Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Jarkus

Users
  • Content Count

    159
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    12

Everything posted by Jarkus

  1. No raczej nie. Wszyscy wiedzą, że obcy cichaczem rządzący ludźmi to Reptilianie. Wilki co najwyżej opanowują forum KW.
  2. A propos zdjęć - jacyś twoi ziomale, @wilk ? Kamera uchwyciła wilki z okolic Wałbrzycha
  3. Zatem logiczne jest, że trzeba szukać wspólnego czynnika który pojawia się podczas spożywania napojów słodzonych zarówno cukrem, jak i różnymi słodzikami.
  4. W punkt. Zagalopowałem się i słusznie oberwałem Tak rozszerzyłem temat, że aż dziw, że tylko z jednej strony. A wracając do meritum: mówimy tu o mechanizmach metabolizmu cukru (czy ogólnie węglowodanów). A kiedy spożycie słodzika również uruchamia te mechanizmy, to - pomimo, że cukru brak - dalej mowa o mechanizmach metabolizmu cukru. A te są o wiele bardziej fundamentalne, niż kwestia tolerancji laktozy. Fundamentalne nie tylko dla człowieka, ale dla życia w ogóle. Pochodzenie insuliny może sięgać nawet ponad miliarda lat w przeszłość. Analogi insuliny znane są zresztą nie tylko w królestwie zwierząt. To teraz konia z rzędem temu, kto pokaże różnice w tak fundamentalnej kwestii pomiędzy różnymi grupami etnicznymi naszego młodego gatunku. Gdyby ktoś wpadł choćby jak sensownie ugryźć taki temat, to byłaby z tego gruba komentowana na całym świecie praca naukowa.
  5. Jest kilka artykułów na KW w tym temacie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę. W innych internetach jeszcze więcej tego. A dodatkowo - pomyśl, co się dzieje w ludzkim organizmie, gdy mózg dostanie sygnał "żremy cukier!". A tego cukru jednak ni w ząb. W tym temacie też w internetach znajdziesz + książki, takie papierowe. Pomijając słuszną uwagę @Antylogika dodatkowo zapytam: A to niby dlaczego? Czy inna kultura i charakterystyczne azjatyckie rysy oznaczają inny metabolizm? Próbujesz uprawiać tu jakiś kryptorasizm?
  6. Taka postawa jest bardzo niebezpieczna. Niezależnie od tematu który miałby być (nie)dyskutowany. To popieram czterema łapami. Tylko trzeba być przygotowanym na ataki tych, którym twoje wypowiedzi się nie podobają. I być gotowym wysłuchać tych, które sam uważasz za niekomfortowe, niemoralne, odrażające, głupie itd. I może okazać się nawet, ze takie właśnie są. Jednak jeśli nie dasz im wybrzmieć ani nie dasz sobie szansy, żeby zrozumieć, co ktoś chce przekazać (a to niełatwe) tylko będziesz chciał zakrzyczeć, to zamiast dyskusji dostaniesz tylko święte wojny na ideologie.
  7. Ja przez kilka lat czytałem, ale bałem się odezwać. Poziom dyskusji jest tak wysoki, że przez te lata pisałem sobie teksty. Teraz mam gotowce i robię kopiuj-wklej. Jak się skończą, to znowu przestanę się odzywać.
  8. Miałem z tobą już nie dyskutować więcej na ten temat, ale słaby jestem. I w dodatku wziąłeś mnie z zaskoczenia. Bo tak, jak to przedstawiłeś, to... ma sens. Chciałbym żyć w takim kraju Nie rozumiemy się. Stanowisko że wystarczy większość, by dowolnie kształtować prawo, nawet kosztem innych to tyrania większości. Nie przyczepiaj do tego innych kwestii. Wkładasz w moje usta słowa, których nie powiedziałem (nie napisałem). Wiele rzeczy ludziom przeszkadza. Żeby decydować za innych co im wolno a co nie, nie wystarczy, że ich styl życia ci przeszkadza (w sensie "nie odpowiada"). Aha. No racja. To nie ma co sobie nimi głowy zawracać. Niech się w ogóle cieszą, że nikt ich w tym kraju nie ciągnie przed sąd za ich skłonności.
  9. Dostrzegam tu albo brak zrozumienia czytanego tekstu, albo słabą próbę manipulacji. Najpierw dowaliłeś twierdzeniu powyżej, a potem jak cię @3grosze sponiewierał, krytykujesz ... inne twierdzenie niż to, które padło w artykule. "gęste" <> "gęstsze" Gęste to nie jakaś jedna konkretna wartość, tylko pewien zakres. Sposób żeby "gęste" (nie "gęstsze") stało się lżejsze - to spowodowanie, żeby było odrobinę mniej gęste Ale dalej w zakresie który możemy nazywać "gęste".
  10. "To nie ja kazałem strzelać do cywilów. Wykonywałem rozkazy." Jasne, nie ty tworzyłeś te zapisy, jednak najwyraźniej ci pasują. No ciekawe. Najpierw bronisz "tych zapisów" jakby prawo było czymś, co nie podlega dyskusji, a potem proponujesz tak je zmienić, żeby wszystkim zabrać. Byle "tamci" nie mieli lepiej. Jak w tym brodatym kawale o piekle i kotle z Polakami, którego diabły nie muszą pilnować, bo jak jakaś duszyczka chce uciec to ziomale sami z powrotem wciągną. I trzeba go przestrzegać, jeśli nie chcesz mieć kłopotów. Co nie znaczy, że trzeba się z nim zgadzać, nie można krytykować i nie wolno podejmować prób zmiany takiego prawa. A prawo które przy okazji penalizuje takie ataki na jego obecne zapisy - to już patologia prawa. Na szczęście w Polsce możemy rozmawiać swobodnie o zmianie prawa. pokazywać dlaczego ono jest złe - albo odwrotnie - bronić jego obecnej postaci - używając argumentów. W otwartej dyskusji. Dlatego argument "tak jest i tak ma być, bo takie jest prawo" (w takiej dyskusji o jego ewentualnej zmianie, nie o jego przestrzeganiu) jest żadnym argumentem. Dziękuję. Pozwoliłeś mi właśnie zakończyć mój eksperyment. Celowo wybrałem przykład z obcego kręgu kulturowego i z przeszłości (choć całkiem bliskiej). Spodziewałem się jednej z 3 reakcji: 1. Zanegujesz wartość przykładu ze względu na to, że pochodzi z obcego podwórka. Być może jeszcze z naciskiem na to, że jest to państwo wyznaniowe. 2. Zanegujesz wartość przykładu z uwagi, że to prawo już zostało zniesione. 3. Nie zareagujesz na to. Na podstawie twoich wcześniejszych wypowiedzi nawet szacowałem prawdopodobny wynik eksperymentu. Właśnie w tej kolejności jak wyżej - od najbardziej do najmniej prawdopodobnego. Nie zawiodłem się na tobie. Co do sztuczek erystycznych, to ja przy tobie jestem jak skromny padawan przy prawdziwym mistrzu. Chylę czoła. Najpierw rzucasz zgrabnym, chwytliwym, bardzo ogólnym lecz pustym hasełkiem "Prawo nie pozbawia prawa" (które można by z trudem jakoś uznać za prawdziwe przy bardzo specyficznym rozszerzeniu tej myśli, o czym pisałem). Żeby wykazać nieprawdziwość takiego twierdzenia, wystarczy podać tylko jeden przykład na coś przeciwnego gdziekolwiek i kiedykolwiek na świecie. Dostajesz taki przykład. Wyśmiewasz go nazywając groteską - bo przecież miałem zawęzić moją odpowiedź (na twoje ogólne twierdzenie) tylko do naszego kraju. Dlatego taka dyskusja nie ma sensu. Z mojej strony - z tobą w tym temacie - koniec. Wolę jako skromny padawan oglądać z boku pojedynek mistrzów. Może kiedyś zbliżę się choć trochę do twojego poziomu i znów będę mógł podnieść rękawicę. Jako istota ludzka nie masz moralnego prawa kreować tej przestrzeni wyłącznie kosztem innych. Możesz domagać się, żeby inni ponosili takie koszty tylko, kiedy wszystkie strony tego "kształtowania" ponoszą porównywalne - wtedy nie jest to dyskryminacja. Nazywamy to "kompromisem". I twój dyskomfort psychiczny z powodu tego, że ktoś wyznaje inny światopogląd czy z urodzenia jest odmienny nie jest w tym przypadku wystarczający. Bo ta druga strona już doświadcza porównywalnego dyskomfortu, bo wokół ma wystarczająco takich którzy nienawidzą, gardzą czy choćby nawet ich żałują za poglądy czy wrodzone cechy. Zatem ten koszt już jest zrównoważony (jeśli nie przeważony nawet). Jeszcze raz: jeżeli większości to nie szkodzi, tylko zwyczajnie się nie podoba (czyli dyskomfort psychiczny - o czym było powyżej), to nie może tłamsić mniejszości. Spróbuję z łagodną analogią: Mieszkasz sobie na osiedlu ze swoim kotem. Nagle okazuje się, że jeden z sąsiadów adoptował psa. Zgroza! Ty nie cierpisz psów - śmierdzą, są obrzydliwie służalcze, zeżrą byle co z trawnika itd. itp. Tylko - co z tego? Masz pełne prawo domagać się żeby właściciel sprzątał po swoim psie, żeby pies nie hałasował (zresztą to dotyczy tak samo ludzkich sąsiadów), żeby na osiedlu pies chodził na smyczy lub z kagańcem, ewentualnie swobodnie ale na wydzielonym specjalnie wybiegu (jeśli jest). Bo to są rzeczy, które cię dotyczą. Natomiast zawiązanie koalicji z innymi kociarzami i przeciwnikami psów żeby w regulaminie osiedla przegłosować zakaz trzymania psów jest zwykłym świństwem. Tak - masz prawo do takiej "inicjatywy ustawodawczej". Dalej - masz prawo prowadzić kampanię przeciw sąsiadowi żeby "kształtować przestrzeń wokół siebie" bo ci się nie podoba, że obok mieszka pies. Ale dalej jest to świństwo. A jak już wywalicie sąsiada z psem, to może się zdarzyć, że podjudzeni sukcesem sąsiedzi którzy w ogóle nie cierpią zwierząt będą w większości i przegłosują zakaz trzymania kotów. Kojarzysz taki słynny cytat "A kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Bo nikogo już nie było." ? Jak nie, to poszukaj w internetach. Słusznie zauważył @ex nihilo: to o czym piszesz to nie demokracja, tylko jedno z jej największych zagrożeń - tyrania większości. Za Wikipedią: Od starożytności tyrania większości była traktowana jako jedno z głównych zagrożeń ustroju demokratycznego i jako przejaw jego wynaturzenia. Zagrożenie taką tyranią było traktowane jako argument przeciwko demokracji, a jednym z podstawowych zadań ustrojodawcy było zabezpieczenie przed takim niebezpieczeństwem. Projektując ustrój demokratyczny, należało zagwarantować mniejszości możliwość przeciwstawiania się woli większości (prawo do opozycji)[1]. Szczególnie silnie narażone na taką tyranię są demokracje opierające się na referendach (które uniemożliwiają pogłębioną dyskusję i niuansowanie decyzji politycznej)[2]. Nooo... tylko że właściwie co chciałeś powiedzieć? Bo widzę, że właściwie to wsparłeś mnie w tym punkcie. Ja podałem hipotetyczną sytuację, a ty wzmocniłeś moją pozycję podając konkretne przykłady. Dziękuję! Chyba, że to miał być jakiś społeczny dowód słuszności? Że niby inni tak robią to i my powinniśmy? Tak to ma działać? "Bo pan Józek wynosi w teczce z biura firmową kawę i cukier - to jak ja wezmę mleko i herbatę, to będzie OK." Zły przykład i to podwójnie. Po pierwsze - skąd mniemanie, że tak ich natura stworzyła? W przeciwieństwie do homoseksualizmu - to jest zaburzenie (a nie cecha wrodzona), które się leczy, prawda? Po drugie - ekshibicjonizm z definicji bezpośrednio dotyka postronnych ludzi. Może dotknąć ciebie. Gdyby ekshibicjoniści spotykali się w swoim gronie i wzajemnie "zaskakiwali"* to nic mi do tego jeśli im z tym dobrze. Niestety w tym zaburzeniu musi być niczego niespodziewająca się i najlepiej zaszokowana ofiara. *To nawet ciekawe, czy jeden ekshibicjonista może zaskoczyć i zaszokować drugiego swoim "aktem" Nie rozumiem dlaczego "skandal". Państwo jest (niby) świeckie, ale obywatele z czynnym prawem wyborczym deklarują w około 90% (jak jest aktualnie?) katolicyzm Przepraszam, nie wyraziłem się wystarczająco precyzyjnie. Już się poprawiam: powoływanie się na wiarę przy proponowaniu zapisów prawnych w świeckim kraju. Jest oczywiste, że głosujący obywatel podejmuje swoje wyborcze decyzje zgodnie ze swoim światopoglądem - również religią jeśli jakąś wyznaje. W tym światopoglądzie u jednych religia jest bardzo ważna, u innych mniej lub mało. Jeden wyznawca tej samej religii będzie się różnił od drugiego poglądami z uwagi na różne interpretacje świętych pism i przykazań. Jeden duchowny naucza podczas kazań i innych publicznych wypowiedzi tak, drugi inaczej. Spróbuj to dopuścić z pełną aprobatą* do debaty publicznej czy w parlamencie. Wojny religijne masz gwarantowane. Ale to jeszcze nie skandal - tylko uciążliwość i chaos. Skandalem byłoby złamanie Konstytucji. Jawne, oficjalne i aprobujące przyznanie, że jesteśmy państwem wyznaniowym** Przypominam zapisy z Konstytucji (Art. 25): 2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym. 3. Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego. Jeżeli ustawodawca ustanowi prawo powołując się na zasady wiary: - łamie zasadę bezstronności. Bo właśnie wziął stronę wyznawców konkretnej wiary (też pytanie czy wszystkich, bo przecież - interpretacje). - łamie zasadę autonomii oraz wzajemnej niezależności. Bo oficjalnie ogłasza, że uzależnia dany akt prawny od zasad wiary któregoś z kościołów***. A zauważ, że niezależność w Konstytucji jest wzajemna. Czyli nie tylko kościoły mają być niezależne od państwa, ale i na odwrót. Mam nadzieję, że wystarczająco jasno doprecyzowałem. * Tak, wiem, że i tak powoływanie się na zasady wiary przebija się do takich dyskusji. Jednak dopóki nie ma na to pełnego przyzwolenia, to jakoś jeszcze da się żyć. ** Tak, wiem, że niektórzy powiedzą, że Polska da facto jest państwem wyznaniowym. Ale ten wątek i tak już za bardzo się rozwinął i nie chcę ciągnąć tego tematu. *** Tak, wiem - w Polsce to chodzi tak naprawdę o jeden kościół.
  11. Napisałem, że to zwyczajnie po ludzku uczciwe. Nie ma obowiązku być uczciwym* choć to społecznie pożądane. No tu się zagalopowałeś. Czym innym jest nie zgadzać się z czyimiś poglądami czy stanowiskiem a czym innym nie zgadzać się - w dodatku skutecznie - na to, co komuś innemu wolno robić a co nie. W sytuacji kiedy to działanie w niczym nie szkodzi, tylko najwyżej nie zgadza się z twoim światopoglądem. To tak, jakbyś chciał sobie kupić domek dajmy na to w eleganckim osiedlu gdzieś w obcym kraju, ale inni mieszkańcy skutecznie nie zgodzili by się, bo z "polaczkiem" nie życzą sobie mieszkać. A już powoływanie się na wiarę to skandal. Na szczęście nie żyjemy w państwie wyznaniowym. *Uczciwym w sensie ogólnym, bo prawo "reguluje uczciwość" w kontraktach, gospodarce, pełnieniu funkcji publicznych itd.
  12. Tylko, że... żadna z tych rzeczy które wymieniłeś nie tego przykładem. Przypominam co napisałem zdanie wcześniej o referendum: głosujący niech głosują w kwestiach dotyczących wszystkich głosujących. A nie tylko jakiejś mniejszości. Zakaz handlu w niedzielę - proszę bardzo, może się komuś podobać albo nie, jednak dotyczy wszystkich mieszkańców kraju łącznie z tymi, którzy to przegłosowali. Nie zakazali jakiejś konkretnej grupie ludzi. Ale jeśli uderzyło to w ciebie, bo jesteś właścicielem sporego sklepu, to też nie jesteś dyskryminowany, bo nikt nie zabroni ci otworzyć cukierni. A twoi konkurenci są traktowani tak samo. Od ilu lat można głosować, albo granica wieku dla sprzedaży używek - każdy z głosujących kiedyś był za młody, ich najbliżsi też byli, są albo będą - dotyczy wszystkich. Refundacja leków - dotyczy wszystkich. Każdy może zachorować i dostać receptę na takie leki. Przywileje czy ograniczenia zawodowe - każdy może wybrać zawód, jaki zechce. Nikt ci "z urodzenia" czy z mocy prawa nie nakaże ani nie zakaże jakiegoś. Za to małżeństwa KK czy MM - dlaczego tłum miałby decydować? To, czy 2 kolesi czy 2 babki się hajtną ani nie przyniesie tłumowi szkody, ani nie przysporzy mu korzyści. To zwyczajnie po ludzku uczciwe, żeby ci ludzie mieli taką możliwość. Szczególnie, że nie wybrali sobie takich skłonności jako swojej fanaberii, tylko tak się urodzili. Absolutnie się z tobą zgadzam.
  13. Zobaczcie, podajecie dwa przeciwstawne argumenty używając "jednego prawa". Jak widać, raz, że można wybrać sobie cokolwiek na poparcie swojego argumentu, a dwa, u nas chyba nie jest tak najgorzej. Wiem, że wątek stał się już przydługi i trudno wszystko ogarnąć. Przypominam jednak, że mój przykład dotyczył tylko odpowiedzi na slogan jednego z forumowiczów, że "Prawo nie pozbawia prawa." I tak, masz rację - można wybrać sobie cokolwiek na poparcie swojego argumentu (czy raczej tezy). O ile to "cokolwiek" daną tezę wspiera W tym przypadku wybierz sobie jakiekolwiek istniejące obecnie lub w przeszłości i w dowolnym miejscu na Ziemi prawo (jako zapis prawny), które grupie ludzi odbierało lub odmawiało jakiegoś prawa (w sensie jakiejś wolności, swobody która dla innych była/jest legalna). Nie, nic takiego nie wynika z tego założenia, bo może być jeszcze trzecia albo setna opcja. Chyba, że tak rozszerzysz definicję "zapisany w genach", że oznaczać to będzie "nie ma podłoża biologicznego" - bo przepis na całe życie na Ziemi jest zapisany w genach. To badanie z komentowanego artykułu mówi tylko, że nie jest zapisany w konkretnych genach. Jednak ma podłoże biologiczne w rozwoju zarodkowym i płodowym - o czym była już mowa wcześniej. Nie jest uwarunkowany społecznie. Byłoby wiadomo jakie poglądy mają ci, co głosowali. W referendum można decydować o tym, co dotyczy wspólnie wszystkich głosujących. Wolałbyś, żeby wszyscy decydowali o losie nielicznych? Żeby (jak pisałem) dwa wilki i owca głosowały nad dzisiejszym menu?
  14. Nawet gdyby wszystko z tego, to co? Masz jakąś schadenfreude że jedni mają z automatu, a inni muszą się nabiegać po notariuszach i wydać kasę, a potem zamiast jednego papierka trzymać w zanadrzu segregator na wszelki wypadek? A jednak manipulacja. Czyli jednak można i komu na tym zależy tak robi. No - tak robią. Bo nie mogą inaczej, prościej. W dodatku jak komuś zależy, to nie tylko będzie "tak robić", ale w dodatku będzie domagać się takich samych praw jakie mają ci, co nie muszą "tak robić". Bo są w tej "bardziej normalnej" większości. Horror, prawda? Przecież jak już załatwili notariuszy, to o co im chodzi? Morda w kubeł i niech siedzą cicho. A rozważ sobie taką hipotetyczną sytuację: dowiadujesz się, że twoją ukochaną osobę właśnie przywieziono w ciężkim stanie po wypadku do szpitala. Scenariusz 1: jedziesz tam, informujesz personel, że jesteś mężem, widzisz się ze swoją "drugą połówką", być może personel dopytuje cię o jakieś sprawy a przy okazji udziela też tobie więcej informacji o stanie pacjenta. Scenariusz 2: chcesz jak najszybciej jechać do szpitala, ale zastanawiasz się, czy w ogóle cię dopuszczą - bo przecież jesteś "obcą osobą". A może stracić ponad godzinę i jechać najpierw do domu po segregator? OK, masz już odpowiednie akty notarialne przy sobie, a w szpitalu personel mówi "Człowieku, nie udzielimy ci żadnych informacji! Co mi tu krzyczysz i jakimś świstkiem przed oczyma machasz? My mamy swoje procedury i musimy się ich trzymać. A teraz nie utrudniaj pracy, bo wezwę ochronę." Rozumiesz już choć trochę bardziej, o co tu chodzi? No i? "-Jasiu, dlaczego w piaskownicy zbiłeś Marysię łopatką? -Bo mamo ona opowiadała takie głupoty. A jej koleżanka Basia to też kiedyś rzuciła we mnie piaskiem! -Aaaa, to dobrze Jasiu. To jak tak, to lej tą Marysię ile wlezie jak ją tylko spotkasz." Naprawdę? Mam ci na tacy podać jakiś przykład? Jesteś inteligentnym człowiekiem - musisz już widzieć, że twoje hasełko "Prawo nie pozbawia prawa" tylko ładnie brzmi, ale nic nie znaczy. Ba! Podejrzewam, że pisząc to doskonale wiedziałeś, że to bzdura, tylko chciałeś popastwić się nad @nantanielem. Może jeszcze przy okazji popisać się znajomością trudnych słów A, co tam. Zrobię sobie mały eksperyment. Podam jeden przykład (bo tyle wystarczy): prawo Arabii Saudyjskiej które jeszcze niedawno pozbawiało (albo precyzyjniej - odmawiało) kobietom prawa do prowadzenia samochodu.
  15. No i znowu sprytny trik - gładkie hasełko. Ładnie brzmi i można by to nawet uznać za prawdziwe przy mocnym rozszerzeniu. Np.: "prawo nie pozbawia wszystkich podmiotów prawa w ogóle" - czy jakoś tak. Mamy jednak wiele przykładów - w historii i współcześnie, gdzie zmiany prawa (jako takiego) pozbawiały konkretne grupy ludzi pewnych konkretnych praw, które wcześniej im przysługiwały. Albo gdzie prawo (rozumiane jako porządek prawny w danym kraju) nie dawało czy nie daje dostępu pewnym grupom ludzi do szczególnych praw czy swobód dostępnych innym ludziom.
  16. Fajny trik na debatę na żywo. Łatwo możesz zdobyć punkt kosztem adwersarza jeśli ta osoba nie jest doskonale merytorycznie przygotowana. Ty za to nie musisz być. Ignorancja wręcz jest twoim atutem. A jeszcze jak zadając pytanie od razu sugerujesz odpowiedź, a w tej używasz słów z o odpowiednio negatywnym zabarwieniu emocjonalnym - no mistrzostwo! Finta w fincie w fincie. Powinieneś być politykiem. A może jesteś? Jednak jak na forum takie jak KW - gdzie masz raczej ogarniętych ludzi - to słaba zagrywka. Proszę zatem, za Wikipedią: automatyczna wspólnota majątkowa między partnerami, prawo do odwiedzin w szpitalu chorego partnera lub partnerki oraz informacji o jego lub jej stanie zdrowia, prawo do otrzymania dokumentacji o stanie zdrowia partnera lub partnerki, prawo o decydowaniu w kwestii dalszego leczenia partnera lub partnerki w przypadku ciężkiej choroby, prawo do odbioru korespondencji partnera lub partnerki, prawo do odbioru wynagrodzenia za pracę partnera lub partnerki, prawo do wspólnego opodatkowania partnerów lub partnerek, prawo do ubiegania się wspólnie o przyznanie kredytu, obowiązek alimentacyjny, prawo do renty bądź emerytury po zmarłym partnerze lub partnerce, prawo do odmowy składania zeznań przeciwko partnerowi lub partnerce, prawo do dziedziczenia ustawowego po zmarłym partnerze lub partnerce, prawo do organizowania pochówku partnera lub partnerki, prawo do reprezentacji partnera lub partnerki, np. przy wypożyczaniu książek i rezerwacji biletów, prawo do wspólnego najmu: w razie śmierci jednego z partnerów lub jednej z partnerek, żyjący partner lub partnerka mogą przejąć najem, prawo do bycia traktowanymi jako osoby spokrewnione więzami emocjonalnymi. Niektóre z tych praw, które przysługują stabilnym związkom osób różnej płci teoretycznie mogłyby być rozwiązane dzięki umowom prawnym i notarialnym, lecz w praktyce te umowy są skomplikowane, drogie, czasochłonne i nie bywają zwykle honorowane, a ich moc prawna jest bardzo ograniczona Tylko, że "manifestujący" to nie jakaś homogeniczna grupa jak ich postrzegasz. Najpierw, to nie każdy popierający pewne idee (jakie by nie były) pójdzie na manifestację. Potem już na samej manifestacji mamy ludzi (zapewne większość) którzy po prostu popierają jej idee i uważają, że warto na taki marsz pójść, żeby pokazać, że jest ich wielu. Mamy też takich, którzy rzeczywiście chcą, żeby było głośno - jest ich mniej, ale bardziej ich widać. W końcu mamy ekstremistów. Takich, którzy starają się szokować, celowo obrażają innych, rzucają kamieniami czy dopuszczają się pobić. Może chcą za wszelką cenę wypromować się w pewnych środowiskach? Albo mają nasrane w głowach i wydaje im się, że tak się przysłużą swojej idei. Tych ostatnich media pokazują najchętniej. Tylko - jak słusznie zauważył @tempik - reakcja powinna być adekwatna. Brunatni o wiele chętniej posuwają się do fizycznych ataków na ludzi niż kolorowi. W dodatku atakują właśnie przypadkowych manifestujących stosując "odpowiedzialność zbiorową" (za co? za odmienne poglądy? za obrazę?). Ale nie każdy ma obowiązek to tolerować. Mylicie chyba demokrację z samowolą. Demokracja to wola ludu, wola większości, a nie że każdemu wszystko wolno. Wolno tyle na ile zgadza się większość i wcale nie ma obowiązku przychylać się/etc woli mniejszości. Owszem, można, trzeba, pasuje, tolerować, ale nie ma takiego obowiązku (i nie powinno być). Widzę tu pewne nieporozumienie. Prawo wyjścia na ulicę i robienia z siebie kretyna to raczej kwestia wolności słowa niż demokracji. Demokracja rozumiana jako wola większości to tak, jakby dwa wilki i owca głosowały co by tu zjeść na obiad. Demokracja według najprostszej definicji to jeden z typów ustroju państwa, zakładający udział obywateli. Im bardziej obywatelom ograniczasz wolność publicznego demonstrowania swoich poglądów (choćby we wk***iający sposób) - tym bardziej zaprzeczasz demokracji.
  17. To jakaś teoria? Jeśli tak, to chyba sprzed 50 lat. Czy może masz taką nadzieję? Bo np. z uzależnienia (pomimo, że niełatwo) można się wyleczyć. Jeśli rzeczywiście tego dowiedziono, to ma to nawet sens, bo zanieczyszczenie środowiska nie jest obojętne dla gospodarki hormonalnej organizmów. A: Otóż to. Jak na razie (w uproszczeniu) to najlepiej poparta dowodami, bardzo mocna teoria naukowa w tym temacie. Tzn. nie wiem w ilu etapach, ale tak - rozwój zarodkowy i płodowy jest tu kluczem. A w uproszczeniu - bo to niezwykle skomplikowane procesy i występują warianty. Np. przed narodzinami może zostać zaprogramowana zaledwie "skłonność do skłonności" a już po urodzeniu coś może spowodować, że "pyknie" w tą albo tamtą stronę. W internetach sporo na ten temat. Ja podaję jeden link: Badania o których w artykule pokazują, że nie ma konkretnych genów wpływających znacząco na homoseksualność, które osobniki przekazywałyby potomstwu. Co jest odpowiedzią dla tych, którzy z niedowierzaniem pytają "Ale jak to może być wrodzone, przecież ewolucja nie może faworyzować takich genów" Niestety - nie sprzeczny. Nauka - psychologia - dość dobrze tłumaczy wrogość wobec "innych". Taka nasza natura. Na szczęście niektórzy ludzie prócz ślepych instynktów potrafią jeszcze używać rozumu. Zdecydowanie JEST zła. Bez żadnych wątpliwości. Ale to temat na osobny wątek. Brawo! Tak trzymaj! Okazuje się, że niektóre kobiety mogą jednak mieć "lepsze" geny https://en.wikipedia.org/wiki/Tetrachromacy#Humans https://io9.gizmodo.com/some-women-may-perceive-millions-more-colors-than-the-r-5919311 Czekaj, jak to się nazywa? Gdy mam błędne dane i na ich podstawie wnioskuję, a ktoś przychodzi i pokazuje poprawne dane, "prostuje". Ale ja i tak zdania nie zmienię. Aha! Mam: fanatyzm! Zastanawiam się, jaki był ciąg myślowy: nienormalni -> chorzy -> zarażają -> wyleczyć a jak się nie da to izolować. A co potem, jak zechcą wyłazić z getta? Armatkami wodnymi i prądem ich? Albo serią z karabinu? Oczywiście dla dobra ogółu - przecież padnie tylko kilkoro, a reszta odpuści. A jak nie odpuści - to znamy przecież sposoby ze starych dobrych czasów, prawda? Jeśli jest uwarunkowana biologicznie i nie da się jej leczyć, to powinna. Czym innym jest jednak taka właśnie pedofilia - gdzie osobnik nie jest w stanie reagować seksualnie na inne - bardziej "klasyczne" - bodźce, a czym innym sytuacja, gdzie dorosły niepotrafiący się normalnie socjalizować wykorzystuje ufność dzieci i swój autorytet - jak to miało miejsce w przypadku mnóstwa afer w KK. Wielu tych duchownych mogłoby mieć satysfakcjonujące współżycie z dorosłymi. Jeśli uwarunkowana biologicznie - to normalna. W sensie - występująca naturalnie. I w takim przypadku nie powinniśmy się oburzać, że ktoś ma takie skłonności, bo to niezależne od tej osoby. Co nie znaczy, że mamy pozwalać na wykorzystywanie dzieci. Ani, że nie możemy penalizować takich zachowań. Bo za skłonności nie odpowiada, ale za czyny już tak. Nie możesz oburzać się na tygrysa, że poluje na ludzi. To jego natura. Ale to nie znaczy, że pozwolisz mu wejść do wioski i wybierać sobie ofiary. Przepędzisz go, albo zamkniesz w klatce. W ostateczności zabijesz. Człowiek to nie tygrys. Zdaje sobie sprawę, że jego skłonności mogą kogoś skrzywdzić, jeśli da im upust. Aforyzmy fajnie brzmią, ale... mogą się mylić Hasło dotyczące przekonań nie bardzo sprawdza się w metodzie naukowej. Tutaj mamy do czynienia nie tylko z coraz większą liczbą osób i organizacji naukowych popierających pewną teorię, ale też coraz większą liczbę badań na podstawie których ci ludzie wnioskują. 18 lat to sztuczna granica. Ale jakaś musiała zostać nakreślona i ta akurat nie jest przypadkowa. Do 18 r.ż. da się człowieka całkiem przyzwoicie wyedukować. Często jest to już osoba na tyle odpowiedzialna, że może zdecydować co chce dalej w życiu robić. Na pewno bardziej odpowiedzialna niż 15-16 lat. Zwłoki ciężko zgwałcić, bo raczej się nie sprzeciwiają
  18. Nie ma czegoś takiego, jak przesadny sceptycyzm, dopóki definiujesz to jako żądanie przedstawienia wiarygodnych dowodów, zanim uznasz coś za fakt. Tak, że - nie martw się Jajcenty, jeszcze nie potrzebujesz terapii i grupy wsparcia
  19. Jasne, niech wszyscy robią co chcą - byle u siebie. Spalają Amazonię? Ich sprawa, przecież to ich tlen - do nas i tak by nie dotarł, bo niby jak przez granicę się przedostanie bez wizy i paszportu? Sąsiad na wsi pali śmieciami albo spuszcza ścieki w grunt - przecież jego śmieci i jego grunt, prawda? Ja chciałbym mieć czyste powietrze do oddychania i zdrową marchewkę ze swojej ziemi, ale to sąsiad musiałby zapłacić za wywóz swoich śmieci i za budowę porządnego szamba - gdzie tu sprawiedliwość? Idźmy dalej - bo przecież są sytuacje, które na mnie nie wpływają tak jak zatruwanie mojego świata. Rosja pacyfikuje Czeczeńców - to ich wewnętrzna (Rosji) sprawa*. Jak sąsiad bija żonę i dzieciaki, to póki nie drą mi się po nocach nie dając spać, to co mnie to? Nie moja żona, nie moje dzieciaki. Przecież nie mogę oczekiwać, żeby on ograniczył swoją działalność, poniósł koszty swoich działań, a ja czy inni sąsiedzi nie - bo gdzie tu solidarność i sprawiedliwość? A z innej perspektywy: Brazylia nie jest izolowaną gospodarką. Są beneficjentem międzynarodowego obrotu. Ich partnerzy biznesowi (firmy, państwa, pojedynczy konsumenci) mają pełne prawo komunikować im, co im się podoba a co nie w procesie "tworzenia produktu" który potem jest im sprzedawany. Analogicznie, na mniejszą skalę: nie wiem jak to jest z Tobą, może jest ci obojętne co jesz. Jednak ja i wiele innych osób chętnie zapłaci więcej za żywność ekologiczną i "fair trade". Jeżeli firma, której produkty kupuję nagle zaczęłaby stosować od groma chemii, ulepszaczy, emulgatorów, konserwantów czy czego tam a w dodatku przeniosła swoje uprawy na tereny znane np. z niewolniczej pracy czy innych nieetycznych praktyk dla zwiększenia efektywności i obniżenia kosztów** to powiem takiej firmie, że więcej ich produktów nie chcę. Poszukam innych. I nie przekona mnie tłumaczenie, że przecież to biedny producent musi ponieść koszty tego całego "eko" i "fair" - bo ja już właśnie za to płacę. Zatem - tak samo jak konsument może nie chcieć kupić produktu "Made in Brasil", tak rząd może powiedzieć - nakładamy na was embargo, nie chcemy z wami robić interesów, bo nie podobają nam się wasze wewnętrzne praktyki. A na sam koniec jak już inni powiedzieli - nie jest tak, że Brazylia sama musi ponosić koszty walki o zachowanie Amazonii. * TLTR. Nie chcę się tu jakoś szczególnie akurat Rosji czepiać. To nie to, żeby to była jakaś szczególnie reprezentacyjna wojna. Po prostu przykład pierwszy z brzegu jaki przyszedł mi na myśl. Takie głosy się wtedy podnosiły, ale takie jest podejście wielu w przypadku mnóstwa podobnych konfliktów na świecie, gdzie państwo tłamsi militarnie jakąś mniejszość. Byle nie naruszało to status quo granic międzypaństwowych. ** A to właśnie robi nieoficjalnie Brazylia - zwiększa efektywność i obniża koszty (doraźnie) produkcji rolnej.
  20. Nie. Tam wyschło, bo Legalnie czy nie, takie rabunkowe pobieranie wody nawet morze wysuszy: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jezioro_Aralskie
  21. Haha! Właśnie przeprowadziłem na sobie częściową amputację narządu! Ale ta chirurgia łatwa. Może ktoś potrzebuje jakiegoś zabiegu czy operacji? Tanio wykonam. Tylko bez znieczulenia - mało się znam na anestezjologii.
  22. Przeczytałem tekst. 2 razy. Może mi coś mimo wszystko umknęło, ale mam takie spostrzeżenia: 1) Facio niczym się nie szczyci. 2) Pisze wyraźnie: "Czy można stać po środku? Czasami przesunąć się trochę (...) tam, gdzie nakazuje własne, a nie cudze sumienie?" Po środku to nie z boku. To po prostu inny wybór, niż ten, którego każą nam dokonywać. I powstrzymywanie się od działania wcale nie jest tu jakimś proponowanym wyborem. Wyraźnie proponuje całe spektrum możliwości pomiędzy tymi ekstremami.. 3) Sam fakt upublicznienia takiego tekstu jest zachowaniem całkiem różnym od "jedynie wybałuszania gał". Jest publicznym napiętnowaniem polaryzacji poglądów w której lubują się przeróżne media. Proponuję zatem taką metodę, zanim kogoś sponiewierasz: Przeczytaj - nawet kilka razy. Postaraj się zrozumieć. Jak widzisz, że jednak trzeba taką osobę sponiewierać za coś "słabego", to przeczytaj jeszcze raz. Ze szczególną intencją znalezienia fragmentów, które jednak tej "słabiźnie" przeczą. Jak dalej ci wychodzi, że ta osoba to jakiś słabiak, to dopiero wtedy sobie na niej używaj. Da się. I z całą pewnością nie można przyjąć założenia, że to jakaś niewytłumaczalna "Tajemnica". Pamiętaj 3grosze: kto próbuje zniechęcić cię do myślenia - ten nie jest twoim przyjacielem. Mógłbym się do tego odnieść, jednak nie dostrzegam związku z tematem ani z moją wypowiedzią którą tak skomentowałeś. To już jest arogancja: mówisz, że lepiej wiesz, przez co stracili wiarę. Wyobraź sobie, że są tacy, którzy stracili wiarę z innych przyczyn. Np. z powodu okrucieństw, których byli świadkami. Albo z powodu osobistych tragedii. Albo przez zły przykład osób, które miały być i były religijnymi autorytetami, a okazały się popaprańcami, oszustami albo zwyczajnie grzesznymi hipokrytami. Albo jeszcze z wielu innych powodów. Ale nie - ty wiesz, że wiarę traci się przez logikę. To po pierwsze. A po drugie: Niezależnie, czy stracili wiarę przez logikę, czy z jakiejkolwiek innej przyczyny - to fakt pozostaje faktem: kiedyś wierzyli. Kiedyś mieli wiarę. I mają pojęcie, o czym mówią. I po trzecie: Nie wiem, czy już zauważyłeś, co żeś palnął? Każdy w miarę ogarnięty wierzący pewnie jak to przeczytał, to sobie "palmfejsa" zafundował. Twierdzisz, że wiarę traci się przez logikę? Czyli - im więcej logiki, tym słabsza wiara? Im silniejsza wiara, tym bardziej nielogicznym musi być wyznawca? Wyobrażasz sobie, ilu ludzi właśnie obraziłeś? I jak marnie "przysłużyłeś" się swojej (i każdej innej) wierze? Pisałem już - jeśli wierzysz, że zostałeś stworzony na wzór i podobieństwo najinteligentniejszego, najlogiczniejszego bytu - postaraj się użyć logiki do obrony swojej pozycji. Lub do zrozumienia swoich błędów i zmiany tej pozycji. Zamiast obrażać się na logiczne myślenie. Nie ma co się na siłę okopywać. Zauważ, że ani razu w tym wątku nie atakowałem religii jako takiej. Nie zgodziłem się z kilkoma twoimi twierdzeniami. I z postawą niektórych "zarządzających" - których sam słusznie nazwałeś niedoskonałymi. Głównie w kwestii zadawania (niewygodnych) pytań, szkodliwości myślenia, "niemożliwości" wytłumaczenia pewnych ludzkich cech na drodze badań naukowych i logicznego rozumowania. Jeśli boisz się, że taki drobiazg jak odrobina logiki zabije twoją wiarę, to w takim razie sam się oszukujesz. To prawdopodobnie znaczy, że już nie wierzysz, tylko jeszcze nie chcesz się sobie do tego przyznać. Czyli o co chodzi? Słownik języka polskiego PWN: wolność sumienia «prawo do swobodnego wyboru przekonań, poglądów, wyznawanej religii itp.» Postulujesz zniesienie zasady wolności sumienia?
  23. Właśnie o tym pisałem - wydawało mi się, że dość jasno. Jeśli nie, to jeszcze raz: wśród ateistów jest sporo takich, którzy wiarę, czyli to wewnętrzne, osobiste przekonanie o istnieniu Boga mieli. Jeśli wolisz takie określenie - dostąpili tej łaski. I dlatego - jeszcze raz to powtórzę - mają doskonałe zielone, fioletowe czy jakie tak chcesz pojęcie o czym mówią. Jasne, iskra pomaga. Jak w powszechnie znanej historii świętego Pawła. Albo w przypadku milionów nawróceń tych, którzy usłyszeli słowa głoszone przez misjonarzy, zobaczyli dobro, które ci czynią* i uwierzyli. Jednak ta iskra niekoniecznie musi być. Generalnie ludziom dość łatwo zaimplementować jakąś wiarę. A już najłatwiej, jeśli wychowuje się ich w jakiejś wierze od maleńkiego szkraba. *Tak, wiem - byli też tacy misjonarze, którzy słowo wspomagali ogniem i mieczem, ale nie o nich tutaj piszę. Ech, chciałbym żyć w świecie, w którym nikt nie wpadałby w kompleksy i nie czuł się gorszy od innych z powodu swojego wyznania czy jego braku. Ani z powodu koloru skóry, figury czy w ogóle wyglądu. Czy orientacji seksualnej, zainteresowań, wykształcenia i czego tam jeszcze. Ale to chyba nie byłby już "świat", tylko "raj". Masz rację, chodzi o wiedzę na temat mechanizmów wiary. I na ten temat (ale też w temacie religii) stopnie naukowe robią zarówno ateiści jak i wierzący. I tu już zdecydowanie nie masz racji. Jesteśmy bytami biologicznymi. To fakt - niezależnie, czy stało się to w wyniku spontanicznego powstania życia i późniejszej ewolucji, czy przez świadomy akt stworzenia. Mamy wbudowane biologiczne mechanizmy, które sprzyjają zjawisku wiary. I możemy je badać - niezależnie od tego, czy badacz jest wierzący, czy nie. Jedyna różnica w tym, że badacz ateista powie jak Astro - że "religia wyszła przy okazji i "niechcący"" a wierzący, że było to częścią świadomego aktu stworzenia. Ciężko zresztą oczekiwać od stwórcy, któremu najwyraźniej nie jest obojętne to, czy jego "dzieci" w niego wierzą, czy nie - żeby stworzył je z mechanizmami biologicznymi przeciwdziałającymi zjawisku wiary. To tak, jakby z jednej strony deklarował, że je kocha, a z drugiej obligatoryjnie skazywał je na potępienie. To chyba pozostawi w dobrym humorze tych wierzących, którzy z jednej strony mają na tyle inteligencji i ciekawości, że zadają pewne pytania i chcieliby znać na nie odpowiedź, a z drugiej strony słyszą od wielu (aczkolwiek z wyjątkami) "zarządzających" religią: "nie pytaj", "to Tajemnica", "nauka nigdy tego nie pojmie", "to grzech zadawać takie pytania" itp. Powiem więcej. Wyznawca każdej religii, która uczy, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo swojego wszechmogącego, wszechwiedzącego stwórcy ma obowiązek zadać tyle pytań, ile jest w stanie i znaleźć na nie odpowiedzi. Bo im więcej wie, tym bliżej jest wszechwiedzącego. Im więcej potrafi - tym jest bliżej wszechmogącego. I jeśli wierzy, że jego stwórca jest nieskończenie inteligentny, to powinien używać swojej ludzkiej inteligencji jak najlepiej potrafi. Bo przecież zgodnie z doktryną - 1) została ona mu dana (tak został stworzony) i 2) w dodatku na podobieństwo stwórcy. Zatem każdy przedstawiciel takiej religii, który mówi "nie zadawaj pytań i nie myśl za dużo" głosi herezję. Nieważne jak wysoko w hierarchii się znajduje. No chyba, że wierzysz, że zostałeś stworzony na obraz i podobieństwo pieczarki - by być trzymanym w ciemności i pozwalać karmić się gównem.
×
×
  • Create New...