Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'NASA'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 160 results

  1. NASA poinformowała o śmierci Christophera Columbusa Krafta, legendarnego dyrektora lotów, jednego z założycieli Agencji. Chris C. Kraft zmarł w poniedziałek w wieku 95 lat. Christopher Kraft był jednym z inżynierów, którzy pracowali w NASA od jej samego początku. Wtedy to Robert Gilruth, który stał na czele Space Task Group, zlecił Kraftowi stworzenie zasad i procedur bezpiecznego wysłania człowieka w przestrzeń kosmiczną, jego pobytu w niej i sprowadzenia go żywego na Ziemię. Kraft musiał się przy tym spieszyć, gdyż w tamtym czasie ZSRR znacznie wyprzedzał USA w dziedzinie lotów kosmicznych. I Kraft tego dokonał. Bez żadnych zaawansowanych narzędzi, kalkulatorów, komputerów, bez żadnych wcześniejszych doświadczeń – bo ludzkość przecież takich nie miała – stworzył zasady i procedury załogowych lotów kosmicznych. Z czasem Kraft został odpowiedzialny za wynajdowanie i zatrudnianie utalentowanych inżynierów, kontrolerów i innych specjalistów, z których stworzył centrum kontroli lotów załogowych. Jak stwierdził sam Neil Armstrong, Kraft stał się „kontrolą Centrum Kontroli Lotów". Był pierwszym dyrektorem Centrum i to jemu w dużej mierze zawdzięczamy sukces programów Merkury, Gemini i w końcu Apollo. Obecna pełna nazwa słynnego centrum w Houston brzmi Christopher C. Kraft Jr. Mission Control Center. Odszedł gigant, tymi słowy śmierć Krafta skomentował Wayne Hale, które był dyrektorem lotów w ponad 30 misjach wahadłowców, a następnie menedżerem całego programu wahadłowców. Christopher C. Kraft do samego końca był żywo zainteresowany rozwojem programu kosmicznego. Budził on w nim żywe emocje. Był niezwykle rozgoryczony faktem, że w Space Launch System mają zostać wykorzystane silniki wahadłowców. Te cuda techniki, przeznaczone do wielokrotnego użytku, będą używane w SLS jednokrotnie. "Mój Boże, nie możecie tak zbyt często postępować, chyba, że macie bardzo dużo pieniędzy", mówił. Był też gorącym zwolennikiem rozwoju prywatnego przemysłu kosmicznego, szczególnie gdy ten udowodnił, że potrafi tanio budować dobrej jakości rakiety. Christopher C. Kraft Junior urodził się 28 lutego 1924 roku. Oba imiona – Krzysztof Kolumb – odziedziczył po swoim ojcu, który urodził się w 1892 roku, w przeddzień czterechsetnej rocznicy odkrycia Ameryki przez Kolumba. Czy imię może zdecydować o życiu? – zastanawiał się Kraft w swoich wspomnieniach zatytułowanych „Flight”. Miałem niemal cały wiek, by o tym myśleć. Sądzę, że jak ktoś się nazywa Krzysztof Kolumb Kraft Junior, to w pewnej mierze kierunek, w jakim podąży jego życie, jest określony od samego początku. Kraft Junior trafił do National Advisory Committee for Aeronautics, gdzie pomagał testować samoloty. Z czasem organizacja przerodziła się w NASA, z którą Krzysztof Kolumb był związany przez całe życie. W listopadzie 1958 roku dostał za zadanie opracowanie wspomnianych już procedur lotu i został pierwszym dyrektorem NASA odpowiedzialnym za loty kosmiczne. Osobiście opracował zasady planowania i kontroli misji, wydawania bądź nie zezwoleń na start, regulamin i zasady komunikacji pomiędzy pojazdem kosmicznym a Ziemią, metody śledzenia lotu oraz zasady rozwiązywania problemów w czasie rzeczywistym oraz procedury podejmowania załóg po wylądowaniu. Kraft był dyrektorem lotów NASA aż do zakończenia misji Apollo 12 w roku 1969. Następnie został zastępcą dyrektora całego Centrum Kontroli Lotów, a od stycznia 1972 do emerytury w sierpniu 1982 roku był dyrektorem Centrum. Odegrał kluczową rolę w ostatnich misjach Apollo, misji stacji kosmicznej Skylab, projekcie Apollo-Sojuz i pierwszych lotach wahadłowców.   « powrót do artykułu
  2. W marcu administracja prezydencka nakazała NASA przygotowanie załogowej misji na Księżyc i wyznaczyła roku 2024 jako datę ponownego lądowania człowieka na Srebrnym Globie. Tym razem na powierzchni naszego naturalnego satelity ma stanąć nie tylko mężczyzna, ale również kobieta. Teraz administrator NASA, Jim Bridenstine poinformował, że Biały Dom zwrócił się do Kongresu o wprowadzenie poprawki budżetowej na rok 2020 i przyznanie NASA dodatkowych 1,6 miliarda dolarów. Dodatkowe środki mają zostać przeznaczone na przyspieszenie prac nad Space Launch System i Orionem, zintensyfikowanie prac naukowych i technologicznych oraz zintensyfikowanie eksploracji Księżyca za pomocą robotów. Program powrotu na Księżyc został nazwany Artemis (Artemida). To w mitologii greckiej bogini Księżyca i siostra bliźniaczka Apollina. Mamy tu więc również nawiązanie do misji Apollo, w ramach człowiek po raz pierwszy wylądował na Księżycu. Dotychczas po Srebrnym Globie chodziło 12 ludzi. Ostatnim, który postawił na nim nogę był Harrison Schmitt, a ostatnim, który opuścił powierzchnię Księżyca był Eugene Andrew Cernan. Obaj panowie byli na Księżycu 14 grudnia 1972 roku. Roczny budżet NASA to około 21,5 miliarda dolarów. W roku podatkowym 2019 na rozwój Oriona, SLS i ministację księżycową NASA wydała 4,5 miliarda USD. Wielu ekspertów i polityków obawia się, że NASA nie uda się wysłać astronautów na Księżyc w roku 2024. Rozwój rozwijanego przez Boeinga systemu SLS jest bowiem poważnie opóźniony. Gdy dziennikarze zapytali Bridenstine'a, ile pieniędzy pochłonie program powrotu na Księżyc, ten odpowiedział: Chciałbym móc odpowiedzieć na to pytanie.   « powrót do artykułu
  3. Przed tygodniem informowaliśmy, że wiceprezydent Mike Pence domagał się, by do roku 2024 NASA przeprowadziła załogową misję na Księżyc. Teraz szef NASA, Jim Bridenstine, podczas spotkania z parlamentarzystami, stwierdził: chcemy do roku 2033 wykonać załogowe lądowanie na Marsie. Możemy przyspieszyć załogową misję na Marsa, przyspieszając załogową misję na Księżyc. Księżyc będzie testem, dodał. Wielu ekspertów ma wątpliwości, czy NASA wywiąże się ze swoich zobowiązań, szczególnie biorąc pod uwagę opóźnienia w konstrukcji Space Launch System. Ponadto trzeba zdawać sobie sprawę, że misja na Marsa potrwa co najmniej 2 lata. Sam lot na Czerwoną Planetę zajmie 6 miesięcy. Na Księżyc astronauci mogą dostać się z w ciągu zaledwie 3 dni. Podróż na Marsa możliwa jest tylko wówczas, gdy Czerwona Planeta znajduje się po tej samej stronie Słońca co Ziemia. Ma to miejsce co 26 miesięcy. Budżet NASA na rok 2017 wyznaczał rok 2033 jako termin rozpoczęcia pierwszej załogowej misji na Marsa, jednak sama NASA nie mówiła dotychczas o konkretnym terminie, a jedynie o latach 30. obecnego stulecia. Przed zorganizowaniem załogowej misji NASA chce nauczyć się wykorzystywać lód znajdujący się na Biegunie Południowym Marsa. Z lodu pozyskamy powietrze do oddychania, wodę do picia i paliwo, mówi Bridenstine. Naszym celem nie jest tylko zabranie człowieka na Marsa, ale udowodnienie, że ludzie mogą żyć i pracować na innych planetach, dodaje. Demokrata Eddie Bernice Johnson, przewodniczący House Commitee on Science, Space and Technology poprosił Bridenstine'a, by ten przedstawił odpowiednie poprawki do budżetu NASA. Agencja ma je przedłożyć parlamentarzystom do 15 kwietnia. « powrót do artykułu
  4. Wiceprezydent USA Mike Pence, przemawiając podczas spotkania National Space Council domagał się, by do roku 2024 NASA przeprowadziła załogową misję z lądowaniem na Księżycu. Jeśli NASA nie jest obecnie sprawić, by w ciągu pięciu lat amerykański astronauta wylądował na Księżycu, należy zmienić tę organizację, a nie plany misji, powiedział wiceprezydent. Szef NASA, Jim Bridenstine, odnosząc się do wypowiedzi wiceprezydenta, oświadczył: W ciągu najbliższych dni i tygodni podejmiemy działania, w celu zrealizowania tego celu. Już wcześniej przedłożyliśmy plan, z którego jasno wynika, że plan badawczy NASA składa się z trzech celów strategicznych: niskiej orbity okołoziemskiej, Księżyca oraz Marsa i dalszych części przestrzeni kosmicznej. Wydałem już odpowiednie polecenia, które mają upewnić nas, że cele te zostaną osiągnięte. Jest wśród nich decyzja o powołaniu nowego dyrektoriatu w NASA, który skupi się na opracowaniu i wykonaniu tych celów. Roboczo nazywamy go Moon to Mars Mission Directorate. NASA jest jedyną agencją kosmiczną, która ma na swoim koncie lądowanie człowieka na Księżycu. Ostatni astronauta przebywał na Srebrnym Globie w grudniu 1972 roku. Od tamtego czasu NASA, również jako jedyna agencja kosmiczna, przeprowadziła udane – bezzałogowe – misje badawcze na powierzchni Marsa, badania Saturna i jego księżyców, zebrała dane na temat Plutona, odkryła tysiące planet pozasłonecznych. Obecni lokatorzy Białego Domu naciskają jednak na powrót człowieka na Księżyc. Niech to będzie jasne: pierwszą kobietą i kolejnym mężczyzną na Księżycu będą amerykańscy astronauci, którzy polecą tam na amerykańskiej rakiecie startującej z terenu USA. Prezydent polecił NASA i administratorowi Jimowi Bridenstinowi, by wykorzystali wszelkie dostępne środki w celu realizacji tych zadań, mówił Pence. Spis wszystkich misji prowadzonych przez NASA od czasu powołania Agencji w 1958 roku, tych trwających, jak i ukończonych, obejmuje 196 pozycji. « powrót do artykułu
  5. Na 29 marca NASA planuje wyjątkowy spacer kosmiczny, w którym miałyby uczestniczyć wyłącznie kobiety. Jeśli wszystko się uda, Christina Koch i Anne McClain wyjdą poza Międzynarodową Stację Kosmiczną (MSK), by przeprowadzić niezbędne prace. Również na Ziemi, w Centrum Kosmicznym Johnsona, kluczowe aspekty operacji obsługiwać będą kobiety; Mary Lawrence będzie pełnić funkcję głównej dyrektorki lotu, a Kristen Facciol - głównej kontrolerki lotu. Nie jest jasne, czym miałyby się zająć Koch i McClain (niektóre źródła wspominają o wymianie baterii zainstalowanych latem zeszłego roku). Wiadomo tylko, że ich spacer ma potrwać ok. 7 godzin. Pierwszą osobą, która odbyła spacer w kosmosie, był radziecki kosmonauta Aleksiej Leonow ze statku Woschod 2. Stało się to 18 marca 1965 roku. Leonow był przywiązany do statku liną. Jego spacer trwał 12 minut. Pierwszą spacerującą w kosmosie kobietą była natomiast Swietłana Sawicka, która przeprowadziła eksperyment spawalniczy na zewnątrz stacji Salut 7 dwudziestego piątego lipca 1984 r. Choć kobiety stanowią coraz większą część astronautów NASA, nadal są niedoreprezentowane w dziedzinie kosmicznych lotów. Jeśli chodzi o spacery kosmiczne, wg Shaiann Frazier ze stacji NBC News, są one przeprowadzane głównie przez mężczyzn, wspomaganych przez żeńską część załogi. Koch i McClain są rówieśnicami; obie urodziły się w 1979 r. McClain, inżynier lotnictwa i aeronautyki, a także starszy pilot wojskowy, przebywa na MSK od grudnia 2018 r. Przed historycznym spacerem z Koch 22 marca ma odbyć spacer z Nickiem Hague. Koch, która jest specjalistką z zakresu fizyki oraz inżynierii elektrycznej, zostanie wysłana na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej 14 marca (kapsuła Sojuz MS-12 wystartuje z kazachskiego Bajkonuru; Koch towarzyszyć będą Aleksiej Nikołajewicz Owczinin oraz wspominany już Nick Hague). « powrót do artykułu
  6. NASA chce, by w ciągu najbliższych lat amerykańscy astronauci powrócili na Księżyc, a następnie polecieli na Marsa. Agencja pracuje teraz nad ostatecznym złożeniem, integracją i testowaniem systemu, który będzie woził astronautów z Ziemi do Lunar Orbital Platform-Gateway, niewielkiej stacji kosmicznej, która ma powstać na orbicie Księżyca. W 2020 roku ma odbyć się testowa bezzałogowa Exploration Mission-1 (EM-1), w ramach której pojazd Orion zostanie wyniesiony przez rakietę Space Launch System (SLS) i obędzie podróż dookoła Księżyca, a następnie wróci na Ziemię. Do roku 2023 ma zostać zorganizowana załogowa testowa EM-2. Inżynierowie z Florydy łączą obecnie moduł załogowy i serwisowy Oriona, a później przeprowadzą testy, by upewnić się, że całość działa, jak powinna. Następnie kapsuła zostanie przewieziona do Ohio, gdzie przez cztery miesiące będzie poddawana testom termicznym w komorze próżniowej oraz testom interferencji elektromagnetycznej. Po powrocie na Florydę rozpocznie się ostateczna faza testów, po których kapsuła zostanie umieszczona na SLS. W międzyczasie zespół zajmujący się Orionem pracuje nad drugą kapsułą, która weźmie udział w locie załogowym wokół Księżyca. Najbardziej interesującym elementem prac nad tą kapsułą będzie przewidziany na czerwiec test systemu awaryjnego przerwania startu. W jego ramach Orion zostanie wyniesiony na wysokość 9,5 kilometra i przy prędkości ponad 1600 km/h będzie musiał oddzielić się awaryjnie od rakiety nośnej i bezpiecznie wylądować. Z kolei inżynierowie z Michound Assembly Facility w Nowym Orleanie niemal zakończyli już prace nad pierwszym stopniem SLS, największym elementem najpotężniejszej rakiety nośnej na świecie. Sekcja silników, składająca się z czterech maszyn motorów RS-25, została niemal ukończona. Wkrótce rozpocznie się jej łączenie z 40-metrowym zbiornikiem na ciekły wodór. Następnie całość zostanie połączona z sekcją przednią, składającą się m.in. ze zbiornika ciekłego tlenu. Całość zostanie później przewieziona do Stennis Space Center w Mississippi, gdzie rozpoczną się testy silników. W Stennis już przeprowadzono w bieżącym roku dwa testy silników, a w ciągu najbliższych miesięcy zakończone zostaną testy wszystkich silników dla czterech pierwszych misji SLS. Osobnym testom zostaną poddane zbiorniki ciekłego wodoru i tlenu. Będą sprawdzane w bardziej wymagających warunkach niż te, jakie są przewidywane w czasie lotu. Testowana jest też awionika i inne systemy, a w Kennedy Space Center trwają prace nad systemami, które będą potrzebne do przeprowadzenia startu. « powrót do artykułu
  7. Po 15 latach pracy misja łazika Opportunity dobiegła końca, oświadczyła NASA.Tym samym uznano, że z łazikiem nie uda się już nawiązać kontaktu. Opportunity przestał komunikować się z Ziemią w czasie potężnej burzy piaskowej, która przykryła znaczną część Marsa w czerwcu 2018 roku. Po tym, jak do łazika wysłano ponad tysiąc komend w nadziei ponownego nawiązania kontaktu, inżynierowie ze Space Flight Operations Facility w Jet Propulsion Laboratory uznali, że łazik został utracony. Ostatni sygnał z Opportunity odebrano 10 czerwca. Nasi astronauci będą mogli pewnego dnia spacerować po powierzchni Marsa dzięki takim niezwykłym misjom jak ta przeprowadzona przez Opportunity. A gdy ten dzień nadejdzie, ślad pierwszego człowieka na Marsie będzie częścią dziedzictwa ludzi pracujących przy Opportunity, stwierdził dyrektor NASA Jim Bridenstine. Opportunity miał pracować na Marsie przez 90 dni, w czasie których miał przejechać 1000 metrów. Łazik zaskoczył swoich twórców. Pracował przez niemal 15 lat i przebył 45 kilometrów. W końcu zamilkł w płytkim kanale Perseverance Valley na wewnętrznym zboczu zachodniej krawędzi Krateru Endeavour. Przez osiem kolejnych miesięcy specjaliści próbowali nawiązać kontakt z łazikiem. Spróbowaliśmy każdego możliwego rozwiązania, by uruchomić Oppportunity. W końcu stwierdziliśmy, że szanse na nawiązanie łączności są zbyt małe, by nadal próbować, oświadczył John Callas, menedżer projektu Mars Exploration Rover. Opportunity wylądował 24 stycznia 2004 roku na Meridiani Planum. Podróż zajęła mu 7 miesięcy. Dwadzieścia dni wcześniej po przeciwnej stronie Czerwonej Planety zameldował się bliźniaczy Spirit. Spirit zamilkł w maju 2011 roku po przebyciu 8 kilometrów. W czasie swojej misji Opportunity ustanowił m.in. rekord długości trasy przebytej w ciągu 1 dnia przez łazik marsjański. W dni 20 marca 2005 roku przebył 220 metrów. Przez te 15 lat łazik przysłał na Ziemię ponad 217 000 zdjęć, w tym 15 kolorowych panoram obejmujących widok 360 stopni. Opportunity oczyścił i zbadał powierzchnię 52 skał i 72 innych elementów. Jego najważniejszym osiągnięciem jest dostarczenie mocnych dowodów, że na Marsie płynęła niegdyś woda. Nad łazikiem kilkukrotnie zawisło poważne niebezpieczeństwo. W samym tylko 2005 roku Opportunity stracił sterowanie w jednym ze swoich przednich kół, doszło do awarii urządzenia odpowiedzialnego za zapewnianie energii, niemal też nie ugrzązł na dobre w piasku. W 2007 roku trwająca dwa miesiące burza piaskowa zagroziła utratą łazika. W 2015 zepsuła się 256-megabajtowa pamięć flash, a w 2017 awarii uległo drugie z przednich kół. Za każdym jednak razem zespół odpowiedzialny za łazik znajdował rozwiązanie problemu i można było kontynuować misję. Burza z lata 2018 okazała się jednak zbyt potężna i zakończyła misję Opportunity. Ludzkość kontynuuje jednak badania Marsa. Na powierzchni planety od sześciu lat pracuje łazik Curiosity, przed trzema miesiącami wylądowała misja InSight, która dopiero rozpoczyna badania naukowe. W lipcu przyszłego roku zostaną wystrzelone aż dwie misje. Jedna z nich to przygotowana przez NASA Mars 2020, a druga to ExoMars Europejskiej Agencji Kosmicznej. W ramach obu na Czerwoną Planetę trafią łaziki. Będą to pierwsze łaziki, których zadaniem będzie poszukiwanie na Marsie śladów mikroorganizmów. « powrót do artykułu
  8. Naukowcy z należącego do NASA Centrum Astrobiologii rzucili nowe światło na ewolucję. Z ich badań wynika, że o rozwoju życia na Ziemi zadecydowało przypadkowe łączenie się przedstawicieli dwóch linii prokariotów przed 2,5 miliardami lat. Biolog molekularny James A. Lake porównał proteiny występujące u ponad 3000 różnych prokariotów - jednokomórkowych organizmów niezawierających jądra komórkowego - i wykazał, że 2,5 miliarda lat temu doszło do łączenia się prokariotów z dwóch linii. To z kolei pozwoliło na powstanie bardziej stabilnego organizmu, który był w stanie czerpać energię z fotosyntezy. W wyniku dalszej ewolucji powstały organizmy, u których ubocznym produktem fotosyntezy był tlen. Pierwiastek ten wzbogacił atmosferę Ziemi, umożliwiając powstanie organizmów, które wykorzystywały tlen w procesach życiowych. Wyższe formy życia nie powstałyby, gdyby to się nie zdarzyło. [Prokarioty - red.] to bardzo ważne organizmy. W czasie, gdy ewoluowały pierwsze prokarioty, w atmosferze Ziemi nie było tlenu - mówi Lake. Dzięki połączeniu dwóch klas prokariotów, powstały nowe organizmy z podwójną błoną komórkową. Później z niego wyewoluowały sinice - pierwsi producenci tlenu na naszej planecie. Zmieniły one skład chemiczny atmosfery i umożliwiły pojawienie się kolejnych, bardziej złożonych form życia.
  9. NASA zdecydowała, że łazik misji Mars 2020 wyląduje w kraterze Jezero. Ostateczna decyzja zapadła po pięciu latach konsultacji, w czasie których brano pod uwagę 60 różnych lokalizacji. Każda z nich była analizowana i omawiana zarówno przez zespół naukowy pracujący przy misji, jak i przez światową społeczność specjalistów zajmujących się badaniem planet. Misja Mars 2020 ma wyruszyć w lipcu 2020 roku. Jej zadaniem będzie poszukiwanie śladów dawnego życia oraz zebranie próbek, które w przyszłości mają zostać przywiezione na Ziemię. NASA i ESA już opracowują koncepcje przyszłej misji, która przywiezie te próbki, dlatego też wybór miejsca lądowania misji Mars 2020 jest jednocześnie wyborem miejsca lądowania dla misji przywiezienia próbek. Krater Jezero oferuje nam teren bogaty pod względem geologicznym, w którym znajdują się formacje powstałe przez 3,6 miliardami lat. Mogą one dać odpowiedź na istotne pytania dotyczące astrobiologii i ewolucji planet. Zebranie próbek z tych miejsc zrewolucjonizuje naszą wiedzę o Marsie i jego zdolności do utrzymania życia, mówi Thomas Zurbuchen, administrator w Dyrektoriacie Misji Naukowych NASA. Krater Jezero znajduje się na wschodniej krawędzi wielkiego basenu uderzeniowego Isidis Planitia. Krater ma średnicę 45 kilometrów, w przeszłości płynęła w nim rzeka. Naukowcy sądzą, że mogą się tam znajdować molekuły organiczne i inne ślady dawnego życia naniesione przez wodę. W kraterze znajduje się co najmniej pięć różnych rodzajów skał, w tym gliny i skały węglanowe. Jezero to miejsce bardzo obiecujące pod względem naukowym, ale trudne pod względem inżynieryjnym. Na wschodzie znajduje się tam wiele kamieni i skał, na zachodzie są klify, a w wielu miejscach występują obniżenia terenu wypełnione luźnym materiałem naniesionym przez wiatry, w których łazik może zatonąć. Specjaliści od eksploracji Marsa od dawna zwracali uwagę na wartość naukową takich miejsc jak krater Jezero. Podczas poprzednich misji rozważano lądowanie tam, jednak uznawano, że jest to niemożliwe. Jednak to, co kiedyś było niemożliwe, teraz – dzięki pracy zespołu inżynieryjnego misji Mars 2020 oraz rozwojowi technologii weścia w atmosferę, obniżania i posadowienia łazika na powierzchni – wydaje się osiągalne, mówi Ken Farley odpowiedzialny za Mars 2020 z ramienia Jet Propulsion Laboratory. O tym, jak wielki postęp dokonał się w ostatnich latach, niech świadczy fakt, że inżynierowie misji Mars 2020 przekazali naukowcom rozważającym miejsca lądowania, iż są w stanie posadowić łazik na obszarze o 50% mniejszym niż miejsce lądowania Curiosity. Dzięki temu naukowcy mogli brać pod uwagę więcej potencjalnych miejsc lądowania. Skoro zaś naukowcy mogli wybrać bardziej interesujące, ale trudniejsze, lądowiska, to NASA rozwinęła technologię o nazwie Terrain Relative Navigation (TRN), która pozwala dźwigowi przeprowadzającemu lądowanie łazika na bardziej precyzyjną nawigację względem terenu. TRN jest obecnie testowana. Ostateczny raport na temat jej możliwości i niezawodności, opracowany przez niezależną komisję, zostanie przedstawiony NASA jesienią 2019 roku. Wtedy to zostanie wybrane konkretne miejsce lądowania w Jezero. Lądowanie na Marsie jest najtrudniejszym wyzwaniem w eksploracji planetarnej. Zespół inżynierów Mars 2020 wykonał wspaniałą robotę. Wciąż pracują oni nad lepszym zrozumieniem systemu TRN i związanych z nim ryzyk. Niezależni eksperci przyjrzą się pracy tego zespołu, dzięki czemu będziemy mogli zmniejszyć ryzyko, dodaje Zurbuchen. « powrót do artykułu
  10. Przez dziesięciolecia astrobiologia nie była traktowana zbyt poważnie. Krytykowano ją, jak dziedzinę mającą więcej wspólnego z filozofią niż nauką ścisłą. Jednak teraz wszystko się zmienia. Znamy tysiące planet pozasłonecznych i wiemy, że do pojawienia się życia wcale nie są wymagane cieplarniane warunki. Powszechnie zaakceptowano, że życie może też istnieć poza Ziemią, poza Układem Słonecznym w warunkach, jakie do niedawna uważano za uniemożliwiające pojawienie się i przetrwanie organizmów żywych. O tym, jak bardzo zmieniło się postrzeganie astrobiologii niech świadczy fakt, że raport, zamówiony przez Kongres USA i opracowany przez Narodową Akademię Nauk (NAS), wzywa NASA do uczynienia z poszukiwania życia pozaziemskiego jeden z głównych celów przyszłych badań naukowych. Raport pojawił się w bardzo ważnym momencie. Naukowcy zajmujący się astronomią i naukami pokrewnymi przygotowują się właśnie do stworzenia planów na przyszłą dekadę. Plany takie to rodzaj listy najbardziej pożądanych projektów badawczych, które mają odpowiadać na najważniejsze pytania we wspomnianych dziedzinach nauki. Plany te są analizowane przez Kongres i amerykańskie agencje badawcze, jak NASA, i na ich podstawie opracowywane są strategie na kolejne lata. Z drugiej zaś strony autorzy planów korzystają z takich dokumentów, jak wspomniany powyżej raport. A skoro tak ważny raport przyznaje astrobiologii priorytet, to można się spodziewać, że zostanie to uwzględnione i w 3. dziesięcioleciu XXI wieku NASA położy duży nacisk na poszukiwanie życia pozaziemskiego. Co więcej, ostatnio powstał jeszcze jeden dokument, którego autorzy podkreślają znaczenie astrobiologii. Autorzy Exoplanet Science Strategy zachęcają NASA do zbudowania teleskopu wyspecjalizowanego w badaniu pozasłonecznych planet podobnych do Ziemi. NASA zresztą już planuje tego typu urządzenie, a o zostanie flagową misją NASA lat 30. konkurują ze sobą dwa projekty – Large Ultraviolet/Optical/Infrared (LUVOIR) oraz Habitable Exoplanet Observatory (HabEx). Będą one badały światło docierające do nas z innych planet i poszukiwały w nim sygnałów, świadczących o istnieniu życia. W przeszłości planowano już podobne misje. Jedną z nich był pomysł na zbudowanie przez NASA Terrestrial Planet Finder, teleskopu, który miał szukać planet pozaziemskich i badać ich atmosferę. Jednak pomysły takie szybko upadały. Astrobiolodzy nie mieli bowiem zbyt silnych argumentów, uzasadniających wydatkowanie olbrzymich środków. Jeszcze przed 10 laty mieliśmy niewiele informacji na temat liczby planet znajdujących się poza Układem Słonecznym, więc szacowanie szans realizacji celów badawczych takich projektów było praktycznie niemożliwe. Teraz sytuacja uległa zmianie. Potwierdziliśmy istnienie tysięcy planet, a znalezienie pozaziemskiego życia byłoby jedną z największych sensacji naukowych w dziejach. Należy też pamiętać, że środowisko naukowe musi konkurować o ograniczone rządowe pieniądze. Dotychczas astrobiologia nie miała zbyt wielu argumentów i przegrywała z innymi dziedzinami nauki. Teraz argumentów przybyło i okazało się, że w wielu miejscach jak najbardziej zasadna jest współpraca. Te same instrumenty mogą być bowiem przydatne do badania planet pozasłonecznych pod różnym kątem, nie tylko do poszukiwania na nich życia. Obecnie NASA bez szczególnej zachęty z zewnątrz zwiększa zainteresowanie poszukiwaniem życia pozaziemskiego. Dość wspomnieć, że w bieżącym roku agencja poprosiła świat nauki o przedstawienie jej pomysłów na badania pozwalające na znalezienie dowodów na istnienie żywych organizmów poza Ziemią. To pierwsze takie działanie NASA od 1976 roku, kiedy to w ramach misji Viking poszukiwano życia na Marsie. NASA rozszerza też współpracę z innymi instytucjami. W ubiegłym miesiącu była, okok SETI Institute, gospodarzem konferencji, podczas której omawiano „technosygnatury”, potencjalne sygnały świadczące o istnieniu inteligentnego życia. Wydaje się, że astrobiologia awansowała z pozycji czegoś dziwnego i pobocznego na pozycję tej dziedziny nauki, która pozwoli NASA uzasadnić, po co prowadzi badania kosmosu i dlaczego opinia publiczna powinna się tym interesować, mówi Ariel Anbar, geochemik z Arizona State University. « powrót do artykułu
  11. W ramach programu Next Space Technologies for Exploration Partnerships (NextSTEP) NASA zachęca swoich partnerów do opracowania technologii pozbywania się odpadów podczas długotrwałych misji w głębszych partiach przestrzeni kosmicznej. Życie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej wymaga rozsądnego gospodarowania zasobami, redukowania liczby odpadów, wielokrotnego wykorzystywania materiałów i recyklingu wody oraz powietrza. Każdego roku na ISS dostarczanych jest około 12 ton metrycznych towarów, co z kolei rodzi poważne wyzwania dotyczące ich przechowywania. Obecnie każdy odpad jest ręcznie zgniatany przez astronautów i pakowany do worka. Na ISS przechowywane są w ten sposób nawet 2 tony śmieci. Odpadki te są albo przywożone na Ziemię, albo spalane w atmosferze. W przyszłości podczas misji znacznie bardziej oddalonych od Ziemi, astronauci prawdopodobnie nie będą mogli liczyć na regularne misje zaopatrzeniowe, które będą odbierały też odpadki. Dlatego też NASA wezwała przemysł prywatny do opracowania systemu radzenia sobie ze śmieciami. Ich przechowywanie na pokładzie pojazdu kosmicznego wiąże się nie tylko z zajęciem cennego miejsca, ale stwarza też ryzyko fizyczne i biologiczne. Ponadto składowanie odpadów oznacza utratę potencjalnych zasobów, które można by ponownie wykorzystać. NASA chce, by powstał bezpieczny dla załogi system maksymalnie wykorzystujący dostępne zasoby, zmniejszający objętość odpadków, których nie da się wykorzystać. Chętni do udziału w programie nie będą musieli zaczynać od zera. NASA od lat 80. rozwija system zarządzania odpadkami i ma na swoim koncie takie rozwiązania jak Heat Melt Compactor. Wspomniany program będzie składał się z dwóch etapów. Podczas Fazy A firmy mają opracować koncepcję systemu, poprawić je pod kierunkiem inżynierów z NASA oraz zbudowanie i przetestowanie na Ziemi prototypu. Firmy biorące udział w projekcie będą mogły wystąpić do NASA o zgodę na wykorzystanie infrastruktury Agencji. Z kolei w Fazie B zaproponowane systemy zostaną przetestowane na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Testy mogą rozpocząć się już w roku 2022. Zainteresowane firmy będą musiały co najmniej 20% kosztów prac nad swoimi systemami (10% w przypadku małych przedsiębiorstw). « powrót do artykułu
  12. Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej trwają badania, których celem jest stwierdzenie, czy NASA będzie mogła wykorzystywać w przyszłości standardowe układy elektroniczne. Obecnie w przestrzeni kosmicznej używa się chipów specjalnie chronionych przed szkodliwym wpływem promieniowania kosmicznego. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to pojazd Dragon, wracając na Ziemię, zabierze ze sobą dwa serwery, które przez niemal rok pracowały na ISS. Miało to symulować warunki, z jakimi elektronika zetknie się podczas podróży na Marsa. Jednocześnie NASA pracuje nad projektem układu ARM, który stanie się podstawą do budowy elektroniki przyszłości. Specjalna wersja ARM Cortex-A53 ma być gotowa w roku 2020. To układ, który zadebiutował w roku 2014, więc w momencie startu w przestrzeń kosmiczną będzie już przestarzały pod względem standardów współczesnej elektroniki. Mimo to i tak będzie stanowił krok naprzód w porównaniu do kości, które NASA obecnie wykorzystuje w misjach pozaziemskich. Agencja testuje też wpływ promieniowania na układy pamięci. Wspomniane wcześniej serwery zostały dostarczone przez Hewletta Packarda w ramach projektu Spaceborne Computer. Identyczna para maszyn pozostała na Ziemi i posłuży jako para kontrolna. Serwery HPE trafiły na ISS w sierpniu ubiegłego roku i pozwolą stwierdzić, czy NASA może zrezygnować z kosztownych chronionych przed promieniowaniem chipów na rzecz tańszych ogólnie dostępnych komponentów. Mark Fernandez, główny inżynier odpowiedzialny za projekt Spaceborne Computer mówi, że jeden z serwerów pracował z maksymalną prędkością, a drugi pracował wolniej. Jeśli okaże się, że wystąpiły anomalie i były one obecne tylko w szybko pracującej maszynie, to można będzie używać komputerów wolniej pracujących. Obecnie planuje się sprowadzenie na Ziemię obu serwerów w październiku. NASA rozpoczęła badania nad zachowaniem standardowych komputerów w przestrzeni kosmicznej w roku 2014. Jej partnerem była firma SGI. W międzyczasie SGI została przejęta przez Hewlett Packerd Enterprise. Serwery korzystają z procesorów Xeon Apollo 40. Uruchomiono na nich aplikacje wymagające intensywnych obliczeń i przesyłania dużej ilości danych. W czasie pracy dynamicznie dostosowywano ich pobór mocy, by lepiej symulować warunki panujące podczas podróży na Marsa. « powrót do artykułu
  13. NASA odebrała sygnały radiowe od satelitów MarCO. To dowód, że dwa pierwsze w historii satelity typu CubeSat, których celem jest misja poza orbitą Ziemi, są w dobrej kondycji. Sygnał „Polo!” został odebrany dwukrotnie. Bliźniacze satelity MarCO (Mars Cube One) zostały dołączone do misji InSight. Nie są jednak jej częścią, nie będą prowadziły żadnych badań, a ich ewentualna awaria nie wpłynie na misję InSight. Niewielkie CubeSaty wysłano z InSight przy okazji. Postanowiono sprawdzić, czy tego typu urządzenia nadają się do przeprowadzania zadań w głębszych częściach przestrzeni kosmicznej. Osoby odpowiedzialne za misję MarCO przyznają, że straciły sporo nerwów. Miniaturowe satelity nie były bowiem włączane od połowy marca, kiedy to przeprowadzono ich ostatnie testy. Nie wiadomo był więc, czy w międzyczasie coś nie zawiodło, a przede wszystkim, czy w akumulatorach mają wystarczająco dużo energii, by rozwinąć panele słoneczne, odpowiednio się ustawić w kierunku Słońca i włączyć nadajniki radiowe. Przez najbliższe tygodnie MarCO będą poddawane intensywnym testom. Jeśli uda im się przetrwać promieniowanie kosmiczne i zgodnie z planem dotrą na orbitę Marsa, będą świadkami lądowania misji InSight i posłużą do przekazywania sygnałów podczas „Siedmiu minut horroru”. To nazwa określająca czas największej niepewności dla każdego marsjańskiego lądownika. Jako, że sygnał z Marsa na Ziemię biegnie siedem minut, centrum sterowania misjami marsjańskimi odbiera wcześniej wysłane sygnały od lądowników w czasie, gdy te próbują bezpiecznie posadowić się na powierzchni Czerwonej Planety. Zatem w momencie, gdy na Ziemię docierają informacje, że wszystko jest w porządku, lądownik może już w rzeczywistości leżeć roztrzaskany na powierzchni Marsa. O tym, jak wygląda „Siedem minut horroru” opowiada film nakręcony przez NASA przy okazji lądowania łazika Curiosity. CubeSaty to niewielkie satelity o kształcie sześcianu, które ważą od 2,5 do 15 kilogramów. Są urządzeniami modularnymi, dzięki czemu łatwiej jest je budować, niż duże satelity, które są za każdym razem osobno projektowane. NASA postanowiła wykorzystać misję InSight to przetestowania wytrzymałości CubeSatów, sprawdzenia ich nadajników radiowych, paneli słonecznych, systemów napędowych oraz systemów kontroli pozycji. Gdy misja InSight dotrze do Marsa i będzie lądowała, jej głównym kanałem komunikacji będzie Mars Reconnaissance Orbiter i inne urządzenia. Jeśli jednak MarCO sprawdzą się w roli przekaźników sygnału, to niewykluczone, że CubeSaty będą dołączane do przyszłych misji, a ich zadaniem będzie na bieżąco zbieranie danych od lądującego pojazdu tak, by w razie awarii można było dokładnie odtworzyć jej przebieg.   « powrót do artykułu
  14. Amerykańscy i europejscy naukowcy wykryli w atmosferze Wenus i Marsa dziwną cząsteczkę. Jest to nietypowo zbudowany dwutlenek węgla. Niewykluczone, że to właśnie on odpowiada za efekt cieplarniany Gwiazdy Porannej. Wzmianki dotyczące cząsteczki pojawiły się w kwietniu zeszłego roku, kiedy na orbicie Wenus znalazała się pierwsza sonda Europejskiej Agencji Kosmicznej Venus Express. Wtedy to międzynarodowy zespół astronautów zetknął się z zaskakującą sygnaturą absorpcji promieniowania o długości 3,3 mikrometra (jest to tzw. średnia podczerwień, ang. mid-infrared, MID). Na pokładzie sondy znajduje się atmosferyczny spektrometr podczerwieni (ang. Infrared Atmospheric Spectrometer). W pewnym momencie był on nakierowany na zachód słońca za planetą i mierzył, jakiej długości promieniowanie jest pochłaniane przez tworzące atmosferę Wenus gazy. Łatwo określić skład atmosfery, ponieważ różne gazy pochłaniają promieniowanie o różnej długości. Wtedy właśnie zaobserwowano dziwną sygnaturę w rejestrach średniej podczerwieni, której nie umiano zidentyfikować. To było wyraźne i systematyczne, ponadto wzrastało wraz z zagłębianiem się w atmosferę. Dlatego wiedzieliśmy, że to coś realnie istniejącego [a nie błąd pomiarowy – przyp. red.] – opowiada szef zespołu Jean-Loup Bertaux. W grudniu zeszłego roku Mike Mumma z NASA wspomniał, że teleskopy z obserwatorium na Hawajach odkryły w atmosferze Marsa cząsteczki o podobnych właściwościach fizycznych. Oba zespoły porównały opisane przez siebie sygnatury i okazało się, że są one identyczne. Nietypowy CO2 zawiera jeden "normalny" tlen z ośmioma protonami i ośmioma neutronami i drugi z 8 protonami i 10 neutronami. Naukowcy domyślili się, że może chodzić o izotop któregoś z pierwiastków w dwutlenku węgla, ponieważ atmosfery Marsa i Wenus składają się w większości z tego właśnie gazu (ok. 95%). Ponieważ odmiennie zbudowane cząsteczki pochłaniają więcej energii niż zwykłe cząsteczki CO2, na Wenus mamy do czynienia z efektem cieplarnianym. W atmosferze Ziemi dwutlenek węgla stanowi tylko 0,04%, a ponieważ opisany izotop tlenu wchodzi w skład tylko 1% cząsteczek, w znikomym stopniu przyczyniają się one do ocieplenia naszego klimatu.
  15. Chińscy naukowcy twierdzą, że potwierdzili teorię, która ma umożliwiać zbudowanie "niemożliwego" relatywistycznego silnika elektromagnetycznego dla pojazdów kosmicznych. Jeśli im się to uda, mogą zdobyć olbrzymią przewagę w badaniach i militaryzacji kosmosu. Brytyjski naukowiec, Roger Shawyer, zaproponował teorię napędu elektromagnetycznego, który wykorzystuje mikrofale do przetworzenia energii elektrycznej w ciąg. Uczony opublikował w New Scientist artykuł na temat Emdrive'a (od electromagnetic drive - napęd elektromagnetyczny). Jego teoria została szeroko skrytykowana przez naukowców. John Costella, australijski fizyk, napisał: Powszechnie wiadomo, że relatywistyczny napęd elektromagnetyczny Rogera Shawyera narusza prawo zachowania pędu, jest więc kolejnym z całej rzeszy 'perpetum mobile', które pojawiały się przez setki lat i które nie działały. Jego analizy są nic niewarte, a jego silnik nie może istnieć. Trzeba tutaj zauważyć, że Shawyer nie jest przypadkową osobą. Pracował on nad rozwojem radarów i systemów komunikacyjnych, był jednym z menedżerów w europejskiej firmie kosmicznej EADS Astrium. Mimo to, wielu z góry odrzuciło jego teorię, a brytyjski rząd wstrzymał finansowanie jego prac. Bo też i niełatwo uwierzyć, że może istnieć silnik działający bez paliwa. Jednak, jak czytamy w udostępnionych przez Shawyera dokumentach, jego pomysł polega na wykorzystaniu dwóch praw fizyki. Pierwsze z nich do dobrze znany fenomen ciśnienia promieniowania. Jest to ciśnienie wywierane na powierzchnię przez promieniowanie elektromagnetyczne. Jeśli teraz przypomnimy sobie II zasadę dynamiki Newtona (zmiana ruchu jest proporcjonalna do przyłożonej siły poruszającej i odbywa się w kierunku prostej, wzdłuż której siła jest przyłożona) to możemy stwierdzić, że fala elektromagnetyczna poruszająca się z prędkością światła ma pewien pęd, który może przekazać urządzeniu. Jeśli ta sama fala wędruje z prędkością, która jest jedynie ułamkiem prędkości światła, to jej pęd będzie odpowiednio mniejszy. Shawyer zauważa, że już w latach 50. ubiegłego wieku dowiedziono, że prędkość i siła wywierana przez falę elektromagnetyczną mogą być różne, w zależności od geometrii falowodu. Doszedł on w ten sposób do wniosku, że jeśli fala elektromagnetyczna będzie wędrowała po stożkowym falowodzie umieszczonym pomiędzy dwoma odbijającymi ją lustrami i będzie charakteryzowała się dużą różnicą prędkości na obu końcach falowodu, to różnica sił wywieranych przez nią na oba lustra spowoduje pojawienie się siły ciągu. Siłę tę można z kolei zwielokrotnić umieszczając lustra w odpowiedniej odległości, która musi stanowić wielokrotność połowy długości fali elektromagnetycznej. Shawyer wyjaśnia dalej, że - jak widać na diagramie - jego system jest zamknięty, więc można dojść do wniosku, że ciąg się nie pojawi. Jednak, zauważa, powinniśmy wziąć pod uwagę szczególną teorię względności, zgodnie z którą przy prędkościach dochodzących do prędkości światła musimy używać osobnych układów odniesienia. Tym samym jego system należy rozważać jako otwarty, z falą elektromagnetyczną i falowodem posiadającymi różne układy odniesienia. Obecnie chińska Politechnika Północnozachodnia w Xi'an pracuje nad prototypową wersją silnika Shawyera. Pracami kieruje profesor Yang Juan, który wcześniej pracował nad mikrofalowymi przyspieszaczami plazmowymi. Shawyer porównuje swój C-Band Emdrive do już istniejącego silnika jonowego NSTAR, używanego przez NASA. Siła ciągu Emdrive'a ma wynosić 85 mN, podczas gdy maksymalna siła ciągu NSTAR to 92 mN. Jednak Emdrive ma ważyć mniej niż 7 kilogramów, czyli znacznie mniej niż 30-kilogramowy NSTAR. Ponadto NSTAR zużywa 10 gramów paliwa na godzinę, a Emdrive w ogóle nie potrzebuje paliwa. Wystarczy mu dostawa energii elektrycznej. Jeśli Emdrive naprawdę będzie działał, to czeka nas przełom w badaniach kosmosu. Dzięki takiemu silnikowi satelity i pojazdy kosmiczne będą poruszały się szybciej i dłużej. Nie będzie niebezpieczeństwa skażenia toksycznym paliwem. Sondy kosmiczne polecą dalej i dotrą do celu szybciej. Co więcej, będą mogły się zatrzymać, by go zbadać. Jak twierdzi Shawyer, załogowy pojazd kosmiczny wyposażony w Emdrive dotarłby na Marsa w ciągu 41 dni.
  16. Naukowcy z NASA poinformowali, że teleskop Spitzer wykonał niezwykłe zdjęcie. Widoczna jest na nim najstarsza sfotografowana dotychczas emisja we wszechświecie. Uczeni oceniają jej wiek na ponad 13 miliardów lat. Powstała więc wkrótce po Wielkim Wybuchu, który miał miejsca 13,7 miliarda lat temu. Australijski astrofizyk Ray Norris jest zdania, że NASA znalazła "Świętego Graala” astronomii. Tajemnicą pozostaje to, co widać na zdjęciu. Niektórzy uważają, że są to pozostałości gwiazd, inni, że światło pochodzące z początków wszechświata. Zdaniem NASA widoczna materia ma masę 1000-krotnie większą od naszego Słońca. Możliwe też, że są to czarne dziury. O ile ich samych nie można zobaczyć, widoczne jest ciepło pochłanianej przez nie materii. Czymkolwiek są te obiekty są one niezwykle jasne i różnią się od wszystkiego, co obecnie istnieje – mówi Alexander Kashlinsky z Goddard Space Flight Centre. Zdjęcie uzyskano dzięki wykonaniu fotografii pięciu obszarów nieba. Następnie usunięto z niego wszelkie światło emitowane przez gwiazdy i galaktyki, pozostawiając jedynie widoczny w podczerwieni blask pochodzący z początków wszechświata. Szare plamy na fotografii to właśnie miejsca, z których usunięto blask gwiazd i galaktyk. Wyobraź sobie, że chcesz zobaczyć sztuczne ognie, których pokaz odbywa się na drugim końcu ludnego miasta. Jeśli wyłączysz wszystkie światła, możesz zobaczyć blask. My wyłączyliśmy wszystkie światła wszechświata i ujrzeliśmy rozbłyski sztucznych ognii – dodał Kashlinsky. Profesor Norris dodaje, że na zdjęciu nie widać konkretnych obiektów, ale to, co jest przez nie emitowane. Ta emisja pochodząca z wczesnych lat istnienia wszechświata jest wszędzie wokół nas – stwierdził Norris. Poinformował przy tym, że następnym celem naukowców będzie odnalezienie tych starożytnych obiektów odpowiedzialnych za emisję. Być może uda się to osiągnąć dzięki pomocy teleskopu Jamesa Webba, następcy Hubble’a, który w przyszłym dziesięcioleciu zostanie umieszczony w przestrzeni kosmicznej. Pomocny będzie też Square Kilometre Array, radioteleskop, który może powstać w Australii.
  17. Inżynierowie z Centrum Lotów Kosmicznych im. Kennedy'ego oraz kilku innych centrów naukowych pracują nad wykorzystaniem współczesnej technologii do stworzenia pojazdów kosmicznych przyszłości. Ich pomysł zakłada zaprojektowanie pojazdu, który będzie startował z poziomego pasa wyposażonego w elektryczne lub gazowe sanki. Dzięki nim oraz silnikowi typu scramjet (silnik strumieniowy z naddźwiękową komorą spalania) pojazd ma osiągnąć prędkość 10 machów. Gdy dotrze do górnych warstw atmosfery, zostanie odpalony dodatkowy silnik, podobny do drugiego członu rakiety nośnej, który umożliwi mu wejście na orbitę okołoziemską. Po wykonaniu misji pojazd lądowałby na macierzystym lotnisku. Projekt ma dwie olbrzymie zalety. Po pierwsze nie wymaga opracowywania żadnych nowych technologii, a jedynie udoskonalenia już istniejących. Wszystkie technologie już zostały opracowane lub właśnie trwają nad nimi prace. Proponujemy ich rozwinięcie do użytecznego poziomu, daleko poza etap rozwoju, w którym znajdują się obecnie - mówi Stan Starr z Applied Physics Laboratory w Kennedy Space Center. Jedną z takich technologii są wspomniane sanki. Obecnie stosuje się je w kolejkach górskich, gdzie poruszają się z prędkością około 100 km/h. Do wykorzystania w przemyśle kosmicznym musiałyby osiągać prędkość około 1000 km/h i utrzymywać ją przez mniej więcej 3 kilometry. Prace nad udoskonaleniem sanek już trwają, a NASA może tutaj wykorzystać swoje doświadczenie w projektowaniu katapult samolotów startujących z lotniskowców. Po drugie, jego realizacja przyczyniłaby się do rozwoju technologii komunikacji miejskiej, baterii dla pojazdów silnikowych i wielu innych. Program rozwoju nowych pojazdów kosmicznych nazwano Advanced Space Launch System. Na razie założono 10-letni horyzont czasowy. W bieżącej dekadzie NASA chce opracować tego typu system do potrzeb bezzałogowych dronów oraz wystrzeliwania na orbitę niewielkich satelitów.
  18. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) nie została jeszcze ukończona, a NASA już planuje jej likwidację. Ostatni moduł ISS trafi na orbitę w przyszłym roku, a już sześć lat później stacja zostanie skierowana w stronę Ziemi i zatopiona w oceanie. Brak chętnych do długoterminowego finansowania ISS oznacza koniec projektu, na który dotychczas wydano około 100 miliardów dolarów. Koszty poniosły przede wszystkim Stany Zjednoczone i, być może, staną się one argumentem za... uratowaniem stacji. Senator Bill Nelson już teraz mówi, że nie byłoby rozsądne marnować taką kwotę i kończyć służbę ISS już w 2015 roku, by w 2016 rozbić ją o Ziemię. Tym bardziej, że wówczas USA mogłyby stracić pozycję lidera w badaniach kosmosu. Obecnie nie jest prowadzony żaden lobbing na rzecz przedłużenia pracy Stacji, jednak NASA zastanawia się, czy nie mogłaby ona posłużyć do drugiej połowy lat 20. XXI wieku.
  19. Historia nauki to zarazem historia upadania kolejnych rzeczy rzekomo niewzruszonych. Nie zawsze słońce będzie nam wschodzić, kontynenty nie są stałe, kosmos nie jest wieczny - przyjmujemy to do wiadomości. Mimo to pewne rzeczy wciąż wywołują zdziwienie. Na przykład, że nasz Księżyc się kurczy. Większość teorii powstania Księżyca zakłada, że na początku musiał on mieć gorące jądro. Dzięki najnowszym badaniom NASA wiemy już na pewno, że było ono na początku gorące, właśnie dlatego, że udało się zaobserwować efekty kurczenia się naszego satelity. Jest to jak najbardziej zrozumiałe: większość materiałów stygnąc kurczy się, choć rzadko zastanawiamy się nad istnieniem tego codziennego efektu w kosmicznej skali. Jak można zaobserwować lub udokumentować zjawisko, którego bezpośrednio nie jesteśmy w stanie zmierzyć? A nie jesteśmy, bo zmniejszenie się średnicy globu o kilka kilometrów w czasie miliarda lat może umknąć naszej uwadze. Narzędzi dostarcza znajomość praw fizyki i ich skutków. Wiemy nie tylko, że materiał skalny, tracąc temperaturę, będzie się kurczył, ale także iż różne rodzaje skał będą się kurczyć w różnym tempie wskutek odmiennej rozszerzalności cieplnej. W przypadku Ziemi nie obserwujemy tego zjawiska, bo jej jądro nadal mocno grzeje. Zmiana rozmiaru sąsiadujących ze sobą skał i obszarów będzie powodować naprężenia, pękanie i powstawanie charakterystycznych elementów krajobrazu. Z poziomu gruntu jest to (szybsze) zapadanie się jednych obszarów względem sąsiednich. Można się w takiej sytuacji spodziewać powstawania urwisk, zwanych skarpami płatowymi. I w rzeczy samej - takie właśnie struktury na Księżycu udało się odnaleźć. Pierwsze zdjęcia wskazujące na istnienie płatowych skarp powstały już podczas misji Apollo w latach sześćdziesiątych. Jednak dopiero niedawne zdjęcia w wysokiej rozdzielczości wykonane dzięki sondzie NASA Lunar Reconnaissance Orbiter w pełni udokumentowały istnienie poszukiwanych klifów. Mają one najczęściej rozmiary rzędu dziesiątek metrów, więc nie są łatwe do zaobserwowania. Co więcej, zdjęcia LRO dostarczyły one przede wszystkim fotografii całej powierzchni Księżyca, co pozwoliło stwierdzić z całą pewnością, że nierównomierne kurczenie się skał występuje na całym jego globie. Udało się także określić ich wiek, który oszacowano na około cztery miliardy lat. To pozwala wysnuć wniosek, że właśnie wtedy satelita Ziemi zaczął na większą skalę stygnąć i zmniejszać się. Nie jest pewne, czy ten proces jeszcze trwa, choć odnotowane już za czasów misji Apollo trzęsienia księżycowego gruntu mogą wskazywać, że tak. Analogiczne struktury zaobserwowano na przykład na Merkurym, który również - jako niewielka planeta - stygnie dość szybko. Ziemi, dzięki jej gorącemu jądru, jeszcze długo zmniejszanie się nie będzie grozić. http://www.youtube.com/watch?v=pHW0aOBYiMk
  20. Ponieważ średni wiek astronauty NASA wynosi obecnie 48 lat, prom Discovery dostarczył na Międzynarodową Stację Kosmiczną specjalne okulary Superfocus. W przypadku osób z zaczątkami starczowzroczności pozwolą one regulować ogniskową całej soczewki w stosunku do obiektów zlokalizowanych w różnych odległościach od patrzącego. Wystarczy poruszyć suwakiem umieszczonym na mostku okularów. Astronauci zmagają się nie tylko ze starczowzrocznością, związaną ze zmniejszeniem elastyczności gałek ocznych, ale i z zaburzeniami widzenia wywołanymi przez nieważkość. Dotąd podczas misji posługiwali się okularami z soczewkami dwu- i trzyogniskowymi lub okularami progresywnymi, ale wszystkie miały swoje wady: zniekształcały obraz, zamazywały, ograniczały pole widzenia lub ograniczały głębię ostrości. Okulary Superfocus mogą się okazać świetną alternatywą dla lotów kosmicznych. Średni wiek astronautów wynosi dziś ok. 48 lat, dlatego wielu z nich cierpi na starczowzroczność. Astronauci muszą być w stanie wykonać zadania, które presbyopia utrudnia, takie jak odczytywanie wskazań urządzeń z umieszczonego nad głową panelu czy komputerów w zamkniętym środowisku mikrograwitacyjnym. Okulary z regulowaną ogniskową naśladują naturalne działanie ludzkiego oka [...] – opowiada dr C. Robert Gibson, konsultant NASA. Zanim okulary Superfocus trafiły na Stację Kosmiczną, musiały otrzymać certyfikat bezpieczeństwa NASA. Przeprowadzono szereg analiz materiałowych i strukturalnych. Jak można się domyślić, okulary nie będą stosowane podczas spacerów w przestrzeni kosmicznej, ponieważ nie da się nimi manipulować wewnątrz skafandra.
  21. Grupa naukowców współpracuje z NASA w celu stworzenia nowego typu silnika, który wykorzystywałby antymaterię. Jeśli taka konstrukcja powstanie, lot na Marsa będzie wymagał zużycia kilku miligramów paliwa. Wysłanie pierwszego człowieka na Księżyc rozbudziło nadzieję, że już wkrótce ludzie będą podróżowali na inne planety. Obecnie, 40 lat to tamtym wydarzeniu, wysłanie człowieka na Marsa jest wciąż odległą perspektywą. Do przezwyciężenia pozostało wiele problemów finansowych i technicznych. Jednym z nich jest napęd statku kosmicznego. Użycie tradycyjnego chemicznego paliwa do takiej misji jest mało praktyczne, ponieważ pojazd kosmiczny musiałby zabrać ze sobą olbrzymie ilości takiego środka napędowego, a to znacząco zwiększy jego masę i koszty samej ekspedycji. Z tego też powodu rozważane jest wykorzystanie silnika działającego dzięki reakcjom atomowym. Taka możliwość rozważana była już od lat 60. ubiegłego wieku w ramach programu Nuclear Engine for Rocket Vehicle Application (NERVA), jednak w 1972 roku zrezygnowano z tego pomysłu. Ponownie wzięto go pod uwagę w roku 2003, gdy narodził się Projekt Prometeusz. Wydaje się, że napęd atomowy jest najbardziej prawdopodobną opcją, która zostanie wykorzystana podczas marsjańskiej misji. Ma on jednak poważną wadę, którą jest duża radioaktywność. Z tego też powodu doktor Gerald A. Smith, założyciel firmy Positronics Research, kieruje pracami zespołu z NASA Institute for Advanced Concepts (NIAC), którego zadaniem jest stworzenie silnika wykorzystującego antymaterię. Takie silniki są dobrze znane z literatury czy filmów science-fiction. Antymateria jest bowiem najpotężniejszym znanym nam paliwem. Tym co czyni ją tak potężną jest fakt, że w reakcji z materią cała zamienia się na energię. Dla porównania: jedynie około 3% ładunku bomby atomowej jest zamieniane w energię. Doktor Smith informuje, że 10 miligramów pozytronów dostarczy pojazdowi 23 razy więcej energii, niż całe paliwo, zabierane obecnie przez promy kosmiczne. Antymateria ma jednak swoje minusy. Niektóre reakcje z jej wykorzystaniem prowadzą do powstania promieniowania gamma, które jest niebezpieczne dla organizmów żywych. Ponadto może ono doprowadzić, poprzez reakcję z materiałami, z których zbudowany jest silnik, do tego, iż urządzenie to stanie się radioaktywne. Amerykańscy uczeni próbują stworzyć napęd, który byłby pozbawiony takich "skutków ubocznych”. Chcą tego dokonać dzięki obniżeniu energii promieni gamma. Początkowo rozważano wykorzystanie jako paliwa protonów. Obecnie naukowcy mają zamiar użyć pozytronów, ponieważ powstające z nich promienie gamma mają około 400-krotnie mniej energii. Energię z antymaterii można uzyskać podczas jej reakcji z materią. Po spotkaniu pozytronów (czyli antyelektronów) z elektronami, dochodzi do anihilacji obu cząstek i wytwarzane jest ciepło. Pomysł naukowców polega na tym, by ze specjalnego pojemnika dostarczać pozytrony do reaktora, gdzie dochodziłoby do reakcji z materią i uwolnienia ciepła. Byłoby ono odbierane przez krążący w reaktorze ciekły wodór. Ten z kolei przepływałby do dysz, z których byłby wyrzucany na zewnątrz, nadając pojazdowi przyspieszenie. W porównaniu do napędu atomowego, taki silnik byłby znacznie prostszy w konstrukcji i bezpieczniejszy w użyciu. NIAC zaproponował obecnie NASA trzy modele silników: 1. z rdzeniem stałym – energia przekazywana jest do paliwa umieszczonego w matrycy z wolframu, który podgrzewa się anihilując promieniowanie gamma. Jego zaletą jest fakt, iż mamy tu do czynienia z dobrze znaną technologią. Wadą natomiast – ograniczenie efektywności działania, gdyż wolframu nie można oczywiście podgrzać powyżej temperatury jego topnienia. 2. z rdzeniem gazowym – energia przekazywana jest bezpośrednio do gazowego lub płynnego paliwa, które podgrzewa się anihilując promienie gamma. Zaleta takiego rozwiązania to brak limitu spowodowanego temperaturą topnienia. Wadą zaś możliwość zamienienia się takiego paliwa w plazmę. 3. z ablacją ciała stałego – energia jest przekazywana do materiału, którym pokryty jest "tłok” silnika i zużywa go stopniowo do napędzania pojazdu. Wśród zalet tej propozycji uczeni wymieniają prostotę konstrukcji i brak ograniczeń technologicznych. Wśród wad – fakt, iż połowa promieni gamma nie trafia w „tłok”, więc maksymalna efektywność całego systemu wynosi 50 procent. Pewnym ograniczeniem jest również tempo produkcji pozytronów. Obecnie jest ono zbyt wolne. Doktor Smith mówi, że gdyby udało je się przyspieszyć stukrotnie, to potrzebne do marsjańskiej misji 10 miligramów paliwa powstałoby w ciągu trzech lat. Koszt jego produkcji to 250 milionów dolarów. Do tego należy doliczyć 1,5 miliarda USD na odpowiedni akcelerator, w którym powstawałoby paliwo. Zdaniem Smitha potrzebna ilość paliwa pozytronowego mogłaby powstać w ciągu 5-10 lat. Uczeni zdążyliby więc z nim na czas, ponieważ USA planują rozpoczęcie misji na Marsa około roku 2030.
  22. Inspektor Generalny ds. NASA poinformował Kongres, że w latach 2010-2011 agencja doświadczyła 5408 różnych incydentów dotyczących bezpieczeństwa. Jednym z nich było utracenie w marcu ubiegłego roku laptopa zawierającego algorytmy służące do kontrolowania Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Incydenty te dotyczyły bardzo szerokiego spektrum wydarzeń, od osób prywatnych sprawdzających swoje umiejętności i próbujących włamać się do sieci NASA, poprzez dobrze zorganizowane grupy przestępcze włamujące się dla zysku, po ataki, które mogły być organizowane przez obce służby wywiadowcze - czytamy w oświadczeniu Paula Martina. Niektóre z tych ataków dotknęły tysięcy komputerów, powodując zakłócenia prowadzonych misji i zakończyły się kradzieżami danych, których wartość NASA ocenia na ponad 7 milionów dolarów - stwierdzono. Nie wiadomo, jak ma się liczba ataków na NASA do ataków na inne amerykańskie agendy rządowe. Inspektor Generalny ds. NASA jako jedyny spośród kilkudziesięciu inspektorów regularnie zbiera informacje na temat cyberataków z zagranicy. Wśród wpadek Agencji Martin wymienił też zgubienie lub kradzież 48 mobilnych urządzeń komputerowych, które NASA utraciła w latach 2009-2011. Jednym z nich był niezaszyfrowany laptop skradziony w marcu 2011, w którym znajdowały się algorytmy pozwalające na sterownie Międzynarodową Stacją Kosmiczną. Na innych utraconych komputerach znajdowały się dane osobowe czy informacje techniczne dotyczące programów Constellation i Orion. Co gorsza, NASA nie jest w stanie sporządzić szczegółowego raportu na temat utraconych danych, gdyż opiera się na zeznaniach pracowników informujących o zgubionych i skradzionych urządzeniach, a nie na faktycznej wiedzy o zawartości komputerów. NASA wdraża program ochrony danych, jednak, jak zauważa Martin, dopóki wszystkie urządzenia nie zostaną objęte obowiązkiem szyfrowania, dopóty incydenty takie będą się powtarzały.
  23. Specjaliści z należącego do NASA Jet Propulsion Laboratory (JPL), University of Maryland oraz Woods Hole Research Center stworzyli szczegółową mapę wysokości lasów. Pomoże ona zrozumieć rolę, jaką odgrywają lasy w zmianach klimatu oraz w jaki sposób ich wysokość wpływa na zamieszkujące je gatunki. Mapę stworzono za pomocą umieszczonego na orbicie lasera, który zbadał wysokość lasów wysyłając w ich kierunku 2,5 miliona impulsów świetlnych. Dane z odbicia światła były następnie szczegółowo analizowane i porównywane z informacjami uzyskanymi z 70 stacji naziemnych. Badania wykazały, że, ogólnie rzecz ujmując, wraz ze wzrostem szerokości geograficznej, spada wysokość drzew. Najwyższe rośliny znajdują się w tropikach, a im bliżej biegunów, tym są niższe. Znaczącym wyjątkiem jest roślinność Australii i Nowej Zelandii znajdująca się w okolicach 40. stopnia szerokości południowej. Rosną tam eukaliptusy, należące do najwyższych roślin na Ziemi. Najnowsze pomiary wykazują, że lasy na naszej planecie są wyższe, niż wcześniej szacowano. Dotyczy to w szczególności lasów w tropikach i tajgi. Niższe za to niż sądzono są lasy na obszarach górskich. Nasza mapa to jeden z najdokładniejszych dostępnych obecnie pomiarów wysokości lasów na Ziemi - mówi Marc Simard z JPL. Nawet jednak te pomiary nie są doskonałe. Na ich dokładność wpływa bowiem zarówno stopień w jakim człowiek na poszczególnych obszarach zniszczył lasy, jak i różnice w wysokości poszczególnych drzew. Dla niektórych części globu pomiary będą zatem znacznie bardziej dokładne niż dla innych.
  24. Jak dowiedział się serwis Space.com NASA rozważa zbudowanie w pobliżu ciemnej strony Księżyca stacji, która będzie punktem tranzytowym dla astronautów wybierających się w dalsze regiony przestrzeni kosmicznej. Redaktorzy Space.com dotarli do notatki Williama Gerstenmaiera, dyrektora NASA ds. operacji i operacji załogowych. Z datowanego na 3 lutego bieżącego roku dokumentu dowiadujemy się, że utworzono zespół, którego zadaniemjest opracowanie planu wykorzystania punktu libracyjnego 2. Punkty libracyjne (punkty Lagrange’a) to miejsca w przestrzeni, w układzie dwóch powiązanych grawitacyjnie ciał, w których ciało o pomijalnej masie można pozostawić w spoczynku względem tych ciał. W układzie dwóch ciał znajduje się pięć punktów libracyjnych. Układ Ziemia-Słońce posiada punkt libracyjny L2, który znajduje się - z punktu obserwatora na Słońcu - za Ziemią. Według identycznego schematu oznacza się punkty libracyjne dla układu Ziemia-Księżyc, zatem L2 (ściślej EML-2 od Earth-Moon Libration 2) znajduje się, patrząc z Ziemi, poza naszym satelitą, po jego ciemnej stronie. Z notatki Gerstenmaiera dowiadujemy się, że właśnie EML-2 jest preferowanym punktem umiejscowienia stacji, która ma w najbliższym czasie posłużyć ludzkiej eksploracji kosmosu. Zdaniem przedstawicieli NASA umieszczona tam stacja ma pomóc w badaniu okolic Księżyca, asteroidów, księżyców Marsa oraz pozwoli na dotarcie człowieka na Czerwoną Planetę. Co więcej, na Księżycu mogłyby zostać umieszczone zdalnie sterowane roboty, które wykonywałyby polecenie operatorów ze stacji. Podczas budowy stacji zostaną wykorzystane Space Launch System oraz Orion Multi-Purpose Crew Vehicle. W notatce wymieniono sześć kluczowych punktów, które muszą być spełnione, by projekt się udał: - nawiązanie międzynarodowej współpracy na skalę taką, jaka ma miejsce przy ISS, - zaangażowanie amerykańskich prywatnych przedsiębiorstw, które miałyby zająć się logistyką, co pozwoliłoby na obniżenie kosztów, a zarazem ułatwiło rozwój prywatnego przemysłu kosmicznego; - rozwijanie infrastruktury wielokrotnego użytku; - zastosowanie już istniejących lub wkrótce dostępnych technologii, przy jednoczesnym ciągłym rozwijaniu technologii przyszłości; - wykazanie, że cały projekt będzie miał finansowanie przez cały cykl życia; - określenie misji, które będzie można wykonywać z użyciem stacji już w najbliższym czasie przy jednoczesnym planowaniu coraz bardziej złożonych misji. Wspomniany w notatce zespół badawczy ma przedstawić swoje wnioski już 30 marca bieżącego roku. W tym tygodniu w Paryżu odbędzie się spotkanie przedstawicieli agencji kosmicznych z całego świata, podczas którego prawdopodobnie dojdzie do dyskusji nt. propozycji NASA.
  25. Inżynierom z NASA udało się ustalić przyczynę niespodziewanego resetu komputera Mars Science Laboratory. Do awarii doszło trzy dni po starcie misji, gdy włączono urządzenie skanujące gwiazdy. Okazało się, że przyczyną awarii jest nieznana dotychczas wrażliwość wykorzystanego procesora na pewne specyficzne zadania, które spełnia. Cały zespół okoliczności związanych z nietypowym wykorzystaniem procesora doprowadził do pojawieniu się błędu w dostępie do pamięci cache, w wyniku czego instrukcje nie były poprawnie wykonywane. Eksperci od ponad 2 miesięcy szukali przyczyny awarii i w końcu ją znaleźli. Wiedzą też, co zrobić, by błąd się nie powtórzył. Skaner gwiazd ponownie uruchomiono na krótko 26 stycznia. Wykrył on Marsa, pojazd zatem ma cel swojej misji w polu widzenia. NASA uruchomiła też witrynę, na której można śledzić trasę Mars Science Laboratory. Codziennie publikowane są na niej nowe grafiki, na których zobaczymy zdjęcia Marsa i Ziemi zrobione przez pojazd kosmiczny oraz jego położenie względem Ziemi czy Marsa. Z grafik można dowiedzieć się np., że pojazd przeleciał już 203 miliony kilometrów. Od Ziemi dzieli go w linii prostej 29,5 miliona kilometrów, a od Marsa - 95,7 miliona km.
×
×
  • Create New...