Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'operacja'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 29 results

  1. Na tegorocznym kongresie Europejskiego Towarzystwa Anestezjologicznego w Wiedniu zaprezentowano przypadek 60-letniego mężczyzny, u którego podczas operacji ratującej życie doszło w sierpniu 2018 r. do "pożaru" w klatce piersiowej. U pacjenta, który rok wcześniej przeszedł pomostowanie aortalno-wieńcowe, występował rozwarstwiający tętniak aorty wstępującej. Istotne jest też to, że mężczyzna od lat zmagał się z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP). Podczas operacji chirurdzy wykryli w prawym płucu pacjenta pęcherze rozedmowe. Jeden z nich przypadkowo przebito. By zapobiec niewydolności oddechowej, zwiększono przepływ gazów anestetycznych do 10 l/min; zawartość tlenu podwyższono do 100%. Niedługo potem przez użycie narzędzia do elektrokauteryzacji doszło do zapłonu chusty chirurgicznej. Ogień natychmiast ugaszono. Pacjentowi nic się nie stało. Dalsza część operacji przebiegła już bez przygód. Mimo że udokumentowano tylko parę przypadków zapłonu w klatce piersiowej - 3 dot. chirurgii klatki piersiowej i 3 dot. pomostowania aortalno-wieńcowego [pot. bypassów] - wszystkie wiązały się z chustami chirurgicznymi, elektrokauteryzacją, podwyższonym wdechowym stężeniem tlenu oraz pacjentami cierpiącymi na POChP lub inną chorobę płuc - opowiada dr Ruth Shaylor z Austin Health w Melbourne. Szczególnie chirurdzy i anestezjolodzy powinni mieć świadomość, że jeśli płuco jest uszkodzone lub następuje wyciek powietrza z jakiegokolwiek innego powodu, w klatce piersiowej może nastąpić zapłon. Pacjenci z POChP znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka. « powrót do artykułu
  2. Naukowcy z Uniwersytetu w Udine jako pierwsi powiązali wybiórcze uszkodzenie mózgu z nasileniem uczucia transcendencji. Testy prowadzono przed i po operacji osób z guzami mózgu. Badania wykorzystujące neuroobrazowanie połączyły aktywność w obrębie dużej sieci, obejmującej korę czołową, ciemieniową i skroniową, z doświadczeniami duchowymi. Brakowało jednak informacji, czy w grę wchodzi zależność przyczynowo-skutkowa – podkreśla dr Cosimo Urgesi. Jego zespół postanowił to ustalić. Z tego powodu Włosi skupili się na cesze osobowościowej zwanej samotranscendecją (ST). ST odzwierciedla osłabione poczucie siebie oraz uznawanie się za część uniwersum. Psycholodzy zestawili wyniki w skali ST, które chorzy uzyskali przed i po operacji usunięcia guza mózgu, z lokalizacją miejsca lezji (posłużono się zaawansowanymi technikami obrazowania). Takie podejście pozwoliło nam eksplorować możliwe zmiany ST wywołane przez usunięcie specyficznych obszarów, a także przyjrzeć się sprawczej roli struktur czołowych, skroniowych i ciemieniowych w zakresie międzyosobniczych różnic samotranscendentnych – wyjaśnia dr Franco Fabbro. Włosi zauważyli, że wybiórcze uszkodzenia lewej i prawej tylnej okolicy ciemieniowej powodowały wzrost ST. Następowały wtedy niezwykle szybkie zmiany stabilnego wymiaru osobowości, dotyczącego świadomości samoodnoszącej. Oznacza to więc, że dysfunkcjonalna aktywność ciemieniowa może leżeć u podłoża przekształconych postaw i zachowań religijnych oraz duchowych – podsumowuje Urgesi. Badacze uważają, że w ten sposób zasugerowano, że w przyszłości będzie się dało leczyć zaburzenia osobowości, modulując aktywność neuronalną.
  3. Chirurdzy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa opracowali nową technikę operowania guzów ulokowanych u podstawy czaszki. Wykorzystywane są przy tym naturalne otwory ciała. Narzędzia są wprowadzane przez otwór znajdujący się za zębami trzonowymi, pomiędzy żuchwą a kośćmi policzkowymi. W artykule, który ukazał się w piśmie Laryngoscope, poinformowano, że takie operacje przeprowadzono już na siedmiu pacjentach. W porównaniu z tradycyjnymi metodami operowania nowa technika pozwala na szybszy powrót do zdrowia i wiąże się z mniejszą liczbą komplikacji. Ponadto nie powoduje żadnych widocznych blizn. Kofi Boahene, profesor specjalizujący się w chirurgii rekonstrukcyjnej i chirurgii głowy oraz szyi wpadł na pomysł nowej metody, gdy miał operować już wcześniej leczoną 20-letnią kobietę, u której nowy guz powstał głęboko u podstawy czaszki. Tradycyjna metoda zakłada wprowadzenie narzędzi przez twarz i usunięcie części kości, co może prowadzić do oszpecenia. Ponadto istnieje ryzyko uszkodzenia nerwów twarzy i związanej z tym długotrwałej hospitalizacji. Boahene chciał zaoszczędzić swojej pacjentce kolejnej tradycyjnej operacji. Oglądając model czaszki spojrzałem na ‚okno', które naturalnie tam występuje - ponad kością żuchwy i poniżej kości policzkowej i zdałem sobie sprawę, że jest to droga, której wcześniej nie rozważano przy tego typu zabiegach. W ubiegłym roku wspomniana kobieta stała się pierwszą osobą, u której przeprowadzono zabieg nowatorką techniką. Korzyści z jej zastosowania stały się od razu widoczne. Operacja trwała zaledwie dwie godziny, podczas gdy na tradycyjne procedury trzeba poświęcić 6 godzin. Ponadto pacjentka wróciła na uczelnię już następnego dnia, a na jej ciele nie było żadnych widocznych znaków operacji. W artykule opublikowanym w Laryngoscope dokładnie opisano sposób przeprowadzenia zabiegu u 3 osób. Nowa procedura jest znacznie prostsza, daje bardzo dobrą widoczność podstawy czaszki i, co nie jest bez znaczenia, jest tańsza od tradycyjnego podejścia. Boahene podkreśla jednak, że nie można jej zastosować u wszystkich. Osoby z bardzo dużymi guzami lub te, u których guz ulokował się wokół naczyń krwionośnych powinny być operowane tradycyjną metodą. W przyszłości uczony i jego zespół chcą wykorzystać robota chirurgicznego podczas operowania nową metodą. Ich zdaniem może to zapewnić jeszcze lepszą widoczność pola operacyjnego i jeszcze bardziej zmniejszyć niebezpieczeństwo wystąpienia komplikacji.
  4. Młody pingwin cesarski, odnaleziony 20 czerwca na nowozelandzkiej plaży Peka Peka, został przetransportowany do zoo w Wellington i przeszedł do tej pory dwie operacje, a w poniedziałek (27 czerwca) czeka go następne płukanie jelit. Próbując się nawodnić i utrzymać prawidłową temperaturę ciała, ptak jadł bowiem piasek, który wcale nie działał jak śnieg i zablokował jego przewód pokarmowy. Biznesmen Gareth Morgan oświadczył, że przetransportuje zwierzę do ojczyzny, ale dopiero w lutym, ponieważ wtedy rozpoczyna się jego antarktyczna ekspedycja. Tymczasem Happy Feet, który zaczął być ospały, trafił do ogrodu zoologicznego i znajduje się pod doskonałą opieką. Przypomnijmy, że początkowo wydawało się, że pingwin jest w dobrej kondycji.
  5. Naukowcy wykazali, że trójwymiarowe modele, uzyskiwane dzięki połączeniu skanów pacjenta z tomografii komputerowej oraz technologii druku 3D, są użyteczne w planowaniu operacji neurologicznych. Radiolodzy mogą szybko i dość tanio przekształcić zdjęcia o bardzo wysokiej rozdzielczości w utwardzone trójwymiarowe modele. Do tego celu doskonale nadają się kolorowe drukarki 3D, stosowane dotąd w architekturze czy inżynierii. Specjaliści podkreślają, że modele 3D pozwalają zidentyfikować wady, których nie widać na modelach 2D. Wdrażamy metodę, która ma wiele zastosowań w innych dziedzinach życia, by wspomóc chirurgów w planowaniu operacji na skomplikowanych anatomicznie strukturach i złożonych patologiach, a także by ułatwić komunikację z pacjentami i ich rodzinami. [...] Radiolodzy mogą skorzystać z wyposażenia biura architekta lub fabryki, używając druku 3D do uzyskania prototypów prawie wszystkiego, co zmieściłoby się w pudełku po butach – wyjaśnia dr Michelle Yoshida. Yoshida jest jednym z autorów wystawy, którą będą mogli podziwiać uczestnicy dorocznej konferencji American Roentgen Ray Society.
  6. Kinect znajduje coraz to nowsze, często zaskakujące zastosowania. Tym razem specjaliści ze szwajcarskiego Instytutu Medycyny Sądowej wykorzystali urządzenie Microsoftu do stworzenia prototypowego systemu pomocnego przy sekcji zwłok. Kinect został tutaj wykorzystany do sterowania urządzeniami wykorzystywanymi podczas sekcji, w tym przypadku do sterowania obrazem z tomografu. Zastosowanie bezdotykowego interfejsu ma tę olbrzymią zaletę, że pozwala zachować sterylność. Patolog może zajmować się zwłokami, a gdy chce uzyskać dodatkowe informacje, nie musi dotykać żadnych urządzeń, nie zanieczyści więc ich i zmniejszy w ten sposób ryzyko infekcji. Podobnie Kinect może zostać użyty na sali operacyjnej. Chirurg nie będzie musiał dotykać żadnych urządzeń, ani prosić asystenta o przełączenia obrazu. Dzięki Kinectowi dokona tego samodzielnie za pomocą głosu i gestów dłoni. Prototypowe urządzenie można zobaczyć na udostępnionym filmie. http://www.youtube.com/watch?v=b6CT-YDChmE
  7. Usunięcie migdałków podniebiennych – tonsillektomia - u dzieci nie pomaga w zahamowaniu moczenia nocnego (Journal of Urology). Wydaje się, że jedno z drugim ma niewiele wspólnego, ale niektórzy lekarze twierdzą, że operacyjne ułatwienie oddychania w czasie snu wpływa jednocześnie na niekontrolowane oddawanie moczu. Wyniki niewielkiego studium doktora Carmina Kalorina, urologa z Capital Urological Associates w Północnej Karolinie, wskazują jednak, że wiele dzieci, którym usunięto migdałki, przestawało się moczyć po pół roku, czyli podobnie jak maluchy przechodzące inne operacje, np. usunięcie przepukliny. Moczy się ok. 15% pięciolatków. Kalorin ujawnia, że może się tak dziać z wielu powodów. I tak przyczyną bywają zbyt mały pęcherz, zwiększona produkcja moczu nocą oraz problemy z wybudzeniem. Sygnał z pęcherza do mózgu jest czasem po prostu zbyt słaby. Zdarza się też, że moczenie stanowi pokłosie zaburzeń oddychania, które prowadzą do wydzielania hormonów nasilających wytwarzanie uryny. U dzieci zmniejszenie drożności górnych dróg oddechowych to skutek głównie przerostu migdałków podniebiennych, stąd pomysł zespołu Kalorina, by sprawdzić, czy tonsillektomia rzeczywiście zmienia coś w kwestii moczenia nocnego. Amerykanie skrupulatnie zaplanowali swoje studium, wskazując, że badania sugerujące skuteczność usuwania migdałków w terapii moczenia miały wady metodologiczne. Urolodzy uwzględnili grupę 326 dzieci. Rodzicom przekazano kwestionariusz, w którym znalazły się m.in. pytania dotyczące moczenia nocnego i nietrzymania moczu. Większość maluchów zakwalifikowano do tonsillektomii, pozostałe miały przejść inne zabiegi. Moczenie występowało u mniej więcej jednej trzeciej badanych dzieci. W ciągu pół roku od zabiegu suche noce pojawiły się u ok. połowy z nich, bez względu na rodzaj przeprowadzonej operacji. Lekarze uważają więc, że moczenie i tak by ustąpiło w ciągu 6 miesięcy, a operacje usuwały tylko podstawowy problem, czyli utrudnienia w oddychaniu, przepuklinę itp. Lepiej by to było jednak sprawdzić, uwzględniając grupę kontrolną różniącą się tylko tym, że w analizowanym okresie nie poddawano jej żadnym zabiegom medycznym. Kalorin dodaje, że nie da się wykluczyć, że tonsillektomia daje poprawę w zakresie moczenia u dzieci z najcięższymi zaburzeniami snu. W opisywanym studium większość niekontrolujących oddawania moczu dzieci moczyła się od dawna, a usunięcie migdałów pomagało głównie tym, którym zaczęło się to przydarzać ostatnio.
  8. Zespół doktora Thomasa Hemmerlinga z McGill University w Montrealu jako pierwszy zdalnie znieczulił pacjenta przygotowywanego do operacji tarczycy w Pizie. Specjaliści wspominają o przecieraniu szlaków w zakresie wideokonferencji usypiających nie z nudów, lecz dzięki zastosowaniu anestetyków. Teleanastezja angażuje zespół inżynierów, naukowców i anestezjologów, którzy podają dożylnie lek, a cały proces jest później zdalnie kontrolowany przez zautomatyzowany system. Naukowcy myślą o przeprowadzaniu w ten sposób poprzedzającego operację wywiadu anestezjologicznego. Wielu pacjentów musi przebyć długą drogę, by odpowiedzieć na kilka pytań lekarza. Nie da się ukryć, że wideokonferencja zmniejszyłaby koszty i odczuwany przez wszystkich chorych stres. Skuteczność metody trzeba jednak potwierdzić w ramach kolejnych testów.
  9. W trzech amerykańskich ośrodkach medycznych trwają testy technologii, która wspomaga naprawę serca dzięki... falom uderzeniowym. Nowa metoda może znacznie poprawić komfort życia osób po operacjach kardiochirurgicznych. Osoby po tego typu zabiegach, podczas których użyto stentów, bypassów czy sztucznych zastawek, bardzo często cierpią na bóle w klatce piersiowej. Są one spowodowane tym, że naprawione serce nie otrzymuje wystarczającej ilości tlenu. Okazuje się jednak, że fale uderzeniowe wspomagają wzrost nowych naczyń krwionośnych, zwiększając przepływ tlenu, co zmniejsza bóle. Dlatego też specjaliści testują urządzenie o nazwie Cardiospec firmy Medispec. Generuje ona ultradźwięki podobne do tych, jakie są wykorzystywane podczas rozbijania kamieni nerkowych. Ultradźwięki wywołują zmiany ciśnienia w precyzyjnie określonych miejscach. Z nieznanych powodów odpowiednie ciśnienie powoduje wzrost naczyń krwionośnych w sercu. Wstępne testy wykazały, że u 70% pacjentów poddanych nowej terapii przepływ krwi przez mięsień sercowy poprawia się o 60-70 procent. W badaniach wzięło udział 15 pacjentów. Byli oni poddawani działaniu fali uderzeniowej dziewięć razy w ciągu dziewięciu tygodni. Brali po trzy sesje w tygodniach pierwszym, piątym i dziewiątym. Obecnie na całym świecie około 1000 osób ma styczność z nową terapią. Na razie okazuje się, że w ciągu 2-3 lat od jej stosowania znowu pojawiają się problemy z sercem. Jednak wszystko wskazuje na to, że nie jest to wynik niepowodzenia terapii. Najprawdopodobniej osoby takie nie zmieniają swoich przyzwyczajeń sprzed operacji, a więc, mimo leczenia urządzeniem Cardiospec, w innym miejscu serca pojawia się choroba, z powodu której byli już operowani. Metoda taka nie tylko przynosi ulgę pacjentom, ale oznacza też obniżenie kosztów opieki medycznej. Do osób cierpiących na dusznicę bolesną często przyjeżdża pogotowie, wykonuje się im liczne badania, a mimo to jakość ich życia jest niska. Obecny poziom medycyny pozwala na życie z tą chorobą przed dziesiątki lat. Cardiospec daje nadzieję na poprawę jakości życia chorych i obniżenie kosztów opieki nad nimi. Oczywiście urządzenie nie jest remedium na chorobę. "To nie leczy, a przynosi poprawę" - mówi przedstawiciel Medispec. Dodaje, że przed stosowaniem terapii chorzy zażywali lekarstwa trzy razy dziennie. Po niej - trzy razy w tygodniu. Firma Medispec kończy właśnie testy bezpieczeństwa swojego urządzenia i ma nadzieję, że do roku 2012 uzyska ono zgodę FDA na używanie w praktyce klinicznej.
  10. Jednym z największych wyzwań chirurgii onkologicznej jest przeprowadzenie operacji o optymalnym zasięgu, tzn. możliwie mało wyniszczającej, lecz jednocześnie usuwającej możliwie dużą część masy guza nowotworowego. Nawet w XXI wieku oceny skuteczności zabiegu dokonuje się jednak stosunkowo niedoskonałą metodą, jaką jest mikroskopowa obserwacja fragmentów wycinanych tkanek. Nadzieję na poprawę jakości diagnostyki śródoperacyjnej rodzi technologia rozwijana przez badaczy z Howard Hughes Medical Institute (HHMI), którzy chcą śledzić komórki nowotworowe za pomocą obrazowania z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego (MRI). Aby zwizualizować komórki nowotworowe, zespół dr. Quyena Nguyena zastosował tzw. aktywowalny peptyd penetrujący komórki (ang. activatable cell-penetrating peptide - ACPP). Cząsteczka tej substancji składa się z dwóch fragmentów - jednego zdolnego do wnikania do wnętrza komórek oraz jednocześnie doskonale widocznego w MRI, i drugiego, który blokuje aktywność pierwszego. Aby jednak umożliwić ACPP przenikanie do tkanki nowotworowej, obie jego części rozdzielono łącznikiem podatnym na trawienie przez enzymy charakterystyczne właśnie dla patologicznej tkanki. Zgodnie z założeniami, po podaniu do organizmu ACPP powinny przedostać się do większości miejsc w organizmie, lecz ich aktywacja powinna zachodzić tylko w tkance nowotworowej. Oznacza to, że wzmocnienie sygnału pochodzącego od peptydu penetrującego będzie zachodziło tylko tam, gdzie doszło do rozwoju patologicznych komórek. Koncepcję nowej metody przetestowano na myszach z wszczepionym nowotworem człowieka. Badacze prowadzili równolegle dwa typy operacji - jedne z wykorzystaniem ACPP i MRI oraz pozostałe z wykorzystaniem tradycyjnej diagnostyki mikroskopowej. Jak się okazało, nowa technika pozwala na zmniejszenie aż o 90% (a więc 10-krotnie!) liczby komórek nowotworowych pozostających w organizmie po zakończeniu procedury. Dodatkową zaletą pomysłu zaproponowanego przez naukowców z HHMI jest fakt, iż pełen obraz nowotworu jest dostępny po podaniu pojedynczej dawki ACPP oraz wykonaniu zaledwie dwóch powtórzeń MRI - jednego przed operacją i drugiego zaraz po niej. Standardowa diagnostyka wymaga tymczasem wykonania i obejrzenia kilkunastu, a nierzadko nawet kilkudziesięciu osobnych preparatów mikroskopowych. Efektem jest znaczne skrócenie czasu zabiegu, zaś skuteczność wykrywania nieprawidłowych komórek pozwala na zwiększenie prawdopodobieństwa powodzenia leczenia wspomagającego (np. radio- lub chemoterapii) oraz całkowitego wyleczenia pacjenta.
  11. Już niedługo prowadzenie operacji na bijącym sercu mogą stać się o wiele prostsze. Wszystko dzięki robotycznemu ramieniu dostosowującemu swoją pozycję do ruchów najważniejszego mięśnia organizmu. Autorami wynalazku są inżynierowie z Laboratorium Informatyki, Robotyki i Mikroelektroniki w Montpellier: Rogério Richa, Philippe Poignet oraz Chao Liu. Opracowane przez nich urządzenie analizuje w czasie rzeczywistym ruchy bijącego serca oraz poruszających się płuc, a następnie - na podstawie zebranych informacji - tworzy matematyczny model pozwalający na przewidywanie kolejnych skurczów i rozkurczów związanych z pompowaniem krwi oraz wdechami i wydechami. Wyniki obliczeń są przekazywane do robotycznego ramienia trzymającego narzędzia chirurgiczne. Na podstawie otrzymanych informacji urządzenie porusza się w sposób pozwalający na dostosowanie własnej pozycji do ruchów organów. Umożliwia to utrzymanie stałej odległości np. od ściśle określonego punktu na ścianie serca. Dla chirurga prowadzącego operację korzyść z zastosowania tego wynalazku jest oczywista. Dzięki automatycznej regulacji położenia robotycznego ramienia lekarz może zachowywać się tak, jakby pracował na nieruchomym organie. Znacząco zwiększa to bezpieczeństwo zabiegu i ogranicza ryzyko popełnienia błędu. Dodatkową zaletą jest możliwość uniknięcia procedury zatrzymania lub osłabienia krążenia, które często bywa konieczna podczas typowych operacji na otwartym sercu. Data rynkowej premiery urządzenia nie została podana nawet w przybliżeniu. Można się jednak spodziewać, że jeżeli znajdzie się inwestor skłonny do sfinansowania dalszych badań nad jego rozwojem, robotyczne ramię może pojawić się na salach operacyjnych już za kilka lat.
  12. Dwudziestosiedmioletnia Chinka Lin Rong, która została wcześniej deportowana z Japonii za nielegalne przedłużenie pobytu po wygaśnięciu wizy, zdołała oszukać tamtejszy urząd imigracyjny dzięki operacji plastycznej opuszków palców. Kobieta dostała się ponownie do Kraju Kwitnącej Wiśni i została zdemaskowana dopiero po aresztowaniu w innej sprawie. Jak ujawniła tokijska policja, kobieta zapłaciła za zabieg 15 tys. dolarów. Został on przeprowadzony w Chinach. To pierwszy przypadek domniemanego oszustwa biometrycznego w Japonii, ale stróże prawa podejrzewają, że pierwszy wykryty, bo sama praktyka wydaje się szerzej rozpowszechniona. Wg nich, chińscy brokerzy wydają spore kwoty na chirurgiczną zmianę odcisków palców. U Lin Rong płaty skóry z lewej dłoni przeszczepiono do prawej i na odwrót. Pobrano je z kciuków i palców wskazujących. Po aresztowaniu za sfingowane małżeństwo z Japończykiem policja zorientowała się, że na palcach kobiety widnieją nienaturalne blizny. Specjaliści podejrzewają, że w innych krajach, gdzie podczas wjazdu pobiera się odciski palców, może kwitnąć podobny proceder.
  13. Ćwiczenia siłowe korzystnie wpływają nie tylko na kondycję fizyczną kobiet po operacjach nowotworów piersi, ale także na ich samoocenę. W porównaniu do pozostałych amazonek, gimnastykujące się w ten sposób regularnie panie są bardziej zadowolone ze swojego wyglądu i odczuwają większą satysfakcję z kontaktów intymnych (Breast Cancer Research and Treatment). Podczas rocznego studium naukowcy z University of Pennsylvania stwierdzili, że poprawa postrzegania własnego ciała następowała bez względu na zakres wzmocnienia siły mięśniowej, a także mimo ewentualnego występowania obrzęku limfatycznego, stanowiącego efekt uboczny mastektomii. Dr Kathryn Schmitz podkreśla, że wszystko wskazuje na to, że ćwiczenia siłowe są bezpieczne i zmniejszają częstość występowania róży (łac. erysipelas). Wyniki sugerują, że ważny był fakt spędzania czasu z własnym ciałem, poświęcania mu uwagi, a nie fizyczne rezultaty w postaci wzmocnienia. Kobiety z amerykańskiego badania ćwiczyły z ciężarkami przez 12 miesięcy dwa razy w tygodniu. Okazało się, że rzadziej miewały problemy z zaostrzeniem obrzęku limfatycznego. Poza tym doświadczały 12-proc. poprawy w zakresie kontaktów intymnych oraz obrazu własnego ciała. Chore po mastektomii odpowiadały na pytania zawarte w Skali Obrazu Ciała i Relacji (Body Image and Relationship Scale) na początku i na końcu studium. Kwestionariusz został opracowany specjalnie z myślą o osobach, które przeżyły nowotwór piersi. To ważne, ponieważ zwykłe testy zazwyczaj nie obejmują obszarów istotnych dla pacjentów onkologicznych. Panie przyznały, że w miarę postępów treningu czuły się coraz lepiej we własnej skórze i stawały się coraz bardziej dumne ze swojego ciała oraz silniejsze emocjonalnie, ponieważ wzrastała ich moc fizyczna. Poza tym uważały się za seksowniejsze, częściej dawały sobie przyzwolenie na noszenie koszulek bez rękawów, miały mniej problemów z dotykaniem przez innych ludzi górnych partii ich ciała oraz wspominały o polepszeniu pożycia z partnerami. Schmitz mówi, że ku jej zaskoczeniu wcześniej nie było kwestionariusza do oceny jakości życia typu Body Image and Relationship Scale, dlatego test autorstwa jej zespołu został przetłumaczony na 5 języków – hiszpański, portugalski, szwedzki, włoski i hebrajski – by można z niego było korzystać w praktyce klinicznej.
  14. Włoski neurochirurg Claudio Vitale przeszedł podczas operacji nowotworu mózgu zawał serca. Mimo to nie przerwał pracy, zanim całkowicie nie usunął guza. Nie mogłem go zostawić w tak delikatnym momencie. Nie jestem bohaterem, wykonywałem tylko swoje obowiązki – powiedział dzielny lekarz dziennikowi La Repubblica. W połowie zabiegu Vitale zaczął odczuwać ból w klatce piersiowej. Choć pozostali członkowie zespołu sugerowali, by udał się na ostry dyżur, chirurg zgodził się jedynie na pobranie próbki krwi. Badanie potwierdziło, że przeszedł lekki zawał serca. Vitale przeleżał tydzień w szpitalu i cały czas śledził stan zdrowia zoperowanego pacjenta, który podobnie jak on, dochodził wtedy do siebie.
  15. Siedmioletnia Heather McNamara przeszła ponad miesiąc temu (6 lutego) 23-godzinną operację usunięcia 6 narządów wewnętrznych i ponownej implantacji części z nich. Dziewczynka chorowała na nowotwór, który bez ryzykownej akcji chirurgów byłby nieusuwalny, owinął się bowiem wokół ważnych organów i naczyń krwionośnych. To pierwsza tego typu operacja na dziecku i druga na świecie. W zeszłym roku doktor Tomoaki Kato z nowojorskiego Morgan Stanley Children's Hospital przebywał na Uniwersytecie w Miami i uratował tam 62-letnią kobietę. Podobno czuje się ona dobrze. W zabiegu wzięło udział 15 osób, w tym 8 chirurgów. Z jamy brzusznej wyjęto niemal każdy narząd: jelita cienkie i grube, wątrobę, trzustkę, śledzionę i żołądek. Po wycięciu guza wielkości piłki tenisowej, włożono je z powrotem, lecz 3 ostatnich nie udało się ocalić. Z części jelita utworzono jednak kieszeń, która ma przynajmniej w części zastąpić żołądek i przytrzymywać treść pokarmową, zanim przesunie się dalej. Brak trzustki oznacza, że Heather stała się cukrzykiem. Przez resztę życia McNamara będzie też musiała otrzymywać zastrzyki z enzymami trawiennymi (w normalnych okolicznościach sok trzustkowy powoduje rozkład białek). Nieobecność śledziony zwiększa ryzyko infekcji. Dzieje się tak, gdyż u zdrowego człowieka narząd ten stanowi miejsce rozpadu słabszych krwinek, tutaj powstają też monocyty oraz limfocyty. Dziewczynka może jeść zwykłe produkty, ale są one dostarczane przez pompę noszoną w czymś w rodzaju plecaka. Ponieważ dziecku usunięto i wszczepiono te same organy, było jednocześnie dawcą i biorcą. Po wycięciu zostały one schłodzone, by można je było wykorzystać po rozprawieniu z nowotworem. To była bardzo ryzykowna procedura, a zatem i ogromna odpowiedzialność. Byłem bardzo zdenerwowany – wyjawia Kato. Gdyby coś nie poszło po myśli lekarzy, dawcą wątroby dla małej pacjentki miał być 46-letni ojciec.
  16. Studium amerykańskich naukowców sugeruje, że chirurdzy powinni wziąć przykład ze sportowców, tancerzy czy muzyków i rozgrzewać się przed pracą. Okazało się bowiem, że lekarze, którzy przed właściwym zabiegiem wykonywali kilka prostych ćwiczeń, lepiej wypadali w symulowanej operacji (The Journal of the American College of Surgeons). Pracami zespołu kierował Kanav Kahol z Uniwersytetu Stanowego Arizony. W eksperymencie wzięło udział 46 chirurgów z różnym doświadczeniem zawodowym i rozmaitymi specjalnościami. Poproszono ich, by przed symulowanym małoinwazyjnym zabiegiem spędzili 15-20 min na wykonywaniu rozgrzewających ćwiczeń. Wbrew pozorom to ważne, gdyż w czasie takich operacji lekarz musi się posługiwać laparoskopem, w dodatku wszystko rozgrywa się na bardzo ograniczonej przestrzeni. Owszem, powstaje coraz więcej robotów chirurgicznych oraz poręczniejsze narzędzia, ale nadal wyzwaniem pozostaje ludzkie zmęczenie. W pierwszym etapie eksperymentu ochotnicy wykonywali ustandaryzowany zestaw ćwiczeń. Następnie ich sprawność umysłową i fizyczną oceniano dzięki tym samym, lecz tym razem realizowanym losowo wprawkom. Wzięto pod uwagę zręczność, gładkość ruchów dłoni, gładkość ruchów narzędzia, upływający czas oraz błędy. Dodatkowo lekarze sprawdzali się za pomocą symulacji koagulacji elektrycznej. Akademicy z Arizony badali też skuteczność rozgrzewki u zmęczonych ludzi, porównując sprawność chirurgów przed i po zakończeniu nocnego dyżuru. Wg badaczy, wprawka nie tylko zwiększała giętkość/zręczność chirurgów, ale także zapewniała odpowiedni stopień pobudzenia poznawczego. Co ciekawe, rozgrzewka poprawiała funkcjonowanie wszystkich chirurgów, bez względu na stopień zawodowego zaawansowania. Znaczną zmianę zaobserwowano w zakresie koagulacji. Ćwiczenia pomagały przemęczonym lekarzom, ale nawet one nie pozwalały im osiągnąć optymalnych wyników.
  17. Jaka jest najczęstsza przyczyna komplikacji pooperacyjnych? Wydawać by się mogło, że chodzi o błędy dokonywane przez samego chirurga. Nic bardziej mylnego! Okazuje się, że liczbę śmiertelnych powikłań pooperacyjnych można zredukować niemal o połowę dzięki... liście przypominającej personelowi medycznemu o rzeczach, które należy sprawdzić w trakcie zabiegu. W środowisku medycznym od dawna mówi się, że główną przyczyną śmierci pacjentów na oddziałach chirurgii jest brak komunikacji w zespole oraz zwyczajne roztargnienie. Aby temu zapobiec, lekarze z grupy "Bezpieczna Chirurgia Ratuje Życie" (ang. Safe Surgery Saves Lives) wprowadzili listę zawierającą wszystkie czynności, które należy wykonać podczas prawidłowo przeprowadzonej operacji. Jak się okazuje, wyniki stosowania tego prostego dokumentu przynoszą oszałamiające korzyści. Eksperyment przeprowadzono na przełomie lat 2007 i 2008 w szpitalach położonych w różnych miejscach świata, od kanadyjskiego Toronto po Amman w Jordanie. Badacze analizowali funkcjonowanie oddziałów chirurgii i porównywali wpływ wprowadzenia listy na stan zdrowia pacjentów poddawanych zabiegom. Wprowadzona "lista sprawdzająca" zawierała 19 podstawowych elementów, które należy sprawdzić podczas typowego zabiegu. Wiele z nich to proste zalecenia dotyczące wymiany informacji pomiędzy personelem czy też podstawowych zasad bezpieczeństwa. Znajdziemy tam więc np. takie zalecenia, jak wykreślenie na ciele planowanych linii cięcia przed rozpoczęciem zabiegu (a nie zaraz przed wzięciem skalpela do ręki), czy dokładne liczenie przedmiotów używanych podczas operacji w celu zapobiegnięcia ich omyłkowemu zaszyciu. Wyniki testu mogą zrobić niemałe wrażenie. Liczba śmiertelnych komplikacji pooperacyjnych spadła z 15 do 8 osób na tysiąc, zaś odsetek zabiegów kończących się powikłaniami spadł z 11 do 7 procent. Oprócz oczywistej korzyści, jaką jest poprawa stanu zdrowia pacjentów i przyśpieszenie rekonwalescencji, jest to także niemała oszczędność dla administracji szpitala. Biorąc pod uwagę, że na świecie wykonuje się 254 miliony operacji rocznie, możliwe do osiągnięcia oszczędności są wręcz niewyobrażalne. Szczegółowe wyniki analizy opublikowano w New England Journal of Medicine, jednym z najbardziej prestiżowych czasopism medycznych na świecie.
  18. Procedura usunięcia guza z mózgu noworodka zakończyła się niezwykłym odkryciem. Zamiast nieregularnej, jak to zwykle bywa, tkanki, interweniujący neurochirurg odnalazł wewnątrz czaszki dziecka... doskonale wykształconą stopę oraz inne, mniej rozwinięte części ciała. Niezwykły zabieg odbył się na początku października w amerykańskim Colorado Springs. Prowadzący go lekarz, dr Paul Grabb, do ostatniej chwili nie spodziewał się, że mikroskopijny guz, widoczny na zdjęciu uzyskanemu za pomocą rezonansu magnetycznego, okaże się idealnie uformowanym fragmentem ludzkiej kończyny. Oprócz niego, badacz wydobył z czaszki dziecka także niekompletnie rozwiniętą dłoń oraz odcinek uda. Wyglądało to jak narodziny płodu odwróconego wychodzącego z mózgu, wspomina dr Grabb. Odnalezienie tak doskonale uformowane struktury jest unikalne i wyjątkowo rzadkie, praktycznie nie słyszy się o czymś takim. Zdaniem lekarza, nieprawidłowa tkanka mogła być fragmentem wrodzonego guza mózgu. Inną możliwością jest tzw. fetus in fetu, czyli sytuacja, w której w macicy dojrzewa początkowo dwoje bliźniaków, lecz ciało jednego z nich pochłania drugie. Rozwiązanie tej zagadki będzie możliwe dopiero po wykonaniu specalistycznych analiz. Operowane maleństwo trafiło już do domu, lecz w najbliższym czasie konieczne będzie wykonywanie u niego comiesięcznych badań krwi. Ich zadaniem będzie monitorowanie stanu dziecka i stwierdzenie, czy patologiczna tkanka nie zacznie ponowanie narastać. Na całe szczęście, maluch jest obecnie w świetnej formie i rozwija się prawidłowo.
  19. Blizny na męskiej twarzy działają na kobiety jak ogłoszenie, a właściwie reklama wartościowych cech właściciela. Okazuje się zatem, że nie szpecą one, jak dotąd zakładano. Jest jednak pewien warunek, muszą to być ślady po ranach odniesionych w walce, a nie po trądziku czy ospie wietrznej (Personality and Individual Differences). Badacze z Uniwersytetów w Liverpoolu i Stirling pokazali ponad 200 ochotnikom zdjęcia twarzy z i bez różnego rodzaju blizn. Panie wyżej oceniały "naznaczone" męskie twarze, wg panów, skazy nie zwiększały natomiast atrakcyjności kobiecych fizjonomii. Dla kobiet blizny zwiększały szanse ich właściciela na związek krótko-, ale już nie długoterminowy. Nie wiadomo dokładnie, czemu blizny oddziałują w ten sposób na przedstawicielki płci pięknej. Na pewno stanowią one zapis historii danego mężczyzny. Poza tym, poprzez skojarzenia z gwałtownością i przemocą, wskazują na określone cechy osobowościowe: skłonność do podejmowania ryzyka i ponadprzeciętną męskość. Wg socjobiologów, stanowią one sygnał dobrych genów i silnego układu odpornościowego. Blizny potrądzikowe czy pozostające po operacjach chirurgicznych lub ospie wskazują natomiast na słabszy układ immunologiczny, przez co są postrzegane bardziej negatywnie niż inne rodzaje śladów znaczących skórę.
  20. Neurochirurdzy operują przytomnych pacjentów, by kontrolować, jaki wpływ na ich funkcjonowanie miałoby usunięcie konkretnego obszaru. Utrzymują z nimi kontakt słowny, zadają pytania, a ostatnio poprosili nawet o granie na bandżo. Tym razem na stole leżał jednak Eddie Adcock, światowej sławy muzyk. Drżenie prawej ręki uniemożliwiało mu grę na ukochanym instrumencie, musiał więc coś zrobić, by zapobiec śmierci zawodowej. W sierpniu lekarze z Vanderbilt Medical Center w Nashville zrealizowali kilkuetapową procedurę wdrożenia głębokiej stymulacji mózgu (ang. deep brain stimulation, DBS). Najpierw wszczepili elektrody, potem w ścianie klatki piersiowej zamontowali zasilany bateriami generator wielkości ludzkiej dłoni. Na koniec połączyli elektrody w mózgu i generator ołowianymi przewodami. Zasada działania takiego układu jest prosta: prąd o niewielkim natężeniu wyłącza rejony odpowiedzialne za drżenie. By chirurdzy wiedzieli, gdzie dokładnie umieścić elektrody i jak ustawić parametry urządzenia, 70-letni Eddie musiał być przytomny. Odgrywał na bandżo piosenkę Deering GoodTime. W trakcie komentował, czy napotyka na jakieś trudności, czy też wszystko idzie gładko. Adcock to znany przedstawiciel nurtu bluegrass/newgrass. W ciągu kilku lat neurolog na próżno przepisywał mu masę lekarstw, które miały znieść tremor, pozwalając normalnie grać i pisać. Uciążliwe drżenie nadal występowało, a dodatkowo pojawiły się efekty uboczne. Amerykanin jest pierwszym muzykiem bez choroby Parkinsona, u którego specjaliści z Nashville zdecydowali się zastosować metodę DBS.
  21. Frank Evans, jedyny brytyjski matador, który jakiś czas temu wkroczył w siódmą dekadę życia, po 3-letniej przerwie znowu bierze udział w zmaganiach z bykami. El Ingles, jak mówią o nim Hiszpanie, przeszedł w zeszłym roku operację wszczepienia 4 bypassów i tytanowej endoprotezy kolana. Do odpoczynku zmusiła go zadawniona kontuzja kolana. W zeszłą niedzielę (17 sierpnia) pojawił się jednak na imprezie charytatywnej w Villanueva de la Concepcion, małej miejscowości w okolicach Malagi. W ten sposób zrobił prezent nie tylko organizatorom, ale również sobie. Następnego dnia kończył bowiem 66 lat. Był nieco wolniejszy i bardziej usztywniony niż młodsi konkurenci, ale pokonał w walce 420-kg byka, zabijając go pojedynczym pchnięciem szpady. Za występ licznie zgromadzona publiczność przyznała mu najwyższą nagrodę: dwoje uszu zwyciężonego zwierzęcia. Evans jest synem rzeźnika z Manchesteru. Postanowił zostać matadorem, gdy jako nastolatek przeczytał o pierwszym brytyjskim matadorze Vincencie Hitchcocku. Uczył się w specjalnej szkole w Walencji. Po raz pierwszy wygrał korridę w 1966 roku, gdy agent zajmujący się bukowaniem pomylił go z innym zawodnikiem.
  22. Macie Hope, miesięczna córka Chada i Keri McCartneyów, przyszła na świat dwukrotnie. Raz w 6. miesiącu ciąży, gdy lekarze z Teksańskiego Szpitala Dziecięcego w Houston zoperowali guz, który mógłby zabić dziewczynkę przed planowanym terminem porodu. I drugi, 3 maja, podczas "ostatecznych" narodzin. Operacja, która na całym świecie udała się jak dotąd mniej niż 20 razy, to majstersztyk doktora Darrella Cassa. Sam chirurg przyznaje, że sprzyjało mu szczęście. Niesamowita historia 2-krotnych narodzin rozpoczęła się dokładnie w 23. tygodniu ciąży, gdy szczęśliwi rodzice udali się na wizytę do ginekologa, by poznać płeć swojego 5. dziecka. Podczas badania USG zauważono, że przy kości ogonowej płodu znajduje się duży guz wielkości grejpfruta. Był dobrze unaczyniony, a rozmiarami dorównywał samemu dziecku. Choć niezłośliwy, nadal pozostawał groźny. Szpital w Houston jest jedną z 3 placówek na świecie, które specjalizują się w tego typu schorzeniach. Jest ono niezwykle rzadkie. Występuje w 1 na 40 tys. urodzeń. W niektórych przypadkach takie guzy mogą rosnąć wolno i pozostawać małe, nie wpływając znacząco na płód. W przypadku Macie guz rósł nieprawdopodobnie szybko... i na dobrą sprawę "wykradał" krew, której potrzebowała do wzrostu. Gdyby nic nie zostało zrobione, umarłaby – wyjaśnia Cass. Szanse, by zabieg się udał, wynosiły tylko 10%. Na czas operacji pani McCartney została głęboko znieczulona. Znieczulenie było 7-krotnie silniejsze niż zazwyczaj stosowane, a wszystko po to, by maksymalnie rozluźnić mięśniówkę macicy. Zespół składał się z 3 chirurgów. Macicę wyciągnięto całkowicie na zewnątrz. Musieliśmy znaleźć okolicę, którą można by naciąć bez uszkodzenia łożyska. Gdy już się to udało, wysunięto 80% ciała Macie. W macicy pozostały jedynie głowa i ramiona. Wystawienie płodu na oddziaływanie powietrza groziło atakiem serca, dlatego chirurdzy starali się jak najszybciej usunąć guz. Zajęło im to 20 min, choć cały zabieg trwał aż 4 godziny. Następnie zespolono mięśnie macicy. Przez cały czas należało dbać o to, by wody płodowe nie wyciekały. Koniec końców ciąża zakończyła się szybciej niż po 9 miesiącach, ale dziecko zyskało 10 tygodni na rekonwalescencję po zabiegu usunięcia guza. Po właściwym porodzie obie panie jeszcze jakiś czas dochodziły do siebie. Na pośladkach Macie nadal widnieje duża blizna. Zostanie ona usunięta, gdy tylko dziewczynka podrośnie.
  23. Roboty chirurgiczne wykorzystywane są obecnie wszędzie tam, gdzie wymagane jest olbrzymia precyzja, często nieosiągalna dla ludzkiej ręki. Zawsze jednak są one kierowane przez człowieka. Uczeni z Duke University przeprowadzili właśnie testy laboratoryjne, które stanowią, jak wierzą, pierwszy krok na drodze do zbudowania autonomicznych robotów przeprowadzających operacje na ludziach. Naukowcy połączyli zaawansowaną technologię trójwymiarowej ultrasonografii ze standardowym robotem chirurgicznym. Ultrasonograf był "oczami" robota, a jego mózg stanowił oprogramowanie korzystające ze zdobyczy badań nad sztuczną inteligencją. "Oczy" przekazywały trójwymiarowy obraz pola operacyjnego, a "mózg" przetwarzał dane i wydawał robotowi polecenia. Stephen Smith, dyrektor Duke University Ultrasound Transducer Group mówi, że dużą część eksperymentalnych zadań robot wykonał całkowicie samodzielnie. Sądzimy, że jest to pierwsze prototypowe urządzenie zdolne do takich działań. Wziąwszy pod uwagę fakt, że wykorzystaliśmy standardowego robota oraz proste oprogramowanie, przypuszczamy, że w przyszłości technologia ta wyewoluuje na tyle, iż roboty będą samodzielnie wykonywały operacje, bez pomocy lekarza. Podczas serii eksperymentów pokazano, że robot jest w stanie umieścić cewnik wewnątrz sztucznych naczyń krwionośnych oraz potrafi wykonać biopsję igłową. Udane eksperymenty były w dużej mierze możliwe dzięki ostatnim postępom w dziedzinie trójwymiarowej ultrasonografii. Duke University jest w tej dziedzinie jednym z przodujących ośrodków badawczych. Smith podkreśla, że zastosowane przez jego zespół techniki już w tej chwili mogą być wykorzystane do bezpieczniejszego przeprowadzenia pewnych zabiegów. Obecnie kardiolodzy podczas procedur cewnikowania naczyń krwionośnych wykorzystują fluoroskopię, co wiąże się z promieniowaniem. Użycie na końcu cewnika ultrasonograficznego przetwornika pomiarowego zapewnia lepszy obraz oraz nie naraża pacjenta na promieniowanie - mówi naukowiec.
  24. Fantaści znów nie docenili możliwości technologii: wcale nie trzeba być szalonym naukowcem, by w zaciszu laboratorium z powodzeniem dokonywać eksperymentów chirurgicznych. Wystarczy niewielki zasób umiejętności oraz nowy robot medyczny powstały na University of Nebraska. Urządzenie o niewielkich rozmiarach (110 mm długości i 20 mm średnicy oraz odpowiednio 60×15 mm) wyposażono m.in. w kamerę przesyłającą obraz z prędkością 30 klatek na sekundę. W odróżnieniu od typowych robotów chirurgicznych, jest ono tanie i bardzo poręczne – np. może stanowić część wyposażenia lekarza polowego. Kolejną cechą wyróżniającą opisywany model jest brak laparoskopu – zamiast niego w ciele pacjenta umieszcza się całego robota, połączonego przewodem z resztą aparatury sterującej i monitorującej. Możliwości urządzenia sprawdzono w należącym do NASA podwodnym ośrodku NEEMO, gdzie umieszczono trzech astronautów oraz chirurga. Uczestnicy prób po krótkim szkoleniu wykonali kilka prostych operacji na symulatorze jamy brzusznej, a następnie – już bez przygotowań – usunęli wyrostek robaczkowy. Wszystkie zabiegi wykonano pod zdalnym nadzorem twórców robotów. Te same czynności zostały przeprowadzone również za pomocą standardowego laparoskopu. We wszystkich wypadkach astronauci spisali się bardzo dobrze, jednak operacje z udziałem robotów trwały najkrócej. W rzeczywistych warunkach szybsze zakończenie zabiegu oznacza dla pacjenta mniejsze ryzyko infekcji oraz łagodniejsze przejście traumy pooperacyjnej. Konstruktorzy urządzeń planują dalszą ich rozbudowę. W przyszłości mają one być przystosowane do asystowania podczas operacji, otrzymać zdalne sterowanie, a także możliwość podejmowania samodzielnych decyzji.
  25. Dzięki operacji mózgu przeprowadzonej w Long Island Jewish Medical Center 25-letnia Stacey Gayle może już bez obaw słuchać swojego ulubionego wykonawcy, Seana Paula. Wcześniej wywoływało to u niej ataki choroby. Kobieta cierpi na rzadką postać padaczki: epilepsję muzykogeniczną. Gayle zachorowała 4 lata temu. Była zatrudniona w dziale obsługi klienta w banku w Albercie. Ponieważ mimo leczenia dziennie miała aż 10 ataków typu grand mal (dużych, uogólnionych napadów toniczno-klonicznych), musiała zrezygnować z pracy zawodowej i śpiewania w chórze kościelnym. Półtora roku temu kobieta zaczęła podejrzewać, że część jej napadów może być wyzwalana przez Seana Paula, który wykonuje muzykę dancehall z elementami reggae i hip-hopu. Potwierdziło się to podczas wizyty u lekarzy z Long Island w lutym zeszłego roku. Gayle odtworzyła wtedy z iPoda przebój Temperature, a zaraz potem rozpoczęły się drgawki. Najpierw chirurdzy wszczepili do prawej półkuli ponad 100 elektrod. Wszystko po to, by dokładnie ustalić położenie wadliwie działającego obszaru. Następnie usunięto zarówno implanty, jak i wywołujące ataki rejony mózgu. Po trzech dniach kobieta wyszła ze szpitala, a napady się już nie pojawiają.
×
×
  • Create New...