Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

venator

Users
  • Content Count

    265
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    12

Everything posted by venator

  1. Dwa lata temu pewna dziewczyna, ze ścisłej czołówki krakowskiego wspinania sportowego, spadła z 3 metrów na drodzę Brzózka na Sukiennicach w Sokolikach (Rudawy Janowickie). To najłatwiejsza droga na tej skale. Szczęście w nieszczęściu, że złamała tylko rękę bo tamtejszy granit jest bardzo twardy. Najwybitniejszy taternik lat 50-tych w Polsce i jeden z najwybitniejszych w ogóle w naszej historii (wtedy również w europejskiej czołówce) , Jan Długosz, zginął na prostej drodze taternickiej, grani Kościelców. Ta śmierć, w bardzo łatwym (dla Długosza) terenie, spowodowała mase spekulacji, min. że podobno ktoś go zepchnął i inne sensacje. Ludzie nie chcieli wierzyć, że Długosz, człowiek który rok wcześniej rozwiązał jeden z najwiekszych wówczas problemów alpejskich (z Brytyjczykami rzecz jasna) ubił się w takim terenie. Tyle, że to był nieszczęśliwy wypadek. Zdarza się. Nie tylko ludziom. Kilkadzieisąt lat temu w Schronisku w dol. Żarskiej w Tatrach Zachodnich, pdczas Sylwestra odpalono materiały pirotechniczne. Na stokach Barańca Wlk. spłoszone stado kozic, na swoim doskonale znanym terenie wpadły w oblodzony żleb i pomimo swoich naturalnych zdolności ubiły się jedno po drugim. Zginęło coś chyba ok . 9-10 sztuk. Grawitacja jest nieubłagana dla wszystkich i wszystkiego. Nawet jest takie górskie powiedzenie: "Ekspercie. Pamiętaj, lawina nie wie, że jesteś ekspertem!" Jeśli chodzi o "radosny koniec" to w środowisku ten temat jest od dawna mocno obecny. Jeśli moge polecić literaturę na ten nieco egzystencjalny temat to wyjątkowe są dwie pozycje, wybitnych brytyjskich alpinistów: "Dzika Arena" Jo Taskera oraz "Dotknięcie pustki" Jo Simpsona. Na podstwie tej ostatniej nakręcono całkiem udany film, "Czekając na Joe". Najwyższa nagroda w literaturze górskiej, nagroda Boardmana-Taskera, odpowiednik Hugo-Nebula w literaturze fantastycznej, ustanowiona jako pamiatka po dwóch wybitnych alpinistach ibrytyjskich i utalentowanych pisarzach, jako jedna z pierwszych wpadła w ręcę innego Brytyjczyka, właśnie Joe Simpsona. Jakoś w latach 70-80 tych Brytyjczycy bylyi płodni i wspianczkowo i pisarsko. Polacy wówczas w sumie też, przede wszystkim w himalaizmie. A podsumowując. Dlaczego tak kochamy Góry? Bo góry to spokój...harmonia...wspomnienia...optymizm...oderwanie od codzienności...to wiara : https://www.youtube.com/watch?v=qir0528tnZc Proponuje obejrzeć do końca, he,he. (wg. górskiego savoir vivre wulgaryzmy podczas sfilmowanej akcji są uzasadnione zastanymi okolicznościami ) Ps. Nadal jest wyzwaniem jeśli chodzi o drogi inne niż klasyczne. Astro, masz chyba "ścisły" umysł, to odpowiedz mi proszę dalczego (w sumie do niedawna), w środowisku polskich alpinistów była tak duża nadreprezntacja przedstawicieli zawodów "ścisłych", technicznych: Wanda Rutkiewcz- inż.elektronik; Krzysztof Wielicki - inż. elektronik; Wojciech Kurtyka - inz. elektronik; Jerzy Kukuczka - jako jeden z nielicznych bez studiów, ale technik elektromonter; Andrzej Zawada - geofizyk, sejsmolog; Eugeniusz Chrobak - inżynier, Zygmunt Heinrich - inz. budownictwa; Wojciech Wróż - mgr fizyki, spec.aparatury medycznej; Tadeusz Piotrowski - inż; Ryszard Pawłowski - inż. elektryk; Piotr Pustelnik - inż chemik; Piotr Morawski - dr nauk chemicznych; Leszek Cichy - geodeta, pracownik naukowy PW; Marcin Kaczkan - dr inż. elektroniki; Aleksander Lwow - inż; Andrzej Czok - inż. elektronik. Wymieniłem ludzi stanowiacych znaczną część trzonu polskiego himalaizmu z jego złotego okresu. Dlaczego wiec ludzie, którzy w swej pracy naukowej i zawodowej musieli kierować się ścisle logiką o matematyką wybierali tak niedorzeczną jak wspinanie działaność? Zawsze mnie to zastanawiało. "Humanistów" jest znacznie mniej, z owego okresu to Artur Hajzer - kulturoznawca, Maciej Berbeka - artysta malarz. "Statystykę" zaburza trochę środowisko zakopiańskie, tam wielu wspianczy od młodości zawodowo było związanych z górami. I tak się dzisiaj już dzieje.
  2. Problem to nie tylko węgiel kamienny, ale też brunatny. W Polsce z węgla brunatnego, "najbardziej" brudnego, pochodzi 8709 MW mocy. I ten węgiel się wyczerpuje. Około 2030 r. nastąpi skokowy spadek mocy elektrowni PAK, poprzez planowe wyłączenie elektrowni Pątnów, Konin, Pątnów II. Pomostem energetycznym ma być odkrywka Ościsłowo, ktróa pomoże przejść na OZE. Ok. 2037 r .PAK ma być już "czysty". W 2044 r. zamkną też Turów. Problemem jest Bełachatów, 25 pod względem wielkości elektrownia na świecie. 5298 MW mocy. Bełchatów ratuje swój żywot poprzez ryzykowną inwestycje w złożę Złoczew, ale nawet jeśli i ono powstanie to kiedyś się wyczerpie. Po 2045 r. Bełchatów nie bedzie miał czym palić. Jedynym wyjściem jest budowa w ty miejscu EJ, która powinna być teraz absolutnym priorytetem. Ale paierów na EJ się nie robi bo jest w przygotowaniu Złoczew. Indolencja i krotkowzroczność władz jest zatrważająca. Nie tylko obecnych. Gdy powstawał Bełchatów podjęto decyzję o budowie EJ Żarnowiec. Obydwie inwestycje był nowoczesne i miały wyznaczać trendy energetyczne. Niestety ale uwalenie Żarnowca to jeden z największych błędów transformacji ustrojowej , a uzasadnienie dla tej decyzji liczyło, o ile dobrze pamiętam całe 2 strony. I to pomimo pozytynwego audytu z Zachodu. Dziś technologii i doświadczenia w budowie EJ musimy szukać zagranicą. A jeszcze obraliśmy ryzykowny kierunek...u kolejnego wielkiego brata.
  3. Oj źle życzysz środowisku wspianczkowemu Na szczęście jest to ten typ działalności człowieka, który wymaga myślenia, bo tam w górze każdy odczuwa jak nieubłagana jest grawitacja. A przeciętnemu Januszowi na wolnym na szczęście się nie chcce. A bez asekuracji to Twoje życznie nie zostanie spełnione, bo nasi przodkowie dawno temu zeszli z drzew, co skutkuje wbudowanym lękiem przed wysokością. We wspianiu nawet zadeklarowany humanista musi nauczyć się rozkminiać prosty jak cep wzór na współczynnik odpadnięcia F - teraz to już nie ma aż tak dużego znaczenia, bo liny są bardzo wytrzymałe i poddawane rygorystycznym badaniom laboratoryjnym, ale w czasach gdy liny był konopne czy sizalowe miało to ogrmone znaczenie. Trzeba się orientować w którym kierunku będa oddziaływć siły na asekuranta po to aby prawidłowo założyć punkt kierunkowy czy jaki założyć typ stanowiska samonastawnego. W wysokich górach dochodzi jeszcze taktyka działania, podstawy meteorologii, glacjologii etc. Żeby nie być monotematyczny to równoważną do poważnego wspinaia działalnościa jest choćby żeglarstwo czy szybownictwo, czyli wszędzie tam gdzie wykorzystujemy przede wszystki mózgowncię do zmagania się z siłami natury. A przy okazji i szacunek do przyrody bardzo wzrasta. Bardzo to uprościłeś. Teorii powstania np. ptasiego lotu jest kilka i żaden nie zakłada ucieczki przed drapieżnikami jako czynnika determinującego. W teorii proavis ptaki wyweoluowały z teropodów, a skrzydła miały być adaptacją do skaczącego sposobu polowania (podobnie jak u owadów.). Każdy zaś zakłada lot jako oszczędność energii podaczas przemieszczania się. Ale występuje też problem kolibra, ptaka co lata jak owad. Nie odkryto chyba do tej pory żadnych kopalnych form pośrednich. Kolejna zagadka ewolucji. W wodnym świecie może być podobnie. Jeśli wyewoluuje aeroplankton to możliwe, że i powstaną organizmy nim się odżywiające. Który gatunek pierwszy opanuje technikę lotu (niekoniecznie aktywnego) ten na starcie będzie miał przewagę w postaci przynajmniej czasowego braku konkurencji. Dobrym przykładem są mistrzowie latania jerzyki, które żywią się grubszą częścia areoplanktonu. Pudło. W dzieicństwie najwieksze wrażenie zrobił na mnie Haldeman i jego "Wieczna wojna". Kosmos, wojna, dylatacja czasu i dramat bohatera. Świetny materiał na film z gatunku twardego sci-fi. Tylko żeby nie brał się za niego Ridley Scott, o czym marzył od dawna. Po jego "Prometeuszu" widać, że chyba czas na emkę. Jak wbije się w drogę Tyranosaurus rex, jedno z pierwszych w Polsce VI.7. to nie wykona nawet dwóch ruchów . Ale przeciętnie wysportowany człowiek jest wstanie pokonac trudności za IV, tylko o tym nie wie. Powie Ci to każdy instruktor wspinania. Jeszcze jeden dowód, że ewolucyjnie jesteśmy mocno uniwersalni jako organizmy. Cyjanobakteria wrzuciła filmik o ewolucji waleni, ja wrzucę trochę krótszy: https://www.youtube.com/watch?v=8cn0kf8mhS4
  4. Np. hipoteczne napędy - Alcubierra, tunele czasoprzestrzenne. Zwracam uwagę na pierwszy wyraz. Nie upieram się, że coś takiego jest praktycznie wykonalne, ale też nie można tego w 100 % wykluczyć. Nawet wulkanizm tak niewielkiej planet jak Ziemia jest w stanie dostarczyć tyle energii aby powstało bogate środowiskowo życie. Nie wiem, nie jestem jasnowidzem. Ale atmosfera tak. Wodny świat to prawdopodbnie gęsta atmosfera, ułatwiająca unoszenie. W mniej gęstym ośrodku niż woda, przemieszczanie się na odległość będzie wymagało mniej energii. Na Ziemi ponoć 50 letni albatros wędrowny ma za sobą średnio 6 mln km pokonanej odległości. I jest mistrzem w wykorzystaniu ekonomiki siłł. Takie stworzenia moga się przemieszczać od łowiska do łowiska, nad wodą, lub od wysepki do wysepki. W wodnym świecie orbitującym wokół czerownego karła, gdy planeta bedzie miała zsynchronizowany obrót z gwiazdą mogą wystąpić niezwykle silne wiatry. Takie hipotetyczne stworzenia również mogą to wykorzystać. Jedyny sens w ewolucji to replikacja helis DNA. Idąc za Harrarym: zwierzę które w myśl "sensu" ewolucji odnisoło olbrzymi sukces to kura domowa, której ponoć jest już 25 mld na Ziemi. Niewątpliwy sukces. Ale czy z punktu widzenia kury w przemysłwowym kurniku, gdzie "żyje" w warunkach biegunowo odmiennych od jej natrury, ten ewolucyjny sukces ma sens? Wspinam sie od ponad dwudziestu lat i faktycznie zastanawiam się czy nie ma w ty ziarna prawdy. Np. taka Cynthia Plaster Caster od 50 lat gromadzi gipsowe odlewy penisów sławnych ludzi. Nie wiem czy to mniej czy bardziej idiotyczne niż wspinanie ale na pewno bezpieczniejsze! https://en.wikipedia.org/wiki/Cynthia_Plaster_Caster Zawody w czym? W bieganiu po stromym stoku na krótkim dystansie to rzeczywiście, kozica bedzie górować. Ale na pewno nie we wspinaniu, bo kozice się nie wspinają. I nie w górskich maratonach bo padną z wyczerpania. Wielokrotnie będąc w Tatrach, czy też (niestety znacznie mniej niż bym chciał) w Alpach czy na Kaukazie podziwiałem te zwierzęta (kozice, koziorożce) za ich wytrzymałość, zwłaszcza na trudne warunki atmosferyczne czy też siłę eksplozywną. Są w stanie podbiec spintem pod naprawde stromę stoki. Panowie, ale kozica nie poradzi sobie z trudniejszą drogą z kursu taternickiego, bo nie wyobrażam sobie kozicy np. w kominie Kiszkanta na drodze Surdela na MSW. Nie mówiąc od trudniejszym wspinaniu sportowym. Budowa anatomiczna racic kozic umożliwia im poruszanie się na drodze o nastromienu nawet 70 st. To bardzo dużo wśród zwierząt kopytnych. Ale wybaczcie, to nie jest wspinnaie. Stromsze odcinki skalne kozica poprostu przeskakuje, a jak nie da rady to jest bezradna. Nie ma chwytnych i silnych dłoni jak człowiek tylko racice. Ścisłe przystosowanie do określonego środowiska naturalnego. Aż tyle i tylko tyle. W Polsce zwierzęciem symbolicznym dla taterników nie jest bynajmniej kozica a pomurnik, piekny ptaszek z rodziny kowalików, także płochacz skalny i orzechówka. Te dzięki skrzydłom wlecą tam gdzie kozica rady nie da, w przeciwieństwie do cżłowieka. Ps. Przypomina mi sie anegdota opowiedziana przez Krzysztofa Wielickiego - ze cztery dekady temu wspianli się w skałakach w Rzędkoiwcach. Do domu wracał pijany miejscowy. Spojrzał na łojantów dzielnie walczących z grawitacją na występach skalnych i rzekł: -k...a, j**ana ludzka rasa, wszędzie wlizie...!!
  5. Czyli nie czytałeś ale założyłeś a priori, że to bzdury wyssane z palca. Gdyby to było gdybanie takie jak moje a propos cywilzacji wodnych, albo głupawy artykulik w jakimś szukającym taniej sensacji pseudo-popularnonaukowym portalu, to machnął bym na to ręką. Ale jest to artykuł w szanowanym czasopiśmie naukowym, ktory przeszedł recenzje naukową. Oczywiście recenzja nie wykryje sprytnego oszustwa, bo to nie jej rola. Ciebie rzucanie wobec autorów, w sumie inwektyw, nic nie kosztuje, bo robisz to całkowicie anonimowo. Nie uzyskasz dostępu do artkułu aby obnażyć to "oszustwo naukowe". Najłatwiej zasłonić sie zupełnie nieweryfikowalnymi argumentami typu "moje doświadczenie", zamiast spróbować przeprowadzić jakąś rzeczową kryrtykę, obliczenia etc. Może są precyzyjne stwierdzenia, czytałeś? Moich postów zresztą też nie czytałeś --> kominy hydrotermalne (energia). Z góry założyłeś, że wodny świat będzie pozbawiony nawet skrawka lądu..Poza tym, czy ewolucja kieruje się sensem? Ile jest ślepych uliczek? Mimo wszystko wysoki wulkanizm super-ziem, może sprzyjać powstawaniu spuer-wulkanów. A te moga wystawać ponad ocean, tworząc atrakcyjne wysypy. Wykluczysz w 100% taki scenariusz? Poza tym nie doceniasz ryb, w kwestii opuszczania swojego, wodnego środowiska. Pewien sum (clarias batrachus) wyłazi nawert na ląd, gdzie przemieszcza się na spore odległości. Nie ucieka przed drapieżnikami, sam poluje. Na Florydzie jest niezłym utrapieniem. Ale ogólnie, pewnie nie doczytałeś moich postów Napisałem, że wg. mnie woda nie sprzyja rozwojowi inteligentnego życia. Dla nas tak. Teoretycznie ograniczenia związane z prędkością światła można ominąć. Mało prawdopodbne aby taka cywilizacja zaistniała ale czy da się wykluczyć w 100%? Mogą być bardzo inteligentne bo krótko żyją? Ośmiornice rozwiązują te same problemy od 300 mln lat. Niewiele się zmieniły. Dokładnie. Wskazują na to cohćby badania Alana Walkera: https://kopalniawiedzy.pl/szympans-miesnie-czlowiek-sila,7173 Weźmy wspinanie, wydawałoby się domenę małp. Chyba najlepszyobecie wspianacz sportowy/w tradzie świata, Adam Ondra, w akcji: https://www.redbull.com/pl-pl/episodes/age-of-ondra-cz1-reel-rock-s5-e2 Nie za bardzo wyobrażam sobie małpę (jakąkolwiek) pokonującą taką drogę. Czego, bo proces odkrycia struktur DNA wymagał wielu wcześniejszych odkryć? Do wszystkiego potrzebna była przede wszystkim inteligencja.
  6. Dlatego też wspomniałem o kominach geotermalnych. I faktycznie, super-ziemie mogą mieć intensywny wulkanizm, a łańcuchy wulkanów mogą nawet wystawać z głębokiego oceanu. Główny powód, jeśli weźmiemy pod uwagę doświadczenia ziemskie, ktróre działąją na minus w kwestii podwodnych cywilizacji technicznych to to, że wodne środowisko raczej nie sprzyja rozwojowi mózgu. Woda jest środowiskiem dużo bardziej stabilnym co nie sprzyja tworzeniu zaawansowanego aparatu ruchu. Na Ziemi mało które zwierzę morskie ma dobrze rozwinięty mózg. Walenie zeszły z lądu do wody. Najbardziej zaawansowane są ośmiornice. Stopień encefalizacji (EQ) jest nawet wyższy iż u goryla, ale nie do konca odzwierciedla to faktyczną inteligencje. Wzrok u części gatunków jest bardzo dobry i posiadają chwytne ramiona. Z drugiej strony stopień propriocepcji jest u nich bardzo niski. Ośmiornica zna położenie swoich ramion jedynie gdy na nie patrzy, co wynika z budowy układu neurologicznego, a także nie ma zdolności sterognozji. Tylko te dwie neurologiczne cechy powodują, że jest mocno uzależniona od wzroku, jeśli chce wykonywać złożone czynności. Ogólnie słabo jak na miliardy lat wodnej ewolucji. Na lądzie było dużo większe przyspieszenie. Tylko, że dno w światach oceanicznych może być naprawdę głęboko. Na tyle, że wykształcą się tam osobliwe formy lodu.
  7. Ta liczba to z tego artykułu czyli z pupy, czy to Twoje wyliczenia? Jeśli tak to pochwal się jak tego dokonałeś, jeśli nie z pupy? Zadam jeszcze jedno proste pytanie? Przeczytałeś ten artykuł w "Astrophysical Journal" czy ot tak sobie fekalizujesz (parafrazując oczywiście Twoja ocenę przedmiotowego atykułu)? Twoje sformułowania są dosyć kategoryczne...., zwłaszcza, że wzmiankowany artykuł w pewnej mierze dotyczy ewolucji gwiazd. Jeśli taka cywilizacja powstała na podobnych zasadach co nasza, to bardzo prawdopoodobne, że będzie dążyć mniej lub bardziej świadomie do unifikacji i jak największej jednoordności. Tak jak się to dzieje na Ziemi. Pokonywanie odległości to tylko kwestia osiągnięć technicznych. Ciekawą kwestią są natomiast wodne światy. Teoretycznie taka cywilizacja techniczna też może powstać. Alan Stern, ten od min. New Horizons twierdzi , że cywilizacje w wodnych światach mogą być ograniczone przez skorupę lodową. I to ma być (wg. niego) odpwiedź na paradoks Fermiego. Tyle, że w eko-sferach lodu ma nie być na powierzchni. Mnie jeszcze ciekawszą rzeczą wydają się cywilizacje na planetach typu super-ziemie, oceanicznych globach. Ograniczeniem dla nich może być zarówno głębokość oceanu jak i gruba atmosfera, która po pokonaniu głębin mogłaby co nieco ich roczarować. Problemem z naszego punktu widzenia jest też kwestia metalurgii, ogólem użycia ognia. A z tym się wiąże (z naszego punktu widzienia eksploracji kosmosu) pokonanie studni grawitacyjnej planety, co na super-ziemaich może być znacznie trudniejsze. Choć gęstą atmosfere mogliby wykorzystać do latających platform startowych, a źródłem energii cieplnej , co wydaje się najsensowniejsze, kominy geotermalne. Styk środowiska woda-atmosfera mógłby zaś sprzyjać wykształceniu od razu form wodno-powietrznych, później tylko powietrznych. Można sobie jednak wyobrazić, że taka cywilizacja swój sukces techniczny oparłaby przede wszystkim na bio-technologii. Bowiem kluczem do powstania cywilizacji technicznej wydaje sie przede wszystkim zdolnośc do komunikacji (rodzaj mowy), gromadzenia i zarządzania informacją (rodzaj pisma) oraz umiejętności tworzenia bytów abstakcyjnych takich jak np. pieniądz. Ciężko zresztą zdefiniować cywilizacje techniczną. W naszym świecie, w czasach gdy był mniej jednoordny niż dzisiaj, powstały dwa odmienne typy dosyć zaawansowanych (w owych czasach) cywilizacji. Ogólnie rzecz biorac to azjatycko-europejsko-afrykański i oddzielny andyjsko-mezoamerykański. Cywilizacja z Nowego Świata była w stanie tworzyć zaawansowane struktury architektoniczne, miała całkiem zaawansowaną wiedzę na temat astronomii, posługiwała sie matematyką, tworzyła dosyć skomplkowane stuktury administracyjne (wszak ogranicznone terytorialnie). Pod pewnymi względami np. metalurgii byli znacznie do tyłu w stosunku do Starego Świata. Ekstrapolować można to i na znacznie bardziej zaawansowane cywilizacje - np.. mające opanowaną medycycynę do tego stopnia, że praktycznie ich członkowie osiagają nieśmiertelność (zaawansowana biotechnologia) ale są oni niezdolni do ekspansji i komunikacji w kosmosie. I jak ich ocenić, kiedy u nas, w obrębie jednej małej planety i jednego gatunku drogi ewolucji technicznej są (w zasadzie to już były) tak różnorodne?
  8. Wiem, że takie prace bedą zawsze kontrowersyjne, ale teoretyczne założenia są sensowne. Choć jesli uwzględnimy hipotezę Fiałkowskiego i Bielickiego "homo przypadkiem sapiens", to faktycznie - można być dużym sceptykiem w kwestii powszechności cywilizacji technicznych. Przynajmiej w skali galaktyki wielkości Drogi Mlecznej.
  9. Rozumiem, chodzi Ci pewnie o zjawiska mirakularne. Temat z pogranicza psychologii/psychiatrii i socjologi. Tutaj praca pod auspicjami IPN, "Cuda w Polsce Ludowej. Studium prywatnego objawienia maryjnego w Zabludowie": https://repozytorium.uwb.edu.pl/jspui/bitstream/11320/6041/1/M_Krzywosz_Cuda_w_Polsce_Ludowej.pdf "Jak podają autorzy jednej z wielu antologii objawień maryjnych, tylko od mariofanii5 fatimskiej z 1917 r. do 1997 r. odnotowano około czterystu innych objawień, a to jest „cztery razy więcej niż w maryjnym wieku XIX”6 . Polska jest także miejscem, gdzie po II wojnie światowej, według różnych danych, pojawiło się co najmniej pięćdziesiąt7 zdarzeń o charakterze nadprzyrodzonym, potocznie określanych jako cuda, a naukowo jako zjawiska mirakularne. Można do nich zaliczyć: płaczące obrazy, krwawiące krzyże, tańczące słońca, a także konkretne objawienia Chrystusa albo Matki Bożej." Warto byłoby dotrzeć do prac Błachowskiego i Borowieckiego, dotyczącego studium przypadku objawień w Słupii Wielkiej w 1926 r. Praca przedwojenna ale ponoć bardzo nowatorska.
  10. Wg badaczy z Uniwerystetu Nottingham liczba cywilizacji w Drodze Mlecznej może wynosić najprawdopodobiej ok. 36. https://www.nottingham.ac.uk/news/research-sheds-new-light-on-intelligent-life-existing-across-the-galaxy https://iopscience.iop.org/article/10.3847/1538-4357/ab8225 https://spidersweb.pl/2020/06/inteligentne-zycie-w-drodze-mlecznej-ile.html ale średnie odległości między cywilizacjami to niestety 17 tyś lat świetlnych. To oczywiście teoretyczny model, ale trzeba przyznać, że zabrali się za niego ludzie poważani w świecie naukowym. Kierownikiem badań był Ch. Conselice, badacz mający duże osiągnięcia w astrofizyce. Choć jak widzę ile przypadku było w powstaniu ludzkiej cywilizacji technicznej...
  11. To jest pareidolia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Pareidolia zjawisko faktycznie dosyć powszechne. Tutaj niezła galeria (niezwiązana akurat z wizerunkami istot boskich): https://ciekawe.org/2015/01/21/pareidolia-czyli-ukryte-twarze/ Tu zaś obraz "dłoni boga": https://i.iplsc.com/fenomen-widoczny-w-miastach-asuncion-i-juazeirinho-fot-de-ol/0009R8JNX5V1IGPA-C122-F4.jpg
  12. Prof. Szostek mógłby bardziej sprecyzować kim byli wg. niego ludzie pradziejowi, bo to w archeoligii pojęcie baaardzo szerokie. Chyba, że redaktor coś przekręcił.
  13. Ależ dlaczego tylko pióro? W państwie Inków stosowao kipu - pismo węzełkowe. Pozwalało ono zarządzać mocarstwu, które miało 12 mln ludzi i rozciągało się na tysiącach kilometrów trudnego do pokonania terenu. Kipu było pismem niekompletnym- dało się zapisać rachunki ekonomiczne, ale poematu miłosnego już nie. Było jednak bardzo skuteczne, chętnie z początku korzystali z niego również Hiszpanie. Oczywiście jako nieznający tego egzotycznego systemu szybko się go pozbyli, obawiając się nieuczciwości tłumaczy. Dzisiejsze czasy wskazują, że jednak pismo niekompletne ma kolosalne znaczenie. W końcu język komputerów to 0,1.... Przykład Inków pokazuje, że nieznajomość pisma kompletengo (pełnego) nie miała aż takiego znaczenia w starciu z przedstawicielami Starego Świata, które pismo kompletne znali od tysięcy lat. Determinujący był chyba pech, że w Nowym Świecie nie posiadano zwierząt jucznych. Inkowie mieli lamy, ale one przy udźwigu 40 kg nie miały porównaia do zwierząt Starego Świata. W Mezoameryce zwierząt jucznych nie używano w ogóle. Wielkie plejstoceńskie wymieranie pokrzywdziło tamtejszych ludzi - zniknęły konie i wielbłądy. W Europie nie - mimo że koń był głównym żdródłem pokarmu paleolitycznych łowców. Brak tych zwierząt zdetermiował tamtejszą sztukę wojenną i organizacje państwa. Śmiem twierdzić, że jeden doświadczony w walce legion rzymski czy analogicznie liczebnie drużyna Chrobrego byłaby w stanie pobić największą armie aztecką. Sami Majowie zaś mogli by się uczyć organizacji panstwa od Mieszka I. Bo na jaką odlegość jest w stanie w ciągu jednego dnia przemieścić się sprawnie i w miarę wygodnie na własnych nogach człowiek?
  14. Nad tą kwestią pochylił się izraelski uczony, Benny Shanon, prof. z Uniwersytetu Hebrajskiego. Otóż działalność Mojżesza tłumaczy wpływem eteogenów, a w szczególności substancji psychoaktywnych zawartych w popularnych na Bliskim Wschodzie roślinach, czyli drzewie akacjowym i rucie stepowej. W akacji, cenionej na Wschodzie (wykonana miała być z niej Arka Przymierza), znajduje się DMT, mające silne właściwosci enteogenne - włącznie z "realistycznymi" halucynacjami, euforią czy też doświadczeniem obcowania z istotą boską. Z kolei w rucie stepowej występuje harmina, ktora spowalnia rozkład DMT. Ogólnie połączenie tych dwóch znanych roślin daje efekty takie jak zażycie ayahuaski. Eksperymentalnie dowiedziono, że po jej zażyciu mogą wystąpić halucynacje w postaci "przemiany" prostych elementów takich jak laski, pręty w wijące się zwierzęta. Podobnie jak ów "gorejący " krzew który widział Mojżesz - efekt subiektywnego rozciągnięcia w czasie zjawiska fizycznego trwającego niezwykle krótko. Także idąc tym tropem w zasadzie każde wierzenia religijne możemy łączyć z zażywaniem przez ludzi enteogenów.
  15. Oni zrobią szoł z lądowania na Księżycu, my w kraju co najwyżej z pielgrzymki na Jasną Górę...
  16. Zrekonstruowany film z księżycowej jazdy LRV (misja Apollo 16), stabilizacja kamery i rozdzielczość 4K: Dla wielu to tylko przejeżdżka po "piachu", dla mnie i mam nadzieje wielu innych, wielki triumf ludzkiej myśli technicznej, mający olbrzmi wpływ na rozwój naszej cywilizacji. To taka sentymentalna, ale jakże piekna odpowiedź . Jeśli chcemy ten wózek pchać do przodu to ten krok trzeba wreszcie (ponownie) wykonać. Nawet nie krok, a skok. Najwięcej się jednak obawiam w tej materii o decyzje polityków. I właśnie w tym jest pies pogrzebany. Mam nadzieje, że ten program zostanie, w przeciwieństwie do Apolla, potrakotwany długofalowo, bo tylko wtedy ma sens. Np. stacja Gateway, która zewsząd zbiera baty - projekt jest przemyślany, nawet jeśli rozpatrujemy go tylko w kwestii samego lądowania na Księżycu . Nabiera jednak ta stacja znacznie głębszego sensu w kwestii wyprawy na Marsa. Najnowszy pomysł to wykorzystanie Gateway jako zaawansowaego symulatora misji marsjańskiej. Najpierw ok.6- 9 miesiecy pobytu na stacji (lot na Marsa), lądowanie załogi na Księżycu, pobyt na Księżycu (symulacja pobytu na Marsie), powrót na stacje i powrót na Ziemie (kolejne 6- 9 -cy). Oczwiście to w zarysie. W razie" W" są przynajmniej szanse na sensowną misje ratunkową, bo na taką na Marsa, przy naszym obecnym zaawansowaniu technologicznym, to nie mamy co liczyć. Najważniejsze kwestie do rozwiązania przed lotem załogowym na Marsa to wpływ promieniowania (nie ma magnetosfery), braku grawitacji, bezawaryjności urządzeń podtrzymywania życia (ostatnie to chyba najtrudniejsze). Poza tym sama Gateway, z racji projektu umieszczenia jej na orbicie NRHO, jest istotna w kwestii ekonomiki lotów na Księżyc oraz właściwej komunikacji z Ziemią.
  17. Ja o kaszy a Ty o ziemniakach . Piloci mają jeszcze jedno powiedzenie: "Śmigłowce nie mogą latać - są tak brzydkie, że ziemia je odpycha" I co Ty na to? Ale poważniej: Przyczyn była cała masa, a nie tylko jedna rakieta. Wypunktowano te przyczyny w ZSRR już 23 grudnia 1968 r. na kryzysowym spotkaniu po sukcesie Apollo 8. Głos zabrał Dmitrij Ustinov, kierownik radzieckiego programu rakietowego. Za główny powód porażki (w 1968 r. już zdawali sobie sprawę że przegrali) uznał fakt, że przy radzieckim programie pracowało 500 tyś ludzi a przy Apollo - 1,5 mln. Drugi, wg Ustinova powód to fakt centralizacji amerykanskiego programu wokół jednego podmiotu - NASA. To było przeciweństwo radzieckiego podejścia - towarzyskiej współpracy wielu podmiotów. Na spotkaniu osiągnięto konsensus, z którego wynikało, że lądowanie radzieckiego cżłowieka na Księżycu zajmie 4-5 lat. Ten konsensus podsumował wówczas Mikołaj Piljugin, główny konstruktor systemu sterowania N1 - "kogo to będzie wówczas obchodzić. Amerykanie już tam będą!" Radziecka elektronika może była i dobra a jednak system cumowniczy "Kontakt" Soyuza ŁOK był relatywnie prosty, pasywny i nie wymagającyh wielkiej precyzji. Za to wymagał spaceru kosmicznego pomiędzy Soyuzem a lądownikem księżycowym i z powrotem. Dodatkowa komplikacja i ryzyko, które akurat obciążało załogę. Tymczasem Amerykanie już w 1966 r. podaczas lotu Gemini 8 dokonali pierwszego udanego dokowania statków na orbicie. Oczywiście dużo było ręcznego sterowania, co jest zresztą amerykańską tradycją. Ale bez pierwszego w historii (chyba pierwszego) kosmicznego komputera nawigacyjnego, nie wiem czy w ogóle było możliwe. Bestia wyprodukowana przez IBM miała niecałe 20 kB ale to wystarczyło. Separacja pomiędzy Gemini a Ageną wynosiła 24 km a odległośc kątowa 130 st a mimo to połączenie obu obiektów było bardzo precyzyjne. Komp dokonywał całej masy obliczeń mając dane wyjściowe z radarowego pomiaru odległości doku cumowniczego Ageny.Dodatkowo wspomagał sterowanie statkiem Ogromne ułatwienie. Ludzie radzieccy też zdawali sobie sprawę z wagi elektroniki -tak dobrze, że strawili trzy lata na dyskusję czy kapsuły mają być całkowice zaumatyzowane czy jednak sterowane również ręcznie (wygrałą druga opcja). Tymczasem Amerykanie zdobywali wtedy doświadczenia w programie Gemini-Apollo. U Amerykanów absolutny priorytet miał Księżyc, u Sowietów czerwony Księżyc musiał walczyć z ciężką orbitalną stacją wojskową przy budżecie 1/10 tego co w NASA. Być może gdyby żył Korolow a Chruszczow nie został odsunięty od władzy, to radziecki człowiek jako pierwszy przedstawiciel Ziemi, zatknąłby czerwony sztandar w księżycowy grunt.
  18. Normalnie jak bym się przeniósł w czasie do 1961 r. Też bożyszcze barów, prawdziwi piloci z programu X-15 darli łacha z pilotów z programu Mercury. Ci pierwsi przecież pilotowali statki w założeniu kosmiczne, ci drudzy tylko latali kapsułami, którym wcześniej latałyprzecież małpy. Małpy. O tych pierwszych nikt poza pasjonatami dzisiaj nie pamięta, a o drugich...zresztą ci co mogli przenieśli się do NASA (Armstrong, Engle). Ale tu nie chodzi o sławe. Wiesz dlaczego Sowieci byli w tyle w wyścigu na Księżyc? Min dlatego, że w końcówce lat 60-tych ręcznie nie potrafili przeprowadzić nieco tylko bardziej skomplikowanych manewrów orbitalnych. Już w 2 poł lat 60-tych dobrze wiedziano, że bez tych automatów nie ma szans na sensowną eksploracje Kosmosu. Zapominasz o starym powiedzeniu pilotów - "pieknie wygląda i dobrze lata". Zwykle się sprawdzało bo samoloty o ładnej linii zwykle dobrze latały (latają). Ładny wygląd zwykle świadczy także o starannosci i konstruktorów i wykonawców.
  19. Darmozjadów, bo tworzone na podstawie badań naukowych teorie (opublikowane jako prace z wykorzystaniem aparatu naukowego i po pomyślnych recenzjach naukowych) nie pasują do twoich wyobrażeń? Dorobek to te luźne, z dużą dozą fantastyczności, przemyślenia? Oparte na zupełnie egzotycznych "źródłach", o wątpliwym istneiniu, typu "kronika czerwonoruska", którą zresztą ponoć przeczytałeś, ale jak sam przyznałeś nie wiesz kiedy i gdzie? To ja wole darmozjadów, choćby takiego Moczulskiego, który jest (był) przede wszystkim politykiem, ale w swych pracach przytaczał przynajmniej ogrom źródeł (min."Narodziny międzymorza" same przypisy stanowią już kawał lektury). Kończ waść i wstydu oszczędź. Sobie rzecz jasna.
  20. Aha. Na pewno Rogozin przedstawi kolejną makietę: Spójrzcie na minę Putina: - tam na stole stoi zimna wódeczka, a ja muszę słuchać obietnic tego klauna.
  21. Nie, nie de facto. Od stuleci istnieje spór między historykami o etymologie nazwy Ruś Czerowna i jej związki z Grodami Czerwieńskimi. To co napisąłeś to tylko jedna z hipotez. Drużyna to formacja wojskowa podległa księciu/królowi w państwach słowiańskich we wczesnym średniowieczu. Normanowie, z racji tego, że byli dobrymi wojownikami, często się zatrudniali jako najemnicy - drużynnicy. Najszybciej archeolodzy znaleźli rzędowe cmentarze drużynnicze Waregów właśnie na Rusi, w Gniezdowie k. Smoleńska. Rola Waregów/Normanów w kształtowaniu sie poczatków Rusi raczej nie jest dziś podważana. Pieczyngowie o których wspominałem zablokowali szlak, którymi Wikingowie przedostawaili się do Bizancjum aby służyć w tamtejszych drużynach zwanych Barangioi - wareskiej gwardii cesarza. Cytowany tekst źródłowy pochodzi z Kroniki Nestora ("Powieść..."), głównego źrodła do badania poczatków Rusi. Ale jak do każdego źrodła - trzeba podchodzić krytycznie. Pół miliona to abstrakcja, bajka. Tyle liczyła armia Cesartwa Rzymskiego w jego szczytowym okresie. Znaczące zapasy mobilizacyjne, z racji silnego zmilitaryzowania miały społeczności żyjące w demokracji wojennej - osiadłe lub koczownicze. Ale wystawienie pół milionowej armii na kampanie wojenną - raczej niemożliwe. Do źródeł w tej materii należy podchodzić bardzo ostrożnie. Strona która zwycięża miała tendencje do "pomnażania przeciwnika", ta która przegrywała także Drużyny mogły być bardzo liczne. Chrobry na zjeździe gnieźnieńskim ofiarował Ottonowi III - 300 pancernych. Taki gest. Mógł sobie pozwolić bo liczebnośc jego drużyny wynosiła min 17 tyś ale zapewne więcej. Zapozanaj się z pracami (są monumentalne) Paula Austina - do kupy zbiera ogromną ilość wspominień uczestników kampanii 1812 roku.
  22. Jak byłem dzieckiem i pierwszy raz widziałem na żywo obraz Memlinga "Sąd Ostateczny", zrobil on na mnie ogromne wrażenie. A jakie robił na ludziach z XVI wieku? Czy wielu nie starało się być moralnymi, jak to określiłeś, aby nie trafić do tego miejsca namalowanego na prawym skrzydle? A nawet ci, którzy zgodnie z ówczesnym prawem łamali kołem, palili na stosie "czarownice", ale robili to zgodnie ze swoimi przekonaniami, zgodnie z ówczesną literą prawa, to byli moralni czy nie? To samo możemy powiedzieć o SS-manach z SS-Totenkopfverbände. W hitlerowskim państwie, z hitlorewskiego punktu wiedzenia byli moralni, czy nie? Znowu wchodzisz w grząski, filozoficzny grunt....
  23. Dlaczego czerwonoruski? Skąd ta maniera? Ruś Czerwona to dopiero XV wiek. Krzywe szable? - mieli je być może Chazarowie ale Wikingowie Światosława, którzy stanowili większość drużyny? Owszem , ich główni prawdopodobnie wówczas sprzymierzeńcy, Pieczyngowie, szablami mogli się posługiwać. Ale to tylko drobnostka. "Poszedł Światosław na Chazarów. Usłyszawszy zaś, Chazarzy wyszli zaś ze swoim Kaganem, i zaczęli bić się, i w walce tej zwyciężył Światosław Chazarów i gród ich, i Białą Wieżę wziął" - - z "Powieść minionych lat" (tzw. Kronika Nestora - główne źródło wiedzy o Rusi Kijowskiej!) Leszek Moczulski "Narodziny Międzymorza..." s. 475 To tyle w źródłach o tej Twojej "wielkiej bitwie" (rajdzie), krzywych szablach, północnej konnicy etc.. Moczulski zresztą zaznacza, że nie ma żadnych dowodów aby Chazarowie zostali ostatecznie pobici. Wręcz przeciwnie, Światosław został później wyparty albo sam zrezygnował z dalszych bojów o Bizancjum (abstrahując o późniejszym aliansie z Konstantynopolem) Przedstaw coś na poparcie tego, bo inaczej szkoda klawiatury. W historii jest OGROM zagadek. Z każdego okresu.
  24. Geny to jedno a polityka to drugie. Sam Kaganat Chazarski to był etniczny tygiel. Jest szereg badań, które te genetyczne kwestie mniej lub więcej udanie rozwiązują. Jednak to Awarowie stworzyli organizm polityczny, który dostał się pod wpływy zachodniego, germańskeigo świata. Chazarowie - nie. Chodzi głównie o to, że przyjęliśmy (tj. Mieszko) chrześcijaństwo wg obrządka łacińskiego i przez wieki znajdowlaiśmy się w znacznym stopniu w orbicie kulturowych i politycznych wpływów świata zachodniego. Zwrotnica została przesunięta na wschód przez dwa, w sumie fatalne w skutkach wydarzenia - obranie na męża Jadwigi, litewskiego księcia Jogaili, który panował jako Władysław II oraz Unii Lubelskiej. Oba wydarzenia zepchnęły nas na tereny etnicznie i w znacznym stopniu kulturowo obce i skazały na śmiertelne zapasy z Moskwą ( i tak te zapasy by się odbyły ale później i pewnie na mniejszą skalę). Taką sprawę Śląska np. Jagiełło pogrzebał dokumentnie. Miał gdzieś najlepiej rozwiniętą gospodarczo, najlepiej zurbanizowaną i najbliższą światu zachodniemu, dzielnice. To wszystko do kupy miało olbrzymie konsekwencje, trwające do dzisiaj.
×
×
  • Create New...