Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Antylogik

Users
  • Content Count

    49
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

4 Neutral

About Antylogik

  • Rank
    Fuks

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Jest jakieś niewielkie prawdopodobieństwo, że chodzi o coś innego, ale przecież wiadomo, że słodycze są niezdrowe i duża ich konsumpcja prowadzi do wielu chorób, a więc pośrednio do przedwczesnej śmierci. Nie widzę sensu szukać na siłę innych czynników, wynik tych badań tylko potwierdza dotychczas znaną wiedzę o szkodliwości słodyczy.
  2. Nieprawda, przecież to jest korelacja jednostronna, która zawsze oznacza związek przyczynowo-skutkowy. Nonsensowne jest twierdzenie, że ludzie mogli konsumować słodkie napoje, bo wiedzieli, że niedługo umrą. Chociażby z tego powodu, że nie wiedzieli, że umrą.
  3. Skoro na KW jest pełno fake newsów, podaj choć jeden, może być więcej. Ignorujesz zarówno fakty empiryczne jak i matematyczne. Badania dotyczyły tylko krajów europejskich, więc próba była reprezentatywna. Różnica umieralności między jedną grupą a drugą wyniosła 2pkt proc., więc na tyle mało, że rzeczywiście może być to niezbyt prawdopodobny przypadek, jednak mógłby się on zdarzyć nawet wtedy gdyby zbadano całą populację. Próba była wystarczająca. Gdyby Twoja teza była prawdziwa, to oznaczałoby to, że akurat pobrano taką 500k osobową grupę, w której przypadkowo więcej umierało pijących słodzone napoje od niepijących, a w rzeczywistości ta różnica wyniosłaby zero. Z tego musiałoby wynikać, że każde takie losowanie próby dawałoby inny wynik, raz lepiej, raz gorzej, raz grupa niesłodzących wygrywałaby, innym razem przegrywałaby. Gdyby nanieść te wszystkie różnice na wykres, układałyby się one w rozkład normalny ze średnią m = 0 i jakimś odchyleniem standardowym (s). Gdyby liczebność każdej próby zwiększać z 500k do coraz większych wartości, to oczywiście s musiałoby spadać, a dla pełnej populacji dostalibyśmy s = 0, czyli punkt 0 - prawdziwą różnicę. W drugą stronę, jeśli zmniejszamy liczebność próby, to ich rozkład zacznie się rozszerzać wokół m = 0. Próba może mieć najmniej 2 osoby, bo musimy otrzymać różnicę między osobami. Wtedy dostajemy największe s, które jest po prostu równe odchyleniu standardowemu pełnej populacji różnic. Czyli s się zmienia w zależności od liczebności próby. Dla próby 500k osób będziemy mieć oznaczenie s(500), a dla 2-osobowej s(2). Wzór na wystarczającą próbę jest następujący: n = t^2*s(2)^2/(dopuszczalny błąd oceny)^2 [Hellwig, Z., Elementy rachunku ...]. gdzie dopuszczalny błąd oceny to tolerancja na błąd, np. możemy się pomylić o 1%, to wynosi ona 0,01 - i tyle przyjmiemy. t to zmienna standaryzowana w rozkładzie normalnym lub Studenta. Jeśli chcemy mieć 95% pewności, że m znajdzie się w przedziale (x +/- 0,01), to t = 1,96 , co wynika z własności rozkładów stat. i wartości ich funkcji. Dla naszej próby odchylenie od średniej to x = 17%, bo tyle podano, że wynosi wzrost przeżywalności dzięki niesłodzeniu. Nie jest to s(500), bo to pewne średnie odchylenie a x to zmienna - dowolne odchylenie od m = 0. Szukamy s(2) i mamy pewne przesłanki, na podstawie których możemy dokonać szacunków. Maksymalnie mogło przeżyć lub umrzeć 100% osób. Wg artykułu mniej więcej 10% osób zmarło w całej próbie. Zakładamy teraz, że 10% zmarłych także odpowiada całej populacji. Można więc mniemać, że najwyższe możliwe odchylenie od średniej wynosi 100% / 10% = 10 oraz -100% / 10% = -10. W rozkładzie normalnym stanowi to 3-4 odchyleń standardowych (prawo 3 sigm). Czyli s(2) = 10 / 4 = 2,5 lub 10/3 = 3,3. Możemy więc dane podstawić do wzoru na wystarczającą próbę: n = t^2*s(2)^2/(dopuszczalny błąd oceny)^2 = 1,96^2*2,5^2/0,01^2 = 240 100, lub ewentualnie n = 1,96^2*3,3^2/0,01^2 = 418 350. W badaniu wzięło udział 451 743 osób, zatem w każdym przypadku pobrano wystarczającą próbę.
  4. Po raz kolejny nie czytasz ze zrozumieniem. Przecież jest w pierwszym zdaniu napisane: (tutaj błąd gramatyczny, ale mniejsza o to). Chodzi więc o populację Europejczyków.
  5. Przecież jest napisane, że to uzyskane wyniki Zamiast zakłamywać rzeczywistość, poczytaj o twierdzeniu (prawie) wielkich liczb. Nawet mała próbka może dobrze przybliżać populację.
  6. Termin niezwykle klarowny. Czy to znaczy, że szkoła ma wspomagać rodziców w tym jak dziecko powinno podcierać sobie swoje narządy po oddaniu moczu, stolca? I tak samo z seksem, ma pomagać rodzicom jak ich dziecko powinno się zabezpieczać, jak prawidłowo włożyć i wyciągnąć, rozstawić nogi, jak wykonać grę wstępną itp. A zadaniem rodziców będzie tylko wyjaśnić do czego służy penis, pochwa, jak należy partnera zaciągnąć do łóżka. Taki podział ról trochę pół na pół, tak to rozumiem. Oczywiście należy tego zakazać. Szkoła jest od umysłu, a nie zaspokajania instynktów, albo wmawiania młodym ludziom jak "planować rodzinę". Prędzej wpędzi ich w depresję.
  7. Zgodnie z tym podejściem, przedszkole powinno już uczyć dzieci odpowiedniego oddawania kału, podcierania odbytu papierem toaletowym, prawidłowe nakierowanie pochwy / penisa na muszlę klozetową, potrząsania penisem po zakończeniu tejże czynności itp. Bo rodzice nie mogą tego dziecka nauczyć. Monty Python może pomysleć o tym. W dodatku powinny się także odbywać zajęcia dla homoseksualistów, bo przecież nie można ich dyskryminować, bo nie zostają "wychowane" odpowiednio w tym względzie. Obecnie "wychowanie w rodzinie" dotyczy tylko hetero. Albo zajęcia dla wszystkich, albo dla nikogo. Skoro wg Ciebie geje i lesbijki też powinny mieć takie zajęcia, to co na takich zajęciach miałoby być? Jak się dobrze zabezpieczać w seksie analnym, oralnym? Takie rzeczy ma słuchać cała młodzież - i to się właśnie nazywa demoralizacją młodzieży. Tu nie ma dyskusji, takie zajęcia powinny być zakazane.
  8. Ważny jest tylko wzór / wzorzec chrześcijanina, a do tego można się zbliżyć. Prawdziwy chrześcijanin ciągle pamięta o zasadach religijnych i w każdych warunkach je stosuje. Tak samo prawdziwa lewica nie odwołuje się nigdy do patriotyzmu, w każdym razie jest to zawsze sprawa drugo-, trzeciorzędna.
  9. Może i są, ale na pewno nie są to ci, którzy dziś się modlą i udają świętych, a jutro "stają się sobą".
  10. No właśnie, a co to za katolik, który bez przerwy grzeszy? To nie katolik, a na pewno nie chrześcijanin, tylko hipokryta. Czyli grzesznik - ktoś, kto ciągle grzeszy, jest najwyżej hipokrytą, nie chrześcijaninem.
  11. To tak jak w Monty Python: Który wyśmiewa tę "edukację". Szkoła nie jest od uczenia życia, a tym bardziej aspektów seksualnych. Od tego są rodzice, internety i koledzy. Kiedyś nie było tego wynalazku i nikt nie narzekał. Prawica to sparafrazuje, gdy będzie mowa o tolerancji: "Raczej turbotolerancja, której do promowania LGBT bliziutko." A Ty nie spotkałeś katolickiego grzesznika?
  12. Patrząc z dystansu, zarówno lewica jak i prawica ma swoje atuty. Lewica - otwartość i tolerancja, prawica - opór przed demoralizacją. Np. tzw. seksualizacja w szkołach czy inaczej edukacja seksualna powinna zostać zakazana. W lewicy pozytywną cechą jest anty-religijność i dążenie do państwa świeckiego. W prawicy - patriotyzm. Itd. Optymalnym rozwiązaniem to łączyć te pozytywne elementy danej ideologii, a odrzucać negatywne.
  13. Teoria całkowicie błędna. Różnorodność genetyczna jest sensowna, bo umożliwia dostosowanie się do zmiennych warunków środowiska. Głównym źródłem tej różnorodności są mutacje. Czasami natura popełnia błędy, tak że powstają choroby genetyczne. Błędy te są eliminowane poprzez testowanie danego osobnika przez środowisko. Słabe jednostki nie przeżywają, nie przedłużając swojej linii genów. Gdyby więc ta teoria miała tłumaczyć homoseksualizm, to musiałaby tłumaczyć opłacalność genów homoseksualizmu. A nie tłumaczy. Kolejny błąd rozumowania. Nie jest to przecież dyskusja o opłacalności pedofilii czy gerontofilii, ale homoseksualizmu. Takiej analogii nie można do niego już zastosować, w dodatku nie ma przeciwnego zaburzenia, które stanowiłoby odchylenie w drugą stronę od heteroseksualizmu. Skoro heteroseksualizm jest normą, to powinno być odchylenie zarówno w prawo jak i w lewo. A tu nie ma czegoś takiego. Gdyby się uprzeć, to z tego punktu widzenia normą musiałby być biseksualizm, którego odchyleniem są homo- i heteroseksualizm. A tak nie jest. To heteroseksualizm jest granicą, od którego następują odchylenia tylko w jednym kierunku od bi- do homo-. Nawet idąc taką metaforą, to musiałoby to oznaczać, że homoseksualizm ma sens biologiczny, bo różnorodność sama dla siebie nie ma sensu i to nie jest żadne wytłumaczenie. Z biologicznego punktu widzenia, to homoseksualiści nie stanowią żadnego zagrożenia dla heteroseksualistów, więc im więcej tych pierwszych, tym lepiej dla tych drugich, zatem heteroseksualnym powinno zależeć na tym, żeby było więcej gejów niż 5%. Może to jest to częściowe wyjaśnienie utrzymywania się u ludzi tego odchylenia. Homofobia ma jedynie kontekst psychologiczny.
  14. Może i tak się ją definiuje powszechnie - np. na wikipedii, ale logicznie patrząc, to jest to błędna definicja. Bo co ma "fobia", czyli lęk do nienawiści czy pogardy? To zupełnie inne emocje. Natomiast biorąc analogię do entomofobii, czyli lęku przed owadami, to jest w tej chorobie, jak mi się zdaje, element odrazy, wstrętu. Sądzę, że to właśnie dobre porównanie. Jeżeli jednak ma wyrażać coś podobnego do antysemityzmu, to nazwa powinna być też analogiczna - np. antyhomotyzm.
  15. Ściśle biorąc, to homofobia nie oznacza nienawiści czy nawet pogardy do homoseksualistów, ale obrzydzenie. A skoro radar mówi o dyskomforcie, to znaczy, że to o to mu własnie chodzi. Dyskomfort to inaczej tutaj obrzydzenie, awersja, wstręt. Wynika z tego, że jak najbardziej się kwalifikuje (nieistotne, że się odżegnuje).
×
×
  • Create New...