Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderatorzy
  • Liczba zawartości

    37614
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  • Wygrane w rankingu

    246

Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl

  1. Niektóre rośliny mogą pochłaniać nikotynę z dymu papierosowego i z zanieczyszczonej gleby. Odkrycie zespołu Dirka Selmara z Uniwersytetu Technicznego w Brunszwiku wyjaśnia, przynajmniej częściowo, skąd zanieczyszczenie wysokimi stężeniami alkaloidu w przyprawach, herbatkach ziołowych czy roślinach leczniczych, mimo że nikotyna jako insektycyd jest w Unii Europejskiej zakazana. Autorzy publikacji z pisma Agronomy for Sustainable Development prowadzili eksperymenty na mięcie pieprzowej, która zawiera śladowe ilości nikotyny. Niemcy zastosowali fumigację (okadzanie) oraz mulczowanie tytoniem z papierosów przez ponad 9 dni. Po okadzaniu dymem papierosowym wykrywano skrajnie podwyższone poziomy nikotyny - podkreśla Selmar. Naukowcy jako pierwsi zademonstrowali także, że mięta pieprzowa wychwytuje nikotynę ze skażonej gleby. Wykrywane stężenia były kilkakrotnie wyższe od maksymalnego poziomu pozostałości, który został wyznaczony przez UE. Naukowcy zauważyli, że stężenie alkaloidu spadało z czasem. Działo się tak prawdopodobnie dlatego, że nikotyna była wychwytywana przez korzenie, a potem ulegała rozkładowi w liściach. Ustalenia zespołu mają duże znaczenie nie tylko dla przemysłu spożywczego. Udowadniają bowiem, że substancje takie jak alkaloidy mogą być po obumarciu jednej rośliny przekazywane do kolejnej. Horyzontalny transfer naturalnych produktów rzuca nieco światła na dotychczas niewyjaśniony sukces pewnych praktyk rolniczych, np. płodozmianu lub wspólnej uprawy różnych roślin. « powrót do artykułu
  2. Niewielka wyspa Higashijima, położona 1000 kilometrów od południowych wybrzeży Japonii nie byłaby miejscem, o którym warto wspominać, gdyby nie fakt, że znaleziono na niej nowy gatunek ptaka. Burzyk siodłaty (Puffinus bryani) został odkryty przed zaledwie czterema laty, gdy naukowcy przeanalizowali okazy zebrane 50 lat temu na Hawajach i atolu Midway. Testy DNA dowiodły, że to, co wcześniej uważano za próbki należące do burzyka małego w rzeczywistości pochodzą od innego gatunku. W 2012 roku, gdy naukowcy posiadali już genetyczne i morfologiczne opisy burzyka siodłatego, okazało się, że zwłoki sześciu ptaków, które w latach 1997-2011 znaleziono na archipelagu Ogasawara należą właśnie do tego gatunku. Pozytywnej identyfikacji dokonano, mimo że pięć z sześciu okazów zostało poważnie uszkodzonych przez inwazyjne szczury. Jednak nie natrafiono na żadne ślady burzyka siodłatego pochodzące z okresu po roku 2011. Specjaliści obawiali się, że gatunek wyginął zanim dowiedzieliśmy się, że istnieje. Teraz okazało się, że gatunek przetrwał. W lutym bieżącego roku grupa japońskich naukowców z Instytutu Badań nad Leśnictwem i Produkcją Leśną (FFPRI) odwiedziła wyspę Higashijima w archipelagu Ogasawara. Gdy usłyszeli nieznane sobie ptasie trele postanowili bliżej się temu przyjrzeć. Mieli dość łatwe zadanie, gdyż wyspa ma powierzchnię zaledwie kilku hektarów. Uczeni znaleźli 10 burzyków siodłatych, z których jeden siedział w podziemnym gnieździe. Specjaliści złapali 4 ptaki, które po dokonaniu pomiarów wypuścili. Nagrali też kilkusekundowy film. Wydaje się, że Higashijima jest dość bezpiecznym miejscem dla burzyka. Japońskie Ministerstwo Ochrony Środowiska zakończyło tam ostatnio program tępienia inwazyjnych szczurów. Pojawiło się jednak nowe zagrożenie. Naukowcy z FFPRI zauważyli tam inwazyjne gatunki roślin i obawiają się, że mogą zdominować one rodzimą roślinność, od których zależy los burzyka. FFPRI planuje usunąć obce rośliny z wyspy. Tymczasem specjaliści poszukują burzyka na innych wyspach archipelagu Ogasawara. Zastanawiają się również, czy burzyk podejmuje coroczną migrację na oddalone o 4000 kilometrów Midway oraz w jaki sposób można chronić nowo odkryty gatunek. « powrót do artykułu
  3. Trzmiele różnicują kwiaty zorganizowane w poziomie, lecz nie w pionie. Naukowcy ze Szkoły Nauk Biologicznych i Chemicznych Queen Mary University of London uczyli trzmiele odróżniać dwa rodzaje karmników (tylko jeden z nich zawierał pokarm). Okazało się, że owady szybko opanowywały, który karmnik zawiera pokarm, gdy pojemniki ustawiano w poziomie. Nie udawało im się to jednak przy pojnikach zawieszonych na ścianie; popełniały wtedy znacząco więcej błędów. Biolodzy są pewni, że trzmiele były tak samo zdolne odróżnić karmniki w obu zaprezentowanych układach, lecz po prostu nie marnowały swoich możliwości na układ w pionie. Jak tłumaczą, na łące kwiaty nagradzające i nienagradzające rosną obok siebie, a owady odnoszą korzyść z odwiedzenia kwiatów podobnych do tych, które wcześniej zapewniły im pokarm. Dla odmiany kwiaty zorganizowane w pionie, takie jak te pokrywające krzewy bądź drzewa, są zazwyczaj identyczne, zatem zwracanie uwagi na ich cechy nie jest potrzebne. To rzadki przykład zapylacza, który jest w stanie odróżnić kwiaty, ale decyduje się tego nie robić - podsumowuje dr Stephan Wolf. « powrót do artykułu
  4. Suche powietrze nie służy śpiewakom operowym. Gdy struny głosowe są zbyt suche stają się mniej elastyczne i trudno jest uzyskać właściwe dźwięki. Caleb Everett, zajmujący się antropologią lingwistyczną na University of Miami, zaczął się zastanawiać, czy środowisko mogło mieć wpływ na rozwój języków tonalnych, takich jak mandaryński czy czirokeski. W językach tych te same sylaby wymawiane różnym tonem mają różne znaczenie. Everett i jego zespół przyjrzeli się ponad 3700 językom i odkryli, że rzeczywiście te o rozbudowanej tonalności występują częściej na obszarach wilgotnych niż suchych. Na przykład ponad połowa z setek języków z Afryki subsaharyjskiej to języki, w których występują złożone dźwięki. Tak zróżnicowana tonalność nie występuje natomiast w żadnym z dwudziestu języków używanych na Saharze. Badania zespołu z Miami wykazały, że na obszarach suchych występuje 30-krotnie mniej złożonych języków tonalnych niż na obszarach wilgotnych. Jednocześnie występuje tam co trzeci język nietonalny. Robert Ladd, lingwista z University of Edinburgh, zwraca uwagę, że twierdzenia amerykańskich uczonych przeczą przyjętej w tradycyjnej lingwistyce tezie jakoby struktura języka była niezależna od środowiska naturalnego. Zauważa przy tym, że naukowcy z Miami będą jeszcze musieli udowodnić, że posługiwanie się językiem tonalnym wymaga precyzyjnej kontroli tonu. W następnym kroku Everett chce przeprowadzić eksperymenty, podczas których będzie mierzył, jak ludzie radzą sobie z wydawaniem złożonych dźwięków w obecności suchego powietrza. Nie możemy, co prawda, badać ewolucji języków tonalnych na przestrzeni ostatnich setek czy tysięcy lat, jednak przeprowadzenie eksperymentów w kontrolowanych warunkach i ewentualne wykazanie różnic fizjologicznych doda wagi hipotezie uczonych z Miami. « powrót do artykułu
  5. Microsoft zmienia swoje procedury rekrutacyjne tak, by umożliwić zdobycie pracy osobom z autyzmem. Niedawno firma rozpoczęła pilotażowy program, w ramach którego zatrudnia takie osoby. Jest on prowadzony we współpracy z duńską organizacją Specialisterne. Jego celem jest dotarcie do utalentowanych osób cierpiących na jedną z chorób ze spektrum autyzmu. Osoby takie często charakteryzują się bardzo dobrą pamięcią, dbałością o szczegóły, cierpliwością i innymi poszukiwanymi umiejętnościami. Mary Ellen Smith, jedna z menedżerek Microsoftu, napisała ostatnio na blogu, że „każda osoba jest inna, niektóre mają wyjątkowe zdolności do dokładnego szczegółowego przetwarzania informacji czy też uzdolnienia w kierunku matematyki lub kodowania. Chcemy takich utalentowanych ludzi ściągnąć do Microsoftu”. Koncern z Redmond nie jest pierwszą firmą, która sięga po autyków. Przed dwoma laty informowaliśmy, że osoby z tym schorzeniem rekrutuje też niemiecki SAP. « powrót do artykułu
  6. Sąd w Nowym Jorku dał pewnej kobiecie z Brooklynu prawo do przedłożenia swojemu mężowi dokumentów rozwodowych za pośrednictwem... Facebooka. Ellanora Arthur Baidoo od wielu lat próbuje rozwieść się z mężem. Jednak ani ona ani jej adwokat nie są w stanie zlokalizować miejsca pobytu Victora Sena Blood-Dzarku. Kobieta dzwoniła do niego i dowiedziała się, że nie ma on ani stałego miejsca zamieszkania, ani nigdzie na stałe nie pracuje. Odmówił też spotkania się w celu doręczenia mu dokumentów rozwodowych - czytamy w pozwie sądowym. W związku z tym adwokat pani Baidoo, Andrew Spinnell, złożył do sądu wniosek o zgodę na dostarczenie dokumentów w inny sposób, niż tradycyjnie wymagany. Sędzia Matthew Cooper, uzasadniając swoją decyzję, stwierdził, że „powszechność mediów społecznościowych” oznacza, że stały się one „forum, za pośrednictwem którym można przedkładać wezwania sądowe”. Decyzja nie została jednak wydana automatycznie. Zanim sąd zgodził się na przekazanie dokumentów za pośrednictwem Facebooka pani Baidoo musiała udowodnić, że wskazane przez nią konto rzeczywiście należy do jej męża. Jeśli pan Blood-Dzuraku nie odpowie na wezwanie, sąd będzie mógł uznać, że zgadza się on na rozwód i pani Baidoo znów stanie się panną. « powrót do artykułu
  7. Wziewne środki znieczulające ogólnie są wykrywane nawet nad Antarktydą. Wg autorów raportu z pisma Geophysical Research Letters, w ciągu ostatniego dziesięciolecia stężenie desfluranu, izofluranu i sewofluranu wzrosło na całym świecie. Akademicy podkreślają, że gazy anestetyczne mają o wiele wyższy potencjał tworzenia efektu cieplarnianego (ang. global warming potential, GWP) niż dwutlenek węgla. Jak tłumaczy Martin Vollmer, chemik atmosfery z Eidgenössische Materialprüfungs- und Forschungsanstalt, kilogram desfluranu jest pod tym względem odpowiednikiem aż 2500 kg CO2. Vollmer i inni ustalili, że w 2014 r. atmosferyczne stężenie desfluranu wynosiło 0,30 ppt. Dla izofluranu, sewofluranu i halotanu stężenia te sięgały, odpowiednio, 0,097, 0,13 i 0,0092 ppt. Z wartością rzędu 400 ppm dwutlenek węgla jest o wiele bardziej rozpowszechniony. W swoich analizach naukowcy nie uwzględnili będącego popularnym anestetykiem tlenku azotu, ponieważ ma on szereg innych zastosowań, a więc i źródeł emisji. Autorzy raportu pozyskiwali próbki powietrza z odległych lokalizacji półkuli północnej już od 2000 r. Próbki pobrano również w czasie ekspedycji lodołamacza Araon na północnym Pacyfiku w 2012 r. oraz w stacji polarnej King Sejong na Wyspie Króla Jerzego w Antarktyce. Od 2013 r. co 2 godziny mierzono także stężenie gazów anestetycznych w obserwatorium z przełęczy Jungfraujoch. Monitoring powietrza jest nadal prowadzony na poziomie dachu na przedmieściach Zurychu. By przekształcić wyniki pozyskane z próbek w oszacowania globalnej emisji, Szwajcarzy wprowadzili dane do dwuwymiarowego komputerowego modelu transportu i chemii atmosferycznej. Jodi Sherman, recenzentka artykułu, zaznacza, że wg jednego badania, [opieka zdrowotna] generuje 8% amerykańskich gazów cieplarnianych. Gdy połączy się to z faktem, że zmiana klimatu została przez Światową Organizację Zdrowia uznana za problem zdrowotny numer jeden XXI w., wypadałoby się lepiej zająć kwestią emisji. Choć niektórzy anestezjolodzy się z nią nie zgadzają, Sherman optuje za porzuceniem stosowania desfluranu. « powrót do artykułu
  8. Z przeprowadzonych w obu Amerykach badań wynika, że coraz częściej ataki hakerskie są nastawione na wywołanie zniszczeń czy zakłóceń w funkcjonowaniu firm lub społeczeństw. Widoczna jest zmiana priorytetów – ze zdobywania informacji czy testowania zabezpieczeń na sianie zamętu. Badania zostały zlecone przez Organizację Państw Amerykańskich (OAS). Przeprowadzono je wśród osób odpowiedzialnych za IT w rządach 35 państw Ameryki Północnej i Południowej. W ankiecie uczestniczyło w sumie 575 ekspertów. Jedynie 60% z nich poinformowało, że wykryło próbę kradzieży danych z krytycznej infrastruktury. Aż 40% mówiło o odkryciu ataku, którego celem było unieruchomienie sieci przemysłowych, a 54% miało do czynienia z próbami zdalnej manipulacji infrastrukturą przemysłową, np. sprzętem w rafineriach naftowych. Opinia publiczna, przyzwyczajona do informacji o cyberprzestępcach kradnących dane o kartach kredytowych czy zajmujących się szpiegostwem przemysłowym, nie zdaje sobie sprawy z ataków na infrastrukturę. Tymczasem, jak informuje Chris Black, szef Information Sharing and Analysis Center, do takich ataków dochodzi bez przerwy. W raporcie przygotowanym na zlecenie OAS znalazły się też przykłady takich właśnie ataków. Eksperci wspominali na przykład o banku, z którego nie tylko ukradziono pieniądze, le wykasowano też dane o kontach klientów. Cyberprzestępcy zaatakowali też firmę z sektora paliwowego i manipulując jej wyposażeniem doprowadzili do „przekierowania zasobów”. W przygotowaniu raportu swój udział mieli specjaliści z firmy Trend Micro. Jej wiceprezes, Tom Kellerman, mówi, że z raportu jasno wynika, iż jesteśmy coraz bliżej chwili, gdy cyberatak na ważną prywatną firmę bądź organizację będzie wymagał militarnej odpowiedzi zainteresowanego rządu. Stoimy przed realnym zagrożeniem, że jacyś niezwiązani z żadnym rządem cyberprzestępcy przeprowadzą atak, którego celem będzie dokonanie zniszczeń. Wówczas zainteresowany rząd odpowie akcją wojskową - uważa Kellerman. Pentagon już przed czterema laty ostrzegał, że cyberatak na amerykańską infrastrukturę może spotkać się z odpowiedzią militarną. Na razie nie jest jednak jasne, w jaki sposób i na jakich zasadach taki kontratak mógłby mieć miejsce. « powrót do artykułu
  9. W rzadkich przypadkach po przetoczeniu preparatów krwiopochodnych dzieci mogą rozwinąć reakcję anafilaktyczną na pokarmy, które wcześniej tolerowały. Nie codziennie identyfikuje się kogoś, kto doświadczył biernego transferu alergii z preparatów krwiopochodnych [np. koncentratu krwinek płytkowych]. Co istotne, zjawisko to ma świetne prognozy i zazwyczaj mija po kilku miesiącach - podkreśla dr Julia Upton z The Hospital for Sick Children (SickKids) w Toronto. Do perparatów krwiopochodnych mogą się dostać skierowane przeciw alergenom immunoglobuliny E (IgE) dawców. Choć to rzadkie, rodzice i lekarze powinni mieć świadomość, że czasem się tak dzieje, zwłaszcza gdy gwałtowna reakcja występuje po spożyciu tolerowanych wcześniej orzeszków ziemnych, innych orzechów czy ryb. Kiedy zdiagnozuje się bierny transfer alergii, internista powinien przez kilka miesięcy współpracować z rodziną, by dobrze zaplanować moment ponownego wprowadzenia czasowych alergenów do diety dziecka. « powrót do artykułu
  10. Windows 10 jeszcze nie zadebiutował, a już pojawiły się pogłoski, że Microsoft przygotowuje trzy duże aktualizacje tego systemu. Jedna zostanie opublikowana najbliższej jesieni, a dwie w przyszłym roku. Sam Windows 10 ma trafić do użytkowników latem bieżącego roku. Przypomnijmy, że wraz z Windows 8 Microsoft zrezygnował z nieregularnie wydawanych Service Packów. Zamiast tego firma publikuje mniejsze wersje przejściowe pomiędzy dużymi kolejnymi edycjami. Na razie nie wiadomo, czy planowane wersje zostaną nazwane 10.1, 10.2 i 10.3. Jeśli obecnie dostępne informacje są prawdziwe, to pierwsza z nich ukaże się jesienią bieżącego roku, a kolejne latem i jesienią roku przyszłego. Edycja tegoroczna ma ponoć nazwę kodową „Threshold”, czyli taką samą jak nazwa kodowa Windows 10, a wersje przyszłoroczne nazwano podobno „Redstone”. Oczywiście koncern z Redmond nadal będzie każdego miesiąca publikował poprawki bezpieczeństwa i poprawki niezwiązane z bezpieczeństwem. Wspomniane większe wersje mają za zadanie poszerzać możliwości systemu poprzez, na przykład, dodawanie doń obsługi nowych klas urządzeń. « powrót do artykułu
  11. Dzięki promieniowaniu UV i oprogramowaniu do edycji graficznej prof. Paul Russell i doktorantka Myriah Williams z Uniwersytetu w Cambridge odkryli ostatnio niewidoczne gołym okiem rysunki i adnotacje z marginesów "Czarnej księgi z Carmarthen". Obecnie wchodzi ona w skład zbiorów Narodowej Biblioteki Walijskiej i jest najstarszym zachowanym manuskryptem, napisanym w całości w języku walijskim. Księgę datuje się na ok. 1250 r. Występują w niej jedne z najstarszych wzmianek o Arturze i Merlinie. Williams i Russell sądzą, że marginalia, rysunki i dodatkowe wersy (czyli "komentarze" czytelników z kilku stuleci) usunął XVI-wieczny właściciel księgi Jaspar Gryffyth. Pasuje on do ram czasowych wymazania, które jak wiemy, nastąpiło pod koniec XVI w. Możemy jednak tylko spekulować, że Gryffyth wziął na siebie to zadanie - opowiada Williams. Gdy Brytyjczycy posłużyli się ultrafioletem i oprogramowaniem do edycji zdjęć, zobaczyli widmowe twarze oraz fragmenty poezji, które wydają się kontynuacją wiersza z poprzedniej strony i znajdują się w "stopce". W porównaniu do tego, co dałoby się zobaczyć w miarę ulepszania metod obrazowania, nasze odkrycia mogą się okazać zaledwie czubkiem góry lodowej. Manuskrypt jest bardzo cenny i ważny i niewykluczone, że wielu rzeczy jeszcze o nim nie wiemy - dywaguje Russell. Naukowcy sądzą, że 54-stronicowa "Czarna księga" jest dziełem życia pojedynczego skryby. Zawartość odpowiada różnym gatunkom, od religijnych, przez poezję pochwalną, po krótkie poematy. « powrót do artykułu
  12. Na Uniwersytecie Stanforda powstał pierwszy wysoko wydajny akumulator aluminowy. Można go szybko ładować, jest wytrzymały i tani. Jego wynalazcy mówią, że może on zastąpić wiele współcześnie wykorzystywanych akumulatorów, takich jak akumulatory alkaliczne, które są szkodliwe dla środowiska naturalnego czy litowo-jonowe, które czasami zapalają się. Nasz akumulator nie zapłonie, nawet jeśli wywiercimy w nim otwór - mówi profesor Hongjie Dai. Specjaliści na całym świecie od dziesięcioleci starali się wyprodukować skuteczne akumulatory aluminiowe. Największym problemem było uzyskanie odpowiedniego napięcia po wielu cyklach ładowania/rozładowania. Nowy akumulator korzysta z aluminiowej anody i grafitowej katody. Próbowano katod z różnych materiałów. Przypadkowo odkryliśmy, że najlepiej jest użyć grafitu. Zidentyfikowaliśmy kilka jego typów, które zapewniają bardzo dobrą wydajność - zapewnia Dai. Eksperymentalne urządzenie składa się też a płynu jonowego pełniącego rolę elektrolitu. Nasz elektrolit to po prostu sól płynna w temperaturze pokojowej. Jest to więc bardzo bezpieczne rozwiązanie - mówi współautor badań, Ming Gong. Podczas swoich badań uczeni wiercili dziury w pracującym akumulatorze. Urządzenie nie zaczynało się palić. Akumulatory litowe mogą zachowywać się nieprzewidzianie. Wyprodukowaliśmy urządzenie nie tylko bezpieczne, ale i o dobrej wydajności - mówi Dai. Uczeni twierdzą, że ich prototyp można załadować w ciągu zaledwie minuty. Ich kolejnym wielkim osiągnięciem jest wydłużenie trwałości urządzenia. Dotychczas budowane akumulatory aluminiowe przestawały pracować po około 100 cyklach ładowania/rozładowywania. Urządzenie ze Stanforda przetrwało 7500 cykli bez widocznego spadku pojemności. Tymczasem typowy akumulator litowo-jonowy nie nadaje się do pracy po około 1000 cyklach. Kolejną zaletą naszego akumulatora jest elastyczność. Można go zginać, zatem będzie można go używać w elastycznej elektronice. Ponadto aluminium jest tańsze od litu - mówi Gong. Największą słabością nowych akumulatorów jest dostarczane napięcie. Nie przekracza ono 2 woltów. To co prawda więcej, niż jakiekolwiek inne podobne urządzenie, ale dwukrotnie mniej niż zapewniają akumulatory litowo-jonowe. Udoskonalenie materiału katody pozwoli na uzyskanie wyższego napięcia i lepszej gęstości energetycznej. Poza tą niedoskonałością nasza bateria ma wszystko, o czym można marzyć: tanie elektrody, jest bezpieczna, szybko się ładuje, jest wytrzymała i elastyczna - zapewnia profesor Dai. « powrót do artykułu
  13. Aż 70% lodowców Kolumbii Brytyjskiej i Alberty może zniknąć do roku 2100. Wywoła to olbrzymie problemy w ekosystemie, produkcji energii i wody pitnej, uważają naukowcy z University of British Columbia. Wkrótce nasze góry mogą wyglądać jak góry w Kolorado czy Kalifornii, nie będzie w nich zbyt wiele lodu - mówi profesor Garry Clarke z Wydziału Nauk o Ziemi, Oceanie i Atmosferze. W Brytyjskiej Kolumbii i Albercie występuje obecnie ponad 17 000 lodowców. Zapewniają one wodę pitną, napędzają hydroelektrownie, są niezwykle ważne dla górnictwa i rolnictwa. W lecie topią się zapewniając duże ilości chłodnej, słodkiej wody. Te lodowce działają jak termostaty dla ekosystemu wodnego. Gdy ich zabraknie wody staną się cieplejsze i zajdą w nich duże zmiany. Mogą nas czekać nieprzyjemne niespodzianki dotyczące np. populacji łososia - mówi Clarke. Zdaniem uczonego sytuację mogą w pewnym stopniu złagodzić większe opady, które mogą mieć miejsce w ocieplającym się klimacie. Jednak będą one pomocne jedynie w pobliżu wybrzeży i na północnym zachodzie Kolumbii Brytyjskiej. W tych obszarach, właśnie dzięki opadom, zniknie „jedynie” połowa lodowców. Tymczasem w bardziej suchym interiorze Gór Skalistych ilość lodu może zmniejszyć się nawet o 90%. Kanadyjscy naukowcy prowadzili symulacje dotyczące zmian zasięgu lodowców biorąc różne scenariusze zarysowane przez IPCC. Naukowcy mówią, że zanikanie lodowców może być niewidoczne na pierwszy rzut oka. Sama powierzchnia może się nie zmieniać, jednak co roku lodowce tracą około 1 metra grubości. Większość z naszych lodowców ma grubość 100-200 metrów. Tracą objętość, ale na razie słabo to widać - mówi Clarke. « powrót do artykułu
  14. Koktajl z granatów i daktyli zmniejsza ryzyko miażdżycy - twierdzi zespół prof. Michaela Avirama z Rambam Medical Center w Hajfie. Przystępując do najnowszego studium, Izraelczycy wiedzieli o korzyściach zapewnianych przez granaty i daktyle z osobna. Granaty zawierają hydrolizujące garbniki (czyli będące polifenolami taniny), a daktyle kwasy fenolowe. Aviram zakładał, że skoro w skład owoców wchodzą inne przeciwutleniacze, być może uda się uzyskać efekt synergiczny. Eksperymenty na hodowlach komórek ścian naczyń i myszach wykazały, że najlepszą ochronę przed miażdżycą rzeczywiście zapewnia połączenie soku z granatów, ekstraktu z daktyli oraz wyciągu z pestek tych ostatnich; stres oksydacyjny w ścianie aorty zmniejszał się bowiem aż o 33%, znacznie spadał też poziom cholesterolu i trójglicerydów w surowicy. Autorzy publikacji z pisma Food Funct. zalecają, by osoby z grupy ryzyka choroby sercowo-naczyniowej, a nawet zdrowe codziennie wypijały pół szklanki soku z granatów, uzupełniając napój trzema daktylami. Pestki warto by zemleć na pastę i również zjeść, ale nawet bez tego połączenie obu owoców zapewni więcej korzyści niż spożycie tylko jednego z nich. « powrót do artykułu
  15. Badacze z National Center for Atmospheric Research (NCAR) odkryli, że aktywność naszej gwiazdy zmienia się mniej więcej w dwuletnich cyklach. Cykle te wpływają na dobrze znany cykl 11-letni. Uczeni mówią, że nowo odkryte cykle są prawdopodobnie napędzane przez zmiany w polu magnetycznym obu słonecznych półkul. Te same zmiany wpływają na dłuższe cykle. Szukamy odpowiedzi na pytanie, co napędza burze słoneczne. Dzięki lepszemu zrozumieniu sposobu, w jaki sposób dochodzi do zmian w polu magnetycznym Słońca i jak wpływają one na zmienność gwiazdy, chcemy lepiej przewidywać kosmiczną pogodę - mówi Scott McIntosh, główny autor badań i dyrektor High Altitude Observatory. Dotychczas jego zespół zauważył, że najpierw przez około 11 miesięcy aktywność Słońca rośnie, a później przez tyle samo czasu się zmniejsza. Zdaniem uczonych te mniej więcej roczne zmiany mogą być związane ze zmianami na tych obszarach Ziemi, które doświadczają dwóch pór roku – suchej i mokrej. W ubiegłym roku na łamach Astrophysical Journal McIntosh i jego zespół informowali o odkryciu dwóch pasów pola magnetycznego o przeciwnej polaryzacji, które przemieszczają się od biegunów ku równikowi Słońca. Gdy się spotkają, znikają. Cały proces trwa niemal 22 lata. Teraz piszą, że te migrujące pasy przyczyniają się do powstawania niezależnych cykli na każdej z półkul. Zmiany aktywności Słońca są wówczas tak duże jak w czasie 11-letniego cyku. Zmiany te destabilizują powierzchnię gwiazdy i to właśnie one są, zdaniem uczonych z NCAR, przyczyną pojawiania się ponad 95% flar i koronalnych wyrzutów masy. « powrót do artykułu
  16. Thiovulum majus - szybko pływające bakterie z bagien - tworzą dwuwymiarowe siatki krystaliczne, złożone z obracających się komórek. Jak tłumaczą naukowcy, to pierwszy znany przypadek bakterii, które spontanicznie formują taki wzorzec. Regularny, powtarzalny układ komórek bakteryjnych przypomina geometrię atomów wewnątrz kryształu mineralnego. Dynamika jest jednak zupełnie inna, bo kryształy bakteryjne stale się poruszają i reorganizują w wyniku mocy generowanej przez indywidualne komórki - wyjaśnia prof. Albert Libchaber. Odwołując się do ruchu pojedynczych komórek, który doprowadza do wciągnięcia innych organizmów i powstania kryształu, a później zasila ruch kryształów, naukowcy zaczęli się posługiwać terminem "mikroskopijne tornado". Szybko obracające się T. majus potrafią pokonać do 60 długości ciała na sekundę. W naturalnym habitacie nie pływają jednak zbyt dużo i po przytwierdzeniu do podłoża wykorzystują wić do naganiania składników odżywczych, w tym zawierającej związki siarki gnijącej materii organicznej i tlenu. Ponieważ za pomocą wici organizmy te potrafią wytworzyć dużą siłę, byliśmy ciekawi, co się stanie, gdy pływać ze sobą będzie wiele bakterii. Kiedy umieściliśmy [...] hodowlę Thiovulum pod mikroskopem, naszym oczom ukazała się ta piękna struktura - opowiada Xiao-Lun Wu z Uniwersytetu w Pittsburgu. Bakterie pływały w górę lub w dół i po zderzeniu ze szkiełkiem podstawowym czy nakrywkowym kontynuowały ruch. Dr Alexander Petroff porównuje to zjawisko do prób ucieczki muchy przez zamknięte okno. Pływając w miejscu, bakterie przyciągają wodę do siebie, a następnie w górę i dookoła, tworząc coś w rodzaju tornada. Nurt wciąga pobliskie bakterie, które tworzą 2-wymiarową siatkę, przypominającą 3-wymiarowy wzorzec kryształów. W obrębie takiej siatki każdy "węzeł" ma 6 bezpośrednich sąsiadów. Kryształ bakteryjny stale się reorganizuje. Siłą napędową jest ruch obrotowy poszczególnych komórek, które zamieniają się ze sobą miejscami. Akademicy porównują to do opadania ziaren piasku z pryzmy pod wpływem grawitacji. Nie wiadomo, czemu T. majus tworzą kryształy ani czy robią to jeszcze gdzieś poza szkiełkiem mikroskopowym. « powrót do artykułu
  17. Przed siedmiu laty amerykańskie media obiegła wiadomość, że w Południowym Los Angeles, w imię walki z otyłością, zakazano uruchamiania nowych restauracji fast-food. Teraz dowiadujemy się, że administracyjne działania nie przyniosły zamierzonych efektów. Rand Corp. opublikowała raport, w którym czytamy, że w latach 2007-2012 w Los Angeles odsetek osób z nadwagą i otyłych zwiększył się. Do szczególnie dużego wzrostu doszło w... Południowym Los Angeles. Radny Bernard C. Parks, który wraz z byłą radną Jan Perry był autorem wspomnianego zakazu, mówi, że nie jest zdziwiony raportem Rand Corp. Nigdy nie twierdziliśmy, że sytuacja zmieni się z dnia na dzień - mówi. Jego zdaniem zakaz otwierania nowych restauracji fast-food miał być częścią strategii, w ramach której istniejące fast-foody miały zostać zastąpione przez sklepy warzywne czy targi z produktami rolnymi. Jednak tej drugiej części nie udało się zrealizować. Południowe Los Angeles to jedynie część miasta, jednak na obszarze tym mieszka aż 700 000 osób. Gdyby była to osobna miejscowość trafiłaby na listę 20 największych miast USA. Raport Rand Corp. sfinansowany przez National Cancer Institute wykazał, że odsetek nowych restauracji fast-food w Południowym Los Angeles był po 2008 roku taki sam jak w innych częściach kraju. Być może stało się tak dlatego, że zakaz dotyczył tylko specyficznego typu jadłodajni. Nie wolno bowiem otwierać osobnych restauracji z ograniczonym menu przygotowywanym zawczasu lub na poczekaniu, bez stolików. Możliwe jest zatem np. otwieranie restauracji w centrach handlowych. Analitycy z Rand zauważyli, że w latach 2008-2012 na obszarze objętym zakazem powstało 17 nowych restauracji należących do różnych sieci. Żadna z nich nie była osobną restauracją. W tym czasie w Południowym LA odsetek osób z nadwagą bądź otyłych zwiększył się z 63 do 75 procent. W pozostałych częściach hrabstwa wzrósł z 57 do 58 rocent. « powrót do artykułu
  18. Dotąd sądzono, że tuż przed śmiercią wszystkie narządy wyłączają się po ustaniu pracy serca i przepływu krwi. Nowe badanie Szkoły Medycznej Uniwersytetu Michigan pokazuje jednak, że zaskakującą rolę w destabilizowaniu funkcji serca może odgrywać rozpaczliwa próba uratowania go przez mózg. Zespół dr Jim Borjigin badał serce i mózg szczurów w czasie eksperymentalnej asfiksji (uduszenia). Amerykanie udokumentowali natychmiastowe uwolnienie ponad 12 neuroprzekaźników oraz aktywację łączności korowo-sercowej. Po ostrym spadku tętna sygnały mózgowe silnie zsynchronizowały się z biciem serca (zwizualizowano to za pomocą nowej techniki laboratorium Borjigin - elektrokardiomatriksu). Autorzy raportu z pisma PNAS stwierdzili, że blokowanie sygnału docierającego do serca znacząco odraczało migotanie komór. Mimo dalszego braku tlenu dłużej wykrywano również samą aktywność korową. Wszystko wskazuje więc na to, że asfiksja aktywuje burzę mózgu, która przyspiesza przedwczesną śmierć zarówno serca, jak i mózgu. Studium sugeruje, że farmakologiczna blokada mózgowego połączenia z sercem w czasie zatrzymania krążenia może zwiększyć szanse pacjentów na przeżycie. « powrót do artykułu
  19. Microsoft udostępnił opcjonalną aktualizację, którą opisał jako dającą Windows Update dodatkowe możliwości powiadamiania użytkownika o pojawieniu się nowych aktualizacji. Redaktorzy serwisu myce.com przyjrzeli się nowej aktualizacji i odkryli, że w rzeczywistości jest to program do pobierania systemu Windows 10. Poinformuje on użytkowników Windows 7 i Windows 8.1 o pojawieniu się najnowszej wersji OS-u i możliwości jego bezpłatnej instalacji. Aktualizacja KB3035583, bo o niej mowa, jest opcjonalna, zatem użytkownik musi ręcznie zaznaczyć, że chce ją zainstalować. W wyniku instalacji w folderze System32 pojawia się folder GWX zawierający 9 plików oraz folder Download. Z pliku GWXUXWorker.EXE możemy się dowiedzieć, że całość służy pobraniu Windows 10. W katalogu znajdziemy też plik config.xml. Zawiera on kilka adresów internetowych, które na razie nie działają. W pliku tym opisane jest również zachowanie się obecnego systemu operacyjnego. W fazie nazwanej „AnticipationUX” użytkownikom prawdopodobnie podczas startu komputera będzie wyświetlała się reklama Windows 10, a na pasku zadań może pojawić się ikonka. Użytkownik będzie informowany o kolejnych stadiach dostępności nowego systemu, od edycji RTM (Release To Manufacturing) do GA (General Availability). Warto przypomnieć, że użytkownicy Windows 7 oraz Windows 8.1 będą mieli rok na pobranie bezpłatnego Windows 10. Microsoft najwyraźniej chce przekonać do takiego ruchu jak największą liczbę osób. « powrót do artykułu
  20. Google opublikował raport Android Security 2014 Year in Review. Firma chwali się niewielkim odsetkiem infekcji urządzeń z Androidem. Zdaniem koncernu mniej niż 1% takich urządzeń jest zainfekowanych malware'em, a szkodliwy kod dostał się nań głównie za pośrednictwem aplikacji firm trzecich oraz pirackiego oprogramowania. Jeśli weźmiemy pod uwagę urządzenia, których właściciele pobierają programy wyłącznie z Google Play, to odsetek infekcji wynosi zaledwie 0,15%. Z raportu dowiadujemy się również, że Google regularnie sprawdza zainstalowane na smartfonach aplikacje za pomocą Verify Apps. To mechanizm, który raz w tygodniu skanuje wszystkie programy obecne na urządzeniu z Androidem. Verify Apps istnieje od kilku lat, a od ubiegłego roku przeprowadza nie tylko skanowanie programów z oficjalnego sklepu Google'a, ale sprawdza wszystko, co zainstalowaliśmy na smartfonie. Google zapewnia, że podczas skanowania zbiera jedynie dane koniecznie do zapewnienia użytkownikowi bezpieczeństwa. Wykorzystywany przez Google'a system sam się uczy, co pozwala mu na odkrycie wzorców i stworzenie powiązań niewidocznych dla ludzi. Google Play analizuje miliony danych i powiązań, dzięki czemu może tworzyć precyzyjny system bezpieczeństwa. Verify Apps istnieje od kilku lat, a w 2014 roku dodaliśmy doń Safety Net, który skanuje wszystkie programy, niezależnie od ich pochodzenia. Do końca 2014 roku każdego dnia skanowaliśmy ponad 200 milionów urządzeń, stwierdza Google. Użytkownik może wyłączyć skanowanie w menu Ustawienia->Bezpieczeństwo. « powrót do artykułu
  21. Microsoft zakończył ostatnią fazę masowych zwolnień, które zapowiedział w ubiegłym roku. W związku z przejęciem wydziału produkcji telefonów komórkowych Nokii oraz restrukturyzacją koncernu pracę straciło około 18 000 osób. To największe zwolnienia w historii Microsoftu. Pracę stracili przede wszystkim byli pracownicy Nokii. Spośród 18 000 zwolnionych stanowili oni aż 12 500. Jak poinformował rzecznik prasowy firmy, Jim DuBois, zwolnienia miały na celu redukcję powtarzających się stanowisk i funkcji oraz nadanie koncernowi nowego kształtu organizacyjnego. « powrót do artykułu
  22. Szczęśliwych, rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy, spokoju, uśmiechu i obfitego dyngusa, życzą Ania, Jacek i Mariusz « powrót do artykułu
  23. Pod Uniwersytetem w Cambridge odsłonięto średniowieczny cmentarz. Szacuje się, że znajduje się na nim ok. 1300 pochówków. Archeolodzy zyskali szansę na przeprowadzenie wykopalisk jednego z największych przyszpitalnych cmentarzy w Wielkiej Brytanii przy okazji odnowy Old Divinity School w latach 2010-12. Odkryto ponad 400 pochówków oraz dowody na więcej niż 1000 kolejnych grobów. O istnieniu i lokalizacji cmentarza historycy wiedzieli od co najmniej połowy XX w., jednak nikt nie zdawał sobie sprawy z jego wielkości. Większość szkieletów pochodzi z XIII-XV w. Na cmentarzu chowano zmarłych ze Szpitala św. Jana Ewangelisty. Przybytek został założony przez mieszczan ok. 1195 r. i stał naprzeciw nekropolii do 1511 r. Od niego zresztą pochodzi nazwa college'u, którego częścią jest zbudowana w latach 1877-79 Old Divinity School (St John's College). Mimo pogłosek, że na cmentarzu pochowano ofiary czarnej śmierci, na żadnym ze szkieletów nie znaleziono śladów dżumy. Nie natrafiono również na duże mogiły zbiorowe z lat 1348-50. W późniejszych wiekach ofiary dżumy w Cambridge grzebano na pastwiskach, np. Midsummer Common, możliwe więc, że podobnie postępowano w średniowieczu. Szkielety były rozmieszczone w rzędach, część znajdowała się w kostnicy. Archeolodzy znaleźli wysypane żwirem ścieżki, studnię oraz nasiona różnych kwiatów. Niewykluczone więc, że w średniowieczu ludzie również odwiedzali swoich zmarłych. Dotąd dokładnie zbadano 400 osób. Dzięki temu wiadomo, że większość pochówków miała miejsce bez trumien, a nawet całunów, co sugeruje, że cmentarz służył głównie biednym. Biżuteria i osobiste przedmioty były obecne w bardzo nielicznych przypadkach. Ich niejednoznaczne rozmieszczenie sprawia, że dr Craig Cessford dywaguje, że równie dobrze mogą one stanowić pozostałość wcześniejszej aktywności na [tym] stanowisku. Na cmentarzu nie ma właściwie młodych kobiet i niemowląt. Wśród zidentyfikowanych szczątków panuje względna równowaga płci, przy czym większość stanowią osoby w wieku ok. 25-45 lat. Naukowcy podejrzewają, że ma to związek ze szpitalnym rozporządzeniem z 1250 r., które precyzowało, że instytucję zaprzątają biedni naukowcy oraz inni nędzarze i wykluczało z opieki ciężarne. Co zaskakujące, ciała nie noszą śladów poważnych chorób czy przypadłości wymagających pomocy medycznej. Wg autorów raportu, może to odzwierciedlać podstawową funkcję szpitala, czyli właśnie sprawowanie opieki nad biednymi i słabymi. « powrót do artykułu
  24. NASA ma zamiar wykorzystać Exploration MissNASA ma zamiar wykorzystać Exploration Mission-1 nie tylko w celach testowych, ale i użytkowych. Przypomnijmy, że EM-1 będzie pierwszym bezzałogowym lotem systemu SLS (Space Launch System) z doczepionym doń pojazdem Orion. Teraz amerykańska agencja kosmiczna zdecydowała, że przy okazji wyniesie 11 niewielkich satelitów. W ramach EM-1 SLS wyniesie pojazd Orion, który okrąży Księżyc i powróci na Ziemię. W module łączącym Oriona z systemem nośnym ma znaleźć się 11 satelitów wielkości pudełka na buty każdy. Chcemy wykorzystać okazję i przeprowadzić nie tylko test, ale również badania naukowe. Zadaniem SLS jest umożliwienie przeprowadzania misji poza orbitą Ziemi, jednak przy okazji możemy zwiększyć nasze możliwości badawcze i umieścić tam dodatkowy ładunek składający się z satelitów klasy CubeSat - mówi Jody Singer z Marshall Space Flight Center. Plan misji przewiduje, że około 10 minut po starcie Orion oddzieli się od SLS i uda się w podróż w kierunku Księżyca. Satelity z pokładu SLS będą uwalniane stopniowo, gdy Orion będzie w bezpiecznej odległości. Każdy z satelitów będzie ważył mniej niż 14 kilogramów. W sumie ich wyniesienie nie będzie wymagało zapewnienia SLS dodatkowego paliwa, zatem NASA odniesie same korzyści. Organizowanie osobnego startu na potrzeby tych satelitów byłoby bowiem kosztownym przedsięwzięciem, podobnie jak dołączenie ich do innej misji wynoszącej satelity. Niewykluczone, że podobne działania staną się standardem przy misjach SLS. Trzeba bowiem pamiętać, że będzie to najpotężniejsza rakieta nośna w historii, zatem dołożenie niewielkiego dodatkowego ładunku nie powinno stanowić problemu. Wiele wydziałów NASA złożyło już wnioski o to, by SLS zabrał właśnie ich urządzenia. To pokazuje, że nawet w ramach jednej agencji istnieje spore zapotrzebowanie na wynoszenie urządzeń na orbitę. « powrót do artykułu
  25. Najnowsze szwedzkie badania potwierdzają, że spożycie nabiału wiąże się ze zmniejszonym ryzykiem cukrzycy typu 2. Sugerują też, że stoi za tym głównie nabiał wysokotłuszczowy. W przypadku osób, które jadły najwięcej wysokotłuszczowego nabiału, ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2. było o 23% niższe niż w grupie jedzącej najmniej tego typu produktów. Bez względu na zawartość tłuszczu, wysokie spożycie mięsa wiązało się zaś z podwyższonym ryzykiem cukrzycy typu 2. - opowiada Ulrika Ericson z Uniwersytetu w Lund. Naukowcy przyglądali się nawykom żywieniowym 27 tys. osób w wieku 45-74 lat. Na początku lat 90. XX w. (w latach 1992-96) uczestnicy Malmö Diet Cancer wypełniali kwestionariusze częstości spożycia pokarmów. Okazało się, że gdy po 15 latach (w okresie 2007-09) przeprowadzano ponowne badania, z pobieraniem krwi włącznie, cukrzycę miało ponad 10% próby (2860 osób). Celem studium było sprecyzowanie znaczenia tłuszczu dla ryzyka rozwoju cukrzycy typu 2. Zamiast skupić się na ogólnym spożyciu tłuszczów nasyconych, naukowcy analizowali poszczególne ich źródła. Tłuszcze nasycone znajdują się zarówno w mięsie, jak i w nabiale, lecz pewne nasycone kwasy tłuszczowe częściej wchodzą w skład nabiału. Może to wyjaśniać, czemu większość studiów pokazuje, że mięsożercy są bardziej zagrożeni cukrzycą typu 2., a miłośnicy nabiału mniej. Gdy badaliśmy częstość spożycia nasyconych kwasów tłuszczowych występujących nieco częściej w nabiale niż w mięsie, zaobserwowaliśmy związek ze zmniejszonym ryzykiem cukrzycy. Nie wykluczyliśmy jednak możliwości, że do uzyskania opisanych wyników przyczyniają się inne składniki nabiału. W ramach analizy wzięliśmy poprawkę na wiele czynników dietetycznych i dot. trybu życia, w tym fermentację, [zawartość] wapnia i witaminy D czy aktywność fizyczną. Ponownie jednak mogą działać inne wspólne dla jedzących dużo wysokotłuszczowego nabiału czynniki, których nie byliśmy w stanie zmierzyć. Co więcej, różne składniki pokarmów mogą na siebie wpływać. W jednym badaniu wykazano np., że nasycony tłuszcz z sera podnosił poziom cholesterolu w mniejszym stopniu niż nasycony tłuszcz z masła. « powrót do artykułu
×
×
  • Dodaj nową pozycję...