Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'rozmiar'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 10 results

  1. Chińscy naukowcy z Uniwersytetu Południowo-Wschodniego w Nankinie poinfomowali o stworzeniu urządzenia, które, kontrolując sposób zaginania światła powoduje, iż obiekty wydają się mniejsze niż są w rzeczywistości. Inżynierowie Wei Xiang Jiang i Tie Jun Cui opublikowali artykuł na ten temat w Applied Physics Letters. Urządzenie zmniejszające może wirtualnie zmniejszyć rozmiary obiektu. Takie urządzenie działa w zakresie mikrofal, może zatem zmylić radary i inny sprzęt wykorzystujący fale elektromagnetyczne do wykrywania przedmiotów i spowodować, iż zostanie podjęta zła decyzja. Nasze urządzenie potencjalnie może zostać zastosowane w przemyśle wojskowym - powiedział Cui. Uczeni wykorzystali materiały do zbudowania ośmiu koncentrycznych pierścieni o wysokości 12 milimetrów każdy. W środku można umieścić niewielki przedmiot. Gdy światło przechodzi przez pierścienie zostaje zagięte, a długość fali ulega kompresji. Po dotarciu do wnętrza pierścieni zachodzi dekompresja. Obserwatorowi z zewnątrz wydaje się, że przedmiot umieszczony w środku pierścieni jest mniejszy niż w rzeczywistości. Inżynierowie wyjaśniają, że całość działa nieco podobnie do „czapki-niewidki" tworzonej z metamateriałów, gdyż wirtualnie zmniejsza średnicę najmniejszego okręgu, w którym znajduje się przedmiot. Teoretycznie można zmniejszyć ją tak bardzo, że środkowy okrąg zniknie wraz ze znajdującym się tam przedmiotem. Chińczycy zarówno teoretycznie jak i praktycznie wykazali, że ich konstrukcja działa tak, jak zakładali.
  2. Wstępne badania na myszach wskazują, że borówki wysokie - lepiej znane jako amerykańskie - mogą zapobiegać powiększaniu blaszek miażdżycowych w ścianie tętnic (Journal of Nutrition). W ramach studium porównywano rozmiary blaszek u 30 gryzoni. Połowie zwierząt przez 20 tygodni dodawano do karmy proszek z liofilizowanych borówek, reszta myszy stanowiła grupę kontrolną. Okazało się, że u tych pierwszych blaszki mierzone w dwóch miejscach aorty były o 39 i 58% mniejsze niż u myszy z grupy niejedzącej jagód. Jak opowiada szef badań sfinansowanych przez amerykański Departament Rolnictwa Xianli Wu, wcześniejsze badania wskazywały, że jedzenie borówek wysokich zmniejsza ryzyko chorób serca, jednak dopiero jego zespół uzyskał bezpośredni dowód i położył podwaliny pod zrozumienie zaobserwowanego zjawiska. Proszek z borówek stanowił 1% diety grupy eksperymentalnej, co odpowiadało połowie kubka świeżych owoców. W badaniu posłużono się myszami z brakiem apolipoproteiny E, co znacznie zwiększa podatność na tworzenie blaszek miażdżycowych, a następnie ognisk zwapnienia. Zespół Wu zamierza ustalić, za pośrednictwem jakiego mechanizmu lub mechanizmów borówki regulują wielkość blaszek. Niewykluczone np., że owoce zmniejszyły stres oksydacyjny (ekspozycję komórek na szkodliwe działanie utleniaczy), a jest to znany czynnik ryzyka miażdżycy, zwiększając aktywność 4 enzymów antyutleniających. Amerykanie chcą też sprawdzić, czy jedzenie borówek w dzieciństwie i wczesnej dorosłości może zapobiec lub spowolnić miażdżycę tętnic.
  3. U osób z dużą głową choroba Alzheimera rozwija się wolniej. Naukowcy nie wykluczają, iż dzieje się tak, ponieważ większy mózg ma pokaźniejszych rozmiarów rezerwy poznawcze, czyli, jednym słowem, istnieje więcej neuronów mogących zastąpić zniszczone komórki i więcej połączeń między nimi. Nie ma pewności, czy rozmiary głowy, mózgu i tempo rozwoju alzheimeryzmu są połączone, jeśli tak jednak jest, wyniki niemiecko-amerykańskiego zespołu ułatwią, jak przekonuje Lindsay Farrer, szefowa programu genetycznego Szkoły Medycznej Uniwersytetu Bostońskiego, opracowanie zindywidualizowanych metod terapii. Naukowcy z Uniwersytetu Technicznego w Monachium analizował przypadki 270 osób. Rekrutowano je za pośrednictwem rejestrów badawczych oraz klinik leczenia zaburzeń pamięci w USA, Kanadzie, Niemczech i Grecji. Ochotnicy rozwiązywali testy zdolności poznawczych i pamięciowe, byli też poddawani badaniu obrazowemu mózgu. Poza tym zmierzono im obwód głowy. Okazało się, że ludzie z większymi głowami lepiej wypadali w testach, nawet wtedy, gdy u pacjentów odnotowywano taki sam wywołany chorobą Alzheimera zakres zniszczenia i utraty neuronów. Przy każdym 1% uśmierconych komórek dodatkowy centymetr w obwodzie głowy oznaczał lepszy aż o 6% wynik w zadaniach pamięciowych. Pokaźniejszym rozmiarom głowy towarzyszyła mniej zaawansowana atrofia mózgu i słabiej posunięty alzheimeryzm. Choć studium nie potwierdziło istnienia bezpośredniego związku między rozmiarami mózgu a tempem rozwoju choroby, gdyby przyjąć, że tak rzeczywiście jest, okazałoby się, że u osób z dużą mózgoczaszką musi obumrzeć więcej neuronów, by przekroczyć próg, kiedy uszkodzenie mózgu prowadzi do upośledzenia funkcjonowania poznawczego i innych symptomów demencji. Choć wielkość głowy jest w dużej mierze determinowana genetycznie, naukowcy sądzą, że wpływa na nią także tryb życia. Wzrost czaszki mogą np. upośledzać niedożywienie bądź choroba na wczesnych etapach życia. Okres krytyczny to pierwsze sześć lat życia. Do tego czasu mózg osiąga bowiem 93% swej ostatecznej wielkości. Poprawa warunków prenatalnych i w początkowych latach życia może znacznie powiększyć rezerwę mózgową, co z kolei będzie mieć wpływ na ryzyko wystąpienia choroby Alzheimera lub natężenie jej objawów – tłumaczy dr Robert Perneczky.
  4. Od dziesięcioleci mężczyźni i kobiety twierdzą, że wielkość penisa nie ma znaczenia. Tymczasem badania przeprowadzone na Victoria University pokazują, że jak najbardziej ma ona znaczenie. Badania na temat związków pomiędzy wielkością penisa, obrazem ciała i zdrowiem psychicznym wykazały, że ci mężczyźni, którzy uważają, że ich penis jest większy od średniej mają wyższe poczucie własnej wartości, są bardziej zadowoleni z własnego ciała i ogólnie lepiej funkcjonują niż inni. Ponadto mężczyźni zadowoleni z własnych rozmiarów mniej chętnie angażowali się w internetowe romanse. Dla naukowców takie wnioski nie były zaskoczeniem, gdyż mit dużego penisa jest silnie zakorzeniony w kulturze. Jednak badania pomogły im rzucić nieco światła na to, jak mężczyźni postrzegają własne ciała. Zwykle bowiem bada się postrzeganie u kobiet. Ci, którzy bardziej angażowali się w internetowe randki to zwykle osoby młodsze z wyższym indeksem masy ciała (BMI). Wykazywali oni też niezadowolenie z wielkości własnego penisa, mieli niższą samoocenę i bardziej niż inni zwracali uwagę na muskulaturę - mówi Annabel Chan, autorka badań. Zauważyła też, że heteroseksualiści rzadziej angażują się w internetowe romanse niż homo- i biseksualiści. Ankiety przeprowadzono na ponad 700 mężczyznach z 43 krajów w wieku od 18 do 76 lat.
  5. Zmiany klimatyczne przyczyniają się nie tylko do spadku populacji niedźwiedzi polarnych, ale również do zmiany wielkości ciał tych zwierząt. W Journal of Zoology opublikowany artykuł opisujący wyniki badań nad związkiem pomiędzy wielkością i kształtem ciała niedźwiedzi, a zanieczyszczeniem środowiska i zmniejszaniem się pokrywy lodowej. Naukowcy zauważają, że zanieczyszczenie oraz większe trudności ze zdobyciem pokarmu przyczyniają się do tego, że zwierzęta są coraz mniejsze. Cino Pertoldi, profesor biologii z Aarhus University i Polskiej Akademii Nauk, mówi: Ponieważ lód się topi, niedźwiedzie muszą zużywać więcej energii podczas polowań. Wyobraźmy sobie, że mamy bliźnięta. Jedno z nich jest dobrze odżywione w okresie wzrostu, a drugie głoduje. To, które głoduje, będzie mniejsze. Naukowcy porównywali czaszki niedźwiedzi pochodzące z początków XX wieku z czaszkami osobników z drugiej połowy ubiegłego stulecia. Natrafili przy tym na fenomen, którego nie potrafią wyjaśnić. Okazało się, że czaszki nie tylko uległy zmniejszeniu ale również zmieniły kształt. Uczeni przypuszczają, że ma to związek z zanieczyszczeniem środowiska, ale nie znaleźli jeszcze konkretnej przyczyny. Na zmiany mogły mieć też wpływ polowania na niedźwiedzie na początkach XX wieku. Znacząco zmniejszyły one pulę genetyczną gatunku. Ponadto wcześniejsze badania wykazały, że niektóre zanieczyszczenia zawierające chlor negatywnie wpływają na płodność samic. Akademicy znaleźli też dowód na związek pomiędzy zanieczyszczeniem środowiska a zmniejszoną gęstością kości u niedźwiedzi. To powoduje, że są one bardziej podatne na kontuzje i rozwój osteoporozy. Przeprowadzenie badań było możliwe dzięki dostarczeniu niemal 300 czaszek przez Muzeum Zoologiczne w Kopenhadze. Biorąc pod uwagę wyniki badania zwierząt oraz wzrost zanieczyszczeń w Arktyce uczeni stwierdzili, że niedźwiedzie polarne są jednymi z najbardziej zatrutych zanieczyszczeniami ssaków na świecie.
  6. Naukowcy z instytutu Scripps Oceanography opracowali metodę pozwalającą na ustalenie wielkości ciał oraz niektórych organów wewnętrznych kaszalotów na podstawie wytwarzanych przez nie dźwięków. Technika ta może stać się ważnym narzędziem dla badaczy pracujących nad ochroną tych morskich gigantów. Idea identyfikacji osobników kaszalota na podstawie dźwięków ma już kilkadziesiąt lat, lecz nigdy dotąd nie udało się połączyć analizy akustycznej oraz nagrywania zachowań zwierząt za pomocą kamer. Przełomu dokonało dwoje badaczy: Delphine Mathias i Aaron Thode. Przez długi czas za największą przeszkodę w badaniach nad kaszalotami uznawano znaczną głębokość, na której zwierzęta te polują. Naukowcy wykorzystali jednak fakt, iż te morskie olbrzymy podkradają się w pobliże łodzi rybackich i wyławiają ryby schwytane, lecz jeszcze nie wyłowione przez ludzi. Wyjątkowo atrakcyjnym celem dla waleni były kutry łowiące ryby zwane anoplopomami (A. fimbria). Ich załogi chwytają ryby na rzędy krótkich sznurów z doczepionymi hakami zawieszone wzdłuż kilkusetmetrowej liny. Badania ułatwiał dodatkowo fakt, iż dźwięki wytwarzane przez kutry najwyraźniej wabiły kaszaloty. Nietypowa forma "kradzieży" jest dla waleni na tyle atrakcyjną formą zdobywania pożywienia, że rezygnują one ze swojej naturalnej tendencji do polowania w samotności i pozyskują pokarm wspólnie. Nie jest to jednak proste - jeden z osobników musi chwycić linę i potrząsać nią, podczas gdy pozostałe czatują i chwytają ryby, które odczepiły się od haków. Przy tak skomplikowanej strategii polowań było oczywiste, że sprawna wymiana informacji jest rzeczą niezbędną. Dźwięki wabiące walenie do łodzi zidentyfikowano już kilka lat temu, lecz naukowcy postanowili pójść za ciosem i dokonać bardziej szczegółowych obserwacji zwierząt za pomocą kamer. Efektem takiego podejścia był przełomowy materiał dźwiękowo-wizualny, na podstawie którego udało się uzyskać nowe, istotne informacje na temat kaszalotów. Analiza zebranych informacji pozwoliła na zaobserwowanie wyraźnej zależności pomiędzy rozmiarem zwierzęcia i charakterystyką wytwarzanych przez nie fal dźwiękowych. Co więcej, analiza sygnałów akustycznych pozwala na określenie rozmiaru organów wewnętrznych odpowiedzialnych za wytwarzanie niektórych rodzajów cennego dla ludzi wielorybiego tłuszczu. Badania Mathias i Thode'a mogą mieć istotne znaczenie dla ochrony waleni. Dokładna identyfikacja ich populacji jest bowiem rzeczą kluczową dla ustalenia kondycji osobników oraz szans gatunku na przetrwanie.
  7. Im więcej jemy, tym bardziej rosną nasze ciała - to oczywiste. Mało kto wie jednak, że wzmożona konsumpcja powoduje znaczne zmniejszenie ciał organizmów należących do gatunków, które zjadamy najchętniej. Przyczyną jest najprawdopodobniej nietypowy sposób, w jaki dobieramy sobie ofiary, które lądują później na naszym stole. Badacze twierdzą, że gatunki ryb odławiane masowo w celach konsumpcyjnych cierpią na naszej aktywności nie tylko w wyniku zmniejszenia liczby i liczebności ławic, lecz także przyśpieszenia zmian ewolucyjnych, które przechodzą te organizmy. Podobne zjawisko dotyczy roślin zbieranych w warunkach naturalnych. Nie zaobserwowano go za to u gatunków hodowanych lub uprawianych przez rolników. Jak ustalili Amerykanie, tempo ewolucji gatunków poddanych silnej presji ze strony człowieka jest aż 2,5-krotnie wyższe, niż spotyka się zwykle w naturze. Swoje wnioski wysuwają na podstawie kilkudziesięciu analiz przeprowadzonych przez badaczy z wielu krajów świata, którzy obserwowali zmiany rozmiaru ciał oraz zachowań rozrodczych 29 gatunków roślin i zwierząt. Czynnikiem odpowiedzialnym za zaobserwowane zaburzenia nie jest, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka, ilość spożywanego przez nas pokarmu. Źródłem problemów są najprawdopodobniej nasze nietypowe upodobania. O ile bowiem drapieżniki żyjące w naturze wybierają celowo osobniki najsłabsze i najłatwiejsze do zabicia, ludzie zadowalają się głównie tymi największymi. Presja ze strony człowieka sprawia, że znaczne rozmiary ciała stają się czynnikiem zwiększającym ryzyko przedwczesnej śmierci. Mniejsze okazy wykorzystują powstającą niszę, zwiększając swoją liczebność i znacznie wcześniej przystępując do rozpłodu. I choć ich potomstwo jest zwykle mniej liczne i ma mniejsze szanse na przeżycie, wciąż posiada ono cechę kluczową dla przeżycia: niewielkie gabaryty. Dynamika obserwowanych zmian jest zatrważająca. Analiza danych wykazała, że rozmiary ciał wielu zwierząt i roślin spadły wyraźnie w ciągu zaledwie kilku pokoleń. Przygnębiający rekord osiągnęły owce kanadyjskie (Ovis canadensis), których średnia wielkość spadła aż o 20% w ciągu trzydziestu lat. Kolejne badania mają ustalić, jak wiele czasu potrzeba na odtworzenie pierwotnych cech populacji przetrzebionych przez człowieka. Nie będzie to jednak proste, gdyż organizmy te wciąż są poddane silnej presji ze strony człowieka. Jak tłumaczy główny autor studium, Chris Darimont z Uniwersytetu Kalifornijskiego, przeprowadzenie takich badań przypomina nieco jeden z wielkich eksperymentów, których nigdy nie przeprowadzono. Mimo to, jego zdaniem trzeba znaleźć na to sposób: nikt nie chce bardzo, bardzo małych dorszy, które dojrzewają w wieku dwóch lat.
  8. Mikromagnesy wytwarzane przez bakterie mogą być wykorzystywane do niszczenia guzów nowotworowych. Zespołowi naukowców z Uniwersytetu w Edynburgu, którego pracom przewodniczyła dr Sarah Staniland, udało się ostatnio zwiększyć ich moc. Nanomagnesy bakteryjne są lepsze od produkowanych przez człowieka, ponieważ mają zunifikowane kształty i rozmiary (Nature Nanotechnology). Na czym miałoby polegać ich niszczycielskie działanie? Najpierw należałoby je wprowadzić w wyznaczone miejsce, a następnie aktywować. Naprowadzanie miałoby charakter magnetyczny; zmiana zwrotu pola magnetycznego prowadziłaby do wytworzenia ciepła i unieszkodliwienia komórek nowotworowych. Badacze wspominają też o innym scenariuszu: dostarczaniu leków bezpośrednio do nowotworowych tkanek. Bakterie wychwytują żelazo z otoczenia i przekształcają je w rodziny minerałów magnetycznych. Są one zbudowane z tlenku żelaza (magnetyt) lub siarczku żelaza (pirotyn czy greigit) i wyglądają jak miniaturowe struny korali. Mikroorganizmy posługują się nimi jak igłą kompasu, orientując się dzięki temu w środowisku i odnajdując okolice bogate w tlen. By odkryte zjawisko dało się jakoś wykorzystać w medycynie, konieczne było zwiększenie mocy magnesów. Dlatego też Szkoci hodowali bakterie w środowisku bogatszym w kobalt niż w żelazo. Dodatek tego pierwiastka w magnesach zwiększył ich siłę o 36-45%, co oznacza, że grudki pozostawały dłużej namagnesowane po usunięciu z pola magnetycznego.
  9. Im większe piersi w wieku 20 lat, tym wyższe ryzyko, że dana kobieta zachoruje w przyszłości na cukrzycę typu 2. Kanadyjczycy doszli do takiego wniosku, analizując dane z amerykańskiego Studium Zdrowia Pielęgniarek II (Canadian Medical Association Journal). Badania rozpoczęły się w 1989 roku i objęły 116.609 kobiet z 14 stanów, które co 2 lata wypełniały kwestionariusze dotyczące stanu zdrowia i trybu życia. Lekarze ze Szpitala Św. Michała w Toronto wytropili osoby, u których w latach 1993-2003 stwierdzono cukrzycę. Wykluczyli panie, w przypadku których brakowało danych na temat rozmiaru miseczki i/lub wskaźnika masy ciała, a także te ze zdiagnozowaną wcześniej cukrzycą. W porównaniu do kobiet z miseczką A ryzyko pojawienia się cukrzycy typu drugiego było przy miseczce B 2-krotnie wyższe, przy miseczce C 4-krotnie wyższe, a przy miseczce D i większych aż 5-krotnie wyższe (przy wyliczeniach wzięto poprawkę na wiek). Uwzględnienie znanych wcześniej czynników ryzyka (zachorowań w rodzinie, diety i aktywności fizycznej) nieco zmieniło wartości liczbowe. Oto one, podane w kolejności podyktowanej wzrostem rozmiaru piersi: 1,3, 1,7 i 1,6. Z analiz wynika także, że kobiety z większymi piersiami zaczynają chorować na cukrzycę dorosłych wcześniej niż panie z najmniejszymi piersiami. Te pierwsze średnio w wieku 44, a drugie w wieku 46 lat. Podczas gdy podwyższony wskaźnik masy ciała i rozmieszczenie tłuszczu wokół brzucha silnie powiązano z początkami cukrzycy typu 2., niewiele wiadomo na temat wpływu tkanki tłuszczowej piersi – wyjaśnia Joel Ray. Naukowcy zastanawiają się, czy duże piersi to nowy rodzaj czynnika ryzyka, czy też są one kolejnym przejawem czegoś dobrze znanego: nadwagi i otyłości. Co jednak ze szczupłymi kobietami, które mimo to mogą się poszczycić dużymi piersiami? W przyszłości badacze chcą sprawdzić, czy operacja zmniejszenia piersi wpływa w jakikolwiek sposób na insulinooporność. Niektórzy endokrynolodzy sugerują, że w grę wchodzi wrażliwość tkanki tłuszczowej piersi na hormony.
  10. Bez względu na to, jak duże piersi ma dana kobieta, zwykły stanik nie spełnia dobrze swojego zadania, gdy zaczyna się ona przemieszczać. Podczas ćwiczeń piersi poruszają się w dużo większym stopniu niż do tej pory sądzono. Zespół z Uniwersytetu w Portsmouth, który pracował pod kierunkiem Joanny Scurr, ocenia, że podczas ćwiczeń na bieżni piersi podskakują w pionie na odcinku ok. 21, a nie jak to zmierzono wcześniej, 16 centymetrów. Biorąc pod uwagę fakt, że piersi ważą czasem ponad 10 kg, może to być bolesne doświadczenie. Niekiedy nadwyrężenie prowadzi do uszkodzenia układu podtrzymującego gruczoły sutkowe na miejscu. Biustonosz jako część garderoby przeszedł wiele przeobrażeń. Wg profesor biomechaniki Joanny Scurr, jednak dopiero niedawno nauka dorzuciła do jego budowy swoje trzy grosze. Nie było badań dotyczących tego zagadnienia. To jak projektowanie samochodu lub kuchni bez wcześniejszego określenia ich przeznaczenia. Anglicy zebrali grupę 70 kobiet, również studentek i pracownic uniwersytetu. Uwzględniono bardzo różne rozmiary miseczek: od A do bardzo dużych (z DD, E, FF, G, H, HH, J I JJ włącznie). Każda pani chodziła, truchtała i biegała w stanikach rozmaitej konstrukcji. Podczas tych ćwiczeń dokonywano pomiarów ruchu piersi w 3 wymiarach: 1) w górę i w dół, 2) na boki oraz 3) do i od klatki piersiowej. W czasie chodzenia piersi poruszały się we wszystkich tych kierunkach w podobnym zakresie. Gdy kobiety przyspieszały do truchtu czy biegu, proporcje między ruchami w poszczególnych płaszczyznach zdecydowanie się zmieniały. Ponad 50% wszystkich ruchów przypadało na kierunek góra-dół, 22% to wahnięcia na boki, a 27 – do i od klatki piersiowej. Zespół prof. Scurr stwierdził, że biustonosze są zaprojektowane w taki sposób, by ograniczać głównie ruchy do góry i w dół. O pozostałych dwóch kierunkach właściwie w ogóle nie pomyślano.
×
×
  • Create New...