Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderatorzy
  • Liczba zawartości

    37614
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  • Wygrane w rankingu

    246

Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl

  1. Zmiana modelu sprzedaży pakietu MS Office z licencyjnego na subskrypcyjny przynosi Microsoftowi olbrzymie korzyści. Przedsiębiorstwa, które rezygnują z tradycyjnego kupowania licencji pozwalającej na dowolnie długie używanie pakietu biurowego i korzystają z subskrypcji na Office 365, płacą w sumie od 20 do 80 procent więcej niż wcześniej. Amy Hood, dyrektor ds. finansowych Microsoftu powiedziała, że przedsiębiorstwa zwykle kupowały licencję na MS Office raz na 5-7 lat. Jeśli teraz zaczynają korzystać z Office'a 365 to w ciągu tych 5-7 lat zapłacą w sumie nawet 80% więcej. Najbardziej korzystny jest dla Microsoftu plan subskrypcyjny E3. W jego ramach firmy otrzymują standardowe oprogramowanie MS Office oraz chmurowe wersje Exchange'a, SharePointra i Skype for Business. Microsoft już wcześniej oferował model sprzedaży bardzo podobny do obecnych subskrypcji. Był to MS Office z licencją Enterprise Agreement (EA) oraz Software Assurance (SA). W tym przypadku, który jest dość częsty, namówienie klienta EA by zaczął korzystać z naszej oferty w chmurze oznacza, że dla nas wartość tego klienta wzrasta 1,4 raza - mówiła Hood. Z wyliczeniami przedstawionymi przez Microsoft nie zgadza się Paul DeGroot z firmy konsultingowej Pica Communications, która specjalizuje się w polityce licencyjnej Microsoftu. Myślę, że to bardzo zachowawcze wyliczenia. Zawsze przypominam naszym klientom, że z punktu widzenia Microsoftu przenoszenie klientów do chmury nie jest spowodowane chęcią zaoferowania lepszej technologii czy lepszego dopasowania się do klienta, ale zmiana modelu z czysto transakcyjnego, w którym klienci czekają aż Microsoft zaoferuje im coś, co ma dobrą wartość w stosunku do ceny, na model subskrypcyjny, w którym klient nie posiada niczego i musi ciągle płacić Microsoftowi - stwierdza DeGroot. Wes Miller, analityk z firmy Directions on Microsoft, twierdzi jednak, że wyliczenia Hood są prawidłowe. Faktem jest, że klienci płacą więcej, ale przypomina, że należy wziąć pod uwagę korzyści, jakie osiągają. W modelu E3 mogą przede wszystkim zaoszczędzić, i to sporo, na zarządzaniu systemem pocztowym. Największe oszczędności pojawią się tam, gdzie firmy przechodzą jak najszybciej i w jak najszerszym zakresie na pracę w chmurze. Ponadto sporym plusem jest fakt, że model subskrypcyjny oferuje zawsze najnowsze wersje oprogramowania. Wydaje się zatem, że w modelu subskrypcyjnym przedsiębiorstwa płacą więcej, ale mądrze projektując swój system i dobrze nim zarządzając mają szansę na obniżenie kosztów. « powrót do artykułu
  2. Amerykańskie biuro patentowe (USPTO) opublikowało wniosek patentowy Amazona opisujący „inteligentne drony”. Koncern Bezosa chce w przyszłości używać dronów, które będą w stanie samodzielnie śledzić wybraną osobę korzystając z danych przesyłanych przez jej smartfona oraz będą mogły komunikować się ze sobą i wymieniać informacjami na temat pogody i warunków lotu. Wniosek został złożony we wrześniu ubiegłego roku, teraz został opublikowany po wstępnym przejrzeniu i stwierdzeniu, że spełnia on wymogi stawiane przed tego typu dokumentem. Z wniosku wynika, że klienci Amazona będą mieli do wyboru liczne opcje dostawy, takie jak „przywieź paczkę mi”, „zawieź do domu” czy nawet „przywieź na moją łódź”. Urządzenie zostanie wyposażone w czujniki lotu, radary, sonary, kamery i czujniki na podczerwień. Amazon uzyskał już od Agencji Lotnictwa Cywilnego (FAA) zgodę na testowanie dronów. Urządzenia muszą jednak pozostawać w zasięgu wzroku pilota i nie mogą wznosić się wyżej niż na 122 metry. « powrót do artykułu
  3. Wraz z Windows 10 zadebiutuje nowa microsoftowa przeglądarka Edge (Project Spartan), która radykalnie zerwie z dziedzictwem Internet Explorera. Całkiem sporo już o niej wiemy. Wiemy na przykład, że nie będzie ona korzystała z dwóch podstawowych technologii używanych przez IE – ActiveX oraz Browser Helper Objects. Będzie miała za to wbudowaną obsługę Flasha oraz PDF-ów. Edge będzie współpracowała z rozszerzeniami podobnymi do tych stosowanych przez Chrome'a – zbudowanymi w oparciu o HTML-a i JavaScript. Nie będą jednak one obsługiwane od samego początku. Mimo, że Microsoft zademonstrował, że na Edge działa – po minimalnych zmianach w kodzie – Reddit Enhancement Suite, to pierwsza wersja przeglądarki nie będzie wspierała rozszerzeń. Nie wiadomo, kiedy ich obsługa zostanie dodana. Wiadomo za to, że najpierw możliwość współpracy z rozszerzeniami pojawi się w wersji na pecety. Z czasem trafi też do mobilnej wersji Edge'a. W przeciwieństwie do Internet Explorera Edge nie będzie próbował symulować starszych wersji przeglądarki w celu poradzenia sobie z niestandardowym kodem czy błędami na renderowanych witrynach. Zawsze ma działać w najnowszej wersji i obsługiwać aktualne standardy. To jednocześnie oznacza, że Microsoft usunie z przeglądarki obsługę wielu niestandardowych technologii jak grafika wektorowa VML, skrypty VBScript, filtry DirectX czy niestandardowe techniki związane z obsługą CSS. Koncern obiecuje też, że w przyszłości nie będzie dodawał do Edge nowych własnych niestandardowych technologii. Oznacza to na przykład, że użytkownicy Edge'a stracą możliwość wypróbowania rozwiązań eksperymentalnych oraz takich, które dopiero mają zostąć uznane za standard. Developerzy będą mogli, w pewnym ograniczonym zakresie, tworzyć swoje oprogramowanie tak, by pomimo korzystania z niestandardowych rozwiązań uruchamiało się ono pod kontrolą Edge. Takie postępowanie jest niezbędne, by móc prowadzić testy w środowisku naturalnym. Jednak narzucone zostaną takie ograniczenia, które uniemożliwią rozpowszechnienie się i zakorzenienie takich eksperymentalnych rozwiązań. Edge ma też wspierać specyfikację Object RTC, która służy do komunikacji audiowideo za pomocą przeglądarki, Pointer Lock ważnej dla graczy oraz wirtualnego asystenta Cortanę. Microsoft poinformował, że w porównaniu z Internet Explorerem z Edge'a usunięto około 220 000 liniii kodu i 300 starych API, dodano zaś około 300 000 linii kodu i wprowadzono ponad 4200 poprawek, dzięki którym przeglądarka ma lepiej współpracować z podobnymi produktami konkurencji. « powrót do artykułu
  4. Borokaina (borowa pochodna lidokainy) znosi ból tak samo skutecznie jak substancja wyjściowa, ale działa nawet 5-krotnie dłużej. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będzie wykorzystywana jako środek do iniekcji i do stosowania zewnętrznego. Ze względu na swoją wszechstronność i skuteczność w szybkim znieczulaniu docelowych obszarów lidokaina od ponad 50 lat pozostaje złotym standardem anestetyków miejscowych. Niestety, efekty jej działania prędko zanikają. Opracowaliśmy [jednak] nowy związek, który może szybko zapewnić dłużej utrzymującą się ulgę od bólu. Taki rodzaj leku przeciwbólowego przyda się w terapii urazów sportowych i stanów po wszczepieniu protez stawów - wyjaśnia prof. George Kracke z Uniwersytetu Missouri. Borokainę zsyntetyzował prof. M. Frederick Hawthorne, dyrektor Międzynarodowego Instytutu Nanomedycyny i Medycyny Molekularnej. Zmieniwszy budowę chemiczną lidokainy, naukowcy zauważyli, że nowy związek działa 5-krotnie dłużej. W testach przedklinicznych borokaina uśmierzała ból przez ok. 25 min, a lidokaina tylko ok. 5 min. Dysponowanie środkiem przeciwbólowym o dłuższym działaniu zmniejsza dawkę albo liczbę dawek, ograniczając potencjalne skutki uboczne - podkreśla Kracke, dodając, że choć inne anestetyki uśmierzają ból dłużej od lidokainy, mogą np. wpływać toksycznie na serce czy szkodzić układowi pokarmowemu. Wstępne wyniki nie wskazują na toksyczność pojedynczej dozy borokainy, ale by ustalić to na pewno, konieczne są kolejne studia. « powrót do artykułu
  5. Po ostatniej aktualizacji program antywirusowy Avast fałszywie rozpoznaje biblioteki Windows jako wirusy i poddaje je kwarantannie. Niektóre aplikacje przestają działać z tego powodu. Skaner rozpoznaje pliki systemowe jako Win32:Kryptik-PFA. Avast potwierdził, że doszło do błędu podczas aktualizacji sygnatur. Błąd dotyczy wersji Avast 8 i wcześniejszych. Najnowsza edycja skanera została oznaczona numerem 10. Avast zaleca zaktualizowanie pliku z sygnaturami lub czasowe wyłączenie mechanizmu File System Shield. « powrót do artykułu
  6. Księżniczki piękne (Neolamprologus pulcher) hodowane od urodzenia w większych grupach mają bardziej rozwinięte zdolności społeczne oraz inną budowę mózgu. Jeśli ryba przez 2 miesiące stykała się z bardziej złożonym środowiskiem społecznym, miała większe podwzgórze oraz pokrywę wzrokową, która przetwarza bodźce wzrokowe (zjawisko powiększenia może być związane z koniecznością przetwarzania większej liczby bodźców wzrokowych w bardziej rozbudowanych grupach). Jak zaznaczają biolodzy z zespołu dr. Stefana Fischera z Wydziału Zoologii Uniwersytetu w Cambridge, ogólnie mózgi pielęgnic z lepszymi umiejętnościami społecznymi nie były większe od mózgów ryb wychowywanych w mniejszych grupach, inna była jednak ich wewnętrzna architektura. Nasze dane sugerują, że w czasie rozwoju [...] pewne części mózgu zmieniają swoje rozmiary w odpowiedzi na wskazówki środowiskowe, nie wpływając na ogólną wielkość mózgu; zwiększanie jednych obszarów wymusza zmniejszenie innych. Przekształcenia architektury mózgu były obecne długo po wczesnych etapach kontaktów społecznych. Rozwinięcie zdolności społecznych jest kosztowne i korzystne tylko wtedy, gdy wczesne środowisko społeczne wskazuje, że duża liczba kontaktów społecznych pozostanie bardzo istotna na późniejszych etapach życia. N. pulcher żyje w grupach liczących do 25 osobników. Rozmnaża się jedna para, a pomocnicy biorą udział w obronie terytorium i wychowaniu narybku (zachowanie to nazywa się rozmnażaniem kooperacyjnym). By przetestować umiejętności społeczne, Brytyjczycy przez 2 miesiące hodowali młode pielęgnice z 3 lub 9 dorosłymi księżniczkami. Obserwowano różne rodzaje interakcji: demonstrowanie boku, taranowanie, trzepotanie ogonem czy walczenie za pomocą jamy gębowej (ryby zwierają się jamą gębową, walcząc np. o pokarm). Pół roku od fazy testowej zmierzono mózgi; w ten sposób ustalano wpływ wczesnych rozmiarów stada na morfologię tego narządu. Na wolności większe grupy N. pulcher reprezentują środowisko niskiego ryzyka ze zwiększoną przeżywalnością narybku. Bycie częścią większej, bezpieczniejszej grupy może podwyższać motywację młodych ryb do kontaktów społecznych z rodzeństwem, co korzystnie wpływa na liczbę okazji do rozwijania zdolności społecznych. Jak dodaje Fischer, wielkość stad księżniczek pięknych jest stosunkowo stała. Pozostanie w większej grupie oznacza większe szanse na przeżycie. [Podczas eksperymentów] ryby hodowane w większych stadach demonstrowały w stosunku do większego osobnika bardziej uległe i mniej agresywne zachowania. « powrót do artykułu
  7. Microsoft dokonuje radykalnych zmian w systemie tworzenia i udostępniania swojego oprogramowania oraz, prawdopodobnie, w systemie dostarczania poprawek i zabezpieczeń. Koncern ogłosił powstanie nowego systemu aktualizacji Windows Update for Business (WUB). Terry Myerson, odpowiedzialny za rozwój systemu operacyjnego, stwierdził, że nie będziemy już dostarczać wszystkim konsumentom wszystkich poprawek tego samego dnia. Zapowiedział w ten sposób zmiany, które zajdą od premiery Windows 10. Zdaniem niektórych, może być to zapowiedź końca Patch Tuesday, czyli praktyki dostarczania zestawu poprawek w każdy drugi wtorek miesiąca. Niewykluczone, że poprawki będą udostępniane na bieżąco, w miarę ich tworzenia. Premiera Windows 10 będzie oznaczała poważne zmiany nie tylko w systemie dostarczania poprawek. Niewykluczone, że za trzy lata nie będzie premiery Windows 11. Microsoft chce ciągle dostarczać użytkownikom nowe narzędzia, funkcje, interfejs użytkownika i najróżniejsze dodatki. Może więc całkowicie zrezygnować z premier dużych wersji, a dawać dostęp do wciąż pojawiających się udoskonaleń systemu. WUB będzie przydatnym narzędziem szczególnie dla administratorów, którzy będą mogli precyzyjnie podzielić komputery na grupy czy klasy i zdecydować, w jaki sposób będą one aktualizowane. Co więcej, ze słów Myersona wynika, że użytkownicy będą mogli wybrać tempo, w jakim będą dostarczane im aktualizacje. Microsoft zaoferuje być może nawet kilkanaście różnych opcji aktualizacji. Niektórzy chcą aktualizować oprogramowanie od razu po tym, jak skończymy je testować. Nie chcą czekać ani sekundy. Inni z kolei wolą się wstrzymać, mówiąc: 'hej, poprawcie jeszcze tutaj i tutaj. Chcę mieć pewność, że nie będę miał problemów z kompatybilnością i chcę się przekonać, że wszystko działa jak należy. Prawdopodobnie zatem będzie możliwość wyboru pomiędzy natychmiastową aktualizacją oprogramowania, a odroczeniem jej o całe dni czy tygodnie. Nie wiadomo jednak, jak będzie to wyglądało w praktyce, gdyż Microsoft nie zdradza szczegółowych planów i wszystko opiera się na dokonywanej przez analityków interpretacji słów przedstawicieli firmy. Analitycy narzekają, że w ostatnim czasie komunikacja ze strony Microsoftu spadła niemal do zera. Wprowadza to zamieszanie. Oni już podjęli decyzje. Prawdopodobnie mają już gotowy kod. Dlaczego nic nie mówią? - skarży się jeden z analityków. « powrót do artykułu
  8. Pierwsze eukarioty, czyli organizmy zbudowane z komórek posiadających jądro komórkowe z chromosomami, pojawiły się na Ziemi przed 2 miliardami lat. Ich wyewoluowanie było jednym z najważniejszych momentów w historii życia. Teraz naukowcy poinformowali o znalezieniu formy przejściowej, z której pojawiły się eukarioty. Na dnie Oceanu Arktycznego znaleziono mikroorganizmy, które posiadają wiele, ale nie wszystkie, cech znajdowanych dotychczas u eukariotów. To przełom. Odkrycie jest niemal zbyt dobre, by było prawdziwe - cieszy się Eugene Koonin, biolog ewolucyjny z National Center for Biotechnology Information. Pierwsze wskazówki dotyczące pochodzenia eukariotów zdobyto już w latach 70., kiedy to Carl Woese, mikrobiolog z University of Ilinois porównał materiał genetyczny różnych gatunków i odtworzył drzewo życia. Stwierdził, że zawiera ono trzy główne odgałęzienia. W jednej znajdują się bakterie, w drugiej archeony, w trzeciej eukarioty. Woese odkrył, że eukarioty są bliżej spokrewnione z archeonami niż bakteriami. Przez ostatnie 40 lat, dzięki rozwojowi nauki i techniki coraz lepiej poznawaliśmy historię życia. A ostatnimi czasy zaczęło pojawiać się coraz więcej badań sugerujących, że eukarioty nie są osobną gałęzią ewolucji, ale wyewoluowały z archeonów. Niedawno Steffen L. Jorgensten, mikrobiolog z Uniwersytetu w Bergen, pobierał próbki z dna Oceanu Arktycznego. Zauważył, że w niektórych warstwach osadów żyją archeony. Przekazał więc próbki Thijsowi Ettemie z Uniwersytetu w Uppsali, który już wcześniej spostrzegł, że najbliżej spokrewnione z eukariotami archeony żyją na dnie oceanów. Gdy Ettema zbadał dostarczone osady, okazało się, że znajdują się tam nieznane wcześniej archeony. Zostały one nazwane Lokiarchaeum. Szczegółowa analiza DNA wykazała, że Lokiarchaeum są bliżej spokrewnione z eukariotami, niż jakiekolwiek inne znane archeony. Jednak jeszcze większym zaskoczeniem było odkrycie, że archeony te mają wiele cech charaktrystycznych znajdowanych wcześniej wyłącznie u eukariotów. Znaleziono m.in. geny odpowiedzialne za powstawanie lizosomów w komórkach eukariotów. Ale nie tylko. Odkryto również geny, które u eukariotów odpowiadają za tworzenie cytoszkieletu. Naukowcy nie wykluczają, że Lokiarchaeum wykorzystuje swój cytoszkielet do poruszania się – podobnie jak pierwotniaki – i, na wzór eukariotów, potrafi pochłaniać molekuły i mikroorganizmy. Lokiarchaeum miał znacznie bardziej złożoną budowę niż bakterie i inne archeony, jednak prawdopodobnie nie posiadał jądra komórkowego i mitochondriów. Niewykluczone zatem, że ewolucja wyglądała w następujący sposób. Gdy już archeony podobne do Lokiarchaeum rozwinęły pełen szkielet, następnym krokiem mogło być pojawienie się mitochondriów. Nauka od dawna wie, że mitochondria powstały z bakterii. Niewykluczone zatem, że Lokiarchaeum lub im podobne archeony wchłonęły bakterie, a te zamieniły się w mitochondria, zapewniające energię swojemu gospodarzowi. A gdy już archeony posiadały własne centra energetyczne, mogły się rozrastać i przybierać bardziej złożone formy. Już w 2006 roku Koonin i William Martin z Uniwersytetu w Düsseldorfie zaproponowali model ewolucji jądra komórkowego. Dwa zestawy genów znajdujące się w jednej komórce mogą nawzajem sobie zaszkodzić, gdy wejdą w kontakt. Naukowcy zaproponowali hipotezę, zgodnie z którą eukarioty stopniowo budowały barierę, mającą na celu oddzielenie od siebie tych zestawów genów. Przed ekspertami jeszcze dużo pracy. Mikrorganizmy wydobywane z dna morskiego szybko giną, gdyż nie wytrzymują gwałtownej zmiany warunków pomiędzy tymi, w których żyły, a tymi, w które są przenoszone. Ettema i jego zespół spróbują odtworzyć warunki panujące w osadach na dnie Oceanu Arktycznego. Mają nadzieję, że dzięki temu mikroorganizmy będą mogły przeżyć, a może nawet się rozmnożyć. Uczeni będą więc mieli materiał do badań. « powrót do artykułu
  9. Po raz pierwszy od rozpoczęcia pomiarów średnia światowa zawartość dwutlenku węgla w atmosferze przekroczyła 400 części na milion (ppm). Pomiary z Mauna Loa i 39 stacji na świecie wykazały, że średnie stężenie dla marca 2015 roku wyniosło 400,83 ppm. O przekroczeniu granicy 400 ppm dowiedzieliśmy się po raz pierwszy w maju 2013 roku, kiedy to tuż po północy z 7 na 8 maja instrumenty na Mauna Loa wykazały powyżej 400 ppm i poziom ten utrzymał się przez resztę nocy. Była to jednak średnia godzinowa i to dla jednej, choć najważniejszej, stacji pomiarowej. Specjaliści informowali, że równie dużo dwutlenku węgla nie było w atmosferze od co najmniej 800 000 lat, a najprawdopodobniej ostatnio tak duże stężenie występowało w pliocenie, przed 2,5 milionami lat. W kwietniu ubiegłego roku już 12 stacji pomiarowych na półkuli północnej informowało o przekroczeniu poziomu 400 ppm. Teraz stężenie to przekroczono w skali całego globu. Eksperci uważają, że prawdopodobnie dopiero dane z maja wykażą globalny spadek poniżej 400 ppm, gdyż rozwijająca się roślinność na półkuli północnej zacznie pochłaniać więcej dwutlenku węgla z atmosfery. Trzeba pamiętać też, że w skali globalnej dane są zbierane z kilkutygodniowym opóźnieniem. Wynika to m.in. z faktu, że na półkuli północnej znajduje się znacznie więcej źródeł antropogenicznej emisji CO2, zatem gaz musi mieć czas by rozprzestrzenić się po całym globie. Wahania w jedną lub drugą stronę są zatem widoczne w skali globalnej dopiero po jakimś czasie. Niezależnie jednak od tego, gdzie położone są stacje pomiarowe, wszystkie one pokazują trend wzrostowy, zatem dwutlenku węgla jest coraz więcej. Sytuacja nie ulegnie zmianie nawet mimo tego, że – jak wcześniej poinformowała Międzynarodowa Agencja Energii – w 2014 roku dzięki rozwojowi źródeł odnawialnych po raz pierwszy od 40 lat w okresie wzrostu gospodarczego światowa emisja gazów cieplarnianych nie zwiększyła się w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Dwutlenek węgla może krążyć w atmosferze przez setki lat, zatem nawet jeśli nie będziemy już więcej zwiększali emisji, to i tak poziom CO2 będzie rósł. Jedynym sposobem powstrzymania tego wzrostu jest zatem redukcja emisji. « powrót do artykułu
  10. Zespół prof. José Ángela Rufíána Henaresa z Uniwersytetu w Grenadzie postanowił sprawdzić, czy fusy kawy i srebrną łuskę, czyli cienką osłonkę otaczającą ziarna kawy, można wykorzystać do celów spożywczych, zmniejszając ilość generowanych odpadów. Okazuje się, że jak najbardziej tak... Hiszpanie zademonstrowali, że i bogate we włókna i fenole fusy i łuska mają silne właściwości przeciwutleniające oraz przeciwbakteryjne. Co istotne, antyutleniający wpływ fusów jest 500 razy większy niż witaminy C. Nic dziwnego, że naukowcy już snują plany odnośnie do pokarmów funkcjonalnych. [Fusy] zawierają również wysokie stężenia melanoidyn, które powstają podczas palenia ziaren kawy i nadają im brązowy kolor. Właściwości biologiczne tych polimerów można by wykorzystać w praktyce, np. do zapobiegania wzrostowi patogenów w produktach spożywczych. Jeśli jednak chcielibyśmy spożytkować prebiotyczny potencjał kawowych odpadów, z tego samego względu najpierw trzeba by melanoidyny usunąć - podsumowuje prof. Rufíán Henares. « powrót do artykułu
  11. Na poziomie mózgu ludzie z depresją i chorobą afektywną dwubiegunową (ChAD) inaczej przeżywają smutek. Badania obrazowe mózgu pacjentów z kliniczną depresją i ChAD ujawniły różnice w nasileniu aktywności obszarów regulujących emocje (podczas badania ochotnikom pokazywano zdjęcia). "Jako psychiatrzy mamy duży problem: nie potrafimy odróżnić depresji jednobiegunowej od dwubiegunowej" - podkreśla dr Eric Ruhe z Uniwersytetu w Amsterdamie. Ma to spore znaczenie, bo w przypadku osób z ChAD antydepresanty są zazwyczaj nieskuteczne. W dodatku, jak zaznacza Holender, mogą one nawet zwiększyć ryzyko wystąpienia manii. Autorzy publikacji z pisma JAMA Psychiatry przyglądali się 42 pacjentom z depresją, 35 z ChAD i 36 osobom bez żadnego z tych zaburzeń. Podczas pokazywania zdjęć ludzi przeżywających różne emocje - smutek, radość, strach oraz stany neutralne - mózg ochotników obrazowano za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI). Badanym polecono, by kontakt z fotografiami przeżywali biernie albo aktywnie regulowali emocje, dystansując się od widoku (np. przypominając sobie "to tylko zdjęcie"). Naukowcy oceniali zdolność do regulowania emocji, odejmując oceny pasywnie odbieranych zdjęć od ocen wydawanych po aktywnym dystansowaniu się od ich treści. W odróżnieniu od wcześniejszych studiów, eksperyment prowadzono zarówno w zwykłym stanie ducha, jak i w czasie depresji (nikt nie zażywał leków psychiatrycznych). Okazało się, że w okresie normalnego samopoczucia osoby z ChAD słabiej radziły sobie z regulacją smutku i radości niż chorzy z depresją. Podczas epizodów depresyjnych sprawy wyglądały jednak nieco inaczej: ochotnicy z chorobą afektywną dwubiegunową byli lepsi w regulowaniu szczęścia, zaś obie grupy podobnie radziły sobie z regulacją smutku. Psychiatrzy opowiadają, że w stanie niedepresyjnym odpowiadająca za regulację emocji grzbietowo-boczna część kory przedczołowej (ang. dorsolateral prefrontal cortex, DLPFC) była u osób z ChAD bardziej aktywna. Oznacza to, że mózg pacjentów z chorobą afektywną dwubiegunową musi pracować ciężej, by osiągnąć ten sam poziom samokontroli emocjonalnej, co u przedstawicieli 2. grupy eksperymentalnej. W stanie depresyjnym dziobowa część przedniego zakrętu obręczy (ang. rostral anterior cingulate cortex, rACC), która stanowi łącznik między poznawczymi i emocjonalnymi częściami mózgu, była u osób bipolarnych mniej aktywna niż u osób z depresją. Jak tłumaczy Ruhe, choć podczas epizodów depresyjnych zachowanie pacjentów z depresją i ChAD się nie różni, aktywność mózgu ujawnia ogromną różnicę. « powrót do artykułu
  12. Amerykańska armia chce, by jej żołnierze nosili kamuflaż adaptujący się do otoczenia. Oczywiście osiągnięcie całkowitej niewidzialności jest w przypadku obiektu makroskopowego niemożliwe, jednak można spowodować, by był on niewidzialny lub mniej widoczny w określonych zakresach fali światła. Amerykanie ogłosili, że przez sześć najbliższych miesięcy czekają na zgłoszenia firm, które chcą podjąć się wyzwania. Z przesłanych propozycji wybiorą 10, które zostaną poddane rocznym testom. Wymogi dla nowego munduru są bardzo wyśrubowane. Ma on zapewniać zmniejszoną widzialność w każdym terenie i pod każdym kątem, ma sprawdzać się w dużym zakresie temperatur zewnętrznych, podczas opadów śniegu czy deszczu i nie może przeszkadzać żołnierzowi w pełnieniu normalnych obowiązków. Jeśli kamuflaż będzie wymagał zewnętrznego zasilania, to nie może ono ważyć więcej niż 450 gramów i ma zapewniać energię przez co najmniej 8 godzin. Kamuflaże zostaną porównane za pomocą standardowych testów z kamuflażami obecnie używanymi przez NATO. Mimo, że stawiane są wysokie wymagania, chętnych z pewnością nie zabraknie. Będzie wśród nich kanadyjska firma Hyperstealth Biotechnology, która już w ubiegłym roku zaprezentowała Amerykanom kamuflaż wykonany z metamateriału. « powrót do artykułu
  13. Bakterie Helicobacter pylori mogą bezpośrednio wpływać na komórki macierzyste żołądka, zwiększając częstość ich podziałów. Choć badania prowadzono na myszach, udało się uzyskać wskazówkę, czemu zakażenie tym patogenem zwiększa ryzyko nowotworu u ludzi. Za pomocą mikroskopu 3D zespół ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Stanforda identyfikował kolonie bakterii w ludzkich gruczołach żołądka (to tam rezydują komórki macierzyste i prekursorowe, które rozwijają się do dojrzałych komórek epitelialnych). H. pylori wymykają się sokowi żołądkowemu, ukrywając się w śluzie pokrywającym nabłonek. Bakterie wstrzykują do komórek nabłonka białko CagA (ang. cytotoxin associated protein A), co zapewnia im stały dopływ substancji odżywczych. CagA jest wprowadzane do komórek epitelialnych za pomocą jednoetapowego systemu transportu T4SS, czyli bezpośrednio z cytozolu komórki bakteryjnej do komórek gospodarza. Ostatnio Amerykanie wykazali, że onkoproteina stymuluje komórki macierzyste do szybszych podziałów. Wejście do gruczołu żołądka jest wąskie - jego szerokość jest zaledwie 4 razy większa od średnicy H. pylori, w dodatku przestrzeń wypełnia śluz. Wcześniejsze badania dr. Manuela Amievy i Michaela Sigala pokazały, że bakterie wpływają do gruczołów myszy, nie było jednak wiadomo, czy zachodzi tam ich wzrost i czy zjawisko występuje również u ludzi. Mimo potrzeby bardziej systematycznych badań, trudno było znaleźć odpowiednie próbki ludzkiego żołądka. Choć często przeprowadza się biopsje, zapewniają one próbki górnej warstwy, podczas gdy naukowców interesowały warstwy położone głębiej. By nie sprawiać chorym bólu (pobranie zdatnej próbki przypominałoby zrobienie pacjentowi dużego wrzodu), naukowcy postanowili wykorzystać tkanki żołądka pozostałe po operacjach bariatrycznych. Próbki pochodziły z żołądków, gdzie H. pylori nie tworzyły aktywnie wrzodów ani zmian nowotworowych. Po zidentyfikowaniu tkanek zakażonych konkretnymi szczepami H. pylori, zespół posłużył się mikroskopem konfokalnym. W ten sposób odtworzono trójwymiarowe obrazy gruczołów 4 narządów. Wszystkie pokazały kolonie H. pylori, zlokalizowane w pobliżu miejsca rezydowania szybko dzielących się komórek prekursorowych. Mniejsza liczba kolonii bakterii występowała u podstawy gruczołów, koło komórek macierzystych. Gdy Amieva i Sigal zajęli się na powrót modelem mysim, zauważyli, że w ok. 30% skolonizowanych przez H. pylori gruczołów bakterie występują u ich postawy. Opisany mechanizm rzuca sporo światła na patogenezę nowotworów żołądka. Komórki nabłonka żyją zbyt krótko, by nabyć mutacje. Kiedy dotrą na powierzchnię żołądka, żyją ok. 24 godzin. Trudno sobie wyobrazić, że H. pylori robią z nim coś, co mogłoby prowadzić do nowotworu, lecz komórki macierzyste są bardzo długowieczne, a zakażenia H. pylori zaczynają się często w dzieciństwie. By ustalić, jak H. pylori modyfikują zachowanie komórek macierzystych, Amerykanie wykorzystali myszy, u których zachodzi ekspresja fluorescencyjnych markerów. Dzięki temu można śledzić los komórek macierzystych i komórek potomnych. Okazało się, że po upływie 2 tygodni gruczoły zakażonych myszy były znacznie dłuższe i bardziej zajęte stanem zapalnym niż gruczoły zwierząt zdrowych. By potwierdzić przypuszczenia, że dzieje się tak pod wpływem CagA, myszy zakażono bakteriami, które nie mogły wstrzykiwać białka do komórek epitelialnych. Ustalono, że choć patogeny nadal kolonizowały gruczoły, stan zapalny był lżejszy, a wzrost komórek macierzystych wolniejszy. « powrót do artykułu
  14. Firma SpaceX przeprowadziła udany test awaryjnego oddzielania się kapsuły Dragon od rakiety nośnej. Kapsuła jest wyposażona w system bezpieczeństwa, dzięki któremu, w razie problemów, szybko oddziela się od rakiety i bezpiecznie ląduje. System wykorzystuje 8 silników rakietowych, dzięki któremu kapsuła może w ciągu 2 sekund odlecieć na odległość 100 metrów, a w 5 sekund oddali się na 500 metrów od rakiety nośnej. System pomyślano tak, by Dragon mógł awaryjnie oddzielić się od rakiety w dowolnym momencie. Systemy NASA pozwalają na ucieczkę tylko w ciągu pierwszych minut lotu. Teraz, po udanym teście, SpaceX analizuje dane zdobyte podczas próby. « powrót do artykułu
  15. Amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa Cywilnego (FAA) ma zamiar wycofać się z jednego z najbardziej restrykcyjnych ograniczeń, jakie narzuca operatorom prywatnych dronów. W lutym dowiedzieliśmy się, że FAA wymaga, by dron zawsze znajdował się w zasięgu wzroku pilota. Ograniczenie takie zbytnio nie przeszkadza tym, którzy chcą wykonać zdjęcia jakiejś nieruchomości czy nakręcić film okolicy, w której mieszka. Jednak takie zadania, jak sprawdzanie integralności rurociągów czy dostarczanie przesyłek przez sklepy internetowej wymaga, by dron odleciał daleko poza zasięg wzroku operatora. Wczoraj FAA wysłała do firm, z którymi współpracuje, informację, że ma zamiar pozwolić na rozpoczęcie projektów, w ramach których drony znikną z pola widzenia operatorów. Firma PrecisionHawk dostanie zgodę na wykorzystanie dronów do monitorowania pól uprawnych, a BNSF Railroad będzie mogła testować drony dokonujące inspekcji linii kolejowych. Niewykluczone zatem, że za jakiś czas Amazon uzyska zgodę na używanie dronów na obszarach miejskich. FAA wysłała jasny sygnał, że nie ma zamiaru przeszkadzać firmom w rozwoju. Rząd nie może działać w próżni. Chcemy by drony były używane bezpiecznie, a można to osiągnąć, dzięki szybkiemu i jak najlepszemu wykorzystaniu zasobów i doświadczenia przemysłu - oświadczył sekretarz ds. transportu Anthony Foxx. Firma PrecisionHawk wykorzysta podczas testów własny Low Altitude Tracking and Avoidance System (LATAS). To rodzaj kontroli ruchu powietrznego dla dronów. Obecnie w USA wykorzystywanie dronów do celów komercyjnych jest zakazane. Firma, która chce ich tak używać, musi uzyskać specjalne pozwolenie od FAA. Dozwolone jest używanie dronów przez osoby prywatne. « powrót do artykułu
  16. Amerykańska organizacja Transparency Toolkit przejrzała dane z serwisu LinkedIn i na ich podstawie stworzyła bazę danych zawierającą informacje na temat 27 000 osób pracujących w różnych amerykańskich instytucji wywiadowczych. Celem Transparency Toolkit jest „obserwowanie tych, którzy obserwują”, a korzysta ona z ogólnodostępnych danych. Utworzona przez organizację baza ICWatch składa się z publicznie dostępnych życiorysów pracowników agencji wywiadowczych oraz firm z nimi współpracujących. W ich życiorysach można znaleźć wiele nazw i funkcji tajnych programów wywiadowczych, w tym nieznane dotychczas nazwy kodowe - mówią przedstawiciele Transparency Toolkit. Na potrzeby swojej pracy organizacja stworzyła narzędzie o nazwie LookingGlass. Narzędzie to, podobnie jak ICWatch, zostało udostępnione w serwisie GitHub. Stworzyliśmy bezpłatne oprogramowanie do wyszukiwania i analizowania danych z ogólnodostępnych źródeł. Później, we współpracy z dziennikarzami śledczymi i obrońcami praw człowieka uzyskane dane zmieniliśmy w użyteczną wiedzę. Naszym głównym zadaniem jest badanie aktywności wywiadowczej oraz wyszukiwanie przypadków naruszenia praw człowieka - przyznają założyciele Transparency Toolkit. Organizacja została stworzona przez Brennana Novaka, współtwórcę systemu pocztowego Mailpile, Kevina Gallaghera, pracującego w prywatnym przemyśle wywiadowczym oraz M. C. McGratha, byłego badacza z MIT Media Lab. « powrót do artykułu
  17. Analizując przypadki ciężarnych owiec, które w czasie suszy żerowały na toksycznej roślinie, amerykańsko-australijski zespół odkrył nowy izoflawonoid - biliatrezon - wywołujący niedrożność dróg żółciowych jagniąt. Wydaje się, że to on odpowiada za rozwój choroby również u ludzkich noworodków. Spekulowano, że przyczyna jest genetyczna, ale hipoteza nie utrzymała się. Inni ludzie twierdzili, że musi chodzić o wirus atakujący drogi żółciowe płodu jeszcze w łonie matki, nie znaleziono jednak dowodów, które by to potwierdzały. Pojawianie się tej choroby u zwierząt w ostatnich latach zasugerowało toksynę środowiskową. I właśnie udało się ją zidentyfikować - cieszy się biochemik i patolog eksperymentalny dr Peter Windsor. Badania pod kątem toksyny rozpoczęły się w 1990 r., kiedy Australijczycy zajęli się epidemią niedrożności u jagniąt z okolic tamy Burrinjuck. Zwierzęta nie rozwijały się, pojawiła się u nich żółtaczka oraz biała biegunka. W ciągu 4 tygodni od narodzin nastąpił zgon. Farmerzy opisywali podobne zjawisko sprzed 24 lat. W obu przypadkach, nie mając wyboru, ciężarne owce żerowały na odsłoniętym mulistym przybrzeżu tamy, skolonizowanym przez rośliny z rodzaju Dysphania. Windsor wyjaśnia, że w normalnych warunkach stanowią one niewielką część diety owiec. Emerytowany profesor Uniwersytetu w Sydney próbował zainteresować badaniem składu chemicznego Dysphania specjalistów od chorób wątroby, jednak przed suszą 2007 r. i kolejną epidemią choroby wśród owiec żerujących na tamie Hume - bez rezultatu. Wtedy do Windsora z prośbą o próbki roślin zwróciły się aż 3 grupy badawcze. Autorzy publikacji z pisma Translational Medicine prowadzili badania na larwach danio pręgowanych (Danio rerio). Cytotoksyczność biliatrezonu zademonstrowano, porównując komórki dróg żółciowych zwykłych larw i larw wystawionych na działanie izoflawonoidu. Okazało się, że związek ten powodował zniszczenie zewnątrz-, ale nie wewnątrzwątrobowych dróg żółciowych. Izoflawonoid powodował również utratę rzęsek w hodowlach zewnątrzwątrobowych cholangiocytów (komórek nabłonkowych dróg żółciowych) noworodków myszy. To sugeruje, że u ludzi choroba może być również wywoływana przez biliatrezon. Nie spożywamy co prawda tej samej rośliny co owce, ale jemy inne warzywa, które zawierają biliatrezon lub podobne związki. Testowano m.in. hipotezę, że substancje pokrewne do biliatrezonu z buraków bądź boćwiny są przekształcane do aktywnej toksyny przez mikrobiom jelit. Na razie nie można powiedzieć, czy tak naprawdę jest, na pewno znamy już jednak mechanizm, za pośrednictwem którego biliatrezon wpływa na rozwijające się drogi żółciowe. « powrót do artykułu
  18. Google ujawnia szczegóły dziury w Windows 8.1. Luka nie została załatana przez Microsoft. Błąd, o którym mowa, pozwala na przeprowadzenie ataku na piaskownicę przeglądarki Chrome, Adobe Readera i inne programy. Sprawa jest o tyle ważna dla Google'a, że działanie piaskownicy Chrome'a jest uzależnione od systemu operacyjnego. „Możesz wykorzystać wszystkie dostępne techniki bezpieczeństwa, a i tak czasami producenci OS-u marnują twoje wysiłki” - mówi James Forshaw z Google Zero Project. Piaskownica to dodatkowa warstwa bezpieczeństwa w programach. Samo wyjście poza nią nie stwarza jeszcze niebezpieczeństwa, jednak w połączeniu z innymi dziurami może być groźne. W Windows 8.1 Microsoft wprowadził mechanizm, który pozwala na ominięcie pewnych ograniczeń narzucanych przez piaskownicę. Sam mechanizm nie pozwala się z niej wyrwać, ale w połączeniu z innymi błędami napastnik może wyjść poza piaskownicę. Właśnie taki błąd znaleźli eksperci Google'a i 9 grudnia ubiegłego roku poinformowali o tym Microsoft, dając koncernowi 90 dni na załatanie błędu. Przedstawiciele Microsoftu poinformowali Google'a, że nie będą go poprawiali. Rozumiem, dlaczego Microsoft nie będzie go naprawiał. Chodzi o zapewnienie wstecznej kompatybilności, trudno byłoby im to zrobić - przyznaje Forsaw. Google zdecydował się na ujawnienie błędu i użycie w przeglądarce Chrome innej metody zabezpieczeń, której nie można ominąć za pomocą wspomnianej dziury. « powrót do artykułu
  19. Prędkość, z jaką pijemy alkohol, zależy od kształtu szklanki. Pomocne w spowalnianiu tempa są też znaczniki na naczyniu. W pierwszym eksperymencie ok. 160 osób (płci rozkładały się po połowie) podzielono na dwie grupy. Ochotnicy pili tylko towarzysko; nikt nie miał w przeszłości problemów z nadużywaniem alkoholu. Jedna grupa piła ze szklanek do piwa z wygiętymi ściankami z podziałką, gdzie zaznaczono 1,4, 1/2 i 3/4, a druga ze zwykłych szklanek bez miarek. Gdy z analizy wykluczono osoby pijące skrajnie powoli, okazało się, że pierwsza grupa piła wolniej (10,3 min); w drugiej średnia wynosiła 9,1 min. W kolejnym eksperymencie doktorant David Troy i dr Angela Attwood z Uniwersytetu w Bristolu sprawdzali, czy badanie wpływu kształtu naczyń (prostych vs. giętych ścianek) o pojemności 0,5 i 1 półkwarty (czyli ok. 0,28 i 0,56 l) na spożycie można prowadzić w bardziej naturalnych warunkach. Po 2 weekendach w 3 pubach okazało się, że tak, a wyniki sugerują, że lokale wykorzystujące szklanki z prostymi ściankami cechuje niższy utarg (ergo - ludzie wolniej tu piją). Potwierdziło to zresztą wyniki wcześniejszych badań laboratoryjnych. Troy podkreśla, że ze względu na małą liczbę uczestniczących w eksperymencie pubów wyniki są na razie wstępne i trzeba podchodzić do nich ostrożnie. « powrót do artykułu
  20. Ponieważ grafen to jeden z najwytrzymalszych materiałów sztucznych, a pajęczy jedwab jest jednym z najwytrzymalszych materiałów naturalnych, zespół Nicoli Pugny z Uniwersytetu w Trydencie postanowił sprawdzić, co wyjdzie z ich połączenia. Włosi schwytali 5 pająków z rodziny nasosznikowatych (Pholcidae) i spryskali je wodną dyspersją cząstek grafenu o średnicy 200-300 nm. Kolejnych 10 pająków spryskano mieszanką wody i nanorurek węglowych. Choć część pająków wytwarzała jedwab gorszej jakości, u innych odnotowano dużą poprawę. Najlepsze włókna pochodziły od pająków potraktowanych nanorurkami. Były one ok. 3,5 razy bardziej wytrzymałe niż najlepszy z niemodyfikowanych jedwabi, przędziony przez Caerostris darwini. Naukowcy zaobserwowali znaczącą poprawę właściwości mechanicznych: odporności na kruche pękanie, współczynnika sprężystości podłużnej i współczynnika twardości. Włosi nie wiedzą, jak grafen i nanorurki węglowe dostały się do jedwabiu. Niewykluczone, że pokryły nić z wierzchu, ale Pugno nie sądzi, by to wystarczyło do tak dużej poprawy parametrów. Zamiast tego naukowiec przekonuje, że pająki "zgarniają" materiały ze swojego otoczenia i wplatają je w nić podczas przędzenia. Wzmocnienie nici zbiera, niestety, swoje żniwo. Cztery pająki padły bowiem krótko po spryskaniu. Na razie trudno powiedzieć, jak dałoby się wykorzystać nowy rodzaj materiału, ale Pugno dywaguje o wielkich sieciach nadających do chwytania spadających samolotów. W kolejnym etapie studium akademicy chcą zbadać inne sposoby produkowania bionicznych materiałów. Wspominają m.in. o podawaniu różnych substancji jedwabnikom morwowym (Bombyx mori). « powrót do artykułu
  21. Już za kilkanaście tygodni przeglądarka Firefox przestanie współpracować z rozszerzeniami wykorzystującymi przestarzałą niestabilną technologię „Binary XPCOM”. To stara i dość niestabilna technologia, używana przez niewielką liczbę developerów rozszerzeń, którą wykorzystują oni do zintegrowania bibliotek binarnych ze swoimi rozszerzeniami - napisał Jorge Villalobos na witrynie Mozilli. Mozilla wezwała developerów do korzystania z dostępnych lepszych technologii i apeluje do autorów dodatków, by zrezygnowali z XPCOM. Firefox nie będzie akceptował kodu XPCOM od wersji 40., która zadebiutuje w sierpniu bieżącego roku. « powrót do artykułu
  22. Naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa odkryli związek przyczynowo-skutkowy między wysokim stężeniem glukozy a zaburzeniem pracy mitochondriów. Cukier sam w sobie nie jest toksyczny, pozostawało więc tajemnicą, czemu wysoki poziom glukozy ma tak głęboki wpływ na organizm. Odpowiedź wydaje się taka, że duże jej stężenie zaburza aktywność cząsteczki, która bierze udział w licznych procesach wewnątrzkomórkowych - opowiada dr Gerald Hart. Wcześniejsze eksperymenty innych grup badawczych wykazały, że wysoki poziom glukozy w nieleczonej cukrzycy oddziałuje na aktywność mitochondriów. By dowiedzieć się czemu, dr Partha Banerjee porównywał enzymy mitochondrialne z serc szczurów z i bez cukrzycy. Przyglądał się różnicom w poziomie 2 enzymów: β-N-acetyloglukozaminylotransferazy (O-GlcNAc transferazy, OGT), enzymu odpowiedzialnego za katalityczne przyłączenie reszt O-GlcNAc, oraz β-N-acetylo-D-glukozaminidazy (OGA), która reszty te odłącza. Jak wyjaśniają naukowcy, glikozylacja, bo tym procesie mówimy, polega na przyłączeniu pojedynczych reszt β-N-acetylo-D glukozaminy do reszt seryny lub treoniny polipeptydu wiązaniem O-glikozydowym (O-GlcNAc). Naukowiec zauważył, że w mitochondriach gryzoni z cukrzycą występował wyższy poziom OGT, zaś poziom OGA był obniżony. Domyślaliśmy się, że poziomy enzymów będą w cukrzycy inne, ale nie spodziewaliśmy się tak dużych różnic - zaznacza Banerjee. Amerykanie stwierdzili również, że w mitochondriach zwierząt z cukrzycą inna jest sama lokalizacja jednego z tych enzymów. Zwykle kompleksy enzymów są osadzone w błonie, lecz w tym przypadku większość OGT migruje do wnętrza organelli. Zmiany w aktywności dot. O-GlcNAc sprawiają, że wytwarzanie energii jest mniej wydajne. Mitochondria produkują przez to więcej ciepła, co prowadzi do uszkodzenia różnych cząsteczek. Wątroba uruchamia proces neutralizowania wolnych rodników, który wiąże się wytwarzaniem glukozy. W efekcie poziom cukru jeszcze bardziej się podnosi. « powrót do artykułu
  23. Geolodzy stwierdzili, że rosnąca w Liberii, przypominająca palmę, roślina z rodziny pandanowatych, może wskazywać na lokalizację złoża diamentów. Wydaje się bowiem, że Pandanus candelabrum rośnie wyłącznie tam, gdzie znajdują się kominy kimberlitowe. To rozległe kolumny skał wulkanicznych, będące pozostałością po erupcjach. W kolumnach takich często znajdują się diamenty. Stephen Haggerty, badacz z Florida International University, który przewodzi grupie badaczy pracujących na zlecenie Youssef Diamond Mining Company, podejrzewa, że wspomniana roślina zaadaptowała się do kimberlitowych gleb bogatych w magnez, potas i fosfor. Diamenty powstają setki kilometrów pod powierzchnią Ziemi i są wynoszone przez erupcje wulkaniczne m.in. w kominach kimberlitowych. Takie kominy są dość rzadkie. Haggerty mówi o „zasadzie szóstki”: znamy ponad 6000 kominów kimberlitowych, z których około 600 zawiera diamenty, a jedynie około 60% z tych złóż jest na tyle bogatych, by opłacało się uruchamiać wydobycie. W Afryce Zachodniej wiele ludzi zajmuje się poszukiwaniem diamentów w osadach rzecznych. Trafiają tam kamienie wypłukane z kominów kimberlitowych. Poszukiwanie takich kominów w dżungli jest bardzo trudne. Haggerty pracuje w Liberii od lat 70. W 2013 roku odkrył komin kimberlitowy długości 500 i szerokości 50 metrów. W glebie nad kominem znaleziono cztery diamenty. Najważniejsze było jednak odkrycie, że znajduje się tam roślina, która prawdopodobnie występuje wyłącznie przy kominach kimberlitowych. We współpracy z naukowcami z Królewskiego Ogrodu Botanicznego w Kent oraz Missouri Botanical Garden zidentyfikował roślinę jako P. candelabrum. Wiadomo, że występuje ona od Kamerunu po Senegal. Haggerty potwierdził, że kolejne jej stanowisko znajduje się o 50 kilometrów dalej nad innym kominem kimberlitowym. Wydaje się, że poza kominami roślina nie występuje. Jeśli spostrzeżenia co do rośliny okażą się prawdziwe, znacznie łatwiej będzie wyszukiwać kominy kimberlitowe. Dla krajów Afryki Zachodniej może być to spora szansa. Wydobycie diamentów z takich kominów mniej szkodzi środowisku niż np. wydobycie miedzi. Kopalnie diamentów w kimberlitach są zwykle wąskie i skierowane pionowo w dół, wypłukiwany kimberlit nie jest toksyczny. Zniszczenia przyrody są zatem znacznie mniejsze niż w przypadku odkrywek, z których wydobywa się miedź. « powrót do artykułu
  24. Harald Geisler i Elizabeth Waterhouse zbierają na Kickstarterze fundusze na stworzenie czcionki bazującej na piśmie Alberta Einsteina. Typograf i była tancerka chcą w ten sposób uczcić 100. rocznicę powstania ogólnej teorii względności. Akcja potrwa jeszcze 38 dni, a duet ma już prawie 11,5 tys. z założonej kwoty 15 tys. Wszystko zaczęło się w 2009 r., gdy we Frankfurcie Waterhouse zobaczyła w kawiarni serwetkę z nadrukiem. Zapytała Geislera, czy mógłby zaprojektować czcionkę wzorowaną na piśmie odręcznym. Koniec końców oboje postanowili opracowywać czcionki bazujące na pismach znanych twórców i myślicieli. Jak można przeczytać na Kickstarterze, czcionka będzie kompatybilna z większością urządzeń cyfrowych, pozwalając pisać jak geniusz zarówno na komputerze, jak i na telefonie. Decyzja rozpoczęcia przygody z czcionkami wzorowanymi na piśmie właśnie od Einsteina była podyktowana względami zarówno pragmatyczno-estetycznymi (piękną formą liter Niemca), jak i szczyptą nostalgii (jako nastolatka Liz zaczytywała się w nienaukowych esejach fizyka). Po 6 miesiącach analizowania liter z lisów Einsteina Giesler stworzył działający prototyp czcionki. Najpierw jednak kształt liter musiał być odwzorowany za pomocą cyfrowego pióra. Pomysł na stworzenie einsteinowskiej czcionki został zaakceptowany przez Einstein Estate. By całość wyglądała bardziej naturalnie (pismo odręcznie nie zawsze jest w końcu takie samo), Harald stworzył po kilka wersji poszczególnych liter. « powrót do artykułu
  25. Na University of Miami powstał największy na świecie symulator huraganów. Maszyna stojąca w Rosenstiel School of Marine and Atmospheric Science przypomina olbrzymie akwarium. Nazwano ją SUSTAIN (SUrge-STructure-Atmosphere Interaction Facility) i wyposażono w silnik o mocy 1700 koni mechanicznych oraz w mieszadła poruszające 144 000 litrów wody. Urządzenie powoli się rozpędza, by w końcu symulować huragany kategorii 5., czyli wiatry, których prędkość wynosi co najmniej 252 km/h. W „akwarium” o wymiarach 23x6x2 metry umieszczono makiety domów, co pozwala na przyjrzenie się wpływowi huraganów na infrastrukturę nadbrzeżną. Głównym zadaniem SUSTAIN jest udoskonalenie prognoz dotyczących intensywności huraganów - mówi Brian Haus, który stoi na czele projektu. Przez ostatnie 20 lat stopniowo udoskonalaliśmy przewidywania dotyczące drogi, jaką przebędzie huragan. Jednak ani trochę nie posunęliśmy się do przodu w kwestii przewidywania intensywności - wyjaśnia uczony. Przypomina on np. huragan Wilma z 2005 roku, który w ciągu kilku godzin nad Meksykiem zwiększył siłę z kategorii 2. (154-177 km/h) do kategorii 5. Takie zjawiska przerażają meteorologów, gdyż trudno je przewidzieć - stwierdza Haus. Naukowcy mają też nadzieję, że SUSTAIN, który jest sześciokrotnie większy niż największe symulatory huraganów, pozwoli na badania zniszczeń infrastruktury przybrzeżnej. To bardzo ważne, gdyż większość zasad i modeli wykorzystywanych przez nas podczas wznoszenia infrastruktury nie opiera się na żadnych rzeczywistych danych dotyczących tego, co dzieje się podczas huraganów - wyjaśnia Haus. Miami jest siedzibą wielu instytucji badających najsilniejsze wiatry. Znajduje się tam National Hurricane Center, należąca do NOAA Hurricane Research Division, a na Florida International University działa Wall of Wind, urządzenie symulujące huragany 5. kategorii. NOAA i US Air Force często wysyłają samoloty do centrum huraganów, prowadzone są intensywne badania nad tymi zjawiskami. Dlatego też środowisko naukowe wiąże duże nadzieje z SUSTAIN. Urządzenie pozwoli na przeprowadzenie licznych badań i przyczyni się do zacieśnienia współpracy pomiędzy różnymi grupami naukowymi. « powrót do artykułu
×
×
  • Dodaj nową pozycję...