Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Na pewno dokonaliśmy postępu? Rolnicy mają mniej wolnego niż łowcy-zbieracze.

Recommended Posts

42 minuty temu, Szedar napisał:

Krowa nie daje ot tak mleka Musi mieć cielaka. Mleko od krowy dla niemowlaka to jednak martwy cielak.   

podbiera sie mleko krowie jak ma cielaka, później cielaka sie przegania a mleko krowa dalej produkuje dla rolnika Dochodzi do tego, że jak sie jej nie wydoi to ryczy (płacze)   Może to nie krowa a kozy, nie wiem, wiadomo, że w paleolicie rodziła 3 dzieci a neolicie 20 (permanentna ciąża)

 

dlatego dla kobiet paleolit był rajem a neolit wołaniem o raj

4 minuty temu, darekp napisał:

 Skąd to wiadomo? Przecież łowcy-zbieracze nie znali antykoncepcji,  

karmienie piersią to antykoncepcja. Szympanse Bonobo (99% wspólnych genów) bzykaja sie a nie zachodzą w ciąże dopóki karmią młode (7 lat), jesli mlody zginie, przestaje karmic piersia, zachodzi w ciaze.

 

u ludzi podobnie ale musi być spelniony warunek, kobieta powinna stać sie dzika, a więc karmić na żądanie, spać z dzieckiem a nie partnerem, nosic na rekach, plecach a nie w wózku po prostu zdziczeć (stać sie prawdziwa matka :))

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, darekp napisał:

Hm, niespecjalnie czuję, dlaczego wejść łatwo, ani dlaczego wyjść trudno. To żadna przyjemność wejść w rolnictwo (obsiać kawał ziemi, czekać aż wzrośnie, potem zbierać), gdy nikt tego przed tobą nie robił. A wyjść... no cóż, co za problem.

Rolnictwa raczej nikt nie wymyślił , powstało w sposób naturalny. Wystarczyła obserwacja, że z ziarna wyrasta zielsko, na którym takich samych ziaren jest 10. Czyli wygodniej sypnąć trochę koło obozowiska i zebrać co wyrośnie, niż ganiać po łące i garstka tu, garstka tam... No i fajnie się zaczęło. Ale później druga obserwacja, że jak trochę się kijkiem w ziemi pogrzebie, to wyrośnie więcej - i tu już zaczęło się to mniej fajne, czyli praca i jej konsekwencje.
A że wyjść trudno? Bo wejście w rolnictwo, jako podstawę bytu, spowodowało zbyt duże zmiany w sposobie życia, strukturze grupy i w środowisku, żeby powrót był realny. oczywiście statystycznie, a nie w jakichś pojedynczych przypadkach.
 

W dniu 6.07.2019 o 11:59, venator napisał:

Badania współczesnych buszmenów z ludu San z pustyni Kalaharii, wykazują, że San na zaspokojenie potrzeb żywieniowych poświęcają 19 h tygodniowo.

Tak, a jest to dosyć "trudny" teren. Nie tak dawno czytałem w sieci niezły artykuł o ich życiu, niestety skleroza zeżarła namiary.
 

10 godzin temu, okragly napisał:

w paleolicie rodziła 3 dzieci a neolicie 20 (permanentna ciąża)

Może 3 i 20 to lekka przesada,  ale ogólnie tak.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A przy okazji - jest początek lipca, ciepło i fajnie...
Ale dla rolników w naszej strefie klimatycznej to był najgorszy czas w roku - przednówek. Z poprzedniego roku zjedzone albo nie nadawało się do jedzenia, a nowego jeszcze nie było. Czyli głód. I to nie kilkudniowy, jaki przy wyjątkowym pechu mógł zdarzyć się łowcom/zbieraczom, a trwający nierzadko już od maja czy nawet dłużej. Nie w każdym roku tak było, ale to raczej była norma, a nie wyjątek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, okragly napisał:

później cielaka sie przegania a mleko krowa dalej produkuje dla rolnika

Trudno tak sobie przegonić cielaka (a zwłaszcza krowę - w końcu Matka). Łatwiej zjeść cielaka. Ostatecznie w tym przemyśle do tygodnia po urodzeniu mleko nie bardzo "przemysłowe" (siara), a po tygodniu nikt cielaka nie zostawi, bo zbyt bliskie związki. Tylko wiesz, po tygodniu jakoś cielak nie bardzo zadowoli się trawą. Owszem, krowy mleczne to doskonały przykład naszej cywilizacji, warto zobaczyć jak wyglądają po piątym przykładowo ocieleniu, nie jest to dla mnie szał jeśli chodzi o naszą cywilizację... Niektórzy jednak wierzą w szczęśliwe krówki na kartonikach, tak bywa.

6 godzin temu, ex nihilo napisał:

Nie w każdym roku tak było, ale to raczej była norma, a nie wyjątek.

No tak, ale można było się nażreć czasem do woli. Pełny brzuszek do rzygania. La Grande bouffe...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Tak dla ścisłości:

54 minuty temu, Szedar napisał:

Łatwiej zjeść cielaka.

Tygodniowe cielę nie jest chyba zbyt apetyczne, pewnie jednak trzeba podchować dłużej.

54 minuty temu, Szedar napisał:

do tygodnia po urodzeniu mleko nie bardzo "przemysłowe" (siara)

Przemysłowe może nie, ale na wsi robiło się takie specyficzne kluski z siary (pamiętam z dzieciństwa).

Wydaje mi się, że te rozważania o mleku trzeba traktować dość "symbolicznie", było więcej powodów do przejścia na rolnictwo, które już tu jakoś po trochu wymieniliśmy (nie jestem pewien, czy wszystkie), a można by dorzucić, że np. Chińczycy chyba w ogóle nie mają tradycji picia mleka, chociaż lud rolniczy od tysiącleci jak najbardziej.

A poza tym ta przemiana nie następowała w ciągu jednego pokolenia, więc można było jakoś bardziej stopniować, na początku mało krów i mało mleka im podbieranego do karmienia ludzkich dzieci, potem stopniowo coraz więcej.

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
5 minut temu, darekp napisał:

Tygodniowe cielę nie jest chyba zbyt apetyczne, pewnie jednak trzeba podchować dłużej.

Tak. To się robi. Przemysłowo. Ale wiesz co jesz? :)

5 minut temu, darekp napisał:

Przemysłowe może nie, ale na wsi robiło się takie specyficzne kluski z siary (pamiętam z dzieciństwa).

Świetnie, ale znajdziesz to w markecie? :)

5 minut temu, darekp napisał:

by dorzucić, że np. Chińczycy chyba w ogóle nie mają tradycji picia mleka, chociaż lud rolniczy od tysiącleci jak najbardziej.

Owszem. Warto zastanowić się dlaczego bardziej przepadają za świerszczami i psami. :)

5 minut temu, darekp napisał:

potem stopniowo coraz więcej.

Jakie znaczenie ma, że stopniowo? Stopniowo też można iść na dno. To właśnie czynimy.

Dodam, że kluski z siary to wcześniejsze odstawienie cielaka. Tak dla ścisłości....

 

P.S. Darek, nigdy nie kręciło Cię zostać inseminatorem? :)

Ech, może jednak dodam. Sprzedaż cielęciny ma się dobrze, a że drogie? Małe to w końcu...

Edited by Szedar
literówka

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 7.07.2019 o 03:25, ex nihilo napisał:

 

A dlaczego rolnictwo zwyciężyło? Mój całkiem prywatny pogląd jest taki, że była to pułapka. Wejść łatwo, ale wyjść dużo trudniej. :D

Uważam, że trafione w dziesiątkę.

Od siebie dodam, że to mogła być pułapka alkoholizmu, a pisząc nieco  bardziej ogólnie, zamiłowania do alkoholu.

Temat ten bada archeolog Patrick McGovern z Uniwersytetu Pensylwanii. I to co mu wychodzi, to to, że tam gdzie pojawia się rolnictwo, tam się pojawia alkohol. Albo na odwrót ;). Tak wychodzi z badań skorup naczyń, z wczesnoneolitycznych stanowisk, badanych przez McGovern'a. W sukurs teorii McGoverna przychodzą najnowsze odkrycia z Bliskiego Wschodu. W jaskini Raqefet, na Górze  Karmel , odkryto najstarsze ślady warzenia piwa. Sprzed 14 tys lat. Mieszkali tam przedstawiciele kultury natufijskiej, formalnie  jeszcze mezolitycznej. Wygląda na to, że zanim nauczyli się wypiekać chleb (jako pierwsi),  to nauczyli się szlachetnej sztuki piwo-warzenia. 

Pociąg do substancji psychoaktywnych jest cechą nie tylko człowieka, ale i innych ssaków. Zapewne łowcy-zbieracze znali "smak" sfermentowanych owoców, i stanu po ich spożyciu. Opanowanie uprawy zbóż, pozwoliło na odkrycie i  opanowanie procesu powstawania alkoholu, a więc uchwycenia tego co mogła dotychczas zaoferować jedyna natura.

Najstarsze ślady rolnictwa mają aż 23 tyś lat:

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C405934%2Cludzie-probowali-uprawiac-zboza-juz-23-tys-lat-temu.html

Ciekawe, czy nie była to przypadkiem próba stworzenia czegoś co wprowadzi w nieco odmienny stan świadomości? ;)

Później poszło z górki. Rolnictwo, powstanie pierwszych większych osad, degradowało lokalne środowisko. Alkohol, zaczął odgrywać niejako rolę sanitarną., jako, że woda lokalnie bywała  mocno zanieczyszczona. A także odżywczą. Jeszcze w XVI-XVIII wieku, piwo, a właściwie podpiwek, w Polsce, dostarczał nawet 20% dziennego zapotrzebowania kalorycznego, a piwne śniadanie, dopiero około XVIII w. zaczęło być wypierane przez kawę i cukier. 

W tych nieco luźnych, alkoholowych dywagacjach można pójść nieco dalej. Amerykański antropolog, Lewis Morgan, wprowadził termin demokracji wojennej. Badając Irokezów, doszedł do wniosku, że istotą prowadzenia wojen przez tych bardzo wojowniczych Indian, , była chęć opowiadania o swych przewagach wojennych przy wspólnych biesiadach. A biesiady po to, żeby się pokazać i umówić na kolejne wyprawy. I tak w kółko. Prof.W.  Nowakowski z Instytutu Archeologii UW, rozwinął tę teorie dalej. Ten sposób doskonale pasuje także do innych wojowniczych ludów. Choćby barbarzyńców. W przeciwieństwie do Indian, których alkohol zgubił, u barbarzyńców alkohol w ucztach odgrywał niezwykle ważną rolę. W barbaricum mieszkało zaledwie około 3 mln ludzi, a mimo to byli w tanie stawić z sukcesami czoła Imperium Rzymskiemu. A czym się różnił barbarzyńca od statecznego obywatela Rzymu? Tym, że nosił spodnie i pił nierozcieńczone wino. I był to poważny wyróżnik. Demokracja wojenna panowała również u Wikingów, których reklamować nie trzeba, wśród średniowiecznego rycerstwa, czy też naszej szlachty. Ucztowanie było niezwykle ważnym elementem życia tak towarzyskiego jak i politycznego szlachty.

Także alkohol, odgrywał i odgrywa niezwykle istotną rolę w naszej cywilizacji. A zaczęło się kiedy łowca posmakował sfermentowanych owoców. 

46 minut temu, darekp napisał:

Chińczycy chyba w ogóle nie mają tradycji picia mleka, chociaż lud rolniczy od tysiącleci jak najbardziej.

W walkach z Czyngis-chanem ich to zgubiło. Armia Czyngis-chana nie musiała wlec ze sobą taborów, bo przecież można było doić kobyły, na których się jechało. 

 

Cytat

Gdzie można o nich poczytać?

Choćby tu:

https://www.ucpress.edu/book/9780520267985/uncorking-the-past

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, venator napisał:

Także alkohol, odgrywał i odgrywa niezwykle istotną rolę w naszej cywilizacji.

Nie tylko w naszej. Słonie i inne tego typu też chleją. Raz do roku, owszem, na maksa, ale im to wystarcza. Zdobyczą naszej cywilizacji jest chlać co dzień, a nawet częściej z dopłatą "państwa". :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
21 minut temu, venator napisał:

W walkach z Czyngis-chanem ich to zgubiło. Armia Czyngis-chana nie musiała wlec ze sobą taborów, bo przecież można było doić kobyły, na których się jechało. 

Ps. Zadecydowała mutacja genu odpowiadającego za wytwarzanie laktazy. 

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

O ile pamiętam, nietolerancja laktozy to jakieś 20% ludzkości. Głównie Azjaci (Derek, tak :)). Więc wybacz, ale nie sądzę, że to armia "Czyngis-hana" chlejąc z kulbaki tym się zasłynęła...

Edited by Szedar

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
21 godzin temu, darekp napisał:

Naprawdę? Skąd to wiadomo? Przecież łowcy-zbieracze nie znali antykoncepcji, spodziewałbym się, że była w ciąży przez większość czasu (dokładnie tak samo jak u rolników).

Nie, raczej nie była. Wśród ludu San, kobieta zachodzi w ciąże co 4 lata. Kobieta, wśród łowców-zbieraczy rodziła  tyle ile mogła nieść na plecach i pracować. Po tym jak dziecko nauczyło się sprawnie chodzic i robić to w sposób rozsądny mijało 2-3 lata. i kolejna ciąża, a nie co rok  prorok. 

U rolników wyższa śmiertelność musiała być rekompensowana wyższą dzietnością:

https://www.ucpress.edu/book/9780520267985/uncorking-the-past

21 godzin temu, darekp napisał:

 

 

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, venator napisał:

U rolników wyższa śmiertelność musiała być rekompensowana wyższą dzietnością:

hmm, ciekawi mnie skąd ta wyższa śmiertelność u rolników? Są na to jakieś badania? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
48 minut temu, Szedar napisał:

O ile pamiętam, nietolerancja laktozy to jakieś 20% ludzkości. Głównie Azjaci (Derek, tak :)). Więc wybacz, ale nie sądzę, że to armia "Czyngis-hana" chlejąc z kulbaki tym się zasłynęła...

W Chinach mleko nie było spożywane, ale Mongołowie to nie Chińczycy. Co więcej, z mleka robili też alkohol - kumys. (znów ten alkohol ;)). Mutacja genu odpowiadający za powstanie laktazy było zresztą jedną z przyczyn zwycięstwa rolników-hodowców nad łowcami-zbieraczami , w Europie, we wczesnym neolicie. 

Mimo, że armia państwa Jin, była liczniejsza od Mongołów, to o zwycięstwie koczowników  zadecydowała ich niezwykła mobilność. Nie ciągnęli za sobą taborów, a to właśnie rozłożyło Chińczyków. To tylko w hollywodzkich filmach jest tak, że rycerstwo galopem jechało na pole bitwy, mając przy sobie jedynie miecze i kopie. . W rzeczywistości proces przemieszczania się wojsk był niezwykle żmudny. Szacuje się, że 80-tyś armia ciągnąca w 1651 r. do obozu pod Sokalem ( w przeddzień bitwy beresteckiej) ciągnęła ze sobą aż  ok. 300 tys wozów taborowych. 

Tatarzy słynęli zaś z niezwykłej mobilności i samowystarczalności " w polu". 

13 minut temu, Warai Otoko napisał:

hmm, ciekawi mnie skąd ta wyższa śmiertelność u rolników? Są na to jakieś badania?

Wydaje się to rozsądnym tłumaczeniem:

Po drugie, osiadły tryb życia rolników spowodował wytworzenie się korzystnych warunków dla pojawienia się i rozprzestrzeniania pasożytów oraz chorób zakaźnych, nieznanych lub bardzo rzadkich w społecznościach koczowniczych. Stałe osady ze skoncentrowaną w nich ludnością zmienić się miały w inkubatory, w których różne patogeny mogły trwać w stanie uśpienia, a w korzystnym momencie się uaktywnić. Rozprzestrzenianie się chorób zakaźnych przenoszących się dzięki kontaktowi fizycznemu jest łatwiejsze w społecznościach charakteryzujących się dużą gęstością zaludnienia, a ona z kolei powoduje zanieczyszczanie okolicznej wody i gleby zwiększając możliwości ponownych zachorowań. W rolniczej osadzie fizyczna bliskość wielu zwierząt hodowlanych, powodowała także częstsze zachorowania na choroby pochodzenia zwierzęcego. Dodatkowo nawadnianie pól powodowało powstawanie zbiorników ze stojącą wodą, które mogą być źródłem wielu chorób, np. malarii (Livi-Bacci, 1992: 40-41).

https://phavi.umcs.pl/at/attachments/2014/0117/122144-nowakowski-reprodukcja-ludnosci-w-spoleczenstwach-rolniczych.pdf

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 minut temu, venator napisał:

 

Wydaje się to rozsądnym tłumaczeniem:

Dzieki, ciekawy artykuł i wytłumaczenie też sensowne, chociaz autor wskazuje, ze kwestia zwiększonej umieralności w okresie rolnictwa to jedna z dwóch hipotez (nazywana przez niego "późniejszą teorią") - a druga (klasyczna) zakładała zmniejszenie umieralności (bo stały dostęp do pożywienia, brak głodu, mięso, mleko etc.). Jedno jest pewne, dzietność wzrosła znacznie, natomiast z podanego artykułu wynika, że umieralność nie wiadomo. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Umieralność też wzrosła i to znacząco. W stosunku do paleolitu nastąpił znaczący średni spadek długości życia. Wzrost liczby ludności odbywał się przede wszystkim kosztem kobiet, bo to one płaciły cenę za częstsze porody. 

Badania osady obronnej w Bruszczewie, wskazują, że ci wcześni metalurdzy, reprezentanci kultury unietyckiej,  doprowadzili do katastrofy ekologicznej, co zmusiło ich do porzucenia osady.

W wodzie, w pobliżu osady, zakwitły w końcu sinice, znajdowały się ludzkie patogeny, woda była nie tylko niepitna, a wręcz mogła być trująca. Cena za postęp była znacząca, w zasadzie płacimy za nią cały czas.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
15 godzin temu, venator napisał:

Od siebie dodam, że to mogła być pułapka alkoholizmu, a pisząc nieco  bardziej ogólnie, zamiłowania do alkoholu.

Hipoteza, że dzisiejszy bajzel jest skutkiem alkoholizmu naszych prapra mocno mi się podoba, bo na trzeźwo... :D
Ale przypuszczam jednak, że i bez alkoholu pułapka by zadziałała. Początkowo były same korzyści, praktycznie bez kosztów, które stopniowo pojawiały się dopiero później. Natomiast alkohol (też przypadek + obserwacja) mógł być dopalaczem przyspieszającym proces.
 

14 godzin temu, venator napisał:

"osiadły tryb życia rolników spowodował wytworzenie się korzystnych warunków dla pojawienia się i rozprzestrzeniania pasożytów oraz chorób zakaźnych (...)"

Do tego choroby przywleczone z zewnątrz - handel, wojny, niewolnicy, pielgrzymki.
 

13 godzin temu, Warai Otoko napisał:

a druga (klasyczna) zakładała zmniejszenie umieralności (bo stały dostęp do pożywienia, brak głodu, mięso, mleko etc.)

Ta klasyczna była z czapy wzięta, bez żadnych danych. Wynikała z idei liniowego "postępu i rozwoju".
Papu ł/z mieli znacznie lepsze niż rolnicze pospólstwo, chociaż i w pałacach niekoniecznie było lepiej, biorąc pod uwagę dietetykę, która wtedy nie istniała (teraz zresztą też z tym niewiele lepiej).
Co do braku głodu - nie tylko ilość kalorii jest ważna, ale też witaminy, mikroelementy i inne takie, to jedno, a drugie, to głód, ten prawdziwy, pojawił się praktycznie razem z rolnictwem. Koczownicy przemieszczali się tam, gdzie było jedzenie, a bardziej osiadli ł/z nie mieli problemu z przejściem na koczownictwo, kiedy warunki tego wymagały. Rolnicy byli w takich sytuacjach zdani na łaskę losu.
Opisywałem tutaj niedawno jak znalazłem obozowisko mezolitycznych ł/z - nie było to wcale trudne. Suche wzgórze blisko rzeki płynącej (wtedy) przez ogromną puszczę. Czy trzeba czegoś więcej, żeby nie wiedzieć, co to głód?

 

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
7 godzin temu, ex nihilo napisał:

Suche wzgórze blisko rzeki płynącej (wtedy) przez ogromną puszczę. Czy trzeba czegoś więcej, żeby nie wiedzieć, co to głód?

Byłem w lesie wielokrotnie. I zawsze mnie to uderzało: przecież tu nie ma co jeść! Zanim zdołałbym coś upolować byłbym już bardzo, bardzo chudy :)

Tak więc to bogactwo jedzenia wydaje mi się przesadzone, a w dodatku, jednak poszliśmy w rolnictwo. Selekcja powinna wygubić rolników, a jednak to zbieracze nie przetrwali.

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
52 minuty temu, Jajcenty napisał:

Byłem w lesie wielokrotnie. I zawsze mnie to uderzało: przecież tu nie ma co jeść!

Mnie też. Ale z drugiej strony, ludzie chodzą do tego lasu i zbierają jagody, grzyby. Przedwczoraj mi pani sprzedała słoik jagód, 2,5 kg. Jakby nie patrzeć, prawie połowa dziennego zapotrzebowania na kalorie. Nie wiem, ile czasu jej zajęło zebranie, narzekała, że nie ma jagód w lesie.

Gdyby do tych jagód dorzucić jakąś upolowaną od czasu do czasu sarnę albo dzika, to może i by się zaspokoiło potrzeby kaloryczne.

Tak że nie wiem. Ja chyba nie miałbym cierpliwości zbierać tych jagód, ale....

52 minuty temu, Jajcenty napisał:

Selekcja powinna wygubić rolników, a jednak to zbieracze nie przetrwali.

Z tą selekcją rzeczywiście sprawa wygląda dość dziwnie. Dlaczego ewolucja nie premiuje inteligencji? Tu wychodzi trochę tak, że cywilizacja techniczna (pierwszy krok do niej to rolnictwo jakby) niespecjalnie się opłaca z punktu widzenia ewolucji. Dlatego delfiny czy ośmiornice czy słonie czy inne wydry (posługują się narzędziami - kamieniami rozbijają skorupy małży) niczego takiego nie stworzyły. Jedynie małpy pewnego gatunku - które zlazły z drzewa - zapewne nie po dobroci - i podświadomie tęskniły za owocami - dlatego zaczęły wytwarzać i konsumować alkohol - w stanie lekkiego podchmielenia wytworzyły cywilizację. Bo to był jakiś szczególny, wyjątkowy przypadek, bardziej odczuwały potrzebę "odmiennych stanów świadomości" (ze względu na brak owoców - tak myślę) - dlatego bardziej kombinowały, nie bardzo wiedząc co robią i coś tam im przypadkiem wyszło. ;)

Może tak było, może nie, ja się nie znam na antropologii.

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
11 minut temu, darekp napisał:

ak że nie wiem. Ja chyba nie miałbym cierpliwości zbierać tych jagód, ale....

Z jagodami jest jeszcze inny problem, ile ich jest z powiedzmy losowego hektara lasu na rok.(losowy bo bez uprawy).

No i trochę słabo zimą ;) (W naszym rejonie)

Edited by Afordancja

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Afordancja napisał:

No i trochę słabo zimą ;) (W naszym rejonie)

Zgadza się, też jedna z wątpliwości, o których pomyślałem, ale nie napisałem :) Można suszyć grzyby na zimę, przynajmniej tyle. A poza tym są rejony o cieplejszym klimacie :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, darekp napisał:

A poza tym są rejony o cieplejszym klimacie

Tych rejonów też nie jest tak dużo, więc zaczyna się (w sensie może) walka o tereny/zasoby. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
12 minut temu, Afordancja napisał:

Tych rejonów też nie jest tak dużo, więc zaczyna się (w sensie może) walka o tereny/zasoby. 

Ja pochodzę ze wsi, pamiętam jeszcze czasy komuny, gdy prądu często nie było wieczorami itp. W domu piec na węgiel do ogrzewania. W gruncie rzeczy wydaje mi się - ale piszę to z b. dużym wahaniem - że może dałoby się w naszym klimacie wyżyć w lesie. Trzeba by mieć dużo wiedzy, doświadczenia, ale może by się udało. Bo pierwsze wrażenie w lesie, to rzeczywiście, że nie ma nic do jedzenia. Ale z drugiej strony nawet w pracy się robi nieraz rzeczy, które w pierwszej chwili wyglądały na niemożliwe, prawda? ;)

Gorzej z tym drugim - czy nasza cywilizacja to rzeczywiście tylko skutek alkoholu i przypadku.

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
3 minuty temu, darekp napisał:

Trzeba by mieć dużo wiedzy, doświadczenia, ale może by się udało. Bo pierwsze wrażenie w lesie, to rzeczywiście, że nie ma nic do jedzenia. Ale z drugiej strony nawet w pracy się robi nieraz rzeczy, które w pierwszej chwili wyglądały na niemożliwe, prawda? 

/wg mnie dało by radę, tylko kwestia ile osób jest na jakim terenie. Tylko nie wiem czy mogę hodować zwierzęta na zimę czy to już podpada pod rolnictwo. Bo jak w lato myślę, że dałbym radę, sam na dużym terenie tak w zimę to nie jestem taki pewien, zależy  jakie były by założenia tego testu. 

No, może nie sam, ale kilka osób na wielkim terenie

Edited by Afordancja

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
Godzinę temu, Jajcenty napisał:

Byłem w lesie wielokrotnie. I zawsze mnie to uderzało: przecież tu nie ma co jeść! Zanim zdołałbym coś upolować byłbym już bardzo, bardzo chudy :)

To tylko Twoja wina, a nie lasu :D

2 minuty temu, Afordancja napisał:

Tylko nie wiem czy mogę hodować zwierzęta na zimę

Po co hodować, w zimie łatwiej się poluje.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, ex nihilo napisał:

Po co hodować, w zimie łatwiej się poluje.

Tu się zgadzam. W zimie też są dzikie zwierzęta, duże. Nie odlatują do ciepłych krajów;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Obszary chronione są niezbędne do zapewnienia różnorodności życia biologicznego na Ziemi jednak, jak donoszą naukowcy z University of Cambridge, na całym świecie padają one ofiarami chronicznego niedofinansowania i braku zaangażowania społeczności lokalnych.
      Uczeni z Cambridge przeprowadzili największą analizę dotyczącą presji, jakiej obszary chronione doświadczają ze strony człowieka. Wykorzystali przy tym zdjęcia satelitarne, na których szukali dowodów na istnienie sztucznego oświetlenia na obszarach chronionych oraz sprawdzali sąsiadujące z nimi obszary rolnicze, a także posłużyli się danymi dotyczącymi liczby ludności, miejsca zamieszkania oraz danymi nt. produkcji rolnej. W ten sposób ocenili wpływ ludzi na 12 315 obszarów chronionych w latach 1995–2010. Wyniki ich badań ukazały się właśnie w Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS).
      Dla porównania tego, co dzieje się na obszarach chronionych z działalnością człowieka na obszarach niechronionych, wykorzystywane przez siebie zdjęcia podzielili na fragmenty reprezentujące obszary o powierzchni 64 km2 i porównali każdy taki fragment obszaru chronionego z pobliskimi fragmentami obszarów niechronionych, biorąc pod uwagę typ gleby, wysokość obszaru nad poziomem morza itp.
      Okazało się, że większość obszarów chronionych na całym świecie doświadczyła w badanym okresie coraz większej presji ze strony człowieka. Ludzie w coraz większym stopniu wkraczają na formalnie chronione obszary. Jednak na Półkuli Północnej i w Australii można zaobserwować, że obszary chronione wyraźnie spowalniają wkraczanie ludzi. Tymczasem w Ameryce Południowej, Afryce Subsaharyjskiej oraz Azji Południowo-Wschodniej, gdzie istnieją najbardziej różnorodne ekosystemy, a jednocześnie żyją najuboższe społeczności, niszcząca działalność człowieka na obszarach chronionych jest coraz bardziej intensywna.
      Naukowcy znaleźli związek pomiędzy rosnącą ludzką aktywnością na obszarach chronionych, a istnieniem mniejszej liczby dróg w danym państwie i jego niższej pozycji w rankingu Human Development Index.
      Nasze badania wskazują, że od 1995 roku odległe chronione obszary tropikalne doświadczają alarmującego wzrostu presji ze strony człowieka. To miejsca charakteryzujące się niezwykle dużą bioróżnorodnością i odkrywają one nieocenioną rolę w zachowaniu najbardziej zagrożonych gatunków, mówi główny autor badań, doktor Jonas Geldmann.
      Wcześniejsze badania, w których porównywano obszary chronione z niechronionymi dotyczyły lasów i wykazały, że nałożenie ochrony ogranicza wycinkę drzew. Nowe badania to potwierdzają. Na przykład w Amazonii widać, że w obszarach chronionych wylesianie jest mniej intensywne. Jednak nałożenie formalnej ochrony przynosi mniej korzyści w innych miejscach, np. na sawannach.
      Wzrost działalności człowieka na obszarach chronionych jest szczególnie widoczny w Afryce Centralnej i Wschodniej. Na obszarach trawiastych Afryki Subsaharyjskiej powierzchnia upraw na obszarach chronionych rośnie dwukrotnie szybciej niż na obszarach niechronionych. Z kolei na obszarach namorzynowych Czarnego Lądu rolnictwo rozwinęło się o 13% bardziej niż na obszarach niechronionych.
      Na odległych obszarach trawiastych Azji Południowo-Wschodniej na obszarach chronionych rozwój rolnictwa jest o 8% większy, a w Ameryce Południowej, szczególnie poza Amazonią, jest on 10% szybszy niż na obszarach niechronionych.
      Te badania pokazują, że rolnictwo jest głównym zagrożeniem dla obszarów chronionych, szczególnie w tropikach. Nie badaliśmy przyczyn takiego stanu rzeczy, ale podejrzewamy, że główną rolę odgrywa tutaj szybki wzrost populacji ludzi, brak funduszy i korupcja. Ponadto na obszarach niechronionych większość nadającej się do uprawy ziemi już jest zajęta przez rolnictwo. Sądzimy, że w wielu miejscach obszary chronione istnieją tylko na papierze, ale za ich ustanowieniem nie idzie odpowiednie finansowanie, zarządzanie i zaangażowanie lokalnej społeczności. Wyznaczanie sobie ambitnych celów, jak objęcie ochroną 17% lądów do końca bieżącej dekady oraz spodziewane w przyszłym roku przyjęcie deklaracji o ochronie 30% lądów, nie będą wiele znaczyły, jeśli za tym nie pójdą wystarczające fundusze, mówi Geldmann.
      Uczeni podkreślają, że czasem objęcie jakiegoś obszaru ochroną oznacza odebranie praw rdzennym mieszkańcom, co może skończyć się tak, że obszar ten zaczyna być nadmiernie eksploatowany przez ludzi z zewnątrz. Odpowiednie zarządzanie jest tym ważniejsze, że już wcześniejsze badania wykazały, iż wsparcie rdzennych mieszkańców w zarządzaniu terenami chronionymi może zapobiegać utracie habitatów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W USA stale zmniejsza się emisja większości zanieczyszczeń skutkujących formowaniem się pyłów zawieszonych PM2.5. Jednak nie jest to spadek równomierny we wszystkich sektorach gospodarki. Naukowcy z Carnegie Mellon University oraz Stanford University odkryli, że obecnie największym w USA źródłem zanieczyszczenia PM2.5 nie jest przemysł, a rolnictwo.
      Peter Tschofen, Ines L. Azavedo i Nicholas Z. Muller badali szkody wyrządzone przez emisję PM2.5, związane z tym koszty i szacowali całkowity koszt zanieczyszczenia środowiska związany z przedwczesnymi zgonami.
      Badania wykazały, że w latach 2008–2014 całkowity koszt zanieczyszczenia środowiska zmniejszył się o 20%. Pomimo, że większość działań dotyczących ochrony przed zanieczyszczeniem powietrza skupia się na przemyśle energetycznym, to obecnie zanieczyszczenia z rolnictwa są większe niż z sektora energetycznego, a rolnictwo jest największym w USA emitentem zanieczyszczeń związanych z PM2.5.
      Naukowcy podkreślają też, że cztery sektory gospodarki, w których wytwarzane jest mniej niż 20% PKB, odpowiadają za około 75% strat związanych z działalnością gospodarczą. Uczeni stwierdzili również, że największa niepewność dotycząca rachunku kosztów spowodowanych zanieczyszczeniem dotyczy tych sektorów, gdzie zanieczyszczenia powstają na poziomie gruntu, gdyż tam są one zwykle szacowane, a nie mierzone, dlatego też należy zmienić podejście do kwestii emisji zanieczyszczeń z rolnictwa i transportu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badacze od dawna spekulują, że gdy przed tysiącami lat ludzie zmienili tryb życia z łowiecko-zbierackiego, osiedlili się i zajęli rolnictwem, doprowadziło to do rozpowszechnienia się chorób zakaźnych. Ludzie żyli przecież bliżej siebie i swoich zwierząt, co sprzyjało rozprzestrzenianiu się ospy wietrznej, odry i innych zachorowań.
      Skoro zaś bakterie i wirusy łatwiej rozprzestrzeniały się wśród rolników, można się spodziewać, że układ odpornościowy rolników – jako że musiał adaptować się do obecności patogenów – będzie wykazywał więcej oznak pozytywnego doboru naturalnego.
      Jednak, jak dowiadujemy się z Nature Ecology & Evolution, doktor Luis Barreiro z University of Chicago wykazał, że powyższa hipoteza jest nie tylko nieprawdziwa, ale w rzeczywistości to u łowców-zbieraczy układ odpornościowy wykazuje ślady większej liczby adaptacji. Szczególnie dużo zmian widać w genach odpowiedzialnych za reakcję na wirusy.
      To coś zupełnie przeciwnego, niż się spodziewaliśmy opierając się na hipotezie mówiącej, że pojawienie się rolnictwa zwiększyło presję wywieraną przez patogeny na człowieka, mówi Barreiro.
      Naukowcy z Chicago pobrali krew od członków plemienia Batwa. To łowcy-zbieracze z południowo-wschodniej Ugandy. Porównali ją z ich sąsiadami, rolnikami z plemienia Bakiga.
      Z krwi przedstawicieli obu grup wyizolowano leukocyty i poddano je działaniu Gardiquimodu, który symuluje infekcję wirusową oraz lipopolisacharydu symulującego infekcję bakteryjną.
      Naukowcy zaobserwowali, że w reakcji obu grup na infekcję wirusową istniały znacznie większe różnice, niż w reakcji na infekcję bakteryjną. Znaczna część z tych różnic wynikała z odmiennej pracy genów i miała związek z pozytywną selekcją naturalną. Odkrycie to sugeruje, że różnice w reakcji na wirusy mogą być głównymi elementami odróżniającymi reakcję immunologiczną Batwa i Bakiga, wyjaśnia współautor badań, doktor George Perry z Pennsylvannia State University.
      Powyższe badania są pierwszymi, w ramach których porównano układy odpornościowe łowców-zbieraczy i rolników w celu zrozumienia, ja pojawienie się rolnictwa wpłynęło na układ odpornościowy człowieka. Zanim naukowcy przeprowadzili badania przez trzy lata zapoznawali się z członkami obu plemion. W przeszłości Batwa żyli z Nieprzeniknionym Lesie Bwindi, a w 1991 roku zostali przesiedleni na jego obrzeża. Dlatego też do badań pobrano wyłącznie krew osóbu urodzonych przed 1991 rokiem, które miały okazję prowadzić życie łowcy-zbieracza w lesie deszczowym.
      Z badań wynika, że populacje Batwa i Bakiga oddzieliły się od siebie ponad 60 000 lat temu, na długo przed pojawieniem się rolnictwa. Uczeni z Chicago chcą przeprowadzić podobne badania wśród kolejnych par łowców-zbieraczy i rolników w innych częściach świata.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jeśli filipiński uczeń czy student chce skończyć szkołę, musi posadzić 10 drzew. Zobowiązuje go do tego nowa ustawa - Graduation Legacy for the Environment Act (House Bill 8728).
      Między 1990 a 2005 r. Filipiny straciły 32,3% okrywy leśnej. Ponieważ nielegalny wyrąb od dawna jest dużym problemem, Izba Reprezentantów postanowiła go rozwiązać w unikatowy sposób - ustawowo. Inicjatorami akcji są 2 politycy - Gary Alejano i Strike Revilla. Teraz ustawa musi jeszcze zostać przegłosowana przez Senat.
      Biorąc pod uwagę, że rokrocznie szkołę podstawową kończy ponad 12 mln uczniów, liceum blisko 5 mln, a college niemal 500 tys., przy prawidłowym wdrożeniu ustawa zagwarantuje posadzenie co najmniej 175 mln drzew rocznie. W związku z tym na przestrzeni życia jednego pokolenia posadzimy przynajmniej 525 mld drzew - wyjaśnia Alejano, członek partii Magdalo.
      Od 2015 r. widać niewielki wzrost powierzchni zalesionego obszaru Filipin. Ma to związek z inicjatywami rządowymi i zwiększoną wymagalnością obowiązującego prawa.
      Graduation Legacy for the Environment Act zakłada, że przed ukończeniem podstawówki, liceum czy studiów każdy powinien posadzić 10 drzew. Wg CNN Philippines, drzewa mają być sadzone w lasach, m.in. namorzynowych, na obszarach chronionych, w dawnych kopalniach i na wybranych terenach miejskich. Gatunek ma być dobierany pod kątem lokalizacji, klimatu i topografii. Rząd podkreśla, że preferowane będą rodzime drzewa.
      Poza wpływem na poziom dwutlenku węgla drzewa chodzi o uświadomienie ekologiczne młodego pokolenia i zainspirowanie kolejnych "zielonych" akcji.
      Za implementację ustawy mają odpowiadać krajowy Departament Edukacji oraz Komisja ds. Szkolnictwa Wyższego.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...