Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Chiny agresywnie promują niesprawdzone metody walki z COVID-19 i sprzedają za granicę 'leki' TCM

Recommended Posts

Chiński rząd intensywnie promuje tzw. tradycyjną chińską medycynę (TCM), która rzekomo ma pomagać w walce z COVID-19. Środki opracowane zgodnie z jej zaleceniami zostały nawet wysłane do Iranu i Włoch. Jednak naukowcy spoza Chin ostrzegają, że stosowanie niezbadanych terapii może być niebezpieczne.

Obecnie nie istnieją żadne specyficzne leki na nowego koronawirusa. Dotychczas tylko w przypadku remdesiviru kontrolowane ślepe testy kliniczne wykazały, że może on w pewnym stopniu wspomagać proces leczenia.

Tymczasem w Chinach zarówno władze, jak i rządowe media twierdzą, że tradycyjna chińska medycyna łagodzi objawy COVID-19 i zmniejsza odsetek zgonów. Brak jednak naukowych dowodów na poparcie tych twierdzeń.

Faktem jest, że niektóre leki TCM są testowane pod kątem ich wykorzystania do walki z epidemią, jednak sposób prowadzenia badań jest krytykowany przez wielu naukowców. Twierdzą oni, że błędy w metodologii badawczej spowodują, że uzyskane wyniki nie będą wiarygodne. Tymczasem władze w Pekinie i osoby praktykujące TCM zapewniają, że środki te są bezpieczne, gdyż są używane od tysięcy lat. Nie przemawia do nich fakt pojawiania się poważnych skutków ubocznych.

Mamy do czynienia z poważną infekcją, która wymaga skutecznego leczenia. Jeśli chodzi o TCM to brak jest dowodów naukowych potwierdzających ich skuteczność. Zatem używanie tego typu środków jest nie tylko nierozsądne, ale i niebezpieczne, mówi Edzrad Ernst, emerytowany naukowiec z Wielkiej Brytanii.

Liderzy w innych krajach również chwalili środki, co do których nie wiadomo, czy działają na COVID-19. Dość wspomnieć prezydenta Trumpa, który mówił o skuteczności hydroksychlorochiny, leku przeciwmalarycznego o poważnych skutkach ubocznych, którego skuteczność przeciwko COVID-19 wciąż jest badana. Z kolei prezydent Madagaskaru Andry Rajoelina stwierdził, że napar z ziół leczy COVID-19. Jednak zarówno w USA jak i na Madagaskarze twierdzenia władz spotkały się z ostrą reakcją i krytyką środowisk naukowych. W Chinach wszelka krytyka jest tłumiona. A Pekin postanowił najwyraźniej agresywnie promować miejscowy przemysł tzw. tradycyjnej medycyny, który już obecnie wart jest miliardy dolarów.

Tradycyjna medycyna ludowa bazuje na teoriach o qi, energii witalnej, która pomaga zachować zdrowie. Niejaki Zhang Boli, rektor Uniwersytetu Tradycyjnej Chińskiej Medycyny Tianjin, który wchodzi w skład państwowego zespołu koordynującego walkę z COVID-19, stwierdził, że poważne przypadki zachorowań są związane ze szkodliwym zawilgoceniem, które zaburza qi.
to jednak nie wszystko. Już w marcu chińskie Ministerstwo Zdrowia umieściło różnego typu wywary, proszki i pigułki na liście środków zalecanych w walce z koronawirusem.

Tymczasem państwowa prasa rozpisuje się o rzekomych pozytywnych wynikach testów takich środków. China Daily informował, że osoby, które przyjmowały Jinhua Qinggan, granulki ziołowe opracowane w 2009 roku do walki z grypą H1N1, zdrowiały szybciej niż osoby, które granulek nie przyjmowały. Nie podano jednak żadnych szczegółów tych badań. Ta sama gazeta opisywała zastrzyki z Xuebijing, wywaru z pięciu ziół, który ma jakoby odtruwać krew i zapobiegać jej bezruchowi. Jak twierdzili dziennikarze, stosowanie tych zastrzyków, w połączeniu z tradycyjnymi lekami, zmniejszało zgony wśród najciężej chorych pacjentów o 8,8%.

Huang Luqi, który zajmuje się TCM i stoi na czele Chińskiej Akademii Chińskich Nauk Medycznych w Pekinie twierdzi, że od stycznia prowadzi testy trzech środków TCM. Badania miały wykazać, że środki te są efektywne i bezpieczne. Problem w tym, że na oficjalnej rządowej stronie dotyczącej badań klinicznych środki te opisano jedynie jako środki TCM, nie wiadomo więc, czym są. Pondto z opisu badań wynika, że zarówno prowadzący badania jak i osoby w nich uczestniczące wiedzą, kto jaki środek otrzymuje. Nie mamy tu więc do czynienia z podwójną ślepą próbą – złotym standardem badań klinicznych. Huang Luqi nie chciał podać więcej szczegółów. Jest działaniem nieetycznym zalecanie metod TCM, co do skuteczności których brak jest dowodów naukowych, mówi Dan Larhammar, biolog komórkowy z Uniwersytetu w Uppsali.

Naukowcy podkreślają, że przekonanie, iż przyjmowanie jakiegokolwiek środka zamiast nieprzyjmowania niczego, jest błędne. Ludzie myślą, że lepiej coś wziąć, niż niczego nie brać. Historia pokazuje, że nie nieprawda, mówi Paul Offit, specjalista chorób zakaźnych ze Szpitala Dziecięcego w Filadelfii. Niektóre ze środków TCM znajdujących się na liście zaleceń chińskiego Ministerstwa Zdrowia, zawierają zioło o nazwie przęśl. W jego skład wchodzi pseudoefedryna, środek pobudzający, której zabroniono w USA i niektórych krajach Europy po tym, jak w latach 90. i na początku obecnego wieku zabiła ona wiele osób przyjmujących zawierające ją środki dietetyczne i energetyczne.

Chiny próbują agresywnie promować środki TCM i zarabiać na nich wysyłając je do innych krajów. Co interesujące, jeszcze na początku epidemii WHO nie zalecało takich środków twierdząc, że nie działają one przeciwko COVID-19 i mogą być szkodliwe. Od tamtego jednak czasu zalecenia zmieniono i ostrzeżenia przeciwko TCM zostały usunięte z witryny WHO.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Takie artykuły czynią niesamowitą szkodę medycynie, a jeszcze większa farmacji. Bo nie jest mądrym wypowiadanie sie na temat rzeczy, których sie nie liznęło nawet we śnie. 

Przeciętny lekarz medycyny zachodniej ma ok 14 godzin zajęć o ziołach w trakcie całych studiów.  Tyle o ziołach moje dziecko dowiedziało się w ciągu tygodnia. :-)

Tendencyjnośc aż bije w oczy, gdyż brak tu nawet wzmianki, że identyczną (niesprawdzoną) strategię stosuje obecnie cała medycyna zachodnia: wszyscy pacjenci z Covid, o których wiem, mają w terapi dwa niesprawdzone w Covid leki: Tamiflu (oseltamivir) i Ibuprom.  Brak jest jakichkolwiek badań, by ktorykolwiek z nich działał konkretnie w Covid. A jednak się je podaje w nadziei, że zadziałają łagodząco.  Widzimy więc, że ta sama filozofia w wykonaniu jednych jest dopuszczalna, a w wykonaniu innych naganna. Typowe i ordynarne zagranie, by budować atmosferę niechęci do Chińczyków. Typowe, gdy brak argumentów merytorycznych, a chce się wygrać gospodarczo.

Tą samą taktykę zastosowano w odniesieniu do 5G - brak jakichkolwiek dowodów 'przeciw' z wyjątkiem straszenia 'złymi żółtkami'.

 

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jest tak do końca, wystarczy wziąć pod uwagę nie wybiórcze tematy tylko osiągniecia medycyny chińskiej vs zachodniej, zachodnia bije na głowę Chińską w skuteczności. Mało tego, są badania wykazujace, że ludzie umierają na nowtwory które za wczasu dałoby się wyleczyć medycyną zachodnią, ale niestety zwlekali zbyt długo stosując w między czasie "medycynę chińską". Dlaczego w cudzysłowie? Dlatego, że medycyna korzysta z metody naukowej, a "medycyna chińska" nie. Ta część ziołolecznictwa która jest potwierdzona badaniami jest jak najbardziej w porządku i również stosuje się na zachodzie. Wiele leków pochodzi z roślin. Tutaj chodzi o podejście, czyli własnie metodę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minutes ago, Warai Otoko said:

 zachodnia bije na głowę Chińską w skuteczności. Mało tego, są badania wykazujace, że ludzie umierają na nowtwory które za wczasu dałoby się wyleczyć medycyną zachodnią, ale niestety zwlekali

Rozumiem, co chciałbyś powiedzieć, ale proszę - zapoznaj sie wpierw z rzeczywistością. Tylko dla przykładu: instytuty biochemii w Chinach, zajmujące sie aspektami TCM są jednymi z najbardziej strzeżonych jednostek badawczych. Z powodu skali i istotności badań tam prowadzonych.

Fajnie by było, gdybyś też - zamiast powtarzać slogany - zrozumiał definicję "wyleczyć z nowotworu" , która obowiązuje w medycynie zachodniej. Nie musisz nawet wiedzieć, że kilkukrotnie zmieniono kryteria statystyczne opisujace to "wylecenie", by krzywa wskazywała na efektywność. To ma prawo Ci umknąć.

A tak całkiem PS: w Herba Ephedrae jest efedryna, a nie pseudoefedryna.  Ten lek i jego analogi sa w niejednym syropie na kaszel. A zakaz wziął się stąd, że ćpuny nie odpuszczały.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Tylko dla przykładu: instytuty biochemii w Chinach, zajmujące sie aspektami TCM są jednymi z najbardziej strzeżonych jednostek badawczych. Z powodu skali i istotności badań tam prowadzonych.

Zupełnie nieistotne. 

7 minut temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Fajnie by było, gdybyś też - zamiast powtarzać slogany - zrozumiał definicję "wyleczyć z nowotworu" , która obowiązuje w medycynie zachodniej. Nie musisz nawet wiedzieć, że kilkukrotnie zmieniono kryteria statystyczne opisujace to "wylecenie", by krzywa wskazywała na efektywność. To ma prawo Ci umknąć.

Proszę o porównanie badań naukowych gdzie skuteczność medycyny chińskiej jest wyższa niż zachodniej. Albo chociaż badania wykazujące skuteczność medycyny chińskiej, nie pojedyncze, jakąś metanalizę albo przegląd. Dysponujesz takimi? Bo jeśli nie, to skąd wiesz jaka jest skitecznośc medycyny chińskiej? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
44 minutes ago, Warai Otoko said:

Zupełnie nieistotne. 

Nie jestem w stanie podjąć z Tobą dyskusji, jeśli na merytoryczne stwierdzenie opisujące tajność, wydatki, skalę i złożoność badań odpowiadasz "zupełnie nieistotne".

Badania są w sieci, te złe Chińczyki czasami publikują w obcych językach. Zacznij od uniwersytetów w Chengdu, Pekinie i Szanghaju. Ten ostatni wydaje masę publikacji drukiem. Możesz nawet zakupić za kilka dolców.

Musze też poinformować, że zarzut braku ślepej próby niekoniecznie dotrze do Chińczyków, gdyż naczelną ideą TCM jest indywidualny dobór terapii do symptomów/wzorców. Innymi słowy oni nie szukają leków statystycznie skutecznych, ale skutecznych w konkretnej terapii. Od pewnego czasu nie pozwalają też zachodnim koncernom wykupywać swoich fabryk (z patentami), a potem ich zamykać, gdyż zorientowali się, że właśnie tak zachód walczy z ich opatentowanymi lekami.  Poszukaj, to nie jest wiedza tajna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przypuszczam, że instytut, w którym pracował Łysenko też był chroniony. Co więcej, pewnie za wyniesienie stamtąd jakiejkolwiek "tajemnicy", nawet jeśli tajemnicą nie była, a powszechnie znanym faktem, groziła kulka w łeb. Czy to dowód na prawdziwość łysenkizmu?

Ponadto taki sposób rozumowania zakłada, że zachodnia medycyna jest nic niewarta. Po jej środki, metody, sposoby są bardzo szczegółowo opisane, a badania nie są prowadzone w żadnych "tajnych" laboratoriach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minute ago, Mariusz Błoński said:

Przypuszczam, że instytut, w którym pracował Łysenko też był chroniony. Co więcej, pewnie za wyniesienie stamtąd jakiejkolwiek "tajemnicy", nawet jeśli tajemnicą nie była, a powszechnie znanym faktem, groziła kulka w łeb. Czy to dowód na prawdziwość łysenkizmu?

Ponadto taki sposób rozumowania zakłada, że zachodnia medycyna jest nic niewarta. Po jej środki, metody, sposoby są bardzo szczegółowo opisane, a badania nie są prowadzone w żadnych "tajnych" laboratoriach.

Szanowny Autorze (założę jednak, że po prostu oparłes tekst o jakiegoś New Yorkera) - pokaz mi proszę w swoim artykule jedno miejsce, gdzie przytaczasz 'dowód' na nieskutecznośc. Operujesz jedynie brakiem dowodu (brakiem dotarcia do dowodu) na skuteczność. Ale obaj wiemy, że brak dowodu to żaden dowód. 

Nie wiem co to jest dowód na prawdziwość łysenkizmu, ale wygląda mi to na przeniesienie platformy rozmowy na pole spisko-absurdu. Tą techniką na pewno mnie dopadniesz; przeniesienie to podstawowy zabieg erystyki dowodzenia :-)

Nie przedstawiłem sposobu rozumowania zakładającego, że medycyna zachodnia jest nic nie warta. Ale owszem, masę badań zachodnich prowadzi się w sposób utajniony, aż do chwili publikacji wyników (uzyskania patentu). Ten, kto wykłada pieniądze na grant ma prawo oczekiwać zysku ze sprzedaży patentu.

Nie idźmy w stronę tak prowadzonych dyskusji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
58 minut temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Szanowny Autorze (założę jednak, że po prostu oparłes tekst o jakiegoś New Yorkera) - pokaz mi proszę w swoim artykule jedno miejsce, gdzie przytaczasz 'dowód' na nieskutecznośc. Operujesz jedynie brakiem dowodu (brakiem dotarcia do dowodu) na skuteczność. Ale obaj wiemy, że brak dowodu to żaden dowód. 

Udowodnij, że nie jesteś wielbłądem :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

"medycyna korzysta z metody naukowej, a "medycyna chińska" nie. Ta część ziołolecznictwa która jest potwierdzona badaniami jest jak najbardziej w porządku i również stosuje się na zachodzie.

 

 Przykro to mówić ale ręce opadają jak czytam takie komentarze. Uzurpowanie sobie prawa do oceny wszystkich zjawisk za pomocą tzw metod naukowych to ignorancja. Metody naukowe stworzyli ludzie znacznie później . Ludzie też stworzyli TCM. 3 tys lat doświadczenia i ogromna baza wiedzy, jeden  nauczycieli TCM powiedział kiedyś że trzeba trzech wcieleń żeby poznać TCM. A tu przychodzi chłopek z mikroskopem i ustawia resztę po kątach . Kpina. Medycyna zachodnia ( akademicka ) leży na łopatkach i kwiczy w porównaniu z TCM. Medycyna akademicka nie wyleczy ,żadnej , ale to żadnej choroby przewlekłej, przyszyje nogę, zrobi , przeszczep, czy uratuje życie w wypadku , owszem ale nic więcej. Przykłady ? wystarczy mój mojej rodziny i znajomych w przeciwieństwie do tych którzy korzystają z medycyny naukowej i nieustannie odwiedzają apteki i napełniają kieszenie farmacji

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 minut temu, natkan napisał:

Przykłady ? wystarczy mój mojej rodziny i znajomych

No faktycznie, doskonały przykład, całkowicie wystarczający... do dyskwalifikacji dyskutanta, który takiego "przykładu" użył :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Dlatego, że medycyna korzysta z metody naukowej, a "medycyna chińska" nie. Ta część ziołolecznictwa która jest potwierdzona badaniami jest jak najbardziej w porządku i również stosuje się na zachodzie. Wiele leków pochodzi z roślin. Tutaj chodzi o podejście, czyli własnie metodę. 

To jest przykład ogromnej arogancji. Przede wszystkim jak najbardziej w porządku jest ta część ziołolecznictwa która działa, i tylko ta.
Ludzie którzy tworzyli medycynę chińską i ziołolecznictwo jak najbardziej stosowali obserwację i wyciąganie wniosków. Pod wieloma względami byli znacznie uczciwsi od obecnych lekarzy gdyż zioła nie miały wysokiego budżetu na marketing farmaceutyczny a doświadczenia zbierano i korygowano przez wiele tysięcy lat.
Do tego orędownicy "metody naukowej" nie do końca rozumieją potęgę wolnego rynku i konkurencji oraz doboru naturalnego. Lekarze skuteczni byli nagradzani i mieli większą szansę na przekazywanie swojej wiedzy. Ci gorsi nie. Po kilku tysiącach lat taki system wyciska praktyczne maksimum z dostępnej biosfery nie przejmując się indywidualnymi przekonaniami poszczególnych jednostek. Ignorowanie takiej wiedzy jest po prostu głupie.

Jakościowa różnica pomiędzy czystą medycyną zachodnią a wschodnią jest znikoma, smutna prawda jest taka, że 95% postępu zachodniej medycyny pochodzi spoza świata medycyny. Nie wolno też zapominać że zachodnia medycyna w swojej arogancji zwalczała tradycyjne (i skuteczne) metody leczenia w zamian oferując szkodliwe (i nie działające) substancje chemiczne.

Zresztą pojęcie chińska medycyna to bardzo szerokie pojęcie obejmujące wiele zjawisk. Chińska medycyna to bardzo wiele nurtów od naciągaczy przez wioskowych szamanów aż po oficjalną wiedzę akademicką. Mieszanie ich to tak jakby do "zachodniej medycyny" zaliczać też cudowne tabletki na powiększanie penisa.

Z punktu widzenia osoby która ma wokoło zerową wiedzę lepiej trzymać się standardów które funkcjonują w jego otoczeniu, czyli medycyny zachodniej.

57 minut temu, ex nihilo napisał:

No faktycznie, doskonały przykład, całkowicie wystarczający... do dyskwalifikacji dyskutanta, który takiego "przykładu" użył :D

A dlaczego? Anegdotyczne przypadki też tworzą bazę do statystyki. Sam mam w rodzinie osobę której pomógł chiński lek. Zaordynowany przez lek.med. Szanse na to że to przypadek są jak 25 lat do dwóch tygodni. Członka rodziny nie mogłem sobie wybrać post factum.

 

Godzinę temu, natkan napisał:

Uzurpowanie sobie prawa do oceny wszystkich zjawisk za pomocą tzw metod naukowych to ignorancja.

Metoda naukowa dla wielu osób pełni rolę protezy mózgu, dla wielu innych to rodzaj rytuału. Bardzo dobrze widać to w bezmyślnym wykonywaniu schematycznych badań klinicznych, których konstrukcja jest idiotyczna dla każdej osoby orientującej się w statystyce.
Tymczasem tysiące lat temu też żyli fenomenalnie uzdolnieni ludzie interesujący się tworzeniem skutecznych modeli świata, którym udało się tworzyć wielkie cywilizację.
I oni bardzo często stosowali metodę naukową, nie nazywając jej w ten sposób: określenie zdrowy rozsądek było wystarczające.

 

Godzinę temu, natkan napisał:

Medycyna akademicka nie wyleczy ,żadnej , ale to żadnej choroby przewlekłej, przyszyje nogę, zrobi , przeszczep, czy uratuje życie w wypadku , owszem ale nic więcej

Viagra zdecydowanie przebiła sproszkowany róg nosorożca.

Edited by peceed
Powód edycji: COVID-19

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, peceed napisał:

A dlaczego? Anegdotyczne przypadki też tworzą bazę do statystyki.

Owszem, ale jeśli coś ma być przykładem, argumentem w dyskusji, bazą do statystyki, musi być chociażby w minimalnym stopniu weryfikowalne.

Mnie od lat skutecznie leczy Józek spod spożywczaka - zawsze jak dam mu na piwo mówi mi "Niech ci Bozia w zdrowiu wynagrodzi". No i fakt, nawet jak jakaś zaraza się mnie czepi (b. rzadko), to natentychmiast znika... :D

  • Haha 3
  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 minut temu, ex nihilo napisał:

Mnie od lat skutecznie leczy Józek spod spożywczaka - zawsze jak dam mu na piwo mówi mi "Niech ci Bozia w zdrowiu wynagrodzi".

Kanał Galaxy Geographic na HoloTube: "Badany obiekt obdarowuje naszego androida drobnymi kwotami pieniędzy. Po zwyczajowym "Niech ci Bozia w zdrowiu wynagrodzi" nanoboty usuwają jego drobne schorzenia. To najpopularniejszy podglądany samiec podgatunku "malkontent polski" co usprawiedliwia naszą ingerencję. Co ciekawe obiekt obserwuje korelację pomiędzy spotkaniem z androidem i poprawą stanu zdrowia ale racjonalizuje ją sobie zbiegiem okoliczności. Nie przeszkadza mu to w poszukiwaniu kontaktu z androidem gdy tylko jego stan zdrowia ulegnie pogorszeniu."

Edited by peceed
Powód edycji: pogoda na karaibach
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, natkan napisał:

Medycyna akademicka nie wyleczy ,żadnej , ale to żadnej choroby przewlekłej,

No to z definicji. Gdyby dawała się leczyć nie byłaby przewlekła. 

Komisja Chorób Przewlekłych przy Światowej Organizacji Zdrowia definiuje chorobę przewlekłą jako "wszelkie zaburzenia lub odchylenia od normy, które mają jedną lub więcej z następujących cech charakterystycznych: są trwałe, ...

Także, ten zarzut nie jest, de facto, zarzutem. Ta fascynacja jakimiś magicznymi proszkami jest mocno niezdrowa i pozwala całkiem sporej liczbie szarlatanów sprzedawać proszek z huby i sesje bioc*rvaenergo przez telefon za nieprawdopodobne kwoty. Za sprzedawanie magicznych proszków tarzałbym w smole i wyganiał z miasta, za recydywę na odzysk, albo na narządy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, natkan napisał:

Ludzie też stworzyli TCM. 3 tys lat doświadczenia i ogromna baza wiedzy, jeden  nauczycieli TCM powiedział kiedyś że trzeba trzech wcieleń żeby poznać TCM. A tu przychodzi chłopek z mikroskopem i ustawia resztę po kątach . Kpina. Medycyna zachodnia ( akademicka ) leży na łopatkach i kwiczy w porównaniu z TCM.

Bańki sobie postaw i całej rodzinie do 3 wcielenia wstecz. z NFZ też się wypisz bo to strata pieniędzy, przecież do lekarzy i aptek nie chodzisz.

A najlepiej jako patriota stawiaj na polskie rozwiązania. Przecież poziom szarlataneri w Polsce jest na poziomie chińskim, jak nie wyższym, wybór jest ogromny! 

Możesz wybierać od zwykłej ale jednak cudownej wody Zbyszka Nowaka poprzez bardziej inwazyjne terapie. Wspieraj polski biznes a nie chiński!

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 hours ago, tempik said:

Wspieraj polski biznes a nie chiński!

O!O!!!  Gdyby ta dyskusja (i cały artykuł) była poprzedzona takim zwrotem, to wszystko byłoby jasne i nie trzebaby pluć na rzeczy, których sie nie chce poznawać :D

PS

Nie wiedziałeś, że bańki wywołują silną odpowiedź immunologiczną?

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minut temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Nie wiedziałeś, że bańki wywołują silną odpowiedź immunologiczną?

Czyli co? Można po tym "zabiegu medycznym" wyłysieć? Według ustaleń medycyny zachodniej (tak wiem, żaden autorytet) bańki nie są skuteczniejsze od placebo, akupunktury, akupresury i retrofrenologii.

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Nie jest tak do końca, wystarczy wziąć pod uwagę nie wybiórcze tematy tylko osiągniecia medycyny chińskiej vs zachodniej, zachodnia bije na głowę Chińską w skuteczności. Mało tego, są badania wykazujace, że ludzie umierają na nowtwory które za wczasu dałoby się wyleczyć medycyną zachodnią, ale niestety zwlekali zbyt długo stosując w między czasie "medycynę chińską". Dlaczego w cudzysłowie? Dlatego, że medycyna korzysta z metody naukowej, a "medycyna chińska" nie. Ta część ziołolecznictwa która jest potwierdzona badaniami jest jak najbardziej w porządku i również stosuje się na zachodzie. Wiele leków pochodzi z roślin. Tutaj chodzi o podejście, czyli własnie metodę. 

Mam wielu znajomych "po tamtej stronie", którzy stosowali wyłącznie metody medycyny akademickiej. Nie żadnego żadnego, kto zrezygnowałby z chemioterapii i radioterapii na rzecz medycyny alternatywnej.  Mam jednego znajomego, który w 2001 roku leczył kilka lat swą bezsenność i częstomocz u lekarza rodzinnego. Dopiero jego szwagier powiedział mu, że dobrze byłoby zrobić sobie PSA skoro w nocy wstajesz. WYNIK? Pierwszy 18, a drugi 19. Pytanie, kto zbyt długo zwlekał? Lekarz pierwszego kontaktu? Diagnoza: rak prostaty z możliwością przerzutów w stronę kości. Chemia... i medycyna tybetańska jak i pan profesor, który stosował medycynę niekonwencjonalną (kryształy itp.) Co go wyleczyło lub raczej utrzymuje ciągle w stanie względnego zdrowia i strachu? Przecież nie medycyna akademicka, skoro lekarz w Chorzowie, gdy pacjentowi wzrosło PSA powiedział: Ma pan szczęście, bo ja nie znam przypadku, by rak prostaty pozwolił pacjentowi żyć prawie 20 lat. A propos "zwlekał". Moja znajoma leczyła się u dermatologa, później trafiła do szpitala psychiatrycznego, gdzie leczono jej stan załamania nerwowego i bezsenność i utratę wagi, by w końcu stwierdzić, że to rak trzustki z przerzutami. Kto miał postawić diagnozę? Kto miał nie zwlekać? Dzisiaj czeka w urnie na lepsze czasy na pogrzeb. Kto ma wiedzieć, że krosty po wewnętrznej stronie ud, z treścią, pozostawiające po sobie brązowy ślad, są objawem chorej trzustki? Dermatolog czy pacjentka? Jak pan myśli, co by się stało, gdyby znachor zastosował maści na te krosty, a co się stało, gdy zrobił to dermatolog? Mogę pana dzisiaj do niego zapisać na prywatną wizytę. Znam dwa przypadki, kiedy pacjent zrezygnował z terapii. Teściowa mego brata uciekła po diagnozie rak wątroby, ze szpitala w piżamie i przeżyła z tym rakiem ponad 20 lat. Umarła na tego raka przed 80, a rokowania były marne. Mój chrzestny po tej samej diagnozie poddał się klasycznej terapii. Żył 1 rok.  Nie wiem czy TCM jest skuteczna w przypadku koronawirusa. Wiem, że jeśli Chińczycy nie fałszują statystyk, dzisiaj mają 404 aktywnych chorych, a Amerykanie około milina. Dzisiaj, swym zwyczajem, szukają winnych, a z pewnością nie znajdą żadnej winy u siebie. A to WHO winne, a to Chiny, mimo że wiedziano o epidemii już wtenczas, gdy w USA były pojedyncze przypadki koronawirusa. Głupia Korea Północna zamknęła granice już w drugiej połowie stycznia. Politycy obawiają się, i słusznie, wzrostu znaczenia totalitaryzmu. Przecież Kim może wyrżnąć pierwszych zarażonych zamknąć granice, do czego jest przyzwyczajony, i mieć tylko tyle ofiar COVID-19, ile zarażonych, które sam zabił. AROGANCJA władz USA i brak służby zdrowia w rozumieniu europejskim (może i chińskim),  to przyczyna rozwoju koronawirusa w tam. Gdyby medycyna akademicka notowała spektakularne sukcesy w walce z chorobami nowotworowymi, nie byłoby żadnych szarlatanów. Po cóż szarlatan, gdy kilka tabletek pozbawia nas choroby? Niestety co jakiś czas pojawia się "chemia nowej generacji" kilka razy droższa..., która w 32% przypadków przedłuża życie o dwa tygodnie, o czym dowiadujemy się od producentów, a nie od niezależnych instytutów, gdy wytrwałość nam pozwoli. Kto zrezygnuje z interesu, który przynosi złote jaja? "Darmowa" chemioterapia mego znajomego, kosztuje 45 tys. złotych za dawkę, serwowaną w Tomaszowie Mazowieckim. Kto okrada NFZ? Nie pomogła. Została radioterapia, a później... ewentualnie zmowy ileś dawek po 45 tys. złotych. A to już drugi nawrót. Ktoś chyba nie poradził sobie z przyczyną, a leczył tylko objawy?  

"Gwen Olsen, laureatka nagrody Human Rights Award, która przez wiele lat pracowała dla największych koncernów farmaceutycznych, powiedziała: "Chcę obalić mit, że przemysł farmaceutyczny ma na celu poprawę zdrowia i leczenie. W rzeczywistości jego celem jest utrzymanie chorób i zarządzanie objawami. Przemysł ten nie jest zainteresowany leczeniem raka, alzheimera czy chorób serca, ponieważ gdyby tak było, działałby na własną szkodę - utraty biznesu, a to nie ma sensu".  Czy np. opłaca się firmom farmaceutycznym produkować lek, uzdrawiający prostatę? Oczywiście, że nie. Najlepiej byłoby, gdyby taki lek usuwał objawy na kilkanaście godzin, nie dopuszczał do rozwoju choroby, stabilizował ją, a jego zastosowanie powinno oznaczać konieczność przyjmowania go co kilka lub kilkanaście godzin do końca życia, a po zaprzestaniu jego przyjmowania, objawy powinny się nasilać.  Żadnego całkowitego wyleczenia, bo to jest nieopłacalne. Proszę popatrzeć na reklamy, w których dominuje zdanie "Wystarczy jedna tabletka dziennie"... do końca życia.  Największą tragedią dla przemysłu farmaceutycznego byłoby znalezienie skutecznego, prostego sposobu na leczenie poważnych chorób (np. onkologicznych), który to sposób kanalizowałby ogromne dochody koncernów farmaceutycznych. Stąd też terapeutyczna moc modlitwy i cuda Jana Pawła II nie są zagrożeniem dla interesów firm, ale już z dietą Gersona, witaminą B17, antyneoplastony, a nawet z badaniami nad modyfikacją genetyczną wirusów, by te zżerały skutecznie komórki nowotworowe, trzeba walczyć. 

A wracając do COVID-19. Po cóż sztuczna inteligencja i projektowanie superleków przez superkomputery, skoro znowu przypadkiem dowiadujemy się, że lek na malarię czy zgagę pozwala na walkę z koronawirusem? Czyżby znowu pierwsza była baba zagniatająca pajęczynę w ciasto (penicylina), a później Fleming? Trochę dystansu i mniej wiary zawsze się przyda. 
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Jajcenty said:

Czyli co? Można po tym "zabiegu medycznym" wyłysieć? Według ustaleń medycyny zachodniej (tak wiem, żaden autorytet) bańki nie są skuteczniejsze od placebo, akupunktury, akupresury i retrofrenologii.

Sam sobie tworzysz wyobrażenie, wkręcasz się w nie,  a potem do niego zadajesz pytania, sugerując, że to są pytania do mnie :D

Uważam, że medycyna zachodnia jest skuteczna w wielu dziedzinach; szczególnie w ratownictwie i traumatologii. W wielu kierunkach nie jest, bo nie jest w tą stronę dostatecznie rozwijana. Ilość chorób przewlekłych rośnie, a nie maleje nie bez powodu.   ...ale pomów o tym ze znajomym lekarzem bo widzę, że musi Ci to wyjaśnić ktoś z conajmniej dyplomem doktora nauk medycznych.

...Z jakiej to publikacji naukowej wziąłeś zestawienie z ostatniego zdania?

Kończmy Waść wątek bo widzę, że świat na patyku nosisz.

Share this post


Link to post
Share on other sites
55 minut temu, helmut napisał:

Gdyby medycyna akademicka notowała spektakularne sukcesy w walce z chorobami nowotworowymi, nie byłoby żadnych szarlatanów. Po cóż szarlatan, gdy kilka tabletek pozbawia nas choroby?

Oczywiście. To normalne mechanizmy rynkowe. Jest nieograniczony popyt na zdrowie, a podaż słaba, w takich warunkach zawsze wkraczają do gry oszuści. Czy to oszukując prawdziwe masło, iphona czy lek na raka.

Ludzi którzy ponieśli fiasko lecząc się jeszcze zrozumiem bo nie mają nic do stracenia próbując czarów i magii, ale też to jest słabe bo pieniądze można lepiej wykorzystać lub przyjemniej przetrwonić.

Ale ludzi którzy na starcie sięgają po takie praktyki nie próbując normalnego leczenia chyba nie zrozumiem nigdy.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 minuty temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Z jakiej to publikacji naukowej wziąłeś zestawienie z ostatniego zdania?

Z wiki. A tam znajdziesz źródła. Nie bardzo mi się chce udowadniać, że nie jestem wielbłądem, zwłaszcza że nie wygląda na to, byś dopuszczał jakiekolwiek fakty przeczące Twoim poglądom. Odpuściłbym, gdyby chodziło o wyższość jednej wyższości nad inną wyższością, ale tu jesteś po prostu szkodnikiem. Szkodzisz innym wmawiając im, że magiczny proszek im pomoże. I nie ma znaczenia, że szkodzisz tylko dostatecznie głupim by się na to nabrać. Szkodzisz i już.

25 minut temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Kończmy Waść wątek bo widzę, że świat na patyku nosisz.

Bardzo dobry pomysł.

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minutes ago, Jajcenty said:

Z wiki.

 Szkodzisz innym wmawiając im, że magiczny proszek im pomoże.

A, 'z wiki'.  Tak, wiki to wybitne źródło naukowe. Jak coś jest na wiki, to można spać spokojnie.

" Szkodzisz innym wmawiając im, że magiczny proszek im pomoże."   Po raz kolejny i jednoznaczny dowiodłeś, że sam wymyślasz rzeczywistość i wkładasz ją w usta innych ludzi :lol:  Z tego zdania jednoznacznie wynika, że nawet nie umiesz przeczytać wypowiedzi rozmówcy, ale świetnie Ci wychodzi konfabulacja.

EOT bo to juz żenadą zalatuje.

Share this post


Link to post
Share on other sites
32 minutes ago, tempik said:

Ale ludzi którzy na starcie sięgają po takie praktyki nie próbując normalnego leczenia chyba nie zrozumiem nigdy.

Generalnie zgadzam się z Twoim poglądem na temat medycyny, ale wyobraź sobie człowieka, który przez 10 lat szuka lekarstwa na swoją przypadłość przy pomocy lekarzy medycyny zachodniej, bez skutku, wydając majątek. Pewnego dnia trafia do praktyka medycyny chińskiej i po tygodniu leczenia objawy znikają (powód nie istotny, samoistna remisja, wynikająca z przyjęcia wschodnich praktyk zmiana diety i trybu życia, placebo). Taki człowiek z dużą dozą prawdopodobieństwa przy okazji pojawienia się innej choroby, postanowi ominąć, w jego mniemaniu nieskuteczną i drogą ścieżkę zachodniej medycyny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Grupa naukowców z nowojorskiej Icahn School of Medicine at Mount Sinai odkryła dowody sugerujące, że urządzenia smart watch mogą wykrywać objawy COVID-19 jeszcze zanim u chorego pojawią się objawy. Dane takie uzyskano na podstawie badań, w których wzięło udział 297 pracowników służby zdrowia.
      Jednym z wczesnych objawów COVID-19 jest pojawienie się stanu zapalnego w organizmie. Gdy tak się stanie, dochodzi do niewielkiej zmiany w przepływie krwi. Te zaś prowadzą do zmian rytmu serca, które smart watch może wykryć.
      Badanych proszono, by przez dłuższy czas nosili Apple Watch. Zegarek notował przez dłuższy czas rytm serca, dzięki czemu określił normę dla badanej osoby. Wczesnym sygnałem infekcji była zaś nagła długotrwała zmiana rytmu. Badani, oprócz tego, że nosili zegarki, zainstalowali w nich również specjalną aplikację, która poszukiwała takich długotrwałych zmian w rytmie serca. Analiza danych z urządzeń wykazała, że zegarki wykryły 2/3 zainfekowanych osób średnio na 7 dni przed pojawieniem się u nich objawów.
      To już kolejne badania wskazujące, że urządzenia smart watch mogą bardzo wcześnie wykrywać niepokojące zmiany w organizmie. Pozostaje więc stworzenie odpowiednich aplikacji, które będą w stanie śledzić i analizować takie dane oraz poinformują użytkownika o problemie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chińczycy wykonali kolejny ważny krok w kierunku stworzenia kwantowego internetu – przesłali splątane fotony pomiędzy dwoma dronami znajdującymi się kilometr od siebie. Jak już wcześniej informowaliśmy, naukowcy z Państwa Środka potrafią przesłać kwantowy klucz szyfrujący na odległość liczoną w tysiącach kilometrów i wysyłają splątane fotony pomiędzy stacją naziemną a satelitą. W ich osiągnięciach swój udział ma Polak, profesor Artur Ekert. Tym razem pokazali, że można je przesłać na nieduże odległości pomiędzy niedrogimi urządzeniami i – po raz pierwszy – pomiędzy poruszającymi się urządzeniami.
      Autorami najnowszego osiągnięcia są Zhenda Xie i jego koledzy w Uniwersytetu w Nankinie.
      Na pokładzie jednego z dronów znajdował się laser, który stworzył parę splątanych fotonów rozdzielając pojedynczy foton za pomocą kryształu. Jeden z tych fotonów został wysłany do stacji naziemnej, a drugi do innego drona. Dzięki splątaniu można zmierzyć stan jednego fotonu badając foton z nim splątany. Pomiar odbywa się natychmiast i jest niezależny od odległości. To właśnie natychmiastowy pomiar spowodował, że Albert Einstein nazwał splątanie kwantowe „upiornym działaniem na odległość”.
      Na pokładzie obu dronów znajdowały się urządzenia, których zadaniem było dbanie, by nadajnik i odbiornik były przez cały czas ustawione w jednej linii. Stan każdego z fotonów mierzyła stacja naziemna, a uzyskane wyniki dowodzą, że fotony były splątane.
      Chińczycy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Xie uważa, że za pomocą bardziej zaawansowanych dronów umieszczonych wyżej, z dala od zanieczyszczeń powietrza i przy dobrej pogodzie, można będzie przesyłać splątane fotony na odległość ponad 300 kilometrów. Z kolei tańsze mniejsze drony posłużą do nawiązywania łączności na krótszych dystansach. A nawet zapewnienia łączności pomiędzy pojazdami.
      Osiągnięcie Chińczyków to bardzo ważny krok w kierunku powstania kwantowego internetu, uważa Siddarth Joshi z Uniwersytetu w Bristolu. Dony mogą stać się ostatnim elementem takiego internetu, przekazując sygnał ze stacji nadawczej do naszych domów czy samochodów. Wyobraźmy sobie, że jedziemy samochodem i potrzebujemy bezpiecznego łącza komunikacyjnego. Mogą je zapewnić drony latające wokół pojazdu, mówi Joshi.
      Zdaniem Myunghika Kima z Imperial College London, umieszczenie tak złożonych elementów optycznych na poruszających się dronach i utrzymanie pomiędzy nimi łączności to dowód na wysoki stopień zaawansowania technicznego chińskich naukowców.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na Uniwersytecie w Umea udało się uzyskać niezwykle szczegółowy obraz adenowirusa jelitowego. Okazało się, że jest on jedną z najbardziej złożonych struktur biologicznych, jakie dotychczas obrazowano na poziomie atomowym. Dokładne określenie jego struktury pomoże w opracowaniu szczepionki przeciwko wirusowi, który każdego roku zabija ponad 50 000 dzieci w wieku poniżej 5. roku życia.
      Adenowirusy to przede wszystkim wirusy układu oddechowego. Te atakujące układ pokarmowy są mniej znane. Muszą być one wyposażone w mechanizmy umożliwiające im przetrwanie kwaśnego środowiska żołądka, by mogły przez niego przejść i zarazić jelita.
      Szwedzcy naukowcy, posługując się mikroskopem krioelektronowym byli w stanie stworzyć trójwymiarowy obraz ludzkiego adenowirusa jelitowego HAdV-F41 i zobrazować patogen do poziomu atomowego. Dowiedzieli się dzięki temu, że powłoka chroniąca wirusa przed kwasem żołądkowym składa się z dwóch tysięcy molekuł białek, zbudowanych w sumie z sześciu milionów atomów. Nasze prace pozwalają nam lepiej zrozumieć, w jaki sposób wirus przedostaje się przez żołądek i jelita. Dalsze prace dadzą odpowiedź na pytanie, czy wiedza te przyda się do opracowania szczepionki, która sobie z wirusem poradzi i będzie podawana doustnie, a nie za pomocą zastrzyku, mówi Lars-Anders Carlson.
      Badania wykazały, że adenowirus jelitowy nie zmieniaj struktury gdy trafia na kwaśne środowisko. Zauważono też inne różnice pomiędzy adenowirusem jelitowym, a oddechowymi. Na te drugie istnieje szczepionka. Wszystkie te informacje ułatwią zrozumienie, jak przebiega infekcja i jak prowadzi do śmierci.
      Badania nad adenowirusem jelitowym mogą pomóc też w walce z... COVID-19. Wiele opracowywanych szczepionek przeciwko tej chorobie bazuje na zmodyfikowanych adenowirusach. Jeśli udałoby się wykorzystać w tym celu adenowirusa jelitowego, to istnieje szansa na stworzenie szczepionki doustnej. To zaś znakomicie ułatwiłoby szczepienia.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Europejska Agencja Leków (EMA) poinformowała, że podczas grudniowego cyberataku przestępcy uzyskali dostęp do informacji nt. leków i szczepionek przeciwko COVID-19. Teraz dane dotyczące szczepionki Pfizera zostały przez nich udostępnione w internecie
      W trakcie prowadzonego śledztwa ws. ataku na EMA stwierdzono, że napastnicy nielegalnie zyskali dostęp do należących do stron trzecich dokumentów związanych z lekami i szczepionkami przeciwko COVID-19. Informacje te wyciekły do internetu. Organy ścigania podjęły odpowiednie działania, oświadczyli przedstawiciele EMA.
      To nie pierwszy raz, gdy cyberprzestępcy biorą na cel firmy i organizacje związane z rozwojem i dystrybucją szczepionek przeciwko COVID-19. Już w maju ubiegłego roku brytyjskie Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa poinformowało, że brytyjskie uniwersytety i instytucje naukowe znalazły się na celowniku cyberprzestępców, a celem ataków jest zdobycie informacji dotyczących badań nad koronawirusem. Wspomniane grupy przestępce były prawdopodobnie powiązane z rządami Rosji, Iranu i Chin. Z kolei w listopadzie Microsoft poinformował, że powiązana z Moskwą grupa Fancy Bear oraz północnokoreańskie grupy Lazarus i Cerium zaatakowały siedem firm farmaceutycznych pracujących nad szczepionkami.
      Atak na EMA nie zakłócił działania samej Agencji, nie wpłynął też na dystrybucję szczepionek.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Doktorzy Dagmara Biały i Adrian Zagrajek wraz z kolegami z Pirbright Institute oraz University of Cambridge zidentyfikowali kluczowe zmiany genetyczne, dzięki którym wirus SARS-CoV-2 mógł przejść z nietoperzy na ludzi. Naukowcy określili też, które gatunki zwierząt mogą być podatne na infekcję wspomnianym koronawirusem.
      Z przeprowadzonych badań wynika, że kluczowe adaptacje jakim uległ SARS-CoV-2 są podobne do tych zaobserwowanych w przypadku wirusa SARS-CoV. To sugeruje istnienie wspólnego mechanizmu, dzięki któremu koronawirus przenoszony przez nietoperze ulega zminom umożliwiającym infekowanie ludzi. Zrozumienie tego mechanizmu pomoże w przyszłych badaniach wirusów krążących u zwierząt oraz w określeniu, które z nich mogą potencjalnie zaadaptować się, by wywołać zoonozy.
      Wykorzystaliśmy nieinfekcyjną bezpieczną platformę, by sprawdzić, jak zmiany białka kolca (białka S) zmieniają sposób wnikania wirusa do komórek różnych gatunków zwierząt dzikich, hodowlanych oraz zwierząt domowych. Musimy to monitorować, gdyż można spodziewać się pojawiania kolejnych wariantów wirusa SARS-CoV-2, mówi doktor Stephen Graham z Wydziału Patologii University of Cambridge.
      W latach 2002–2003 mieliśmy do czynienia z epidemią SARS. Wówczas naukowcy zidentyfikowali blisko spokrewnione ze sobą odmiany SARS-CoV u nietoperzy i cywet. To pozwoliło stwierdził, że najprawdopodobniej wirus najpierw przeszedł na cywety, a później na ludzi.
      Jednak dotychczas nie udało się znaleźć takiego zwierzęcego pośrednika pomiędzy nietoperzami a ludźmi w przypadku SARS-CoV-2. Już w lutym 2020 roku informowaliśmy o podobieństwie SARS-CoV-2 do obecnego u nietoperzy koronawirusa RaTG13. Oba patogeny są podobne pod względem genetycznym w 96%. Wtedy też wspominaliśmy o wyjątkowym układzie odpornościowym nietoperzy, który powoduje, że są one dobrymi gospodarzami dla licznych wirusów.
      Autorzy najnowszych badań porównali białko S obu wirusów i określili ich główne różnice.
      SARS-CoV-2 i inne koronawirusy wykorzystują biało szczytowe (białko S) do przyłączania się do receptorów na powierzchni komórek. To pierwszy etap prowadzący do infekcji. Receptorem takim jest np. ACE2. Jednak białko S musi pasować do receptora jak klucz do zamka. Musi mieć odpowiedni kształt. U każdego gatunku zwierząt receptory mają nieco inny kształt, zatem białko wirusa będzie się z jednymi łączyło lepiej, z innymi gorzej.
      Naukowcy, chcąc sprawdzić, czy różnice pomiędzy SARS-CoV-2 a RaTG13 wynikają z zaadaptowania się pierwszego z nich do ludzi, zamienili białka S obu wirusów i sprawdzili, jak dobrze lączą się one z ludzkim receptorem ACE2.
      Okazało się, że gdy do białka S wirusa SARS-CoV-2 dodano regiony RaTG13 to tak zmienione białko nie było w stanie połaczyć się efektywnie z ludzkim ACE2. Tymczasem gdy do białka S wirusa RaTG13 dodano regiony typowe dla SARS-CoV-2, łączenie z ludzkim ACE2 przebiegało znacznie bardziej efektywnie, choć nie było tak dobre, jak łączenie się niezmienionego SARS-CoV-2. Zdaniem naukowców, wskazuje to, że już wcześniej w wirusie SARS-CoV-2 dochodziło do zmian, które w końcu pozwoliły mu na pokonanie bariery międzygatunkowej.
      Uczeni sprawdzili też, na ile efektywnie białko S wirusa SARS-CoV-2 łączy się z receptorem ACe2 u 22 różnych gatunków zwierząt. Pod uwagę wzięto psy, koty, króliki, świnki morsie, chomiki, konie, szczury, fretki, szynszyle, kurczaki, krowy, owce, kozy, świnie, indyki i bawoły, 4 gatunki nietoperzy oraz 2 gatunki, które mogą być powiązane z epidemiami koronawirusów – cywety i łuskowce. W ten sposób chcieli sprawdzić, czy któryś z nich jest potencjalnie podatny na infekcję. Wykazali, że receptory ACE2 nietoperzy i ptaków najsłabiej łączą się z SARS-CoV-2. To potwierdza, że białko S tego wirusa dostosowało się do ludzkich receptorów ACE2 już po przejściu na ludzi, najprawdopodobniej za pośrednictwem jakiegoś innego gatunku.
      Z kolei najsilniej białko S łączyło się z ACE2 u psów, kotów i krów. Nie oznacza to jednak, że mogą one chorować czy przenosić wirusa, gdyż przyłączenie się wirusa do receptora to dopiero pierwszy etap. Zdolność do zainfekowania organizmu i dalszego roznoszenia patogenu zależy bowiem od zdolności wirusa do namnażania się w komórkach danego gatunku i zdolności układu odpornościowego gospodarza do zwalczenia infekcji. Dotychczas zaś brak doniesień, by domowi pupile chorowali czy przenosili wirusa na ludzi.
      Ze szczegółami badań można zapoznać się w artykule The SARS-CoV-2 Spike protein has a broad tropism for mammalian ACE2 proteins opublikowanym na łamach PLOS Biology.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...