Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderatorzy
  • Liczba zawartości

    37610
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  • Wygrane w rankingu

    246

Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl

  1. Christian Nayet wykazał się nie lada opanowaniem i refleksem, gdy w zeszłym tygodniu kierowca wiozącej go karetki zaczął narzekać na mrowienie w palcach. Chory z zaawansowanym nowotworem sam zasiadł za kółkiem i niezwłocznie zawiózł mężczyznę do pobliskiego szpitala w Lens. W ciągu 10 min od przyjazdu kierowca ambulansu z zawałem trafił na salę operacyjną. Jak twierdzą lekarze, gdyby nie pomoc przytomnego pacjenta, Jean-Francois Pina mógłby umrzeć. Pina i Nayet jechali do Lille na badanie obrazowe. Widząc stan kierowcy, Nayet początkowo proponował mu swoje leki, później jednak zażądał wydania kluczyków. W wywiadzie udzielonym dziennikowi Voix du Nord przyznał: Jechaliśmy szybko. Nie mogłem znaleźć włącznika syreny, ale udało mi się uruchomić światła. Powiedziałem Pinie, by wystawił rękę przez okno. Machaniem miał sygnalizować innym uczestnikom ruchu, by nas przepuszczali.
  2. Amazon złożył wniosek o opatentowanie technologii anonimowych płatności mobilnych. Pozwalałaby ona na zapłacenie za zakupy bez konieczności ujawniania sprzedawcy danych osobowych, numeru telefonu czy adresu e-mail. Proponowany przez Amazona system generowałby tymczasowy kod identyfikacyjny na potrzeby transakcji. Kod ten działałby jak pośrednik, potrzebny w sytuacji, gdy kupujący nie wysyła sprzedającemu żadnych informacji na swój temat. Kod mógłby wygasać albo po ustalonym czasie albo też po dokonaniu określonej liczby transakcji.
  3. Inżynierowie z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego wynaleźli nanogabkę, która usuwa z krwioobiegu różne toksyny, m.in. pszczół, węży czy bakterii (w tym pałeczek okrężnicy lub metycylinoopornego gronkowca złocistego, MRSA). Nanogąbka neutralizuje toksyny tworzące pory (niszczą one komórki, "dziurawiąc" ich błonę komórkową). W odróżnieniu od innych platform syntetyzowanych dla pojedynczego typu trucizny, nanogąbki absorbują wiele toksyn tworzących pory, bez względu na ich budowę. Amerykanie zauważyli, że gdy myszy poddano wcześniejszej inokulacji nanogąbkami, aż 89% zwierząt przeżywało śmiertelne dawki alfa-hemolizny gronowcowej (ta silna egzotoksyna białkowa powoduje lizę erytrocytów, niszczenie leukocytów oraz uszkodzenia płytek). Gdy nanogąbki stosowano po aplikacji letalnej dozy, odsetek utrzymujących się przy życiu gryzoni sięgał 44%. To nowy sposób usuwania toksyn z układu krwionośnego. Zamiast tworzyć specjalne rozwiązania dla indywidualnych toksyn, rozwijamy platformę neutralizującą toksyny różnych patogenów, w tym MRSA czy innych lekoopornych bakterii - podkreśla prof. Liangfang Zhang. Naukowcy mają nadzieję, że ich ustalenia doprowadzą do uzyskania niespecyficznych gatunkowo terapii ukąszeń jadowitych węży. Zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego nie bez powodu zajął się alfa-hemolizyną. Ponoć jednym z pierwszych zadań ich wynalazku miałoby być przeciwdziałanie zjadliwości MRSA. Aby uniknąć zniszczenia przez układ odpornościowy, nanogąbki owija się błonami komórkowymi erytrocytów. Wcześniej laboratorium Zhanga zademonstrowało, że kamuflując w ten sposób nanocząstki, można dostarczać leki bezpośrednio do guzów nowotworowych. Czerwone krwinki są podstawowym celem toksyn tworzących pory. Ponieważ nanogąbki wyglądają jak one, spełniają funkcję przynęty. Wchłaniają truciznę, trzymając ją z dala od pierwotnego komórkowego celu. Podczas eksperymentów z myszami stwierdzono, że okres połowicznego rozpadu wynosi 40 godz. Metabolizowaniem nanogąbek i zgromadzonych toksyn zajmuje się wątroba. Amerykanie nie zauważyli, by dochodziło do jej uszkodzenia. Nanogąbka ma średnicę 85 nm. Wytwarza się ją z biokompatybilnego polimeru. By uzyskać błonę komórkową erytrocytów do zamaskowania, Amerykanie odwirowują próbkę krwi i umieszczają czerwone krwinki w roztworze. Erytrocyty pęcznieją i pękają, w wyniku czego uwalnia się hemoglobina, a po czerwonych krwinkach zostaje pusta "skórka". Fragmenty błony komórkowej miesza się z kulistymi nanocząstkami. Błona jednego erytrocytu wystarczy do powleczenia tysięcy nanogąbek (są one 3000-krotnie mniejsze od erytrocytu). Liczba pochłoniętych cząsteczek, zależy od rodzaju toksyny. Testy w probówce wykazały, że jedna gąbeczka absorbuje 85 cząsteczek alfa-hemolizyny, 30 cząsteczek streptolizyny O paciorkowców i 850 monomerów melityny (peptydu przeciwdrobnoustrojowego z jadu pszczoły Apis mellifera).
  4. Stres postrzegany jest zwykle jako zjawisko niekorzystne, jednak nie zawsze takim jest. Trochę stresu jest dobre, gdyż wprowadza organizm na optymalny poziom uwagi oraz wydajności poznawczej - mówi profesora Daniela Kaufer z University of California, Berkeley. Wraz z Elizabeth Kirby przeprowadziła ona testy, dzięki którym odkryły mechanizm powodujący, iż mózg poddany krótkotrwałemu stresowi radzi sobie lepiej. Podczas badań na szczurach zauważono, że u zwierząt poddanych intensywnemu krótkotrwałemu stresowi doszło do proliferacji komórek macierzystych w mózgach w nowe komórki nerwowe, a gdy te dojrzały dwa tygodnie później, poprawiła się praca mózgów zwierząt. Sądzę, że stresujące wydarzenia utrzymują mózg w stanie gotowości, dzięki czemu lepiej radzi on sobie z zadaniami - mówi Kaufer. Jak zauważył Bruce McEwen z The Rockefeller University, powyższe odkrycie potwierdza przypuszczenie, iż hormony stresu pomagają zwierzętom w adaptacji. Zapamiętanie miejsca, gdzie przydarzyło się coś stresującego pomaga w poradzeniu sobie z podobną sytuacją w tym samym miejscu. Daniela Kaufer specjalizuje się w badaniu wpływu stresu na pamięć. Jako, że najważniejszym obszarem dla pamięci jest hipokamp, Kaufer zwraca szczególną uwagę na ten właśnie obszar mózgu. Z hipokampem połączony jest zakręt zębaty, jeden z dwóch obszarów dorosłego mózgu, w którym powstają nowe komórki. Zakręt jest bardzo wrażliwy na hormony stresu glukokortykoidy. Wiele dotychczasowych badań wykazało, że chroniczny stres prowadzi do podniesienia poziomu glukokortykoidów, co z kolei blokuje powstawanie nowych komórek i ma negatywny wpływ na pamięć. Chroniczny stres, poprzez hormony stresu, prowadzi też do otyłości, chorób serca i depresji. Niewiele jednak wiadomo o tym, jaki wpływ na organizm ma duży, ale krótkotrwały stres. Kirby i jej zespół poddali takiemu stresowi szczury. Zwierzęta przez kilka godzin były unieruchomione w swoich klatkach. Spowodowało to wzrost poziomu hormonu stresu do poziomu takiego, jak przy stresie chronicznym. Okazało się, że taki krótkotrwały stres doprowadził do dwukrotnego zwiększenia proliferacji nowych komórek nerwowych do hipokampu, szczególnie do grzbietowej części zakrętu zębatego. Stresującym wydarzeniu szczury poddano testom pamięci. Testy wykonywane w ciągu kilku kolejnych dni nie wykazały żadnych różnic w funkcjonowaniu mózgów zwierząt. Ale dwa tygodnie później pamięć zwierząt była wyraźnie lepsza. Dzięki specjalnej technice oznaczania komórek uczeni stwierdzili, że za polepszenie funkcjonowania pamięci odpowiadają te komórki, które pojawiły się w czasie stresującego wydarzenia. Jeśli chodzi o samo przetrwanie, to nowe komórki nie pomagają natychmiast po stresie, gdyż potrzebują czasu by dojrzeć i zmienić się w funkcjonujące neurony. Jednak w środowisku naturalnym, gdzie zwierzęta regularnie mają do czynienia z krótkotrwałymi stresującymi wydarzeniami, utrzymuje to je w gotowości, są lepiej dostosowane do środowiska i potrafią lepiej rozpoznać, co jest zagrożeniem a co nie. Naukowcy zauważyli jeszcze jedno, niezwykle interesujące zjawisko. Odkryli, że proliferacja komórek została rozpoczęta uwolnieniem proteiny FGF2 (czynnik wzrostu fibroblastów 2). Zaangażowanie FGF2 jest ciekawe, gdyż niedobory FGF2 są łączone z zachowaniami depresyjnymi u zwierząt i depresję u ludzi - mówi McEwen. Myślę, że wniosek z naszych badań jest optymistyczny. Stres może powodować, że stajemy się lepsi. Pytanie tylko jak długo on trwa, jak jest poważny i jak go postrzegamy - stwierdza profesor Kaufer.
  5. Edie to lampa z żarówką zanurzoną w dielektryku. Powstała w czeskim studiu projektowym Aura Design. Jej twórcy podkreślają, że zwykle źródło światła się ukrywa, zaś tutaj gra ono pierwsze skrzypce. Nazwę należy traktować jako swoisty hołd dla Thomasa Edisona, który w 1879 r. opatentował żarówkę elektryczną. Pierwowzór Ediego był prezentem urodzinowym - przed 2 laty firmowy programista Peter Kazda postanowił nim obdarować Michaelę Tvarůžkovą. Ponieważ oryginalne oświetlenie spodobało się nie tylko jubilatce, para postanowiła skomercjalizować rozwiązanie. Prace nad prototypem rozpoczęły się ponad rok temu. Sercem Ediego może być wszystko: od lampy żarowej po diodę LED. Jedynym ograniczeniem pozostaje ilość wydzielanego ciepła (nie można przekroczyć pewnych wartości, bo przewodność dielektryku rośnie razem z temperaturą). W pojemniku można umieścić jedno lub więcej źródeł światła. Tvarůžkova, która jest autorką szkiców, przedstawia potencjalnym klientom różne propozycje aranżacji. Znalazły się w nich również niby-bukiety. Z witryny poświęconej kampanii startupowej można się dowiedzieć, że do cokołu żarówki prowadzą cieniutkie przewody, a obudowę uzyskuje się ze szkła. Czesi ujawniają, że przetestowawszy różne dielektryki, doszli do wniosku, że najlepiej sprawdza się olej transformatorowy (za jego pomocą chłodzi się nie tylko transformatory, ale i komputery). Na razie Kazda i Tvarůžkova sami za wszystko płacą, stąd ich prośba o wsparcie finansowe. Uzyskane środki pozwolą rozpocząć seryjną produkcję cylindrycznego modelu, rozbudować ofertę i zdobyć certyfikat CE. Każdy, kto wpłaci co najmniej 25 euro, dostanie egzemplarz z pierwszych partii. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Czesi będą gotowi do jesieni, można się więc spodziewać miłego prezentu bożonarodzeniowego...
  6. Microsoft już wkrótce zacznie odnotowywać wyższe przychody z... systemów Android i Chrome OS. Wszystko dzięki podpisanej z Foxconnem umowie, na podstawie której chiński gigant będzie płacił amerykańskiej firmie za każde wyprodukowane przez siebie urządzenie z systemem Google'a. Foxconn potwierdził, że podpisał z koncernem z Redmond umowę na wykorzystanie jego patentów w smartfonach, tabletach i telewizorach. Nie wiadomo, o jakich kwotach jest mowa. Microsoft poinformował jedynie, że licencjonował szeroki zakres patentów. Umowa z firmą, która produkuje 40% światowej elektroniki, to duży sukces Microsoftu. Koncern z Redmond od dawna stara się zbierać opłaty licencyjne za swoje patenty wykorzystywane przez oprogramowanie open source. Już ponad 50% androidowych smartfonów jest produkowanych przez firmy, które wnoszą opłaty licencyjne na rzecz Microsoftu. Wśród firm, które płacą Microsoftowi są m.in. Samsung, Acer, HTC, LG czy Barnes & Noble.
  7. Księżyc i temperatura wody wpływają na przemieszczanie się rafowych rekinów szarych (Carcharhinus amblyrhynchos) w pionie. Przy pełni i cieplejszych wodach ryby nurkują głębiej. Zespół doktora Gabriela Vianny z Uniwersytetu Zachodniej Australii zastosował telemetrię akustyczną. W okolicy Palau naukowcy oznakowali 39 osobników, głównie dorosłe samice. W czasie studium, które trwało prawie 3 lata, a dokładnie 2 lata i 9 miesięcy, regularnie wykrywano 31 otagowanych C. amblyrhynchos. Średnia głębokość nurkowania rosła z 35 m zimą do 60 m wiosną (wiązało się to ogrzaniem wody na głębokości 60 m). Największe średnie głębokości odnotowywano, gdy temperatura na 60 m stabilizowała się w okolicach 29°C. Co ciekawe, ryby zanurzały się głębiej podczas pełni. Akademicy zauważyli ponadto, że półmrok panujący wieczorem i o świecie wyciągał rekiny bliżej powierzchni (średnia głębokość zanurzenia spadała). Po świcie rekiny schodziły coraz niżej, osiągając maksimum zanurzenia w okolicach południa. Później, gdy dzień zaczynał się chylić ku zachodowi, rozpoczynało się stopniowe wynurzanie. W nocy ten cykliczny wzorzec był słabiej zaznaczony. Vianna i inni sugerują, że dobowe, księżycowe i sezonowe cykle ruchów w pionie są strategiami optymalizowania żerowania i wydatków energetycznych (rekiny są ektotermami, więc w wodzie o wyższej temperaturze łatwiej im utrzymać odpowiednią ciepłotę ciała). Australijczycy nie wykluczają jednak, że C. amblyrhynchos unikają w ten sposób drapieżników - zwiększone oświetlenie bliżej powierzchni ułatwiłoby im zapewne polowanie.
  8. Zdaniem ekspertów, zaobserwowane w ostatnich latach przez satelitę Swift trzy niezwykle długotrwałe eksplozje gwiazd to przedstawiciele nowej, nieznanej dotychczas klasy rozbłysków gamma (GRB). Rozbłyski gamma to najpotężniejsze eksplozje we wszechświecie. W ciągu kilku sekund rozbłysk emituje więcej energii niż nasze Słońce wyprodukuje w czasie całego swojego życia. Używane przez człowieka teleskopy odkrywają średnio jeden rozbłysk gamma dziennie. W ciągu ostatnich czterech dekad zaobserwowaliśmy tysiące rozbłysków gamma, ale dopiero teraz widzimy, jak potężne mogą być to zjawiska - stwierdził Bruce Gendre z Francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych. Wystrzelony w 2004 roku satelita Swift pozwala na obserwowanie długotrwałych rozbłysków. Dotychczas wyróżniano dwie klasy GRB: krótko- i długotrwałe. Krótkie rozbłyski trwają dwie sekundy lub mniej, a przyczyną ich pojawienia się jest połączenie się niewielkich obiektów w systemach podwójnych. Najprawdopodobniej dochodzi do nich wskutek zderzeń gwiazd neutronowych i czarnych dziur. Długotrwałe GRB trwają od kilkunastu sekund do wielu minut, najczęściej 20-50 sekund. Uczeni przypuszczają, że są one wynikiem zapadnięcia się masywnych gwiazd i powstania czarnej dziury. Gendre i jego zespół przeprowadzili szczegółowe badania GRB 111209A z 9 grudnia 2011 roku. To najdłuższy znany rozbłysk alfa. Trwał on aż 7 godzin. Kolejny badany rozbłysk to niezwykły, dwugodzinny GRB 101225A z 25 grudnia 2010 roku. Uczeni stwierdzili, że był on znacznie potężniejszy, a jego źródło znacznie bardziej odległe niż wcześniej sądzono. Doszło do niego w odległości około 7 miliardów lat świetlnych od Ziemi. Trzeci badany rozbłysk - GRB 121027A - zauważono 27 października 2012 roku. Wszystkie trzy wydarzenia charakteryzowały się podobną emisją promieni X, ultrafioletowych oraz światła widzialnego i wszystkie miały miejsce w aktywnych centrach niewielkich galaktyk. Uczeni uznali, że mamy do czynienia z nową klasą bardzo długich rozbłysków. Zgodnie z obecnymi teoriami do powstania zwykłego długiego rozbłysku gamma potrzebna jest obecność gwiazdy Wolfa-Rayeta. Tego typu obiekty mają średnicę około dwukrotnie większą i są ponad 25-krotnie bardziej masywne od Słońca. Jako, że ultradługie GRB trwają nawet 100-krotnie dłużej niż długie GRB, wymagają obecności znacznie większej gwiazdy. Naukowcy sugerują, że powstają one dzięki supergigantom, gwiazdom o masie około 20-krotnie większej i średnicy setki razy większej od Słońca. Niewykluczone, że są za nie odpowiedzialne błękitne supergiganty, które mogą mieć średnicę 1000 razy większą od średnicy naszej gwiazdy.
  9. Obrzezanie znacząco zmienia mikrobiom penisa. Wg doktora Lance'a B. Price'a z Translational Genomic Research Institute (TGen), chroni to przed zakażeniem wirusem HIV. Naukowcy badali 156 mężczyzn z Rakai w Ugandzie. Okazało się, że rok po rozpoczęciu studium u osób obrzezanych na penisie występowało o 33,3% mniej bakterii. Dalsza analiza ujawniła, że spadki liczebności dotyczyły przede wszystkim 12 typów bakterii (głównie nietolerujących tlenu). Wcześniejsze badania sugerowały, że obrzezanie zmniejsza wskaźnik transmisji wirusa HIV z kobiety na mężczyznę. Ekipa Price'a wpadała na trop mechanizmu wyjaśniającego to zjawisko. Naukowcy sądzą, że bakterie z penisa mogą ułatwiać proces infekowania limfocytów T CD4+na 2 sposoby. Po pierwsze, ściągają limfocyty do napletka. Po drugie, aktywują komórki Langerhansa, czyli niedojrzałe komórki dendrytyczne, które pochłaniają i przetwarzają antygeny mikroorganizmów, a następnie wędrują do węzłów chłonnych. Bez dodatkowego wyzwalacza komórki Langerhansa po prostu zniszczyłyby wroga. Z ekologicznej perspektywy nasze studium pokazuje, jak zjawiska z makroświata skalują się do poziomu mikro. Kiedy wycinając las, zmienia się makrośrodowisko, oddziałuje to na zwierzęta. [...] Zmiana środowiska penisa okazuje się zaś wpływać na żyjące na nim mikroby. Zazwyczaj zaburzenia mikrobiomu przestawia się jako negatywne zjawisko - wystarczy przypomnieć nieswoiste zapalenia jelit czy grzybice po antybiotykoterapii - jednak w tym przypadku takie zmiany mogą działać zabezpieczająco - podsumowuje dr Cindy Liu z TGen.
  10. Hawaiian Board of Land and Natural Resources wydała zgodę na budowę Thirty Meter Telescope. Urządzenie będzie największym teleskopem na Ziemi. Dołączy on do kilkunastu innych teleskopów na wulkanie Mauna Kea. Obecnie największymi z nich są bliźniacze urządzenia Keck o 10-metrowych lustrach. TMT będzie wyposażony w lustro o średnicy 30 metrów. Jeśli prace konstrukcyjne będą posuwały się zgodnie z planem, to TMT wykona pierwsze obserwacje w 2021 roku. Teleskop nie będzie jednak długo dzierżył palmy pierwszeństwa. Europejskie Obserwatorium Południowe ma bowiem zamiar uruchomić w Chile 39-metrowy European Extremely Large Telescope.
  11. Małpy z gatunku Lagothrix poeppigii potrafią rozpoznać myśliwych na podstawie ich zachowania. Zespół z Imperial College, London zorganizował wyprawę do Ekwadoru, do Parku Narodowego Yasuní. Pracowaliśmy z dzikimi wełniakami [przedstawicielami rodzaju Lagothrix]. W 2 lokalizacjach o innej presji łowieckiej prezentowaliśmy im osobę zachowującą się jak myśliwy, zbieracz lub badacz. Po ujrzeniu myśliwego małpy były cichsze, wtapiały się w tło i ograniczały poruszanie. Opisana reakcja ma sens, bo taki ktoś może [...] dysponować bronią miotającą, np. palną lub dmuchawkami, więc ucieczka na nic się nie zda. Najlepszą strategią wydaje się ukrywanie - tłumaczy doktorantka Sarah Papworth. Wg Brytyjki, małpy orientują się w zamiarach łowców nie tylko na podstawie bodźców wzrokowych. Dmuchawki mają ponad 2 metry i są noszone wyłącznie przez myśliwych, dlatego z pewnością sygnalizują śmiertelne zagrożenie, jednak wełniaki siedzą w koronach drzew, co oznacza, że liście i gałęzie ograniczają im widoczność. Niewykluczone więc, że w grę wchodzą wskazówki innego rodzaju, np. poziom hałasu [...]. Kiedy zespół porównał zachowanie małp w okolicach o dużej (HP) i ograniczonej (LP) presji łowieckiej, okazało się, że i tu, i tu wełniaki najsilniej reagowały na myśliwych. Odnotowano też jednak ciekawe różnice. U małp ze stanowiska HP drugie miejsce w hierarchii zagrożenia zajmowali zbieracze, a na ostatniej pozycji uplasowali się naukowcy (L. poeppigii zaczynały przy nich bardziej wokalizować i próbowały się ukryć), zaś na stanowisku LP naczelne najmniej przejmowały się zbieraczami, podczas gdy obecność naukowców prowadziła do krycia się i krótkoterminowego ograniczenia komunikacji głosowej. Większość badań dotyczących reakcji naczelnych na drapieżniki koncentrowała się na drapieżnikach-zwierzętach i małpach afrykańskich, sugerując niewielką elastyczność tych zachowań. Choć małpy z Ameryki Południowej wydają się wyłamywać z tego stereotypu, na dłuższą metę może im to nie pomóc. By uniknąć upolowania trzeba się cały czas ukrywać, a by napełnić brzuch, człowiekowi wystarczy w końcu jeden szczęśliwy traf.
  12. Zdaniem menedżerów Intela ceny urządzeń z wyświetlaczami dotykowymi i Windows 8 będą błyskawicznie spadały do poziomu około 200 USD. To pozwoli im na zaistnienie na rynku najtańszych gadżetów mobilnych. Duże spadki mają być możliwe dzięki przyszłemu czterordzeniowemu układowi Intela o nazwie kodowej Bay Trail. Ceny ultracienkich notebooków z wyświetlaczem dotykowym i procesorm Bay Trail spadą nawet do poziomu 200 dolarów - stwierdził Paul Otellini, prezes Intela. Bay Trail to bardzo mocno przerobiony Atom, którego wydajność ma zbliżyć się do wydajności pecetowych procesorów Intela. Bay Trail będzie świetnym produktem na tym segmencie rynku i zapewni niesamowitą wydajność w porównaniu do tego, co zaoferuje konkurencja - zapewnia Stacy Smith, prezes ds. finansowych Intela. Przed kilkoma dniami przedstawiciele koncernu zapewniali, że Bay Trail będzie najbardziej wydajnym Atomem w historii, dzieki któremu moc obliczeniowa tabletów wzroścnie dwukrotnie, grubość urządzeń zmniejszy się nawet do 8 milimetrów, a gadżety weń wyposażone będą mogły pracować przez cały dzień na jednym ładowaniu baterii. Przyszłe produkty bazujące na układzie Bay Trail będą miały silną konkurencję ze strony już zadomowionych na rynku urządzeń, takich jak np. tablet Nexus 7.
  13. Eric Schmidt, prezes Google'a, uważa, że w już w bieżącym roku liczba smartfonów z Androidem przekroczy miliard. Obecnie na całym świecie klienci korzystają z ponad 750 milionów urządzeń tego typu. Jeśli obecne tempo wzrostu liczby nowych smartfonów z Androidem się utrzyma, to - jak twierdzi Schmidt - w ciągu 6-9 miesięcy będzie ich na rynku miliard, a za rok lub dwa - 2 miliardy. Słowa Schmidta padły podczas konferencji zorganizowanej przez blog AllThingsD. Oczywiście przedstawiciele konkurencji mają odmienną wizję rozwoju rynku smartfonów. Zdaniem Terry'ego Myersona, wiceprezesa wydziału Windows Phone, system Microsoftu ma szansę odebrać Apple'owi i Google'owi część użytkowników. Myerson uważa, że iOS jest "nudny", a Android to "bałagan", ze zbyt wieloma wersjami.
  14. Inżynierowie z tajwańskiej firmy Claridy Advanced RFID Solutions opracowali urządzenie do sterylizacji papierowych książek. Choć jego nazwa (IDSmart Bookshower) nawiązuje do prysznica, woluminów się, oczywiście, nie kąpie, tylko naświetla ultrafioletem i przedmuchuje silnym strumieniem powietrza. IDSmart Bookshower wygląda jak lodówka. Mierzy 1,3 m i waży ok. 80 kg. Producent instruuje, że książkę należy otworzyć w połowie i umieścić za stalowym drążkiem. Proces oczyszczania z kurzu, bakterii i wirusów kończy się już po 30 s. Firma chwali się, że można w ten sposób zniszczyć wirusy grypy H1N1 czy bakterie wytwarzające metalo-β-laktamazę z Nowego Delhi (NDM-1). Sterylizacja nie prowadzi do fizycznego zniszczenia, np. zadrapania kartek. Urządzenie zainstalowano w kilku tajwańskich bibliotekach uniwersyteckich, gdzie okazało się wielkim przebojem. Teraz IDSmart Bookshower podbija rynek chiński, a konkretnie serca czytelników z bibliotek publicznych w Hangzhou.
  15. Niewykluczone, że wraz z Windows Blue (Windows 8.1) użytkownicy najnowszego systemu z Redmond będą mogli korzystać z tradycyjnego pulpitu już od startu komputera. Brak możliwości uruchomienia systemu tak, by od razu pokazywał się tradycyjny pulpit to jedna z najbardziej krytykowanych cech Windows 8. Redaktorzy witryny Winbeta znaleźli w Windows Blue kod, który może wskazywać na to, że użytkownik będzie mógł wybrać, czy chce startować komputer do interfejsu Metro czy pulpitu. Przypuszczenia Winbeta potwierdza Mary Jo Foley, dziennikarka specjalizująca się w zagadnieniach związanych z Microsoftem. Jej zdaniem koncern rzeczywiście zastanawia się nad opcjonalnym pulpitem i menu Start.
  16. Jean-Denis Rouillon, 62-letni lekarz specjalizujący się w medycynie sportowej, nie spodziewał się, że udzielając wywiadu studenckiej rozgłośni radiowej, rozpęta taką burzę. W rozmowie z redaktorem stwierdził, że po 16 latach badania piersi uważa, że noszenie biustonosza bywa bezcelowe, jeśli nie szkodliwe. Pracownik naukowy Université de Franche-Comté w Besançon przeprowadził studium z udziałem 300 kobiet w wieku od 18 do 35 lat. Wg niego, stanik osłabia mięśnie, które naturalnie podtrzymują piersi. Rezygnując z jego noszenia już na wczesnych etapach życia, można by poprawić jędrność. Rouillon wyjaśnia, że nie chodzi wyłącznie o degenerację "układu podtrzymującego", ale i o zaburzenie krążenia. Ochotniczka występująca pod pseudonimem Capucine wyznała np., że bez biustonosza lepiej jej się oddycha. Dużym plusem są też rzadsze bóle pleców i wyprostowane plecy. Francuz podkreśla, że jego niepublikowane badania znajdują się na wczesnym etapie i daleko mu do dawania wszystkim kobietom takich samych rad. Nie jestem pewien, czy panie w średnim wieku, z nadwagą albo matki 2-4 dzieci także odniosą jakieś korzyści z pozbywania się stanika.
  17. Płazy określane zbiorczą nazwą coquí zamieszkiwały pierwotnie Portoryko, lecz pod koniec lat 80. ubiegłego wieku dotarły na statku na Hawaje. Nocne zawołania godowe samców są bardzo głośne (ponoć natężenie dźwięku sięga nawet 90 dB), co skutecznie zakłóca sen zarówno stałych mieszkańców, jak i turystów. Jak się okazuje, na szczęście udręczeni mogą skorzystać z fachowej pomocy "zaklinacza". Keevin Minami, specjalista od kręgowców lądowych z Hawajskiego Departamentu Rolnictwa, nauczył się języka tych płazów metodą prób i błędów. Stawał pod drzewami i naśladował (de facto coquí to onomatopeja, bo samce wydają z siebie dźwięk "kuki, kuki"). Gdy ktoś zadzwoni po Minamiego, ten zjawia się ze swoją "różdżką coquí" - rurką zakończoną plastikową butelką. Jego ćwierkanie wabi samice, które zeskakują z drzewa wprost do pojemnika. Zaklinacz stara się, by nic im się nie stało. Schwytane osobniki hoduje w terrarium w swoim biurze. Gdy wejdzie się nocą do lasu, płazy nawołują tak głośno, że zaczyna dzwonić w uszach. Minami jest częścią większej ekipy, która stara się poskromić inwazyjny gatunek. Przy braku naturalnych wrogów rozmnaża się on bardzo szybko. Eksperci i ochotnicy stracili Hawai'i (Wielką Wyspę); coquí nawet nie zauważyły, że wypowiedziano im jakąś wojnę. Władze stanowe mają nadzieję, że powiedzie się obrona najbardziej zaludnionej wyspy O'ahu. Obrońcy coquí zarzucają władzom stanu znęcanie (trudno im zresztą nie przyznać racji, bo w przypadku Hawai'i zastanawiano się np. nad zastosowaniem rozcieńczonego spreju kofeinowego, który miał u zwierząt wywoływać zawał serca). Urzędnicy bronią się, że zjadając owady stanowiące pokarm rodzimych gatunków, płazy zagrażają ekosystemowi. Antropolog medyczny Sydney Singer sugeruje, że lepszym rozwiązaniem byłoby deportowanie krzykaczy do rezerwatów. Z jego inicjatywy na Wielkiej Wyspie wydzielono już nawet taki obszar. Zagorzały zwolennik płazów próbował też przekonać Departament Rolnictwa, by w ramach programu repatriacyjnego o nazwie FROG (Frog Repatriation and Overseas Gifting program) odsyłać coquí na Portoryko. Minami przypomina sobie co prawda taką rozmowę, ale wg niego, przedsięwzięcie nie ma większego sensu.
  18. Po trwającym dwa lata śledztwie dotyczącym nieprawidłowości na rynku wyszukiwarek Google zawarł ugodę z Komisją Europejską. Koncern zgodził się, że będzie wyraźnie oznaczał w wynikach wyszukiwania treści pochodzące z jego własnych serwisów. Ponadto w niektórych przypadkach ma obowiązek wyświetlać odnośniki z konkurencyjnych wyszukiwarek. Zmiany nie staną się od razu widoczne. Przez co najmniej miesiąc będą je oceniali rywale Google'a oraz inni gracze rynkowi. Dopiero później zostaną wprowadzone w życie. Google nie będzie musiał zmieniać swoich algorytmów wyszukiwania. Umowa pomiędzy KE i Google'em będzie obowiązywała przez trzy lata i będzie nadzorowana przez stronę trzecią. Jeśli Google jej dotrzyma, uniknie grzywny. Obecnie do Google'a należy niemal 83% światowego rynku wyszukiwarek. Na odległym drugim miejscu znajdziemy Binga, który - wraz a Yahoo, który korzysta z jego mechanizmów - ma około 13,5% rynku.
  19. Google ujawnił specyfikację techniczną okularów Google Glass, które mają trafić na rynek pod koniec bieżącego roku. W skład urządzenia wejdzie wyświetlacz HD, który będzie pokazywał obraz odpowiadający wyświetlanemu przez 25-calowy monitor oglądanemu z odległości ok. 2,5 metra oraz 5-megapikselowy aparat zdolny do nagrywania klipów wideo o rozdzielczości 720p. Do dyspozycji użytkownika będzie też 12 gigabajtów pamięci zsynchronizowanej z chmurą obliczeniową Google'a oraz łączność WiFi 802.11 b/g i Bluetooth. Google Glass będą kompatybilne ze wszystkimi smartfonami korzytającymi z technologii Bluetooth, ale do wykorzytania pełnych możliwości urządzenia konieczny będzie smartfon z systemem Android. Google zapewnia, że bateria wystarczy na cały dzień "typowego" korzystania z Glass. Nie wiadomo, ile urządzenie będzie kosztowało. Pierwsze raporty sugerują, że początkowa cena może wynieść nawet 1500 USD.
  20. Krioneuroliza to minimalnie inwazyjny zabieg, który może przynieść ulgę pacjentom z neuralgią (nerwobólem). Dr William Moore ze Szkoły Medycznej Stony Brook University podkreśla, że neuralgia często bywa trudna do leczenia. Krioneuroliza to opcja terapeutyczna zapewniająca znaczne i utrzymujące się zelżenie bólu. Pacjenci mogą zmniejszyć dawkę leków przeciwbólowych lub w ogóle zrezygnować z farmakoterapii. W USA i Europie na neuralgię cierpi aż 15 mln osób. Do uszkodzenia nerwów dochodzi np. w wyniku wypadku czy operacji. Chorzy zażywają leki, które, niestety, wywołują różne efekty uboczne i nie zawsze w wystarczającym stopniu znoszą ból. Krioneurolizę przeprowadza się za pomocą niewielkiej sondy. Ponieważ chłodzi się ją do minus 10-16 stopni, po jej przyłożeniu wzdłuż zewnętrznej krawędzi nerwu tworzy się odmrożenie (powstają kryształki lodu). Zaburza to przesyłanie sygnału bólowego do mózgu. Jako że spada wskaźnik przewodności nerwu, uzyskiwany efekt można przyrównać do usuwania izolacji z przewodu. Przed zabiegiem w pobliżu uszkodzonego obszaru nacina się skórę. Sondę wprowadza się pod kontrolą urządzeń do obrazowania. W studium Moore'a uwzględniono 20 pacjentów z różnymi zespołami neuralgicznymi. Badani kilkakrotnie oceniali swój stan za pomocą wizualno-analogowej skali oceny nasilenia bólu (ang. VAS); po raz pierwszy tydzień po krioneurolizie, po raz drugi - po upływie miesiąca od zabiegu i wreszcie po upływie 3 miesięcy. Przed interwencją średni wynik ze skali VAS wynosił 8 (0 to całkowity brak bólu, a 10 najsilniejszy ból, jaki można sobie wyobrazić). Po tygodniu od krioneurolizy następował spadek do zaledwie 2,4. Ulga w bólu utrzymywała się ok. 2 mies. Później w wyniku regeneracji nerwów wrażenia bólowe znowu się nasilały i po pół roku wskazania VAS sięgały 4. Moore twierdzi, że u części pacjentów krioneurolizę trzeba by powtarzać stosunkowo często, podczas gdy u niektórych jednostek po pojedynczym zabiegu ból byłby osłabiony nawet przez rok.
  21. Zespół Gabriele Berberich z Universität Duisburg-Essen przez 3 lata monitorował kolonie mrówek ćmawych (Formica polyctena) i łąkowych (Formica pratensis) w sejsmicznie aktywnym basenie Neuwied. Naukowcy wybrali się w teren, szukając wiarygodnych metod przewidywania trzęsień ziemi. Dr Berberich, która była jedną z prelegentek zeszłotygodniowej konferencji Europejskiej Unii Nauk o Ziemi w Wiedniu, podkreśla, że basen Neuwied może się poszczycić złożoną historią tektoniczną. Co więcej, nadal dokumentuje się tu liczne niewielkie wydarzenia sejsmiczne. Rocznie występuje tu średnio 100 zdarzeń sejsmicznych o magnitudzie (M) do 3,9. Niemka podkreśla, że od dawna słyszy się historie o nietypowym zachowaniu zwierząt przed trzęsieniem. By mieć pewność, że coś jest rzeczywiście na rzeczy, trzeba jednak najpierw przeprowadzić długoterminową obserwację, sprawdzić istotność statystyczną oraz zaproponować prawdopodobny scenariusz ewolucji tego typu zachowań. Dobrym modelem do badań okazały się wspomniane na początku mrówki, które budują kopce wzdłuż systemu głębokich uskoków tektonicznych. Ponieważ to rejon potencjalnych trzęsień, ekipa Berberich postanowiła sprawdzić, czy zmiany w standardowym planie mrówczego dnia można powiązać z lokalnymi zdarzeniami sejsmicznymi. W latach 2009-2012 akademicy monitorowali za pomocą kamer o wysokiej rozdzielczości 2 kopce (kamery wyposażono zarówno w czujniki podczerwieni, jak i koloru). Dotąd uzyskano ponad 45 tys. godz. nagrań. Kopce dzieli odległość ok. 22 km. W ciągu 3 lat w promieniu 40 km odnotowano 10 trzęsień o magnitudzie > 2. Wg uczonych, lokalne trzęsienie z 10 września 2009 r. (M = 3,2) wyraźnie zaburzyło dobową rutynę mrówek. Zahamowaniu uległy fazy nocnego odpoczynku oraz dziennej aktywności. Powrót do normy nastąpił dopiero kolejnego dnia. Berberich i inni uruchomili program automatycznej oceny obrazu ze strumienia wideo. Bazując na tym, w niedalekiej przyszłości przeprowadzą analizę zachowania mrówek. Niemcy chcą uwzględnić różne czynniki, które mogłyby wpływać na owady. Poza geotektoniką wspominają m.in. o parametrach biologicznych i klimatycznych. Ważnym etapem będzie opisanie mechanizmów reakcji. W swoim wystąpieniu Berberich podkreśliła, że będzie to wymagać eksperymentów w terenie oraz ścisłej współpracy z biologami. Grupa powinna też ustalić, czy mrówki podobnie reagują na trzęsienia o magnitudzie powyżej 4 (w latach 2009-2012 nie odnotowano zdarzenia o takiej wielkości).
  22. Coraz bardziej zakwaszone wody oceaniczne mogą nie mieć aż tak katastrofalnego wpływu na życie morskie jak dotychczas sądzono. Odczyn pH oceanów spada w miarę jak do atmosfery trafiają produkty spalania paliw kopalnych. Naukowcy obawiają się, że wraz ze spadkiem pH wody może dochodzić do rozpuszczania muszli organizmów morskich lub też mogą mieć one kłopoty z wytwarzaniem węglanu wapnia, potrzebnego do budowy muszli - mówi profesor Debora Iglesias-Rodriguez z Wydziału Ekologii, Ewolucji i Biologii Morskiej Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara (UCSB). Od wielu lat przyjmuje się, że zwiększanie się kwasowości oceanów to bardzo, bardzo zła wiadomość dla organizmów posiadających muszle - dodaje uczona. Pani profesor odkryła jednak, że jeden z gatunków glonów z klasy Coccolithophyceae, Emiliania huxleyi (EHUX), wytwarza większą muszlę w bardziej zakwaszonej wodzie. Zespół Iglesias-Rodriguez przyznaje, że generalnie obserwuje się spadek procesów wapnienia wraz ze wzrostem kwasowości, jednak organizmy w różny sposób sobie z tym radzą. Teraz wiemy, że koralowce, ogórki morskie czy organizmy posiadające muszle reagują w różny sposób - stwierdziła profesor. Niezwykle istotny jest fakt, że zaobserwowane zjawisko dotyczy właśnie EHUX. Organizmy te są rozpowszechnione w oceanach, wytwarzają tlen, są ważnym składnikiem łańcucha pokarmowego. Zależy od nich przetrwanie wielu organizmów morskich i lądowych. Uczeni z UCSB przeprowadzili symulację przyszłych zmian klimatycznych i ich wpływu na E. huxleyi. Wykorzystali w tym celu pół tony morskiej wody i sprawdzali, jak w zależności od warunków zmieniają się zamieszkujące ją EHUX. Naukowcy symulowali warunki, w których stężenie dwutlenku węgla w atmosferze jest nawet czterokrotnie wyższe od obecnego. Odkryli, że EHUX żyjące w takim środowisku są większe i mają większe pancerze. Jednocześnie jednak rosną wolniej. Jednak poza wolnym wzrostem nie odnotowano żadnych zmian w biochemii ich komórek. Wolniejszy wzrost też może być jednak problemem. W przyszłości może się bowiem okazać, że E. huxleyi poradziły sobie z rosnącą kwasowością wody, ale przegrały konkurencję z innymi organizmami, które szybciej rosły. Niewykluczone zatem, że na niektórych obszarach zabraknie tych niezwykle istotnych organizmów.
  23. Już sam smak piwa, bez najmniejszego wpływu alkoholu, wyzwala w mózgu produkcję dopaminy, neuroprzekaźnika działającego na centra nagrody w mózgu i dlatego ściśle związanego z zażywaniem alkoholu czy narkotyków. Uczeni z Indiana University School of Medicine przeprowadzili badania, w których brało udział 49 mężczyzn. Badanych dwukrotnie poddano pozytronowej tomografii emisyjnej (PET). Po raz pierwszy po spożyciu piwa, po raz drugi po spożyciu napoju energetycznego Gatorade. Naukowcy szukali dowodów na podwyższony poziom dopaminy. Badania wykazały, że po spożyciu piwa aktywność dopaminy była znacznie wyższa niż po Gatorade. Co więcej, efekt ten był wyraźniejszy u osób, w których rodzinach były przypadki alkoholizmu. Sądzimy, że to pierwszy eksperyment, który wykazał, że już sam smak napoju alkoholowego, bez wpływu alkoholu, zwiększa aktywność dopaminy w centrach nagrody w mózgu - mówi profesor neurologii David A. Kareken. Większa aktywność dopaminy u osób z historią alkoholizmu w rodzinie może zaś wskazywać, że jest to dziedziczny czynnik ryzyka zapadnięcia na alkoholizm. Osobom biorącym udział w badaniu podawano 15 ml ich ulubionego piwa, które spożywali przez 15 minut. Mogli dzięki temu cieszyć się smakiem, jednak nie dochodziło do żadnych wykrywalnych zmian poziomu alkoholu we krwi, alkohol nie miał też żadnego wpływu na organizmy badanych. Co więcej, badani informowali, że po próbowaniu piwa mieli ochotę na więcej. Efektu tego nie zaobserwowano po spożyciu napoju, mimo iż wielu z nich mówiło, że Gatorade smakował im bardziej niż piwo.
  24. Po ekspedycji do Sudanu Południowego (Ekwatorii Zachodniej) biolodzy opisali nowy rodzaj nietoperza. Ubarwienie jedynego (jak na razie) przedstawiciela taksonu Niumbaha, co w języku pazande oznacza "rzadki" lub "dziwny", przypomina paski borsuka. Autorzy artykułu z pisma ZooKeys ujawniają, że de facto czarno-biały ssak nie jest dla nauki nowością, ale w 1939 r. podczas pierwszego spotkania w Belgijskim Kongu (dzisiejszej Demokratycznej Republice Konga) zwierzę błędnie zidentyfikowano jako reprezentanta rodzaju Glauconycteris (stąd nazwa Glauconycteris superba). W dodatku od tamtej pory jakby zapadło się ono pod ziemię; w sumie, po wliczeniu okazu z 2012 r., schwytano tylko 5 egzemplarzy. Prof. DeeAnn Reeder Bucknell University i Adrian Garside z Fauna and Flora International (FFI) przeanalizowali czaszki i wygląd osobnika z rezerwatu Bengangai oraz egzemplarzy muzealnych i stwierdzili, że pod względem ekomorfologicznym "Glauconycteris" superba różni się od innych gatunków zgrupowanych w rodzaju Glauconycteris. Reeder uważa, że nowy stary nietoperz właściwie pod żadnym względem nie pasuje do wcześniejszej klasyfikacji. Jest tak unikalny, że musieliśmy utworzyć nowy rodzaj. Pierwszą wskazówką, że gatunek należałoby przeklasyfikować, było nietypowe ubarwienie. Później biolodzy zwrócili uwagę na skrzydła. U przedstawicieli rodzaju Glauconycteris, którzy ze względu na delikatną budowę bywają nazywani motylimi nietoperzami, są one przezroczyste i brązowe/białe, zaś tutaj natura postawiła na smolistą czerń. Kolejnymi niepasującymi do układanki szczegółami okazały się czaszka i uszy.
  25. W 2009 roku profesorowie Mark Jacobson (Uniwersytet Stanforda) i Mark Delucchi (Uniwersytet Kalifornijski, Davis) opublikowali w Scientific American artykuł, w którym stwierdzili, że do roku 2030 cały świat mógłby przestawić się na energię odnawialną. Wywołali przy tym poważną dyskusję, gdyż ich artykuł zawierał bardzo konkretne wyliczenia dotyczące np. liczby koniecznych instalacji różnego typu. Przed dwoma tygodniami Jacobson i Delucchi oraz grupa współpracujących z nimi ekspertów dokonała ponownych wyliczeń, tym razem daleko bardziej dokładnych, gdyż dotyczyły one tylko stanu Nowy Jork. Naukowcy stwierdzili, że cały stan mógłby zrezygnować z paliw kopalnych. Ze źródeł odnawialnych można bowiem pozyskać energię potrzebną dla transportu, przemysłu i mieszkańców. Energia miałaby pochodzić z tzw. miksu WWS (wind, water, sun - wiatr, woda, słońce). Miks musiałby zostać stworzony z wielu elementów. Aż 40% energii pochodziłoby z przybrzeżnych elektrowni wiatrowych. Tutaj konieczne byłoby zainstalowanie 12 700 turbin. Na lądzie powstałoby 4020 turbin, które zapewniałyby kolejne 10% energii. Dziesięć procent energii pochodziłoby z 387 farm słonecznych na skoncentrowane promienie, a dodatkowe 10% z 828 zwykłych instalacji fotowoltaiczncyh. Kolejne 6% zapewniłyby panele umieszczone na prywatnych budynkach mieszkalnych (ok. 5 milionów instalacji), a 12% można uzyskać z paneli umieszczonych na budynkach należących do firm i urzędów (ok. 500 000 instlacji). Z 36 instalacji geotermalnych można wygenerować 5% energii, a 0,5% dostarczyłoby 1910 instalacji korzystających z fal morskich, a 1% zapewni 2600 instalacji pływowych. Kolejne 5,5% można wyprodukować z hydroelektrowni. Uczeni wyliczyli, że system operaty na energii odnawialnej spowodowałby, że zapotrzebowanie na energię, w związku z lepszą efektywnością takiego systemu, spadłoby w skali całego stanu o około 37%, a ceny energii uległyby stabilizacji. Powstałoby więcej miejsc pracy, niż zostałoby utracone, gdyż cała energia produkowana byłaby na ternie stanu. Ponadto oszacowano, że w związku ze zmniejszonym zanieczyszczeniem powietrza każdego roku umierałoby o około 4000 osób mniej, a koszty związane z zanieczyszczeniem zmniejszyłyby się o 33 miliardy USD rocznie. Oznacza to, że cała inwestycja zwróciłaby się w ciągu około 17 lat. Niewykluczone, że nastąpiłoby to szybciej, gdyż stan mógłby część energii sprzedawać. Artykuł Jacobsona został udostępniony w sieci [PDF].
×
×
  • Dodaj nową pozycję...