-
Liczba zawartości
37610 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
nigdy -
Wygrane w rankingu
246
Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl
-
Serwis FCW, powołując się na anonimowe źródła, twierdzi, że Amazon podpisał z CIA 10-letni kontrakt opiewający na kwotę do 600 milionów dolarów. Przewiduje on, że Amazon Web Services pomoże agencji wywiadowczej w zbudowaniu prywatnej chmury obliczeniowej. Ma ona efektywnie przetwarzać duże ilości danych. Technologie, z których obecnie korzysta CIA, nie są wystarczająco efektywne. Amazon i CIA odmówiły komentarza w tej sprawie. Istnienie umowy pomiędzy Amazonem i CIA jest jednak bardzo prawdopodobne. Redaktory FCW dowiedzieli się, że przed tygodniem podczas spotkania Northern Virginia Technology Council obecna tam dyrektor ds. informacyjnych CIA, Jeanne Tisinger, mówiła, że Agencja coraz częściej współpracuje z prywatnym sektorem IT i wymieniła w tym kontekście Amazona. Nazwa koncernu Bezosa padła też podczas innego spotkania, na którym byli obecni wysocy rangą pracownicy CIA. Dotychczas Agencja korzystała z wielu niewielkich chmur. Szczegóły kontraktu z Amazonem nie są znane.
-
Po raz pierwszy w historii na dnie oceanu w pobliżu Antarktydy udało się odkryć szkielet wieloryba. Badania obiektu znajdującego się około 1,5 kilometra pod powierzchnią wody rzucają światło na działanie łańcucha pokarmowego i obieg substancji odżywczych w oceanach. Dotychczas udało się odnaleźć na morskim dnie tylko 6 szkieletów wielorybów. Żaden nie leżał w okolicach Antarktydy. Obecnie jedynym sposobem na znalezienie takiego szkieletu jest przepłynięcie dokładnie nad nim batyskafem. Właśnie kończyliśmy pracę zdalnie sterowanego brytyjskiego batyskafu Isis, gdy w pewnej odległości zauważyliśmy szereg bladych obiektów. Okazało się, że to kręgosłup wieloryba - mówi doktor Jon Copley z University of Southampton. Gdy martwy wieloryb opada na dno, jego mięso jest natychmiast pożerane przez padlinożerców. Z czasem pojawiają się inne organizmy, które są zainteresowane pozostałościami. Bakterie rozkładają tłuszcze znajdujące się w kościach, dzięki czemu mogą z nich korzystać kolejni chętni.Trawieniem kości zajmują się np. pierścienice z rodzaju Osedax. Jedną z zagadek współczesnej biologii morskiej jest ciągle nieznana odpowiedź na pytanie, jak te niewielkie bezkręgowce rozprzestrzeniają się pomiędzy izolowanymi habitatami tworzonymi przez szczątki wielorybów - mówi doktor Adrian Glover. Zdaniem naukowców, znaleziony właśnie szkielet leży na dnie od kilkudziesięciu lat. Jego obserwacje przeprowadzone za pomocą kamery o wysokiej rozdzielczości potwierdziły obecność znanych i nieznanych dotychczas organizmów. Zauważono np. nowe gatunki równonogów.
-
Turyści tłumnie odwiedzający Miasto Płaszczek (Stingray City), czyli mielizny w okolicach Wielkiego Kajmana, zmieniają zachowanie ryb, które dały mu nazwę. Naturalnie płaszczki prowadzą samotniczy tryb życia, tutaj jednak tworzą grupy, są agresywne i leniwe. Ponieważ planowane jest utworzenie kolejnych ekoturystycznych ośrodków, określenie ewentualnego wpływu zwiedzających na faunę było sprawą priorytetową. [...] Zaskoczyło nas, że te duże zwierzęta stały się kurami domowymi, przywiązanymi do niewielkiego obszaru - opowiada Mahmood Shivji z Instytutu Badawczego Guya Harveya. Aby stwierdzić, czy dokarmianie przez turystów ma jakieś znaczenie, naukowcy z Nova Southeastern University i Uniwersytetu Rhode Island oznakowali i przez 24 miesiące monitorowali ogończe Dasyatis americana z okolic Stingray City i osobniki dzikie. Porównywano wzorce ich przemieszczania. Okazało się, że dokarmiane zwierzęta porzuciły nocny tryb życia. Zaczęły żerować w dzień i odpoczywać po zapadnięciu zmroku. O dziwo, nagle nie miały też nic przeciwko towarzystwu. Co najmniej 164 płaszczki tłoczyły się na powierzchni zaledwie 0,64 km2. Ryby tworzyły ławice i razem jadły. Karmione płaszczki spółkowały i rozmnażały się przez cały rok, a nie tylko w czasie sezonu godowego. Cechowała je też zwiększona agresja. Wzajemne podgryzanie zdarzało się częściej niż u dzikich pobratymców. Uzyskane wyniki sugerują, że jedzenie dostarczane przez ludzi dramatycznie zmienia zachowanie nawet dużych, wyjątkowo mobilnych zwierząt oceanicznych. Niewykluczone, że zmiany behawioralne pociągają za sobą jakieś koszty zdrowotne [...] - dodaje Shivji. Kajmanom ciężko by było zrezygnować z tzw. interaktywnej ekoturystyki, bo uzyskiwany z tego tytułu roczny przychód sięga 500 tys. dol. Naukowcy zamierzają nadal monitorować D. americana. Jak zauważa inicjator projektu Guy Harvey, na razie nie są one w żaden sposób chronione.
-
Wykorzystywanie gazu łupkowego pozwala na zmniejszenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Jednak, jak przekonują brytyjscy specjaliści z Imperial College London, jest to działanie na krótką metę. W przyszłości tak czy inaczej będziemy potrzebowali nowych technologii. Gaz łupkowy zdobywa coraz większą popularność w USA. Już widoczne są pierwsze pozytywne efekty jego wykorzystywania - widoczny jest spadek emisji CO2. Dzieje się tak, gdyż podczas spalania tego gazu na każdą kilowatogodzinę energii emitowane jest o 50% mniej CO2 niż podczas spalania węgla. Brytyjscy naukowcy zwracają jednak uwagę, że pozytywny efekt można osiągnąć tylko wtedy, gdy gaz zastępuje elektrownie węglowe, a nie atomowe bądź źródła odnawialne. Potrzebujemy więcej siłowni opalanych gazem, ale musimy uważać, by nie wybudować ich zbyt dużo - mówi Neil Hirst, jeden z autorów raportu. Uczony zwraca uwagę, że jeśli chcemy, by po roku 2020 produkcja energii z gazu łupkowego była czystsza od jej produkcji z innych źródeł konieczne będzie zastosowanie nowoczesnych technologii przechwytywania i składowania dwutlenku węgla. Bez tego, jak mówi Hirst, Wielka Brytania będzie miała problemy z dotrzymaniem swych zobowiązań dotyczących norm emisji. Gaz łupkowy cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W ubiegłym tygodniu Arabia Saudyjska ogłosiła, że rozpocznie testowe odwierty.
-
Łazik Curiosity przerwał w ostatnią sobotę badania naukowe i automatycznie wszedł w tryb awaryjny. Specjaliści z NASA zidentyfikowali już problem i mają nadzieję, że urządzenie zacznie pracować w ciągu kilku najbliższych dni. To kolejne już w ostatnim czasie problemy łazika. Najpierw 27 lutego doszło do zaburzeń w pracy pamięci, które spowodowały, że wydano polecenie, by łazik przełączył się na zapasowy komputer B. Przez dwa dni Curiosity pracował w trybie bezpiecznym. W tym czasie operatorzy skonfigurowali komputer A jako zapasowy, a komputer B jako główny i przygotowali go do pracy z pełną mocą. Teraz wystąpiła awaria komputera B. Na szczęście wszystkie systemy łazika pracują i nie utracono z nim łączności. W ciągu najbliższych dni ma być przywrócone jego normalne działanie. Jednak nie potrwa to długo. Od 4 kwietnie zacznie obowiązywać czterotygodniowy zakaz wysyłania komend do Curiosity. Ma to związek z pozycją Marsa względem Słońca i Ziemi. Z naszej perspektywy Czerwona Planeta będzie przechodziła dokładnie za Słońcem. W tym czasie NASA nie będzie wysyłała do Curiosity żadnych komend, w obawie o to, że oddziaływanie gwiazdy może zakłócić przesyłane dane, co mogłoby doprowadzić do awarii łazika.
-
Duże ilości wysokotłuszczowego nabiału zwiększają ryzyko zgonu u pacjentek z rakiem sutka. Podczas 12-letniego studium naukowcy zauważyli, że w grupie kobiet jedzących więcej niż jedną porcję wysokotłuszczowego nabiału dziennie zmarło więcej badanych niż w grupie, która przyznawała się do mniej niż jednej porcji tłustych serów czy mleka na dobę. Autorzy raportu z Journal of the National Cancer Institute jako pierwsi analizowali wpływ spożywania wysoko- lub niskotłuszczowego nabiału na wieloletnie przeżycie chorych z rakiem piersi. O ile konsumpcja produktów mlecznych z dużą zawartością tłuszczu okazała się niekorzystna, o tyle jedzenie większych ilości nabiału light nie wiązało się ze wzrostem ryzyka śmierci. Na Zachodzie poziom estrogenu w nabiale jest podwyższony, bo większość mleka pochodzi od ciężarnych krów. Ponieważ hormon gromadzi się głównie w tłuszczu, w produktach wysokotłuszczowych będzie go więcej niż w pokarmach dietetycznych. Zespół z Kaiser Permanente przyglądał się kobietom, u których w latach 1997-2000 zdiagnozowano inwazyjnego raka sutka we wczesnym stopniu zaawansowania. U pań, które zjadały co najmniej 1 porcję wysokotłuszczowego nabiału dziennie, ryzyko zgonu z jakiegokolwiek powodu było o 64% wyższe, a ryzyko zgonu z powodu raka piersi zwiększało się o 49%. Jak tłumaczy Candyce H. Kroenke, w kategorii produktów wysokotłuszczowych naukowcy umieścili m.in. śmietanę, pełne mleko, mleko skondensowane i w proszku, puddingi, lody, sosy oraz flany. Badane kobiety najczęściej spożywały niskotłuszczowe mleko i masło. Zjadały też umiarkowane ilości niskotłuszczowych deserów mlecznych, odtłuszczonych serów oraz wyskotłuszczowych jogurtów. Generalnie spożycie nabiału light było wyższe od spożycia nabiału pełnotłustego (w przypadku tych pierwszych mediana wynosiła 0,8 porcji na dobę, a drugich tylko 0,5 porcji na dobę). Na początku studium kwestionariusz częstości spożycia wybranych produktów wypełniły 1893 ochotniczki. Po sześciu latach uzyskano dane od nieco mniejszej grupy, bo od 1513 osób. Pytania dotyczyły częstości spożywania nabiału w ubiegłym roku i ogólnej wielkości porcji. Sprawdzano również, jakimi kategoriami produktów badane się raczyły (czy znalazły się wśród nich mleko, sery, desery mleczne, jogurty lub napoje na bazie mleka, np. gorąca czekolada albo kawa latte) i czy były to wersje pełnotłuste, odtłuszczone czy beztłuszczowe. Uczeni ujawnili, że do wznowy raka sutka doszło u 349 badanych. Zmarły 372 kobiety; w 189 przypadkach (50,8%) do zgonu doprowadził rak piersi. Badanie stanowiło część studium Life After Cancer Epidemiology (LACE). Jeśli kolejne badania potwierdzą, że estrogen z tłuszczu w nabiale oddziałuje na rozwój raka piersi, może się okazać, że u kobiet jedzących sporo wysokotłuszczowych produktów ryzyko wystąpienia guzów z ekspresją receptora estrogenowego jest wyższe.
-
Już tylko 44,1% amerykańskich nastolatków w wieku 18-19 lat uważa, że regularne palenie marihuany jest szkodliwe. Tak dużego przekonania o nieszkodliwości tego narkotyku nie notowano od 1973 roku. Specjaliści z National Institute of Drug Abuse prowadzą program Monitoring the Future, w ramach którego dowiedzieli się, że pomimo tego, iż rekordowo mało nastolatków pali używki, to większość sięga właśnie po marihuanę. W 2012 roku ponad 1/3 badanych osób próbowała marihuany, a niemal 7% paliło ją codziennie. Rosnące przekonanie o nieszkodliwości zażywania marihuany ma prawdopodobnie związek z faktem, że od 1996 roku już 18 stanów i Dystrykt Kolumbii zezwoliło na używanie marihuany w celach medycznych. Najdalej posunęły się Kolorado i Waszyngton, które w listopadzie ubiegłego roku pozwoliły na używanie tego narkotyku każdemu, kto ukończył 21. rok życia. Wbrew zdrowemu rozsądkowi wiele osób najwyraźniej wierzy, że sam fakt dopuszczenia substancji do użycia oznacza, iż jest ona nieszkodliwa. Wzrost liczby młodych osób uważających, że marihuana jest nieszkodliwa, to niepokojące zjawisko. Wcześniejsze badania wykazały bowiem, że marihuana jest szczególnie szkodliwa dla mózgów młodych osób. Wyrządzone w młodości szkody są nieodwracalne. Naukowcy nie potrafią jednak powiedzieć, jaka ilość marihuany jest szkodliwa. Nie ma bowiem sposobu na dokładne zmierzenie ilości przyjmowanej przez lata substancji. Poszczególne dawki mogą bowiem bardzo się od siebie różnić.
-
Jammie Thomas-Rasset, która od lat walczy o unieważnienie niekorzystnego dla siebie wyroku w sprawie o piractwo, wyczerpała wszelkie środki prawne. Sąd Najwyższy USA odmówił zajęcia się jej sprawą. Kobieta będzie zatem musiała zapłacić zasądzone 222 000 dolarów lub też liczyć na to, iż RIAA zgodzi się na zmniejszenie tej kwoty. Ray Beckerman, obrońca Thomas-Rasset, powiedział, że decyzja SN nie zaskoczyła go, ale rozczarowała. Odmowa zajęcia się sprawą nie oznacza, że Sąd Najwyższy podziela stanowisko sądów niższej instancji. Niezwykle mało wniosków tego typu jest przyjmowanych przez SN do rozpatrzenia. Jednak smuci mnie, że Sąd nie przyjął tej sprawy. Sprawa Thomas-Rasset ciągnie się od 2005 roku. Kobieta została oskarżona o nielegalne pobranie i rozpowszechnienie 1700 utworów. W sądzie jako dowód przedstawiono reprezentacyjną próbkę 24 z nich. Sąd uznał, że doszło do celowego naruszenia praw autorskich. W takim przypadku prawo pozwala na wymierzenie grzywny od 7500 do 150 000 USD za każde naruszenie. W 2007 roku Thomas-Rasset nakazano zapłacenie 222 000 dolarów odszkodowania. Prawnikom kobiety udało się jednak wykazać, że podczas procesu doszło do błędów technicznych i sprawa rozpoczęła się od nowa. W 2009 roku zapadł kolejny wyrok. Tym razem przysięgli uznali, że Thomas-Rasset powinna zapłacić... 1,92 miliona USD. Sędzia prowadzący stwierdził, że kara jest nieproporcjonalnie duża do szkód poniesionych przez przemysł muzyczny i zmniejszył odszkodowanie do kwoty 54 000 USD. Wtedy od wyroku odwołali się przedstawiciele przemysłu muzycznego. W kolejnym procesie RIAA udało się przekonać ławę przysięgłych do swoich racji. Uznano, że kobieta powinna zapłacić 62 500 USD za każde naruszenie, czyli w sumie 1,5 miliona dolarów. Sędzia federelny, powołując się na przepisy mówiące o tym, iż kara musi być proporcjonalna do wyrządzonych szkód, zmniejszył tę kwotę do 54 000 dolarów. RIAA odwołała się wówczas do Sądu Apelacyjnego. Ten w swoim orzeczeniu zasądził pierwotnie przyznane odszkodowanie w wysokości 222 000 dolarów. Teraz, gdy Sąd Najwyższy odmówił zajęcia się tą sprawą, spór sądowy dobiegł końca. To drugi tego typu przypadek. W maju ubiegłego roku Sąd Najwyższy odrzucił wniosek o rozpatrzenie sprawy Joela Tenenbauma, byłego doktoranta z Harvardu, który ma zapłacić 675 000 dolarów. Thomas-Rasset stwierdzila, że nie jest w stanie zapłacić zasądzonego odszkodowania. Obecnie państwo dopłaca mi do energii elektrycznej, bo mam czworo dzieci. Mój mąż nie pracuje. Nie mam żadnego majątku. Oni nie mają jak ściągnąć ze mnie tej kwoty. Kobieta może albo nic nie robić, licząc na to, że RIAA nie będzie w stanie odzyskać pieniędzy, może ogłosić bankructwo, co uchroni ją przed koniecznością zapłacenia grzywny, może też spróbować negocjować z RIAA.
-
Przeglądanie własnego profilu na Facebooku uspokaja
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Psychologia
Patrzenie na własne zdjęcia czy wpisy z Facebooka poprawia nastrój i działa na ludzi uspokajająco. Dr Alice Good z Uniwersytetu w Portsmouth podkreśla, że dzieje się tak, bo przeważnie użytkownicy zamieszczają fotografie dokumentujące przyjemne zdarzenia, a ich posty również mają najczęściej pozytywny charakter. Wg Brytyjczyków, będąc w kiepskim humorze, 86% osób wchodziło na serwis społecznościowy, by rzucić okiem na wpisy z własnej tablicy, a ok. 75% przeglądało stare zdjęcia. To imponujące statystyki, zważywszy, że aż 86% ankietowanych przyznało się do odwiedzania Facebooka więcej niż raz dziennie. Pani psycholog dodaje, że opisana metoda samouspokajania wydaje się szczególnie skuteczna w przypadku jednostek podatnych na obniżenia nastroju. Byliśmy bardzo zaskoczeni uzyskanymi wynikami, bo pozostają w sprzeczności z wcześniejszymi doniesieniami. Na razie zrealizowaliśmy niewielkie studium, ale zamierzamy powiększyć próbę i sprawdzić, czy uzyskamy podobne rezultaty. Niewykluczone jednak, że wyjaśnienie znajduje się w zasięgu ręki, bo o ile w studium wywołanego do tablicy prof. Buxmanna zazdrośni ochotnicy skupiali się na zawartości cudzych profili, o tyle tutaj kluczem do samouspokojenia pozostawała własna "twórczość" internautów. Dr Good przepytała 144 użytkowników Facebooka. Średnia wieku wynosiła 34 lata, a kobiety stanowiły nieco ponad połowę grupy. U 39% zdiagnozowano kiedyś zaburzenia psychiczne. Okazało się, że serwis społecznościowy ułatwiał ludziom wspominki, a te z kolei pomagały znaleźć ukojenie. Mimo pilotażowego charakteru, badanie dało fascynujące rezultaty. Facebook jest reklamowany jako narzędzie do komunikowania się z innymi, tymczasem wykazano, że z większym prawdopodobieństwem korzystamy z niego, by podtrzymać łączność z własnymi ja z przeszłości (zwłaszcza w momentach, gdy współczesne ja potrzebuje utwierdzenia) - wyjaśnia Clare Wilson. Z przeprowadzonego przez zespół sondażu wynika, że na osoby, które miały w przeszłości problemy psychiczne, Facebook, a właściwie jego osobista zawartość, działa szczególnie uspokajająco. Good i inni podkreślają, że dotąd terapię reminescencyjną stosowano w pracy z chorymi na alzheimera, gdzie za pomocą stymulujących materiałów, np. zdjęć czy muzyki, przywoływano wspomnienia. Teraz zademonstrowano, że analogiczna metoda sprawdzi się w przypadku depresji czy lęku. Jeśli pacjent umie się sam uspokoić, w dużej mierze zapobiega to eskalacji problemu. Gdy autorzy artykułu z pisma Lecture Notes in Computer Science (LNCS) sprawdzili, za pośrednictwem jakich urządzeń ludzie łączą się z Facebookiem, okazało się, że dla ok. 70% numerem jeden pozostawał telefon (miał on być wygodniejszy/poręczniejszy od tradycyjnego komputera czy laptopa). Wg Brytyjczyków, wskazuje to potrzebę natychmiastowego uzyskania dostępu do kojącego kontentu. -
Na filmach przyrodniczych często widzimy polujące w grupie samice lwów. Samce rzadko biorą udział w tego typu przedsięwzięciach. Dlatego też naukowcy zastanawiali się, czy nie są one zależne od pożywienia zdobywanego przez samice. Co prawda pojawiały się sugestie, że samce mogą polować w gęstych zaroślach, jednak prowadzenie badań wśród wysokich traw czy krzewów jest trudne i niebezpieczne. Scott Loarie i Greg Asner z Carnegie Institution for Science wpadli na pomysł, w jaki sposób można sprawdzić zaangażowanie samców. We współpracy z Craigiem Tamblingiem z University of Pretoria wykorzystali samolot wyposażony w laserowy skaner LiDAR. Za jego pomocą wykonali mapę 3D sawanny. Później na mapę nanieśli dane z nadajników GPS, w które wyposażono 7 lwów z Parku Narodowego Krugera. Uczeni sprawdzali, gdzie lwy przebywały i gdzie znaleziono ich ofiary. Badania wykazały, że w ciągu dnia zarówno samce jak i samice przebywają najczęściej w gęstych zaroślach. Tam odpoczywają. Po zmroku samice przenoszą się na otwarte tereny, gdzie, korzystając z dobrej widoczności wokół, mogą odpoczywać i wspólnie polować. Samce pozostają w zaroślach i tam polują. W przeciwieństwie do samic nie muszą ze sobą współpracować. W gęstwinie łatwiej im podejść ofiarę. Naukowcy zauważają, że badania wykazały, iż jeśli chcemy chronić lwy, musimy zadbać o to, by tereny, na których przebywają, składały się nie tylko z otwartych przestrzeni, ale również z gęstej roślinności. Tam bowiem samotnie polują samce. Uczeni podkreślili, że ich spostrzeżenia muszą zostać jeszcze potwierdzone badaniami w innych częściach Afryki. Już teraz jednak wiadomo, że będą miały one duże znaczenie dla sposobu zarządzania parkami narodowymi i innymi obszarami chronionymi.
-
Pirackie oprogramowanie w przemyśle zbrojeniowym
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Bezpieczeństwo IT
Były prezes ds. naukowych jednej z firm współpracujących z amerykańskim przemysłem zbrojeniowym został skazany na rok więzienia za kupno... pirackiego oprogramowania od rosyjskich i chińskich hakerów. Wronald Best był jednym z głównych klientów witryny Crack99.com. Kupował tam programy do projektowania, które następnie wykorzystywał w pracy. Best przyznał, że pirackie oprogramowanie posłużyło mu do projektowania części do śmigłowców - w tym Black Hawka i Marine One - części do rakiet Patriot, radarów policyjnych oraz alkomatu. Mężczyzna został oskarżony o to, że wręcz zachęcał Rosjan i Chińczyków, by łamali zabezpieczenia programów, dzięki czemu mógł ich używać. Śledztwo wykazało, że Best kontaktował się z około 35 crackerami i kupił od nich ponad 60 programów o łącznej wartości 2,3 miliona USD. Zapłacił za programy ponad 6000 USD. Śledczych martwi też fakt, że zaawansowane oprogramowanie do projektowania, którego nie wolno eksportować, mogło wpaść w niepowołane ręce. Prokuratorzy domagali się dla Besta trzech lat więzienia. Jego obrońca przypomniał jednak, że zwykle sprawy związane z piractwem i zachęcaniem do piractwa kończą się wyrokiem poniżej 12 miesięcy więzienia. -
Odrodzi się jak Feniks, tyle że z zamrażarki?
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Rheobatrachus to wymarły od lat 80. XX w. rodzaj płazów bezogonowych. Krótko po odkryciu wyginęły oba tworzące go gatunki: południowy (żołądkoród południowoqueenslandzki; Rheobatrachus silus) i północny (R. vitellinus). Zwierzęta te połykały własne zapłodnione jaja, a ich żołądek zamieniał się w inkubator czy jak kto woli - macicę. Samice przestawały wytwarzać kwas solny, a w ciągu 6 tygodni rozdęty przez kijanki żołądek doprowadzał do zapadnięcia płuc (wtedy koniecznością stawało się oddychanie przez skórę). R. silus odkryto w 1972 r., trzeba było jednak kolejnych 2 lat, by ktokolwiek zwrócił na te płazy uwagę. Wtedy bowiem Mike Tyler ujawnił, jak nietypowo się rozmnażają. Choć naukowiec przekonywał, jak mógł, inni biolodzy często nie wierzyli w barwne historie o żabkach wystawiających głowy z pyska matki. W 1981 r. na łamach Animal Behaviour ukazał się artykuł pracowitego Taylera o żołądkorodzie (Oral birth of the young of the gastric brooding frog Rheobatrachus silus). Co ciekawe, doniesieniami zainteresowali się lekarze, bo skoro zwierzę było w stanie zatrzymać produkcję kwasu solnego, mogło to zmienić los chorych z wrzodami czy nadkwasotą. Wg Mike'a Archera z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii, ostatniego żołądkoroda widziano na wolności w 1979 lub 1980 r., a ostatni egzemplarz hodowlany zginął w 1983 r. W 1984 r. w Parku Narodowym Eungella odkryto inny gatunek z tego samego rodzaju, R. vitellinus, ale rok później trzeba już było ogłosić jego wyginięcie. Nikt tak naprawdę nie wie, czemu przedstawiciele rodzaju Rheobatrachus wymarli. Może zawiniła polityka leśna, a może te gatunki były wczesnymi ofiarami Batrachochytrium dendrobatidis, grzyba wywołującego chytrydiomykozę (łac. chytridiomycosis). Na szczęście dla wszystkich Mike Tyler miał w zamrażarce parę żołądkorodów południowoqueenslandzkich. Archer zastosował transfer jądra komórki somatycznej do komórki jajowej płazów z rodzaju Mixophyes. Niestety, choć powstawały dzielące się embriony, rozwój zatrzymywał się na etapie gastrulacji. Niezrażeni Australijczycy mają jednak nadzieję, że ożywienie Rheobatrachus się powiedzie, bo zaistniały problem ma charakter czysto techniczny, a nie biologiczny. Choć od 2 lat sytuacja ciągle się powtarza, a dawczynie składają jaja tylko raz w roku, Archer wierzy w powodzenie swojej misji i w wydatną pomoc Roberta Lanzy, specjalisty od komórek macierzystych. Zdjęcie niezwykłej żaby można zobaczyć w internecie. -
Ewolucja w odpowiedzi na... ruch samochodowy
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Żyjąca w Ameryce Północnej jaskółka rdzawoszyja to prawdopodobnie kolejny gatunek, który ewoluuje w odpowiedzi na zmiany, jakie w jej środowisku wprowadza człowiek. W USA każdego roku samochody zabijają 80 milionów ptaków. Jaskółka, która często gniazduje na mostach, jest szczególnie narażona na niebezpieczeństwo. Charles Brown, naukowiec z University of Tulsa, od 30 lat zbiera i bada martwe jaskółki. Zauważył, że od lat 80. liczba zabitych ptaków spada, pomimo iż zakładają one coraz więcej gwiazd przy drogach. Z badań Browna wynika, że zabite zwierzęta mają średnio dłuższe skrzydła niż ptaki, które w celach porównawczych są łapane w sieci. Co więcej, skrzydła żywych ptaków stają się coraz krótsze. Zdaniem specjalistów, wszystko wskazuje na to, że skracanie się skrzydeł ma związek z ruchem drogowym. Posiadaczowi krótkich skrzydeł łatwiej jest się poderwać do lotu i łatwiej w locie manewrować. Ma zatem większe szanse, by uniknąć zderzenia z pojazdem. Możliwe jest też inne, jak najbardziej naturalne, wytłumaczenie. Podczas wyjątkowo zimnego maja 1996 roku około połowa gniazdujących ptaków zginęła z głodu. Po tym miesiącu Brown zauważył, że średnia długość skrzydeł ptaków znacznie spadła. Prawdopodobnie zwierzęta o krótszych skrzydłach lepiej radziły sobie z łapaniem owadów. Warto jednak zauważyć, że Brown mówi o ciągłym skracaniu się skrzydeł już od 30 lat. -
Na Xu i Mao Sun z Beihang University wykorzystali model matematyczny, by przeanalizować lot trzmieli przy różnych prędkościach. Okazało się, że owady te są niestabilne w czasie zawisania i ruchu z niewielką szybkością oraz neutralne lub słabo stabilne przy wyprawach odbywanych ze średnią i dużą prędkością. Niestabilność przy zawisaniu jest głównie skutkiem bocznego ustawienia skrzydeł (pojawia się dodatni moment wywracający). Gdy prędkość się zwiększa, skrzydła są wyginane ku tyłowi, przez co stabilność lotu wzrasta. Posługując się uśrednionymi pomiarami wielkości i kształtu skrzydeł, wagi oraz sił działających ku górze i ku dołowi, Chińczycy sprawili, że pod względem matematycznym stabilność lotu machającego skrzydłami owada można było analizować podobnie jak parametry ruchu "sztywnego" aeroplanu. Badając mechanikę lotu, specjaliści bazowali na swoim modelu, a nie na obserwacji żywych owadów. Eliminując element aktywnej kontroli, podejście obliczeniowe pozwoliło symulować naturalną stabilność ruchu machającego - wyjaśnia Sun. Xu i Sun przyjęli, że generalnie płaskie skrzydła trzmieli zaokrąglają się przy brzegach, a ich grubość to ok. 3% długości. Autorzy artykułu z Journal of Theoretical Biology podkreślają, że by określić ogólną stabilność lotu, należy uwzględnić zarówno ruch w pionie, jak i w poziomie. Duet ma nadzieję, że zdobyte informacje przydadzą się robotykom pracującym nad latającymi maszynami.
-
W przyszłym roku Microsoft kończy wsparcie Windows Phone 8
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Technologia
Microsoft ogłosił daty zakończenia wsparcia dla systemów Windows Phone 7.8 oraz Windows Phone 8. Systemy wspierane są przez 18 miesięcy od daty premiery. Tym samym wsparcie podstawowej pomocy technicznej dla WP7.8 zakończy się 9 września 2014 roku, a dla WP8 - 8 lipca 2014 roku. Po tych terminach wsparcie może być udzielane przez operatora sieci lub producenta telefonu. W porównaniu z wielokrotnie dłuższym czasem wsparcia systemów na pecety okres, w którym można liczyć na poprawki dla systemu mobilnego wydaje się niezwykle krótki. Jednym z powodów jest fakt, że większość operatorów telefonii komórkowej, producentów telefonów i producentów systemów operacyjnych w USA uznaje, iż średni czas korzystania z telefonu wynosi 2 lata. Stąd np. podpisywanie przez operatorów dwuletnich umów z klientami. -
Na Oxford University powstało urządzenie, które przez 24 godziny podtrzymuje pracę wątroby przeznaczonej do przeszczepu. Znajdujący się poza organizmem człowieka organ funkcjonuje tak, jakby nadal w nim był. Dzięki takiemu rozwiązaniu liczba organów dostępnych do przeszczepów powinna znacząco się zwiększyć. Obecne techniki pozwalają na przechowywanie wątroby poza ciałem człowieka przez maksymalnie 12 godzin. Organ przechowywany jest w specjalnym roztworze w obniżonej temperaturze, co niejednokrotnie prowadzi do jego uszkodzenia. Urządzenie z Oxford University jest testowane w centrum transplantacji wątroby w King's College Hostpital. Pobrana wątroba jest podłączona do urządzenia i przechowywana w temperaturze ludzkiego ciała. Krąży w niej natleniona krew. Wątroba pracuje, produkuje bilirubinę, ma prawidłowy kolor. W lutym bieżącego roku z powodzeniem wszczepiono dwóm pacjentom wątroby, które były wcześniej przechowywane we wspomnianym urządzeniu. Testy prekliniczne dowodzą, że pozwala ono na przechowywanie wątroby przez 24 godziny. Te pierwsze badania kliniczne potwierdziły, że możemy podtrzymywać działanie wątroby poza ludzkim organizmem i wiele godzin później wszczepić ją pacjentowi - mówi jeden z twórców urządzenia, profesor Constantin Coussios z Wydziału Nauk Inżynieryjnych i jednocześnie dyrektor techniczny firmy OrganOx, którą powołano po to, by uniwersytecki projekt zamienić na realne działające urządzenie. To pierwsze całkowicie automatyczne urządzenie perfuzyjne dla wątroby: organ jest poddawany perfuzji utlenowanymi czerwonymi krwinkami w temperaturze ludzkiego ciała. Obserwowanie jak poczatkowo zimna szara wątroba odzyskuje prawidłowy kolor i zaczyna funkcjonować tak, jak w organizmie, było czymś niesamowitym. Jeszcze bardziej niezwykła była możliwość przeszczepienia tej wątroby pacjentowi, który dzięki niej normalnie funkcjonuje - mówi uczony. Profesor dodaje, że przy obu transplantacjach wątroby przebywały w urządzeniu nie dłużej niż 10 godzin, jednak eksperymenty wykazały, że możemy podtrzymać funkcjonowanie wątroby poza organizmem przez 24 godziny. Podstawy przeprowadzania zabiegów przeszczepu wątroby nie zmieniły się od dziesięcioleci. Dlatego też powstanie urządzenia, które znacznie wydłuża czas jaki może upłynąć pomiędzy pobraniem wątroby a jej przeszczepieniem jest niezwykle ważne. Po raz pierwszy mamy urządzenie, które daje nam dodatkowy czas, pozwalający na lepsze przetestowanie wątroby, co zwiększa szanse na udany przeszczep. Ta technologia może zmienić reguły gry, spowodować, że będziemy mieli więcej organów, więc uratujemy więcej ludzi - mówi Wayel Jassem, chirurg, który przeprowadził oba wspomniane przeszczepy. Pierwszym pacjentem, który otrzymał wątrobę przechowywaną we wspomnianym urządzeniu jest 62-letni Ian Christie, który w maju 2012 roku dowiedział się, że bez przeszczepu pozostało mu 12-18 miesięcy życia. Profesorowie Constantin Coussios i Peter Frank oraz ich zespoły pracowali nad wspomnianym urządzeniem od 1994 roku. Transplantacja jest ofiarą własnego sukcesu. Potrzebujących przeszczepu jest znacznie więcej niż dostępnych organów. To urządzeniem może radykalnie zmienić sytuację. Pozwoli nam na wykorzystanie organów, które obecnie są nieużyteczne. [...] Obecne technologie polegają na schłodzeniu organu tak, by zwolnić jego metabolizm. To jednak nie chroni go przed degradacją i uszkodzeniem. [...] Wiele potencjalnie użytecznych organów nie jest wykorzystywanych właśnie z tego powodu - mówi profesor Friend.
-
Młode pingwiny magellańskie (Spheniscus magellanicus) z Akwarium Pacyficznego w Long Beach dostały ostatnio nową zabawkę. Przestarzały, wg ludzi, iPad, a właściwie zainstalowana na nim gra, sprawia im wiele radości. Jak tłumaczą pracownicy akwarium, wiosną dorosłe pingwiny zaczynają myśleć o rozmnażaniu. Newsom i Jeremy nie osiągnęli jednak odpowiedniego wieku, by w głowie im były amory. Aby nie czuli się osamotnieni, ludzie postanowili zadbać o zapełnienie ich grafiku. Mimo że wykorzystaną aplikację zaprojektowano dla kotów, nasi młodzieńcy nie zwracają na to uwagi i zawzięcie stukają dziobami w przemykającą po ekranie mysz. Podobnie jak koty, pingwiny są bardzo ciekawskimi stworzeniami, dlatego wizja ptaków śledzących wirtualne myszy była zbyt pociągająca, by jej nie wypróbować - opowiada wolontariusz z zoo Hugh Ryono. Po przedyskutowaniu sprawy z opiekunką ptaków Sarą, mężczyzna przyniósł z domu zakurzonego iPada 1, zainstalował na nim "Grę dla kotów" (Game for Cats) i zaczęły się testy... Choć Jeremy jako pierwszy zdecydował się zbadać nowy element wybiegu, to Newsom okazał się zawołanym graczem. Szczególnie spodobał mu się pisk wydawany przez mysz podczas dziobnięcia.
-
Eksperci będą musieli przejrzeć i zmienić modele dotyczące dwutlenku węgla pochłanianego przez morskie mikroorganizmy. Z badań naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine (UC Irvine) wynika, że organizmy takie jak np. cyjanobakterie mogą pochłaniać nawet dwukrotnie więcej CO2 niż dotychczas sądzono. Uczeni postanowili przyjrzeć się obowiązującemu w nauce tzw. stosunkowi Redfielda. Określa on atomowy stosunek węgla, azotu i fosforu w planktonie występującym na różnych głębokościach wody. Stosunek ten wynosi średnio, mniej więcej, C:N:P = 106:16:1. Uczeni z UC Irvine stwierdzili jednak, że znacznie ważniejszym wskaźnikiem od głębokości jest szerokość geograficzna, na jakiej plankton występuje. W pobliżu równika, w gorących ubogich w składniki odżywcze wodach stosunek Redfielda wynosi 195:28:1, podczas gdy w zimnych bogatych w pożywienie strefach polarnych jest to 78:13:1. Stosunek Redfielda to jedna z podstawowych wartości w biologii i chemii oceanów. Wykazaliśmy jednak, że stosunek składników odżywczych w planktonie nie jest stały. Udowodniliśmy, że jest on silnie powiązany z szerokością geograficzną - mówi profesor Adam Martiny z UC Irvine. Martiny wraz ze swoim zespołem odbył siedem ekspedycji od Morza Beringa, poprzez wybrzeża Danii po wody w pobliżu równika. Zebrane w ich czasie dane poddali szczegółowej analizie, a następnie porównali z danym z 18 innych podobnych badań. Uczony przypomina, że od czasu gdy w latach 30. ubiegłego wieku Redfield zaproponował swoją teorię pojawiały się głosy mówiące o potrzebie jej korekty, jednak generalnie stosunek Redfielda został przyjęty w nauce. W ostatnich latach niektóre modele wskazywały, iż rzeczywistość wyglada inaczej, były to jednak modele czysto teoretyczne. Po raz pierwszy dane obserwacyjne wykazały, że wartości te należy skorygować. Dlatego nasze badania są takie ważne - mówi Martiny.
-
Oceniając czyjś wiek, nieświadomie określamy kontrast między poszczególnymi elementami twarzy a skórą. To dlatego np. kobieta z pomalowanymi na czerwono ustami wydaje się młodsza. Inaczej niż w przypadku zmarszczek, nie mamy świadomości, że posługujemy się tym jako wskazówką [...] - podkreśla prof. Richard Russell z Gettysburg College. W jednym ze studiów zespół Russella określał parametry 289 twarzy. Należały one do białych Francuzek w wieku 20-69 lat. Wyodrębniono 5 grup wiekowych: 1) 20-29-latek, 2) 30-39-latek, 3) 40-49-latek, 4) 50-59-latek oraz 5) 60-69-latek. Do najmłodszej zwerbowano zaledwie 40 ochotniczek, do innych, mniej więcej równolicznych, trafiło, odpowiednio, 60, 71, 60 i 58 osób. Stosując specjalny zamknięty system fotograficzny, kobiety zawsze ustawiano w ten sam sposób. Zbliżenia wykonywano także w identycznych warunkach oświetleniowych. Ustalono, że w miarę upływu lat kolory ust, oczu i brwi stają się mniej wysycone, a skóra ciemnieje. Przez to starsze fizjonomie wydają się mniej kontrastowe od młodszych. Zauważyliśmy np., że z wiekiem czerwień wargowa staje się mniej wyrazista, za to skóra wokół ust ulega zaczerwienieniu. W rezultacie różnica w zabarwieniu tych obszarów się zmniejsza. Można tym, oczywiście, manipulować za pomocą makijażu. Podczas drugiego studium z zestawu wykorzystywanego w 1. eksperymencie wybrano 30 zdjęć, po 10 z każdej grupy wiekowej: 1) 23-34-latek, 2) 35-44-latek oraz 3) 45-59-latek. Psycholodzy zwiększali lub zmniejszali kontrast 3 kluczowych rejonów twarzy. Uwzględniono 2 scenariusze: badanym pokazywano pary zdjęć tej samej twarzy albo tylko jedno zdjęcie. Proszono o ocenę, która wygląda starzej lub ile lat ma modelka. Okazało się, że generalnie po zwiększeniu kontrastu twarze oceniano jako młodsze, a po zmniejszeniu - jako starsze.
-
Witryna Win8China, która w przeszłości była źródłem wielu sprawdzonych przecieków dotyczących Windows, podaje datę debiutu kolejnej wersji systemu Microsoftu. Zdaniem jej redaktorów Windows 9 trafi do sprzedaży już w listopadzie 2014 roku. Natomiast w styczniu Microsoft ma udostepnić wersję beta. Przekazane informacje to jedynie pogłoski, jednak dość prawdopodobne. Jeszcze w bieżącym roku ma pojawić się Windows Blue, czyli wersja przejściowa systemu z Redmond. Ponadto od czasu Windows Visty nowe wersje systemu z Redmond debiutują co 2-3 lata, zatem pojawienie się Windows 9 jesienią przyszłego roku mieściłoby się w tym przedziale czasowym. Win8China donosi również, że Microsoft pracuje na mobilną wersją Windows 9. Prawdopodobnie zadbiutuje ona jako Windows Phone 9.
-
Samsung zaprezentuje highendowy smartfon z Tizenem
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Technologia
Samsung poinformował, że w sierpniu lub wrześniu rozpocznie sprzedaż highendowego smartfonu z systemem Tizen. Koncern oznajmił to kilka godzin po zaprezentowaniu smartfonu Galaxy S4 z Androidem. Koreańska firma jest największym producentem smartfonów. Należy doń 50% rynku urządzeń z Androidem, a jej silna pozycja coraz bardziej niepokoi Google'a. Analitycy zwrócili uwagę, że podczas premiery Galaxy S4 przedstawiciele Samsunga ledwo napomknęli o Androidzie. Ponadto widać było, że Samsung tworzy wokół Androida swój własny ekosystem. Zdaniem analityków Samsung może przygotowywać grunt pod stopniowe odchodzenie od Androida. Koreańska firma chce większej kontroli nad wykorzystywanym przez siebie systemem operacyjnym. Tymczasem próba kontrolowania Androida skończyłaby się starciem z Google'em. Dlatego też Samsung wspólnie z Intelem i Sprintem rozwija Tizen. Wydaje się też, że inni producenci smartfonów mogą być zainteresowani tym systemem operacyjnym. O możliwości odchodzenia producentów od Androida mówi się od czasu, gdy Google przejął Motorolę Mobility. Dotychczas nic nie wskazuje na to, by Google traktował przejętą firmę lepiej niż innych producentów urządzeń z Androidem. Nie można jednak wykluczyć takiego scenariusza w sytuacji, gdy jakaś firma zdobędzie zbyt silną pozycję. Wówczas Google, obawiając się utraty kontroli nad Androidem, może wykorzystać Motorolę do walki z takim przedsiębiorstwem. -
Sędzia federalna Susan Illston orzekła, że National Security Letters, o otrzymaniu których niedawno poinformował Google, są niezgodne z Konstytucją USA. Sędzia nakazała organom rządowym zaprzestanie wysyłania takich dokumentów. Jednocześnie pani sędzia wstrzymała wykonanie swojego wyroku na 90 dni, by dać stronie rządowej czas na wniesienie apelacji. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że sąd uznał, iż w NSL istnieją poważne niedociągnięcia z punktu widzenia konsytucji. Wydawane przy okazji listów zakazy informowania o nich ograniczają debatę publiczną - powiedział Matt Zimmerman, prawnik z Electronic Frontier Foundation, który w imieniu anonimowej firmy telekomunikacyjnej wnioskował w sądzie o stwierdzenie niekonstytucyjności NSL. Firma ta otrzymała NSL w 2011 roku. Nasz klient niecierpliwie czeka na dzień, w którym będzie mógł otwarcie opowiedzieć o swoich doświadczeniach - dodał Zimmerman. National Security Letter, wykorzystywane przede wszystkim w śledztwach kryminalnych, są dopuszczane przez Electronic Communications Privacy Act. Na podstawie NSL FBI może starać się o uzyskanie nazwiska, adresu, długości korzystania z usługi oraz bilingów subskrybenta usługi telekomunikacyjnej. Jednocześnie wystawca NSL może zakazać stronie, która otrzymała dokument, informowania o tym fakcie. Firma, którą reprezentuje EFF, zdecydowała się na niezwykły ruch. Wstąpiła do sądu, by ten zbadał, czy w NSL, których zakres działania został znacznie rozszerzony przez Patriot Act, może być wystawiany w takiej formie bez nadzoru sądu i czy legalnym jest zakazywanie informowania o jego otrzymaniu. W odpowiedzi Departament Sprawiedliwości wystąpił do sądu twierdząc, że... firma naruszyła prawo kwestionując jego uprawnienia. To niezwykle agresywne posunięcie. Oni twierdzą, że kwestionując ich władzę naruszasz prawo - stwierdził Zimmerman. Sędzia Illston uznała, że zakaz informowania o NSL narusza Pierwszą Poprawkę gwarantującą wolność wypowiedzi. Zdaniem sędzi administracja rządowa zbyt często wydaje zakaz informowania strony zainteresowanej. Aż 97% wszystkich NSL zawierało nakaz blokady informacyjnej. Zwykle w USA gdy zostanie wystawiony jakiś nakaz, np. gdy sąd nakaże firmie telekomunikacyjnej ujawnienie danych klienta, z którego numeru IP nielegalnie pobierano pliki, firma może poinformować o tym wspomnianą osobę, dzięki czemu osoba ta może starać się w sądzie o unieważnienie nakazu ujawnienia jej danych. W wyjątkowych przypadkach sąd może jednak zakazać informowania osoby zainteresowanej o wystawieniu nakazu. Strona rządowa, jak stwierdziła Illston, zbyt często wydaje zakazy informowania zainteresowanych.
-
Organizacja Do The Green Thing poprosiła znanych projektantów o narysowanie plakatów, które odzwierciedlałyby jej misję. Chodzi o kreatywne podejście do zmiany klimatu. Zmiana ma być zwalczana zmianą, tym razem ludzkiego działania. Dizajnerzy wykorzystali motywy i symbole rodem z popkultury: pojawiają się więc nawiązania do sceny prysznicowej z "Psychozy" Hitchcocka czy "elki" z nauk jazdy. Do 23 marca, kiedy obchodzona jest godzina dla Ziemi, na witrynie codziennie zamieszczany jest kolejny plakat. Jeśli kogoś zaciekawi np. Kim Dzong Il z czerwonymi oczami, których nie powstydziłby się sam książę ciemności lub mariaż hot doga z hot smogiem, może poczytać, czemu warto z czegoś zrezygnować, zyskując w zamian inną atrakcyjną rzecz. Przedstawiciele Do The Green Things uważają, że za pomocą chwytliwych piktogramów, np. opisanego hasłem "odcienie zieleni" symbolu recyklingu, da się zainspirować odbiorców, by jedli mniej mięsa czy zamienili samochód na własne nogi. Wg Eddie'ego Opary, przytulanie jest w chłodniejsze dni lepsze od podkręcania ogrzewania. Steven Qua postanowił zaś podziałać na wyobraźnię księżycem w pełni. Choć by zachować rym w angielskim haśle, podkreślił, że szczeka się w ciemności, wielu osobom nasz naturalny satelita skojarzy się raczej z wilczym wyciem.
-
Podczas wykopalisk w Dolinie Królów szwajcarscy naukowcy pracujący pod kierunkiem Susanne Bickel odkryli jeden z najstarszych egipskich zegarów słonecznych. Zegar wykonano na ostrakonie, czyli skorupie naczynia ceramicznego użytej do zapisywania. Na płaskim kawałku narysowano półkole, które podzielono na 12 równych części. Na środku każdej z nich umieszczono kropkę, dzięki czemu pomiar czasu mógł być jeszcze bardziej precyzyjny. Półkole jest zamknięte 16-centymetrową poziomą linią, w środku której wywiercono otwór. Wkładano weń drewniany bądź metalowy pręt, rzucający cień na tarczę zegara. Zegar znaleziono z miejscu, gdzie mieszkali ludzie pracujący przy budowie grobowców. Można więc przypuszczać, że służył on do odmierzania czasu pracy. Możliwe jest też inne wyjaśnienie. Podział cyklu słonecznego odgrywał ważną rolę w przedstawianych na murach grobowców poszczególnych etapach wędrówki boga Słońca w świecie podziemnym. Zegar mógł więc być pomocny przy wizualizacji tej wędrówki. Szwajcarzy uważają, że zegar pochodzi z XIII wieku p.n.e.
-
Ludzie są bardziej rozpraszani przez rozmowy telefoniczne odbywane w ich obecności niż przez słyszane w tle pogawędki osób z tego samego pomieszczenia. To pierwsze studium, w ramach którego posłużono się realistyczną sytuacją, by wykazać, że przypadkowo podsłuchana rozmowa telefoniczna jest wyjątkowo natrętnym i zapamiętywalnym zdarzeniem - zaznacza dr Victoria Galvan z Uniwersytetu San Francisco. Ochotnicy zajmowali się anagramami, a w tym czasie psycholodzy realizowali z boku 2 scenariusze rozmowy: była to wymiana zdań między ludźmi z pokoju eksperymentalnego albo telefon do niezidentyfikowanego odbiorcy. Badani każdorazowo słyszeli tylko jeden z wariantów i nie mieli świadomości, że to część studium. Ci, którzy stawali się mimowolnymi świadkami telefonicznej konwersacji, uznawali rozmowę za bardziej rozpraszającą oraz irytującą. Zapamiętali również więcej użytych w niej słów. Eksperyment sugeruje, że świadkowie zwracają większą uwagę na pogawędkę telefoniczną, bo jej treść jest bardziej nieprzewidywalna - uważa współautorka badania Rosa Vessal. Łatwiej śledzić przebieg rozmowy, gdy ma się dostęp do kwestii obu stron. Gdy do akcji wkracza komórka, słyszy się tylko połowę wypowiedzi, trzeba się więc nagłowić, do czego zmierza wymiana zdań. Galvan podkreśla, że odcinanie się od "połówkowych" rozmów współpracowników nie zawsze jest możliwe czy sensowne, ale jeśli łatwo przeprojektować [biuro czy warsztat] i nie będzie to miało negatywnego wpływu na komunikację, warto pomyśleć o stworzeniu przestrzeni, która sprzyjałaby prowadzeniu rozmów dwustronnych [...].