Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Niechęć do wilków jest ponadpartyjna. Myślistwo jest tu wspólnym mianownikiem

Recommended Posts

Weź honorowo pójdź na świnię w czasach zacnych, obecnymi zwanymi. Ubaw pewnie będzie, bo jeśli pójdziesz do lasu, to zgubisz się, niedźwiedzia nie spotkasz, a psy pewnie cię poszarpią... albo jeże. Malin o tej porze roku raczej nie uświadczysz. W ogóle, to wszyscy w domu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Astro napisał:

Weź honorowo pójdź na świnię w czasach zacnych, obecnymi zwanymi. Ubaw pewnie będzie, bo jeśli pójdziesz do lasu, to zgubisz się, niedźwiedzia nie spotkasz, a psy pewnie cię poszarpią... albo jeże. Malin o tej porze roku raczej nie uświadczysz. W ogóle, to wszyscy w domu?

Więc do brzegu: "Owszem, ale dzisiejsze "polowanie" i "myślistwo" nie ma nic wspólnego z tym, o czym myślimy zapewne". 

O jakim myślistwie więc raczysz mysleć?

Share this post


Link to post
Share on other sites

O takim, którego dziś nie ma, i zgodnie z literą "prawa" być tutaj nie może. Współczesny "polski myśliwy" to zwyczajnie mięso dla psychoanalityka - nic więcej.

Nie wiem czy bardziej współczuć myśliwym, czy psychoanalitykom, ale ze swej strony najbardziej współczuję całkowicie bezbronnym wobec technologii zwierzakom, których postura nie tyle niedźwiedzia przypomina, co zaszczutą świnkę...

No dodam... Myśliwy współcześnie nie ma nic wspólnego z POLOWANIEM, co kiedyś czyniło nas ludźmi. Dla mnie "myśliwy" obecnie to synonim rzeźnika.

Dodam jeszcze, że kiedyś zginąć na polowaniu nobilitowało; dziś to najwyżej zajęcie dla prokuratury, bo pewnie jeden naebany postrzelił drugiego naebanego, całkiem niechcący... Takie "myślistwo".

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
40 minut temu, Astro napisał:

całkowicie bezbronnym wobec technologii zwierzakom

I tak ma być. To nie ma być walka ze zwierzakiem, czy coś w tym rodzaju, a szybkie i skuteczne zabicie. Dlatego np. nie podoba mi się propagowanie w wędkarstwie zasady "złów i wypuść". Ryba to nie zabawka. Złowiona powinna być zjedzona. Oczywiście od tego są i powinny być wyjątki, ale tylko wyjątki.
Pomijając już inne sprawy - wśród pierwotnych myśliwych, a o tych pewnie piszesz, zjedzenie było przejawem szacunku dla ofiary. Zabity zwierzak stawał się częścią myśliwego. I raczej bez ryzyka pomyłki można przyjąć, że był to jeden z czynników chroniących przed wybiciem wszystkiego, co dookoła się ruszało.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jasne, tylko kto wszamał wszystkie te zamordowane dziki? Skutecznie zabija też dobry rzeźnik, dlatego nie widzę różnicy, choć dobry rzeźnik minimalizuje cierpienie dla czyjegoś pełnego brzuszka, a "polski myśliwy"? Obawiam się, że mówimy o kompletnie różnych rzeczach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Astro napisał:

kto wszamał wszystkie te zamordowane dziki

>99,9%, czyli wszystkie zdrowe, jest przeznaczane do wszamania. Całkiem normalnie, jak w przypadku wszystkich innych zamordowanych dzików.
Każdy upolowany dzik musi być zbadany przed wszamaniem i jest to niezależne od ASF. Akurat wirus ASF dla ludzi i innych zwierzaków poza świniami, dzikami i ich krzyżówkami jest całkowicie niegroźny. I żeby było ciekawie - tych zamordowanych dzików wcale nie jest znacząco więcej niż byłoby zamordowanych gdyby ASF nie było, czyli bez odstrzałów sanitarnych.
W całej tej sprawie jest dużo nieporozumień. I polityki też.

5 godzin temu, Astro napisał:

Obawiam się, że mówimy o kompletnie różnych rzeczach.

To skonkretyzuj swoją rzecz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moja "rzecz" jest bardzo prosta. Współczesne myślistwo nie ma nic wspólnego z dbałością o naturę jak i zaspakajaniem fundamentalnych potrzeb (białko).
Owszem, taki "sport" jak wędkarstwo ze swoją regułą "złów i wypuść" to tylko przejaw zwyrodnienia.

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Astro napisał:

Współczesne myślistwo nie ma nic wspólnego z dbałością o naturę jak i zaspakajaniem fundamentalnych potrzeb (białko).

Żeby nie komplikować - możesz to potraktować jako wolnościową hodowlę zwierzaków do zjedzenia. Dzików strzela się 200-300 tys. rocznie, przy zachowaniu stabilnej lub lekko rosnącej populacji. Do tego jelenie, sarny, zające, ptaszory i co tam jeszcze jadalnego po polach i lasach gania. Przelicz to na wagę mięsa - dzik netto jakieś 20-30 kg, inne policz łącznie tyle samo co dzików. Teraz przelicz to na produkcję ferm przemysłowych i zobacz o ile mniej tych ferm musi być. A wszystko to nie tylko bez strat dla środowiska, jak to jest w przypadku produkcji (bo to nie jest przecież hodowla) przemysłowej, ale z korzyścią dla całego ekosystemu. I całkiem inne życie zwierzaków w lesie i tych z produkcji przemysłowej...
Dodaj do tego, co by się działo, gdyby zwierzaki rozmnażały się bez tych odstrzałów. Dziki np. mnożą się błyskawicznie, nawet dwa trzy mioty w roku. Lasów nie oddzielisz skutecznie od rolniczych upraw czy miast. Pójdą tam, tak jak już teraz wchodzą. Co na to rolnicy i ludzie w miastach? Co będzie się działo na drogach, bo ich też nie oddzielisz? Jak Ci się wydaje?
Dolicz do tego, że nadmierne zagęszczenie to łatwe rozprzestrzenianie się chorób, niebezpiecznych też dla zwierząt gospodarskich (jak z tym ASF), a czasem i dla ludzi. I co wtedy? No odstrzał, bo z reguły niewiele więcej można zrobić. Kto będzie wtedy strzelał, jeśli myśliwych nie będzie? Wojsko? Snajperzy ok., ale ilu ich jest, reszta się nie nadaje. Czyli co, napalmem wszystko?
Itd.
Zgadzam się z Tobą, że w myślistwie syfu nie brakuje, chociaż raczej nie on przeważa, jest tylko lepiej widoczny. Ale co w zamian? Profesjonalizacja byłaby bardzo kosztowna, a co najmniej wątpliwe, żeby syf mogła wyeliminować.
 

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, ex nihilo napisał:

Ale co w zamian? Profesjonalizacja byłaby bardzo kosztowna,

Sankcjonowana prawnie na przestrzeni dziejów eliminacja szkodników ludzkich (kara śmierci) wykonywana jest i była przez profesjonalistów (pan kat), pomimo, że chętnych do wykonania tego aktu amatorów byłaby masa. Świat się zmienia technologicznie i również moralnie. Eksterminacja przerostu zwierząt też powinna być prowadzona przez zawodowców, a nie poprzez zaspokajanie chorych  żądzy skumulowanych w myślistwie.

Kasy na to brak? :D

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, 3grosze napisał:

Sankcjonowana prawnie na przestrzeni dziejów eliminacja szkodników ludzkich (kara śmierci) wykonywana jest i była przez profesjonalistów (pan kat)

Niekoniecznie. Podejrzewam, że gdyby zebrać wszystko zusammen do kupki, to zawodowcy byliby w mniejszości. Z takich najbardziej znanych przykładów - kamienowanie, plutony egzekucyjne, rodziny ofiar itd., itp.
 

2 godziny temu, 3grosze napisał:

Eksterminacja przerostu zwierząt

Nie to jest sensem sprawy. Powtórzę - to jest przede wszystkim hodowla zwierzaków do zjedzenia, tyle że w warunkach naturalnych, a nie przemysłowych. Na wolności, a nie w jakichś obozach koncentracyjnych dla zwierząt. I z tą przemysłową produkcją mięsa by trzeba walczyć, to ograniczać, bo to jest znacznie gorsze niż myśliwi i polowania. Też jeśli chodzi o świadomość zjadających. Świnia z fermy ma talerzu jest dla nich tylko mięsem z mięsnego, kotletem, z niczym więcej się nie kojarzy, no może z ceną (promocja dzisiaj była!). Sarna czy dzik nawet po upieczeniu zwierzakiem zostaje.
 

2 godziny temu, 3grosze napisał:

zaspokajanie chorych  żądzy skumulowanych w myślistwie

Rozumiem emocje, ale często przeszkadzają one w obiektywnej ocenie. Czy bywają myśliwi z chorymi żądzami? Tak, bywają, ale raczej nie przekraczają one średniej krajowej. Nie znam dokładnych statystyk, ale przeciętny myśliwy strzela do zwierzaków kilka razy w roku, nawet jak dosyć często jeździ na polowania.
Podejrzewam, i raczej się w tym nie mylę, że tych chorych żądzy znacznie więcej jest wśród rzeźników z ubojni niż wśród myśliwych. Rzadko ktoś zmuszony jest do pracy w ubojni, zwykle to jest swobodny wybór. A co tam się często dzieje... tego w żaden sposób nie da się porównać z polowaniem.
 

2 godziny temu, 3grosze napisał:

Eksterminacja przerostu zwierząt też powinna być prowadzona przez zawodowców

A kto to będzie tym zawodowcem? Ktoś z mniej chorymi żądzami niż myśliwy? Wątpię.
Też zdarzało mi się tak myśleć, że zawodowcy itd., ale jednak to by chyba nie było lepsze. I to nie tylko z powodu kasy.

W lasach i leśnych sprawach przesiedziałem spory kawał życia. I nadal las to mój dom (pustynia czy rzeka też), bardziej niż ten z kamieni i cegieł, z którego piszę. Wchodząc do lasu, nawet takiego zwykłego, przeciętnego, jestem zwierzakiem, takim samym jak inne, które po tym lesie łażą. Tak jak one szukam żarcia - grzybów, malin, dzikich czereśni czy gruszek. A kiedy widzę zająca czy sarnę, niezależnie od tego, że mi się podoba jako zwierzak, zawsze gdzieś tam jest "czy bym go trafił"... Bo jestem drapieżnikiem, takim jak lis czy wilk. Tyle że wszedłem do tego lasu 10000 lat za późno. Chora żądza? Może.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

9 godzin temu, ex nihilo napisał:
11 godzin temu, 3grosze napisał:

Sankcjonowana prawnie na przestrzeni dziejów eliminacja szkodników ludzkich (kara śmierci) wykonywana jest i była przez profesjonalistów (pan kat)

Niekoniecznie. Podejrzewam, że gdyby zebrać wszystko zusammen do kupki, to zawodowcy byliby w mniejszości. Z takich najbardziej znanych przykładów - kamienowanie, plutony egzekucyjne, rodziny ofiar itd., itp.

No ale to już historia !!!

Świat się zmienił technologicznie i zmienia moralnie.

 

9 godzin temu, ex nihilo napisał:
11 godzin temu, 3grosze napisał:

Eksterminacja przerostu zwierząt

Nie to jest sensem sprawy. 

W tym wątku nie jest dla Ciebie.:(

 

9 godzin temu, ex nihilo napisał:

Powtórzę - to jest przede wszystkim hodowla zwierzaków do zjedzenia, tyle że w warunkach naturalnych, a nie przemysłowych. Na wolności, a nie w jakichś obozach koncentracyjnych dla zwierząt. I z tą przemysłową produkcją mięsa by trzeba walczyć, to ograniczać, bo to jest znacznie gorsze niż myśliwi i polowania.

Na osi czasu ludzkości, to ostatnia prosta: w zasadzie dopięliśmy już analizę makro i mikro mięsa,  a technolodzy żywności doszlifowują jego zamiennik na bazie roślinek. 

9 godzin temu, ex nihilo napisał:

Czy bywają myśliwi z chorymi żądzami?

Zabijają dla przyjemności! Wystarczy.

Trzeba ekstremalnie  się wysilać, ich usprawiedliwiać. Tobie też słabo poszło:D, więc musiałeś przeskoczyć na rzeżników (zawód jeszcze istniejący).

9 godzin temu, ex nihilo napisał:
11 godzin temu, 3grosze napisał:

Eksterminacja przerostu zwierząt też powinna być prowadzona przez zawodowców

A kto to będzie tym zawodowcem? Ktoś z mniej chorymi żądzami niż myśliwy? Wątpię.

I jak do rzeżni, czy na szafot;), trafią tam ludzie specyficzni, ale zabijanie nie będzie dostępne pospólstwu.

9 godzin temu, ex nihilo napisał:

Nie znam dokładnych statystyk, ale przeciętny myśliwy strzela do zwierzaków kilka razy w roku, nawet jak dosyć często jeździ na polowania.

I sam sobie odpowiedziałeś: jak taki pożal się Boże amator od siedmiu boleści, może szybko i skutecznie zabić, a nie mnożyć postrzałki.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

De facto myśliwi to jedyna grupa której powinno zależeć na podtrzymaniu liczebności zwierzyny. Dla lasów Państwowych każdy zwierz w lesie to szkodnik. Od kornika,zająca,sarny,dzika po żubry. Przeszkadzają im w uprawie drzew, zmuszają do  grodzenia młodych nasadzeń, itd.

Dlatego co mądrzejsi myśliwi łapią się za głowę jak widzą plany rządu na depopulację np. dzika. Rezultat będzie wiadomy, to już nie Niemiec czy inny myśliwy z Europy będzie się podniecał jakby zabił lwa, jak ustrzeli w Polsce dzika. Tylko Polak będzie musiał jechać na wschód żeby uprawiać(nie pochwalane przeze mnie) swoje hobby, 

 

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 10.01.2020 o 18:07, ex nihilo napisał:

Co do myśliwych - różni są. Ale gdyby ich nie było, kłusowników byłoby znacznie więcej

Jakoś to do mnie nie przemawia. Czym właściwie różni się myśliwy od kłusownika? Tym, że myśliwy płaci i być może przestrzega zasad polowań? A te zasady polowań (terminy, wielkość zwierzyny itp.) to ustala się "dla dobra" zwierząt? Czyli: "wytępiliśmy zające to przerzucamy się na dziki"?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 11.01.2020 o 19:11, ex nihilo napisał:

Przelicz to na wagę mięsa - dzik netto jakieś 20-30 kg

2018: spożycie "radosnych świnek" 42,6 kg na łeb (GUS), co daje circa 1,6 mld kg mięcha, dziki - jako górne ograniczenie coś kole 9 mln kg, czyli udział dziki/świnie jakieś 5 promili... Kompletnie mnie to nie przekonuje do niczego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
52 minuty temu, ex nihilo napisał:

p. tym:

nie, no to jest już patologia najwyższych lotów, ale nie zmienia to faktu że strzelanie w lesie gdzie mogą być ludzie jest niemal równie chore... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zapomniałem dodać, że dzik to oczywiście głównie produkt eksportowy, bo przeciętny Nowak z 500+ na pasztet z dzika sobie nie może pozwolić - tak, wolno biegający dzik jest zdecydowanie droższy niż upodlona świnia, do której trzeba i prądu, i paszy, i kuuupy wody.

Godzinę temu, Astro napisał:

Kompletnie mnie to nie przekonuje do niczego.

Może nie do końca (przepraszam za autocytat), ale może kogoś przekonuje (co od dawna wiem). To doskonały argument do zrozumienia "determinacji w zwalczaniu" ASF. No w końcu, nie daj bohu, jeśli taki ASF trafi do obozu koncentracyjnego liczącego circa tyle "radosnych świnek", co cała populacja dzików w Polsce...
W innym temacie obok Darek napisał:

4 godziny temu, darekp napisał:

P.S. Nie jestem pewien, czy w dzisiejszych czasach nie jest "postępowo" skręcić w inną stronę: https://tech.wp.pl/globalne-ocieplenie-kanibalizm-jako-nowy-sposob-walki-ze-zmianami-klimatycznym-6423355367561345a  

co może być ciekawe ;), ale na chłopski rozum (co nie jest moim jakimkolwiek problemem): skoro ASF dla ludzi nie jest groźny, to jaka różnica w mięsie padłym na ASF, a mięsie zarżniętym? Białko to białko...

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 12.01.2020 o 08:42, 3grosze napisał:

No ale to już historia !!!

Świat się zmienił technologicznie i zmienia moralnie.

W niektórych miejscach na świecie historia, w innych nie.
Technologie zabijania faktycznie się w jakimś stopniu zmieniły, ale moralność jest niezmienna od neolitu - forsa i władza za wszelką cenę. A moralne pierdoły to kit dla pospólstwa, które nie ma ani jednego, ani drugiego. Zwiększyła się natomiast hipokryzja, od skali "ku**wa" zamiast tego, co być tam powinno, chociaż wszyscy wiedzą, co być ma, do skali nie tylko "tu", ale i "tam".
Co do profesjonalnych katów - to w sumie nic innego, jak zwykłe "brudną robotę niech robią inni, ja chcę mieć czyste ręce". Tutaj trochę więcej o katach i w ogóle takich sprawach:
http://www.zjk.centrix.pl/index.php/szubienica/
Warto przeczytać opis remontu szubienicy (rozłożenie odpowiedzialności na wszystkich)
 

W dniu 12.01.2020 o 08:42, 3grosze napisał:

Zabijają dla przyjemności! Wystarczy.

No tak... niech zabijają inni, w rzeźni, a ja kupię mięsko w tescu i będę miał przyjemność jedzenia. Czysta hipokryzja i nic więcej.
A teza "zabijają dla przyjemności {zabijania]" odnosi się do niewielkiego raczej odsetka myśliwych. Nie na tym to polega. ale...
Poza tym nie wiem czy zabijanie dla forsy (rzeźnicy, profesjonaliści) w czymkolwiek jest lepsze od tego, jak to określasz "dla przyjemności". Jest tyle innych zawodów, bez zabijania.
 

W dniu 12.01.2020 o 08:42, 3grosze napisał:

zabijanie nie będzie dostępne pospólstwu.

Tak, jeśli myszy, szczury & co. też będą zabijać tylko profesjonaliści. Może muchy, komary i inne "szkodniki" też. Myszy i szczury są nie mniej rozwinięte psychicznie niż sarny czy dziki.
 

W dniu 12.01.2020 o 08:42, 3grosze napisał:

jak taki pożal się Boże amator od siedmiu boleści, może szybko i skutecznie zabić, a nie mnożyć postrzałki.

No nie wiem czy "amator od siedmiu boleści". Strzelanie na polowaniu, to nie wszystko, są np. tacy, którzy ogólnie strzelają bardzo dużo, a polują "ze strzałem" raz czy dwa w roku. W Polsce jest ponad 70 strzelnic myśliwskich, specjalnie przystosowanych, a do tego są zwykłe strzelnice, co najmniej w takiej samej ilości. Poza tym cała masa zawodów strzeleckich dla myśliwych, tytuły, nagrody itd. I myśliwi tam strzelają.
Wg statystyk 80-90% strzałów kończy się natychmiastową ("w ogniu") śmiercią zwierzaka. Postrzałki się zdarzają, taka jest natura rzeczy. Myśliwi mają obowiązek każdego postrzałka wytropić i dobić.
 

4 godziny temu, Astro napisał:

udział dziki/świnie jakieś 5 promili...

Jeśli to jedna tuczarnia przemysłowa, to i tak dobrze, bo jedna mniej. Eksport nie ma znaczenia, bo nieważne kto zje. A te z tuczarni też w znacznej części idą na eksport. Obliczeń nie sprawdzałem, nie to jest istotne ile, ale że w ogóle.
 

4 godziny temu, Warai Otoko napisał:

strzelanie w lesie gdzie mogą być ludzie jest niemal równie chore

A co robić? Truć?
W Polsce jest bardzo niewiele (i coraz mniej) miejsc, gdzie można próbować utrzymać jako taką równowagę biologiczną w przypadku dużych ssaków, ale do tego i tak brakuje dużych drapieżników. I raczej nie będzie społecznej i politycznej zgody na zwiększenie ich populacji do odpowiedniego poziomu.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, ex nihilo napisał:

W niektórych miejscach na świecie historia, w innych nie.

W niektórych miejscach na świecie zamiast papieru toaletowego używa się jeszcze palca. Będzie to wytłumaczeniem dla wzięcia przykładu?

11 godzin temu, ex nihilo napisał:

A moralne pierdoły to kit dla pospólstwa, które nie ma ani jednego, ani drugiego. Zwiększyła się natomiast hipokryzja, od skali "ku**wa" zamiast tego, co być tam powinno, chociaż wszyscy wiedzą, co być ma, do skali nie tylko "tu", ale i "tam".

Tak jak inne "moralne pierdoły": nie śmieć w lesie, nie pal plastikiem, nie sr** gdzie popadnie. Od "moralnych pierdoł" świat się zmienia. Np moralna pierdoła " nie molestuj dzieci" w skali cywilizacji to nowość.

11 godzin temu, ex nihilo napisał:

Wg statystyk 80-90% strzałów kończy się natychmiastową ("w ogniu") śmiercią zwierzaka.

W ubojni 100%

11 godzin temu, ex nihilo napisał:

A teza "zabijają dla przyjemności {zabijania]" odnosi się do niewielkiego raczej odsetka myśliwych.

A pozostałe 90% to miłośnicy  "noszenia" strzelby, których nie zakwalifikowano do OTK.

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 godzin temu, ex nihilo napisał:

A co robić? Truć?
W Polsce jest bardzo niewiele (i coraz mniej) miejsc, gdzie można próbować utrzymać jako taką równowagę biologiczną w przypadku dużych ssaków, ale do tego i tak brakuje dużych drapieżników. I raczej nie będzie społecznej i politycznej zgody na zwiększenie ich populacji do odpowiedniego poziomu.

Wcześniej proponowałem co można zrobić, ale w skrócie informować i zabezpieczać las w taki sposób żeby było to jak najbezpieczniejsze dla ludzi. Traktować to jak najwyższy stopień zagrożenia życia dla ludzi. No i oczywiście nie narażać ludzi dla sportu, tylko w najwyższej potrzebie np. tej regulacji o której mówisz (o ile jest bezwzględnie potrzebna - bo nie wiem jakie są wyniki badań w tej kwestii). 

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, 3grosze napisał:

W niektórych miejscach na świecie zamiast papieru toaletowego używa się jeszcze palca. Będzie to wytłumaczeniem dla wzięcia przykładu?

W niektórych miejscach na świecie (tych "prymitywnych" bardziej!) tyłek się myje po użyciu, a nie rozmazuje po nim gówna papierkiem, więc...
 

10 godzin temu, 3grosze napisał:

Tak jak inne "moralne pierdoły": nie śmieć w lesie, nie pal plastikiem, nie sr** gdzie popadnie. Od "moralnych pierdoł" świat się zmienia. Np moralna pierdoła " nie molestuj dzieci" w skali cywilizacji to nowość.

Sumarycznie? Może się i zmienia, ale raczej nie tak (w domyśle "na lepsze") jak piszesz. Jeśli nawet jest jakaś poprawa procentowa (a jest?), to ilość ludzi się zwiększa, czyli sumarycznie, netto, "moralność świata" się zmniejsza.
Z tym molestowaniem dzieci - może w skali cywilizacji to nowość (chociaż też nie), ale w społecznościach pierwotnych z reguły dzieci były objęte tabu, i to bardzo silnym. Inaczej była określana granica między dzieckiem a dorosłym - obiektywnie, biologicznie, a nie biurokratycznie, jak teraz.
 

10 godzin temu, 3grosze napisał:

W ubojni 100%

Się mylisz...  Nikt nie sprawdza każdego zwierzaka osobno. A żadna stosowana w praktyce procedura nie zapewnia 100% skuteczności i pewności, bo reakcje są różne, czyli jest tam jakaś statystyka - część zwierzaków idzie do dalszej obróbki jeszcze żywa... Są filmy z ubojni itd. A to tylko technologiczna norma, pominąłem sprawy całkiem patologiczne, takie jak celowe znęcanie się, co nie jest rzadkie, niesprawny sprzęt, brak profesjonalizmu itd. No i samo "życie" przed śmiercią...
 

10 godzin temu, 3grosze napisał:

A pozostałe 90% to miłośnicy  "noszenia" strzelby, których nie zakwalifikowano do OTK.

Po co chodzić na polowania, płacić, czas tracić, jeśli można sobie hodować masowo króliki, szczury czy inne jakieś i mieć przyjemność zabijania codziennie i bez ograniczeń. No nie?
 

8 godzin temu, Warai Otoko napisał:

żeby było to jak najbezpieczniejsze dla ludzi. Traktować to jak najwyższy stopień zagrożenia życia dla ludzi.

Sprawdź ile jest rocznie wypadków z "cywilami" (2?, 3?) i porównaj z innymi zagrożeniami. Większość wypadków na polowaniach to postrzelenie siebie lub innego myśliwego, a to już jest dobrowolne ryzyko każdego, kto idzie na polowanie.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, ex nihilo napisał:

Sumarycznie? Może się i zmienia, ale raczej nie tak (w domyśle "na lepsze") jak piszesz. Jeśli nawet jest jakaś poprawa procentowa (a jest?), to ilość ludzi się zwiększa, czyli sumarycznie, netto, "moralność świata" się zmniejsza.

To już z Twojej strony jakaś ignorancja.

1. Zabronione i zlikwidowane (zaraz wyjedziesz z wyjątkami, wiem) niewolnictwo.

2. Kobiety stały się nie tak dawno pełnoprawnym,i ludżmi (prawa wyborcze uzyskały).

3.Dzieci pracować nie mogą.

4.Psy musza być na 3m łańcuchu.

I zawsze znależli się kontestatorzy, którym w głowie się nie mieściło, że te i inne "pierdoły moralne"* są  potrzebne. 

*dla Rydzyka katolika ( @Ergo Sum) to hodowla zwierząt na futerka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. https://pl.wikipedia.org/wiki/Niewolnictwo#Niewolnictwo_współczesne
2. Formalnie, bo faktycznie różnie z tym bywa, zwłaszcza w Azji. Ale nierównoprawność w w ogóle wynalazek cywilizacji, więc...
3. Popatrz na praktykę na świecie, a nie teorię.

Niestety, ale moralne pierdoły na ogół pierdołami pozostają, bo decyduje forsa... I to coraz bardziej, bo teraz cały świat w ten wyścig o forsę został włączony. A Europa czy Ameryka, to, co u  nich by nie przeszło, wypycha do Azji czy Afryki.
I licz raczej ilość ludzi, a nie procenty. Ilościowy rachunek wyjdzie inaczej niż procentowy. Np. oblicza się, że niewolników (faktycznych, a nie formalnych) pdp może być teraz więcej niż w sumie w całej dotychczasowej historii świata.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
33 minuty temu, ex nihilo napisał:

3. Popatrz na praktykę na świecie, a nie teorię.

- W tym roku, pierwszy raz w 10 000 letniej historii cywilizacji większość ludzi na Ziemi nie jest już na skraju ubóstwa.

-  Od roku 1994 globalna ilość samobójstw spadła o 38%, miliony ludzkich istnień.

- Bangladesz ogłosił redukcję śmiertelności wśród dzieci o 78% na przestrzeni 28 lat, co jest największą zmianą w historii świata.

- W 30 największych miastach USA zanotowano znaczny spadek przestępstw, w tym morderstw, aż o 7.6% mniejszy niż w 2017.

- Naród Niemiecki pomimo przyjęcia gigantycznej ilości uchodźców (:D:D:D) również zanotował spadek przestępczości aż o 10%, co daje najniższy wynik od 30 lat.

 

Nihilo, okulary zaszły Ci sadzą. Przetrzyj je czystą ściereczką.:)

33 minuty temu, ex nihilo napisał:

I licz raczej ilość ludzi, a nie procenty. Ilościowy rachunek wyjdzie inaczej niż procentowy.

Przecież to byłoby nielogiczne.(patrz niżej)

 

33 minuty temu, ex nihilo napisał:

Np. oblicza się, że niewolników (faktycznych, a nie formalnych) pdp może być teraz więcej niż w sumie w całej dotychczasowej historii świata.

No ale skoro procentowo spadło, więc się polepszyło: mniejsza część owej populacji jest zniewolona.

 

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Polski Narodowy Instytut Leków (NIL) informuje, że aż 25% przebadanych przezeń suplementów diety ma skład inny niż deklarują producenci. Dobra wiadomość jest taka, że w żadnym z 50 popularnych suplementów nie odkryto zanieczyszczeń ani szkodliwych związków.
      Jak powiedziała „Gazecie Prawnej” Anna Kowalczyk, dyrektor NIL, standardy wymagają, by zawartość składników aktywnych w produkcie była nie mniejsza niż 90%. Tymczasem okazało się, że w jednym z preparatów zawierających ostryż długi, który ma pomagać na problemy z wątrobą, środka tego jest zaledwie 3%. Niektóre suplementy z witaminami B2 i B6 zawierały ich 30% ilości zadeklarowanych na ulotce, preparaty reklamowane jako pomagające w walce z objawami menopauzy miały w sobie 18% deklarowanej ilości izoflawonów soi i 38% obiecywanych izoflawonów koniczyny czerwonej. W preparatach stwierdzono też mniej niż deklarowana ilość witaminy D. Ulotki suplementów podawały natomiast prawdziwe dane odnośnie zawartości składników mineralnych jak żelazo czy wapń.
      Rynek suplementów rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie. Do końca listopada ubiegłego roku klienci wydali na te preparaty 3,4 miliarda PLN. To o 200 milionów więcej, niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Szacuje się, że suplementy przyjmuje 20% Polaków. Większość z nich nie dostrzega różnicy pomiędzy lekami bez recepty a suplementami, uznaje je za środki całkowicie bezpieczne. Znaczna część sądzi też, że suplementy można przyjmować bez ograniczeń.
      Suplementy od dawna budzą liczne kontrowersje. Niejednokrotnie informowaliśmy, że – w przeciwieństwie do prawidłowej diety – nie przyczyniają się one na zmniejszenie ryzyka zgonu, o pojawiających się coraz częściej ostrzeżeniach przed suplementami czy o szkodliwych skutkach ich nadmiernego spożywania. Mogą jednak pomagać osobom chorym, a być może również przynosić korzyści zdrowym.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Psy spontanicznie przetwarzają liczby w wydzielonym obszarze mózgu, który blisko odpowiada obszarowi mózgu odpowiedzialnemu za przetwarzanie liczb u ludzi, wykazali naukowcy z Emory University. Nasze badania nie tylko wykazały, że do przetwarzania liczb psy wykorzystują te same obszary mózgu co ludzie, ale pokazały również, że nie muszą być w tym celu szkolone, mówi profesor Gregory Berns.
      Zrozumienie tego mechanizmu, zarówno u ludzi jak i u zwierząt, daje nam wgląd w ewolucje mózgu i jego obecne funkcjonowanie, dodaje współautorka badań, profesor Stella Lourenco. Jak zauważa uczona, dzięki takim badaniom możemy w przyszłości leczyć różne choroby nózgu czy udoskonalać systemy sztucznej inteligencji.
      Eksperyment polegał na obrazowaniu mózgu psów za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) podczas gdy zwierzętom wyświetlano na ekranie rożną liczbę kropek. Badania wykazały istnienie reakcji w korze ciemieniowo-skroniowej w odpowiedzi na zmieniającą się liczbę kropek. Kropki, niezależnie od ich liczby, miały zawsze taką samą powierzchnię, dzięki czemu wiadomo było, że mózg reaguje na zmiany liczby, a nie powierzchni.
      Mózg potrafi zgrubnie oszacować liczbę przedmiotów, dzięki czemu można np. ocenić liczbę zbliżających się drapieżników czy ilość jedzenia. Mamy dowody, że tego typu reakcja zachodzi już u ludzkich niemowląt. Teraz widzimy, że wykazują ją też psy i to w podobnym obszarze mózgu.
      Podstawowa umiejętność oceny liczby przedmiotów nie opiera się na myśleniu symbolicznym ani treningu i wydaje się powszechnie występować u zwierząt. Jednak dotychczas większość badań prowadzono na zwierzętach, które przed eksperymentami były intensywnie trenowane. Wiele takich badań prowadzono np. na małpach, ale nie było wiadomo, czy podobne zdolności wykazują inne zwierzęta poza naczelnymi nieczłowiekowatymi, gdyż małpy były wcześniej trenowane i nagradzane za wybranie obrazka z większą liczbą kropek. Podobne badania na psach wykazały, że i one potrafią odróżniać liczbę przedmiotów. Jednak również w tym wypadku psy były wcześniej trenowane.
      Berns to pomysłodawca Dog Project, w ramach którego badane są różne mechanizmy ewolucyjne u psów. To właśnie w ramach tego projektu przeprowadzono obecne badania. Pierwsze, podczas których kwestię odróżniania liczby przez psy postanowiono sprawdzić za pomocą rezonansu magnetycznego u zwierząt, których wcześniej nie uczono.
      W eksperymencie wzięło udział 11 psów różnych ras. Nauczono je jedynie wchodzenia do maszyny i pozostawania w niej bez ruchu. Następnie zwierzętom wyświetlano różną liczbę kropek. U 8 z 11 psów zauważono większą aktywność kory ciemieniowo-skroniowej w reakcji na zmieniającą się liczbę kropek.
      Odwołaliśmy się do źródła, obserwując bezpośrednio mózgi psów i sprawdzaliśmy, jak reagują neurony na zmiany liczby kropek. Pozwoliło nam to na wyeliminowanie słabości poprzednich badań behawioralnych nad psami i innymi zwierzętami, mówi główna autorka badań, Lauren Aulet.
      Psy i ludzi dzieli 80 milionów lat ewolucji. Badania te dowodzą, że zdolność do postrzegania liczb jest co najmniej tak stara, dodaje Berns. Jesteśmy zdolni do przeprowadzania skomplikowanych obliczeń właśnie dlatego, że posiadamy podstawową zdolność do postrzegania liczby. Zdolność, którą dzielimy z innymi zwierzętami. Chciałabym się dowiedzieć, jak wyewoluowaliśmy umiejętność przeprowadzania złożonych obliczeń i jak zdolność ta rozwija się u każdego z osobna, dodaje Aulet.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Skany mózgów pracowników amerykańskiej ambasady w Hawanie, którzy mogli paść ofiarami tajemniczego ataku sprzed dwóch lat, ujawniły potencjalne nieprawidłowości, które mogą być powiązane z wykazywanymi przez nich objawami. Badania wykazały, że ich mózgi wyglądają inaczej niż mózgi grupy kontrolnej.
      Jak informuje zespół z University of Pennsylvania u badanych pracowników ambasady stwierdzono średnią mniejszą ilość istoty białej oraz zmiany mikrostrukturalne, które mogą wpływać na przetwarzanie sygnałów dźwiękowych oraz wzrokowych informacji przestrzennych. Autorzy badań mówią jednak, że ich wyniki są niejednoznaczne. Nie odpowiadają bowiem znanym uszkodzeniom mózgu, a objawy widoczne u badanych nie różnią się w zależności od zauważonych nieprawidłowości.
      To unikatowe wyniki, wcześniej takich nie widziałam. Nie wiem, co mogło je spowodować, mówi profesor obrazowania medycznego Ragini Verma.
      Niezależni eksperci zgadzają się, że wyniki badań są niejednoznaczne i że nie wiadomo, czy dyplomaci padli ofiarami jakiego ataku i czy doszło u nich do uszkodzeń mózgu.
      To już kolejne prace, których celem jest określenie stanu zdrowia amerykańskich dyplomatów. Wcześniejsze badania były szeroko krytykowane za liczne błędy.
      Na pewno wiemy, że amerykańscy dyplomaci pracujący na Kubie skarżyli się na dziwne odczucia i dźwięki. Po tym wielu z nich było leczonych z powodu problemów ze snem, zawrotów i bólów głowy, problemów z koncentracją, utrzymaniem równowagi, zaburzeniami wzroku i słuchu. Do dzisiaj nie wiadomo, co się stało, a śledztwo prowadzone przez FBI i służby kubańskie nie dało nawet odpowiedzi na pytanie, czy miał miejsce jakiś rodzaj ataku.
      Na potrzeby najnowszych badań porównano ilość istoty białej u chorujących dyplomatów z jej ilością u zdrowych ochotników. U dyplomatów jej ilość wynosiła średnio 542 cm3, u ochotników było to 569 cm3. U dyplomatów znaleziono też dowody na słabszą sieć połączeń w obszarach mózgu odpowiedzialnych za przetwarzanie dźwięków i obrazów.
      Następnie przystąpiono do badań na poziomie mikroskopowym. Gdy dochodzi do uszkodzenia mózgu i ginie komórka nerwowa, uszkodzenie można zmierzyć badając dyfuzję wody. Wraz ze wzrostem liczby uszkodzeń zwiększa się dyfuzja wody, gdyż jest mniej komórek, wewnątrz których się ona znajduje i które organizują jej przepływ w konkretnych kierunkach. Tutaj uzyskane wyniki zaskoczyły naukowców. Okazało się, że dyfuzja wody, zamiast się zwiększyć, zmniejszyła się w części mózgu zwanej robakiem, a frakcjonowana anizotropia, która jest wskaźnikiem integralności włókien istoty białej, zwiększyła się, zamiast się zmniejszyć. Profesor Verma podejrzewa, że te zadziwiające wyniki to skutek spadku zawartości wody w mózgach dyplomatów, jednak podkreśla, że to jedynie domysły.
      Profesor Paul Matthews, ekspert od mózgu z Imperial College London, stwierdza, że zarejestrowane różnice są małe, nie odpowiadają znanym wzorcom uszkodzeń i nie wykazano, że doszło do jakichś zmian przed i po wydarzeniach na Kubie. Uczony podkreśla, że z badań tych nie da się wyciągnąć jednoznacznych wniosków. Podobnego zdania są inni eksperci.
      Tymczasem kanadyjscy dyplomaci, którzy również doświadczyli podobnych objawów, pozwali swój rząd do sądu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Upały, które właśnie nadciągnęły nad Polskę, mogą oznaczać problemy dla elektrowni. Im jest cieplej, tym więcej urządzeń chłodzących włączają ludzie, a to oznacza duże wzrosty zużycia prądu. Tymczasem polskie elektrownie są chłodzone głównie wodą z rzek. To powoduje dwa problemy. Po pierwsze stany rzek są niskie, po drugie, ze względu na wymogi ochrony środowiska, woda użyta do chłodzenia bloków energetycznych nie może być zbyt gorąca przed zrzuceniem jej do rzeki. To zaś oznacza, że albo trzeba obniżyć moc elektrowni, czyli produkować mniej prądu, albo włączyć dodatkowe schładzacze, a to zwiększa straty energii. Jak powiedział Rzeczpospolitej profesor Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej, w tym roku jeszcze polski system energetyczny powinien dać sobie radę, jednak sytuacja będzie się pogarszała i w kolejnych latach powinniśmy przygotować się na wyłączenia prądu.
      W Polsce przemysł węglowy pobiera aż 70% całej używanej wody. Dla porównania w Niemczech jest to 18%, a w całej UE – 13,7%. To jednak nie oznacza, że tylko Polska jest narażona na kłopoty. Jak mówi Mielczarski, cała Europa może już w ciągu najbliższych 2–3 lat doświadczyć blackoutów spowodowanych upałami. Oczywiście Polska może w razie potrzeby kupić prąd za granicą, jednak to zabezpieczenie coraz bardziej iluzoryczne. Naszymi potencjalnymi dostawcami prądu mogą być Czesi lub Niemcy. Tymczasem w samym tylko czerwcu niemiecki system energetyczny aż czterokrotnie był na granicy załamania.
      Polskim problemem jest energetyka oparta w dużej mierze na węglu oraz fakt, że nasze elektrownie były budowane głównie w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, kiedy nawet w lecie występowały obfite opady. Wówczas nie brakowało wody do chłodzenia elektrowni. Obecnie jest z tym coraz większy kłopot.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kwestie dotyczące szczepień i szczepionek są ostatnio przedmiotem gorących sporów. Ruchy antyszczepionkowe odnoszą sukcesy, wskutek czego notuje się wzrost zachorowań np. na odrę. W dyskusjach na temat szczepień często padają argumenty o inteligencji czy wykształceniu. Raport Wellcome Trust pozwoli rozstrzygnąć przynajmniej ten aspekt sporu.
      Wellcome Global Monitor 2018 to raport, którego celem było zbadania, jak ludzie odnoszą się do nauki i kwestii związanych ze zdrowiem. To największe tego typu badania na świecie, w ramach których zebrano ankiety od ponad 140 000 osób z ponad 140 krajów świata. Osobny rozdział poświęcono kwestii szczepień.
      Ankietowanych pytano przede wszystkim, czy słyszeli o istnieniu szczepionek. Okazało się, że 89% światowej populacji jest świadomych ich istnienia, nie słyszało o nich 10%, a 1% albo nie wiedział, albo odmówił odpowiedzi. Największą świadomość na temat istnienia szczepionek mają ludzie ze świata zachodniego. W Ameryce Północnej, Australii i Nowej Zelandii 98% mieszkańców wie, że szczepionki istnieją. W Europie Zachodniej odsetek ten wynosi 95%, zaś w Europie Wschodniej 92%. Bardziej świadomi są mieszkańcy Europy Południowej (97%) i Północnej (96%).
      Obraz naszego kręgu kulturowego nie jest już tak różowy, gdy zapytamy o bezpieczeństwo szczepionek. Na pytanie „czy szczepionki są bezpieczne” odpowiedź była silnie zróżnicowana w zależności od regionu. Światowa średnia odpowiedzi „zdecydowanie tak” oraz „tak” wynosiła 79%, natomiast odpowiedzi „nie” i „zdecydowanie nie” udzieliło 7% mieszkańców Ziemi.
      W Ameryce Północnej odsetek odpowiedzi „zdecydowanie tak” i „tak” wyniósł 72%, a 11% uważało, że szczepionki nie są bezpieczne. Dla Australii i Nowej Zelandii odsetek osób twierdzących, że szczepionki są bezpieczne wyniósł 82%, a niebezpieczne – 7%. W Europie Wschodniej jedynie 50% mieszkańców uważa, że szczepionki są bezpieczne, a 17% uznaje je za niebezpieczne. Wśród mieszkańców Europy Zachodniej z opinią, że szczepionki są bezpieczne zgadza się co prawda 59%, ale aż 22% uważa, że są niebezpieczne. Dla Europy Północnej odsetek ten wynosi, odpowiednio, 73% i 10%, a dla Europy Południowej jest to 76% i 10%. Największe zaufanie do szczepionek mają zaś mieszkańcy Azji Południowej, którzy w 95% zgadzają się, że szczepionki są bezpieczne. W Afryce zaufanie do szczepionek waha się od 77 do 85%.
      Nietrudno zauważyć, że największe zaufanie do szczepionek mają mieszkańcy tych krajów, w których szczepionki są najczęściej stosowane i gdzie ratują miliony istnień. Z opinią „szczepionki są bezpieczne” zgadza się najwięcej mieszkańców Bangladeszu i Egiptu (po 97%), następnie Etiopii, Liberii i Tanzanii (po 69%), Indii (95%), Afganistanu i Rwandy (94%) czy Tajlandii, Sierra Leone, Uzebkistanu i Wenezueli (93%). Na pytanie o to, czy szczepionki są efektywne, najczęściej twierdząco odpowiadają mieszkańcy Rwandy (99%), Bangladeszu, Etiopii i Islandii (97%), Afganistanu i Egitpu (96%), Indii, Tadżykistanu i Uzbekistanu (95%), Kambodży, Komorów, Malawi, Tajlandii i Wenezueli (94%) oraz Mjanmy, Norwegii i Sierra Leone (93%). Z kolei z opinią, że szczepienie dzieci jest ważne najczęściej zgadzają się mieszkańcy Egiptu, Etiopii, Nikaragui i Cypru (100%), Bangladeszu, Burundi, Kambodży, Kolumbii, Dominikany, Ekwadoru, Hondurasu, Islandii, Jordanii, Nepalu, Palestyny, Rwandy, Sierra Leone, Tanzanii i Wenezueli (99%). Brazylii, Salwadoru, Iraku, Kenii, Libanu, Liberii, Madagaskaru, Mozambiku, Nigerii, Norwegii, Tadżykistanu, Tajlandii i Ugandy (97%).
      Światowym rekordzistą w odsetku sceptyków jest zaś Francja. Tam aż 33% ankietowanych odpowiedziało, że szczepionki nie są bezpieczne. Na drugim miejscu znajdziemy Gabon (26%), następnie Togo (25%), Rosję (24%), Szwajcarię (22%), Armenię, Austrię, Belgię i Islandię (po 21%) i Burkina Faso oraz Haiti (po 20%). Z opinią, że szczepionki są bezpieczne nie zgadza się 28% mieszkańców Liberii, 19% mieszkańców Francji, a kolejne kraje to Nigeria (16%), Namibia i Peru (15%) oraz Uganda (13%), Armenia, Gabon, Rosja, Togo (po 12), Austria, Indonezja i Holandia (po 11%). Z kolei na pytanie, czy szczepienie dzieci jest ważne, najczęściej przecząco odpowiadali mieszkańcy Armenii i Austrii (12%), Francji (10%), Rosji i Szwajcarii (9%), Azerbejdżanu, Białorusi i Włoch (8%) oraz Bułgarii, Mołdowy i Czarnogóry (7%).
      Niezwykle interesująco wygląda rozkład pod kątem poziomu wykształcenia.
      Opinię, że szczepionki nie są bezpieczne, wyraża 7% ludności świata. Dla osób z wykształceniem co najwyżej podstawowym odsetek ten wynosi 7%, dla osób z wykształceniem średnim jest to 8%, a dla osób z wykształceniem wyższym wzrasta do 10%.
      W Ameryce Północnej odsetek osób twierdzących, że szczepionki nie są bezpieczne, wynosi 11%. Wśród osób z wykształceniem podstawowym jest to 20%, ze średnim – 12%, a z wyższym – 9%. W Europie Zachodniej aż 22% osób twierdzi, że szczepionki nie są bezpieczne. Uważa tak 25% osób z wykształceniem podstawowym, 22% ze średnim i 17% z wyższym. Zupełnie inny obraz widzimy w Europie Wschodniej. Tutaj 17% ankietowanych twierdzi, że szczepionki są niebezpieczne i odsetek ten rośnie wraz z wykształceniem. Dla osób o wykształceniu podstawowym wynosi on 12%, dla tych z wykształceniem średnim jest to 15%, a z wyższym aż 20% i jest to najwyższy odsetek w tej grupie na całym świecie.
      Podobne, zaskakujące dla niektórych, wyniki przynosi badanie ze względu na miejsce zamieszkania.
      Na całym świecie 9% mieszkańców wielkich miast i ich przedmieść twierdzi, że szczepionki są niebezpieczne. Dla małych miasteczek odsetek ten wynosi 7%, a dla wsi spada do 6%. Jeśli spojrzymy na Amerykę Północną, to zauważymy, ze tam 9% wielkich miast uważa szczepionki za niebezpieczne, odsetek ten rośnie do 15% w przypadku miasteczek i spada do 10% wśród mieszkańców wsi. Z kolei w Europie Zachodniej aż 20% mieszkańców wielkich miast twierdzi, że szczepionki nie są bezpieczne. W małych miasteczkach jest to 22%, a na wsiach – 25%. Inne zjawisko widzimy w Europie Wschodniej. Tutaj 19% mieszkańców wielkich miast uważa szczepionki za niebezpieczne, w miasteczkach jest to 14%, a na wsiach 16%.
      Wygląda więc na to, że w naszym regionie ruchy antyszczepionkowe znajdują największy posłuch wśród wykształconych mieszkańców dużych miast.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...