Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'Afryka'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 18 results

  1. W Afryce więcej dzieci umiera w wyniku pośrednich skutków konfliktów zbrojnych, niż ponosi bezpośrednią śmierć od broni palnej, wynika z najnowszych badań Uniwersytetu Stanforda. Amerykańscy naukowcy przeprowadzili pierwszą tak szeroko zakrojoną analizę wpływu konfliktów zbrojnych na zdrowie osób postronnych. Przeprowadzone szacunku mówią, że w latach 1995–2015 zmarło od 3,1 do 3,5 miliona noworodków urodzonych w promieniu 50 kilometrów od miejsca konfliktu. Jeśli zaś pod uwagę weźmiemy wszystkie dzieci w wieku poniżej 5. roku życia, to liczba niebezpośrednich ofiar konfliktu zwiększy się do 5 milionów. Pośrednie skutki konfliktów zbrojnych zbierają wśród dzieci znacznie większe żniwo śmiertelne niż skutki bezpośrednie, mówi Eran Bendavid, jeden z autorów badań. Ich wyniki opublikowano na łamach The Lancet. Naukowcy znaleźli też dowody, że ryzyko zwiększonej śmiertelności wśród dzieci występuje w odległości aż 100 kilometrów od miejsca konfliktu i pozostaje zwiększone przez osiem lat po jego zakończeniu. Nawet gdy starcia zbrojne się już nie toczą, to wiele lat po ich zakończeniu ryzyko śmierci noworodków jest aż o 30% wyższe. W skali całego Czarnego Lądu w latach 1995–2016 trzykrotnie więcej dzieci umarło wskutek pośredniego oddziaływania konfliktów zbrojnych niż zostało zabitych w czasie ich trwania. Fakt, że dzieci w Afryce są narażone na konflikty zbrojne nie jest zaskoczeniem, natomiast niespodzianką jest odkrycie, że ryzyko jest tutaj znacznie wyższe niż sądzono. Chcieliśmy zrozumieć wpływ wojen i konfliktów na zdrowie i zauważyliśmy, że jest to problem bardzo słabo rozpoznany. Najważniejsze źródło, Global Burden of Disease, bierze pod uwagę tylko bezpośrednie ofiary starć zbrojnych, a to sugeruje, że stanowią one niewielki odsetek wszystkich zgonów, mówi Bendavid. Niektórzy uczeni od dawna sugerowali, że takie pośrednie skutki konfliktów zbrojnych jak brak opieki zdrowotnej, żywności, wody, szczepień czy schronienia zabijają więcej osób niż same wojny. Teraz hipotezy te znalazły potwierdzenie przynajmniej w odniesieniu do dzieci. Brak dostępu do podstawowej opieki zdrowotnej czy odpowiedniego odżywiania to standardowe wyjaśnienie wysokiej śmiertelności niemowląt w Afryce. Nasze dane wskazują, że konflikty zbrojne mogą być kluczowym elementem, z powodu którego taka sytuacja ma miejsce. Mogą one przez całe lata po ich zakończeniu negatywnie wpływać na dostępność do opieki zdrowotnej i pożywienia w miejscach znacznie oddalonych od miejsca konfliktu, stwierdza profesor Marshall Burke. To zaś oznacza, że zmniejszenie liczby konfliktów zbrojnych w Afryce może znacząco poprawić stan zdrowia dzieci. Podczas badań pod uwagę wzięto 15 441 różnych wydarzeń i konfliktów zbrojnych, jakie miały miejsce w 35 krajach Afryki. Dane te porównano z informacjami o urodzeniu 1,99 miliona dzieci i o ich szansie na przeżycie. Dane wskazują, że od 3 do 5 razy więcej dzieci umiera wskutek pośredniego oddziaływania konfliktu zbrojnego, niż ginie od broni palnej. Całkowity negatywny wpływ jest jeszcze większy, gdyż badacze nie brali pod uwagę innych narażonych grup ludności, jak kobiety czy osoby starsze. Mamy nadzieję, że nasze badania przyczynią się do wzmożenia wysiłków na rzecz zwiększenia pomocy humanitarnej dzieciom znajdujących się w strefach konfliktów zbrojnych, mówi doktor Zachary Wagner. « powrót do artykułu
  2. Pasterze epoki kamienia, którzy przybyli do wschodniej Afryki przed 3500 lat, nie zdegradowali, wbrew temu co się uważa, sawanny, ale zmienili jej szatę roślinną na lepszą, mówi profesor Stanley Ambrose z Washington University. W miejscach, w których przebywali, zwiększyła się różnorodność, stabilność i odporność ekosystemu, dodaje uczony. Naukowcy skupili się na pięciu stanowiskach archeologicznych w południowo-zachodniej Kenii i porównali występującą tam roślinność oraz skład gleby z pobliskimi terenami. Datowanie radiowęglowe wykazało, że badane stanowiska były zajmowane przez społeczności pasterskie pomiędzy 3700 a 1500 lat temu. W porównaniu z innymi miejscami, stanowiska zajmowane przez pasterzy charakteryzowały się większość ilością składników odżywczych w glebie, szczególnie azotu, fosforu i wapnia. Skład izotopowy tych pierwiastków odpowiadał składowi izotopowemu z odchodów hodowlanych zwierząt roślinożernych. Naukowcy mówią, że obecność społeczności pasterskich przyczyniła się do poprawy jakości gleby, co pociągnęło za sobą wzrost wysokiej jakości roślin. Bez tej różnorodności wprowadzonej przez człowieka w tutejszym krajobrazie nie mielibyśmy tak dużych obszarów zwiększonej produktywności gleby. Największe takie obszary miałyby średnicę kilku metrów i byłyby skupione wokół kopców termitów. Szata roślinna byłaby bardziej jednorodna, a cały ekosystem prostszy i mniej odporny, wyjaśnia Ambrose. Bogactwo biologiczne obszaru wypasu stad przyciągało dzikie zwierzęta, co dodatkowo przyczyniało się do nawożenia gleby. Dzięki człowiekowi pojawiły się ulubione obszary żerowania dzikich i udomowionych zwierząt. Dzikie zwierzęta, mając do czynienia z tak dużym bogactwem roślin, mogły efektywniej zaspokajać swoje potrzeby energetyczne. Nasze badania pokazują, że pasterze już od trzech tysiącleci mają wpływ na strukturę i zróżnicowanie ekosystemów afrykańskiej sawanny, stwierdza Ambrose. « powrót do artykułu
  3. Żyzne niegdyś ziemie, znajdujące się obecnie pod Zatoką Perską, mogły być w przeszłości pierwszym miejscem poza Afryką, w którym osiedlili się ludzie. Jeffrey Rose, archeolog z University of Birmingham, uważa, że pierwsze stałe siedziby ludzkie poza Czarnym Lądem powstały znacznie wcześniej, niż przewidują obecne modele migracji. Zdaniem uczonego ludzie mogli osiedlić się w okolicy już 100 000 lat temu. W ciągu ostatnich lat znaleziono liczne dowody na istnienie stałych ludzkich siedzib. "Tam, gdzie sądziliśmy, że wcześniej istniały tylko nieliczne luźne obozy myśliwskie, nagle z dnia na dzień odkryto ponad 60 nowych stanowisk arechologicznych. Stanowiska te zawierają solidne, kamienne domy, długodystansowe szlaki handlowe, ślady skomplikowanej ceramiki, udomowionych zwierząt, a nawet jedne z najstarszych dowodów na istnienie łodzi". Rose zna też odpowiedź na pytanie, gdzie podziali się przodkowie ludzi ze wspomnianych osad. Jego zdaniem ich siedziby znajdowały się na terenach zalanych obecnie przez wody Zatoki. Prawdopodobnie to nie przypadek, że założenie tak dobrze rozwiniętych społeczności wzdłuż obecnej linii brzegowej zbiega się w czasie z zalaniem Zatoki przed 8000 lat - stwierdza Rose. Jego zdaniem to, co obecnie znajduje się pod wodą, było przez dziesiątki tysięcy lat bardzo dobrym, żyznym terenem, któremu wodę zapewniały Eufrat, Tygrys, Karun i Wadi Baton. Podczas gdy na otaczających terenach panowały susze, to zalane obecnie tereny mogły być żyzną oazą o powierzchni podobnej do powierzchni Wielkiej Brytanii.
  4. Naukowcy obawiają się, że w Afryce mogą wyginąć rośliny, które od setek lat są wykorzystywane w ludowej medycynie do łagodzenia objawów malarii. Uczeni z World Agroforestry Centre i Kenya Medical Research Institute (KEMRI) przyjrzeli się 22 gatunkom roślin ułatwiającym walkę z malarią. Pod uwagę wzięto tylko 22 gatunki, ponieważ są to jedyne spośród tysięcy wykorzystywanych przez uzdrowicieli, których skuteczność udowodniono także metodami współczesnej medycyny. Wielu antymalarycznym drzewom w Afryce grozi wyginięcie z powodu wycinania lasów oraz wykorzystywania roślin w medycynie. Nie wszystkie takie drzewa są zagrożone. Na razie można być spokojnym o drzewa rosnące na nizinach i wybrzeżu. Uczeni korzystali zarówno z danych satelitarnych, jak i przeprowadzali rozmowy z lokalnymi społecznościami i uzdrowicielami. Spotkali się ze 180 uzdrowicielami i 100 pacjentami z 30 społeczności z Kenii, Tanzanii i Ugandy. Szczegółowo badali też skład chemiczny antymalarycznych roślin. „Ledwie otarliśmy się o potencjalne lecznicze zastosowania tych roślin. Mimo, że są one szeroko używane przez rolników i mieszkańców obszarów wiejskich, większość z nich nigdy nie została przebadana przez naukowców" - mówi doktor Geoffrey Rukunga, dyrektor centrum badań nad medycyną naturalną KEMRI. Malaria tradycyjnie leczona jest środkami roślinnymi. Najbardziej znany lek, chinina, pochodzi z chinowca. Najnowocześniejszy ze współczesnych leków i bardziej skuteczny od chininy jest pozyskiwany z bylicy rocznej. Niestety, niedawno okazało się, że malaria w Azji zaczęła zyskiwać odporność na leki z bylicy. Wyginięcie roślin wykorzystywanych w tradycyjnej medycynie nie tylko zuboży środowisko naturalne, ale może pozbawić ludzkość szansy na odkrycie lekarstwa przeciwko malarii. Nie można przecież wykluczyć, że któraś z używanych przez uzdrowicieli roślin jest naprawdę skuteczna, a połączenie tradycyjnej wiedzy i nowoczesnej medycyny nie pozwoli na pozyskanie substancji zwalczającej chorobę, która zabija około 800 000 osób rocznie.
  5. Najnowsze badania różnorodności genetycznej afrykańskich populacji zbieraczy-myśliwych wskazują, że człowiek współczesny pochodzi z południa Afryki, a nie, jak się powszechnie sądzi, ze wschodnich części Czarnego Lądu. Brenna Henn z Departamentu Genetyki oraz profesor biologii Marcus Feldman, oboje z Uniwersytetu Stanforda, przeanalizowali największą bazę danych genetycznych populacji myśliwych-zbieraczy i na tej podstawie doszli do przekonania, że ludzie współcześni wyewoluowali na południu Afryki. Dotychczas sądziliśmy, że miejscem, w którym powstał człowiek współczesny była Afryka wschodnia. Nasze badania wskazują na południe Afryki, a w szczególności na Buszmenów, którzy posługują się jednym z języków Khoisan. Przekonanie o pochodzeniu człowieka współczesnego ze wschodu Afryki bierze się stąd, iż to właśnie tam odkryto najstarsze znane szczątki naszych bezpośrednich przodków. Badania genetyczne na terenie Afryki były dotychczas o tyle trudne do przeprowadzenia, że jest to jeden z najbardziej zróżnicowanych genetycznie kontynentów i brakuje wielu próbek, szczególnie ludów myśliwsko-zbierackich. Nigdy wcześniej nie dysponowano odpowiednią liczbą próbek. Bez współpracy tych ludów, nie moglibyśmy określić wzorców ewolucji człowieka w Afryce - mówi profesor Feldman. Dotychczas dysponowano jedynie wystarczającymi próbkami DNA namibijskimi grupami użytkowników języka Khoisan. Teraz Brennie Henn udał o się uzyskać próbki DNA innych grup. Porównano je między sobą oraz z Pigmejami i 21 kulturami rolniczymi. Analizy statystyczne wykazały, że największe zróżnicowanie genetyczne istnieje pomiędzy Buszmenami, co wskazuje, że to prawdopodobnie oni są tym ludem, od którego pochodzą inne ludy Afryki oraz wszyscy ludzie współcześni. Naukowcy przy okazji odkryli, że niektóre grupy myśliwych-zbieraczy nigdy nie przemieszały się ze swoimi sąsiadami. Nie wiemy, czy w przyszłości grupy te miały ze sobą kontakt. Brenna i jej zespół wykazali, że jeśli do kontaktów dochodziło, bo miały one miejsce na długo przed wynalezieniem rolnictwa - mówi profesor Feldman.
  6. Uczeni wykazali, że Afrykę zamieszkują dwa różne gatunki słoni. Przypuszczenia takie wysuwano od dawna, jednak badania mitochondrialnego DNA wykazywały, że od 500 000 lat słonie z sawann krzyżują się z dwukrotnie mniejszymi słoniami leśnymi. Tym razem postanowiono zajrzeć głębiej w genom słoni. Naukowcy zsekwencjonowali jądrowe DNA afrykańskich słoni leśnych, słoni z sawann oraz słoni azjatyckich, mamutów oraz mastodontów. Porównanie danych wykazało, że słonie leśne i z sawann oddzieliły się od siebie pomiędzy 2,6 a 5,6 miliona lat temu. "Do rozdziału doszło mniej więcej w tym samym czasie, gdy doszło do rozdzielenia się słoni afrykańskich i azjatyckich" - powiedział główny autor badań, David Reich z Harvard Medical School. Zdaniem Thomasa Gilberta, genetyka z Uniwersytetu Kopenhaskiego, Reich ostatecznie zamknął dyskusję na temat tego, ile w Afryce żyje gatunków słoni. Reich tłumaczy, że DNA mitochondrialne daje nam informacje tylko o genomie odziedziczonym po matce. Natomiast DNA jądrowe, które jest 200 000 dłuższe, zawiera szerszy i dokładniejszy zapis historii gatunku. Z obu badań dowiadujemy się zatem, że afrykańskie słonie z sawann (Loxodonta africana) i słonie z lasów (Loxodonta cyclotis) zaczęły krzyżować się stosunkowo niedawno. Odkrycie Reicha pozwoli na lepszą ochronę słoni. Obecnie są one traktowane jak jeden gatunek i stosuje się wobec nich te same strategie. Teraz wiadomo, że mamy do czynienia z dwoma gatunkami i należy większą uwagę zwracać na słonie leśne.
  7. W kawałach o mrówkach walczących ze słoniem tkwi ziarno prawdy. Naukowcy z University of Florida odkryli, że kolonie mrówek chronią w Afryce drzewa przed pożerającymi je słoniami. Na wschodnioafrykańskich sawannach zaobserwowano, że gdy słoń zaczyna żywić drzewem, do jego trąby wchodzą całe kolumny mrówek, które próbują go odpędzić. W ten sposób owady mogą odgrywać znaczącą rolę w regulacji flory. To naprawdę walka Dawida z Goliatem, gdy małe mrówki ścierają się z wielkim roślinożercą, chroniąc drzewa i odgrywając znaczną rolę w ekosystemie, w którym żyją. Tłumy mrówek, z których każda waży około 5 miligramów, mogą odeprzeć zwierzę, które jest od każdej z nich miliard razy cięższe - mówi profesor Todd Palmer. Dotychczas uczeni sądzono, że ekosystem sawann jest regulowana przez deszcze, żyzność gleb, roślinożerców oraz pożary. Nasze wyniki sugerują, że do tej listy należy dodać obronę roślin. Mrówki odgrywają zasadniczą rolę w odstraszaniu zwierząt, które chcą jeść drzewa, i powstrzymują je przed zbytnim zniszczeniem drzew - dodaje Palmer. O roli mrówek uczony przekonał się, gdy wraz z kolegą, Jacobem Goheenem, pracowali na sawannach Kenii, gdzie słonie zniszczyły większość drzew. Obaj naukowcy zauważyli, że ssaki rzadko niszczą drzewa z gatunku Acacia drepanolobium. Bliższe badania wykazały, że są one chronione przez mrówki. Botanicy przeprowadzili też eksperymenty, które miały wykazać, czy po prostu przyczyną niechęci słoni do Acacia drepanolobium nie jest przypadkiem fakt, że drzewa te mniej im smakują. Okazało się, że zwierzęta równie chętnie jedzą wszystkie gatunki akacji. Jednak unikają tych drzew, które są chronione przez mrówki. Wydało się przy tym, że mrówki nie przeszkadzają żyrafom, które strącają je z liści językiem. Tymczasem wrażliwa trąba jest prawdziwą piątą Achillesową słoni, co mrówki chętnie wykorzystują. Wiadomo, że słonie węchem wyczuwają mrówki i unikają tych niewielkich owadów. Dlatego też zaczęto się zastanawiać, czy zapachu mrówek nie można by wykorzystać do odstraszania słoni od upraw rolnych.
  8. Po tym, jak w okolicach południowo-zachodnich wybrzeży Afryki zniknęły sardynki, meduzy zmieniły miejsce występowania. Uznaje się je za ślepy zaułek łańcucha pokarmowego, ponieważ jedzą wiele ryb i innych małych stworzeń morskich, same mają za to bardzo niewielu wrogów. Dobre dla meduz czasy chyba się jednak skończyły, ponieważ ich szeregi przerzedza niewielka babka pelagiczna (Sufflogobius bibarbatus). Pierwotnie w rejonie [od Namibii do RPA] występowały sardynki, ale nadmierne odławianie sprawiło, że w latach 60. i 70. doszło do wymarcia populacji. Gatunek ten nigdy się tu nie odrodził, a meduzy stały się poważnym problemem, pochłaniając wszystko, czym żywiły się wcześniej sardynki – tłumaczy prof. rybołówstwa i biologii Victoria A. Braithwaite z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii. Amerykanie odkryli, że meduzy padają na szczęście ofiarą babek pelagicznych. Ryby te mają ok. 17 cm długości. Żyją w chłodnych wodach o temperaturze 11-15°C na głębokości od 0 do 340 m. Parzydełkowce nie mogą się też czuć bezpieczne w pobliżu większych ryb, np. morszczuków czy makreli, ssaków, w tym lwów morskich i morświnów, a także ptaków, m.in. głuptaków i mew. Wszystkie te zwierzęta sprawiają, że meduzy stają się na powrót częścią łańcucha pokarmowego. Nie wiemy, czy babki jedzą martwe meduzy opadłe na dno, czy też raczej podpływają do wysyconych tlenem warstw wody. Jedno jest jednak pewne: meduzy stanowią część ich menu. S. bibarbatus są niezwykłe pod kilkoma względami. Nie tylko eliminują meduzy, ale i zdecydowały się na zasiedlenie martwej strefy. U zachodnio-południowych wybrzeży Afryki występuje tzw. upwelling, czyli wstępujący prąd morski, który wynosi na powierzchnię oceanu bogate w składniki odżywcze zimne wody głębinowe. W ten sposób tworzy się raj dla planktonu, który po obumarciu opada z nadmiarem pokarmu na dno. Powstaje toksyczny szlam, w którym mało kto, poza bakteriami i nicieniami, jest w stanie przeżyć. Dziwnym trafem babki radzą sobie w trującym środowisku. Jak? Tego też dokładnie nie wiadomo. Rybki wytrzymują bez tlenu przez 10-12 godzin (naukowcy twierdzą, że to jeszcze nie jest szczyt ich możliwości), gdy odpoczywają, leżąc na dnie. Zachowują jednak czujność, ponieważ uciekają natychmiast po dotknięciu. Dla S. bibarbatus szlam jest doskonałą kryjówką, gdyż mało który drapieżnik zdecyduje się tu zapuścić. W szlamie nie tylko brakuje tlenu, dodatkowo żyją tu bakterie siarkowe, które wykorzystują w swoim metabolizmie utlenianie siarki. W wyniku ich działalności powstaje toksyczny siarkowodór. Braithwaite wyjaśnia, że babki pelagiczne mają bardzo niski krytyczny poziom tlenu i "mogą podtrzymać metabolizm tlenowy nawet na obszarach z wyjątkowo niewielką zawartością O2. W kolejnym etapie badań zamierzamy sprawdzić, jak ryba radzi sobie z niedotlenieniem".
  9. Exodus ludzi z Czarnego Lądu rozpoczął się ok. 60 tysięcy lat temu. To dzięki tej odważnej decyzji członkowie naszego gatunku zasiedlają obecnie wszystkie kontynenty. Naukowcy z Harvard Medical School udowodnili jednak, że grupę śmiałków zdominowali mężczyźni, a kobiety były tam wyraźnie niedoreprezentowane. Amerykanie doszli do tego wniosku, śledząc zmienność chromosomu płciowego X i innych chromosomów. Naukowcy nie są pewni, co stanowi przyczynę opisywanego zjawiska i w jaki sposób dobór naturalny miałby doprowadzić do powstania takich wzorców genetycznych. Alon Keinan podkreśla jednak, że spostrzeżenia jego zespołu pokrywają się z twierdzeniami antropologów nt. społeczności łowiecko-zbieraczych. Wg nich, migracje na krótsze dystanse to domena kobiet, a bardziej odległe pociągały raczej mężczyzn. Chromosom płciowy X występuje i u kobiet, i u mężczyzn. Ponieważ panie są wyposażone w dwie jego kopie, a panowie tylko w jedną, oznacza to, że w porównaniu do pozostałych chromosomów jest przekazywany potomstwu o jedną czwartą rzadziej. Jeżeli więc uwzględni się tempo zmian w chromosomie X w porównaniu do pozostałych chromosomów, można mieć pewne wyobrażenie na temat struktury populacji pod względem płci. Badacze z Uniwersytetu Harvarda dowodzą, że dzięki ich nowatorskiej metodzie w przyszłości historycy będą w stanie lepiej opisać skład społeczeństw.
  10. Którędy nasi przodkowie opuścili 120 tys. lat temu subsaharyjską Afrykę? Zakładano, że przez dolinę Nilu, wygląda jednak na to, że wybrali zupełnie inną trasę. Według badaczy z Uniwersytetu Bristolskiego, podczas ostatniego interglacjału (130-170 tys. lat temu) strefa wilgotnego klimatu sięgała o wiele dalej na północ niż pierwotnie przypuszczano. W ten sposób utworzył się "mokry korytarz" przez Libię, zasilany okresowo przez monsuny. Obrana droga musiała być dobrze przemyślana, ponieważ nawet przy współczesnych możliwościach przebycie Sahary stanowi ogromne wyzwanie. W dodatku pustynia pokrywa większą część Afryki Północnej, a jej powierzchnię szacuje się na 7–9 mln km2. Zdjęcia radarowe ujawniły skamieniałe koryta rzeczne na terenie Libii. Cieki kierowały się na północ od działu wodnego centralnej Sahary ku Morzu Śródziemnemu. Za pomocą analiz geochemicznych wykazaliśmy, że kanały te były aktywne podczas ostatniego interglacjału. Stanowiły one ważną drogę wodną przez suchy skądinąd obszar – wyjaśnia szefowa międzynarodowego zespołu Anne Osborne. Wcześniej szczyty wulkaniczne środkowej Sahary uznawano za granicę wilgotnego klimatu. Brytyjczycy i Libijczycy porównali skład izotopowy skamielin muszli skorupiaków z dwóch punktów w korycie starożytnych rzek oraz planktonu z Morza Śródziemnego. Mimo że od skał wulkanicznych środkowej Sahary dzieliły je setki kilometrów, bardzo przypominały ich skład (różnił się on za to znacznie od okolicznych utworów geologicznych). Musiały więc pochodzić właśnie z tego obszaru, a na północ przedostały się wraz z wodą. Nick Barton z Uniwersytetu Oksfordzkiego uważa, że podobieństwo między artefaktami znajdowanymi w Czadzie i Sudanie oraz Libii sprawia, że zaproponowana przez zespół trasa exodusu z Czarnego Lądu wydaje się jeszcze bardziej prawdopodobna.
  11. W Afryce powstanie pas drzew, nazywany czasem wielkim murem drzewnym (ang. Great Green Wall), który ma zahamować pustynnienie obszarów na południe od Sahary. Rozwiązanie takie przedstawiono już 3 lata temu, ale dopiero teraz ustalono szczegóły jego realizacji. Mur będzie się składał z kilku odcinków, rozciągających się od Mauretanii na zachodzie po Dżibuti na wschodzie. Jego zadanie to ochrona Sahelu Tropikalnego przed wysuszeniem. Na wstępną 2-letnią fazę projektu przeznaczono 3 mln dol. Plan zakłada posadzenie pasa drzew na odcinku o długości 7 tys. kilometrów. Będzie on miał 15 km szerokości. W zeszłym miesiącu został on zaaprobowany na szczycie Community of Sahel–Saharan States (CEN-SAD) dotyczącym rozwoju rejonów wiejskich i bezpieczeństwa żywnościowego, który odbywał się w Kotonu w Beninie. Wbrew nazwie, mur nie będzie się rozciągał od brzegu do brzegu Czarnego Lądu. Są to de facto 2 projekty, realizowane na zachodzie i wschodzie kontynentu. Międzynarodowy Komitet Kontroli Suszy w Rejonie Sahelu (ang. Inter-State Committee for Drought Control in the Sahel region, CILSS) współpracuje z naukowcami i przedstwicielami Burkina Faso, Mali, Mauretanii, Republiki Nigru, Nigerii oraz Senegalu. Pilotażowe sadzenie powinno się rozpocząć jeszcze we wrześniu tego roku. Drugi program obejmuje Czad, Dżibuti, Erytreę, Etiopię i Sudan. Planowo sadzenie ma się zakończyć w ciągu 2 miesięcy. Mariam Aladji Boni Diallo, szefowa komitetu organizacyjnego szczytu w Kotonu, ma nadzieję, że mur nie będzie li tylko "przepierzeniem" z drzew. Liczy na zalesienie i odnowę zasobów naturalnych, w tym wspieranie rybołówstwa oraz wypasu bydła. Wg niej, są to priorytety projektu. Problemem, jak zawsze w takich przypadkach, pozostaje jednak finansowanie. Powiązana z UNESCO organizacja Observatory of the Sahara and the Sahel przygotowała raport oceniający realizację opisanego planu. Zdaniem jej przedstawicieli, prace nad zalesieniem dadzą zatrudnienie wielu ludziom, ale zapłata powinna być częściowo wstrzymana na dwa lata. Powód? Kwota do wypłacenia miałaby być wyliczana w oparciu o ocenę wzrostu roślin.
  12. Do tej pory uważano, że człowiek współczesny opuścił Afrykę jakieś 50 tysięcy lat temu. Teraz okazuje się, że to nie pierwsza fala migracji. Kolejne 50 tys. lat wcześniej z Czarnego Lądu wyemigrowała mniejsza grupa, będąca najprawdopodobniej podgatunkiem Homo sapiens sapiens (Journal of Human Evolution). Większość obecnie żyjących ludzi to potomkowie drugiej fali podróżników, ale bardzo prawdopodobne, że niektóre populacje, zamieszkujące Izrael, Jordanię, Liban, Syrię, Australię, Nową Zelandię oraz Indonezję, noszą geny wspomnianych wyżej pionierów zmian. Profesor Michael Schillaci z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu w Toronto udowadnia też, że pierwsi emigranci wykazują pewne podobieństwo genetyczne do neandertalczyków, którzy opuścili Afrykę dużo wcześniej, osiedlając się ostatecznie w Europie oraz zachodniej i centralnej Azji. Wg niego, to efekt krzyżowania się z neandertalczykami albo posiadania wspólnego przodka. W ramach swoich badań profesor określał stopień podobieństwa genetycznego, dokonując pomiarów mózgoczaszki. Wykorzystał do tego celu kości 28 współczesnych i prehistorycznych populacji. Okazało się, że najstarsze skamieliny z Bliskiego Wschodu były genetycznie podobne do najstarszych znalezisk z Australii, Nowej Zelandii i Indonezji. Dzisiejsi ludzie są zaś najbardziej podobni do Europejczyków, którzy po opuszczeniu Afryki zasiedlali Stary Kontynent w okresie od 40 do 10 tys. lat temu. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest takie, że ekspansja z Afryki, która dała początek pierwszym Australijczykom, miała miejsce przed dobrze nam znanym exodusem sprzed ok. 50 tysięcy lat, w wyniku którego doszło do kolonizacji Europy. Schillaci uważa, że pierwsza fala migracji została zamaskowana genetycznie przez późniejszą. Teorię, że mamy do czynienia z dwoma podgatunkami człowieka współczesnego, potwierdzają znaleziska z etiopskiej wioski Herto. Archeolodzy natrafili tam na ślad skamielin istot o budowie mocniejszej od znanych Homo sapiens. Ich wiek to 154-160 tys. lat. Erik Trinkaus, profesor antropologii fizycznej z Washington University w St. Louis, podkreśla, że badania powinno się powtórzyć na większej liczbie próbek, z większą liczbą różnych pomiarów oraz bez takich luk czasowych, jak u Schillaciego. Kanadyjczyk pominął bowiem jedną z najwcześniejszych skamielin z południowo-wschodniej Azji, przez co nie ma odpowiednich skamielin z sprzed 100-30 tys. lat z Lewantu i Australii, co pozwoliłoby stwierdzić, co działo się tam w międzyczasie.
  13. Naukowcy znaleźli najdłuższe ze znanych nam osuwisk gruntu. Przed 60 000 lat u północno-wschodnich wybrzeży Afryki doszło do przemieszczenia się 225 miliardów ton osadów. Wiemy, że na Hawajach i u wybrzeży Norwegii przemieszczały się większe ilości gruntu, jednak afrykańskie osuwisko bije je na głowę pod względem rozmiarów. Osady, zanim się zatrzymały, przebyły.... 1500 kilometrów. Szerokość osuwiska wynosi zaś 150 km. Uczeni szacują, że podczas tego jednego wydarzenia doszło do przesunięcia 10-krotnie większej ilości osadów, niż każdego roku niosą do mórz wszystkie rzeki na świecie.
  14. Do 2012 roku co trzeci mieszkaniec Afryki będzie miał dostęp do szerokopasmowego Internetu. Tak przynajmniej twierdzi część uczestników konferencji, w której biorą udział przedstawiciele Banku Światowego, Światowej Organizacji Zdrowia, ONZ-u, Międzynarodowej Unii Telekomunikacyjnej oraz liderzy biznesu, tacy jak np. Craig Barrett, prezes zarządu Intela. Obecnie jedynie 4% Afrykanów może korzystać z Sieci. Jednocześnie to właśnie Afryka jest tym kontynentem, na którym następuje najszybszy przyrost użytkowników sieci. W latach 2000-2006 średnie światowe tempo zwiększania się liczby użytkowników wynosiło około 200%. W Afryce było to ponad 600%. Na Czarnym Lądzie błyskawicznie rozwija się też telefonia komórkowa. Jej wzrost jest dwukrotnie wyższy od średniej światowej. Międzynarodowa Unia Telekomunikacyjna informuje, że w 2005 roku na całym kontynencie zainwestowano 8 miliardów dolarów w rozwój infrastruktury łączności. Głównym afrykańskim problemem jest słaba przepustowość łączy oraz brak łączności pomiędzy poszczególnymi krajami. Aż 70% sygnałów w afrykańskich sieciach jest sterowanych spoza kontynentu, co zwiększa koszty. Afrykańscy specjaliści nie domagają się jednak specjalnego traktowania swojego kontynentu. Zwracają uwagę, że ma on spore możliwości i jeśli politycy nie będą przeszkadzali, to zarówno firmy lokalne jak i światowi giganci chętnie zainwestują w rozwój sieci. Jedyne, czego w tej chwili potrzebuje Afryka, to wywarcie nacisku na władze niektórych krajów, by nie przeszkadzały w rozwoju łączności.
  15. Ludzie stykają się i żyją z bakteriami wywołującymi wrzody żołądka już od 60 tysięcy lat. Międzynarodowy zespół badawczy śledził pochodzenie Helicobacter pylori, które łączy się również z nowotworami żołądka. Okazało się, że mikroorganizmy migrowały razem z naszym gatunkiem, wydostając się z Afryki w przewodzie pokarmowym Homo sapiens. Ludzie i Helicobacter ewoluowali, a raczej koewoluowali, w bliskim powiązaniu, ze specyficznymi szczepami zakażającymi przez bardzo długi czas określone populacje — powiedział dr Francois Balloux z Uniwersytetu w Cambridge. Jesteśmy niemal pewni, że pierwsza infekcja miała miejsce bardzo dawno temu, jeszcze przed opuszczeniem kontynentu afrykańskiego. Naukowcy z Wielkiej Brytanii, Niemiec, USA, Francji, RPA i Szwecji analizowali sekwencje DNA bakterii i ich gospodarzy. W ten sposób natrafili na ślad odkrycia, które pomoże zrozumieć biologię Helicobacter pylori i jego wirulencję (Nature). Za pomocą specjalnego programu komputerowego przeprowadzono symulację rozprzestrzeniania się omawianego mikroorganizmu na kuli ziemskiej. Genetyczne różnice między bakteriami odzwierciedlały "dywersyfikację" genomu człowieka, jaka dokonała się po opuszczeniu Afryki. Obszary zdobywane przez Helicobacter pokrywały się z rejonami kolonizowanymi przez nasz gatunek. Helicobacter pylori żyją w żołądku. Szacuje się, że ponad połowa ludzi na świecie to nosiciele bakterii. Większość nie zaczyna chorować, u niektórych dochodzi jednak do owrzodzenia żołądka lub dwunastnicy. Dolegliwość leczy się przeważnie antybiotykami.
  16. Niedawno rozpoczęło się tworzenie bazy roślin leczniczych Afryki. To z tego kontynentu pochodzi 30% światowej flory, a 3400 gatunkom przypisuje się właściwości wykorzystywane przez medycynę. Opracowywana lista ma pomóc w ostatecznym rozstrzygnięciu, co naprawdę działa, a czyje cudowne własności są zwykłym mitem, w dodatku przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Profil każdej rośliny ma zawierać szczegółowy opis budowy, wyglądu, występowania, właściwości chemicznych oraz testów, dzięki którym można ją zidentyfikować. Program jest nadzorowany przez nowo powstałe Stowarzyszenie na rzecz Standardów Afrykańskich Roślin Leczniczych (African Medicinal Plants Standards, AAMPS). Do tej pory opisano 23 rośliny, włącznie z czarcim pazurem, czyli hakoroślą (devil's claw), używanym do leczenia reumatyzmu oraz imbirem afrykańskim, pomagającym w usuwaniu bólów głowy. Według Światowej Organizacji Zdrowia, roczna wartość rynku roślin leczniczych wynosi 60 miliardów dolarów, z czego większość przypada na rośliny azjatyckie. Rośliny z Afryki są często ignorowane, ponieważ kontrahenci nie mają pewności odnośnie do jakości towaru. Teraz kolej na Afrykę — twierdzi profesor Kobus Eloff z Uniwersytetu w Pretorii. Orzeszki kola Występowanie: lasy deszczowe Afryki Zachodniej Historia: od nich pochodzi nazwa napoju coca-cola Zastosowanie: powszechny dodatek w preparatach odchudzających Miodokrzew (Cyclopia intermedia) Występowanie: w pobliżu Kapsztadu (Afryka Południowa) Historia: stosowany w okresie menopauzy Zastosowanie: oczyszczanie zatok i być może w terapii cukrzycy Rooibos, czyli czerwonokrzew (Aspalathus linearis) Występowanie: Afryka Południowa (uprawia się go w RPA, w górach Cedarberg) Historia: farmerzy tradycyjnie piją napar z liści tego krzewu Zastosowanie: zwalcza wirusa HIV, wykazuje właściwości uspokajające Czarci szpon, czyli hakorośl rozesłana (Harpagophytum procumbens) Występowanie: Afryka Południowa Historia: znany środek przeciwbólowy Zastosowanie: bóle reumatyczne i mięśniowe Substancje czynne: beta-sitosterol i harpagozyd Boswelia (kadzidla) Występowanie: północna i północno-wschodnia Afryka Historia: używana do leczenia artretyzmu i czerwonki Zastosowanie: przeciwzapalnie Imbir afrykański Występowanie: Afryka Południowa Historia: Ceniony przez Zulusów Zastosowanie: pomaga zwalczyć astmę i przeziębienie
  17. UNICEF wprowadził pierwszą na świecie grę internetową w języku suahili. Jej celem jest ograniczanie postępów HIV i AIDS. Gra Co byś zrobił? (Ungefanyaje?) przeprowadza użytkowników przez szereg sytuacji, które mają im uświadomić wagę zapobiegania chorobie oraz badań. UNICEF szacuje bowiem, że ok. 80% młodych ludzi nie wie, w jaki sposób chronić się przed AIDS. W Afryce żyje też większość z 2,3 mln zarażonych wirusem HIV dzieci, które mają mniej niż 15 lat. Językiem suahili posługuje się ponad 100 mln żyjących w Afryce osób. Mieszkają one w Kenii, Tanzanii, Ugandzie i Demokratycznej Republice Konga. W grze UNCEF-u gracz może wybierać spośród różnych opcji, kontrolując w ten sposób rozwój znajomości kobiet i mężczyzn. Gra jest dostępna także w angielskiej wersji językowej. Wersja suahili została zrealizowana przez Naomba.com.
  18. International Water Management Institute opublikował raport, z którego wynika, że 1/3 ludzkości ma problemy z dostępem do wody. Dotychczas uważano, że do takiej sytuacji nie dojdzie przed 2025. David Molden, koordynator raportu Insights from the Comprehensive Assessment of Water Management in Agriculture ostrzega, że należy zmienić podejście do gospodarki wodnej. Traktowanie tego jak zwykłej działalności gospodarczej nie jest rozwiązaniem – mówi. Różnica między wcześniejszymi przewidywaniami, a obecną sytuacją wynika z faktu, że w czasie prognoz opierano się na sytuacji w poszczególnych krajach. Obecnie badano poszczególne obszary zapewniające wodę pitną. Niektóre z nich, jak na przykład basen Rzeki Żółtej w północno-wschodnich Chinach, który zapewnia wyżywienie tego olbrzymiego kraju, jest wykorzystywany do tego stopnia, że nie zapewni już odpowiedniej ilości wody dla większej liczby ludzi ani dla nowych przedsięwzięć gospodarczych. Inne źródła wody, z których czerpią wielkie miasta czy rozwinięte strefy przemysłowe również powoli przestają wystarczać. Zdaniem autorów raportu najtańszym i najbardziej efektywnym źródłem wody dla rolnictwa biednych krajów Azji i Afryki (bo one przede wszystkim cierpią na jej brak), są opady deszczów, a nie sztuczne nawadnianie. Tylko one są w stanie powstrzymać niszczenie przez człowieka równowagi w naturze i pozbawianie dostępu do wody kolejnych obszarów globu. Sztuczne nawadnianie wymaga olbrzymich, wieloletnich inwestycji, a wiele z jego korzyści można uzyskać dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu opadów. Przez pięć lat niemal 700 ekspertów pracowało nad sposobem zwiększenia wydajności rolnictwa w Afryce subsaharyjskiej i Azji, czyli tam, gdzie żyje 800 milionów niedożywionych osób. Eksperci uważają, że stosunkowo niewielkimi środkami można dwu- a nawet trzykrotnie zwiększyć plony miejscowego rolnictwa. Dodatkową korzyścią z odpowiednio wykorzystanych opadów będzie mniejsze niszczenie środowiska naturalnego przez człowieka. Obecnie rolnictwo w biednych krajach jest bardzo ekspansywne, gdyż kolejne kawałki ziemi nie nadają się do uprawy, są więc opuszczane i zakładane są nowe pola uprawne. "Jedyne" co trzeba zrobić, by usprawnić rolnictwo, to łapanie jak największej ilości wody z opadów. Uczeni proponują rozpowszechnienie "basenów", które łapałyby deszczówkę, zamontowanie odpowiednich zbiorników tak, by spływająca z dachów domów woda, trafiała właśnie do nich, tworzenie sieci kanałów odprowadzających deszczówkę do zbiorników, wyłapywanie wody spływającej z dróg itp. itd. Ponadto należy zastosować opracowaną w Brazylii metodę wysiewu, która nie wymaga orania ziemi, dzięki czemu grunt lepiej przechowuje wilgoć. Technika taka zdobyła tegoroczną World Food Prizei może być z powodzeniem zastosowana na afrykańskich sawannach. Takie działania uchronią rolników przed krótkotrwałymi suszami, które obecnie często niszczą ich zbiory. Jeśli przez dwa tygodnie w krajach Sahelu nie ma deszczu, plony marnieją. Taka sytuacja zdarza się co 4-5 lat, więc ludzie nie ryzykują i nie opierają obecnie gospodarki na opadach. Nasz pomysł zakłada zgromadzenie odpowiedniej ilości wody, która pozwoli przetrwać suszę – mówi Molden. Jeśli do tego dodamy inne, bardziej odporne rodzaje roślin, nowe techniki siewu, życie miejscowej ludności się poprawi. Przeprowadzone eksperymenty w Beninie wykazały, że miejscowi rolnicy uprawiający bardziej wydajne gatunki ryżu uzyskali wystarczająco dużo dodatkowych pieniędzy, by posłać dzieci do szkoły i zapewnić rodzinie opiekę medyczną. Inwestycja w wodę to pierwszy krok na drodze do wyciągnięcia ludzi z biedy – stwierdził Molden.
×
×
  • Create New...