Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 05/22/24 in all areas

  1. 2 points
    Podróżowanie samolotem z psem nie jest łatwe. Linie lotnicze akceptują na pokładzie tylko małe psy, które muszą być trzymane w klatkach umieszczonych pod siedzeniami. Większe psy – z wyjątkiem przewodników – przewożone są w przestrzeni bagażowej pod pokładem. Dla zwierzęcia jest to sytuacja niezwykle stresująca. Firma Bark, producent zabawek, przysmaków i żywności dla psów zainaugurowała linie lotnicze, w których psy są szczególnie mile widziane na pokładzie. Linie Bark Air powstały we współpracy z niewielką prywatną firmą Talon Air, która posiada flotę samolotów Gulfstream G500. Dzięki temu psy i ich właściciele mogą wspólnie podróżować w kabinie. Przed startem psy otrzymują przekąski oraz słuchawki zmniejszające poziom hałasu docierający do uszu. W czasie lotu zaś są obsługiwane przez załogę na równi z ludźmi. Nie muszą też siedzieć w klatkach. Mogą zostać ze swoim właścicielem lub bawić się z innymi psami na pokładzie. Uważamy, że pies powinien być przy właścicielu i być obsługiwany równie dobrze, a nawet lepiej, co ludzie, stwierdził wiceprezes Bark, Dave Stangle. Pierwszy lot, z Nowego Jorku do Los Angeles, odbył się pod koniec maja. Samolot był pełen i ludzi, i psów. Trzeba przyznać, że bilety nie są tanie. Za lot człowieka i psa z Nowego Jorku do Los Angeles trzeba zapłacić 6000 USD, a trasa Nowy Jork–Londyn została wyceniona na 8000 dolarów. Firma przyznaje, że ceny są zaporowe dla większości ludzi, jednak w miarę wzrostu popytu, powinny spadać. Jej przedstawiciele zwracają uwagę, że wszystkie nowości, telefony, samochody, telewizory, podróże koleją czy samolotami, były początkowo drogie, a do spadku cen doprowadzało masowe korzystanie z towarów i usług. Linie lotnicze, które wożą psy w luku bagażowym, starają się zapewnić im maksymalny komfort i bezpieczeństwo. Jednak nie jest to przyjemne doświadczenie. Przekonał się o tym prezes Bark, Matt Meeker, który w luku spędził czterogodzinny lot z Florydy do Nowego Jorku. Nie wiem, dlaczego ktokolwiek miałby robić to własnemu psu. To horror. Musi być lepszy sposób, stwierdził. Bark Air to nie pierwsze linie lotnicze oferujące loty przyjazne psom. Firma K9Jets od dwóch lat lata prywatnymi odrzutowcami między Dubajem, Los Angeles, Paryżem Frankfurtem, Hawajami, Lizboną czy New Jersey. Oferty, oszczędzające psom stresu związanego z podróżowaniem  w roli bagażu, mają też NetJets czy VistaJet. To wszystko jednak niewielkie firmy, które dysponują flotą małych prywatnych odrzutowców. Podróż nie jest więc tania. Pozostaje więc mieć nadzieję, że i wielkie linie lotnicze dopuszczą z czasem możliwość podróżowania w kabinie ze swoim psem, tak jak zezwalają na obecność psa-przewodnika. « powrót do artykułu
  2. 2 points
    Zostałem wywołany do tablicy... Temat niełatwy i absolutnie nie czuje się w tej materii jakoś szczególnie predysponowany wiedzą Badaniami nad awunkulatem zajmował się antropolog Claude Levi-Strauss, który naukowo stał w opozycji do twierdzeń Alfreda Radcliffe - Browna, na temat dominującej "zstępnej" roli pokrewieństwa. Levi-Strauss uważał, że najważniejsza w awunkulacie jest więź zachodząca w rodzinie, gdy kobieta z jednej grupy (zstępnej), poślubia mężczyznę z innej grupy (z linii bocznej), ale spokrewnionej . Powstaje swoista więź rodzinna. Według psychologów ewolucyjnych awunkulat pojawia się jako efekt niskiej (poniżej 70%)[potrzebny przypis] pewności ojcostwa. Gdy mężczyzna nie może być pewien, że dzieci urodzone przez jego partnerkę noszą jego geny (ponieważ np. w danej społeczności nieznana jest instytucja biologicznego ojcostwa, bezpieczniejszą strategią reprodukcyjną jest inwestowanie w dzieci swojej siostry, z którymi jest na pewno spokrewniony i które przekażą jego geny swoim potomkom. Z wiki. Czyli ojciec rodu płodzi na potęgę ale nie jest pewny na 100% ojcostwa, w tym zakresie, awunkulat jest pewną gwarancją, że geny zostaną w rodzinie, "po kądzieli". Sam awunkulat jest system matrylinearnym, w którym dziedziczeniem objęci są członkowie rodziny po żęńskim wstępnym .Spotykany w dość prymitywnych społecznościach. Badania relacji pokrewieństwa Do najsłynniejszych analiz Levi-Straussa należą te dotyczące problemu awunkulatu. Awunkulat jest terminem oznaczający system organizacji rodziny, w którym istotną rolę odgrywa wuj, czyli brat matki. Z formalnego punktu widzenia to on jest właściwą „głową rodziny” a nie ojciec. Levi-Strauss badał warianty tej relacji odnosząc się do różnych społeczności tradycyjnych, z którymi zetknął się osobiście lub znał dzięki badaniom prowadzonym przez innych antropologów. Wykazywał, że zawsze mamy do czynienia ze strukturą czteroelementową, której towarzyszą dwie pary opozycyjnych wartości: relacje wuja i siostrzeńca, wuja i matki, ojca i matki oraz ojca i syna niezależnie od społeczności tworzą tą samą strukturę, w której zmienia się jedynie układ wartości. Struktura ta ma jednak głębszy sens: w optyce Levi-Straussa kultura jest systemem komunikacji łączącym mężczyzn, kobieta jest przedmiotem wymiany między nimi oraz punktem odniesienia dla całego układu. Pokazuje to poniższy graf. Źródło: https://pre-epodreczniki.open.agh.edu.pl/tiki-index.php?page=Co+komunikuje+układ+wioski%3F+Claude+Levi-Strauss Powyższe to teoria, jakoś wsparta na badaniach etnograficznych. Jak to przełożyć na Celtów? Było to społeczeństwo oparte na "kulturze" demokracji wojennej, z bardzo silna pozycją mężczyzny, ale nadal silną pozycją kobiety, silniejszą niż w sąsiednich plemionach germańskich. Mimo wszystko nadal kobieta była w "obiegu". Być może ów awunkulat to celtycki atawizm, wprost odnoszący się do ich przeszłości ludów epoki brązu. Sukces kulturowy i militarny Celtów, uchwytny w materiale archeologicznym, to centralizacja władzy w rękach silnych grup krewniaczych. A awunkalatyzm się w to wpisywał. A jak czas pozwoli to pogrzebie na temat takich sytuacji. A dla rozluźnienia, instytucja wuja była istotna długo po Celtach:
  3. 2 points
    Wczoraj na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca wylądowała chińska bezzałogowa misja kosmiczna Chang'e 6. Pojazd wylądował w Basenie Biegun Południowy-Aitken. To jeden z największych w Układzie Słonecznych kraterów uderzeniowych. Ma średnice 2500 km i głebokość 13 km. Celem chińskiej misji jest zebranie próbek skał oraz gruntu i przywiezienie ich na Ziemię. Chang'e to część większego programu ustanowienia trwałej znaczącej obecności Chin w kosmosie. Państwo Środka rywalizuje przede wszystkim z liderem, USA, ale również z Japonią czy Indiami. Chiny posiadają na orbicie własną stację kosmiczną, do której regularnie wysyłają astronautów. Chcą też do roku 2030 zorganizować załogową misję na Księżyc. Jeśli się ona powiedzie, staną się drugim państwem na świecie, które tego dokonało. Plan misji Chang'e 6 zakłada, że za pomocą robotycznego ramienia oraz wiertła, z powierzchni Księżyca pobrane zostanie do 2 kilogramów materiału. Trafi on do metalowego pojemnika, a ten z kolei zostanie zabrany na orbitę Księżyca przez specjalny moduł rakietowy, znajdujący się na lądowniku. Na orbicie pojemnik zostanie przeładowany do modułu lądującego i ma zostać dostarczony na Ziemię około 25 czerwca. Misje po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca są trudniejsze do przeprowadzenia. Tamtejszy teren jest bardziej nierówny niż w części widocznej z Ziemi. Ponadto brak jest bezpośredniej łączności, więc sygnał musi był przesyłany przez dodatkowego satelitę. « powrót do artykułu
  4. 1 point
    Jest ok. - najbardziej pdp z możliwych odległych przyczyn, ale w tym przypadku mało pdp.
  5. 1 point
    załóżmy że w samolocie leci 30% emerytów, 30% angielskich turystów, 30% psiarzy. 1. angielskich wyrostków nie akceptują emeryci+psiarze czyli większość(60%) 2. emerytów zapewne nie polubią angole i psiarze czyli większość(60%) 3. psiarzy nie akceptują emeryci+angole (60%) wniosek jest taki że większość nie akceptuje większości każdy akceptuje najchętniej tylko siebie to jest fakt, ale dlaczego wszyscy tak płaczą nad tą demografią??? to że sąsiedzi będą mieli więcej dzieci uspokoi cię jakoś i dlaczego? po co ci ta większa demografia? zapewne chodzi ci o to samo co politykom, czyli więcej obywateli=więcej podatków, może wyższa twoja emerytura? czy to jest godne i ludzkie podejście? przeliczanie dzieci na pieniądze i PKB? odkąd mam psiaka nie latam nigdzie, nie mogę go zostawić bo bardzo to przeżywa i się stresuje, ale nawet jakby były takie rozwiązania w samolotach to bym się nie zdecydował bo to nadal nic dobrego dla psa, a pchać się w jeszcze bardziej gorące miejsca niż Polska to już zupełnie zły pomysł. Dlatego jeżdżę tam gdzie dam radę dojechać i gdzie mnie przyjmą z głośnym i zostawiającym wszędzie kłaki psiakiem aaa, i żeby nie było że jestem omamiony tą złą i straszną ideologią, dzieci też zabieram na wakacje :P
  6. 1 point
    Po raz pierwszy od listopada 2023 roku Voyager 1 podjął standardowe badania naukowe. Usunięcie usterki, która niespodziewanie pojawiła się pod koniec ubiegłego roku, zajęło inżynierom z NASA ponad pół roku. Problem został częściowo rozwiązany w kwietniu, gdy udało się spowodować, że leciwy pojazd kosmiczny zaczął przysyłać dane inżynieryjne. Trzy tygodnie później, 19 maja, wysłano polecenie przysyłania danych naukowych. Dwa z czterech instrumentów zaczęły normalnie pracować, dwa kolejne wymagały dalszych działań. W końcu się udało i wszystkie cztery dostarczają danych naukowych. To jednak nie koniec prac na Voyagerze 1. Inżynierowie chcą jeszcze ponownie zsynchronizować oprogramowanie odmierzające czas na sondzie, by jej trzy komputery pokładowe jednocześnie wykonywały polecenia. Ponadto przeprowadzą prace na cyfrowym magnetofonie. Niektóre z danych dotyczący badań plazmy są rejestrowane na taśmie i wysyłane na Ziemię 2 razy w ciągu roku. To jednak wyjątek, większość danych naukowych trafia do nas bez ich uprzedniego nagrywania. Voyager 1 i bliźniaczy Voyager 2 to jedyne pojazdy kosmiczne, które dostarczają danych z przestrzeni międzygwiezdnej. Znajdują się bowiem poza heliosferą, obszarem zdominowanym przez wiatr słoneczny i pole magnetyczne naszej gwiazdy. Voyager 1 znajduje się odległości 24,38  miliardów kilometrów od Ziemi, a Voyagera 2 dzieli od nas 20,36 miliardów kilometrów. W bieżącym roku będziemy obchodzili 47. rocznice ich wystrzelenia. To najdłużej działające pojazdy kosmiczne w historii ludzkości. Do awarii Voyagera 1 doszło 14 listopada, gdy przestały docierać do nas użyteczne dane naukowe i inżynieryjne. W marcu ustalono, że zepsuł się jeden z układów scalonych odpowiedzialnych za przechowywanie danych z komputera FDS (flight data system). Komputer ten zbiera i łączy dane naukowe oraz inżynieryjne, a następnie wysyła je za pośrednictwem komputera TMU (telemetry modulation unit). Przez awarię układu i utratę zawartego w nim kodu, przesyłane z Voyagera dane były nieczytelne. Specjaliści z NASA postanowili więc przenieść ten kod w inne miejsce FDS. Jednak żadna z dostępnych lokalizacji nie była na tyle pojemna, by pomieścić cały kod, więc trzeba było go podzielić, wgrać w różne miejsca i upewnić się, że działa on jako całość. Prace trzeba było prowadzić niezwykle ostrożnie. Ponadto Voyager znajduje się w odległości niemal 1 doby świetlnej od Ziemi, zatem od wysłania jakiejkolwiek komendy mijają 2 doby, zanim dotrze potwierdzenie, że została prawidłowo wykonana. Voyager 1 porusza się z prędkością niemal 61 000 km/h względem Słońca. Za 300 lat dotrze do wewnętrznych obszarów Obłoku Oorta. Naukowcy obliczyli też, kiedy wysłane przez człowieka pojazdy – Voyager 1, Voyager 2, Pioneer 10 i Pioneer 11 – zbliżą się do gwiazd innych niż Słońce. « powrót do artykułu
  7. 1 point
    Ciemna materia wciąż pozostaje dla nas tajemnicą. Nie potrafimy jej obserwować bezpośrednio, dlatego opieramy się na dowodach pośrednich, czyli na widocznym oddziaływaniu grawitacyjnym na materię widzialną. Ogólna teoria względności nie potrafi wyjaśnić tego widocznego oddziaływania w inny sposób, jak poprzez istnienie materii – a więc i masy – której nie widzimy. Na łamach Monthly Notices of the Royal Astronomical Society ukazał się właśnie artykuł, którego autor twierdzi, że grawitacja może istnieć bez masy. Jeśli ma rację, oznacza to, że i ciemna materia nie jest potrzebna. Doktor Richard Lieu z University of Alabama w Huntsville zajmował się badaniem równań różniczkowych Poissona, które wykorzystywane są podczas obliczeń dotyczących grawitacji galaktyk oraz gromad galaktyk. Poczułem się sfrustrowany istnieniem status quo, a dokładniej rzecz ujmując, przekonaniem o istnieniu ciemnej materii, mimo że od 100 lat nie przedstawiono bezpośredniego dowodu na jej obecność, mówi uczony. Naukowiec stwierdził, że „nadmiarowa” grawitacja potrzebna do utrzymania w całości galaktyk czy gromad galaktyk pochodzi z topologicznych defektów w strukturach, które powstały we wczesnym wszechświecie podczas przejścia fazowego. Kosmologiczne przejście fazowe to proces, w którym stan materii zmienił się w całym wszechświecie. Obecnie nie jest jasne, jaki rodzaj przejścia fazowego we wszechświecie mógł wywołać pojawienie się tego typu defektów topologicznych. Efekty topologiczne to bardzo kompaktowe regiony przestrzeni o wielkiej gęstości materii. Zwykle mają formę liniową, zwaną strunami, chociaż możliwe są też dwuwymiarowe struktury jak sfery. W moim artykule sfery takie składają się z cienkiej wewnętrznej warstwy o masie dodatniej i cienkiej zewnętrznej warstwy o masie ujemnej. Całkowita masa obu sfer wynosi dokładnie zero. Jednak gwiazda znajdująca się na takiej sferze doświadcza olbrzymiego oddziaływania grawitacyjnego skierowanego w stronę środka sfery, wyjaśnia Lieu. Skoro zaś grawitacja zakrzywia czasoprzestrzeń, umożliwia wszystkim obiektom wchodzenie we wzajemne interakcje, niezależnie od tego, czy posiadają masę czy też nie. Na przykład udowodniono, że bezmasowe fotony doświadczają efektów grawitacyjnych obiektów astronomicznych. Grawitacyjne zaginanie światła przez zestaw sfer składających się na galaktykę lub gromadę galaktyk wynika z faktu, że światło jest zaginane w stronę centrum sfery gdy przez nią przechodzi. Suma wszystkich skutków przejścia przez wiele sfer jest skończona i można ją zmierzyć, co daje wrażenie istnienia wielkiej ilości ciemnej materii, dodaje Lieu. Powstaje pytanie o proces formowania się czy gromadzenia takich sfer. To jednak może stać się przedmiotem przyszłych badań. W swoim artykule nie próbuję odpowiadać na problem tworzenia się takiej struktury. Spornym elementem będzie stwierdzenie, czy te sfery były początkowo płaszczyznami, a może nawet strunami, które mogły zostać zawinięte przez moment pędu. Powstaje też pytanie, w jaki sposób obserwacyjnie potwierdzić lub odrzucić istnienie sfer, mówi uczony i dodaje, że jego praca dostarcza pierwszych dowodów na możliwość istnienia grawitacji bez masy. « powrót do artykułu
  8. 1 point
    Rozgrzeszenie można więc otrzymać tylko wtedy, gdy szczerze postanawia się poprawę z każdego grzechu i gdy jest ona możliwa do zrealizowania https://www.niedziela.pl/artykul/25440/nd/Kiedy-ksiadz-nie-moze-rozgrzeszyc 11 kwietnia 1947 r. w Zakładzie Karnym w Wadowicach, ksiądz, jezuita Władysław Lohn, po spowiedzi udziela wiatyku Obersturmbannführerowi Rudolf Höß, komendantowi KL Auschwitz. Po tym spotkaniu Höß jest rozgrzeszony. 16 kwietnia zostaje stracony, na miejscu swojej służby, w Auschwitz. Wcześniej szczegółowo, przez dwa lata, opisywał eksterminację w której odgrywał jedną z kluczowych ról, , jak sam podawał do 2,5 mln ludzi. Młode dziewczyny, jeszcze nie tak dawno temu, były niemal kopniakami wywalane z konfesjonału, bo się przyznawały na spowiedzi do aborcji. Jednego z największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości, po prostu się rozgrzesza....
  9. 1 point
    Pytanie Mariuszu, w tytule jest literówka i to w drugim wyrazie: "Maszyna to odkrywania...."
  10. 1 point
    Bardzo zgrabnie to ująłeś, ale spoglądając na "nie całkiem tak" Mariusza warto może dodać cuś, bo chłopak może być zmylony. Fotony jako przyzwoite "poruszają się" przyzwoicie, czyli prosto przed siebie, ale masa (czymkolwiek jest, abo i nie ) czasoprzestrzeń zakrzywia. Warto może dodać, że to znacznie większa masa niż "pierwotna". Tu (też na czuja) chyba się zgodzę. Jarku, mowa o czterech "przejawach", czy też aspektach tego co nazywamy masą. Być może masa ostatecznie nie istnieje. Oj tam; w końcu to fundamentalne założenie OTW i potwierdzone tak dokładnie, jak tylko się dało eksperymentalnie. Masz pomysł na zwiększenie dokładności pomiaru? Wal śmiało! Tu mam za krótkie łapki, ale z tego co wiem magii w tym aż tak wiele nie ma, a właściwie wcale.
  11. 1 point
    Eee? Chyba "25% z nich było blisko spokrewnionych z jedną lub kilkoma innymi ofiarami"
  12. 1 point
    No może. Jest to naturalna konsekwencja koncepcji eterowych. Spoiwo wszechświata z którego zrobione jest wszystko i za pomocą którego odbywa się propagacja fali EM czyli fotonu. Spokojnie można sobie to postrzegać jako fale na wodzie reprezentujące fotony czy materię które podlegają jakiemuś tam wirowi po wyjęciu korka z wanny . Nie. Same są zrobione z tego samego spoiwa co materia ale inaczej zakonserwowana jest dla nich energia niż w materii.
  13. 1 point
    Konfiguracje pól w zespole Feynmanowskim QFT powinny mieć skończone energię, co wymaga deformacji np. pola E~1/r^2 w skalach femtometrowych - deformacji która w perturbacyjnym QFT odpowiada polaryzacji próżni ( https://en.wikipedia.org/wiki/Vacuum_polarization ) i prowadzi do deformacji Coulomba w bardzo małych odległościach/wysokich energiach - zgodnych z running coupling ( https://arxiv.org/pdf/2210.13374 ). Interpretujemy krzywiznę głębszego pola (u mnie M) jako dualny tensor F* ( http://en.wikipedia.org/wiki/Duality_(electricity_and_magnetism) - zamienia E i B), dzięki temu prawo Gaussa zwraca ładunek topologiczny, który musi być skwantowany. Używając F a nie dualne F*, to byłyby monopole magnetyczne - które raczej nie istnieją, a dzięki dualnemu sformułowaniu stają się skwantowanymi ładunkami elektrycznymi - jak w naturze. Ciągłą rotację pola wymusza masa - podstawiając E=mc^2 do Schrodingera/Diraca, np. dla oscylacji neutrin ( https://en.wikipedia.org/wiki/Neutrino_oscillation#Propagation_and_interference ), zegara elektronu (potwierdzenie eksperymentalne: https://link.springer.com/article/10.1007/s10701-008-9225-1 ), czy B-Bar ( https://en.wikipedia.org/wiki/B–Bbar_oscillation ). Pytanie co je napędza? Ja używam Lagrangianu typu EM: F_abcd F^abcd, który przechodząc do Hamiltonianu daje też subtelne ujemne wkłady do energii - dokładnie co potrzeba żeby napędzić takie oscylacje:
  14. 1 point
  15. 1 point
    Oczywiście, że nie. Zaczynam się obawiać, że choć słowa i zdania sobie tłumaczysz, to kompletnie nie wiesz co czytasz*... Bosz... Zrobili analogię (i to zwykła hydrodynamika) w części, która jest chyba najbardziej spekulatywna. Przeczytaj zdanie trzy wyżej, zaczynające akapit: Gdybyś postarał się zrozumieć metodę (którą opisują), to naprawdę nie musiałbym prostować baśni z mchu i paproci... * Wyrywasz z kontekstu zdania, które znaczą w kontekście całkowicie coś innego. Nie próbowałeś się w polityce? Tobie polecam. P.S. Naprawdę już mi się nie chce.
  16. 1 point
  17. 1 point
    Podróż do tajemniczego świata ludzkich zmysłów Zapach porannej kawy, dźwięki ulubionej piosenki, miękki koc otulający ramiona… Rejestrujemy otaczający nas świat i nawet nie zwracamy na to uwagi. A co jeśli nasze zmysły nas zwodzą? Mogłoby się okazać, że kawa ma przykry zapach, piosenka to sekwencja kolorów, a dotyk materiału niemal pali skórę. 1) Do czego zdolne są dzieci, które nie czują bólu? 2) Jak nie oszaleć, kiedy słyszy się nawet ruch gałek ocznych? 3) Dlaczego bliskie osoby nagle widzimy jako zombie? Z takimi problemami do doktora Guya Leschzinera zgłaszają się ludzie z całego świata. Przez pryzmat niecodziennych, nierzadko tajemniczych, chorób swoich pacjentów uznany neurolog pokazuje, jak działają zmysły i co się dzieje, kiedy ich praca zostaje zaburzona. Udowadnia, jak bardzo nasze odbieranie rzeczywistości jest uzależnione od mózgu. Premiera książki „Kobieta, która widziała zombie” Guya Leschzinera wydawnictwa Znak Literanova miała miejsce 24.01.2024. Guy Leschziner – profesor neurologii i medycyny snu w Instytucie Psychiatrii, Psychologii i Neuronauki w King's College London. Pracuje jako neurolog na Oddziale Neurologii i Centrum Zaburzeń Snu w Guy's Hospital i St Thomas' Hospital, a także w London Bridge Hospital, Cromwell Hospital i One Welbeck. W kręgu jego zainteresowań badawczych są zaburzenia snu, epilepsja, choroba Alzheimera oraz choroba Parkinsona.
  18. 1 point
    W Acta Astronautica ukazał się interesujący artykuł, którego autor – Michael A. Garrett, dyrektor Jodrell Bank Centre for Astrophysics na University of Manchester – zastanawia się czy to nie sztuczna inteligencja jest przyczyną, dla której nie odkryliśmy dotychczas sygnałów wysłanych przez obcą cywilizację. Uczony rozważa możliwość, że SI jest wąskim gardłem rozwoju, które w rzeczywistości zagraża długoterminowemu przetrwaniu cywilizacji technicznej. Garrett bada hipotezę, że szybki rozwój sztucznej inteligencji (AI), którego kulminacją jest pojawienie się sztucznej superinteligencji (ASI – artificial superintelligence), działa jak „Wielki Filtr”, który jest odpowiedzialny za niewielką liczbę zaawansowanych cywilizacji technologicznych we wszechświecie. Taki filtr mógłby pojawiać się, zanim cywilizacje rozwiną stabilną obecność na kolejnych planetach, co sugeruje, że typowy czas życia cywilizacji technicznej wynosi mniej niż 200 lat. Koncepcja „Wielkiego Filtra” jest próbą rozwiązania Paradoksu Fermiego. Został on sformułowany przez Enrico Fermiego, a dotyczy rzucającej się w oczy sprzeczności pomiędzy wiekiem wszechświata i liczbą gwiazd, a faktem, że dotychczas nie wykryliśmy żadnych dowodów na istnienie innej cywilizacji. Dotychczas zaproponowano kilka „Wielkich Filtrów”, uniwersalnych barier mających uniemożliwiać rozprzestrzenianie się inteligentnego życia we wszechświecie, a od niedawna pojawiają się koncepcje mówiące, że filtrem takim może być SI. Uczony z Manchesteru przychyla się do opinii, że „Wielkim Filtrem” może być rozwój sztucznej inteligencji. Przypomina, że najnowsze dokonania w dziedzinie SI pozwalają maszynom na uczenie się, dostosowywanie i wykonywanie zadań, które do niedawna uważano za wyłączną ludzką domenę. Sztuczna inteligencja jest w coraz większym stopniu włączana w nasze codzienne życie, wpływa na kształt interakcji międzyludzkich, sposobów współpracy, interakcji z technologią oraz na postrzeganie świata. Zmienia sposoby komunikacji i doświadczenia osobiste. Ma wpływ na handel, opiekę zdrowotną, pojazdy autonomiczne, prognozy gospodarcze, badania naukowe, prace badawczo-rozwojowe, edukację, przemysł, politykę, bezpieczeństwo i obronę. Trudno jest znaleźć dziedzinę życia, która nie byłaby już naznaczona obecnością sztucznej inteligencji, stwierdza Garrett. W związku z rozwojem SI pojawiają się kolejne obawy wiązane z miejscami pracy, prywatnością danych, etycznym podejmowaniem decyzji czy odpowiedzialnością za nie. Sztuczna inteligencja ma też wpływ na środowisko naturalne, chociażby poprzez olbrzymie moce obliczeniowe, jakich potrzebuje i związane z tym zużycie energii. W 2014 roku Stephen Hawking ostrzegał, że AI może doprowadzić do zagłady ludzkości. Uważał, że w pewnym momencie może ona zacząć rozwijać się samodzielni, w coraz szybszym tempie. Obecnie coraz częściej pojawiają się głosy o konieczności opracowania metod lepszej kontroli nad AI czy też propozycje wprowadzenia moratorium na jej używanie, dopóki takie metody kontroli nie powstaną. Z jednej strony rządy wielu państw próbują znaleźć równowagę pomiędzy korzyściami, jakie daje rozwój sztucznej inteligencji, a potencjalnymi zagrożeniami. Z drugiej zaś zdają sobie sprawę, że szybkie wdrażanie i rozwój AI daje przewagę nad innymi państwami, a ponadto może zabezpieczać przed ryzykiem stwarzanym przez państwa z rozwiniętą sztuczną inteligencją. Szczególnie dotyczy to kwestii bezpieczeństwa narodowego i obrony. Sztuczna inteligencja rozwija się błyskawicznie w porównaniu z naturalnym tempem ewolucji, tymczasem nic w naszej historii nie przygotowało nas na pojawienie się innej wysoko rozwiniętej inteligencji. I można przypuszczać, że uwagi te dotyczą każdej cywilizacji, która mogła powstać we wszechświecie. Zanim jeszcze AI stanie się superinteligentna i potencjalnie autonomiczna, prawdopodobnie zostanie uzbrojona przez konkurujące ze sobą grupy w ramach jednej cywilizacji biologicznej. Szybkość podejmowania decyzji przez sztuczną inteligencję może prowadzić do niezamierzonej eskalacji konfliktów [...], które przyniosą zagładę zarówno technologicznej, jak i biologicznej cywilizacji, stwierdza Garrett. Uczony dodaje, że o ile AI może wymagać do istnienia wsparcia ze strony cywilizacji biologicznej, to ASI nie będzie tego potrzebowała. Punktem zwrotnym będzie osiągnięcie osobliwości technologicznej, punktu, w którym rozwój SI stanie się tak szybki, że przewyższy naszą inteligencję i będzie ewoluował w takim tempie, iż wszelkie nasze prognozy na ten temat staną się nieaktualne. To może doprowadzić do nieprzewidzianych konsekwencji, które prawdopodobnie nie będą miały nic wspólnego z naszymi biologicznymi interesami czy ludzką etyką. Z punktu widzenia ASI, skupionej na osiągnięciu jak największej wydajności obliczeniowej, zniknie potrzeba istnienia istot biologicznych, których obecność związana jest ze zużyciem przestrzeni i energii. Nasze istnienie będzie czymś kłopotliwym, czytamy w Acta Astronautica. Ryzyko zaistnienia takiej sytuacji można by zmniejszyć, kolonizując inne planety. Jeśli bowiem ASI doprowadziłaby do zagłady na jednej planecie, mieszkańcy innych ciał niebieskich mieliby szansę nie powtórzyć tych samych błędów. Co więcej, kolonizacja innych planet stwarzałaby możliwość prowadzenia eksperymentów z różnymi drogami rozwoju sztucznej inteligencji, bez ryzyka, że cała ludzkość wyginie. Jednak, mimo takiego możliwego scenariusza, nie wykrywamy obcych cywilizacji, co może sugerować, że ich nie ma lub nie osiągają poziomu rozwoju pozwalającego na ich wykrycie. Przyczyną – i to właśnie z tego powodu rozwój AI może być „Wielkim Filtrem” – jest tempo rozwoju sztucznej inteligencji w porównaniu z tempem rozwoju technologicznego, pozwalającego na dotarcie i trwałe zasiedlenie innych planet. Zdaniem niektórych badaczy, sztuczna inteligencja może osiągnąć punkt osobliwości technologicznej w ciągu kilku najbliższych dekad. Tymczasem zasiedlenie innych planet to zadanie na setki lat. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest różna natura rozwoju sztucznej inteligencji i możliwości podróży w przestrzeni kosmicznej. O ile rozwój SI to głównie wyzwanie obliczeniowe i informatyczne, które jest napędzane przez wykładniczy wzrost ilości danych oraz możliwości obliczeniowych, to eksploracja kosmosu wiąże się z licznymi ograniczeniami fizycznymi, takimi jak znalezienie odpowiednich źródeł energii, stworzenie napędów, nowych materiałów, poradzenie sobie z warunkami panującymi w przestrzeni kosmicznej itp. itd. Do tego dochodzą kwestie medyczne, biologiczne, logistyczne czy polityczne. A więc wszystkie te ograniczenia, które nie istnieją w przypadku rozwoju sztucznej inteligencji. Swoje hipotezy Garrett przetestował korzystając z równania Drake'a, które jest próbą zrozumienia mechanizmów wpływających na szanse powstania cywilizacji w Drodze Mlecznej. Okazało się, że jeśli rzeczywiście negatywne strony rozwoju sztucznej inteligencji ujawniają się zanim cywilizacja osiągnie zdolność do kolonizacji innych planet, to czas istnienia cywilizacji zdolnej do komunikowania się z innymi wynosi 100–200 lat. To wyjaśniałoby, dlaczego dotychczas nie mamy żadnych dowodów na istnienie innych cywilizacji. Warto tutaj przypomnieć, że cywilizacją zdolną do komunikowania się z innymi, staliśmy się w latach 60. ubiegłego wieku. Okienko czasowe, w którym cywilizacja techniczna jest w stanie angażować się w możliwą do wykrycia komunikację radiową, jest więc niezwykle ograniczone. Dodatkowo, jeśli weźmiemy pod uwagę sygnaturę radiową ludzkiej cywilizacji – czyli wszelką transmisję odbywającą się na Ziemi, która może zostać potencjalnie zauważona i rozpoznana przez obce cywilizacje – to do jej wykrycia potrzebny jest znacznie wyższy poziom zaawansowania technologicznego niż nasze. Możliwe jest, oczywiście, zarejestrowanie silnych sygnałów celowo wysyłanych w przestrzeń kosmiczną. Jeśli jednak w danym momencie w Drodze Mlecznej istnieje zaledwie kilka cywilizacji prowadzących takie działania, to szansa na znalezienie tego typu sygnału jest minimalna. Zauważmy, że post-biologiczna cywilizacja techniczna byłaby bardzo dobrze dostosowana do eksploracji kosmosu i mogłaby rozprzestrzenić się po naszej Galaktyce, nie zwracając uwagi na długi czas podróży czy niekorzystne warunki panujące w kosmosie. Wielu przewiduje, że jeśli w ogóle natkniemy się na pozaziemską inteligencję, będzie miała ona formę maszyn. [...] Brak wykrywalnych sygnałów istnienia cywilizacji typu II czy III w skali Kardaszowa wskazuje, że cywilizacje takie są niezwykle rzadkie lub nie istnieją, a to wzmacnia hipotezę o istnieniu „Wielkiego Filtra” zatrzymującego postęp cywilizacji technicznej w ciągu kilku wieków od jej pojawienia się, podsumowuje Garrett. « powrót do artykułu
  19. 1 point
    Według mnie materia jest zdana na pełzanie we wszechświecie. Prędkość światła c z powodu obowiązującej fizyki jest nie osiągalna dla materii. Wszystkie znaki na niebie mówią, że tak czy inaczej zdefiniowane efekty relatywistyczne prowadzić będą do złamania symetrii odpowiedzialnej za rozkład, budowę i parametry materii lub prawa fizyki się zmienią. Jednym słowem materia zbliżając się do c po prostu się rozleci lub przybierze inną postać. Po zwolnieniu do początkowej wartości to już będzie zupełnie inna materia. No a przecież w skali wszechświata c to malutka wartość. Dla mnie żadnych paradoksów nie ma i nigdy nie było. Nic nie dzieje się natychmiast. C nie jest osiągalne dla materii bez zmiany jej właściwości. Biologicznemu życiu pozostaje tylko ewolucja do ascendencji. Żaden to filtr tylko zwykłe ograniczenie wynikające z praw natury. Tunele czasoprzestrzenne teleportacje itd. są po prostu fizycznie nie możliwe. Pewne równania nie mają rozwiązania i jest to naturalny stan rzeczy. Abstrahując od tego co napisałem, to pokładanie nadziei w SI jest głupotą, podobnie jak twierdzenie, że SI wstrzymuje rozwój technologiczny cywilizacji. To mniej więcej jak twierdzenie, że kościół katolicki czy islam wstrzymywał rozwój cywilizacji. No przecież ile ci mnisi różni potworzyli ciekawych rzeczy. Ilu wynalazców było biskupami lub świętymi itd. Ile to szkół powstało pod patronatem takie czy innej religii. Kalia wierzyć w twojego boga, ale Kali też umieć czytać. Pokachontas to niby jak się nauczyła z karabinu strzelać? Przecież to chrześcijaństwo ją nauczyło w ramach ekspansji kulturowej. Wszystko jest narzędziem kwestia jak się je wykorzysta. Np. katolicyzm sterowanie tłumem i pasożytowanie opanował do perfekcji jest to niewątpliwy sukces cywilizacyjny. Przecież to wszystko leci sobie swoim niezachwianym rytmem i jest poza wysiłkami ludzkości czy SI. Ludzkość obecnie nie umie przewidzieć ,w którą stronę popłynie ławica sardynek, a marzy im się znalezienie przyczyny braku ekspansji życia w kosmosie. Koncepcja, że biologiczne życie, którego nadrzędnym celem wydaje się ekspansja sama sobie tę ekspansje blokuję po przez wynalezienie SI jest jakąś aberracją. Globalny atraktor postępu cywilizacyjnego to SI udające, że coś robi, a potem nie ma już nic. No proszę was nie żartujemy w ten sposób.
  20. 1 point
    Stabilna to tam jest tylko niestabilność, a i to tylko co do zasady, a nie wartości.
  21. 1 point
    Nominalnie inteligenty 12 lat młodszy brat to typowe dziecko internetu - ma taki feler, że nie potrafi odróżnić informacji prawdziwej od fałszywej. Podstawowym problemem jest brak pewnej wiedzy ogólnej o wysokiej jakości, jaką łatwo było uzyskać w erze przedinternetowej choć kosztowało to znacznie więcej zachodu.
  22. 0 points
    Tylko chore czerepy są zdolne do wynalazku takiej korelacji. Psy na pokładzie, to antyludzkie zachowanie. Boszsze... co za nieludzki człek to musi być z takim poglądem. Pozdrawia dzieciaty, psiaty i kociaty.
  23. 0 points
    zrobi z Ciebie youtubera Taka formułka chyba lepiej opisuje i aspiracje młodzieży i mechanizmy
  24. -1 points
    "I tak może mi się uda zwiedzić drugą połowę księżyca, wiecznie zakrytą dla ziemskiej świadomości..." Złodzieje. Nie wiadomo czy robią to legalnie, bo nie podpisali paktu o nienaruszalności ziem Księżyca. USA kontroluje przestrzeń nadksiężycową i wreszcie ujawnią czy to co napisał były pracownik NASA w książce pt. "Ringmakers of Saturn" to prawda, czy to prawdziwe ujęcia na Marsie jak facet przechodzi się w garniturze i wyłącza kamarę łazika. NASA to agencja wojskowa.
  25. -1 points
    Ciekawostki wokół naukowych tematów fajnie jest przeczytać, ale wpisując się w promowanie ideologicznych rzeczy jak przedstawienie społeczeństwa na wychowywanie psiecka zamiast dziecka, często ideologii sterowanej i narzuconej z zewnątrz, które jest w czyimś interesie jest po prostu żałosne na takim portalu jak ten. Komentując artykuł to prywatny właściciel linii lotniczej może wszystko zarządzić u siebie, zresztą to jest dedykowane dla bogatej klienteli która nie tłoczy się z pospólstwem i żyje z psami. Natomiast promowanie takich zachowań jest dźwignią, gdzie naciski będą szły w kierunku podobnych zachowań wśród państwowych lub rejsowych liniach lotniczych. Ostatnie badania pokazują, że zdecydowana większość ludzi nie życzy sobie psów na plaży, zapewne podobnie byłby w liniach lotniczych, a także i na zakupach, pomimo tego, że niektóre centra handlowe zezwalają już na to teraz (osobiście na chodzie po takich, pomimo, że stać mnie). Dalsze promowanie wychowywania psynów idp. tylko zwiększy i tak już duży ruch/ideologię, gdzie kobiety i pary wychowują psiecko zamiast dziecka, obecnie demografia PL jest najgorszą w historii, gorsza niż podczas II WŚ, takie artykuły są po prostu antypolskie szkodzące sobie samemu, bo niestety system emerytalny tego nie udźwignie bo to piramida finansowa na poziomie państwa (swoją drogą system ten zerwał więzi rodzinne, ale to temat na inną okazję). Już niektórym takim psuedo-rodzicom wydaje się, że na mają takie same prawa jak podczas wychowywania dziecka. Ogólnie źle się czyta takie "ciekawostki" programujące niepoprawne, a wręcz anty ludzkie zachowania.
This leaderboard is set to Warsaw/GMT+02:00
×
×
  • Create New...