Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderatorzy
  • Liczba zawartości

    37614
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  • Wygrane w rankingu

    246

Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl

  1. IBM powoła wydział zajmujący się Internet of Things (IoT) oraz usługami dla przedsiębiorstw i w ciągu najbliższych czterech lat zainwestuje weń 3 miliardy USD. Znajdujemy się na progu niezwykłej rewolucji. Jeśli sądzimy, że zajmujemy się teraz wielkimi zestawami danych, to jeszcze niczego nie widzieliśmy - mówi Erick Brethenoux, dyrektor ds. analitycznych IBM-a. Nowy wydział będzie podlegał bezpośrednio Chrisowi O'Connorowi. Jego oferta zostanie początkowo skierowana do firm z rynków turystyki, logistyki, ubezpieczeń, usług publicznych, transportu i handlu detalicznego. IBM przygotuje też nową chmurę obliczeniową IBM IoT Cloud Open Platform. Z czasem rozwinie również specjalistyczne pakiety oprogramowania na potrzeby przedsiębiorstw działających na poszczególnych rynkach. Z kolei deweloperzy zyskają doIBM powoła wydział zajmujący się Internet of Things (IoT) oraz usługami dla przedsiębiorstw i w ciągu najbliższych czterech lat zainwestuje weń 3 miliardy USD. Znajdujemy się na progu niezwykłej rewolucji. Jeśli sądzimy, że zajmujemy się teraz wielkimi zestawami danych, to jeszcze niczego nie widzieliśmy - mówi Erick Brethenoux, dyrektor ds. analitycznych IBM-a.stęp do nowej platformy Bluemix IoT Zone, na której będą mogli rozwijać oprogramowanie dla IoT. Błękitny Gigant chce również nawiązać współpracę z wieloma firmami działającymi na rynku IoT. Już w tej chwili ma podpisane umowy z AT&T, ARM-em i Semtechem czy Weather Company. Rynek IoT bardzo dynamicznie się rozwija. Analitycy z IDC twierdzą, że do roku 2021 na całym świecie zostanie zainstalowanych 28 miliardów urządzeń IoT, a General Electric przewiduje, że w ciągu najbliższych 20 lat światowe PKB zwiększy się dzięki IoT o 15 bilionów dolarów. « powrót do artykułu
  2. Analiza danych satelitarnych z ostatnich 20 lat wskazuje, że pomimo masowej wycinki lasów deszczowych, roślinności na Ziemi jest coraz więcej. Od 2003 roku masa roślinna zwiększyła się na planecie o 4 miliardy ton węgla zawarte w biomasie. Międzynarodowy zespół naukowy pracujący pod kierunkiem specjalistów z Australii poinformował o swoim odkryciu na łamach Nature Climate Change. Rozrost szaty roślinnej to wynik szczęśliwego zbiegu okoliczności środowiskowych i ekonomicznych oraz celowej polityki Chin - mówi doktor Yi Liu. Zwiększone opady przyczyniły się do bujniejszej wegetacji na sawannach Afryki, Australii i Ameryki Południowej. W Rosji i byłych republikach sowieckich obserwujemy rozszerzanie się lasów na tereny porzuconych kołchozów. Z kolei Chiny to jedyny kraj, które celowo zwiększają zasięg lasów, sadząc nowe drzewa - dodaje. Jednocześnie dochodzi do wielkiej wycinki lasów deszczowych. Największe straty obserwuje się w Amazonii oraz w indonezyjskich prowincjach Sumatra i Kalimantan. Profesor Albert van Dijk z Australian National University zauważa, że wcześniej analizując biomasę roślinną skupiano się na zmianach zasięgu lasów. Dzięki nowemu podejściu zauważyliśmy niespodziewanie duże rozprzestrzeniania się roślinności na sawannach w południowej Afryce i północnej Australii. W Australii proces ten zachodzi pomimo tego, że w innych częściach kraju, wskutek wycinki, urbanizacji i poważnych susz, mamy do czynienia z dużymi ubytkami roślinności - mówi uczony. Do zwiększenia biomasy roślinnej w Australii przyczyniły się z pewnością deszcze. Niewykluczone też, że swój udział ma rosnący poziom dwutlenku węgla w atmosferze. Dzięki temu rośliny są w stanie przechwytywać więcej CO2, który emitujemy. Z jednej strony to dobra wiadomość, z drugiej jednak istnieje ryzyko, że jeśli australijska szata roślinna – na przykład wskutek susz – zostanie znacząco zredukowana, globalne ocieplenie widocznie przyspieszy, gdyż rośliny będą wyłapywały mniej dwutlenku węgla. « powrót do artykułu
  3. Mikstura sporządzona wg receptury z X w. zabija metycylinoopornego gronkowca złocistego (ang. methicillin-resistant Staphylococcus aureus, MRSA). By sporządzić średniowieczne lekarstwo na jęczmień, trzeba wziąć równe ilości pora bądź cebuli i czosnku, a następnie dobrze je utrzeć, dodać wina, wołowej żółci i odstawić na 9 dni w mosiężnym naczyniu. Ponieważ odtworzona współcześnie maść uśmierca gronkowce, które zazwyczaj wywołują jęczmień, naukowcy mają nadzieję, że koniec końców uda się stworzyć lek na trudne do leczenia zakażenia skóry, np. wrzody w przebiegu stopy cukrzycowej. Zainspirowana rozmową z dr Christiną Lee, specjalistką od literatury anglosaskiej, dr Freya Harrison, mikrobiolog z Uniwersytetu w Nottingham, postanowiła odtworzyć miksturę opisaną w Bald's Leechbook (księga znajduje się w zbiorach Biblioteki Brytyjskiej). Autorzy eksperymentu przyznają, że zdobycie składników nastręczyło sporo kłopotów. Zarówno por, jak i czosnek, nawet odmiany reklamowane jako stanowiące część dziedzictwa narodowego, różnią się bowiem od warzyw sprzed kilkuset lat. Konieczny był też zakup specjalnego wina - organicznego alkoholu ze starej angielskiej winnicy. Jako że naczynie z mosiądzu trudno byłoby wysterylizować, o wysokiej cenie nie wspominając, akademicy posłużyli się butelkami szklanymi z zanurzonymi w cieczy mosiężnymi płytkami. O dziwo, najłatwiejsze okazało się zdobycie wołowej żółci, ponieważ osoby po resekcji pęcherzyka żółciowego stosują krowie sole żółciowe jako suplement. Naukowcy sporządzili 4 partie mikstury - za każdym razem ze świeżych składników - oraz porcję kontrolną z tej samej ilości wody destylowanej (z wykorzystaniem płytek mosiężnych, ale bez składników roślinnych). Na razie przeprowadzono badania in vitro oraz na modelu mysim. Po 9 dniach "nabierania mocy" mikstura zabiła wszystkie bakterie glebowe wprowadzone z porem i czosnkiem. Ciecz miała właściwości samosterylizujące. To była pierwsza wskazówka, że coś może być w [realizowanym przez nas] szalonym pomyśle. Z osobna składniki miały niewielki wpływ, efekt pojawiał się dopiero po ich łącznym zastosowaniu. Steve Diggle, również z Uniwersytetu w Nottingham, podkreśla, że wyzwaniem jest ustalenie, czemu kombinacja w ogóle działa: czy chodzi o synergię, czy też raczej o tworzenie nowych silnie działających związków. Tak czy siak, kluczem do sukcesu wydaje się dokładne odtwarzanie receptury. Gdy na podobny krok co Harrison i Diggle zdecydował się 10 lat temu Michael Drout z Wheaton College, po 9 dniach nie otrzymał np. leku, ale niedziałający na bakterie odrażający śluz. Brytyjczycy hodowali bakterie w kolagenie, a następnie wystawiali je na oddziaływanie poszczególnych składników i mikstury. Choć jak wspomniano, w pojedynkę żaden ze składników nie wywierał mierzalnego wpływu, całość zadziałała wspaniale (przeżyła circa jedna komórka bakteryjna na tysiąc). Później zespół z uniwersyteckiego Centrum Nauk Biomolekularnych postanowił sprawdzić, co się stanie po rozcieńczeniu maści. Okazało się, że gdy specyfik był zbyt rozcieńczony, by zabić S. aureus, zaburzał bakteryjną komunikację - quorum sensing. Dr Harrison zaznacza, że średniowieczne rozwiązanie wprawiło wszystkich w osłupienie. Działanie mikstury ocenialiśmy także w trudnych warunkach. Pozwalaliśmy naszym sztucznym zakażeniom urosnąć do gęstych, dojrzałych populacji zwanych biofilmami, gdzie pojedyncze komórki zbijają się i tworzą lepką powłokę, przez którą antybiotyki nie mogą się przedostać. W odróżnieniu od wielu współczesnych antybiotyków, maść oczna Balda pokonywała [jednak] wszystkie przeszkody. Kiedy dr Kendra Rumbaugh z Texas Tech University przetestowała miksturę na skrawkach skóry od myszy zarażonych MRSA, okazało się, że uśmierciła 90% bakterii, tyle samo, co dodana do płatków skóry wankomycyna, czyli antybiotyk stosowany w walce z MRSA. « powrót do artykułu
  4. Brunatna (zdolna do wytwarzania ciepła) tkanka tłuszczowa porozumiewa się z mózgiem za pośrednictwem nerwów czuciowych. Naukowcy sądzą, że przekazuje m.in. informacje ważne dla zwalczania otyłości, w tym ile tłuszczu mamy w organizmie oraz ile go straciliśmy. Brunatna tkanka tłuszczowa to aktywny narząd, który spełnia dość ważną funkcję metaboliczną. [...] Studium zapewnia nam więcej danych nt. komunikacji między BAT [od ang. brown adipose tissue] a mózgiem, co ma spore znaczenie dla leczenia otyłości. Dowody wskazują, że ludzie z większymi pokładami brunatnej tkanki tłuszczowej mogą się pochwalić lepszym metabolizmem, rzadziej chorują na cukrzycę typu 2. i są w lepszej kondycji - opowiada Johnny Garretson, doktorant z Uniwersytetu Stanowego Georgii, dodając, że wiedza o tym, jak zwiększyć aktywność/ilość BAT, to przyszłość skutecznego i szybkiego odchudzania. Naukowcy spekulują, że BAT przekazuje mózgowi wiele informacji, np. ile ciepła powstaje, ile i jakiego rodzaju energia jest wykorzystywana bądź magazynowana, ile tłuszczu mamy oraz ile go straciliśmy. Dr Vitaly Ryu oraz inni naukowcy z laboratorium zauważyli, że gdy [wskutek termogenezy] BAT staje się gorętsza, wysyła sygnał do mózgu. Sądzimy, że to rodzaj sprzężenia zwrotnego - termostatu - i przy wzroście temperatury tkanka tłuszczowa kontroluje, jak mózg jej odpowiada. « powrót do artykułu
  5. The Wall Street Journal donosi, że Intel prowadzi rozmowy w celu przejęcia firmy Altera. Jeśli do przejęcia by doszło, byłaby to największa taka transakcja w historii Intela. Obecnie rynkowa kapitalizacja Altery przekracza 13 miliardów dolarów. Alteraa to jeden z dwóch największych na świecie producentów układów FPGA. Tego typu kości mogą być konfigurowane przez nabywców w zależności od potrzeb. FPGA są wykorzystywane w sieciach telekomunikacyjnych czy samochodach. Takie układy po zaprogramowaniu ich do specyficznych zadań, są znacznie bardziej wydajne niż procesory ogólnego przeznaczenia. Intel i Alteraz współpracują już od dłuższego czasu. W 2013 roku obie firmy zawarły porozumienie, na mocy którego Intel udostępnił Alterze swoje najbardziej zaawansowane procesy produkcyjne. Przejęcie Altery pozwoliłoby Intelowi na lepsze wykorzystanie mocy produkcyjnych swoich fabryk i pośrednio pomogłoby mu na rynku mobilnym, gdyż układy Altery są często wykorzystywane w stacjach przekaźnikowych telefonii komórkowej. Nie pomogłoby natomiast na rynku smarfonów, który dla Intela stanowi obecnie największy problem. Intel mógłby też poprawić swoje finanse. Przychody Altery rosną bowiem szybciej, niż przychody Intela. W ubiegłym roku Altera zanotowała 12-procentowy wzrost przychodów (do 1,93 miliarda USD), podczas gdy w przypadku Intela wzrost ten wyniósł 6,1% (do 55,9 miliarda USD). Rynek FPGA bardzo szybko się rozwija i przejęcie Altery byłoby dla Intela dużym sukcesem - mówi Roger Kay, analityk z firmy Endpoint Technologies Associates. Inwestorom obu firm podoba się perspektywa przejęcia. Po ujawnieniu przez WSJ informacji o rozmowach akcje Intela zdrożały o 6,4%, a papiery Altery zwiększyły cenę o 28%. Altera nie posiada własnych fabryk. Produkcję zleca głównie TSMC. Po ewentualnym przejęciu sytuacja prawdopodobnie nie uległaby zmianie, gdyż przenoszenie produkcji nastręcza zbyt wielu kłopotów. « powrót do artykułu
  6. Europejska Agencja Kosmiczna wystrzeliła na orbitę dwa kolejne satelity systemu Galileo. Urządzenia oznaczone numerami 7 i 8 oddzieliły się od trzeciego członu rakiety nośnej po 3 godzinach i 48 minutach od startu. Satelity trafiły na właściwą orbitę. Teraz przez kilka tygodni będą testowane i, jeśli wszystko będzie w porządku, około połowy bieżącego roku rozpoczną normalną pracę. Sześć poprzednich satelitów Galileo było wystrzeliwanych w październiku 2011, październiku 2012 i sierpniu 2014. W bieżącym roku ESA chce jeszcze wysłać na orbitę cztery kolejne satelity. System Galilego ma być konkurencyjnym dla GPS systemem nawigacji satelitarnej. Ma on się składać 24 satelitów operacyjnych i 6 satelitów zapasowych. Galileo ma rozpocząć pracę przed rokiem 2020. Będzie nim zarządzała European Global Navigation Satellite System Agency (GSA). « powrót do artykułu
  7. Naukowcy z Uniwersytetu Georgii przetestowali biopolimery uzyskiwane z albuminy oraz białek serwatki i soi. Okazało się, że po zmieszaniu z tradycyjnym plastyfikatorem w postaci glicerolu zwłaszcza ta pierwsza wykazywała silne właściwości przeciwbakteryjne. Autorzy publikacji z Journal of Applied Polymer Science podkreślają, że polimery ropopochodne niosą za sobą ryzyko skażenia, a w przypadku zastosowań medycznych - infekcji. Stąd pomysł doktoranta Alexa Jonesa, by przetestować właściwości termiczne, lepkosprężyste i antybakteryjne plastików z albuminy oraz białek serwatki i soi. W procesie produkcyjnym wykorzystano 3 plastyfikatory: wodę, glicerol i lateks naturalny. Analizy antybakteryjne przeprowadzano na Gram-dodatnich laseczkach siennych (Bacillus subtilis) i Gram-ujemnych pałeczkach okrężnicy (Escherichia coli). Okazało się, że biopolimery albuminowe i serwatkowe wykazywały podobne właściwości termiczne i lepkosprężyste. W przypadku bioplastików sojowych te ostatnie zależały od zastosowanego plastyfikatora. Gdy wzięto pod uwagę działanie przeciwbakteryjne, najlepiej wypadły bioplastiki albuminy i serwatki, w przypadku których jako plastyfikator wykorzystano glicerol. Po dobie od inokulacji nie zaobserwowano bowiem żadnego wzrostu bakteryjnego. Jonesowi zależało na znalezieniu polimeru z mniejszą zawartością ropy, który ulegałby całkowitemu rozkładowi. Jak sam twierdzi, bioplastik albuminowo-glicerolowy spełnia oba warunki. Jeśli trafi na wysypisko, jako czyste białko [po prostu] się rozłoży. Po umieszczeniu w glebie na co najwyżej 2 miesiące zniknie. « powrót do artykułu
  8. Skóra gekona Lucasium steindachneri zapobiega przywieraniu wielu różnych substancji i obiektów, w tym brudu i baterii, potrafi się też samooczyszczać. Odkrycie międzynarodowego zespołu naukowców ma znaczenie dla sposobu projektowania implantów medycznych, samoczyszczących powierzchni szpitalnych czy filtrów do wody. Dr Greg Watson z Uniwersytetu w Sunshine Coast podkreśla, że skóra gekona jest bardzo cienka (mierzy zaledwie parę mikronów), a zwierzęta te zamieszkują wrogie, rojące się od bakterii środowisko, dlatego naukowcy zastawiali się, na czym może polegać ochrona zapewniana przez ich skórę. Okazało się, że skóra L. steindachneri jest zbudowana z ułożonych heksagonalnie stożkowatych łusek. Na łuski składają się "włoski" różnej długości - od kilkuset nanometrów do kilku mikronów. Kiedy autorzy publikacji z pisma Acta Biomaterialia przetestowali reakcję skóry na szereg zanieczyszczeń, np. pyłek i kurz, okazało się, że nic nie przywiera. Topografia skóry zapewnia superhydrofobową, antyzmoczeniową warstwę, która pozwala, by krople tak drobne jak te z mgły przetaczały się, a nawet spadały ze wzgórków, przepłukując zagłębienia i zabierając ze sobą kurz, pyłek oraz inne zanieczyszczenia. Watson dodaje, że krople o wystarczająco drobnej średnicy (10-100 μm) z łatwością docierają do pokrywających skórę dolin. Kiedy akademicy nałożyli na skórę bakterie Porphyromonas gingivalis, które odpowiadają za stany zapalne przyzębia, okazało się, że nim upłynęła jedna doba, większość zginęła, choć nie dodano żadnych związków chemicznych. Watson podkreśla, że nie wiadomo, czemu się tak stało, ale możliwe, że patogeny nadziały się na kolce skóry. Co ciekawe, ludzkie komórki macierzyste z miazgi zęba szczęśliwie przeżyły aplikację. Wg Australijczyka, komórki macierzyste są o wiele większe od bakterii, co może wyjaśnić, czemu udało im się przetrwać. Naukowcy zaznaczają, że rozwiązania ze skóry L. steindachneri mogą pomóc poradzić sobie z lekoopornością, minimalizując skażenie bakteryjne implantów stomatologicznych i medycznych, soczewek kontaktowych, strzykawek, cewników, a także powierzchni szpitalnych. « powrót do artykułu
  9. Firma Ara Labs odkryła nowy typ ataku na rutery. Przestępcy wykorzystują przy tym Google Analytics. Najpierw dochodzi do zarażenia rutera szkodliwym kodem. Gdy komputer korzystający z zarażonego rutera łączy się z witryną, na której znajdują się reklamy Google'a, szkodliwy kod przekierowuje połączenie na serwer cyberprzestępców. W efekcie na komputerze wyświetlają się nie reklamy Google'a, ale reklamy serwowane przez obcy serwer. Tego typu atak trudno jest wykryć. Uruchomienie na komputerze skanera antywirusowego nie wykaże niczego niepokojącego, gdyż to nie komputer jest zainfekowany. Na szczęście firma F-Secure uruchomiła ostatnio witrynę, na której można sprawdzić, czy na wykorzystywanym przez nas ruterze nie dzieje się nic niepokojącego. « powrót do artykułu
  10. Matematycy z Washington State University (WSU) twierdzą, że opracowali algorytm kryptograficzny, który potrafi oprzeć się atakom ze strony komputerów kwantowych. Obecnie używane szyfry to bardzo długie ciągi liczb. By je złamać konieczne jest znalezienie liczb pierwszych, których mnożenie daje poszukiwaną liczbę. Współczesne komputery mają zbyt małą moc obliczeniową, by poradzić sobie z tym problemem w rozsądnym czasie. Jednak komputery kwantowe będą miliony lub nawet miliardy razy bardziej wydajne. Błyskawicznie złamią współczesne zabezpieczenia stosowane do ochrony transakcji w internecie. Nathan Hamlin, dyrektor Math Learning Center na WSU twierdzi, że we współpracy z emerytowanym profesorem matematyki Williamem Webbem, opracowali algorytm odporny na ataki komputerów kwantowych. Naukowcy wykorzystali problem plecakowy i stworzyli na jego potrzeby nowy system liczbowy znacznie bardziej skomplikowany niż systemy dziesiętny i dwójkowy. Dzięki użyciu złożonych łańcuchów cyfr stworzyliśmy nową wersję problemu plecakowego, który nie może być złamany za pomocą standardowych metod ataku - mówi Webb. Ich zdaniem nowy algorytm w epoce komputerów kwantowych będzie mógł skutecznie zastąpić dzisiejsze szyfry wykorzystujące klucze publiczne. Problem plecakowy powstał pod koniec XIX wieku. Opisuje on dużą liczbę (symbolizowaną przez plecak) i wiele małych obiektów (mniejsze liczby i cyfry). Zadanie polega na optymalnym wypełnieniu plecaka. W latach 70. ubiegłego wieku zaproponowano algorytm szyfrujący wykorzystujący problem plecakowy. Jednak szybko został on złamany i specjaliści przestali się interesować problemem plecakowym. Problem plecakowy to prosty, elegancki problem, z którym sobie jednak poradzono. Zastanawialiśmy się, czy można go poprawić i spowodować, by kod był bezpieczny - mówi Webb. Naukowcy znaleźli i poprawili liczne błędy w kodzie problemu plecakowego. Stworzyli w ten sposób algorytm, który – jak sądzą – będzie odporny na niektóre typy ataków i będzie nadawał się do zabezpieczania transakcji internetowych w epoce komputerów kwantowych. « powrót do artykułu
  11. NASA udostępniła miliony zdjęć wykonanych przez teleskop Near-Earth Object Wide-field Infrared Survey Explorer (NEOWISE). To wyspecjalizowane w poszukiwaniu asteroid urządzenie rozpoczęło wykonywanie zdjęć w grudniu 2013 roku po wyjściu z długotrwałej hibernacji. Teraz w sieci udostępniono miliony zdjęć wykonanych w podczerwieni oraz miliardy pomiarów asteroid, gwiazd, galaktyk i kwazarów. Dostępne są dane zebrane pomiędzy 13 grudnia 2013 a 13 grudnia 2014 roku. Jednym z powodów, dla którego udostępniamy te dane jest chęć przekonanie się, jakie ekscytujące i kreatywne projekty powstaną dzięki nim - mówi Amy Mainzer, główna badaczka projektu NEOWISE. W ciągu roku pracy NEOWISE wykonał 2,5 milionów zestawów fotografii, dostarczył dane dotyczące ponad 10 000 obiektów, odkrył 129 nowych obiektów, z czego 39 to obiekty bliskie Ziemi, wykonał też ponad 10 miliardów pomiarów. Jeszcze nie skończyliśmy. Rozpoczęliśmy dopiero drugi rok badań naukowych, a już odkryliśmy 21 nowych obiektów, z czego 6 znajduje się blisko Ziemi - mówi Mainzer. NEOWISE przegląda niebo w poszukiwaniu asteroid i komet. Pracuje w podczerwieni, dzięki czemu łatwiej odnajduje ciemne obiekty, trudne do zauważenia w świetle widzialnym. Niemal wszystkie obiekty odkryte przez NEOWISE są duże, liczą setki metrów średnicy, i bardzo ciemne. W przeciwieństwie do teleskopów znajdujących się na Ziemi, NEOWISE jest w stanie zauważyć i zbadać obiekty zbliżające się od strony Słońca. Teleskop, początkowo zwany WISE (Wide-field Infrared Survey Explorer) został wprowadzony w stan hibernacji w 2011 roku po tym, jak zakończył swoją pierwotną misję. We wrześniu 2013 został wybudzony, przemianowany na NEOWISE i przydzielono mu kolejną misję. Teraz jego zadaniem jest pomoc w prowadzonym przez NASA programie, którego celem jest wyszukiwanie obiektów potencjalnie niebezpiecznych dla Ziemi oraz dostarczanie danych na temat znanych już asteroid i komet. Dane z NEOWISE zostały udostępnione na stronach Caltechu. « powrót do artykułu
  12. Uchatki karłowate (Arctocephalus pusillus) polują na żarłacze błękitne (Prionace glauca). Pierwszy przypadek został odnotowany przez Chrisa Fallowsa z Kapsztadu, właściciela firmy Shark Expedition Apex, ponad 10 lat temu. Młoda uchatka ścigała wtedy rekina. Po zabiciu go zjadła najbardziej kaloryczną część ryby - wnętrzności. W 2012 r. Fallows fotografował pod wodą 10 P. glauca, gdy ponownie zjawił się młody samiec A. pusillus, który upolował 5 żarłaczy i zjadł tylko ich narządy wewnętrzne: wątrobę i żołądek. Zwykle zarówno uchatki, jak i żarłacze błękitne, które osiągają zbliżoną wielkość, polują na mniejsze ryby czy kałamarnice. Choć płetwonogie żerują czasem na mniejszych rekinach, np. żarłaczach lamparcich (Triakis semifasciata), po raz pierwszy udokumentowano przypadki uchatek polujących na tak duże rekiny. Hugues Benoit z kanadyjskiego Departamentu Rybołówstwa i Oceanów, jeden z trzech współautorów publikacji w African Journal of Marine Science, uważa, że zjawisko może być bardziej rozpowszechnione, niż się dotąd wydawało, zwłaszcza jeśli większość przypadków ma miejsce na pełnym morzu, z dala od potencjalnych obserwatorów. Dodatkowo, skoro uchatki gustują głównie w rekinim przewodzie pokarmowym, w ich żołądku i odchodach będzie niewiele twardych części dokumentujących ten proceder. Kanadyjczyk sądzi, że zjadając konkurentów, uchatki zmieniają łańcuchy pokarmowe, szczególnie że ich populacje się rozrastają, a żarłacz błękitny jest bliski zagrożenia wyginięciem. Choć same uchatki również polują na mniejsze ryby, apetyt na rekiny i tak stanowi dla tych drugich zysk netto. « powrót do artykułu
  13. Przed rokiem informowaliśmy, że Elon Musk, założyciel SpaceX, zapowiadał pozwanie do sądu amerykańskich sił lotniczych (US Air Force). Musk zarzucał im, że jego firma jest dyskryminowana i wykluczana z przetargów na wystrzeliwanie satelitów szpiegowskich. Satelity te są obecnie wystrzeliwane wyłącznie przez United Launch Alliance (ULA), konsorcjum Boeinga i Lockheeda Martina. Właśnie opublikowany, niezależny raport, pokazał, że Musk miał rację skarżąc się na działania USAF. Raport powstał na zlecenie sekretarz obrony ds. sił powietrznych, Deborah James. Zamówiono go po tym, jak USAF nie zdążyły z wydaniem SpaceX certyfikatu dopuszczającego do przetargów. Termin certyfikacji upłynął w grudniu. Autor raportu, były szef sztabu USAF general Larry Welch pisze, że lotnictwo wojskowe traktowało cały proces nie jak proces certyfikacyjny firmy, ale jak szczegółowy przegląd jej technologii. Urzędnicy narzucali nie tylko zmiany w konstrukcji rakiet Falcon 9, ale również w strukturze organizacyjnej firmy. W efekcie Welch naliczył ponad 400 uwag, które USAF zgłosiło do SpaceX. Takie postępowanie jest, zdaniem generała, sprzeczne z państwową polityką, która ma zachęcać firmy do konkurowania na rynku kosmicznym. Tymczasem działania urzędników przeczą tej zasadzie. Proces certyfikacji ma sprawdzać, czy firma spełnia ogólne założenia pozwalające jej na start w przetargach na wystrzeliwanie satelitów wojskowych. W przypadku SpaceX administracja prowadziła zaś szczegółowe analizy poszczególnych startów rakiet. Generał zwrócił też jednak uwagę na niedociągnięcia ze strony SpaceX. Otóż firma zachowywała się tak, jakby uważała, że skoro ma doświadczenie w wystrzeliwaniu Falcon 9 to bez problemu powinna uzyskać certyfikat. Wojskowy zaapelował do USAF Space and Missiles Systems Center by łaskawym okiem spojrzano na innowacyjne podejście i sposób pracy SpaceX, a do firmy Muska zwrócił się z radą, by brała pod uwagę specyficzne potrzeby sił powietrznych i była bardziej otwarta na korzystanie z rządowych doświadczeń. Proces certyfikacji SpaceX przedłużono do czerwca. Pentagon pod naciskiem Kongresu coraz bardziej skłania się ku współpracy ze SpaceX. Kongresmenów martwi bowiem fakt, że ULA wykorzystuje w rakietach Atlas 5 przestarzałe radzieckie silniki. Niedawno jeden z takich silników eksplodował podczas startu rakiety Antares. « powrót do artykułu
  14. Forbes informuje, że Amazon prowadzi rozmowy z firmą Net-a-Porter. Koncern Bezosa chciałby przejąć tego online'owego sprzedawcę dóbr luksusowych. Jeśli mu się uda, będzie to największa transakcja w dotychczasowej historii Amazona. Rozmowy są na wstępnym etapie, zatem nic nie jest jeszcze przesądzone. Nie wiadomo, ile Amazon musiałby zapłacić za Net-a-Porter. W grę wchodzi kwota około 2 miliardów dolarów. Net-a-Porter to własność specjalizującej się w dobrach luksusowych grupy Richemont, która kupiła tę londyńską firmę w 2010 roku za kwotę 392 milionów euro. Już w 2012 roku Jeff Bezos w wywiadzie dla New York Timesa mówił, że jego firma inwestuje w modę, by przekonać czołowe marki, iż chce z nimi współpracować. W 2014 roku media donosiły, że Amazon chce kupić indyjskiego sprzedawcę ubrań, Jabong.com, za 1,2 miliarda USD. « powrót do artykułu
  15. Papużce ostrosternej (Lathamus discolor) z Tasmanii zagraża depresja populacji i wyginięcie w ciągu 16 lat. Naukowcy zwrócili się nawet do rządu federalnego o wpisanie ptaka na listę krytycznie zagrożonych gatunków. Papużki ostrosterne mają o wiele większe problemy, niż ktokolwiek wcześniej przypuszczał - podkreśla prof. Robert Heinsohn z Narodowego Uniwersytetu Australijskiego. L. discolor są głównymi zapylaczami Eucalyptus aggregata i eukaliptusa gałkowego (Eucalyptus globulus), mają więc ogromne znaczenie dla przemysłu leśnego. Niestety, habitaty ptaków nadal podlegają wyrębowi... Pięcioletnie badania wykazały, że każdego roku w sezonie lęgowym, w zależności od dostępności pokarmu, L. discolor przemieszczają się do różnych rejonów Tasmanii. Badania zademonstrowały, że zwłaszcza na wykarczowanych obszarach, na papużki polują lotopałanki karłowate (Petaurus breviceps). Australijczycy wyliczyli, że co 4 lata populacja papużek ostrosternych będzie się zmniejszać o połowę, co oznacza, że w ciągu 16 lat skurczy się o 94,7%. Dr Dejan Stojanović przekonuje, że dotychczasowe metody ochrony L. discolor są niewłaściwe i że konieczne jest natychmiastowe zaprzestanie wyrębu lasu. « powrót do artykułu
  16. Kobiety z nieswoistymi zapaleniami jelit (NZJ) są bardziej narażone na dysplazję szyjkową i raka szyjki macicy. Nasze badanie pokazuje, że pacjentki z NZJ, zwłaszcza z chorobą Leśniowskiego-Crohna [ChLC], znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka rozwoju raka szyjki macicy, nawet kiedy przechodzą zalecane badania przesiewowe [cytologiczne] - podkreśla prof. Tine Jess ze Statens Serum Institut w Kopenhadze. Naukowcy przeprowadzili populacyjne badanie kliniczno-kontrolne 27.408 Dunek z NZJ zdiagnozowanym między 1979 a 2011 r. Większość (18.691) stanowiły kobiety z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego, bo ChLC stwierdzono u "zaledwie" 8.717 osób. Pacjentki porównywano do odpowiednio dopasowanych kobiet z grupy kontrolnej (1.508.334). Odkryto związek między NZJ, zwłaszcza chorobą Leśniowskiego-Crohna, a dysplazją szyjki macicy. Spostrzeżenia tego nie dało się wyjaśnić różnicami w działaniach profilaktycznych, bo kobiety z ChLC wykonywały badania tak samo często jak przedstawicielki populacji generalnej, a częstość skryningu grupy z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego była nawet nieco większa niż w grupie kontrolnej. Autorzy publikacji z pisma Clinical Gastroenterology and Hepatology zaznaczają, że o ile zarówno panie z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego, jak i chorobą Leśniowskiego-Crohna, a więc 2 najczęstszymi postaciami NZJ, były bardziej zagrożone stwierdzeniem raka szyjki macicy przed zdiagnozowaniem NZJ, o tyle tylko pacjentki z chorobą Leśniowskiego znajdowały się w grupie podwyższonego ryzyka rozwoju raka po zdiagnozowaniu NZJ. Akademicy zauważyli, że wśród pacjentek z chorobą Leśniowskiego-Crohna ryzyko neoplazji szyjki jest znacząco wyższe dla osób zdiagnozowanych w młodym wieku i leczonych azatiopryną. Na ryzyko zachorowania może również wpłynąć terapia antagonistami TNF-α. « powrót do artykułu
  17. Magazyn „Fortune” cytuje prezesa Apple'a, Tima Cooka, który stwierdził, że cały swój majątek przeznaczy na cele charytatywne. Wcześniej chce jednak sfinansować edukację swojego 10-letniego obecnie bratanka. Majątek Cooka jest szacowany obecnie na 785 milionów dolarów. Chciałbym być kamykiem w stawie, który zapoczątkuje falę zmian - powiedział Cook. Amerykańscy milionerzy coraz bardziej angażują się w filantropię. Przed kilku laty informowaliśmy o podjętej przez Warrena Buffeta i Billa Gatesa inicjatywie „Giving Pledge”, w ramach której posiadacze olbrzymich majątków deklarują przeznaczenie co najmniej połowy z nich na działalność charytatywną. Cook nie przystąpił dotychczas do „Giving Pledge”, jednak jest on znany z unikania rozgłosu. W ostatnich latach zaczął jednak coraz śmielej wychodzić do prasy i zabierać głos w najróżniejszych sprawach. « powrót do artykułu
  18. Naukowcy z MIT-u i Uniwersytetu w Belgradzie opracowali nową technikę, która pozwoliła im na splątanie 3000 atomów za pomocą jednego fotonu. Dotychczas nikomu nie udało się splątać tak dużej liczby cząstek. Możesz twierdzić, że pojedynczy foton nie może zmienić stanu 3000 atomów, ale ten foton jest w stanie to zrobić. Tworzyć on korelacje, które wcześniej nie istniały. Stworzyliśmy w ten sposób nową klasę stanów splątanych. Istnieje jednak jeszcze wiele takich nowych klas do zbadania - powiedział profesor Vladan Vuletic z MIT-u. Splątanie to niezwykły stan, w którym dwie lub więcej cząstek są ze sobą związane w taki sposób, że zmiana jednej z nich wywołuje jednocześnie zmianę w innej, bez względu na odległość, jaka dzieli te cząstki. Naukowcy od dawna szukają sposobu na splątanie nie par, a większej liczby atomów. Chcą je bowiem wykorzystać do budowy komputerów kwantowych czy bardziej precyzyjnych zegarów atomowych. Właśnie chęć poprawienia precyzji zegarów motywowała Vuletica, Roberta McConnella, Hao Zhanga i Jiazhonga Hu z MIT-u oraz Senkę Cuk z Uniwersytetu w Belgradzie. Precyzja obecnych zegarów atomowych jest proporcjonalna do pierwiastka kwadratowego liczby atomów złapanych w pułapkę. Zegar z dziewięciokrotnie większą liczbą atomów będzie więc trzykrotnie bardziej dokładny. Tymczasem gdyby wspomniane atomy były splątane, precyzja zwiększałaby się proporcjonalnie do liczby atomów, więc zegar, o którym mowa, byłby 9-krotnie bardziej dokładny. Naukowcom udawało się już splątywać większe liczby atomów, zwykle jednak było to splątanie pomiędzy parą a grupą. Jeden z zespołów splątał około 100 atomów. Teraz Vuletic i jego koledzy dokonali tego w przypadku 3000 atomów. Użyli w tym celu słabego lasera, który wyemitował impuls składający się z pojedynczego fotonu. Im słabszy impuls tym lepiej, gdyż tym mniejsze prawdopodobieństwo, że zniszczy on chmurę atomów, w którą trafia. Dzięki temu „system pozostaje w relatywnie czystym stanie kwantowym”. Eugene Polzik, profesor optyki kwantowej z Instytutu Nielsa Bohra w Kopenhadze mówi, że prace zespołu Vuletica to znaczące osiągnięcie. Opracowana przez nich technika znacząco poszerza nasze możliwości generowania stanów splątanych i operaowania na nich. Może być więc przydatna w zegarach atomowych, kwantowych badaniach pól magnetycznych i w komunikacji kwantowej. « powrót do artykułu
  19. Ekstrakt z różeńca górskiego (Rhodiola rosea) stanowi dobrą alternatywę dla tradycyjnych metod leczenia tzw. dużej depresji (ang. major depressive disorder, MDD). Zespół prof. Juna J. Mao ze Szkoły Medycznej Perelmana Uniwersytetu Pensylwanii przeprowadził badanie z randomizacją i z grupą kontrolną otrzymującą placebo, prowadzone metodą podwójnie ślepej próby. U wszystkich 57 dorosłych ochotników zdiagnozowano lekki-umiarkowany MDD. Przez 12 tygodni zażywali oni ekstrakt z różeńca, sertralinę lub placebo. Zachodzące zmiany monitorowano za pomocą skali depresji Hamiltona (ang. Hamilton Rating Scale for Depression, HAM-D), skali depresji Becka (ang. Beck Depression Inventory, BDI) oraz skali ogólnego wrażenia klinicznego (ang. Clinical Global Impression, CGI). W porównaniu do zażywających wyciąg roślinny, do 12. tygodnia terapii pacjenci zażywający sertralinę z nieco większym prawdopodobieństwem wspominali o poprawie (odzwierciedlały to wyniki HAM-D), jednak różnica nie była istotna statystycznie. Gdy obie grupy pacjentów porównano z grupą placebo, iloraz szans (ang. odds ratio, OR) poprawy stanu zdrowia wśród osób, którym podawano R. rosea, wynosił 1,4, a w grupie sertralinowej 1,9, jednak tradycyjna terapia antydepresantem 2-krotnie częściej wiązała się z efektami ubocznymi (odnotowało je, odpowiednio, 30 i 63% grupy). Badania sugerują, że w grupie pacjentów z łagodną-umiarkowaną dużą depresją wyciąg z różeńca prezentuje korzystniejszy stosunek minusów i plusów niż sertralina. Wyniki wstępnych badań sugerują, że ziołowa terapia ma potencjał, jeśli chodzi o pacjentów z depresją, którzy nie tolerują antydepresantów ze względu na skutki uboczne - podsumowuje Mao. « powrót do artykułu
  20. Koreańska prasa informuje, że Samsung jest zainteresowany przejęciem firmy AMD. Chce w ten sposób poprawić swoją pozycję w stosunku do Intela i Qualcommu. Plotki dotyczące losu AMD pojawiają się już od pewnego czasu. CPU tej firmy nie radzą sobie zbyt dobrze, więc i firma nie jest w nie najlepszej kondycji. AMD, firma działająca od kilkudziesięciu lat, ma bardzo bogate portfolio patentowe i duże doświadczenie w pracach badawczo-rozwojowych. Zasoby te mogą być niezwykle cenne dla Samsunga. Tym bardziej, że koreańska firma ściśle współpracuje z GlobalFoundries, przedsiębiorstwem, które wyłoniło się z AMD. Samsung ma wystarczająco duże zasoby, by przejąć AMD, a transakcja byłaby zapewne korzystna dla obu firm. Jednak pozostaje ona wciąż tylko w sferze plotek i domysłów. « powrót do artykułu
  21. Podczas wykopalisk na stanowisku Ceibal w Gwatemali archeolodzy z Uniwersytetu Arizony znaleźli dowody na współpracę grup zbieracko-myśliwskich i prowadzących osiadły tryb życia podczas konstruowania budynków oraz uczestnictwa w publicznych ceremoniach. Publikacja z Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS) zadaje kłam dwóm twierdzeniom: 1) że wędrowne i osiadłe grupy tworzyły odrębne, niekontaktujące się społeczności i 2) że budynki użyteczności publicznej powstawały dopiero po pełnym zapuszczeniu korzeni. Była teoria, że osiadłe i wędrowne grupy współistniały w różnych częściach świata, ale większość osób myślała, że społeczności te działały niezależnie, mimo że przebywały stosunkowo blisko siebie. Nasze studium prezentuje pierwsze relatywnie konkretne dowody, że nomadzi i osiadli zbierali się, żeby zbudować ośrodek ceremonialny - podkreśla prof. Takeshi Inomata. Plac odkryty w Ceibal datuje się na ok. 950 r. p.n.e., a otaczające go budynki osiągnęły swe monumentalne rozmiary do 800 r. p.n.e. Jak dotąd dowody na stałe osadnictwo w okolicy w tym czasie są nieliczne. Większość ludzi nadal prowadziła tradycyjny zbieracko-myśliwski tryb życia, przemieszczając się z jednego obszaru lasu deszczowego w drugi. Wg Inomaty, pierwsi stali mieszkańcy rejonu nie byli w stanie sami zbudować placu. Konstrukcja budynków ceremonialnych wymaga znacznych nakładów pracy, dlatego trzeba było do tego większych grup. Inomata i inni dywagują, że grupy o różnym zakresie mobilności spotykały się, by tworzyć budynki i brać udział w ceremoniach. Proces pomógł im stworzyć więzi i ostatecznie dokonać przejścia do w pełni osiadłego społeczeństwa. Ludzie mają tendencję, by myśleć, że najpierw musi istnieć rozwinięte społeczeństwo i dopiero potem przychodzi pora na budynki. Myślę, że w niektórych przypadkach kolejność jest odwrotna. Proces zbierania się na odprawianie rytuału i budowanie pomógł zbliżyć różnych ludzi i ostatecznie przyczynił się do rozwoju cywilizacji Majów. Transformacja zachodziła stopniowo, a Majowie stali się w pełni osiadłym, rolniczym społeczeństwem do ok. 300-400 r. p.n.e. Najbardziej fascynującym odkryciem jest, że przed ustanowieniem bardziej zunifikowanego społeczeństwa ludzie prowadzący różne tryby życia koegzystowali w harmonii przez pokolenia - podsumowuje Melissa Burham. « powrót do artykułu
  22. Opóźni się start Wielkiego Zderzacza Hadronów. CERN poinformował, że w układzie elektrycznym jednego z kluczowych magnesów doszło do krótkiego spięcia. W związku z tym LHC zostanie uruchomiony o kilka dni, lub może nawet kilka tygodni, później niż planowano. Przez ostatnie dwa lata trwały prace nad zwiększeniem mocy LHC. Wczoraj miało rozpocząć się pompowanie strumieni protonów, co miało być wstępem do przeprowadzenia w maju pierwszych kolizji. Naukowców zmartwiły oczywiście problemy, które wyszły na jaw w ostatniej chwili, jednak – jak podkreślają – awaria nie jest poważna. Kilka tygodni opóźnienia w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania pozwalające zrozumieć wszechświat to jak mgnienie oka - mówi Rolf Heuer, dyrektor generalny CERN-u. Frederick Bordry, dyrektor odpowiedzialny za pracę akceleratorów, wyjaśnia, dlaczego usuwania awarii może potrwać nawet kilka tygodni. Otóż doszło do niej w schłodzonej sekcji urządzenia, co oznacza, że najprawdopodobniej najpierw trzeba będzie ją ogrzać, a po przeprowadzeniu napraw, ponownie schłodzić. To, co w urządzeniu pracującym w temperaturze pokojowej zajęłoby kilka godzin, tutaj może potrwać kilka tygodni - mówi. « powrót do artykułu
  23. Już pojedyncza dawka immunoterapii zmniejsza problemy pamięciowe związane z chorobą Alzheimera. Choć wiadomo, że w patogenezie alzheimera biorą udział dwie cząsteczki - beta-amyloid (Aβ) i białko tau - dotąd nie sprecyzowano np. ich wzajemnych relacji. W warunkach prawidłowych białko tau stabilizuje mikrotubule służące do transportu m.in. substancji odżywczych. Gdy ulegnie hiperfosforylacji i utworzy formę oligomeryczną, dezintegruje układ transportujący neuronu, prowadząc ostatecznie do obumarcia komórki. Wcześniej naukowcy z University of Texas Medical Branch (UMTB) wykazali, że w zwierzęcym modelu choroby immunoterapia wymierzona w cytotoksyczne oligomery tau zmniejsza ich liczbę i odwraca deficyty pamięciowe. W ramach obecnego studium zespół prof. Rakeza Kayeda zademonstrował, że zabieg ten ogranicza również liczebność oligomerów beta-amyloidu, sugerując, że szkodliwy wpływ Aβ zależy od obecności toksycznych form białka tau. Metoda Kayeda różni się od innych leków immunoterapeutycznych tym, że obiera na cel wyłącznie toksyczne oligomery białka tau, pozostawiając w spokoju prawidłową jego postać. « powrót do artykułu
  24. Łazik Opportunity jest pierwszym pojazdem, którzy na Marsie przebył trasę maratonu. Wczoraj, po 11 latach i 2 miesiącach pracy Opportunity NASA poinformowała, że łazik przejechał właśnie taką odległość. Po raz pierwszy wyprodukowane przez człowieka urządzenia przebyło na powierzchni obcej planety odległość równą maratonowi - poinformował John Callas, menedżer odpowiedzialny za misję Opportunity. Amerykański łazik zdecydowanie pokonał więc radzieckiego Łunochoda-2, który na powierzchni Księżyca przejechał 39 kilometrów. Oczywiście celem misji nie jest bicie rekordów odległości. Ale przebycie maratonu na Marsie to wciąż fajna sprawa - dodał Steve Squyres z Cornell University, główny naukowiec misji Opportunity. Łazik wylądował na Czerwonej Planecie 25 stycznia 2004 roku. Jego podstawowa misja miała trwać trzy miesiące. Łazik bardzo szybko odkrył dowody na to, że w przeszłości na Marsie była woda. Urządzenie wciąż działa i prowadzi badania. Od czterech lat znajduje się blisko krawędzi wielkiego krateru Endavour. Obecnie przebywa w Dolinie Maraton, nazwanej tak na cześć jego osiągnięcia. Opportunity to jeden z dwóch – obok Curiosity – obecnie działających łazików marsjańskich. Łazik Spirit przestał komunikować się w Ziemią w 2010 roku. Oprócz pojazdów na powierzchni Mars jest badany też przez trzy orbitery. W najbliższych latach zarówno NASA jak i inne agencje kosmiczne planują kolejne misje na Marsa. Ich zwieńczeniem ma być wyprawa człowieka na Czerwoną Planetę. « powrót do artykułu
  25. Krople do nosa z nieszkodliwymi bakteriami Neisseria lactamica hamują rozwój dwoinki zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych (N. meningitidis). N. meningitidis to Gram-ujemna bakteria wywołująca zapalenie opon-mózgowo rdzeniowych, któremu czasem towarzyszy sepsa. Niekiedy dwoinka żyje w czyimś nosie i gardle, nie wywołując żadnych objawów, lecz nosiciel może rozprzestrzeniać meningokoki na innych podczas bliskiego kontaktu. W ramach studium 149 zdrowym studentom college'u z Wielkiej Brytanii wkrapiano do nosa niskie dawki N. lactamica. Kontrolnej grupie 161 osób podano sól fizjologiczną. Przez pół roku w regularnych odstępach czasu pobierano wymazy z nosa. Okazało się, że u studentów, którym podano N. lactamica i u których doszło do kolonizacji, nieszkodliwe bakterie wydawały się nie dopuszczać do zasiedlenia gardła przez N. meningitidis. Oprócz tego u zidentyfikowanych na początku studium nosicieli N. lactamica wypierały meningokoki. Efekt był widoczny już po 2 tygodniach od procedury, kiedy liczba nosicieli N. meningitidis spadła o 9,5% i utrzymywał się co najmniej przez 4 miesiące. To pierwsza sytuacja, kiedy u kogoś, kto "zażył" przyjazną bakterię, zaszły zmiany w sposobie kolonizacji N. meningitidis - podkreśla dr Robert C. Read z Uniwersytetu w Southampton. Badania zademonstrowały, że zakrapianie N. lactamica wywoływało szybszy i bardziej trwały spadek liczby meningokoków w gardle niż obecnie stosowane szczepionki. Co ważne, nieszkodliwe bakterie były również aktywne w stosunku do większej liczby odmian N. meningitidis. Zanim N. lactamica zacznie być wykorzystywana jako metoda zapobiegania wybuchom epidemii zapalenia opon, trzeba przeprowadzić więcej badań, potwierdzając np., że bakteria jest całkowicie nieszkodliwa dla szerszej populacji i że żyjąc w górnych drogach oddechowych, nie podlega zmianom genetycznym. « powrót do artykułu
×
×
  • Dodaj nową pozycję...