Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

ex nihilo

Users
  • Content Count

    1910
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    84

Everything posted by ex nihilo

  1. To by musiała być gwiazda neutronowa na granicy kolapsu (w zasadzie już lekko przerośnięta), bo nic innego takich warunków spełnić nie może, przynajmniej spośród obiektów dotychczas znanych lub wyobrażanych. Zakładając, że z jakichś powodów się nie zapadła, to pewnie będzie się zachowywać jak każda inna gwiazda neutronowa, tyle że z jej powierzchni nie będzie ucieczki. W którym momencie "nie wyrobi" i plasknie w dziurę. W moim wyobrażeniu jest to połączone z całkowitą zmianą struktury - zamiast kwarkowo-gluonowej zupy powstanie jednolity glut (jedna "supercząstka", bez możliwych do wyróżnienia składników), który w najkrótszym możliwym czasie zapadnie się do bardzo małego, ale niepunktowego rozmiaru. Acha, jeszcze jedno, o co pytałeś na początku: o tą zerową grawitację w środku gwiazdy - ale jest tam ciśnienie, które w zamykającej się przestrzeni działa zgodnie z grawitacją (sumuje sie z nią), czyli przestaje całość rozpychać, a zaczyna ściskać, tak jak grawitacja. Tak przynajmniej twierdzą robale i ich treserzy
  2. Tak, głównie o "osobliwość" (cudzysłów celowo) chodzi i możliwość jej powstania (m.in. rozkład sił w momencie kolapsu), m.in. dlatego pomysły z gravastarami: https://en.wikipedia.org/wiki/Gravastar i inne. Jest - wszystko co wlazło pod horyzont lub na nim siedzi... niezależnie od modelu to nie znika grawitacyjnie (zakrzywienie), nawet jeśli jest to np. drugą stroną dziury (biała dziura) wypluwane w ... Też bym chciał wiedzieć Chociaż tą "chwilę przed" może być trochę trudno zdefiniować. A dlaczego bym miał pyska drzeć? Czarne mi nie przeszkadzają pod warunkiem, że nie wsadza się tam punktów i nieskończoności (realnych, a nie jako granica) Co do Modelu Standardowego (cząstek, nie kosmologicznego) - te ręcznie, a właściwie doświadczalnie wsadzane parametry nawet mi się podobają: mogą świadczyć o tym, że całym tym bajzlem nie rządzi jakieś z góry nadane święte i niewzruszalne deterministyczne prawo, a jest to wynik swobodnej ewolucji ("samouzgodnienia")
  3. Czy nieskończone? Jeśli w ogóle istnieją jakieś realne nieskończoności, to może i tak. Co do tej zmiany - jest to jeden z głównych argumentów przeciwników czarnych dziursk. Gdzieś przed rokiem pisał o tym tutaj Jarek Duda, ale wyszukiwarka mi tego nie pokazuje. Tak czy inaczej - potrzebny byłby robal wliczający wszystkie działające siły z ich dokładnym czasoprzestrzennym rozkładem. O ile (g.) wiem ( ), to takiego robala nie ma i chyba długo jeszcze nie będzie, bo jedno, że jest to proces cholernie nieliniowy, czyli potrzebne byłyby idealne dane wejściowe, a po drugie - pojęcia nie mamy, co dzieje się w tym momencie z "materią" (czymkolwiek ona jest), np. czy zachowuje jakąś strukturę, czy może staje się jednym glutem (co mi się bardziej podoba ). W tym drugim przypadku zachodzą takie możliwości, że po pierwsze: nie istnieje coś takiego jak "środek", a po drugie i częściowo z pierwszego wynikające: nie istnieje wewnątrz gluta rozkład sił, glut zapada się jako bezstrukturalna i nierozerwalna całość... Coś w rodzaju superkwantu sumy pól. Cholera wie. Hmm... Znam trochę pomysłów intelektualnie bardziej ohydnych (subiektywne), które jednak mają na świecie parę miliardów zwolenników, nierzadko fanatycznych. A niezależnie od tego czy model standardowy okaże się ostatecznym, czy tylko przejściowym, bez niego trzebaby macać na ślepo, a to jest w praktyce niewykonalne z powodów technicznych. Być może traci się przez ten model jakieś ważne informacje, które lądują w śmieniku z błędami pomiarowymi itd., ale wcześniej czy później powinno to wyjść w praniu (teoretycznym i praktycznym), a do tego czasu... Pamiętam jaki był bajzel w połowie lat 60. (początek mojego zainteresowania tymi zabawkami), kiedy akceleratory i Kosmos pluły masą dziwolągów nieukładających się w żaden w miarę sensowny schemat.
  4. Z tym torusem, to dotyczyło tylko centralnej części - "osobliwości", która w tym modelu nie jest całkiem osobliwością, bo ma określoną objętość. Nie ma natomiast podstaw ani teoretycznych, ani obserwacyjnych, żeby przyjmować, że w całości czarna dziura ma dla zewnętrznego obserwatora kształt inny niż kuli albo czegoś do kuli bardzo zbliżonego. Astro, w zasadzie do każdego "wiemy" powinien być dopisywany czynnik (g.), czyli prawidłowy zapis byłby "jak (g.) wiemy", ale że "do każdego", to można (g.) pomijać uznając, że mieści się on już w samym "wiemy"
  5. Siła odpychania EM w tych obłokach musiałaby być mniejsza niż przyciągania grawitacyjnego, bo inaczej te obłoki przestaną być obłokami - EM rozwali je w p.... (no przestrzeń). Czyli w sumie raczej nic szczególnego z tego wyniknąć nie powinno. Próbujesz zrobić czarną z 'gazu muchowego'. W tym przypadku jednak chyba musi być konkretna mucha, bo w gazie muchowym, obojętnie jaki obłok będzie wielki, krzywizna przestrzeni (x,y,z,t) będzie praktycznie taka sama w każdym punkcie obłoku, czyli coś w rodzaju horyzontu będzie mogło się utworzyć tylko kiedy gęstość będzie wystarczająca, żeby krzywizna przestrzeni zamknęła obłok "w sobie" (pierwotne rozwiązanie Einsteina dla gęstości większej od krytycznej). Ale nie bedzie to sensu stricte czarna dziura, bo nie będzie istniało żadne "zewnątrz", a ten "horyzont" będzie w każdym miejscu przestrzeni - nie będzie wyróżnionych obszarów, ani środka, ani jakiejś zewnętrznej granicy. W przypadku czarnej takie "zewnątrz" istnieje. Do zrobienia czarnej potrzebna jest mucha - czarna ma zmienną krzywiznę: największą wokół muchy i coraz mniejszą dalej od środka, aż poza horyzontem przestrzeń się "otwiera", robi na tyle płaska, że można od dziury uciec. To chyba mniej więcej tak w maksymalnym uproszczeniu... czyli takim, jakie mogło zmieścić się pod moim deklem
  6. Są wyliczenia, że w szybko wirującej może być toroidalny. Nieskończoność raczej nie ma tu sensu fizycznego - max. to całkowita masa wszechświata "obserwowalnego" dla czarnej, a ta zawsze jest skończona. Jeśli się nie mylę, takie rozwiązanie byłoby zbliżone (chodzi o promień) do pierwotnego stacjonarnego modelu Einsteina.
  7. Słowa to nie ściśle zdefiniowane pojęcia matematyczne, ich znaczenie zależy od kontekstu. Rzeczywistość nie ma zamiaru być zerojedynkowa, żebyśmy nie wiem jak próbowali ją na taką przerobić: 1. Strzelają, legalnie (wojna, pościg, itp.). Świadomie wychodzę na linię strzału. Samobójstwo? Zbójstwo? A może połączenie jednego z drugim, ze wskazaniem na samobójstwo (decyzja!)? Chyba to trzecie, w każdym razie tak podobne sytuacje oceniają sądy. 2. Wybieram na wykonawcę niepełnosprawnego psychicznie. Przypadek autentyczny - ktoś, kto jest w stanie wykonać takie zadanie, ale nie wiadomo (!) czy jest w stanie ocenić to co zrobił zgodnie z ogólnie (krzywa Gaussa) przyjętymi normami. "Zabiłem go, bo tego chciał" może być (bo do końca tego nie wiadomo) dla niego tym samym, co "Przyniosłem mu piwo, bo tego chciał" 3. Daję odpowiednie instrukcje orangutanowi, szympansowi, albo np. kapucynce (często są opiekunami niepełnosprawnych). Samobójstwo czy zabójstwo? 4. I tak dalej... Oczywiście w każdym z tych przypadków albo nie ma świadomości czynu u "zabójcy", albo jest on niemożliwy do ustalenia. To teraz włączmy świadomość: Takie sytuacje są na wojnie, też w różnych krytycznych sytuacja częste. Kumpel z oddziału oberwał, flaki na wierzchu, rękami nie może ruszać. Nie ma żadnych szans na pomoc, a jak dorwą go wrogowie, to pokroją na platerki (b. częste w przypadku żołnierzy oddziałów specjalnych). Prosi "dobij". Co zrobisz? Dobijesz, czy pozwolisz, żeby go pokroili? Albo nawet nie prosi, bo nie ma jak, ale widzisz co się dzieje (w praktyce zwykle takie rzeczy uzganiane są wcześniej). Podobnie może być z wrogiem - rozwaliłeś go granatem, ale parę godzin mu jeszcze zostało. Szans na pomoc zero. Prosi żebyś dobił. Dobijesz? No wróg, ale to, co mu się należało, już od Ciebie dostał. Ma się męczyć bez sensu? Do obu przypadków: jeśli nie dobijesz, to dlaczego; a jeśli dobijesz, to czy będziesz czuł się zabójcą? Jeśli odmawiasz tego prawa komuś, to powinieneś odmówić też sobie. Zagranie bardzo ryzykowne - oczywiście nie życzę Ci jakichś "takich" sytuacji, ale życie bywa bardzo dziwne, a przede wszystkim jest nieprzewidywalne i nie wiesz w jakiej sytuacji się znajdziesz. Może być taka, że jedyne czego będziesz chciał, to to, żeby ktoś Cię odstrzelił, bo sam tego nie będziesz mógł zrobić. Powiedz to żołnieżom, antyterrorystom, policjantom itd. I taki ktoś nie staje się właścicielem czyjegoś życia. Jest wiele stanów prawnych, w których ma się prawo do dysponowania czymś nie będąc tego czegoś właścicielem. Tym bardziej jest to istotne w przypadku decyzji dobrowolnej. Różne przypadki mnie interesują. Tutaj też nie ma pełnej jednoznaczności. W przypadku dorosłych na ogół wiadomo, jakie ten ktoś miał przekonania. Z dużym prawdopodobieństwem, często na granicy prewności można określić jego wolę w danej sytuacji. Trudniejsza jest sprawa w przypadku dzieci, szczególnie tych najmłodszych. Ale jest tu pytanie - jaki sens mogłoby mieć ich cierpienie w sytuacji, kiedy szanse na chociażby trochę normalne życie są w praktyce zerowe. I tu w każdym przypadku powinna być oceniana całość sytuacji. W praktyce tak właśnie się robi, jeśli nie zgodnie z prawem, to na granicy prawa lub bezprawnie. I co ciekawe, zwykle prawo takimi przypadkami się nie zajmuje, bo praktycznie zawsze można je podciągnąć pod zakaz uporczywej terapii. I jeszcze jedno - zgodzimy się chyba w tym, że granice własnej wolności wyznacza wolność innych. Powiedz mi w takm razie, w jaki sposób np. moja dobrowolna eutanazja naruszy wolność innych?
  8. Owszem, można, kiedy ma się do tego techniczne warunki. Kiedy ktoś jest np. kompletnie sparaliżowany i nawet żarcie mu wlewają przez rurkę prosto do żołądka, to jak sam miałby to zrobić? Dlaczego odmawiasz mu prawa do tego, żeby to samobójstwo za niego technicznie wykonał ktoś inny? Decyzja jego, wykonanie ktoś inny. Na tym polega dobrowolna eutanazja. Tak, tak bywa i często tak musi być. Czy decyzja o Twoim istnieniu była Twoja? Hmm...? To zresztą chyba najważniejszy powód, że nie chciałem mieć dzieci - nie chciałem grać w toto-lotka na cudzy rachunek. Jeśli jest 10 potrzebujący przeszczepu, a tylko jeden dawca, to też ktoś decyduje, kto z tych dziesięciu dostanie szansę na życie... reszta do piachu. Dla tych dziewięciu to też rodzaj eutanazji. Raz, dwa trzy, żyjesz ty! A reszta nie! Może być i tak, że na dziesięciu jest dziewięciu dawców. A "ty" do piachu. Brutalne, ale prawdziwe. I tak dalej... ktoś decyduje. I niekoniecznie to jest rozkaz w wojsku. W przypadku dobrowolnej eutanazji to nie lekarz decyduje, tylko sam delikwent. W przypadkach, takich jak opisane w artykule z NEJM, który linkowałem, też to nie lekarze decydują, a rodzice. Lekarze tylko oceniają sytuację, a kontroluje to prokuratura. A czy zdarza się, że decydują lekarze? Tak, ale najczęściej tam, gdzie dobrowolna eutanazja jest nielegalna. Ale musi być techniczna możliwość tego wyjazdu, której ktoś, kto tej eutanazji chce, zwykle już nie ma. Spróbuj pojechać z flakami pokrojonymi po operacji, w czasie której okazało się, że masz jeszcze dwa tygodnie... nie życia, a skręcania się z bólu, którego maksymalne dopuszczalne dawki morfiny czy innego przeciwbólowca nie są w stanie nawet zmniejszyć w znaczącym stopniu. Dlaczego ktoś ma to cierpieć przez Twoją ideologię? Może na sobie najpierw wypróbuj. To już gadka w stylu niejakiej Pawłowicz... nie chce mi się z tym dyskutować.
  9. Dla mnie zasadnicze patologie w tych sprawach to hipokryzja i moralne dupochrony. Chrzanienie o świętości życia od poczęcia do naturalnej śmierci - a niech się męczy, trafi do nieba. Proszę bardzo, każdemu wolno, ale na własny rachunek. A nie narzucanie wszystkim. Ci, którzy chcą mieć prawo do eutanazji, niech je mają - podpisać papier u notariusza i jest. Kto zdecydowanie nie chce, niech podpisze papiór, że nie chce. Życie jest wyłączną własnością tego, który żyje - a nie takiej czy innej bozi, społeczeństwa, państwa czy cholera wie kogo i czego jeszcze. W przypadkach, kiedy taki koś z przyczyn obiektywnych nie może sam decydować, a decyzja jest konieczna i w bezsporny sposób może być uzasadniona jakością życia (ból i inne takie), prawo do tej decyzji powinny mieć osoby przez prawo upoważnione i na warunkach przez to prawo określonych. I w sumie tyle. To nie jest argumentowanie istnieniem patologii. Po prostu - nawiązując do Twoich znaków drogowych - znaki drogowe powinny być ustawiane zgodnie z rzeczywistymi, obiektywnymi warunkami drogowymi, a nie z czyjąkolwiek ideologią.
  10. Tak, o takich właśnie przypadkach pisałem, jest ich ogromna większość. Pozostałe, kiedy są uzasadnione podejrzenia przestępstwa, zdarzają się bardzo rzadko - z reguły zgłasza to pogotowie albo nawet policja jest wcześniej niż lekarz.
  11. Teoretycznie można, tyle że w praktyce brakuje chętnych do tego ścigania. Widziałeś jak taki akt zgonu jest wypisywany? Bo ja tak. Lekarz tylko popatrzył, dla dopełnienia formalności przyłożył słuchawki, wyjął papiery i napisał. Zmarły mógł być kilogramem trucizny nafaszerowany, albo zamiast kroplówki mógł mieć pół litra heroiny do żył wpompowane... lekarz i tak by tego nie zauważył, bo nawet nie miał zamiaru tego sprawdzać. I to jest norma. W takich przypadkach z reguły (niemal stuprocentowej) zakłada się śmierć z przyczyn naturalnych i tego nie sprawdza, chyba że słoik z trucizną stoi koło łóżka. Dosłownie. W szpitalach często dokonywana jest sekcja, ale z powodów naukowych raczej, niż żeby stwierdzić przyczynę śmierci. No można sprawdzić: http://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMp058026 jak ma się ten cytat ze "Znaków czasu" do faktycznej treści artykułu w NEJM i czym w rzeczywistości jest The Groningen Protocol.
  12. Tak to już jest, że róźne granice są przesuwane, niekiedy w te i nazad. Sprawy, o których piszesz, są uregulowane w prawie krajów, które eutanazję dopuściły. Chyba uregulowane nieźle, jeśli to działa, a sprzeciwy i w tych krajach, i w tych, które dobrowolnej eutanazji nie dopuszczają, są motywowane praktycznie wyłącznie argumentacją ideologiczną, wyznaniową, a nie merytoryczną. W praktyce w tych krajach, w których eutanazja jest zakazana, często też jest dokonywana (na ogół bez zgody zainteresowanego!) i to w sposób bardzo brutalny, np. zagłodzenie, odwodnienie, kompletne zaniedbanie itd. Rzadko to wychodzi, bo odróżnienie tego od naturalnego przebiegu choroby nie jest łatwe. Później ładny pogrzeb i jest ok. Co do wikipedii - wiadomo przecież, że jest to po prostu bardzo wygodna strona startowa do dalszego szukania, tym bardziej, że są przecież róźne wersje, na które jednym kliknięciem można się przełączyć. I zauważ, że w polskiej wersji są 33 bezpośrednie odsyłacze, w tym wiele zlinkowanych, do bardzo różnych tekstów, też religijnych. No i sam tekst, który - jak ja to odbieram - jest obiektywny. Czyli... chyba jakaś różnica jest. A dlaczego najbardziej rozbudowana? Nie wiem, trzebaby sprawdzić... historia, autorzy, kolejne wersje, dyskusja itd., ale wątpię, czy coś niezwykłego się tam znajdzie. Co do uporczywej terapii - trudno to ocenić inaczej (w większości przypadków) niż jako wynaturzenie współczesnej medycyny, też wynikające zwykle z powodów ideologicznych, sprzecznych z racjami merytorycznymi. Często dochodzi do tego strach lekarzy przed ewentualną odpowiedzialnością itd. A jest to tylko dodatkowe męczenie kogoś, kto i tak nie ma szans...
  13. Prenzentację zassałem, fajna, ale nie mam teraz czasu na szczegóły... Chyba jednak jak gwiazdka wydoli, to i przy........ Fakt, że to będzie tylko orzeszek, a nie żarło, no ale i orzeszek dobry, kiedy porządnego żarcia już nie ma
  14. @ Astro "Pogromcy" już chyba nie działają, do Top Gear smaruj, czemu nie... ciekawy byłby taki test. Weż jeszcze pod uwagę sprawy takie, jak wytrzymałość opony (m.in. konieczne ciśnienie), odprowadzanie ciepła, możliwość przeniesienia momentu, itp., itd.
  15. Hmm... żródła takie jak "Znaki czasu" i im podobne sprawdzam nie trzy razy, ale przynajmniej trzydzieści A tutaj pierwszy strzał (cytat): "Taki stan rzeczy utrzymywał się ponad 20 lat, choć formalnie eutanazja była nielegalna i do 1994 roku jej przeprowadzenie skutkowało przesłuchaniem policyjnym i groźbą postawienia w stan oskarżenia. Sugeruje się, że taki stan prawny mógł być przyczyną niezgłaszania wszystkich rzeczywistych przypadków eutanazji. Szacuje się, że rocznie w Holandii w przypadku około 400 terminalnie chorych, którzy nie są w stanie wyrazić swojej woli ze względu na zaburzenia stanu psychicznego towarzyszące nieuleczalnej chorobie, holenderscy lekarze (głównie podstawowej opieki zdrowotnej, ang. general practitioners) sugerowali skrócenie życia. W 83% tych przypadków konsultowano się z rodziną pacjentów. W przypadku części takich pacjentów została przeprowadzona eutanazja. Przyjmuje się, że przypadki eutanazji wbrew woli terminalnie chorych nie miały miejsca w Holandii lub są zjawiskiem marginalnym i z tego powodu nie zostały odnotowane[4]. https://pl.wikipedia.org/wiki/Eutanazja 4. ↑ a b c d e Stone G. Suicide and Attempted Suicide. New York, Carroll & Graf Publishers, 1999. ISBN 0-7867-0940-5 Na sprawdzanie dalej nie mam czasu, ale i ochoty - wystarczy mi, że w artykule w "Znakach czasu" nie ma przypisów do cytatów ani podania bezpośredniego źródła, a w spisie literatury widzę głównie wydawnictwa do "Znaków czasu" podobne. Czyli - szkoda czasu. A jak u nas ktoś będzie chciał zaciukać śmiertelnie chorego dziadka lub babcię, to i tak to zrobi - jeśli z głowy denata nie będzie wystawał trzonek siekiery, to lekarz bez problemu podpisze akt zgonu z przyczyn naturalnych.
  16. Z oponami nie jest tak prosto. Nadmierne tarcie może spowodować powstanie zbyt grubej warstwy stopionej/spalonej gumy, która może działać jak smar, lub zniszczenie opony. Do tego ogólna przyczepność, która nie tylko od samego tarcia zależy, ale i od "wczepiania się" w nawierzchnię (im większa powierzchnia, tym lepiej), itd. Do tego dochodzi wysokość opony - ogólnie im niższa tym lepiej (mniejsze odkształcenia), ale bardzo wąska i niska, to wóz drabiniasty... I tak dalej. Czyli w sumie...
  17. Jeśli przyrżnie dokładnie biegunowo, to chyba jednak będzie mogła plumknąć bez orbity i dysku. Prawdopodobieństwo minimalne, ale jednak niezerowe.
  18. W wielu przypadkach chodzi o zwyczajny brak możliwości technicznych - ciężka choroba, szpital, paraliż i inne takie. I dlatego uważam, że prawo do dobrowolnej eutanazji powinno być, i to jako jedno z praw podstawowych. Kto nie będzie chciał, nie musi z tego prawa korzystać.
  19. Wkurza mnie to po prostu, bo w razie draki sam będę musiał sobie sprawę zorganizować, i to tak, żeby nikt nie był podejrzany o pomoc.
  20. Skąd wiemy? Czas będzie tu chyba dobrym miernikiem. A tak bardziej ogólnie - paradoksalnie za "straszną" uznawana jest zwykle śmierć tylko paskudnie wyglądająca, jakieś rozerwanie bombą na strzępy, i inne takie, kiedy w rzeczywstości delikwent nawet nie zdąży się zorientować, że coś nie tak... a powolne umieranie na takie czy inne choróbsko już tak bardzo "straszne" nie jest. Eutanazja na życzenie tylko w kilku krajach jest dozwolona, a gdzie indziej... a męcz się, bo my mamy takie czy inne wierzenia, ideały czy inne takie. @ glaude No to mamy uzgodnione Kiedyś, jak zawodowo pstrykałem robale i inne takie, dosyć ostro musiałem wleźć w sprawy działania ich zmysłów, teoretycznie i praktycznie: coby mi nie uciekały, a też, jak było to potrzebne, cobym mógł nimi trochę sterować, żeby w oświetleniu i kadrze odpowiednio siedziały Teraz już tylko jakieś resztki teorii pętają się po głowie, chociaż to, co praktycznie przećwiczyłem, nadal działa całkiem nieźle... mucha nie ma prawa uciec, kiedy chcę ją złapać (wypuszczam) Przy okazji focia pokazująca to, o czym pisał Astro: składanie jaj w ciele larwy żerującej w drewnie. Tutaj owad miał ułatwione zadanie, bo jest szczelina, ale taki stwór potrafi wykryć larwę e drewnie na głębokośći do 4 cm i bardzo precyzyjnie wwiercić się w to miejsce wystającym mu z zadka wiertłem (dokładniej to podwójna piłka). Później pokładełkiem odszukuje larwę i składa na niej jaja, ten gatunek chyba jedno, o ile dobrze pamiętam. Nazwy nie pamiętam, jak odszukam, to napiszę.
  21. Ogólnie się zgadzam, chociaż jestem mięsożerny (niestety). Ale z drugiej strony śmierć skorupiaka we wrzątku jest raczej bardzo łagodna w porównaniu np. z rozrywaniem przez rybę na kawałki lub połknieciem w całości, czyli... Chrabąszcza wyżarły w nocy, kiedy był do nieprzytomności schłodzony, mrówki lub jakieś gryzonie. Kilka w podobny sposób wyżartych widziałem, ale tylko ten był żywy - inne miały też wyżarty tułów. Larwy os są na ogół bardzo sprytne: aź do końca nie ruszają układu nerwowego.
  22. Najlepiej chyba zamrozić (nie zaszkodziłoby wcześniej przytruć czystym azotem) i wrzucić do wrzątku. Prawdopodobnie układ nerwowy nie zdąży wtedy zareagować. Ale... tu jest jeszcze jedna sprawa - czy skorupiaki w ogóle odczuwają coś takiego jak ból. Mam np. dosyć makabryczne fotki chrabąszcza (stawonóg oczywiście, ale...), który ma całkiem wyżarty od wewnątrz odwłok i pomimo tego zachowuje się normalnie, jakby nic się nie działo. Nie wiem, czy te fotki nadają się do pokazywania, nawet tutaj... Podobnie sprawa wygląda z innymi owadami.
  23. @ glaude Były robione doświadczenia z ludźmi (może znajdę ksiąźkę z opisem tego) - z tego co pamiętam nie chodzi w tym o budowę komórek, a o konieczność odświeżania sygnału. Stały sygnał zostaje wyzerowany. Podobnie reguje np. skóra - nie czujemy cały czas ubrania; węch - do zapachu bardzo szybko się przyzwyczajamy i staje się niewyczuwalny, itd. Hmm... zależy, kto będzie trzymał wtyczkę od zasilania
  24. Nie takie to proste, bo zasada zachowania energii związana jest z symetrią przesunięć w czasie, czyli coś by trzeba pogrzebać przy czasie, a to raczej nie jest łatwe A jeśli spróbujemy bez grzebania w czasie, np. dusić energię z próżni (może się da), to efekt może być cholera wie jaki... Przypomina mi się stary kawał o Czukczy, który siedział na brzegu Oceanu Lodowatego i piłował bombę atomową. Zobaczył to biały, podbiega i wrzeszczy "Czukcza, co ty robisz!". Na to Czukcza spokojnie: "No bombę piłuję.". "Ale ona może wybuchnąć!", drze się biały. "No to co? Tam mam drugą" - pokazał za siebie Czukcza... My tej drugiej nie mamy, i nie tylko do kombinacji z dojeniem próżni się to odnosi. W skali globalnej, całego Wszechświata, energia nie musi być zachowana w sposób ścisły, podobnie w skali mikro, gdzie zasada nieoznaczoności dopuszcza chwilowe pożyczki energii "z nikąd" (w zasadzie "od czasu"), ale pośrodku... może i by się udało, ale konsekwencje mogą być bardzo dziwne
  25. Może nie tyle lub nie tylko z robotyzacją jest to związane, co ze sposobem działania wzroku - oczy żaby nie drgają, żaba nie widzi tego, co względem niej nieruchome. Podobny efekt u ludzi daje zablokowanie mięśni powodujących drgania oczu. Wszystko co nieruchome po ułamku sekundy znika.
×
×
  • Create New...