Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Jarkus

Users
  • Content Count

    159
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    12

Jarkus last won the day on September 3

Jarkus had the most liked content!

Community Reputation

30 Good

About Jarkus

  • Rank
    Gwarek

Informacje szczegółowe

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

1610 profile views
  1. No raczej nie. Wszyscy wiedzą, że obcy cichaczem rządzący ludźmi to Reptilianie. Wilki co najwyżej opanowują forum KW.
  2. A propos zdjęć - jacyś twoi ziomale, @wilk ? Kamera uchwyciła wilki z okolic Wałbrzycha
  3. Zatem logiczne jest, że trzeba szukać wspólnego czynnika który pojawia się podczas spożywania napojów słodzonych zarówno cukrem, jak i różnymi słodzikami.
  4. W punkt. Zagalopowałem się i słusznie oberwałem Tak rozszerzyłem temat, że aż dziw, że tylko z jednej strony. A wracając do meritum: mówimy tu o mechanizmach metabolizmu cukru (czy ogólnie węglowodanów). A kiedy spożycie słodzika również uruchamia te mechanizmy, to - pomimo, że cukru brak - dalej mowa o mechanizmach metabolizmu cukru. A te są o wiele bardziej fundamentalne, niż kwestia tolerancji laktozy. Fundamentalne nie tylko dla człowieka, ale dla życia w ogóle. Pochodzenie insuliny może sięgać nawet ponad miliarda lat w przeszłość. Analogi insuliny znane są zresztą nie tylko w królestwie zwierząt. To teraz konia z rzędem temu, kto pokaże różnice w tak fundamentalnej kwestii pomiędzy różnymi grupami etnicznymi naszego młodego gatunku. Gdyby ktoś wpadł choćby jak sensownie ugryźć taki temat, to byłaby z tego gruba komentowana na całym świecie praca naukowa.
  5. Jest kilka artykułów na KW w tym temacie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę. W innych internetach jeszcze więcej tego. A dodatkowo - pomyśl, co się dzieje w ludzkim organizmie, gdy mózg dostanie sygnał "żremy cukier!". A tego cukru jednak ni w ząb. W tym temacie też w internetach znajdziesz + książki, takie papierowe. Pomijając słuszną uwagę @Antylogika dodatkowo zapytam: A to niby dlaczego? Czy inna kultura i charakterystyczne azjatyckie rysy oznaczają inny metabolizm? Próbujesz uprawiać tu jakiś kryptorasizm?
  6. Taka postawa jest bardzo niebezpieczna. Niezależnie od tematu który miałby być (nie)dyskutowany. To popieram czterema łapami. Tylko trzeba być przygotowanym na ataki tych, którym twoje wypowiedzi się nie podobają. I być gotowym wysłuchać tych, które sam uważasz za niekomfortowe, niemoralne, odrażające, głupie itd. I może okazać się nawet, ze takie właśnie są. Jednak jeśli nie dasz im wybrzmieć ani nie dasz sobie szansy, żeby zrozumieć, co ktoś chce przekazać (a to niełatwe) tylko będziesz chciał zakrzyczeć, to zamiast dyskusji dostaniesz tylko święte wojny na ideologie.
  7. Ja przez kilka lat czytałem, ale bałem się odezwać. Poziom dyskusji jest tak wysoki, że przez te lata pisałem sobie teksty. Teraz mam gotowce i robię kopiuj-wklej. Jak się skończą, to znowu przestanę się odzywać.
  8. Miałem z tobą już nie dyskutować więcej na ten temat, ale słaby jestem. I w dodatku wziąłeś mnie z zaskoczenia. Bo tak, jak to przedstawiłeś, to... ma sens. Chciałbym żyć w takim kraju Nie rozumiemy się. Stanowisko że wystarczy większość, by dowolnie kształtować prawo, nawet kosztem innych to tyrania większości. Nie przyczepiaj do tego innych kwestii. Wkładasz w moje usta słowa, których nie powiedziałem (nie napisałem). Wiele rzeczy ludziom przeszkadza. Żeby decydować za innych co im wolno a co nie, nie wystarczy, że ich styl życia ci przeszkadza (w sensie "nie odpowiada"). Aha. No racja. To nie ma co sobie nimi głowy zawracać. Niech się w ogóle cieszą, że nikt ich w tym kraju nie ciągnie przed sąd za ich skłonności.
  9. Dostrzegam tu albo brak zrozumienia czytanego tekstu, albo słabą próbę manipulacji. Najpierw dowaliłeś twierdzeniu powyżej, a potem jak cię @3grosze sponiewierał, krytykujesz ... inne twierdzenie niż to, które padło w artykule. "gęste" <> "gęstsze" Gęste to nie jakaś jedna konkretna wartość, tylko pewien zakres. Sposób żeby "gęste" (nie "gęstsze") stało się lżejsze - to spowodowanie, żeby było odrobinę mniej gęste Ale dalej w zakresie który możemy nazywać "gęste".
  10. "To nie ja kazałem strzelać do cywilów. Wykonywałem rozkazy." Jasne, nie ty tworzyłeś te zapisy, jednak najwyraźniej ci pasują. No ciekawe. Najpierw bronisz "tych zapisów" jakby prawo było czymś, co nie podlega dyskusji, a potem proponujesz tak je zmienić, żeby wszystkim zabrać. Byle "tamci" nie mieli lepiej. Jak w tym brodatym kawale o piekle i kotle z Polakami, którego diabły nie muszą pilnować, bo jak jakaś duszyczka chce uciec to ziomale sami z powrotem wciągną. I trzeba go przestrzegać, jeśli nie chcesz mieć kłopotów. Co nie znaczy, że trzeba się z nim zgadzać, nie można krytykować i nie wolno podejmować prób zmiany takiego prawa. A prawo które przy okazji penalizuje takie ataki na jego obecne zapisy - to już patologia prawa. Na szczęście w Polsce możemy rozmawiać swobodnie o zmianie prawa. pokazywać dlaczego ono jest złe - albo odwrotnie - bronić jego obecnej postaci - używając argumentów. W otwartej dyskusji. Dlatego argument "tak jest i tak ma być, bo takie jest prawo" (w takiej dyskusji o jego ewentualnej zmianie, nie o jego przestrzeganiu) jest żadnym argumentem. Dziękuję. Pozwoliłeś mi właśnie zakończyć mój eksperyment. Celowo wybrałem przykład z obcego kręgu kulturowego i z przeszłości (choć całkiem bliskiej). Spodziewałem się jednej z 3 reakcji: 1. Zanegujesz wartość przykładu ze względu na to, że pochodzi z obcego podwórka. Być może jeszcze z naciskiem na to, że jest to państwo wyznaniowe. 2. Zanegujesz wartość przykładu z uwagi, że to prawo już zostało zniesione. 3. Nie zareagujesz na to. Na podstawie twoich wcześniejszych wypowiedzi nawet szacowałem prawdopodobny wynik eksperymentu. Właśnie w tej kolejności jak wyżej - od najbardziej do najmniej prawdopodobnego. Nie zawiodłem się na tobie. Co do sztuczek erystycznych, to ja przy tobie jestem jak skromny padawan przy prawdziwym mistrzu. Chylę czoła. Najpierw rzucasz zgrabnym, chwytliwym, bardzo ogólnym lecz pustym hasełkiem "Prawo nie pozbawia prawa" (które można by z trudem jakoś uznać za prawdziwe przy bardzo specyficznym rozszerzeniu tej myśli, o czym pisałem). Żeby wykazać nieprawdziwość takiego twierdzenia, wystarczy podać tylko jeden przykład na coś przeciwnego gdziekolwiek i kiedykolwiek na świecie. Dostajesz taki przykład. Wyśmiewasz go nazywając groteską - bo przecież miałem zawęzić moją odpowiedź (na twoje ogólne twierdzenie) tylko do naszego kraju. Dlatego taka dyskusja nie ma sensu. Z mojej strony - z tobą w tym temacie - koniec. Wolę jako skromny padawan oglądać z boku pojedynek mistrzów. Może kiedyś zbliżę się choć trochę do twojego poziomu i znów będę mógł podnieść rękawicę. Jako istota ludzka nie masz moralnego prawa kreować tej przestrzeni wyłącznie kosztem innych. Możesz domagać się, żeby inni ponosili takie koszty tylko, kiedy wszystkie strony tego "kształtowania" ponoszą porównywalne - wtedy nie jest to dyskryminacja. Nazywamy to "kompromisem". I twój dyskomfort psychiczny z powodu tego, że ktoś wyznaje inny światopogląd czy z urodzenia jest odmienny nie jest w tym przypadku wystarczający. Bo ta druga strona już doświadcza porównywalnego dyskomfortu, bo wokół ma wystarczająco takich którzy nienawidzą, gardzą czy choćby nawet ich żałują za poglądy czy wrodzone cechy. Zatem ten koszt już jest zrównoważony (jeśli nie przeważony nawet). Jeszcze raz: jeżeli większości to nie szkodzi, tylko zwyczajnie się nie podoba (czyli dyskomfort psychiczny - o czym było powyżej), to nie może tłamsić mniejszości. Spróbuję z łagodną analogią: Mieszkasz sobie na osiedlu ze swoim kotem. Nagle okazuje się, że jeden z sąsiadów adoptował psa. Zgroza! Ty nie cierpisz psów - śmierdzą, są obrzydliwie służalcze, zeżrą byle co z trawnika itd. itp. Tylko - co z tego? Masz pełne prawo domagać się żeby właściciel sprzątał po swoim psie, żeby pies nie hałasował (zresztą to dotyczy tak samo ludzkich sąsiadów), żeby na osiedlu pies chodził na smyczy lub z kagańcem, ewentualnie swobodnie ale na wydzielonym specjalnie wybiegu (jeśli jest). Bo to są rzeczy, które cię dotyczą. Natomiast zawiązanie koalicji z innymi kociarzami i przeciwnikami psów żeby w regulaminie osiedla przegłosować zakaz trzymania psów jest zwykłym świństwem. Tak - masz prawo do takiej "inicjatywy ustawodawczej". Dalej - masz prawo prowadzić kampanię przeciw sąsiadowi żeby "kształtować przestrzeń wokół siebie" bo ci się nie podoba, że obok mieszka pies. Ale dalej jest to świństwo. A jak już wywalicie sąsiada z psem, to może się zdarzyć, że podjudzeni sukcesem sąsiedzi którzy w ogóle nie cierpią zwierząt będą w większości i przegłosują zakaz trzymania kotów. Kojarzysz taki słynny cytat "A kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Bo nikogo już nie było." ? Jak nie, to poszukaj w internetach. Słusznie zauważył @ex nihilo: to o czym piszesz to nie demokracja, tylko jedno z jej największych zagrożeń - tyrania większości. Za Wikipedią: Od starożytności tyrania większości była traktowana jako jedno z głównych zagrożeń ustroju demokratycznego i jako przejaw jego wynaturzenia. Zagrożenie taką tyranią było traktowane jako argument przeciwko demokracji, a jednym z podstawowych zadań ustrojodawcy było zabezpieczenie przed takim niebezpieczeństwem. Projektując ustrój demokratyczny, należało zagwarantować mniejszości możliwość przeciwstawiania się woli większości (prawo do opozycji)[1]. Szczególnie silnie narażone na taką tyranię są demokracje opierające się na referendach (które uniemożliwiają pogłębioną dyskusję i niuansowanie decyzji politycznej)[2]. Nooo... tylko że właściwie co chciałeś powiedzieć? Bo widzę, że właściwie to wsparłeś mnie w tym punkcie. Ja podałem hipotetyczną sytuację, a ty wzmocniłeś moją pozycję podając konkretne przykłady. Dziękuję! Chyba, że to miał być jakiś społeczny dowód słuszności? Że niby inni tak robią to i my powinniśmy? Tak to ma działać? "Bo pan Józek wynosi w teczce z biura firmową kawę i cukier - to jak ja wezmę mleko i herbatę, to będzie OK." Zły przykład i to podwójnie. Po pierwsze - skąd mniemanie, że tak ich natura stworzyła? W przeciwieństwie do homoseksualizmu - to jest zaburzenie (a nie cecha wrodzona), które się leczy, prawda? Po drugie - ekshibicjonizm z definicji bezpośrednio dotyka postronnych ludzi. Może dotknąć ciebie. Gdyby ekshibicjoniści spotykali się w swoim gronie i wzajemnie "zaskakiwali"* to nic mi do tego jeśli im z tym dobrze. Niestety w tym zaburzeniu musi być niczego niespodziewająca się i najlepiej zaszokowana ofiara. *To nawet ciekawe, czy jeden ekshibicjonista może zaskoczyć i zaszokować drugiego swoim "aktem" Nie rozumiem dlaczego "skandal". Państwo jest (niby) świeckie, ale obywatele z czynnym prawem wyborczym deklarują w około 90% (jak jest aktualnie?) katolicyzm Przepraszam, nie wyraziłem się wystarczająco precyzyjnie. Już się poprawiam: powoływanie się na wiarę przy proponowaniu zapisów prawnych w świeckim kraju. Jest oczywiste, że głosujący obywatel podejmuje swoje wyborcze decyzje zgodnie ze swoim światopoglądem - również religią jeśli jakąś wyznaje. W tym światopoglądzie u jednych religia jest bardzo ważna, u innych mniej lub mało. Jeden wyznawca tej samej religii będzie się różnił od drugiego poglądami z uwagi na różne interpretacje świętych pism i przykazań. Jeden duchowny naucza podczas kazań i innych publicznych wypowiedzi tak, drugi inaczej. Spróbuj to dopuścić z pełną aprobatą* do debaty publicznej czy w parlamencie. Wojny religijne masz gwarantowane. Ale to jeszcze nie skandal - tylko uciążliwość i chaos. Skandalem byłoby złamanie Konstytucji. Jawne, oficjalne i aprobujące przyznanie, że jesteśmy państwem wyznaniowym** Przypominam zapisy z Konstytucji (Art. 25): 2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym. 3. Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego. Jeżeli ustawodawca ustanowi prawo powołując się na zasady wiary: - łamie zasadę bezstronności. Bo właśnie wziął stronę wyznawców konkretnej wiary (też pytanie czy wszystkich, bo przecież - interpretacje). - łamie zasadę autonomii oraz wzajemnej niezależności. Bo oficjalnie ogłasza, że uzależnia dany akt prawny od zasad wiary któregoś z kościołów***. A zauważ, że niezależność w Konstytucji jest wzajemna. Czyli nie tylko kościoły mają być niezależne od państwa, ale i na odwrót. Mam nadzieję, że wystarczająco jasno doprecyzowałem. * Tak, wiem, że i tak powoływanie się na zasady wiary przebija się do takich dyskusji. Jednak dopóki nie ma na to pełnego przyzwolenia, to jakoś jeszcze da się żyć. ** Tak, wiem, że niektórzy powiedzą, że Polska da facto jest państwem wyznaniowym. Ale ten wątek i tak już za bardzo się rozwinął i nie chcę ciągnąć tego tematu. *** Tak, wiem - w Polsce to chodzi tak naprawdę o jeden kościół.
  11. Napisałem, że to zwyczajnie po ludzku uczciwe. Nie ma obowiązku być uczciwym* choć to społecznie pożądane. No tu się zagalopowałeś. Czym innym jest nie zgadzać się z czyimiś poglądami czy stanowiskiem a czym innym nie zgadzać się - w dodatku skutecznie - na to, co komuś innemu wolno robić a co nie. W sytuacji kiedy to działanie w niczym nie szkodzi, tylko najwyżej nie zgadza się z twoim światopoglądem. To tak, jakbyś chciał sobie kupić domek dajmy na to w eleganckim osiedlu gdzieś w obcym kraju, ale inni mieszkańcy skutecznie nie zgodzili by się, bo z "polaczkiem" nie życzą sobie mieszkać. A już powoływanie się na wiarę to skandal. Na szczęście nie żyjemy w państwie wyznaniowym. *Uczciwym w sensie ogólnym, bo prawo "reguluje uczciwość" w kontraktach, gospodarce, pełnieniu funkcji publicznych itd.
  12. Tylko, że... żadna z tych rzeczy które wymieniłeś nie tego przykładem. Przypominam co napisałem zdanie wcześniej o referendum: głosujący niech głosują w kwestiach dotyczących wszystkich głosujących. A nie tylko jakiejś mniejszości. Zakaz handlu w niedzielę - proszę bardzo, może się komuś podobać albo nie, jednak dotyczy wszystkich mieszkańców kraju łącznie z tymi, którzy to przegłosowali. Nie zakazali jakiejś konkretnej grupie ludzi. Ale jeśli uderzyło to w ciebie, bo jesteś właścicielem sporego sklepu, to też nie jesteś dyskryminowany, bo nikt nie zabroni ci otworzyć cukierni. A twoi konkurenci są traktowani tak samo. Od ilu lat można głosować, albo granica wieku dla sprzedaży używek - każdy z głosujących kiedyś był za młody, ich najbliżsi też byli, są albo będą - dotyczy wszystkich. Refundacja leków - dotyczy wszystkich. Każdy może zachorować i dostać receptę na takie leki. Przywileje czy ograniczenia zawodowe - każdy może wybrać zawód, jaki zechce. Nikt ci "z urodzenia" czy z mocy prawa nie nakaże ani nie zakaże jakiegoś. Za to małżeństwa KK czy MM - dlaczego tłum miałby decydować? To, czy 2 kolesi czy 2 babki się hajtną ani nie przyniesie tłumowi szkody, ani nie przysporzy mu korzyści. To zwyczajnie po ludzku uczciwe, żeby ci ludzie mieli taką możliwość. Szczególnie, że nie wybrali sobie takich skłonności jako swojej fanaberii, tylko tak się urodzili. Absolutnie się z tobą zgadzam.
  13. Zobaczcie, podajecie dwa przeciwstawne argumenty używając "jednego prawa". Jak widać, raz, że można wybrać sobie cokolwiek na poparcie swojego argumentu, a dwa, u nas chyba nie jest tak najgorzej. Wiem, że wątek stał się już przydługi i trudno wszystko ogarnąć. Przypominam jednak, że mój przykład dotyczył tylko odpowiedzi na slogan jednego z forumowiczów, że "Prawo nie pozbawia prawa." I tak, masz rację - można wybrać sobie cokolwiek na poparcie swojego argumentu (czy raczej tezy). O ile to "cokolwiek" daną tezę wspiera W tym przypadku wybierz sobie jakiekolwiek istniejące obecnie lub w przeszłości i w dowolnym miejscu na Ziemi prawo (jako zapis prawny), które grupie ludzi odbierało lub odmawiało jakiegoś prawa (w sensie jakiejś wolności, swobody która dla innych była/jest legalna). Nie, nic takiego nie wynika z tego założenia, bo może być jeszcze trzecia albo setna opcja. Chyba, że tak rozszerzysz definicję "zapisany w genach", że oznaczać to będzie "nie ma podłoża biologicznego" - bo przepis na całe życie na Ziemi jest zapisany w genach. To badanie z komentowanego artykułu mówi tylko, że nie jest zapisany w konkretnych genach. Jednak ma podłoże biologiczne w rozwoju zarodkowym i płodowym - o czym była już mowa wcześniej. Nie jest uwarunkowany społecznie. Byłoby wiadomo jakie poglądy mają ci, co głosowali. W referendum można decydować o tym, co dotyczy wspólnie wszystkich głosujących. Wolałbyś, żeby wszyscy decydowali o losie nielicznych? Żeby (jak pisałem) dwa wilki i owca głosowały nad dzisiejszym menu?
×
×
  • Create New...