-
Liczba zawartości
37610 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
nigdy -
Wygrane w rankingu
246
Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl
-
Specjaliści z Kanadyjskiego Muzeum Natury zdobyli pierwsze dowody wskazujące, że przed milionami lat północ kanadyjskiej Arktyki przemierzały olbrzymie wielbłądy. Te dowody to 30 fragmentów kości nogi znalezionych na wyspie Ellesmere. To znalezione najbardziej na północ szczątki wielbłądów, gatunku, który powstał przed 45 milionami lat w obecnej Ameryce Północnej. Wiek kości oszacowano na około 3,5 miliona lat, pochodzą zatem ze środkowego pliocenu. To ważne odkrycie, gdyż zdobyliśmy pierwszy dowód na obecność wielbłądów na północy Arktyki - mówi doktor Natalia Rybczynski, która stała na czele wielu wypraw badawczych organizowanych przez Kanadyjskie Muzeum Natury. Rozszerza ono zasięg występowania wielbłądów w Ameryce Północnej o około 1200 kilometrów i pokazuje, że zwierzęta, które dały początek współczesnym wielbłądom, mogły niegdyś żyć w arktycznym lesie - dodaje. Kości znaleziono w miejscu Fyles Leaf Bed w pobliżu fiordu Strathcona. W pobliskim bogatym w skamieniałości Beaver Pond odkryto już wcześniej pochodzące z tego samego okresu pozostałości bobrów, borsuków czy trójpalczastego konia. W czasach, gdy wielbłądy żyły na północy Arktyki, średnia temperatura na Ziemi była o 2-3 stopnie Celsjusza wyższa niż obecnie. Temperatury w Arktyce były o 14-22 stopnie wyższe.
-
HTC przeżywa coraz większe kłopoty. Firma poinformowała, że w lutym wartość jej sprzedaży spadła o niemal 44% w porównaniu z lutym 2012 roku. Porównanie miesiąc do miesiąca również nie wypada korzystnie. Od stycznia 2013 roku wartość sprzedaży zmniejszyła się o 27%. HTC nie poinformowało o liczbie sprzedanych urządzeń ani o zyskach. Jednak z raportu za ostatni kwartał 2012 roku dowiadujemy się, że zysk firmy spadł o 91%. Niedawna gwiazda rynku smartfonów zarobiła 34 miliony dolarów, czyli najmniej od 2004 roku. Ostatnią nadzieją HTC może być zaprezentowany w lutym telefon HTC One, który podczas ubiegłotygodniowego Mobile World Congress zdobył nagrodę dla najlepszego urządzenia. Pozostaje pytanie, czy to wystarczy, by odzyskać rynek utracony w ostatnich latach na rzecz m.in. Samsunga. Z danych Gartnera wynika, że w całym ubiegłym roku roku HTC sprzedało niewiele ponad 32 miliony urządzeń i uplasowało się na 10. miejscu listy największych sprzedawców. Udziały firmy w światowej sprzedaży wynosiły 1,8%, podczas gdy rok wcześniej było to 2,4%.
-
Ponad 500 lat po zagrabieniu przez japońskich złodziei Koreańczycy odzyskali nakrycie głowy Sedzonga Wielkiego, władcy, który panował w latach 1418-1450. Dzięki temu nie tylko rozbudowano wiedzę o królewskim ubiorze sprzed wieków, okazało się bowiem, że wewnątrz zaszyto dokumenty dotyczące powstania koreańskiego alfabetu hangul. Hangul zastąpił znaki chińskie. Dzięki niemu umiejętność czytania i pisania przestała być domeną klas wyższych. Alfabet jest używany w obu Koreach do dziś. Ustanowiono nawet Dzień Hangula; w Republice Korei obchodzi się go 9 października, a w Korei Północnej 15 stycznia. Lee Sang-Gyu, profesor języka koreańskiego i literatury z Kyungpook National University, poinformował media, że w zeszłym roku ikseongwan został kupiony w Japonii przez anonimowego południowokoreańskiego kolekcjonera, który później zdecydował się sprezentować zabytek państwu. Znalezione dokumenty są ponoć co najmniej 2 lata starsze od najstarszych dotąd dokumentów wyjaśniających zasady powstania alfabetu koreańskiego. Zewnętrzną część nakrycia głowy uzyskano z wyszywanego złotą nicią brązowego i czarnego materiału. Wewnątrz znajduje się czerwona podszewka. Pomiędzy tymi warstwami zaszyto cenne rękopisy.
-
Gen związany z otyłością wpływa też na ryzyko czerniaka
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Medycyna
Gen związany z otyłością i przejadaniem może również zwiększać ryzyko czerniaka złośliwego. W ramach wcześniejszych badań powiązano polimorfizmy (warianty) 1. intronu genu FTO (od ang. fat mass and obesity associated) ze wskaźnikiem masy ciała. Teraz naukowcy z Uniwersytetu w Leeds wykazali, że wersja innego fragmentu tego samego genu - ósmego intronu - podwyższa ryzyko zachorowania na czerniaka. Brytyjczycy podkreślają, że FTO może wpływać na większy wachlarz zjawisk niż zakładano, a poszczególne fragmenty genu mają związek z różnymi chorobami. Gdy naukowcy próbowali zrozumieć zachowanie FTO, dotąd oceniali jego rolę w metabolizmie i apetycie. Teraz jednak stało się jasne, że nasza wiedza o funkcji tego genu jest niewystarczająca - uważa dr Mark Iles. Zespół badał próbki guzów ponad 13 tys. pacjentów z czerniakiem. W studium uwzględniono także ok. 60 tys. zdrowych osób z całego świata. [...] Jeśli wstępne wyniki się potwierdzą, potencjalnie zyskamy nowy cel dla leków na czerniaka - podkreśla dr Julie Sharp. -
Nowe teoretyczne badania sugerują, że nawet umierające gwiazdy - białe karły - mogą posiadać planety, na których istnieje życie. Jeśli tak jest w rzeczywistości, to takie planety możemy odkryć już w przyszłej dekadzie. Zdaniem Aviego Loeba, dyrektora Instytutu Teorii i Obliczeń Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics (CfA), poszukując pozasłonecznych sygnałów biologicznych powinniśmy przede wszystkim badać białe karły. Uczony twierdzi, że to w ich pobliżu najłatwiej będzie zauważyć planety posiadające tlen w atmosferze. Gdy gwiazdy podobne do Słońca kończą swój żywot stają się białymi karłami. Te obiekty wielkości mniej więcej Ziemi emitują mniej energii niż Słońce, ale jest jej wystarczająco dużo, by ogrzać blisko położone planety. Mogą one krążyć wokół białych karłów przez miliardy lat. To wystarczająco długo, by powstało na nich życie. Gwiazda, zanim stanie się białym karłem, przechodzi przez etap czerwonego olbrzyma, który wchłania planety na swojej drodze. Dlatego też planety krążące w pobliżu białych karłów to obiekty, które migrowały bliżej gwiazdy lub też powstały jako druga generacja planet w danym układzie. Ekosfera białych karłów jest znacznie mniejsza niż gwiazd wielkości Słońca. Planeta znajdująca się w niej okrążałaby swoją gwiazdę co 10 godzin w odległości około 1,5 miliona kilometrów. Loeb twierdzi, że obecność ciężkich pierwiastków na powierzchni białych karłów wskazuje, iż krążą wokół nich skaliste planety. Uczony uważa, że wokół 500 najbliższych nam białych karłów powinniśmy znaleźć co najmniej 1 nadającą się do zamieszkania planetę. Planety wokół białych karłów powinny być łatwe do zauważenia. Jako, że gwiazdy te są małe, przejście przed nimi planety wielkości Ziemi powinno wyraźnie je przysłonić. Uzyskamy nie tylko wyraźny sygnał przejścia planety. Badając jak światło gwiazdy przechodzi przez jej atmosferę będziemy mogli zbadać skład samej atmosfery. Najbardziej interesujące byłoby znalezienie sygnatury istnienia tlenu. To wskazywałoby na istnienie życia. Zasoby tlenu są bowiem odnawiane przez rośliny. Bez ich obecności tlen rozpuści się w wodzie i utleni powierzchnię planety, znikając z atmosfery. Zatem duże ilości tlenu w atmosferze to mocna wskazówka istnienia życia. Loeb i Dan Maoz z Uniwersytetu w Tel Awiwie pokładają wielką nadzieję w Teleskopie Kosmicznym Jamesa Webba (JWST), który pod koniec dekady trafi w przestrzeń kosmiczną i rozpocznie obserwacje. Urzeczni przeprowadzili symulacje obrazu, jaki będzie przechwytywał Teleskop. Wynika z nich, że ślady tlenu i pary wodnej w atmosferze powinien on odkryć już po kilkugodzinnej obserwacji. Astronomowie z CfA niedawno wykazali, że najbliższa nam nadająca się do zamieszkania planeta może krążyć wokół jednego z czerwonych karłów. Jednak, jako że gwiazdy takie świecą jaśniej niż białe karły, ich światło może zakłócić słabe sygnały świadczące o obecności tlenu i pary wodnej. Stwierdzenie ich obecności może wymagać od JWST prowadzenia obserwacji przez setki godzin.
-
Plastry estrogenowe mogą być bezpieczną alternatywą dla tradycyjnej terapii hormonalnej raka prostaty (kastracji farmakologicznej). Podczas testów okazało się, że plastry obniżają poziom testosteronu w podobnym stopniu jak iniekcje przy zastosowaniu LHRHa (agonistów hormonu uwalniającego luteotropinę). Iniekcje z LHRHa mogą wywoływać poważne skutki uboczne: uderzenia gorąca, osteoporozę, złamania kości i cukrzycę, dlatego zespół z Imperial College London (ICL) porównał je z plastrami, prowadząc studium z udziałem 254 pacjentów (rak prostaty był u nich zaawansowany miejscowo lub zdążył już dać przerzuty). Okazało się, że plastry zmniejszały poziom testosteronu podobnie do iniekcji, jednak po roku chorzy z grupy LHRHa mieli wyższe stężenia glukozy i cholesterolu. Co istotne, plastry nie wpływały na serce i krzepliwość w takim stopniu jak stosowane w latach 60. pigułki estrogenowe. Komentatorzy odkryć zespołu z ICL podkreślają, że wiele wskazuje na to, że w przyszłości będzie można leczyć raki gruczołu krokowego za pomocą plastrów lub żeli estrogenowych i nie wpłynie to na wzrost ryzyka udaru. Kolejnym krokiem jest ustalenie, czy plastry estrogenowe ograniczają wzrost guza równie skutecznie jak obecne hormonoterapie. Sprawdzamy to na 660 pacjentach. Wstępne rezultaty będą dostępne jeszcze w tym roku - podsumowuje prof. Paul Abel.
-
Trwają prace nad usuwaniem awarii na Curiosity
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Astronomia i fizyka
W ubiegłym tygodniu doszło do problemów z pamięcią komputera pokładowego łazika Curiosity. W podstawowym komputerze urządzenia wykryto problem złej alokacji obszarów pamięci. Curiosity został przełączony na komputer zapasowy pracujący w trybie bezpiecznym. Prace nad rozwiązaniem problemu prowadzone są bez większych przeszkód. W sobotę wyłączono tryb bezpieczny i ponownie włączono podstawową antenę Curiosity. Prace nad odzyskaniem pełnej sprawności idą dobrze. Sprawdzamy komputer A. Musimy też przeprowadzić serię operacji na komputerze B, których celem jest m.in. poinformowanie komputera o stanie łazika, położeniu jego ramienia czy pozycji anteny - mówi Richard Cook z Jet Propulsion Laboratory. Specjaliści nie ustalili jeszcze przyczyny problemów. -
Drastyczny spadek liczebności słoni leśnych
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Liczebność słoni afrykańskich leśnych (Loxodonta cyclotis) zmniejszyła się w ostatniej dekadzie aż o 62%. Potwierdza to obawy specjalistów, że gatunkowi zagraża wyginięcie. Jeśli nikt nic nie zrobi, może już w następnej dekadzie. Słonie są zabijane dla kłów. Zespołem ponad 60 naukowców kierowała dr Fiona Maisels z Wildlife Conservation Society (WCS). Choć spodziewaliśmy się najgorszego, przeraziło nas, że spadek w okresie zaledwie 10 lat przekroczył 60%. Autorzy artykułu z PLoS ONE prowadzili badania w Kamerunie, Kongu, Demokratycznej Republice Konga, Republice Środkowoafrykańskiej i Gabonie. Ekipy poświęciły 91.600 osobodni na pokonanie ponad 8 tys. mil (12.875 km). Mogliśmy się posłużyć standaryzowaną miarą liczebności słoni w postaci odchodów. W naszym zestawieniu znalazło się 11 tys. takich pryzm. Niestety, w latach 2002-2011 naukowcy znajdowali także pułapki i łuski po nabojach. Słonie są coraz rzadsze w miejscach z dużą gęstością zaludnienia, z rozbudowaną infrastrukturą, np. siecią dróg, nasilonym myślistwem i słabą kontrolą rządową, przejawiającą się korupcją i nierealizowaniem zapisów prawnych. Maisels podkreśla, że naukowcy przeżyli szok, stwierdziwszy, że z dużych połaci w miarę nietkniętych lasów zniknęła większość słoni. Specjaliści sądzą, że L. cyclotis utraciły niemal 1/3 z bezpiecznych przed dekadą obszarów. Kłusownicy korzystają bowiem z dróg zbudowanych do wyrębu lasu. Analizując zebrane dane, akademicy zauważyli, że dzisiejsza populacja słoni leśnych stanowi mniej niż 10% potencjalnej liczebności. Poza tym zajmuje ona mniej niż 25% potencjalnego areału. WCS doradza, by decydenci obecni na tegorocznej Konwencji ds. Międzynarodowego Handlu Zagrożonymi Gatunkami Zwierząt i Roślin w Bangkoku zastanowili się nad zapełnieniem luk prawnych. Ważne, by przyjrzeli się całemu szlakowi handlowemu od lasu po rynek. Tylko w ten sposób da się stwierdzić, który punkt obecnego systemu szwankuje. Maisels wspomina m.in. o kontroli importu, także w krajach tranzytowych. -
Sony ma olbrzymie ambicje. Japoński koncern chce być trzecim największym producentem smartfonów. Kunimasa Suzuki, odpowiedzialny w Sony za wydział urządzeń przenośnych stwierdził, że jego firma chce zająć pozycję za Apple'em i Samsungiem. Wszystko wskazuje na to, że Sony nie uważa BlackBerry i Nokii za poważnych konkurentów. W ostatnim kwartale ubiegłego roku konsumenci na całym świecie kupili 219,4 milionów smartfonów. Sony sprzedało jedynie 9,8 miliona urządzeń, czyli 4,5%. Japońska firma uplasowała się tuż za Huawei, gdyż sprzedała zalediew milion telefonów mniej. Sony nie powinien mieć większych problemów z wyprzedzeniem Huawei. Olbrzymim atutem w rękach japońskiego koncernu jest bowiem jego dział rozrywki wirtualnej oraz rosnące portfolio highendowych smartfonów. Warto jednak zauważyć, że BlackBerry, Nokia oraz LG mają olbrzymie ambicje oraz, co więcej, możliwości by znacząco umocnić swoją obecną pozycję na rynku. Rynek smartfonów rozwija się niezwykle dynamicznie i nawet tak wielka firma jak Sony nie może być pewna odniesienia sukcesu.
-
Na stronie We The People pojawiła się petycja, której autorzy domagają się, by odblokowywanie telefonów komórkowych nie było przestępstwem. Biały Dom oficjalnie zgadza się z treścią petycji. Witryna We The People to założona przez Biały Dom strona, na której obywatele mogą - co gwarantuje im Pierwsza Poprawka - wnosić petycje i zbierać pod nimi podpisy. Gdy petycja zdobędzie "odpowiednią liczbę podpisów" urzędnicy i specjaliści z Białego Domu przejrzą ją i oficjalnie na nią odpowiedzą. Petycja dotycząca odblokowywania telefonów komórkowych, czyli zdejmowania przez użytkowników blokad uniemożliwiających im wykorzystanie telefonu w sieci innego innego operatora, zyskała poparcie ponad 114 000 osób. Biały Dom zgadza się z ponad 114 000 osób, które uważają, że konsumenci powinni mieć prawo do odblokowywania swoich telefonów bez narażania się na ryzyko postawienia im zarzutów kryminalnych bądź zarzutów innego rodzaju. Uważamy, że te same zasady powinny odnosić się do tabletów, które są coraz bardziej podobne do smartfonów. Jeśli klient zapłacił za swoje urządzenie przenośne i nie jest związany umową o świadczeniu usług bądź innymi zobowiązaniami, powinien mieć możliwość wykorzystywania tego urządzenia w innej sieci - czytamy w odpowiedzi administracji prezydenckiej. Biały Dom obiecał poprzeć odpowiednie zmiany prawne. Urzędnicy z odpowiedniego wydziału Departamentu Handlu mają wraz z urzędnikami Federalnej Komisji Komunikacji rozważyć rozwiązania problemu.
-
Na Uniwersytetach w Southampton i Edynburgu powstał nowy materiał do wspomagania gojenia złamań. By go uzyskać, należało zmieszać poli(octan winylu), chitozan i polilaktyd. Twarda, a zarazem wysoce porowata struktura pełni funkcję rusztowania. Jak tłumaczy prof. Richard Oreffo z Southampton, nowy materiał ma strukturę pszczelego plastra. Dzięki temu komórki mogą w niego wnikać, a naczynia krwionośne przechodzą przez otwory. Brytyjczycy testowali swoje rozwiązanie na myszach, którym usunięto fragment kości udowej. Otwór był na tyle duży, że nie mogło być mowy o normalnym gojeniu. W wyrwie umieściliśmy nasze rusztowanie. Potem przez 4-8 tyg. przyglądaliśmy się procesom naprawczym. Choć gdy rusztowanie zaszczepiono ludzkimi komórkami macierzystymi kości, gojenie zachodziło szybciej, mysie komórki wypełniały pory i bez dodatkowego wspomagania. W przyszłej praktyce klinicznej po skolonizowaniu rusztowania przez komórki pacjenta następowałoby całkowite rozłożenie. Choć opis wydaje się banalnie prosty, zanim naukowcy wpadli na trop właściwej mieszanki, przetestowali setki innych kombinacji. Celem było uzyskanie solidnej, lekkiej, a zarazem wspierającej komórki macierzyste powierzchni. Jesteśmy pewni, że ten materiał już wkrótce poprawi jakość życia pacjentów z poważnymi urazami kości, a także pomoże utrzymać starzejące się społeczeństwo w dobrym zdrowiu - podsumowuje prof. Mark Bradley z Uniwersytetu w Edynburgu.
-
Ciąża na stałe zmienia zarówno rozmiar, jak i kształt kobiecych stóp. Płaskostopie to problem wielu ciężarnych. Do obniżenia fizjologicznych sklepień przyczyniają się dodatkowy ciężar oraz rozluźnienie więzadeł. Spotykałem się z doniesieniami kobiet o zwiększeniu rozmiaru obuwia po ciąży, ale przeglądając czasopisma medyczne i podręczniki, nie znalazłem informacji na ten temat. Aby podejść do tego naukowo, mierzyliśmy stopy kobiet na początku ciąży i 5 miesięcy po porodzie. Stwierdziliśmy, że ciąża rzeczywiście prowadziła do permanentnych zmian w budowie i wielkości stóp - opowiada dr Neil Segal z University of Iowa. Amerykanie zebrali 49-osobową grupę ochotniczek. Łuk podłużny przyśrodkowy (dynamiczny) oraz łuk podłużny boczny (statyczny) mierzono dwukrotnie: 1) w 1. trymestrze ciąży oraz 2) 5 miesięcy po porodzie. Okazało się, że u ok. 60-70% badanych stopy stały się szersze i dłuższe. Autorzy studium ustalili, że w analizowanym okresie zmniejszało się wysklepienie stopy. Ponieważ równocześnie łuki stawały się mniej sztywne, stopa opadała i wydłużała się o 2-10 mm. Co istotne, nie prowadziło to do zmiany rozkładu nacisków na powierzchnię podeszwową. Segal i inni zauważyli, że za większość obserwowanych zmian odpowiadała pierwsza ciąża, a kolejne raczej nie prowadziły do dalszej zmiany struktury stopy. Wiemy, że kobiety, zwłaszcza te, które mają dzieci, nieproporcjonalnie częściej zapadają na choroby mięśniowo-szkieletowe. Niewykluczone, że przyczyniają się do tego właśnie związane z ciążą zmiany w budowie stopy [...]. Segal zamierza się zająć tym zagadnieniem. Zależy mu również na sprawdzeniu, jak zadbać o zdrowie układu mięśniowo-szkieletowego podczas ciąży.
-
Duńska skarbówka domaga się od Microsoftu miliarda dolarów. To zaległy podatek wraz z odsetkami, jaki, zdaniem urzędników, powinien zapłacić gigant z Redmond. W maju 2002 roku Microsoft kupił duńską firmę Navision. Transakcję, wartą 1,3 miliarda USD, opłacono w gotówce i akcjach. Później koncern sprzedał prawa do produkcji oprogramowania księgowego i ERP Navision jednej ze swoich irlandzkich spółek-córek. Cena sprzedaży była bardzo niska, dzięki czemu uniknięto wysokich duńskich podatków. Duńska skarbówka uważa, że wartość drugiej transakcji była znacznie niższa od rzeczywistej wartości rynkowwej. Teraz domaga się zapłacenia podatku i odsetek za 11 lat. W sumie zobowiązania Microsoftu wyceniono na nieco ponad miliard USD. Microsoft próbuje negocjować kwotę, jaką ma zapłacić.
-
Canon poinformował o stworzeniu 35-milimetrowej matrycy CMOS o wysokiej czułości, przeznaczonej do kamer wideo. Czujnik umożliwia nagrywanie obrazu Full HD nawet w bardzo złych warunkach oświetleniowych. Piksele matrycy mają powierzchnię 19 mikrometrów kwadratowych, czyli są niemal 8-krotnie większe od rozmiarów pikseli w czujniku najnowocześniejszych aparatów fotograficznych Canona. W układzie zamontowano też zaawansowany system redukcji szumu. Całość pozwala na rejestrowanie wyraźnych ujęć nawet przy jasności 0,03 luksa. Japońska firma twierdzi, że o ile matryce CCD ze wzmocneniem EM (electron-multiplying CCD) pozwalają zarejestrować obiekty o obserwowalnej jasności gwiazdowej 6 (limit dla gołego oka wynosi 6,50), to nowa matryca pozwala na nagranie obiektu o jasności 8, zatem pokaże obiekty niedostrzegalne gołym okiem. Canon udostępnił film wideo prezentujący możliwości prototypowej kamery z nowym czujnikiem.
-
Nośnikami w terapii genowej mogą być wirusy, jednak jak tłumaczy dr Alicia Rodriguez z Wydziału Farmacji Publicznego Uniwersytetu Baskijskiego (UPV/EHU), ze względu na podwyższone ryzyko powstawania guzów naukowcy poszukują innych metod transportu. Szczególnie obiecujące wydają się wektory bazujące na nanocząstkach lipidów. [...] Przez kilka lat pracowaliśmy nad metodami leczenia degeneracyjnych chorób siatkówki. W 2012 r. na łamach Human Gene Therapy ukazał się artykuł o lipidowej terapii wrodzonego rozwarstwienia siatkówki sprzężonego z chromosomem X. Po wprowadzeniu nanocząstek lipidów do oka szczurów zachodziła ekspresja pożądanego białka. Rodriguez podkreśla, że za pośrednictwem nanocząstek lipidów można by też dostarczać leki nierozpuszczalne lub słabo rozpuszczalne w wodzie. Wśród nowych aktywnych farmakologicznie cząsteczek stanowią one aż 40%. Problemy z opracowaniem bezpiecznej i skutecznej formuły "doręczania" sprawiają, że nie znajdują one zastosowań klinicznych. Okazało się, że enkapsulacja takich leków w nanocząstkach lipidowych daje dobre rezultaty. Zespół dr Véronique Préat z Katolickiego Uniwersytetu w Leuven zademonstrował, że nanostrukturalne nośniki lipidowe pokonują barierę jelitową, co zwiększa przenikalność leku. Raport naukowców z Hiszpanii i Belgii ukazał się w Journal of Controlled Release.
-
Seagate wycofuje się z rynku 2,5-calowych HDD o prędkości 7200 rpm (obrotów na minutę). Firma tłumaczy, że klienci wolą dyski SSD lub hybrydowe HDD, będące połączeniem dysku SSD i HDD. Firma nadal będzie produkowała dyski 5400 rpm na rynek tańszych notebooków. Dyski o średnicy 2,5 cala przeznaczone są właśnie do komputerów przenośnych. Tradycyjnie wykorzystuje się dyski o prędkości 5400 rpm, jednak z czasem na rynek notebooków trafiły też opracowane na potrzeby pecetów dyski 7200 rpm. Są one bardziej wydajne od 5400 rpm, ale znacząco odbiegają prędkością pracy od urządzeń SSD. Seagate uważa, że klienci szukający tańszych rozwiązań poprzestaną na HDD 5400 rpm, a ci, którym zależy na wydajności kupują SSD. Stąd też decyzja o rezygnacji do końca bieżącego roku z produkcji HDD 7200 rpm na rynek notebooków. Amerykańska firma skupi się na produkcji hybrydowych HDD (SSHD), których trzecia generacja trafi do rąk klientów jeszcze w bieżącym roku.
-
Włoscy naukowcy wykazali, że zaledwie 12 godzin zabawy z grami akcji wystarczy, by znacznie poprawić umiejętność czytania u dzieci z dysleksją. Już po wcześniejszych badaniach ten sam zespół sugerował, że dysleksja wynika nie z problemów językowych, ale z zaburzeń uwagi wzrokowej. Gry akcji mogą wspomagać wiele aspektów uwagi wzrokowej, głównie poprawiając wydobywanie informacji ze środowiska - tłumaczy Andrea Facoetti z Uniwersytetu w Padwie. Podczas eksperymentów dyslektyczne dzieci uczyły się wydajniej kierować i skupiać uwagę, aby szybciej ekstrahować istotne informacje ze słowa pisanego. Włoch podkreśla, że dotąd wśród zaaprobowanych metod terapii dysleksji nie było technik uwzględniających gry wideo. Akademicy zebrali dwie dopasowane grupy dzieci z dysleksją. Przed i po interwencji (dziewięciu 80-min sesjach z grami akcji i grami innego rodzaju) testowali ich umiejętności z zakresu fonologii, uwagi i czytania. Angażowanie się w gry akcji poprawiało szybkość czytania (bez szkody dla dokładności) w większym stopniu, niż dałoby się osiągnąć po roku spontanicznej nauki. Postępy były takie same lub większe, jak w przypadku wymagających tradycyjnych metod terapii. Zważywszy, że postępy poczynione w zakresie uwagi wzrokowej przekładały się bezpośrednio na poprawę zdolności czytania, psycholodzy twierdzą, że właśnie odkryto skuteczną i przyjemną metodę leczenia dysleksji. Facoetti przypomina jednak, że proces należy kontrolować, bo nadmiar gier nikomu jeszcze nie wyszedł na dobre...
-
Rozwijany przez Boston Dynamics czworonożny robot BigDog zyskał mechaniczne ramię służące do podnoszenia przedmiotów. Urządzenie może nie tylko unieść ciężki obiekt, ale również rzucić nim na imponującą odległość. Co ciekawe, wykorzystuje do tego również siłę nóg i korpusu. Na załączonym filmie możemy zobaczyć BigDoga ciskającego 25-kilogramowymi pustakami. BigDog staje się coraz bardziej wszechstronnym urządzeniem. Jest w stanie poruszać się po trudnym terenie, pokonuje błoto, śnieg i lód, jego prędkość dochodzi do 6,5 kilometra na godzinę, może nieść ładunek o wadze przekraczającej 140 kilogramów i przebywa 20,5 kilometra bez zatrzymywania się, ustanawiając tym samym rekord dla czworonożnego robota. Warto również przypomnieć, że Boston Dynamics rozwija bliźniaczo podobnego AlphaDoga czyli LS3.
-
Japońska Organizacja Nowej Energii i Rozwoju Technologii Przemysłowej (NEDO) przeprowadziła testy półautonomicznego konwoju ciężarówek. Konwoj składał się z czterech pojazdów, z których tylko pierwszy był kierowany przez człowieka. Wszystkie pojazdy wyposażono w łączność bezprzewodową, kamery, radary i lasery. Pojazdy wymieniały między sobą informacje i powtarzały manewry pierwszego samochodu w konwoju. Ciężarówki korzystały z technologii, która pozwala im jechać z prędkością 80 km/h i utrzymywać odległość zaledwie 4 metrów pomiędzy pojazdami. W przypadku gwałtownego hamowania informacja o tym fakcie dotarłaby do ciężarówek w ciągu 20 milieskund, co pozwoliłoby na bezpieczne zatrzymanie się konwoju. Celem testu było nie tylko sprawdzenie skuteczności półautonomicznych konwojów, ale również przeprowadzenie testów oszczędności paliwa. Ustawienie ciężarówek w odległości 4 metrów zmniejsza opór powietrza i pozwala zredukować konsumpcję paliwa o 15 lub więcej procent. Pojazdy pozbawione kierowców wyposażono w urządzenia pozwalające na rozpoznawanie przeszkód na drodze, linii wyznaczających pasy jezdni. Każdy z pojazdów był kontrolowany przez dwa komputery. Mimo pomyślnie przeprowadzonych testów mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni nieprędko zobaczą na drogach samochody ciężarowe bez kierowców. NEDO ma nadzieję, że około roku 2020 będzie miała gotowy autonomiczny system prowadzenia pojazdów. Na poniższym filmie możemy zobaczyć test konwoju oraz wcześniejszy test autonomicznej ciężarówki.
-
Czterdziestopięcioletnia Barbie Park jest tłumaczką języka migowego, która występuje na koncertach rockowych. Występuje jest tu dobrym określeniem, bo kobieta nie tylko przekazuje teksty piosenek, ale oddaje również własne doświadczenia muzyczne. Naśladuje grę na gitarze czy perkusji oraz improwizuje razem z zespołami. Reakcja publiczności festiwali wskazuje, że jej tłumaczenia odpowiadają nie tylko niesłyszącym czy słabo słyszącym. Muzyka jest ważną częścią mojego życia. Chcę się dzielić tym doświadczeniem. Przygoda Parker z językiem migowym rozpoczęła się 20 lat temu, gdy mieszkanka Austin miała dość pracy w księgowości. Gdy zdobyła już doświadczenie w nowym zawodzie, zaangażowała się w działalność firmy LotuSIGN. Obecnie jej zespół obsługuje imprezy muzyczne na terenie całych Stanów. Menedżerowie różnych imprez przyznają, że tego typu usługa powiększa grono niepełnosprawnych słuchowo gości. Parker zyskała uznanie w połowie 1. dekady XXI w. Zatrudniono ją wtedy jak tłumaczkę na pogrzebie rodzica znanego członka lokalnej społeczności niesłyszących. W pewnym momencie kobieta musiała się zmierzyć z emocjonalnym występem wokalnym. Tłumaczka i muzyk wzajemnie się inspirowali, co zrobiło na zgromadzonych ogromne wrażenie. Później Parker zapraszano na śluby, dziecięce recitale i koncerty. W 2007 r. kobieta założyła firmę Alive Performance, która w 2009 r. przekształciła się w LotuSIGN.
-
Po raz pierwszy w historii udało się wyleczyć dziecko, które urodziło się z wirusem HIV. Lekarze poinformowali o "funkcjonalnym wyleczeniu" dziewczynki z Mississippi. Termin "funkcjonalne wyleczenie" oznacza, że w ciągu 10 miesięcy od zakończenia leczenia we krwi nie wykryto wirusa, a dziecko nie wykazuje żadnych objawów choroby. Szczegóły badań poznamy podczas Conference on Retroviruses and Opportunistic Infections. Specjaliści spróbują teraz osiągnąć podobny wynik w testach klinicznych. Jeśli okazałoby się, że zastosowana terapia działa też w przypadku innych pacjentów, stanowiłoby to olbrzymią szansę dla 300-400 tysięcy dzieci, które każdego roku rodzą się z wirusem HIV. Nad sukcesem pracowała m.in. doktor Deborah Persaud, wirusolog z Johns Hopkins Children's Center. To właśnie ona wraz z kolegami przedstawi wyniki badań podczas dzisiejszej konferencji. Obecnie nie wiadomo, w jaki sposób była leczona dziewczynka. Sceptycy mówią, że być może nie była ona zarażona, a miała wirusa przejętego od matki, który i tak by zniknął z jej organizmu. Jednak naukowcy, którzy leczyli dziecko twierdzą, że było ono zarażone, a im udało się zlikwidować wirusa zanim jeszcze mógł ukryć się w układzie odpornościowym i przeczekać tam terapię. Czy to możliwe, że dziecko nie było zarażone? Tak. Czy prawdopodobne? Nie - odpowiada sceptykom doktor Anthony Fauci, szef National Institute for Allergies and Infectious Diseases. Wirus nie pozostawałby w ciele dziecka tak długo, jak się tam znajdował, gdyby nie było ono zarażone. W USA i innych rozwiniętych krajach aż 98% dzieci matek zarażonych HIV nie ulega infekcji, gdyż odpowiednia terapia rozpoczyna się przed urodzeniem i trwa przez sześć tygodni po urodzeniu. Jednak we wspomnianym wyżej wypadku było inaczej. Matka nie wiedziała, że jest nosicielką. Wyszło to na jaw podczas porodu, informuje specjaliska ds. dziecięcego HIV doktor Hannah Gay z University of Mississippi Medial Center, która leczyła dziewczynkę. Doktor Gay, zamiast podać noworodkowi jeden lek przeciwko retrowirusowi, wybrała terapię z trzech leków, która jest czasem stosowana w długoterminowym leczeniu dzieci. Pierwsze lekarstwo dziewczynka otrzymała w 30. godzinie po urodzeniu, na kilka dni zanim testy potwierdziły, że jest zarażona HIV. Leczenie sprawiło, że już w ciągu miesiąca po jego rozpoczęciu standardowe testy kliniczne nie były w stanie wykryć obecności wirusa. Jednak leczenie kontynuowano przez 15 kolejnych miesięcy. Później leki podawano od czasu do czasu. Gdy dziecko miało 18 miesięcy jej matka przestała przychodzić do lekarza. Pięć miesięcy później kobieta z dzieckiem zjawiła się w klinice. Doktor Gay spodziewała się wysokiego poziomu HIV w krwi dziewczynki. Ku jej zaskoczeniu, wirusa nie udało się wykryć. Testy powtórzono po kilku dniach i otrzymano takie same wyniki. Wtedy poproszono o pomoc doktor Persaud i doktor Kahterine Luzuriagę z University of Massachusetts Medical School, które wykorzystały najbardziej czułe dostępne testy. Dzięki nim znaleziono we krwi dziecka "cząstki" HIV, ale nie stwierdzono obecności samego wirusa.
-
Kanadyjscy naukowcy informują o gwałtownie spadającej populacji rekinów. Ich zdaniem każdego roku ginie około 100 milionów tych zwierząt. Rekiny przetrwały 400 milionów lat i są jedną z najstarszych grup kręgowców na planecie. Jednak te drapieżniki doświadczają obecnie tak dużych spadków populacji, że powinno to wywołać zaniepokojenie na skalę światową - mówi profesor Boris Worm z Dalhousie Univeristy. Uczony wraz ze swoim zespołem podjął współpracę z naukowcami z kanadyjskiego University of Windsor i amerykańskich Stony Brook University, Florida International University i University of Miami. Ich celem było oszacowanie śmiertelności rekinów i opracowanie rozwiązań umożliwiających ochronę tych zwierząt. Ochrona rekinów jest koniecznością. To poważny problem, gdyż utrata rekinów dotknie cały ekosystem. Pracując z rekinami tygrysimi widzimy, że jeśli tych zwierząt nie będzie wystarczająco dużo, to wywoła to lawinowe zmiany w ekosystemie, które będą dotyczyły nawet morskich roślin - mówi Mike Heithaus. Utrata rekinów spowoduje katastrofalne zmiany wśród innych gatunków i będzie miała negatywny wpływ na rybołówstwo. Naukowcy zebrali dane, z których wynika, że w 2000 roku zginęło prawdopodobnie 100 milionów rekinów, a w roku 2010 - 97 milionów. To uśrednione dane, gdyż ze zgromadzonych informacji dowiadujemy sie, że średnia roczna liczba traconych rekinów waha się od 63 do 273 milionów. Szacowanie liczby zabitych rekinów jest obarczone dużym marginesem błędu, ponieważ brak jest danych z większej części globu. Jednak nie ma wątpliwości, że liczba zabijanych rekinów jest większa, niż liczba rodzących się młodych. Rekiny są podobne do waleni i ludzi w tym, że późno dojrzewają i mają niewiele młodych. Nie mogą więc przetrwać tak dużej śmiertelności. Nasza analiza wykazała, że każdego roku ginie jeden na 15 rekinów. Rosnący popyt na ich płetwy powoduje, że są one bardziej zagrożone niż kiedykolwiek wcześniej - mówi profesor Worm. Zdaniem naukowców, pierwszy krok w dobrym kierunku został już wykonany. Niektóre państwa na części obszarów chronią rekiny. Uczeni uważaja, że ochronę należy rozciągnąć na więcej gatunków. Domagają się też nałożenia wyższych ceł na płetwy rekinów, przez co popyt na nie powinien spaść.
-
Naukowcy powiązali suszę z ociepleniem klimatu
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Po raz pierwszy zdobyto dowód na to, że ludzka emisja gazów cieplarnianych przyczyniła się do katastrofy humanitarnej. Susza, która nawiedziła w 2011 roku wschodnią Afrykę i zabiła, wskutek klęski głodu, co najmniej 50 000 osób, została częściowo wywołana wspomnianą emisją. Susza była spowodowana brakiem dwóch pór deszczowych, "krótkiej" pod koniec 2010 roku i "długiej" na początku 2011 roku. Klimatolodzy z brytyjskiego Met Office uruchomili modele klimatyczne, by sprawdzić, jak powodowana przez człowieka emisja gazów cieplarnianych wpływa na pory deszczowe. Z symulacji, które prowadzono zarówno z uwzględnieniem emisji gazów jak i bez niej, naukowcy dowiedzieli się, że emisja nie ma wpływu na krótką porę deszczową. Deszcze nie nadeszły, bo na Pacyfiku pojawiło się silne zjawisko La Niña. Jednak zmiany klimatu mają wpływ na "długą" porę deszczową, a susza tak poważna, z jaką mieliśmy do czynienia, pojawiała się w modelach klimatycznych tylko wówczas, gdy dodano do nich emisję gazów cieplarnianych. Modele wykazały, że zmiany klimatu spowodowane emisją gazów cieplarnianych są w od 24 do 99 procent odpowiedzialne za ryzyko, że nie nastąpi "długa" pora deszczowa. Reszta ryzyka związana jest prawdopodobnie z temperaturą powierzchni Oceanu Indyjskiego. Jednak mechanizm jego wpływu na opady w Afryce Subsaharyjskiej jest słabo rozumiany. Brytyjscy naukowcy obawiają się, że w przyszłości, wraz z ocieplaniem się klimatu, wschód Afryki będzie doświadczał coraz więcej susz. Co ciekawe, podobne symulacje mogą stać się pretekstem do uzyskania odszkodowań za straty powodowane przez tych, którzy przyczyniają się do zmian klimatycznych. Tego typu sprawy już toczą się w wielu amerykańskich sądach. Początek dała alaskańska wioska Kivalina, którą tradycyjnie przed sztormami chronił lód. Jednak ten zaczął pojawiać się coraz później i topnieć coraz wcześniej, przez co sztormy i erozja bardzo szybko niszczą okolice wsi, zagrażając jej istnieniu. Mieszkańcy Kivaliny domagają się od koncernów paliwowych pokrycia kosztów przeniesienia miejscowości. Wygranie takiego pozwu będzie jednak wyjątkowo trudne, gdyż powód musiałby powiązać straty jakie poniósł, z konkretnym źródłem emisji zanieczyszczeń. -
U kobiet przyjmujących minipigułki antykoncepcyjne rośnie ryzyko stwarzane przez chlamydie. Chroniący przed chorobami przenoszonymi drogą płciową interferon epsilon (IFN-ε) jest wytwarzany w drogach rodnych. Okazuje się, że o ile większe stężenia estrogenu podnoszą poziom tej cytokiny, o tyle wysoki progesteron prowadzi do 10-krotnego spadku jej stężenia. Kiedy kobiety zażywają pigułki, przyjmują dużo progesteronu, więc stężenie IFN-ε spada - tłumaczy prof. Philip Hansbro z University of Newcastle Australia. Bazując na ocenie poziomu IFN-ε, będzie można stwierdzić, czy dana kobieta jest bardziej, czy mniej podatna na choroby przenoszone drogą płciową i ewentualnie leczyć za pomocą cytokiny zarówno zakażenia chlamydiami czy wirusem opryszczki, jak i inne choroby zapalne. Charakteryzując przebieg chlamydiozy w różnych warunkach, australijski zespół stwierdził, że związany z niskim estrogenem brak IFN-ε prowadzi do poważniejszej infekcji, która przesuwa się wyżej w drogach rodnych i wpływa na jajniki oraz macicę. Skutkuje to uszkodzeniami wyższych dróg rodnych i może się przyczyniać do niepłodności. IFN-ε jest produkowany niemal wyłącznie przez wewnętrzną powierzchnię dróg rodnych [a konkretnie przez komórki nabłonka macicy]. Chroni przed infekcją, sprzyjając ruchowi komórek odpornościowych [komórek NK] do rejonów walczących z patogenami. Prof. Paul Hertzog z Monash Institute of Medical Research (MIMR) podkreśla, że zespołowi zależy na przygotowaniu gruntu pod testy kliniczne. Choć wydaje się, że ma na myśli głównie chlamydiozę, naukowcy chcieliby także sprawdzić, czy uzyskane wyniki da się wykorzystać w przypadku innych chorób, w tym nowotworów, [...] endometriozy lub zapalenia narządów miednicy mniejszej [...]. Jako że białko to zwiększa reakcję odpornościową dróg rodnych, mimo że nie zajmowaliśmy się tym bezpośrednio, jest prawdopodobne, że rozpoznawaliśmy zagadnienia istotne dla innych chorób zakaźnych, takich jak AIDS czy opryszczka narządów płciowych. Hansbro ma nadzieję, że uda się uzyskać pigułkę progesteronową, która będzie również zawierała IFN-ε. Taki zestaw działałby antykoncepcyjnie, chroniąc równocześnie przed chlamydiozą. Preparaty estrogenowo-progesteronowe nie podwyższają ryzyka zakażenia chlamydiami, bo estrogen nasila produkcję IFN-ε, zatem zniżki powodowane przez progesteron zostają zrównoważone. Profesor Hertzog ujawnia, że badania na modelu zwierzęcym wykazały, że IFN-ε chroni przed chlamydiami i wirusem opryszczki. Australijczyk dodaje, że jego zespół odkrył białko 8 lat temu, ale dopiero podczas badań genetycznych wyszło na jaw, że to cytokina jedyna w swoim rodzaju. Normalnie cytokiny są wytwarzane po ekspozycji na czynnik infekcyjny, tymczasem funkcja IFN-ε polega na działaniu wyprzedzającym, by odporność ochronna wykształcała się przed zakażeniem. Różnice poziomu interferonu epsilon na poszczególnych etapach cyklu menstruacyjnego mogą być nawet 30-krotne. W ciąży i w okresie pomenopauzalnym jego produkcja ustaje.
-
Starsi ludzie, którzy nie spodziewają się wiele po przyszłości, żyją dłużej i są zdrowsi od rówieśników z nadmiernie optymistycznym nastawieniem. Nasze odkrycia pokazały, że nadmierny optymizm w zapatrywaniach na przyszłość wiąże się z większym ryzykiem niepełnosprawności i zgonu w następnej dekadzie. Pesymizm dot. przyszłości może zachęcać ludzi do ostrożniejszego życia i przedsiębrania m.in. zdrowotnych środków bezpieczeństwa - wyjaśnia dr Frieder R. Lang z Friedrich-Alexander-Universität Erlangen-Nürnberg. Wywiady z dorosłymi mieszkańcami gospodarstw domowych są przeprowadzane w ramach badania podłużnego Sozio-oekonomisches Panel (SOEP) co roku od 29 lat. Obecnie reprezentatywna dla Niemiec próba obejmuje ok. 40 tys. osób w wieku od 18 do 96 lat. Lang i inni analizowali dane zebrane w latach 1993-2003. Naukowcy wydzielili 3 grupy wiekowe: 1) 18-39-latków, 2) 40-64-latków oraz 3) ludzi 65-letnich i starszych. Ponieważ podczas rozmów respondentów prosi się o oznaczenie na skali skalibrowanej od 0 do 10 aktualnego zadowolenia z życia oraz satysfakcji za 5 lat, dokładność przewidywań można było weryfikować, porównując sugestie z 1993 r. z rzeczywistą oceną z 1998 r. Analizując dane, Niemcy brali pod uwagę różnice międzygrupowe w przewidywanej satysfakcji, dokładność przewidywania, wiek, płeć, dochód, a także przypadki/wskaźniki niepełnosprawności i zgonów w latach 1999-2010. Po 5 latach od pierwszego wywiadu okazało się, że 43% przedstawicieli najstarszej grupy nie doceniło przyszłego zadowolenia z życia, 25% sformułowało trafne przewidywania, a 32% wykazało nadmierny optymizm. W oparciu o uśrednioną zmianę poziomu zadowolenia z życia u seniorów wyliczono, że każdemu wzrostowi przeceniania o jedno odchylenie standardowe towarzyszył 9,5% wzrost ryzyka niepełnosprawności i 10% wzrost ryzyka zgonu. Najstarszą grupę generalnie cechował największy pesymizm, najmłodsi ludzie byli najbardziej optymistyczni, a grupa w średnim wieku formułowała najtrafniejsze oceny, ale z biegiem czasu stawała się coraz bardziej pesymistyczna. Nieoczekiwanie stwierdziliśmy, że osoby, które cieszyły się zarówno stabilnym, dobrym zdrowiem, jak i zarobkami, spodziewały się większych spadków niż respondenci chorzy albo źle sytuowani. Dodatkowo zauważyliśmy, że wyższy przychód wiązał się z wyższym ryzykiem niepełnosprawności. Lang podkreśla, że jego zespół nie utrzymuje, że nierealistyczny optymizm zawsze się nie sprawdza. W przypadku ciężkiej choroby takie nastawienie może zwiększyć szanse na przeżycie. Twierdzimy jednak, że skutki optymistycznych, trafnych i pesymistycznych prognoz mogą zależeć od wieku i dostępnych zasobów. Jak emailowo wyjaśnił nam Lang, oczekiwanie, że w przyszłości życie będzie bardziej satysfakcjonujące, niż w rzeczywistości się okazuje, niesie za sobą ryzyko. Defensywne spodziewanie się braku poprawy, a nawet pogorszenia w sytuacji, gdy wszystko kończy się dobrze (a właściwie lepiej niż zakładano), zapewnia natomiast korzyść w postaci zdrowego starzenia. W pewnym sensie można to porównać do pesymizmu defensywnego (in. strategicznego), gdzie negatywne myślenie o przyszłości motywuje do wytężonej pracy w celu uniknięcia porażki.