Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

ex nihilo

Users
  • Content Count

    1907
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    84

Everything posted by ex nihilo

  1. Z tym torusem, to dotyczyło tylko centralnej części - "osobliwości", która w tym modelu nie jest całkiem osobliwością, bo ma określoną objętość. Nie ma natomiast podstaw ani teoretycznych, ani obserwacyjnych, żeby przyjmować, że w całości czarna dziura ma dla zewnętrznego obserwatora kształt inny niż kuli albo czegoś do kuli bardzo zbliżonego. Astro, w zasadzie do każdego "wiemy" powinien być dopisywany czynnik (g.), czyli prawidłowy zapis byłby "jak (g.) wiemy", ale że "do każdego", to można (g.) pomijać uznając, że mieści się on już w samym "wiemy"
  2. Siła odpychania EM w tych obłokach musiałaby być mniejsza niż przyciągania grawitacyjnego, bo inaczej te obłoki przestaną być obłokami - EM rozwali je w p.... (no przestrzeń). Czyli w sumie raczej nic szczególnego z tego wyniknąć nie powinno. Próbujesz zrobić czarną z 'gazu muchowego'. W tym przypadku jednak chyba musi być konkretna mucha, bo w gazie muchowym, obojętnie jaki obłok będzie wielki, krzywizna przestrzeni (x,y,z,t) będzie praktycznie taka sama w każdym punkcie obłoku, czyli coś w rodzaju horyzontu będzie mogło się utworzyć tylko kiedy gęstość będzie wystarczająca, żeby krzywizna przestrzeni zamknęła obłok "w sobie" (pierwotne rozwiązanie Einsteina dla gęstości większej od krytycznej). Ale nie bedzie to sensu stricte czarna dziura, bo nie będzie istniało żadne "zewnątrz", a ten "horyzont" będzie w każdym miejscu przestrzeni - nie będzie wyróżnionych obszarów, ani środka, ani jakiejś zewnętrznej granicy. W przypadku czarnej takie "zewnątrz" istnieje. Do zrobienia czarnej potrzebna jest mucha - czarna ma zmienną krzywiznę: największą wokół muchy i coraz mniejszą dalej od środka, aż poza horyzontem przestrzeń się "otwiera", robi na tyle płaska, że można od dziury uciec. To chyba mniej więcej tak w maksymalnym uproszczeniu... czyli takim, jakie mogło zmieścić się pod moim deklem
  3. Są wyliczenia, że w szybko wirującej może być toroidalny. Nieskończoność raczej nie ma tu sensu fizycznego - max. to całkowita masa wszechświata "obserwowalnego" dla czarnej, a ta zawsze jest skończona. Jeśli się nie mylę, takie rozwiązanie byłoby zbliżone (chodzi o promień) do pierwotnego stacjonarnego modelu Einsteina.
  4. Słowa to nie ściśle zdefiniowane pojęcia matematyczne, ich znaczenie zależy od kontekstu. Rzeczywistość nie ma zamiaru być zerojedynkowa, żebyśmy nie wiem jak próbowali ją na taką przerobić: 1. Strzelają, legalnie (wojna, pościg, itp.). Świadomie wychodzę na linię strzału. Samobójstwo? Zbójstwo? A może połączenie jednego z drugim, ze wskazaniem na samobójstwo (decyzja!)? Chyba to trzecie, w każdym razie tak podobne sytuacje oceniają sądy. 2. Wybieram na wykonawcę niepełnosprawnego psychicznie. Przypadek autentyczny - ktoś, kto jest w stanie wykonać takie zadanie, ale nie wiadomo (!) czy jest w stanie ocenić to co zrobił zgodnie z ogólnie (krzywa Gaussa) przyjętymi normami. "Zabiłem go, bo tego chciał" może być (bo do końca tego nie wiadomo) dla niego tym samym, co "Przyniosłem mu piwo, bo tego chciał" 3. Daję odpowiednie instrukcje orangutanowi, szympansowi, albo np. kapucynce (często są opiekunami niepełnosprawnych). Samobójstwo czy zabójstwo? 4. I tak dalej... Oczywiście w każdym z tych przypadków albo nie ma świadomości czynu u "zabójcy", albo jest on niemożliwy do ustalenia. To teraz włączmy świadomość: Takie sytuacje są na wojnie, też w różnych krytycznych sytuacja częste. Kumpel z oddziału oberwał, flaki na wierzchu, rękami nie może ruszać. Nie ma żadnych szans na pomoc, a jak dorwą go wrogowie, to pokroją na platerki (b. częste w przypadku żołnierzy oddziałów specjalnych). Prosi "dobij". Co zrobisz? Dobijesz, czy pozwolisz, żeby go pokroili? Albo nawet nie prosi, bo nie ma jak, ale widzisz co się dzieje (w praktyce zwykle takie rzeczy uzganiane są wcześniej). Podobnie może być z wrogiem - rozwaliłeś go granatem, ale parę godzin mu jeszcze zostało. Szans na pomoc zero. Prosi żebyś dobił. Dobijesz? No wróg, ale to, co mu się należało, już od Ciebie dostał. Ma się męczyć bez sensu? Do obu przypadków: jeśli nie dobijesz, to dlaczego; a jeśli dobijesz, to czy będziesz czuł się zabójcą? Jeśli odmawiasz tego prawa komuś, to powinieneś odmówić też sobie. Zagranie bardzo ryzykowne - oczywiście nie życzę Ci jakichś "takich" sytuacji, ale życie bywa bardzo dziwne, a przede wszystkim jest nieprzewidywalne i nie wiesz w jakiej sytuacji się znajdziesz. Może być taka, że jedyne czego będziesz chciał, to to, żeby ktoś Cię odstrzelił, bo sam tego nie będziesz mógł zrobić. Powiedz to żołnieżom, antyterrorystom, policjantom itd. I taki ktoś nie staje się właścicielem czyjegoś życia. Jest wiele stanów prawnych, w których ma się prawo do dysponowania czymś nie będąc tego czegoś właścicielem. Tym bardziej jest to istotne w przypadku decyzji dobrowolnej. Różne przypadki mnie interesują. Tutaj też nie ma pełnej jednoznaczności. W przypadku dorosłych na ogół wiadomo, jakie ten ktoś miał przekonania. Z dużym prawdopodobieństwem, często na granicy prewności można określić jego wolę w danej sytuacji. Trudniejsza jest sprawa w przypadku dzieci, szczególnie tych najmłodszych. Ale jest tu pytanie - jaki sens mogłoby mieć ich cierpienie w sytuacji, kiedy szanse na chociażby trochę normalne życie są w praktyce zerowe. I tu w każdym przypadku powinna być oceniana całość sytuacji. W praktyce tak właśnie się robi, jeśli nie zgodnie z prawem, to na granicy prawa lub bezprawnie. I co ciekawe, zwykle prawo takimi przypadkami się nie zajmuje, bo praktycznie zawsze można je podciągnąć pod zakaz uporczywej terapii. I jeszcze jedno - zgodzimy się chyba w tym, że granice własnej wolności wyznacza wolność innych. Powiedz mi w takm razie, w jaki sposób np. moja dobrowolna eutanazja naruszy wolność innych?
  5. Owszem, można, kiedy ma się do tego techniczne warunki. Kiedy ktoś jest np. kompletnie sparaliżowany i nawet żarcie mu wlewają przez rurkę prosto do żołądka, to jak sam miałby to zrobić? Dlaczego odmawiasz mu prawa do tego, żeby to samobójstwo za niego technicznie wykonał ktoś inny? Decyzja jego, wykonanie ktoś inny. Na tym polega dobrowolna eutanazja. Tak, tak bywa i często tak musi być. Czy decyzja o Twoim istnieniu była Twoja? Hmm...? To zresztą chyba najważniejszy powód, że nie chciałem mieć dzieci - nie chciałem grać w toto-lotka na cudzy rachunek. Jeśli jest 10 potrzebujący przeszczepu, a tylko jeden dawca, to też ktoś decyduje, kto z tych dziesięciu dostanie szansę na życie... reszta do piachu. Dla tych dziewięciu to też rodzaj eutanazji. Raz, dwa trzy, żyjesz ty! A reszta nie! Może być i tak, że na dziesięciu jest dziewięciu dawców. A "ty" do piachu. Brutalne, ale prawdziwe. I tak dalej... ktoś decyduje. I niekoniecznie to jest rozkaz w wojsku. W przypadku dobrowolnej eutanazji to nie lekarz decyduje, tylko sam delikwent. W przypadkach, takich jak opisane w artykule z NEJM, który linkowałem, też to nie lekarze decydują, a rodzice. Lekarze tylko oceniają sytuację, a kontroluje to prokuratura. A czy zdarza się, że decydują lekarze? Tak, ale najczęściej tam, gdzie dobrowolna eutanazja jest nielegalna. Ale musi być techniczna możliwość tego wyjazdu, której ktoś, kto tej eutanazji chce, zwykle już nie ma. Spróbuj pojechać z flakami pokrojonymi po operacji, w czasie której okazało się, że masz jeszcze dwa tygodnie... nie życia, a skręcania się z bólu, którego maksymalne dopuszczalne dawki morfiny czy innego przeciwbólowca nie są w stanie nawet zmniejszyć w znaczącym stopniu. Dlaczego ktoś ma to cierpieć przez Twoją ideologię? Może na sobie najpierw wypróbuj. To już gadka w stylu niejakiej Pawłowicz... nie chce mi się z tym dyskutować.
  6. Dla mnie zasadnicze patologie w tych sprawach to hipokryzja i moralne dupochrony. Chrzanienie o świętości życia od poczęcia do naturalnej śmierci - a niech się męczy, trafi do nieba. Proszę bardzo, każdemu wolno, ale na własny rachunek. A nie narzucanie wszystkim. Ci, którzy chcą mieć prawo do eutanazji, niech je mają - podpisać papier u notariusza i jest. Kto zdecydowanie nie chce, niech podpisze papiór, że nie chce. Życie jest wyłączną własnością tego, który żyje - a nie takiej czy innej bozi, społeczeństwa, państwa czy cholera wie kogo i czego jeszcze. W przypadkach, kiedy taki koś z przyczyn obiektywnych nie może sam decydować, a decyzja jest konieczna i w bezsporny sposób może być uzasadniona jakością życia (ból i inne takie), prawo do tej decyzji powinny mieć osoby przez prawo upoważnione i na warunkach przez to prawo określonych. I w sumie tyle. To nie jest argumentowanie istnieniem patologii. Po prostu - nawiązując do Twoich znaków drogowych - znaki drogowe powinny być ustawiane zgodnie z rzeczywistymi, obiektywnymi warunkami drogowymi, a nie z czyjąkolwiek ideologią.
  7. Tak, o takich właśnie przypadkach pisałem, jest ich ogromna większość. Pozostałe, kiedy są uzasadnione podejrzenia przestępstwa, zdarzają się bardzo rzadko - z reguły zgłasza to pogotowie albo nawet policja jest wcześniej niż lekarz.
  8. Teoretycznie można, tyle że w praktyce brakuje chętnych do tego ścigania. Widziałeś jak taki akt zgonu jest wypisywany? Bo ja tak. Lekarz tylko popatrzył, dla dopełnienia formalności przyłożył słuchawki, wyjął papiery i napisał. Zmarły mógł być kilogramem trucizny nafaszerowany, albo zamiast kroplówki mógł mieć pół litra heroiny do żył wpompowane... lekarz i tak by tego nie zauważył, bo nawet nie miał zamiaru tego sprawdzać. I to jest norma. W takich przypadkach z reguły (niemal stuprocentowej) zakłada się śmierć z przyczyn naturalnych i tego nie sprawdza, chyba że słoik z trucizną stoi koło łóżka. Dosłownie. W szpitalach często dokonywana jest sekcja, ale z powodów naukowych raczej, niż żeby stwierdzić przyczynę śmierci. No można sprawdzić: http://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMp058026 jak ma się ten cytat ze "Znaków czasu" do faktycznej treści artykułu w NEJM i czym w rzeczywistości jest The Groningen Protocol.
  9. Tak to już jest, że róźne granice są przesuwane, niekiedy w te i nazad. Sprawy, o których piszesz, są uregulowane w prawie krajów, które eutanazję dopuściły. Chyba uregulowane nieźle, jeśli to działa, a sprzeciwy i w tych krajach, i w tych, które dobrowolnej eutanazji nie dopuszczają, są motywowane praktycznie wyłącznie argumentacją ideologiczną, wyznaniową, a nie merytoryczną. W praktyce w tych krajach, w których eutanazja jest zakazana, często też jest dokonywana (na ogół bez zgody zainteresowanego!) i to w sposób bardzo brutalny, np. zagłodzenie, odwodnienie, kompletne zaniedbanie itd. Rzadko to wychodzi, bo odróżnienie tego od naturalnego przebiegu choroby nie jest łatwe. Później ładny pogrzeb i jest ok. Co do wikipedii - wiadomo przecież, że jest to po prostu bardzo wygodna strona startowa do dalszego szukania, tym bardziej, że są przecież róźne wersje, na które jednym kliknięciem można się przełączyć. I zauważ, że w polskiej wersji są 33 bezpośrednie odsyłacze, w tym wiele zlinkowanych, do bardzo różnych tekstów, też religijnych. No i sam tekst, który - jak ja to odbieram - jest obiektywny. Czyli... chyba jakaś różnica jest. A dlaczego najbardziej rozbudowana? Nie wiem, trzebaby sprawdzić... historia, autorzy, kolejne wersje, dyskusja itd., ale wątpię, czy coś niezwykłego się tam znajdzie. Co do uporczywej terapii - trudno to ocenić inaczej (w większości przypadków) niż jako wynaturzenie współczesnej medycyny, też wynikające zwykle z powodów ideologicznych, sprzecznych z racjami merytorycznymi. Często dochodzi do tego strach lekarzy przed ewentualną odpowiedzialnością itd. A jest to tylko dodatkowe męczenie kogoś, kto i tak nie ma szans...
  10. Prenzentację zassałem, fajna, ale nie mam teraz czasu na szczegóły... Chyba jednak jak gwiazdka wydoli, to i przy........ Fakt, że to będzie tylko orzeszek, a nie żarło, no ale i orzeszek dobry, kiedy porządnego żarcia już nie ma
  11. @ Astro "Pogromcy" już chyba nie działają, do Top Gear smaruj, czemu nie... ciekawy byłby taki test. Weż jeszcze pod uwagę sprawy takie, jak wytrzymałość opony (m.in. konieczne ciśnienie), odprowadzanie ciepła, możliwość przeniesienia momentu, itp., itd.
  12. Hmm... żródła takie jak "Znaki czasu" i im podobne sprawdzam nie trzy razy, ale przynajmniej trzydzieści A tutaj pierwszy strzał (cytat): "Taki stan rzeczy utrzymywał się ponad 20 lat, choć formalnie eutanazja była nielegalna i do 1994 roku jej przeprowadzenie skutkowało przesłuchaniem policyjnym i groźbą postawienia w stan oskarżenia. Sugeruje się, że taki stan prawny mógł być przyczyną niezgłaszania wszystkich rzeczywistych przypadków eutanazji. Szacuje się, że rocznie w Holandii w przypadku około 400 terminalnie chorych, którzy nie są w stanie wyrazić swojej woli ze względu na zaburzenia stanu psychicznego towarzyszące nieuleczalnej chorobie, holenderscy lekarze (głównie podstawowej opieki zdrowotnej, ang. general practitioners) sugerowali skrócenie życia. W 83% tych przypadków konsultowano się z rodziną pacjentów. W przypadku części takich pacjentów została przeprowadzona eutanazja. Przyjmuje się, że przypadki eutanazji wbrew woli terminalnie chorych nie miały miejsca w Holandii lub są zjawiskiem marginalnym i z tego powodu nie zostały odnotowane[4]. https://pl.wikipedia.org/wiki/Eutanazja 4. ↑ a b c d e Stone G. Suicide and Attempted Suicide. New York, Carroll & Graf Publishers, 1999. ISBN 0-7867-0940-5 Na sprawdzanie dalej nie mam czasu, ale i ochoty - wystarczy mi, że w artykule w "Znakach czasu" nie ma przypisów do cytatów ani podania bezpośredniego źródła, a w spisie literatury widzę głównie wydawnictwa do "Znaków czasu" podobne. Czyli - szkoda czasu. A jak u nas ktoś będzie chciał zaciukać śmiertelnie chorego dziadka lub babcię, to i tak to zrobi - jeśli z głowy denata nie będzie wystawał trzonek siekiery, to lekarz bez problemu podpisze akt zgonu z przyczyn naturalnych.
  13. Z oponami nie jest tak prosto. Nadmierne tarcie może spowodować powstanie zbyt grubej warstwy stopionej/spalonej gumy, która może działać jak smar, lub zniszczenie opony. Do tego ogólna przyczepność, która nie tylko od samego tarcia zależy, ale i od "wczepiania się" w nawierzchnię (im większa powierzchnia, tym lepiej), itd. Do tego dochodzi wysokość opony - ogólnie im niższa tym lepiej (mniejsze odkształcenia), ale bardzo wąska i niska, to wóz drabiniasty... I tak dalej. Czyli w sumie...
  14. Jeśli przyrżnie dokładnie biegunowo, to chyba jednak będzie mogła plumknąć bez orbity i dysku. Prawdopodobieństwo minimalne, ale jednak niezerowe.
  15. W wielu przypadkach chodzi o zwyczajny brak możliwości technicznych - ciężka choroba, szpital, paraliż i inne takie. I dlatego uważam, że prawo do dobrowolnej eutanazji powinno być, i to jako jedno z praw podstawowych. Kto nie będzie chciał, nie musi z tego prawa korzystać.
  16. Wkurza mnie to po prostu, bo w razie draki sam będę musiał sobie sprawę zorganizować, i to tak, żeby nikt nie był podejrzany o pomoc.
  17. Skąd wiemy? Czas będzie tu chyba dobrym miernikiem. A tak bardziej ogólnie - paradoksalnie za "straszną" uznawana jest zwykle śmierć tylko paskudnie wyglądająca, jakieś rozerwanie bombą na strzępy, i inne takie, kiedy w rzeczywstości delikwent nawet nie zdąży się zorientować, że coś nie tak... a powolne umieranie na takie czy inne choróbsko już tak bardzo "straszne" nie jest. Eutanazja na życzenie tylko w kilku krajach jest dozwolona, a gdzie indziej... a męcz się, bo my mamy takie czy inne wierzenia, ideały czy inne takie. @ glaude No to mamy uzgodnione Kiedyś, jak zawodowo pstrykałem robale i inne takie, dosyć ostro musiałem wleźć w sprawy działania ich zmysłów, teoretycznie i praktycznie: coby mi nie uciekały, a też, jak było to potrzebne, cobym mógł nimi trochę sterować, żeby w oświetleniu i kadrze odpowiednio siedziały Teraz już tylko jakieś resztki teorii pętają się po głowie, chociaż to, co praktycznie przećwiczyłem, nadal działa całkiem nieźle... mucha nie ma prawa uciec, kiedy chcę ją złapać (wypuszczam) Przy okazji focia pokazująca to, o czym pisał Astro: składanie jaj w ciele larwy żerującej w drewnie. Tutaj owad miał ułatwione zadanie, bo jest szczelina, ale taki stwór potrafi wykryć larwę e drewnie na głębokośći do 4 cm i bardzo precyzyjnie wwiercić się w to miejsce wystającym mu z zadka wiertłem (dokładniej to podwójna piłka). Później pokładełkiem odszukuje larwę i składa na niej jaja, ten gatunek chyba jedno, o ile dobrze pamiętam. Nazwy nie pamiętam, jak odszukam, to napiszę.
  18. Ogólnie się zgadzam, chociaż jestem mięsożerny (niestety). Ale z drugiej strony śmierć skorupiaka we wrzątku jest raczej bardzo łagodna w porównaniu np. z rozrywaniem przez rybę na kawałki lub połknieciem w całości, czyli... Chrabąszcza wyżarły w nocy, kiedy był do nieprzytomności schłodzony, mrówki lub jakieś gryzonie. Kilka w podobny sposób wyżartych widziałem, ale tylko ten był żywy - inne miały też wyżarty tułów. Larwy os są na ogół bardzo sprytne: aź do końca nie ruszają układu nerwowego.
  19. Najlepiej chyba zamrozić (nie zaszkodziłoby wcześniej przytruć czystym azotem) i wrzucić do wrzątku. Prawdopodobnie układ nerwowy nie zdąży wtedy zareagować. Ale... tu jest jeszcze jedna sprawa - czy skorupiaki w ogóle odczuwają coś takiego jak ból. Mam np. dosyć makabryczne fotki chrabąszcza (stawonóg oczywiście, ale...), który ma całkiem wyżarty od wewnątrz odwłok i pomimo tego zachowuje się normalnie, jakby nic się nie działo. Nie wiem, czy te fotki nadają się do pokazywania, nawet tutaj... Podobnie sprawa wygląda z innymi owadami.
  20. @ glaude Były robione doświadczenia z ludźmi (może znajdę ksiąźkę z opisem tego) - z tego co pamiętam nie chodzi w tym o budowę komórek, a o konieczność odświeżania sygnału. Stały sygnał zostaje wyzerowany. Podobnie reguje np. skóra - nie czujemy cały czas ubrania; węch - do zapachu bardzo szybko się przyzwyczajamy i staje się niewyczuwalny, itd. Hmm... zależy, kto będzie trzymał wtyczkę od zasilania
  21. Nie takie to proste, bo zasada zachowania energii związana jest z symetrią przesunięć w czasie, czyli coś by trzeba pogrzebać przy czasie, a to raczej nie jest łatwe A jeśli spróbujemy bez grzebania w czasie, np. dusić energię z próżni (może się da), to efekt może być cholera wie jaki... Przypomina mi się stary kawał o Czukczy, który siedział na brzegu Oceanu Lodowatego i piłował bombę atomową. Zobaczył to biały, podbiega i wrzeszczy "Czukcza, co ty robisz!". Na to Czukcza spokojnie: "No bombę piłuję.". "Ale ona może wybuchnąć!", drze się biały. "No to co? Tam mam drugą" - pokazał za siebie Czukcza... My tej drugiej nie mamy, i nie tylko do kombinacji z dojeniem próżni się to odnosi. W skali globalnej, całego Wszechświata, energia nie musi być zachowana w sposób ścisły, podobnie w skali mikro, gdzie zasada nieoznaczoności dopuszcza chwilowe pożyczki energii "z nikąd" (w zasadzie "od czasu"), ale pośrodku... może i by się udało, ale konsekwencje mogą być bardzo dziwne
  22. Może nie tyle lub nie tylko z robotyzacją jest to związane, co ze sposobem działania wzroku - oczy żaby nie drgają, żaba nie widzi tego, co względem niej nieruchome. Podobny efekt u ludzi daje zablokowanie mięśni powodujących drgania oczu. Wszystko co nieruchome po ułamku sekundy znika.
  23. Nie ma istotnego znaczenia, czy będzie to układ stricte losowy, czy też pseudolosowy. Ważny jest praktyczny skutek - nieprzewidywalność decyzji i działań AI. Że coś takiego powstanie, jestem praktycznie pewny. Mocno watpię, żeby inteligencja, świadomość itd. miały w sobie cokolwiek magicznego, nadnaturalnego. A jeśli tak, to można ją wytworzyć w układach sztucznych - białkowych lub innych. Problemem jest kontrola tego. Po pierwsze: chcemy, żeby toto realizowało nasze interesy, a nie własne, które z naszymi mogą być sprzeczne; a po drugie: żeby nie powstał superinteligentny wariat, który postanowi wszystko rozpieprzyć, bo akurat będzie miał deprechę. Co do pierwszego: właściwie nie wiemy, co to są te "nasze interesy", bo jedno, że dla różnych ludzi i grup mogą one być (i są) całkowicie różne, a po drugie, przyszłość nie jest znana, dlatego ten interes w przyszłości może być zdefiniowany tylko w sposób najbardziej ogólny - "a coby dobrze nam było"... i w ten sposób wracamy do początku, bo to "dobrze" może być bardzo różne. Czyli mamy logiczną pętlę, której nie ma jak rozciąć. Co do drugiego: przed taką "deprechą" ochronić może tylko program ściśle deterministyczny, z przewidzianym każdym wariantem rozwoju sytuacji w dowolnej przyszłości. Zakładasz wielopoziomową kontrolę. Ok., ale na każdym poziomie system musi się uczyć, czyli musi mieć założony jakiś stopień losowości (lub pseudo...), i znowu wracamy do początku. Prawdopodobieństwo skutków "deprechy" (to tylko hasło) zmniejsza kontrola sieciowa - "głosowanie". Tak dzieje się w społeczeństwach, gdzie ta kontrola sieciowa wysyła osobniki uznane za niezrównoważone lub zagrażające temu społeczeństwu do psychuszek, na stos, do kryminału itd. Podonie "głosują" układy sterowania z tego typu kontrolą, gdzie w skrajnych przypadkach "wariat" może być odłączony od zasilania. Ale to w sytuacjach prostych, gdzie zarówno dane wejściowe, jak i zakładane wyniki są dobrze znane. W przypadkach, kiedy nie są one znane, działać musi zasada "większość może się mylić" - i tak dzieje się w przypadku systemów uczących się, kiedy na podstawie starej wiedzy wszyscy uważają, że Ziemia jest płaska, aż pojawi się jakiś wariat, który stwierdzi "a g. prawda, bo to jest kulka, w dodatku wisząca na niczym". Sytuacja, że do tego samego wniosku dojdą wszyscy lub przynajmniej większość w tym samym momencie, jest bardzo mało prawdopodobna. Itd. Dotyczy to każdego poziomu kontroli. Na każdym może zdarzyć się "wariat", i nie będzie wiadomo, co z nim zrobić, bo jego racje nie będą w danym momencie możliwe do oceny. W sumie odtwarzamy ludzkie społeczeństwo, tylko na dużo groźniejszym poziomie, bo inteligencja H. s. jest ograniczona z powodów biologicznych, natomiast inteligencja układów sztucznych ograniczona być nie musi, a przynajmniej może dojść do takiego poziomu, że będzie poza jakąkolwiek naszą kontrolą. Kura ludzia nigdy nie zrozumie... To wszystko jest oczywiście wiadome, i wiadomo też, że nie wiadomo, jak sobie z tym poradzić Przypuszczam, że tego zrobić się nie da. AI tak czy inaczej urwie się spod naszej kontroli, chyba że w odpowiednim momencie dostanie w łeb. Czy dostanie skutecznie? Watpię, bo ew. zakaz i tak raczej nie bedzie skuteczny. A co do samej losowości. Losowość, pseudolosowość, determinizm statystyczny, ścisły determinizm. W matematycznej abstrakcji i w świecie rzeczywistym. Temat duży i ciekawy I przechodząc do robaczka. W praktyce nie jest istotne, czy uczył się losowo, czy pseudolosowo - na poziomie praktycznym to może być nieodróżnialne. Chodzić uczyłeś się losowo czy pseudolosowo? Jeździć na rowerze? Rzucać kamieniem? W każdym z tych przypadków nie byłeś w stanie wyliczyć końcowego efektu na podstawie danych na wejściu, a w pierwszym nie wiedziałeś nawet jakiego wyniku oczekujesz. Podobnie nie jest znany oczekiwany wynik działania AI. Tym bardziej, że wynik ten nie musi być zgodny z jakąkolwiek dostępną nam intuicją. A jeśli wynik nie jest znany, to nie ma możliwości uchronić się przed niekorzystnym w ostatecznym efekcie, bo bo droga do wyniku calościowo korzystnego może być przez wynki częściowe, które uznamy za niekorzystne, i odwrotnie - to, co będziemy w czasie rzeczywistym uznawać za korzystne, w ostatecznym efekcie może doprowadzić do wielkiego gg.
  24. Nie o Machu - o tym, że nie wiemy czym to całe cholerstwo jest: czasoprzestrzeń, pola, "ciała". Itd. Nieprzypadkowo wrzuciłem ten elektron. Może później coś więcej, bo teraz jeszcze nie odmarzłem po działaniach na zewnątrz - dopiero obżeram się kwantami pola EM z promiennika (to moje podstawowe żarcie energetyczne, to co przez gębę pochłaniam, to bardziej przyjemność i wymiana elementów konstrukcji niż dostawa energii ).
  25. Bo układ ściśle deterministyczny może działać tylko w sytuacjach, które wcześniej są zaprogramowane i to pod warunkiem, że nie przekracza to jego zdolności przetwarzania, szczególnie kiedy musi reagować w czasie rzeczywistym. No i sprawa uczenia się - bez losowych prób nie ma uczenia się, jest tylko odtwarzanie wbudowanego programu.
×
×
  • Create New...