Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Naukowcy z Uniwersytetu w Udine jako pierwsi powiązali wybiórcze uszkodzenie mózgu z nasileniem uczucia transcendencji. Testy prowadzono przed i po operacji osób z guzami mózgu.

Badania wykorzystujące neuroobrazowanie połączyły aktywność w obrębie dużej sieci, obejmującej korę czołową, ciemieniową i skroniową, z doświadczeniami duchowymi. Brakowało jednak informacji, czy w grę wchodzi zależność przyczynowo-skutkowa – podkreśla dr Cosimo Urgesi. Jego zespół postanowił to ustalić. Z tego powodu Włosi skupili się na cesze osobowościowej zwanej samotranscendecją (ST). ST odzwierciedla osłabione poczucie siebie oraz uznawanie się za część uniwersum.

Psycholodzy zestawili wyniki w skali ST, które chorzy uzyskali przed i po operacji usunięcia guza mózgu, z lokalizacją miejsca lezji (posłużono się zaawansowanymi technikami obrazowania). Takie podejście pozwoliło nam eksplorować możliwe zmiany ST wywołane przez usunięcie specyficznych obszarów, a także przyjrzeć się sprawczej roli struktur czołowych, skroniowych i ciemieniowych w zakresie międzyosobniczych różnic samotranscendentnych – wyjaśnia dr Franco Fabbro.

Włosi zauważyli, że wybiórcze uszkodzenia lewej i prawej tylnej okolicy ciemieniowej powodowały wzrost ST. Następowały wtedy niezwykle szybkie zmiany stabilnego wymiaru osobowości, dotyczącego świadomości samoodnoszącej. Oznacza to więc, że dysfunkcjonalna aktywność ciemieniowa może leżeć u podłoża przekształconych postaw i zachowań religijnych oraz duchowych – podsumowuje Urgesi.

Badacze uważają, że w ten sposób zasugerowano, że w przyszłości będzie się dało leczyć zaburzenia osobowości, modulując aktywność neuronalną.

Share this post


Link to post
Share on other sites

<p>Naukowcy z Uniwersytetu w Udine jako pierwsi powiązali <strong>wybiórcze uszkodzenie mózgu z nasileniem uczucia transcendencji</strong>. Testy prowadzono przed i po operacji osób z guzami mózgu.</p><p><em>Badania wykorzystujące neuroobrazowanie połączyły aktywność w obrębie dużej sieci, obejmującej korę czołową, ciemieniową i skroniową, z doświadczeniami duchowymi. Brakowało jednak informacji, czy w grę wchodzi zależność przyczynowo-skutkowa</em> – podkreśla dr Cosimo Urgesi. Jego zespół postanowił to ustalić. Z tego powodu Włosi skupili się na cesze osobowościowej zwanej samotranscendecją (ST). ST odzwierciedla osłabione poczucie siebie oraz uznawanie się za część uniwersum.</p><p>Psycholodzy zestawili wyniki w skali ST, które chorzy uzyskali przed i po operacji usunięcia guza mózgu, z lokalizacją miejsca lezji (posłużono się zaawansowanymi technikami obrazowania). <em>Takie podejście pozwoliło nam eksplorować możliwe zmiany ST wywołane przez usunięcie specyficznych obszarów, a także przyjrzeć się sprawczej roli struktur czołowych, skroniowych i ciemieniowych w zakresie międzyosobniczych różnic samotranscendentnych</em> – wyjaśnia dr Franco Fabbro.</p><p>Włosi zauważyli, że wybiórcze uszkodzenia lewej i prawej tylnej okolicy ciemieniowej powodowały wzrost ST. <em>Następowały wtedy niezwykle szybkie zmiany stabilnego wymiaru osobowości, dotyczącego świadomości samoodnoszącej. Oznacza to więc, że dysfunkcjonalna aktywność ciemieniowa może leżeć u podłoża przekształconych postaw i zachowań religijnych oraz duchowych</em> – podsumowuje Urgesi.</p><p>Badacze uważają, że w ten sposób zasugerowano, że w przyszłości będzie się dało leczyć zaburzenia osobowości, modulując aktywność neuronalną.</p>

Ludzie Wschodu i Zachodu inaczej postrzegają otaczającą ich rzeczywistość.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proton50 - wcale nie. To jedynie różnice kulturowe sprawiają, że wzajemnie inaczej się postrzegamy. Ale tak naprawdę jesteśmy tacy sami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ta teza nie jest bynajmniej udowodniona - to bardziej pobożne życzenie, niż fakt.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@@inhet, a co boisz się, że religijne uniesienie to tylko uszkodzenie mózgu ? ;)

Przyznaję, że za mało danych, aby coś takiego ustalić jednoznacznie, poza tym sfera tzw. religijna, to całe spektrum zachowań i stanów - nie wystarczy pewnie tylko fragment mózgu "wyciąć" :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja właśnie z tym bardziej "wschodnim" nastawieniem całkowicie nie miałbym obaw. Nawet byłbym za tym, aby "uniesienia" można było likwidować operacyjnie. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak neuroprzekażniki szaleją ( narkotyki, alko, guzy w mózgu), to nam się wiele wydaje. Ale właśnie wydaje ( ułuda).

Bóg, komunikując się z nami, użyje tych samych neuroprzekażników, bo inaczej nie wywoła wrażenia transcendencji. Skutek w obrazie mózgu identyczny, ale przyczyna całkiem odmienna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skoro skutek ten sam (narkotyki, guzy, Bóg, Szatan), to chyba nie powiesz, że posiadasz jakieś receptory, które pozwalają Ci odróżniać przyczynę? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ha, gdyby te receptory były, nie byłoby wiary, tylko pewność.

 

No właśnie - dlaczego bóg (dowolny), zakładając jego istnienie jako bytu realnego, obiektywnego, "wymusza" wiarę, zamiast dać pewność, chociażby tylko taką jak E=mc^2?

Share this post


Link to post
Share on other sites

A kto z maluczkich pojmie Jego intencje?

Sądze, że w intelektualnej ścieżce poznania, "każdemu głupiemu" wypadałoby wierzyć, więc może chodzi o jakąś selekcję.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A kto z maluczkich pojmie Jego intencje? Sądze, że w intelektualnej ścieżce poznania, "każdemu głupiemu" wypadałoby wierzyć, więc może chodzi o jakąś selekcję.

 

:) :) :) Czyli w sumie: wierz i nie marudź... albo piekło (takie czy inne) zaliczysz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ooo, skoro sam dobrze wieSZ, więc po co marudzisz.

Nie oczekuj, że jakiś forumowy usher, rozwieje Twoje rozterki w tym temacie.

Ja rozterek nie mam, więc mam święty spokój.

EOT

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ooo, skoro sam dobrze wieSZ, więc po co marudzisz. Nie oczekuj, że jakiś forumowy usher, rozwieje Twoje rozterki w tym temacie. Ja rozterek nie mam, więc mam święty spokój. EOT

 

Ze spokojem czekam na nicość. Prawdopodobieństwo innego rozwiązania tej "rozterki" oceniam na nieskończenie bliskie zera.

 

pozdrawiam

marek

PS - jeśli Cię uraziłem w jakiś sposób, to wybacz jeśli możesz, chodziło mi tylko o poznanie argumentów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jest to nic nowego w neuronauce/psychiatrii.

Jeśli zaś chodzi o korę ciemieniową to od dawna wiadomo, że odpowiada ona za (tak najogólniej) tzw. schemat ciała- chociaż szczegółowo to na razie za trudne zadanie do sprecyzowania.

 

Do podobnych zespołów (z zaburzonym schematem) należą: z. obcej ręki (nie mylić z z. anarchicznej ręki), transseksualizm, z. pomijania stronnego, z. Alicji w krainie czarów (mikropsja/makropsja) itp.Objawy tutaj opisane przypominają te z zespołu Cotarda.

 

 

Tu, w tym artykule, mamy dodatkowo jeszcze komponentę religijno-uniesieniową, za którą kiedyś 'winiono' płat skroniowy (w tym przyśrodkowy- tzw padaczka Dostojewskiego):

http://vetulani.wordpress.com/2011/07/17/wejscie-w-swiat-ducha/

 

Obecnie zaś winą obarcza się korę płata wyspowego:

http://vetulani.wordpress.com/2011/07/28/wyspa-ekstazy/

 

Tak więc nie sam płat ciemieniowy jest w tym przypadku winowajcą, działa prawdopodobnie w kooperacji z wyspą, a może jeszcze innymi strukturami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie jest to nic nowego w neuronauce/psychiatrii. Jeśli zaś chodzi o korę ciemieniową to od dawna wiadomo, że odpowiada ona za (tak najogólniej) tzw. schemat ciała- chociaż szczegółowo to na razie za trudne zadanie do sprecyzowania. Do podobnych zespołów (z zaburzonym schematem) należą: z. obcej ręki (nie mylić z z. anarchicznej ręki), transseksualizm, z. pomijania stronnego, z. Alicji w krainie czarów (mikropsja/makropsja) itp.Objawy tutaj opisane przypominają te z zespołu Cotarda. Tu, w tym artykule, mamy dodatkowo jeszcze komponentę religijno-uniesieniową, za którą kiedyś 'winiono' płat skroniowy (w tym przyśrodkowy- tzw padaczka Dostojewskiego): http://vetulani.wordpress.com/2011/07/17/wejscie-w-swiat-ducha/ Obecnie zaś winą obarcza się korę płata wyspowego: http://vetulani.wordpress.com/2011/07/28/wyspa-ekstazy/ Tak więc nie sam płat ciemieniowy jest w tym przypadku winowajcą, działa prawdopodobnie w kooperacji z wyspą, a może jeszcze innymi strukturami.

 

Ciekawe czy ma to jakiś sens biologiczny/ewolucyjny, czy jest tylko "produktem ubocznym" innych działań mózgu. Podejrzewam raczej to drugie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To co napisałeś w pierwszym zdaniu, jest jednym i tym samym.

Ewolucja nie działa według planu, dążeń, założonych celów. To ciąg reakcji biochemicznych, przebiegających według określonego klucza, który sam nie daje gwarancji bezbłędności.

Tak więc wszystko jest 'produktem ubocznym' i jeśli sprawdza się jako proces wydajny, zyskuje swój ewolucyjny sens.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tak więc wszystko jest 'produktem ubocznym' i jeśli sprawdza się jako proces wydajny, zyskuje swój ewolucyjny sens.

I to jest świetne podsumowanie... pytanie dlaczego religia sprawdza się przez tak długi czas (niezależnie od tego jaka) ? Bo to ma sens. Inaczej ludzie "stają się" (w pewnym uproszczeniu) zwierzętami, wystarczy popatrzeć co się dzieje przy katastrofach naturalnych kiedy Państwo nie realizuje swoich funkcji nadzoru (Policja). Grabieże, gwałty itd. Ludzie muszą się czegoś bać, w związku z czym "wymyślono" kiedyś religię (jakby nie było Boga to by została wymyślona przez ludzi :) ). Kiedyś nie można było pokryć całego kraju nadzorem policji (teraz można?), więc potrzebne było coś żeby trzymać ludzi w ryzach bez zewnętrznego nadzoru ("Bóg jest wszędzie i wszystko widzi..."). Nawet teraz na kopalni był artykuł, że w miejscach, gdzie ludzie wierzą w istnienie raju i piekła jest stosunkowo mniej przestępstw. Zresztą, czy ateiści chcą czy nie chcą, większość "prawd wiary" pokrywa się z "normami społecznymi" niezależnie od wiary. Ba, nawet ateiści wierzą, tylko, że Oni akurat wierzą w to, że Boga nie ma ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

manipulacja zwykla ... nic sie nie sprawdza - poak to mowila pobozne zyczenia :P

 

tzn. sprawdza sie ale wsrod "motlochu" i "zwierzat", ktore musza sie bac, zeby jak to mowila moja babcia: "prosto chodzic" :P

 

najnizsza przestepczosc nie jest wcale wsrod ludzi gleboko "wierzacych" i religijnych (do tego nalezy zdefiniowac co jest a co nie jest przestepstwem)..

 

faktem jest a nie mrzonka jak powyzsze, ze najlepiej normom i zasadom spolecznym podporzadkowuja sie, sa im posluszni, ludzie glupi i bezmyslni, wsrod ktorych dominuje konformizm - oczywiscie musimy wtedy za sklonnosci przestepcze uznac sklonnosci do przekraczania norm ustalonych przez prawo i grupe...

 

czym innym jest w ogole sklonnosc ludzka do zla - nie ma ona nic wspolnego ze zdolnoscia do przestrzegania prawa i jak ludzie konformistyczni, glupi itd. sa najbardziej posluszni sa tez najbardziej slonni do zla i krzywdzenia innych w imie "zasad spolecznych" i w ramach istneijacego prawa - zemsta, neinawisc, zazdrosc - to jest ich sila :P

 

najnizsza przestepczosc rozumiana jako sklonnosc do zla jest nie wsrod wierzacych ale bardzo dobrze wyksztalconych ateistów, np. w spolecznosci zamknietych osiedli pracowników CERN, KRZEMOWEJ DOLINY itp. itd.

 

wiara predystynuje jedynie do przestrzegania prawa a nei do bycia dobrym czlowiekiem, do odroznienia dobra od zla predystynuje jedynie zdolnosc d osamodzielnego myslenia i krytyczny stosunek do wszystkeigo - takze norm i zasad i praw spoleczych....

 

ateisci w nic nie wierza, zaden ateista nie wierzy w nieistnienie boga (zreszta to jest blad logiczny i nonsens) - ateisci w nic nie wierza bo im wiara w cokolwiek nie jest potrzebna - ateisci albo wiedza cos albo nie :P

 

i tyle ....

 

wiara jest potrzebna tam gdie brak wiedzy i niedostatek informacji lub niedostatcznie sprawny aparat myslowy aby z informacji wnioski wyciagac...

 

wiara jest zaprzeczeniem czlowieczenstwa i "uosobieniem" zezwierzecenia ... "jestem posluszny bo tak choc nie wiem czemu" - to tak jak pies, tez nei wie czemu jest posluszny Panu, dla jakichs tam korzysci pewnia, np. dostepu do ogrzewanej jaskini, resztek ze stolu itp. ale posluszny jest :P

 

tzn. wszyscy wiemy czemu jest posluszny - z czystego wyrachowania :P jest zwylym oportunista i egoistycznym, interesownym cwaniakiem :P chce za swa "wiare w Pana" i "sluzbe mu" dostgac kosc a czasem kawalek miesa :P

 

wierzacy chce zycie wieczne :P tzn. 99% wierzacych chce :P

 

a jakby wierzacym powiedziec tak: "nic ode mnie nei dostaniesz, przyniose Ci byc moze tylko cierpienie, zadnego wiecznego zycia nie ma..." nadal bedzie wierzyl?

Share this post


Link to post
Share on other sites
To co napisałeś w pierwszym zdaniu, jest jednym i tym samym. Ewolucja nie działa według planu, dążeń, założonych celów. To ciąg reakcji biochemicznych, przebiegających według określonego klucza, który sam nie daje gwarancji bezbłędności. Tak więc wszystko jest 'produktem ubocznym' i jeśli sprawdza się jako proces wydajny, zyskuje swój ewolucyjny sens.

 

Pozornie to, co napisałeś jest oczywiste, ale... przynajmniej w przypadku gatunku Homo sapiens (chociaż co do tego "sapiens" mam zasadnicze wątpliwości) ewolucja jest w znacznym stopniu sterowana, m.in. kulturowo - w skrajnych przypadkach (nazizm itp.) pojawiają się jednoznacznie określone plany, dążenia i zakładane cele. Skutecznośc takiej ewolucji sterowanej może być wątpliwa, ale takie działania są, i to w różnych skalach, od indywidualnej do masowej.

 

Natomiast odchodząc od H. s. doprecyzuję swoje pytanie: można podejrzewać, że te procesy mózgowe, o których rozmawiamy nie są "wynalazkiem" gatunku H. s., czyli że w zbliżony sposób działały mózgi naszych przodków, a pewnie i wielu gatynków współczesnych. Mamy w takim przypadku następujące możliwości:

- takie działanie mózgu dawało jakieś korzyści, zatem było w danych warunkach utrwalane i wzmacniane ("ewolucyjny sens");

- jest nieszkodliwym odpadem jakichś procesów lub struktur;

- w jest ewolucyjnym śmieciem, który nie zdążył trafić na ewolucyny śmietnik.

Oczywiście jest też możliwość "recyklingu" itp.

Patrzę na swoje psiury... i szkoda, że nie mogą mi powiedzieć, czy np. czują "boga", i to bez przyćpania zielska :) Wcale tego nie wykluczam. Być może podobne odczucia są u zwierząt, przynajmniej niektórych, nawet silniejsze niż u ludzi i do czegoś im przydatne. Tylko jak to sprawdzić?

Share this post


Link to post
Share on other sites
a jakby wierzacym powiedziec tak: "nic ode mnie nei dostaniesz, przyniose Ci byc moze tylko cierpienie, zadnego wiecznego zycia nie ma..." nadal bedzie wierzyl?

 

Stalin, Mao, Kimów trójca... i wielu innych. Wmawiaj komuś coś tysiąc razy, to pewnie w to uwierzy :)

Wiara jest prostsza niż myślenie, a często też bezpieczniejsza. Nie zmienia to faktu, że "zakład Pascala" (logicznie błędny zresztą) jest istotną motywacją, a często i podstawą wiary w takiego czy innego boga.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę, że natura budując nasze mózgi nie miała ciśnienia na unikanie skutków ubocznych uszkodzeń i ćpania.

Mózgi mamy zaprojektowane do prawidłowego działania tylko gdy są zdrowe i wolne od substancji na nie wpływających.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mózgi mamy zaprojektowane do prawidłowego działania tylko gdy są zdrowe i wolne od substancji na nie wpływających.

 

Jakoś podejrzewam, że za strukturą naszego mózgu (mimo wielu niezłych rozwiązań) nie stoi jakikolwiek "projektant". ;)

No i mózg bez substancji, które nań wpływają jest martwym mózgiem (niekoniecznie myślę o narkotykach). ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ewolucje można poniekąd uznać za projektanta. W końcu dobór naturalny faworyzuje dobre rozwiązania i usuwa złe... z większą lub mniejszą skutecznością.

 

Mi chodziło tylko o narkotyki i inne używki. Wiadomo, że bez hormonów, paliwa i innych neuroprzekaźników nie działa :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ewolucji nie można uznać za projektanta. Projektant ma jakąś "wizję" ku której zmierza; ewolucja takiej "wizji" kompletnie nie ma. :) Dobór nie "usuwa", bo nie ma takiej intencji. ;)

 

Co do hormonów, paliwa itp. dorzuciłbym jednak niezbędne piwo lub wino. :D

 

Edit: w takich dywagacjach trudno pozbyć się antropocentryzmu, ale on nie pomaga. :)

 

Edit2: już z zupełnie innej beczki. Czy ktoś badał wpływ produkcji i spożywania alkoholu (wszak to w każdej kulturze ludzkiej) na ewolucję tak zwanego człowieka myślącego? ;)

 

Edit3: zapomniałem (głowa do pozłoty!); skąd wiesz jakie rozwiązanie jest "złe" lub "dobre". Masz jakieś kryterium? Ewolucja raczej nie "myśli" kategoriami zła i dobra. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na tegorocznym kongresie Europejskiego Towarzystwa Anestezjologicznego w Wiedniu zaprezentowano przypadek 60-letniego mężczyzny, u którego podczas operacji ratującej życie doszło w sierpniu 2018 r. do "pożaru" w klatce piersiowej.
      U pacjenta, który rok wcześniej przeszedł pomostowanie aortalno-wieńcowe, występował rozwarstwiający tętniak aorty wstępującej. Istotne jest też to, że mężczyzna od lat zmagał się z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP). Podczas operacji chirurdzy wykryli w prawym płucu pacjenta pęcherze rozedmowe. Jeden z nich przypadkowo przebito. By zapobiec niewydolności oddechowej, zwiększono przepływ gazów anestetycznych do 10 l/min; zawartość tlenu podwyższono do 100%.
      Niedługo potem przez użycie narzędzia do elektrokauteryzacji doszło do zapłonu chusty chirurgicznej. Ogień natychmiast ugaszono. Pacjentowi nic się nie stało. Dalsza część operacji przebiegła już bez przygód.
      Mimo że udokumentowano tylko parę przypadków zapłonu w klatce piersiowej - 3 dot. chirurgii klatki piersiowej i 3 dot. pomostowania aortalno-wieńcowego [pot. bypassów] - wszystkie wiązały się z chustami chirurgicznymi, elektrokauteryzacją, podwyższonym wdechowym stężeniem tlenu oraz pacjentami cierpiącymi na POChP lub inną chorobę płuc - opowiada dr Ruth Shaylor z Austin Health w Melbourne. Szczególnie chirurdzy i anestezjolodzy powinni mieć świadomość, że jeśli płuco jest uszkodzone lub następuje wyciek powietrza z jakiegokolwiek innego powodu, w klatce piersiowej może nastąpić zapłon. Pacjenci z POChP znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zespół z Mayo Clinic nauczył układ immunologiczny myszy zwalczania czerniaka złośliwego. Do spokrewnionego z wirusem wścieklizny wirusa pęcherzykowatego zapalenia jamy ustnej wprowadzono DNA pobrane z ludzkich komórek czerniaka. Dzięki temu szereg genów można było wprowadzić bezpośrednio do guza. Na wczesnym etapie badań w mniej niż 3 miesiące z minimalnymi skutkami ubocznymi wyleczono 60% gryzoni.
      Sądzimy, że ta technika pozwoli nam zidentyfikować całkowicie nowy zestaw genów, które kodują antygeny ważne dla stymulowania układu odpornościowego, tak aby odrzucił on nowotwór. [...] Zauważyliśmy, że by odrzucenie guza było najskuteczniejsze, u myszy kilka białek musi ulegać jednoczesnej ekspresji - tłumaczy dr Richard Vile.
      Wierzę, że uda nam się stworzyć eksperymentalne szczepionki, dzięki którym po kolei wyeliminujemy wszystkie nowotwory. Szczepiąc przeciwko wielu białkom naraz, mamy nadzieję leczyć guzy pierwotne i chronić przed wznową.
      Szczepionki powstające w ramach nurtu immunoterapii nowotworowej bazują na spostrzeżeniu, że guzy przystosowują się do powtarzalnych ataków układu odpornościowego, zmniejszając liczbę antygenów na powierzchni komórek. Przez to układowi odpornościowemu trudniej jest je rozpoznać. O ile jednak nowotwory mogą się nauczyć ukrywać przed zwykłym układem odpornościowym, o tyle nie są w stanie uciec przed układem immunologicznym wytrenowanym przez zmodyfikowany genetycznie wirus pęcherzykowatego zapalenia jamy ustnej.
      Nikt nie wie, ile antygenów układ odpornościowy widzi na powierzchni komórek nowotworowych. Doprowadzając do ekspresji wszystkich białek w wysoce immunogennych wirusach, zwiększamy ich widoczność dla systemu odpornościowego - wyjaśnia dr Vile.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Aspiryna zapobiega różnym nowotworom, np. rakowi jelita grubego, ale powoduje też wrzody i krwawienie z przewodu pokarmowego. Dodając dwa do dwóch, Khosrow Kashfi z The City College of New York stwierdził, że skoro wyściółka jelit chroni się przed uszkodzeniami, produkując tlenek azotu(II) i siarkowodór, warto stworzyć przeciwnowotworową wersję z oboma gazami - aspirynę-NOSH.
      Nowa aspiryna uwalnia NO i H2S podczas rozkładu. W artykule opublikowanym w Medicinal Chemistry Letters Kashfi ujawnił, że stworzono serię czterech hybrydowych aspiryn NOSH. Amerykanie dodawali je do 11 linii komórek nowotworowych, w tym raka prostaty, piersi czy trzustki. Linie miały różne pochodzenie: gruczołowe, nabłonkowe oraz limfocytowe. Okazało się, że [hybryda] jest znacznie skuteczniejsza od samej aspiryny. Wszystkie NOSH wyjątkowo efektywnie hamowały wzrost linii, ale najlepsza była hybryda NOSH-1. Później, bazując na wydzielaniu dyhydrogenazy mleczanowej (LDH), wykazano, że nie jest ona cytotoksyczna.
      Poziom LDH wzrasta w wyniku wzmożonego rozpadu czerwonych krwinek, stanowi także wykładnik obrotu komórkowego niektórych nowotworów, np. czerniaka czy białaczek.
      W przypadku raka jelita grubego skuteczność aspiryny-NOSH była aż 100.000 razy wyższa od zwykłej aspiryny. Komórki rakowe przestawały się dzielić i obumierały. Wszystko wskazuje więc na to, że do zwalczenia guza można będzie stosować mniejsze dawki.
      Podczas badań na zwierzętach Kashfi stwierdził, że aspiryna-NOSH im nie szkodzi. U gryzoni z ludzkim rakiem jelita grubego 18-dniowa terapia zmniejszyła guzy aż o 85%, nie uszkadzając przy tym jelita.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzięki nowoczesnemu sprzętowi guzy gruczołu krokowego można wykryć wcześniej niż kiedykolwiek, gorzej mają się jednak sprawy ze stwierdzeniem, czy są one łagodne, czy złośliwe. Może się to zmienić dzięki środkowi kontrastowemu z greliną, którą połączono z fluorescencyjnym znacznikiem (grelina jest lepiej znana jako hormon głodu).
      Złośliwe guzy pochłaniają o wiele więcej greliny niż zwykłe komórki prostaty. Doktorzy John Lewis i Len Luyt z Lawson Health Research Institute uważają, że w ten właśnie sposób można zidentyfikować agresywną postać choroby.
      Zespół testował czynnik kontrastowy swojego pomysłu na próbkach tkankowych pobranych od pacjentów z rakiem gruczołu krokowego. Okazało się, że sygnał z komórek złośliwych guzów był niemal 5-krotnie silniejszy niż z komórek guzów łagodnych i komórek niezmienionych chorobowo.
      Testy obrazowe, takie jak pozytonowa tomografia emisyjna czy rezonans magnetyczny, są wykorzystywane do nieinwazyjnego diagnozowania wielu nowotworów, jednak w przypadku raka prostaty biopsja nadal pozostaje najlepszą opcją. Nasze studium sugeruje, że obrazowanie z wykorzystaniem greliny i w tym przypadku pozwala na nieinwazyjną biopsję oraz wcześniejsze wykrycie ewentualnych przerzutów - podkreśla dr Lewis.
      Szczegółowe wyniki badań ukażą się w najbliższym numerze pisma The Prostate.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas badań na zwierzęcym modelu raków gruczołu sutkowego i prostaty odkryto, że zastrzyki z dopaminy zwiększają napływ krwi do guza, 2-krotnie podwajając stężenie leku przeciwnowotworowego w obrębie jego tkanek. Nasilony przepływ krwi zwiększa także dostawy tlenu do zmienionej chorobowo tkanki, co z kolei poprawia skuteczność chemio- i radioterapii.
      Zespół z OSUCCC – James (Ohio State University Comprehensive Cancer Center – Arthur G. James Cancer Hospital) odkrył, że działając za pośrednictwem receptorów dopaminowych D2, dopamina odgrywa ważną rolę w podtrzymywaniu prawidłowej budowy naczyń krwionośnych. D2 występują w normalnych komórkach naczyń - perycytach oraz komórkach nabłonka. Nie stwierdzono obecności neuroprzekaźnika w komórkach naczyń guzów.
      Nasze studium sugeruje wykorzystanie dopaminy w leczeniu nowotworów i być może innych zaburzeń, w przypadku których normalizacja dysfunkcjonalnych naczyń krwionośnych potencjalnie nasili reakcje terapeutyczne - tłumaczy dr Sujit Basu, dodając, że dopamina i jej pochodne są już i tak wykorzystywane w szpitalach, nie trzeba by więc planować terapii od strony logistyki czy zajmować się jej bezpieczeństwem.
      Basu podkreśla, że naczynia wewnątrz guza są nieprawidłowo zbudowane, w dodatku tworzą chaotyczną i nieszczelną sieć, ograniczając w ten sposób dopływ krwi z tlenem i ewentualnych leków. Akademicy stwierdzili, że dopamina normalizuje budowę naczyń guza. Po iniekcji neuroprzekaźnika naczynia zarówno raka piersi, jak i prostaty zaczynały przypominać prawidłowe naczynia pod względem architektury i szczelności. Wcześniejsze potraktowanie tkanki antagonistą receptorów dopaminowych eliminowało to zjawisko.
      Podskórne guzy ludzkiego raka jelita grubego, które poddano ekspozycji na dopaminę i fluorouracyl (5-FU), akumulowały 2-krotnie więcej preparatu niż myszy leczone wyłącznie 5-FU. W dodatku guzy tych pierwszych miały wielkość ok. 1/3 zmian z grupy kontrolnej.
×
×
  • Create New...