Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderatorzy
  • Liczba zawartości

    37614
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  • Wygrane w rankingu

    246

Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl

  1. Podczas wykopalisk prowadzonych przez Izraelską Służbę Starożytności przed zbudowaniem linii kolejowej do miasta Karmiel w Dolnej Galilei znaleziono falliczną figurkę, zwęglone nasiona bobu oraz liczne groty i topory kamienne. Ich wiek oszacowano na 7-9 tys. lat. Na obszarze ponad 1800 m2 odkopano konstrukcje i artefakty z neolitu przedceramicznego i wczesnego okresu chalkolitycznego. Doktorzy Yitzhak Paz i Ya'akov Vardi podkreślają, że po raz pierwszy w historii ich państwa odsłonięto całe budynki i strefy habitacyjne z tak wczesnego okresu. [Co istotne], odkryto tam liczne przykłady kultury materialnej mieszkańców. Ponieważ wiele obiektów wykonano z obsydianu, czyli materiału niewystępującego w Izraelu, wskazuje to na kontakty handlowe z Turcją, Gruzją i innymi regionami. Archeolodzy natrafili na osadę z neolitu przedceramicznego oraz dół z tysiącami zwęglonych nasion bobu. To jeden z najwcześniejszych przykładów prawidłowej uprawy warzyw na Środkowym Wschodzie. W budynkach wioski z wczesnego chalkolitu (5. tysiąclecia p.n.e.) wydzielono prostokątne pomieszczenia. Grube ściany wypełniono kamieniami i gliną, niektóre otynkowano. W środku i pomiędzy domami odkryto szereg obiektów reprezentujących kulturę Wadi Rabah: ceramikę, krzemienne narzędzia oraz dzieła sztuki, np. falliczną figurkę i tabliczkę z wyrytym schematem żeńskich genitaliów. Analiza zwierzęcych kości ze stanowiska ujawniła, że mieszkańcy żywili się głównie świniami.
  2. Skolonizowanie przez ludzi wysp na Pacyfiku przyczyniło się do zagłady niemal 1000 gatunków nielotnych ptaków. Badania przeprowadzone na 41 wyspach wykazały, że pomiędzy początkiem ludzkiej kolonizacji, a przybyciem Europejczyków (czyli 3500-700 lat temu) wyginęło 2/3 gatunków tych zwierząt. Głównymi przyczynami ich zagłady były polowania i wycinanie lasów. Do najszybszego wymierania dochodziło na mniejszych wyspach oraz na tych, gdzie były mniejsze opady. Ludzie szybciej wybijali tam zwierzęta i wycinali lasy. Większe wyspy były w stanie utrzymać większe populacje ptaków, ponadto miały bardziej zróżnicowną topografię i występowały na nich trudno dostępne obszary. Najbardziej na wyginięcie narażone były duże ptaki. Z jednej strony ich populacje były mniej liczebne niż ptaków mniejszych, ponadto bardziej opłacało się na nie polować. W obecnie prowadzonych badaniach nie brano pod uwagę Nowej Zelandii, gdyż jest to najlepiej zbadany przypadek ludzkiej kolonizacji wysp i związanego z tym zanikania gatunków. Podczas kolonizacji Nowa Zelandia straciła 30% gatunków nielotów. Ze względu na rozmiary, topografię i obfite opady deszczu tempo znikania gatunków było tutaj znacznie wolniejsze niż na pozostałych wyspach. Dlatego tez niektóre z nich, jak kiwi czy kakapo, ciągle istnieją. Kolonizacja wysp Pacyfiku przyczyniła się też to zanikania gatunków ptaków morskich i śpiewających. Uczeni oceniają, że w sumie utracono ponad 10% gatunków. To największe wymieranie ptaków w ciągu ostatnich 11 700 lat.
  3. Madagaskar potrzebuje ok. 41 mln dolarów, by poradzić sobie z plagą szarańczy. Owady zagrażają plonom, przez co nad ponad połową 22-mln populacji (60%) zawisło widmo głodu. Jak szacuje Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (ang. Food and Agriculture Organization of the United Nations, FAO), do czerwca należy wydać 22 mln dol. na zakrojone na szeroką skalę opryski samolotowe. Dziewiętnaście milionów przeznaczono by zaś na wdrożenie 3-letniej strategii wychodzenia z kryzysu. Z doświadczenia wiemy, że taka plaga wymaga 3 lat zorganizowanych działań przeciw szarańczy. Już teraz potrzebujemy funduszy, by zabezpieczyć dostawy i móc o czasie przeprowadzać napowietrzne kontrole i operacje - podkreśla Annie Monard, koordynator akcji z ramienia FAO. W 1. roku akcji zajęto by się 1,5 mln ha, w 2. - 500 tys. ha, a w 3. - 150 tys. ha. W listopadzie minister rolnictwa Madagaskaru ogłosił stan klęski narodowej. W grudniu sytuacja na tyle się pogorszyła, że władze państwa zwróciły się do FAO z prośbą o pomoc techniczną i finansową. Obecnie niedojrzałe postaci szarańczy i latające roje można napotkać nad połową wyspy. Specjaliści ONZ-etu uważają, że bez przedsięwzięcia odpowiednich działań do września owady opanują 2/3 powierzchni państwa. Szarańcze pochłaniają pokarm bydła, w dodatku zagrażają ok. 60% upraw ryżu (zboże to jest podstawą wyżywienia tutejszej ludności). Odkąd w październiku rozpoczęła się pora deszczowa, rząd opryskał 30 tys. ha ziem uprawnych, ale ze względu na ograniczone środki nie zajęto się kolejnymi 100 tysiącami ha. W lutym sytuacja pogorszyła się za sprawą cyklonu Haruna, który stworzył optymalne warunki do rozmnażania szarańczy, niszcząc przy okazji pokaźną część plonów.
  4. W Egipcie aresztowano trzech mężczyzn podejrzewanych o przecięcie ważnego podmorskiego światłowodu. Kabel SEA-ME-WE 4 (South East Asia-Middle East-West Europe 4) biegnie pomiędzy Francją a Singapurem. Jego odnogi łączą się m.in,. z Włochami, Egiptem, Tunezją, Indiami, Pakistanem czy Tajlandią. Władze Egiptu opublikowały zdjęcia z zatrzymania podejrzanych. Widzimy ich na łodzi wypełnionej sprzętem do nurkowania. Łódź znajduje się blisko lądu, w miejscu, w którym SEA-ME-WE 4 jest wpuszczony do wody. Zwykle podmorskie kable zostają przerwane wskutek trzęsień ziemi lub przez kotwice statków. Na świecie istnieje mniej niż 10 jednostek pływających zdolnych do naprawienia uszkodzonego na pełnym morzu kabla. Specjaliści mówią jednak, że kabel w pobliżu Egiptu został przecięty blisko lądu, zatem usunięcie awarii powinno być stosunkowo proste. Przecięcie SEA-ME-WE 4 było odczuwalne od Egiptu po Pakistan. Setki sieci zniknęły z internetu. Najpoważniejsze problemy mają ci najmniejsi. Oni najczęściej korzystają z usług jednego dostawcy, zatem niektórzy z nich odzyskają łączność dopiero po naprawieniu kabla.
  5. Firma analityczna IDC poinformowała, że na niektórych rynkach Windows Phone pokonał... iPhone'a w wielkości sprzedaży. System Microsoftu spisał się lepiej w kilku regionach. To niewątpliwie dobra wiadomość dla koncernu z Redmond, jednak trudno mówić o wielkim sukcesie, gdyż wspomniane regiony to przeważnie niewielkie rynki. Badania IDC wykazały, że WP był popularniejszy od iPhone'a w Argentynie, Indiach, Polsce, Rosji, RPA, na Ukrainie i w reszcie centralnej i wschodniej Europy. Dla Microsoftu szczególnie interesujący jest sukces w Indiach, gdyż jest to potencjalnie wielki rynek. W pozostałych wymienionych regionach rocznie sprzedaje się nie więcej niż 100 000 smartfonów. W wielu krajach udział Windows Phone w rynku smartfonów sięgnął 10%. W 26 krajach sprzedaż urządzeń z Windows Phone była większa, niż sprzedaż BlackBerry. Rynek smartfonów wciąż pozostaje niezwykle dynamiczny i jeszcze mogą zajść na nim spore zmiany. Windows Phone powoli rośnie w siłę, BlackBerry się nie poddaje i ma szansę na wyjście z kłopotów, a Samsung, największy producent smartfonów na świecie, pracuje nad własnym systemem operacyjnym Tizen.
  6. Wyższa temperatura ciała zabezpiecza płazy przed śmiertelną grzybicą chytrydiomykozą (łac. chytridiomycosis). Doktorzy Ross Alford z Uniwersytetu Jamesa Cooka i Jodi Rowley z Muzeum Australijskiego badali gatunki z lasów deszczowych na antypodach. Naukowcy odkryli, że im więcej czasu zwierzęta spędzały w temperaturze 25°C, np. by wspomóc trawienie, tym rzadziej zakażały się Batrachochytrium dendrobatidis. Choć grzyb przetrzebił populacje z całego świata, w najgorszej sytuacji znaleźli się mieszkańcy północnego Queensland i Ameryki Środkowej. Jakiś czas temu biolodzy stwierdzili, że w jednym i tym samym środowisku pewne gatunki ucierpiały bardziej, a inne mniej. Dość szybko zaczęli podejrzewać, że rozwiązaniem zagadki może być temperatura. Kiedy hoduje się grzyby w laboratorium, rosną najlepiej przy 17-25°C. Jeśli umieści się żabę w terrarium i podniesie temperaturę, można ją w ten sposób wyleczyć - wyjaśnia Rowley. Szczyt zachorowań na chytrydiomykozę przypada na chłodne miesiące, w dodatku bardziej zagrożone są gatunki żyjące na większych wysokościach. Wzorce te korelują z temperaturą, ale nie wiedzieliśmy, czy temperatura ma jakieś znaczenie z punktu widzenia pojedynczych dzikich osobników. Okazało się, że tak... Australijczycy zajęli się 3 gatunkami rzekotkowatych: 1) zarażającą się, ale niezdziesiątkowaną Litoria lesueurii, 2) Litoria serrata, która najgorsze ma już za sobą, a obecnie się odradza oraz 3) zagrożoną Litoria nannotis, która występuje już tylko do wysokości 400 m. Sprawdzano, jak żaby sobie radzą podczas letniej pory deszczowej i zimowej pory suchej w 4 różnych lokalizacjach. Indywidualne temperatury ciała monitorowano nocą i dniem co 24 godziny. Okazało się, że spędzające czas w wyższych temperaturach L. lesueurii zarażały się rzadziej od siedzących w wodzie L. nannotis. Przedstawiciele wszystkich badanych gatunków z mniejszym prawdopodobieństwem zapadli na chytrydiomykozę, gdy przez 75% czasu przebywali w temperaturze powyżej 25°C - tłumaczy Rowley, dodając, że w przyszłości będzie można pomóc zagrożonym płazom za pomocą prostych modyfikacji habitatu. Temperaturę da się w końcu podnieść, wycinając np. niewielki otwór w koronach drzew.
  7. W najnowszym numerze Journal of Geophysical Research zamieszczono artykuł, którego autorzy opisują to, co - ich zdaniem - działo się na Ziemi, gdy przed 65 milionami lat w planetę uderzył meteoryt, niosący zagładę dinozaurów,. Jeśli opis uczonych jest zgodny z rzeczywistością, można z czystym sumieniem stwierdzić, że Ziemia przeżyła prawdziwe piekło. Douglas S. Robertson, William M. Lewis, Peter M. Sheehan i Owen B. Toon zarysowali dość przerażający rozwój wydarzeń. Energia uderzenia była tak wielka, że do atmosfery przedostały się olbrzymie ilości materiału, z którego część miała prędkość bliską ucieczki z pola grawitacyjnego Ziemi. To spowodowało, że materiał ten rozprzestrzenił się na całej planecie, a dowodem tego wydarzenia jest obecna warstwa irydu. Jednak poważne problemy miały dopiero nadejść, wraz z powracaniem wyrzuconego materiału na Ziemię. Uczeni oceniają, że każdy metr kwadratowy powierzchni spadło aż 10 kilogramów szczątków. Te odłamki, które miały największą prędkość i spadały z największej wysokości, wysłały w kierunku powierzchni olbrzymi globalny impuls podczerwony. Naukowcy obliczyli, że musiał on być tak olbrzymi, iż zapaliłby całą roślinność na Ziemi. Nie przeżyłby żaden lądowy kręgowiec większy od wiewiórki - napisali autorzy artykułu. A i to pod warunkiem, że schowałby się pod ziemią. Na szczęście wspomiany impuls najpierw trafił na wyrzucony uderzeniem materiał, który znajdował się na niższych wysokościach. To w olbrzymim stopniu osłabiło falę promieniowania. Po uwzględnieniu takiego scenariusza, symulacje wykazały, że ciepło, które dotarło do Ziemi mogłoby zapalić jedynie opadłe gałęzie czy igły z drzew. Jednak to i tak powinno wystarczyć do wywołania ogólnoświatowego pożaru. Symulacje symulacjami, ale naukowcy mają też dowody na poparcie swojej tezy. Z obliczeń wynika bowiem, że znajdująca się na Ziemi warstwa sadzy jest na tyle obfita, iż może to wskazywać na spłonięcie całej biosfery. W tym miejscu należy wziąć poprawkę na fakt, że część z tej sadzy pochodzi od zapalenia się materiału organicznego z miejsca uderzenia meteorytu i z jego okolic. Autorzy artykułu zwracają też uwagę, że w wielu miejscach występuje mało węgla drzewnego. Ich zdaniem, są to te obszary, na których pożary były tak intensywne, iż wypaliły obecny tam węgiel. Z kolei w innych miejscach znajdujemy niespalony materiał organiczny. To, jak twierdzą uczeni, dawne tereny bagienne, na których do pożarów nie doszło lub były one ograniczone. Naukowcy skupili się też na samej sadzy. Musiała być jej w atmosferze kolosalna ilość. Na tyle duża, że współczesne modele klimatyczne nie są przystosowane do jej symulowania. Uczeni wykonali jednak obliczenia, w których przyjęli, że ilość sadzy w atmosferze wynosiła 0,2% tej ilości, jaka rzeczywiście mogła się tam znaleźć. Model klimatyczny wykazał, że przy takim scenariuszu temperatury na Ziemi szybko spadłyby do wartości bliskich epoce lodowcowej i utrzymywałyby się na niskim poziomie przez ponad dekadę. Niewykluczone zatem, że - przynajmniej przez jakiś czas po upadku meteorytu - na Ziemię w ogóle nie docierały promienie słoneczne. Oczywiście trudno sobie wyobrazić jednoczesne pożary na całej planecie. Jednak Robertson, Lewis, Sheehan i Toon twierdzą, że są one najbardziej prawdopodobnym następstwem upadku.
  8. Jedni wykorzystują analizę aktywności mózgu do określenia treści czyichś myśli czy snów, inni uważają, że to dobry sposób na oszacowanie prawdopodobieństwa, czy skazany ponownie wejdzie w konflikt z prawem. Zespół Kenta Kiehla z Sieci Badań Umysłu (Mind Research Network) w Albuquerque zbadał 96 więźniów tuż przed wyjściem na wolność. Pracując na komputerze, mężczyźni musieli podejmować szybkie decyzje i hamować impulsywne reakcje. W tym czasie wykonywano im funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMRI). Naukowcy skupiali się na fragmencie przedniej kory zakrętu obręczy (ang. anterior cingulate cortex, ACC), który odpowiada m.in. za funkcje wykonawcze, czyli zdolność sterowania przebiegiem procesów poznawczych. Gdy później przez 4 lata przyglądano się losom byłych skazańców, okazało się, że mężczyźni z niższą aktywnością ACC podczas podejmowania decyzji byli częściej aresztowani. Związek utrzymywał się nawet wtedy, gdy wzięto poprawkę na czynniki ryzyka, w tym wiek, cechy psychopatyczne, a także nadużywanie alkoholu i narkotyków. U mężczyzn, którzy znaleźli się w dolnej połowie wartości aktywności ACC, ryzyko ponownego aresztowania za jakiekolwiek przestępstwo wzrastało 2,6 razy, a w przypadku przestępstw bez użycia przemocy aż 4,3 razy. Autorzy artykułu z pisma Proceedings of the National Academy of Sciences przestrzegają przed huraoptymizmem. Wg nich, najpierw trzeba sprawdzić, czy ich technika daje rzetelne i powtarzalne rezultaty.
  9. Udało się potwierdzić antynowotworowe właściwości witaminy E. Liczne badania na zwierzętach sugerowały, że witamina E zapobiega rozwojowi nowotworów, jednak nie uzyskano takich samych wyników w przypadku ludzi. Teraz naukowcy z Ohio State University (OSU) opisali mechanizm dobroczynnego działania witaminy. Odkryli bowiem, że witamina E powstrzymuje aktywację enzymu Akt, który jest potrzebny wielu rodzajom komórek nowotowrowych do przeżycia. Utrata tego enzymu prowadziła do śmierci komórek. Co ważne, nie cierpiały na tym zdrowe komórki. Profesor Ching-Shih Chen powiedział, że to pierwszy pokaz istnienia unikatowego mechanizmu, dzięki któremu witamina E może pomóc w zapobieganiu i leczeniu nowotworów. Niestety, przyjmowanie suplementów witaminowych nie przyniesie pozytywnych rezultatów. Po pierwsze dlatego, że większość suplementów bazuje na takich formach witaminy E, które nie działają tak efektywnie na enzym Akt. Po drugie - ludzki organizm nie jest w stanie zaabsorbować wystarczająco dużych dawek, by mniej efektywne formy witaminy E odniosły pożądany skutek. Witamina E występuje w postaci ośmiu kongenerów, czyli spokrewnionych ze sobą postaci chemicznych. To tokoferole i tokorienole. W każdej z tych dwóch grup występują cztery formy - alfa, beta, gamma oraz delta. Uczeni z OSU przebadali je i odkryli, że najskuteczniejszą formą jest gamma tokoferol. Uczeni manipulowali następnie tą molekułą i stwierdzili, że stworzona przez nich forma jest 20-krotnie bardziej efektywna w zwalczaniu Akt niż witamina obecna w komórkach. Podczas eksperymentów na myszach udało się za jej pomocą zmniejszyć guzy nowotworu prostaty, nie zanotowano też toksycznych efektów działania eksperymentalnej molekuły. Wyniki te sugerują, że molekuła bazująca na strukturze chemicznej gamma tokoferolu może skutecznie zapobiegać i zwalczać nowotwory, szczególnie te, związane z mutacją genu PTEN. Wspomniana forma witaminy E powstrzymuje aktywację Akt poprzez przyciąganiu Akt i proteiny PHLPP1 do tego regionu komórki, w którym została zaabsorbowana witamina. Wówczas PHLPP1 rozpoczyna reakcję chemiczną, która dezaktywuje Akt, co uniemożliwia komórce nowotworowej przeżycie. Naszym celem jest opracowanie bezpieczniej tabletki, która będzie zawierała właściwą dawkę substancji, tak, by ludzie mogli przyjmować ją codziennie w celu zapobieżenia rozwojowi nowotworu. Opracowanie optymalnej formuły i dawki zajmie nam nieco czasu - mówi profesor Chen.
  10. Życie naukowca może być najeżone pułapkami i niebezpieczeństwami. Rok temu przekonali się o tym ornitolodzy z Ohio, którzy próbowali oznakować pisklęta sokoła wędrownego (Falco peregrinus). Uzbrojeni wyłącznie w kaski i drewniane płyty badacze, wspięli się na szczyt wieży zegarowej Uniwersytetu w Toledo. Wyjęli młode z gniazda, by je zważyć, pobrać krew i założyć obrączki. Nie spodobało się to jednak rodzicom, którzy przybyli pisklętom z odsieczą. Dzięki kamerze z hełmu widać, że atak znacznie przyspieszył prace. Na odchodnym jednemu z badaczy się oberwało. Ponieważ człowiek się ruszał, pazury trafiły w hełm, a nie w odsłonięte części ciała.
  11. Odkrycie dokonane na University of Georgia daje nadzieję na zamianę atmosferycznego dwutlenku węgla w biopaliwo. Takie rozwiązanie pozwoliłoby na zredukowanie ilości CO2 w atmosferze i jednoczesne uzyskanie nośnika energii. Mówiąc wprost, stworzyliśmy mikroorganizm, który robi z dwutlenkiem węgla to, co robią rośliny - absorbuje go i tworzy coś użytecznego - stwierdził profesor Michael Adams. Rośliny wykorzystują CO2 w procesie fotosyntezy. Wraz z wodą służy on im do wytwarzania energii. Powstające w procesie fotosyntezy cukry są już wykorzystywane do produkcji biopaliw. Jednak proces ich pozyskania jest trudny i energochłonny. Nasze odkrycie oznacza, że możemy pominąć pośrednika, jakim są rośliny - informuje Adams. Możemy pobrać dwutlenek węgla z atmosfery i zamienić go w paliwo czy inne użyteczne chemikalia, bez konieczności wykorzystywania nieefektywnego procesu hodowli roślin i pozyskiwania cukru z biomasy - wyjaśnia uczony. Adams i jego zespół wykorzystali ekstremofila Pyrococcus furiosus, który żyje w pobliżu kominów hydrotermalnych na dnie oceanów i wykorzystuje węglowodory jako źródło energii. Mikroorganizm ten najlepiej rozwija się w temperaturze około 100 stopni Celsjusza. Jednak Adams wraz z kolegami tak zmanipulowani jego materiał genetyczny, by w znacznie niższej temperaturze żywił się dwutlenkiem węgla. Po wystawieniu zmodyfikowanych mikroorganizmów na działanie wodoru dochodzi do reakcji chemicznej, w wyniku której powstaje kwas 3-hydroksypropionowy, szeroko stosowany we współczesnym przemyśle chemicznym. Kolejne manipulacje genetyczne pozwoliły na uzyskanie szczepów P. furiosus, które produkowały inne związki chemiczne, w tym paliwo. Naukowcy zbadali uzyskane paliwo i stwierdzili, że podczas spalania dochodzi do emisji części CO2, z którego zostało wyprodukowane. Paliwo nie przyczynia się zatem do zwiększenia ilości dwutlenku węgla w atmosferze, jest też znacznie czystsze niż benzyna, węgiel czy ropa naftowa. To ważny pierwszy krok na drodze do opracowania efektywnej i opłacalnej metody produkcji paliwa. W przyszłości udoskonalimy nasz proces i przetestujemy go na większą skalę - zapewnia Adams.
  12. Starożytny Egipt kojarzy się z przepychem i tak też bywa przedstawiany w filmach fabularnych czy na rycinach. Najnowsze badania szkieletów ze stanowiska Qubbet el-Hawa wykazały jednak, że sielankowy obraz ma się nijak do rzeczywistości, bo Egipcjanom doskwierało niedożywienie. Problemem były też liczne choroby zakaźne oraz wysoka śmiertelność niemowląt. Specjaliści z Uniwersytetów w Jaén i Grenadzie oraz z Najwyższej Rady Starożytności Egiptu przeprowadzili wykopaliska m.in. grobowca 33. (znajduje się on dokładnie naprzeciwko dzisiejszego Asuanu). Skonstruowano go za czasów XII dynastii dla jednego z tutejszych dygnitarzy (na razie naukowcy nie znają jego imienia), a później wykorzystano jeszcze co najmniej 3-krotnie: za panowania XVIII, XXII i XXVII dynastii. Badacze zgodnie podkreślają, że grobowiec 33. ma duży archeologiczny potencjał, bo mieści się w nim przynajmniej jedna nienaruszona komora. Już teraz wiadomo, że znajdują się w niej 3 drewniane sarkofagi. Z relacji prasowej Uniwersytetu w Grenadzie wynika, że w grobowcu nr 33 znaleziono ponad 200 szkieletów i mumii. Choć kultura stała wtedy na wysokim poziomie, antropologiczna analiza ludzkich szczątków ujawniła, że społeczeństwo, w tym reprezentujący najwyższą klasę zarządcy, żyło w zagrażających zdrowiu warunkach [...]. Jak szacuje prof. Miguel Botella, przez niedożywienie czy choroby żołądkowo-jelitowe związane z piciem zanieczyszczonej wody z Nilu długość życia sięgała zaledwie 30 lat. Podczas wykopalisk natrafiono na dużą liczbę mumii osób w wieku 17-25 lat. Botella opowiada, że w grobowcach z nekropolii Qubbet el-Hawa znaleziono ważne inskrypcje. Te z pochówku gubernatora Herjufa (2200 r. p.n.e.) opisywały np. 3 wyprawy do środkowej Afryki. Z jednej z nich dygnitarz powrócił z Pigmejem. Wydaje się, że to najstarsza wzmianka o tej grupie etnicznej. Warto dodać, że autorzy innych inskrypcji udokumentowali prawie 1000-letnią historię stosunków Egiptu z sąsiednią Nubią.
  13. David Aptone, cierpiący na nieuleczalną formę białaczki, odzyskał zdrowie po ośmiu dniach od rozpoczęcia nowatorskiej terapii genowej. Choroba cofnęła się też u czterech innych pacjentów. Jeden z nich zmarł później z powodu zakrzepu niezwiązanego z leczeniem, a drugi - gdy choroba powróciła. Cała pozostała przy życiu trójka cierpiała na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Remisja trwa u nich od 2 miesięcy do 5 lat. Specjaliści z Memorial Sloan-Kettering Cancer Center, którzy opracowali nową terapię, przygotowują się teraz do przeprowadzenia testów na 50-osobowej grupie pacjentów. Chcą też wykorzystywać swoją technikę do leczenia innych typów nowotworów. Kluczem do sukcesu było zidentyfikowanie molekuły unikatowej dla komórek nowotworowych i ich zaatakowanie. W ostrej białaczce limfoblastycznej pojawiają się nieprawidłowe limfocyty B. Naukowcom udało się zaatakować obecną na ich powierzchni, unikatową dla tych komórek molekułę CD19. Najpierw pobrali od pacjentów limfocyty T, następnie wprowadzili weń nieszkodliwego wirusa, który zawierał gen wywołujący atak na komórki zawierające CD19. Po wprowadzeniu limfocytów T do organizmów pacjentów, zabiły one wszystkie limfocyty B. To niezwykłe zjawisko zauważyliśmy u wszystkich pięciu pacjentów - mówi Michael Sadelain, współautor badań. Dodaje, że organizm w ciągu kilku miesięcy powinien wyprodukować normalne limfocyty T oraz zdrowe limfocyty B. Kierowanie limfocytami T tak, by atakowały nowotwory to coraz bardziej obiecująca technika. W ubiegłym roku zastosowała ją firma Adaptimmune. Na 13 osób cierpiących na szpiczaka mnogiego u 10 doszło do remisji.
  14. The Astrophysical Journal zaakceptował do publikacji artykuł opisujący nowy nieznany dotychczas typ supernowych. Badacze z Havard-Smithsonian Center for Astrophysics oznaczyli supernową jako Iax. Podobnie jak Ia tworzy się ona w wyniku eksplozji białego karła, ale nie zawsze niszczy go całkowicie. Typ Iax to po prostu mini supernowa - wyjaśnia Ryan Foley, główny autor badań. Nowa supernowa jest ciemniejsza i mniej energetyczna niż Ia. Zespół Foleya znalazł dotychczas 25 supernowych Iax. Żadna z nich nie występuje w galaktyce eliptycznej, co sugeruje, że ten typ supernowych powstaje w systemach młodych gwiazd. Na podstawie dotyczasowych informacji stwierdzono, że Iax pochodzi z systemów gwiazd podwójnych składających się z białego karła i gwiazdy towarzyszącej, która utraciła zewnętrzną powłokę wodorową i w większości składa się z helu. Biały karzeł wysysa hel z towarzyszącej gwiazdy. Naukowcy nie są pewni, w jaki sposób dochodzi do powstania supernowej. Możliwe, że najpierw rozpala się jej towarzysz i wysyła falę uderzeniową w stronę białego karła. Możliwe też, że dodatkowy hel powoduje eksplozję białego karła. Niezależnie jednak od przyczyn, w przypadku supernowej Iax często biały karzeł nie jest niszczony w czasie eksplozji. Naukowcy szacują, że supernowych Iax jest tylko trzykrotnie mniej niż supernowych Ia. Dotychczas ich jednak nie odkryto, gdyż są około 100-razy ciemniejsze niż Ia.
  15. W 2011 r. w Zatoce Meksykańskiej znaleziono dwugłowego rekina tępogłowego (Carcharhinus leucas). Dotąd z dwiema głowami spotykano się wyłącznie u innych gatunków rekinów, np. żarłaczy błękitnych czy szarych, a i to bardzo rzadko (naukowcy wspominają o ok. 6 raportach na ten temat). To jeden z tych interesujących i rzadko wykrywanych fenomenów. Dobrze, że go udokumentowaliśmy [...], ale przed wyciągnięciem wniosków dotyczących przyczyny trzeba by zgromadzić więcej danych - wyjaśnia prof. Michael Wagner z Uniwersytetu Stanowego Michigan (MSU). Zwykle osobniki z takim wadami rozwojowymi umierają wkrótce po urodzeniu, co wyjaśnia, czemu prawie się ich nie widuje. Tutaj naukowcy zyskali materiał do badań dzięki rybakowi, który 7 kwietnia 2011 r. natknął się na dwugłowy płód, patrosząc złowioną samicę (w macicy znajdował się też jeszcze jeden, tym razem prawidłowo zbudowany osobnik). Najpierw młode trafiło do biologów morskich z Florida Keys Community College. Później zajęli się nim specjaliści z MSU. Zespół Wagnera przeprowadził rezonans magnetyczny. Na zdjęciach widać było dwie głowy, dwa serca i dwa żołądki. Z tyłu (za obręczą piersiową) znajdował się pojedynczy ogon. Spotykamy się z o wiele większą liczbą dwugłowych jaszczurek, żółwi oraz węży. Dzieje się tak, bo gady te są często rozmnażane w niewoli [...] i jest na nie popyt. Naszemu C. leucas trudno by było przeżyć, bo przy jego anatomii nie ma mowy o skoordynowanej ucieczce przed drapieżnikami czy poszukiwaniu pokarmu. Poza tym osobnik był mały, bo rozwój 2 głów pochłonął większość dostępnej energii. Wagner ma nadzieję, że opisanie tego typu zniekształceń u rekinów pozwoli lepiej zrozumieć ludzkie wady rozwojowe.
  16. Ziemniaki, zielona papryka, pomidory czy tymianek to tylko niektóre z warzyw i ziół, które są coraz częściej uprawiane.. na Grenlandii. Inuici mówią, że renifery są coraz tłustsze, co wynika z większej ilości dostępnych roślin. W poszukiwaniu ziół nie muszą zaś wybierać się tak daleko, jak kiedyś. Kim Ernst, który prowadzi na Grenlandii restaurację, mówił reporterom Reutera, że wyhodował nawet własne truskawki. Gdy po raz pierwszy tu przyjechałem w 1999 roku,nikt nawetnie marzył o takich rzeczach. Teraz jednak lato jest coraz cieplejsze i dłuższe - stwierdził. Latem w stolicy Nuuk sprzedawane są lokalne warzywa, na południu Grenlandii farmy owiec rozszerzają swoje tereny, a rząd powołał specjalną komisję, która ma pomóc lokalnym rolnikom w zwiększeniu plonów. Zmiany widoczne są gołym okiem. W 2012 roku na Grenlandii wyprodukowano ponad 100 ton ziemniaków. To dwukrotnie więcej niż w roku 2008. Eksperci spodziewają się, że w roku 2013 produkcja warzyw będzie dwukrotnie większa niż w roku ubiegłym. Globalne ocieplenie może tez, zdaniem lokalnych polityków, doprowadzić do znaczących zmian politycznych. Zwiększanie się produkcji rolnej Grenlandii oznacza zmniejszanie zależności od Danii. Obecnie wyspa, której powierzchnia wynosi 2,16 miliona kilometrów kwadratowych, jest uzależniona od pieniędzy z Kopenhagi. Rocznie otrzymuje stamtąd równowartość 600 milionów USD, co stanowi połowę budżetu wyspy. Jednak dzięki ociepleniu zwiększa się produkcja rolna, spodziewany jest też boom na wydobycie surowców. To może tylko wzmonić partie domagające się niepodległości. Na południu Grenlandii są teraz olbrzymie obszary, na których można uprawiać rośliny. Najbardziej skorzystały na tym ziemniaki, ale również kabaczki bardzo dobrze się udają - mówi Josephine Nymand z Greenland Institute of Natural Resources. O zachodzących zmianach może też świadczyć historia Stena Erika Lanstrupa Pedersena. Pierwsze ziemianki wyhodował on w pobliżu Nuuk w 1976 roku. Przez ostatnich kilkadziesiąt lat obserwował, co dzieje się w przyrodzie. Mówi, że teraz może siać i sadzić o dwa tygodnie wcześniej, a zbierać o trzy tygodnie później niż jeszcze dekadę temu. Obecnie Langstrup Pedersen uprawia 23 różne warzywa, w tym fasolkę, groszek, zioła i truskawki. Przed dziesięcioma laty mógł uprawiać tylko 15. Jednak nie wszystkie zmiany są korzystne dla Grenlandii. Od kilku lat na wyspie notuje się coraz mniejsze opady. Niewykluczone, że w niedalekiej przyszłości konieczne będzie podjęcie prac irygacyjnych. Z kolei w ubiegłym roku nagła powódź - być może spowodowana przez szybko topniejący lodowiec - zniszczyła jedyny most łączący restaurację Ernsta z lotniskiem. Jako, że miało to miejsce w szczycie sezonu turystycznego, restaurator poniósł duże straty. To pokazuje mieszkańcom Grenlandii, że zmiana klimatu nie wiąże się tylko i wyłącznie z korzyściami.
  17. Zamieszczanie w Sieci gniewnych czy negatywnych postów przynosi chwilową ulgę, ale na dłuższą metę tylko nasila frustrację i sprzyja nieprzystosowawczemu wyrażaniu złości. Warto to mieć na uwadze, zważywszy, że inne badanie tej samej ekipy wykazało, że zarówno pisanie własnych, jak i czytanie czyichś utyskiwań prowadzi do pogorszenia nastroju. Prof. Ryan Martin z University of Wisconsin-Green Bay, główny autor artykułu z pisma Cyberpsychology, Behavior, and Social Networking, podkreśla, że wyrzucanie z siebie uczuć online przypomina gaszenie pożaru benzyną, bo "Internet uwydatnia agresję bardziej niż cokolwiek innego". Choć Martin przyglądał się wyłącznie witrynom do narzekania (tzw. rant websites), uważa, że jego spostrzeżenia odnoszą się również do serwisów społecznościowych, informacyjnych czy blogów. Połączenie anonimowości i dystansu społecznego eliminuje zahamowania. Strony działające na zasadzie "worka bokserskiego" wzmacniają szkodliwe zachowania, przekonując, że natychmiastowe wyrzucanie wszystkiego z siebie (venting) jest zdrową i przystosowawczą metodą radzenia sobie z gniewem. Niestety, prawda wygląda nieco inaczej... W ramach pierwszego studium psycholodzy wybrali 4 popularne witryny do krytykowania, a następnie zamieścili na nich ankietę, obiecując wylosowanie wśród uczestników bonu o wartości 50 dolarów. Sondaż miał pomóc w ocenie nasilenia odczuwanego przez internautów gniewu. Analizowano także, jak badani go wyrażają i jakie są tego ewentualne konsekwencje. Uczestnicy eksperymentu mieli od 14 do 54 lat. Dwudziestojednoosobową większość stanowili mężczyźni, akademikom udało się też jednak dotrzeć do 11 kobiet. Średnio badani odwiedzali ulubioną stronę 1-3 razy w miesiącu, a przeciętna wizyta kończyła się po 11-15 min. Dociekliwi naukowcy pytali o motywy odwiedzin i o emocje pojawiające się po utyskiwaniu. Ok. 78% ochotników kierowało się ciekawością. Okazało się też, że po wyrażeniu opinii 75% ankietowanych odczuwało ulgę. Większości zależało na potwierdzeniu słuszności przekonań w komentarzach pod postem. Do uczestnictwa w 2. studium zwerbowano studentów. Średnia wieku wyniosła 19 lat. Po wypełnieniu kwestionariusza dot. emocji (nasilenia szczęścia, smutku, złości i strachu) ochotnicy mieli przez 5 min czytać wpisy z witryn do narzekania. Później dawano im 5 min na sporządzenie własnego anonimowego posta. Na końcu powracano do kwestionariusza z początku eksperymentu. Wyjaśniając, czemu ludzie uciekają się do opisywanych zachowań, Amerykanin powołał się na 3. studium. Wg niego, siłą napędową online'owego narzekania bywa bezsilność. Ludzie chcą czuć, że coś robią i sądzą, że pisanie o tym, co komu leży na sercu, może pomóc. Martin zaznacza, że nie ma niczego złego w byciu złym, ale lepiej skupić się na rozwiązaniu problemu.
  18. Herodot wspominał, że mumifikatorzy ze starożytnego Egiptu inaczej traktowali przedstawicieli różnych klas. Narządy bogatszych miały być usuwane przez otwór w powłokach brzusznych, podczas gdy u biedniejszych optowano ponoć za trawieniem za pomocą olejku cedrowego. Starożytny historyk sugerował też, że serce zawsze pozostawiano w klatce piersiowej. Najnowsze badanie duetu z Uniwersytetu Zachodniego Ontario zadaje kłam tym twierdzeniom. Okazuje się bowiem, że w mumiach często nie ma serca, a zmarłych cięto bez względu na pozycję i majętność. Andrew Wade i Andrew Nelson postanowili podejść do twórczości starożytnych historyków Herodota i Diodora Sycylijskiego jak do relacji współczesnych turystów (trudno bowiem założyć, że pilnie strzegący tajemnic fachu balsamiści nagle otworzyli się przed kimś obcym). Niedowiarkowie przejrzeli literaturę i zdobyli dane nt. 150 mumii z różnych czasów: od okresu predynastycznego po bizantyjsko-koptyjski. Dodatkowo 7 mumii zrekonstruowano na podstawie zdjęć z tomografii komputerowej. Okazało się, że u biednych i bogatych najczęściej wykonywano nacięcie przezbrzuszne. Naukowcy znaleźli też jedną różnicę: u przedstawicieli elity uciekano się czasem do usuwania organów przez otwór w odbycie. Co istotne, nie wydaje się, by balsamiści w ogóle korzystali z olejku cedrowego. Tylko u 1/4 mumii znaleziono serce. Ponieważ w pewnym momencie klasa średnia uzyskała dostęp do mumifikacji, zostawiając serce, można było próbować odróżnić rządzących od rządzonych. Choć Herodot sugerował, że mózgi usuwano i wyrzucano, nadal znajdowały się one w czaszkach ok. 1/5 mumii.
  19. Uczeni z Harvard University wykonali niezwykle dokładne pomiary pola magnetycznego pojedynczej cząstki materii i antymaterii. Pomogą one lepiej zrozumieć naturę otaczającego nas wszechświata. Zespół profesora Geralda Gabrielse złapał w pułapki pojedyncze protony i antyprotony. Uczeni zmierzyli nastepnie oscylacje każdej z cząstek, dzięki czemu z niespotykaną dotychczas precyzją określili ich właściwości magnetyczne. W przypadku protonu dokładność pomiaru wzrosła 1000-krotnie, a w przypadku antyprotonu zwiększono ją o 680 razy w porównaniu z dotychczasowymi pomiarami. Profesor Gabrielse twierdzi, że tego typu badania dadzą pewnego dnia odpowiedź na pytanie, dlaczego istniejemy. Jedną z największych zagadek fizyki jest dlaczego wszechświat powstał z materii - mówi Gabrielese. Obecnie obowiązujące teorie mówią, że podczas Wielkiego Wybuchu powstała równa ilość materii i antymaterii. Gdy spotykają się one ze sobą, dochodzi do anihilacji. Dlaczego cała materia nie zetknęła się z antymaterią i nie zaszła anihilacja obu? Mamy wokół pełno materii, przy braku antymaterii i nie wiemy, dlaczego tak się dzieje - stwierdził uczony. Najnowsze badania pozwolą m.in. sprawdzić, czy prawdziwa jest teoria symetrii CPT. Pomyśleliśmy sobie: stwórzmy prosty system, pojedynczy proton i pojedynczy antyproton, i porównajmy ich przewidywany związek, sprawdzając w ten sposób, czy teorie są prawdziwe. Czegokolwiek byśmy się nie dowiedzieli, rzuci to nieco światła na tajemnice wszechświata - opowiada Gabrielse. Stosunkowo łatwo jest złapać pojedyncze protony, jednak antyprotony powstają tylko podczas wysokoenergetycznych zderzeń, np. w akceleratorach cząstek. W ubiegłym roku opublikowaliśmy raport, w którym dowiedliśmy, że możemy zmierzyć właściwości protonu ze znacznie większą dokładnością niż dotychczas. Gdy już to zrobiliśmy, musieliśmy podjąć decyzję. Czy zaryzykujemy i przeniesiemy nasz zespół i nasze urządzenia - duże ilości elektroniki i bardzo delikatne pułapki - do CERN-u i spróbujemy dokonać tego samego z antyprotonami? Antyprotony byłyby tam dostępne tylko do połowy grudnia. Później musielibyśmy czekać półtora roku. Podjęliśmy ryzyko i to zrobiliśmy. Użyliśmy argumentu, że nawet jeśli nam się nie uda, to porażka nas czegoś nauczy - mówi Gabrielse. Nowe pomiary mieszczą się w ramach przewidzianych teorią, nie przynoszą zatem żadnego przełomu. Jednak większa precyzja wzbogaca naszą wiedzę, a profesor Gabrielse zapewnia, że w przyszłości będzie w stanie zwiększyć ich precyzję o 1000, a może nawet 10 000 razy.
  20. Mikroendoskop to najnowsze dzieło naukowców z Uniwersytetu Stanforda. Urządzenie może zrewolucjonizować diagnostykę obrazową. Składa się ono bowiem z pojedynczego włókna światłowodu, jest więc niezwykle cienkie, a przy tym zapewnia czterokrotnie lepszą rozdzielczość niż obecnie stosowane endoskopy. Stosowanie mikroendoskopu będzie nie tylko łatwiejsze, bezpieczniejsze i mniej nieprzyjemne dla pacjenta, ale pozwoli obrazować te obszary organizmu, które są niedostępne dla tradycyjnych urządzeń, a przy tym zapewni znacznie lepszy obraz niż można uzyskać obecnie. Mikroendoskop został zbudowany przez zespół pracujący pod kierunkiem profesora Josepha Kahna. Już możliwości prototypu są niezwykłe. Można dzięki niemu obserwować obiekty o wielkości 2,5 mikrometra, a uczeni twierdzą, że łatwo będzie im poprawić rozdzielczość tak, by mikroendoskop pozwalał na dojrzenie struktur o wielkości zaledwie 0,3 mikrometra. Dla porównania, współczesne endoskopy o wysokiej rozdzielczości pozwalają na obserwację 10-mikrometrowych obiektów. Gołym okiem możemy zauważyć obiekty o wielkości około 125 mikrometrów. Profesor Kahn jest specjalistą od komunikacji światłowodowej. Endoskopią zainteresowal się przed dwoma laty, gdy z wraz z kolegą z pracy, Olavem Solgaardem, rozmawiali o biofotonice, czyli nauce zajmującej się wykorzystaniem światła do badania systemów biologicznych. Olav chciał się dowiedzieć, czy można wysłać światło przez włókno o grubości ludzkiego włosa, oświetlić nim wybrany punkt wewnątrz ciała, przeskanować go i nagrać obraz żywej tkanki - wspomina Kahn. Szansą na stworzenie takiego urządzenia były światłowody wielomodowe. Głównym problemem zaś - rozpraszanie światła. W czasie podróży przez włókno, światło mogło tak się rozproszyć, że obraz stałby się nieczytelny. Kahn wykorzystał ciekłokrystaliczny modulator przestrzenny światła, a następnie, wraz ze swoim studentem Rezą Nasirim Mahalatim, stworzył specjalny algorytm, który uczył modulator, w jaki sposób "układać" rozproszone światło. Kahn miał doświadczenie z podobnymi sztuczkami. Przed laty uczony pobił rekord świata w światłowodowej transmisji danych używając podobnej techniki do "ułożenia" rozproszonego światła zawierającego przesyłane informacje. Prace nad mikroendoskopem ruszyły z kopyta, gdy Mahalati wspomniał o pracach innego inżyniera ze Stanforda, Johna Pauly'ego, który wykorzystał technikę losowego próbkowania do olbrzymiego przyspieszenia nagrywania obrazu z rezonansu magnetycznego. To był strzał w dziesiątkę. Byliśmy na dobrym tropie i narodził się rekordowy mikroendoskop - mówi Kahn. W nowym endoskopie przestrzenny modulator wysyła światło według losowo wybranego wzorca. Światło odbija się od obserwowanego obiektu i wraca światłowodem do kompuptera. Ten mierzy odbite światło i wykorzystuje wcześniej wspomniany algorytm Mahalatiego i Ruo Yu Gu do odtworzenia obrazu. Kahna zaskoczyła niezwykła rozdzielczość urządzenia. Rozdzielczość dotychczasowych endoskopów składających się z pojedynczego włókna była ograniczona liczbą modów światła. Tutaj mamy do czynienia z jej czterokrotym poprawieniem - mówi uczony. To jednak niejedyna zadziwiająca właściwość urządzenia. To oznacza, że w jakiś sposób otrzymujemy więcej informacji, niż, zgodnie z prawami fizyki, może przejść przez włókno. Wydaje się to niemożliwe - dodaje Kahn. Naukowcy przez kilka tygodni szukali wyjaśnienia tego fenomenu. W końcu wpadli na prawidłowe rozwiązanie. Losowo wysyłane impulsy światła mieszają mody tak, że czterokrotnie zwiększa się ich liczba, co pozwala na przesłanie czterokrotnie więcej informacji. Podczas wcześniejszych badań nie zauważono tego mieszania. Użyty przez nas niekonwencjonalny algorytm rekonstrukcji obrazu był kluczowy dla ujawnienia ukrytych szczegółów - wyjaśnia Kahn. Uczeni stworzyli prototypowy mikroendoskop. Głównym ograniczeniem w miniaturyzacji urządzenia jest konieczność utrzymania go wyprostowanego. Zgięcie wielomodowego włókna oznacza, że światło ulega tak dużemu rozproszeniu, iż obraz staje się nieczytelny. Dlatego też włókno umieszczono w cienkiej igle, która zapobiega zginaniu. Mikroendoskop ze Stanforda wyraźnie rózni się od innych tego typu urządzeń. Inne sztywne endoskopy, używane często podczas zabiegów chirurgicznych, korzystają z dość dużych soczewek, zapewniająch odpowiednio ostry obraz. Z kolei endoskopy, które można zginać - wykorzystywane np. podczas kolonoskopii - składają się zwykle z dziesiątków tysięcy włókien, z których każde przekazuje jeden piksel obrazu. Oba typy endoskopów są grube i mają dość organiczoną rozdzielczość. Kahn nie jest pierwszym, który stworzył endoskop z pojedynczego włókna światłowodu. Jednak dzięki olbrzymiej rozdzielczości możliwe jest wyprodukowanie endoskopu o średnicy 1/5 milimetra, który przekaże obraz o rozdzielczości 80 000 pikseli i pozwoli zauważyć skruktury wielkości 0,3 mikrometra. Obecnie istniejące najlepsze konkurencyjne rozwiązania mają średnicę 1/2 milimetra, generują obraz o rozdzielczości 10 000 pikseli, umożliwiając obserwowanie obiektów wielkości około 3 mikrometrów.
  21. Włoscy naukowcy z Ager Melo Group pracują nad hipoalergicznym jabłkiem, w którym uczulające białka są zastępowane innymi występującymi w naturze. Mimo że jabłko wydaje się bezpiecznym pokarmem, aż 75% uczulonych na pyłek brzozy ma również alergię na ten owoc (fachowo mówi się o alergii krzyżowej pyłku brzozy z alergenami jabłka). Po jego spożyciu rozwija się obrzęk warg, języka, a nawet całej twarzy, chrypka, niekiedy pacjenci odczuwają też wędzenie dłoni, w której trzymali przekąskę. Ludzie z łagodniejszą reakcją na jabłko twierdzą czasem, że zwyczajnie nie lubią tego owocu, choć pierwotną przyczyną ich niechęci jest właśnie alergia. Dr Alessandro Botton, fizjolog roślin z Uniwersytetu w Padwie, podkreśla, że nie wiadomo, co dokładnie stanie się po wyciszeniu jednego genu i zastąpieniu go innym, dlatego trzeba monitorować ewentualne niepożądane skutki uboczne. Wskutek manipulowania mogą powstać kolejne substancje drażniące. Nie da się też a priori zagwarantować, że wykorzystanie protein innych roślin nie doprowadzi do znacznej zmiany struktury jabłka. Krytycy dodają też, że owoc hipoalergiczny nie musi być tak samo wartościowy dietetycznie, co oryginał. Wg Bottona, inżynieria genetyczna to szansa na szybsze uzyskanie hipoalergicznych jabłek. Co prawda wiadomo, że odmiany Golden Delicious czy Granny Smith dają owoce o silnych właściwościach alergogennych, zaś np. Jonagold i Gloster wywołują jedynie lekkie reakcje, ale na wyhodowanie kultywaru trzeba by czekać nawet 20 lat. W dodatku trudno powiedzieć, czy nowa odmiana byłaby przyjaźniejsza dla alergików. Dr René Smulders z Uniwersytetu w Wageningen, który współpracował z Ager Melo Group, dodaje, że większość modyfikacji wprowadza się z myślą o uprawie i rolnikach, lecz z tym jabłkiem konsumenci będą mogli dostrzec osobiste korzyści [zdrowotne].
  22. Międzynarodowa grupa ekspertów, działająca na zlecenie NATO-wskiego Cooperative Cyber Defense Center of Excellence, sporządziła raport dotyczący prawnych aspektów ataku robaka Stuxnet na Iran. Eksperci uznali, że działania podjęte przeciwko Iranowi były najprawdopodobniej nielegalne. Działania, w wyniku których ludzie ponoszą śmierć lub zostają ranni lub też ulegają zniszczeniu czy uszkodzeniu obiekty, są aktem użycia siły - czytamy w raporcie. Dwudziestu pracujących nad nim ekspertów uznało, że działanie Stuxneta było aktem użycia siły. Tymczasem, jak wyjaśnia główny autor raportu, profesor prawa międzynarodowego Michael Schmitt z U.S Naval War College, prawo międzynarodowe nie zezwala na użycie siły w innym przypadku niż samoobrona. Eksperci nie byli jednak zgodni co do tego, jakiej odpowiedzi na atak mógł użyć Iran. Nie potrafili ustalić, czy dokonany przez Stuxnet cybersabotaż programu nuklearnego był "atakiem zbrojnym", co dawałoby Iranowi prawo do użycia sił zbrojnych w samoobronie. Stuxnet atakował Iran w latach 2009-2010, niewykluczone też, że w 2008. Jego głównym zadaniem było zaburzenie pracy wirówek używanych przy wzbogacaniu uranu. Eksperci oceniają, że opóźniło to irański program jądrowy o około 3 lata. Stuxnet prawdopodobnie jest wspólnym dziełem Izraela i USA. Nie wszyscy specjaliści zgadzają się z wnioskami omawianego raportu. Zdaniem niektórych jest zbyt wcześnie by jednoznacznie orzekać o prawnych aspektach cyberataków. Mieliśmy bowiem do czynienia ze zbyt małą liczbą takich działań, by możliwe było wypracowanie międzynarodowych prawnych ram je opisujących.
  23. Naukowcy z Sanford-Burnham Medical Research Institute stwierdzili, że dodatkowy 21. chromosom upośledza uczenie i pamięć osób z zespołem Downa, prowadząc do spadku ilości białka SNX27 w mózgu. Okazuje się, że na 21. chromosomie kodowane jest miR-155, a ponieważ mikroRNA wchodzą w skład kompleksów rybonukleoproteinowych blokujących specyficznie translację mRNA, trisomia 21. chromosomu oznacza wzrost ilości miR-155, a w konsekwencji spadek poziomu SNX27 (sortującej neksyny 27, ang. sorting nexin 27). Precyzując mechanizm wpływu, trzeba dodać, że miR-155 oddziałuje na czynnik transkrypcyjny dla SNX27 - C/EBPβ (od ang. CCAAT/enhancer binding protein β). Podczas badań na myszach Amerykanie wykazali, że zwiększenie zawartości SNX27 w mózgu korzystnie oddziałuje na funkcjonowanie poznawcze i zachowanie zwierząt. [...] SNX27 utrzymuje na powierzchni komórek receptory [glutaminianergiczne jonotropowe], bez których nie ma mowy o prawidłowym synaptycznym potencjale pobudzeniowym - tłumaczy dr Huaxi Xu. Zespół Xu pracował z gryzoniami, którym brakowało jednej kopii genu snx27 (snx27+/−). Naukowcy zauważyli, że choć ich neuroanatomia była w dużej mierze prawidłowa, to w oczy rzucały się wadliwie funkcjonujące synapsy, a także poważne deficyty uczenia i pamięci. Powód? Obniżona ilość SNX27 wiązała się ze zmniejszoną liczbą aktywnych receptorów kwasu glutaminowego (zarówno NMDA, jak i AMPA). Kierując się podobieństwami funkcjonowania myszy z niedoborem SNX27 i ludzi z zespołem Downa, Amerykanie potwierdzili, że w mózgu tych ostatnich występuje znacząco mniej interesującego ich białka. Pozostało odpowiedzieć na pytanie, co łączy dodatkowy chromosom 21. z niskim poziomem neksyny. Od początku podejrzewano, że w grę wchodzi jakieś mikroRNA i szybko się okazało, że na 21. chromosomie kodowane jest jedno z nich - miR-155. Co więcej, skok stężenia miR-155 korelował niemal idealnie ze stopniem obniżenia poziomu SNX27. By stwierdzić, czy uzupełnienie ilości SNX27 może wyeliminować zaburzenia uczenia w zespole Downa, naukowcy posłużyli się myszami i wirusem transportującym gen ludzkiej neksyny. Najpierw [w hipokampie] pojawiły się receptory, potem poprawiła się pamięć - podsumowuje Xin Wang, dodając, że niedobór białka SNX27 prowadzi do dysfunkcji synaps pobudzających w wyniku modulowania procesu recyklingu receptorów kwasu glutaminowego.
  24. Prawdopodobnie udało się znaleźć przyczynę wymierania triasowego - jednego z największych tego typu wydarzeń w historii Ziemi. Miało ono miejsce przed około 200 milionami lat. Dzięki niemu na kolejne 135 milionów lat Ziemię opanowały dinozaury. Naukowcy od dawna podejrzewali, że istnieje związek pomiędzy olbrzymią aktywnością wulkaniczną, która miała miejsce mniej więcej u początków wymierania, a utratą gatunków na wielką skalę. Teraz z niespotykaną wcześniej precyzją udało się określić czas występowania erupcji wulkanicznych i potwierdzić, że oba wydarzenia - erupcje i wymieranie - wystąpiły jednocześnie. Wcześniej niektóre z badań sugerowały, że wymieranie rozpoczęło się przed wzrostem wulkanizmu. Ślady wspomnianej aktywności wulkanicznej widoczne są na czterech kontynentach. Lawa, która wydobyła się z wnętrza planety mogłaby pokryć niemal całą Australię. Terrence Blackburn, geochronolog z Carnegie Institution for Science, i jego zespół wykorzystali bardzo precyzyjną technikę rozpadu izotopu uranu do ołowiu w kryształach cyrkonu. Uczeni wykazali, że aktywność wulkaniczna przebiegała w czterech fazach. Na podstawie badań w Ameryce Północnej i Maroko stwierdzili, że pierwsza i najbardziej intensywna z nich rozpoczęłą się dokładnie w tym samym czasie, co wymieranie triasowe. Cyrkony zwykle nie powstają w lawie. Jednak gdy jej warstwa jest wyjątkowo gruba i zaczyna się schładzać, dochodzi do koncentracji cyrkonów w jej wciąż płynnej fazie. Naukowcy dowiedzieli się, że na terenie obecnego Maroko pierwsza faza wulkanizmu rozpoczęła się 201,56 milionów lat temu. Skamieniałe pyłki znajdujące się pod bazaltem wskazują, że do czasu zalania tych terenów przez lawę, ekosystem był w bardzo dobrej kondycji. W ciągu kolejnych 12 000 lat aktywność wulkaniczna rozprzestrzeniła się na tereny stanowiące obecnie wschodnie wybrzeże USA. Uczeni obliczyli, że w ciągu 30 000 lat, a prawdopodobnie w czasie znacznie krótszym, z wnętrza planety wypłynęło ponad milion kilometrów sześciennych magmy. Kolejne, mniejsze już, epizody wylkaniczne, miały miejsce 60 000, 270 000 i 620 000 lat po pierwszej fazie. Uczeni wiedzą już, co przyczyniło się do wymierania, jednak nadal nie wiedzą, co było bezpośrednią przyczyną zniknięcia roślin i zwierząt. Mogło dojść np. do gwałtownych zmian klimatu. Najpierw, z powodu obecności dużej ilości areozoli w powietrzu, Ziemia mogła się na krótko ochłodzić, a później mogło dojść do długotrwałego ocieplenia spowodowanego wyemitowanym przez wulkany dwutlenkiem węgla. Mogło też dojść do znacznego zakwaszenia oceanów. Możliwych jest też wiele innych scenariuszy rozwoju sytuacji na planecie, na której ma miejsce tak gwałtowny wzrost aktywności wulkanicznej.
  25. W lesie we wschodniej Szwecji w odległości ok. 6 km od najbliższej niezamarzniętej wody znaleziono wczoraj (24 marca) młodą fokę. Inspektor Henrik Pederson z Uppsali powiedział dziennikarzom, że początkowo policjanci myśleli, że dzwoniący z lasu myśliwy stroi sobie żarty. Później jednak dano wiarę jego słowom i poproszono o pozostanie ze zwierzęciem. Ponieważ ślad na śniegu był pojedynczy, samczyk musiał "podróżować" sam. Z jakiegoś powodu oddzielił się od matki i zaczął pełznąć w złym kierunku; najpierw sunął 3 km po lodzie, później zagłębił się w las. Fokę przetransportowano do pobliskiej rzeki Dal.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...