Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'ryzyko'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 118 results

  1. Kobiety, które używają do pielęgnacji stref intymnych talku, o 40% częściej chorują na nowotwory jajnika (Cancer Epidemiology, Biomarkers and Prevention). Talk wytwarza się ze sproszkowanego i wysuszonego minerału: uwodnionego krzemianu magnezu. Gdy zaaplikuje się go w okolicach genitaliów, może dostać się do dróg rodnych, a ostatecznie do jajników. Tam zapoczątkowuje stan zapalny. Niektórzy eksperci twierdzą, że właściwości chemiczne talku przypominają azbest, który wywołuje przecież guzy płuc. Szefowa zespołu badawczego, doktor Maggie Gates z Harvard Medical School, radzi, by kobiety zrezygnowały z tego typu zabiegów, zanim nie pojawią się wyniki kolejnych badań. Gates i inni przeanalizowali przypadki ponad 3 tysięcy kobiet. Stwierdzili, że używanie talku zaledwie raz w tygodniu zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworu jajnika aż o 36%. Jeśli jest to zaś codzienny zabieg higieniczny, ryzyko zachorowania rośnie do 41%. Prawdopodobieństwo zachorowania było wyższe dla kobiet o określonym profilu genetycznym. Guzy występowały trzykrotnie częściej u pań z obecnym genem S-transferazy glutationu M1 (GST M1, od ang. glutathione S-transferase M1, to jeden z genów związanych z proliferacją), a brakującym genem S-transferazy glutationu T1 (GST T1). Taki profil występuje u 1:10 białych kobiet. Kiedy podczas testów laboratoryjnych komórki nowotworu jajnika potraktowano talkiem, zaczęły się szybciej dzielić. Dopiero w zeszłym roku inny zespół z Harvardzkiej Szkoły Medycznej wykazał, że drobinki talku mogą podróżować przez drogi rodne. Grupa lekarzy znalazła wtedy cząsteczki minerału w miednicy 68-letniej pacjentki z zaawansowanym rakiem jajnika, która stosowała talk codziennie przez 30 lat. Na ten typ nowotworu częściej zapadają kobiety z rodzinną historią choroby, panie, u których wcześniej wykryto guz piersi, osoby, u których pierwsza miesiączka pojawiła się we wczesnym wieku, a także pacjentki otyłe i stosujące hormonalną terapię zastępczą.
  2. Istnieje wiele teorii osobowości, ale ostatnio największą popularność zdobyła tzw. Wielka Piątka Paula T. Costy i Roberta McCrae: neurotyczność, ekstrawersja, otwartość na doświadczenia, ugodowość i sumienność. Uznaje się, że ten podział na dwubiegunowe wymiary jest najpełniejszy. Można go rozbić na poszczególne cechy, ale wszystkie da się ostatecznie sprowadzić do wymienionych wyżej czynników. Jaka osobowość jest zdrowa? Badacze głowią się nad tym od lat. Ostatnio jednak psycholodzy doszli do wniosku, że przynajmniej dwa wymiary Wielkiej Piątki bezpośrednio wpływają na dobrostan fizyczny i długowieczność. Są to sumienność oraz neurotyzm. Stan zdrowia zależy od zmian tych czynników w czasie. Neurotycy nie radzą sobie dobrze ze stresem. Cechuje ich negatywne myślenie, łatwo się poddają, są niespokojni i mają zmienne nastroje. Daniel Mroczek, pracownik Purdue University, postanowił sprawdzić, czy tego typu dziedziczny negatywizm rzeczywiście, co wykazało wiele wcześniejszych badań, zwiększa śmiertelność i czy neurotyk może w jakiś sposób zmienić swoje "przeznaczenie" (Psychological Science). Wykorzystał wystandaryzowaną skalę neurotyzmu i przez ponad 12 lat podążał śladem 1600 ochotników. Odnotował, jak neurotyczni byli na początku eksperymentu i sprawdzał, czy z upływem czasu stają się mniej lub bardziej stabilni emocjonalnie. W ciągu 18 lat uwzględniał też ryzyko zgonu (oczywiście u tych samych osób). Zaobserwował, że nasilenie neurotyzmu oznacza krótsze życie. Żaden z neurotycznych panów nie zdążył się porządnie zestarzeć. Stawali się coraz bardziej zestresowani, przygnębieni i zmartwieni. Koło strachu się zamykało, a mężczyźni umierali, najczęściej z powodu chorób serca i nowotworów. Pocieszające jest to, że jeśli badani potrafili się w jakiś sposób uspokajać, żyli tak samo długo, jak mężczyźni stabilni emocjonalnie.
  3. wKobiety, które na początku ciąży przeżywają silny stres, częściej rodzą dzieci chorujące potem na schizofrenię. Naukowcy z Uniwersytetu w Manchesterze doszli do takiego wniosku po przeanalizowaniu danych 1,38 mln Duńczyków, urodzonych w latach 1973-1995. U potomstwa pań, które w pierwszym trymestrze straciły kogoś bliskiego, ryzyko wystąpienia schizofrenii i zaburzeń pokrewnych wzrastało aż o 67% (Archives of General Psychiatry). W ramach wcześniejszych badań powiązano matczyny stres ciążowy z wcześniactwem oraz niską wagą urodzeniową dziecka. Czasami pojawiały się też głosy, że nieprawidłowości w budowie i działaniu mózgu osób ze schizofrenią to efekt wczesnych etapów rozwoju. Brytyjczykom udało się wykazać, że z chorobą dziecka wiąże się stres przeżywany przez kobietę w ciągu trzech pierwszych miesięcy ciąży. Podobnego zjawiska nie odnotowano jednak w przypadku pozostałych 2 trymestrów. Lekarze podkreślają też, że związek strata matki-ryzyko schizofrenii u dziecka jest istotne statystycznie tylko w przypadku osób bez historii choroby psychicznej w rodzinie. Z jakim mechanizmem mamy tu do czynienia? Naukowcy twierdzą, że hormony stresu matki bezpośrednio wpływają na rozwijający się mózg płodu. Oddziaływania są najsilniejsze na początku ciąży, ponieważ bariery oddzielające dziecko od matki nie są wtedy jeszcze w pełni rozwinięte. Nie chcąc niepotrzebnie straszyć przyszłych rodziców, Brytyjczycy zaznaczają, że na ryzyko zachorowania wpływają też inne czynniki, np. geny.
  4. Im większe piersi w wieku 20 lat, tym wyższe ryzyko, że dana kobieta zachoruje w przyszłości na cukrzycę typu 2. Kanadyjczycy doszli do takiego wniosku, analizując dane z amerykańskiego Studium Zdrowia Pielęgniarek II (Canadian Medical Association Journal). Badania rozpoczęły się w 1989 roku i objęły 116.609 kobiet z 14 stanów, które co 2 lata wypełniały kwestionariusze dotyczące stanu zdrowia i trybu życia. Lekarze ze Szpitala Św. Michała w Toronto wytropili osoby, u których w latach 1993-2003 stwierdzono cukrzycę. Wykluczyli panie, w przypadku których brakowało danych na temat rozmiaru miseczki i/lub wskaźnika masy ciała, a także te ze zdiagnozowaną wcześniej cukrzycą. W porównaniu do kobiet z miseczką A ryzyko pojawienia się cukrzycy typu drugiego było przy miseczce B 2-krotnie wyższe, przy miseczce C 4-krotnie wyższe, a przy miseczce D i większych aż 5-krotnie wyższe (przy wyliczeniach wzięto poprawkę na wiek). Uwzględnienie znanych wcześniej czynników ryzyka (zachorowań w rodzinie, diety i aktywności fizycznej) nieco zmieniło wartości liczbowe. Oto one, podane w kolejności podyktowanej wzrostem rozmiaru piersi: 1,3, 1,7 i 1,6. Z analiz wynika także, że kobiety z większymi piersiami zaczynają chorować na cukrzycę dorosłych wcześniej niż panie z najmniejszymi piersiami. Te pierwsze średnio w wieku 44, a drugie w wieku 46 lat. Podczas gdy podwyższony wskaźnik masy ciała i rozmieszczenie tłuszczu wokół brzucha silnie powiązano z początkami cukrzycy typu 2., niewiele wiadomo na temat wpływu tkanki tłuszczowej piersi – wyjaśnia Joel Ray. Naukowcy zastanawiają się, czy duże piersi to nowy rodzaj czynnika ryzyka, czy też są one kolejnym przejawem czegoś dobrze znanego: nadwagi i otyłości. Co jednak ze szczupłymi kobietami, które mimo to mogą się poszczycić dużymi piersiami? W przyszłości badacze chcą sprawdzić, czy operacja zmniejszenia piersi wpływa w jakikolwiek sposób na insulinooporność. Niektórzy endokrynolodzy sugerują, że w grę wchodzi wrażliwość tkanki tłuszczowej piersi na hormony.
  5. Po zakończeniu analizy danych ze szwedzkiego rejestru narodowego naukowcy stwierdzili, że u kobiet, u których stwierdzono stan przednowotworowy, zwiększone ryzyko rozwoju nowotworu szyjki macicy i pochwy istnieje aż przez 25 lat (British Medical Journal). W przypadku pań, u których występowały dysplazje dużego stopnia, ryzyko wystąpienia któregoś z dwóch wymienionych wyżej nowotworów jest 2-krotnie wyższe niż w populacji generalnej. Badania kontrolne po zakończeniu leczenia powinny więc być kontynuowanie nie przez 5 czy 10 lat, jak to się praktykuje w większości krajów europejskich, lecz właśnie przez 25 lat – podkreśla szef zespołu, dr Björn Strander ze Szpitala Uniwersyteckiego Sahlgren. Większość przypadków nowotworów szyjki macicy to skutek działania przenoszonego drogą płciową wirusa brodawczaka ludzkiego (HPV). Wśród kobiet to drugi pod względem częstości występowania nowotwór (po nowotworach piersi). Nowotwory pochwy są dużo rzadsze. W szwedzkim studium posłużono się danymi z National Swedish Cancer Register. Dotyczyły one ponad 132 tys. kobiet i obejmowały okres między 1958 a 2002 rokiem. U wszystkich tych pań postawiono diagnozę raka przedinwazyjnego, czyli carcinoma in situ (CIS). Oznacza to, że w komórkach nabłonka płaskiego szyjki macicy widoczne były nasilone zmiany atypowe. Nieprawidłowo zbudowane komórki zajmowały całą grubość nabłonka, ale nie przekraczały błony podstawnej. Leczenie wymagało interwencji chirurgicznej. Ponad rok po zakończeniu terapii (nawet jeśli zmieniona chorobowo tkanka została usunięta) 881 Szwedek zachorowało na raka szyjki macicy, a 111 na nowotwór pochwy. Wysokie ryzyko utrzymuje się więc i nie spada przez długi czas. Zachorowania to, wg badaczy, skutek braku kontroli. Nie sprawdzano, czy wymazy (cytologia) oraz testy DNA stanowią najlepsze metody skryningu raka szyjki macicy. Będzie to przedmiotem przyszłych badań.
  6. Koty z nadwagą, które więcej czasu spędzają na wylegiwaniu jak Garfield w ciepłych miejscach niż na polowaniu, ryzykują cukrzycą – ostrzegają naukowcy z Uniwersytetu w Edynburgu. U rozleniwionych zwierząt ryzyko pojawienia się tej niebezpiecznej choroby wzrasta aż 3-krotnie (w porównaniu do zwierząt z normalną wagą ciała). Tryb życia kotów, podobnie jak ich właścicieli, zmienia się – wyjaśnia profesor Danielle Gunn-Moore z Royal (Dick) School of Veterinary Studies. Zaczynają za dużo jeść, ich waga wzrasta, a dawka ruchu maleje. Wiele mruczków nie wychodzi z domu. Dzieje się tak, ponieważ mieszkają w bloku albo ich właściciele myślą, że to dla nich zbyt niebezpieczne. Przez cały dzień nie mają do zrobienia nic poza jedzeniem, spaniem i tyciem. Na swoje nieszczęście przejawiają tak jak ludzie tendencję do przejadania, gdy zaoferuje im się zbyt dużo smacznego pokarmu. Zwłaszcza jeśli się nudzą. Jeden na 230 brytyjskich kotów cierpi na cukrzycę. Ryzyko zachorowania wzrasta w przypadku samców, zwierząt wysterylizowanych oraz z nadwagą. Liczba mruczków z cukrzycą jest w Wielkiej Brytanii 5 razy większa niż ustalona w podobnym amerykańskim badaniu z lat 70. Ciekawe, jak prezentują się polskie statystyki... Wyniki uzyskane przez Szkotów opublikowano w piśmie Journal of Feline Medicine and Surgery. Naukowcy przebadali 14 tys. kotów i przeanalizowali 76 kwestionariuszy wypełnionych przez właścicieli.
  7. Przetoczenie pacjentowi krwi osoby, która zachorowała w późniejszym okresie na nowotwór, nie zwiększa prawdopodobieństwa, że również on na niego zapadnie. Do takich wniosków doszli naukowcy po przeanalizowaniu danych dotyczących transfuzji w Szwecji i Danii. Wyniki ich dociekań opublikowano w czasopiśmie medycznym The Lancet. Przed przetoczeniem komuś krwi należy ją dokładnie zbadać. Wszystko po to, by u biorcy nie rozwinęła się choroba, którą zaraziłby go dawca. Jest to szczególnie ważne w przypadku chorób przenoszonych drogą płciową, np. zakażeń wirusem HIV, syfilisem czy opryszczką. Co jednak w przypadku innych jednostek chorobowych, takich jak cukrzyca czy nowotwory? Aby odpowiedzieć na to pytanie, naukowcy z European School of Oncology sprawdzali, czy u pacjentów, którym podano krew osób leczonych onkologicznie w późniejszym czasie, zwiększa się ryzyko zapadnięcia na tę samą chorobę. Niektóre z wcześniejszych badań wskazywały, że w przypadku niektórych nowotworów, np. chłoniaka nieziarniczego, ryzyko zachorowania biorcy zwiększa się. Zespół kierowany przez Gustafa Edgrena skonstruował na podstawie informacji o transfuzjach w Szwecji i Danii swoistą bazę danych. Wyodrębniono grupę osób "narażonych na potencjalne niebezpieczeństwo". Byli to ludzie z krwią przetoczoną od dawców, którzy w ciągu 5 lat od "udostępnienia" swojej krwi zachorowali na nowotwór. Spośród nich 978 osób stało się pacjentami onkologów. Analiza statystyczna danych wykazała, że ryzyko zachorowania na nowotwór wskutek otrzymania krwi kogoś, kto nie wiedział, że jest chory lub zachorował w późniejszym czasie, nie zwiększyło się. Częstość zachorowań na nowotwór w grupie zagrożonych 9377 biorców nie zależała od płci, wieku, pory roku czy liczby transfuzji. Studium wykazało także, że przetoczenie krwi dawcy ze zdiagnozowanym w przeszłości rakiem nie różniło się pod względem częstości zachorowań od przypadków przetoczenia krwi dawców nieświadomych swojej choroby. Wydaje się więc, że osoby, które zachorowały na nowotwór i przeżyły, mogą po upłynięciu odpowiednio długiego czasu stać się zupełnie bezpieczną grupą krwiodawców.
  8. Badacze z Imperial College London oraz Kanady prawdopodobnie odnaleźli geny odpowiedzialne za cukrzycę typu 2. Jeśli rzeczywiście się tak stało, istnieje szansa na opracowanie testu wykrywającego ludzi z grupy ryzyka. Przeglądając blisko 400 tys. mutacji, naukowcy zidentyfikowali na mapie genów 4 ważne obszary. Kluczowa wydaje się mutacja w genie kodującym transporter cynku SLC30A8, który jest zaangażowany w wydzielanie insuliny. W przyszłości uda się być może wyleczyć część cukrzyków poprzez prostą naprawę uszkodzeń tego obszaru. Zespół badaczy porównał najpierw 700 pacjentów z rodzinną historią choroby z 700 zdrowymi osobami. Natrafiono na 4 powtarzające się uszkodzone geny, a odkrycie potwierdzono następnie u 5 tys. innych chorych z cukrzycą typu 2. Profesor Philippe Froguel uważa, że ludzie z genetycznymi predyspozycjami będą mogli zapobiec chorobie, zmieniając dietę czy tryb życia. Wiedza o zaangażowanych genach umożliwi natomiast opracowanie skuteczniejszych metod leczenia.
  9. Podczas przekonywania palaczy do zerwania z nałogiem najskuteczniejsze są ostrzeżenia w postaci zdjęć czy rysunków. Badacze z Uniwersytetu Waszyngtońskiego zauważyli ponadto, że jeśli na opakowaniu umieszczany jest tekst, powinien być duży i często zmieniany. Inaczej zawsze można go nie zauważyć czy przyzwyczaić się do jego obecności. Naukowcy przyglądali się wpływowi ostrzeżeń na grupę 15 tys. palaczy z 4 anglojęzycznych krajów: Kanady, USA, Wielkiej Brytanii i Australii (American Journal of Preventive Medicine). Kiedy badania się zaczynały, w Anglii stosowano mniejszą czcionkę. W tym roku wprowadzone zostaną natomiast ostrzeżenia w postaci obrazu. W Kanadzie wykorzystuje się zdjęcia z podpisami. Tekstowi Palenie powoduje impotencję towarzyszy np. fotografia opadającego papierosa, a sentencji Papierosy są przyczyną chorób jamy ustnej zdjęcie uzębienia w okropnym stanie. W Australii duże napisy, zajmujące nieco mniej powierzchni opakowania niż zalecane międzynarodowo 30%, wprowadzono na 8 lat przed rozpoczęciem studium (w marcu ub.r. wykorzystano pomysł z Kanady). W USA małe napisy funkcjonują już od 1984 r. Na pytanie, czy zauważają ostrzeżenia, twierdząco odpowiedziało 60% Kanadyjczyków, 52% Australijczyków i tylko 30% Amerykanów. W Wielkiej Brytanii przed zmianą z 2003 roku dotyczyło to 44% populacji palaczy, tuż po wprowadzeniu większego napisu świadomość istnienia zagrożeń wzrosła do 82%, a po upływie 2,5 roku znowu spadła do 67%. Piętnaście procent Kanadyjczyków twierdzi, że większe napisy powstrzymały ich od sięgnięcia po papierosa. To dużo więcej niż w 3 pozostałych krajach. Simon Clark, przedstawiciel lobby palaczy Forest, uważa, że napisy to sposób na stygmatyzację miłośników tytoniu i rozumując w ten sposób, na samochodach powinno się umieścić ostrzeżenie o ryzyku wypadku.
  10. W jaskiniach gier hazardowych ludzie bardziej koncentrują się na traconych większych sumach niż na dużych wygranych. Posługując się funkcjonalnym rezonansem magnetycznym (fMRI), badacze z UCLA przyglądali się aktywności mózgu podczas obstawiania zakładów. Uczestnicy eksperymentu otrzymywali 30 dolarów. Następnie pytano ich, czy zgadzają się zagrać w każdą z 250 różnych gier, w których szanse na wygraną wynoszą 50% (np. czy przystają na rzut monetą, w wyniku którego mogą wygrać 30, a przegrać 20 dolarów). Każdą grę badani mogli całkowicie zaaprobować, zaaprobować w niewielkim stopniu, słabo odrzucić bądź też odrzucić całkowicie. Okazało się, że zazwyczaj ludziom trzeba było najpierw zagwarantować 50-proc. szanse na podwojenie danej sumy, by wyrazili chęć obstawiania. Przyglądając się jedynie aktywności mózgu podczas podejmowania decyzji, czy obstawiać, czy nie, naukowcy wiedzieli, jak ostatecznie zachowa się uczestnik eksperymentu. Osoby, które wykazują relatywnie większą wrażliwość neuronalną na stratę niż na wygraną, podchodzą do hazardu niechętnie. Dzieje się tak do momentu, aż poczują, że ich szanse na wygraną znacznie wzrosły. Największą skłonność do hazardu wykazują natomiast ludzie podobnie neurologicznie wrażliwi tak na wygraną, jak i na stratę — tłumaczy Craig Fox z zespołu badawczego. Ci ostatni rozgrzewali się, gdy wzrastały stawki, tych pierwszych mobilizowało zwiększenie wygranych i strat (Science). Studium ujawniło ponadto, że badani silniej reagowali na potencjalną stratę niż na wygraną. Podczas obrazowania mózgu okazało się, iż na wieść o możliwej wygranej aktywacji ulegał obszar pobudzany również w czasie zażywania kokainy, jedzenia czekolady czy przyglądania się pięknej twarzy — podsumowuje Russell Poldrack. Ośrodki nagrody włączane przez wizję zdobycia pieniędzy wygaszały się na wieść o stracie. Mózg większości osób zareaguje silniej, słysząc o możliwości przegrania 100 dol., a nie o studolarowej wygranej. Zgodnie z wynikami wcześniejszych badań, ludzie są nastawieni do ryzyka raczej awersyjnie. Oznacza to, że ważąc "za" i "przeciw" odnośnie do jakiegoś działania w przyszłości, będą się bardziej koncentrować na minusach. Tendencja ta wykracza daleko poza hazard. Kobieta tkwiąca w nieszczęśliwym związku nie odchodzi, na przykład, do momentu, kiedy jej perspektywy na życie bez partnera nie stają się dużo lepsze od aktualnej sytuacji — zauważa szefowa ekipy naukowców Sabrina Tom.
  11. Telefony komórkowe nie wpływają na ryzyko zachorowania na raka. Takie są wyniki najdłuższych i zakrojonych na najszerszą skalę 21-letnich duńskich badań. W studium uwzględniono 420 tys. użytkowników komórek. Po ponad dwóch dekadach okazało się, że ich szanse na zachorowanie są takie same, jak w populacji generalnej. Duża liczba osób uczestniczących w badaniu oraz wyjątkowo długi okres oceniania stanu ich zdrowia oznaczają, że jakikolwiek wpływ telefonów komórkowych, nawet długoterminowy, na ryzyko zapadnięcia na raka może być wykluczony. Badanie objęło ponad połowę Duńczyków, którzy zaczęli używać komórek w latach 1982-1995. Nie odnotowano u nich wzrostu częstości występowania określonych typów nowotworów, w tym wymienianych najczęściej guzów mózgu, szyi, gałki ocznej oraz białaczki (Journal of the National Cancer Institute). Nie znaleźliśmy żadnych dowodów na związek między ryzykiem pojawienia się guzów a korzystaniem z telefonów komórkowych, i to zarówno u długo-, jak i krótkoterminowych użytkowników — powiedział Christoffer Johansen, szef zespołu badawczego z Duńskiego Instytutu Epidemiologii Nowotworów. Zespół Johansensena miał dostęp do danych 723.421 posiadaczy telefonów komórkowych. Z analizy wykluczono ponad 200 tys. klientów korporacyjnych (nie można by było zidentyfikować użytkowników) oraz 100 tys. zdublowanych i błędnych adresów. Stan zdrowia pozostałych 420.249 osób monitorowano do 2002 roku. Odnotowano 14.249 przypadków raka, a oczekiwano 15.001, co oznacza, że korzystanie z telefonów komórkowych nie wpływa na częstość zachorowań. Badane osoby używały komórek średnio przez 8 i pół roku, a ponad 55 tys. posiadało to przydatne urządzenie przez co najmniej 10 lat.
  12. Zgodnie z wynikami 3 chińskich badań (z Hongkongu, Szanghaju i prowincji Gansu), umiarkowanie częste i bardzo częste przyrządzanie potraw podsmażanych czy smażonych w głębokim tłuszczu wiąże się ze znacznym wzrostem ryzyka zachorowania na raka płuc. W dodatku metoda smażenia czy rodzaj stosowanego oleju nie mają tu nic do rzeczy. Gazy emitowane podczas smażenia są dla ludzi rakotwórcze — napisano w raporcie sporządzonym po badaniach. Ich autorzy to członkowie Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem Światowej Organizacji Zdrowia. Na razie wnioski wyciągnięto głównie z badań na zwierzętach laboratoryjnych. W studiach chińskich być może występowały dodatkowe nieobojętne czynniki, ponieważ niektórzy kucharze korzystali z paliw stałych. W źle wentylowanych pomieszczeniach, gdzie pali się węglem lub drzewem, dochodzi do zwiększenia ryzyka zachorowania na raka (chodzi o karcinogenne oddziaływanie drobnych cząsteczek i gazów powstających w czasie spalania). Warto dodać, że niemal połowa ludności świata ogrzewa się i gotuje przy piecach opalanych właśnie drzewem lub węglem.
  13. U kobiet, które urodziły 5 lub więcej dzieci, wzrasta ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2. Jak piszą naukowcy na łamach Diabetes Care, liczba porodów wpływa na podniesienie prawdopodobieństwa zachorowania nawet po uwzględnieniu innych czynników ryzyka, w tym otyłości czy statusu socjoekonomicznego. Dr Wanda K. Nicholson i jej zespół z Johns Hopkins School of Medicine doszli do tego wniosku po przeanalizowaniu danych 7000 kobiet (białych i czarnych). Badane miały od 45 do 64 lat. Studium kontynuowano przez 9 lat. Uczestniczki badań podzielono na 4 grupy: 1) grupę kobiet, które nie urodziły żywego dziecka (w tym także poroniły lub urodziły martwe dziecko), 2) grupę pań, które urodziły 1-2 dzieci, 3) grupę matek 3-4 dzieci oraz 4) grupę kobiet, które urodziły więcej niż 4 żywych dzieci. W czasie trwania eksperymentu 754 kobiety zachorowały na cukrzycę typu 2. Odsetek osób dotkniętych cukrzycą był najwyższy w grupie 4., a najmniejszy wśród kobiet, które urodziły nie więcej niż dwoje żywych dzieci. Nie wiadomo, czy związek między cukrzycą a liczbą porodów jest biologiczny, czy odpowiada za niego styl życia. Naukowcy twierdzą, że aby to rozstrzygnąć, trzeba zbadać wskaźnik zwiększenia wagi podczas ciąży, przeanalizować czynniki związane ze stylem życia oraz zmiany w statusie socjoekonomicznym.
  14. Według badaczy z Centrum Medycznego Duke University, częste epizody depresji, niepokoju, wrogości lub złości zwiększają ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej, ale ich współwystępowanie może być szczególnie niebezpieczne. Ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej serca wskutek kombinacji negatywnych cech osobowości nie był wcześniej badany — twierdzi profesor nadzwyczajny psychiatrii Edward C. Suarez. Każda z nich z osobna znacząco zwiększa prawdopodobieństwo zapadnięcia na chorobę serca, lecz połączenie tych cech jest najpewniejszym predyktorem. Podobnie ma się sprawa z "tradycyjnymi" czynnikami ryzyka — wysokim ciśnieniem krwi, podwyższonym poziomem cholesterolu i nadmierną wagą — które same w sobie wpływają niekorzystnie na serce, a razem są znacznie bardziej niebezpieczne. Odkrycia Amerykanów ukazały się w listopadowo-grudniowym magazynie Psychosomatic Medicine. Suarez tłumaczy, że w pierwszej kolejności jego zespół badał korelację między każdą z wymienionych emocji a chorobą wieńcową, a następnie pomiędzy nią a kombinacją różnych negatywnych cech osobowości. Osobowość predysponująca do chorób serca, tzw. osobowość typu A (WZA; nazywana też zachowaniem typu A), została opisana już dość dawno temu przez Oslera. Dwóch amerykańskich kardiologów (Meyer Friedman i Ray Rosenman) przeprowadziło badania, które wykazały, że wśród perfekcjonistów żyjących w ciągłym pośpiechu częstość zachorowań na choroby serca jest niemal dwukrotnie wyższa niż wśród osób o typie osobowości B (WZB; osobowość zdrowa somatycznie). Ktoś obdarzony osobowością typu A żyje w ciągłym stresie (wskutek odczuwanej presji czasu), uwielbia rywalizować, jest ambitny, mało ugodowy, nastawiony wrogo i agresywnie w stosunku do innych ludzi. Swoje otoczenie postrzega jako zagrażające. Psychologowie podkreślają też, że jest neurotycznie ekstrawertywny.
  15. Praca w pomieszczeniach, w których do pokrycia różnych powierzchni (ścian, podłóg itp.) wykorzystano określone materiały, zwiększa ryzyko zachorowania na astmę. Odkrycia uzasadniają potrzebę wzięcia pod uwagę aspektów zdrowotnych materiałów wykorzystanych do pokrycia podłóg, ścian i innych wewnętrznych powierzchni — tłumaczą na łamach American Journal of Epidemiology dr Jouni J.K. Jaakkola i zespół z Uniwersytetu w Helsinkach. Spora liczba materiałów obiciowych może emitować zanieczyszczenia, które podrażniają drogi oddechowe. Wiele studiów połączyło określone materiały i typy zanieczyszczeń z astmą dziecięcą, nie badano jednak wpływu tego rodzaju ekspozycji na ludzi dorosłych. Żeby to wyjaśnić, Finowie porównali 521 dorosłych ze świeżo rozpoznaną astmą (w ciągu zeszłych dwóch i pół roku) z 932 zdrowymi osobami. Wszystkim zadawano pytania na temat materiałów obiciowych, z którymi mają styczność w domu i pracy. Dociekano też, czy w zeszłym roku remontowali swoje mieszkania. Styczność z plastikowymi pokryciami w miejscu pracy 2,43 razy zwiększała ryzyko zachorowania na astmę. Gdy podłoga biura w całości była pokryta wykładziną, ryzyko to wzrastało o 1,73 razy. Jeśli natomiast w pomieszczeniu z wykładzinami występowały zarodniki pleśni, prawdopodobieństwo zachorowania wzrastało aż 4-krotnie. Gdy przy remoncie domu, który sam w sobie nie wiązał się z astmą, do wyrównania podłóg wykorzystano gips, ryzyko zachorowania zwiększało się o 80%.
  16. Naukowcy odkryli, że osoby cierpiące na przewlekły nieżyt nosa narażają się na 3-krotnie wyższe prawdopodobieństwo zapadnięcia na chorobę Parkinsona w późniejszym życiu. Sądzi się, że związek ten może być skutkiem stanu zapalnego błon śluzowych. Wcześniejsze badania wykazały, że osoby regularnie zażywające leki przeciwzapalne, takie jak ibuprofen, obniżają ryzyko zachorowania na parkinsonizm. Nie znaleziono dowodów na powiązanie innych chorób zapalnych, np. tocznia czy reumatoidalnego zapalenia stawów, z chorobą Parkinsona. Ale, jak twierdzą naukowcy, może to być skutkiem faktu, że stosunkowo niewielu ludzi cierpi na te jednostki chorobowe. Amerykańscy badacze z Mayo Clinic porównali 196 pacjentów z chorobą Parkinsona z podobną liczbą zdrowych osób. W ponaddwudziestoletnim okresie ludzie z objawami nieżytu nosa aż 2,9 razy częściej zapadali na parkinsonizm.
  17. Ryzyko poronienia wzrasta z wiekiem ojca, bez względu na to, ile lat ma matka. Dostarczające takich wyników badanie objęło blisko 14 tysięcy mieszkających w Jerozolimie kobiet, które były w ciąży w latach 60. i 70. (między 1964 a 1976 rokiem). Wykazało ono, że ryzyko poronienia było o 60% większe u ojców 40-letnich i starszych niż u 25-29-letnich. Co więcej, wiek wpływał na różnice zaobserwowane wśród trzydziestokilkuletnich mężczyzn. Ryzyko poronienia było aż o trzy razy większe, jeśli panowie mieli między 35 a 39 lat, niż wtedy, gdy nie osiągnęli jeszcze 25. roku życia. Jak zauważają badacze na łamach Obstetrics & Gynecology, ryzyko było niezależne od wieku matki, znanego czynnika ryzyka poronienia. Odkrycie to potwierdza, że nie tylko kobiety, ale i mężczyźni są wyposażeni w tykający zegar biologiczny. Chociaż panowie stale produkują spermę i mogą zostać ojcami nawet w jesieni życia, badanie pokazuje, że ich płodność spada, poczynając od stosunkowo młodego wieku. W dodatku, podobnie jak w przypadku kobiet, starsi ojcowie statystycznie częściej mają dzieci z wadami wrodzonymi. Jedno z ostatnich badań ujawniło, że zdolność mężczyzny do posiadania dzieci spada po czterdziestce (u kobiet po 35. roku życia). Z wiekiem anomalie genetyczne nasienia stają się coraz częstsze. Poronienia, zwłaszcza w pierwszym trymestrze, są niejednokrotnie spowodowane anomaliami genetycznymi płodu, co pozwala wyjaśnić wpływ wieku ojca na ryzyko niedonoszenia. Opisywane odkrycia wzmacniają podgląd, że pary planujące powiększenie rodziny powinny brać pod uwagę nie tylko wiek matki, ale i ojca. Decyzja o spłodzeniu potomka jest w społeczeństwach Zachodu coraz bardziej odkładana w czasie. Nasze studium dostarcza parom ważnych informacji na ten temat — piszą badacze kierowani przez dr Karine Kleinhause. Spośród badanych 14 tys. pań aż 1500 poroniło. Grupę tę porównywano z 12 tysiącami uczestniczek, które donosiły ciążę. Starszy ojciec to większe prawdopodobieństwo poronienia, bez względu na wiek matki i inne czynniki ryzyka, takie jak palenie w czasie ciąży oraz cukrzyca matki.
  18. Ważna informacja dla par planujących powiększenie rodziny: kobiety zachodzące w ciąże w krótkim lub długim czasie po sobie znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka przedwczesnego porodu i wydania na świat mniejszych dzieci z niską wagą urodzeniową. Badacze przestudiowali dane z 30 lat i odkryli, że jeśli okres pomiędzy ciążami był krótszy niż 18 miesięcy lub dłuższy niż 5 lat, w przypadku dzieci urodzonych z drugiej ciąży istniało podwyższone ryzyko problemów ze zdrowiem na wczesnych etapach życia. Szczegółowe wyniki badań opublikowano w kwietniowym wydaniu "Journal of the American Medical Association". Naukowcy nie wiedzą, co jest przyczyną tego zjawiska. Przypuszczają, że ma to związek z uszczupleniem zapasów energetycznych organizmu matki podczas wcześniejszej ciąży lub z czymś trudniejszym do uchwycenia, np. stylem życia, statusem socjoekonomicznym lub czynnikami natury psychologicznej. W przypadku kobiet, które czekały z decyzją dotyczącą poczęcia potomka do wieku trzydziestu kilku lat, mamy do czynienia z obniżeniem płodności. Doktor Nathana Lurvey, położnik z Cedars-Sinai Medical Center, podkreśla, że rzeczywistość społeczeństwa zachodniego jest taka, że kobiety często czują, iż mogą po prostu nie mieć czasu na niepracowanie i mogą skracać czas przeznaczony na bycie matką małych dzieci. To nie sprzyja zdrowiu ani matki, ani dziecka, ale nasze społeczeństwo nie wspiera kobiet jako matek oraz dzieci jako noworodków. Doktor Jacques Moritz, położnik z Columbia University w Nowym Jorku, twierdzi, że kobiety, które w przeszłości wydały na świat dzieci z niską wagą urodzeniową albo takie, w przypadku których występowały zaburzenia wzrostu płodu, nie powinny zachodzić w kolejną ciążę wcześniej niż przynajmniej pół roku po porodzie. Według Lurvey, jednym ze sposobów zapobiegania kolejnej ciąży jest karmienie piersią, skądinąd dobre dla zdrowia maluszka. Chociaż oddalenie w czasie kolejnych ciąż jest ważne, istnieje sporo innych czynników wpływających na zdrowie dziecka. Ważne jest na przykład przyjmowanie suplementów podczas przygotowania do ciąży, w czasie jej trwania i podczas karmienia piersią. Niektórzy badacze uważają, że starsze kobiety planują ciąże, a przygotowując się do nich, przyjmują preparaty witaminowe oraz kwas foliowy, w dodatku są lepiej wyedukowane w tym zakresie i dlatego, wbrew obiegowym opiniom, często wydają na świat zdrowsze potomstwo niż młodsze przedstawicielki płci pięknej (nawet jeżeli okres między ciążami jest krótki).
×
×
  • Create New...