Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Deterioracja mięśni w starszym wieku nie eliminuje korzystnego wpływu ruchu. Choć mięśnie są mniejsze i w niekoniecznie dobrej kondycji, nadal aktywują szlaki metaboliczne, dzięki którym w mózgu mogą powstawać związki poprawiające nastrój. Wniosek? Warto być aktywnym całe życie.

Wcześniejsze badania demonstrowały te mechanizmy u młodych zdrowych dorosłych, nie było jednak wiadomo, czy deterioracja mięśni, która towarzyszy starzeniu, nie wyklucza seniorów z grupy osiągającej podobne wywołane ćwiczeniami korzyści - opowiada David Allison z Wydziału Kinezjologii McMaster University.

Ćwiczenia korzystnie wpływają na nastrój i objawy depresji. Mechanizmy leżące u podłoża tego zjawiska nie są jednak dobrze poznane. Ostatnie dowody wskazują na potencjalny wpływ czynników transkrypcyjnych związanych z mięśniami szkieletowymi na metabolizm tryptofanu, a także na szlak kynureninowy, który jest jednym z torów przemiany tryptofanu w organizmie.

Szlak kynureninowy prowadzi do powstania w ośrodkowym układzie nerwowym (OUN) neuroaktywnych metabolitów: 3-hydroksykynureniny, kwasu chinolinowego i kwasu kynureninowego (KYNA). W ludzkim organizmie KYNA może ulegać 3 reakcjom: 1) dekarboksylacji do tryptaminy, 2) hydroksylacji do 5-hydroksytryptofanu i 3) rozerwaniu pierścienia indolowego (w ten sposób powstaje kynurenina). Co ważne, tryptamina i 5-hydroksytryptofan przekształcają się w poprawiającą nastrój serotoninę.

Naukowcy obawiali się, że związana z wiekiem deterioracja mięśni może wpływać na szlak kynureninowy, zwiększając ryzyko depresji. By sprawdzić, czy tak rzeczywiście jest, Kanadyjczycy sprawdzali, czy zwiększenie masy mięśni szkieletowych przekłada się wzrost poziomu czynników transkrypcyjnych i metabolitów związanych ze szlakiem kynureninowym.

Zebrano grupę zdrowych mężczyzn w wieku 65+. Przeszli oni 12-tygodniowy protokół ćwiczeń; raz w tygodniu odbywali trening przedziałowy o wysokiej intensywności (ang. high intensity interval training, HIIT) na rowerze stacjonarnym, a dwa razy w tygodniu sesje treningu siłowego.

Akademicy oceniali ekspresję genów czynników transkrypcyjnych w mięśniach szkieletowych, ekspresję aminotransferazy kynureninowej KAT (katalizuje ona reakcję powstawania KYNA w mózgu), a także poziom kynureniny w osoczu.

Okazało się, że program treningowy znacząco podwyższył ekspresję genów zarówno czynników transkrypcyjnych (PGC1-α, PPARα, PPARᵹ), jak i 4 izoenzymów KAT. Nie wpłynął za to na krążącą kynureninę.

W świetle uzyskanych wyników bardziej niż sensowne wydaje się wykorzystanie ćwiczeń jako strategii zapobiegania bądź leczenia depresji u seniorów.

W przyszłości Kanadyjczycy chcieliby sprawdzić, czy za pomocą ćwiczeń można wywołać podobne zmiany biochemiczne u osób z kliniczną depresją.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszędzie piszą, że ćwiczenia poprawiają nastrój. Tylko dlaczego w takim razie ludzie tak ich unikają i traktują jak zło konieczne? U mnie jest dokładnie na odwrót. Ćwiczenia i wysiłek zawsze wprawiają mnie w przygnębienie i zawsze źle się po nich czuję. Czasem wręcz mam chandrę. A w głębokiej depresji, to człowiek w ogóle nie jest zdolny do ćwiczeń

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bo są grubi i szybko się męczą. Poza tym często ludzie zapominają lub ignorują potrzebę rozgrzewki, w związku z czym doznają kontuzji i się zniechęcają.

Przygnębienie może być efektem oczekiwania zbyt dużych rezultatów ćwiczeń jak na początek lub jakichś zaburzeń metabolicznych, biochemicznych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie, to nie chodzi o żadne oczekiwania. Do grubości też mi daleko :P Po prostu po każdym intensywniejszym ruchu obniża mi się automatycznie nastrój i czuję się paskudnie, dziwnie nieprzyjemnie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elektrolitów może nie uzupełniasz, trzeba izotoników po większym wysiłku.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, bea napisał:

po każdym intensywniejszym ruchu

O jakim rodzaju ćwiczeń mówimy? Kardio czy siłowe?

Jeśli jeszcze nie zniechęciłaś się całkowicie do idei ćwiczeń w ogóle, to polecam poczytać i być może zastosować to: "Body By Science"
Author:  Doug McGuff, M.D., and John Little. Co prawda wielu badaczy uważa (wbrew autorom), że proponowany tu trening ok 20 minut raz w tygodniu jest daleki od optymalnego, jednak może - biorąc pod uwagę twoje dotychczasowe doświadczenia i nastawienie - to coś dla ciebie?

Tak czy siak - książka bardzo ciekawa.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 8.02.2019 o 22:14, Jarkus napisał:

O jakim rodzaju ćwiczeń mówimy? Kardio czy siłowe?

W sumie nie jestem pewna jakie to są kardio. Nie interesowałam się aż tak ćwiczeniami. Po prostu chciałam trochę poćwiczyć dla poprawienia kondycji. Chodzi o takie rzeczy jak bieganie, przysiady, brzuszki

W dniu 8.02.2019 o 22:07, dajmon napisał:

to może uwarunkowanie psychologiczne.

A w jaki sposób miałabym to sprawdzić? Nie wydaje mi się aby tak było

W dniu 8.02.2019 o 20:20, wilk napisał:

Elektrolitów może nie uzupełniasz, trzeba izotoników po większym wysiłku.

Nigdy nie piłam żadnych izotoników

 

W każdym razie uważam, że gdyby ten ruch wyraźnie podnosił nastrój, to ludzie by bardziej do niego dążyli. Najwyraźniej jest to tak subtelne, że nawet nie zauważają żadnej zmiany. Zresztą samo ćwiczenie jest nieprzyjemne, więc pewnie po prostu się nie opłaca męczyć dla tak słabego efektu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To Twoja bardzo subiektywna perspektywa. Ruch wyraźnie podnosi nastrój i ludzie dążą do niego, a ćwiczenie jest przyjemne i opłaca się ćwiczyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, bea napisał:

Nie no, pewnie że są osoby, które lubią ruch i ćwiczenia, ale sądząc po "epidemii" otyłości i innych chorób wynikających z braku ruchu, to jednak całkiem spora liczba ludzi za tym ruchem nie przepada

Oczywiście! Oszczędność energii rządzi! W miarę chętnie gram w kosza, ale bieganie, wiosłowanie czy jakaś tam kalistenika przyprawia mnie ciężką niechęć. Zmuszam się do biegania bo mi obiecano "euforię biegacza" Jeszcze się nie udało, zamiast euforii mam kolano biegacza ;P O kant rozbić takie pomysły... BTW, jak się przeciążę na treningu to zasypiam. Kamiennym snem - jak płaz przy minus dziesięciu.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Protestuję przeciwko terminowi "kolano biegacza". Powinno się mówić o "kolanie piwosza" lub "kolanie kanapowca". Problem potocznie zwany kolanem biegacza powodują dwa czynniki, niekoniecznie łącznie: 1) zbyt szybkie zwiększanie objętości treningowej; 2) zła technika biegu.

1) Stawy, kości i ścięgna mogą ulec uszkodzeniom gdy mięśnie i ścięgna są za słabe do wykonywania danej aktywności. Niektórzy po 20 latach spędzania czasu wolnego przed telewizorem chcieliby nagle przebiec 5k, no bo co to takiego i tak biegną 5k, a kości ścierają stawy i same siebie, bo mięśnie i ścięgna nie są w stanie ich poprawnie utrzymywać, nie są do tego przyzwyczajone. Zawsze trzeba stosować metodę małych kroków, to nie bieganie jest źródłem problemu tylko "too much too soon".

2) Widać to szczególnie u osób które przez lata stroniły od aktywności i biorą się za bieganie. Co ciekawe, nie widać tego u małych dzieci. Małe dzieci mają dobrą technikę biegu, nieaktywni przez lata dorośli tragiczną. Środek ciężkości podczas lądowania powinien znajdować się przed punktem kontaktu z podłożem, nie za nim. Gdy znajduje się za nim, mięśnie nie są w stanie zamortyzować upadku i spora część energii zamiast rozchodzić się po mięśniach, rozchodzi się po stawach i kościach. Znowu, problemem nie jest bieganie, tylko to, że ludzie próbują biegać w taki sposób jakby tak naprawdę chodzili, a nie biegali.

Wracając do tematu, mi humor zdecydowanie się poprawia gdy wrócę do domu po biegu lub przynajmniej godzinnej jeździe rowerowej. Jestem uśmiechnięty i lepiej nastawiony do świata i widzę, że nie tylko ja tak mam. Nie jeden z muchami w nosie po aktywności aerobowej ma ochotę żartować i się śmiać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 2/9/2019 at 9:57 AM, bea said:

Gdyby ćwiczenie dawało jakąś natychmiastową, atrakcyjną nagrodę, to wtedy na pewno ludzie ćwiczyliby znacznie chętniej. Niestety, na efekty trzeba dłuuugo czekać

A dlaczego by nie miało dawać? To zależy tylko od pomysłowości.
Można wleźć na rower i zrobić 12 nudnych rund dookoła osiedla, a można też pojechać gdzieś do lasu, nad rzekę czy w inne fajne miejsce i jest natychmiastowa nagroda.

Itd., itp., etc.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, pskosinski napisał:

2) Widać to szczególnie u osób które przez lata stroniły od aktywności i biorą się za bieganie. Co ciekawe, nie widać tego u małych dzieci. Małe dzieci mają dobrą technikę biegu, nieaktywni przez lata dorośli tragiczną. Środek ciężkości podczas lądowania powinien znajdować się przed punktem kontaktu z podłożem, nie za nim. Gdy znajduje się za nim, mięśnie nie są w stanie zamortyzować upadku i spora część energii zamiast rozchodzić się po mięśniach, rozchodzi się po stawach i kościach. Znowu, problemem nie jest bieganie, tylko to, że ludzie próbują biegać w taki sposób jakby tak naprawdę chodzili, a nie biegali.

Nie chciałbym nabawić się kontuzji, ale może rozumiem coś źle, dlatego muszę dopytać. Podczas lądowania noga jest najbardziej z przodu, potem już tylko przemieszcza się względem środka ciężkości w tył. Z równań sił wychodzi mi, że środek ciężkości nie może być ciągle przed punktem kontaktu z podłożem. Jest to możliwe jedynie w przypadku przyśpieszania(wtedy wektor sił reakcji jest odchylony od pionu), albo przy silnym wietrze w twarz, wtedy siła oporu powietrza utrzymuje układ w równowadze. W przeciwnym razie poleciałbym "buzią na pysk". O co chodzi z tym środkiem ciężkości?

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Up

Rozkminka dylematu usera KW.:)

10 godzin temu, Flaku napisał:

Z równań sił wychodzi mi, że środek ciężkości nie może być ciągle przed punktem kontaktu z podłożem.Jest to możliwe jedynie w przypadku przyśpieszania

I tak biegnie sprinter na pierwszych metrach po starcie z bloków.

10 godzin temu, Flaku napisał:

O co chodzi z tym środkiem ciężkości?

Przy stałej prędkości noga lądująca pod środkiem ciężkości. Pskosiski coś pokręcił.

W dniu ‎09‎.‎02‎.‎2019 o 09:57, bea napisał:

 Dla zdrowia, kondycji i ładnej sylwetki jak najbardziej się opłaca. Dla delikatnego podniesienia nastroju, to już wątpię :P

Oczywiście, że lekkie potreningowe podniesienie nastroju jest słabym motywatorem (to wartość dodana), ale u seniorów (patrz art.)  powoduje istotne skutki lecznicze.

 

W dniu ‎08‎.‎02‎.‎2019 o 14:15, bea napisał:

Ćwiczenia i wysiłek zawsze wprawiają mnie w przygnębienie i zawsze źle się po nich czuję.

Może za rzadko i za dużo tego wysiłku? Kombinuj z ilością, aż zaczniesz normalnie:D na niego reagować.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, 3grosze napisał:

Oczywiście, że lekkie potreningowe podniesienie nastroju

To radość z powodu końca katorgi! Przynajmniej u niektórych wliczając w to mnie. Od jednostajnych ćwiczeń typu bieganie, pływanie, dźwiganie, o wiele bardziej atrakcyjne dla mnie są gry! Seria starć, małych sukcesów i porażek jakoś inaczej stymuluje - adrenalina?  

edit: Tak mi przyszło do głowy: może to coś z ośrodkiem nagrody? W koszykówce mamy średnio 30 nagród na mecz, w piłce ręcznej 20,  piłce nożnej 4 i piłka nożna jest najmniej lubianą przeze mnie dyscypliną - Przypadek? Nie sądzę :)

Edited by Jajcenty
  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jajcenty, może w takim razie po prostu nie biegaj, tylko graj w koszykówkę itp.? Nie ma przymusu, żeby wszyscy uprawiali tę samą dyscyplinę sportową. :)

P.S. I chwała Bogu zresztą, bo inaczej np. ja byłbym biedny - u mnie ośrodka nagrody 'nie rajcują" ani punkty za bieganie, ani punkty za mecze. Ale za to wejść na jakiś górski szczyt albo chociaż jak nie ma warunków, to przejść kilka kilometrów piechotą to jest coś, co sprawia bardzo dużą przyjemność. ;)

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, darekp napisał:

może w takim razie po prostu nie biegaj, tylko graj w koszykówkę itp.? Nie ma przymusu, żeby wszyscy uprawiali tę samą dyscyplinę sportową.

Niestety, bieganie to jedyna forma akceptowana przez moją kobietę. Jeszcze joga, pieszczotliwie zwana "pedziowanie na dywanie", ale to już zdecydowanie wolę godzinę wiosłowania, choć to najgłupsze zajęcie na świecie.

Wycieczki górskie jak najbardziej. Niestety jak ostatnio zaproponowałem jesienne wejście na Turbacz to się dowiedziałem, że trzeba kupić jakieś super kapcie,  oraz że trzeba założyć obóz aklimatyzacyjny w połowie. Nigdy nie byłem na Turbaczu, więc się trochę przestraszyłem ;P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak postępować ze swoją kobietą, nie czuje się kompetentny radzić (właśnie dzisiaj dowiedziałem się od pewnej pani psycholog, że muszę sam się nauczyć pewnych rzeczy dot. postępowania z moją;)).

Na Turbaczu też nigdy nie byłem, ale nie wyobrażam sobie co tam musiało by być, żeby wymagać takich przygotowań przy wejściu na szczyt, który ma  raptem wysokość 1300  (plus paręnaście) metrów n.p.m. Chyba ktoś mocno przesadził:)

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 hours ago, Jajcenty said:

Od jednostajnych ćwiczeń typu bieganie, pływanie, dźwiganie, o wiele bardziej atrakcyjne dla mnie są gry! Seria starć, małych sukcesów i porażek jakoś inaczej stymuluje - adrenalina?  

Zawsze twierdzę, że najlepsze są mordobicia :D Przede wszystkim style uderzane, ale nie tylko. 
Jeśli ktoś nie lubi  rzeczywistej walki, może wybrać np. karate shotokan czy klasyczne aikido itp., gdzie walka jest pozorowana.

Mordobicia to trening najbardziej kompletny - siła, szybkość, wytrzymałość, rozciągnięcie, elastyczność, koordynacja ruchów, koncentracja, refleks itd. Poza tym, nawet w przypadku walk pozorowanych jest rywalizacja, czyli adrenalina. No i ciągła nauka nowych elementów - uderzeń, chwytów, kombinacji. Nawet treningi czysto rekreacyjne to fajna zabawa. No i jest to dostępne praktycznie dla wszystkich, praktycznie bez ograniczeń co do wieku, aktualnej kondycji, jakichś ograniczeń fizycznych itp. - zawszemożna dobrać odpowiedni styl, intensywność treningu, grupę i inne takie.

I jest coś jeszcze - nawet kiedy przestaje się już stale trenować, coś z tego zostaje. Wytwarzają się inne schematy ruchów, bardziej efektywne, zostaje większa elastyczność, szybsze i bardziej sensowne reakcje, a przy treningach stylów bojowych, najlepiej z pełnym kontaktem, przydatne umiejętności ;) No i bardzo ważna i przydatna sprawa - praktycznie we wszystkich mordobiciach trenuje się pady, umiejętność bezpiecznego upadania w różnych sytuacjach. Umiejętności kontrolowania upadku praktycznie później nigdy się nie zapomina. Podobnie jest z unikami i innymi takimi sprawami. Dużo zresztą tego.


 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ludzie, którzy chodzą spać wcześniej i wcześniej wstają są narażeni na mniejsze ryzyko poważnej depresji, wynika z dużych studiów genetycznych, których wyniki opublikowano na łamach JAMA Psychiatry. Ich autorzy – naukowcy z University of Colorado Boulder oraz Broad Institute of MIT and Harvard – przeanalizowali dane dotyczące ponad 840 000 ludzi. Dostarczyły one jednego z najsilniejszych dowodów na to, że nasz chronotyp – to, czy jesteśmy rannym ptaszkiem czy nocnym Markiem – wpływa na ryzyko depresji.
      Od pewnego czasu wiemy, że istnieje związek pomiędzy snem a zachowaniem. Lekarze kliniczni często jednak pytali nas: o ile wcześniej ludzi powinni chodzić spać, by odnieść z tego korzyści?, mówi profesor Celine Vetter. Okazało się, że już chodzenie spać o godzinę wcześniej jest powiązane ze znacznym zmniejszeniem ryzyka depresji.
      Już w 2018 roku Vetter opublikowała wyniki swoich długoterminowych badań nad 32 000 pielęgniarek i wykazała, że u tych, które wstawały wcześniej, ryzyko rozwoju depresji w ciągu 4 lat było o 27% niższe. Pozostawało jednak pytanie, na ile wcześniej należy wstawać.
      Wiadomo, że na nasz chronotyp wpływa ponad 340 wariantów różnych genów, w tym gen PER2. Wiemy też, że genetyka odpowiada za 12–42 procent naszych preferencji dotyczących snu. Na potrzeby obecnych badań naukowcy zidentyfikowali te warianty genów u ponad 840 000 osób. Wśród nich było 85 000 osób, które przez 7 dni nosiło urządzenia do monitorowania snu, a kolejnym 250 000 dano do wypełnienia kwestionariusze dotyczące snu.
      Około 33% badanych samoidentyfikowało się jako ranne ptaszki, 9% jako nocne Marki, reszta była pośrodku. Wyliczono, że średnio dla badanych połowa snu przypadała na godzinę 3 raną co, przy założeniu, że spali po 8 godzin oznaczało, że badani kładli się spać o godzinie 23, a wstawali o godzinie 7. Ten środek snu jest ważnym punktem odniesienia dla badań.
      Uzbrojeni w takie informacje naukowcy przyjrzeli się genom badanych oraz historii ich chorób. Wszystkie zebrane dane zostały następnie poddane analizie statystycznej, by odpowiedzieć na pytanie, czy te warianty genetyczne, które powodują, że jesteśmy rannymi ptaszkami są powiązane z niższym ryzykiem wystąpienia depresji. Odpowiedź: tak.
      Badania wykazały, że osoby, które wcześniej kładą się spać i wcześniej wstają narażają się na 23% niższe ryzyko poważnej depresji na każdą wcześniejszą godzinę, na którą przypada połowa snu.
      Naukowcy zauważają, że konieczne są dalsze badania, by poznać biologiczny mechanizm stojący za tym zjawiskiem oraz jaki ma ono wpływ na zdrowie.
      Niektórzy specjaliści sugerują, że być może przyczyną jest fakt, że osoby, które wstają wcześniej, mają dłuższy kontakt ze światłem naturalnym, które uruchamia całą kaskadę hormonów wpływających na nastrój. Inni zastanawiają się, czy posiadanie inne zegara biologicznego, czyli innego trybu funkcjonowania niż większość otaczających nas ludzi, samo w sobie nie wpływa negatywnie na nasz stan psychiczny. "Żyjemy w społeczeństwie, które jest zaprojektowane dla ludzi wstających wcześnie. Ci, którzy wstają późno często czują się niedopasowani do zegara całego społeczeństwa, stwierdza główny autor badań, Iyas Daghlas.
      Dla osób, które chciałyby przesunąć swój sen na wcześniejsze godziny, profesor Vetter ma radę. Róbcie tak, by wasze dni były jasne, a noce ciemne. Poranną kawę wypijcie na ganku lub balkonie. Jeśli tylko możecie, do pracy idźcie pieszo lub pojedźcie rowerem, a wieczorami zmniejszcie jasność ekranów urządzeń, z których korzystacie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Największe badania genetyczne dotyczące zaburzeń nastroju i zaburzeń psychotycznych wykazały istnienie znaczących różnic pomiędzy płciami. Różnice te dotyczą tego, w jaki sposób geny związane z rozwojem układu nerwowego, odpornościowego oraz funkcjonowania naczyń krwionośnych wpływają na kobiety i mężczyzn cierpiących na schizofrenię, zaburzenia afektywne dwubiegunowe oraz zaburzenia depresyjne.
      W badania zaangażowano podczas 100 naukowców i grup naukowych, a w ich ramach porównano genomy 33 403 osób ze schizofrenią, 19 924 osób z zaburzeniami dwubiegunowymi oraz 32 408 z zaburzeniami depresyjnymi. Grupę kontrolną stanowiło 109 946 zdrowych osób.
      Wiemy, że kobiety są narażone na większe ryzyko zachorowania na zaburzenia depresyjne, a mężczyźni na schizofrenię. Ryzyko zaburzeń afektywnych dwubiegunowych jest takie samo u kobiet i mężczyzn, ale istnieją międzypłciowe różnice odnośnie pojawienia się, przebiegu i rokowań. Autorzy najnowszych badań chcieli dowiedzieć się, z czego biorą się takiego różnice w zachorowaniach.
      Żyjemy w epoce tworzenia i analizy wielkich ilości danych. Postanowiliśmy więc poszukać genów powiązanych z tymi chorobami, by w ten sposób zidentyfikować w genotypie cele dla terapii farmaceutycznych. To pozwoli nam lepiej opracować terapie tych chorób, które w różny sposób dotykają obu płci, mówi główna autorka badań, profesor Harvard Medical School Jill M. Goldstein, założycielka Innovation Center of Sex Diferences in Medicine (ICON).
      Różnice pomiędzy płciami odnośnie chorób chronicznych czy nowotworów są powszechne. Jednak w medycyna ciągle opiera się głównie na modelach zdrowia mężczyzn i samców zwierząt laboratoryjnych. Musimy opracować bardziej precyzyjne modele, biorące pod uwagę różnice międzypłciowe, wyjaśnia profesor Goldstein.
      Naukowcy wykazali, że na ryzyko wystąpienia schizofrenii, zaburzeń afektywnych dwubiegunowych i zaburzeń depresyjnych wpływają interakcje genów specyficznych dla obu płci i jest to wpływ inny od wpływu hormonów płciowych. To pokazuje, jak ważne jest prowadzenie szeroko zakrojonych badań genetycznych, na podstawie których można uzyskiwać dane statystyczne dotyczące wpływu genów na rozwój choroby w zależności od płci pacjenta, stwierdzają autorzy badań.
      Uczeni zauważyli, że istnieje związek pomiędzy schizofrenią, depresją i płcią w aktywności genów kontrolujących czynnik wzrostu śródbłonka naczyniowego (VEGF), który bierze udział w tworzeniu naczyń krwionośnych zarodka i angiogenezie.
      Zarówno depresja jak i schizofrenia w bardzo dużym stopniu współistnieją z chorobami układu krążenia. Sądzimy, że istnieją wspólne przyczyny występowania chorób psychicznych i układu krążenia, które nie są zależne od podawanych leków. Współwystępowanie depresji i chorób układu krążenia jest dwukrotnie częściej obserwowane u kobiet niż u mężczyzn. To zaś może, przynajmniej częściowo, potwierdzać nasze spostrzeżenie, że istnieją genetyczne różnice międzypłciowe dotyczące depresji i genów kontrolujących VEGF, dodaje Goldstein.
      Badacze zauważyli, że istnieje znacząca zależna od płci genetyczna różnorodność w obrębie wielu genów, w tym w genie INKAIN2, który bierze udział w transporcie jonów sodu i potasu oraz odgrywa ważną rolę w procesie pobudzania neuronów.
      Zastosowany inhibitor transkrypcji SLIM wywołał istotną różnicę w reaktywności neuronów. Z jednej strony była ona zależna od płci, z drugiej zaś, od choroby, którą analizowano. Stwierdzono, że w modelu schizofrenii istnieje istotny wpływ SLIM na gen MOCOS. Jest on aktywny w ścianach naczyń krwionośnych i odgrywa ważną rolę w regulowaniu ciśnienia krwi. W modelu symulującym przebieg depresji zauważono zaś znaczy wpływ płci na działanie receptora VEGF, kluczowego regulatora ciśnienia krwi.
      Ze szczegółami badań można zapoznać się na łamach Biological Psychiatry.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zbudowanie i utrzymanie masy mięśniowej jest niezwykle ważne dla ogólnego stanu zdrowia i jakości życia, mówi doktorant Tanner Stokes z McMaster University. W ramach badań prowadzonych przez grupę Stokesa udało się zidentyfikować geny odpowiedzialne za wzrost mięśni szkieletowych. Jeśli moglibyśmy manipulować tymi genami za pomocą odpowiedniego stylu życia i leków, bylibyśmy w stanie pomóc osobom starszym i innym, którzy cierpią z powodu utraty masy mięśniowej, wyjaśnia Stokes.
      Naukowcy z Kanady, USA i Wielkiej Brytanii przeprowadzili nowatorski eksperyment, podczas którego ochotnicy budowali masę mięśniową jednej z nóg, a druga noga była unieruchomiona. Badania wykazały, że po dwóch tygodniach unieruchomiona noga straciła tyle masy mięśniowej, ile noga ćwicząca zyskała w ciągu ponad dwóch miesięcy. Uczeni przyjrzeli się aktywności genów w obu nogach i dzięki temu wyizolowali te, które są odpowiedzialne za indukowany ćwiczeniami wzrost mięśni.
      Podczas ćwiczeń mięśnie poddawane są obciążeniu, co prowadzi do hipertrofii włókien, w wyniku czego mięśnie się rozrastają. Z kolei mięśnie nieużywane podlegają atrofii i słabnięciu. Jednak to, jak mięśnie reagują zarówno na ćwiczenia jak i na ich nieużywanie, jest sprawą indywidualną, przez co trudno jest określić molekularne podstawy wzrostu i słabnięcia mięśni.
      Naukowcy chcieliby zaś poznać te podstawy, gdyż dzięki temu można by zapobiegać słabnięciu mięśni u osób starszych. Wiele zmiennych wpływa na reakcję mięśni na obciążenie – wiek, płeć, dieta, zmienność genetyczna. Czynniki te mają duży wpływ, zarówno na wrażliwość mięśni na insulinę jak i na związane z wiekiem osłabienie mięśni szkieletowych.
      Eksperymenty były prowadzone przez 10 tygodni na grupie młodych mężczyzn. Przygotowano dla nich ćwiczenia, które miały budować masę mięśniową w jednej z nóg. Przez 8 tygodni druga noga służyła jako kontrolna. Przez kolejne dwa tygodnie drugą nogę całkowicie unieruchomiono, by nie dźwigała ona żadnych ciężarów. Wykorzystanie obu nóg u tej samej osoby do zbadania reakcji mięśni na obciążenie i na jego brak pozwoliło nam na przeprowadzenie bezpośredniego porównania, mówi Stokes.
      Badania wykazały, że w ciągu 10 tygodni noga ćwicząca zyskała u badanych od 1 do 15% masy mięśniowej (średnio 8%). Z kolei utrata masy mięśniowej w nodze unieruchomionej wynosiła od 1 do 18% (średnio 9%). Przypomnijmy, że noga była unieruchomiona przez 2 tygodnie. To zaś oznacza, że utrata masy mięśniowej w wyniku unieruchomienia jest 5-krotnie szybsza niż jej budowanie poprzez ćwiczenia.
      Naukowcy odkryli 141 najważniejszych genów skorelowanych ze zwiększaniem masy mięśniowej. Badania laboratoryjne wykazały, że niektóre z tych genów są regulatorami syntezy białek. Uczeni pracują teraz nad zidentyfikowaniem potencjalnych terapii, które wpływałyby na wrażliwość mięśni na insulinę oraz na to, co dzieje się z mięśniami wraz z wiekiem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Okazuje się, że na utratę wagi w wyniku zmiany stylu życia na zdrowszy oraz na rozkład tłuszczu w organizmie wpływa wrażliwość mózgu na insulinę. Długoterminowe badania prowadzone  Niemieckie Centrum Badań nad Cukrzycą, Centrum Helmholza w Monachium oraz Szpital Uniwersytecki w Tybindze wykazały, że jeśli nasz mózg jest wrażliwy na obecność insuliny, możemy bardziej stracić na wadze, pozbyć się niezdrowego tłuszczu brzusznego i łatwiej utrzymać niską wagę przez lata. Jeśli jednak nasz mózg słabo reaguje na insulinę, to początkowo stracimy mniej kilogramów, z czasem ponownie przybierzemy na wadze, a na brzuchu zgromadzimy więcej tkanki tłuszczowej.
      Osoby o mózgach bardziej wrażliwych na insulinę zyskiwały na stosowaniu diety i ćwiczeń. Znacznie traciły na wadze i pozbywały się tkanki tłuszczowej z brzucha. Nawet gdy przestawały ćwiczyć i stosować dietę, to w czasie kolejnych dziewięciu lat gdy je obserwowaliśmy, przybierały niewiele tłuszczu, mówi doktor Martin Heni ze Szpitala Uniwersyteckiego w Tybindze, który stał na czele grupy badawczej.
      Z kolei u osób o mózgu mało wrażliwym lub niewrażliwym na insulinę zanotowano niewielką utratę wagi w ciągu 9 miesięcy od zmiany stylu życia na zdrowszy.
      Uczestnicy badań na 24 miesiące zmienili styl życia na taki, który sprzyjał zmniejszeniu wagi. Po 9 miesiącach przeciętna osoba, której mózg był wrażliwy na insulinę, straciła na wadze około 4,5 kilogramów, a osoba o niewrażliwym mózgu – około 0,5 kg. W kolejnych miesiącach osoby z mózgami wrażliwymi nadal traciły na wadze i po 24 miesiącach średnia utrata wagi wynosiła u nich niemal 6 kg. Przez kolejnych 76 miesięcy osoby te nie stosowały już nowego stylu życia, a mimo to przybrały na wadze jedynie około 0,5 kg.
      Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w przypadku osób o mózgach mało wrażliwych lub niewrażliwych na insulinę. Na wadze traciły jedynie przez 9 miesięcy. Następnie do 24. miesiąca stosowania zdrowszego trybu życia ich waga rosła i po 24 miesiącach była o około 1 kg wyższa niż przed rozpoczęciem badań. Utrzymywała się na wyższym poziomie przez kolejnych 76 miesięcy.
      Podobnie rzecz się miała z tłuszczem brzusznym. Osoby o bardziej wrażliwych mózgach traciły go więcej w wyniku ćwiczeń i diety bogatej w włókna roślinne, a po przerwaniu zdrowego trybu życia wolniej ponownie go zyskiwały. Tkanka tłuszczowa na brzuchu jest bardzo niekorzystna, gdyż jej obecność jest silnie powiązana z cukrzycą, ryzykiem chorób układu krążenia i nowotworów.
      Jak zauważyli autorzy w podsumowaniu swoich badań spostrzeżenia te wykraczają poza zakres chorób metabolicznych i wskazują na konieczność opracowania strategii radzenia sobie z opornością ludzkiego mózgu na insulinę.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Połączenie wyciągu z zielonej herbaty z ćwiczeniami znacząco zmniejszyło u myszy karmionych wysokotłuszczową paszą nasilenie niealkoholowej stłuszczeniowej choroby wątroby (ang. nonalcoholic fatty liver disease, NAFLD). Wg naukowców z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii, uzyskane wyniki mogą wskazywać na potencjalną strategię zdrowotną dla ludzi.
      Zgromadzone dane są istotne, gdyż jak wyjaśnia prof. Joshua Lambert, NAFLD jest poważnym globalnym problemem zdrowotnym, który w dodatku będzie narastał. Ze względu na wysoką chorobowość odnośnie do czynników ryzyka NAFLD, otyłości i cukrzycy tupu 2., szacuje się, że do 2030 r. na niealkoholową stłuszczeniową chorobę wątroby cierpieć będzie ponad 100 mln osób.
      W ramach studium myszy przez 16 tygodni dostawały wysokołuszczową karmę (60% energii pochodziło z tłuszczu). Części z nich podawano ekstrakt z zielonej herbaty, część zwierząt regularnie ćwiczyła w kołowrotku, a część dostawała ekstrakt i ćwiczyła. Grupa kontrolna po prostu spożywała wysokotłuszczową paszę.
      Okazało się, że w porównaniu do grupy kontrolnej, gryzonie dostające wyciąg i ćwiczące cechowała o wiele mniejsza (do 75-80%) akumulacja lipidów w wątrobie. W grupach, które tylko ćwiczyły lub spożywały ekstrakt, występował efekt pośredni.
      Autorzy publikacji z pisma Journal of Nutritional Biochemistry nie tylko analizowali tkankę wątroby, ale i mierzyli zawartość tłuszczu oraz białka (azotu) w odchodach. Stwierdzono, że w kale myszy, które spożywały wyciąg z zielonej herbaty i ćwiczyły w kołowrotku, występowały wyższe poziomy lipidów i białka.
      Badając wątroby myszy po zakończeniu badania i prowadząc skryning ich odchodów w czasie eksperymentu, widzieliśmy, że gryzonie, które spożywały ekstrakt z zielonej herbaty i się ruszały, inaczej przetwarzały składniki odżywcze [...].
      Uważamy, że polifenole z zielonej herbaty wchodzą w interakcje z enzymami trawiennymi uwalnianymi w jelicie cienkim i częściowo hamują rozkład węglowodanów, tłuszczów i białek. Jeśli więc myszy nie trawią tłuszczu z pokarmów, tłuszcz i związane z nim kalorie przechodzą przez przewód pokarmowy i część trafia do odchodów.
      Jak tłumaczy Lambert, pewne znaczenie może mieć fakt, że u myszy spożywających ekstrakt z zielonej herbaty i ćwiczących zachodzi większa ekspresja wątrobowych genów związanych z tworzeniem nowych mitochondriów (biogenezą). Profesor wyjaśnia, że to pokazuje, w jaki sposób polifenole zielonej herbaty i ćwiczenia mogą razem działać, by ograniczać akumulację lipidów w wątrobie.
      Amerykanie dodają, że konieczne są dalsze badania, które pokażą, czy wyciąg i ćwiczenia działają synergicznie, czy mamy raczej do czynienia z sumą poszczególnych oddziaływań.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...