Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

ex nihilo

Users
  • Content Count

    1720
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    73

Everything posted by ex nihilo

  1. Podstawowa sprawa: podmiotem prawa nie musi być człowiek! I to już teraz, też w polskim prawie. Podmiotem prawa jest też osoba prawna, czyli np. firma (spółka), organizacja, samorząd, państwo itd., itp. cholera wie co jeszcze. "Podmiot prawa" oznacza w sumie tyle, że w imieniu np. szympansa, ktoś (pełnomocnik, kurator, opiekun, prokurator, itp.) będzie mógł prowadzić działania prawne chroniące prawa tego szympansa - podobnie jak w przypadku dzieci lub osób ubezwłasnowolnionych np. z powodu niedorozwoju lub choroby psychicznej, no chyba że szympans zrobi to sam, co nie jest całkiem niemożliwe. W sumie, w sensie czysto prawnym nie jest to żadna rewolucja. Po prostu jeden podmiot prawa więcej w i tak już dużym katalogu. A że szympans? A w czym "lepsza" np. firma? Dla jasności - np. firma (organizacja itp.) jako podmiot prawa, to samodzielny byt prawny (osoba prawna), niezależny od ludzi - właścicieli, pracowników itd. To tak w skrócie.
  2. Do tego jeszcze: ciągi przyczynowo-skutkowe są konieczne, bo inaczej struktura (np. życie) się rozpadnie, nawet jeśli przypadkowo powstanie. Tylko jakie to są ciągi: statystyczne ("może"), czy ściśle deterministyczne ("musi"). A cholera wie, czym są te pola (w fizyce). To jest dosyć abstrakcyne pojęcie. Możliwe są różne interpretacje. Nie tyle same pola się bada, co ich zachowanie. Podobnie co to znaczy "materialne". Najbardziej ogólnie by można powiedzieć, że materialne jest to, co podlega prawom fizyki. A czym to w rzeczywistości jest? Czy jest czymś różnym od samej przestrzeni, czy może są to po prostu (po prostu?) struktury tej przestrzeni, mające właściwości takie, które określamy jako energia, masa itd.?
  3. O tej skrzynce właśnie rozmawiamy, co w niej siedzi... Ja bym tam wsadził np. ogólną ideę "sumy po historiach". Wpływ większość możliwych "historii" się wzajemnie pokasuje, szczególnie tych najbardziej skomplikowanych i pokrętnych, no i na wyjściu dostaniemy na ogół któryś z wyników zbliżonych do trajektorii (historii) deterministycznej. Z tym, że ta rzeczywista historia może pozostać dla nas mniej czy bardziej ukryta. W rzeczywistości rzadko można w łatwy sposób powiązać skutek z przyczyną, nawet kiedy są to następstwa praktycznie bezpośrednie. Ciąg "no ale dlaczego?" często okazuje się zbyt skomplikowany, próbujemy zajrzeć do czarnej skrzynki, ale ona zwykle musi czarna pozostać. W sumie pozostaje nam doświadczenie, a to jest równoznaczne ze statystyką zdarzeń wcześniejszych, naszych i cudzych (wiedza). Statystyczne powiązanie skutku z przyczyną jest do życia całkowicie wystarczające, rzeczywistość jest zbyt skomplikowana (pomijam zasadniczą niepoznawalność), żeby jakiś układ obliczeniowy mógł ją na 100% dokładnie przeanalizować, przynajmniej w czasie rzeczywistym. Statystyczny skrót daje szansę znalezienia optymalnego rozwiązania, z jakimś prawdopodobieństwem błędu. No i wtedy selekcja... Nawet gdyby istniał rzeczywisty determinizm, a nie tylko statystyczny, ta czarna skrzynka i tak by musiała pozostać, przynajmniej po to, żeby siedział w niej deterministyczny chaos. Edycja: W sumie niezależnie od tego, czym to pudło jest napchane - czystym przypadkiem, czy twardym determinizmem, życiu musi wystarczyć statystyka na wyjściu. W przypadku przypadku, sprawa jest oczywista, a determinizmu życie nie przeliczy, przynajmniej w rozsądnym czasie. Jeśli jednak będzie próbować, zostanie zjedzone
  4. Od końca: Pociągnę dalej: czy elektron w ogóle "jest", czy może tylko "bywa"? A pomiędzy "bywaniem" jest czymś, co można by określić np. jako "potencjał", możliwość... Nie sądzę, żeby istniało jakieś "właściwe" i "niewłaściwe" rozumienie pojęcia wolnej woli. Temat ma już tysiące lat, miliony zapisanych kartek papieru, góry innych nośników kitu wszelakiego, i od czorta definicji wolnej woli, które zależnne są od przyjętych założeń itd. Jeśli chodziło Ci o konkretną, szkoda że jej nie wrzuciłeś. Animozji nie dostrzegam... raczej przeciwnie, same argumenty - może i ostre bywają, ale wideł i siekier wśród nich nie zauważyłem Uważam, że właśnie tak jest ok... to pasuje do tematu. Zobaczymy co wyniknie - czyste bicie piany, czy może jakiś konkretny kierunek, a może i parę fajnych spostrzeżeń i kombinacji w tym będzie. Sorki thikim, wklepuję z przerwami na inne zajęcia, no i Twojego nie czytałem. Jeśli mamy nieskończoną ilość czynników, którym wkładu w wynik nie możemy wyliczyć, nie tylko możemy, ale i musimy zwykle traktować to jako czarną skrzynkę. Istotna staje się statystyka na wyjściu. A w środku różne warianty są możliwe, włącznie z całkowitym przypadkiem (jeśli nie istnieje "zegar" rzecz jasna). Hmm?
  5. Założenie jedności fizyki + krzywa Gaussa = hipoteza robocza o podobieństwie. I to jest prawidłowe, bo bez tego by trzeba strzelać całkowicie na ślepo.
  6. Oczywiście, że mogą, ale jeśli z założenia nie możemy ich wykryć, ani nie możemy przypisać im jakichś przejawów ich działalności, to taki wariant jest poza racjonalną dyskusją. Zeus przynajmniej piorunami walił, a oni?
  7. Założenie o wystarczającym do rozpoznania stopniu podobieństwa jest założeniem koniecznym, chociaż ten stopień podobieństwa może się zmieniać w zależnożci od aktualnej wiedzy (możliwości rozpoznania).
  8. I w tym przypadku tak być musi - krzywe rozkładów statystycznych (lub ciągi deterministyczne) działają na wszystkich poziomach organizacji świata. Dotyczą nawet rozkładu wiary w różowe jednorożce w populacji Tak, ale to dotyczy decyzji podejmowanych w czasie rzeczywistym. Natomist sposób działania naszego układu sterującego w przyszłości możemy w dużym stopniu programować - nauka, trening itd. W tym jest miejsce dla (względnie) wolnej woli. Względnie, bo nadal jesteśmy ograniczeni swimi możliwościami "technicznymi" i układem, w którym żyjemy. Statystyka Nie całkiem takie puste - tam są pola, bez nich byśmy się rozsypali na cząstki elementarne (albo i te cząstki też by szlag trafił) Jakim obiedzie? Niedawno się obudziłem. A w ogóle to niedziela dzisiaj jest? Ale do rzeczy. Nie bardzo załapałem o co thikimowi w tym momencie chodziło... tak czy inaczej: przy innych stałych itp. życie też by może było, tyle że trochę inne.
  9. @ glaude Mnóstwo fajnych tematów tu wrzuciłeś... każdy na kilka grubaśnych tomów, z których, zusammen do kupki, i tak pewnie wyniknie jedno - niejednoznaczność Ale parę zdań "od siebie" wrzucę... Wolna wola? A może raczej: "na ile wola może być wolna, jeżeli każdy od urodzenia jest elementem jakiegoś systemu?" W jakim stopniu każdy z nas jest sobą, a w jakim produktem systemu? Uznaje się, że wariat nie ma wolnej woli, ale co to jest "wariat"? Chemia i elektronika pod kopułą: na ile można kontrolować działanie tego układu sterującego? I tak dalej. W sumie jakaś swoboda wyboru istnieje, ale czy jest ona wystarczająca, żeby można to nazwać "wolną wolą"? Dzisiaj paskudna pogoda... zrobiłem 10% tego, co miałem zamiar zrobić... i tak wygląda dzisiaj moja "wolna wola" Teraźniejszość. Hmm... kiedyś już tu chyba wrzuciłem pytanie "ile trwa teraźniejszość"... Mózg. Dzisiaj kiepsko mi działa Ale ogólnie chyba mózg to maszyna bardziej "kwantowa" niż "klasyczna". Takie mam wrażenie obserwując działanie własnego poddeklowego układu sterującego. Magia kwantologii. Chyba to głównie sprawa przyzwyczajenia, oswojenia się z innością. Imo innością bardzo względną, bo dla mnie świat klasyczny, to tylko szczególny przypadek, kiedy efekty kwantowe są zaniedbywalnie małe. W kwantologii jestem tylko kibicem, mogę się mylić... ale i najwybitniejsi gracze też się czasem mylą, ja tylko dużo częściej niż oni, czyli... A co do samej magii jeszcze - tak naprawdę nikt do końca nie wie czym są te "obiekty kwantowe", których zachowaniem zajmuje się kwantologia. Chociaż - może wśród wielu pomysłów jest i ten właściwy, ale brakuje na to dowodów. Niektóre efekty kwantowe tylko pozornie są dziwaczne. Np. superpozycja: mózg bardzo często jest w stanie superpozycji ("nie wiem co zrobić"). Decyzja zapada dopiero w momencie, kiedy trzeba "to" zrobić. Tunelowanie też nie jest niczym niezwykłym, jeśli się założy, że cząstka jest elementem pola istniejącego z obu stron bariery energetycznej. Daleka analogia: chodnik przechodzi pod drzwiami, zrobił się na nim fałd wyższy niż szczelina pod drzwiami (barierą energetyczną dla tak wysokiego fałdu). Kiedy się fałd nadepnie, może się on pojawić po drugiej stronie drzwi. Itd. Są tu w ogóle jacyś determiniści? Bo nie ma z kim powojować...
  10. Tak, dla mnie to jest podstawowe pytanie o naturę świata - co nim rządzi: - losowe zdarzenia, "próby" spośród wszystkich możliwych wariantów, podlegające samouzgodnieniu nadającemu (statystycznie) kierunek zdarzeniom późniejszym ("bezwładność", eliminacja niektórych możliwości, itd.); czy może: - deterministyczny wewnętrzny ("zegar") lub zewnętrzny ("bóg") mechanizm ustalający jednoznaczną trajektorię zdarzeń. Mój pogląd na sprawę jest tu już dosyć dobrze znany, część argumentów też... reszta wyjdzie w praniu, jeśli pranie będzie (mam nadzieję, że z wyżymaniem i suszeniem ), bo coś mi się wydaje, że na tym forum twardych deterministów nie ma wielu. Czy trajektoria kuli wystrzelonej z karabinu jest jaka jest, bo taka być musi, czy może np. jest "sumą po trajektoriach" z możliwym losowym odchyleniem od idealnej, klasycznej? Nie musi to być kula, może być cokolwiek, od elektronu, do całego Wszechświata.
  11. Wezwany do tablicy zgłaszam się Ale że trochę zmęczony jestem - w ostatnich dniach żyłem dosyć szybko - to tylko w skrócie: to moje przekonanie, że świat jest z natury losowy, a determinizm jest złudzeniem wynikającym ze statystyki, można rozumieć całkiem intuicyjnie, jako najbardziej ogólny "opis działania świata". Układ krzywych gaussopodobnych. Gdzie kończy się sens pytania "dlaczego"? Itd. Nie na teraz. Myślę że warto by odpalić w "gatkach" temat np. "Los czy przeznaczenie" i pogrzebać w tych sprawach bardziej szczegółowo. Determinizm wydaje się bardzo naturalny, dobrze sprawdza sie też w różnych idealizacjach, ale... no właśnie "ale" Kwantologia to w sumie dosyć abstrakcyjny matematyczny opis (model) zachowania "czegoś" w określonych sytuacjach (zdarzeniach). A interpretacje, co to za "coś" mogą być, i są, bardzo różne, z tym, że jest to już trochę poza samą kwantologią, która działa w dużym stopniu na zasadzie "licz i nie marudź". Jak na razie sprawdza się to całkiem nieźle, też w zastosowaniach praktycznych. Czy przyjęcie, że światło (i nie tylko) jest falą i cząstką jednocześnie, jest dogmatem? Raczej nie, bardziej jest to wygodny model, który może odnosić się do wielu wariantów rzeczywistości. Też np. takiego, że nie jest ani falą, ani cząstką
  12. http://www.tvn24.pl/szympans-stracil-drona-tak-malpa-pokonala-technologie,532907,s.html
  13. Ano pozostaje jedyne, co w całej sprawie jest pewne... czyli "a ch[np. 'olera'] wie"
  14. ad 1. zdolna musi być jedna, pozostałe nie muszą być nawet cywilizacjami - dinozaury też były fajne ad 2. to jest zależne od (1). Im bardziej będzie zdolna, tym ta gęstość może być mniejsza.
  15. Wszystko fajnie, ale krajobraz - nie tylko u nas - robi się coraz mniej ciekawy... przez większość drogi nie będzie na co patrzeć.
  16. Zakładając, że ich możliwości są duże, ale nie nieograniczone, ostrzeliwują pewnie wszystko, co jest w ich zasięgu, nie tylko z ciekawości, ale i z powodów praktycznych (wywiad). Jeśli cywilizacje byłyby rozrzucone w miarę równomiernie, to bardzo prawdopodobne jest, że nie tylko my bylibyśmy w ich zasięgu.
  17. Eee tam... wystarczy pamiętać, żeby zawsze wtedy przykleić sobie parcha na nosie i braciszek...
  18. Nie będą spłaszczeni - to tylko efekt relatywistyczny, zależny od układu odniesienia. Jeśli by wybrali nasz, to prawdopodobnie nie tylko nasz. Inteligencja to nie to samo, co cywilizacja. Nie odmawiaj zwierzakom inteligtencji... bo jak trafisz na porządnego szczura... W sumie podstawowym problemem jest energia - jeśli można "tankować" po drodze (np. z próżni itp.), to sprawa jest rozwiązywalna. Teoretycznie z próżni energię da się wydusić (nieoznaczoność E/t), ale jak to wykorzystać? Zakładając, że zasada zachowania energii jest zasadą statystyczną, może istnieć sposób na przeskalowanie "kredytu energetycznego". A poza tym, nie wiemy przecież, czym naprawdę "to wszystko" jest - mamy tylko trochę mocno abstrakcyjnej matematyki opisującej zachowanie "tego czegoś" w znanych nam warunkach. I to wszystko.
  19. Wystarczy założenie, że wynik tego rzutu jest jednym z najbardziej prawdopodobnych, a to wynika z kontekstu calej wiedzy.
  20. Do tego nie trzeba być "wyznawcą". To raczej dosyć naturalny wniosek z naszego istnienia, nie wymagający odrzucenia innych możliwości.
  21. Hmm... dla muchy podróż statkem do Australii jest całkiem nieopłacalna Musimy chyba trochę oderwać się od "nas", naszego czasu życia i naszej psychiki (mocno indywidualistycznej). Jeśli technicznie jest to wykonalne, a ilość cywilizacji jest >> 1, to raczej trzeba przyjąć, że którejś się zachce. Po drodze do takich podróży jest jednak sporo ryzyk, niektóre już znamy - energia to też zniszczenie, rzeczywistość wirtualna może okazać się w skali społecznej ciekawsza niż ta rzeczywista, i tak dalej. Trochę wątpię, żeby cywilizacje mogły istnieć setki tysięcy czy miliony lat, "faza ciekawości" też może być dosyć krótka. W sumie wróżenie z fusów... Ale nie wykluczam, że jacyś "oni" mogą tu u nas się pojawiać, a może i mieć gdzieś w pobliżu stałą bazę.
  22. Wbrew pozorom, na planetoidzie łódź wiosłowa doskonale by się sprawdziła, trzebaby tylko ostrożnie wiosłować, coby w Kosmos nie odlecieć
  23. Hmm... Mnie by raczej przerażało, gdyby albo wszyscy tylko na kiepę do czarnych dziur skakali, albo wszyscy tylko kijkiem rozgrzebywali wyniki sześć tysięcy siedemset pięćdziesiątego trzeciego przepychania elektronów przez dwie szczeliny Uważam, że jedno i drugie jest równie potrzebne, a przy tym grzebaniu kijkiem, też jakiegoś nieznanego robala dziabnąć można.
  24. Raczej jest to dodatnie sprzężenie zwrotne, niezależnie od przyczyny pierwotnej, mogą być zresztą obie jednocześnie. Przykład, który dałeś, potwierdza natomiast, że dostępność jest tylko czynnikiem koniecznym, ale nie wystarczającym - musi istnieć też potrzeba. Co tu dodatkowo ciekawe - w latach '89-91 wóda była wyjątkowo tania, spirytus Royal, prywatny import całymi pociągami, zapasy bimbru po wojnie polsko-jaruzelskiej... A wyścig szczurów? Niektórym na zdrowie wychodzi, innym nie... Nie sam wyścig szczurów jest zły, a to, że cywilizacja wszystkich stara sie do niego zmusić. W naturze też przecież zresztą jest, ale chyba jednak nie aż tak agresywny i bezsensowny, szczególne w układach wewnątrzgatunkowych. A jak "alkoholizowanie" wygląda w praktyce, miałem okazję własnymi ślepiami obserwować. W '83 trafiłem na jakiś czas do Tadżykistanu. Rosjanie ostro walczyli wtedy z Islamem, nie tylko "dla zasady" ale i z powodu wojny w Afganistanie. Jak wiadomo Islam zabrania picia alkoholu. W Duszanbe, stolicy Tadżykistanu, nawet w czasie Ramadanu, wódka była najbardziej dostępnym artykułem spożywczym - stoliki z wódką wystawione były przed sklepy, nikt tego nawet nie pilnował, na stoliku stało pudełko na forsę, gdyby komuś zapłacić się zachciało Nie widziałem jednak żeby Tadżycy, ci tradycyjnie ubrani, się tym w ogóle interesowali. Jak chcieli sobie trochę dać czadu, mieli powszechnie dostępny "kif" (o ile dobrze pamiętam nazwę), coś działającego mniej więcej jak tytoń z niewielkim dodatkiem marychy, a z mocniejszych rzeczy doskonały afgański haszysz, z tym że za haszysz groziło do siedmiu lat paki. Narkotyki też są w Islamie zakazane, ale w praktyce ten zakaz nie jest tak rygorystycznie przestrzegany jak w przypadku alkoholu. Zresztą w niektórych krajach islamskich w praktyce działa zasada "a pij se jak gdzieś zdobędziesz, byleś nie został na tym złapany" Nie urodziłem się niestety jako wolny łowca i zbieracz, ale gdybym był zmuszony w pracy (jakiejkolwiek!) codziennie za(...)ć, też pewnie bym się na śmierć z wściekłości zachlał, chociaż normalnie moja roczna norma litra w przeliczeniu na 96% nie przekracza A propos Tadżykistanu jeszcze i przyrody - leciałem wtedy nad Morzem Aralskim. Widok był paskudny, wyglądało to jak wysychająca kałuża... teraz, trzydzieści lat później, już prawie nic z tego olbrzymiego kiedyś jeziora nie zostało. A później były równie paskudne gigantyczne pola bawełny, zresztą bardzo kiepskiej, nadającej się w zasadzie tylko do celów technicznych. Za to Pamir z wysokości 10 km... W tatych okolicach krąży sporo opowieści o UFO, które nad Pamirem podobno często się pokazywały, szczególnie w okolicy rosyjskich baz wojskowych. Ciekawe czy coś w tym jest, czy sprawa jest podobne do "UFO" z Plesieckiem związanych.
  25. Temat w sumie jest bardzo duży, na książkę, a nie tylko kilka zdań. Sprawa nie jest taka prosta: głód jest naturalną częścią przyrody i niczym złym, jeśli jest chwilowy. Kilkudniowa głodówka jest całkiem nieszkodliwa. Itd. Z głodem, tym masowym, "strukturalnym", jest związany pewnien paradoks: pojawił się razem z rolnictwem, które teoretycznie miało głodowi zapobiegać. Działały dwa podstawowe czynniki: jeden to zachwianie proporcji między naturalną pojemnością środowiska, a ilością ludzi; drugi - zmiana z niewypecjalizowanych wszystkożerców, którzy nawet w trudniejszych środowiskowo sytuacjach żarełko znaleźć mogli, w wyspecjalizowanych pożeraczy kilku produktów, co powodowało dużą wrażliwość na niestabilność środowiska. Wystarczał jeden sezon nieurodzaju i wymrzeć mogła znaczna część populacji, bo w zmienionym środowisku żarła podstawowego nie można było zamienić jakimś zastępczym, takiego nie było. Było też kilka czynników dodatkowych: np. gromadzenie bogactwa przez władzę. Jak to Urban powiedział: "władza się zawsze wyżywi"... i to fakt. U "dzikusów" tego nie było, całe "bogactwo", jakie władza mogła mieć, to kilka dodatkówych piórek w tyłku czy tygrysich zębów na szyi. "Majątek" pojawił sie dopiero z cywilizacją: ziemia, zwierzęta, błyskotki z wymiany handlowej, niewolnicy itd. Były to rzeczy trwałe, które można było przekazywać z pokolenia na pokolenie. Wielkie budowle. Ktoś za to musiał zapłacić - częścią plonów. W sytuacji trudniejszej była to ta cześć, która decydowała o być albo nie być. Czyli to nie rewolucja przemysłowa była przyczyną, a rewolucja agrarna, przejście od naturalnego, zwierzęcego sposobu życia do rolnictwa i nienaturalnych struktur społecznych. Biblijne wypędzenie z raju nie jest tylko mitem. "W pocie czoła..." i cała reszta... to całkiem niezły opis przejścia z dzikości do cywilizacji. "Dzicy" przede wszystkim mniej się rozmnażali. Jest to sprawa optymalnej wielkości grupy. W stanie naturalnym dzieci były dziećmi, w społeczeństwach rolniczych najtańszymi robotnikami. A poźniej zadziałały logarytmy. To w maksymalnym uproszczeniu. Spadek śmiertelności dzieci miał w tym mniejsze znaczenie. To dopiero najnowsze czasy. "Mało wypasieni"?... Oni byli z reguły po prostu optymalnie dopasowani do środowiska. Myśliwy z wielkim brzuchem... prędzej zwierzaki go zjedzą, niż on zwierzaki. Opisy były prawdziwe, obrazki też. Pomyśl o tych "dzikusach" jak o zwierzakach, a nie ludziach. Czy zwierzaki w naturalnym swoim środowisku są wynędzniałe? Jeśli na takiego trafisz, to znaczy, że albo jakieś skrajnie trudne warunki w danym momencie, albo po prostu chory. Normą jest dobra kondycja, ani wygłodzenie, ani przeżarcie. I tak samo było z człowiekami. Co do śmierci głodowej w Europie - mam bardzo dobre opracowanie z 19. w. dotyczace naszej Galicji, jak wygrzebię, podam tytuł, będziesz mógł sam się przekonać. Galicja nie była wyjątkiem w Europie. @ thikim Nie da się tego sprowadzić do dostępności. Jest jeszcze potrzeba i przyzwolenie grupy. Pomijam tu uwarunkowanie indywidualne. Prosty przykład: u mnie na wsi, dosyć bogata wieś głównie sadownicza, alkoholików jest kilka procent, parę kilometrów obok, gdzie był PGR, praktycznie co drugi (i druga) chla, a znam takie wsie (dawne PGRy, praktycznie wszyscy na MOPSach czy innych takich), gdzie tak z 80-90% jest narąbanych od rana do nocy. Fizyczna dostępność alkoholu jest praktycznie taka sama, tyle że w ostatnim przypadku jest to głównie bimber, niekiedy zresztą robiony na mistrzowskim poziomie. Kto pisze o "dzikich"? Temat jest taki... zagłada dzikich - terenów, zwierząt i ludzi. Cywilizacja (ta biała) to też alkohol, ale nie dlatego, że łatwiej dostępny, a dlatego, że bardziej potrzebny - przede wszystkim tym, którzy znaleźli się pomiędzy dzikością a cywilizacją (w tym przypadku). Powrotu do pierwszego już nie ma, przynajmniej na razie, a do cywilizacji będą mogli przystosować sie dopiero za kilka pokoleń, jeśli te pokolenia będą. I powtórzę - nie tylko alkohol jest na świecie, w promieniu kilometra mam tyle narkotyków, że ćpać mógłbym non stop, i to całkiem za darmo. Tak jest praktycznie wszędzie. "Dzicy" narkotyki znali i używali, ale nie na codzień, nie po to, żeby zaćpać rzeczywistość. Podobnie z alkoholem. Technologia produkcji mocnego alkoholu jest tak prosta, że bez problemów dzikusy by to opanowały, gdyby taką potrzebę mieli. Ich wiedzy i pomysłowości zwykle się nie docenia. I jeszcze jedno - cywilizacja i kultura to różne sprawy, może być bardzo rozwinięta kultura, bez cywilizacji. "Dzicy", a jakich tu piszę, to grupy żyjące bez celowego przekształcania środowiska (np. rolnictwo), niezależnie od dowolnie rozwiniętej kultury, jaką tworzyli. Pomijam przy tym wyspecjalizowanych grabieżców (typu Czyngis-han, bo to osobna sprawa). Cywilizacja to tworzenie sztucznego środowiska i odejście od naturalnych (biologicznie uwarunkowanych) struktur. Podstawą cywilizacji jest praca, czyli działanie sprzeczne z biologicznym instynktem. Co do Indian amazońskich - w dużej części nie są to "pierwotnie dzicy", a wtórnie znaturalizowane resztki dawnych cywilizacji, które na tym terenie istniały. Czwarta wojna światowa będzie na pałki i kamienie... czyli wszystko przed nami
×
×
  • Create New...