Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Na pewno dokonaliśmy postępu? Rolnicy mają mniej wolnego niż łowcy-zbieracze.

Recommended Posts

Przyzwyczajeni jesteśmy myśleć, że historia ludzkości to historia postępu. Jednym z najważniejszych wydarzeń w historii ludzkości jest przejście z łowiecko-zbierackiego trybu życia, do uprawy roli. Tymczasem badania przeprowadzone na Filipinach wskazują, że łowcy-zbieracze, którzy przeszli na rolnictwo, pracują o 10 godzin w tygodniu dłużej. To zaś każe nam zapytać, czy to na pewno postęp, a jeśli tak, to czemu postęp ma służyć. Okazało się też, że zaadaptowanie rolnictwa najbardziej wpłynęło na życie kobiet.

Antropolog Mark Dyble z University of Cambridge i jego koledzy przez dwa lata żyli wśród Agta, niewielkiej populacji łowców-zbieraczy zamieszkujących północne Filipiny, którzy stopniowo adaptują rolnictwo.

Każdego dnia pomiędzy godzinami 6 a 18 naukowcy zapisywali, co robią ich gospodarze, a badania takie prowadzili wśród 10 różnych społeczności Agta. Stworzyli w ten sposób szczegółowy zapis zajęć 359 osób. Odnotowywali kiedy ludzie ci odpoczywali, kiedy zajmowali się dziećmi, kiedy wykonywali obowiązki domowe i kiedy pracowali poza domem. Część badanych społeczności Agta prowadzi wyłącznie gospodarkę zbieracko-łowiecką, a część zajmuje się zbieractwem i uprawą ryżu.

Badania, których wyniki opublikowano właśnie w Nature Human Behaviour wskazują, że im bardziej Agta angażują się w rolnictwo i działalność niepowiązaną ze zbieractwem, tym ciężej pracują i mniej mają czasu na odpoczynek. Obliczono, że Agta, którzy skupiają się głównie na rolnictwie pracują przez 30 godzin tygodniowo, zaś ci, którzy pozostali przy gospodarce zbieracko-łowieckiej pracują 20 godzin tygodniowo. Uczeni odkryli, że tak drastyczna różnica wynika przede wszystkim z faktu, że tam, gdzie zaadaptowano rolnictwo, kobiety zostały oderwane od obowiązków domowych by pracować w polu. Kobiety żyjące w społecznościach zajmujących się rolnictwem mają o połowę mniej czasu na wypoczynek, niż kobiety łowców-zbieraczy.

Przez długi czas uważano, że przejście na rolnictwo oznacza postęp, gdyż pozwoliło to ludziom na porzucenie ciężkiego i niepewnego trybu życia. Jednak od samego początku badań antropologicznych nad łowcami-zbieraczami zaczęto kwestionować to przekonanie wskazując, że łowcy-zbieracze mają dużo wolnego czasu. Nasze badania dostarczają najmocniejszych dowodów na poparcie tej hipotezy, mówi Dyble.

Średnio wszyscy Agta spędzali 24 godziny tygodniowo na pracy poza domem, około 20 godzin tygodniowo na obowiązkach domowych i około 30 godzin tygodniowo na odpoczynku za dnia. Jednak podział tego czasu był mocno zróżnicowany.
Zarówno kobiety i mężczyźni mieli najmniej czasu wolnego gdy byli w wieku około 30 lat. Im byli starsi, tym więcej wolnego mieli. Istniały też różnice pomiędzy płciami. Kobiety spędzały mniej czasu na pracy poza domem, a więcej na pracach domowych i opiece nad dziećmi. Miały tyle samo czasu wolnego co mężczyźni. Jednak przejście na rolnictwo miało nieproporcjonalny wpływ na życie kobiet.

Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że pracą w polu jest łatwiej się dzielić niż polowaniem czy łowieniem ryb. Niewykluczone jednak, że istnieje jakaś inna przyczyna, dla której mężczyźni nie są gotowi lub zdolni do spędzania większej ilości czasu na pracy w polu. To wymaga dalszych badań, stwierdza Dyble.

Przypomnijmy, że rolnictwo pojawiło się przed ponad 12 000 laty, a około 5000 lat temu zdominowało ludzką działalność. Współautorka badań, doktor Abigail Page, antropolog z London School of Hygiene and Tropical Medicine mówi: Musimy być bardzo ostrożni ekstrapolując dane na temat współczesnych łowców-zbieraczy na prehistoryczne społeczności. Jeśli jednak pierwsi rolnicy naprawdę musieli pracować ciężej, by się utrzymać, to powstaje ważne pytanie – dlaczego ludzie zaadaptowali rolnictwo?.

Uczona zauważa też, że ilość czasu wolnego, jaki mają Agta do dowód na wydajność gospodarki łowiecko-zbierackiej. Tak dużo wolnego pozwala również wyjaśnić, w jaki sposób społeczności łowiecko-zbierackie są w stanie nabyć tak wiele wiedzy i umiejętności w czasie własnego życia oraz życia kolejnych pokoleń.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
53 minuty temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Jeśli jednak pierwsi rolnicy naprawdę musieli pracować ciężej, by się utrzymać, to powstaje ważne pytanie – dlaczego ludzie zaadaptowali rolnictwo?.

Bo czasu mieli w bród, a jedzenia mało. Kupili sobie trochę lepsze/stabilniejsze życie kosztem czasu którego i tak nie potrzebowali. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
49 minut temu, Jajcenty napisał:

Kupili sobie trochę lepsze/stabilniejsze życie kosztem czasu którego i tak nie potrzebowali. 

To tak jak. Skoro mając działalność gospodarczą, gdzie  mogą więcej zarobić ludzie wybierają raczej etat. A no właśnie chodzi o stabilność. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeszcze należy zwrócić uwagę, że badanie dotyczyło Filipin, więc nie wiadomo jak to się ma do starożytnych mieszkańców europy ;P 

Dodam jeszcze, że inaczej się "łowi" i "zbiera" w ciepłym a inaczej w zimnym :P

Edited by Warai Otoko

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Jeśli jednak pierwsi rolnicy naprawdę musieli pracować ciężej, by się utrzymać, to powstaje ważne pytanie – dlaczego ludzie zaadaptowali rolnictwo?.

Tak swoją drogą, może to głupie, ale dlaczego tego plemienia nie zapytają dlaczego wolisz rolnictwo niż zbieractwo? 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Jajcenty napisał:

Bo czasu mieli w bród, a jedzenia mało. Kupili sobie trochę lepsze/stabilniejsze życie kosztem czasu którego i tak nie potrzebowali. 

Rozsądne.

Podkreślmy że nie tylko czas i jedzenie są korzyścią. To jak piszesz ogólniej lepsze/stabilniejsze życie.

Podkreślę też jeszcze coś. Czy dziś po niewątpliwych setkach lat postępu: mamy więcej czasu na odpoczynek?

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

2 hours ago, thikim said:

Podkreślę też jeszcze coś. Czy dziś po niewątpliwych setkach lat postępu: mamy więcej czasu na odpoczynek? 

Zdecydowanie tak. Pomyśl ile trzeba by godzin pracy poświęcić, na samodzielne wyprodukowanie wszystkich rzeczy, do których mamy dostęp - elektroniki, samochodów, samolotów itd itp. Gdyby ktoś w obecnych czasach zadowolił się życiem na poziomie ówczesnych (tudzież obecnych zacofanych) plemion, mógłby pracować pewnie ze 3 godziny togodniowo żebrząc, albo wybierając jedzenie ze śmietników hipermarketów itp. W postępie nie chodzi o to, żeby jednostka miałą więcej czasu na odpozcynek, tylko żeby zwiększyć produktywność jednostki do tego stopnia, żeby można było korzystać z dobrodziejstw specjalizacji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 minut temu, Daniel O'Really napisał:

Pomyśl ile trzeba by godzin pracy poświęcić, na samodzielne wyprodukowanie wszystkich rzeczy, do których mamy dostęp - elektroniki, samochodów, samolotów itd itp.

Nic by nie trzeba poświęcać bo nic byś nie wyprodukował z tych rzeczy co wymieniasz.

 

14 minut temu, Daniel O'Really napisał:

W postępie nie chodzi o to, żeby jednostka miałą więcej czasu na odpozcynek, tylko żeby zwiększyć produktywność jednostki do tego stopnia, żeby można było korzystać z dobrodziejstw specjalizacji.

Nie musisz mi tłumaczyć o co chodzi w postępie bo nie o to pytam. Ja tylko pytam czy więcej odpoczywamy.
Chociaż w sumie masz rację. Zadałem pytanie trochę źle.

Więc poprawiam: czy więcej odpoczywamy? Bo to ostatecznie mierzyli tam naukowcy. Nie czy ludzie mają więcej czasu na odpoczynek.
Jest różnica pomiędzy: mieć więcej czasu na coś, a coś robić.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, thikim said:

Nic by nie trzeba poświęcać bo nic byś nie wyprodukował z tych rzeczy co wymieniasz. 

Żeby twoje stwierdzenie było poprawne, musiałbyś założyć, że nie potrafię zdobywać i przetwarzać informacji. Inną możliwością jest, że źle mnie zrozumiałeś. Chodziło mi o obecne czasy, w których mamy możliwość wykonania tych wszystkich rzeczy, od momentu zdobycia informacji o koniecznych czynnościach przez wydobycie odpowiednich materiałów po przerobienie ich w użyteczne przemioty.

1 hour ago, thikim said:

Więc poprawiam: czy więcej odpoczywamy? Bo to ostatecznie mierzyli tam naukowcy. Nie czy ludzie mają więcej czasu na odpoczynek.
Jest różnica pomiędzy: mieć więcej czasu na coś, a coś robić.

To rzeczywiście całkiem zmienia postać rzeczy. Nie znam żadnych badań odpowiadających na to pytanie, ale intuicyjnie postawiłbym raczej na to, że obecnie ludzie odpoczywają mniej. Pewnie dlatego, że żeby system działał, większość albo przynajmniej duży odsetek musi pracować wydajnie, więc powstało sporo "zachęt" do tego, żeby nie wybierać alternatywnych stylów życia.

Edited by Daniel O'Really

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Jajcenty napisał:

Bo czasu mieli w bród, a jedzenia mało. Kupili sobie trochę lepsze/stabilniejsze życie kosztem czasu którego i tak nie potrzebowali. 

To nie jest - obiektywnie - z reguły ani sprawa braku jedzenia, ani lepszego/stabilniejszego życia. Pomijając sytuacje takie, jak np. ograniczenie dostępnego terenu lub (teraz) obiektywna albo subiektywna potrzeba zdobycia forsy, działa raczej mechanizm, który psychologicznie można porównać do pułapki kredytowej albo czegoś w tym rodzaju. Łatwo w to wejść, wydaje się, że to jest bardzo korzystne, a później praktycznie nie ma drogi powrotu, z wyjątkiem szczególnych sytuacji, takich jak całkowity upadek cywilizacji na dużym terenie (Amazonia itp.).
 

5 godzin temu, Afordancja napisał:

Tak swoją drogą, może to głupie, ale dlaczego tego plemienia nie zapytają dlaczego wolisz rolnictwo niż zbieractwo? 

Może i pytali, ale raczej by nie dostali sensownej i racjonalnej odpowiedzi.
 

5 godzin temu, thikim napisał:

Podkreślmy że nie tylko czas i jedzenie są korzyścią. To jak piszesz ogólniej lepsze/stabilniejsze życie.


Ani lepsze, ani stabilniejsze.
1. Po przejściu na rolnictwo drastycznie skraca się czas życia - zajrzyj do tabelki, którą wkleiłem w nocy tutaj:

2. Z poprzednim powiązane - pogarsza się zdrowotność. Zwiększa się gęstość zaludnienia, wcześniej ograniczana przez środowisko, co powoduje łatwiejsze przenoszenie się chorób, tym bardziej, że:
3. ogólnie pogarsza się zdrowotność z powodu mniej urozmaiconej diety, częstszych okresów głodu i pracy, często wyczerpującej fizycznie.
4. Niekorzystnie zmienia się struktura społeczna. W grupach łowiecko/zbierackich regułą jest pierwotny komunizm (się nie śmiać, to bardzo sensowne określenie). Nie ma własności prywatnej (pomijając rzeczy osobiste, broń itp.), czyli nie ma też struktury warstwowej, podziału na lepszych i gorszych, niewolnictwa itd. To, co upolowane lub zebrane, dzielone jest na wszystkich.
5. Praca. W przypadku grup zbieracko/łowieckich używanie pojęcia "praca" nie jest właściwe. "Pracy" nie ma, na tej samej zasadzie, co pracą nie jest jedzenie czy sikanie. Lepsze byłoby określenie "żerowanie" - czynność całkowicie naturalna, jak u innych zwierząt. Przejście do rolnictwa to zmienia, powoduje, że pojawia się "praca" - przerwany zostaje bezpośredni związek wykonywania czynności z konsumpcją efektu. Nie ma natychmiastowej nagrody. Naturalna staje się kalkulacja "niech ktoś to zrobi, a ja później zjem co tam wyrośnie". Oranie czy nawadnianie pola nie jest naturalną częścią żerowania, czyli wysiłek staje sprzeczny z biologią. Najlepszym wyjściem jest całkowite pozbycie się wysiłku, np. przez nałapanie niewolników - oni niech robią, a ja będę jadł.
6. Naturalną konsekwencją pracy jest powstanie własności prywatnej. Dżungla czy sawanna są wspólne dla całej grupy, każdy ma tam równe prawa. Pole, które ja uprawiam, staje się moje i to co tam wyrośnie też. No i z tego wynika (4) ze wszystkimi skutkami, takimi jak np. gromadzenie majątku.
7. Jeśli jest gdzieś majątek, to zawsze pojawią się chętni, żeby ten majątek odebrać... No i mamy wojny.
8. Nieprawdą jest, że rolnictwo daje stabilizację. Przeciwnie - jeden rok suszy czy nalot szarańczy może być katastrofą dla społeczeństwa rolników. W przypadku łowców/zbieraczy podobne zdarzenia nie powodują praktycznie żadnych negatywnych skutków - susza ułatwia polowanie, a szarańcza to doskonałe papu... itd.
9. To tyle w skrócie. W sumie - rolnictwo to pułapka, z której praktycznie nie ma później już wyjścia, bo naturalne środowisko zostaje zniszczone.
 

3 godziny temu, thikim napisał:

Więc poprawiam: czy więcej odpoczywamy? Bo to ostatecznie mierzyli tam naukowcy. Nie czy ludzie mają więcej czasu na odpoczynek.

W przypadku grup zbieracko/łowieckich pojęcie "odpoczynek" nie ma sensu podobnie jak pojęcie "praca", której jest przeciwieństwem. Nie ma pracy i nie ma odpoczynku. Oczywiście, po biegu za zającem będzie chwila odpoczynku, ale to nie jest odpoczynek w takim sensie o jaki pytasz.

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, ex nihilo napisał:

1. Po przejściu na rolnictwo drastycznie skraca się czas życia - zajrzyj do tabelki, którą wkleiłem w nocy tutaj:

Nie wiem czy "drastycznie", bo z tej tabeli i Twoich opisów wynika, że przed neolitem/rolnictwem żyli 54 lata, w starożytnym Rzymie 45-47 lat, natomiast na wyspach Brytyjskich w średniowieczu było to 64 lata (czyli więcej niż przed rolnictwem)...  To tylko taka uwaga, a co do pozostałych, ciekawych skądinąd argumentów, a przede wszystkim: 

 

12 godzin temu, ex nihilo napisał:

9. To tyle w skrócie. W sumie - rolnictwo to pułapka, z której praktycznie nie ma później już wyjścia, bo naturalne środowisko zostaje zniszczone.

Wszystko brzmi pięknie tylko jest jedno ciche założenie. Zakładasz, że człowiek (jako gatunek) ma jakiś wybór i mógł żyć jako łowca-zbieracz do dziś. Moim zdaniem nie mógł - powstanie rolnictwa i dalszy rozwój technologii to naturalna konsekwencja naszej natury, a więc również biologii. W ogóle ludzkość jako całość nie może sobie obierać jasno sprecyzowanych celów, dążyć do nich i je osiągać - zawsze jest to wypadkowa różnych preferencji różnych grup etc. nie da się inaczej, nie ma żadnego "mózgu" gatunku który mógłby zarządzić że przechodzimy na rolnictwo lub zostajemy przy zbieractwie. Jest siec mózgów i emergencja - a ta jest nieprzewidywalna i jej przyszłe stany nie pokrywają się zawsze z preferencjami pojedynczych węzłów (czytaj mózgów) tej sieci. Nawet pojedynczy człowiek nie może w pełni kontrolować swojego życia, człowiek nie jest kowalem lecz tragarzem swojego losu. 

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

sprawa odpoczynku dzisiaj jest skomplikowana i chyba niemożliwa do zmierzenia. Kiedyś było wiadomo kiedy ktoś odpoczywa, np. kładł pług i siadał w cieniu drzewa, albo przerywał rozstawianie pułapek bawił się z dziećmi. Dzisiaj siedząc na kanapie w domu odbieram służbowego maila i czasami coś zdalnie dłubię, a siedząc w pracy czasami relaksuję się np. tutaj :D wszystko jest dynamiczne i wymieszane.

Takie społeczeństwo łowieckie jak opisywane w artykule to nie jest jakaś prehistoria i wystarczy spełnienie kilku warunków żeby wróciły nawet w rozwiniętych rejonach.

1. brak podatków żeby człowiek nie płacił za to że żyje, 2. możliwość postawienia domy,szałasu itd. tam gdzie się stanie. 3. ciepły klimat 4. dostęp do jedzenia(bogate łowiska)

takie warunki są na wielu ciepłych wyspach i tam ludzie żyją z wyboru inaczej niż w zachodniej cywilizacji. w takich miejscach ludzie nawet nie noszą zegarków bo są im zbędne, rachuba czasu +-1h na podstawie pozycji słońca nad widnokręgiem jest wystarczająca. Dla nas to abstrakcja bo wszystko musimy robić z dokładnością do minut. musimy mieć plany przynajmniej na tydzień do przodu i masę obowiązków. w takich pierwotnych grupach nie ma żadnych obowiązków, jesteś głodny to idziesz złowić rybę, a jak ci się nie chce to nie idziesz

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 godziny temu, Daniel O'Really napisał:

Żeby twoje stwierdzenie było poprawne, musiałbyś założyć, że nie potrafię zdobywać i przetwarzać informacji

Nie. Naprawdę jest duża różnica pomiędzy zdobywaniem i przetwarzaniem informacji a np. wyprodukowaniem elektroniki czyli najprostszego układu scalonego chociażby. Możesz wziąć największego geniusza w Polsce - i mimo znakomitych osiągów nie wyprodukuje nawet 8086 nie mówiąc o jakimś Core.
Więc możesz być nawet i geniuszem - to nie wystarczy żebyś zaczął produkować elektronikę. Chyba że uważasz że produkcja polega na zamówieniu w Chinach :)

 

20 godzin temu, ex nihilo napisał:

W przypadku grup zbieracko/łowieckich pojęcie "odpoczynek" nie ma sensu podobnie jak pojęcie "praca", której jest przeciwieństwem

Możliwe, ale to właśnie mierzyli naukowcy - więc im to napisz :D

20 godzin temu, ex nihilo napisał:

1. Po przejściu na rolnictwo drastycznie skraca się czas życia - zajrzyj do tabelki, którą wkleiłem w nocy tutaj: 

No ale nie bierzesz pod uwagę tego że przejście na rolnictwo oznaczało w neolicie jedynie to że zaczęto rolnikować :D

To nie jest tak że w tym momencie porzucono łowiectwo.
Tak więc wszystkie rozważania z sąsiedniego tematu w rodzaju suszy - tragedii dla rolnika.
Jak była susza to wracał do łowiectwa.

Jak już to przyczyn krótszego życia szukałbym w przywiązaniu do ziemi. A o ziemię to już się zaczynały wojny.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 hours ago, ex nihilo said:

Po przejściu na rolnictwo drastycznie skraca się czas życia - zajrzyj do tabelki, którą wkleiłem w nocy tutaj:

Podążając twoją logiką, z tej tabelki wynika również, że przejście na Islam wydłuża życie :)

2 hours ago, thikim said:

Nie. Naprawdę jest duża różnica pomiędzy zdobywaniem i przetwarzaniem informacji a np. wyprodukowaniem elektroniki czyli najprostszego układu scalonego chociażby.

Różnica ta jest raczej oczywista, do wyprodukowania czegokolwiek trzeba jeszcze tę wiedzę zastosować w praktyce, co wykracza poza jej zdobycie i przetworzenie. Natomiast, dysponując już zgromadzoną przez ludzkość wiedzą, nieograniczonym czasem i motywacją, nawet nie będąc geniuszem mógłbym wyprodukować najprostszy układ scalony. Nie byłoby to w najmniejszym nawet stopniu praktyczne, ale teoretycznie wykonalne. Jeśli nie zgodzisz się z tym zdaniem, musiałbyś się nie zgodzić również z faktem, że ktoś kiedyś wyprodukował pierwszy, najprostszy układ scalony.

A a propos artykułu, ciekawe czy poziom stresu jest większy u tych, którzy kontynuują łowiecko-zbieracki tryb życia, czy u tych, którzy przeszli na rolnictwo?

Edited by Daniel O'Really

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Nie wiem czy "drastycznie"

Popatrz na drugą kolumnę tabeli. W trzeciej dane są niepełne, czyli trzeba +/- coś tam na podst. porównania danych z drugiej. Ale i sama druga dużo pokazuje.
 

14 godzin temu, Warai Otoko napisał:

wyspach Brytyjskich w średniowieczu było to 64 lata (czyli więcej niż przed rolnictwem)

Tak, ale dotyczy to arystokracji, a poza tym to już ok. 5+ tys. lat rolnictwa w tej części Europy.

 

14 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Zakładasz, że człowiek (jako gatunek) ma jakiś wybór i mógł żyć jako łowca-zbieracz do dziś.

Nie, nie ma takiego założenia. Z emergencją (jedna z moich ulubionych zabawek) itd., o czym dalej piszesz, oczywiście się zgadzam. To są procesy poza kontrolą, i co jeszcze gorsze - z reguły nieodwracalne, chociaż wyjątki są, np. Amazonia.
Chodzi mi przede wszystkim o to, o czym tu od początku piszę i co jest też w tytule ("Na pewno dokonaliśmy postępu?) - że wartościujących określeń "postęp" i "rozwój" trzeba używać bardzo ostrożnie, bo może to być nie "postęp" i "rozwój", a "podstęp" i "rozbój"...
 

6 godzin temu, thikim napisał:

Możliwe, ale to właśnie mierzyli naukowcy - więc im to napisz :D

Są konteksty. Problem zaczyna się wtedy, kiedy odrywa się pojęcie od kontekstu w jakim było użyte :D

 

6 godzin temu, thikim napisał:

No ale nie bierzesz pod uwagę tego że przejście na rolnictwo oznaczało w neolicie jedynie to że zaczęto rolnikować :D

To nie jest tak że w tym momencie porzucono łowiectwo.
Tak więc wszystkie rozważania z sąsiedniego tematu w rodzaju suszy - tragedii dla rolnika.
Jak była susza to wracał do łowiectwa.

Nie całkiem to tak. Neolit to już rolnictwo jako główna forma gospodarki, dlatego w różnych miejscach Europy i Bliskiego Wschodu zaczyna się w różnym czasie (-10000 do -4000). Powrót do gospodarki naturalnej w większej skali w praktyce nie był już możliwy. -10000 istniały już duże miasta (Bliski Wschód), zaczynały tworzyć się państwa, itd. Łowiectwem można było coś tam uzupełnić, ale tylko tyle. Nie wyżywisz miasta czy chociażby większej osady polowaniem i zbieraniem korzonków albo robali z próchniejących drzew, tym bardziej, że środowisko już silnie zmienione. Poza tym szybko zanika konieczna wiedza.
 

4 godziny temu, Daniel O'Really napisał:

Podążając twoją logiką, z tej tabelki wynika również, że przejście na Islam wydłuża życie :)

Hmm... islamu tam nie widzę... Kalifat to nie islam, chociaż islam był w nim religią dominującą, ale tylko tyle. Chodzi tu pewnie ("średniowiecze") o Kalifat Abbasydów. Było to wtedy najpotężniejsze i najbogatsze państwo w tej części świata. Część chrześcijańska to w porównaniu do Kalifatu była bida z nędzą podzielona na dziesiątki księstw i księstewek walących się po mordach o byle co. Międzynarodową walutą w Europie były dirhemy Kalifatu. Europejskie pieniądze miały znaczenie tylko lokalne. Poza tym:
"Rządy Haruna ar-Raszida (786–809) i jego następców odznaczyły się jako lata ogromnego dorobku intelektualnego. Wielu średniowiecznych myślicieli i filozofów żyjących pod rządami muzułmanów, narażając się ogółowi na opinię ateistów lub heretyków, odgrywało znaczącą rolę w przekazywaniu greckich, hinduskich oraz innych, przedmuzułmańskich źródeł wiedzy światu islamu, a za jego pośrednictwem – chrześcijańskiemu zachodowi (m.in. myśli Arystotelesa). Aleksandryjska matematyka, geometria i astrologia, nad którą pracowali swojego czasu jednostki jak Euklides lub Ptolemeusz, były ulepszane i rozszerzane przez uczonych muzułmańskich, takich jak matematyk Al-Chuwarizmi, od którego swoją nazwę wzięła algebra, filozof Al-Farabi, czy lekarz Al-Razi." (https://pl.wikipedia.org/wiki/)
I to nie była edukacja tylko dla elit - szkoły istniały przy każdym meczecie, a przy niektórych były to prawdziwe uniwersytety. Arabska medycyna była na nieporównywalnie lepszym poziomie niż europejska, a przy tym była łatwo dostępna.
A co do samego islamu, czy mógł wydłużyć życie? Statystycznie tak - podstawowa higiena jest w islamie religijnym obowiązkiem; lichwa, a nawet pożyczki na procent są zakazane; jest religijny obowiązek dzielenia się, i to działało (i działa) całkiem nieźle, z zasady nikt nie powinien być głodny; itd. Poza tym np. zakaz jedzenia wieprzowiny (włośnica i nie tylko), picia alkoholu i inne takie.

 

5 godzin temu, Daniel O'Really napisał:

A a propos artykułu, ciekawe czy poziom stresu jest większy u tych, którzy kontynuują łowiecko-zbieracki tryb życia, czy u tych, którzy przeszli na rolnictwo?

Idź na jakiś protest rolników, to się przekonasz :D Tylko ostrożnie, bo po zębach można dostać.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, ex nihilo napisał:

Nie, nie ma takiego założenia. Z emergencją (jedna z moich ulubionych zabawek) itd., o czym dalej piszesz, oczywiście się zgadzam. To są procesy poza kontrolą, i co jeszcze gorsze - z reguły nieodwracalne, chociaż wyjątki są, np. Amazonia.
Chodzi mi przede wszystkim o to, o czym tu od początku piszę i co jest też w tytule ("Na pewno dokonaliśmy postępu?) - że wartościujących określeń "postęp" i "rozwój" trzeba używać bardzo ostrożnie, bo może to być nie "postęp" i "rozwój", a "podstęp" i "rozbój"...

hmm.. no dobrze, zaintrygowałeś mnie :) Czy w takim razie sugerujesz (to jest pytanie), że rozwój technologii (mam na myśli rolnictwo i dalej przemysł, komputery etc.), którego jednym z przełomów był rozwój rolnictwa nie koniecznie jest postępem? Byłby to wówczas marker destrukcji gatunku? Czyli w miarę rozwoju technologii następuje jednocześnie wyniszczanie gatunku Homo Sapiens Sapiens (jeszcze pytanie pod jakim kątem ?) ?

Lub inna opcja - rozwój rolnictwa był pogorszeniem jakości życia człowieka ale za to umożliwił jego późniejsze polepszenie dzięki rozwojowi technologi która nie mogła by powstać bez odpowiedniej liczby zorganizowanych ludzi, a ta liczba mogła wzrosnąć tylko dzięki rolnictwu. Innymi słowy, nawet jeśli rolnictwo pogorszyło byt ludzi w porównaniu do zbieractwa i łowiectwa to było to tymczasowe pogorszenie - coś podobnego do psychologicznego zjawiska odroczenia gratyfikacji w celu uzyskania większej nagrody w przyszłości.  

I wreszcie trzecia uwaga. Zależy czym mierzymy ten postęp - bo jesli byłoby to przykłądowo rozwój kultury - czyli wzrost ilości elementów zbioru dzieł - to niewątpliwie cały czas idziemy do przodu a rolnictwo ma tutaj fundamentalne znaczenie dla powstania i utrzymania tego trendu. Jeśli natomiast mówimy o jakości życia czyli czymś co mniej lub bardziej koreluje z poczuciem szczęścia - to z tego co wiem, wg. statystyk - od lat ta jakość życia rośnie (na całym świecie!

). Niestety nie ma danych z neolitu ;P Natomiast jeśli te dane są prawdziwe i jeśli przyjąć Twoje rozumowanie - to rolnictwo byłoby tylko przejściowym pogorszeniem, po to aby później mogło być lepiej. 

Edited by Warai Otoko

Share this post


Link to post
Share on other sites
38 minut temu, Warai Otoko napisał:

Czyli w miarę rozwoju technologii następuje jednocześnie wyniszczanie gatunku Homo Sapiens Sapiens (jeszcze pytanie pod jakim kątem ?) ?

H.S. nie jest w stanie przetrwać samodzielnie. Jesteśmy bardziej organizmem wielokomórkowym niż zestawem samodzielnych jednostek.

No i nie udało Ci pozbyć wartościowania :) Punkt dla ex nihilo. Chyba w ogóle nie uda się napisać o postępie i rozwoju bez apriorycznego rozwój - dobrze, 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Jajcenty napisał:

H.S. nie jest w stanie przetrwać samodzielnie. Jesteśmy bardziej organizmem wielokomórkowym niż zestawem samodzielnych jednostek.

Też tak myślę :)

3 minuty temu, Jajcenty napisał:

No i nie udało Ci pozbyć wartościowania :)

Nie bardzo rozumiem, możesz wyjaśnić? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 21.05.2019 o 13:21, Jajcenty napisał:

Bo czasu mieli w bród, a jedzenia mało. Kupili sobie trochę lepsze/stabilniejsze życie kosztem czasu którego i tak nie potrzebowali. 

Badania współczesnych buszmenów z ludu San z pustyni Kalaharii, wykazują, że San na zaspokojenie potrzeb żywieniowych poświęcają 19 h tygodniowo. A więc raczej jest to standard wśród społeczeństw zbieracko-łowieckich. Czasu było więc sporo, ale czy faktycznie jedzenia mało? Badania szkieletów z masowego grobu w Scheltz, wykazały, że ludzie z Scheltz  byli permanentnie niedożywieni. Grób ten jest stanowiskiem prehistorycznym, ale była to społeczność wczesnoneolityczna, kultury ceramiki wstęgowej rytej, wczesnych rolników. Być może to właśnie walka o żywność spowodowała, że 200 osób zostało brutalnie zabitych. Z drugiej strony, mamy stanowisko górnopaleolityczne w Jaskini Maszyckiej k. Krakowa. Zamieszkiwali je ludzie szanszeladzcy, podobni do współczesnych Eskimosów  łowcy.  Lata temu byłem na wykładach poświęconych temu stanowisku. Jest ono znane z jednej z największych zagadek polskiej archeologii pradziejowej. Zamordowano, i zjedzono w niej 16 osób, w tym sześcioro dzieci. Nie był to napad rabunkowy, a uczta kanibalów miała raczej charakter rytualny (wyjedzono min. mózgi). Obozowisko było to zamieszkiwane przez zaledwie 2-3 miesiące. Nagromadzony materiał kostny zwierząt (min. spiżarnia), pozwolił na oszacowanie zgromadzonych zapasów pod względem dostępności kalorii, przyjmując , że zamordowani to byli mieszkańcy jaskini. Wychodziło na to, że podaż kalorii była wystarczająca do zaspokojenia potrzeb  ciężko, fizycznie  pracujących ludzi, a skład diety był charakterystyczny dla łowców megafauny. Przeważały tłuszcze i białka zwierzęce. Oczywiście sytuacja nieco się komplikuje, jeśli przyjmiemy, że to mieszkańcy tej jaskini byli kanibalami.

Masakra w Schletz  nie była jedyną. Masowe groby znaleziono w Talheim, Schöneck-Kilianstädte. To są stanowiska ze wspomnianej kultury neolitycznej. Pod koniec jej istnienia musiały zajść zmiany klimatyczne, które skutkowały głodem i ogromna brutalizacją życia. W Skandynawii, aż co dziesiąta (uśredniając) czaszka neolityczna ma ślady urazu, tak potężnego, że zostawił ślady na tkance kostnej. Lawreence Keel, amerykański archeolog, szacował, że w neolicie nawet 0,5% populacji ginęło w wyniku aktów przemocy. Procentowo to niby mało, ale to tak jakby dzisiaj  w Polsce w wyniku zabójstwa ginęło ok. 190 tyś ludzi rocznie (zabójstw jest obecnie nieco ponad 500 rocznie, do tego trzeba byłoby oczywiście dodać pobicia ze skutkiem śmiertelnym i ciężkie uszczerbki skutkujące śmiercią, ale na pewno są to liczy nieporównywalnie mniejsze). Tak więc wprowadzanie rolnictwa nie było usiane różami. Wprost przeciwnie. Właśnie to przemoc była chyba kluczowym bodźcem to tworzenia coraz bardziej skomplikowanych organizacji społecznych, skutkujących powstaniem państwa. 

A mimo to  rolnictwo zwyciężyło. Jest parę ciekawych teorii na ten temat.

W dniu 21.05.2019 o 21:45, ex nihilo napisał:

8. Nieprawdą jest, że rolnictwo daje stabilizację. Przeciwnie - jeden rok suszy czy nalot szarańczy może być katastrofą dla społeczeństwa rolników. W przypadku łowców/zbieraczy podobne zdarzenia nie powodują praktycznie żadnych negatywnych skutków - susza ułatwia polowanie, a szarańcza to doskonałe papu... itd.

Ps. Wydarzenia z czasów później kultury ceramiki wstęgowej rytej, liczne masakry, będące nastepstwem pogarszania się warunków dla rolnictwa,  są dobrym potwierdzeniem tego co napisał ex nihilo

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, venator napisał:

A mimo to  rolnictwo zwyciężyło. Jest parę ciekawych teorii na ten temat.

W dniu 21.05.2019 o 21:45, ex nihilo napisał:

8. Nieprawdą jest, że rolnictwo daje stabilizację. Przeciwnie - jeden rok suszy czy nalot szarańczy może być katastrofą dla społeczeństwa rolników. W przypadku łowców/zbieraczy podobne zdarzenia nie powodują praktycznie żadnych negatywnych skutków - susza ułatwia polowanie, a szarańcza to doskonałe papu... itd.

Ps. Wydarzenia z czasów później kultury ceramiki wstęgowej rytej, liczne masakry, będące nastepstwem pogarszania się warunków dla rolnictwa,  są dobrym potwierdzeniem tego co napisał ex nihilo

Jestem kompletnym laikiem w tym temacie, ale może po prostu rolnictwo pozwalało wyżywić więcej ludzi z tego samego kilometra kwadratowego? I w jakiś sposób do czegoś to tym wczesnym ludom było potrzebne? Może przyrost naturalny był dodatni, a w pewnym momencie nie było już nowych terytoriów, na których można było zbierać/polować, bo wszędzie byli już jacyś ludzie???

2 godziny temu, venator napisał:

Jest parę ciekawych teorii na ten temat.

Gdzie można o nich poczytać?

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, darekp napisał:

może po prostu rolnictwo pozwalało wyżywić więcej ludzi z tego samego kilometra kwadratowego?

W optymalnych warunkach tak. Ale łowcy/zbieracze byli mniej od tych warunków uzależnieni - też dlatego, że mogli łatwiej się przemieszczać.

A dlaczego rolnictwo zwyciężyło? Mój całkiem prywatny pogląd jest taki, że była to pułapka. Wejść łatwo, ale wyjść dużo trudniej. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, ex nihilo napisał:

Wejść łatwo, ale wyjść dużo trudniej.

Hm, niespecjalnie czuję, dlaczego wejść łatwo, ani dlaczego wyjść trudno. To żadna przyjemność wejść w rolnictwo (obsiać kawał ziemi, czekać aż wzrośnie, potem zbierać), gdy nikt tego przed tobą nie robił. A wyjść... no cóż, co za problem. Chyba że chodzi o to, że rolnictwo sprzyja powstaniu państwa, a gdy mamy już państwo, to rzeczywiście, władca nie będzie przychylny jego "rozbiórce". Jest też teoria, że chodziło o produkcję alkoholu (do tego potrzebna była uprawa zbóż, http://wyborcza.pl/7,75400,24808149,krotka-historia-o-tym-jak-rewolucja-rolnicza-zniszczyla-nam.html,można wpisać w Google "dlaczego rolnictwo wygrało ze zbieractwem" i wtedy zwraca link do całego artykułu) i gdy już raz się uzależniliśmy od piwa to... rzeczywiście trudno wyjść ;) Może wszystkie te czynniki razem, zusammen do kupy? ;) Jakoś ze sobą współdziałały, jeden wspierał drugi? 

Dla władców było korzystne, gdy ludzie uprawiali zboża, bo zboże łatwo opodatkować, wiadomo kiedy ludzie zbierają plony, widać ile zebrali, wystarczy wysłać poborcę i już. Gdyby chcieć opodatkowywać to co ktoś sobie przyniósł z lasu to już o wiele gorzej.

Zorganizowane państwo łatwo wygra konfrontację militarną z łowcami-zbieraczami.

Pod tym artykułem, który podlinkowałem, w komentarzach, rzeczywiście dużo mniej lub bardziej prawdopodobnych teorii.

Ktoś pisze, że rolnictwo jest bardziej efektywne, bo obecnie 70 % społeczeństwa to darmozjady (jako przykład podał polityków, których jest o wiele mniej;) ), Ktoś, że z natchienia "starego Pana z brodą" - tylko że to chyba błąd, starożytni Izraelici byli ludem pasterskim nawet wtedy, gdy wokół rozwinęło się wiele cywilizacji osiadłych i oni  na nie dość krzywo patrzyli - Babilon jako symbol wszelkiego zepsucia chociażby :D

Może rzeczywiście chodzi o parę alkohol + państwo???

Można powiedzieć, że i dzisiaj przeciętny Kowalski pracuje nie więcej niż 20 godzin tygodniowo na siebie. Resztę na państwo: https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzień_Wolności_Podatkowej 

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites

A dlaczego rolnictwo zwyciężyło?   Zwyciężył samolubny gen, wśród łowców-zbieraczy kobieta rodziła co 6 lat, wśród rolników co rok, mleko dla niemowlaka od krowy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Krowa nie daje ot tak sobie mleka w ciągły sposób, to nie koza. Musi mieć cielaka. Mleko od krowy dla niemowlaka to jednak martwy cielak. Cywilizacja śmierci. Zwyciężył "pragmatyzm".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, okragly napisał:

wśród łowców-zbieraczy kobieta rodziła co 6 lat,

Naprawdę? Skąd to wiadomo? Przecież łowcy-zbieracze nie znali antykoncepcji, spodziewałbym się, że była w ciąży przez większość czasu (dokładnie tak samo jak u rolników).

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W północnych Chinach pojawiły się jedne z pierwszych wysoko zorganizowanych społeczności, których podstawę utrzymania stanowiła uprawa prosa. Specjaliści wyróżniają dwa główne centra tych upraw – baseny Rzeki Źółtej (Huang He) oraz Xiliao He (Zachodniej Rzeki Liao). Chcąc poznać historię genetyczną tych ludów dokonali porównania 55 genomów sprzed 7500–1500 lat z basenów Rzeki Żółtej, Xiliao He oraz Amuru. Okazało się, że ludność regionu Amuru charakteryzowała stabilność genetyczna, podczas gdy skład genetyczny ludzi znak Rzeki Żółtej i Zachodniej Liao znacząco się zmieniał.
      Zaobserwowano, że populacja basenu Rzeki Żółtej wykazuje z czasem monotoniczne zwiększanie się podobieństwa genetycznego z dzisiejszymi mieszkańcami południowych Chin i Azji Południowo-Wschodniej. Z kolei w basenie Xiliao He intensyfikacja rolnictwa w późnym neolicie jest skorelowana z rosnącym pokrewieństwem z ludnością basenu Rzeki Żółtej, a rozpowszechnienie się gospodarki pasterskiej w epoce brązu koreluje z coraz większym pokrewieństwem z ludami zamieszkującym basen Amuru. Wyniki badań wskazują na istnienie związku pomiędzy zmianami gospodarczymi a składem genetycznym ludności i każą przemyśleć poglądy na temat śladów językowych migracji.
      Chiny to drugie, po Bliskim Wschodzie, centrum udomowienia zbóż przez człowieka. Na północy, którą rozumiemy tutaj jako region obejmujący środkową i dolną część basenu Rzeki Żółtej aż po basen Zachodniej Rzeki Liao, udomowiono proso zwyczajne (Panicum miliaceum) oraz włośnicę ber (Setaria italica – proso włoskie), rośliny te były uprawiane już 6000 lat przed naszą erą. Z czasem rozpowszechniły się na całą Eurazję. Proso aż do XVII wieku było jednym z podstawowych produktów spożywczych w Azji północno-wschodniej.
      Zarówno basen Rzeki Żółtej jak i Zachodniej Rzeki Liao znane są z bogactwa kultur opierających swoją egzystencję na prosie. Już w środkowym neolicie istniały też pierwsze złożone społeczności. W basenie Xiliao He była to kultura Hongshan (4500–3000 p.n.e.), a w basenie Huang He – kultura Yangshao (5000–3000 p.n.e.).
      W basenie Rzeki Żółtej już w tym czasie uprawa zbóż stanowiła podstawę egzystencji ludności. Jednak odmienne procesy zachodziły w basenie Zachodniej Rzeki Liao. Tam widoczne są zmiany powiązane zarówno z wpływami kulturowymi, jak i ze zmianami klimatu. Na przykład udział prosa w diecie stopniowo rósł tam od czasów kultury Xinglongwa (ok. 6000 p.n.e.) aż po czasy dolnej kultury Xiajiadian (2200–1600 p.Chr.). Jednak w czasach górnej kultury Xiajiadian (1000–600 p.n.e.) doszło do zmiany gospodarki na pasterską. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że region Xiliao He ma bezpośredni kontakt z basenem Amuru, gdzie ludzie polegali głównie na polowaniu, rybołówstwie i hodowli zwierząt, a w znacznie mniejszym stopniu uprawiali takie rośliny jak proso, jęczmień i rośliny strączkowe. Dla naukowców zagadkę stanowiło, czy i do jakiego stopnia dochodziło do kontaktów pomiędzy ludnością z basenów Huang He i Xiliao He oraz jak takie kontakty mogły wpłynąć na rozprzestrzenianie się uprawy prosa.
      Dopiero teraz zespół naukowcy z Uniwersytetu Jilin, Instytutu Historii Człowieka im. Maxa Plancka, Uniwersytetu w Wuhan, Instytutu Archeologii Chińskiej Akademii Nauk oraz innych instytucji naukowych z Chin i Korei przeprowadził analizę 55 genomów ludzi, którzy żyli w północnych Chinach od czasów środkowego neolitu. Analizowano genomy osób, które od ok. 5500 p.n.e. do ok. 250 r. n.e. żyły na terenach obejmujących baseny Amuru, Rzeki Żółtej, Zachodniej Rzeki Liao, prowincji Shaanxi i Mongolii Wewnętrznej. Badania obejmowały zatem 6 tysiącleci i obszar długości około 2300 kilometrów z północy na południe.
      W przeciwieństwie do długoterminowej stabilności genetycznej ludności z basenu Amuru, która polegała ograniczonej produkcji własnej żywności, obserwujemy częste zmiany genetyczne w dwóch centrach złożonych społeczności uprawiających proso w północnych Chinach – basenie Rzeki Żółtej i Zachodniej Rzeki Liao. W basenie Xiliao He profil genetyczny zmieniał się w czasie wraz ze zmianami w sposobie gospodarowania.
      Na przykład wzrost udziału prosa w diecie, do jakiego doszło pomiędzy środkowym a późnym neolitem, jest powiązany z większym pokrewieństwem genetycznym ludności z basenu Rzeki Żółtej z ludnością późnego neolitu basenu Xiliao He. Z kolei częściowe przejście na gospodarkę pasterską w górnej kulturze Xiajiadian epoki brązu jest związane z mniejszym pokrewieństwem z ludnością basenu Huang He. W środkowym neolicie obserwujemy gwałtowną zmianę profilu genetycznego ludności basenu Xiliao He, który zmienił się z pokrewnego ludności Rzeki Żółtej na pokrewny mieszkańcom basenu Amuru. Niewykluczone, że taki rozkład genetyczny przetrwał w basenie Xiliao He w epoce brązu i żelaza, jednak brak na to wystarczających dowodów. Zmiana profilu genetycznego ludności basenu Rzeki Żółtej, do jakiego doszło pomiędzy środkowym a późnym neolitem, zbiegła się z intensyfikacją uprawy ryżu na równinie centralnej. Sugeruje to, że do zmiany gospodarowania doszło w wyniku migracji, czytamy w artykule opublikowanym na łamach Nature.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak się okazuje, do rozwoju wielkich cywilizacji ludzkości potrzebny był nie tylko miecz i pług, ale również pióro. Autorzy najnowszej analizy dowodzą, że o być albo nie być protopaństw i pierwszych cywilizacji decydowała technologia informacyjna.
      Analiza danych zgromadzonych w ramach projektu „Seshat: Global History Databank” dowodzi, że na pewnym etapie rozwoju rodzące się państwa napotykały wąskie gardło w postaci konieczności wymiany informacji. Te, które sobie z tym poradziły, mogły rozwijać się dalej.
      Jaeweon Shin z Rice University, Michael Holton Price, David Wolpert, Hajime Shimao i Brendan Tracey z Santa Fe Institute oraz Timothy Kohler z Washington State University dowodzą, że każda cywilizacja rozwijała się w trzech etapach.
      Na początkowym etapie rozwój protopaństwa napędzany był samym wzrostem liczby ludności. Osiadły tryb życia, udomowienie roślin i zwierząt pojawiły się niezależnie w wielu miejscach na Ziemi. W wielu społeczeństwach doszło też do znacznej zmiany mobilności ich członków. Wraz z pojawianiem się nadwyżek żywności, przekazywaniem zgromadzonych dóbr kolejnym pokoleniom rosły nierówności, pojawiały się i umacniały ośrodki władzy.
      Powstawały protopaństwa, a wzrost ich siły był napędzany wzrostem liczby ludności. Niemal wszędzie obserwuje się występowanie takich powiązanych ze sobą zjawisk jak wzrost produkcji rolnej, wzrost liczby ludności, pojawianie się zaczątków miast, rozwój hierarchii politycznej i coraz większe nierówności majątkowe. Na wszystkich kontynentach gdzie pojawiło się rolnictwo zauważalny jest wysoki stopień podobieństwa zarówno w sposobie formowania się społeczności ludzkich, od niewielkich grup łowców-zbieraczy po ostatnią znaną nam formę czyli wielkie społeczeństwa miejskie.
      Naukowcy chcieli sprawdzić, co powoduje, że społeczeństwa rozwijają się w tak bardzo podobny sposób. W tym celu wzięli na warsztat bazę Seshat. To ambitny projekt, w którym pod uwagę branych jest ponad 1500 zmiennych, za pomocą których opisano ponad 400 społeczeństw z 6 kontynentów na przestrzeni ostatnich 10 000 lat historii.
      Na podstawie wykonanej analizy autorzy badań doszli do wniosku, że po początkowej pierwszej fazie rozwoju protopaństw wzrost liczby ludności przestaje wystarczać i pojawia się wąskie gardło. Jest nim konieczność opracowania efektywnego systemu wymiany informacji i przeprowadzania transakcji handlowych. Istnieje bardzo silny związek pomiędzy sposobem, w jaki społeczeństwa przetwarzają informacją, a tym, jak duże mogą się stać. Wydaje się, że wcześnie dokonany postęp w przetwarzaniu informacji, a zatem np. pojawienie się pisma czy pieniądze, był dla rozwoju tamtych społeczeństw równie ważny, jak dla nas ważny jest dzisiaj internet, mówi Tim Kohler. Dopiero, gdy w takim protopaństwie pojawi się pismo i pieniądz, społeczeństwo może nadal się rozwijać i przejść do fazy trzeciej.
      Nasze analizy wykazały, że starożytne cywilizacje, po osiągnięciu pewnej wielkości, natykały się na informacyjne wąskie gardło. To punkt zwrotny naszej skali rozwoju społeczeństw. Bardzo rzadko zdarzało się, by bez pisma lub pieniądza, mogły nadal się rozwijać. Jednak tam, gdzie dokonano tych wynalazków, narodziły się wielkie imperia, dodaje Kohler.
      Badania Kohlera i jego kolegów dostarczają też możliwego wyjaśnienia różnic technologicznych, jakie widzimy pomiędzy cywilizacjami Starego i Nowego Świata. Ich praca dowodzi bowiem, że bardzo mało cywilizacji obu Ameryk było w stanie dotrzeć do punktu zwrotnego. W związku z tym istniała tam mniejsza presja na rozwój pisma i innych form informacji, które przyniosły postęp technologiczny w Europie i Azji.
      Jednym z głównych powodów, dla których cywilizacje Ameryki nigdy nie osiągnęły punktu zwrotnego był brak koni, wołów i innych dużych zwierząt zdolnych do przenoszenia ludzi i ładunków. Takie zwierzęta pozwalały na powstanie nadwyżek żywności, ułatwiały handel i umożliwiały ekspansję imperiów w Azji i Europie, dodaje Kohler.
      Naukowcy mają nadzieję, że analiza bazy Seshat da też odpowiedź na inne interesujące pytania, jak np. dlaczego niektóre cywilizacje upadły, mimo że nie widać żadnych zewnętrznych przyczyn ich porażki. Mamy nadzieję, że z czasem, gdy do Seshat będzie trafiało coraz więcej danych, uda nam się odpowiedzieć na tego typu pytania, mówi Kohler.
      Obecnie posiadamy nowe niezwykłe możliwości przechowywania i przetwarzania danych. Większe niż kiedykolwiek wcześniej. Czy to oznacza, że przed nami nowy etap rozwoju ludzkiej cywilizacji? A jeśli tak, to jak będzie on wyglądał, zastanawia się uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W pobliżu wsi Engare Sero w północnej Tanzanii znaleziono największy w Afryce prehistoryczny zbiór odcisków ludzkich stóp. Ponad 400 śladów zachowało się w zastygniętym osadzie wulkanicznym. Dają one specjalistom wyjątkowy wgląd w życie społeczne łowców-zbieraczy z Afryki Wschodniej.
      Biolog ewolucyjny Kevin Hatala i jego koledzy z Chatham University w Pittsburghu informują na łamach Scientific Reports, że ślady pochodzą sprzed 10-12 tysięcy lat. Co ciekawe, Engare Sero znajduje się w pobliżu dwóch miejsc ze znacznie starszymi odciskami stóp: Laetoli w Tanzanii, gdzie nasz przodek zostawił swój ślad przed 3,7 milionem lat oraz w Ileret w Kenii, gdzie znajdują się ślady sprzed 1,5 miliona lat.
      W Engare Seto naukowcy przeanalizowali rozmiary stóp, odległości między nimi oraz kierunek, w którym szli ludzie. Na tej podstawie stwierdzili, że mamy do czynienia z różnymi zestawami śladów. Pierwszy pozostawiła po sobie grupa złożona z 17 osób idących w kierunku południowo-wschodnim. Po porównaniu wielkości stóp z rozmiarami współcześnie żyjących ludzi naukowcy doszli do wniosku, że grupa składała się z 14 kobiet, 2 mężczyzn i chłopca. Niewykluczone, że kobiety szukały pożywienia, a mężczyźni im towarzyszyli lub je odwiedzali. Do dzisiaj niektórzy łowcy-zbieracze, w tym Hadza z Tanzanii, o których niedawno pisaliśmy, tworzą duże, składające się głównie z kobiet, grupy poszukujące pożywienia.
      Poza tą grupą widocznych jest 6 zestawów śladów, pozostawionych przez osoby, które szły na północny-wschód. Prawdopodobnie ludzie ci nie stanowili jednej grupy. Pozostawione odciski sugerują, że dwie kobiety i mężczyzna spacerowali powoli, kobieta i mężczyzna przeszli tamtędy szybko, są też ślady biegnącej kobiety.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Lud Calusa przez wieki dominował nad południową częścią Florydy. Wpływy i władza Calusa rozciągały się daleko poza ich terytorium. Posiadali odpowiednią siłę militarną, byli w stanie handlować z uznającymi ich zwierzchnictwo plemionami i zbierać od nich daniny. Calusa wznosili olbrzymie budynki i kopali imponujące kanały szerokości autostrad. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że gospodarka Calusa nie opierała się na rolnictwie, a na rybołówstwie.
      Podobnie jak inne ekspansywne kultury Calusa potrzebowali nadwyżek żywności, chociażby po to, by utrzymać ludzi pracujących przy imponujących przedsięwzięciach budowlanych. Nie mówiąc już o tym, że nadwyżki były potrzebne do uprawiania długodystansowego handlu na odległość setek kilometrów.
      Specjalistów od dawna zastanawiało, jak nadbrzeży lud, którego głównymi składnikami diety były ryby i owoce morza, a który poza tym zajmował się zbieractwem, mógł w subtropikalnym klimacie handlować rybami. Okazuje się, że odpowiedzią są celowo odgrodzone fragmenty estuariów rzecznych, które służyły jako tymczasowe baseny do przechowywania żywych ryb. Pozyskiwane z nich ryby były jedzone świeże, ale również suszone i wędzone, dzięki czemu nadawały się do długotrwałego przechowywania. Największa z takich konstrukcji liczy ponad 3300 metrów kwadratowych i jest otoczona wałem o wysokości dochodzącej do 1 metra.
      Tym, co czyni lud Calusa wyjątkowym jest fakt, że większość społeczeństw, które osiągnęły ten stopień złożoności i takie wpływy to społeczeństwa rolnicze. Przez dług czas sądzono, że społeczności opierające się na połowach ryb, łowiectwie lub zbieractwie są mniej zaawansowane. Jednak podczas ostatnich 35 lat naszej pracy wykazaliśmy, że Calusa stworzyli złożone społeczeństwo posługujące się zaawansowaną architekturą i religią, które miało siły zbrojne, specjalistów z różnych dziedzin, handel długodystansowy i było społecznie zróżnicowane. A wszystko to bez uprawy ziemi, mówi William Marquardt, emerytowany kurator South Florida Archeology and Ethnograpy we Florida Museum of Natural History.
      Marquardt brał udział w pracach grupy Victora Thompsona, dyrektora Laboratorium Archeologii na University of Georgia. Naukowcy badali dwa odgrodzone obszary położone na południowym-zachodzie wyspy Mound Key, na której przez około 500 lat znajdowała się stolica Calusów.
      Widoczne do dzisiaj konstrukcje zbudowano po bokach wielkiego kanału o długości ponad 600 metrów, którego średnia szerokość przekracza 30 metrów. Kanał przecina wyspę na pół. Obie konstrukcje są otwarte na kanał. Prawdopodobnie dzięki temu Calusa mogli zagonić tam ryby, a następnie zamknąć ogrodzony teren wrotami lub siecią. Budowa takich tymczasowych basenów i przetrzymywanie w nich ryb wymagały wiedzy inżynieryjnej, wiedzy o dziennych i sezonowych pływach, a także wiedzy z hydrologii i biologii różnych gatunków ryb, podkreślają naukowcy.
      Szczegółowe badania ujawniły istnienie dodatkowych stoków, rodzaju ramp, którymi prawdopodobnie transportowano ryby. W pobliżu znaleziono dowody na istnienie stanowisk, w których palono ogień. To prawdopodobnie tam wędzono i suszono ryby. Dzięki datowaniu radiowęglowemu wiemy, że struktury te powstały w latach 1300–1400 naszej ery. Budowano je zatem podczas drugiej fazy budowy imponującej siedziby władcy, która – jak wynika z hiszpańskich dokumentów – mogła pomieścić 2000 osób. Warto tutaj wspomnieć, że około 1250 roku doszło do spadku poziomu oceanów, co mogło mieć wpływ na populację ryb i mogło zainspirować Calusa do stworzenia wspomnianych basenów.
      Znalezione szczątki wskazują, że Calusa przetrzymywali ryby z rodziny mugilowatych, śledze oraz gatunek Lagodon rhomboides. Z kolei szare osady bogate w materię organiczną wskazują na słabą cyrkulację wody w basenach. Mogła ona być w pewnym stopniu wymieniana podczas wysokiej fali.
      Nie wiemy dokładnie, jak to działało, ale sądzimy, że było to krótkoterminowe przechowywanie ryb, na okres liczony w godzinach czy kilku dniach, ale nie w miesiącach, mówi Marquardt.
      Naukowcy już wcześniej przypuszczali, że widoczne konstrukcje mogły służyć przechowywaniu ryc, jednak dopiero teraz zostały one szczegółowo zbadane, a ich datowanie porównano z datowaniem innych budowli ludu Calusa.
      O Calusa mamy niewiele informacji. Wiemy, że ich społeczeństwo było podzielone, że istniała tam warstwa wyższa. Lud miał kilku liderów. Był wśród nich władca, wódz wojenny oraz główny kapłan. Wszystkie te informacje pochodzą od Hiszpanów. Wiemy, że w 1564 roku głównym kapłanem był ojciec aktualnego władcy, a wodzem wojennym był jego kuzyn. Hiszpanie udokumentowali też cztery przypadki sukcesji. Po niewymienionym z imienia władcy na tronie zasiadł jego brat Senquene, następnie władza przeszła w ręce jego syna Carlosa (Hiszpanie notowali większość imion w formie hiszpańskiej), po Carlosie rządził jego kuzyn Felipe, a po Felipe kolejny kuzyn Carlosa, Pedro. Hiszpanie twierdzą też, że wódz za żonę brał swoją siostrę. Jednak Marquardt uważa, że doszło tu do nieporozumienia. Zdaniem uczonego wódz miał za żonę brać „siostrę z klanu”. Małżeństwa służyły też wzmocnieniu więzi z podwładnymi. Wódz brał za żonę kobiety z podbitych i sprzymierzonych ludów. Wiemy też, że Carlos zaoferował swoją siostrę jednemu z hiszpańskich odkrywców.
      Callusa żyli w wielkich wspólnych dwupiętrowych domach. Wspomniana już siedziba władcy mogła, według Hiszpanów, z łatwością pomieścić 2000 osób. Siedziba władcy, a prawdopodobnie i inne wspólne domy, były budowane na szczytach specjalnie usypanych kopców.
      Pierwszym Europejczykiem, który w 1521 roku skontaktował się z Calusa był słynny Juan Ponce de Leon. Osiem lat później Ponce de Leon zginął z rąk Calusa. Najbardziej szczegółowe i najcenniejsze informacje o Calusa mamy z relacji Hernando de Escalante Fontanedy, którego okręt rozbił się u wybrzeży Florydy. Trzynastoletniemu chłopcu darowano życie i przez 17 kolejnych lat żył on wśród różnych plemion na południu Florydy.
      W XVIII wieku Calusa zostali zdziesiątkowani przez epidemię oraz przez najazdy plemion uzbrojonych przez Anglików w broń palną. Sami Calusa, którzy izolowali się od Białych, broni palnej nie posiadali. W ciągu kilkudziesięciu lat Calusa wyginęli.
      Z pracą Ancient engineering of fish capture and storage in southwest Florida można zapoznać się na łamach PNAS.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Łowcy-zbieracze zamieszkujący pustynię Kalahari dobrze wiedzą, że susza czy wojna może zagrozić ich istnieniu. Dlatego też starają się nawiązywać przyjazne kontakty z bliższymi i dalszymi sąsiadami, by w razie wystąpienia problemów móc wejść na ich terytorium w poszukiwaniu wody i pożywienia. To bardzo dobry rodzaj adaptacji do pustynnych środowisk, takich jak Kalahari, które charakteryzują się olbrzymią czasową i przestrzenną zmiennością w dostępności surowców. W jednym sezonie może być bardzo dużo opadów, a w kolejnym może nadejść susza, albo mogą wystąpić duże opady w jednym regionie, a 10 kilometrów dalej nie spadnie ani kropla, mówi archeolog Brian Stewart z University of Michigan.
      Stewart jest autorem badań, z których dowiadujemy się, że tego typu sojusze, stanowiące rodzaj polisy ubezpieczeniowej, są na Kalahari zawierane od co najmniej 30 000 lat.
      Jak czytamy w Proceedings of the National Academy of Sciences, Stewart i jego koledzy badali koraliki wykonane ze skorup jaj strusi. Koraliki znaleziono na dwóch stanowiskach archeologicznych w Lesoto. W badanym regionie takie artefakty są znajdowane od lat 70. XX wieku.
      Biorąc pod uwagę fakt, że w okolicy strusie nie występują oraz zachowania dzisiejszych łowców-zbieraczy, naukowcy doszli do wniosku, że koraliki ze skorup były rodzajem polisy ubezpieczeniowej. Wymieniano je na długie dystansy, by scementować więzi pomiędzy różnymi grupami i zapewnić sobie współpracę w ciężkich czasach.
      Uczeni, chcąc dowiedzieć się, gdzie powstały koraliki, zbadali występujący w nich izotop strontu. W skorupie ziemskiej występuje dużo lekko radioaktywnego rubidu, który rozpada się do strontu. Dzięki temu różne formacje skalne mają różne sygnatury strontu, a do organizmów zwierząt stront trafia wraz z pożywieniem i wodą. W ten sposób można stwierdzić, gdzie przed 30 000 lat żył struś, który zniósł jajo.
      Badania wykazały, że większość koralików znalezionych w skalnych schronieniach w Lesoto powstała na obszarach odległych o co najmniej 100 kilometrów. Niewielka ich liczba pochodziła z obszarów odległych o 300 kilometrów. Był wśród nich najstarszy koralik, którego wiek oszacowano na około 33 000 lat. To zaskakujące, jak duże przebywali odległości i przez jak długo kultywowali takie zachowania, mówi Stewart.
      Nie od dzisiaj wiadomo, że ludzie wymieniali użyteczne rzeczy, takie jak kamienne narzędzia czy barwniki. We Wschodniej Afryce znaleziono dowody na długodystansowy handel obsydianem, który już 200 000 lat temu był wymieniany na odległość co najmniej 100 kilometrów. Gdy masz do czynienia z kamiennym narzędziem czy ochrą, nie wiesz na pewno, czy taki handel ma związek z nawiązywaniem więzi. Ale koraliki mają znacznie symboliczne. To jeden z niewielu artefaktów z tak wczesnych czasów, za pomocą których możemy badać więzi społeczne, mówi antropolog Polly Wiessner.
      Zdaniem Wiessner bliższa wymiana koralików, na odległość do około 100 kilometrów, jaką badał Stewart, rzeczywiście świadczy o nawiązywani więzi celem zabezpieczenia się w razie wystąpienia problemów z dostępem do zasobów. Jednak tam, gdzie mamy do czynienia z wymianą na dalsze odległości, koraliki mogły być przedmiotem handlu.
      Bardzo często na granicach systemów współdzielenia ryzyka zasięg wędrówek wydłuża się po to, by wymienić z innymi obszarami różne dobra, a wymieniający nie muszą znać ludzi, od których dane towary pochodzą. Ludzie, których dzieliły tak duże odległości, nie musieli stykać się ze sobą bezpośrednio, mówi Wiessner, która recenzowała artykuł Stewarta.
      Nowe badania sugerują, że sieci wymiany mogły rozciąga się na co najmniej osiem różnych bioregionów, do suchych regionów porośniętych krzewami po subtropikalne lasy wybrzeża. Stewart i jego koledzy sądzą, że takie sieci mogły narodzić się w czasach zmian klimatycznych, gdy konieczny był dostęp do zasobów występujących na zróżnicowanych terenach.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...