Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' zgon'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 12 results

  1. Z raportu opublikowanego w Nature Communications dowiadujemy się, że wzrost poziomu globalnego ocieplenia z 1,5 do 2 stopni Celsjusza powyżej poziomu z końca XIX wieku będzie oznaczał, że w miastach samych tylko Chin każdego roku będzie umierało o 30 000 osób więcej. Autorzy badań przewidują tak olbrzymie zwiększenie liczby zgonów przy założeniu poprawy funkcjonowania publicznej służby zdrowia, zwiększenia liczby klimatyzowanych pomieszczeń czy łatwego dostępu do czystej wody pitnej. Jeśli zaś elementy te nie ulegną poprawie, każdego roku będzie dodatkowo umierało nie 30 000 a 45 000 mieszkańców chińskich miast. "Nasze badania jasno pokazują, jakie są korzyści z utrzymania globalnego ocieplenia na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza", mówi współautor badań Buda Su z Instytutu Ekologii i Geografii Xinjiang w Urumczi. Obecnie średnie globalne temperatury są o około 1 stopnia Celsjusza wyższe niż w okresie przedprzemysłowym. To już spowodowało m.in. intensywne susze i fale upałów. W 2003 roku wskutek fali upału w Europie zmarło ponad 70 000 osób, w w roku 2010 fala upałów zabiła w zachodniej Rosji ponad 50 000 osób. Takie zjawiska są szczególnie niebezpieczne w połączeniu z wysoką wilgodnością i gorącymi nocami. Skutki globalnego ocieplenia nie będą takie same dla wszystkich państw. Już teraz wiemy, że Chiny ocieplają się szybciej niż średnia globalna, a Państwo Środka jest narażone na dodatkowe problemy, takie jak niedobory wody. Chińscy naukowcy chcieli sprawdzić, jak ocieplenie wpłynie na liczbę zgonów wśród ich współobywateli. W tym celu obliczyli liczbę zgonów związanych z wysoką temperaturą dla 27 chińskich miast w latach 1986–2008, a następnie interpolowali wyniki na cały kraj. Okazało się, że już teraz każdego roku upały zabijają 32 osoby na milion mieszkańców. Z analiz wynika nawet jeśli uda się ograniczyć globalne ocieplenie do poziomu 1,5 stopnia Celsjusza i poprawić infrastrukturę, to odsetek zgonów może wzrosnąć do poziomu 49–67 osób na milion. Kobiety narażone będą na zgon dwukrotnie bardziej niż mężczyźni. Inne grupy, którym szczególnie zagrożą upały to małe dzieci oraz osoby starsze. « powrót do artykułu
  2. W tym miesiącu w Zatoce Świętego Wawrzyńca znaleziono 5 martwych zagrożonych wyginięciem waleni biskajskich (Eubalaena glacialis) - poinformowały kanadyjskie władze. Wskutek tego Transport Canada rozszerzyła w zatoce ograniczenie prędkości do 10 węzłów i zamknęła obszar o powierzchni 16 tys. km2 dla komercyjnego rybołówstwa. Ciała zwierząt unosiły się na wodzie w kanale. Walenie były oznakowane satelitarnymi urządzeniami monitorującymi. Dwa walenie wyciągnięto na plażę, gdzie przeprowadzono sekcje zwłok. Czterdziestoletnia samica (znana biologom jako Punctuation) zginęła najprawdopodobniej w wyniku zderzenia ze statkiem. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną zgonu 9-letniego samca o imieniu Wolverine. Planowane są dalsze autopsje. Gdy uwzględni się ostatnie zgony i narodziny 7 cieląt, szacowana liczebność populacji będzie wynosić ok. 413 osobników. Warto dodać, że w 2018 r. nie odnotowano żadnych zgonów waleni biskajskich. « powrót do artykułu
  3. Nie żyje jeden z czterech ostatnich żółwiaków szanghajskich (Rafetus swinhoei). Ponad 90-letnia samica mieszkała w Suzhou zoo w południowych Chinach. Krótko przed zgonem eksperci przeprowadzili u niej 5. inseminację. W chińskim ogrodzie zoologicznym pozostał jeden samiec. Pozostałe dwa żółwie żyją na wolności w Wietnamie; nie wiadomo jednak, jakiej są płci. Z doniesień w mediach wiadomo, że dobę przed zgonem miejscowa załoga i międzynarodowi eksperci przystąpili do sztucznej inseminacji. Nie było ponoć żadnych komplikacji. Po zabiegu samica również czuła się dobrze, ale jej stan pogorszył się następnego dnia. Przyczynę zgonu ma określić specjalne dochodzenie. Do badań pobrano tkankę jajników. « powrót do artykułu
  4. W 2015 roku zanieczyszczenia powietrza spowodowane przez silniki spalinowe zabiły około 385 000 osób, wynika z badań przeprowadzonych przez International Council on Clean Transportation (ICTT) i dwa amerykańskie uniwersytety. Silniki diesla są odpowiedzialne za 47% z tych zgonów, jednak w krajach takich jak Francja, Niemcy, Włochy i Indie, gdzie pojazdów z silnikami diesla jest wyjątkowo dużo, odsetek ten wynosi nawet 66%. Naukowcy przyjrzeli się emisji z silników samochodów osobowych, ciężarówek, autobusów, statków oraz pojazdów i urządzeń używanych w rolnictwie i budownictwie. Zbadali ich wpływ na nasze zdrowie. Odkryli, że sektor transportowy odpowiada za 11% z 3,4 miliona zgonów powodowanych przez zanieczyszczone powietrze. Łączny koszt problemów zdrowotnych powodowanych przez transport to około biliona dolarów (880 miliardów euro). W samych tylko Chinach spaliny samochodowe zabiły w 2015 roku około 114 000 osób. W USA doliczono się 22 000 zgonów, z czego 43% było spowodowanych przez silniki diesla. W Indiach umarło 74 000 osób, w Niemczech 13 000, we Włoszech 7800, a we Francji 6400. Jeśli spojrzymy na transport w porównaniu do innych źródeł zanieczyszczenia powietrza to najgorsza sytuacja jest w... Niemczech. Tam z powodu spalin z rur wydechowych umiera 17 na 100 000 mieszkańców. To 3-krotnie więcej niż średnia światowa. Najbardziej niebezpiecznymi miastami pod względem zgonów z powodu zanieczyszczeń generowanych przez transport są Mediolan, Turyn, Stuttgart, Kijów, Kolonia, Berlin i Londyn. Badacze podkreślają przy tym, że ich szacunki są bardzo ostrożne, gdyż nie brali pod uwagę wszystkich rodzajów szkodliwej emisji ani chorób powodowanych przez transport. « powrót do artykułu
  5. Z pisma Stroke, wydawanego przez American Heart Association dowiadujemy się, że kobiety po menopauzie, które piją dużo napojów dietetycznych dosładzanych sztucznymi słodzikami, narażają się na zwiększone ryzyko udaru z powodu zablokowanych arterii. To jedno z pierwszych badań mających na celu stwierdzenie, czy napoje dietetyczne zwiększają ryzyko udaru. Wykazało ono istnienie korelacji, ale nie wyjaśnia związku przyczynowo-skutkowego, gdyż było badaniem obserwacyjnym, bazującym na ankietach. Badanie wykazało jednak, że w porównaniu z kobietami, które wypijają mniej niż jeden napój dietetyczny tygodniowo lub nie piją takich napojów w ogóle, kobiety pijące co najmniej dwa tego typu napoje dziennie są narażone na 23% większe ryzyko udaru krwotocznego, 31% większe ryzyko udaru niedokrwiennego, o 29% zwiększone ryzyko ataku serca oraz o 16% zwiększone ryzyko śmierci z dowolnej przyczyny. Autorzy badań zauważyli też, że ryzyko jest różne dla różnych kobiet. Na przykład w przypadku kobiet bez wcześniejszej historii chorób serca i cukrzycy ryzyko zablokowania jednego z małych naczyń krwionośnych w mózgu i udaru było o 244 procent większe. W przypadku kobiet otyłych bez cukrzycy i chorób serca ryzyko zwiększało się o 203%. Wiele osób, szczególnie otyłych, pije sztucznie słodzone napoje by obniżyć liczbę kalorii w diecie. Nasze badania i inne badania obserwacyjne wskazują, że takie napije są szkodliwe, a spożywanie ich dużej ilości wiąże się ze zwiększonym ryzykiem udaru mózgu i chorób układu krążenia, mówi główna autorka badań, profesor Yasmin Mossavar-Rahmani z Albert Einstein College of Medicine. Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące 81 714 kobiet, które w momencie rozpoczęcia badań miały od 50 do 79 lat. Losy pań śledzono średnio przez 11,9 roku. Kobiety były pytane, jak często napoje dosładzane syntetycznymi słodzikami. Nie zbierano informacji na temat rodzaju słodzika. W badaniach uwzględniono inne czynniki ryzyka udaru i chorób serca, takie jak wiek, zbyt wysokie ciśnienie krwi czy palenie papierosów. Naukowcy zastrzegają, że uzyskane wyniki nie mogą być przekładane na mężczyzn czy młodsze kobiety. American Heart Association od pewnego czasu zwraca uwagę na niedostateczną liczbę badań nad wpływem sztucznych słodzików na choroby serca i udary u dzieci, nastolatków i dorosłych. Na ten temat w ogóle prowadzi się zbyt mało badań, nie mówiąc już o badaniach nad poszczególnymi rodzajami słodzików. Nie można bowiem wykluczyć, że jedne z nich są mniej szkodliwe niż inne. Ekspert organizacji, profesor Rachel K. Johnson, podkreśla, że najlepszym wyborem dla osób chcących spożywać napój z ograniczoną ilością kalorii jest woda. Jednak niektórzy dorośli mogą mieć problemy z uczynieniem z wody swojego podstawowego napoju. W takim wypadku niskokaloryczne napoje dosładzane sztucznymi słodzikami mogą być pomocne. Pod warunkiem jednak, że będą używane przez krótki czas. Jako, że brakuje długoterminowych badań nad używaniem takich napojów, to biorąc pod uwagę fakt, że nie mają one większych właściwości odżywczych, rozsądnym jest używanie ich jedynie przez jakiś czas, stwierdza Johnson. « powrót do artykułu
  6. Podczas terapii na oddziałach intensywnej opieki medycznej (OIOM-ach) niżsi pacjenci są bardziej zagrożeni zgonem niż wyżsi. Ze statystyk zaprezentowanych w artykule opublikowanym na łamach pisma Intensive Care Medicine wynika, że wśród ponad 400 tys. dorosłych osób w stanie krytycznym najniżsi (o wzroście ok. 136 cm) umierali w szpitalu z większym prawdopodobieństwem - mężczyźni o 29%, a kobiety o 24% częściej - niż najwyżsi (o wzroście ok. 198 cm). W grupie najwyższych osób ryzyko zgonu w szpitalu wynosiło 21% dla mężczyzn i 17% dla kobiet. Badanie nie wskazało na związek przyczynowo-skutkowy, a na korelację. Często urządzenia i rurki umieszczane w ciele pacjenta występują tylko w jednym rozmiarze i nie da się ich łatwo dostosować do osób o różnych gabarytach - podkreśla dr Hannah Wunsch z Sunnybrook Hospital w Toronto. W pewnym momencie Kanadyjka zaczęła się więc zastanawiać, czy ograniczenia te mogą wpływać na opiekę nad pacjentami. Odkryliśmy, że nawet po wzięciu poprawki na czynniki, o których wiemy, że wpływają na ryzyko zgonu w szpitalu, nadal istnieje dość silna korelacja między wzrostem a śmiertelnością. Nie umiemy powiedzieć, co się właściwie dzieje. Możliwe, że wszystko, co robimy, może w pewien sposób [bardziej] szkodzić osobom niższym. Wunsch uważa więc, że planując terapię, lekarze powinni brać pod uwagę zarówno wagę, jak i wzrost pacjentów. W ramach studium ekipa Wunsch przeanalizowała dane z lat 2009-15, dot. pacjentów z 210 OIOM-ów z Wielkiej Brytanii. Objęły one 233 tys. mężczyzn i 184 tys. kobiet. U 45% zmierzono wzrost. Okazało się, że zwiększaniu wzrostu towarzyszył spadek śmiertelności. Choć za uzyskane wyniki mogą, oczywiście, odpowiadać różnice w leczeniu, nie zaobserwowano np. różnic w zgonach pacjentów mechanicznie wentylowanych, a podczas tych procedur wzrost jest brany pod uwagę (w respiratorze wprowadza się przynależną masę ciała - PBW - lub płeć i wzrost pacjenta). Autorzy raportu z pisma Intensive Care Medicine nie mogli określić, czy na wzrost wpłynęła choroba wieku dziecięcego, np. nowotwór, który może oddziaływać na długość życia. Nie brali też poprawki na różnice w opiece na poszczególnych OIOM-ach. Komentatorzy publikacji podkreślają, że wyniki nie są na tyle konkluzywne, by zmieniać praktykę kliniczną i że potrzeba dalszych badań w tej dziedzinie. « powrót do artykułu
  7. W krajach Europy Wschodniej odsetek osób cierpiących z powodu zanieczyszczenia powietrza jest większy niż w Chinach czy Indiach. Co prawda, jak informuje, Europejska Agencja Ochrony Środowiska (EEA), jakość powietrza nad Europą powoli się poprawia, jednak nadal jest ono śmiertelnie niebezpieczne i zabija niemal 500 000 osób rocznie. Z wyliczeń EEA wynika, że w 2015 roku same tylko zanieczyszczenia pyłem zawieszonym PM2.5 zabiły w UE 391 000 osób. Śmierć kolejnych 76 000 została spowodowana przez ditlenek azotu, a 16 400 zmarło z powodu ozonu. Jednocześnie dowiadujemy się, że od roku 1990 liczba zgonów spowodowanych przez PM2.5 zmniejszyła się o około pół miliona. EEA informuje, że taką poprawę osiągnięto dzięki wprowadzaniu i egzekwowaniu nowych przepisów dotyczących przede wszystkim emisji z transportu, przemysłu i produkcji energii. Zanieczyszczenie powietrza to niewidzialny zabójca. Musimy zintensyfikować wysiłki w walce z nim, mówi dyrektor EEA Hans Bruyninckx. Zanieczyszczenie powietrza nad większością krajów UE jest wciąż większe niż standardy zalecane przez Unię Europejską i Światową Organizację Zdrowia. « powrót do artykułu
  8. Pogoń za robieniem ekstremalnych selfie doprowadziła w latach 2011-17 do śmierci aż 259 osób. Badacze z amerykańskiej Narodowej Biblioteki Medycznej uważają, że by zmniejszyć liczbę takich zgonów, należałoby wprowadzić punkty z zakazem wykonywania selfie (no selfie zones). Wyznaczano by je na szczytach gór czy na wysokich budynkach, gdzie dochodziło do wypadków. Wcześniejsze badania, takie jak to przeprowadzone w 2016 r. przez zespół Hemanka Lamby z Carnegie Mellon University, bazowały na wpisach z Wikipedii czy Twittera, ale badacze z US National Library of Medicine stwierdzili, że mogą one nie oddawać rzeczywistości. Tym razem przeanalizowano doniesienia medialne. Amerykanie stwierdzili, że zgony związane z selfie są najczęstsze w Indiach, Rosji, USA i Pakistanie, a 72,5% ofiar stanowią mężczyźni. Trend wydaje się przybierać na sile; o ile bowiem w 2011 r. były tylko 3 doniesienia o zgonach mających związek z selfie, o tyle w latach 2016 i 2017 statystyki wzrosły już do, odpowiednio, 98 i 93 przypadków. Naukowcy uważają, że może ich być więcej, ale dokładną liczbę trudno ustalić, gdyż selfie nie figuruje w dokumentach jako przyczyna zgonu. Liczba zgonów selfie jest, wg naukowców, niedoszacowana. Dzieje się tak m.in. dlatego, że niektóre wypadki są klasyfikowane jako zwykłe wypadki drogowe. Ważne więc, by ocenić prawdziwą skalę problemu i przyczyny [...], tak by móc opracować właściwe środki zaradcze. « powrót do artykułu
  9. Z powodu opon z kolcami więcej osób umiera niż jest ratowanych, wynika z badań przeprowadzonych przez naukowców ze szwedzkiego Uniwersytetu Technologicznego Chalmers. Zbliża się zima, więc Szwedzi zaczynają wymieniać opony na zimowe. Około 60% z nich wybiera opony z kolcami. W Szwecji od lat toczy się dyskusja na temat zanieczyszczeń atmosfery powodowanych przez takie opony. Kolce uszkadzają bowiem nawierzchnię i wyrzucają czątki do atmosfery. Anna Furgerg, Sverker Molander i Rickard Arvisson postanowili sprawdzić, jak wygląda bilans korzystania z opon z kolcami. Naukowcy wzięli pod uwagę cały cykl życia takich opon, od momentu wydobywania surowców po zużycie opony. Sprawdzali jej wpływ na środowisko naturalne oraz na życie ludzi mających udział w powstawaniu takiej opony, używających jej oraz mieszkających tam, gdzie opony takie są używane. Uczeni wzięli więc pod uwagę np. dane dotyczące wypadków w niewielkich kopalniach w Demokratycznej Republice Kongo, gdzie wydobywany jest kobalt używany do produkcji kolców. Kobalt to cenny materiał, który jest jedną z przyczyn, dla której w DRK mają miejsce konflikty zbrojne. Z wyliczeń wynika, że używane w Szwecji opony z kolcami przyczyniają się do uratowania od 60 do 770 lat życia użytkowników. Jednocześnie zaś powodują utratę od 570 do 2200 lat życia. Biorąc to wszystko pod uwagę można bez wątpienia stwierdzić, że zimowe opony z kolcami przyczyniają się do większej liczby zgonów niż do uratowania żyć, mówi profesor Molander. Największy negatywny wpływ ma zanieczyszczenie środowiska podczas używania takich opon. Już sam ten element powoduje, że więcej żyć jest traconych niż ratowanych. Drugim największym negatywnym czynnikiem są wypadki w kopalniach. Najmiejszym zaś czynnikiem są zgony spowodowane konfliktami zbrojnymi w DRK. Tutaj jednak należy podkreślić, że nie uwzględniliśmy wielu czynników z tym związanych. Konflikt zbrojny wpływa nie tylko na społeczność lokalną, ale na cały kraj. Sądzę, że wiele osób nie wie, iż używane przez nie opony napędzają wojnę w Kongo, mówi Anna Furberg. Korzyści z opon z kolcami są odczuwany niemal wyłącznie w Skandynawii, tymczasem niemal 30% negatywnego wpływu na zdrowie spada na barki innych. To pokazuje, czym może skutkować globalizacja. Ludzie czerpią korzyści kosztem innych. Korzyści z tego produktu odnoszą nie ci, którzy odczuwają negatywne skutki jego wykorzystywania, mowi Molander. « powrót do artykułu
  10. Alkohol jest jedną z głównych przyczyn śmierci i chorób na całym świecie. Autorzy badań Global Burden of Disease, których wyniki opublikowano właśnie na łamach The Lancet, informują, że alkohol odpowiada za niemal 10% zgonów wśród osób w wieku 15–49 lat. W ramach badań oceniono spożycie oraz skutki zdrowotne alkoholu w 195 krajach w latach 1990–2016. Autorzy analizy doszli do wniosku, że nie istnieje bezpieczny poziom spożycia alkoholu, a wszelki jego korzystny wpływ na zdrowie jest znacznie mniejszy niż wpływ niekorzystny, szczególnie zaś szkodliwe jest ryzyko związane z wystąpieniem nowotworów. Badania wykazały, że osoby w wieku 15–49 lat, które spożywają codziennie standardową dawkę alkoholu, są narażone, już po roku spożywania alkoholu, na 0,5% większe ryzyko wystąpienia jednego z 23 problemów zdrowotnych związanych z alkoholem. Wcześniej prowadzone badania wykazały, że niskie dawki alkoholu mają w pewnym stopni korzystny wpływ na nasze zdrowie, jednak okazuje się, że jeśli weźmiemy pod uwagę całościowy wpływ alkoholu na organizm, ryzyko przewyższa korzyści. Szczególnie silne jest tutaj ryzyko związane z wystąpieniem nowotworów, zranień i chorób zakaźnych, co niweluje wszelkie prozdrowotne skutki, takie jak np. ochronę kobiet przed chorobą niedokrwienną serca. Co prawda ryzyko związane ze spożywaniem małych ilości alkoholu, jednej standardowej dawki dziennie, jest niewielkie, jednak gwałtownie rośnie ono w miarę zwiększania dawki, mówi główny autor badań doktor Max Griswold z Institute for Health Metrics and Evaluation z University of Washington. Zespół Griswolda przeanalizował wyniki 694 badań, na podstawie których stwierdził, na ile powszechnie alkohol jest używany, oraz wyniki 592 badań obejmujących 28 milionów osób, które pozwoliły ocenić ryzyko związane z konsumpcją alkoholu. Za standardową dzienną dawkę przyjęto 10 gramów alkoholu. Z badań tych dowiadujemy się, że alkohol spożywa 32,5% ludzkości, czyli około 2,4 miliarda osób. Do picia alkoholu przyznaje się 25% kobiet (900 milionów) i 39% mężczyzn (1,5 miliarda). Średnio przeciętna kobieta spożywa 0,73 dawki standardowej dziennie, a przeciętny mężczyzna – 1,7 dawki. Spożycie alkoholu znacząco różni się pomiędzy krajami. Absolutnymi rekordzistami są tutaj Duńczycy, gdzie alkohol pije 95,3% kobiet i 97,1% mężczyzn. Na drugim biegunie znajdziemy Pakistan i Bangladesz. W pierwszym z tych krajów jedynie 0,8% mężczyzn pije alkohol, a w drugim alkoholem raczy się tylko 0,3% kobiet. Najwyższe wśród mężczyzn spożycie alkoholu na głowę jest w Rumunii (8,2 dawki dziennie), a najniższe w Pakistanie (0,0008 dawki dziennie). Wśród kobiet najwięcej piją Ukrainki (4,2 dawki dziennie), a najmniej Iranki (0,003 dawki). W 2016 roku spożycie alkoholu było siódmym głównym czynnikiem ryzyka przedwczesnych zgonów i chorób. Alkohol przyczynił się do 2,2% zgonów u kobiet i 6,8% zgonów wśród mężczyzn. Inaczej wygląda zaś sytuacja w grupie wiekowej 15–49 lat. Tutaj alkohol jest główną przyczyną przedwczesnych zgonów i w 2016 roku spowodował 3,8% zgonów wśród kobiet i 12,2% zgonów wśród mężczyzn. Główne przyczyny zgonów spowodowanych użyciem alkoholu przez tę grupę wiekową to: gruźlica (1,4% zgonów), wypadki drogowe (1,2%) oraz samodzielne zrobienie sobie krzywy (1,1%). Wśród osób powyżej 50. roku życia główną przyczyną śmierci związaną ze spożyciem alkoholu są nowotwory, odpowiedzialne za 27,1% zgonów wśród kobiet i 18,9% zgonów wśród mężczyzn. Problemy zdrowotne trapiące osoby po 50. roku życia a związane ze spożywaniem alkoholu różnią się w zależności od miejsca zamieszkania. W krajach bogatych ludzie umierają na nowotwory wywoływane przez alkohol, w krajach ubogich są zabijani przez gruźlicę, marskość wątroby i inne choroby wątroby. Zaś w krajach o średnich dochodach zgony spowodowane spożyciem alkoholu są powodowane głównie przez udary. Jak już wspomnieliśmy, spożywanie jednej standardowej dawki alkoholu dziennie powoduje, że po roku jesteśmy narażeni na o 0,5% większe ryzyko zapadnięcia na chorobę związaną ze spożyciem alkoholu. Ryzyko gwałtownie rośnie w miarę zwiększania dawki. I tak przy 2 dawkach dziennie jest ono już o 7% wyższe, a przy pięciu dawkach dziennie – o 37% wyższe. Powyższe badania są najszerzej zakrojonymi badaniami nad spożyciem alkoholu i skutkami zdrowotnymi w skali całego świata. Pomimo swoich ograniczeń, takich jak nieuwzględnienie spożycia alkoholu wśród osób poniżej 15. roku życia czy niemożność uwzględnienia produkcji i spożycia nielegalnego alkoholu, stanowią niezwykle ważne źródło wiedzy na temat tej używki. Nie szacowano też skutków okresowego picia na umór, które znacząco zwiększa ryzyko zgonów i chorób. Autorzy zestawili też kilka interesujących statystyk. Dzięki nim wiemy, w których krajach alkohol jest najbardziej, a w których najmniej popularny oraz gdzie spożywa się go najwięcej, a gdzie najmniej. I tak, największy odsetek mężczyzn pijących alkohol mieszka w Danii (97,1%), Norwegii (94,3%), Argentynie (94,3%), Niemczech (94,3%), Polsce (93,8%), Francji (93,1%), Korei Południowej (91,3%), Szwajcarii (91,2%), Grecji (90,8%) i Islandii (90,3%). Najmniej panów pije alkohol w Pakistanie (0,9%), Bangladeszu (1,0%), Egipcie (1,1%), Mali (2,5%), Maroku (3,0%), Senegalu (3,2%), Mauretanii (3,2%), Syrii (5,0%), Indonezji (7,2%) i Pakistanie (7,9%). Kraje o największym spożyciu alkoholu wśród kobiet to Dania (95,3%), Norwegia (91,4%), Niemcy (90,0%), Argentyna (89,9%), Nowa Zelandia (88,5%), Szwajcaria (88,4%), Słowacja (87,2%), Francja (86,9%), Szwecja (86,1%) i Islandia (84,8%). Najmniej pijących kobiet mieszka zaś w Bangladeszu (0,3%), Maroku (1,1%), Pakistanie (1,5%), Egipcie (1,5%), Nepalu (1,5%), Syrii (1,6%), Bhutanie (1,9%), Mjanmie (2,3%), Tunezji (2,3%) i Senegalu (2,6%). Światowymi rekordzistami w liczbie spożywanych dziennych dawek alkoholu są panowie z Rumunii (8,2 dawki), Portugalii (7,3), Luksemburga (7,3), Litwy (7,0), Ukrainy (7,0), Bośni i Hercegowiny (6,5), Białorusi (6,0), Estonii (6,0), Hiszpanii (5,8) i Węgier (5,5). Najmniej piją zaś panowie z Pakistanu (0,0008 dawki dziennie), Iranu (0,004), Kuwejtu (0,02), Komorów (0,02), Libii (0,02), Bangladeszu (0,03), Palestyny (0,04), Mauretanii (0,05), Jemenu (0,05) i Arabii Saudyjskiej (0,05). Najwięcej piją zaś kobiety z takich krajów jak Ukraina (4,2 dawki dziennie), Andora (3,4), Luksemburg (3,4), Białoruś (3,4), Szwecja (3,2), Dania (3,2), Irlandia (3,1), Wielka Brytania (3,0), Niemcy (2,9) i Szwajcaria (2,8). Najmniej piją panie w Iranie (0,0003 dawki dziennie), Kuwejcie (0,01), Mauretanii (0,02), Libii (0,02), Pakistanie (0,03), Timorze Wschodnim (0,04), Palestynie (0,04), Jemenie (0,04), Tunezji (0,04) i Syrii (0,05). « powrót do artykułu
  11. W Afryce więcej dzieci umiera w wyniku pośrednich skutków konfliktów zbrojnych, niż ponosi bezpośrednią śmierć od broni palnej, wynika z najnowszych badań Uniwersytetu Stanforda. Amerykańscy naukowcy przeprowadzili pierwszą tak szeroko zakrojoną analizę wpływu konfliktów zbrojnych na zdrowie osób postronnych. Przeprowadzone szacunku mówią, że w latach 1995–2015 zmarło od 3,1 do 3,5 miliona noworodków urodzonych w promieniu 50 kilometrów od miejsca konfliktu. Jeśli zaś pod uwagę weźmiemy wszystkie dzieci w wieku poniżej 5. roku życia, to liczba niebezpośrednich ofiar konfliktu zwiększy się do 5 milionów. Pośrednie skutki konfliktów zbrojnych zbierają wśród dzieci znacznie większe żniwo śmiertelne niż skutki bezpośrednie, mówi Eran Bendavid, jeden z autorów badań. Ich wyniki opublikowano na łamach The Lancet. Naukowcy znaleźli też dowody, że ryzyko zwiększonej śmiertelności wśród dzieci występuje w odległości aż 100 kilometrów od miejsca konfliktu i pozostaje zwiększone przez osiem lat po jego zakończeniu. Nawet gdy starcia zbrojne się już nie toczą, to wiele lat po ich zakończeniu ryzyko śmierci noworodków jest aż o 30% wyższe. W skali całego Czarnego Lądu w latach 1995–2016 trzykrotnie więcej dzieci umarło wskutek pośredniego oddziaływania konfliktów zbrojnych niż zostało zabitych w czasie ich trwania. Fakt, że dzieci w Afryce są narażone na konflikty zbrojne nie jest zaskoczeniem, natomiast niespodzianką jest odkrycie, że ryzyko jest tutaj znacznie wyższe niż sądzono. Chcieliśmy zrozumieć wpływ wojen i konfliktów na zdrowie i zauważyliśmy, że jest to problem bardzo słabo rozpoznany. Najważniejsze źródło, Global Burden of Disease, bierze pod uwagę tylko bezpośrednie ofiary starć zbrojnych, a to sugeruje, że stanowią one niewielki odsetek wszystkich zgonów, mówi Bendavid. Niektórzy uczeni od dawna sugerowali, że takie pośrednie skutki konfliktów zbrojnych jak brak opieki zdrowotnej, żywności, wody, szczepień czy schronienia zabijają więcej osób niż same wojny. Teraz hipotezy te znalazły potwierdzenie przynajmniej w odniesieniu do dzieci. Brak dostępu do podstawowej opieki zdrowotnej czy odpowiedniego odżywiania to standardowe wyjaśnienie wysokiej śmiertelności niemowląt w Afryce. Nasze dane wskazują, że konflikty zbrojne mogą być kluczowym elementem, z powodu którego taka sytuacja ma miejsce. Mogą one przez całe lata po ich zakończeniu negatywnie wpływać na dostępność do opieki zdrowotnej i pożywienia w miejscach znacznie oddalonych od miejsca konfliktu, stwierdza profesor Marshall Burke. To zaś oznacza, że zmniejszenie liczby konfliktów zbrojnych w Afryce może znacząco poprawić stan zdrowia dzieci. Podczas badań pod uwagę wzięto 15 441 różnych wydarzeń i konfliktów zbrojnych, jakie miały miejsce w 35 krajach Afryki. Dane te porównano z informacjami o urodzeniu 1,99 miliona dzieci i o ich szansie na przeżycie. Dane wskazują, że od 3 do 5 razy więcej dzieci umiera wskutek pośredniego oddziaływania konfliktu zbrojnego, niż ginie od broni palnej. Całkowity negatywny wpływ jest jeszcze większy, gdyż badacze nie brali pod uwagę innych narażonych grup ludności, jak kobiety czy osoby starsze. Mamy nadzieję, że nasze badania przyczynią się do wzmożenia wysiłków na rzecz zwiększenia pomocy humanitarnej dzieciom znajdujących się w strefach konfliktów zbrojnych, mówi doktor Zachary Wagner. « powrót do artykułu
  12. Czwartego czerwca na plażę w prowincji Chanthaburi w środkowej Tajlandii morze wyrzuciło żółwia zielonego, w którego żołądku znajdowała się masa plastikowych odpadów. Mimo wysiłków weterynarzy, reprezentujący zagrożony gatunek gad zmarł 2 dni później. Specjaliści podkreślają, że to kolejny przykład zwierzęcia zabitego przez plastiki. W pierwszym tygodniu czerwca sekcja zwłok martwego grindwala znalezionego w pobliżu granicy z Malezją wykazała, że połknął on 80 reklamówek. Na początku kwietnia media obiegła zaś wiadomość o kaszalocie z wybrzeży Hiszpanii, w którego żołądku znaleziono aż 29 kg plastiku. Weerapong Laovechprasit, weterynarz z Eastern Marine and Coastal Resource Research and Development Centre, powiedział w wywiadzie udzielonym AFP, że przewód pokarmowy żółwia wypełniały m.in. gumki recepturki czy fragmenty balonów. Zwierzę nie mogło jeść, było osłabione i nie mogło pływać. Główną przyczyną zgonu były morskie odpady. Niedrożność przewodu pokarmowego odkryto za pomocą badania obrazowego. Gada żywiono pozajelitowo. Plastik wydobyto dopiero po śmierci zwierzęcia. Laovechprasit dodaje, że w przeszłości spożycie plastiku lub zakażenia spowodowane przez kontakt z odpadami stwierdzano u ok. 10% żółwi wyrzuconych na plaże w regionie. W tym roku odsetek ten wzrósł aż do 50%. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...