Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Niechęć do wilków jest ponadpartyjna. Myślistwo jest tu wspólnym mianownikiem

Recommended Posts

Weź honorowo pójdź na świnię w czasach zacnych, obecnymi zwanymi. Ubaw pewnie będzie, bo jeśli pójdziesz do lasu, to zgubisz się, niedźwiedzia nie spotkasz, a psy pewnie cię poszarpią... albo jeże. Malin o tej porze roku raczej nie uświadczysz. W ogóle, to wszyscy w domu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Astro napisał:

Weź honorowo pójdź na świnię w czasach zacnych, obecnymi zwanymi. Ubaw pewnie będzie, bo jeśli pójdziesz do lasu, to zgubisz się, niedźwiedzia nie spotkasz, a psy pewnie cię poszarpią... albo jeże. Malin o tej porze roku raczej nie uświadczysz. W ogóle, to wszyscy w domu?

Więc do brzegu: "Owszem, ale dzisiejsze "polowanie" i "myślistwo" nie ma nic wspólnego z tym, o czym myślimy zapewne". 

O jakim myślistwie więc raczysz mysleć?

Share this post


Link to post
Share on other sites

O takim, którego dziś nie ma, i zgodnie z literą "prawa" być tutaj nie może. Współczesny "polski myśliwy" to zwyczajnie mięso dla psychoanalityka - nic więcej.

Nie wiem czy bardziej współczuć myśliwym, czy psychoanalitykom, ale ze swej strony najbardziej współczuję całkowicie bezbronnym wobec technologii zwierzakom, których postura nie tyle niedźwiedzia przypomina, co zaszczutą świnkę...

No dodam... Myśliwy współcześnie nie ma nic wspólnego z POLOWANIEM, co kiedyś czyniło nas ludźmi. Dla mnie "myśliwy" obecnie to synonim rzeźnika.

Dodam jeszcze, że kiedyś zginąć na polowaniu nobilitowało; dziś to najwyżej zajęcie dla prokuratury, bo pewnie jeden naebany postrzelił drugiego naebanego, całkiem niechcący... Takie "myślistwo".

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
40 minut temu, Astro napisał:

całkowicie bezbronnym wobec technologii zwierzakom

I tak ma być. To nie ma być walka ze zwierzakiem, czy coś w tym rodzaju, a szybkie i skuteczne zabicie. Dlatego np. nie podoba mi się propagowanie w wędkarstwie zasady "złów i wypuść". Ryba to nie zabawka. Złowiona powinna być zjedzona. Oczywiście od tego są i powinny być wyjątki, ale tylko wyjątki.
Pomijając już inne sprawy - wśród pierwotnych myśliwych, a o tych pewnie piszesz, zjedzenie było przejawem szacunku dla ofiary. Zabity zwierzak stawał się częścią myśliwego. I raczej bez ryzyka pomyłki można przyjąć, że był to jeden z czynników chroniących przed wybiciem wszystkiego, co dookoła się ruszało.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jasne, tylko kto wszamał wszystkie te zamordowane dziki? Skutecznie zabija też dobry rzeźnik, dlatego nie widzę różnicy, choć dobry rzeźnik minimalizuje cierpienie dla czyjegoś pełnego brzuszka, a "polski myśliwy"? Obawiam się, że mówimy o kompletnie różnych rzeczach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Astro napisał:

kto wszamał wszystkie te zamordowane dziki

>99,9%, czyli wszystkie zdrowe, jest przeznaczane do wszamania. Całkiem normalnie, jak w przypadku wszystkich innych zamordowanych dzików.
Każdy upolowany dzik musi być zbadany przed wszamaniem i jest to niezależne od ASF. Akurat wirus ASF dla ludzi i innych zwierzaków poza świniami, dzikami i ich krzyżówkami jest całkowicie niegroźny. I żeby było ciekawie - tych zamordowanych dzików wcale nie jest znacząco więcej niż byłoby zamordowanych gdyby ASF nie było, czyli bez odstrzałów sanitarnych.
W całej tej sprawie jest dużo nieporozumień. I polityki też.

5 godzin temu, Astro napisał:

Obawiam się, że mówimy o kompletnie różnych rzeczach.

To skonkretyzuj swoją rzecz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moja "rzecz" jest bardzo prosta. Współczesne myślistwo nie ma nic wspólnego z dbałością o naturę jak i zaspakajaniem fundamentalnych potrzeb (białko).
Owszem, taki "sport" jak wędkarstwo ze swoją regułą "złów i wypuść" to tylko przejaw zwyrodnienia.

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Astro napisał:

Współczesne myślistwo nie ma nic wspólnego z dbałością o naturę jak i zaspakajaniem fundamentalnych potrzeb (białko).

Żeby nie komplikować - możesz to potraktować jako wolnościową hodowlę zwierzaków do zjedzenia. Dzików strzela się 200-300 tys. rocznie, przy zachowaniu stabilnej lub lekko rosnącej populacji. Do tego jelenie, sarny, zające, ptaszory i co tam jeszcze jadalnego po polach i lasach gania. Przelicz to na wagę mięsa - dzik netto jakieś 20-30 kg, inne policz łącznie tyle samo co dzików. Teraz przelicz to na produkcję ferm przemysłowych i zobacz o ile mniej tych ferm musi być. A wszystko to nie tylko bez strat dla środowiska, jak to jest w przypadku produkcji (bo to nie jest przecież hodowla) przemysłowej, ale z korzyścią dla całego ekosystemu. I całkiem inne życie zwierzaków w lesie i tych z produkcji przemysłowej...
Dodaj do tego, co by się działo, gdyby zwierzaki rozmnażały się bez tych odstrzałów. Dziki np. mnożą się błyskawicznie, nawet dwa trzy mioty w roku. Lasów nie oddzielisz skutecznie od rolniczych upraw czy miast. Pójdą tam, tak jak już teraz wchodzą. Co na to rolnicy i ludzie w miastach? Co będzie się działo na drogach, bo ich też nie oddzielisz? Jak Ci się wydaje?
Dolicz do tego, że nadmierne zagęszczenie to łatwe rozprzestrzenianie się chorób, niebezpiecznych też dla zwierząt gospodarskich (jak z tym ASF), a czasem i dla ludzi. I co wtedy? No odstrzał, bo z reguły niewiele więcej można zrobić. Kto będzie wtedy strzelał, jeśli myśliwych nie będzie? Wojsko? Snajperzy ok., ale ilu ich jest, reszta się nie nadaje. Czyli co, napalmem wszystko?
Itd.
Zgadzam się z Tobą, że w myślistwie syfu nie brakuje, chociaż raczej nie on przeważa, jest tylko lepiej widoczny. Ale co w zamian? Profesjonalizacja byłaby bardzo kosztowna, a co najmniej wątpliwe, żeby syf mogła wyeliminować.
 

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, ex nihilo napisał:

Ale co w zamian? Profesjonalizacja byłaby bardzo kosztowna,

Sankcjonowana prawnie na przestrzeni dziejów eliminacja szkodników ludzkich (kara śmierci) wykonywana jest i była przez profesjonalistów (pan kat), pomimo, że chętnych do wykonania tego aktu amatorów byłaby masa. Świat się zmienia technologicznie i również moralnie. Eksterminacja przerostu zwierząt też powinna być prowadzona przez zawodowców, a nie poprzez zaspokajanie chorych  żądzy skumulowanych w myślistwie.

Kasy na to brak? :D

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, 3grosze napisał:

Sankcjonowana prawnie na przestrzeni dziejów eliminacja szkodników ludzkich (kara śmierci) wykonywana jest i była przez profesjonalistów (pan kat)

Niekoniecznie. Podejrzewam, że gdyby zebrać wszystko zusammen do kupki, to zawodowcy byliby w mniejszości. Z takich najbardziej znanych przykładów - kamienowanie, plutony egzekucyjne, rodziny ofiar itd., itp.
 

2 godziny temu, 3grosze napisał:

Eksterminacja przerostu zwierząt

Nie to jest sensem sprawy. Powtórzę - to jest przede wszystkim hodowla zwierzaków do zjedzenia, tyle że w warunkach naturalnych, a nie przemysłowych. Na wolności, a nie w jakichś obozach koncentracyjnych dla zwierząt. I z tą przemysłową produkcją mięsa by trzeba walczyć, to ograniczać, bo to jest znacznie gorsze niż myśliwi i polowania. Też jeśli chodzi o świadomość zjadających. Świnia z fermy ma talerzu jest dla nich tylko mięsem z mięsnego, kotletem, z niczym więcej się nie kojarzy, no może z ceną (promocja dzisiaj była!). Sarna czy dzik nawet po upieczeniu zwierzakiem zostaje.
 

2 godziny temu, 3grosze napisał:

zaspokajanie chorych  żądzy skumulowanych w myślistwie

Rozumiem emocje, ale często przeszkadzają one w obiektywnej ocenie. Czy bywają myśliwi z chorymi żądzami? Tak, bywają, ale raczej nie przekraczają one średniej krajowej. Nie znam dokładnych statystyk, ale przeciętny myśliwy strzela do zwierzaków kilka razy w roku, nawet jak dosyć często jeździ na polowania.
Podejrzewam, i raczej się w tym nie mylę, że tych chorych żądzy znacznie więcej jest wśród rzeźników z ubojni niż wśród myśliwych. Rzadko ktoś zmuszony jest do pracy w ubojni, zwykle to jest swobodny wybór. A co tam się często dzieje... tego w żaden sposób nie da się porównać z polowaniem.
 

2 godziny temu, 3grosze napisał:

Eksterminacja przerostu zwierząt też powinna być prowadzona przez zawodowców

A kto to będzie tym zawodowcem? Ktoś z mniej chorymi żądzami niż myśliwy? Wątpię.
Też zdarzało mi się tak myśleć, że zawodowcy itd., ale jednak to by chyba nie było lepsze. I to nie tylko z powodu kasy.

W lasach i leśnych sprawach przesiedziałem spory kawał życia. I nadal las to mój dom (pustynia czy rzeka też), bardziej niż ten z kamieni i cegieł, z którego piszę. Wchodząc do lasu, nawet takiego zwykłego, przeciętnego, jestem zwierzakiem, takim samym jak inne, które po tym lesie łażą. Tak jak one szukam żarcia - grzybów, malin, dzikich czereśni czy gruszek. A kiedy widzę zająca czy sarnę, niezależnie od tego, że mi się podoba jako zwierzak, zawsze gdzieś tam jest "czy bym go trafił"... Bo jestem drapieżnikiem, takim jak lis czy wilk. Tyle że wszedłem do tego lasu 10000 lat za późno. Chora żądza? Może.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

9 godzin temu, ex nihilo napisał:
11 godzin temu, 3grosze napisał:

Sankcjonowana prawnie na przestrzeni dziejów eliminacja szkodników ludzkich (kara śmierci) wykonywana jest i była przez profesjonalistów (pan kat)

Niekoniecznie. Podejrzewam, że gdyby zebrać wszystko zusammen do kupki, to zawodowcy byliby w mniejszości. Z takich najbardziej znanych przykładów - kamienowanie, plutony egzekucyjne, rodziny ofiar itd., itp.

No ale to już historia !!!

Świat się zmienił technologicznie i zmienia moralnie.

 

9 godzin temu, ex nihilo napisał:
11 godzin temu, 3grosze napisał:

Eksterminacja przerostu zwierząt

Nie to jest sensem sprawy. 

W tym wątku nie jest dla Ciebie.:(

 

9 godzin temu, ex nihilo napisał:

Powtórzę - to jest przede wszystkim hodowla zwierzaków do zjedzenia, tyle że w warunkach naturalnych, a nie przemysłowych. Na wolności, a nie w jakichś obozach koncentracyjnych dla zwierząt. I z tą przemysłową produkcją mięsa by trzeba walczyć, to ograniczać, bo to jest znacznie gorsze niż myśliwi i polowania.

Na osi czasu ludzkości, to ostatnia prosta: w zasadzie dopięliśmy już analizę makro i mikro mięsa,  a technolodzy żywności doszlifowują jego zamiennik na bazie roślinek. 

9 godzin temu, ex nihilo napisał:

Czy bywają myśliwi z chorymi żądzami?

Zabijają dla przyjemności! Wystarczy.

Trzeba ekstremalnie  się wysilać, ich usprawiedliwiać. Tobie też słabo poszło:D, więc musiałeś przeskoczyć na rzeżników (zawód jeszcze istniejący).

9 godzin temu, ex nihilo napisał:
11 godzin temu, 3grosze napisał:

Eksterminacja przerostu zwierząt też powinna być prowadzona przez zawodowców

A kto to będzie tym zawodowcem? Ktoś z mniej chorymi żądzami niż myśliwy? Wątpię.

I jak do rzeżni, czy na szafot;), trafią tam ludzie specyficzni, ale zabijanie nie będzie dostępne pospólstwu.

9 godzin temu, ex nihilo napisał:

Nie znam dokładnych statystyk, ale przeciętny myśliwy strzela do zwierzaków kilka razy w roku, nawet jak dosyć często jeździ na polowania.

I sam sobie odpowiedziałeś: jak taki pożal się Boże amator od siedmiu boleści, może szybko i skutecznie zabić, a nie mnożyć postrzałki.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

De facto myśliwi to jedyna grupa której powinno zależeć na podtrzymaniu liczebności zwierzyny. Dla lasów Państwowych każdy zwierz w lesie to szkodnik. Od kornika,zająca,sarny,dzika po żubry. Przeszkadzają im w uprawie drzew, zmuszają do  grodzenia młodych nasadzeń, itd.

Dlatego co mądrzejsi myśliwi łapią się za głowę jak widzą plany rządu na depopulację np. dzika. Rezultat będzie wiadomy, to już nie Niemiec czy inny myśliwy z Europy będzie się podniecał jakby zabił lwa, jak ustrzeli w Polsce dzika. Tylko Polak będzie musiał jechać na wschód żeby uprawiać(nie pochwalane przeze mnie) swoje hobby, 

 

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 10.01.2020 o 18:07, ex nihilo napisał:

Co do myśliwych - różni są. Ale gdyby ich nie było, kłusowników byłoby znacznie więcej

Jakoś to do mnie nie przemawia. Czym właściwie różni się myśliwy od kłusownika? Tym, że myśliwy płaci i być może przestrzega zasad polowań? A te zasady polowań (terminy, wielkość zwierzyny itp.) to ustala się "dla dobra" zwierząt? Czyli: "wytępiliśmy zające to przerzucamy się na dziki"?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 11.01.2020 o 19:11, ex nihilo napisał:

Przelicz to na wagę mięsa - dzik netto jakieś 20-30 kg

2018: spożycie "radosnych świnek" 42,6 kg na łeb (GUS), co daje circa 1,6 mld kg mięcha, dziki - jako górne ograniczenie coś kole 9 mln kg, czyli udział dziki/świnie jakieś 5 promili... Kompletnie mnie to nie przekonuje do niczego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
52 minuty temu, ex nihilo napisał:

p. tym:

nie, no to jest już patologia najwyższych lotów, ale nie zmienia to faktu że strzelanie w lesie gdzie mogą być ludzie jest niemal równie chore... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zapomniałem dodać, że dzik to oczywiście głównie produkt eksportowy, bo przeciętny Nowak z 500+ na pasztet z dzika sobie nie może pozwolić - tak, wolno biegający dzik jest zdecydowanie droższy niż upodlona świnia, do której trzeba i prądu, i paszy, i kuuupy wody.

Godzinę temu, Astro napisał:

Kompletnie mnie to nie przekonuje do niczego.

Może nie do końca (przepraszam za autocytat), ale może kogoś przekonuje (co od dawna wiem). To doskonały argument do zrozumienia "determinacji w zwalczaniu" ASF. No w końcu, nie daj bohu, jeśli taki ASF trafi do obozu koncentracyjnego liczącego circa tyle "radosnych świnek", co cała populacja dzików w Polsce...
W innym temacie obok Darek napisał:

4 godziny temu, darekp napisał:

P.S. Nie jestem pewien, czy w dzisiejszych czasach nie jest "postępowo" skręcić w inną stronę: https://tech.wp.pl/globalne-ocieplenie-kanibalizm-jako-nowy-sposob-walki-ze-zmianami-klimatycznym-6423355367561345a  

co może być ciekawe ;), ale na chłopski rozum (co nie jest moim jakimkolwiek problemem): skoro ASF dla ludzi nie jest groźny, to jaka różnica w mięsie padłym na ASF, a mięsie zarżniętym? Białko to białko...

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 12.01.2020 o 08:42, 3grosze napisał:

No ale to już historia !!!

Świat się zmienił technologicznie i zmienia moralnie.

W niektórych miejscach na świecie historia, w innych nie.
Technologie zabijania faktycznie się w jakimś stopniu zmieniły, ale moralność jest niezmienna od neolitu - forsa i władza za wszelką cenę. A moralne pierdoły to kit dla pospólstwa, które nie ma ani jednego, ani drugiego. Zwiększyła się natomiast hipokryzja, od skali "ku**wa" zamiast tego, co być tam powinno, chociaż wszyscy wiedzą, co być ma, do skali nie tylko "tu", ale i "tam".
Co do profesjonalnych katów - to w sumie nic innego, jak zwykłe "brudną robotę niech robią inni, ja chcę mieć czyste ręce". Tutaj trochę więcej o katach i w ogóle takich sprawach:
http://www.zjk.centrix.pl/index.php/szubienica/
Warto przeczytać opis remontu szubienicy (rozłożenie odpowiedzialności na wszystkich)
 

W dniu 12.01.2020 o 08:42, 3grosze napisał:

Zabijają dla przyjemności! Wystarczy.

No tak... niech zabijają inni, w rzeźni, a ja kupię mięsko w tescu i będę miał przyjemność jedzenia. Czysta hipokryzja i nic więcej.
A teza "zabijają dla przyjemności {zabijania]" odnosi się do niewielkiego raczej odsetka myśliwych. Nie na tym to polega. ale...
Poza tym nie wiem czy zabijanie dla forsy (rzeźnicy, profesjonaliści) w czymkolwiek jest lepsze od tego, jak to określasz "dla przyjemności". Jest tyle innych zawodów, bez zabijania.
 

W dniu 12.01.2020 o 08:42, 3grosze napisał:

zabijanie nie będzie dostępne pospólstwu.

Tak, jeśli myszy, szczury & co. też będą zabijać tylko profesjonaliści. Może muchy, komary i inne "szkodniki" też. Myszy i szczury są nie mniej rozwinięte psychicznie niż sarny czy dziki.
 

W dniu 12.01.2020 o 08:42, 3grosze napisał:

jak taki pożal się Boże amator od siedmiu boleści, może szybko i skutecznie zabić, a nie mnożyć postrzałki.

No nie wiem czy "amator od siedmiu boleści". Strzelanie na polowaniu, to nie wszystko, są np. tacy, którzy ogólnie strzelają bardzo dużo, a polują "ze strzałem" raz czy dwa w roku. W Polsce jest ponad 70 strzelnic myśliwskich, specjalnie przystosowanych, a do tego są zwykłe strzelnice, co najmniej w takiej samej ilości. Poza tym cała masa zawodów strzeleckich dla myśliwych, tytuły, nagrody itd. I myśliwi tam strzelają.
Wg statystyk 80-90% strzałów kończy się natychmiastową ("w ogniu") śmiercią zwierzaka. Postrzałki się zdarzają, taka jest natura rzeczy. Myśliwi mają obowiązek każdego postrzałka wytropić i dobić.
 

4 godziny temu, Astro napisał:

udział dziki/świnie jakieś 5 promili...

Jeśli to jedna tuczarnia przemysłowa, to i tak dobrze, bo jedna mniej. Eksport nie ma znaczenia, bo nieważne kto zje. A te z tuczarni też w znacznej części idą na eksport. Obliczeń nie sprawdzałem, nie to jest istotne ile, ale że w ogóle.
 

4 godziny temu, Warai Otoko napisał:

strzelanie w lesie gdzie mogą być ludzie jest niemal równie chore

A co robić? Truć?
W Polsce jest bardzo niewiele (i coraz mniej) miejsc, gdzie można próbować utrzymać jako taką równowagę biologiczną w przypadku dużych ssaków, ale do tego i tak brakuje dużych drapieżników. I raczej nie będzie społecznej i politycznej zgody na zwiększenie ich populacji do odpowiedniego poziomu.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, ex nihilo napisał:

W niektórych miejscach na świecie historia, w innych nie.

W niektórych miejscach na świecie zamiast papieru toaletowego używa się jeszcze palca. Będzie to wytłumaczeniem dla wzięcia przykładu?

11 godzin temu, ex nihilo napisał:

A moralne pierdoły to kit dla pospólstwa, które nie ma ani jednego, ani drugiego. Zwiększyła się natomiast hipokryzja, od skali "ku**wa" zamiast tego, co być tam powinno, chociaż wszyscy wiedzą, co być ma, do skali nie tylko "tu", ale i "tam".

Tak jak inne "moralne pierdoły": nie śmieć w lesie, nie pal plastikiem, nie sr** gdzie popadnie. Od "moralnych pierdoł" świat się zmienia. Np moralna pierdoła " nie molestuj dzieci" w skali cywilizacji to nowość.

11 godzin temu, ex nihilo napisał:

Wg statystyk 80-90% strzałów kończy się natychmiastową ("w ogniu") śmiercią zwierzaka.

W ubojni 100%

11 godzin temu, ex nihilo napisał:

A teza "zabijają dla przyjemności {zabijania]" odnosi się do niewielkiego raczej odsetka myśliwych.

A pozostałe 90% to miłośnicy  "noszenia" strzelby, których nie zakwalifikowano do OTK.

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 godzin temu, ex nihilo napisał:

A co robić? Truć?
W Polsce jest bardzo niewiele (i coraz mniej) miejsc, gdzie można próbować utrzymać jako taką równowagę biologiczną w przypadku dużych ssaków, ale do tego i tak brakuje dużych drapieżników. I raczej nie będzie społecznej i politycznej zgody na zwiększenie ich populacji do odpowiedniego poziomu.

Wcześniej proponowałem co można zrobić, ale w skrócie informować i zabezpieczać las w taki sposób żeby było to jak najbezpieczniejsze dla ludzi. Traktować to jak najwyższy stopień zagrożenia życia dla ludzi. No i oczywiście nie narażać ludzi dla sportu, tylko w najwyższej potrzebie np. tej regulacji o której mówisz (o ile jest bezwzględnie potrzebna - bo nie wiem jakie są wyniki badań w tej kwestii). 

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, 3grosze napisał:

W niektórych miejscach na świecie zamiast papieru toaletowego używa się jeszcze palca. Będzie to wytłumaczeniem dla wzięcia przykładu?

W niektórych miejscach na świecie (tych "prymitywnych" bardziej!) tyłek się myje po użyciu, a nie rozmazuje po nim gówna papierkiem, więc...
 

10 godzin temu, 3grosze napisał:

Tak jak inne "moralne pierdoły": nie śmieć w lesie, nie pal plastikiem, nie sr** gdzie popadnie. Od "moralnych pierdoł" świat się zmienia. Np moralna pierdoła " nie molestuj dzieci" w skali cywilizacji to nowość.

Sumarycznie? Może się i zmienia, ale raczej nie tak (w domyśle "na lepsze") jak piszesz. Jeśli nawet jest jakaś poprawa procentowa (a jest?), to ilość ludzi się zwiększa, czyli sumarycznie, netto, "moralność świata" się zmniejsza.
Z tym molestowaniem dzieci - może w skali cywilizacji to nowość (chociaż też nie), ale w społecznościach pierwotnych z reguły dzieci były objęte tabu, i to bardzo silnym. Inaczej była określana granica między dzieckiem a dorosłym - obiektywnie, biologicznie, a nie biurokratycznie, jak teraz.
 

10 godzin temu, 3grosze napisał:

W ubojni 100%

Się mylisz...  Nikt nie sprawdza każdego zwierzaka osobno. A żadna stosowana w praktyce procedura nie zapewnia 100% skuteczności i pewności, bo reakcje są różne, czyli jest tam jakaś statystyka - część zwierzaków idzie do dalszej obróbki jeszcze żywa... Są filmy z ubojni itd. A to tylko technologiczna norma, pominąłem sprawy całkiem patologiczne, takie jak celowe znęcanie się, co nie jest rzadkie, niesprawny sprzęt, brak profesjonalizmu itd. No i samo "życie" przed śmiercią...
 

10 godzin temu, 3grosze napisał:

A pozostałe 90% to miłośnicy  "noszenia" strzelby, których nie zakwalifikowano do OTK.

Po co chodzić na polowania, płacić, czas tracić, jeśli można sobie hodować masowo króliki, szczury czy inne jakieś i mieć przyjemność zabijania codziennie i bez ograniczeń. No nie?
 

8 godzin temu, Warai Otoko napisał:

żeby było to jak najbezpieczniejsze dla ludzi. Traktować to jak najwyższy stopień zagrożenia życia dla ludzi.

Sprawdź ile jest rocznie wypadków z "cywilami" (2?, 3?) i porównaj z innymi zagrożeniami. Większość wypadków na polowaniach to postrzelenie siebie lub innego myśliwego, a to już jest dobrowolne ryzyko każdego, kto idzie na polowanie.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, ex nihilo napisał:

Sumarycznie? Może się i zmienia, ale raczej nie tak (w domyśle "na lepsze") jak piszesz. Jeśli nawet jest jakaś poprawa procentowa (a jest?), to ilość ludzi się zwiększa, czyli sumarycznie, netto, "moralność świata" się zmniejsza.

To już z Twojej strony jakaś ignorancja.

1. Zabronione i zlikwidowane (zaraz wyjedziesz z wyjątkami, wiem) niewolnictwo.

2. Kobiety stały się nie tak dawno pełnoprawnym,i ludżmi (prawa wyborcze uzyskały).

3.Dzieci pracować nie mogą.

4.Psy musza być na 3m łańcuchu.

I zawsze znależli się kontestatorzy, którym w głowie się nie mieściło, że te i inne "pierdoły moralne"* są  potrzebne. 

*dla Rydzyka katolika ( @Ergo Sum) to hodowla zwierząt na futerka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. https://pl.wikipedia.org/wiki/Niewolnictwo#Niewolnictwo_współczesne
2. Formalnie, bo faktycznie różnie z tym bywa, zwłaszcza w Azji. Ale nierównoprawność w w ogóle wynalazek cywilizacji, więc...
3. Popatrz na praktykę na świecie, a nie teorię.

Niestety, ale moralne pierdoły na ogół pierdołami pozostają, bo decyduje forsa... I to coraz bardziej, bo teraz cały świat w ten wyścig o forsę został włączony. A Europa czy Ameryka, to, co u  nich by nie przeszło, wypycha do Azji czy Afryki.
I licz raczej ilość ludzi, a nie procenty. Ilościowy rachunek wyjdzie inaczej niż procentowy. Np. oblicza się, że niewolników (faktycznych, a nie formalnych) pdp może być teraz więcej niż w sumie w całej dotychczasowej historii świata.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
33 minuty temu, ex nihilo napisał:

3. Popatrz na praktykę na świecie, a nie teorię.

- W tym roku, pierwszy raz w 10 000 letniej historii cywilizacji większość ludzi na Ziemi nie jest już na skraju ubóstwa.

-  Od roku 1994 globalna ilość samobójstw spadła o 38%, miliony ludzkich istnień.

- Bangladesz ogłosił redukcję śmiertelności wśród dzieci o 78% na przestrzeni 28 lat, co jest największą zmianą w historii świata.

- W 30 największych miastach USA zanotowano znaczny spadek przestępstw, w tym morderstw, aż o 7.6% mniejszy niż w 2017.

- Naród Niemiecki pomimo przyjęcia gigantycznej ilości uchodźców (:D:D:D) również zanotował spadek przestępczości aż o 10%, co daje najniższy wynik od 30 lat.

 

Nihilo, okulary zaszły Ci sadzą. Przetrzyj je czystą ściereczką.:)

33 minuty temu, ex nihilo napisał:

I licz raczej ilość ludzi, a nie procenty. Ilościowy rachunek wyjdzie inaczej niż procentowy.

Przecież to byłoby nielogiczne.(patrz niżej)

 

33 minuty temu, ex nihilo napisał:

Np. oblicza się, że niewolników (faktycznych, a nie formalnych) pdp może być teraz więcej niż w sumie w całej dotychczasowej historii świata.

No ale skoro procentowo spadło, więc się polepszyło: mniejsza część owej populacji jest zniewolona.

 

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak borsuki reagują na obecność wilków? Z badań na terenie Puszczy Białowieskiej wynika, że na terenach, gdzie często pojawiają się wilki, borsuki rzadziej korzystają z nor. Za to obecność ludzi niemal w ogóle nie robi na nich wrażenia.
      Jak obecność wilków w lesie wpływa na sposób wykorzystywania przestrzeni przez borsuki? Aby to sprawdzić, naukowcy z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży za pomocą fotopułapek przez dwa miesiące monitorowali 17 borsuczych nor, położonych w różnych miejscach Puszczy Białowieskiej. Były one bardziej lub mniej narażone na obecność wilków, a także ludzi. Badaczy interesowało, jak często borsuki korzystały z nor. Sprawdzali też, jak często korzystali z nich inni drapieżni lokatorzy, np. lisy czy jenoty (co - jak niektórzy podejrzewali - pozwala im ukryć się przed większymi drapieżnikami).
      Dzięki analizie zdjęć i filmów okazało się, że wobec dwóch rodzajów potencjalnego zagrożenia - ze strony wilka i ludzi - borsuki reagują odmienne.
      Stwierdziliśmy, że na terenach, gdzie często pojawiają się wilki (w centralnych częściach ich terytoriów), borsuki rzadziej korzystają z nor. To pozwala sądzić, że unikają one najbardziej ryzykownych fragmentów krajobrazu - mówi jeden z autorów publikacji w Journal of Zoology, dr hab. Dries Kuijper z IBS PAN.
      Zjawisko to jest dość wyraźne. Biolodzy stwierdzili, że im częściej na danym terenie pojawiają się wilki, tym rzadziej można tam spotkać borsuka. Jamy na obszarach największego ryzyka były wykorzystywane przez borsuki aż o 60 proc. rzadziej niż podobne nory na obszarach najniższego ryzyka.
      Jeśli chodzi o osobniki młode, to ich obecność stwierdzano tylko i wyłącznie w norach na tych obszarach, które są rzadko odwiedzane przez wilki.
      Ale właściwie dlaczego borsuki miałyby unikać wilków? Owszem, borsuki nie są gatunkiem kojarzonym jako wilczy łup. Ale nieraz podczas badań diety wilków w ich odchodach stwierdzono szczątki borsuków. I niezależnie od tego zdarzały się obserwacje wilków polujących właśnie na borsuki - zauważa pierwszy autor publikacji, Tom Diserens z IBS PAN i Uniwersytetu Warszawskiego.
      Jak zauważa, powód takiej relacji między gatunkami może być dwojaki. Po pierwsze, wilki mogą polować na borsuki podczas przypadkowych spotkań w lesie - "jak już się trafią", traktując ich mięso jako dodatkowe źródło pokarmu. Po drugie, wilki mogą przepędzać borsuki z zajmowanych przez siebie terenów, traktując borsuka jako zagrożenie dla szczeniąt. Może on też konkurować z wilkami o pokarm, na przykład korzystając z niedojedzonej padliny.
      Podsumowując: tak, borsuki bywają ofiarami wilków, choć zapewne rzadko. Ale nawet jeśli wilk rzadko poluje na jakiś gatunek - to i tak wystarczy, by w zachowaniu tegoż gatunku wywołać zmiany (jak np. unikanie przez borsuka obszarów najbardziej intensywnie wykorzystywanych przez wilki). A gatunek-ofiara zawsze chce zminimalizować ryzyko spotkania wilka i padnięcia jego ofiarą - mówi Tom Diserens.
      Zastrzega jednak, że takie wyjaśnienia to założenia, sformułowane na podstawie wiedzy o relacjach wilków z innymi gatunkami, np. lisami.
      Dries Kuijper podkreśla, że dotychczas nikt nie badał takich konsekwencji obecności wilków w Puszczy Białowieskiej. Wilki mogą w ten sam sposób (poprzez samą swoją obecność) zmieniać zachowanie mniejszych gatunków drapieżnych. W większości pozostałych terenów, gdzie badano borsuki (głównie w Wielkiej Brytanii), często najważniejszym czynnikiem ryzyka okazywał się człowiek. W Puszczy Białowieskiej konsekwencje obecności wilków wydają się jednak o wiele ważniejsze niż ewentualny fakt niepokojenia borsuków przez ludzi - mówi.
      Wyniki te oznaczają - piszą autorzy pracy - że w ekosystemach o bardziej naturalnym charakterze (gdzie człowiek wywiera stosunkowo mały wpływ, jak właśnie w Puszczy Białowieskiej) duże drapieżniki mogą wpływać na zachowanie borsuków silniej, niż czynią to ludzie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Fryderyk Chopin pisał w sposób zróżnicowany. Na kopertach zawsze kaligraficznie, do rodziny zwykle dużo mniej czytelnie, zdecydowanie drobniejszym pismem. Często robił dopiski na marginesach, nie podpisywał się pełnym imieniem i nazwiskiem. Jak zmieniał się charakter pisma kompozytora w czasie jego życia?
      Zakończono kryminalistyczne badania rękopisów Fryderyka Chopina ze zbiorów Muzeum F. Chopina w Warszawie. W projekcie brali udział eksperci Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego (UW), Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego (PTK) oraz samego Muzeum. Naukowcy badali, jak w trakcie życia kompozytora zmieniał się grafizm, czyli charakter jego pisma i jakie czynniki mogły mieć na to wpływ.
      Wzorzec graficzny
      Do tej pory nie prowadzono tak zaawansowanych badań pismoznawczych nad rękopisami kompozytora. Prawdopodobnie jest to największa na świecie kolekcja rękopisów Fryderyka Chopina, które pierwszy raz zostały zbadane w sposób kryminalistyczny. Przebadano wszystkie 143 dokumenty ze zbiorów warszawskiego Muzeum. Łącznie to 349 stron listów, notatek czy zapisków z kalendarzyków. Głównie listy do znajomych i rodziny, dedykacje muzyczne, ale również oficjalna korespondencja.
      Dzięki badaniom ekspertów kryminalistyki z UW, PTK i Muzeum powstały wzorce graficzne pisma ręcznego Fryderyka Chopina. Wcześniej ustalenie autentyczności dokumentów związanych z kompozytorem było trudne, ponieważ nie istniał katalog cech i właściwości graficznych charakterystycznych dla pisma F. Chopina.
      Profilowanie w kryminalistyce polega na opisaniu cech osoby poszukiwanej, np. potencjalnego sprawcy przestępstwa. My też przyjęliśmy takie założenie. Próbowaliśmy stworzyć coś w rodzaju profilu pisma ręcznego Fryderyka Chopina. Dowiedzieć się, czym się ono charakteryzuje. Wykonaliśmy badania dotyczące budowy liter czy sposobu ich wiązania, a także analizę sposobu kreślenia przez kompozytora własnych podpisów – mówi prof. Tadeusz Tomaszewski z Katedry Kryminalistyki UW, kierownik projektu.
      Jak pisał Chopin?
      Na obraz pisma, dynamikę pisania czy też inne właściwości pisma, np. konstrukcję liter, mógł mieć wpływ m.in. wiek, stan psychofizyczny, język, w jakim pisał kompozytor (pisał po polsku i po francusku) albo rodzaj rękopisu (list czy notatka). Istotny był też adresat. Czy Chopin pisał dla siebie, czy była to oficjalna korespondencja albo listy przeznaczone dla osób zaprzyjaźnionych lub rodziny – dodaje prof. Tomaszewski.
      Eksperci sprawdzali obraz pisma i cechy konstrukcyjne poszczególnych liter. Początkowo Chopin pisał tak, jak go nauczono. Korzystał z dostępnych wtedy wzorców kaligraficznych. Z badań kryminalistycznych wynika, że z biegiem lat w piśmie kompozytora następowały uproszczenia konstrukcji liter (choć sama budowa znaków graficznych co do zasady nie ulegała zmianie), w tym szczególnie widoczny jest zanik elementów ozdobnych i tzw. adiustacji początkowych i końcowych w majuskułach. W przypadku podpisów widać odchodzenie od podpisów rozwiniętych i czytelnych oraz częste stosowanie podpisów skróconych czy nawet nieczytelnych paraf – mówi prof. Tadeusz Tomaszewski. Podpis Chopina przybierał różne formy, czasem kompozytor stawiał same inicjały, czasem pisał jedynie nazwisko, a w korespondencji do przyjaciół podpisywał się np. "Twój stary" (w domyśle Twój stary przyjaciel). Ciekawe jest również to, że na żadnym z badanych dokumentów kompozytor nie podpisał się pełnym imieniem i nazwiskiem.
      Podejrzany dokument
      Biegli pismoznawcy posługują się zwykle lupą i mikroskopem, przeprowadzają badania optyczne i fizykooptyczne. Do oceny nietypowych dokumentów lub właściwości związanych z podłożem bądź środkiem kryjącym (tutaj był to inkaust lub ołówek) potrzebują jednak bardziej zaawansowanego sprzętu. Podczas badań technicznych, dzięki którym można było ustalić, czy dokumenty są kopiami, czy zawierają jakieś retusze, oznaki usuwania lub nadpisywania, znaleziono jeden materiał zawierający dziwne ślady.
      Żeby go zbadać, przetransportowaliśmy do Muzeum specjalistyczny sprzęt kryminalistyczny (m.in. najwyższej klasy urządzenie zwane wideospektrokomparatorem), gdyż ze względów bezpieczeństwa i ochrony samych dokumentów nie można było takich badań przeprowadzić w laboratorium. Wspomniany "podejrzany" dokument zawierał cechy dziwne, wyskrobanie pewnych elementów, powielenie linii czy ich retusz. Wskazuje to na wysokie prawdopodobieństwo dokonywania poprawek pierwotnego zapisu i podpisu przez inną osobę niż sam kompozytor – wyjaśnia profesor.
      Być może w przyszłości możliwe będzie kontynuowanie badań nad tym rękopisem za pomocą zaawansowanej aparatury naukowej, która znajduje się w Centrum Nauk Biologiczno-Chemicznych UW. Chcielibyśmy również, przy pomocy Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina i za jego zgodą, wydać publikację naukową dotyczącą przeprowadzonych badań – zapowiada kierownik projektu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badanie RTG brzucha jest jednym ze standardowych badań obrazowych. Pomimo rozwoju technik obrazowania, szczególnie ultrasonografii, zastosowanie badania RTG brzucha jest ograniczone, ale jest relatywnie często stosowanym narzędziem diagnostycznym o nieocenionej wartości. Wykonywanie zdjęć rentgenowskich jamy brzusznej wiąże się z koniecznością narażenia na promieniowanie jonizujące. Dawka pojedynczego badania nie jest jednak duża ani zagrażająca życiu czy zdrowiu.
      Ochrona przeciw promieniom jonizującym
      Badanie RTG wykorzystuje fizyczne zjawisko emisji wysokoenergetycznych fal elektromagnetycznych przez elektrody aparatu rentgenowskiego. Przy pomocy przechodzących przez ciało promieni jonizujących możliwe jest uwidocznienie wewnętrznych struktur brzucha.
      Limity przyjętego w trakcie procedur medycznych promieniowania rentgenowskiego są ściśle określone prawnie w rozporządzeniu Rady Ministrów z 2005 r. Warto zaznaczyć, że dawki przyjętego promieniowania ulegają kumulacji. Komórki posiadają mechanizmy ochronne przeciw promieniowaniom. Każda komórka jest w stanie do pewnego stopnia naprawić uszkodzone nici DNA. Po skumulowaniu się dużej dawki energii komórki tracą jednak możliwości kompensowania nawarstwiających się, wywoływanych przez promieniowanie, uszkodzeń.
      Promieniowanie jonizujące oddziałujące na organizmy określane jest za pomocą jednostki milisiwert (mSv). 1 siwert jest równy 1 dżulowi energii przyjętemu przez kilogram masy ciała. Promieniowanie jonizujące jest wszechobecne. Przyjmuje się, że uśrednione promieniowanie tła, dawka promieniowania przyjęta w Polsce, wynosi ok. 3 mSv. Dawka ta rośnie na wyższych wysokościach oraz w niektórych rejonach geograficznych, a wynika przede wszystkim z naturalnie występującego radu.
      Badanie RTG brzucha wiąże się z jednorazową dawką promieniowania o wartości ok. 1,2 mSv. Oznacza to, że promieniowanie przyjęte w trakcie wykonywania zdjęcia równe jest promieniowaniu przyjmowanego przez 5 miesięcy podczas zwykłego życia. Dawka ta może wydawać się duża, jest jednak nieporównywalnie niższa niż roczna dawka przyjęta za bezpieczną. Dla ogółu populacji dawka graniczna ustalona jest na poziomie 50 mSv. Oznacza to, że wykonanie nawet 40 zdjęć jamy brzusznej w ciągu roku nie przynosi żadnych negatywnych konsekwencji dla zdrowia.
      Minimalizowanie ryzyka
      Minimalizowanie ryzyka związane jest przede wszystkim z racjonalnym użyciem narzędzia diagnostycznego, jakim jest zdjęcie RTG brzucha. Obecnie wskazaniem do wykonania badania są:
      •    podejrzenie perforacji przewodu pokarmowego,
      •    podejrzenie niedrożności przewodu pokarmowego,
      •    urografia (badanie układu moczowego).
      W wymienionych przypadkach korzyść z wykonania badania znacznie przewyższa ryzyko związane z badaniem.
      Mimo że nie ma odgórnie ustalonego postępowania przed badaniem, warto powstrzymać się od jedzenia kilka godzin przed nim oraz przyjąć leki rozbijające pęcherze powietrza w jelitach. Bąble powietrza mogą przysłaniać struktury jamy brzusznej, dlatego stosowane są preparaty rozpuszczające pęcherze powietrza takie jak np. Espumisan. Należy pamiętać, że wykonywanie badania w ciąży jest zabronione

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mieszkańcy Europy żyjący w epoce lodowcowej – ok. 30 tys. lat temu – jadali mięso wilków. Dowody takiej praktyki odkryli w Czechach polscy archeozoolodzy. Do tej pory dominował pogląd, że m.in. ze względu na smak mięsa, z drapieżników tych pozyskiwano głównie skóry.
      Nowych ustaleń na temat znaczenia wilków w życiu paleolitycznych łowców dokonano dzięki badaniom, prowadzonym już od kilku lat w Pavlovie i w Dolnych Vestonicach (niedaleko Brna w Czechach). Około 30 tys. lat temu w tej okolicy istniały jedne z pierwszych znanych na świecie „wsi” – zasiedlanych przez wiele sezonów, sąsiadujących skupisk szałasów.
      Podczas wykopalisk na tym terenie czescy archeolodzy odkryli tysiące zabytków krzemiennych, liczne narzędzia oraz ozdoby wykonane między innymi z kości renifera, zębów lisa polarnego oraz mamucich ciosów, a także kilkadziesiąt tysięcy innych fragmentów kości zwierzęcych, które były porozrzucane wśród pozostałości szałasów.
      Do tej pory wśród naukowców panowało przekonanie, że wilki i inne drapieżniki były celem polowań przede wszystkim ze względu na skóry – a już na pewno nie po to, by pozyskać z nich mięso. Tymczasem w czasie badań ich kości natknęliśmy się na kilkadziesiąt okazów, na których widoczne są wyraźne ślady cięcia. Część pozostawili paleolityczni łowcy podczas zdejmowania skór, ale są też takie, które można wiązać tylko z podziałem tuszy, czyli dzieleniem jej na mniejsze porcje – mówi PAP dr hab. Piotr Wojtal z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie. Badania prowadził wspólnie z dr. hab. Jarosławem Wilczyńskim. Wojtal dodaje, że na kościach są również ślady filetowania, czyli oddzielania mięsa od kości przed spożyciem.
      Zaskakująco liczne na stanowiskach morawskich były również szczątki innych drapieżników. Oprócz wilków naukowcy opisali też kości upolowanych rosomaków, lisów polarnych i lisów rudych. Mniej więcej połowę szczątków stanowiły jednak kości roślinożerców, głównie zajęcy i reniferów.
      Z reguły najczęściej w obrębie osad ludzkich z tego okresu dominują kości zwierząt roślinożernych, bo te były zapewne chętniej spożywane – dodaje Wojtal. Wydaje się jednak zrozumiałe, że w przypadku upolowania wilka porzucenie mięsa było sporą stratą, zwłaszcza w okresach mniejszej dostępności pożywienia. Dlatego, jak się wydaje, wszystkie elementy ciała drapieżników wykorzystywano w sposób maksymalny – podkreśla.
      Na stanowisku w Pavlovie oprócz szczątków małych i średnich zwierząt drapieżnych znaleziono również kości i zęby największych drapieżników plejstoceńskiej stepotundry – lwa jaskiniowego oraz niedźwiedzi (jaskiniowego i brunatnego).
      Choć szczątki lwów i niedźwiedzi nie są zbyt liczne, również na nich znaleziono ślady potwierdzające, że ówcześni łowcy wykorzystywali maksymalnie tusze zabitych mięsożerców. Podobnie jak w przypadku wilków, rosomaków i lisów ślady cięcia także na kościach lwów i niedźwiedzi wskazują, że powstały one podczas zdejmowania skór i porcjowania tuszy – wskazuje naukowiec. Mięso tych dużych drapieżników było więc również zjadane przez paleolitycznych łowców – uważa.
      Pavlov nie jest wyjątkowe pod tym względem. Naukowcy ustalili w czasie kwerendy bibliotecznej, że niezbyt liczne szczątki niedźwiedzi i lwów jaskiniowych są znajdywane na wielu stanowiskach z tego okresu.
      Pokazuje to, że polowania na te duże i bardzo niebezpieczne zwierzęta były nieprzypadkowe a dokonywane celowo i z rozmysłem – uważa Wojtal.
      Zdaniem naukowca dla górnoplaeolitycznych myśliwych lew jaskiniowy z pewnością był najbardziej imponującym drapieżnikiem, bo powszechnie przedstawiano go w sztuce już 40 tysięcy lat temu. Wojtal przypomina, że w Pavlovie znaleziono jedną z najbardziej wyjątkowych figurek tego zwierzęcia.
      Jest to duża rzeźba lwa, przedstawiająca zwierzę przygotowujące się do skoku. Paleolityczny artysta przedstawił nawet napięte do skoku mięśnie zwierzęcia – opisuje. Podczas wykopalisk na tym stanowisku znaleziono również kilka miniaturowych głów lwów wykonanych z wypalonej gliny. Również figurki niedźwiedzi zostały odkryte w Pavlovie i leżącym nieopodal stanowisku Dolni Vestonice.
      Jednak jego znaczenie dla myśliwych było prawdopodobnie mniejsze, ponieważ figurki tego drapieżnika nie są tak liczne jak lwa jaskiniowego – uważa.
      Najnowsze wyniki badań szczątków drapieżników z graweckich stanowisk Europy Środkowej ukazały się w Journal of Anthropological Archaeology. Współautorami artykułu są Jiří Svoboda z czeskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Masaryka oraz Martina Roblíčková z Muzeum Ziemi Morawskiej w Brnie

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ludzie zamieszkujący południe Polski w neolicie byli blisko spokrewnieni z populacją z okresu epoki brązu. Doktor Anna Juras wraz z zespołem z Uniwersytetu Adama Mickiewicza przeprowadziła analizy genetyczne 150 kości 80 osób żyjących w epoce brązu.
      Badani zmarli byli przedstawicielami kultur mierzanowickiej, strzyżowskiej oraz trzcinieckiej. Naukowcy skupili się na genomie mitochondrialnym, dziedziczonym po matce.
      Jak czytamy na łamach American Journal of Physical Anthropology, wyniki analizy genetycznej wykazały bliskie pokrewieństwo po linii matki społeczności kultury mierzanowickiej i trzcinieckiej ze społecznościami kultury ceramiki sznurowej. Bardziej odległa od nich społeczność kultury strzyżowskiej wykazywała bliższe podobieństwo genetyczne do populacji stepu powiązanej z wcześniejszymi kulturami grobów jamowych i kultury grobów katakumbowych oraz z późniejszymi Scytami.
      Autorzy pracy zauważają, że istnieje ciągłość genetyczna pomiędzy kulturą sznurową późnego neolitu a kulturami mierzanowicką i trzciniecką reprezentującymi kultury brązu. Ponadto pod koniec III tysiąclecia przed Chrystusem ludy stepu mogły wnieść swój wkład w rozwój kultury strzyżowskiej.
      Jak już wiemy z poprzednich badań, tereny dzisiejszej zachodniej Polski we wczesnej epoce brązu zostały zasiedlone przez przedstawicieli kultury unietyckiej, a południowo-wschodnie tereny kraju zamieszkali najpierw przedstawiciele kultury mierzanowickiej, a po nich pojawili się ludzie reprezentujący kulturę strzyżowską, którzy zamieszkali niewielki region w południowo-wschodniej Polsce i zachodniej Ukrainie. Kultury strzyżowska i mierzanowicka rozwijały się niemal równocześnie do mniej więcej 1600 roku przed naszą erą. Później ustąpiły one kulturze trzcinieckiej, która przetrwała do około 1100 roku przed Chrystusem.
      EDIT: w poprzedniej wersji umieściliśmy nieuprawniony wniosek o ciągłości genetycznej od neolitu po czasy współczesne. Chodziło o ciągłość genetyczną neolit-epoka brązu

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...