w absolutnie odmienny, nawet sprzeczny sposób. Tutaj śmieszne jest, jak wolnorynkowe środowiska krytykują zjawiska, które powstały w świecie ekonomii i finansów jak najbardziej samorzutnie. Czyli zgodnie z regułami "niech się państwa nie wtrącają do gospodarki". Wielkie kartele finansowe są ponadpaństwowe (choć ostatnio stały się same niemal państwami w państwach), państwa niewiele mogą im zrobić, zatem spełniły owo marzenie wolnorynkowców o pełnej "wolności ekonomicznej". Co z tego wynika - wszyscy (łącznie z Panem Gwiazdowskim) widzą. Tylko jakoś trudno połączyć fakty w całość, że wielki monopol sam z siebie swojej władzy i przywilejów nie odda. A wręcz przeciwnie. Dlatego biadolenie na "wtrącanie się Państwa do gospodarki" nie jest niczym innym, tylko napędzanie karteli i monopoli. Jedyne co sensowne w tej sytuacji - to właśnie WTRĄCENIE SIĘ PAŃSTW! Czyli robicie karteli, wkroczenie w (wolne... a jakże!) umowy, jeśli dają one pewnym podmiotom zbyt dużo władzy nad rynkiem. To ciekawe, że sprzeczność głównego wolnorynkowego postulatu (nie wtrącanie się państw do gospodarki) z błędami działania realnych rynków jest tak totalnie ignorowana.
×
×
  • Create New...