Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Niechęć do wilków jest ponadpartyjna. Myślistwo jest tu wspólnym mianownikiem

Recommended Posts

Im politykowi bliżej do myślistwa, tym gorsze jego nastawienie do wilków. Wskazują na to analizy wypowiedzi parlamentarzystów zawarte w sejmowych stenogramach.

Niewiele jest gatunków dzikich zwierząt, które by tak rozpalałyby dyskutantów, jak wilk. Polskie organizacje pozarządowe już od początku lat 90. XX wieku prowadziły kampanie na rzecz jego ochrony. Dzięki temu, po wiekach eksterminacji, a następnie dekadach intensywnej eksploatacji łowieckiej, wilk jest ściśle chroniony w całym kraju od 1998 r. Jednak nieustannie trwa ożywiona debata na temat jego statusu prawnego.

Nastawienie polityków do ochrony wilka nie jest zależne od ich politycznych barw, lecz od związku z łowiectwem. Im polityk był bliższy myślistwu, tym bardziej negatywnie wypowiadał się na temat samego drapieżnika

Literatura politologiczna wskazywała, że zagadnienia ochrony przyrody są bliższe partiom lewicowym, podczas gdy partie prawicowe mają do przyrody bardziej utylitarne podejście. Naukowców intrygowało więc, czy podobnie jest w kwestii ochrony wilka. Aby to sprawdzić, przeanalizowali wypowiedzi polityków od 1989 r., zawarte m.in. w stenogramach sejmowych. Wyniki badań ukazały się w najnowszym numerze czasopisma Zoophilologica. Polish Journal of Animal Studies.

Rezultaty naszych analiz nie potwierdziły przewidywań wynikających z wcześniejszych badań na temat nastawienia polityków do ochrony przyrody – wyjaśnia główny autor badań, Michał Figura, absolwent politologii na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi, cytowany w materiale przesłanym PAP. Okazało się, że nastawienie polityków do ochrony wilka nie jest zależne od ich politycznych barw, lecz od związku z łowiectwem. Im polityk był bliższy myślistwu, tym bardziej negatywnie wypowiadał się na temat samego drapieżnika.

Eksperci w swoim artykule podkreślili także rolę, jaką w ochronie dzikich zwierząt pełnią organizacje społeczne. Zaraz po przemianach demokratycznych w 1989 r. w Polsce zaczęły powstawać oddolne ruchy społeczne, skupiające się na zachowaniu resztek dzikiej przyrody – podkreśla współautor badań dr hab. Robert Mysłajek z Instytutu Genetyki i Biotechnologii Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. I to właśnie im zawdzięczamy ochronę wielu cennych gatunków, w tym wilka i rysia.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Zaraz po przemianach demokratycznych w 1989 r. w Polsce zaczęły powstawać oddolne ruchy społeczne, skupiające się na zachowaniu resztek dzikiej przyrody

I tak chyba faktycznie jest. Politycy dużo gadają, ale dla nich i tak liczy się tylko kasa, resztę mają gdzieś. Pod pretekstem kornika wytną lasy, pod pretekstem ochrony owiec wybiją wilka, pod pretekstem ASF wybiją dziki itp. Umieją tylko niszczyć i zabijać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czynią to z błogosławieństwem "oświeconych". W końcu "ekologizm" to choroba. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Myśliwi... jak oni mnie denerwują! Co to ma znaczyć, że wywieszą sobie karteczkę gdzieś na jakimś drzewie na skrzyżowaniu dróg 200 m od lasu i to niby jest "ostrzeżenie" że oni tam strzelają z ostrej borni? Ja mam prawo sobie leżeć w trawie, chodzić po lesie etc. wchodzić do niego dowolnymi drogami i nawet tam spać i nie powinienem czuć się zagrożony że mnie jakiś pajac odstrzeli dla własnej przyjemności zabijania. Patologia. Nie mówię, że jesli jest rzeczywista potrzeba odstrzelenia jakiejś zwierzyny (nie wiem czy takowa występuje, zakładam że tak, ale nie znam się na temacie) to wtedy to może nie koniecznie jest to "zabawa w zabijanie", ale i tak jest to przeprowadzane źle. Powinny być obwieszczenia w internecie na odpowiednich stronach z oznaczeniami jaki teren jest niebiezpieczny etc. + blokada wszystkich dróg dojazdowych, szlabany/taśmy i duże widoczne tablice etc. 

Aha jeszcze dodam jedną rzecz. Co do zagrożenia ze strony zwierzą. Nie bagatelizuje go absolutnie, zwierzęta mogą zabić człowieka i człowiek ma prawo się bronić etc. Z tym, ze tego co wiem wilk akurat jest zupełnie niegroźny, co innego niedźwiedź... 

Edited by Warai Otoko

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Myśliwi lubią sobie postrzelać, więc ponadpartyjna zgoda i brak obiektywizmu nie dziwi. Chociaż wyniki badania są interesujące. Wilki maja złą prasę i to zaczynając od najmłodszych lat, bo są już w bajkach.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. Podejrzewam, ze dla myśliwego to szkodniki, bo polują na inną zwierzynę. Do tego wypijają wodę z klimatyzacji oraz niszczą ściółkę w lesie, a zimą depczą śnieg.

Edited by cyjanobakteria
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnie niezbyt denerwują, bo tak mam, że nad głupotą raczej pochylam się ze współczuciem. Jako starszy raczej pan poznałem fajnego (jeszcze starszego pana), który od dobrego półwiecza jest "myśliwym". Ze wzruszeniem odebrałem to, co ostatnio mówił. Lubi chodzić, bo las nocą jest piękny, bo piękne są świty, bo... Niezbyt chce mu się strzelać, ale połazić lubi. Z jeszcze większym wzruszeniem odebrałem to, co mówił o młodych "myśliwych". O tych niezbyt dozwolonych przyrządach celowniczych, o żądzy krwi... Naprawdę współczuję, bo cóż mi zostaje?

P.S. Wiki to wartość DODANA, a każdy kto mniej więcej ogarnia temat wie, że tak jest.

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minut temu, Warai Otoko napisał:

Z tym, ze tego co wiem wilk akurat jest zupełnie niegroźny, co innego niedźwiedź... 

Oj tam od razu niedźwiedź. "Porozmawiaj" sobie w łosiem, żubrem czy choćby jeleniem... 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Polecam rozmowę z danielem. Rzadko pewnie się wam zdarzy, ale ja padłem na kolana; trzykrotnie. :)

Edited by Astro

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, cyjanobakteria napisał:

Myśliwi lubią sobie postrzelać, więc ponadpartyjna zgoda i brak obiektywizmu nie dziwi. Chociaż wyniki badania są interesujące. Wilki maja złą prasę i to zaczynając od najmłodszych lat, bo są już w bajkach.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. Podejrzewam, ze dla myśliwego to szkodniki, bo polują na inną zwierzynę. Do tego wypijają wodę z klimatyzacji oraz niszczą ściółkę w lesie, a zimą depczą śnieg.

Ludzi wypowiadających takie zdania powinno się separować od społeczeństwa. Czuję wstyd za to, że w ogóle wdaję się w polemikę z tak bezmyślnymi pełnymi nienawiści i niezrozumienia stwierdzeniami. Powinnam po prostu to olać. Rozumiem że każdy ma wolność wypowiedzi, ale czytanie tego działa destrukcyjnie na samą korę mózgową.

Tak, myśliwi lubią sobie postrzelać, podobnie jak np. murarz przybijać młotkiem, rybak łowić wędką, ogrodnik kosić trawę (co za straszne mordowanie młodych trawek!!!). I nie ma  tym nic złego. Myślistwo jest potrzebne, do kontroli zaburzonego ekosystemu (zaburzonego nie tylko z winy człowieka lecz samej przyrody - np. przez wybuchy wulkanów). Jeśli rokrocznie odstrzelanych MUSI być kilkaset tysięcy dzików to jak to należy robić - humanitarnie urządzając im chlewnie więzienne? A że musi to rozumie każdy mający minimalne pojęcie o rozmnażaniu dzików. Podobnie jest z kontrolą wszystkich innych gatunków, których musi być odpowiednia ilość żeby przerost nie dewastował ekosystemu.

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 minut temu, Ergo Sum napisał:

Jeśli rokrocznie odstrzelanych MUSI być kilkaset tysięcy dzików to jak to należy robić

Kto powiedział, że tak być MUSI? Uzależniona od kasy i alkoholu szyszka, czy ksiunc dobrodziej?

Share this post


Link to post
Share on other sites
26 minutes ago, Ergo Sum said:

Ludzi wypowiadających takie zdania powinno się separować od społeczeństwa. Czuję wstyd za to, że w ogóle wdaję się w polemikę z tak bezmyślnymi pełnymi nienawiści i niezrozumienia stwierdzeniami. Powinnam po prostu to olać. Rozumiem że każdy ma wolność wypowiedzi, ale czytanie tego działa destrukcyjnie na samą korę mózgową.

To ciekawe, że piszesz o nienawiści. To już drugi raz, tym razem bezpośrednio w odniesieniu do mojego postu. Można się z tym, co napisałem nie zgodzić, ale za to od ciebie dowiedziałem się, że jako pseudo miłośnik zwierząt mam zgąbczenie mózgu, pusty czerep i jestem eko-ciemnotą nie potrafiąca dostrzegać w ludziach dobra. A teraz do tego, że działam destrukcyjnie na korę mózgową i że powinien być separowany od społeczeństwa. Może weź doklej do awatara okulary, bo chyba nie widzisz wyraźnie tekstu.

Ja znam myślistwo z takich artykułów:

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1773346,1,wloscy-mysliwi-zastrzelili-tysiac-ptakow-nad-zalewem-wislanym.read

Quote

Włoscy myśliwi zastrzelili tysiąc ptaków nad Zalewem Wiślanym

Słuszne oburzenie wzbudzają doniesienia o rzezi, którą sześciu włoskich myśliwych przeprowadziło tej jesieni nad Zalewem Wiślanym. Warmińscy ornitolodzy podejrzewają, że w dziesięć dni obywatele Włoch mogli zastrzelić nawet tysiąc ptaków: gęsi, kaczek, kormoranów.

Jako zawód myśliwego jest potrzebny w określonych sytuacjach, jak zastrzelenie rannego zwierzęcia. Ale porównanie z murarzem jest nie na miejscu, bo oni w przeciwieństwie do myśliwych tworzą coś wartościowego.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
5 godzin temu, Ergo Sum napisał:

(zaburzonego nie tylko z winy człowieka lecz samej przyrody - np. przez wybuchy wulkanów)

Wulkany wybuchają od miliardów lat, były też powodzie, wichury, pożary, epidemie i masa innych zagrożeń, i jakoś przez miliony lat przyroda dawała sobie z tym radę bez ludzi. Teraz nagle ludzie uznali, że muszą coś regulować. Nie, w większości przypadków nie muszą. Muszą tylko tam, gdzie sami ludzie doprowadzili do katastrofy ekologicznej. Muszą tylko tam, gdzie trzeba ratować zagrożone gatunki z winy ludzi. Strzelanie do zwierząt wymyślono głównie dla kasy. Myśliwi płacą za możliwość strzelania i za upolowanie zwierzęcia. Po to wymyśla się preteksty do odstrzału. Dla dzików wymyślono ASF. Tymczasem okazało się, że zabicie półtora miliona dzików w zeszłym roku nie zmniejszyło ani trochę rozprzestrzeniania się tego wirusa. Co więcej, są przesłanki by przypuszczać, że to myśliwi(!) w większym stopniu roznoszą ASF niż dziki. Tylko 1% odstrzelonych dzików miało kontakt z ASF! Zmniejszenie populacji dzików sprawia, że wilki szukają łatwiejszej zdobyczy i polują na owce, więc potem jest pretekst żeby strzelać do wilków. I tak w kółko. Trzeba zmienić myślenie, ale jak widać niektórym przychodzi to z trudem. Najłatwiej jest odstrzelić i jeszcze kasę na tym zarobić. Pif-paf i po sprawie. Inne metody stają się wówczas nieważne i ... zbyt kosztowne.

Rolnicy płaczą, że im zwierzyna wchodzi na pola, bo szkoda im kasy na grodzenie. To samo hodowcy owiec. Ile było walki o to, żeby budować przejścia dla zwierząt przez autostrady, bo to koszty większe o ... 1-5% całej budowy! I tak można wymieniać non stop. Zawsze chodzi tylko o kasę!

5 godzin temu, Ergo Sum napisał:

bezmyślnymi pełnymi nienawiści i niezrozumienia stwierdzeniami

Zarzucasz innym nienawiść i agresję, ale to twoje wpisy są pełne negatywnych emocji. Nie widzisz tego? Czy ty czytasz to co sama napisałaś, zanim klikniesz "Dodaj odpowiedź"?

Edited by Sławko
  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Myśliwi... jak oni mnie denerwują! Co to ma znaczyć, że wywieszą sobie karteczkę gdzieś na jakimś drzewie na skrzyżowaniu dróg 200 m od lasu i to niby jest "ostrzeżenie" że oni tam strzelają z ostrej borni? Ja mam prawo sobie leżeć w trawie, chodzić po lesie etc. wchodzić do niego dowolnymi drogami i nawet tam spać i nie powinienem czuć się zagrożony że mnie jakiś pajac odstrzeli dla własnej przyjemności zabijania.

 

Niestety obecnie przebywanie w lasach jest bardzo ryzykowne. Mieszkam na terenie gdzie lesistość jest najwyższa w Polsce(chociaż bardzo szybko topnieje...), i co tydzień przemierzam dziesiątki albo setki km rowerem przez lasy. Te polowania myśliwych to zero wyobraźni. Większość nawalonych biega po lesie, najpierw strzelają później myślą. A najgorsze jest to że właściwie za nich polują hordy agresywnych psów biegających po lesie. to piane towarzystwo jedynie namierza swojego psiaka GPSem i dobija pogryzioną ofiarę. Ostatnio aż mnie sparaliżowało jak mnie te psiaki obskoczyły, a ja nawet gazu nie miałem, pyski całe we krwi,szczekają, na szczęście były dobrze wytresowane i nie ruszyły mnie. 5 km dalej spotkałem właściciela jadącego samochodem po lasach i szukającego ich. O dziwo trzeźwy i nawet dało się z nim normalnie pogadać, ale i tak takie sytuacje są niedopuszczalne.

A co do ASFu to własnie myśliwi odpowiadają za rozwlekanie tej zarazy. Zabijają w lesie dzika, bardzo często patroszą na miejscu. na parę godzin później łażą po wiosce, w tych samych ciuchach, bez dezynfekcji, tymi samymi samochodami jadą do sklepu itd....

 

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, tempik napisał:

Ostatnio aż mnie sparaliżowało jak mnie te psiaki obskoczyły, a ja nawet gazu nie miałem, pyski całe we krwi,szczekają, na szczęście były dobrze wytresowane i nie ruszyły mnie. 5 km dalej spotkałem właściciela jadącego samochodem po lasach i szukającego ich. O dziwo trzeźwy i nawet dało się z nim normalnie pogadać, ale i tak takie sytuacje są niedopuszczalne.

Pełna zgoda, ale słowo niedopuszczalne jest dla mnie zbyt łagodne dla mnie to jest bulwersujące. Nie mogę pojąć dlaczego utrzymywanie tego patologicznego stanu rzeczy tak długo trwa. Myśliwi mają tak silny lobbing w sejmie czy co? Słyszałem, że niedawno jakąś kobietę te psy myśliwskie rozszarpały bo była na spacerze w lesie ze swoim psem czy psami... 

16 godzin temu, Ergo Sum napisał:

odstrzelanych MUSI być kilkaset tysięcy dzików to jak to należy robić - humanitarnie urządzając im chlewnie więzienne?

Jestem w stanie uwierzyć (choć nie znam badań etc.), że w obecnej sytuacji konieczny jest odstrzał zwierzyny. Nie rozumiem natomiast jakim prawem jest to robione w taki sposób, że boję się wejść do lasu oraz nie rozumiem jakim prawem jest to robione dla sportu... Zabijać zwierzęta dla przyjemności ryzykując przy tym życie ludzi stosujących prewencję chorób psychicznych wydaje mi się wysoce nieodpowiednie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, Ergo Sum napisał:

Myślistwo jest potrzebne, do kontroli zaburzonego ekosystemu

Jeszcze polecam ci lekturę:

Nawet te dwa krótkie teksty wiele mówią o ludziach i przyrodzie. Warto się nad tym zastanowić w kontekście myślistwa i tego czy jest potrzebne oraz do czego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Warto dodać, że do tego "szlachetnego" hobby, gdzie jak mi to tłumaczyli myśliwi daje się szansę zwierzęciu, trzeba do niego podejść wytropić itd. dopuszczone zostały ostatnio noktowizory. w lokalnych sklepach za chore pieniądze schodziły na pniu. Takie to szlachetne hobby z tego się robi.

Co do rolników i ogrodzeń, to przynajmniej u mnie w regionie jest tak, że za szody wyrządzone przez zwierzynę płaci koło łowieckie, wiec to koła budują płoty na granicach pole/las. 

Edited by dexx
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
58 minut temu, dexx napisał:

za szody wyrządzone przez zwierzynę płaci koło łowieckie, wiec to koła budują płoty na granicach pole/las

A to wydaje mi się być dużą patologią. Bo koła łowieckie wolą wybić zwierzynę i mieć z tego kasę niż ponosić koszty na płoty. Nie ma zwierzyny, nie ma szkód na polach. Koła zachowują tylko taką ilość, aby zarobić na polowaniach i mieć jak najmniej kosztów. Nie ma to nic wspólnego z ochroną zwierząt, czy utrzymywaniem równowagi ekologicznej.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co ma mieć w spólnego z utrzymaniem równowagi, skoro zimą zwierzęta są w lesie dokarmiane a wiosną rolnicy narzekają że mają pola rozkopane. 

Dokarmianie też nie wynika z dobrego serca, bardzo często kolo paszy można znaleźć np. linkę podłączoną do starego budzika. Po przerwaniu linki zegar zaczyna działać. Jest to metoda, że by określić o której np. dziki żerują w danym miejscu. Nie trzeba później całą noc siedzieć i pilnować, wystarczy przyjść godzinę wcześniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sprawa nie jest taka prosta, jak by się mogło wydawać - nie ma na poziomie ogólnym rozwiązań jednoznacznie "dobrych" lub "złych. Żeby nie wchodzić w tematy, o których ksiązki by trzeba napisać, a nie kilka zdań tutaj, zajmę się tylko jednym - talerzem, własnym. Jestem umiarkowanie mięsożerny. I wolę na talerzu mieć kawałek dzika niż świni. Dzik żył sobie swoim naturalnym dziczym życiem, aż dostał kulkę. Świnia "żyła" w przemysłowej tuczarni. "Żyła", bo to określenie czysto formalne - w tuczarni nie ma życia, jest tylko żarcie, sranie i ciągły stres.
Gdybym miał wybierać, wolał bym być dzikiem... i dlatego dzika zjadam bez żadnych oporów, a świniaka zjem, ale dużo trudniej przechodzi mi przez gardlo.
Sam nie poluję. Nie z powodów etycznych czy innych takich. Kiedyś miałem pomysł, żebym zjadać tylko te zwierzaki, które sam sobie ustrzelę. Ale wyszło inaczej.
Co do myśliwych - różni są. Ale gdyby ich nie było, kłusowników byłoby znacznie więcej, chociaż i teraz ich nie brakuje (niekiedy też wśród myśliwych). Chyba jednak lepsze legalne polowania i pukawki niż druty i inne takie (sam tego trochę zlikwidowałem). Albo trucizny rozkładane przez rolników. Itd.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, ex nihilo napisał:

niekiedy też wśród myśliwych

By nie odkładać tego, DOKŁADNIE tak! Niestety, ale moim skromnym zdaniem największy odsetek sadystów jest wśród sadystów, ale to chyba oczywiste spostrzeżenie.

4 minuty temu, ex nihilo napisał:

Chyba jednak lepsze legalne polowania i pukawki niż druty i inne takie

Druty (moja skromna obserwacja) to raczej patologia, którą ten kraj wspiera zasiłkami, co od kupy lat budzi nie tyle moje mieszane uczucia, co... No właśnie. Chyba wiesz. Drutów, oczek i innych "patentów" nie zastawiają ludzie myślący; raczej myślący inaczej: na wódkę będzie od państwa, a mięsko samo przypełznie...

7 minut temu, ex nihilo napisał:

Albo trucizny rozkładane przez rolników. Itd.

Ma coś to wspólnego z "rolnictwem"? Nie sądzę...

9 minut temu, ex nihilo napisał:

w tuczarni nie ma życia, jest tylko żarcie, sranie i ciągły stres.

Tak przy okazji Nihilo. Jeśli jest w Tobie choć odrobina współczucia, to nie żryj tego syfu - ten stres właśnie (może i rzadko) spożywasz. Ciesz się wolnością istot - wiem, niemal już nie występuje,

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Astro napisał:

największy odsetek sadystów jest wśród sadystów

Polowanie nie ma koniecznego związku z sadyzmem. To różne sprawy. Ludzie mają takie samo prawo do polowania na dziki i zjadania ich jak wilki.
 

2 godziny temu, Astro napisał:

patologia, którą ten kraj wspiera zasiłkami,

To raczej nadmierne uproszczenie. W mojej ocenie znacznie więcej i gorszej patologii chowa się pod garniturami i krawatami. Chociaż to nie jest ta patologia od drutów i sideł. Jeśli zabijają zwierzaki, to zwykle hurtowo, a nie detalicznie i nie po to, żeby je zjeść.
 

2 godziny temu, Astro napisał:

Ma coś to wspólnego z "rolnictwem"? Nie sądzę...

Ma. I to w przeważającej części legalnie - od robali do szczurów. Jeśli zlikwiduje się odstrzał, będą też zające, lisy, sarny i dziki. Niekoniecznie legalnie, ale skutecznie.
 

2 godziny temu, Astro napisał:

to nie żryj tego syfu

To nie jest syf, to zwierzaki... Ograniczam, ale te możliwości ograniczania mam dosyć ograniczone. Na samym zielsku nawet jednej zimy bym nie wyżył. Za mała gęstość energetyczna.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, ex nihilo napisał:

Polowanie nie ma koniecznego związku z sadyzmem. To różne sprawy.

Owszem, ale dzisiejsze "polowanie" i "myślistwo" nie ma nic wspólnego z tym, o czym myślimy zapewne. Dla mnie statystyczny "polski myśliwy" to trochę gorzej niż "świnia", a lubię świnie, choć ich nie jadam.

6 minut temu, ex nihilo napisał:

W mojej ocenie znacznie więcej i gorszej patologii chowa się pod garniturami i krawatami.

Racja, ale nie zakładają drutów. Trochę głupio byłoby w gajerze i pod krawatem... W gajerze i pod krawatem, zwłaszcza z błogosławieństwem "publicznej" ma się niemal dowolny sposób oddziaływania na "istotę szarą" (nawet jeśli prezes koty lubi).

9 minut temu, ex nihilo napisał:

od robali do szczurów.

Wiesz zapewne, że najistotniejsze są "robale", ale jaki "rolnik" to rozumie? Szczypiorek ma być uśmiechnięty, kapusta duża itp... Mam nadzieję, że do szczurów nic nie masz. ;)

12 minut temu, ex nihilo napisał:

Ograniczam, ale te możliwości ograniczania mam dosyć ograniczone. Na samym zielsku nawet jednej zimy bym nie wyżył.

Białko z takiej głupiej całkiem soi to kupa energii. Serio.

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Astro napisał:

Białko z takiej głupiej całkiem soi to kupa energii. Serio.

Gdybym miał kucharkę, to pewnie bym z takimi sprawami kombinował, ale ja się do tych tematów zupełnie nie nadaję - zbyt skomplikowane dla mnie.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites

No weź... Namoczyć i ugotować soję jest zdecydowanie prościej niż wypatroszyć, oporządzić i upitrasić dzika. Wiem co mówię, bo daaawno temu (ponad ćwierć wieku) mi się zdarzyło. O kosztach energetycznych nie wspomnę. :P

P.S, Kucharka to nie jest zły pomysł, ale znam Twoje podejście do tematu. ;):D

Tak przy okazji, kupić na święta kawał schabu, nadziać go śliwkami i żurawiną, wstawić do piekarnika i zapiec też nie był problem. Wszyscy wpierdzielali ze smakiem, a ja, który to przyrządził i nic nie zjadł kompletnie nie rozumiem. :)

Edited by Astro

Share this post


Link to post
Share on other sites
24 minuty temu, Astro napisał:

Owszem, ale dzisiejsze "polowanie" i "myślistwo" nie ma nic wspólnego z tym, o czym myślimy zapewne

A o czym myślimy?

Jan Władysłw Poczobut-Odlanicki, XVII wieczny husarz litweski, weteran wojen z Moskwą i świetny szermierz, na niedźwiedzia chadzał nie z flintą (broni palnej miał pod dostatkiem), a z włócznią, bo tak było "po męsku" i "honorowo" wobec króla puszczy. Ale już w owych  czasach takie podejście to była już raczej rzadkość. Myślistwo już wówczas  było patologią i dewastacją przyrody na skale dziś nie spotykaną. Taki król August III podczas jednego dnia" polowania", siedząc w budzie w swym zwierzyńcu, potrafił ubić 300 sztuk przywiezionej z Litwy zwierzyny, naganinej prosto pod lufy karabinów. Tylko w latach 1893-99, w dobrach Ksawerego Branickiego, ubito 30 007 zwierząt uznanych za  "szkodniki" czyli wilków, lisów i jastrzębi wydr, kun, łasic, tchórzów, psów, jastrzębi, srok, kruków, czapl, a nawet łysek i wiewiórek (te ostatnie  też były  uzane za  szkodniki). To była zaplanowana ekstermianacja, ale na ogół poprostu polowali panowie. Chłopstwo kłusowało. Stąd może obecnie popularność polowań wśród lokalnych elyt - róznej maści dyrektorów, biznesmenów, komendantów etc. poza tym aby polować trzeba mieć pieniądze. Taka zabawa dla lokalnych kacyków by  wieczorem przy wódeczce zakulisowo pogadać o interesach. Tak jak i dwieście lat temu.  Ale też i tacy ludzie są silną grupą lobbingową. Mają kasę i układy, choćby lokalnie. 

 

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mieszkańcy Europy żyjący w epoce lodowcowej – ok. 30 tys. lat temu – jadali mięso wilków. Dowody takiej praktyki odkryli w Czechach polscy archeozoolodzy. Do tej pory dominował pogląd, że m.in. ze względu na smak mięsa, z drapieżników tych pozyskiwano głównie skóry.
      Nowych ustaleń na temat znaczenia wilków w życiu paleolitycznych łowców dokonano dzięki badaniom, prowadzonym już od kilku lat w Pavlovie i w Dolnych Vestonicach (niedaleko Brna w Czechach). Około 30 tys. lat temu w tej okolicy istniały jedne z pierwszych znanych na świecie „wsi” – zasiedlanych przez wiele sezonów, sąsiadujących skupisk szałasów.
      Podczas wykopalisk na tym terenie czescy archeolodzy odkryli tysiące zabytków krzemiennych, liczne narzędzia oraz ozdoby wykonane między innymi z kości renifera, zębów lisa polarnego oraz mamucich ciosów, a także kilkadziesiąt tysięcy innych fragmentów kości zwierzęcych, które były porozrzucane wśród pozostałości szałasów.
      Do tej pory wśród naukowców panowało przekonanie, że wilki i inne drapieżniki były celem polowań przede wszystkim ze względu na skóry – a już na pewno nie po to, by pozyskać z nich mięso. Tymczasem w czasie badań ich kości natknęliśmy się na kilkadziesiąt okazów, na których widoczne są wyraźne ślady cięcia. Część pozostawili paleolityczni łowcy podczas zdejmowania skór, ale są też takie, które można wiązać tylko z podziałem tuszy, czyli dzieleniem jej na mniejsze porcje – mówi PAP dr hab. Piotr Wojtal z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie. Badania prowadził wspólnie z dr. hab. Jarosławem Wilczyńskim. Wojtal dodaje, że na kościach są również ślady filetowania, czyli oddzielania mięsa od kości przed spożyciem.
      Zaskakująco liczne na stanowiskach morawskich były również szczątki innych drapieżników. Oprócz wilków naukowcy opisali też kości upolowanych rosomaków, lisów polarnych i lisów rudych. Mniej więcej połowę szczątków stanowiły jednak kości roślinożerców, głównie zajęcy i reniferów.
      Z reguły najczęściej w obrębie osad ludzkich z tego okresu dominują kości zwierząt roślinożernych, bo te były zapewne chętniej spożywane – dodaje Wojtal. Wydaje się jednak zrozumiałe, że w przypadku upolowania wilka porzucenie mięsa było sporą stratą, zwłaszcza w okresach mniejszej dostępności pożywienia. Dlatego, jak się wydaje, wszystkie elementy ciała drapieżników wykorzystywano w sposób maksymalny – podkreśla.
      Na stanowisku w Pavlovie oprócz szczątków małych i średnich zwierząt drapieżnych znaleziono również kości i zęby największych drapieżników plejstoceńskiej stepotundry – lwa jaskiniowego oraz niedźwiedzi (jaskiniowego i brunatnego).
      Choć szczątki lwów i niedźwiedzi nie są zbyt liczne, również na nich znaleziono ślady potwierdzające, że ówcześni łowcy wykorzystywali maksymalnie tusze zabitych mięsożerców. Podobnie jak w przypadku wilków, rosomaków i lisów ślady cięcia także na kościach lwów i niedźwiedzi wskazują, że powstały one podczas zdejmowania skór i porcjowania tuszy – wskazuje naukowiec. Mięso tych dużych drapieżników było więc również zjadane przez paleolitycznych łowców – uważa.
      Pavlov nie jest wyjątkowe pod tym względem. Naukowcy ustalili w czasie kwerendy bibliotecznej, że niezbyt liczne szczątki niedźwiedzi i lwów jaskiniowych są znajdywane na wielu stanowiskach z tego okresu.
      Pokazuje to, że polowania na te duże i bardzo niebezpieczne zwierzęta były nieprzypadkowe a dokonywane celowo i z rozmysłem – uważa Wojtal.
      Zdaniem naukowca dla górnoplaeolitycznych myśliwych lew jaskiniowy z pewnością był najbardziej imponującym drapieżnikiem, bo powszechnie przedstawiano go w sztuce już 40 tysięcy lat temu. Wojtal przypomina, że w Pavlovie znaleziono jedną z najbardziej wyjątkowych figurek tego zwierzęcia.
      Jest to duża rzeźba lwa, przedstawiająca zwierzę przygotowujące się do skoku. Paleolityczny artysta przedstawił nawet napięte do skoku mięśnie zwierzęcia – opisuje. Podczas wykopalisk na tym stanowisku znaleziono również kilka miniaturowych głów lwów wykonanych z wypalonej gliny. Również figurki niedźwiedzi zostały odkryte w Pavlovie i leżącym nieopodal stanowisku Dolni Vestonice.
      Jednak jego znaczenie dla myśliwych było prawdopodobnie mniejsze, ponieważ figurki tego drapieżnika nie są tak liczne jak lwa jaskiniowego – uważa.
      Najnowsze wyniki badań szczątków drapieżników z graweckich stanowisk Europy Środkowej ukazały się w Journal of Anthropological Archaeology. Współautorami artykułu są Jiří Svoboda z czeskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Masaryka oraz Martina Roblíčková z Muzeum Ziemi Morawskiej w Brnie

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ludzie zamieszkujący południe Polski w neolicie byli blisko spokrewnieni z populacją z okresu epoki brązu. Doktor Anna Juras wraz z zespołem z Uniwersytetu Adama Mickiewicza przeprowadziła analizy genetyczne 150 kości 80 osób żyjących w epoce brązu.
      Badani zmarli byli przedstawicielami kultur mierzanowickiej, strzyżowskiej oraz trzcinieckiej. Naukowcy skupili się na genomie mitochondrialnym, dziedziczonym po matce.
      Jak czytamy na łamach American Journal of Physical Anthropology, wyniki analizy genetycznej wykazały bliskie pokrewieństwo po linii matki społeczności kultury mierzanowickiej i trzcinieckiej ze społecznościami kultury ceramiki sznurowej. Bardziej odległa od nich społeczność kultury strzyżowskiej wykazywała bliższe podobieństwo genetyczne do populacji stepu powiązanej z wcześniejszymi kulturami grobów jamowych i kultury grobów katakumbowych oraz z późniejszymi Scytami.
      Autorzy pracy zauważają, że istnieje ciągłość genetyczna pomiędzy kulturą sznurową późnego neolitu a kulturami mierzanowicką i trzciniecką reprezentującymi kultury brązu. Ponadto pod koniec III tysiąclecia przed Chrystusem ludy stepu mogły wnieść swój wkład w rozwój kultury strzyżowskiej.
      Jak już wiemy z poprzednich badań, tereny dzisiejszej zachodniej Polski we wczesnej epoce brązu zostały zasiedlone przez przedstawicieli kultury unietyckiej, a południowo-wschodnie tereny kraju zamieszkali najpierw przedstawiciele kultury mierzanowickiej, a po nich pojawili się ludzie reprezentujący kulturę strzyżowską, którzy zamieszkali niewielki region w południowo-wschodniej Polsce i zachodniej Ukrainie. Kultury strzyżowska i mierzanowicka rozwijały się niemal równocześnie do mniej więcej 1600 roku przed naszą erą. Później ustąpiły one kulturze trzcinieckiej, która przetrwała do około 1100 roku przed Chrystusem.
      EDIT: w poprzedniej wersji umieściliśmy nieuprawniony wniosek o ciągłości genetycznej od neolitu po czasy współczesne. Chodziło o ciągłość genetyczną neolit-epoka brązu

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Polski Narodowy Instytut Leków (NIL) informuje, że aż 25% przebadanych przezeń suplementów diety ma skład inny niż deklarują producenci. Dobra wiadomość jest taka, że w żadnym z 50 popularnych suplementów nie odkryto zanieczyszczeń ani szkodliwych związków.
      Jak powiedziała „Gazecie Prawnej” Anna Kowalczyk, dyrektor NIL, standardy wymagają, by zawartość składników aktywnych w produkcie była nie mniejsza niż 90%. Tymczasem okazało się, że w jednym z preparatów zawierających ostryż długi, który ma pomagać na problemy z wątrobą, środka tego jest zaledwie 3%. Niektóre suplementy z witaminami B2 i B6 zawierały ich 30% ilości zadeklarowanych na ulotce, preparaty reklamowane jako pomagające w walce z objawami menopauzy miały w sobie 18% deklarowanej ilości izoflawonów soi i 38% obiecywanych izoflawonów koniczyny czerwonej. W preparatach stwierdzono też mniej niż deklarowana ilość witaminy D. Ulotki suplementów podawały natomiast prawdziwe dane odnośnie zawartości składników mineralnych jak żelazo czy wapń.
      Rynek suplementów rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie. Do końca listopada ubiegłego roku klienci wydali na te preparaty 3,4 miliarda PLN. To o 200 milionów więcej, niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Szacuje się, że suplementy przyjmuje 20% Polaków. Większość z nich nie dostrzega różnicy pomiędzy lekami bez recepty a suplementami, uznaje je za środki całkowicie bezpieczne. Znaczna część sądzi też, że suplementy można przyjmować bez ograniczeń.
      Suplementy od dawna budzą liczne kontrowersje. Niejednokrotnie informowaliśmy, że – w przeciwieństwie do prawidłowej diety – nie przyczyniają się one na zmniejszenie ryzyka zgonu, o pojawiających się coraz częściej ostrzeżeniach przed suplementami czy o szkodliwych skutkach ich nadmiernego spożywania. Mogą jednak pomagać osobom chorym, a być może również przynosić korzyści zdrowym.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Psy spontanicznie przetwarzają liczby w wydzielonym obszarze mózgu, który blisko odpowiada obszarowi mózgu odpowiedzialnemu za przetwarzanie liczb u ludzi, wykazali naukowcy z Emory University. Nasze badania nie tylko wykazały, że do przetwarzania liczb psy wykorzystują te same obszary mózgu co ludzie, ale pokazały również, że nie muszą być w tym celu szkolone, mówi profesor Gregory Berns.
      Zrozumienie tego mechanizmu, zarówno u ludzi jak i u zwierząt, daje nam wgląd w ewolucje mózgu i jego obecne funkcjonowanie, dodaje współautorka badań, profesor Stella Lourenco. Jak zauważa uczona, dzięki takim badaniom możemy w przyszłości leczyć różne choroby nózgu czy udoskonalać systemy sztucznej inteligencji.
      Eksperyment polegał na obrazowaniu mózgu psów za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) podczas gdy zwierzętom wyświetlano na ekranie rożną liczbę kropek. Badania wykazały istnienie reakcji w korze ciemieniowo-skroniowej w odpowiedzi na zmieniającą się liczbę kropek. Kropki, niezależnie od ich liczby, miały zawsze taką samą powierzchnię, dzięki czemu wiadomo było, że mózg reaguje na zmiany liczby, a nie powierzchni.
      Mózg potrafi zgrubnie oszacować liczbę przedmiotów, dzięki czemu można np. ocenić liczbę zbliżających się drapieżników czy ilość jedzenia. Mamy dowody, że tego typu reakcja zachodzi już u ludzkich niemowląt. Teraz widzimy, że wykazują ją też psy i to w podobnym obszarze mózgu.
      Podstawowa umiejętność oceny liczby przedmiotów nie opiera się na myśleniu symbolicznym ani treningu i wydaje się powszechnie występować u zwierząt. Jednak dotychczas większość badań prowadzono na zwierzętach, które przed eksperymentami były intensywnie trenowane. Wiele takich badań prowadzono np. na małpach, ale nie było wiadomo, czy podobne zdolności wykazują inne zwierzęta poza naczelnymi nieczłowiekowatymi, gdyż małpy były wcześniej trenowane i nagradzane za wybranie obrazka z większą liczbą kropek. Podobne badania na psach wykazały, że i one potrafią odróżniać liczbę przedmiotów. Jednak również w tym wypadku psy były wcześniej trenowane.
      Berns to pomysłodawca Dog Project, w ramach którego badane są różne mechanizmy ewolucyjne u psów. To właśnie w ramach tego projektu przeprowadzono obecne badania. Pierwsze, podczas których kwestię odróżniania liczby przez psy postanowiono sprawdzić za pomocą rezonansu magnetycznego u zwierząt, których wcześniej nie uczono.
      W eksperymencie wzięło udział 11 psów różnych ras. Nauczono je jedynie wchodzenia do maszyny i pozostawania w niej bez ruchu. Następnie zwierzętom wyświetlano różną liczbę kropek. U 8 z 11 psów zauważono większą aktywność kory ciemieniowo-skroniowej w reakcji na zmieniającą się liczbę kropek.
      Odwołaliśmy się do źródła, obserwując bezpośrednio mózgi psów i sprawdzaliśmy, jak reagują neurony na zmiany liczby kropek. Pozwoliło nam to na wyeliminowanie słabości poprzednich badań behawioralnych nad psami i innymi zwierzętami, mówi główna autorka badań, Lauren Aulet.
      Psy i ludzi dzieli 80 milionów lat ewolucji. Badania te dowodzą, że zdolność do postrzegania liczb jest co najmniej tak stara, dodaje Berns. Jesteśmy zdolni do przeprowadzania skomplikowanych obliczeń właśnie dlatego, że posiadamy podstawową zdolność do postrzegania liczby. Zdolność, którą dzielimy z innymi zwierzętami. Chciałabym się dowiedzieć, jak wyewoluowaliśmy umiejętność przeprowadzania złożonych obliczeń i jak zdolność ta rozwija się u każdego z osobna, dodaje Aulet.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Skany mózgów pracowników amerykańskiej ambasady w Hawanie, którzy mogli paść ofiarami tajemniczego ataku sprzed dwóch lat, ujawniły potencjalne nieprawidłowości, które mogą być powiązane z wykazywanymi przez nich objawami. Badania wykazały, że ich mózgi wyglądają inaczej niż mózgi grupy kontrolnej.
      Jak informuje zespół z University of Pennsylvania u badanych pracowników ambasady stwierdzono średnią mniejszą ilość istoty białej oraz zmiany mikrostrukturalne, które mogą wpływać na przetwarzanie sygnałów dźwiękowych oraz wzrokowych informacji przestrzennych. Autorzy badań mówią jednak, że ich wyniki są niejednoznaczne. Nie odpowiadają bowiem znanym uszkodzeniom mózgu, a objawy widoczne u badanych nie różnią się w zależności od zauważonych nieprawidłowości.
      To unikatowe wyniki, wcześniej takich nie widziałam. Nie wiem, co mogło je spowodować, mówi profesor obrazowania medycznego Ragini Verma.
      Niezależni eksperci zgadzają się, że wyniki badań są niejednoznaczne i że nie wiadomo, czy dyplomaci padli ofiarami jakiego ataku i czy doszło u nich do uszkodzeń mózgu.
      To już kolejne prace, których celem jest określenie stanu zdrowia amerykańskich dyplomatów. Wcześniejsze badania były szeroko krytykowane za liczne błędy.
      Na pewno wiemy, że amerykańscy dyplomaci pracujący na Kubie skarżyli się na dziwne odczucia i dźwięki. Po tym wielu z nich było leczonych z powodu problemów ze snem, zawrotów i bólów głowy, problemów z koncentracją, utrzymaniem równowagi, zaburzeniami wzroku i słuchu. Do dzisiaj nie wiadomo, co się stało, a śledztwo prowadzone przez FBI i służby kubańskie nie dało nawet odpowiedzi na pytanie, czy miał miejsce jakiś rodzaj ataku.
      Na potrzeby najnowszych badań porównano ilość istoty białej u chorujących dyplomatów z jej ilością u zdrowych ochotników. U dyplomatów jej ilość wynosiła średnio 542 cm3, u ochotników było to 569 cm3. U dyplomatów znaleziono też dowody na słabszą sieć połączeń w obszarach mózgu odpowiedzialnych za przetwarzanie dźwięków i obrazów.
      Następnie przystąpiono do badań na poziomie mikroskopowym. Gdy dochodzi do uszkodzenia mózgu i ginie komórka nerwowa, uszkodzenie można zmierzyć badając dyfuzję wody. Wraz ze wzrostem liczby uszkodzeń zwiększa się dyfuzja wody, gdyż jest mniej komórek, wewnątrz których się ona znajduje i które organizują jej przepływ w konkretnych kierunkach. Tutaj uzyskane wyniki zaskoczyły naukowców. Okazało się, że dyfuzja wody, zamiast się zwiększyć, zmniejszyła się w części mózgu zwanej robakiem, a frakcjonowana anizotropia, która jest wskaźnikiem integralności włókien istoty białej, zwiększyła się, zamiast się zmniejszyć. Profesor Verma podejrzewa, że te zadziwiające wyniki to skutek spadku zawartości wody w mózgach dyplomatów, jednak podkreśla, że to jedynie domysły.
      Profesor Paul Matthews, ekspert od mózgu z Imperial College London, stwierdza, że zarejestrowane różnice są małe, nie odpowiadają znanym wzorcom uszkodzeń i nie wykazano, że doszło do jakichś zmian przed i po wydarzeniach na Kubie. Uczony podkreśla, że z badań tych nie da się wyciągnąć jednoznacznych wniosków. Podobnego zdania są inni eksperci.
      Tymczasem kanadyjscy dyplomaci, którzy również doświadczyli podobnych objawów, pozwali swój rząd do sądu.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...