-
Liczba zawartości
37614 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
nigdy -
Wygrane w rankingu
246
Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl
-
Po raporcie, w którym firma Mandiant identyfikuje grupę APT1 jako Jednostkę 61398 chińskiej armii, administracja prezydenta Obamy postanowiła podjąć bardziej zdecydowane działania. Biały Dom wydał raport Administration Strategy on Mitigating the Theft of U.S. Trade Secrets, w którym znalazły się zalecenia dotyczące walki ze szpiegostwem finansowym. Waszyngton chce zacieśniać stosunki dyplomatyczne z partnerami i promować w sektorze prywatnym oraz wśród obywateli cyberbezpieczeństwo. Najważniejszym chyba wnioskiem, jaki wypływa z raportu, jest stwierdzenie, iż Biały Dom może sięgnąć po tak drastyczne kroki, jak wprowadzenie ograniczeń handlowych dla kraju, z którego prowadzone są ataki. Stwierdzono też, że walka z kradzieżami tajemnic handlowych i państwowych będzie priorytetem dla FBI i Departamentu Sprawiedliwości. Rząd przeznaczy też większe środki na ochronę tajemnic. Kradzież technologii i sekretów handlowych jest dla USA niezwykle dotkliwa. Jak poinformowała Rebecca Blank, zastępca Sekretarza Handlu, niemal 35% PKB Stanów Zjednoczonych jest wytwarzanych przez firmy, które zależą od ochrony własnych tajemnic hadlowych. Te tajemnice to unikatowa forma własności intelaktualnej, a wartość tych firm polega na tym, że inni nie znają ich sekretów - powiedziała Blank.
-
Błonkówki, zapobiegliwe matki i (u)pojone larwy
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Widząc samice pasożytniczych błonkówek Leptopilina heterotoma, muszki owocowe (Drosophila melanogaster) składają jaja na pokarmie zawierającym alkohol. W ten sposób chronią potomstwo przed pożarciem żywcem. Balint Kacsoh z Emory University przygotował 2 pojemniki z pokarmem. Jeden zawierał 6% alkoholu, w drugim nie było go wcale. Okazało się, że gdy D. melanogaster pozostawiano same sobie, wybierały płytkę z alkoholem jedynie w 40% przypadków. Gdy do klatki wprowadzano samicę L. heterotoma, wskaźnik ten rósł do 90%. Zmiana we wzorcu składania jaj utrzymuje się długo po zniknięciu błonkówki. Co istotne, owocówki reagują na samice różnych endopasożytów larw, ale nie interesują ich ani samce, ani pasożyty poczwarek (po wylęgu larwy odchodzą z miejsca złożenia jaj, zatem do czasu rozpoczęcia przekształcania się w poczwarkę wybór matki ma już niewielkie znaczenie). Wiele wskazuje więc na to, że muszki posługują się zapamiętanymi obrazami wrogów do wyszukiwania. Dodatkowym potwierdzeniem tego przypuszczenia są wyniki dalszych eksperymentów. Zmutowanie niewidome owady nie zaczynały bowiem preferować lokalizacji "z procentami", lecz mutanty pozbawione powonienia już tak. Poza tym amerykański zespół wykazał, że widok groźnej błonkówki wywoływał u samic owocówek spadek poziomu neuropeptydu F (NPF) w części mózgu odpowiedzialnej za rozpoznawanie wzorców. Ponieważ taka sytuacja wzmacnia tolerancję i pociąg do alkoholu, można powiedzieć, że białko to stanowi łącznik między stwierdzeniem obecności endopasożyta i uruchomieniem zachowań obronnych. Gdy Kacsoh i inni manipulowali poziomem NPF, muszki z wysokim poziomem neuropeptydu nigdy nie skłaniały się do alkoholowych rozwiązań, a owady całkowicie go pozbawione składały jaja na alkoholowej pożywce, nawet nie widząc błonkówek. -
Bakterie mogą sobie wyrobić oporność na antybiotyki nawet bez kontaktu z antybiotykami. Do takich wniosków doszli uczeni z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine i Faculté de Médicine Denis Diderot. Generalnie uważa się, żę antybiotykooporność jest dla bakterii dość kosztowną cechą, gdyż zmniejsza ilość składników odżywczych, które mogą wnikać do komórki. Dlatego też w środowisku wolnym od antybiotyków bakterie, które nie są oporne na antybiotyki wygrają konkurencję z tymi antybiotykoopornymi. Naukowcy zauważyli jednak, że antybiotykooporność może wytworzyć się bez obecności antybiotyków. Okazało się, że bakterie E.coli hodowane w wysokiej temperaturze wyrobiły sobie oporność na ryfampicynę. To wskazuje, że stres środowiskowy, niekoniecznie spowodowany obecnością zabójczych antybiotyków, zwiększa oporność bakterii. Co ciekawe, testowany szczep E.coli wykazywał inne właściwości, niż szczepy kontrolne. Bakterie hodowane w wysokiej temperaturze bez obecności ryfampicyny porównano z takimi, które hodowano w niższej temperaturze i wystawiano na działanie antybiotyku. Okazało się, że u wszystkich bakterii zaszły podobne mutacje w polimerazie RNA rpoB, co dało im oporność na antybiotyk, jednak bakterie hodowane w normalnej temperaturze nie rozwijały się tak dobrze w podwyższonych temperaturach. Szef zespołu badawczego, doktor Olivier Tenaillon stwierdził: Nasze badania wykazały, że antybiotykooporność może rozwijać się bez styczności z antybiotykami oraz, że, w zależności od typu bakterii i warunków wzrostu, nie jest to cecha obciążająca, a wysoce korzystna. Biorąc pod uwagę fakt, że ryfampicyna jest używana do walki z takimi chorobami jak gruźlica, trąd czy choroba legionistów nasze odkrycie ma duże znaczenie dla zdrowia publicznego.
-
Przeciwciała podobne do odkrytych w 2007 r. u wielbłądów i lam pomogły w wyeliminowaniu objawów reumatoidalnego zapalenia stawów (RZS) o umiarkowanym-głębokim natężeniu. Wzorując się na przeciwciałach, naukowcy z belgijskiej firmy biofarmaceutycznej Ablynx zaprojektowali lek ALX-0061, który blokuje receptory interleukiny-6 (IL-6). Ponieważ cytokina ta silnie pobudza procesy zapalne, prowadząc do obrzmienia i bolesności stawów, to gdy receptor IL-6 zostaje zablokowany, objawy ustępują. Co istotne, już od jakiegoś czasu wiedziano, że stężenia IL-6 są w surowicy chorych z RZS wyższe niż u osób zdrowych i pacjentów z chorobą zwyrodnieniową stawów (ChZS). W ramach najnowszego studium 24 pacjentom przez pół roku podawano dożylnie jedną z 3 niezmiennych dawek ALX-0061 (8 osobom co 4 tygodnie aplikowano 1 mg/kg ALX-0061, 8 również co miesiąc 3 mg/kg i kolejnym 8 co 8 tygodni 6 mg/kg). Badacze uwzględnili też grupę kontrolną, która otrzymywała placebo. Gdy akademicy posłużyli się skalą DAS28, międzynarodowym narzędziem do oceny aktywności stanu zapalnego w 28 stawach, okazało się, że znaczący spadek wskaźnika DAS28 odnotowano aż u 63% leczonych osób. Przypomnijmy, że w przypadku tocilizumabu, który również jest inhibitorem receptora interleukiny-6 (de facto mamy do czynienia z humanizowanym mysim przeciwciałem monoklonalnym wiążącym receptor IL-6R), remisja występuje u "zaledwie" 30% pacjentów. Jak podkreśla dr Josefin-Beate Holz, wskaźnik remisji był jeszcze większy u 8 ochotników, którym co miesiąc podawano 3 mg ALX-0061 na kg masy ciała. Naukowcy podejrzewają, że kluczem do sukcesu testowanego leku może być mniejszy rozmiar cząsteczek (w końcu Ablynx specjalizuje się w tzw. nanociałach - in. przeciwciałach jednodomenowych - a ALX-0061 jest jednym z nich). Potencjalnie zapewniają one szybszą i głębszą penetrację chorych stawów - podkreśla Edwin Moses, dyrektor wykonawczy firmy. Przy wszystkich dawkach ALX-0061 był dobrze tolerowalny, a profil bezpieczeństwa wyglądał korzystnie na tle innych biologicznych leków przeciwreumatycznych modyfikujących przebieg choroby. Nie zaobserwowano żadnych istotnych klinicznie wzrostów poziomu lipidów (cholesterolu i trójglicerydów), neutropenii (obniżenia liczby granulocytów obojętnochłonnych poniżej 1500/μl) ani poważnych infekcji. W nielicznych przypadkach wystąpił przejściowy wzrost poziomu enzymów wątrobowych. Ponieważ epizody miały charakter lekki-umiarkowany, nie przerywano terapii. Ablynx planuje testy zakrojone na szerszą skalę. Obecnie firma poszukuje partnera, który wziąłby na siebie ciężar współfinansowania przedsięwzięcia.
-
Nieco więcej ciepła zaszkodzi wiecznej zmarzlinie
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Badania syberyjskich jaskiń sugerują, że jeśli globalna temperatura zwiększy się o 1,5 stopnia Celsjusza, może dojść do rozmrożenia wiecznej zmarzliny. To dobra wiadomość dla specjalistów poszukujących np. szczątków mamutów. Zła dla reszty ludzkości. Rozmarznięcie wiecznej zmarzliny może oznaczać uwolnienie z gruntu około biliona ton metanu i dwutlenku węgla, co mogłoby przyspieszyć ocieplenie klimatu. Grupa naukowców z Wielkiej Brytanii, Rosji, Mongolii i Szwajcarii, pracująca pod kierunkiem uczonych z University of Oxford, zbadała stalaktyty i stalagmity z jaskiń znajdujących się na granicy wiecznej zmarzliny. Na tej postawie uzyskali dane sięgające 500 000 lat wstecz. Informacje z okresu zwanego Marine Isotopic Stage 11, czyli sprzed 400 000 lat, wskazują, że jeśli globalne temperatury zwiększą się o 1,5 stopnia Celsjusza, dojdzie do znaczącego rozmarzania wiecznej zmarzliny, a granica jej występowania przesunie się znacznie na północ. Stalaktyty i stalagmity z tych jaskiń pozwalają nam sprawdzić, jak w przeszłości, w warunkach klimatycznych podobnych do obecnych, zmieniało się występowanie wiecznej zmarzliny na Syberii. Wieczna zmarzlina zajmuje obecnie 24% północnej półkuli. Jej znaczące rozmarzanie może spowodować wydostanie się do atmosfery gigaton węgla - mówi szef zespołu naukowego, doktor Anton Vaks. Rozmarzanie wieczniej zmarzliny będzie miało też katastrofalne skutki lokalne. Cała infrastruktura - zakłady przemysłowe, drogi, koleje, budynki - posadowiona jest na zmarzlinie. Jej rozmięknięcie może doprowadzić do masowych uszkodzeń zbudowanych przez człowieka struktur. Szczególnie cenne informacje naukowcy zebrali w jaskini w pobliżu Leńska w Jakucji. Dane radiometryczne wykazały, że jedyny okres, w którym stalaktyty rosły - a do ich wzrostu potrzebna jest ciekła woda - miał miejsce 400 000 lat temu. Wówczas temperatury na Ziemi były o około 1,5 stopnia Celsjusza wyższe niż obecnie. W okresach, gdy temperatura była wyższa o 0,5-1 stopień Celsjusza nie dochodziło do wzrostu stalaktytów. To pokazuje, że wzrost o 1,5 stopnia jest granicą topnienia wiecznej zmarzliny w tym regionie. Chociaż nie było to głównym celem naszych badań, to nasza praca wykazała, że w świecie o 1,5 stopnia cieplejszym od obecnego będzie na tyle ciepło, by roztopić wieczną zmarzlinę z najzimniejszych regionów, przyległe obszary mogą doświadczyć dużych zmian, Pustynia Gobi może stać się znacznie bardziej wilgotna niż obecnie i, potencjalnie, ten wyjątkowo suchy teraz obszar będzie przypominał dzisiejsze stepy Azji - dodaje Vaks. -
Instrumenty NASA zaobserwowały formowanie się na Słońcu wielkiej plamy. W ciągu 48 godzin osiągnęła ona średnicę 6-krotnie większą od średnicy Ziemi. Jej rzeczywiste rozmiary trudno jednak ocenić, gdyż plama formuje sie na sferze, nie na płaskim obiekcie. Słońce znajduje się obecnie w środku swojego 11-letniego cyklu i spodziewamy się, że w bieżącym roku osiągnie szczyt aktywności - mówi Karen Fox, rzecznik prasowa Goddard Space Flight Center. Naukowcy uważają, że w związku z uformowaniem się plamy w ciągu najbliższych dni możemy spodziewać się wystrzelenia flary słonecznej. Plamy słoneczne formują się wskutek zmian w polach magnetycznych na powierzchni Słońca. Są ciemniejsze i chłodniejsze od otoczenia. Temperatura plam słonecznych waha się od 2727 do 4227 stopni Celsjusza. Tymczasem otaczająca je część naszej gwiazdy ma temperaturę około 5510 stopni Celsjusza. Mogą mieć średnicę nawet 80 000 kilometrów, a największe z nich możńa zobaczyć z Ziemi bez pomocy teleskopu.
-
W nekropolii w pobliżu miejscowości Mezmaj na Kaukazie znaleziono grób wojownika. Mężczyznę pochowano ze złotą biżuterią, w żelaznej kolczudze i bronią, w tym 91-cm żelaznym mieczem między nogami. W tym samym miejscu odkryto inne artefakty sprzed ponad 2 tys. lat, np. 2 hełmy z brązu. Jeden z nich był roztrzaskany. Po odrestaurowaniu okazało się, że znajdowały się na nim reliefowe baranie rogi. Mimo że zlokalizowaną na wysokości 800 m n.p.m. nekropolię splądrowali w 2004 r. szabrownicy, jakimś cudem pochówek wojownika musiał umknąć ich uwadze, bo wydawał się nietknięty. Archeolodzy, których artykuł ukazał się w piśmie Ancient Civilizations from Scythia to Siberia, wykopali także szczątki 3 koni i krowy oraz czaszkę dzika. Ponieważ te zwierzęta były szczególnie cenione przez barbarzyńskie społeczeństwa starożytnego świata, w ten sposób krewni i współplemieńcy zademonstrowali, że zmarły zajmował wysoką pozycję w hierarchii. Jak tłumaczy Walentina Mordwintsjewa z Instytutu Archeologii ukraińskiej Akademii Nauk, obecność kości i ceramiki sugeruje, że na jego cześć urządzono stypę. Na podstawie wieku artefaktów naukowcy stwierdzili, że pochówek (grób nr 3) ma ok. 2200 lat; wstępnie wskazywano na końcówkę III-początek II w. p.n.e. Choć widać wyraźne wpływy greckie, tutejsi mieszkańcy zachowywali własną kulturę. Wśród złotych obiektów na pierwszy plan wybijają się fibula z kryształem górskim, wykuty z monety wisiorek, którego jedną stronę zdobi wizerunek Ateny, a drugą podobizna Nike, a także złote "zawieszki" do pochew broni białej (poza 90-cm mieczem z czubkiem skierowanym w stronę miednicy znaleziono też krótszy 48,5-cm). Koło wojownika odkryto cały arsenał broni, np. topór bojowy, strzały czy groty włóczni. Liczba oraz jakość artefaktów z pochówku sprawiają, że jest on wyjątkowy nie tylko dla północnego Kaukazu, ale i dla całego rejonu północnego Pontu.
-
Bill Snyder z serwisu InfoWorld został zaproszony do zapoznania się z technologią, która pozwala na dokładną lokalizację miejsca, w którym został nakręcony plik wideo. Technologia jest jeszcze w powijakach, ale już charakteryzuje się zadziwiająco dużą skutecznością. Prace nad nią trwają w International Computer Science Institute (ICSI) należącym do Uniwersytetu Kalifornijskiego. Grupa pracująca pod kierunkiem Jaeyounga Choia stworzyła program, który uczy się na podstawie dostępnych danych. Choi i jego koledzy pobrali z Flickra tysiące klipów wideo zawierających dane geolokalizacyjne. Ich program uczył się obecnych tam kształtów, tekstur, kolorów i dźwięków, tworzył z nich bazę danych, a później na jej podstawie próbował odgadnąć, gdzie nakręcono wideo niezawierające danych geolokalizacyjnych. Obecnie jedynie 3-5 procent materiałów wideo umieszczanych w internecie zawiera informacje geolokalizacyjne, zatem zbudowanie odpowiednio dużej bazy danych potrwa sporo czasu. Jednak mimo to program świetnie się spisuje. Po analizie 5000 surowych materiałów wideo i porównaniu ich ze swoją bazą danych potrafił w 14% przypadków określić z dokładnością do 10 metrów miejsce, w których klipy zostały nakręcone. Najbardziej zadziwiającą właściwością programu jest umiejętność korzystania z dźwięków. Oprogramowanie potrafi np. rozpoznać, że nagrany gwizd pociągu należy do pojazdu przejeżdżającego przez Tokio. Naukowcy nauczyli swój program rozpoznawania dźwięków z 32 miast na świecie. W podobny sposób można będzie go nauczyć wykorzystywania fotografii, a nie tylko innych materiałów wideo. Baza danych zdjęć jest już gotowa. Google Street View obfotografowało olbrzymią liczbę miejsc. Gerald Friedland odpowiedzialny w ICSI za prace nad multimediami, mówi, że początkowe prace nad wspomnianym programem były finansowane przez jedną z amerykańskich agencji szpiegowskich - National Geospatial-Intelligence Agency. Nie powinno to dziwić. Zarówno wywiadowi jak i wojsku przyda się narzędzie umożliwiające np. szybkie rozpoznanie miejsca, w którym terroryści kręcili materiały propagandowe. Dla przeciętnego internauty znacznie bardziej dotkliwa może być możliwość np. wykorzystania tego typu technologii do określenia miejsc, w których przebywał. Zdjęcia, na których jesteśmy, nie zawsze trafiąją do sieci za naszą zgodą. A coraz doskonalsze techniki rozpoznawania twarzy w połączeniu z technologią określania położenia mogą stanowić kolejne naruszenie naszej prywatności.
-
Dotąd Park Narodowy Doliny Śmierci był kojarzony z bardzo wysoką temperaturą, teraz obszar stał się największym parkiem ciemnego nieba na świecie. Wczoraj (20 lutego) Międzynarodowe Stowarzyszenie Ciemnego Nieba (International Dark-Sky Association, IDA) obwołało amerykański rezerwat Międzynarodowym Parkiem Ciemnego Nieba złotego rzędu. To ostatnie oznacza, że można tu obserwować obiekty widoczne wyłącznie na tle najciemniejszego nieba. Park znajduje się na tyle daleko od dużych miast, że niebo nad pustynią pozostaje niemal dziewicze i w wielu miejscach oferuje widoki bliskie temu, z czym można się było zetknąć przed powstaniem metropolii. Doceniamy certyfikat IDA, który honoruje zaangażowanie parku w ochronę naturalnych ciemności [...] - opowiada dyrektor Służby Parków Narodowych Jonathan B. Jarvis. Nocne niebo Doliny Śmierci jest dziełem sztuki, które ludzie powinni móc podziwiać. Mamy nadzieję, że działania parku, podjęte w celu ochrony nieba w jego granicach, zainspirują okoliczne społeczności [...] - dodaje dyrektor wykonawczy IDA Bob Parks.
-
NASA informuje o odkryciu najmniejszej znanej planety pozasłonecznej. Obiekt Kepler-37b jest nieco większy od Księżyca. Planeta ma trzykrotnie mniejszą średnicę od Ziemi, jest też mniejsza od Merkurego. Jej odkrycie pokazuje, że ludzkość dysponuje narzędziami zdolnymi do zauważenia naprawdę małych obiektów w przestrzeni kosmicznej. Kepler-37b znajduje się w systemie Kepler-37, odległym od Ziemi o 210 lat świetlnych. Należy go szukać w gwiazdozbiorze Lutni. Planeta Kepler-37b nie posiada atmosfery i nie może na niej istnieć życie w takiej postaci, w jakiej je znamy. Z pewnością jest też planetą skalistą. Inne planety w tym samym systemie to Kepler-37c o średnicy 3/4 średnicy Ziemi oraz dwukrotnie większa od Błękitnego Globu Kepler-37d. Jeszcze w niedalekiej przeszłości jedynymi planetami, jakie udawało się odnaleźć były gazowe giganty. Postęp naukowy i technologiczny umożliwia jednak na odkrywanie coraz mniejszych planet. Nawet Kepler potrafi odnaleźć takie małe światy wokół najjaśniejszych gwiazd. Fakt, że znaleźliśmy Kepler-37b wskazuje, że takie małe planety są powszechne i na odkrycie czeka więcej planetarnych cudów - mówi Jack Lissauer z Ames Research Center. Gwiazda macierzysta systemu Kepler-37 należy do tego samego typu co Słońce, jest od niego nieco mniejsza i chłodniejsza. Wszystkie trzy wymienione wcześniej planety znajdują się w odległości mniejszej niż dystans pomiędzy Merkurym a Słońcem. To wskazuje, iż są bardzo gorącymi, nieprzyjaznymi życiu światami. Kepler37-b obiega swoją gwiazdę w ciągu 13 dni, a temperatura na jej powierzchni wynosi około 427 stopni Celsjusza. Czas obiegu Kepler-37c i Kepler-37d to, odpowiednio, 21 i 40 dni. Teleskop kosmiczny Keplera obserwuje i mierzy jasność 150 000 gwiazd. Pomiar dokonywany jest co pół godziny. Planety są wykrywane na podstawie spadku jasności gwiazdy, do którego dochodzi, gdy znajdują się one pomiędzy gwiazdą a obserwującym ją teleskopem.
-
Giętkie i całkowicie przezroczyste urządzenie do obrazowania
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Technologia
W austriackim laboratorium powstało płaskie, giętkie i przezroczyste urządzenie do obrazowania z wymiennego arkusza polimeru. Fluorescencyjne cząstki wychwytują promieniowanie na wejściu i przekierowują jego część na rozmieszczoną na obrzeżach macierz czujników. Zgodnie z naszą wiedzą, jako pierwsi zaprezentowaliśmy czujnik obrazu, który jest zarówno w pełni przezroczysty - nie zawiera zintegrowanych mikrostuktur, np. obwodów - jak i giętki oraz skalowalny - zaznacza Oliver Bimber z Uniwersytetu Johannesa Keplera w Linzu. Wynalazek wyprodukowano z koncentratora luminescencyjnego. Wysyca się go cząstkami luminoforu, które pochłaniają fale o specyficznej długości (np. niebieskie), a następnie reemitują je, nieco zwiększając długość (np. jako promieniowanie zielone). Część reemitowanego fluorescencyjnego światła się rozprasza, ale reszta przemieszcza się przez polimerowy film w kierunku krawędzi, gdzie znajduje się macierz czujników optycznych (Austriacy porównują je do kamer otworkowych 1D). Na końcu komputer kompiluje dane, generując utrzymany w szarościach obraz. By koncentrator luminescencyjny działał jak urządzenie do obrazowania, zespół Bimbera musiał umieć precyzyjnie określić, na jaką część filmu padło światło. Był to nie lada problem, bo arkusza polimeru nie da się podzielić na piksele. Fluorescencyjne światło ze wszystkich punktów na powierzchni rozchodzi się do wszystkich czujników na obrzeżach. Naukowcy porównują tę sytuację do określania stacji, na której ktoś wsiadł do metra, po tym jak komplet pasażerów wysiadł ze składu na końcowej stacji. Z pomocą przyszło badaczom zjawisko osłabiania światła podczas pokonywania polimeru. Im dłużej się ono przemieszcza, tym bardziej przyćmione się staje. Mierząc relatywną jasność światła docierającego do macierzy czujników, można więc stwierdzić, w jakim punkcie filmu doszło do kontaktu. W tomografii komputerowej nie da się zrekonstruować obrazu, bazując na pojedynczym pomiarze pochłaniania, dlatego lampa rentgenowska wiruje w płaszczyźnie prostopadłej do długiej osi pacjenta, a układ detektorów rejestruje osłabienie promieniowania X po przejściu przez ciało. W czasie obrotu lampy wybrana warstwa ciała jest zatem eksponowana z wielu stron, pod różnymi kątami. W technologii Austriaków jest podobnie, tylko zamiast promieniowania rentgenowskiego wykorzystuje się światło widzialne. Rozdzielczość prototypów jest niska (32x32 piksele), głównie za sprawą niekorzystnego stosunku sygnału do szumu w zastosowanych fotodiodach. Naukowcy zamierzają poprawić rozdzielczość za pomocą metody próbkowania, a mianowicie rekonstruując obraz z maksymalnej liczby punktów filmu (oddalonych od siebie na ostatecznym obrazie o mniej niż 1 piksel). To nie wymaga użycia lepszych fotodiod - podkreśla Bimber. Zespół uważa, że opisane urządzenie znajdzie zastosowanie w komputerach czy systemach do gier. Kontrola gestami będzie możliwa bez kamer czy innych urządzeń do śledzenia ruchu. Ponieważ materiał jest przezroczysty, to stosując wiele warstw z luminoforami wzbudzanymi różnymi długościami fali, uzyska się kolorowe obrazy. Bimber i inni sugerowali m.in. umieszczanie polimerowego filmu ich autorstwa na standardowych matrycach CCD. -
Giętkie i całkowicie przezroczyste urządzenie do obrazowania
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Technologia
W austriackim laboratorium powstało płaskie, giętkie i przezroczyste urządzenie do obrazowania z wymiennego arkusza polimeru. Fluorescencyjne cząstki wychwytują promieniowanie na wejściu i przekierowują jego część na rozmieszczoną na obrzeżach macierz czujników. Zgodnie z naszą wiedzą, jako pierwsi zaprezentowaliśmy czujnik obrazu, który jest zarówno w pełni przezroczysty - nie zawiera zintegrowanych mikrostuktur, np. obwodów - jak i giętki oraz skalowalny - zaznacza Oliver Bimber z Uniwersytetu Johannesa Keplera w Linzu. Wynalazek wyprodukowano z koncentratora luminescencyjnego. Wysyca się go cząstkami luminoforu, które pochłaniają fale o specyficznej długości (np. niebieskie), a następnie reemitują je, nieco zwiększając długość (np. jako promieniowanie zielone). Część reemitowanego fluorescencyjnego światła się rozprasza, ale reszta przemieszcza się przez polimerowy film w kierunku krawędzi, gdzie znajduje się macierz czujników optycznych (Austriacy porównują je do kamer otworkowych 1D). Na końcu komputer kompiluje dane, generując utrzymany w szarościach obraz. By koncentrator luminescencyjny działał jak urządzenie do obrazowania, zespół Bimbera musiał umieć precyzyjnie określić, na jaką część filmu padło światło. Był to nie lada problem, bo arkusza polimeru nie da się podzielić na piksele. Fluorescencyjne światło ze wszystkich punktów na powierzchni rozchodzi się do wszystkich czujników na obrzeżach. Naukowcy porównują tę sytuację do określania stacji, na której ktoś wsiadł do metra, po tym jak komplet pasażerów wysiadł ze składu na końcowej stacji. Z pomocą przyszło badaczom zjawisko osłabiania światła podczas pokonywania polimeru. Im dłużej się ono przemieszcza, tym bardziej przyćmione się staje. Mierząc relatywną jasność światła docierającego do macierzy czujników, można więc stwierdzić, w jakim punkcie filmu doszło do kontaktu. W tomografii komputerowej nie da się zrekonstruować obrazu, bazując na pojedynczym pomiarze pochłaniania, dlatego lampa rentgenowska wiruje w płaszczyźnie prostopadłej do długiej osi pacjenta, a układ detektorów rejestruje osłabienie promieniowania X po przejściu przez ciało. W czasie obrotu lampy wybrana warstwa ciała jest zatem eksponowana z wielu stron, pod różnymi kątami. W technologii Austriaków jest podobnie, tylko zamiast promieniowania rentgenowskiego wykorzystuje się światło widzialne. Rozdzielczość prototypów jest niska (32x32 piksele), głównie za sprawą niekorzystnego stosunku sygnału do szumu w zastosowanych fotodiodach. Naukowcy zamierzają poprawić rozdzielczość za pomocą metody próbkowania, a mianowicie rekonstruując obraz z maksymalnej liczby punktów filmu (oddalonych od siebie na ostatecznym obrazie o mniej niż 1 piksel). To nie wymaga użycia lepszych fotodiod - podkreśla Bimber. Zespół uważa, że opisane urządzenie znajdzie zastosowanie w komputerach czy systemach do gier. Kontrola gestami będzie możliwa bez kamer czy innych urządzeń do śledzenia ruchu. Ponieważ materiał jest przezroczysty, to stosując wiele warstw z luminoforami wzbudzanymi różnymi długościami fali, uzyska się kolorowe obrazy. Bimber i inni sugerowali m.in. umieszczanie polimerowego filmu ich autorstwa na standardowych matrycach CCD. -
Brytyjscy naukowcy zastosowali techniki astronomiczne do wyszukiwania odległych obiektów, np. galaktyk, do identyfikowania biomarkerów sygnalizujących agresywność nowotworu. Uzyskane wyniki sugerują, że prawdopodobnie kiedyś subtelne różnice w barwieniu histochemicznym będą analizować komputery. Rozwiązanie przetestowano pod kątem wykrywania poziomu 3 białek w próbkach od ponad 2 tys. pacjentek z rakiem piersi (proteiny te są powiązane z bardziej agresywnymi guzami). Zespół porównywał dokładność oceny zautomatyzowanego systemu i patologa, który obserwował wycinek pod mikroskopem. Okazało się, że nowe rozwiązanie było co najmniej tak samo dokładne jak metoda manualna, pod względem szybkości biło jednak człowieka na głowę. Wykorzystaliśmy naturalne nakładanie się technik astronomicznych wykorzystywanych do analizy zdjęć z głębokiego kosmosu [...] i potrzeby wskazania subtelnych różnic w barwieniu próbek guzów [...]. Wyniki były lepsze, niż się spodziewaliśmy. Po wprowadzeniu drobnych poprawek, automatyczne podejście dawało podobną dokładność co czasochłonna ocena manualna. Teraz planujemy większe międzynarodowe studium. Dysponując próbkami od ponad 20 tys. chorych z rakiem piersi, będziemy mogli dalej udoskonalać naszą strategię - cieszy się dr Raza Ali z filii Cancer Research UK przy Uniwersytecie w Cambridge. Naukowcy podkreślają, że testując nowe leki, trzeba badać tysiące próbek guzów. Zautomatyzowane podejście oznacza, że teraz możemy przeanalizować do 4 tysięcy obrazów dziennie. To z pewnością przyspieszy proces przekładania odkryć [czysto naukowych] na zastosowania kliniczne - dodaje prof. Carlos Caldas. To wspaniałe, że nasze oprogramowanie do analizy obrazu, które oryginalnie opracowano m.in. do śledzenia zasiedlonych przez życie planet spoza Układu Słonecznego, przydaje się teraz do poprawy rokowań pacjentów onkologicznych [...] - podsumowuje dr Nicholas Walton z Instytutu Astronomii.
-
Najnowszy sondaż Reuters/Ipsos przyniósł niespodziewane wyniki. Badania przeprowadzone wśród 853 respondentów w wieku 18-29 lat wykazały, że Microsoft jest w tej grupie wiekowej postrzegany lepiej, niż przed dwoma laty. Co więcej, poczynił większy wizerunkowy postęp niż Facebook i Twitter. Koncern z Redmond zawsze był ganiony za to, że nie potrafi stworzyć produktów, które przyciągnęłyby uwagę młodych ludzi. Ostatnio jednak sytuacja najwyraźniej się zmieniła. We wspomnianym sondażu Facebook został określony jako "fajniejszy niż w przeszłości" przez 42% respondentów, Twitter otrzymał 47% takich odpowiedzi, a Microsoft - 50%. Znaczną część zainteresowania młodych ludzi Microsoftem należy przypisać ostatnim kampaniom marketingowym dotyczącycm tabletu Surface, konsoli Xbox i Kinecta. Jednak uznanie zdobywa też... Windows 8. Jeden ze studentów z University of South California powiedział, że bardzo podoba mu się najnowszy OS Microsoftu, gdyż łatwiej go dostosować do swoich potrzeb i nie jest tak sztywno powiązany z firmą, jak system Apple'a, gdzie musisz kupować same produkty Apple'a. Jeśli chcesz dzwonka do telefonu, nie musisz płacić iTunes. Wiem, że Apple jest fajny, że to obecnie najfajniejsza marka, ale jeśli Microsoft będzie nadal postępował tak, jak dotychczas, myślę, że dużo zyskają. Apple zachowuje swoją wyjątkowo silną pozycję wśród młodych ludzi. Około 60% badanych stwierdziło, że marka ta jest "fajniejsza" niż wcześniej. Jednak największą karierę robi Android. Równo 70% młodych osób uznało ten system za "fajniejszy" niż poprzednio. Oczywiście pojęcie "fajny" jest bardzo nieostre i nie pozwala na precyzyjne zmierzenie postrzegania produktów, gdyż trudno jest porównać firmę, jaką jest Apple, z platformą jaką jest Android. Jednak subiektywne opinie i odczucia są bardzo istotnym czynnikiem decydującym o zakupie danego produktu. Jak zauważył analityk Gartnera Michael Gartenberg, wysiłki Microsoftu przyniosły efekty, jednak dopiero się przekonamy, czy 'fajność' przełoży się na decyzję o zakupie.
-
Łazik Curiosity pobrał próbkę z wnętrza marsjańskiej skały. To pierwsze takie wydarzenie w historii. Dotychczas żadne z wysłanych przez ludzi urządzeń nie wierciło w skałach na Marsie. Operację pobrania próbki obserwowali specjaliści z Jet Propulsion Laboraotory. Widząc unoszący się z wiertła pył przekonaliśmy się, że po raz pierwszy wiertło pobrało próbkę, zagłębiając się w skałę - powiedział Scott McCloskey, z zespołu inżynierów odpowiedzialnych za pracę wiertła. Wielu z nas pracowało przez lata, by ten dzień nadszedł. Potwierdzenie udanego wiercenia jest niezwykle satysfakcjonujące. Dla zespołu odpowiedzialnego za zbieranie próbek jest to odpowiednik tego, co czuł zespół odpowiedzialny za lądowanie, gdy pojazd dotknął powierzchni planety - dodał. Pobrana z głębokości 6,4 centymetra próbka zostanie umieszczona na sicie, które odrzuci cząstki większe niż 150 mikrometrów. Część materiału zostanie dostarczona do instrumentów CheMin i SAM, gdzie zostaną poddane analizie.
-
Sony zdradziło część szczegółów specyfikacji technicznej konsoli PlayStation 4. Samej konsoli jednak nie pokazano. PS4 nie będzie wykorzystywała procesora Cell. Sony stawia na architekturę x86, a konkretnie na ośmiordzeniowy procesor AMD Jaguar oraz układ graficzny Radeon. Użytkownicy będą mogli też skorzystać z 8 gigabajtów pamięci GDDR5. PS4 będzie korzystała z tradycyjnego dysku twardego, jednak nie zdradzono jego pojemności. Przedstawiciele japońskiej firmy zapewnili jedynie, że będzie "wielka". Nowa konsola ma znacznie skrócić czas oczekiwania na załadowanie się gry, pozwoli też na szybkie pobieranie treści w tle. Sony zapewnia, że grę będzie można rozpocząć jeszcze w czasie jej pobierania z sieci. Konsola zostanie również wyposażona w napęd Blu-ray, który będzie czytał też płyty DVD. Zamontowano w niej trzy porty USB 3.0, Ethernet, Wi-Fi, Bluetooth 2.1, HDMI, analogowe wyjście AV. PS4 będzie oczywiście kompatybilna z PS3. Bardzo interesująco brzmi złożona obietnica, zgodnie z którą Sony nie wyklucza, że za pośrednictwem PlayStation Cloud Service na PS4 będzie można uruchomić gry z PS i PS2. Rozbudowano też kontroler konsoli. Dual Shock 4 został wyposażony w gładzik, przycisk "Share", wejście na słuchawki i mikrofon oraz źródło światła, które umożliwi konsoli śledzenie jego ruchów. W związku z tym zmianie uległo też urządzenie PlayStation Eye. Wyposażono je w kamery stereo, powiększono, bardziej przypomina obecnie microsoftowego Kinecta. Sony zapewnia, że konsola będzie zapamiętywała kilka ostatnich minut gry, dzięki czemu po naciśnięciu przycisku "Share" użytkownik będzie mógł podzielić się innymi np. zrzutami ekranowymi czy całymi klipami wideo.
-
W połowie zeszłego roku naukowcy z Uniwersytetu w Newcastle zaproponowali, by ulepszyć pasty do zębów, wykorzystując enzym wyizolowany z Bacillus licheniformis, bakterii występujących na powierzchni glonów. Teraz enzym NucB znalazł zastosowanie w sprejach dla chorych z przewlekłym zapaleniem zatok przynosowych. W wielu przypadkach przewlekłego zapalenia zatok bakterie tworzą śliską warstwę zwaną biofilmem. Trójwymiarowa kolonia zostaje zamknięta w macierzy pozakomórkowej, w której skład wchodzą m.in. woda, polisacharydy, białka, lipidy czy zewnątrzkomórkowy DNA. Powstająca tarcza jest naprawdę solidna, ale eksperymenty in vitro wykazały, że NucB rozprasza aż 58% biofilmów. Enzym rozkłada pozakomórkowe DNA, które działa jak klej przytwierdzający komórki do [siebie nawzajem i do] powierzchni zatok. W laboratorium NucB usuwał połowę testowanych organizmów - opowiada dr Nicholas Jakubovics. Choć sterydowe spreje donosowe i antybiotyki mogą pomóc części ludzi, dla reszty koniecznością okazuje się zabieg. Alternatywne rozwiązanie byłoby dla nich wybawieniem. W ramach najnowszego studium Brytyjczycy analizowali próbki mucyny 20 pacjentów (uzyskano je w czasie funkcjonalnej endoskopowej operacji zatok, FEOZ). Śluz oglądano m.in. pod elektronowym mikroskopem transmisyjnym. Od poszczególnych osób wyizolowano od 2 do 6 różnych gatunków bakterii. Zbadano 24 szczepy; wszystkie tworzyły biofilmy ze znaczącą ilością zewnątrzkomórkowego DNA. W przypadku 14 szczepów biofilmy rozbito za pomocą deoksyrybonukleazy NucB. Warto przypomnieć, że początkowo Brytyjczycy chcieli czyścić za pomocą enzymu kadłuby statków. Szybko jednak zdali sobie sprawę z potencjalnych zastosowań medycznych. Ustalono, że gdy B. licheniformis chce się przesunąć, wydziela enzym trawiący DNA. W ten sposób udaje jej się "wyzwolić" z sieci. Mechanizm można wykorzystać zarówno do sterylizacji implantów medycznych, jak i w nowym spreju do nosa.
-
Bozon Higgsa zapowiedzią zagłady wszechświata
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Astronomia i fizyka
Joseph Lykken, fizyk teoretyczny z Fermilab, który pracuje też w CERN-ie, informuje, że odkryty niedawno bozon Higgsa jest zapowiedzią końca wszechświata. Co prawda istnienie bozonu Higgsa nie jest jeszcze ostatecznie potwierdzone, ale zdecydowana większość naukowców uważa, że cząstka odkryta w ubiegłym roku jest długo poszukiwanym bozonem. O możliwości końca wszechświata naukowcy dyskutowali od dawna. Jednak, aby odpowiedzieć jak do niego dojdzie, potrzebna była dość precyzyjna znajomość masy bozonu i innych cząsteczek subatomowych. Teraz wiemy, że bozon Higgsa ma masę 126 GeV (gigaelektronowoltów) czyli jest około 126 razy cięższy od protonu. Te 126 GeV to wyznaczona teoretycznymi obliczeniami granica stabilności wszechświata. Fakt, że bozon Higgsa ma właśnie taką masę oznacza, że wszechświat jest ze swej natury niestabilny. Jeśli weźmiemy pod uwagę całą wiedzę fizyczną, jaką obecnie dysponujemy i przeprowadzimy odpowiednie obliczenia, to jest to zła wiadomość. Prawdopodobnie wszechświat, w którym żyjemy, jest naturalnie niestabilny i w pewnym momencie, za miliardy lat, zniknie - powiedział Lykken, który prezentował swoje obliczenia podczas konferencji American Association for the Advancement of Science. Gdy przed kilkoma miesiącami świat dowiedział się o odkryciu bozonu Higgsa, Lykken wyjaśniał dziennikarzom, że bozon jest kwantem pola Higgsa czyli pola energetycznego, które istnieje w całym wszechświecie. Cząsteczka poruszająca się w tym polu czuje opór, jak ciało poruszające się w gęstym syropie. Pole Higgsa spowalnia cząsteczki, uniemożliwiając im poruszanie się z prędkością światła. Bez spowalniającego efektu pola Higgsa, cząsteczki podróżowałyby z prędkością światła, nie łączyłyby się ze sobą i nie stworzyłyby atomów, z których zbudowana jest materia. Christopher Hill, fizyk teoretyczny z Fermilab mówi: Masa Higgsa jest związana ze stabilnością próżni. Znajduje się dokładnie na jej granicy. To albo niesamowity przypadek, albo też istnieją jakieś właściwości fizyczne, które to spowodowały. To coś nowego, czego wcześniej nie wiedzieliśmy. Lykken zapewnia, że jego obliczenia wykazały, iż za wiele miliardów lat dojdzie do katastrofy. Gdzieś pojawi się mała bańka, którą możemy nazwać 'alternatywnym' wszechświatem, rozszerzy się i nas zniszczy. Bańka będzie rozszerzała się z prędkością światła, co oznacza, że sam proces niszczenia obecnego wszechświata potrwa miliardy lat. -
U pająków Nephila plumipes ważny wydaje się poziom energii potencjalnego kochanka. Wg autorów artykułu z Biology Letter, ze sprawnością fizyczną często łączy się łatwo dostrzegalne cechy, np. wielkość. Australijczycy postanowili jednak sprawdzić, jak na wynik podbojów miłosnych wpływa fizjologia, a konkretnie tempo przemiany materii. Zdolność do zużycia i wyprodukowania większych ilości energii pozwala wygrać z konkurentami w czasie rywalizacji o wybrankę - wyjaśnia dr Michael Kasumović z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii. Bycie pierwszym spółkującym samcem pozwala przekazać więcej spermy, co oznacza spłodzenie większej liczby młodych. Co istotne, samica, która już kopulowała, wykazuje obniżoną skłonność do odbywania kolejnych aktów płciowych. Choć generalnie im większy samiec, tym wyższe prawdopodobieństwo zwycięstwa w przepychankach, to w ok. 10% przypadków reguła ta się nie sprawdza. Podczas eksperymentów, które miały wyjaśnić, jaki czynnik stoi za przewagą mniejszych osobników, odwłoki 12 samców oznaczano farbą. Panowie uderzali w konkury do 3 samic. Po zakończeniu obserwacji samce trafiały do pudełka, w którym mierzono zużycie tlenu i wydalanie dwutlenku węgla. Okazało się, że choć pająki miały podobną spoczynkową przemianę materii, samce, które najbardziej zbliżały się do samic, potrafiły wejść na wyższy poziom energetyczny niż pozostawieni w tyle konkurenci (miały wyższą czynną przemianę materii; AMR od ang. active metabolic rate). By dojść do takiego wniosku, Australijczycy (Kasumović współpracował z Frankiem Seebacherem z Uniwersytetu w Sydney) musieli umieścić pająki w terrarium z mieszadłem magnetycznym. Samce usiłowały omotać je nicią. Osobniki, które umiały szybciej zawijać, przypisywano do grupy z wyższą czynną przemianą materii. Wyższemu AMR towarzyszyła nasilona aktywność syntazy cytrynianowej, co sugerowało większe zagęszczenie mitochondriów.
-
Chwytliwie o chorobach przenoszonych drogą płciową
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Ciekawostki
Matt Wiley zaprojektował serię frisbee ostrzegających przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, np. wirusowym zapaleniem wątroby typu B. Idea działania jest taka, by delikatnie rzucać dyskiem w kierunku przechodniów na kampusie. Gdy dana osoba schwyta nadlatujący przedmiot, usłyszy hasło "Właśnie złapałeś chlamydie". Dyski są formą mobilnej reklamy społecznej. Forma i kolor eliminują znudzenie czy brak uwagi. Odbiorca odruchowo zapoznaje się z komunikatem, że symptomy chorób przenoszonych drogą płciową pojawiają się późno lub są uznawane za mało istotne i lekceważone. Ponieważ na odwrocie frisbee mają być nadrukowane sugestie odnośnie do dalszego postępowania, np. adres placówki oferującej badania albo nazwa witryny internetowej dot. zdrowia czy planowania rodziny, potencjalny pacjent od razu wie, co powinien zrobić. -
Podczas pierwszej oficjalnej konferencji dotyczącej kosmicznego przemysłu wydobywczego "Off-Earth Mining Forum" eksperci stwierdzili, że już w ciągu najbliższych dziesięcioleci ludzkość rozpocznie wydobywanie minerałów poza Ziemią. Szczególnie interesujące są metale ziem rzadkich. Wbrew swojej nazwie występują one dość powszechnie na naszej planecie, jednak ich wydobycie jest skomplikowane, kosztowne i wiąże się z produkcją dużej ilości odpadków. Stąd też zainteresowanie minerałami obecnymi w przestrzeni kosmicznej. Wspomniana na wstępie konferencja zgromadziła specjalistów z różnych dziedzin. Byli na niej obecni zarówno przedstawiciele wielkich firm wydobywczych jak Rio Tinto czy Sandvik jak i naukowcy z NASA czy japońskiej JAXA. Myślę, że znajdujemy się w momencie, w którym możemy stwierdzić 'tak, to jest do zrobienia' - powiedział Andrew Dempster z Australijskiego Centrum Inżynierii Kosmicznej. Z kolei Rene Fradet z należącego do NASA Jet Propulsion Laboratory uważa, że wydobycie minerałów z przestrzeni kosmicznej stanie się możliwe i opłacalne za 20-30 lat. Dempster uważa, że nastąpi to szybciej. Jego zdaniem obecna technologia już pozwala na prowadzenie takich prac. Największym problemem są koszty. Wyniesienie kilograma ładunku na Księżyc to obecnie koszt około 100 000 dolarów. Dlatego też bardzo ważne są prace mające na celu zmniejszenie kosztów wystrzeliwania ładunków z Ziemi oraz badania pozwalające na wytwarzanie części materiałów poza naszą planetą. Berok Khoshnevis z University of Southern California, który pracuje też dla NASA, stworzył technologię pozwalającą na produkowanie bez użycia wody cementu z materiału dostępnego na Księżycu i Marsie. Z kolei Matthew Dunbabin z australijskiej rządowej agencji badawczej CSIRO przeprowadził symulację pracy w kosmosie maszyn wydobywczych i stwierdził, że głównym problemem będzie dostarczenie im energii elektrycznej. Oprócz problemów technologicznych trzeba odnieść się też do kwestii prawnych. Kto na przykład ma prawo do wydobycia minerałów na Księżycu? Do kogo one obecnie należą? Niektórzy proponują zastosowanie tutaj zasad dotyczących otwartych wód oceanicznych, na których każdy może prowadzić prace wydobywcze, ale nie może rościć sobie pretensji do danego terytorium. Ramę prawną dla kosmicznego górnictwa będzie prawdopodobnie stanowił podpisany w 1967 roku przez USA, Wielką Brytanię i ZSRR Traktat o Przestrzeni Kosmicznej. Przewiduje on m.in., że zasoby znajdujące się w przestrzeni kosmicznej są dziedzictwem całej ludzkości i żadne państwo nie może rościć sobie do nich pretensji. Państwa mają prawa jedynie do swoich obiektów, które umieściły w przestrzeni kosmicznej. Są jednocześnie odpowiedzialne za poczynione przez nie szkody i mają obowiązek unikać zanieczyszczania przestrzeni kosmicznej.
-
Amerykańscy naukowcy wpadli na trop prawdopodobnego związku między wysokotłuszczową dietą a dziecięcymi zaburzeniami poznawczymi, np. ADHD. Odkryliśmy, że wysokotłuszczowa dieta błyskawicznie wpływała na metabolizm dopaminy w mózgach młodych myszy, wyzwalając zachowania lękowe i zaburzenia uczenia. Co ciekawe, po podaniu metylofenidatu (Ritalinu) problemy z uczeniem i pamięcią znikały - podkreśla Gregory Freund z Uniwersytetu Illinois. Freund wyjaśnia, że sygnalizacja dopaminowa ulega zmianie zarówno w ADHD, jak i nadwadze/otyłości. Wzrost poziomu metabolitów dopaminy jest zaś związany z zachowaniami lękowymi u dzieci. Zaintrygowany jednoczesnym skokiem częstości występowania otyłości oraz zaburzeń psychologicznych, w tym depresji, impulsywności i ADHD, u dzieci, zespół Freunda postanowił zbadać krótkoterminowy wpływ diet wysokotłuszczowej (60% kalorii pochodziło z tłuszczu) i niskotłuszczowej (tłuszcz stanowił 10%) na zachowanie 2 grup 4-tygodniowych myszy. Wg autorów raportu z pisma Psychoneuroendocrinology, typowa zachodnia dieta zawiera ok. 40% tłuszczu. Po tygodniu wysokotłuszczowej diety, jeszcze zanim mogliśmy zaobserwować jakikolwiek przyrost wagi, zachowanie myszy zaczęło się zmieniać. Naukowcy stwierdzili, że gryzonie częściej się zakopywały i korzystały z kołowrotka, nie miały za to ochoty na badanie nowych obszarów. Pojawiły się też deficyty uczenia i pamięci, w tym trudności z pokonaniem labiryntu i zaburzone rozpoznawanie obiektów. Freund zauważył, że zmiana diety na niskotłuszczową poprawiała pamięć po upływie 1 tygodnia. Gdy myszom nadal podawano wysokotłuszczową karmę, zaburzone rozpoznawanie obiektów utrzymywało się przez 3 tyg. od wystąpienia objawów, zaś później, wskutek kompensacyjnych działań organizmu, które widywano także w ramach innych badań, poziom dopaminy wracał do normy, a gryzonie stawały się otyłe i zapadły na cukrzycę. Choć myszy wyrastały z lękowych zachowań i deficytów uczenia, wg mnie, studium sugeruje, że wysokotłuszczowa dieta może wyzwalać lęk i zaburzenia pamięci u dzieci z genetyczną bądź środowiskową podatnością.
-
U.S. Fish and Wildlife Service oferuje 2500 dolarów nagrody za informację o osobie, która 18 stycznia zabiła w Północnej Karolinie wilka rudego. To co najmniej 10. zwierzę, które zostało zabite w ciągu ostatnich 14 miesięcy. Zabity ostatnio wilk, podobnie jak pozostałe osobniki, miał na szyi obrożę z urządzeniem namierzającym. Obecnie na wolności żyje mniej niż 120 wilków rudych. Gatunek przez 20 lat był uznawany za wymarłego na wolności. Od pewnego czasu US Fish and Wildlife Service prowadzi Red Wolf Recovery Program, w ramach którego próbuje reintrodukować wilka rudego. Gatunek ten został niemal wytępiony na wolności w latach 60. ubiegłego wieku. W roku 1973 wyłapano 400 ostatnich osobników i przeznaczono je do hodowli mającej na celu uratowanie gatunku. Niestety, okazało się, że większość zwierząt stanowiły krzyżówki z kojotami, które zaczęły migrować na tereny zwolnione przez wybitego wilka. Jedynie 14 było czystej krwi. I to one dały początek stadu, z którego próbuje się obecnie odrodzić populację. Oprócz wspomnianych 120 zwierząt na wolności w hodowlach przetrzymywanych jest jeszcze około 200 wilków rudych. Niestety, wilki na wolności są zabijane. Populacja wypuszczona w Północnej Karolinie to grupa eksperymentalna. Oznacza to, że zwierzęta mogą być ponownie wyłapane, jeśli okaże się, że wchodzą w drogę ludziom. W przypadku wilka rudego interakcja z ludźmi jest bardzo rzadka. Wilki rude, wbrew swojej nazwie, mają niewiele rudego koloru na futrze. Są nieco mniejsze od wilka szaarego i nieco większe od kojota. Niewykluczone, że część zabitych wilków rudych to efekt pomyłek. Od pewnego czasu w Północnej Karolinie dopuszcza się polowanie na kojoty w nocy, z użyciem reflektora. Niektórzy mogą więc przez pomyłkę strzelać do wilków rudych. Jednak specjaliści nie mają wątpliwości, że są też i tacy, którzy celowo zabijają te zwierzęta. W związku z rosnącą liczbą zabitych wilków rudych organizacje ochrony środowiska wystosowały do władz petycję prosząc o wydanie w pięciu hrabstwach zakazu nocnych polowań na kojoty. Wilk rudy chroniony jest ustawą Endangered Species Act. Za zabicie takiego zwierzęcia grozi rok więzienia i 100 000 dolarów grzywny.
-
Wielke amerykańskie łąki i pastwiska szybko znikają, gdyż są przeznaczane pod produkcję biopaliw. Christopher Wright i Michael Wimberly z South Dakota State University przeanalizowali zdjęcia satelitarne pięciu środkowych stanów USA wchodzących w skład tzw. Western Corn Belt (Dakota Północna i Południowa, Nebraska, Kansas, Minnesota, Iowa, Missouri). Odkryli, że w latach 2006-2011 pod uprawy soi i kukurydzy zajęto 530 000 hektarów łąk i pastwisk. Najszybciej ich zanikanie postępuje w Południowej Dakocie i Iowa, gdzie pod uprawy na potrzeby biopaliw każdego roku zajmowanych jest kolejne 5% łąk. Zmiana łąk w pola uprawne prowadzi do załamania się populacji ptaków gniazdujących na ziemi. Obecnie zagrożony jest jeden z najważniejszych w USA obszarów gniazdowania dzikich kaczek i gęsi - Praire Pothole Region. Uprawy znajdują się już w odległości 100 metrów od tych podmokłych terenów. Tymczasem lęgnie się tam połowa północnoamerykańskich kaczek. Sytuacja pogarsza się, gdyż rolnicy są zachęcani przez rząd do uprawy roślin na biopaliwa. Powodowanie realnych zmian w środowisku naturalnym na rzecz wątpbliwych korzyści z biopaliw jest niemądre. Ubiegłoroczna susza zniszczyła wszystkie uprawy - mówi Bill Henwood z kanadyjskiej organizacji Temperate Grasslands Conservation Inititive.
-
"Wybielacze" mogły zniszczyć życie na Marsie
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Astronomia i fizyka
Ślady ewentualnego życia na Marsie mogły zostać zniszczone, dlatego też uczeni z Tufts University uważają, że należy ich szukać pod powierzchnią Czerwonej Planety. Do takiego wniosku doszedł zespół pracujący pod kierunkiem Sama Kounavesa, który badał marsjański meteoryt EETA 79001. Został on znaleziony w Antarktyce w 1979 roku. Spadł na Ziemię przed 12 000 lat. Długi pobyt na naszej planecie oznacza, że jego powierzchnia mogła zostać zanieczyszczona tutejszym materiałem, dlatego naukowcy przecięli meteoryt, by zbadać jego wnętrze. W środku znaleźli azotany, o których wiemy, że są wykorzystywane przez ziemskie bakterie jako źródło energii. Uczeni porównali poziom izotopów z meteorytu do ziemskiego i przekonali się, że jego wnętrze nie zostało zanieczyszczone. Jednak ważniejsze było odkrycie niewielkiej ilości marsjańskich chlorków. Już wcześniej lądownik Phoenix zarejestrował na powierzchni Marsa obecność nadchloranów, które także mogą zapewniać energię mikroorganizmom. Jednak, jak przypominają uczeni, nadchlorany mogą powstawać z chlorków, ale etapem pośrednim jest pojawienie się oksychlorków, bardzo silnych utleniaczy, wykorzystywanych w wybielaczach. Co więcej, pod wpływem promieniowania ultrafioletowego i kosmicznego nadchlorany mogą ponownie stać się oksychlorkami. Jeśli dojdzie do połączenia oksychlorku z minimalną chociaż ilością wody, to w obecności takiej mieszaniny zostanie rozłożony każdy związek organiczny. Jako, że mamy dowody, iż na Marsie płynęła kiedyś woda, to obecność nadchloranów sugeruje, że powierzchnia Czerwonej Planety mogła zostać w przeszłości poddana działaniom "wybielaczy", więc nie znajdziemy na niej żadnych związków organicznych. Na szczęście badający obecnie Marsa łazik Curiosity ma na pokładzie wiertło. Może ono penetrować grunt na głębokość nieco ponad 6 centymetrów, a to powinno wystarczyć, by osłonić mikroorganizmy przed "wybielaczem" i promieniowaniem kosmicznym.