-
Liczba zawartości
37614 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
nigdy -
Wygrane w rankingu
246
Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl
-
Naukowcy z Uniwersytetu w Huddersfield zaprezentowali nową metodę różnicowania DNA bliźniąt jednojajowych. Dzięki temu śledczy będą mogli powiedzieć, która z sióstr czy który z braci popełnił przestępstwo. Jedną ze stosowanych dotąd metod śledczych jest analiza mutacji, w ramach której sekwencjonuje się cały genom bliźniąt. W ten sposób identyfikuje się mutacje charakterystyczne tylko dla jednej osoby. Gdy u kogoś w konkretnym miejscu genomu zidentyfikuje się jakąś mutację, można jej szukać w próbkach pobranych z miejsca zbrodni. Ponieważ technika ta jest bardzo kosztowna i czasochłonna, mało prawdopodobne, by policję było na nią stać - wyjaśnia dr Graham Williams. Tańsza i szybsza technika Williamsa - analiza krzywej topnienia w wysokiej rozdzielczości (ang. high resolution melt curve analysis, HRMA) - bazuje na metylacji DNA. Z biegiem lat przez coraz bardziej odmienne środowiska genomy (a konkretnie statusy metylacji) bliźniąt jednojajowych coraz bardziej się od siebie różnią. Jedna z osób może na przykład palić, a druga nie, w innych parach pojawiają się zaś różnice dot. zatrudnienia (jeden brat pracuje na dworze, a drugi w biurze). [...] DNA poddaje się działaniu coraz wyższych temperatur, aż do rozpadu wiązań wodorowych w temperaturze topnienia. Im więcej wiązań wodorowych w DNA, tym wyższa temperatura potrzebna do ich rozkładu. W rezultacie jeśli jedna sekwencja DNA jest bardziej metylowana, temperatury topnienia próbek będą różne. Jak przyznaje sam Williams, HRMA ma parę ograniczeń. Problem pojawia się np. wtedy, gdy bliźnięta są młode lub wychowywały się i nadal przebywają w bardzo podobnych środowiskach. Ponadto analiza krzywej topnienia w wysokiej rozdzielczości wymaga próbek świetnej jakości, a znalezienie takich na miejscu zbrodni może okazać się trudne. « powrót do artykułu
-
Gigantyczny zbiornik magmy pod Yellowstone
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Głęboko pod Parkiem Narodowym Yellowstone, który jest jednym z najbardziej aktywnych systemów wulkanicznych, odkryto gigantyczny zbiornik częściowo stopionych skał. Materiału jest tam tak dużo, że można by nim 11-krotnie wypełnić Wielki Kanion Kolorado. Nauka już dawno zidentyfikowała zbiornik magmy, który odpowiadał za potężne erupcje sprzed 2 milionów lat, 1,2 miliona lat i 640 000 lat temu. Nowo odkryty zbiornik jest położony głębiej i jest 4,5-krotnie większy. Obecność drugiej komory z magmą nie oznacza, że wystąpienie wielkich erupcji wulkanicznych jest bardziej lub mniej prawdopodobne. Nie zmienia to ryzyka - mówi Jamie Farrell, sejsmolog z University of Utah. Jednak odkrycie to dostarcza nam nowych informacji na temat przepływu magmy w skorupie ziemskiej. Nowo odkryty zbiornik znajduje się na głębokości 20-45 kilometrów, a jego objętość wynosi 46 000 kilometrów sześciennych. Jest on wypełniony gorącymi skałami, z których znaczna część jest rozmiękczona i przypomina gąbkę, a około 2% jest całkowicie stopione. Naukowcy od dawna podejrzewali istnienie tego zbiornika, jednak dotychczas nie potrafili udowodnić jego istnienia. « powrót do artykułu -
Robert Heath, 64-letni programista, oskarża Google'a o dyskryminację ze względu na wiek. W 2011 roku Heath starał się o pracę w Google'u i był na rozmowie kwalifikacyjnej. Nie został przyjęty, mimo tego, iż uznano go za świetnego kandydata, a jego umiejętności i doświadczenie określono jako wysoce przydatne na stanowisku, na które aplikował. Mężczyzna uważa, że nie został zatrudniony z powodu swojego wieku. Google odpowiada, że oskarżenie jest bezpodstawne i ma zamiar się bronić przed sądem. Jednak w pozwie pojawia się dość mocny argument. Prawnik Heatha zauważa, że w latach 2007-2013 zatrudnienie w Google'u wzrosło z 9500 do 28 000 osób, a w roku 2013 średnia wieku pracowników firmy wynosiła 29 lat. Tymczasem średni wiek amerykańskiego programisty to 43 lata. W ogłoszeniu, na które odpowiedział Heath, Google szukało doświadczonych programistów posługujących się językami C/C++ i Javą. Osoba prowadząca rekrutację napisała do mężczyzny e-maila, w którym stwierdziła, że jest on świetnym kandydatem i przydałby się Google'owi. Umówiono się na rozmowę telefoniczną, która – jak mówi Heath – przebiegała bardzo dziwnie. Dzwoniący ze strony Google'a spóźnił się 10 minut, słabo mówił po angielsku i używał zestawu głośnomówiącego, który szwankował. Mimo kilkukrotnych próśb Heatha odmówił skorzystania ze słuchawki telefonu. W efekcie obie strony miały problemy ze wzajemnym zrozumieniem się. Jednym z zadań, jakie postawiono w czasie rozmowy przed Heathem było napisanie krótkiego programu rozwiązującego problem opisany przez osobę rekrutującą. Heath wywiązał się z zadania i zaproponował, że wyśle program za pomocą e-maila lub Google Docs. Zamiast tego rekrutujący poprosił go, by... przeczytał kod przez telefon. Heath twierdzi, że wydawało się, iż jego rozmówca nie rozumie czytanego kodu. Mężczyzna nie dostał pracy. Heath ma licencjant z programowania, pracował dla IBM-a, Compaqa oraz General Dynamics. Przed wystąpieniem do sądu złożył skargi do US Equal Opportunity Commission i California Department of Fair Employment and Housing. Obie instytucje uznały je za zasadne i stwierdziły, że może wystąpić ze skargą do sądu. « powrót do artykułu
-
Skrzydła przezroczyste niezależnie od kąta oglądania
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Przezroczyste skrzydła motyla Greta oto prawie nie odbijają światła, przez co drapieżne ptaki mają problem ze śledzeniem toru jego lotu. Zespół Hendrika Hölschera z Karlsruher Institut für Technologie (KIT) ustalił, że niskie odbicie to skutek rozmieszczenia na powierzchni skrzydeł nieregularnych nanostruktur. Podczas eksperymentów teoretycznych efekt udało się odtworzyć, dlatego naukowcy już snują plany dotyczące różnych zastosowań, np. w wyświetlaczach telefonów komórkowych czy laptopów. Autorzy publikacji z pisma Nature Communications podkreślają, że u innych zwierząt z przezroczystymi powierzchniami odbicie jest niewielkie, gdy spogląda się na nie pod kątem prostym. Skrzydła naszej rusałki odbijają jednak mało światła także przy oglądaniu pod większymi kątami. W zależności od kąta, odbicie kierunkowe wynosi od 2 do 5% (w przypadku płaskiej szklanej powierzchni zmienia się zaś w granicach 8-100%). Niemcy podkreślają, że skrzydła G. oto cechuje niskie odbicie nie tylko światła widzialnego dla ludzi, ale i podczerwieni czy ultrafioletu. Hölscher i inni badali skrzydła G. oto pod skaningowym mikroskopem elektronowym. Wcześniejsze studia wykazały, że u innych zwierząt za niskie odbicie odpowiadają regularnie rozmieszczone nanosłupki. Choć występowały one także u motyla, nie były jednak rozłożone regularnie i miały losową wysokość. Typowa wysokość nanosłupków zmieniała się w zakresie od 400 do 600 nanometrów, a odległość między nimi wynosiła 100-140 nm. Konstruując model matematyczny, akademicy udowodnili, że niskie odbicie w całym zakresie kątów oglądania to wynik nieregularności rozmieszczenia i wysokości nanosłupków. Odkrywcą efektu jest doktorant Radwanul Hasan Siddique. Eksperymenty z prototypami wzorowanymi na skrzydłach motyla pokazały, że tego typu powłoki są także wodoodporne i wykazują właściwości samoczyszczące. « powrót do artykułu -
Microsoft ogłosił, że do 22 czerwca będzie płacił za informacje o lukach w swojej nowej przeglądarce zwanej roboczo Project Spartan. To podobna inicjatywa do tej, z jaką koncern wyszedł przed premierą Windows 8 i IE 11. Celem nowego projektu jest znalezienie i załatanie jak największej liczby dziur w Project Spartan przed jego oficjalnym rynkowym debiutem. Chcemy, by specjaliści ds. bezpieczeństwa poinformowali nas o dziurach jeszcze w czasie gdy dostępna jest wersja Technical Preview, a nie dopiero po debiucie, To zapewni lepszą ochronę użytkownikom - czytamy w oświadczeniu Microsoftu. Koncern zapłaci do 15 000 USD za informację o dziurze i przedstawienie kodu ją atakującego. Na największe pieniądze będą mogli liczyć odkrywcy najpoważniejszych luk, takich które pozwalają na zdalne wykonanie kodu i wyjście poza piaskownicę. Informacje o mniej istotnych lukach będą nagradzane kwotami rzędu 500-6000 dolarów. Microsoft zarezerwował sobie prawo zapłacenia 15 000 dolarów tylko w szczególnych przypadkach. Ze szczegółami programu można zapoznać się na stronach Microsoftu. « powrót do artykułu
-
Nie chodzi o pośladki, tylko o liczbę pociążowych cykli
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Dotąd sądzono, że wybierając partnerkę do kopulacji, samce pawianów bazują na ocenie nabrzmienia jej pośladków, teraz jednak okazuje się, że ważniejszy jest dla nich czas, jaki upłynął od ostatniej ciąży samicy. Pawiany masajskie (Papio cynocephalus) rozmnażają się przez cały rok. W każdym miesiącu tkanka pośladków samicy stopniowo pęcznieje, a po osiągnięciu szczytu w momencie owulacji powraca do wyjściowych rozmiarów. By zmierzyć zachodzące zmiany, Courtney Fitzpatrick z Duke University zmodyfikowała technikę fotograficzną, opracowaną oryginalnie do mierzenia z odległości dużych zwierząt, takich jak słonie czy bizony. Na początku Amerykanka połączyła z teleobiektywem zmiennoogniskowym cyfrową suwmiarkę, która pozwalała jej mierzyć odległość od fotografowanej małpy. Później zliczała piksele w zdjęciu pośladków i przekładając je na milimetry, mogła określić stopień nabrzmienia. Pomiary 34 samic z południa Kenii ujawniły, że jedne nabrzmiewają bardziej, a inne mniej. Najpokaźniejsze pośladki należały do niejakiej Vow (w okresie owulacji powiększały się o 6,5 cala, czyli ok. 16,5 cm), a najmniejsze do samicy o imieniu Lizak (Lollipop). W przypadku tej drugiej do pierwotnego rozmiaru trzeba było dodać tylko 4 cale, czyli ok. 10 cm. Pomiary pośladków zestawiono z długoterminowymi danymi nt. potomstwa. Po wzięciu poprawki na wiek samicy czy jej pozycję w stadzie, zdumieni naukowcy zauważyli, że hojniej wyposażone samice wcale nie były lepszymi matkami (świadczył o tym fakt, że nie miały one większej liczby przeżywających niemowląt). Monitorując zachowania godowe samców, autorzy raportu z pisma Animal Behaviour stwierdzili również, że samice z większymi pośladkami nie były bardziej popularne od samic z mniejszymi pośladkami. Zamiast "łapać się" na duże pośladki, samce wolały bowiem partnerki, od których ostatniej ciąży minęło więcej cykli. Jest niemal tak, jakby samce liczyły - twierdzi Fitzpatrick, dodając, że przynajmniej częściowo, pawiany zamieniły regułę "większe jest lepsze" na "później jest lepiej". Czym można wyjaśnić opisywane zjawisko? Tak jak kobiety, pawianice nie zaczynają jajeczkować od razu po urodzeniu dziecka. Wszystko wraca do normy po odstawianiu oseska od piersi; wcześniej prawdopodobieństwo zajścia w ciążę jest mniejsze. Kolejnym krokiem zespołu ma być ustalenie, czy samice rzeczywiście kopulują częściej po większej liczbie poporodowych cykli menstruacyjnych i czy przekłada się to na większą przeżywalność ich potomstwa. « powrót do artykułu -
Wygląd płyt stegozaura wskazuje na jego płeć
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Zbierając podczas pobytu na Princetone University materiały do napisania pracy na koniec studiów pierwszego stopnia, Evan Saitta z Uniwersytetu w Bristolu przez długi czas badał szczątki stegozaurów z Montany. Dzięki temu mógł przedstawić pierwsze przekonujące dowody dot. dymorfizmu płciowego dinozaurów. Okazuje się, że samce i samice stegozaura różniły się pokrojem płyt grzbietowych. Niektóre osobniki miały szerokie płyty, inne węższe i dłuższe, przy czym te pierwsze były o 45% większe. Pokrój płyt nie był jednak charakterystyczny dla różnych gatunków z rodzaju Stegosaurus, ale dla poszczególnych płci: szerokie i ogólnie większe należały prawdopodobnie do samców, a węższe i smukłe do samic. Młody naukowiec wykluczył hipotezę, że inaczej ukształtowane płyty reprezentują różne stadia rozwoju, ponieważ tomografia komputerowa oraz badanie mikroskopowe wycinków wykazały, że w obu przypadkach wzrost kości został już zakończony. Jako że przeważnie samce więcej inwestują w zdobienia ciała, większe i szerokie płyty pochodziły zapewne od samców. Wysokie płyty samic mogły funkcjonować jako kłujący straszak na drapieżniki. Saitta spędził 6 sezonów letnich na wykopaliskach cmentarzyska stegozaurów w środkowej Montanie. Zyskał w ten sposób niepowtarzalną okazję do przetestowania całego wachlarza hipotez dotyczących morfologii Stegosaurus mjosi. Wyniki wykopalisk wskazywały na koegzystencję dinozaurów, które różniły się tylko płytami. Paleontolodzy uważają, że dymorfizm płciowy nie występował wyłącznie u stegozaurów. Powołują się przy tym na widywane u innych dinozaurów duże grzebienie czy rogi na nosie. « powrót do artykułu -
W ubiegłym tygodniu New York Times opublikował raport dotyczący cyberataków prowadzonych przez Iran przeciwko USA. Raport odbił się szerokim echem wśród ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem. Teraz jego autorzy są oskarżani o wyolbrzymianie zagrożenia w celu osiągnięcia korzyści osobistych. Raport, autorstwa znanej firmy Norse oraz konserwatywnego think-tanku American Enterprise Institute, został opublikowany w czasie, gdy stosunki irańsko-amerykańskie trafiły na czołówki gazet i trwały przygotowania do największej na świecie komercyjnej konferencji na temat cyberbezpieczeństwa. Jego autorzy twierdzili, że w ubiegłym roku Iran przeprowadził setki tysięcy ataków na amerykańskie systemy kontroli przemysłowej. Ich liczba miała wzrosnąć o 128%. Czytając takie doniesienia można było odnieść wrażenie, że Teheran rozpoczął cyberwojnę przeciwko Waszyngtonowi. Krytycy raportu mówią, że był on niedokładny, motywowany politycznie i chodziło w nim o trafienie na czołówki światowych gazet. Martwi mnie to, że w przemyśle bezpieczeństwa IT istnieje duża potrzeba trafienia na czołówki, mówi Robert Lee z US Air Force, który zajmuje się tam cyberwojną. Lee jest współzałożycielem firmy Dragos Security i jednym z trzech autorów, którzy napisali artykuł krytykujący wspomniany raport. Gdy o firmie piszą agencje informacyjne, w prasie ukazują się artykuły pisane przez jej szefów itp. to wszystko jest dobre dla biznesu. Poza tym inwestorzy lubią, gdy media wspominają o ich przedsiębiorstwach. Fundusze inwestycyjne wywierają nacisk na firmy, by trafiały na czołówki gazet tak często jak to tylko możliwe. Dzięki temu zyskują przewagę nad nieruchawymi, znacznie większymi przedsiębiorstwami - mówi Lee. Krytycy raportu zwracają uwagę, że – aby osiągnąć założone cele – jego autorzy przedefiniowali niektóre pojęcia. Na przykład skanowanie sieci czy wymianę informacji mających na celu ustalenie parametrów połączenia (handshake) uznano za „zaawansowane ataki”. Jeśli je byśmy za takie uznali, to – jak zauważa Lee – każdy z nas codziennie wielokrotnie atakuje Google'a korzystając z wyszukiwarki. Samo skanowanie sieci też trudno uznać za zaawansowaną technikę. W sieci istnieją narzędzia, jak np. Masscan, pozwalające na szybkie przeskanowanie olbrzymich przestrzeni internetu. Jakby tego było mało – w rzeczywistości nie doszło do żadnych ataków na systemy kontroli przemysłowej. Nawet samo przypisywanie takich działań Iranowi jest nadużyciem. Sami autorzy krytykowanego raportu przyznają, że opieranie się na numerze IP w celu określenia źródła ataku jest bardzo zwodnicze. Adresy IP można łatwo podrobić, więc nie są one dobrą wskazówką. Zdaniem Lee największym przewinieniem autorów raportu jest odejście od uznanych standardów akademickich. Stwierdzenie, że 'używamy nietradycyjnych terminów' to nic innego jak stwierdzenie, że nie mamy racji. Nie mogę wypowiadać się na temat intencji Norse, jednak moim zdaniem chodziło tutaj wyłącznie o marketing. Trudno jest sprzedać stwierdzenie 'nasze nirejestrowane adresy IP odkryły przypadki skanowania sieci, które można w pożyteczny sposób połączyć z innymi danymi'. Za to łatwo sprzedać stwierdzenie 'nasza platforma odkryła cyberatak'. Tylko, że to bardzo mylące - mówi Lee. Eksperci krytykują też konkretne stwierdzenia raportu. Na przykład jego autorzy uważają, że przeprowadzony z irańskiego IP atak na Telvnet, firmę produkującą oprogramowanie dla przemysłu energetycznego, to próba zdobycia przyczółków do ataku na amerykańską infrastrukturę. Krytycy mówią jednak, że przypisywanie tego ataku Iranowi to czysta spekulacja. Żaden rząd nie jest na tyle głupi, by prowadzić cyberataki, których źródło w oczywisty sposób wskazuje na ten rząd. Ten rodzaj głupoty istnieje tylko w umysłach specjalistów ds. IT, którzy mają swój interes – najczęściej ekonomiczny – w obwinianiu konkretnego państwa o atak - stwierdza Jeffery Car z firmy Taia Global. Krytyka jest tym bardziej uzasadniona, że wiele firm zauważyło wręcz przeciwne zjawisko – mniej cyberataków prowadzonych przez Iran przeciwko USA. Zdaniem niektórych ich liczba spadała tak bardzo, że są niemal niezauważalne. Motywacje firmy Norse mogą być więc finansowe. Z kolei AEI może być motywowane ideologicznie. To bardzo konserwatywny think-tank, a raport może posłużyć jako kolejny argument przeciwko poprawieniu stosunków pomiędzy USA a Iranem. Jasno widać tutaj celowe działanie. Mamy prywatną firmę, która jest naciskana, by wyniki jej pracy były pokazywane ludziom i by wyglądały interesująco np. na potrzeby marketingu. I mamy think-tank o bardzo określonym profilu politycznym. Współpracują one ze sobą w celu stworzenia wprowadzającego w błąd raportu, który ma bardzo negatywny wydźwięk - mówi « powrót do artykułu
-
Kapsaicyna, alkaloid papryczek chili, zapobiega powstaniu i postępom uszkodzenia wątroby. W najnowszych badaniach zaprezentowano jej antyzwłóknieniowy potencjał. W modelu mysim kapsaicyna zmniejszała aktywację komórek Ito (aktywowana komórka Ito wytwarza kolagen, co prowadzi do włóknienia miąższu wątroby). Podczas eksperymentu myszy podzielono na dwie grupy. Kapsaicynę podawano z pokarmem po 1) 3 dniach ligacji dróg żółciowych (ang. bile duct ligation, BDL), gdzie zaczopowanie przewodu żółciowego wspólnego prowadzi do akumulacji żółci i włóknienia miąższu wątroby lub 2) przed i w trakcie przewlekłego podawania czterochlorku węgla (CCl4), jednej z najsilniejszych hepatotoksyn. Okazało się, że u zwierząt z grupy BDL kapsaicyna zmniejszała uszkodzenie wątroby i hamowała dalsze jego postępy, a w grupie CCl4 działała dwojako. Zaaplikowana odpowiednio wcześnie nie dopuszczała do uszkodzenia wątroby, ale jeśli podano ją, gdy zwłóknienie już występowało, nie była w stanie go zmniejszyć. « powrót do artykułu
-
Pentagon po raz pierwszy oficjalnie przyznał, że wśród planów strategicznych uwzględnia prowadzenie cyberwojny. W opublikowanej 33-stronicowej strategii znalazło się stwierdzenie, że Departament Obrony powinien mieć możliwość wykorzystania operacji cyfrowych w celu zniszczenia sieci dowodzenia przeciwnika, infrastruktury wojskowej oraz obniżenia jego zdolności rażenia. Gdy w 2011 roku publikowano wcześniejszą strategię Pentagonu, niemal nie wspominano w niej o konflikcie cyfrowym, chociaż nieoficjalnie było wiadomo, że Amerykanie mają możliwość prowadzenia wirtualnej wojny. Nowy dokument bardziej otwarcie podchodzi do kwestii cyberwojny. Jest to z jednej strony spowodowane większą otwartością dotyczącą tego zagadnienia, a z drugiej – ma działanie odstraszające. Z nowej strategii dowiadujemy się też, znowu po raz pierwszy jest to oficjalna wiadomość, że USA martwią działania cyberszpiegowskie prowadzone przez Chiny. Stany Zjednoczone chcą kontynuować współpracę w Pekinem w celu lepszego zrozumienia i przejrzystości działań obu stron, co miałoby zmniejszyć ryzyko nieporozumień i złej oceny sytuacji. Obecnie amerykański sekretarz obrony, Ash Carter, prowadzi rozmowy z firmami z Doliny Krzemowej, które próbuje przekonać do pomocy w budowaniu możliwości cyberobronnych oraz utrzymania amerykańskiej dominacji technologicznej. Przed politykiem stoi jednak trudne zadanie, gdyż przedsiębiorstwa mają rządowi za złe prowadzenie rozbudowanego programu inwigilacji, a ich głównym celem jest ochrona swoich klientów przed zbytnim zainteresowaniem ze strony rządu. Afera podsłuchowa NSA utrudniła Pentagonowi nie tylko współpracę z przemysłem, ale również rekrutowanie specjalistów z dziedziny IT. Z jej powodu młodzi ludzie przestają postrzegać pracę dla wojska jako coś fajnego, w co warto się zaangażować. « powrót do artykułu
-
Stosując białko E47, można przekształcić komórki raka trzustki w prawidłowe komórki. E47 wiąże się ze specyficznymi sekwencjami DNA i kontroluje geny biorące udział we wzroście i różnicowaniu. Po raz pierwszy wykazaliśmy, że nadekspresja pojedynczego genu może zmniejszyć potencjał guzotwórczy komórek gruczolakoraka trzustki i reprogramować je w kierunku pierwotnego typu komórek. [Wszystko wskazuje więc na to, że] komórki rakowe zachowują pamięć genetyczną, którą możemy wykorzystać - podkreśla dr Pamela Itkin-Ansari z Sanford-Burnham Medical Research Institute. Amerykanie wyhodowali linie komórek przewodowego gruczolakoraka trzustki, które produkowały większe niż normalnie stężenia E47. Okazało się, że podwyższona ilość E47 powodowała, że komórki zatrzymywały się w fazie G0/G1 cyklu komórkowego i różnicowały z powrotem do fenotypu komórek zrazikowych. Badania na modelu mysim pokazały, że w porównaniu do komórek rakowych niepoddawanych żadnym zabiegom, zdolność reprogramowanych komórek do tworzenia guza była dużo mniejsza. Obecnie groczulakorak trzustki jest leczony cytostatykami, lecz średnie przeżycie zdiagnozowanych pacjentów wynosi zaledwie pół roku, a poprawę mierzy się w dniach. Odkrycie, że możemy różnicować komórki rakowe z powrotem do niezagrażającego fenotypu, jest więc zachęcające - podsumowuje prof. Andrew M. Lowy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego. « powrót do artykułu
-
Prawdopodobieństwo ugryzienia przez komara można sprowadzić do genów - dowodzą badania na bliźniętach Londyńskiej Szkoły Higieny i Medycyny Tropikalnej oraz współpracowników z Uniwersytetu w Nottingham czy Uniwersytetu Florydzkiego. Atrakcyjność dla komarów wydaje się wiązać z genetyczną kontrolą nad wonią ciała. Autorzy raportu z PLoS ONE podkreślają, że choć ich badania były na razie pilotażowe, mogą pomóc w opracowaniu skuteczniejszych metod kontrolowania komarów i przenoszonych przez nie chorób. Najnowsze studium bazowało na wcześniejszym eksperymencie, który pokazał, że atrakcyjność dla owadów bazuje na różnicach w zapachu ciała. Ludzie mniej atrakcyjni dla owadów wytwarzają naturalne repelenty. Wydaje się, że cecha ta jest kontrolowana genetycznie. Testy na 18 parach bliźniaczek jednojajowych i 19 parach bliźniaczek dwujajowych wykazały, że identyczne pary są bardziej podobne pod względem atrakcyjności dla komarów. Okazało się, że stopień, do jakiego geny odgrywały rolę w byciu atrakcyjnym lub nie dla komarów (0,83), był podobny dla tego wyliczonego dla wzrostu (0,8) oraz ilorazu inteligencji (0,5-0,8). W ramach eksperymentu Aedes aegypti uwalniano w rurce o kształcie litery Y. Komary mogły wybrać odnogę, którą leciały w kierunku zapachu dłoni ochotniczki (w ten sposób ustalano, która z bliźniaczek jest dla nich najbardziej pociągająca). Wybierając ofiarę do ugryzienia, samice komarów wykazują wyraźne preferencje. Kobiety w ciąży są np. bardziej atrakcyjne dla Anopheles gambiae, głównego wektora malarii w Afryce, niż kobiety niespodziewające się dziecka. Zarówno komary, jak i meszki wykazują też pociąg do osób o większej masie ciała. « powrót do artykułu
-
U użytkowników konopii indyjskich fałszywe wspomnienia tworzą się częściej niż u osób, które nie zażywają cannabis. Takie wyniki dały badania prowadzone przez Instytut Badań Biomedycznych Szpitala Sant Pau i Universitat Autonoma de Barcelona. Opisano je w recenzowanym piśmie Molecular Psychiatry. Problemy z pamięcią to jeden ze znanych skutków używania narkotyków z konopii. Już wcześniej wykazano, że ich nałogowi palacze mają większe problemy z nabywaniem nowych i przypominaniem sobie starych informacji. Teraz dowiadujemy się, że konopie wywołują też zaburzenia, wskutek których u palaczy częściej pojawiają się fałszywe wspomnienia. Fałszywe wspomnienia, czyli pamięć o wydarzeniach, jakie nigdy nie miały miejsca, mogą pojawiać się u każdego. Ich liczba zwiększa się z wiekiem i głównie dotyczą one wydarzeń z dzieciństwa, o których wielokrotnie słyszeliśmy od innych osób. Naukowcy ze szpitala Sant Pau i uniwersytetu w Barcelonie przebadali dwie grupy ludzi: osoby, które regularnie zażywały cannabis oraz osoby niepalące, zdrowe, które stanowiły grupę kontrolną. Najpierw obie grupy uczyły się serii nowych wyrazów. Po kilku minutach badanym pokazywano słowa, które uczestnicy przed chwilą widzieli, wraz z zupełnie nowymi wyrazami. Część z nowych wyrazów była semantycznie związana, a część niezwiązana z oryginalnymi wyrazami. Okazało się, że osoby zażywające cannabis częściej twierdziły, że słowa zupełnie dla nich nowe, ale semantycznie związane z wyrazami, których się uczyły wcześniej, znajdowały się w grupie wyrazów wcześniej uczonych. Obrazowanie mózgu wykonane za pomocą rezonansu magnetycznego wykazało, że u konsumentów narkotyku dochodzi do mniejszej aktywizacji obszarów mózgu odpowiedzialnych za przetwarzanie pamięci oraz kontrolę procesów poznawczych. Problemy z pamięcią występowały pomimo tego, że uczestnicy badania przestali zażywać narkotyk na miesiąc przed rozpoczęciem eksperymentu. Cannabis osłabia jednak działanie hipokampu, struktury odpowiedzialnej za przechowywanie wspomnień, a im więcej narkotyku było zażywane w ciągu życia, tym słabiej pracuje hipokamp. Dla specjalistów to jasny sygnał, że zażywanie cannabis – nawet jeśli zostanie przerwane - dodatkowo przyczynia się do narastania wraz z wiekiem problemów z pamięcią. « powrót do artykułu
-
Gdy na mrówczych szlakach zwiększa się zagęszczenie ruchu zwierzęta... poruszają się szybciej. Postępują więc inaczej niż ludzie, którzy na zatłoczonych drogach poruszają się wolniej. Naukowcy z Uniwersytetu Halle-Wittenberg w Niemczech przeprowadzili eksperyment, w ramach którego zwiększyli ilość pożywienia dostępnego mrówkom, układając je w pobliżu ścieżek, którymi chodziły. Okazało się, że prędkość poruszania się zwierząt wzrosła o 50% pomimo ponaddwukrotnego zwiększenia się zagęszczenia. Gdy zwiększa się ilość dostępnego pożywienia z mrowiska wysyłanych jest więcej robotnic, które mają je przynieść. Rośnie zagęszczenie ruchu i – jak zaobserwowali uczeni – rośnie też liczba spotkań pomiędzy indywidualnymi osobnikami. Naukowcy sądzą, że spotkania pomiędzy mrówkami wychodzącymi z mrowiska a wracającymi do niego służą wymianie informacji oraz modyfikują ich zachowania. Uczeni zaobserwowali też zasady poruszania się mrówek. Robotnice powracające do mrowiska częściej przechodziły na lewą stronę niż prawą, by uniknąć zderzenia z mrówkami wychodzącymi. W przeciwieństwie do ludzi, którzy ściśle wyznaczyli sobie pasy ruchu, mrówki oddzielają swój ruch tylko w pewnych granicach. Zwierzęta zdążające do mrowiska częściej korzystają z lewej strony. Podczas eksperymentu na 15-centymetrowym wycinku szlaku sfilmowano 1865 zwierząt. Co 50 klatek film był zatrzymywany i liczono mrówki na każdym z „pasów ruchu”. Okazało się, że gdy zagęszczenie ruchu jest małe bądź średnie, mrówki zwykle poruszają się środkiem. Prędkość zwierząt zmierzono w przypadku 496 osobników. Mrówki najwyraźniej lepiej radzą sobie z zarządzaniem ruchem niż ludzie. Pomimo tego, że w miarę jak rosło zagęszczenie ruchu zwiększała się też liczba interakcji pomiędzy mrówkami, nie spowodowało to pojawienia się zatorów. Nawet przy największym zagęszczeniu nie obserwowaliśmy żadnych korków. Mrówki zwiększyły prędkość i przestały korzystać ze środka ścieżki, dzięki czemu zoptymalizowały płynność ruchu - mówi Christiane Honicke, współautorka badań. « powrót do artykułu
-
Naukowcy odkryli, że ograniczony wzrost może być genetyczną reakcją na zakwaszenie oceanów, która pozwala organizmom morskim przetrwać wysokie stężenia dwutlenku węgla podczas masowego wymierania. Do badania zagadnienia, jak ślimaki morskie reagują na bardziej kwasowe warunki, międzynarodowy zespół biologów i paleontologów wykorzystał naturalne wulkaniczne wysięki CO2 z Morza Śródziemnego. Miały one symulować okoliczności, jakie powstaną w przyszłości, gdy oceany wchłoną więcej atmosferycznego dwutlenku węgla. Średnie pH wokół wysięku wynosi 7,2, a wartość typowa dla wody morskiej to 8,1. Autorzy publikacji z Nature Climate Change twierdzą, że udało im się wyjaśnić tzw. efekt liliputa, czyli odpowiedzieć na pytanie, czemu gatunki morskie, które przeżyły ostatnie wymieranie, są o wiele mniejsze. Akademicy zauważyli, że w pobliżu kominów wulkanicznych bioróżnorodność była niższa o 30%. Rosnąc w wysiękach CO2 w płytkich wodach, dwa gatunki ślimaka są [1,5 raza] mniejsze niż zwierzęta występujące w normalnych warunkach pH. [...] Zmiany fizjologiczne umożliwiły im podtrzymanie wapnienia, co częściowo zapobiegło rozpuszczaniu muszli - wyjaśnia dr Vittorio Garilli z Paleosofia-APEMA. Próbki społeczności ślimaków przetransportowano do laboratorium. Okazało się, że pomniejszone ślimaki musiały ciężej pracować, by podtrzymać swoją przemianę materii. Liliputy zużywały co najmniej 2-krotnie więcej tlenu na miligram tkanki; prawdopodobnie dlatego, że życie w niskim pH naraża je na większy stres metaboliczny. Co istotne, przez mniejsze gabaryty ogólne zużycie tlenu małych ślimaków było w przybliżeniu o połowę niższe niż u pokaźniejszych okazów. Organizmy, które były w ciągu życia wielu pokoleń wystawione na oddziaływanie podwyższonych stężeń CO2, zapewniają cenny wgląd zarówno w przebieg wydarzeń przy utrzymaniu emisji CO2, jak i w masowe wymieranie z przeszłości - wyjaśnia prof. Jason Hall-Spencer z Uniwersytetu w Plymouth. [Ślimaki] nie tylko demonstrują podobną skalę i kierunek zmian wielkości ciała co organizmy kopalne, ale i ujawniają fizjologiczne korzyści, jakie wynikają z karłowacenia - dodaje prof. Marco Milazzo z Uniwersytetu w Palermo. Pomiary wykazały, że muszle z wody z wysokim stężeniem CO2 są o ok. 1/3 mniejsze niż te z normalnych środowisk. Kolejny parametr - kalcyfikację - oceniano w akwariach Laboratorium Badań Środowisk Morskich Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w Monako. [Ślimaki] rozwinęły zaskakującą zdolność wapnienia i radzenia sobie z rozpuszczaniem przy wartościach pH uchodzących za zbyt niskie do zajścia kalcyfikacji - zaznacza dr Riccardo Rodolfo-Metalpa z Institut de Recherche pour le Développement. Jak opowiada prof. Richard Twitchett z Muzeum Historii Naturalnej, zapis kopalny pokazuje, że masowe wymierania i karłowacenie morskich gatunków z muszlami wiązały się z epizodami ociepleń klimatu. Możliwe, że podobne zmiany będą coraz silniej wpływać na współczesne ekosystemy morskie, zwłaszcza że dzisiejsze tempo zakwaszania oceanów i ocieplenia jest tak duże. « powrót do artykułu
-
SourceDNA opublikowała raport, z którego dowiadujemy się, że około 1000 aplikacji w Apple iTunes zawiera dziurę, która może zostać wykorzystany do kradzieży haseł, danych finansowych i innych informacji prywatnych. Dziura obecna jest w AFNetworking, opensource'owej bibliotece do obsługi sieci. Pojawiła się ona w wersji 2.5.1 i została załatana w edycji 2.5.2. Znakomita większość autorów aplikacji zaktualizowała swoje programy i większość używa bezpiecznej wersji. Jednak około 1000 programów korzysta z wadliwej biblioteki, a z danych SourceDNA wynika, że zostały one pobrane przez około 2 miliony osób. Tego typu dziury są zwykle wykorzystywane w publicznych hotspotach. Napastnik może tam monitorować połączenie ofiary, podsuwać jej fałszywe certyfikaty i uzyskać w ten sposób dostęp do wrażliwych danych. « powrót do artykułu
-
NExSS - interdyscyplinarne poszukiwania życia
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Astronomia i fizyka
NASA rozpoczyna nowy projekt poszukiwania życia na egzoplanetach. W ramach Nexus for Exoplanet System Science (NexSS) Agencja chce zgromadzić ekspertów z różnych dziedzin, którzy pomogą szukać oznak życia poza Układem Słonecznym. Połączenie wielu różnych dziedzin wiedzy pozwoli na lepsze zrozumienie, w jaki sposób różne czynniki występujące na egzoplanetach, ich gwiazdach i planetach sąsiednich wpływają na występowanie bądź nieobecność życia. To projekt, w ramach którego chcemy połączyć wiedzę i doświadczenie najlepszych zespołów badawczych, by określić sposób poszukiwania życia na egzoplanetach. Badania egzoplanet interesują nie tylko astronomów, ale również planetologów i klimatologów - powiedział Jim Green, odpowiedzialny w NASA za wydział Planetary Science. Kluczem do znalezienia sygnałów obecności życia na egzoplanetach jest zrozumienie, w jaki sposób atmosfera, geologia, oceany, wnętrze planety i jej gwiazda oddziałują na biologię. W ramach NExSS rozpocznie się współpraca na niespotykaną dotychczas skalę pomiędzy specjalistami z zakresu nauk o ziemi, planetologami, fizykami Słońca i astrofizykami. Naukowcy pracujący w ramach NexSS nie tylko będą odpowiedzialni za opracowanie systemowego podejścia do analizy danych dotyczących egzoplanetech. Ich zadaniem będzie też położenie fundamentów pod interpretację danych, które zostaną dostarczone przez misje TESS (wystartuje w 2017 roku), JWST (ma zostać wystrzelony w roku 2018) czy Wide-field Infrared Survey Telescope (WFIRST, to koncepcyjny teleskop, który może trafić w przestrzeń kosmiczną w latach 20. obecnego wieku). Na czele NexSS staną Natalie Batalha z Ames Research Center, Dawn Gelino z NASA Exoplanet Science Institute oraz Anthony del Genio z Goddard Institute for Space Studes. W projekcie wezmą też udział członkowie zespołów badawczych z 10 uniwersytetów i dwóch instytutów badawczych. Będą wśród nich naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley i Uniwersytetu Stanforda, którzy w ramach grupy „Exoplanets Unveiled” prowadzonej przez Jamesa Grahama skupią się na odpowiedzi na pytanie: „Jakie właściwości systemów egzoplaneternych, a szczególnie ich tworzenie się i ewolucja, mogą potencjalnie wpływać na pojawienie się życia”. Daniel Apai będzie zaś stał na czele zespołu „Earths in Other Solar Systems” z University of Arizona. Będzie on odpowiedzialny za połączenie danych z obserwacji egzoplanet i tworzących się systemów planetarnych z symulacjami komputerowymi i badaniami mikroskopowymi meteorytów, a celem pracy grupy będzie próba zrozumienia, w jaki sposób tworzą się planety podobne do Ziemi i w jaki sposób trafiają na nie niezbędne do powstania życia molekuły zawierające węgiel, tlen, azot i wodór. Dość podobne zadanie będzie miał zespół z Arizona State University, który pod kierunkiem Stevena Descha określi potencjalną możliwość życia na innych planetach z uwzględnieniem ich chemii. Celem jest opisanie planet pod kątem chemicznym. Badania tej grupy będą istotne dla zespołów modelujących atmosferę egzoplanet. Kolejny zespół powstanie na Hampton University. Zwany „Living, Breathnig Planet Team” będzie miał za zadanie określić, w jaki sposób utrata wodoru i innych gazów z atmosfery wpływa na chemię planet i warunki na nich panujące. Badania te pozwolą m.in. na opisanie przeszłości i przyszłości Marsa czy Wenus oraz określenie szans na to, że w przeszłości istniało bądź w przyszłości będzie na nich istniało życie. Oczywiście badania takie znajdą przełożenie na egzoplanety. Na naszym Układzie Słonecznym skupi się zespół Tony'ego Del Genio, który ma za zadanie opisanie jak w czasie zmieniały się warunki na skalistych planetach Układu Słonecznego. Badania będą prowadzone pod kątem warunków pozwalających na istnienie życia. Badania te będą następnie wykorzystywane do wykrywania i charakteryzowania egzoplanet. Doktor Victoria Meadows stanie na czele zespołu z University of Washington, który – korzystając z tego co wiemy o życiu na Ziemi, z osiągnięć planetologi i astronomii – zbada poszczególne czynniki mające wpływ na zamieszkanie egzoplanet i określi, jakie sygnały mogą świadczyć o istnieniu życia na egzoplaetach. W NExSS będzie uczestniczyło jeszcze kilka innych zespołów badawczych, które mają m.in. rozwijać metody statystyczne służące do badania egzoplanet, badać wpływ, jaki na egoplanety ma pył kosmiczny i gaz wokół młodych gwiazd, skupić się na tworzeniu się planet, badać atmosferę gazowych olbrzymów w rodzaju Jowisza, siły pływowe działające na egzoplanety czy udoskonalać metody analizy danych z Teleskopu Keplera. « powrót do artykułu -
Płeć hepatocytów ma wpływ na wystąpienie skutków ubocznych
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Medycyna
Kobiece komórki wątroby, a zwłaszcza komórki kobiet po menopauzie, są bardziej podatne na skutki uboczne leków - twierdzą naukowcy ze Wspólnego Centrum Badawczego. Od dawna wiadomo, że kobiety są bardziej podatne na polekowe skutki uboczne ze strony wątroby, ale dopiero teraz zademonstrowano istnienie międzypłciowych różnic na poziomie komórkowym. W studium wykorzystano 5 leków (diklofenak, chloropromazynę, paracetamol, werapamil i omeprazol, substancją kontrolną była kofeina), w przypadku których wiadomo, że skutki uboczne dot. wątroby są różne u kobiet i mężczyzn. Badano ich wpływ na hodowle hepatocytów obydwu płci. Żeńskie komórki podzielono na grupy przed- i pomenopauzalną (w ten sposób uwzględniono wpływ zmian hormonalnych). Choć ze względu na czas życia komórek okres obserwacyjny trwał zaledwie 5 godzin i tak stwierdzono różnice międzypłciowe. Szczególnie rzucała się w oczy wyższa podatność hepatocytów kobiet w wieku pomenopauzalnym na leki wywołujące rozpowszechnione w tej grupie wiekowej wątrobowe skutki uboczne. Naukowcy podkreślają, że dotąd testy toksyczności leków prowadzono na osobnikach płci męskiej, zakładając, że wyniki w takim samym stopniu odnoszą się do osobników płci żeńskiej. W przypadku eksperymentów na hodowlach komórek w opisach rezultatów często w ogóle nie wspomina się o ich płci. « powrót do artykułu -
Friederike Range i Zsófia Virányi z Uniwersytetu Medycyny Weterynaryjnej w Wiedniu postanowiły przetestować mit tolerancyjnych psów i agresywnych wilków. Wykazały, że tak naprawdę to wilki są bardziej tolerancyjne dla członków swojego stada, co sugeruje, że psy mają silniej zaznaczoną (bardziej stromą) hierarchię stada. Testy behawioralne przeprowadzano na zwierzętach wychowanych w Centrum Badania Wilków w Ernstbrunn. Stada wilków (9) i kundli (8) dorastały osobno. Podczas eksperymentów karmiono razem pary wysoko postawionych i podrzędnych osobników. Podawano im miskę surowego mięsa albo dużą kość. Okazało się, że o ile wilki o niskiej pozycji w stadzie często broniły pożywienia przed dominującym osobnikiem i wykazywały agresję równie często jak wyżej postawione zwierzęta, o tyle psy zajmujące niską pozycję w stadzie wycofywały się. Ogólnie ani psy, ani wilki nie prezentowały dużej liczby agresywnych zachowań. Jeśli już, ograniczały się do gróźb. Wilki wydają się bardziej tolerancyjne w stosunku do pobratymców, a psy wrażliwe na hierarchię dominacji. Świadczył o tym fakt, że nisko postawione wilki mogły rzucić wyzwanie partnerom o wyższej pozycji i dominujące zwierzęta to tolerowały. U psów agresja była przywilejem partnerów zajmujących wysoką pozycję - wyjaśnia Range. Warto pamiętać o tym, że tolerancja umożliwia współpracę wilków, co z kolei stanowiło dobrą bazę do ewolucji kooperacji ludzi i psów. Kiedy ludzie udomowiali wilki, prawdopodobnie wybierali uległe osobniki, które były gotowe się dostosować - dodaje Virányi. W relacjach ludzko-psich chodzi bardziej o wspólne życie bez zgrzytów i konfliktów niż o równość. Zdolność do szacunku i podążania za innymi sprawiła, że psy były i są dla ludzi idealnymi partnerami. « powrót do artykułu
-
Nowojorski sąd przyznał w poniedziałek dwóm szympansom prawa, które dotychczas były zarezerwowane wyłącznie dla ludzi. Wyrok oznacza dużą zmianę w myśleniu o prawach zwierząt. Sprawa zaczęła się w grudniu 2013 roku, kiedy to organizacja Nonhuman Rights Project wystąpiła do Sądu Najwyższego stanu Nowy Jork w imieniu czterech szympansów, w tym dwóch używanych do badań przez Stony Brook University. Z prawnego punktu widzenia szympansy stanowiły własność prywatną. Tymczasem organizacja chce, by sąd zdecydował o przeniesieniu zwierząt na Florydę do schroniska Save the Chimps. Ponadto, co niezwykle istotne, przedstawiciele Nonhuman Rights Project zwrócili się do sądu z zapytaniem, czy szympansy mogą być podmiotami prawnymi, mającymi prawo do bycia wolnymi, nieposiadania właściciela. Od tamtego czasu odbyło się wiele rozpraw. Spór prawny dotyczył tego, czy sąd może wszcząć postępowanie upominawcze i domagać się od właściciela szympansów działania z zasadą habeas corpus. To zasada mówiąca, że ten, kto przetrzymuje inną osobę w więzieniu powinien, na żądanie sądu, przedłożyć dowód, iż ma prawo do takich działań. Jeśli dowód nie zostanie przedłożony, uwięziony jest wolny. W praktyce zasada dotyczy służby więziennej, a petycję o przedstawienie habeas corpus składa do sądu osoba uwięziona. W poniedziałek sędzia Barbara Jaffe rozpoczęła postępowanie upominawcze w imieniu Herculesa i Leo, szympansów ze Stony Brook University. Po raz pierwszy w historii zasada chroniąca ludzi przed bezprawnym uwięzieniem została zastosowana do innego gatunku. To przełom. Sąd wprost stwierdził, że szympansy są – a co najmniej mogą być – podmiotami prawa - cieszy się adwokat Steven Wise, założyciel Nonhuman Rights Project. W przypadku dwóch pozostałych szympansów sprawy nie poszły już tak dobrze. W przypadku Kiko, szympansa należącego do małżeństwa z Niagara Falls, sąd orzekł, że habeas corpus nie ma zastosowania, gdyż rezerwat Save the Chimps to inny rodzaj niewoli. Co do 26-letniego Tommy'ego, szympansa mieszkającego w magazynie w Gloversville, sąd apelacyjny stwierdził, że prawa można nadawać tylko osobnikom zdolnym do wypełniania społecznych powinności. Niektórzy prawnicy obawiają się, że uznanie szympansów na podmioty prawa spowoduje, że osłabione zostaną prawa człowieka. Inni twierdzą, że na szympansach może się nie skończyć i za podmioty prawa zostaną uznane kury czy myszy laboratoryjne. Jednak Nonhuman Rights Project ma mocne argumenty. Organizacja przedstawiła sądowi opinie 9 prymatologów, którzy twierdzą, że szympansy są inteligentnymi indywidualnościami, dla których wolność jest prawdopodobnie równie ważna, co dla ludzi. Mary Lee Jensvold, prymatolog i były dyrektor Chimpanzee and Human Communication Institute, cieszy się z decyzji nowojorskiego sądu. Nie sądziłam, że ta chwila nadejdzie tak szybko. Zmiana postaw zwykle zajmuje więcej czasu. Sam fakt, że sąd wysłucha stron jest wspaniałą wiadomością - mówi. Rozprawa odbędzie się 6 maja. Stony Brook University będzie musiał udowodnić przed sądem, że ma prawo więzić Herculesa i Leo. Jeśli tego nie zrobi, szympansy trafią do Save the Chimps i otworzy się droga do uwolnienia innych szympansów przetrzymywanych w stanie Nowy Jork. Jonathan Lovvorn z Humane Society of the United States mówi, że samo doprowadzenie do sytuacji, że sprawa trafiła przed sąd to duży sukces. Podkreśla jednak, że rozpoczęcie postępowania upominawczego może wynikać z przyczyn technicznych, a sędzia Jaffe może w rzeczywistości nie wierzyć, by szympansy były podmiotami prawa. Ale – jak zauważa – samo wszczęcie tego postępowania, niezależnie od wyroku, może już oznaczać, że sąd uznaje szympansy za podmioty prawa, gdyż według prawa stanu Nowy Jork postępowanie upominawcze przysługuje tylko osobom. Hercules i Leo są wykorzystywane do badań nad rozwojem postawy wyprostowanej u ludzi. O ich życiu niewiele wiadomo. Obecnie są przetrzymywane na uniwersytecie, ale prawdopodobnie są własnością New Iberia Research Center. Organizacja ta była w przeszłości oskarżana o złe traktowanie szympansów i ich nielegalne rozmnażanie. O ile przetrzymywanie szympansów w organizacjach państwowych podlega ścisłym regulacjom i kontroli, to przepisy dają znaczną dowolność właścicielom prywatnym. Jeśli Hercules i Leo trafią do Save the Chimps ich życie ulegnie znaczącej poprawie. Zwierzęta żyją tam w grupach rodzinnych, na otwartej przestrzeni. « powrót do artykułu
-
Dzisiaj, 22 kwietnia, BBC Earth udostępni w Polsce aplikację „Twoje życie na Ziemi”, która zaprasza do odkrywania otaczającego nas świata i zapoznawania się ze zmianami, jakie dokonały się na nim od momentu naszych urodzin. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, ile uderzeń serca macie już na swoim koncie, jaką odległość przebylibyście Mleczną Drogą gdybyście w podróż nią ruszyli w dniu swoich narodzin, albo jakie gatunki zostały ocalone od wyginięcia odkąd pojawiliście się na świecie - „Twoje życie na Ziemi” na pewno nieco zaspokoi twoją ciekawość! Żeby rozpocząć zabawę wystarczy wpisać swoją datę urodzenia, wzrost i płeć, które aplikacja zamieni w zestaw informacji na temat nas i naszego bliższego i dalszego otoczenia. Dowiemy się ile lat mielibyśmy w zależności od tego, na której planecie byśmy mieszkali, ilu pokoleniową rodzinę miałyby w naszym wieku mucha domowa, królik czy orka. Przyjrzymy się też temu, jak od momentu naszego urodzenia zmieniło się środowisko, w którym żyjemy – jak zmienił się klimat, o ile podniósł się poziom mórz, jak bardzo zmniejszyła się powierzchnia lasów, a jak zwiększyła dziura ozonowa na Antarktydzie. Sprawdzimy też jak wykorzystywane są różne źródła energii i ile lat będziemy mieli, gdy wyczerpią się światowe zasoby węgla czy gazu. „Twoje życie na Ziemi” podsumuje też takie wydarzenia w życiu planety, jak trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów czy zaćmienia słońca; wymieni nowe gatunki odkryte podczas naszego życia oraz miasta, które pojawiły się na mapie świata. Dzięki aplikacji przekonamy się, jak wiele istotnych zmian może zajść na naszej planecie podczas tak krótkiego okresu, jak nasza egzystencja. Konstrukcja aplikacji umożliwi dzielenie się nią w social mediach - na Facebooku, Twitterze czy Google+, zarówno w całości, jak i we fragmentach. W Polsce pojawi się ona na oficjalnej stronie BBC Earth - bbc.com/BBCEarth. Odkąd w październiku 2014 r. aplikacja „Twoje życie na Ziemi” (ang. Your Life On Earth) miała swoją premierę w Wielkiej Brytanii skorzystało z niej ponad milion użytkowników na całym świecie – włączając księcia Williama, który zapoznał się z nią podczas festiwalu kreatywności w Szanghaju w marcu 2015 r. Jego wiek na Merkurym został oszacowany na 132 lata, a liczba uderzeń serca na bilion (serce płetwala błękitnego w analogicznym czasie wybiłoby103 miliony razy). « powrót do artykułu
-
Sposób ze starożytnego Egiptu na ból głowy z powodu kaca? Naszyjnik ze splecionych liści lauru aleksandryjskiego (Danae racemosa). Przepis pochodzi z przetłumaczonego niedawno papirusu sprzed 1900 lat. Spisany po grecku tekst to jeden z ponad 500 tys. dokumentów, znalezionych ok. 100 lat temu przez Bernarda Grenfella i Arthura Hunta. Jak tłumaczą naukowcy, badanie i publikacja takiej liczby tekstów musi potrwać. Ostatnio ukazał się 80. tom, tym razem z tłumaczeniem ok. 30 medycznych papirusów z Oksyrynchos. Jak zaznacza we wstępie do woluminu prof. Vivian Nutton z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego, to największa pojedyncza kolekcja papirusów medycznych, jaką kiedykolwiek opublikowano. Zawiera ona traktaty i opisy metod leczenia różnych dolegliwości, np. hemoroidów czy wrzodów. Można tam nawet znaleźć urywki dotyczące chirurgii oka, w tym drastyczne wspomnienie pacjenta operowanego z powodu wywiniętej powieki. Niestety, zachowały się tylko fragmenty tekstu, nie ma też pewności co do niektórych słów. W jednym z tekstów zamieszczono 12 receptur na tzw. collyrium, czyli płukankę do oczu (nazwa pochodzi od greckiego κολλύρον, czyli maść do oczu). W oczy rzuca się fakt, że autorzy papirusów ściśle polegali na greckiej wiedzy medycznej. Obecnie papirusy medyczne należą do Towarzystwa Badania Egiptu i są przechowywane w Bibliotece Sacklera na Uniwersytecie Oksfordzkim. « powrót do artykułu
-
Podczas dwóch najnowszych badań nad papierosami elektronicznymi ich autorzy sprawdzali, czy e-papierosy pomagają w rzuceniu palenia. Okazało się, że zależy to od typu papierosów oraz częstotliwości ich używania. Wszystko wskazuje na to, że w rzuceniu palenia najbardziej pomocne są papierosy, które codziennie trzeba napełniać płynem. E-papierosy można podzielić na dwa główne typy. Do pierwszego należą jednorazówki oraz papierosy z wymiennymi wkładami. Do drugiego te, które należy samodzielnie napełniać. Autorzy badań, które zostały przedstawione w piśmie Addiction and Nicotine & Tobbaco mówią, że osoby, które chcą wykorzystać e-papierosy jako środek do rzucenia palenia, powinny raczej używać drugiego ich typu, tego, który trzeba napełniać. Oba badania przeprowadzono na około 1500 palących Brytyjczyków. Pierwsze odbyły się w grudniu 2012 roku, a rok później przeprowadzono kolejne. Z pierwszych badań naukowcy dowiedzieli się, że aż 65% osób, które w grudniu 2012 roku używały e-papierosów starało się rzucić palenie w ogóle. Wśród osób palących tradycyjne papierosy odsetek ten wynosił 44%. Około 14% codziennych użytkowników e-papierosów zmniejszyło w ciągu roku konsumpcję tytoniui o co najmniej 50%. Sztuka ta udała się jedynie 6% palących zwykłe papierosy. W drugim z badań stwierdzono, że wśród 587 osób korzystających z e-papierosów 78% używało urządzeń z pierwszej grupy, a 24% z grupy drugiej. Rzucenie palenia udało się niemal 33% użytkownikom napełnianych e-papierosów i 13% korzystających z jednorazówek i urządzeń w wymiennymi kartridżami. Sara Hitchman, która stała na czele grupy badawczej, przyznaje, że nie wiadomo, dlaczego papierosy samodzielnie napełniane skuteczniej pozwalają rzucić palenie. Niektóre badania sugerują, że samodzielnie napełniane papierosy bardziej efektywnie dostarczają nikotynę. Jednak w grę mogą wchodzić też inne czynniki jak cena czy fakt, że samodzielne napełnianie pozwala użytkownikowi dostosować produkt do swoich potrzeb - mówi uczona. « powrót do artykułu
-
Białko układu odpornościowego reguluje wrażliwość na gorycz
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Zdrowie i uroda
Czynnik martwicy nowotworu (ang. tumor necrosis factor, TNF), wydzielane przez komórki układu odpornościowego białko z grupy cytokin, nie tylko indukuje stan zapalny, ale i pomaga regulować wrażliwość na gorycz. Odkrycie wskazuje na mechanizm, który wyjaśnia zaburzenia smaku i spadek apetytu w przebiegu infekcji czy chorób autoimmunologicznych. Zmniejszone spożycie pokarmów i niedożywienie są znaczącym problemem, który wpływa na długoterminowe prognozy poważnie chorych ludzi. Nasze wyniki ujawniają, że gorzki smak jest regulowany przez układ odpornościowy. TNF może sprawiać, że chorzy są bardziej wrażliwi na gorycz, dlatego pokarmy wydają im się bardziej gorzkie i mniej smaczne - wyjaśnia dr Hong Wang z Monell Chemical Senses Center. W ramach wcześniejszych badań Wang ustaliła, że w kubkach smakowych występuje kilka białek układu odpornościowego, w tym TNF. Ponieważ wiadomo, że TNF zmniejsza spożycie pokarmu, Amerykanie postanowili sprawdzić, czy dzieje się tak właśnie za pośrednictwem układu smakowego. By zbadać, czy TNF pomaga regulować reakcje smakowe, naukowcy porównali je u zwykłych myszy i gryzoni pozbawionych genu TNF. Dwa testy behawioralne ujawniły, że zwierzęta poddane knock-outowi genowemu były mniej wrażliwe na gorzkie związki. Oznacza to, że potrzeba było wyższego ich stężenia, by wywołać reakcję. Nie stwierdzono jednak różnic w zakresie odczuwania słodyczy, umami, a także smaków słonego i kwaśnego. Chcąc potwierdzić, że testy behawioralne odzwierciedlają zmianę czuciową dotyczącą języka, a nie przetwarzanie danych smakowych w mózgu, Amerykanie przyglądali się reakcjom struny bębenkowej na różne smaki. Stwierdzono, że gałąź nerwu twarzowego myszy po knock-oucie wykazywała mniejszą aktywność w odpowiedzi na gorycz niż struna zwykłych myszy. W przypadku innych smaków nie zaobserwowano jednak różnic. Łącznie sugeruje to, że TNF reguluje wyczuwanie goryczy i podwyższony przy infekcji czy stanie zapalnym poziom cytokiny może powodować, że pokarmy wydają się bardziej gorzkie. Kolejny eksperyment pokazał, że receptory dla TNF znajdują się w wielu typach komórek kubków smakowych, w tym w komórkach zawierających receptory goryczy. Wzorzec ekspresji podpowiada, że TNF wchodzi w interakcje z receptorami TNF, zmieniając reakcję komórek na bodźce smakowe. « powrót do artykułu -
System Windows 10 zadebiutuje pod koniec lipca. Informacja taka nie pochodzi z Microsoftu, ale z AMD. Podczas spotkania dotyczącego wyników finansowych firmy, prezes i dyrektor wykonawcza koncernu, Lisa Su, przypadkowo ujawniła termin premiery systemu z Redmond. W odpowiedzi na jedno z pytań Su powiedziała: w związku z planowanym na koniec lipca debiutem Windows 10 spodziewamy się wpływu tego wydarzenia na rynek w okresie powrotu uczniów do szkół. Microsoft już wcześniej informował, że debiut Windows 10 odbędzie się latem bieżącego roku. Nowy system pojawi się jednocześnie w 190 krajach i w 111 wersjach językowych. Koncern nigdy jednak nie podał konkretnej daty debiutu. Obecnie użytkownicy mogą korzystać z Windows 10 Technical Preview. Prawdopodobnie podczas konferencji Build, która będzie miała miejsce jeszcze w bieżącym miesiącu, Microsoft zdradzi szczegóły zarówno dotyczące daty premiery jak i Project Spartan, następcy Internet Explorera. « powrót do artykułu