Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderatorzy
  • Liczba zawartości

    37614
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  • Wygrane w rankingu

    246

Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl

  1. Niektóre owadożerne rośliny wabią ofiary za pomocą fluorescencyjnych elementów, np. jarzących się na niebiesko "lamówek". Indyjscy naukowcy z Jawaharlal Nehru Tropical Botanical Garden and Research Institute przeskanowali za pomocą promieniowania UV o długości fali rzędu 366 nm świeże liście pułapkowe 14 dzbaneczników (Nepenthes), 5 kapturnic (Sarracenia), 5 rosiczek (Drosera), 2 tłustoszy (Pinguicula), muchołówki amerykańskiej (Dionaea muscipula) oraz pływacza gwiaździstego (Utricularia stellaris). Artykuł na ten temat ukazał się w piśmie Plant Biology. Niebieskie świecenie wykryto u przedstawicieli rodzin Nepenthes i Sarracenia, a także u muchołówki amerykańskiej. Dr Sabulal Baby sfotografował m.in. rozjarzone perystomy Nepenthes gracilis. Owady i inne stawonogi widzą ultrafiolet, dlatego fluorescencyjne okolice mogą działać na nie wabiąco. Zgodnie z naszą wiedzą, to pierwsze studium, w ramach którego opisano by tak silną fluorescencję w królestwie roślin. Emisja fluorescencyjna nasila się w miarę wzrostu liścia pułapkowego, a później stopniowo zanika, gdy zaczyna on więdnąć i obumierać. Aby sprawdzić, na ile niebieskie świecenie jest dla Nepenthes khasiana ważne, akademicy na 10 dni zamaskowali newralgiczne obszary niefluorescencyjnym wyciągiem ze strefy poślizgowej. Okazało się, że w porównaniu do roślin kontrolnych, skuteczność polowania znacząco spadła.
  2. Podczas tegorocznego salonu samochodowego w Genewie, który rozpocznie się na początku marca, firma PSA Peugeot Citroen zaprezentuje technologię hybrydowo-powietrzną. "Hybrid Air" to połączenie silnika spalinowego, hydraulicznego i zbiornika na sprężone powietrze. W przyszłości technologia ta ma pozwolić na ograniczenie spalania paliwa do 2 litrów na 100 kilometrów. System hybrydowo-powietrzny korzysta z całego szeregu rozwiązań pozwalających na zaoszczędzenie olbrzymich ilości energii. Składa się on z silnika spalinowego, skrzyni biegów, pompy hydraulicznej, silnika hydraulicznego, systemu przechowywania energii (hydraulicznego akumulatora), zbiornika na paliwo i niskociśnieniowego zbiornika na powietrze. Sposób napędzania pojazdu jest automatycznie wybierany w zależności od warunków jazdy. Hydrauliczny silnik napędzany jest nieściśliwym płynem pochodzącym z hydraulicznego akumulatora, który z kolei jest poruszany dzięki sprężonemu powietrzu znajdującemu się w niskociśnieniowym zbiorniku. Silnik ten włącza się przede wszystkim w jeździe miejskiej, przy prędkości poniżej 70 kilometrów na godzinę. Pozwala on na całkowite wyłączenie silnika benzynowego, zapewnia największe oszczędności oraz największy komfort jazdy. Wyłączenie tradycyjnego silnika znacząco zmniejsza hałas generowany przez samochód, a na silniku hydraulicznym pojazd może pokonać nawet 80% miejskich tras, oszczędzając przy tym do 45% paliwa zwykle spalanego przy jeździe miejskiej. Silnik spalinowy używany jest przede wszystkim poza miastami, służy on również do sprężania powietrza w zbiorniku. Oba silniki mogą działać też jednocześnie, a ma to miejsce podczas przyspieszania i jazdy pod górkę. Opisana powyżej technologia ma być poważnym krokiem w kierunku ograniczenia do 2020 roku spalania do 2 litrów na 100 km. O ewentualnym sukcesie proponowanego rozwiązania zdecyduje cena pojazdów oraz ich zdolność do spełnienia coraz ostrzejszych norm zanieczyszczenia środowiska. Z grafiki zaprezentowanej przez PSA Peugeot Citroen wynika, że rozwiązanie hybrydowo-powietrzne może być niezwykle atrakcyjne. Dla samochodów klasy B i C, czyli z silnikiem o mocy do 110 KM, ceny pojazdów z silnikiem benzynowym wynoszą od poniżej 10 000 euro do nieco powyżej 15 000 euro. Emisja dwutlenku węgla w gramach na kilometr waha się od nieco poniżej 130 do około 95 (w przyszłości). Zdecydowanie droższe są pojazdy z silnikami diesla oraz hybrydy wykorzystujące taką jednostkę napędową. Tutaj ceny rozpoczynają się od ok. 16 000 euro i sięgają 37 000. Emisja CO2 waha się od ok. 130 do 85 (w przyszłości) gramów na kilometr. Niewiele lepiej sprawują się hybrydy. Ich ceny rozpoczynają się od 17 000 euro i znacznie przekraczają 40 000. Emisja CO2 to od 105 do ok. 78 gramów na kilometr. Najmniej dwutlenku węgla (poniżej 50 g/km) emitują hybrydy podłączane do sieci, jednak trzeba za nie zapłacić około 37 000 euro. Pojazd hybrydowo-powietrzny wydaje się w takiej sytuacji idealnym rozwiązaniem. Jego emisja CO2 ma bowiem wynieść 50-75 g/km, a ceny mają wahać się w granicach 15-20 tysięcy euro.
  3. Krew jest cieczą pseudoplastyczną (rozrzedzaną ścinaniem), dzięki czemu może np. pokonywać naczynia kapilarne. Dotąd sądzono, że za charakterystyczne cechy przepływu odpowiadają erytrocyty, które stanowią ok. 45% objętości krwi, a osocze pozostaje bierną składową. Ostatnie badania niemiecko-amerykańskiego zespołu pokazały jednak, że to nieprawda i choć osocze składa się nawet w 92% z wody, czyli cieczy newtonowskiej, samo jest cieczą nienewtonowską i odgrywa kluczową rolę w determinowaniu "zachowania" krwi. Naukowcy z Uniwersytetów Kraju Saary i Pensylwanii odkryli, że złożone właściwości przepływu osocza mają wpływ na tworzenie się złogów naczyniowych, tętniaków czy skrzepów. Uzyskane przez nich wyniki pomogą ulepszyć symulacje komputerowe tych patologicznych procesów. Podczas eksperymentów prowadzonych w Niemczech osocze tworzyło krople w aparatach wyposażonych w szybkie kamery z soczewkami mikroskopowymi o wysokiej rozdzielczości. Nasze badania pokazały, że osocze tworzy nitki, czyli wykazuje lepkość wzdłużną - wyjaśnia prof. Christian Wagner. Fizyk podkreśla, że osocze ma właściwości lepkosprężyste, co oznacza, że podczas zniekształcania jest zarówno lepkie, jak i elastyczne. W USA ekipa Paula E. Arratii opracowała system mikronaczyniowy. Pomiary wykazały, że w przypadku osocza cechy przepływu są inne niż dla wody i że to pierwsze wykazuje o wiele większy opór. Badania Wagnera zademonstrowały, że przez związek z tworzeniem wirów osocze wpływa na proces powstawania złogów naczyniowych, a te z kolei oddziałują na formowanie skrzepów. W jednym z eksperymentów Niemcy zauważyli, że w zablokowanym naczyniu lub w stencie przy wlocie i wylocie pojawiały się wiry. Nie byłoby ich tam, gdyby nie lepkosprężyste właściwości osocza.
  4. Firma Mandiant uważa, że chińska grupa Advanced Persistent Threat (APT1) jest w stanie skutecznie działać od wielu lat, gdyż jest powiązana z armią ChRL. Co więcej, z analiz specjalistów Mandianta wynika, że APT1 może być tożsama z Jednostką 61398 chińskiej armii. Jednostka 61398 mieści się w tym samym miejscu, w którym - jak się wydaje - rozpoczynają się ataki APT1 - czytamy w raporcie. Siedzibą Jednostki jest prawdopodobnie budynek przy Datong Road w Gaoqiaozhen. Jednostka jest tajna, jednak zachodni specjaliści uważają, że jej zadaniem jest prowadzenie cyberwojny. Zdaniem Mandianta od 2006 roku APT1, która ma siedzibę w tym samym budynku co Jednostka 61398, przeprowadziła 141 udanych ataków przeciwko firmom należącym do 20 różnych sektorów gospodarki. Aż 87% zaatakowanych przedsiębiorstw ma swoje siedziby w krajach anglojęzycznych i działają one w sektorach uznawanych przez Chiny za strategiczne. Specjaliści zauważają, że APT1 korzysta z narzędzi, jakich na próżno szukać u innych grup przestępczych, ma bardzo podobne możliwości i dysponuje podobnymi zasobami co Jednostka 61398. Jest też w stanie, po zarażeniu firmowej sieci, całymi latami ją odwiedzać i powoli wykradać interesujące dane. Chińskie władze konsekwentnie zaprzeczają oskarżeniom o dokonywanie cyberataków. Twierdzą przy tym, że ich infrastruktura również jest atakowana, głównie z USA. Cyberataki są ponadnarodowe i anonimowe. Bardzo trudno jest wyśledzić ich źródło - stwierdził Hong Lei, rzecznik prasowy chińskiego MSZ.
  5. Młodzi ludzie, którzy jedzą więcej warzyw i owoców, są spokojniejsi, szczęśliwsi i obdarzeni większym wigorem. Trzy specjalistki z University of Otago badały zależności między dietą a doświadczanymi na co dzień emocjami. W ramach ich eksperymentu 281 młodych osób (średnia wieku wynosiła 20 lat) prowadziło przez 21 kolejnych dni internetowy dzienniczek żywieniowy. Na początku wszyscy wypełnili kwestionariusz osobowy; Tamlin Conner, Caroline Horwath i Bonnie White pytały w nim o wiek, płeć, pochodzenie etniczne, wagę oraz wzrost. Ze studium wykluczono ochotników z zaburzeniami odżywiania. Każdego dnia wieczorem uczestnicy logowali się do dzienniczków i oceniali swoje samopoczucie, wybierając spośród 9 pozytywnych i 9 negatywnych przymiotników. Odpowiadali też na 5 pytań dot. produktów spożywanych w ciągu dnia, m.in. o liczbę porcji owoców (z wyłączeniem soków i owoców suszonych) i warzyw (z pominięciem soków). Poza tym Nowozelandki sprawdzały, czy badani sięgali po niezdrowe pokarmy: ciastka, chipsy ziemniaczane oraz ciasta/babeczki. Panie wpadły na trop silnej korelacji między dobrym nastrojem a wyższą konsumpcją warzyw i owoców. W przypadku innych pokarmów nie było takiej zależności. W dniach, kiedy ludzie jedli więcej owoców i warzyw, pojawiały się doniesienia o większym spokoju, szczęściu i wyższym poziomie energii - podkreśla dr Conner. Aby określić kierunek zależności (czy to świeże produkty poprawiają humor, czy też raczej dobry nastrój skłania do jedzenia warzyw i owoców), panie przeprowadziły dodatkowe analizy. Ustaliły, że spożycie zdrowych pokarmów poprzedzało poprawę humoru następnego dnia. Wniosek ten był prawdziwy bez względu na wskaźnik masy ciała badanych. Po dalszej analizie zademonstrowałyśmy, że by odnotować znaczącą pozytywną zmianę, młodzi dorośli powinni w sumie spożywać 7-8 porcji owoców i warzyw dziennie.
  6. Joel Schwartz z Harvard School of Public Health powiedział uczestnikom corocznej konferencji American Association for the Advancement of Science, że konieczne jest dalsze ograniczenie ekspozycji człowieka na ołów. Niektórzy słuchacze byli zaskoczeni takim postawieniem sprawy, gdyż kwestia obecności ołowiu w środowisku naturalnym wydawała się rozwiązana. W 1976 roku w USA zakazano stosowania benzyny ołowiowej, a w 1978 wycofano z rynku farby zawierające ołów. Od tego czasu koncentracja ołowiu we krwi przeciętnego Amerykanina spadła 10-krotnie. Mimo to, jak zauważają uczeni, jest ona ciągle o 2 rzędy wielkości wyższa niż naturalny poziom ołowiu w organizmie człowieka. Poziom ten wyznaczono, badając szkielety Indiach zmarłych przed rewolucją przemysłową. Ostatnie badania wykazały, że nawet niewielka ilość ołowiu, z jaką stykamy się obecnie, jest niebezpieczna. Obecnie akceptowalny poziom ołowiu we krwi wynosi w USA 1,3 mikrograma na decylitr. Jednak i to wydaje się zbyt dużo. Coraz więcej badań sugeruje, że ołów jest odpowiedzialny m.in. za starczą demencję. Gdy się starzejemy, dochodzi do mineralizacji kości i uwalniania się z nich się wapnia oraz ołowiu, który gromadził się w szkielecie przez całe życie. Być może jest to źródło ołowiu powodującego demencję. Nie wiemy, czy mózg jest w stanie dostosować się do podwyższonego poziomu ołowiu. Musimy się tego dowiedzieć - powiedział Schwartz. Ołów przyczynia się też do zaburzeń psychicznych, obniżenia inteligencji, problemów ze skupieniem uwagi, problemów poznawczych, podwyższonego ciśnienia krwi czy arytmii. Zdaniem Jessiki Reyes, ekonomisty z Amherst College, straty spowodowane ekspozycją na ołów wynosza w USA 209 miliardów dolarów rocznie. To koszty spowodowane zarówno zwiększonymi wydatkami na leczenie, zwiększonym zapotrzebowaniem na szkolnictwo specjalne, jak i większą liczbą przestępstw z użyciem przemocy. Należy przy tym odróżnić długotrwałą ekspozycję na ołów od zatrucia ołowiem. To ostatnie bardzo rzadko zdarza się w krajach rozwiniętych. Ekspozycja na ołów to bardziej jak chroniczna choroba, której skutki akumulują się w czasie - mówi A. Russel Flegal z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara. Ołów z przeszłości ciągle jest obecny wokół nas. Nie ulega on rozkładowi, więc odczuwamy skutki emisji, do której dochodziło przed laty. Jest on uwalniany z gleby, z budynków podczas pożarów, benzyna lotnicza ciągle go zawiera. Stare rury dostarczające wodę pitną mogą zawierać ołów, a w USA dużym źródłem jego emisji jest amunicja wykorzystywana na polowaniach i na strzelnicach. Naukowcy podkreślają, że konieczne jest wyeliminowanie możliwie jak największej liczby źródeł ołowiu.
  7. Hotele ścigają się, by oryginalną ofertą przyciągnąć do siebie klientów. Choć na tym polu trudno o prawdziwe zaskoczenie, szwedzkiemu Faktum Hotels jakoś się udało. Za 100 koron za noc można się przespać jak bezdomny. Bez dachu nad głową albo z dachem co najwyżej prowizorycznym. Rezerwacji dokonuje się online. Chętni wybierają z 10 lokalizacji w Göteborgu, a później trafiają do śpiwora pod drzewem, starej papierni czy wyścielonej kartonami szczeliny pod sklepieniem tunelu drogowego. Opisy "pokojów" przypominają urywki z przewodników czy prozy. Parki są idylliczne, betonowe ławy przy stoczni oferują wspaniały widok na rzekę Göta älv wpadającą do cieśniny Kattegat, a trasa szybkiego ruchu pozwala poczuć tętno miasta. Z zabukowanego miejsca można naprawdę skorzystać albo potraktować to jako pretekst, by wspomóc potrzebujących. Na witrynie projektu napisano, że zebrane fundusze są przeznaczane dla osób wykluczonych społecznie. Chodzi o sprzedawaną przez bezdomnych gazetę Faktum. Rola sprzedawcy daje im namiastkę ustrukturowanego życia i normalnych kontaktów społecznych. Przyzwyczaja też do odpowiedzialności i rutyny. Wg danych pomysłodawców, liczba bezdomnych w Göteborgu sięga 3,4 tys. Większość pomieszkuje u znajomych lub w schroniskach, ale reszta nie ma wyjścia i musi spać na dworze. Dla turystów wybrano miejsca, w których ktoś niemający własnego lokum mógłby rzeczywiście zanocować.
  8. Uczeni dowiedli, że psy należą do tych zwierząt, które potrafią na podstawie zdjęcia rozpoznać innego przedstawiciela swojego gatunku. Podobne zdolności mają np. rezusy, owce, krowy, niektóre ptaki czy bezkręgowce. W przypadku psów jest to osiągnięcie tym bardziej imponujące, że są najbardziej zróżnicowanymi pod względem cech fizycznych zwierzętami na Ziemi. Znajdziemy wśród nich zarówno 100-kilogramowe mastify, jak i 1-kilogramową chihuahuę. Olbrzymia liczba różnych rodzajów włosów, umaszczenia, kształtu ogona, uszu czy koloru oczu nie ułatwiają zadania. Mimo to psy potrafią odróżnić psa od innego zwierzęcia tylko na podstawie bodźców wzrokowych. Badania nad zdolnością psów do odróżnienia innych przedstawicieli swojego gatunku prowadzono już przed dwoma laty, jednak wówczas użyto niewielkiego zestawu zdjęć. Tym razem Dominique Autier-Deriat z Narodowej Szkoły Weterynarii w Lyonie postanowił przeprowadzić szeroko zakrojone testy. Wykorzystał w nich 9 psów oraz 3000 zdjęć głów psów rasowych i nierasowych, a także 3000 zdjęć głów innych zwierząt oraz człowieka. Wszystkie fotografie przedstawiano na jednorodnym niebieskim tle, wszystkie głowy przeskalowano tak, by zajmowały 70% tła. Zdjęcia były wykonywane zarówno en-face, z profilu jak i z lekko przekrzywioną głową. Każdy z badanych psów siedział przed dwoma ekranami, na których jednocześnie pokazywały się losowo wybrane zdjęcia. Po wyświetleniu fotografii zadaniem psa było podejście i dotknięcie łapą tego ekranu, na którym widniało zdjęcia psa. Gdy wskazanie było prawidłowe, pies otrzymywał nagrodę. Najpierw badane zwierzęta poddano treningowi, z którego dowiedziały się, że ich zadaniem jest wskazywanie zdjęć psów. Po treningu, w ramach właściwych badań, każdy pies miał do czynienia ze 144 parami zdjęć, w których żadne zdjęcie się nie powtarzało. Zwierzęta świetnie poradziły sobie z zadaniem. Eksperyment potwierdza olbrzymie zdolności społeczne psów. Mimo, że ich najważniejszym zmysłem jest węch, dzięki tysiącom lat wspólnego życia z człowiekiem psy rozwinęły zdolność do rozpoznawania twarzy. Ta przydatna umiejętność pomaga im domyślić się, czego oczekuje właściciel, rozpoznać nastrój czy odczytać na czym skupia się jego uwaga. Pokazuje też, że mimo sięgającej wiele tysięcy lat wspólnej historii psy zachowały swoją biologiczną odrębność, co pozwala im na odróżnienie przedstawicieli swojego gatunku. Wielką niewiadomą pozostają mechanizmy, jakie zwierzęta wykorzystują, by na podstawie fotografii rozpoznać innego psa. Warto też podkreślić, że badanym zwierzętom nie pokazywano zdjęć wilków i lisów.
  9. Dzieci, które oglądają najwięcej telewizji, jako dorośli z wyższym prawdopodobieństwem wchodzą w konflikt z prawem. Zespół z University of Otago śledził losy grupy ok. 1000 dzieci, które urodziły się w Dunedin w latach 1972-73. Między 5. a 15. r.ż. co 2 lata pytano o liczbę godzin spędzanych przez nie przed telewizorem. Okazało się, że maluchy, które poświęcały 11. muzie najwięcej czasu, w dorosłości z większym prawdopodobieństwem miały na swoim koncie jakieś wyroki skazujące i przejawiały cechy charakterystyczne dla osobowości antyspołecznej. Prof. Bob Hancox i Lindsay Robertson wyliczyli, że gdy wzięło się pod uwagę jednostkową dzienną średnią, każda dodatkowa godzina spędzana przed telewizorem zwiększała ryzyko wejścia w konflikt z prawem do momentu osiągnięcia wczesnej dorosłości aż o ok. 30%. Nowozelandczycy zauważyli także, że intensywny kontakt z telewizją w dzieciństwie wiązał się z agresją, zwiększoną tendencją do przeżywania negatywnych emocji oraz podwyższonym ryzykiem wystąpienia osobowości dyssocjalnej (psychopatii) na późniejszych etapach życia. Robertson twierdzi, że nie chodzi o to, że już antyspołeczne dzieci oglądają więcej telewizji. Wg niej, jest raczej tak, że maluchy spędzające więcej czasu przed odbiornikami zaczynają manifestować antyspołeczne zachowania i cechy osobowości. Naukowcy z Otago podkreślają, że związku między oglądaniem telewizji a zachowaniem aspołecznym nie da się wyjaśnić statusem socjoekonomicznym, agresją czy zachowaniem antyspołecznym we wczesnym dzieciństwie oraz czynnikami rodzicielskimi. Ponieważ badanie miało charakter obserwacyjny, nie można jednak mówić o przyczynie i skutku, a jedynie o korelacji. Autorzy raportu z pisma Pediatrics chwalą się, że to pierwsze studium, w przebiegu którego przyglądano się oglądaniu telewizji na przestrzeni całego dzieciństwa. Co istotne, oceniano też całą gamę zachowań/cech aspołecznych w dorosłości.
  10. W badaniu zmian klimatu na Ziemi pomocne mogą być nawet najbardziej niezwykłe źródła informacji. Takie jak np. ... mocz góralka przylądkowego. Ten przypominający świnkę morską ssak zamieszkuje Azję i Afrykę. Żyje w społecznościach, które bardzo długo pozostają w jednej okolicy, a kolejne pokolenia załatwiają się w tym samym miejscu. Dzięki temu powstają wielowarstwowe złoża zeschniętej uryny, w której uwięzione zostają pyłki, kawałki liści, traw i pęcherzyki powietrza. W Afryce Południowej znaleziono tego typu "toaletę", której historia liczy... 55 000 lat. Francuscy naukowcy z uniwersytetu w Montpelier przeprowadzili analizę zgromadzonej przez tysiące lat uryny. Dowiedzieli się, że pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, gdy lodowiec wycofywał się z Europy. na południu Afryki doszło do dramatyczncyh zmian klimatycznych. Topniejący lód tworzył jeziora słodkiej wody na Starym Kontynencie. Gdy lodowiec pękał, wielkie ilości zimnej wody wlały się do Atlantyku. Zaburzyło to prądy oceniczne, gdyż zależą one od zasolenia i temperatury, a te zostały zmienione obecnością wody z topniejącego lodu. Tymczasowo doszło do zatrzymania cyrkulacji Prądu Zatokowego, który niesie ciepłe wody na północ Europy, która znowu stała się chłodniejsza. To wszystko wiedziano dotychczas. Jednak dzięki zeschniętej urynie góralka przylądkowego naukowcy przekonali się, że zmiany te miały wpływ na resztę globu. W tym czasie doszło do znaczącego ochłodzenia w Afryce Południowej i prawdopodobnie również na całej planecie - stwierdzili uczeni. Część z naukowców uważa, że podobny scenariusz może się powtórzyć, jeśli globalne ocieplenie będzie tak duże, iż dojdzie do gwałtownego topnienia lodów Arktyki. Zimne wody mogą zaburzyć cyrkulację na północy Atlantyku i, jak wskazują najnowsze badania, skutki mogą być odczuwalne na całej planecie.
  11. Dotąd sądzono, że pamięć konkretnych bakterii (patogenów) stanowi w przypadku limfocytów T wynik bezpośredniego kontaktu z antygenem. Mark Davis z Uniwersytetu Stanforda wykazał jednak ostatnio, że nie zawsze jest to konieczne. Amerykanie zajęli się 26 próbkami z uniwersyteckiego centrum krwi. Ponieważ prowadzono badania przesiewowe pod kątem różnych chorób, było wiadomo, że dawcy nie zakazili się HIV, wirusem opryszczki pospolitej ani cytomegalowirusem. Mimo to zespół Davisa stwierdził, że we wszystkich próbkach występowały limfocyty przeciwko tym wirusom, a komórki pamięci stanowiły od 20 do 90% (średnio 50%). W komórkach tych zachodziła ekspresja właściwych markerów pamięci i genów; dochodziło również do szybkiego wydzielania cytokin. Jak tworzą się fałszywe wspomnienia? Wg Davisa, dla limfocytów T wirusy są po prostu zbiorem peptydów. Oznacza to, że różne wirusy mają na tyle podobną strukturę, że białe krwinki mogą się pomylić. Przypuszczenia Amerykanina potwierdziły się w czasie eksperymentów. Gdy 2 osoby zaszczepiono przeciwko wirusowi H1N1, stymulowało to limfocyty T do reakcji na 2 bakterie o podobnej budowie białkowej. Wystawianie próbek krwi z banku na oddziaływanie sekwencji peptydowych bakterii glebowych i jelitowych, a także glonów morskich prowadziło do reakcji odpornościowej na wirusa HIV. Davis uważa, że dobrym rozwiązaniem mogłoby być stworzenie bazy danych krzyżowo reaktywnych mikrobów. W ten sposób szczepienia stałyby się skuteczniejsze.
  12. HTC, do niedawna gwiazda rynku smartfonów, wypadł z listy 10 największych producentów telefonów komórkowych. Firma po raz pierwszy pojawiła się w publikowanym przez IDC zestawieniu w drugim kwartale 2010 roku. Jej dobra passa nie trwała długo. W czwartym kwartale ubiegłego roku firma zanotowała 81-procentowy spadek przychodów netto, które skurczyły się do 1 miliarda nowych dolarów tajwańskich (ok. 34,5 miliona USD). Jeszcze w IV kwartale 2011 roku przychody netto HTC wynosiły 11,02 miliarda NT$ (ok.370 milionów USD). Największym światowym sprzedawcą telefonów komórkowych jest Samsung. Pomiędzy ostatnim kwartałem 2011, a ostatnim kwartałem 2012 jego rynkowe udziały zwiększyły się o 3,1 pp (do 22,7%), a sprzedaż wzrosła z nieco poniżej 94 milionów do niemal 107 milionów sztuk urządzeń. Na drugim miejscu znajdziemy Nokię. Fińska firma straciła 5,4 punktu procentowego i zanotowała kwartalny spadek sprzedaży z ponad 111 milionów do 85 milionów sztuk urządzeń. Trzecie miejsce należy do Apple'a (sprzedaż z ubiegłego kwartału to niemal 43,5 miliona urządzeń), a na odległym czwartym, z nieco ponad 16 milionami sprzedanych telefonów uplasowało się ZTE. Identycznie wygląda kolejność na liście sprzedaży za cały rok. Także i tutaj prym wiedzie Samsung, którego całoroczna sprzedaż w porównaniu z rokiem 2011 wzrosła z 315 do 384,6 miliona sztuk, a udziały rynkowe zwięĸszyły się z 17,7 do 22%. Spada za to sprzedaż Nokii. Jeszcze w 2011 roku koncern sprzedał ponad 422 miliony telefonów i był właścicielem 23,8% rynku, a w roku 2012 nabywców znalazło nieco poniżej 334 milionów urządzeń fińskiej firmy. Rośnie też, z 89 do 130 milionów sztuk, sprzedaż Apple'a. Na liście za cały rok znajdziemy też wspomniane na wstępie HTC. Tajwańska firma sprzedała 32 miliony telefonów i uplasowała się na 10. pozycji za Motorolą, RIM-em czy TCL.
  13. Foki potrafią oceniać wielkość obiektu za pomocą wibryssów. Zespół z Manchester Metropolitan University odkrył, że zwierzęta te wychylają w stronę obiektu wyspecjalizowane wąsy. Dr Robyn Grant odwiedziła centrum nauk morskich przy Uniwersytecie w Rostocku, by tam obserwować dwie foki pospolite (Phoca vitulina): Marco i Moe. Dla wielu zwierząt wibryssy są narządami czuciowymi. Szczury czy myszy badają nimi otoczenie, ale w przypadku fok takie zachowanie byłoby kosztowniejsze energetyczne, bo woda jest gęstsza od powietrza. Zamiast tego Grant zasugerowała, że P. vitulina posługują się wąsami jak ludzie palcami. Ludzie oceniają wielkość, wyliczając rozpiętość palców. Eksperymenty pokazały, że się myliła... Eliminując wpływ innych zmysłów, fokom zakładano słuchawki i opaski na oczy. Zwierzęta trenowano w wyszukiwaniu za pomocą wibryssów 2 krążków różnej wielkości. By dostać nagrodę, Moe musiała dotknąć nosem większego dysku, a Marco mniejszego. Brytyjczycy filmowali zachowanie fok. Nastawiały się one częścią pyska, gdzie znajdują się małe i gęste włoski. Jak tłumaczy Grant, działają one jak przestrzeń próbkowania o wysokiej rozdzielczości. Oznacza to, że zwierzęta są w stanie zgromadzić dużo danych, nie poruszając wąsami. Oceniając po przyciśnięciu pyska, ile włosków weszło w kontakt z obiektem, foka potrafi stwierdzić, czy to coś większego, czy mniejszego. Dzięki temu P. vitulina dobrze sobie radzi także w mętnej wodzie. Zauważyliśmy, że [nie musząc niczego wyliczać] foki działały naprawdę szybko - wszystkie decyzje były podejmowane w mniej niż 1/2 s.
  14. Google, Microsoft i Netflix chcą włączenie platformy programistycznej dla DRM do standardu HTML. W3C, organizacja rozwijająca standard HTML, poinformowała, że przyjrzy się zaproponowanej przez wymienione firmy specyfikacji Encrypted Media Extension (EME). Framework EME to interfejs programistyczny, który pozwalałby autorom witryn internetowych na zaimplementowanie mechanizmu ochrony treści (DRM). Microsoft, Netflix i Google przedstawiły pierwszą wersję EME w lutym ubiegłego roku. Teraz oficjalnie dowiedzieliśmy się, że W3C rozważa jej włączenie do standardu. Obecnie witryny, które chcą stosować DRM mogą to robić tylko za pośrednictwem odpowiednich mechanizmów we wtyczkach dla przeglądarek. DRM jest na przykład stosowany w Adobe Flash czy microsoftowym Silverlightcie.
  15. Kevin Mitnick, swego czasu najsławniejszy haker świata, pracuje obecnie nad zabezpieczeniem wyborów prezydenckich w Ekwadorze. Jego firma Mitnick Security Consulting specjalizuje się w zabezpieczaniu sieci przed tymi samymi metodami, których przed 20 laty używał Mitnick - przed inżynierią społeczną. Mitnick rozpoczął swoją karierę od prostego przełamywania zabezpieczeń linii telefonicznych. Z czasem popełniał coraz poważniejsze przestępstwa, atakował coraz większe firmy i przez ponad dwa lata uciekał przed wymiarem sprawiedliwości. W końcu w 1995 roku FBI, przy wydajnej pomocy Tsutomu Shimomury, aresztowała Mitnicka. Liczący wówczas 32 lata haker spędził w więzieniu 5 lat. Po wyjściu przez trzy lata obowiązywał go zakaz używania komputerów i urządzeń telekomunikacyjnych. W końcu, na wniosek Mitnicka, zakaz został uchylony. Mitnick i jego zwolennicy twierdzą, że nigdy nie popełnił on poważniejszych przestępstw, gdyż wszystkich włamań dokonywał dzięki inżynierii społecznej. Udawało mu się nakłonić ludzi, by podawali mu hasła czy robili rzeczy, o które ich prosił.
  16. Microsoft przypomina, że w kwietniu bieżącego roku zakończy się wsparcie dla pierwszej publicznie dostępnej wersji Windows 7 - RTM. Zgodnie w firmową polityką, wsparcie dla pierwszej wersji zostaje zakończone dwa lata po publikacji pierwszego Service Packa. Tymczasem SP1 dla Windows 7 ukazał się pod koniec lutego 2011 roku. Koniec wsparcia dotyczy tylko i wyłącznie Windows 7 RTM. Pozostałe wersje systemu będą wspierane nadal. Do 13 stycznia 2015 roku wszyscy użytkownicy tego OS-u będą mogli liczyć na bezpłatne poprawki bezpieczeństwa oraz łaty nie związane z bezpieczeństwem. Po tej dacie przez pięć kolejnych lat, do 14 stycznia 2020 roku, bezpłatnie będą udostępniane tylko poprawki związane z bezpieczeństwem. Nie wiadomo, czy użytkownicy Windows 7 kiedykolwiek otrzymają Service Packa 2. Pojawiły się doniesienia, że może on nigdy nie powstać. Warto zwrócić uwagę, że do Windows XP przygotowano 3 Service Packi, a do Visty już tylko 2. Microsoft prawdopodobnie zmienia sposób wydawania swojego systemu operacyjnego i zrezygnuje z Service Packów. Zamiast tego co roku firma będzie wydawała wersje przejściowe OS-u.
  17. Piątego lutego w szkole podstawowej Higashihikari pojawił się nowy uczeń. Nie jest jednak dzieckiem, ale robotem, który będzie towarzyszyć nowym kolegom i koleżankom przez 14 miesięcy. Skonstruowany przez inżynierów z Advanced Telecommunications Research Institute International Robovie reprezentuje poziom konwersacyjny 5-latka, ale zaprogramowano go z uwzględnieniem materiału ujętego w podręczniku do przyrody dla 5. klasy. Eksperyment dotyczący koegzystencji ludzi i robotów jest prowadzony właśnie w szkole, bo specyfika środowiska pozwala zgromadzić dużo danych odnośnie do zachowania dzieci. Maszynie wgrano głosy oraz zdjęcia twarzy 119 uczniów i nauczycieli. Pierwszego dnia w szkole robot początkowo trzymał się na uboczu, identyfikując fizjonomie i utrwalając ruchy napotkanych osób. Po lekcji odpowiadał na pytania 6-klasistów. Zespół Takayuki Kandy już w 2004 r. prowadził badania w szkole. Robovie miał wtedy odgrywać rolę podobną do obcokrajowca, który przeprowadza się do Japonii i mówiąc wyłącznie po angielsku, zaczyna uczęszczać do szkoły podstawowej. Robot przebywał po 2 tygodnie z grupami 1- i 6-klasistów. Okazało się, że pierwszym tygodniu dzieci aktywnie bawiły się z maszyną, a ich zdolność rozumienia angielskiego się poprawiała. Później jednak przestawały się interesować cyfrowym kolegą. Wg naukowców, pracując nad robotami, które mają współistnieć z ludźmi, trzeba koniecznie wziąć pod uwagę przyzwyczajenie. Na witrynie Kandy można przeczytać, że w badaniach nad interakcjami robot-maszyna coraz częściej odchodzi się od subiektywnych metod kwestionariuszowych. O wiele lepszym narzędziem wydaje się analiza wzajemnych ruchów ciała. Dzięki czujnikom można zdobyć dane nt. pozycji, a także odległości, indywidualnego wzrostu, zwrotu twarzy czy kontaktu wzrokowego.
  18. Przekształcone w wiosła przednie kończyny Yu, samicy karetty, zostały odgryzione przez rekina. Okaleczone zwierzę wpadło 5 lat temu w sieci rybackie. Wiele wskazuje na to, że szczęście się wreszcie do żółwicy uśmiechnęło, bo opiekunowie z Suma Aqualife Park w Kobe przygotowali dla niej gorset z protezami utraconych części ciała. Yu trafiła do akwarium prosto z portu na wyspie Shikoku. Mocno krwawiła, brakowało prawie połowy przednich kończyn. Ślady zębów rekina widać było praktycznie na całej powierzchni ciała. Gdy karettę podleczono, dyrekcja Suma Aqualife Park nawiązała współpracę z naukowcami i lokalnym protetykiem. Zanim wreszcie się udało, przygotowano aż 27 modeli sztucznych płetw. Niestety, wczesne wersje powodowały ból albo zwyczajnie odpadały. Niewiele brakowało, żeby przez brak funduszy prace zostały zarzucone. Szef akwarium Naoki Kamezaki przyznaje, że kilkakrotnie myślał o wypuszczeniu niepełnosprawnej Yu do morza. Tam albo miałaby szczęście, albo szybko padłaby łupem drapieżnika. Pomijając chwile zwątpienia, dyrektor jest jednak zbyt oddany sprawie, by takie rozwiązanie w ogóle wchodziło w grę. Najlepsze jak dotąd protezy zaprezentowano 11 lutego. Z gumowymi płetwami, które połączono materiałem wykorzystywanym do produkcji kombinezonów nurkowych, Yu swobodnie pływała w basenie. W piątek okazało się, że płetwy nie trzymają się kikutów tak pewnie, jak sądzono, bo jedna z nich się zsunęła. Pozostaje mieć nadzieję, że wystarczą drobne modyfikacje, by samica mogła na powrót w miarę normalnie funkcjonować.
  19. Facebook wygrał pierwszą sprawę sądową związaną z giełdowym debiutem firmy. Sąd federalny oddalił skargę grupy inwestorów. Akcje portalu społecznościowego trafiły na giełdę w maju ubiegłego roku. Od tamtej pory sądy otrzymały ponad 30 pozwów przeciwko Facebookowi. Inwestorzy skarżą się, że firma przekazała przed debiutem istotne dane analitykom, którzy następnie dostarczyli je swoim instytucjonalnym klientom. Dane te nie były znane drobnym inwestorom. A były to istotne informacje dotyczące kondycji finansowej Facebooka i jego perspektyw na przyszłośc. Teraz jeden z tych pozwów został oddalony. Sąd uznał bowiem, że w publicznie dostępnych dokumentach składanych na giełdzie i w prospekcie emisyjnym Facebook zawarł ostrzeżenia dotyczące prowadzonego przez siebie biznesu oraz zależności wyników finansowych od trendów na rynku mobilnym. Nawet jeśli wewnętrzne przewidywania mogą być uznane za istotne dla debiutu, to skarżący się nie wykazali, że przewidywania te w znaczący sposób zmieniłyby odbiór wszystkich informacji dostępnych na rynku, tym bardziej, że wspomniane dane wyciekły i były rozpowszechniane - stwierdził sąd. Obecny wyrok to ważne zwycięstwo dla Facebooka. Co prawda w sądzie czeka jeszcze sporo pozwów zbiorowych, ale generalnie dotyczą one bardzo podobnych kwestii. Prawnik Facebooka, Richard Bernstein stwierdził, że wyrok sądu dowodzi, że firmy nie mają obowiązku zawierania w prospektach emisyjnych swoich przewidywań. Prawo od dziesięcioleci odrzuca argumenty, którymi posługiwali się skarżący. Decyzja dotycząca pozostałych spraw sądowych powinna zapaść jesienią.
  20. Firma IDC opublikowała raport dotyczący rynku smartfonów w IV kwartale ubiegłego roku. Dowiadujemy się z niego, że iOS i Android miały łącznie 91,1% udziałów. Ich całoroczne udziały wynoszą zaś 87,6%. Największym przegranym w IV kwartale był Blackberry. O sukcesie może zaś mówić Microsoft, gdyż w porównaniu z IV kwartałem 2011 liczba sprzedanych urządzeń z jego systemami mobilnymi zwiększyła się o 150% - z 2,4 do 6 milionów. Rynkowe udziały koncernu z Redmond nie wzrosły już tak spektakularnie. Zwiększyły się z 1,5% w ostatnim kwartale 2011 roku do 2,6 procenta obecnie. Bardzo szybko rosną rynkowe udziały Androida. W ostatnim kwartale 2011 roku sprzedano 85 milionów urządzeń z tym systemem. W IV kwartale ubiegłego roku było to już 159,8 miliona urządzeń. W tym samym czasie udziały Androida zwiększyły się z 52,9 do 70,1%. Rośnie też sprzedaż iOS-a, ale jednocześnie spadają udziały tego systemu. W IV kwartale 2011 klienci kupili 37 milionów urządzeń z systemem Apple'a, a w ostatnim kwartale 2012 - 47,8 miliona urządzeń. Jednocześnie jego rynkowe udziały spadły z 23 do 21 procent. Największy przegrany, Blackberry, zanotował spadek udziałów rynkowych z 8,1 do 3,2% oraz spadek sprzedaży z 13 do 7,4 miliona urządzeń.
  21. Jako dziecko pochodzący z Zimbabwe Moses Murandu często widział, że jego ojciec posypuje rany cukrem. Później chłopak przeprowadził się do Wielkiej Brytanii. Teraz pracuje jako pielęgniarz i testuje rodzinny sposób na pacjentach z Birmingham. Uważa się, że działanie cukru bazuje na higroskopijności. Odciąganie wody zapobiega rozwojowi bakterii. Na razie metodę sprawdzono na 35 osobach i wstępne wyniki są naprawdę obiecujące. Posypywanie cukrem zastosowano m.in. u 62-letniego Alana Baylissa, który przeszedł amputację prawej nogi w miejscowym Szpitalu Królowej Elżbiety. W trakcie zabiegu z drugiej nogi pobrano żyłę, wskutek czego powstała trudno gojąca się rana. Lekarze skontaktowali się z Murandu, który robi doktorat na Uniwersytecie w Birmingham i jednocześnie pracuje jako wykładowca na Uniwersytecie w Wolverhampton. Jak podkreśla Bayliss, rana była na palec głęboka. Kiedy Moses przykrywał ją po raz pierwszy, zużył prawie cały słoik cukru, lecz po 2 tygodniach potrzebował zaledwie 4-5 łyżeczek. Jestem bardzo zadowolony. Czuję, że to bardzo przyspieszyło powrót do zdrowia. [...] Początkowo byłem nieco sceptyczny, ale kiedy zobaczyłem działanie cukru oraz ilość odciąganej wilgoci, zrobiło to na mnie wrażenie. Murandu powtarza, że wierzy w cukier. Ze względu na efekty jego zapał i przekonanie powoli udzielają się pielęgniarkom i lekarzom.
  22. Tabletu Surface Pro praktycznie nie można samodzielnie naprawić. Witryna iFixit, która nadaje urządzeniom tzw. Repairability Score, przyznała Surface Pro 1 punkt na 10 możliwych. To o cały punkt mniej niż otrzymał bardzo trudny do naprawienia iPad. iFixit informuje, że wewnątrz Surface'a znajduje się ponad 90 śrubek oraz olbrzymia ilość kleju. Każda próba naprawy wymaga dużego doświadczenia, a ryzyko uszkodzenia podzespołów jest spore. Za plusy uznano fakt, że bateria nie jest przylutowana wewnątrz tabletu (przyklejono ją) oraz możliwość wymiany napędu SSD. Jednak, jak już wspomniano, rozbieranie urządzenia wiąże się z dużym ryzykiem uszkodzenia.
  23. Sterylizacja psów oraz wiek, w którym jej dokonano, mogą mieć wpływ na rozwój niektórych nowotworów i chorób stawów. Takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych przez uczonych z University of California, Davis. Naukowcy przejrzeli historię chorób 759 golden retrieverów i zauważyli dwukrotny wzrost zachorowań na dysplazję u samców, które wykastrowano zanim skończyły rok. To pokazuje, jak ważne jest dobre zastanowienie się, w jakim wieku poddamy psa sterylizacji - powiedział główny autor badań, emerytowany profesor weterynarii Benjamin Hart. Trzeba też jednak pamiętać, że różne rasy psów mają predyspozycje do różnych chorób, więc skutki wczesnej lub późnej sterylizacji mogą być różne u różnych ras - dodał. Uczony zwraca uwagę, że związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy chorobą a sterylizacją może być dość złożony. Na przykład zwiększona liczba przypadków chorób stawów u psów, które wysterylizowano w młodym wieku, jest prawdopodobnie spowodowana dwoma czynnikami - po pierwsze wpływem samej sterylizacji na płytki wzrostu, po drugie, zwiększoną wagą zwierzęcia, gdyż często tyją one po sterylizacji. W USA psy są bardzo często sterylizowane i zwykle zabieg ma miejsce zanim ukończą 1. rok życia. W Europie właściciele psów generalnie unikają sterylizacji. Już wcześniej prowadzono badania, które wskazywały na związek sterylizacji z niektórymi chorobami. Skupiano się podczas nich na konkretnej chorobie. Zespół Harta zastosował inne podejście. Sprawdził historię chorób psów z konkretnej lecznicy weterynaryjnej - należącego do UC Davis William R. Pritchard Veterinary Medical Teaching Hospital - a uczeni skupili się na wyszukiwaniu dwóch chorób stawów (dysplazja stawów biodrowych, uszkodzenie więzadeł krzyżowych przednich) i trzech odmian nowotworów (chłoniak, złośliwy śródbłoniak krwionośny, guz komórek tucznych). Do badań wybrano golden retrievery, gdyż jest to rasa popularna w USA i Europie, a ponadto podatna na różne choroby. Sprawdzano dane zwierząt w wieku 1-8 lat, które zakwalifikowano do trzech grup: niesterylizowane, wysterylizowane wcześnie (przed 12. miesiącem życia), wysterylizowane późno (w 12. miesiącu życia lub później). Usunięcie jąder lub jajników prowadzi do przerwania produkcji hormonów, które odgrywają ważną rolę w takich procesach jak zamknięcie płytek wzrostowych czy regulacja poziomu estrogenu. Analizy wykazały, że u zwierząt wysterylizowanych częstotliwość występowania każdej z wymienionych chorób była wyższa, niż u niekastrowanych. Zauważono tez pewne różnice. Dysplazja stawów biodrowych, uszkodzenie więzadeł krzyżowych przednich oraz chłoniak występowały szczególnie często u wcześnie kastrowanych samców, a uszkodzenie więzadeł krzyżowych przednich - u wcześnie sterylizowanych samic. Późna sterylizacja była powiązana z występowaniem złośliwego śródbłoniaka krwionośnego i guza komórek tucznych. Najbardziej zaskakującym spostrzeżeniem był 100-procentowy wzrost przypadków dysplazji stawów biodrowych u wcześnie kastrowanych samców. Wcześniejsze badania dawały tylko ogólny obraz i donosiły o 17-procentowym wzroście przypadków dysplazji wśród sterylizowanych psów. Badania Harta pokazały, jak ważne jest uwzględnienie płci i wieku, w którym dokonano sterylizacji.
  24. Badania przeprowadzone przez fizyków z Argonne National Laboratory (ANL) potwierdziły przypuszczenia historyków sztuki, że przy tworzeniu części swoich obrazów Picasso posługiwał się zwykłą farbą emaliową do ścian. Za pomocą nanosondy wykorzystującej twarde promieniowanie rentgenowskie (ang. hard X-ray nanoprobe), która zapewnia niespotykaną dotąd rozdzielczość, zbadano obraz "Czerwony fotel" z 1931 r. Okazało się, że skład chemiczny odpowiada farbom marki Ripolin. Amerykanie doszli do tego wniosku po porównaniu z historycznymi próbkami kupionymi na eBayu. Na co dzień Volker Rose z ANL zajmuje się tlenkiem cynku, jednym z materiałów półprzewodnikowych o szerokiej przerwie energetycznej. Co istotne, ZnO jest też pigmentem do farb. W zależności od rodzaju i marki, białe farby zawierają różne ilości tlenku, a to znacznie ułatwiło rozpracowanie tajemnicy Picassa. Dzięki superrozdzielczości można było odróżnić wielkość cząstek farby miażdżonej ręcznie w pracowni od bardziej rozdrobnionej wersji z fabryki. Wcześniejsze studia farb dawały rozdzielczość rzędu 1 mikrometra, zaś w przypadku badania zespołu z ANL i Chicagowskiego Instytutu Sztuki udało się zejść do 30 nm. Analiza wykazała, że Ripolin i farba dla malarzy w tubce zawierały niemal wolny od zanieczyszczeń ZnO, lecz podczas gdy w farbach dla artystów występowało więcej wypełniaczy w postaci innych białych barwników, Ripolin był w zasadzie samym tlenkiem cynku. Przed publikacją z Applied Physics A: Materials Science & Processing liczni konserwatorzy i historycy próbowali stwierdzić, kto z pokolenia Picassa był pionierem farby emaliowej, ale tradycyjne mikroskopy optyczne i elektronowe nie pozwalały zajrzeć na tyle głęboko, by dało się odróżnić farbę kupioną w sklepie od technik naśladujących jej zastosowanie. Dużym plusem zastąpienia farby olejnej farbą do malowania pokojów było szybkie schnięcie. Twórcy kubizmu mogły się też spodobać efekt marmurkowania oraz maskowanie pociągnięć pędzlem.
  25. Uczeni z University of British Columbia i Université Paris Descartes dowodzą, że dzieci już w wieku siedmiu miesięcy są w stanie zauważyć różnice i zacząć się uczyć dwóch języków o różnych strukturach gramatycznych. W Nature Communications ukazał się artykuł, który został też zaprezentowany podczas 2013 Annual Meeting of the American Association for the Advancement of Science. Dowiadujemy się z niego, że dzieci wychowywane w dwujęzycznym środowisku wykorzystują różnice w akcencie tonicznym do odróżnienia języków. Na przykład w języku angielskim wyraz funkcyjny poprzedza wyraz samodzielny (his hat, with friends itp.), a czas trwania wyrazu samodzielnego jest dłuższy od funkcyjnego. W japońskim czy hindi porządek jest odwrócony, a wyraz samodzielny jest wyżej akcentowany. Kilkumiesięczne dzieci na tej podstawie są w stanie odróżnić języki. Już wcześniej psycholog Janet Werker z UBC i lingwistka Judit Gervain z Université Paris Descartes wykazały, że dzieci korzystają z częstotliwości pojawiania się wyrazu w mowie w celu określenia jego ważności. Na przykład w angielskim wyrazy 'the' i 'with' występują znacznie częściej niż inne słowa. Dzieci uczą się na podstawie ich częstotliwości. Jednak dzieci wychowywane w środowisku dwujęzycznym potrzebują więcej informacji, więc opracowują nowe strategie, których dzieci ze środowisk jednojęzycznych nie muszą używać - mówi Gervain. A Werker uspokaja: Jeśli w domu mówi się dwoma językami, to nie ma się co martwić. To nie jest gra o sumie zerowej. Twoje dziecko jest dobrze wyposażone w mechanizmy pozwalające mu na oddzielenie obu języków i robi to w nadzwyczajny sposób.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...