Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' Międzynarodowa Stacja Kosmiczna'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 19 results

  1. Amerykańskim fizykom udało się uzyskać kondensat Bosego-Einsteina na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Co prawda tamtejsze laboratorium nie osiąga jeszcze tak niskich temperatur, jak instalacje na Ziemi, jednak w przyszłości ISS może stać się idealnym miejscem do testowania kwantowo-mechanicznych grawimetrów i prowadzenia najbardziej precyzyjnych testów zasady równoważności. Kondensat Bosego-Einsteina to nowy stan skupienia materii. Został on przewidziany przez Sayendrę Natha Bosego i Alberta Einsteina w latach 20. ubiegłego wieku, a otrzymano go dopiero w roku 1995. Z kondensatem mamy do czynienia wówczas, gdy po przekroczeniu temperatury krytycznej znaczna część cząstek zaczyna zachowywać się identycznie, przypominając jedną cząstkę. Kondensat uzyskuje się zamykając gaz złożony z atomów bozonowych w pułapce magnetycznej i chłodząc go za pomocą lasera. Powstaje kondensat, który jest uwalniany z pułapki, by mógł zachowywać się w sposób naturalny i badany. Eksperymenty takie są jednak poważnie zakłócane przez grawitację. Powoduje ona, że po uwolnieniu z pułapki atomy błyskawicznie opadają i uderzają o podłoże. Dlatego też naukowcy próbują różnych rozwiązań – polegających na zapewnieniu atomom jak najdłuższego swobodnego spadku – by wydłużyć czas pomiędzy uzyskaniem kondensatu a opadnięciem atomów i kontaktem z podłożem. W tym celu kondensaty zrzuca się z wież czy umieszcza na pokładzie samolotów czy rakiet w locie parabolicznym. Najlepszym miejscem do tego typu eksperymentów byłyby więc warunki jak najmniejszej grawitacji. To nie tylko wydłużyłoby czas badania kondensatu, ale pozwoliłoby stopniowo osłabiać pola magnetyczne pułapki, dzięki czemu atomy powoli by się rozprzestrzeniały i chłodziły do jeszcze niższych temperatur. Nowe badania zostały przeprowadzone za pomocą Cold Atom Lab (CAL). To laboratorium zostało wyniesione na ISS w 2018 roku i znajduje się na pokładzie amerykańskiego modułu Destiny. Zbudowane kosztem 70 milionów dolarów zdalnie sterowane urządzenie ma objętość zaledwie 0,4 m3, jednak zawiera lasery, magnesy i inne urządzenia potrzebne do uwięzienia, schłodzenia i kontrolowania gazu. Atomy są początkowo przechowywane w centrum komory próżniowej, później transportowane są do "atomowego chipa", na szczycie komory. Układ ten wykorzystuje fale radiowe do odrzucenia cieplejszych atomów, pozostawiając tylko te, których temperatura wynosi mniej niż miliardowa część kelwina. Robert Thompson, David Aveline i ich koledzy z Jet Propulsion Laboratory wykorzystali CAL do uzyskania kondensatu Bosego-Einsteina z atomów rubidu-87. Kondensat był obecny przez 1,18 sekundy i zauważono w nim wiele odmiennych charakterystyk od analogicznego kondensatu uzyskiwanego na Ziemi. Najważniejszym spostrzeżeniem było stwierdzenie, że niektóre z atomów rubidu pozostały w oddaleniui odl kondensatu i utworzyły wokół niego halo. Atomy te były utrzymywane za pomocą efektu Zeemana. W warunkach ziemskich opadają one na dno pułapki. Mimo, że CAL to niewielkie zdalnie sterowane urządzenie, to uzyskane w nim kondensaty już teraz dorównują tym najlepszym kondensatom uzyskiwanym w ziemskich warunkach. Jak zauważa Bryntle Barrett z francuskiego Institut d’Optique d’Aquitaine, olbrzymią zaletą eksperymentów na orbicie jest fakt, że potencjalnie można tam zapewnić całe lata swobodnego spadku, co pozwoli naukowcom na ciągłe udoskonalanie parametrów eksperymentów. Dlatego też uczony uważa, że uzyskanie kondensatu Bosego-Einsteina na ISS to znaczący krok w kierunku prowadzenia w przestrzeni kosmicznej wysoce precyzyjnych eksperymentów z kwantowymi gazami. Specjaliści już mówią o kilku różnych rodzajach takich eksperymentów. Jednak najbardziej obiecującymi z nich będą badania nad atomowymi interferometrami. Takie interferometry pozwoliłyby nie tylko na badanie zjawiska swobodnego spadku, ale posłużyłyby do niezwykle precyzyjnego monitorowania środowiska czy poszukiwania minerałów z przestrzeni kosmicznej. Barrett mówi, że już teraz w środowisku naukowym pojawiły się propozycje wystrzelenia dedykowanego satelity, który wykorzystywałby kondensat Bosego-Eisteina do badania zjawiska grawitacji. Taki satelita byłby wolny od wibracji obecnych na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. W tej dekadzie będziemy świadkami realizacji części z tych ekscytujących propozycji, stwierdza uczony. « powrót do artykułu
  2. Dr Kathryn Dwyer Sullivan, amerykańska geolog i była astronautka NASA, została pierwszą kobietą, która zeszła na dno Głębi Challengera, czyli najgłębiej położonego miejsca w Rowie Mariańskim. Dokonała tego podczas zeszłego weekendu na pokładzie pojazdu podwodnego DSV Limiting Factor. Jej pilotem był Victor Vescovo. O dokonaniach 68-letniej Sullivan poinformowała EYOS Expeditions, firma koordynująca logistykę misji. W 1984 r. Sullivan jako pierwsza Amerykanka wykonała spacer kosmiczny. Sullivan była uczestniczką trzech misji promów kosmicznych. W 1993 r. opuściła NASA i została głównym naukowcem Amerykańskiej Narodowej Służby Oceanicznej i Meteorologicznej (NOAA). Dr Sullivan i Victor L. Vescovo, badacz finansujący misję, spędzili u celu swojej podróży ok. 1,5 godziny. Po wykonaniu zdjęć rozpoczęło się ok. 4-godzinne wynurzanie. Po powrocie na pokład jednostki macierzystej DSSV Pressure Drop Sullivan i Vescovo zadzwonili na Międzynarodową Stację Kosmiczną (MSK). Dla oceanografa i astronauty w jednej osobie był to niesamowity dzień, doświadczenie zdarzające się tylko raz w życiu; ostatecznie rzadko kiedy podziwia się księżycowy krajobraz Głębi Challengera i wymienia z kolegami z MSK uwagami na temat naszego sprzętu wielokrotnego użytku z przestrzeni kosmicznej i oceanicznej. We wpisie na Twitterze Vescovo pogratulował Sullivan zostania pierwszą kobietą na dnie oceanu. Jak podkreślono w relacji prasowej EYOS Expeditions, Sullivan jest pierwszym człowiekiem, który był zarówno w przestrzeni kosmicznej, jak i na pełnej głębokości oceanu. Wyprodukowany przez florydzką firmę Triton Submarines Limiting Factor to obecnie jedyny pojazd podwodny, który może dotrzeć do Głębi Challengera. Warto przypomnieć, że Vescovo zorganizował ekspedycję Five Deeps, która polegała na osiągnięciu najgłębszych punktów wszystkich ziemskich oceanów. Zaczęła się ona od Atlantyku (grudzień 2018), a zakończyła w sierpniu 2019 r. na Oceanie Arktycznym. W zeszłym roku na przestrzeni 7 dni jego zespół 5-krotnie nurkował w Rowie Mariańskim. Wycieczka Victora z panią doktor jest jego 3. pobytem w Głębi Challengera. Sullivan ma wrócić do portu na Guam 15 czerwca. « powrót do artykułu
  3. Rozpoczęła się historyczna misja kapsuły załogowej Crew Dragon. Start odbył się zgodnie z planem. Równie udane były poszczególne etapy lotu. Najpierw odrzucony został pierwszy stopień rakiety, który z powodzeniem wylądował na pokładzie oczekującej nań na Atlantyku platformy. Niedługo później doszło do oddzielenia się kapsuły załogowej od drugiego stopni rakiety. Do oddzielenia się pierwszego stopnia rakiety doszło 2 minuty 36 sekund po starcie. Osiem sekund później pracę rozpoczął silnik drugiego stopnia. W tym czasie pierwszy stopień opadał w kierunku Ziemi i 8 minut 52 sekundy po starcie na krótko uruchomił silniki hamujące. Pół minuty później zobaczyliśmy, że pierwszy stopień z powodzeniem wylądował na platformie. Wiadomość ta wyraźnie ucieszyła załogę Crew Dragona. W 12. minucie po starcie kapsuła załogowa oddzieliła się od drugiego stopnia rakiety i rozpoczęła samodzielną podróż w kierunku Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Podróż ta potrwa 19 godzin. Kolejny ważny etap podróży nastąpił 49 minut i 6 sekund po starcie, gdy po sprawdzeniu silników manewrowych zostały one uruchomione, by dopasować orbitę Dragona do orbity Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Za dziewięć godzin rozpocznie się cała seria manewrów, dzięki którym w ciągu kolejnych 6 godzin Dragon zbliży się do MSK. Jutro około godziny 15:02 czasu polskiego kapsuła zbliży się do 400-metrowej strefy bezpieczeństwa wokół Stacji. Aby w nią wlecieć musi uzyskać zgodę z kontroli misji. Jeśli zgoda taka zostanie wydana, około 10 minut później kapsuła podleci do Waypoint Zero znajdującego się 400 metrów pod ISS. Minie kolejnych 25 minut zanim kapsuła znajdzie się w Waypoint 1 w odległości 220 metrów i rozpocznie dopasowywanie swojej pozycji do modułu dokującego stacji. Stanie się to około godziny 15:37 czasu polskiego. Mniej więcej o godzinie 16:13 załoga powinna dostać ostateczną zgodę na dokowanie. Pięć minut później Dragon powinien znaleźć się w Waypoint 2, punkcie znajdującym się zaledwie 20 metrów od stacji. Tam poczeka przez 5 minut. O godzinie 16:28 kapsuła powinna zadokować do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Przeprowadzenie udanego startu oznacza, że po raz pierwszy od 9 lat z terenu USA wystartowała załogowa misja kosmiczna. Oznacza też ponowne odzyskanie przez USA zdolności do samodzielnej organizacji załogowych lotów kosmicznych. To niezwykle ważny moment dla całego przemysłu kosmicznego, gdyż po raz pierwszy w historii prywatna firma wyniosła ludzi w kosmos we własnym pojeździe i przy użyciu własnej rakiety. Sukces misji oznacza, że SpaceX uzyska licencję na kosmiczne loty załogowe. To z kolei doda jej wiarygodności i firma Muska będzie mogła liczyć na kolejne zlecenia zarówno ze strony NASA, prywatnego przemysłu kosmicznego i – co bardzo prawdopodobne – agencji kosmicznych innych państw. Przemysł kosmiczny wchodzi w zupełnie nową fazę rozwoju. Tym bardziej, że na przyszły rok zapowiadany jest lot konkurencji SpaceX, czyli kapsuły Starliner firmy Boeing. Zatem od przyszłego roku możemy mieć na rynku dwie prywatne firmy oferujące załogowe loty kosmiczne. Najbardziej stracić może na tym rosyjski Roskosmos, który obecnie nie tylko wozi astronautów NASA, ale z jego usług korzystają też inne państwa. NASA z pewnością przestanie korzystać z usług Roskosmosu w takim zakresie jak obecnie, a biorąc pod uwagę fakt, że SpaceX ma zamiar zaoferować swoje usługi znacznie taniej, można spodziewać się, że Roskosmos straci wielu klientów. To zaś powinno wymusić na Rosji zreformowanie swojej agencji kosmicznej. Przypominamy, że teraz każdy może spróbować swoich sił na symulatorze dokowania Dragona do ISS. « powrót do artykułu
  4. Jak się okazuje slime, zwany przez polskie dzieci „glutem” czy „glutkiem”, może być nie tylko zabawką dla dzieci, ale również przedmiotem poważnych eksperymentów naukowych. Bardzo poważnych, bo prowadzonych na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Latem ubiegłego roku stacja Nickelodeon wysłała na ISS około dwóch litrów gluta. Celem projektu Slime in Space było przede wszystkim stworzenie materiału edukacyjnego dla nauczycieli. Jednak z okazji postanowili skorzystać naukowcy specjalizujących się badaniu różnych materiałów. Inżynier Mark Weislogel z Pennsylvania State University mówi, że gdy dowiedział się o projekcie Nickelodeona, nie mógł przegapić takiej okazji. To tak unikatowa ciecz, że nie mogliśmy przegapić okazji do jej zbadania, mówi. Wraz ze swoją koleżanką, Rihaną Mungin, opracowali serię ośmiu eksperymentów, które miały zostać przeprowadzone na ISS. Nie zawsze zdarza się, byśmy w ramach swoich obowiązków na stacji kosmicznej mogli przez kilka godzin bawić się slimem, podczas gdy zespół naziemny mówi nam, byśmy przez strzykawkę opryskali slimem kolegę lub napełnili nim balon, mówi astronautka Christina Koch. Po co jednak wysyłać gluta w kosmos? Otóż dlatego, że to ciecz o lepkości 20 000 razy większej od wody. To zaś oznacza, że slime zachowuje się w warunkach mikrograwitacji w zupełnie niespodziewany sposób i pozwala nam lepiej zrozumieć jak ciecze o dużej lepkości zachowują się w przestrzeni kosmicznej. To zaś pozwoli na lepsze projektowanie systemów, które oryginalnie powstały w warunkach ziemskiej grawitacji. Jak wyjaśniają autorzy badań, bez grawitacji bąbelki w płynie nie unoszą się do góry, krople nie padają, więc cały sprzęt taki jak boilery, kondensatory, systemy nawadniania czy ekspresy do kawy, działają zupełnie inaczej. Co interesujące, na Ziemi definiujemy ciecz, jako coś, co przyjmuje kształt pojemnika, mówi Koch. Jednak w warunkach mikrograwitacji woda tworzy sferę. Musimy więc przemyśleć definicję materii w przestrzeni kosmicznej. Ten eksperyment wspaniale pokazuje nam, jak mikrograwitacja wpływa na nasze rozumienie rzeczy, szczególnie takich, które na Ziemi przyjmujemy za oczywiste, dodaje. Eksperymenty wykazały na przykład, że na stacji kosmicznej slime również tworzy sferę. W porównaniu z wodą dzieje się to bardzo szybko. Woda, przez swoją niższą lepkość, odkształca się jeszcze długo po tym, jak slime tworzy idealną sferę. Podczas innego eksperymentu wypełniano glutem balony, a następnie je przebijano. Astronauci spodziewali się eksplozji slime. Okazało się jednak, że po przebiciu balonu glut ledwo się przemieszczał, zachowując nadany kształt. Jeden z najbardziej interesujących eksperymentów polegał na użyciu slime'a i dwóch łopatek pokrytych warstwą hydrofobową. Astronauci ściskali gluta między łopatkami, a następnie z różną prędkością oddalai łopatki od siebie. Slime przyczepiał się do powierzchni obu łopatek. Gdy były one oddalane powoli, przez chwilę glut się rozciągał, a następnie pękał, pozostając przywarty do obu łopatek. Gdy zaś łopatki rozwierano szybko, slime tworzył znacznie dłuższy „most”, również pękał, ale rozrywał się na kilka kawałków, które tworzyły sfery pomiędzy łopatkami. Eksperyment ten dobrze obrazuje, dlaczego slime jest cieczą nieniutonowską. Narusza on bowiem niutonowskie prawo lepkości, które mówi, że lepkość cieczy nie zmienia się pod wpływem przyłożonej siły. Tymczasem tutaj widać, że w zależności od siły, slime reaguje inaczej. Jak zauważają eksperci, badania nad zachowaniem cieczy w warunkach mikrograwitacji mogą zostać wykorzystane np. do stworzenia systemów przemieszczania płynów bez pomocy pomp.   « powrót do artykułu
  5. Szef NASA, Jim Bridenstine, potwierdził, że aktor Tom Cruise poleci na Międzynarodową Stację Kosmiczną, by nagrać tam ujęcia do nowego filmu. Obecnie nie wiadomo, kiedy miałaby się odbyć wyprawa, ani jaki będzie jej koszt. O samym filmie również niewiele wiemy. Niektórzy z komentatorów mówią, że chodzi o kolejny odcinek Mission: Impossible. Jednak serwis Deadline zapewnia, że nowy film nie będzie miał nic wspólnego z żadnym dotychczasowych. Nie wiadomo nawet, jakie studio ma go wyprodukować. Serwis donosi, że przy filmie mają współpracować Cruise, NASA i Space X. Ma być to obraz przygodowy. A jeśli wszystkie doniesienia się potwierdzą, będą to też pierwszy w historii film fabularny nagrywany w przestrzeni kosmicznej. Nie wiemy, jak długo Cruise miałby przebywać na ISS, jak będzie wyglądało filmowanie. Podróż na ISS nie jest prosta, gdyż stacja porusza się z dużą prędkością. Obecnie na stację można dostać się jedynie na pokładzie rosyjskiego Sojuza. W ostatnich latach czas samej podróży skrócono z 50 do 6 godzin. Cruise i jego ekipa (a prawdopodobnie jakaś ekipa z nim poleci), będą mogli wybrać się na już ISS na pokładzie amerykańskiego pojazdu, np. Crew Dragona firmy SpaceX. Zakładając, że lot będzie trwał tyle samo czasu co na pokładzie Sojuza, to i tak pobyt tam zajmie prawdopodobnie kilkanaście dni. Warto tutaj przypomnieć, że ISS jest przystosowana do pobytu 6 osób, chociaż przez krótki czas, podczas wymiany załóg, może tam mieszkać nawet 9 astronautów. Niektórzy wyliczają, że 2-tygodniowy pobyt na Stacji będzie kosztował około 500 000 USD. To niewielka kwota jak na możliwości Hollywood. Znacznie droższy będzie lot tam i z powrotem. Szacuje się, że za każdego astronautę SpaceX będzie wystawiała NASA rachunek w wysokości 55 milionów USD. Podróż aktora wraz z operatorem kamery, dźwiękowcem i reżyserem może kosztować około 220 milionów USD. A kwota ta nie uwzględnia kosztów treningu. Biorąc jednak pod uwagę olbrzymie koszty współczesnych filmów oraz zyski, jakie przynoszą Hollywood, dodatkowy wydatek 200 milionów dolarów na pierwszy film kręcony w kosmosie może okazać się świetną inwestycją. « powrót do artykułu
  6. W związku z wykryciem COVID-19 w dwóch centrach NASA poziom zagrożenia został podniesiony do 3. w 4-stopniowej skali. Agencja chce w ten sposób uniknąć rozprzestrzeniania się choroby wśród pracowników oraz zawleczenia koronawirusa SARS-CoV-2 w przestrzeń kosmiczną. Najpierw chorobę zdiagnozowano u jednego z pracowników Ames Research Center w Kalifornii. Niecały tydzień później okazało się, że choruje też pracownik Marshall Space Flight Center w Alabamie. W obu przypadkach zdecydowano, że poziom zagrożenia dla tych centrów zostaje podniesiony do 3., a we wszystkich innych – w których nie stwierdzono dotychczas zachorowań – zwiększony zostaje do 2. Trzeci poziom zagrożenia oznacza, pracownicy obowiązkowo pracują zdalnie, a wstęp do budynków i biur mają tylko ci pracownicy, których obecność tam jest niezbędna do bezpiecznego prowadzenia misji. Posiłki nie są przygotowywane w centrach badawczych, a dostarczane z zewnątrz. Zostają zamknięte przedszkola i świetlice dla dzieci pracowników, zamknięte są też ośrodki zdrowia, z wyjątkiem tych, niezbędnych dla pracowników, którzy muszą przychodzić do biur. Wszelkie spotkania i zebrania odbywają się zdalnie, a podróże służbowe mogą odbywać się tylko w celach niezbędnych dla prowadzenia misji. W tym trybie pracują obecnie dwa centra NASA. Większe ograniczenia obowiązują tylko przy 4. poziomie zagrożenia, kiedy to zostają zamknięte wszystkie budynki, a przebywać w nich mogą tylko osoby niezbędne do zapewnienia ochrony życia i najważniejszej infrastruktury, zawieszone zostają też wszelkie podróże służbowe. Wszystkie pozostałe centra pracują w trybie 2. Pracownicy są wówczas zachęcani do pracy zdalnej, do budynków nie są wpuszczane osoby, które w nich nie pracują, z wyjątkiem wcześniej zatwierdzonych osób niezbędnych do prowadzenia misji, zamknięte zostają centra sportowe, pracownicy powinni zachowywać odpowiednią odległość, spotkania mają odbywać się zdalnie, zawieszone zostaję też większe spotkania i zebrania. Administrator NASA, Jim Bridenstine, wydał oświadczenie, w którym czytamy m.in.: Jeśli wykonuje zadania niezbędne dla prowadzenia misji, a czujesz się chory, nie przychodź do pracy. Wszyscy powinni podjąć środki ostrożności, by chronić siebie i innych. Poprosiłem pracowników, by postępowali zgodnie z oficjalnymi zaleceniami Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) oraz głównego lekarza NASA. [...] Witryna NASA People jest na bieżąco aktualizowana o kolejne informacje i zalecenia dla pracowników. Jednocześnie NASA planuje zaostrzenie procedur dotyczących astronautów, którzy mają lecieć na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Od dawna przechodzą oni dwutygodniową kwarantannę przed startem. To niezwykle ważne, gdyż mikrograwitacja może negatywnie wpływać na układ odpornościowy, zatem zawleczenie na MSK wirusa mogłoby być bardzo niebezpieczne dla przebywających ta ludzi. Tym bardziej, że nie ma tam możliwości szybkiego zapewnienia odpowiedniej opieki medycznej. Teraz, obliczu pandemii COVID-19, kwarantanna ta będzie bardziej ścisła. Przypomnijmy, że przez pandemię o 2 lata przełożono europejsko-rosyjską misję na Marsa. « powrót do artykułu
  7. W 2015 roku brytyjski astronauta Tim Peake zabrał na Międzynarodową Stację Kosmiczną nasiona ze słynnej jabłoni Izaaka Newtona. Nasiona wróciły na Ziemię w 2016 roku. Teraz Peake zasadził przy domu Newtona wyhodowane z nasion drzewka. Nasiona trafiły w przestrzeń kosmiczną w ramach projektu badającego grawitację. Po powrocie nasiona trafiły w ręce specjalistów z Królewskich Ogrodów Botanicznych w Kew. Tam wyhodowano drzewka, a kilka z nich zostało właśnie posadzonych przy domu wielkiego fizyka. Pozostałe drzewka będą rosły m.in. w Parkach Królewskich, przy Narodowym Laboratorium Fizycznym czy w pobliżu Biura ONZ ds. Przestrzeni Kosmicznej w Wiedniu. Misja Peake'a cieszyła się w Wielkiej Brytanii olbrzymim zainteresowaniem. Był on pierwszym obywatelem Wielkiej Brytanii, który wyszedł poza Międzynarodową Stację Kosmiczną. Podczas pobytu na ISS Peake wziął udział w Maratonie Londyńskim biegnąc na bieżni, w którą wyposażona jest Stacja. « powrót do artykułu
  8. Po raz pierwszy w historii przeprowadzono zdalne leczenie pacjenta znajdującego się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Profesor Stephen Moll z University of North Carolina, ekspert od skrzeplin, leczył zdalnie astronautę, u której pojawiła się niebezpieczna skrzeplina. Pojawiła się ona w żyle szyjnej wewnętrznej. To pierwszy przypadek zdiagnozowania skrzepliny u astronauty znajdującego się w przestrzeni kosmicznej. NASA nie miała opracowanych procedur na tego typu wydarzenie. Sytuację pogarszał fakt, że na MSK są ograniczone zapasy lekarstw. Profesor Moll był jedynym lekarzem spoza NASA, którego poproszono o pomoc w opracowaniu planu leczenia. Moll i lekarze z NASA uznali, że najlepszym wyjściem będzie wykorzystanie leków przeciwzakrzepowych. W momencie postawienia diagnozy na Stacji znajdowała się niewielka ilość leku o nazwie Enoxaparin. Profesor Moll pomógł w opracowaniu planu podawania leku tak, by z jednej strony był on skuteczny, a z drugiej by jego zapasy nie wyczerpały się przed kolejną misją zaopatrzeniową. Leczenie zastrzykami z Enaxoparinu trwało przez około 40 dni. W 43. dniu na Stację przybyła misja towarowa, na pokładzie której znajdował się przyjmowany doustnie Apixaban. Całe leczenie trwało ponad 90 dni. W tym czasie astronauta był monitorowany i pod kierunkiem zespołu naziemnego przeprowadzano u niego ultranoograficzne badania szyi. Chory miał też ciągły kontakt z profesorem Mollem. Misja astronauty zakończyła się powodzeniem i zgodnie z planem po 6 miesiącach wylądował on na Ziemi. Tutaj nie potrzebował już dalszego leczenia. Zakrzepica została u astronauty wykryta przypadkiem. Przeprowadzano u niego badanie ultrasonograficzne szyi, które było częścią większych badań nad rozkładem płynów w organizmie w warunkach braku grawitacji. U astronauty nie wystąpiły wcześniej żadne objawy zakrzepicy, gdyby więc nie przypadkowe odkrycie, nie wiadomo, jak by się to skończyło. Profesor Moll stwierdził, że należy przeprowadzić badania nad zachowaniem się krwi w warunkach braku grawitacji. Nie wiemy bowiem, jak często pojawiają się takie skrzepliny. Czy skrzepliny są czymś powszechnym w kosmosie? Jak zminimalizować ryzyko wystąpienia zakrzepicy żyły szyjnej? Czy na MSK powinno być więcej leków? Trzeba odpowiedzieć na wszystkie tego typu pytania, szczególnie w sytuacji, gdy planujemy długotrwałe misje na Księżyc i Marsa, mówi uczony. Powyższy przypadek został opisany na łamach New England Journal of Medicine. Moll jest jego współautorem, a główną autorką jest Serena Auñón-Chancellor, lekarka, która w 2018 roku przez 6 miesięcy przebywała na MSK. « powrót do artykułu
  9. Kapsuła załogowa CST-100 Starliner Boeinga jako pierwszy tego typu pojazd w historii USA dokonała udanego lądowania na lądzie. Lądowanie odbyło się w ramach pierwszego testu kapsuły w przestrzeni kosmicznej. Nie wszystkie cele misji udało się zrealizować. Zgodnie z planem Starliner miał zadokować do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Niestety, wkrótce po starcie wszedł na niewłaściwą orbitę, w związku z czym zrezygnowano z testu dokowania. Wszystkie inne elementy testu przebiegły zgodnie z planem. Pojazd bez problemów oddzielił się od pierwszego i drugiego stopnia rakiety nośnej. Jego własne systemy napędowe działały prawidłowo. Z powodzeniem przetestowano system komunikacji oraz nawigacji. Na sucho przeprowadzono testy systemu dokowania, potwierdzono też działanie wszystkich systemów kontroli i podtrzymywania życia. Bez problemu przebiegała też komunikacja pomiędzy Starlinerem a Międzynarodową Stacją Kosmiczną. Również lądowanie, podczas którego sprawdzono system spadochronów i poduszek powietrznych, przebiegło zgodnie z planem. Kapsuła zostanie teraz przygotowana do pierwszej pełnej misji załogowej. Zanim jednak do niej dojdzie odbędzie się pierwszy załogowy lot testowy. Astronautka Sunita Williams, która weźmie udział w misji testowej, ochrzciła pojazd „Calypso” od nazwy statku Jacquesa Cousteau. Przyczyną niezrealizowania planu wejścia na odpowiednią orbitę i zadokowania Starlinera do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej był błąd w synchronizacji zegara pokładowego. W związku z tym komputer Starlinera uznał, że pojazd znajduje się w innej fazie lotu niż w rzeczywistości i spalił zbyt dużo paliwa. Dlatego też NASA i Boeing uznały, że należy zrezygnować z planu dokowania do Stacji. Kontroli lotu nie udało się ręcznie skorygować błędu na czas, gdyż chwilowo utracono łączność satelitarną z kapsułą. Obecnie ani NASA, ani Boeing nie sygnalizują, by niezrealizowanie jednego z celów obecnego testu mogło wpłynąć na jakiekolwiek przesunięcia w dalszych planach pracy nad Starlinererm. Administrator NASA zapewnił dziennikarzy, że gdyby na pokładzie Starlinera znajdowali się astronauci, którzy ręcznie by nim sterowali, w żadnym momencie testu nie byliby narażeni na niebezpieczeństwo. Zapewnił przy tym, że zarówno dotychczasowe testy kapsuły Boeinga jak i kapsuły SpaceX przebiegają na tyle pomyślnie, że obecnie NASA nie przewiduje żadnych opóźnień. « powrót do artykułu
  10. Drugiego listopada z kosmodromu w Wallops Flight Facility w Wirginii wystrzelono wynoszony przez rakietę Antares statek transportowy Cygnus NG-12. Znajdował się na nim m.in. specjalnie zaprojektowany kosmiczny piekarnik Zero G Oven, który posłuży do pieczenia ciastek z kawałkami czekolady. Ważący ok. 3700 kg ładunek, na który składały się też m.in. kamizelki AstroRad chroniące przed promieniowaniem, miał dotrzeć na Międzynarodową Stację Kosmiczną (MSK) w poniedziałek. Piekarnik powstał dzięki współpracy firm Nanoracks i Zero G Kitchen. Nanoracks od 10 lat specjalizuje się m.in. w obudowach zapewniających bezpieczny transport ładunków w przestrzeń kosmiczną. Testy z wykorzystaniem piekarnika będą pierwszym przypadkiem pieczenia w przestrzeni kosmicznej. Wysłane wcześniej w tym roku ciasto zapewniła sieć hoteli DoubleTree Hiltona (ponoć przyświecał jej cel, by uczynić przyszłe podróże kosmiczne przyjemniejszymi). Astronauci ocenią wpływ mikrograwitacji na kształt i konsystencję ciastek. Kiedy pierwszy raz o tym rozmawialiśmy, nie byliśmy w ogóle pewni, czy coś takiego jest możliwe. Każdy wie, jak przebiega proces pieczenia w warunkach ziemskich, jednak jak to przełożyć na warunki braku grawitacji - mówi Mary Murphy z Nanoracks. Na Ziemi pieczenie polega na ciągłym ruchu powietrza. To ciepłe unosi się do góry, a chłodniejsze opada. Powietrze cały czas krąży więc w piekarniku. W kosmosie taki proces nie zachodzi, trzeba było zatem wymyślić inny sposób na transfer ciepła do pieczonej żywności. Zero G Oven ma wewnątrz cylinder wyłożony ze wszystkich stron elementami grzewczymi. Wypiek umieszczany jest w środku, dzięki czemu gorące powietrze otacza go ze wszystkich stron. Jeśli w takim piekarniku po prostu umieszczono by kawałek ciasta, mógłby on wylecieć poza punkt centralny lub obijać się po całym cylindrze. Tak czy inaczej nie zostałby zatem równo wypieczony. Rozwiązaniem okazało się wykorzystanie silikonowego woreczka, mocowanego aluminiową ramką. Całość pozwala na swobodny przepływ powietrza, ale zatrzymuje okruszki, by nie latały po całej kuchence i, w efekcie, po Stacji. Niestety, w najbliższym czasie astronauci nie najedzą się własnoręcznie upieczonymi ciasteczkami. Na Stację trafiło bowiem zaledwie pięć porcji przygotowanych do wypieków. Dwie są dla astronautów, ale trzy mają w stanie nienaruszonym trafić na Ziemię, gdzie NASA przeprowadzi na nich testy. Na pocieszenie załodze wysłano też gotowe ciastka w okolicznościowej puszce. Hilton ma nadzieję, że po testach w NASA ciastka będą w na tyle dobrym stanie, że firma otrzyma je z powrotem. « powrót do artykułu
  11. Biuro Inspektora Generalnego NASA prowadzi śledztwo w sprawie... pierwszego domniemanego przestępstwa popełnionego w przestrzeni kosmicznej. Summer Worden żona astronautki Anne McClain oskarżyła ją, że podczas pobytu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zaglądała ona na konto bankowe Worden. Obie panie wzięły ślub w 2014 roku, a od roku 2018 są w separacji i toczą spór m.in. o opiekę nad synem Worden. McClain przyznaje, że zaglądała na konto, ale tylko po to, by upewnić się, że są na nim wystarczające środki na opiekę nad dzieckiem. Zresztą, jak mówi, wielokrotnie korzystając z tego samego hasła, sprawdzała stan konta będąc na Ziemi. Worden mówi, że nabrała podejrzeń, gdy zauważyła, iż McClain zna szczegóły na temat jej wydatków. Poprosiła wówczas bank o dane na temat komputerów, z których logowano się do konta i odkryła, że właścicielem jednego z nich jest NASA. Złożyła więc zawiadomienie do Federalnej Komisji Handlu, donosząc o nieupoważnionym dostępie do prywatnych informacji finansowych oraz kradzieży tożsamości. McClain nie zgadza się z tymi zarzutami. Na podstawie International Space Station Intergovernmental Agreement, traktatu podpisanego w styczniu 1998 roku przez 15 państw zaangażowanych w budowę Stacji, ustalono, że każdy partner utrzymuje jurysdykcję i kontrolę nad należącymi doń elementami stacji oraz personelem odpowiedniej narodowości. Jeśli zatem pani McClain, która jest obywatelką USA, popełniła przestępstwo wykorzystując do tego celu komputer należący do NASA, to będzie za nie sądzona przez amerykański wymiar sprawiedliwości. Sprawę ułatwia tutaj fakt, że również i domniemana ofiara jest obywatelką USA. Co jednak, gdyby astronauta jednego kraju popełnił przestępstwo wobec obywatela innego kraju lub celowo uszkodzi element stacji należący do innego kraju? Również i taką sytuację przewidziano we wspomnianym traktacie. Stanowi on, że przestępca będzie podlegał jurysdykcji kraju, którego jest obywatelem. Jednak w takim przypadku najpierw odbywają się konsultacje pomiędzy oboma krajami – krajem sprawcy i krajem poszkodowanym. Następnie w ciągu 90 dni od tych konsultacji kraj poszkodowany ma prawo postawić zarzuty na gruncie własnego prawa sprawcy przestępstwa o ile albo zgodzi się na to kraj sprawcy, albo też kraj sprawcy nie da krajowi poszkodowanemu gwarancji, iż złoży do własnych odpowiednich organów dokumenty pozwalające na ściganie sprawcy. Sprawa przestępstw popełnionych na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej jest więc uregulowana odpowiednią umową międzynarodową. Znacznie trudniejsze mogą okazać się tego typu sprawy w momencie rozwoju turystyki kosmicznej. W tej chwili nie wiadomo, czyjej jurysdykcji powinien podlegać np. australijski turysta, który na pokładzie amerykańskiego pojazdu kosmicznego popełni przestępstwo przeciwko turyście japońskiemu. Niewykluczone, że w takim wypadku przestępca sądzony byłby na gruncie prawa państwa, pod którego jurysdykcją znajduje się pojazd kosmiczny. Jednak sprawy mogłyby się skomplikować, gdyby kraj sprawcy lub poszkodowanego oświadczył, że chce prowadzić proces. « powrót do artykułu
  12. Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zainstalowano drugi dok dla prywatnych pojazdów kosmicznych. Dotychczas na stacji istniał jeden International Docking Adapter (IDA) przystosowano do takich pojazdów. Teraz, dzięki zainstalowaniu IDA-3, można będzie jednocześnie obsłużyć dwa pojazdy SpaceX czy Boeinga. Zainstalowanie doku był naprawdę potrzebne, mówi Kirk Shireman, jeden z menedżerów odpowiedzialnych za Międzynarodową Stację Kosmiczną. Jeśli mamy na pokładzie czterech astronautów i jeden port dokujący, to wszyscy muszą czekać w kolejce, upchnąć się w pojeździe i odłączyć od ISS zanim następny pojazd będzie mógł zacumować. Nowy dok został zainstalowany przez Nicka Hague'a i Drew Morgana podczas 6,5-godzinnego spaceru kosmicznego. Expedition 60 to pierwsza misja obu astronautów. Dla Hague'a był to 3. spacer kosmiczny, a dla Morgana 1. Prace rozpoczęły się od umieszczenia przenośnej kamery bezprzewodowej w miejscu ich prowadzenia, dzięki czemu centrum kontroli mogło obserwować ich przebieg. Astronauci przeciągnęli kable zapewniające przesyłanie energii oraz danych, a także zainstalowali adapter do kontroli ciśnienia, łączący dok z resztą stacji. Rzecznik prasowy NASA, Gary Jordan, powiedział, że część prac związanych z okablowaniem wykonano już w roku 2016 podczas spacerów kosmicznych w ramach Expedition 46 i 48. Po zainstalowaniu kabli Morgan i Hague umocowali reflektory, które będą służyły pomocą przy dokowaniu. Prace przebiegły nadspodziewanie łatwo i ukończono je szybciej, niż zakładano. Centrum kontroli obawiało się, że kable, które przez kilka lat znajdowały się poza stacją, będą sztywne i „zapamiętały” swój kształt. Okazało się jednak, że łatwo je rozwinąć i astronauci nie napotkali na żadne przeszkody. Pierwszy International Docking Adapter (IDA-1) został wystrzelony w 2015 roku na pokładzie rakiety SpaceX. Rakieta eksplodowała wkrótce po starcie. IDA-2 poleciał na ISS w lipcu 2016 roku, a w sierpniu został zainstalowany. Pierwsze dokowanie przeprowadzono w marcu 2019 roku, gdy przyłączył się do niego Crew Dragon. « powrót do artykułu
  13. Satelita obserwacyjny Światowid i satelita-eksperyment KRAKsat, stworzone przez polską spółkę SatRevolution, zostały wypuszczone na orbitę z pokładu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Z oboma nanosatelitami udało się już nawiązać dwustronne połączenie. Po półgodzinnej ciszy radiowej systemy Światowida zostały automatycznie uruchomiane, a następnie radioamatorzy z różnych części świata zaczęli odbierać od niego sygnały i przesyłać je do firmy. W środę 17 lipca udało się odebrać pierwsze zdjęcie kalibracyjne, które umożliwiło sprawdzenie działania i dostrojenie systemów satelity. Wszystkie informacje potrzebne do nawiązania połączenia z satelitami oraz oprogramowanie służące do dekodowania danych, zostały publicznie udostępnione przez spółkę. Dzięki poprawionej predykcji położenia satelity jesteśmy coraz skuteczniejsi w nawiązywaniu kontaktu, czyli wysyłaniu i odbieraniu sygnału z urządzenia. Światowid został wypchnięty z ISS 3 lipca i jeszcze tego samego dnia nawiązaliśmy z nim dwustronne połączenie, więc podstawowa część misji zakończyła się sukcesem. Cała akcja silnie zaktywizowała też społeczność radioamatorów, którzy razem z nami przeżywali te fantastyczne emocje i dzielili się sygnałami ze Światowida. By pozyskać zdjęcia w najwyższej jakości, musimy mieć pewność, że systemy są odpowiednio skalibrowane. Udało nam się również nawiązać łączność z KRAKsatem. Możliwe było to dzięki współpracy KRAKsat Space Systems i SatRevolution z Przemysłowym Instytutem Automatyki i Pomiarów PIAP oraz z grupą doświadczonych krótkofalowców radioamatorów – komentuje Grzegorz Zwoliński, Prezes SatRevolution. Przywiezione na statku Cygnus N-11 nanosatelity, trafiły na ISS 19 kwietnia i spędziły tam ponad dwa miesiące, oczekując na przeładunek sprzętu i wypuszczenie z pokładu. Światowid to pierwszy polski satelita obserwacyjny Ziemi i technologia demonstracyjna spółki SatRevolution. Został stworzony na podstawie autorskiej platformy NanoBus – konstrukcji nośnej z zestawem podsystemów niezbędnych do funkcjonowania nanosatelity w kosmosie. Rozwiązanie to stanowi podstawę konstrukcji satelitów w standardzie CubeSat, czyli miniaturowego urządzenia, stosowanego w edukacji czy badaniach kosmosu. To właśnie Światowid ma stanowić podwaliny pod konstelację satelitów, służącą do obserwacji Ziemi w czasie rzeczywistym REC (Real-time Earth Observation Constellation). Na podstawie doświadczenia zebranego podczas jego misji powstanie satelita obserwacyjny ScopeSat, o znacznie lepszych parametrach – będzie w stanie wykonywać zdjęcia Ziemi z rozdzielczością 0,5 m. Razem ze Światowidem na orbitę wyniesiony został satelita KRAKsat, eksperyment naukowy. Jako pierwszy na świecie, do sterowania swoim położeniem będzie wykorzystywał ciecz magnetyczną. Mechanizm, który ma to umożliwiać – ferrofluidowe koło zamachowe – został zaprojektowany i zbudowany przez studentów AGH. Eksperci SatRevolution odpowiadali za projekt i wykonanie całej konstrukcji satelity, włącznie ze wszystkimi niezbędnymi podsystemami. Obecnie spółka współpracuje z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk nad realizacją autorskiego modułu optycznego.- Ukończony mamy już jeden etap, pozostały nam jeszcze dwa. Planujemy wyniesienie na orbitę prototypowego nanosatelity obserwacyjnego ScopeSat, bazowego elementu konstelacji REC w 2021 roku. W kolejnym powstanie pierwsza wersja konstelacji złożona z 16 satelitów. W 2023 r. na orbitę wystrzelonych będzie już 66 satelitów, wyposażonych w rozkładany moduł optyczny DeploScope – dodaje Grzegorz Zwoliński. « powrót do artykułu
  14. Na 29 marca NASA planuje wyjątkowy spacer kosmiczny, w którym miałyby uczestniczyć wyłącznie kobiety. Jeśli wszystko się uda, Christina Koch i Anne McClain wyjdą poza Międzynarodową Stację Kosmiczną (MSK), by przeprowadzić niezbędne prace. Również na Ziemi, w Centrum Kosmicznym Johnsona, kluczowe aspekty operacji obsługiwać będą kobiety; Mary Lawrence będzie pełnić funkcję głównej dyrektorki lotu, a Kristen Facciol - głównej kontrolerki lotu. Nie jest jasne, czym miałyby się zająć Koch i McClain (niektóre źródła wspominają o wymianie baterii zainstalowanych latem zeszłego roku). Wiadomo tylko, że ich spacer ma potrwać ok. 7 godzin. Pierwszą osobą, która odbyła spacer w kosmosie, był radziecki kosmonauta Aleksiej Leonow ze statku Woschod 2. Stało się to 18 marca 1965 roku. Leonow był przywiązany do statku liną. Jego spacer trwał 12 minut. Pierwszą spacerującą w kosmosie kobietą była natomiast Swietłana Sawicka, która przeprowadziła eksperyment spawalniczy na zewnątrz stacji Salut 7 dwudziestego piątego lipca 1984 r. Choć kobiety stanowią coraz większą część astronautów NASA, nadal są niedoreprezentowane w dziedzinie kosmicznych lotów. Jeśli chodzi o spacery kosmiczne, wg Shaiann Frazier ze stacji NBC News, są one przeprowadzane głównie przez mężczyzn, wspomaganych przez żeńską część załogi. Koch i McClain są rówieśnicami; obie urodziły się w 1979 r. McClain, inżynier lotnictwa i aeronautyki, a także starszy pilot wojskowy, przebywa na MSK od grudnia 2018 r. Przed historycznym spacerem z Koch 22 marca ma odbyć spacer z Nickiem Hague. Koch, która jest specjalistką z zakresu fizyki oraz inżynierii elektrycznej, zostanie wysłana na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej 14 marca (kapsuła Sojuz MS-12 wystartuje z kazachskiego Bajkonuru; Koch towarzyszyć będą Aleksiej Nikołajewicz Owczinin oraz wspominany już Nick Hague). « powrót do artykułu
  15. Po całym dniu dyskusji i spotkań NASA dała firmie SpaceX zgodę na przeprowadzenie pierwszej bezzałogowej misji kapsuły Crew Dragon na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Start odbędzie się z Przylądka Canaveral zaplanowano na 2 marca na godzinę 8:48 rano czasu polskiego. Po raz pierwszy w historii komercyjna rakieta i kapsuła załogowa wybudowane w USA polecą na Międzynarodową Stację Kosmiczną. W międzyczasie załoga MSK będzie prowadziła symulacje komputerowe, podczas których nauczy się dokowania i obsługi Crew Dragon. To pierwszy bardzo ważny krok w kierunku odzyskania przez USA zdolności do wynoszenia ludzi w przestrzeń kosmiczną, mówi William Gerstenmaier, zastępca administratora NASA ds. lotów załogowych. Stany Zjednoczone zakończyły w 2011 roku program lotu wahadłowców i od tamtej pory amerykańscy astronauci latają na stację kosmiczną w rosyjskich rakietach. Kapsuła Crew Dragon może zabierać 7 osób. Ma ona zadokować do ISS 3 marca, a 8 marca ma wrócić na Ziemię. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jeszcze w bieżącym roku odbędzie się pierwsza załogowa misja z wykorzystaniem Crew Dragon. Od 2012 roku SpaceX przeprowadziła, na zlecenie NASA, kilkanaście lotów zaopatrzeniowych na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Wykorzystywano podczas nich towarową wersję kapsuły Dragon. Jednak wymagania co do bezpieczeństwa lotów załogowych są znacznie wyższe. Niedawno poinformowano, że NASA wciąż ma zastrzeżenia co do niektórych elementów Crew Dragon, w tym do systemu spadochronów. « powrót do artykułu
  16. Wczoraj (11 października) doszło do awarii rakiety Sojuz, którą podróżowała nowa załoga Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Kapsuła załogowa bezpiecznie oddzieliła się od rakiety i opadła na Ziemię. Jak poinformowała NASA, obaj członkowie załogi, Rosjanin i Amerykanin, bezpiecznie opuścili kapsułę. Rakieta Sojuz i kapsuła Sojuz MS-10 wystartowały z kosmodromu Bajkonur o godzinie 8:47. Na pokładzie znajdowali się Nick Hague i Aleksiej Owczynin. Mieli oni dołączyć do trzech osób, które już stanowią załogę Stacji. Jednak kilka minut po starcie doszło do awarii i kapsuła załogowa opadła na Ziemię. "Potwierdzamy, że dzisiaj kilka minut po starcie kapsuła Sojuz MS-10 włączyła tryb lotu balistycznego. To oznacza, że załoga  nie dotrze dzisiaj na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Zamiast tego doszło do awaryjnego lądowania", oświadczyła rzecznik prasowa NASA Brandi Dean. Podczas awaryjnego lądowania Hague i Owczynin doświadczyli przeciążenia około 6,7 G. Kapsuła wylądowała w odległości około 20 kilometrów na wschód od miasta Żezkazgan. NASA nie podała zbyt wielu szczegółów na temat awarii. Potwierdziła jedynie, że pojawiły się problemy z oddzieleniem rakiety nośnej. Amerykanie poinformowali, że Roskosmos powołał komisję do zbadania wypadku. Tymczasem Habue i Owczynin zostali zabrani do Moskwy. Rosjanie potwierdzają, że obaj są bezpieczni. Warto przypomnieć, że 29 sierpnia w kapsule MS-09, która przywiozła na Stację jej obecną załogę, odkryto niewielką dziurę o średnicy 2 milimetrów. Dziura ta spowodowała niewielki wyciek powietrza ze Stacji. Został on wykryty przez kontrolerów naziemnych i naprawiony przez załogę ISS. Obecnie trwa śledztwo mające wyjaśnić, jak powstała wspomniana dziura. « powrót do artykułu
  17. Pomiędzy SpaceX a Boeingiem toczy się zaciekła rywalizacja w przemyśle kosmicznym, a jednym z najważniejszych jej elementów są fundusze NASA. W 2014 roku obie firmy złożyły wnioski o finansowanie pojazdów załogowych, zdolnych do przewiezienia astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Boeing poprosił o 50% więcej od SpaceX i pieniądze otrzymał. Obie firmy zapowiadały różne terminy realizacji zadania i obie przesuwały te terminy. Dotychczas jednak nie znaliśmy zdania samej NASA na temat perspektyw i postępów obu przedsiębiorstw. Dopiero teraz w nowym raporcie US Government Accountability Office (GAO) pojawiły się informacje wskazujące, jak NASA ocenia prace prowadzone przez obie firmy. Na podstawie dotychczasowych postępów i oceny ryzyk NASA uważa, że Boeing będzie gotowy do uzyskania certyfikatu pozwalającego na loty załogowe na ISS pomiędzy 1 maja 2013 a 30 sierpnia 2020. Dla SpaceX termin ten określono na pomiędzy 1 sierpnia 2019 a 30 listopada 2020. Analitycy NASA wyliczyli też średnią i stwierdzili, że proces certyfikacyjny Boeinga może mieć miejce w grudniu 2019 roku, a SpaceX w styczniu 2020. Jak widać, oba przedsiębiorstwa idą łeb w łeb, a niewielka przewaga Boeinga może wynikać z faktu, że firma ta współpracuje z NASA znacznie dłużej niż SpaceX, więc jest lepiej zaznajomiona z procedurami i całym procesem certyfikacyjnym. Głównym celem raportu przygotowanego przez GAO nie było jednak informowanie opinii publicznej o tym, jak NASA ocenia SpaceX i Boeinga, ale poinformowanie Kongresu, że NASA może nie być gotowa do wysyłania astronautów na ISS po listopadzie 2019 roku. To ostatni miesiąc, na który Agencja ma wykupione miejsca dla swoich astronautów na pokładzie rosyjskich Sojuzów. Co prawda NASA pracuje nad potencjalnymi rozwiązaniami, ale nie ma planu awaryjnego, by uzupełnić istniejącą lukę. Bez takiego planu NASA naraża na ryzyko osiągnięcia i cele związane w wykorzystywaniem przez Stany Zjednoczone Międzynarodowej Stacji Kosmicznej – czytamy w raporcie. Po przygotowaniu raportu można się spodziewać, że Kongres nakaże NASA przygotowanie takiego planu. Być może Agencja będzie musiała przedłużyć kontrakt z Roskosmosem. « powrót do artykułu
  18. Bezzałogowy transportowy statek kosmiczny Progress pobił rekord czasu dotarcia do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (MSK): pojawił się tam po zaledwie 3 godz. 48 min. Roskosmos poinformował, że start z kosmodromu Bajkonur miał miejsce w poniedziałek, 9 lipca, o 21.51 czasu uniwersalnego, a dokowanie odbyło się o 1.39 we wtorek. Poprzedni rekord wynosił 5 godzin i 39 minut i został ustanowiony w 2013 roku przez Sojuza TMA-09M. Jak wyjaśniają Rosjanie, znaczne skrócenie czasu przelotu było możliwe dzięki nowemu systemowi nawigacyjnemu misji Progress MS-09, dokładnie zaplanowanemu dwuorbitowemu podejściu do MSK i ulepszeniom rakiety nośnej Sojuz. Wcześniej próby nowego manewru były 2-krotnie odwoływane: raz w październiku 2017 r. i raz w lutym br. W przeszłości dotarcie do MSK zajmowało statkom Progress 2 dni (Ziemia była w tym czasie okrążana ponad 30 razy). Statek dostarczył astronautom prawie 3 tony materiału: głównie paliwo, ale także tlen, wodę i rzeczy potrzebne do eksperymentów naukowych. Rzecznik NASA Rob Navias podkreśla, że nim 2-orbitowe podejście znajdzie zastosowanie w misjach załogowych Roskosmosu, najpierw manewr zostanie jeszcze parokrotnie powtórzony przez Progressy. « powrót do artykułu
  19. Na zeszłotygodniowej audiencji byli astronauci z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (MSK) podarowali papieżowi Franciszkowi kombinezon. By odróżnić go jednak od strojów służbowych innych pracowników MSK, dołączono do niego charakterystyczną białą pelerynę. Prezent wręczył papieżowi Włoch Paolo Nespoli. Na audiencji towarzyszyli mu 3 Amerykanie i Rosjanin (pozostali członkowie 53. misji). Na niebieskim kombinezonie, wykonanym z tego samego materiału, co stroje astronautów, widnieją argentyńska flaga oraz imię i nazwisko papieża - Jorge Bergoglio. By uzupełnić strój o elementy papieskie, dołączono do niego białą pelerynkę z flagą watykańską, logo NASA i wyszytym napisem "papież Franciszek". Przypomnijmy, że 26 października zeszłego roku miał miejsce telemost papieża z sześcioma astronautami z 53. misji. Franciszek zadał im kilka pytań i wspomniał, że załoga może oglądać naszą kruchą planetę z perspektywy Boga.   « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...