Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Sławko

Users
  • Content Count

    604
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    23

Sławko last won the day on September 16

Sławko had the most liked content!

Community Reputation

69 Excellent

About Sławko

  • Rank
    Nadsztygar

Informacje szczegółowe

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Nie wątpię, ale to jest ich problem i gdybym był Amerykaninem to pewnie teraz pisałbym o tym i o durnym murze też. I ja co do tego nie mam wątpliwości, tym bardziej, że dla obecnej władzy środowiska naukowe to teraz siedliska wykształciuchów, z których trudno jest wyłowić "perełki" tej "prawdziwej" inteligencji popierającej jedyną słuszną władzę. Dodam wrzutkę optymistyczną. Mamy weekend
  2. Technologie z tamtych czasów mają się tak do dzisiejszych jak lampowy, czarno-biały telewizor do smartfona. To jest przepaść. Odkurzyć stare można, ale na ile to będzie dzisiaj przydatne? Co najwyżej obliczenia matematyczne, ale i te można dzisiaj wykonać ze znacznie większą precyzją. Do tego dochodzą kwestie bezpieczeństwa, które mają się nijak do tych jakie obowiązywały 50 lat temu. A jakie to faktycznie przyniesie korzyści? To już "zmartwienie" USA, a nie nasze. My nie mamy się z czego radować, bo dla nas tych korzyści nie będzie. OK, może będziemy mogli kupić jakieś nowe urządzenia wyprodukowane na bazie amerykańskich patentów. Być może Kopalnia Wiedzy będzie mogła opublikować kolejne info o nowych odkryciach naukowych i to tyle z naszych korzyści. Owszem, ale co z tego? Nie pierwszy raz konkurencja (albo wróg) napędza postęp. Lepiej aby to miał być wyścig prestiżowy niż militarny. Przynajmniej mają jakiś cel i dodatkową motywację do działania. W historii ludzkości to niestety głównie wojny napędzały postęp, rozstrzygały spory i zaspokajały chciwość. Jeśli teraz tym motorem ma być honor, prestiż, ekonomia, czy nawet zazdrość, to ja jestem za. Lepsze to niż wojna. Oczywiście wiem, że militarny aspekt i tak pewnie ma tu pierwszeństwo (byle bez wojny). Wrzutka ateistyczna, przy okazji lotu na księżyc, czemu ma służyć? Bo widzisz to jest podobnie jak z osobami o ciemnej karnacji. Nie można użyć słowa "murzyn", bo od razu stajesz się rasistą. Wybacz mi więc, bo mogłem podać inne przykłady, np. próbę budowy niepotrzebnego maga lotniska w centrum Polski, topienie kasy w kopalniach węgla kamiennego, czy w PKP i narazić się innym grupom niż teistycznym. Nie podałem, bo te drugie przykłady przynajmniej dają jakąś realną korzyść pracownikom tam pracującym i ich rodzinom. Tymczasem w ciągu 25 lat w Polsce w zabobonach utopiono wartość dwóch ośrodków takich jak CERN (i liczę tylko to, co wpłacił budżet, a nie ludzie prywatnie). I to mnie boli, dlatego nie chcę milczeć. Bo czy trzeba dużo wyobraźni, żeby uzmysłowić sobie jaką pozycję naukową w świecie miałaby Polska, gdyby te pieniądze trafiały na rozwój nauki i jaki miałoby to wpływ także na ekonomię i gospodarkę kraju? Dodam jeszcze: Kontekst w jakim odniosłem się do tego tematu, akurat nie był stricte związany z lotem na Księżyc, tylko z tym, że u nas kolejne rządy nic nie robią aby poprawić naszą naukę. Podczas obecnych rządów Pan Morawiecki rzucił ciekawym tematem w stylu "robimy samochody elektryczne"! Powiem tak, dla mnie temat super! Tylko co z tego? Pan Premier pofantazjował i tyle z tego wyszło. Pieniądze z budżetu na to nie poszły, właściwie nie zrobiono kompletnie nic, aby w ogóle temat ruszyć z miejsca. Gdy Amerykanie stawiają sobie jakiś cel, to przynajmniej starają się go zrealizować i zwykle realizują. Zresztą Chińczycy także. A u nas kończy się pośmiewiskiem i tylko wstyd zostaje.
  3. Przychylam się do opinii Ergo Sum. Niemal dokładnie to samo chciałem napisać. Dodam jeszcze, że USA ściągną w ten sposób do siebie kolejne armie wybitnych naukowców z całego świata. Żałuję, że polski rząd tego nie rozumie. U nas kasę topi się głównie w obiekty sakralne i ich "obsługę". Pożytek jest z tego taki jak z wrzoda na wiadomo czym. Nie ma w Polsce żadnego programu czy pomysłu na rozwój nauki. Kształcimy naukowców, którzy potem pracują między innymi dla USA. Ten drenaż tylko się pogłębia. A zamiast sensownych programów, które dawałby jakieś ambitne cele naukowe wsparte finansowo przez budżet kraju, to próbuje się zatrzymywać naszych naukowców prawnymi sztuczkami, jak "Konstytucja dla Nauki". To jest wyłącznie próba nieudolnego łatania problemu, a nie jego rozwiązania.
  4. Kurczę, ty nie żartujesz Muszę się zastanowić jak jej to powiedzieć Kojarzę, że nie byliśmy w Urwistej. Chyba nie mogliśmy jej namierzyć, a potem brakło czasu. No tak ... my też mieliśmy tylko jedną linę. Pamiętam, że dorobiłem jeszcze taką uprząż na nogę, żeby było łatwiej się podciągać. Totalny prymityw ale działał Z tego mam tylko to co nazywasz Poignee i linę statyczną, chyba też fi 10. Ja też wtedy byłem na studiach, ale że zwiedzaliśmy całkiem amatorsko, to się tym delektowaliśmy Ilość była mniej istotna. OK, ale chyba dam wcześniej odpowiedź, czy to możliwe. Jak ja mam to żonie powiedzieć? Chyba powiem wprost i zobaczę jaka będzie reakcja
  5. Kusisz Rozważę, ale nie wiem, czy moja żona nie powie, że zgłupiałem na "starość" mimo, że sama też z nami po kilku tych dziurach chodziła Ale to wrażenie odcięcia od świata, świadomość miejsca dostępnego z trudem i nielicznym.... To i tak nie wszytko. To są emocje dość trudne do opisania, więc mój krótki emocjonalny wpis nie oddaje rzeczywistości. Dopiero połączenie tych wszystkich wrażeń razem (adrenalina, chłód, wilgoć, zmęczenie, odrobina strachu itd) daje odpowiedni efekt psychofizyczny. Zupełnie inaczej się też czuje coś takiego, gdy idziesz do jaskini z jakąś ekipą grotołazów, odpowiednio wyposażoną (oni przebiegają przez jaskinię jak tabun rumaków bezrefleksyjnie - byłem świadkiem), a zupełnie inaczej, gdy robisz to amatorsko, w grupie 3-4 "żółtodziobów" z 4 karabinkami + liną 50m (na Studnisko okazała się za krótka!) + kaski z latarkami, bez odpowiednich kombinezonów (stare ubranie, ale buty muszą być solidne!). 25 lat temu to były emocje. Latarki szwankowały, baterie były słabe, żarówki ledwo świeciły, (LEDowe jeszcze nie istniały), kaski "budowlane" z dokręconymi latarkami. Tak naprawdę mieliśmy tylko linę, karabinki i przyrząd zaciskowy na linę do podciągania mieliśmy profesjonalne, nie odważyłbym się chodzić po pionach na byle czym. Ale nie mieliśmy nawet uprzęży, bo mi już kasy na to brakło. Wiązaliśmy się grubymi pasami nylonowymi. Wyprawę na każdą jaskinię planowaliśmy z wyprzedzeniem, analizowaliśmy mapę, zastanawialiśmy się co może pójść nie tak, robiliśmy próby wspinaczki, sprawdzaliśmy sprzęt. Jaskinie na Jurze są małe, ale nie wolno lekceważyć żadnej jaskini, rozsądek i rozwaga - przede wszystkim. Oczywiście nie trzeba mieć tych wszystkich przyrządów i liny, gdy wybiera się jaskinie poziome, tam wystarczy kask z latarką, stare ubranie, solidne buty i rozum. Ubranie dobrze jak jest nieprzemakalne, ale i tak gdy jest ciasno i woda ubłocisz się na maksa, więc jak nie jesteś na to gotowy/a, to nawet nie próbuj. Gdybym dzisiaj miał wrócić do jaskiń (fajnie to brzmi ), to dokupiłbym już to, czego mi wtedy brakowało. No i musiałbym nieco potrenować, przypomnieć sobie podstawy wspinaczki i "odświeżyć" nieco mięśnie rąk . A się znów rozpisałem ... te wspomnienia ...
  6. Przyznam, że mnie najbardziej przypadła do gustu Piętrowa Szczelina, ale to trochę dalej od Olsztyna, a jeśli chodzi o zaciski, to fajny jest tunelik między Olsztyńską a Wszystkich Świętych. Były tam zaciski ZI i ZII, aczkolwiek słyszałem, że ponoć któryś z nich został poszerzony po tym jak ktoś tam niedawno utknął. hehe, mnie przeciwnie, bo chudzielec jestem Właziłem w każdą szczelinę i tylko raz dostałem nieco pietra jak utknąłem głową w dół (niemal pionowo - nie było to zbyt mądre ) w jednej z nich, ale sam się w końcu wygramoliłem, zanim kumple mnie znaleźli . Niesamowite jest jak na samym dnie takiej jaskini gasisz światło, wstrzymujesz oddech i pochłania cię ta absolutna cisza i kompletna, nieprzenikniona ciemność! Na samo wspomnienie dostałem gęsiej skórki - to trzeba przeżyć! Lata mijają, ale coś czuję, że jeszcze odkurzę moje linki/karabinki.
  7. Tyle, że przedsiębiorca ma prawo nie wiedzieć jaką wartość kulturową czy historyczną ma dany obiekt, a urzędnik powinien to wiedzieć. Oczywiście nie bronię tej firmy. Jestem wkurzony, że doszło do tego przestępstwa, ale uważam, że winę za to co się stało ponoszą przede wszystkim urzędnicy, ustawodawcy i australijski rząd, bo z tego co czytałem wcześniej, to wykorzystano tu również luki prawne.
  8. Wygląda tak, jakby tonął dziobem do dołu. Resztki dziobu są nawet zadarte do góry po uderzeniu w dno. Może dlatego nie obrócił się stępką do góry. Woda wlała się pewnie w kadłub przez dziób, a w nadbudówkach i wieżach mogło być jeszcze powietrze co utrzymywało go względnie w pionie.
  9. Nie dziwią mnie te odkrycia. W okolicy jest dużo jaskiń. Większość z nich zwiedzałem 25 lat temu. Ech, to były czasy Do dzisiaj mam liny, kaski, karabinki itp. rzeczy w schowku, tylko od pewnego momentu nie bardzo miałem z kim jechać na jaskinie, a samodzielne wyprawy nie wchodzą w grę. Tren tego zamku również zwiedzałem kilka razy. Teraz niestety jest tam chyba ogrodzone i zwiedzanie jest za opłatą.
  10. Zarzuty karne i więzienie powinni dostać urzędnicy, którzy dali zezwolenia. Nie mam wątpliwości, że doszło tu do potężnej korupcji. Takie rzeczy nie dzieją się bez korupcji.
×
×
  • Create New...