Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' ptaki'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 12 results

  1. Od 1993 roku działania naukowców i ekologów zapobiegły wymarciu co najmniej 28 gatunków ssaków i ptaków, uważają uczeni z Newcastle University i BirdLife International. Wyniki badań międzynarodowego zespołu naukowego zostały opublikowane w piśmie Conservation Letters. Ich autorzy oceniali, ile gatunków ssaków i ptaków by wyginęło, gdyby nie podjęto działań ochronnych. Gatunkami, które zostały w ten sposób uratowane są m.in. portorykańska endemiczna papuga amazonka niebieskoskrzydła, koń Przewalskiego, żyjący w Brazylii ptak mrówiaczek ciemnoskrzydły, ryś iberyjski czy zamieszkujący Nową Zelandię ptak szczudłak czarny. Fakt, że gatunki te wciąż istnieją, zawdzięczamy intensywnym działaniom mającym na celu ich ochronę. Jednak los tych gatunków jest wciąż niepewny. Większość z nich jest krytycznie zagrożonych. Szacuje się na przykład, że żyje mniej niż 30 osobników mrówiaczka ciemoskrzydłego, dla którego głównym zagrożeniem jest wycinka lasów deszczowych. Badania wykazały, że gdyby nie działania na rzecz ochrony, to od roku 1993 wyginęłoby od 21 do 32 gatunków ptaków i od 7 do 16 gatunków ssaków. Naukowcy określili też, jakie działania przyniosły największy skutek. Okazuje się, że w przypadku 21 gatunków ptaków ważne było zwalczanie gatunków inwazyjnych, w przypadku 20 gatunków istotną rolę odegrała hodowla w niewoli, a w przypadku 19 – ochrona habitatów. Jeśli zaś chodzi o ssaki to 14 gatunków przetrwało dzięki wprowadzeniu odpowiednich przepisów, a 9 dzięki reintrodukcji i hodowli w niewoli. Zespół naukowy, na którego czele stali doktor Rike Bolem i profesor Phil McGowen z Newcastle University oraz doktor Suart Butchard z BirdLife International posłużył się danymi przekazanymi przez 137 ekspertów zajmujących się populacjami dzikich zwierząt, zagrożeniami i trendami w tych populacjach. Na podstawie dostarczonych danych oszacowano prawdopodobieństwo, z jakim bez działań ochronnych dany gatunek by wyginął. Jednym z takich ocalonych gatunków jest amazonka niebieskoskrzydła z Portoryko. Liczebność tego niegdyś powszechnie występującego gatunku spadła w 1975 roku do 13 osobników żyjących na wolności. Od 2006 roku podejmowane są wysiłki w celu reintrodukcji gatunku w Rio Abajo State Park. W 2017 roku huragany zabiły całą oryginalną populację, pozostawiając przy życiu tylko populację reintrodukowaną. Bez reintrodukcji amazonka niebieskoskrzydła wyginęłaby na wolności. Inna jest historia konia Przewalskiego. Gatunek ten wyginął na wolności w latach 60. ubiegłego wieku. W latach 90. podjęto wysiłki na rzecz reintrodukcji, a w 1996 roku urodził się pierwszy koń Przewalskiego na wolności. Obecnie dzika populacja tego gatunku liczy ponad 760 osobników. Nie zawsze jednak informacje są tak optymistyczne. Bardzo szybko spada populacja krytycznie zagrożonego morświna kalifornijskiego, a ekologom i naukowcom udało się jedynie spowolnić ten spadek. Bez wzmożenia wysiłków oraz woli politycznej decydentów gatunek może wkrótce wyginąć. To niezwykle pocieszające, że niektóre badane przez nas gatunki odradzają się. To pokazuje, że wysiłki na rzecz ratowania bioróżnorodności przynoszą efekt. Widzimy, że możliwe jest zapobieżenie wymieraniu gatunków, mówi Bolam. Profesor McGowan przypomina jednak, że w tym samym czasie wyginęło lub prawdopodobnie wyginęło aż 15 gatunków ptaków i ssaków. « powrót do artykułu
  2. Pomalowanie jednej z łopat wirnika turbiny wiatrowej na czarno może znacząco zmniejszyć śmiertelność ptaków wynikającą z kolizji. Wyniki badań norweskiego zespołu ukazały się w piśmie Ecology and Evolution. Kolizje ptaków, zwłaszcza drapieżnych, są jednym z głównych problemów środowiskowych związanych z rozwojem energetyki wiatrowej - podkreśla dr Roel May z Norweskiego Instytutu Badania Przyrody. W Norwegii w obrębie farmy wiatrowej Smøla ginie rocznie 6-9 bielików. To wywołało sprzeciw i konflikt. Farma o powierzchni 18 km2 znajduje się w zachodniej części wyspy Smøla. Działa tu 68 turbin. Dr May podkreśla, że jego zespół chciał przetestować, czy środki zaradcze zmniejszą liczbę kolizji ptaków. "Testowano, między innymi, pomalowanie jednej z trzech łopat na czarno. Można by się spodziewać, że ten zabieg ograniczy zjawisko zamazywania ruchu [ang. motion smear] i łopaty staną się bardziej widoczne dla ptaków". Zmazywanie ruchu polega na niezdolności rejestrowania przez siatkówkę szybko poruszających się obiektów. Nasila się ono 1) ze wzrostem prędkości i 2) zmniejszaniem odległości od obiektu. Zamazywanie ruchu dotyczy głównie końcowych fragmentów łopat, w przypadku których prędkość liniowa jest największa. Jak wyjaśniają naukowcy, eksperymenty laboratoryjne Williama Hodosa z Uniwersytetu Maryland z 2003 r. wykazały, że pomalowanie jednej z łopat wirnika na czarno minimalizuje zamazywanie ruchu. Badania przeprowadzone przez Norwegów wykazały, że w przypadku pomalowanych turbin roczny wskaźnik umieralności ptaków był obniżony nawet o ponad 70%, w porównaniu do znajdujących się w pobliżu turbin kontrolnych. Zabieg miał największy wpływ na ograniczenie śmiertelności ptaków drapieżnych. Zespół podkreśla, że konieczne są dalsze badania na innych farmach (na razie porównano 4 wiatraki zmodyfikowane i 4 kontrolne). Choć odnotowaliśmy znaczący spadek wskaźnika kolizji, wydajność [zabiegu] może być specyficzna dla stanowiska i gatunku.Obecnie istnieje zainteresowanie testami w Holandii i RPA. Autorzy raportu zaznaczają, że pomalowanie łopat wirnika wiatraków z już uruchomionej farmy było drogim zadaniem (wymagało działania podczas wyłączenia urządzeń). Gdyby jednak zabieg przeprowadzić przed budową farmy, koszty można by zminimalizować. May dodaje, że dotąd nie sprawdzano, czy inne wzorce na łopatach, np. czerwone końcówki, byłyby równie skuteczne. « powrót do artykułu
  3. Eksperci próbują ustalić, co doprowadziło do śmierci tysięcy ptaków w pobliżu jeziora Sambhar w Radżastanie. Najpierw mówiono o ponad 2 tys. ofiar, jednak ze względu na to, że padłe ptaki pokrywają teren w promieniu 12-13 km od zbiornika wodnego, wiele wskazuje na to, że ich ostateczna liczba wzrośnie nawet do 5 tys. Sambhar, największe naturalne słone jezioro Indii, jest popularnym miejscem gromadzenia się ptaków migrujących, w tym flamingów czy szczudłaków. W zeszłą niedzielę powiadomiono władze, że jak okiem sięgnąć brzeg Sambharu pokrywają martwe ptaki. Ciał było tyle, że początkowo ludzie pomylili je z pryzmami krowich odchodów. Dopiero później okazało się, że to truchła przedstawicieli co najmniej 10 ptasich gatunków, m.in. kazarek rdzawych i szablodziobów. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Z tajemniczych powodów zginęło tu ponad 5 tys. ptaków - powiedział India Today Abhinav Vaishnav, miejscowy obserwator ptaków. Na razie nie wiadomo, co się stało. Wysnuto jednak parę teorii. Jedna wskazywała na burzę gradową, która przeszła przez okolice w zeszłym tygodniu. Inne wspominały o chorobie zakaźnej i zawierających pestycydy nasionach z pola. Jak dotąd najbardziej prawdopodobną przyczyną wydaje się zanieczyszczenie wody, ale rozstrzygną to dopiero testy. Próbki wody i kilka okazów ptaków wysłano do dalszych badań do laboratorium w Bhopalu. Niektórzy specjaliści uważają, że w grę mogą wchodzić wyższa temperatura i wysoki poziom wody po ostatniej porze deszczowej. W takich warunkach śmiertelność wyczerpanych długiem lotów ptaków bywa wyższa. Obecnie miejscowi zajmują się grzebaniem ciał ptaków w głębokich dołach.     « powrót do artykułu
  4. Zdumieni strażnicy z National Trust znaleźli na bezludnej wyspie Mullion u wybrzeży Kornwalii tysiące jasnobrązowych, żółtych i zielonych gumek recepturek. Wydaje się, że trafiły tu, bo ptaki morskie pomyliły je ze swoim pożywieniem. Co istotne, w regionie uprawiane są kwiaty, które wiąże się w pęczki właśnie za pomocą gumek. Gumki znajdowały się w wypluwkach (zrzutkach) wydalonych na drodze regurgitacji. Zjedzone tworzywa sztuczne i guma to kolejna pozycja na długiej liście wyzwań, z którymi mewy i inne ptaki morskie muszą się zmagać, by po prostu przeżyć. Choć mewy są hałaśliwe i wydają się rozpowszechnione, tak naprawdę ich liczebność spada - opowiada strażniczka Rachel Holder. Miejsca takie jak wyspa Mullion powinny być dla ptaków morskich ostojami, przykro więc widzieć, że stały się one ofiarami ludzkiej aktywności. W niestrawionym pokarmie znaleziono też niewielkie fragmenty sieci rybackich i sznurka. Jedna z mew zginęła po złapaniu się na 10-cm haczyk. « powrót do artykułu
  5. Naszym rozmówcą jest Marek Pióro – popularyzator „ptasiarstwa”, autor książek „Kalendarz ptaków” i „Plamka mazurka”. Od 12 lat prowadzi blog Plamka mazurka, a od 10 lat pełni funkcję ambasadora Rzeczpospolitej Ptasiej. Znawca ptaków, który bada ich obecność w mitologii, kulturze czy zabobonach. Pisze o ptakach wielowymiarowo. Jak sam mówi, zawdzięcza im naprawdę dużo, między innymi wzbogacenie kontaktów z ludźmi czy rzucenie palenia. Jest Pan tropicielem przysłów, herbów i legend związanych z ptakami, a także ptasich śladów w sztuce, religii i historii. Tego typu wątki pojawiają się m.in. w Pana książce pt. „Plamka mazurka”, np. w opowieściach o bocianie albo czapli. Skąd takie zainteresowania? Tropienie wspomnianych przez Panią tematów przyszło z rozwojem mnie jako autora bloga. Historia, legendy, przysłowia, sztuka czy mitologie obce mi nie były. Ale dopiero wraz z rozkręcaniem bloga zacząłem coraz głębiej je drążyć. Było to dla mnie radosne przypominanie poszczególnych wątków, jak też poznawanie nowych. Chyba w dużej mierze dzięki temu blog przyciągał uwagę wielu osób. Zapewne dzięki temu „Kalendarz ptaków” i „Plamka mazurka” dostarczają mi wzruszeń od Czytelników chwalących te książki. Liczebność populacji ptaków określa się w liczbie par. Są jednak pewne wyjątki. Skąd się one biorą: czy to kwestia biologii gatunku, tradycji czy jeszcze czegoś innego? Dobre pytanie, choć chyba niekoniecznie ja powinienem być jego adresatem. Kwestia liczenia ptaków w parach ma jednak swoje ograniczenia. Albo też... zbyt dużo swobody! Mam tu na myśli dwa pierwsze z brzegu gatunki. Dzięciołka i zimorodka. Liczymy je w parach, choć tak na dobrą sprawę różnie z tym bywa. Słyszałem swego czasu o samicy dzięciołka, która miała trzech partnerów i trzy dziuple ze swoimi jajami, a potem pisklętami. Albo o samcach zimorodków, które miały po trzy samice i trzy norki z przychówkiem. Jakże wygląda przy nich liczony w "buczących" samcach bąk? Podobne jest u wodniczek, które liczone są w śpiewających samcach. Jednak wszystkie gatunki w naszej awifaunie przebijają remizy. Występuje u nich polyginia (samiec kojarzący się z kilkoma samicami) z poliandrią (samica kojarząca się z kilkoma samcami). Myślę, że niejeden scenarzysta telenowel, gdyby znał remizy, mógłby być szczęśliwy. A w dziewiętnastym wieku remizy uznawano za monogamiczny gatunek. Co dla Pana oznacza bycie ambasadorem Rzeczpospolitej Ptasiej? Nominacja na ambasadora Rzeczpospolitej Ptasiej, na której zloty odbywające się w przedostatnie weekendy każdego kwietnia zapraszam, miała być dostrzeżeniem mojego blogowania. Miała zostać pewnym takim jakby zwieńczeniem pisania o ptakach, a stała się odskocznią, trampoliną do dalszego pisania. Z chwilą, gdy zostałem ambasadorem, opuściło mnie ileś nieśmiałości, nabrałem większej pewności siebie. Dzięki temu poznałem wielu fantastycznych ludzi. Po prostu nabrałem w skrzydła pozytywnego wiatru. « powrót do artykułu
  6. Przez dekady byli postrzegani jako nieszkodliwi dziwacy. Teraz ich hobby stało się bezcennym zbiorem danych naukowych i powodem do wszczęcia alarmu. Mamy oto dowód, że właśnie zachodzi jedno z największych wymierań od czasu dinozaurów. Mowa tutaj o Towarzystwie Entomologów-Amatorów z Krefeld przy granicy niemiecko-holenderskiej, którego członkowie od 1982 roku zbierają okazy owadów w swojej okolicy. Od 1982 roku pułapki na owady, które sami produkujemy zostały przez nas ustandaryzowane i są ściśle kontrolowane. Wszystkie są tych samych rozmiarów, wykonane z tych samych materiałów, ustawiamy je w tych samych 63 lokalizacjach i opróżniamy w tych samych momentach, mówi prezes Towarzystwa Marin Sorg. Siedziba Towarzystwa mieści się w budynku byłej szkoły. To tam, do pomieszczeń chronionych przed nadmiarem światła za pomocą grubych kotar trafiają zebrane okazy. Kolekcja stworzona przez entomologów-amatorów składa się obecnie z 80 milionów okazów. To więcej niż jakiekolwiek inne zbiory na świecie. Nawet amerykański Smithsonian Institution czy londyńskie i paryskie Muzeum Historii Naturalnej mogą pochwalić się „jedynie” 30 milionami okazów. Entomolodzy z Krefeld są dumni ze swoich zbiorów i jednocześnie przerażeni tym, co zaważyli. Alarmują, że od kiedy prowadzą badania masa chwytanych owadów latających zmniejszyła się o 76%. Na potwierdzenie tych słów technicy z laboratorium pokazują dwie pułapki. W tej z roku 1994 złapało się 1400 gramów owadów. W tej współczesnej jest ich zaledwie 300 gramów. To, z jak szybkim spadkiem mamy do czynienia, zauważyliśmy w 2011 roku. I od tamtego czasu jest coraz gorzej, mówi Sorg. Entomolodzy z Krefeld już przed laty bili na alarm, jednak ich głos nie przebijał się do opinii publicznej. Media zajmowały się wówczas zagrożeniami wiszącymi nad wielkimi ssakami, a ludzie tacy jak Sorg i jego koledzy byli postrzegani jako dziwacy niemający wiele wspólnego z nauką. W tym samym 2011 roku, pod drugiej stronie granicy, w Holandii, profesor Hans de Kroon próbował wyjaśnić zagadkę zmniejszającej się populacji ptaków. Wysunął hipotezę, że ma to związek z coraz mniejszą dostępnością pożywienia, szczególnie owadów. Jednak nie miał dostarczających dowodów. Wtedy skontaktowali się ze mną koledzy z Krefeld i powiedzieli, że mają dane, że widzą olbrzymie spadki, że są zaniepokojeni i poprosili mnie o analizę danych. Tak się to wszystko zaczęło, mówi de Kroon. Naukowiec zaczął szukać przyczyn szybkiego spadku populacji owadów i odkrył jedną z nich. To intensywne rolnictwo. Cóż z tego, że w okolicy istnieje rezerwat przyrody, gdy zaraz za jego granicami, po drugiej stronie drogi uprawiane są buraki cukrowe, a pola są ciągle poddawane opryskom. Rezerwat nie jest więc chroniony tak, jakby się wydawało, mówi Sorg. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że w Europie Zachodniej obszary naturalne stają się coraz mniejsze, a rolnictwo jest niezwykle wrogie owadom. Owady nie mają pożywienia i są trute. A obszary chronione są coraz bardziej i bardziej izolowane. Owady nie są w stanie przenosić się między nimi. To dla nich zbyt daleko, dodaje profesor Kroon. Uczony nie ma wątpliwości, że przyczyny zanikania owadów, a co za tym idzie, zanikania ptaków, są antropogeniczne. Obawia się, że przekroczyliśmy granicę, spoza której nie ma już odwrotu, że utrata bioróżnorodności jest bezpowrotna. Dane z Krefeld odegrały też główną rolę w metaanalizie przygotowanej przez australijskich naukowców z Uniwersytetów w Sydney i Queensland. Przeprowadzili oni syntezę 73 badań nad insektami, jakie ukazały się w ciągu ostatnich 40 lat. Badania obejmowały cały świat. Na podstawie tej analizy Australijczycy obliczyli, że obecnie zagrożonych wyginięciem jest 40% gatunków owadów, a każdego roku kolejny 1% jest dodawany do tej listy. Owady stanowią 2/3 wszystkich gatunków lądowych. Mamy więc do czynienia z największym wymieraniem od czasów dinozaurów. Głównymi przyczynami takiego stanu rzeczy są utrata habitatów, zajmowanie kolejnych obszarów pod intensywną produkcję rolną, urbanizacja, zanieczyszczenie środowiska głównie przez pestycydy i nawozy, wprowadzanie przez człowieka gatunków inwazyjnych oraz zmiana klimatu. Jeśli nie zmienimy sposobu produkcji żywności, w ciągu kilku dekad owady jako cała gromada, znajdą się na skraju zagłady, stwierdzili australijscy uczeni. « powrót do artykułu
  7. Niektóre z ptasich geoglifów z pustyni Nazca z pewnością przedstawiają gatunki nierodzime. Wg naukowców, wśród 16 wizerunków ptaków znajdują się, na przykład, mieszkający w lasach pustelnik (Phaethornithinae) czy pelikan. Autorzy publikacji z Journal of Archaeological Science: Reports wspominają też o prawdopodobnym przedstawieniu młodocianej papugi. Ona także nie przynależy do pustynnego otoczenia i tak jak pustelnik pochodzi z tropikalnego lasu deszczowego. Masaki Eda, zooarcheolog z Muzeum Uniwersytetu Hokkaido, podkreśla, że na razie nie wiadomo, czemu twórcy rysunków z Nazca zajmowali się nierodzimymi gatunkami ptaków. Eda zainteresował się badaniem geoglifów z perspektywy biologicznej, gdy pracował nad identyfikacją ptasich kości na pobliskim stanowisku archeologicznym. Akademicy uważają, że powód, dla którego w geoglifach zamiast rodzimych przedstawiono egzotyczne ptaki, ma ścisły związek z celem samego procesu żłobienia. W dalszej identyfikacji ptaków z rysunków mają pomóc m.in. przedstawienia ptaków z ceramiki i pozostałości ptaków złożonych w ofierze. Ludzie z kultury Nazca mogli widzieć pelikany, zbierając pokarm na wybrzeżu - dodają specjaliści. Podczas badań zespół Edy analizował cechy anatomiczne każdego z 16 ptasich geoglifów. Kategoryzowano różne cechy, np. kształt dzioba i ogona oraz relatywną długość ogona i stóp, a następnie porównywano je do współczesnych peruwiańskich ptaków. Dotąd rysunki były identyfikowane w oparciu o ogólne wrażenie albo na podstawie nielicznych cech morfologicznych [...]. Dzięki temu udało się z dużą dozą pewności zidentyfikować 3 ptaki. Jeden uznawany wcześniej po prostu za kolibra (geoglif nr PV68A-CF1) został zidentyfikowany jako przedstawiciel podrodziny Phaethornithinae; warto dodać, że pustelniki żyją na wschodnich stokach Andów i na północy w pobliżu równika, ale nie na południowej pustyni. Japończycy dokonali reklasyfikacji pustelnika w oparciu o długi i cienki dziób, trzy palce zwrócone w tym samym kierunku oraz długi ogon z wydłużoną środkową częścią. Kolejnym zaskoczeniem było stwierdzenie, że niezidentyfikowany wcześniej ptak (geoglif nr PV68-GF1) to pelikan, czyli ptak występujący w rejonie wybrzeża. Geoglif PV68A-GF3 to z kolei tzw. ptak guanowy (Guanay); w grupie ptaków nazywanych dziś tak przez Peruwiańczyków najważniejszym źródłem guana jest kormoran peruwiański. Inne ptaki, które wcześniej uznano za kondory bądź flamingi, nie miały zasadniczych cech potwierdzających taką identyfikację. Jednocześnie nie pasowały one do innych współczesnych peruwiańskich ptaków na tyle, by pozwalało to na nową identyfikację taksonomiczną. « powrót do artykułu
  8. Plemniki o spiralnym kształcie pływają szybciej. Ma to jednak swój koszt... W ramach pracy doktorskiej Hanna Nyborg Støstad porównywała plemniki 36 gatunków ptaków, m.in. wróbli czy nadobniczek drzewnych. Okazało się, że gatunki, których plemniki są spiralne, mają wyższą średnią prędkość. Niestety, u tych samych gatunków występuje również większy odsetek nieprawidłowych bądź uszkodzonych plemników. Nasze wyniki pokazują, że [...] w im większym stopniu plemnik jest spiralny, tym szybciej może płynąć i tym wyższe jest ryzyko uszkodzenia. Taka relacja coś za coś pomaga nam zrozumieć, czemu istnieje tyle dziwnych form plemników, nie tylko u ptaków śpiewających, ale i w całym królestwie zwierząt. Różne kształty reprezentują różne strategie z różnymi plusami i minusami. By ustalić, czemu plemniki przypominające korkociąg płyną szybciej niż komórki prostsze i smuklejsze, biolodzy współpracowali z matematykiem. Po wzięciu poprawki na takie czynniki, jak opór hydrodynamiczny, lepkość i wielkość, wydaje się, że spiralne plemniki przesuwają się naprzód, wirując i wwiercając się w wydzielinę żeńskich dróg rodnych. Im mocniej się kręcą, tym bardziej przesuwają się do przodu. Ponieważ plemniki są tak drobne, mają duży kłopot z przemieszczeniem się gdziekolwiek w o wiele cięższej wydzielinie, wydaje się więc sensowne, by wywiercały sobie drogę - podkreśla dr Støstad. Choć zakręcone krawędzie spiralnych plemników są cienkie i wyglądają na kruche, tak naprawdę Norwegowie nie wiedzą, czemu komórki te są bardziej podatne na anomalie i uszkodzenia. Mają jednak kilka teorii na ten temat. Podejrzewam, że chodzi o stres oksydacyjny. Plemniki są na niego bardzo podatne, co może prowadzić do uszkodzeń podobnych do obserwowanych. Niewiele wiadomo o tym, jak kształt wpływa na ryzyko uszkodzeń oksydacyjnych, potrzebne są więc dodatkowe badania. Naukowcy z Uniwersytetu w Oslo podkreślają, że choć wszystkie plemniki mają ten sam cel - zapłodnić komórkę jajową - przybierają one tysiące rozmaitych kształtów. Helikalne plemniki ptaków śpiewających zaobserwowano na początku XX w. « powrót do artykułu
  9. W Wellington, stolicy Nowej Zelandii, znaleziono dziesiątki ptaków, okaleczonych bądź zabitych przez bożonarodzeniowe dekoracje, które owinęły się wokół ich skrzydeł i szyi. Niektóre ptaki padły z głodu, bo nie były w stanie latać. Choć od 2015 r. odnotowano kilka podobnych przypadków, w ostatnich tygodniach nastąpił wyraźny wzrost ich liczby. Władze sądzą, że ptaki są celowo "ozdabiane", bo jak podaje New Zealand Herald, łańcuchy są przywiązane mocno i precyzyjnie. Wiele ptaków próbuje usunąć obce obiekty za pomocą dziobów i stóp, przez co oplątują się one jeszcze mocniej. Spętane zwierzęta nie mogą jeść, pić i latać. W niektórych przypadkach dekoracje okręcają się tak mocno, że całkowicie odcinają dopływ krwi - podkreśla rzeczniczka organizacji SPCA Paige Janssen. Osobniki, które przeżywają i trafiają do naszego ośrodka, są zawsze w bardzo złym stanie. [...] Najbardziej humanitarnym rozwiązaniem pozostaje eutanazja. W okresie świąteczno-noworocznym SPCA było wielokrotnie powiadamiane o incydentach ze splątanymi ptakami. Trwają poszukiwania osób, które dopuszczają się tych aktów okrucieństwa. SPCA zaapelowało do ludzi o pomoc i zgłaszanie wszelkich użytecznych informacji. Dzięki temu we wtorek z pewnej posesji uwolniono 7 udekorowanych ptaków. Jeden z odratowanych gołębi miał na głowie i czubkach skrzydeł plamy z farby w kolorze łańcucha. « powrót do artykułu
  10. Policja w Gilbert w stanie Minnesota odbiera ostatnio telefony w sprawie ptaków, które wpadają na okna, samochody i wydają się zdezorientowane. Na swoim profilu na Facebooku stróże prawa poinformowali, że istnieje proste wytłumaczenie tego zjawiska: ptaki zjadają jagody, które w tym roku sfermentowały wcześniej niż zwykle przez wczesne mrozy. Wydaje się, że niektóre ptaki są bardziej "wstawione" od innych. Należy jednak pamiętać, że generalnie wątroba młodszych ptaków nie radzi sobie z toksynami tak dobrze jak wątroba starszych osobników. Nie ma potrzeby wzywać policji, bo ptaki powinny wytrzeźwieć w ciągu paru godzin. Sharon Stiteler, strażniczka ze Służby Parków Narodowych, powiedziała w wywiadzie udzielonym stacji KMSP-TV, że drozdy i jemiołuszki żerują na owocach, a gdy te wysychają, zawarty w nich cukier przekształca się w alkohol. « powrót do artykułu
  11. Mikroplastik jest zjadany przez larwy komarów oraz innych owadów latających, które składają jaja w wodzie, i koniec końców w wyniku przeobrażenia dostaje się do ciał dorosłych osobników (imago). W ten sposób mikroplastik opuszcza wodę i trafia w przestworza, by zostać zjedzonym przez kolejny element łańcucha pokarmowego - ptaki. Autorzy publikacji z pisma Biology Letters podkreślają, że to nieznany dotąd szlak skażenia środowiska mikroplastikiem. Zespół z Uniwersytetu w Reading odkrył, że spożyte przez larwy drobne fragmenty tworzyw sztucznych pozostają w organizmie podczas metamorfozy w nieżerującą larwę, a później w imago. Owady latające są zaś zjadane przez ptaki i nietoperze i tak mikroplastik dostaje się do łańcucha pokarmowego. Ostatnio dużą część uwagi naukowców pochłaniał plastik zanieczyszczający oceany. Nasze badanie pokazuje jednak, że podobne zjawisko dotyczy przestworzy. [...] Studium unaoczniło nam, że mikroplastik jest transmitowany między stadiami rozwojowymi owadów latających i może skazać różne istoty, które normalnie by się z nim nie zetknęły. To szokująca prawda, że plastik dociera do niemal wszystkich zakątków środowiska [...] - podkreśla prof. Amanda Callaghan. W ramach eksperymentu doktorantka Rana Al-Jaibachi podawała fluorescencyjne mikrodrobinki plastiku larwom komarów i monitorowała ich los na różnych stadiach rozwoju owadów. Za pomocą mikroskopu sprawdzała, czy drobinki dostały się z żerujących larw do nieżerujących poczwarek, a później do imago. « powrót do artykułu
  12. Przymocowanie do sieci rybackich zielonych diod LED może znacząco (o ok. 85%) zmniejszyć liczbę zaplątujących się w nie ptaków morskich. W ramach studium zespół dr. Jeffreya Mangla z Uniwersytetu w Exeter porównywał 114 par sieci skrzelowych z Peru. Okazało się, że w sieciach wyposażonych w zasilane bateriami diody LED znajdowało się 85% mniej kormoranów peruwiańskich (Phalacrocorax bougainvilliorum). W przeszłości ten sam zespół wykazał, że oświetlenie LED o 64% zmniejsza liczbę żółwi morskich złapanych w sieci. Brytyjczycy uważają więc, że mocowanie świateł to tani i skuteczny sposób na ograniczenie liczby zaplątujących się i umierających zwierząt (nie wpływa on zaś na wielkość połowu). Wyniki są bardzo zachęcające. Pokazują, że możemy być w stanie wskazać tanie sposoby zredukowania przyłowu wielu chronionych gatunków, nie blokując przy tym rybakom działalności zarobkowej - podkreśla Mangel. Studium, którego rezultaty ukazały się w piśmie Open Science, przeprowadzono w zatoce Sechura w północnym Peru. Diody LED mocowano do sieci skrzelowych w regularnych odstępach. Naukowcy wykorzystali 114 par sieci (zwykle miały one ok. 500 m długości). W każdej parze jedna sieć była oświetlona rozmieszczonymi co 10 m diodami LED, a druga, kontrolna, nie. Okazało się, że w sieci kontrolne zaplątało się 39 kormoranów, a w sieci z LED-ami tylko 6. Gdy w ramach poprzedniego badania zliczano przyłów żółwi, stwierdzono, że w sieci kontrolne zaplątało się 125 żółwi zielonych (Chelonia mydas), a w oświetlone - 62. Zabieg nie zmniejszał jednak właściwego połowu, czyli liczby złapanych ryb z rodziny rochowatych. Obecnie naukowcy pracują z większymi peruwiańskimi przedsiębiorstwami połowowymi i oceniają inne kolory świateł, by sprawdzić, czy wyniki odnoszą się do bardziej zagrożonych gatunków. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...