Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' dieta'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 19 results

  1. Osoby po przebytym ataku serca, które nie jedzą śniadań i bardzo późno jedzą obiad, narażają się na znacznie wyższe ryzyko zgonu. Takie wyniki opublikowano na łamach European Journal of Preventive Cardiology. Pierwsze tego typu badania, podczas których sprawdzano wpływ zachowań związanych z posiłkami na wyniki leczenia pacjentów z ostrymi zespołami wieńcowymi, przeprowadził zespół doktora Marcosa Minicucciego z Uniwersytetu Stanowego São Paulo. Wynika z nich, że jeśli pacjent nie je śniadań, a obiad spożywa na krótko przed położeniem się spać, to jego ryzyko wystąpienia zgonu, kolejnego ataku serca lub dusznicy bolesnej w ciągu 30 dni od zwolnienia ze szpitala jest nawet 5-krotnie wyższe, niż u osoby regularnie się odżywiającej. Doktor Minitucci zaleca, by pomiędzy obiadem, a ułożeniem się do snu minęły co najmniej 2 godziny. Mówi się, że dobre śniadanie do podstawa. Takie śniadanie powinno składać się z produktów mlecznych (mleka pozbawionego tłuszczu lub o niskiej zawartości tłuszcu, jogurtu czy sera), węglowodanów (chleb pełnoziarnisty, płatki zbożowe) oraz owoców. Powinno dostarczać od 15 do 35 procent dziennego zapotrzebowania na kalorie. W badaniach wzięli udział pacjenci cierpiący na ostry zespół wieńcowy z uniesieniem odcinka ST (STEMI). Co dziesiąty pacjent ze STEMI umiera w ciągu roku, a odpowiednie odżywanie to tani i prosty sposób na polepszenie rokowań, mówi doktor Minicucci. Wśród badanych pacjentów 58% nie jadło śniadań, 51% jadło bardzo późne obiady, a 41% i omijało śniadania i jadło późne obiady. Średnia wieku 113 badanych wynosiła 60 lat, a 73% z nich stanowili mężczyźni. Podczas przyjmowania do szpitala, pacjentów pytano o zwyczaje żywieniowe. Omijanie śniadań zdefiniowano jako nieprzyjmowanie posiłków - z wyjątkiem napojów, wody czy kawy - przed obiadem co najmniej trzy razy w tygodniu. Natomiast przez późny obiad rozumiano obiad jedzony na mniej niż 2 godziny przed położeniem się spać. Również co najmniej trzy razy w tygodniu. Już wcześniejsze badania wykazały, że osoby niejedzące śniadań i spożywające późne obiady z większym prawdopodobieństwem pielęgnują też inne niezdrowe zwyczaje, jak palenie papierosów czy niska aktywność fizyczna. Nasze badania wykazały, że te oba zwyczaje związane z posiłkami są niezależnie od wszystkiego powiązane z gorszym rokowaniem po ataku serca. Jeśli do tego dołożymy inne niekorzystne dla zdrowia zachowania, to wszystko wygląda jeszcze gorzej. Ludzie, którzy pracują do późna są szczególnie podatni na zjadanie późnych obiadów, przez co nie są głodni rano i pomijają śniadania, wyjaśnia uczony. Sądzimy też, że reakcja zapalna, stres oksydacyjny oraz niewłaściwa praca śródbłonka mogą mieć związek problemami układu krążenia związanymi z niewłaściwym odżywianiem się, dodaje. Dodatkowo okazało się, że grupa, która nieprawidłowo się odżywiała, zażywała więcej statyn przed przyjęciem do szpitala. Wśród pacjentów zażywających statyny występują problemy ze zwyczajami dotyczącymi jedzenia. Z naszych badań wynika, że pacjenci ze STEMI mogą postrzegać statyny jako alternatywę dla prawidłowego odżywiania się. Jednak te leki  powinny być dodatkiem, a nie zastępnikiem dla zdrowych zwyczajów żywieniowych, mówi Minicucci. « powrót do artykułu
  2. Niektóre składniki odżywcze wydłużają życie, ale tylko wówczas, gdy pochodzą z pożywienia, a nie z suplementów. Autorzy najnowszych badań nie znaleźli związku pomiędzy spożywaniem suplementów a zmniejszonym ryzykiem zgonu. Co więcej, nadmiar wapnia spożywanego w suplementach (powyżej 1000 mg/dzień) zwiększał ryzyko zgonu z powodu nowotworów. Wyniki badań ukazały się w najnowszym numerze Annals of Internal Medicine. Wciąż prowadzi się badania nad pozytywnymi i negatywnymi stronami przyjmowania suplementów. Niektóre badania wykazały istnienie związku pomiędzy nadmierną suplementacją, a negatywnymi skutkami, w tym zwiększonym ryzykiem niektórych nowotworów, mówi profesor Fang Fang Zhang z Tufts University, współautor najnowszych badań. Ważne jest, byśmy rozumieli wpływ, jaki składniki odżywcze i ich źródła mogą wywierać na nasze zdrowie, szczególnie, gdy może być to wpływ negatywny. Na potrzeby najnowszych badań wykorzystano dane o ponad 27 000 Amerykanów w wieku co najmniej 20 lat. Uczeni sprawdzali, czy spożywanie suplementów wpływało na ryzyko zgonu z jakiejkolwiek przyczyny, z powodu chorób układu krążenia i nowotworów. Oceniali, czy badani nie zażywali zbyt dużo suplementów oraz jak to wpłynęło ryzyko zgonu. Tak uzyskane wyniki porównali z analogicznymi badaniami dotyczącymi spożywania składników odżywczych w pożywieniu. Naukowcy zauważyli, że: – spożywanie odpowiedniej ilości witaminy K i magnezu jest powiązane z niższym ryzykiem zgonu w ogóle, – spożywanie odpowiedniej ilości witaminy A, K i cynku jest powiązane z niższym ryzykiem zgonu z powodu chorób układu krążenia, – spożywanie nadmiernej ilości wapnia jest powiązane z wyższym ryzykiem zgonu z powodu nowotworu. Gdy osobno przeanalizowano źródła składników odżywczych i porównano żywność z suplementami, okazało się, że: – niższe ryzyko zgonu spowodowane spożywaniem odpowiedniej ilości witaminy K i magnezu dotyczyło tylko tych przypadków, gdy witamina K i magnez pochodziły z żywności, nie z suplementów, – niższe ryzyko zgonu z powodu chorób układu krążenia związane z zażywaniem odpowiedniej ilości witamin A, K i cynku dotyczy tylko tych osób, które związki te otrzymują z pożywieniem, a nie z suplementami, – spożywanie wraz z suplementami wapnia w ilości powyżej 1000 mg/dzień było powiązane z wyższym ryzykiem zgonu z powodu raka, ale związku takiego nie zauważono, gdy wapń pochodził z żywności. Co więcej, naukowcy stwierdzili, że u osób, które wraz z żywnością przyjmują zbyt mało składników odżywczych, suplementy nie wpływają na ryzyko zgonu. Jednocześnie pewne dane sugerowały, że jeśli osoba, u której nie występują niedobory witaminy D zażywa suplementy z witaminą D, naraża się na zwiększone ryzyko zgonu z jakiejkolwiek przyczyny. Tutaj konieczne są dalsze badania w celu potwierdzenia obserwacji. Nasze badania potwierdzają tezę, że o ile suplementy przyczyniają się do zwiększenia spożycia skałdników odżywczych, to w ich przypadku nie niesie to ze sobą tych samych korzyści dla zdrowia, co spożywanie składników odżywczych w żywności. To tylko potwierdza, że badania epidemiologiczne dotyczące śmiertelności powinny brać pod uwagę źródło składników odżywczych, mówi Zhang. « powrót do artykułu
  3. Szeroko zakrojone francuskie badania wskazują na związek pomiędzy konsumpcją bardzo wysoko przetworzonej żywności, a ryzykiem śmierci. Badaniami objęto dziesiątki tysięcy osób, których dietę monitorowano w latach 2009–2017. Okazało się, że spożywanie gotowych pokarmów, takich jak np. zakupionych w supermarketach gotowych dań, które wystarczy podgrzać, umiarkowanie zwiększa ryzyko zgonu. Nie powinniśmy panikować i stwierdzać, że jedzenie gotowej pakowanej żywności spowoduje, że nasze ryzyko śmierci wzrośnie o 15%. Te badania to raczej kolejny krok ku lepszemu zrozumieniu związku pomiędzy zdrowiem, a wysoce przetworzoną żywnością, mówi Mathilde Touvier z Universite Paris 13, która stała na czele grupy badawczej. W badaniach wzięło udział około 45 000 osób w wieku ponad 45 lat. Większość z nich stanowiły kobiety. Co sześć miesięcy badani wypełniali trzy kwestionariusze, które losowo otrzymywali przez 2 tygodnie. W kwestionariuszach pytano ich, co jedli i pili w ciągu ostatnich 24 godzin. W czasie badań zmarło około 600 osób. Po ich zakończeniu naukowcy przeanalizowali uzyskane dane i stwierdzili, że 10-procentowy wzrost ilości spożywanych bardzo wysoko przetwarzanej żywności jest skorelowany z 15-procentowym wzrostem śmiertelności. Pani Touvier ostrzega jednak, by nie skupiać się na wartościach liczbowych, najważniejsza jest tutaj statystycznie istotna korelacja. Bardzo wysoko przetworzona żywność przechodzi w czasie produkcji liczne transformacje. Jest podgrzewana do wysokich temperatur, dodaje się do niej różne środki chemiczne takie jak konserwanty, emulgatory czy środki służące zmianie struktury. Żywność taka jest pełna soli czy cukru, a uboga w witaminy i błonnik. W ubiegłym roku ta sama grupa naukowa przeprowadziła badania, z których wynika, że osoby jedzące więcej takiej żywności częściej chorują na nowotwory. Niestety, z powodów etycznych nie można przeprowadzić eksperymentów, w których jedna grupa ludzi żywiłaby się tylko tego typu żywnością, a inna jadła by zdrowsze produkty. Dlatego też pozostają tutaj studia obserwacyjne. Te jednak obarczone są sporym ryzykiem błędu, wynikającego chociażby z dokładności informacji przekazywanych przez samych badanych. Naukowcy starają się odpowiedzieć na pytanie, który element takiej żywności jest najbardziej szkodliwy. Wielu uczonych skłania się ku stwierdzeniu, że są to różnego rodzaju chemiczne dodatki. Jeszcze innym problemem jest fakt, że bardzo wysoko przetworzoną żywność jedzą zwykle ludzie ubożsi. Taka żywność jest atrakcyjna, gdyż zwykle jest tańsza, a ze względu na dużą zawartość cukru, soli i tłuszczów nasyconych jest też smaczna, mówi profesor Nit Forouhi z Uniwersytetu w Cambridge. « powrót do artykułu
  4. Wśród młodych dorosłych Amerykanów rośnie liczba zachorowań na nowotwory związane z otyłością. Trend ten może odwrócić ogólny trend spadającej śmiertelności nowotworów. W ramach szeroko zakrojonych badań, które objęły 2/3 populacji USA wykazano zwiększenie częstotliwości występowania kilku nowotworów w których czynnikiem ryzyka jest otyłość. Nowotwory te występują coraz częściej u osób w wieku poniżej 50 lat, a im młodszą grupę wiekową badano, tym większy był przyrost liczby zachorowań. Na przykład w badanym okresie 1995–2015 zachorowalność na raka trzustki rosła rocznie o 1% dla osób w wieku 45–49 lat, ale w grupie wiekowej 30–34 lat wzrost ten był ponaddwukrotnie wyższy. Z kolei dla grupy w wieku 25–29 lat wynosił on rocznie aż 4,4%. Podobnie było z innymi nowotworami. Gdy osoby w wieku 25–80 lat podzielono na grupy wiekowe po pięć lat, okazało się, że dla pozostałych czterech nowotworów największy przyrost notowano w grupie 25–29 lat. I tak w przypadku raka nerki roczny przyrost zachorowań w tej grupie wynosił 6,23%, dla raka pęcherzyka żółciowego było to 3,71%, w przypadku raka macicy było to 3,35%, a w dla raka jelita grubego odnotowano wzrost rzędu 2,41%. W ciągu ostatnich czterech dziesięcioleci odsetek osób otyłych wzrósł w USA ponaddwukrotnie. Podobna sytuacja jest w innych krajach, w tym i w Polsce, gdzie tempo przyrostu liczby osób otyłych jest takie, jak przed laty w USA. W naszym kraju nadwagę lub otyłość ma już 64% mężczyzn i 49% kobiet. Wyniki najnowszych badań rodzą obawy o to, że widoczny w ostatnich latach w USA trend spadającej liczby zgonów z powodu nowotworów zostanie odwrócony. Nowotwory są bowiem, z niewielkimi wyjątkami, chorobą związaną z wiekiem. Nawet pomimo tego, że wśród osób młodych liczba nowotworów związanych z otyłością rośnie szybciej, to i tak zdecydowanie więcej przypadków nowotworów jest wśród osób starszych. Na przykład na każde 100 000 osób w wieku 24–49 lat notowało się w latach 2010–2014 zaledwie 2 przypadki nowotworu trzustki. Dla przedziału 50–84 lata jest to 37 przypadków na 100 000. W USA spada liczba zgonów z powodu nowotworów. W latach 1980–2014 śmiertelność nowotworów zmniejszyła się z 240 na 100 000 osób do 192 na 100 000. Dużą rolę odgrywa tutaj odchodzenie od palenia tytoniu. Jednak w przyszłości otyłość może doprowadzić do odwrócenia tego trendu, ostrzega Ahmedin Jemal z American Cancer Society. Wśród tych przyczyn nowotworów, którym można zapobiegać, otyłość jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych. W USA otyłość odpowiada za 1 na 12 zachorowań na nowotwory, w Wielkiej Brytanii jest to 1 na 20 zachorowań. Naukowcy skupili się na 30 typach nowotworów, z których 12 jest powiązanych z otyłością. Okazało się, że w przypadku 5 ze wspomnianych 12 nowotworów najwyższy wzrost zachorowalności zanotowano w najmłodszej grupie wiekowej, a w przypadku szóstego nowotworu, szpiczaka mnogiego, największy wzrost zachorowań notowano u ludzi zaraz po 30. roku życia. Wśród 18 pozostałych typów nowotworów jedynie 2 wykazywały podobny trend. Odsetek zachorowań na resztę, czyli 16 nowotworów, pozostawał albo stabilny, albo spadał w przypadku nowotworów powiązanych z paleniem tytoniu i infekcjami. Na razie specjaliści nie potrafią wyjaśnić, dlaczego największy przyrost odsetka zachorowań na nowotwory powiązane z otyłością notuje się wśród ludzi młodszych. Być może wyjaśnieniem jest tutaj znaczne pogorszenie się diety w ciągu ostatnich dekad. Ponad połowa osób w wieku 20–49 lat spożywa za mało warzyw, owoców i pełnych ziaren, a za dużo soli, fast foodów i napojów gazowanych. « powrót do artykułu
  5. Dzięki badaniom naukowców z University of Bristol coraz więcej wiemy o diecie neolitycznych mieszkańców południowo-wschodniej Europy. Naukowcy badali pozostałości pożywienia, znalezione w ceramice liczącej sobie ponad 8000 lat. W tym czasie na terenie Europy rozprzestrzeniło się rolnictwo, a mieszkańcy badanych terenów stopniowo porzucali żywność pochodzącą z akwenów słodkowodnych, za to coraz chętniej jedli mięso zwierząt lądowych oraz nabiał. Badania, których wyniki opublikowano w Royal Society Proceedings B pokazują, że mieszkańcy regionu Żelaznej Bramy na Dunaju, czyli obszaru dzisiejszego pogranicza serbsko-rumuńskiego, nadal trudnili się przetwarzaniem ryb, głównym źródłem ich pożywienia było mięso i nabiał. Region Żelaznej Bramy  jest bardzo ważny z naukowego punktu widzenia. Znaleziono tam bowiem zarówno osady łowców-zbieraczy z późnego mezolitu, jak i pierwsze przejawy kultury neolitu, którą charakteryzowało pojawienie się ceramiki, udomowionych roślin i zwierząt oraz odmienne od wcześniejszych zwyczaje grzebalne. Jest to też zróżnicowany przyrodniczo region, który zapewniał prehistorycznym społecznościom łowców-zbieraczy dostęp do bogatych zasobów pożywienia wodnego. W miarę rozprzestrzeniania się rolnictwa, dieta ludzi w coraz większym stopniu zaczęła bazować na udomowionych roślinach i zwierzętach. Jednak w regionie Żelaznej Bramy znaleziono dowody, że tamtejsi mieszkańcy jeszcze we wczesnym neolicie w znacznej mierze polegali na dzikich roślinach i zwierzętach. Doktor Lucy Cramp, która stała na czele zespołu badawczego mówi, że analiza resztek żywności z naczyń ceramicznych wskazuje, iż wielką rolę w diecie mieszkańców okolic Żelaznej Bramy odgrywała żywność pozyskiwana z wody. Tymczasem w pobliskich regionach w takiej samej ceramice z tego okresu znaleziono pozostałości po mięsie owiec, kóz, krów oraz po nabiale. Nawet w innych regionach Europy, także tych położonych w pobliżu dużych rzek, główną część diety stanowiły udomowione rośliny i zwierzęta. Okolice Żelaznej Bramy wyraźnie się więc różniły. « powrót do artykułu
  6. KopalniaWiedzy.pl

    Wiemy, co jedli krzyżacy z Przezmarku

    Większość potraw spożywanych ok. 500 lat temu na krzyżackim zamku w Przezmarku (woj. pomorskie) gotowano. Składały się z mięsa i warzyw, a zaskakująco mało było dań rybnych, mimo blisko położonego jeziora – wynika z analiz tłuszczów znajdujących się na fragmentach naczyń ceramicznych. Zamek w Przezmarku wznieśli Krzyżacy w pierwszej połowie XIV w. Kilkukrotnie był zajmowany przez wojska polskie – na przykład po bitwie pod Grunwaldem, ale ostatecznie wracał w ręce krzyżackie. W czasie badań wykopaliskowych w ostatnich latach na terenie twierdzy archeolodzy natknęli się na setki zniszczonych fragmentów naczyń ceramicznych. Część z nich przeanalizowali pod kątem obecności na nich śladów tłuszczów. Jako jedno z najciekawszych ustaleń Zdeb wskazuje bardzo niewielką liczbę fragmentów naczyń ceramicznych (zaledwie dwa naczynia) ze śladami kwasów tłuszczowych pochodzących z ryb. Oznacza to, że mimo bezpośredniej bliskości jeziora stosunkowo rzadko korzystano z możliwości korzystania z jego zasobów – dodaje. Badaczka zastrzega, że na taki wynik może mieć wpływ kwestia doboru fragmentów naczyń, ale i tak zaskakująca jest mała liczba fragmentów z wykrytymi na ich powierzchni śladami rybiego tłuszczu. Analizy chemiczne, które  przeprowadził Maciej Sierakowski, zostały wykonane w Laboratorium Przyrodniczym Instytutu Ekologii i Bioetyki UKSW.  Z reguły w czasie badań w Polsce naukowcy bardzo rzadko analizują zachowane na nich tłuszcze, bo wymaga to wykorzystania specjalistycznej aparatury. W tym przypadku zastosowali chromatografię gazową sprężoną ze spektrometrią mas. Poszukiwanie śladów tłuszczów na naczyniach ma sens tylko w przypadku naczyń służących do przygotowywania potraw w wysokiej temperaturze, dlatego do badań wybrano tylko takie naczynia. Tłuszcze wnikają w porowate ściany naczyń na skutek wysokiej temperatury, czyli przyjmuje się, że musi nastąpić podgrzanie naczynia z potrawami – opowiada Zdeb. Przebadane fragmenty naczyń ceramicznych pochodzą głównie z wnętrza... latryn zamkowych umiejscowionych w centralnej części twierdzy, czyli w tzw. zamku wysokim. Te wykonano w okresie, w którym zamek był używany w najbardziej intensywny sposób. Archeolodzy pozyskali fragmenty naczyń ceramicznych w czasie wykopalisk prowadzonych wewnątrz w 2017 i w 2018 r. Ich kierownikiem jest dr Magdalena Żurek z Instytutu Archeologii UKSW. Badania związane były z modernizacją zamku dla ruchu turystycznego. Archeolodzy chcieli dokonać inwentaryzacji murów otaczających zamek wysoki i poszukiwali pozostałości po jednej z wież. Wtedy też natknęli się na pozostałości latryny w postaci ceglanego zbiornika po zewnętrznej stronie północno-wschodniego narożnika zamku wysokiego. Badaczka zwraca uwagę na to, że mimo iż badane naczynia znajdowały się kilkaset lat w dość toksycznym środowisku, to tłuszcze spożywcze nadal się na nich zachowały. Okazało się, że teoretycznie inwazyjne środowisko nie niszczy wszystkich kwasów tłuszczowych w ścianach naczyń. Ale nadal nie wiemy, czy i jak duży ma wpływ ma na ich przetrwanie i czy np. nie usuwa części kwasów i dlatego nie jesteśmy ich w stanie dziś wykryć – dodaje Zdeb. « powrót do artykułu
  7. Ryby rafowe z krańców łańcucha pokarmowego - a więc gatunki żywiące się wyłącznie roślinami bądź będące wyłącznie drapieżnikami - ewoluują szybciej niż gatunki zajmujące pozycje pośrednie, w przypadku których dieta jest bardziej zróżnicowana. Dotąd naukowcy uważali, że gatunki żywiące się bardziej różnorodnym pokarmem mogą ewoluować prędzej i wykazują większe zróżnicowanie morfologiczne. Samuel Borstein, doktorant z Uniwersytetu Tennessee w Knoxville, wykazał jednak, że jest dokładnie na odwrót: to gatunki z najbardziej ograniczoną dietą ewoluują szybciej. Na potrzeby badania biolodzy stworzyli drzewo filogenetyczne dot. relacji ponad 1500 gatunków rafowych (ich miejsca w łańcuchu pokarmowym, a także różnorodności diety). By zdobyć informacje nt. cech fizycznych istotnych dla żerowania, autorzy publikacji z pisma Nature Ecology & Evolution zdigitalizowali też setki zdjęć ryb. Dzięki tym wszystkim danym mogli ustalić, jak szybko dany gatunek ewoluuje w stosunku do pozycji zajmowanej w łańcuchu troficznym. Łącząc informacje dotyczące wielu grup ryb, mogliśmy dostrzec, że badanie grup pojedynczo, tak jak to biolodzy robili w przeszłości, nie wystarczy, by zrozumieć szersze wzorce. Wiele z masowo odławianych ryb znajduje się na krańcach łańcucha pokarmowego [...]. Nadmierne odławianie tych wysoce zróżnicowanych gatunków może radykalnie zmniejszyć funkcjonalną różnorodność raf koralowych. To coś, czym zdecydowanie należy się przejmować. « powrót do artykułu
  8. KopalniaWiedzy.pl

    Nagła zmiana diety sprzed 7000 lat

    Badania przeprowadzone na Australian National University (ANU) rzucają nowe światło na dawne praktyki dotyczące łowienia ryb oraz na dietę ludzi korzystających z tego źródła pożywienia. Uczeni badali rybie ości wykopane na stanowisku archeologicznym na indonezyjskiej wyspie Alor, gdzie znaleziono też najstarsze znane nam haczyki na ryby datowane na 12 000 lat. Główna autorka badań, doktor Sofia Samper Carro z Wydziału Archeolodii i Antropologii mówi, że z przeprowadzonych badań wynika, iż około 7000 lat temu ludzie znacząco zmienili sposób połowu ryb. Około 20 000 lat temu ludzie polowali na ryby żyjące w otwartych wodach. Zaś około 7000 lat temu zaczęli łowić wyłącznie gatunki żyjące na rafach, mówi uczona Doktor Samper Carro dodaje, żę podobną zmianę zauważono na pobliskiej wyspie Timor, co wskazuje, iż rolę odegrały tutaj czynniki środowiskowe. Wydaje się, że zmiana ta została spowodowana zmianami w poziomie morze i warunkami środowiskowymi, nie możemy jednak wykluczyć zmian spowodowanych przez człowieka, stwierdza uczona. Odkrycia dokonano dzięki wykorzystaniu metod analitycznych wykorzystywanych zwykle do identyfikacji habitatu ryb, których szczątki znajdowane są w materiale archeologicznym. Uczeni musieli się do niej odwołać, gdyż w okolicznych wodach mieszka aż 2000 gatunków ryb. Początkowo uczona wykorzystywała tradycyjną metodę próbując dopasować szczątki do żyjących gatunków. Spędziłam około pięciu miesięcy na próbach identyfikacji każdej kosteczki i przypisaniu jej do gatunku. W ten sposób zidentyfikowałam może 100 z 9000 obiektów. Potrzebowałam innej metody, mówi Samper Carro. Specjalistka wykorzystała więc morfometrykę geometryczną. To metoda, która pozwala na określenie niewielkich różnic w rozmiarach i kształtach obiektów. Dzięki 20 000 zdigitalizowanych fotografii i 31 punktom porównawczym na każdej z kości uczona była w stanie określić prawdopodobny habitat każdej ryby, której szczątki wykopano. Na tej podstawie zauważyła radykalną zmianę w gatunkach ryb poławianych przez mieszkańców Alor. « powrót do artykułu
  9. KopalniaWiedzy.pl

    Ludzie nieświadomie zjadają plastik

    W ludzkich odchodach znaleziono mikroplastik, co sugeruje, że jest on rozpowszechniony na samym szczycie łańcucha pokarmowego. Austriaccy naukowcy monitorowali osiem osób z Polski, Rosji, Japonii, Holandii, Finlandii, Włoch, Wielkiej Brytanii i Austrii. W kale każdej z nich znaleziono co najmniej jeden rodzaj mikroplastiku. W sumie wyizolowano 9 różnych rodzajów mikroplastiku o rozmiarach od 50 do 500 mikrometrów. Mikroplastik, czyli niewielkie cząstki plastiku o rozmiarach mniejszych niż 5 milimetrów, pochodzi głównie z dużych odpadów plastikowych – takich jak butelki czy torby foliowe – którymi zanieczyściliśmy oceany. To pierwsze badania tego typu. Potwierdzają one to, co podejrzewaliśmy – plastik trafił do przewodów pokarmowych ludzi. Szczególnie martwi na to, co to oznacza i jakie ma to skutki dla ludzkiego zdrowia, szczególnie dla osób, cierpiących na choroby układu pokarmowego, mówi główny autor badań, Philipp Schwabl z Wiedeńskiego Uniwersytetu Medycznego. Wiadomo, że mikroplastik może przenikać do krwi, układu limfatycznego i wątroby. Naukowcy spekulują, że ponad 50% ludzkiej populacji może nieświadomie żywić się plastikiem. Wzywają jednocześnie do przeprowadzenia kolejnych badań, gdyż sami przyjrzeli się niewielkiej grupie ludzi. Mikroplastik obecny jest między innymi w rybach, owocach morza, piwie, miodzie i wodzie butelkowanej. U badanych znaleziono średnio 20 kawałków mikroplastiku na każde 10 gramow badanego kału. Najbardziej rozpowszechnione były polipropylen (PP) i poli(tereftalan etylenu) (PET). To materiały, z których składają się plastikowe butelki i zakrętki. Znaleziono je u wszystkich badanych. Poziom zanieczyszczenia oceanów plastikiem jest gigantyczny. Niedawno informowaliśmy, że coraz więcej plastikowych śmieci dociera do najbardziej odległych zakątków kuli ziemskiej. Światowe Forum Ekonomiczne szacuje, że do roku 2050 w oceanach będzie znajdowało się, wagowo, więcej plastiku niż ryb. Każdego roku zanieczyszczamy oceany 8 milionami ton plastikowych odpadów. Już teraz znajduje się w nich 150 milionów ton plastiku. « powrót do artykułu
  10. Dzięki analizie protein pozostałych na ściankach naczyń udało się zebrać niezwykle dużo danych na temat diety ludzi, którzy przed 8000 lat zamieszkiwali Çatalhöyük. Międzynarodowy zespół naukowy ustalił, że mieszkańcy tej wczesnej osady rolniczej z Anatolii jedli zboża, rośliny strączkowe, produkty mleczne oraz mięso. Çatalhöyük było zamieszkane w latach 7100–5600 przed Chrystusem przez wczesnych rolników. po 25 latach prac jest ono jedną z najlepiej zbadanych osad wczesnych rolników. Na potrzeby najnowszych badań przeanalizowano naczynia pochodzące z Zachodniego Wzgórza, blisko granic miejscowości. Naczynia te datowane są na 5900–5800 p.Ch. Szczegółowe analizy wykazały, że produkty mleczne spożywane przez mieszkańców Çatalhöyük pochodziły głównie z mleka owiec i kóz, chociaż używano też mleka zwierzą z podrodziny bawołów. Kości wszystkich tych zwierząt znajdowano w Çatalhöyük, wiadomo więc, że były hodowane, teraz zaś po raz pierwszy wiemy, że korzystano też z ich mleka. Uczeni dowiedli też, że wśród spożywanych zbóż znajdowały się jęczmień i pszenica, z roślin strączkowych jedzono groch oraz wykę. Z produktów zwierzęcych korzystano, obok mleka, z krwi i mięsa pochodzących głównie od kóz i owiec. Zdarzały się też przypadki spożywania przedstawicieli podrodziny bawołów oraz jeleni. Co interesujące w wielu naczyniach znaleziono dowody, że trafiały do nich różne rodzaje produktów. To sugeruje, że albo przygotowywano w nich takie dania jak owsianki i zupy, albo też te same naczynia służyły do przygotowywania różnych rodzajów pożywienia. Możliwe też, że prawdziwe są oba stwierdzenia. Znaleziono też słój, w którym przechowywano wyłącznie produkty mleczne, a konkretnie serwatkę. To szczególnie interesujące, gdyż pokazuje, że mieszkańcy Çatalhöyük znali metody dzielenia świeżego mleka na twaróg i serwatkę. Ponadto możemy wyciągnąć wniosek, że po uzyskaniu twarogu serwatka była przechowywana po to, by nadal ją wykorzystać, mówi główna autorka badań Jessica Hendy z Instytutu Nauki o Historii Człowieka im. Maksa Plancka. Naukowcy podkreślają, że bazując na wcześniej zdobytych dowodach archeologicznych można stwierdzić, iż dieta mieszkańców Çatalhöyük była znacznie bardziej bogata niż wynika to z najnowszych badań. Wszystko wskazuje na to, że spożywali oni bardzo dużą różnorodność roślin. Fakt, że nie znaleziono ich śladów naczyniach wskazuje, albo że te rośliny nie były w nich przechowywane, albo też... że bazy danych, które uczeni wykorzystali do identyfikacji protein nie zawierały informacji o nich. Wykorzystana przez naukowców metoda identyfikacji jest silnie zależna od jakości referencyjnych baz danych, a wiele z nich jest albo w ogóle, albo bardzo słabo reprezentowanych. Na przykład w tych bazach jest tylko 6 sekwencji protein wyki, ale 145 000 sekwencji protein pszenicy. Ważnym aspektem przyszłej pracy będzie uzupełnianie tych baz danych o kolejne referencyjne sekwencje protein, mówi Hendy. Istnieje wiele technik molekularnych pozwalających na zidentyfikowanie pozostałości szerokich klas żywności, jak np. odnalezienie dowodów na przechowywanie nabiału czy tłuszczu zwierzęcego. Wykorzystanie protein pozwala na uzyskanie znacznie bardziej szczegółowego obrazu. Jedna z autorek badań, Eva Rosenstock z Freie Universitat Berlin zauważa, że tego typu technika w połączeniu z pozostałościami z wnętrza naczyń dostarcza nowych, szczegółowych informacji, które trudno jest zdobyć w inny sposób. Te badania pokazują, jak cenne są te pozostałości. Zachęcamy naszych kolegów archeologów, by podczas prac prowadzonych już po wykopaliskach, podczas czyszczenia naczyń i prac konserwatorskich, zachowywali takie resztki w celu przeprowadzenia przyszłej analizy. « powrót do artykułu
  11. Zmiana klimatu odegrała większą rolę w wyginięciu neandertalczyków niż dotąd zakładano. Zespół naukowców z różnych europejskich i amerykańskich instytutów badawczych przeanalizował stalagmity z "zapisem" zmian klimatu sprzed ponad 40 tys. lat. Odkryto kilka okresów zimna, które współwystępowały z okresami niemal całkowitego braku archeologicznych artefaktów neandertalczyków. Akademicy wyjaśniają, że stalagmity przyrastają w rocznych warstwach. Jakakolwiek zmiana temperatury wpływa na ich skład chemiczny. Dzięki temu stanowią one naturalne archiwum zmian klimatu na przestrzeni lat. Autorzy publikacji z pisma Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS) zbadali stalagmity z 2 rumuńskich jaskiń (Ascunsă i Tăușoare). Warstwy pokazały serię wydłużonych okresów ekstremalnego zimna i suszy 44-40 tys. lat temu. Wg naukowców, obrazują one cykle stopniowego ochładzania, utrzymywania się skrajnego zimna przez stulecia-tysiąclecia, a następnie raptownego ocieplania. Ekipa porównała dane paleoklimatyczne z zapisem archeologicznym dot. neandertalskich artefaktów. Odkryto korelację między okresami ochłodzenia (stadiałami) i nieobecnością neandertalskich narzędzi. To wskazuje, że populacja neandertalczyków ulegała podczas chłodu znacznemu ograniczeniu. Przez wiele lat zastanawialiśmy się, co mogło doprowadzić do wyginięcia neandertalczyków. Czy ich los przypieczętowało przybycie człowieka współczesnego, czy w grę wchodziły inne czynniki? Nasze studium sugeruje, że ważną rolę odegrała zmiana klimatu - zaznacza dr Vasile Ersek z Northumbria University w Newcastle. Naukowcy sądzą, że ludzie współcześni przetrwali stadiały, bo byli lepiej przystosowani do swojego środowiska. Neandertalczycy byli zdolnymi myśliwymi, którzy nauczyli się kontrolować ogień. Mieli jednak mniej zróżnicowaną dietę niż ludzie współcześni; polegali głównie na mięsie upolowanych zwierząt. W chłodnych okresach takie źródła pokarmy ulegają naturalnemu ograniczeniu, przez co neandertalczycy byli bardziej wrażliwi na szybką zmianę klimatu. Człowiek współczesny wzbogacił swoją dietę o ryby i rośliny, co mogło przeważyć szalę na jego korzyść. Ersek uważa, że cykle wrogich interwałów klimatycznych wpłynęły na przyszły charakter demograficzny Europy. Przedtem nie dysponowaliśmy zapisem klimatycznym z regionu, gdzie żyli neandertalczycy, który cechowałby się taką dokładnością i rozdzielczością [...]. Nasze ustalenia pokazują, że neandertalska populacja sukcesywnie zmniejszała się podczas powtarzających się stadiałów. Gdy temperatura ponownie rosła, mniejsze populacje nie mogły się rozszerzać, zwłaszcza że habitat był zajmowany przez ludzi współczesnych [...]. « powrót do artykułu
  12. KopalniaWiedzy.pl

    Głodnego mózgu nie oszukasz...

    Mózgu głodnego człowieka nie da się tak łatwo oszukać co do wielkości porcji i porcja będzie oceniana jako tej samej wielkości, bez względu na to, czy umieści się ją na małym, czy na dużym talerzu. Badanie, którego wyniki ukazały się w piśmie Appetite, podważają, przynajmniej po części, zasadność stosowania złudzenia Delboeufa przy odchudzaniu. Złudzenie Delboeufa polega na tym, że gdy okręgi o jednakowej średnicy wpisze się w większe okręgi, większy będzie się wydawać ten otoczony przez okrąg o mniejszej średnicy. Wielkość talerza nie jest tak istotna, jak sądzimy - podkreśla dr Tzvi Ganel z Uniwersytetu Ben-Guriona. Dr Ganel i doktorantka Noa Zitron-Emanuel sprawdzali, jak niejedzenie przez krótki czas wpływa na postrzeganie jedzenia w różnych kontekstach. Okazało się, że w porównaniu do osób, które niedawno jadły, ochotnicy poszczący przez co najmniej 3 godziny częściej poprawnie oceniali proporcje pizzy umieszczonej na mniejszych i większych tackach. Post oddziaływał wyłącznie na postrzeganie jedzenia. Obie grupy były bowiem tak samo niedokładne, gdy chodziło o porównanie wielkości ciemnych okręgów umieszczonych w okręgach o różnej średnicy. Wg Izraelczyków, to wskazuje, że głód stymuluje silniejsze przetwarzanie analityczne, które nie tak łatwo poddaje się iluzji. Pamiętając o złudzeniu wzrokowym, które miało zmniejszyć spożycie, w ciągu ostatniego dziesięciolecia restauracje i innego tego typu biznesy uciekały się do coraz mniejszych naczyń. Tymczasem nasze studium obala to przekonanie. Gdy ludzie są głodni, zwłaszcza podczas odchudzania, spada prawdopodobieństwo, że dadzą się wprowadzić w błąd wielkości talerza. Wręcz przeciwnie, rośnie ryzyko wykrycia zabiegu (mniejszej porcji), przez co zwiększa się podatność na późniejsze przejadanie. « powrót do artykułu
  13. Naukowcy zmierzyli wartość odżywczą diety roślinożernych dinozaurów, hodując ich pokarm w warunkach atmosferycznych zbliżonych do tych sprzed 150 mln lat. Wcześniej wielu specjalistów uważało, że rośliny wyhodowane w atmosferze o dużej zawartości dwutlenku węgla mają niską wartość odżywczą. Nowe podejście eksperymentalne zespołu dr. Fiony Gill z Uniwersytetu w Leeds pokazało jednak, że to niekoniecznie prawda. Brytyjczycy hodowali pokarm dinozaurów, np. skrzyp czy miłorząb, w warunkach wysokiego poziomu CO2. Sztuczny system fermentacyjny pozwalał symulować trawienie liści w żołądkach zauropodów. Dzięki temu autorzy publikacji z pisma Palaeontology stwierdzili, że wiele roślin miało o wiele wyższą wartość energetyczną i zawartość składników odżywczych niż dotąd sądzono. To z kolei oznacza, że wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, megaroślinożercy nie musieli wcale tak dużo jeść i że ekosystem mógł utrzymać znacznie większą gęstość populacji (+20%). W mezozoiku, gdy żyły olbrzymie brachiozaury czy diplodoki, klimat był zupełnie inny, z prawdopodobnie o wiele wyższym poziomem CO2. Zakładano, że skoro rośliny rosły w takich warunkach szybciej i/lub stawały się wyższe, spadała ich wartość odżywcza. Uzyskane wyniki pokazują, że [przynajmniej] w przypadku niektórych roślin to nieprawda. Nasze badania nie dają pełnego obrazu diety dinozaurów. Nie obejmują też [całego] zakresu występujących wtedy roślin, ale lepsze zrozumienie, jak te zwierzęta jadły, może naukowcom pomóc w zrozumieniu [trybu] ich życia. Akademicy z Leeds dodają, że dzięki ich nowemu podejściu eksperymentalnemu będzie można symulować inne ekosystemy i diety innych prehistorycznych megaroślinożerców, np. mioceńskich ssaków będących przodkami wielu współczesnych ssaków. « powrót do artykułu
  14. Psy lubią zjeść tłusto, a koty preferują węglowodany, wynika z najnowszych badań nad preferencjami domowych pupili. Badania te rzucają nowe światło na potrzeby żywieniowe zwierząt i pokazują, że nieprawdziwe jest przekonanie, iż koty potrzebują diety wysokobiałkowej. Uzyskane przez nas wyniki znacznie różnią się od rozpowszechnionych poglądów. Niektórzy eksperci twierdzą, że w diecie kotów powinno być 40-50 procent białka. My doszliśmy do innych wniosków, a wnioski te stanowią wyzwanie dla przemysłu produkcji karmy dla zwierząt, mówi profesor Jean Hall z Oregon State University. Grupa Hall przez 28 dni monitorowała 17 zdrowych dorosłych psów i 27 kotów. Podczas eksperymentów wykorzystywano cztery rodzaje pokarmów (wysokobiałkowe, wysokowęglowodanowe, wysokotłuszczowe oraz zbilansowane), które przygotowano tak, by identycznie smakowały. Zwierzęta mogły swobodnie wybierać rodzaj pożywienia. Wcześniejsze badania pokazały, że jeśli nie zrównoważy się smaków, to koty rzeczywiście wolą jeść dużo białka, a psy dużo tłuszczu. Jeśli jednak wszystkie pokarmy smakują tak samo, zarówno koty jak i psy spożywają znacząco inne składniki odżywcze niż wówczas, gdy wybierają ze względu na smak, mówi profesor Hall. Każdego dnia psy mogły jeść dowolnie wybrany pokarm w dowolnej ilości. Ograniczeniem była ilość kalorii. Zwierzę mogło zjeść tyle kalorii ile potrzebowało do funkcjonowania i utrzymania wagi, ale nie więcej. Podobnie było w przypadku kotów, chociaż koty zwykle nie przejadają się, więc w praktyce miały całodobowy dostęp do żywności. Zabierano im ją tylko w tych przypadkach, gdy spożyły maksymalną dzienną dawkę kalorii. Każdego dnia pozycja misek z jedzeniem była zmieniana, by uniknąć ryzyka, iż zwierzęta po prostu jedzą codziennie z miski ustawionej w tym samym miejscu. Badania wykazały, że w przypadku kotów dzienne spożycie kalorii było zaspokajane w 43% z węglowodanów i w 30% z białka. W przypadku psów 41% kalorii pochodziło z tłuszczu, a 36% z węglowodanów. Żadne z badanych zwierząt nie przyjmowało większości kalorii z białka. Preferencje żywieniowe zwierząt zmieniały się wraz z wiekiem i masą ciała. Młode grubsze koty bardziej skłaniały się ku jedzeniu białka niż młode chudsze koty. Młodsze koty generalnie jadły więcej białka niż koty starsze. W przypadku psów posiłki wysokobiałkowe były najmniej popularne wśród młodszych zwierząt o mniejszej ilości tkanki tłuszczowej, psy o większej ilości tkanki tłuszczowej z największą ochotą jadły białko. Jako, że zarówno u psów jak i u kotów na wybór składników żywieniowych miały wpływ wiek i ilość tkanki tłuszczowej, sugeruje to, że wybór ten ma podłoże fizjologiczne, podsumowuje profesor Hall. Naukowcy zbadali też poziom niektórych metabolitów w krwi zwierząt. Okazało się na przykład, że w krwi starszych kotów występuje znacznie mniej DHA niż w krwi kotów młodszych. DHA to długołańcuchowe kwasy tłuszczowe omega-3, ważne dla mózgu, serca i oczu. Żaden ze składników pożywienia nie zawierał DHA ani EPA, innego długołańcuchowego omega-3, ale koty są w stanie syntetyzować DHA poprzez wydłużanie i desaturację kwasów tłuszczowych. Organizmy starszych kotów są jednak w tym zakresie mniej wydajne, stwierdza Hall. Uczona ma więcej złych wiadomości dla kocich seniorów. Okazało się bowiem, że w ich krwi występuje znacznie wyższe stężenie siarkowych produktów przemiany baterii przez mikroorganizmy. To pozostałości po rozpadzie białek, które u ludzi są powiązane z występowaniem chorób nerek i układu krążenia. Starsze koty, podobnie jak starsi ludzie, mogą mieć inny skład mikrobiomu jelitowego niż młodsze koty, a to oznacza inną aktywność metaboliczną, stwierdza uczona. Innymi słowy, gdy młodszy kot spożyje więcej białka niż potrzebuje, jego organizm lepiej sobie z tym poradzi i pozbędzie się białka w bezpieczniejszy dlań sposób niż organizm starszego kota. « powrót do artykułu
  15. Dieta zawierająca bardzo mało węglowodanów (ang. very-low-carbohydrate diet, VLCD) może wspomóc kontrolę poziomu cukru u osób z cukrzycą typu 1. Osoby do badań pochodziły z grupy TypeOneGrit na Facebooku (gromadzi ona pacjentów z cukrzycą typu 1., którzy stosują dietę z bardzo małą ilością węglowodanów, rekomendowaną przez dr. Richarda Bernsteina, autora książki "Diabetes Solution"). W sondażu wzięło udział 493 ludzi, ale tylko 316 dostarczyło dostateczną ilość informacji. W przypadku 138 osób autorzy publikacji z pisma Pediatrics mogli potwierdzić diagnozę cukrzycy typu 1. i uzyskać miary kontroli poziomu cukru oraz innych wskaźników metabolicznych (dane pochodziły z rejestrów medycznych lub od lekarzy). Dzieci stanowiły 42% analizowanej grupy. Średnie spożycie węglowodanów wynosiło 36 g - to ok. 5% dziennej podaży kalorii. Zgodnie z danymi dostarczanymi przez badanych, średni poziom hemoglobiny glikowanej HbA1C (która powstaje wskutek nieenzymatycznego przyłączenia glukozy do cząsteczki hemoglobiny) mieścił się w granicach normy i wynosił 5,67%. Co ważne, ochotnicy potrzebowali niższych od przeciętnej dawek insuliny (średnio 0,40 U/kg/dziennie). Wykazywali też korzystne zmiany w zakresie wrażliwości na insulinę, a także niski poziom trójglicerydów i wysokie stężenia dobrego cholesterolu HDL. Choć niektórzy uważali, że dieta zawierająca bardzo mało węglowodanów zwiększa ryzyko hipoglikemii, naukowcy nie znaleźli na to dowodów. Wskaźnik hospitalizacji z powodu hipoglikemii czy kwasicy ketonowej wynosił bowiem tylko po 1% (normalnie statystyki dla osób z cukrzycą typu 1. są wyższe). Amerykanie podkreślają, że choć ponad 80% respondentów było zadowolonych lub bardzo zadowolonych z kontroli cukrzycy, ok. 25% nie wspomniało lekarzowi o VLCD (obawiali się np. krytyki albo oskarżeń o nadużycia w stosunku do dzieci). Zespół Belindy S. Lennerz podkreśla, że surowe ograniczanie węglowodanów to de facto stara strategia, którą stosowano przed wprowadzeniem insuliny. Niekiedy wydłużała ona życie dzieci o parę lat. Akademicy zaznaczają, że opisywane badanie miało charakter obserwacyjny i że potrzebne jest studium z losowaniem i grupą kontrolną. « powrót do artykułu
  16. KopalniaWiedzy.pl

    Nieskuteczne suplementy

    Jeszcze na początku lat 90. wstępne badania łączyły suplementy diety, takie jak witamina E i kwas foliowy, z mniejszym ryzykiem chorób serca. Jednak już kilka lat później, gdy ukończono bardziej rygorystyczne testy okazało się, że ani witamina E, ani kwas foliowy nie posiadają właściwości, jakie im wcześniej przypisywano. Co gorsza okazało się, że wysokie dawki witaminy E zwiększają ryzyko nieprawidłowej pracy serca, nowotworu prostaty oraz śmierci z innych przyczyn. Mimo to wiele osób wciąż regularnie zażywa suplementy diety. Entuzjazm dla tabletek jest zwykle tak duży, że zwycięża z dowodami naukowymi, mówi doktor JoAnn Manson, ordynator wydziału medycyny zapobiegawczej w Brigham and Women's Hospital w Bostonie. Z przeprowadzonych w 2013 roku badań Gallupa wynika, że ponad połowa Amerykanów zażywa witaminowe suplementy diety, a w grupie wiekowej powyżej 65. roku życia odsetek ten wynosi aż 68%. Z kolei badania, których wyniki opublikowano w Journal of Nutrition w 2017 roku wykazały, że wśród najstarszej grupy wiekowej 29% zażywa co najmniej 4 różne suplementy. Doktor Manson mówi, że brak jest jednoznacznych dowodów, wskazujących, że zażywanie suplementów zapobiega jakimkolwiek chorobom chronicznym. Oczywiście istnieją badania pokazujące, że suplementy mają korzystny wpływ na zdrowie, jednak dowody nie są na tyle mocne, by wydać rekomendację zalecającą ich zażywanie. Od roku 1999 amerykańskie Narodowe Instytuty Zdrowia (NIH) przeznaczyły ponad 2,4 miliarda dolarów na badania nad suplementami i witaminami. Badania te nie przyniosły żadnych wyników, mówi doktor Barnett Kramer, odpowiedzialny w NIH za politykę przeciwnowotworową. Jego zdaniem jedną z przyczyn tego stanu rzeczy mogą być fałszywe przekonania, w tym przekonanie, że ludzie potrzebują więcej witamin i minerałów, niż przyjmują w codziennej diecie, że duże dawki są bezpieczne oraz że nauka jest w stanie wyprodukować pigułkę, której zażycie zapewni organizmowi te same korzyści co codzienna dawka warzyw i owoców. Bogate źródła witamin mogą pomagać tam, gdzie występują ich niedobory. Znanym przykładem jest tutaj szkorbut, który przed wiekami powszechnie występował wśród marynarzy, a któremu udało się zapobiec właśnie dzięki zapewnieniu im dostępu do warzyw i owoców. Wiadomo też, że społeczeństwa spożywające dużo warzyw i owoców są zdrowsze niż te spożywające ich mało. Jednak wyprodukowanie „pigułki zdrowia” dotychczas się nie udało. Niewykluczone, jak mówi Marjorie McCullogh, dyrektor ds. epidemiologii żywienia w American Cancer Society, że związki chemiczne obecne w warzywach i owocach działają razem w sposób, którego naukowcy nie rozumieją i dlatego nie potrafią stworzyć odpowiedniej pigułki. Taka pigułka jest jednak niepotrzebna. Zachodnia dieta, pomimo wielu błędów takich jak zbyt duża ilość soli, tłuszczów nasyconych, cukru i kalorii, zapewnia odpowiednią ilośc minerałów i witamin, mówi profesor Alice Lichtenstein z Tufts University. Na rynku obecna jest olbrzymia ilość suplementów, a mimo to do prawidłowego i zdrowego funkcjonowania organizmu potrzebujemy warzyw i owoców. Żadna pigułka ich nie zastąpi, a uzupełnić może tylko tam, gdzie występują deficyty. Mimo braku dowodów na działanie suplementów ich przyjmowanie w zachodnich społeczeństwach jest tak rozpowszechnione, że naukowcy badający ich działanie mają problem ze skompletowaniem grupy kontrolnej, której członkowie nie przyjmowaliby tego typu środków. Są jednak naukowcy, którzy twierdzą, że przyjmowanie suplementów nie zaszkodzi, a może pomóc. Jednym z nich jest doktor Walter Willet z Uniwersytetu Harvarda. Jego zdaniem testy kliniczne nie wykazały jednoznacznie korzystnego wpływu przyjmowania suplementów, gdyż trwają zbyt krótko, zwykle 5-10 lat, a to jego zdaniem za mało, by zauważyć wpływ suplementów na występowanie nowotworów czy chorób serca. Dodatkowym problemem związanym z badaniem wpływu suplementów na zdrowie jest fakt, że osoby je przyjmujące są zwykle zdrowsze od tych, którzy ich nie przyjmują. Jednak suplementy zwykle są przyjmowane przez osoby, które przywiązują większą wagę do zdrowego trybu życia. Są one aktywne fizycznie, zwracają uwagę na dietę, a to może zafałszowywać badania. Naukowców mogą też zwieść niewłaściwie wyciągane wnioski. Na przykład od dawna wiadomo, że osoby, u których występuje wysoki poziom aminokwasu o nazwie homocysteina są narażone na większe ryzyko zawału serca. Jako, że kwas foliowy obniża poziom homocysteiny, wielu wysnuło wniosek, że kwas foliowy zapobiega zawałom i udarom. Dopiero szczegółowe badania kliniczne wykazały, że co prawda suplementacja kwasem foliowym zmniejsza poziom homocysteiny, ale nie ma to wpływu na zdrowie serca. W bieżącym roku poznamy też wyniki interesujących badań nad kwasami tłuszczowymi obecnymi w mięsie ryb. Już wcześniejsze badania dużych populacji wykazały, że te grupy ludności, które jedzą dużo ryb i owoców morza rzadziej cierpią na problemy z układem krążenia. Stąd wysnuto wniosek, że kwasy omega-3 zapobiegają chorobom układu krążenia. Jednak testy kliniczne nie wykazały, by suplementy z rybim tłuszczem zapobiegały chorobom serca. Wkrótce ukażą się bardzo szczegółowe badania na ten temat. Jak zauważa doktor Lichtenstein, dobroczynny wpływ ryb i owoców morza może wynikać nie z tego, co ludzie jedzą, ale... czego nie jedzą. Te społeczności, które jedzą więcej ryb spożywają mniej czerwonego mięsa czy fastfoodów. Jedzenie ryb jest prawdopodobnie korzystne dla zdrowia, ale nie byliśmy w stanie wykazać, że suplementacja rybim olejem przynosi jakiekolwiek korzyści, stwierdza doktor Steven Nissen, szef wydziału medycyny układu krążenia w Cleveland Clinic Foundation. Najbezpieczniejszym i najbardziej rozsądnym zachowaniem wydaje się przestrzeganie zróżnicowanej diety. Przykładem niech będzie tutaj beta-karoten. Wczesne badania wykazały, że beta-karoten może zapobiegać nowotworom. W tak małych ilościach, w jakich występuje ona w warzywach i owocach, substancja ta zapobiega utlenianiu. Jednak specjaliści byli zaszokowani wynikami dwóch dużych badań, które już w latach 90. wykazały, że przyjmowanie pigułek z beta-karotenem zwiększa zapadalność na nowotwory płuc. Z kolei w 2011 roku badania wykazały, że inny przeciwutleniacz – witamina E – aż o 17% zwiększa ryzyko nowotworu prostaty. To pokazuje, że utleniania nie jest wyłącznie niekorzystnym procesem. Zabija ono bowiem również bakterie i nieprawidłowe komórki, zapobiegając pojawianiu się guzów nowotworowych. Witaminy nie są obojętne. To środki biologicznie czynne. Musimy myśleć o nich tak, jak o lekach. Jeśli przyjmiesz ich zbyt dużo, pojawią się skutki uboczne, mówi doktor Eric Klein z Cleveland Clinic, ekspert od nowotworu prostaty, który prowadził badania  nad witaminą E. « powrót do artykułu
  17. Wystarczą zaledwie 24 godziny, by w preadipocytach zmienić epigenetyczny przepis na to, jak prawidłowo zostać dojrzałą komórką tłuszczową. Zmiany zachodzą pod wpływem nasyconego kwasu tłuszczowego - kwasu palmitynowego - i/lub czynnika martwicy nowotworu (TNF-α). Kwas palmitynowy i TNF-α zaburzają rozwój komórki, przez co na późniejszych etapach życia staje się ona dysfunkcjonalnym adipocytem. Takie reprogramowanie zachodzi zwłaszcza u osób otyłych z cukrzycą typu 2. Z kwasem palmitynowym stykamy się w jedzeniu. Obfitują w niego nabiał, mięso czy olej palmowy. TNF-α to cytokina związana z procesem zapalnym. U otyłych pacjentów występuje więcej TNF-α, bo otyłość powoduje stan zapalny. Nasze wyniki pokazują, jak ważne dla przyszłego zdrowia metabolicznego są prawidłowa dieta i tryb życia. W dużym stopniu mogą one zapobiec reprogramowaniu komórek prekursorowych. Mamy nadzieję, że kiedyś uzyskane przez nas wyniki pozwolą opracować nowe strategie odwracania tego procesu [...] - podkreśla Romain Barrès z Uniwersytetu Kopenhaskiego. Autorzy publikacji z International Journal of Obesity podkreślają, że kilka wcześniejszych badań epigenetycznych sugerowało, że ludzkie komórki prekursorowe pamiętają przeszłe "ekspozycje środowiskowe". Dotąd jednak nikt nie umiał wskazać czynników wpływających na reprogramowanie preadipocytów ani stwierdzić, z jaką prędkością zachodzi ten proces. Duńczycy zebrali tkankę tłuszczową 43 pacjentów przechodzących planowe operacje. Piętnastu pacjentów było szczupłych, 14 otyłych, a 14 miało zarówno otyłość, jak i cukrzycę typu 2. Okazało się, że komórki prekursorowe 3. grupy podlegały przeprogramowaniu i dlatego nie mogły działać jak prawidłowe, zdrowe adipocyty. Wystawiając przez dobę zdrowe preadipocyty na oddziaływanie 2 czynników, naukowcy odtwarzali reprogramowanie obserwowane w komórkach diabetyków. Na razie naukowcy nie wiedzą, czy przeprogramowanie można cofnąć. Wiemy, że komórki prekursorowe mogą być reprogramowane w taki sposób, że na ostatnim etapie rozwoju ich funkcjonowanie jest upośledzone. Dotąd nikt nie odkrył, jak odwrócić ten proces. To jednak obiecująca dziedzina badań. « powrót do artykułu
  18. Grupy nomadów wędrujące wzdłuż Jedwabnego Szlaku były gastronomiczną elitą średniowiecza, spożywającą znacznie bardziej zróżnicowaną dietę niż ludzie prowadzący osiadły tryb życia. Takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych przez uczonych z Washington University, Instytutu Archeologii w Samarkandzie oraz Uniwersytetu w Kilonii. Od dawna sądzono, że miasta położone wzdłuż Jedwabnego Szlaku były kosmopolitycznymi tyglami, gdzie łączyły się wpływy kultur i kulinariów z odległych miejsc. Nasze badania pokazują, że to najprawdopodobniej społeczności nomadów były rzeczywistymi nośnikami kultury kulinarnej, stwierdza Taylon Hermes z Uniwersytetu w Kilonii. Naukowcy, opierając się na izotopowej analizie kości pochodzących z miejsc pochówku w Azji Środkowej stwierdzili, że nomadzi mieli bardzo zróżnicowaną dietę, podczas gdy mieszkańcy miast pozostawali na bardziej ograniczonej, często monotonnej diecie, żywiąc się przede wszystkim miejscowymi zbożami. Jedwabny Szlak jest postrzegany jako droga transportu towarów. Ale trzeba przypomnieć, że był on też ważnym szlakiem przemieszczania się ludzi. Badanie zwyczajów kulinarnych to dobry sposób poznania związku pomiędzy kulturą a środowiskiem. Zdradzają nam one wiele na temat połączeń pomiędzy grupami ludności, dodaje Hermes. Społeczności pasterskie postrzega się jako pozostające na diecie mięsno-mlecznej, czyli na produktach zapewnianych im przez stada zwierząt. Jednak te badania jasno pokazują, że pasterze żyjący wzdłuż Jedwabnego Szlaku, w przeciwieństwie do ludzi z miast, korzystali z bardzo zróżnicowanej diety, w skład której wchodziły zarówno udomowione jak i dzikie produkty spożywcze, dodaje profesor Said Cheryl Makarewicz. To unikatowe badanie pokazuje, jak przed ponad tysiącem lat grupy nomadów wędrowały przez różne regiony i prawdopodobnie rozprzestrzeniały nowe rodzaje pożywienia i nowe zwyczaje kulinarne wzdłuż Jedwabnego Szlaku, dodaje profesor Michael Frachetti z Washington University. Badania kości nomadów i mieszkańców miast z miejsc pochówku w dzisiejszym Kazachstanie, Uzbekistanie i Turkmenistanie pokazały różnice pomiędzy grupami wędrownymi a osiadłymi. Widoczna jest też różnica diety pomiędzy mieszkańcami różnych miast. Jednocześnie, co zaskoczyło naukowców, w ramach tego samego miasta nie zauważono większych różnic kulinarnych. Mieszkańcy jedli to samo. Mimo, że mieszkali na szlaku, przez który przechodziły olbrzymie ilości towarów z różnych regionów, to najwyraźniej ich dietę ograniczała dostępność lokalnych produktów, lokalna sieć producencka lub też zwyczaje narzucane przez kulturę. Wśród nomadów nie było takich ograniczeń. Dieta osób indywidualnych z tej samej wędrującej grupy była bardziej zróżnicowana niż dieta mieszczuchów. Większe zróżnicowanie sugeruje nie tylko większą dostępność różnych produktów, ale również mniejsze ograniczenia kulturowe dotyczące diety. « powrót do artykułu
  19. Przeciętny Amerykanin marnuje każdego dnia niemal 0,5 kilograma pożywienia. Ilość pożywienia, jakie wyrzuca do śmieci, zależy od diety. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez naukowców z Departamentu Rolnictwa, University of Vermont i University of New Hampshire, w latach 2007-2014 w USA wyrzucano do śmieci 150 000 ton pożywienia dziennie. Odpowiada to rocznej produkcji z 12 000 000 hektarów (7% ziemi uprawnej w USA) i zmarnowanie 16 miliardów metrów sześciennych wody użytej do podlewania. Zmarnowana żywność odpowiada 30% kalorii spożywanych codziennie przez Amerykanów. Naukowcy zauważyli pewien paradoks. Większość ludzi chce odżywiać się lepiej, spożywają więc więcej warzyw i owoców. I to właśnie takie diety o wyższej jakości wiążą się z większym marnowaniem jedzenia. Uczeni podzielili badanych na 22 grupy w zależności od spożywanej diety. Okazało się, że tam, gdzie dieta składała się główne z warzyw i owoców marnowano aż 39% produktów. Następne na liście marnotrawstwa były produkty mleczne (17%), a najmniej marnowano mięsa i produktów mięsnych (14%). Diety wyższej jakości składają się z większej ilości warzyw i owoców, które są marnowane w większych ilościach niż inne rodzaje pożywienia. Zdrowe odżywianie się jest ważne i niesie ze sobą wiele korzyści, ale musimy tutaj odpowiedzialnie myśleć o marnowaniu żywności,  mówi profesor Meredith Niles z University of Vermont. Do zapewnienia żywności osobom zdrowiej odżywiającym się potrzeba mniej terenów uprawnych, jednak więcej wody i pestycydów. Jeśli marnujemy dużo warzyw i owoców, marnujemy też tę wodę i środki chemiczne. Większość badań koncentruje się na związku pomiędzy dietą a emisją gazów cieplarnianych. Nasze badania są pierwsze, w których pod uwagę wzięto inny ważny czynnik związany z dietą – marnowanie pożywienia, dodaje Niles. Do wyprodukowania zmarnowanej żywności użyto ponad 350 000 ton pestycydów i ponad 800 000 ton nawozów sztucznych. To nie tylko generuje wysokie koszty, ale stanowi poważne obciążenie dla środowiska naturalnego. Zdaniem naukowców, kluczowym elementem prowadzącym do zmniejszenia marnotrawstwa warzyw i owoców byłaby edukacja dotycząca prawidłowego przechowywania tych produktów oraz nauczenie ludzi, jaka jest różnica pomiędzy uszkodzeniem a psuciem się owocu. « powrót do artykułu
×