Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Naukowcy z Politechniki Opolskiej pomogli w operacji nowotworu

Recommended Posts

Naukowcy z Politechniki Opolskiej (PO) opracowali i wydrukowali model 3D żyły z guzem w środkuZrobili to doskonale. Rzeczywisty model był nam potrzebny do dokładnego zwizualizowania guza, co pozwoliło prawidłowo zaplanować operację i jej zakres [patologiczna struktura ciągnęła się wewnątrz dużej żyły od serca aż po miednicę] – wyjaśnia prof. Grzegorz Oszkinis z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu.

Nieoczywista diagnoza

Prof. Marek Gierlotka, kierownik Oddziału Kardiologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu i Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Opolskiego, opowiada, że pacjentka została przyjęta do szpitala, bo w badaniu ultrasonograficznym stwierdzono obecność dużej, nieprawidłowej struktury wewnątrz serca, która sięgała daleko w dół, wewnątrz dużej żyły, aż na wysokość miednicy. Wstępna diagnoza w tomografii komputerowej wskazywała na zakrzep, tym bardziej że chora rok wcześniej miała zator tętnicy płucnej.

Ostatecznie przypadek okazał się o wiele bardziej skomplikowany, dlatego żeby wszystko ustalić i zaplanować leczenie, nawiązano współpracę z licznymi specjalistami: radiologami, patomorfologami, kardiochirurgami, chirurgami naczyniowymi, ginekologami i specjalistami od modelowania 3D z PO.

Wykonaliśmy dodatkowo rezonans magnetyczny i obraz, który zobaczyłam, okazał się bardziej skomplikowany. Okazało się, że mamy do czynienia z rozległym nowotworem rozpoczynającym się od narządów rodnych, który rozrastając się wewnątrz dużej żyły, sięgał aż do serca – wyjaśnia dr n. med. Katarzyna Sznajder, kierownik Zakładu Klinicznego Diagnostyki Obrazowej USK UO w Opolu.

Guz był tak duży, że odpowiednia objętość krwi nie dopływała do serca, przez co pacjentka nie tolerowała wysiłku i mdlała. Najpierw operatorzy zajęli się fragmentem guza od strony serca, a później usunięto przeważającą część nowotworu z miednicy i jamy brzusznej, czyli [z] narządów rodnych i żyły. W trakcie zabiegu chirurdzy wypreparowali żyłę główną dolną od żył biodrowych i nerkowych. Nacięli ją i usunęli całego guza.

Pomoc specjalistów od modelowania 3D

Pod względem merytorycznym pracami zespołu z PO kierowali prof. Jarosław Zygarlicki i prof. Mirosław Szmajda. Wobec wątpliwości co do dokładnej lokalizacji guza w żyle w oparciu o przeprowadzone w naszym zakładzie badania obrazowe, poprosiliśmy ich o opracowanie i wydrukowanie modelu 3D żyły z guzem w jej wnętrzu – wyjaśnia dr Sznajder.

Prof. Andrzej Cichoń (również z PO) tłumaczy, że prace składały się z 3 zasadniczych faz: 1) detekcji obrysów żyły i zmiany patologicznej na podstawie przekrojów TK, 2) komputerowego modelowania żyły i zmiany oraz 3) ostatecznego wydruku 3D.

Analiza ponad 1,5 tys. obrazów z tomografii komputerowej

Ponieważ planowany czas prac był bardzo krótki, zadania należało podzielić. Analizą ponad 1500 obrazów tomografii komputerowej zajęła się ekipa studentów inżynierii biomedycznej (Anna Wieczorek, Karolina Nowak, Wiktoria Krak, Aleksandra Kawiak i Szymon Nieckarz), doktorantów (mgr inż. Anna Froń i mgr inż. Mirosław Chyliński) i naukowców PO (dr inż. Łukasz Nagi i prof. Mirosław Szmajda).

Ze względu na złożoność zagadnienia i trudność interpretacji obrazów TK, szczególnie w przypadku badania zakontrastowanych żył, cały zespół został przeszkolony przez lek. med. Andrzeja Falbę, członka ekipy radiologów z USK, po czym w ciągu 3 dni (i nocy) zespół dokonał stosownych obrysów, zweryfikowanych finalnie przez dr. Falbę – relacjonuje prof. Szmajda.

Modelowanie komputerowe i ostateczny wydruk 3D

W drugiej fazie prac należało stworzyć wirtualny model przestrzenny żyły i patologicznej zmiany i zapisać w postaci umożliwiającej druk 3D (dla żyły, dla zmiany i dla całości). Zastosowaliśmy metody maszerujących sześcianów oraz triangulacji. Dzięki tym metodom zostały wygenerowane siatki trójkątów, które ostatecznie odwzorowały z zadaną dokładnością modele żyły oraz zmiany patologicznej. Następnie modele te posłużyły do przygotowania plików wejściowych do drukarki 3D - opowiada prof. Zygarlicki.

W 3. fazie drukowano fizyczny model, dobierając najpierw odpowiednie surowce do uzyskania nieprzezroczystej zmiany i przezroczystych ścian żyły.

Prof. Oszkinis podsumowuje, że po zabiegu nie wystąpiły żadne komplikacje. Stan pacjentki szybko się poprawiał. Została już wypisana do domu.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Polscy naukowcy opracowali pierwszą na świecie siatkę przepuklinową 3D, dostosowaną do pacjenta (struktur anatomicznych jego pachwiny) na podstawie wyników tomografii komputerowej (TK). Pierwsze wszczepienie spersonalizowanego implantu herniologicznego Optomesh 3D ILAM będzie miało miejsce 14 września w Toruniu, podczas warsztatów towarzyszących jubileuszowemu kongresowi Towarzystwa Chirurgów Polskich. Zabieg odbędzie się w Szpitalu Specjalistycznym Matopat i będzie transmitowany online.
      Zespół z 3 ośrodków
      Nad innowacyjnym implantem pracowali lekarze oraz inżynierowie z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (GUM), Politechniki Krakowskiej (PK) i łódzkiej firmy Tricomed SA (Tricomed jest częścią grupy TZMO i posiada status centrum badawczo-rozwojowego). Zespół pracował pod kierunkiem prof. Macieja Śmietańskiego z GUM, prof. Krzysztofa Karbowskiego z PK, a także dr. hab. inż. Witolda Sujki z Tricomedu.
      Stworzenie implantu, który współpracuje z organizmem człowieka, było możliwe m.in. dzięki wykorzystaniu obrazów tomografii komputerowej do opracowania modeli struktur anatomicznych ciała i zaprojektowania na ich podstawie kształtu implantu, a następnie form do jego produkcji – wyjaśnia dr hab. inż. Krzysztof Karbowski, prof. PK.
      Jak można przeczytać na stronie poświęconej wynalazkowi, Optomesh 3D ILAM (Inguinal Laparoskopic Anatomical Mesh) to nieresorbowalny, chirurgiczny wyrób siatkowy o przestrzennej konstrukcji, wytwarzany techniką dziewiarską z monofilamentowej transparentnej i niebieskiej przędzy.
      W zgłoszeniu patentowym zawarto informacje dot. sposobu wytwarzania oraz opis wyrobu.
      Przepuklina pachwinowa i krótka historia ewolucji implantów
      Wg statystyk NFZ za 2020 r., przepukliny pachwinowe stanowiły 78,4% przepuklin przedniej ściany brzucha. Podczas operacji w celu wzmocnienia uszkodzonych tkanek i struktur ściany brzucha wszywa się specjalne siatki syntetyczne.
      Ich wprowadzenie w drugiej połowie XX w. zrewolucjonizowało sposoby zaopatrzenia przepuklin i całkowicie zmieniło rokowanie po takich zabiegach, ale nie rozwiązywało wszystkich problemów - podkreśla prof. Śmietański, współtwórca implantu, światowej sławy specjalista w dziedzinie chirurgii przepukliny. Mało elastyczne siatki, które nie uwzględniały skomplikowanej struktury ściany brzucha oraz wypukłości pachwiny konkretnego chorego, skutkowały niejednokrotnie komplikacjami po operacji, bólem oraz tzw. "odczuciem ciała obcego" czy nawrotami przepukliny. Implanty więc ewoluowały, a marzeniem medyków było, aby zamiast silnych, gęstych splotów polipropylenu czy poliestru zmierzać podczas zaopatrywania przepuklin w kierunku lekkich implantów, dedykowanych konkretnemu pacjentowi - dodaje Śmietański.
      Warto przypomnieć, że prace opisujące przednią ścianę brzucha (nieoparty o kościec konglomerat czynnościowy licznych mięśni i powięzi) na bazie modelowania matematycznego prowadzi się już od jakiegoś czasu (również w Polsce). W ten sposób uzyskano podstawy dla indywidualnych implantów.
      Implant, który zaprojektowaliśmy i unikalny proces jego wytworzenia, to jakby następny krok w rozwoju leczenia przepuklin. Tomograf zbierający dane anatomiczne i przetwarzający pliki dla obrabiarek przemysłowych, produkujących implant w oparciu o koncepcje matematyki, fizyki i wytrzymałości. Na początku będzie drogo, czasochłonnie i w kontrapozycji do głównego nurtu korporacji. Ale to przyszłość. Indywidualizowany makroporowy implant anatomiczny spełnia wszystkie założenia tego, co dziś uznajemy za ważne i współczesne. Droga się otwiera - zaznacza prof. Śmietański na stronie projektu (zakładka "Okiem chirurga").
      Od modelu do unikatowego produktu
      Na podstawie wyników TK 50 pacjentów prof. Krzysztof Karbowski od 2019 r. pracował nad stworzeniem modelu struktur anatomicznych, na których powinien zostać oparty implant. Analizując powyższe modele, dokonałem podziału na grupy selekcyjne ze względu na budowę ciała pacjentów i doszedłem do wniosku, że dla większości pacjentów potrzebne są dwa rozmiary implantu (S-M i L), każdy w wersji prawej i lewej. Zaprojektowałem implanty, których modele, wykonane metodą druku 3D, zostały sprawdzone w Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Następnie zaprojektowałem formy do termicznego kształtowania implantów, przygotowałem technologię wykonania form i programy sterujące dla 3-osiowego centrum frezarskiego. Formy zostały wykonane w laboratorium Katedry Inżynierii i Automatyzacji Produkcji Wydziału Mechanicznego PK.
      Opracowano 3 wersje implantu: standardową (dla większości chorych) i dwie wersje spersonalizowane, które są dopasowywane do anatomii. To dopasowanie odbywać się może na dwa sposoby – albo poprzez wirtualne dopasowanie implantu do anatomii pacjenta oraz zdefiniowanie krawędzi siatki, albo poprzez zaprojektowanie i wykonanie spersonalizowanego implantu na potrzeby konkretnego pacjenta – tłumaczy prof. Karbowski.
      Korzyści dla chirurgów i pacjentów
      Niebieski znacznik ułatwia ułożenie implantu w strukturach anatomicznych. Zakończona strzałką pozioma linia pokrywa się z linią więzadła pachwinowego (strzałka wskazuje oś ciała), zaś linia pionowa pokrywa się z naczyniami nabrzusznymi dolnymi. Implant cechuje się wysoką wytrzymałością. Podczas zabiegu nie trzeba go mocować ani docinać. Ponieważ świetnie się dopasowuje do struktur anatomicznych, skraca się czas operacji, a także ryzyko powikłań czy nawrotów. Specjaliści mówią także o ograniczeniu odczucia ciała obcego i skróceniu czasu rekonwalescencji.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Lekarze od dziesięcioleci ostrzegali osoby z zaburzeniami rytmu serca, by unikały kawy. Ostrzeżenie brało się z obawy, że kofeina może dodatkowo zaburzać pracę serca. Badania przeprowadzone właśnie na dużej grupie osób wskazują, że kofeina nie zwiększa ryzyka arytmii.
      Nie widzimy żadnych dowodów na wsparcie zalecenia dotyczącego unikania kawy. Oczywiście mogą istnieć osoby, u których kawa wywoła arytmię, ale coraz więcej dowodów wskazuje, że takie przypadki są rzadkie, mówi doktor Gregory Marcus, wicedyrektor ds. badań kardiologicznych na University of California, San Francisco. Co więcej, badania sugerują, że codzienna filiżanka kawy może... zmniejszać ryzyko arytmii.
      Marcus i jego zespół przyjrzeli się danym dotyczącym 386 258 osób z UK Biobank. Informacje obejmowały lata 2006–2018. Średnia wieku badanych wynosiła 56 lat, a mediana czasu, przez który śledzono ich losy to 4,5 roku.
      W badanym okresie incydentalne przypadki arytmii pojawiły się u 16 979 osób. Po skorygowaniu danych o informacje demograficzne, historię medyczną i tryb życia, okazało się, że każda dodatkowa filiżanka kawy dziennie zmniejsza ryzyko arytmii o 3%. Nawet, gdy naukowcy wzięli pod uwagę czynniki genetyczne, mogące wpływać na metabolizowanie kofeiny, nie zauważyli, by picie kawy zwiększało ryzyko arytmii.
      W podsumowaniu badań naukowcy stwierdzili, że na poziomie populacji nie znaleźli żadnych dowodów, by kawa zwiększała ryzyko arytmii.
      Profesor Zachary Goldberger z University of Wisconsin-Madison skomentował, że badania te pokazały, iż istnieje całkowicie nieuzasadnione przekonanie, że kawa powoduje arytmię. Uczony przestrzega jednak przed wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków, dotyczących potencjalnych dobroczynnych skutków picia kawy. Najważniejsze jest tutaj spostrzeżenie, że kawa nie powoduje arytmii, ale niekoniecznie przed nią chroni, stwierdza Goldberger dodając, że zaobserwowany efekt ochronny był zbyt słaby.
      Naukowcy zgadzają się, że potrzebne są bardziej szczegółowe badania nad wpływem kofeiny na pracę serca oraz nad jej ewentualnym mechanizmem chroniącym przed arytmią.
      Marcus i Goldberger zauważają też, że prawdopodobnie istnieją osoby, które nie reagują dobrze na kawę. Jeśli przyjdzie do lekarza pacjent z zaburzeniami rytmu serca, który kojarzy je ze spożyciem kawy, to należy się temu przyjrzeć. Powyższe badania nie są podstawą, by powiedzieć takiemu pacjentowi, że nadal może pić kawę. Myślę jednak, że możemy mu powiedzieć, iż kawa nie zwiększa ryzyka zaburzeń, stwierdza Goldberger.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Skany tomografii komputerowej (TK) wskazały na okoliczności śmierci Sekenenre Tao - faraona XVII dynastii tebańskiej, panującego w XVI w. p.n.e. Jest on uważany za władcę, który rozpoczął walki z Hyksosami i zapoczątkował proces wyzwalania Dolnego Egiptu spod ich władzy.
      Władca zginął w pobliżu pola bitwy, został ceremonialnie stracony przez kilka osób za pomocą hyksoskiej broni. Balsamiści umiejętnie ukryli niektóre z ran głowy, co sugeruje, że ciało faraona zostało poddane profesjonalnej mumifikacji (mimo słabego zachowania mumii). Wyniki badań ukazały się w piśmie Frontiers in Medicine. Autorami artykułu są dr Zahi Hawass i dr Sahar Saleem, prof. radiologii z Wydziału Medycyny Uniwersytetu Kairskiego.
      Akademicy debatowali o okolicznościach śmierci faraona od czasów, gdy jego mumia została znaleziona i wstępnie zbadana w latach 80. XIX w. (mumię Sekenenre Tao odkryto w 1881 r. w skrytce DB-320 w Deir el-Bahari). Te i następne badania - włączając w to prześwietlenia z lat 60. XX w. - pokazały, że Sekenenre Tao odniósł parę ciężkich ran głowy; co istotne, na reszcie ciała ich nie było.
      Zgodnie z jedną wersją wydarzeń, Sekenenre Tao został schwytany w czasie bitwy, a później stracony, być może przez samego władcę Hyksosów. Inni sugerowali, że faraon został zamordowany we śnie przez pałacowych konspiratorów. Biorąc pod uwagę zły stan mumii, niektórzy naukowcy uważali, że mumifikacja odbyła się w pośpiechu, z dala od królewskiej pracowni.
      Skany z tomografii komputerowej mumii Sekenenre Tao ujawniły szczegóły urazów głowy, w tym rany skrzętnie ukryte przez balsamistów. W oparciu o uzyskane wyniki Hawass i Saleem przedstawili więc nieco inny scenariusz. Jak dowodzą, zniekształcone dłonie świadczą o tym, że ręce farona skrępowano za plecami, dlatego nie mógł się bronić w czasie ataku. To sugeruje, że Sekenenre Tao rzeczywiście znajdował się wraz ze swoimi żołnierzami na pierwszej linii frontu, ryzykując życie, by wyzwolić Egipt - podkreśla dr Saleem, która specjalizuje się w paleoradiologii.
      Skany TK (w połączeniu z innymi dowodami) sugerują egzekucję przeprowadzoną przez kilka osób. Zdjęcia TK pokazały detale wcześniej wymienianych ran faraona (czoła, prawej okolicy nadoczodołowej i oczodołu, lewego policzka oraz podstawy czaszki), a także ujawniły dodatkowe pęknięcia w obrębie twarzoczaszki po prawej stronie z boku; balsamiści skrzętnie je ukryli.
      W ramach badań przyglądano się także hyksoskiej broni z kolekcji Muzeum Egipskiego w Kairze, w tym sztyletom. Potwierdzono ich kompatybilność z ranami odniesionymi przez faraona (można mówić o dobrej korelacji kształtu i wielkości złamań z badanymi rodzajami hyksoskiej broni). Wiele wskazuje na to, że Sekenenre Tao został zabity podczas ceremonialnej egzekucji. Śmiertelny atak w wykonaniu kilku osób był wymierzony w jego twarz, prawdopodobnie po to, by go zhańbić. W zwykłej egzekucji związanego więźnia należałoby się spodziewać ataku jednego napastnika; być może z różnych kątów, ale nie za pomocą różnych rodzajów broni.
      Badanie TK wykazało, że Sekenenre Tao miał w chwili zgonu ok. 40 lat. Walkę z Hyksosami kontynuowali, z sukcesami, jego synowie. Jeden z nich, Kamose, ostatecznie uwolnił Egipt.
      Wyniki uzyskane przez Hawassa i Saleem wiele wnoszą odnośnie do rozumienia punktu zwrotnego w historii Egiptu.
      Saleem i Hawass są pionierami w zakresie wykorzystania skanów TK do badania władców i wojowników Nowego Państwa, w tym Hatszepsut, Tutanchamona, Ramzesa III, Totmesa III i Ramzesa II. W 2015 r. ukazał się ich artykuł pt. Scanning the Pharaohs: CT Imaging of the New Kingdom Royal Mummies. W zeszłym roku opublikowaliśmy artykuł o wkładzie Hawassa i Saleem w wyjaśnienie zagadki mumii krzyczącej kobiety.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dr Izabela Spielvogel z Politechniki Opolskiej (PO) zajmie się oceną potencjału przeciwbakteryjnego historycznych pokładów śląskiej gliny leczniczej. Badaczka należy do grona 7 naukowców z PO, którzy dostali grant MINIATURA. Spielvogel zaznacza, że narastająca oporność patogenów jest światowym problemem. Jej prace są rozwinięciem badań odkrywcy śląskich glin leczniczych - żyjącego w XVI w. lekarza i geologa Johannesa Monatanusa.
      Jak podkreśla dr Spielvogel, raport Najwyższej Izby Kontroli z lipca 2019 r. wskazuje na jedno z największych współczesnych zagrożeń zdrowia publicznego: pojawianie i rozprzestrzenianie się opornych na antybiotyki chorobotwórczych szczepów bakterii. Są one przyczyną wysokiej śmiertelności, dużej liczby powikłań wewnątrzszpitalnych i stanowią coraz większy problem terapeutyczny, szczególnie u osób starszych. Liczbę wieloopornych zakażeń w Polsce szacuje się rocznie na ok. 300 do 500 tys. Roczne koszty ponoszone np. w związku z przedłużeniem hospitalizacji z powodu zakażeń szacuje się na ok. 800 mln zł.
      Szansą na poradzenie sobie z globalnym problemem lekooporności jest poszukiwanie nowych metod terapii, często w nietypowych miejscach. Jak podkreśla dr Spielvogel, w procesie pozyskiwania nowych leków zauważa się w ostatnim czasie zwiększone zainteresowanie źródłami etnomedycznymi. Glinki, ze względu na ich właściwości bakteriobójcze, były intuicyjnie wykorzystywane w lecznictwie we wszystkich częściach świata od najdawniejszych czasów.
      Badaczka przypomina np. o glince z Kisameet Bay w Kolumbii Brytyjskiej. Od dawien dawna była ona wykorzystywana przez Indian z plemienia Heiltsuk. Parę lat temu Julian Davies i Shekooh Behroozian z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej przeprowadzili testy in vitro z zawiesiną tej glinki w wodzie. Uzyskali bardzo obiecujące rezultaty.
      Spielvogel wstępnie oceniła potencjał przeciwbakteryjny historycznych złóż śląskich glin leczniczych. Na podstawie informacji ze źródeł historycznych złoża zostaną zidentyfikowane. Następnie próbki z dostępnych złóż czy odwiertów zostaną poddane analizie laboratoryjnej. W ramach tych badań zostanie szczegółowo opisany skład wszystkich znanych z opisów glin leczniczych oraz ich skuteczność przeciwbakteryjna wobec wybranych szczepów bakterii. Zostanie także podjęta próba identyfikacji mechanizmu działania przeciwbakteryjnego, zwłaszcza odczynu środowiska (pH) i potencjału oksydoredukcyjnego (Eh) - wyjaśnia specjalistka.
      W zeszłym roku w miesięczniku "Sudety. Przyroda, kultura, historia" ukazał się artykuł Spielvogel i Krzysztofa Spałka pt. Johannes Montanus - lekarz ze Strzegoma i jego śląska glina lecznicza.
      Montanus, którego prace badaczka chce kontynuować, ok. 1550 r. odkrył w żyle bazaltowej na strzegomskiej Górze Krzyżowej czerwoną glinkę "terra sigillata". Jak ujawnił w piśmie Uniwersytetu Uniwersytetu Opolskiego Indeks prof. Stanisław Sławomir Nicieja, sporządzona według opisu Montanusa w 1563 roku pigułka została uznana za panaceum na wszelkiego rodzaju zatrucia pokarmowe. Lek zrobił furorę w całej Europie. Po otrzymaniu przywileju nadanego przez cesarza Rudolfa II władze miasta sygnowały tabletkę herbem Strzegomia i napisem "Terra Sigillata Stregonien". Przyniosło to miastu ogromne dochody. Przez prawie trzy wieki, zanim nie pojawił się skuteczniejszy lek na zatrucia. Ale nawet później "Terra Sigillata Stregonien" używano do leczenia bydła.
      Warto dodać, że w 1988 r. Muzeum Okręgowe w Wałbrzychu (obecnie Muzeum Porcelany) wydało książkę pt. Terra Sigillata. Jej autorami są Eufrozyn Sagan i Marek Pakiet. W opisie zamieszczonym na stronie instytucji podano, że w Muzeum [...] przechowywany jest zbiór 185 krążków leków pojedynczych zwanych Terra Sigillata. Jest on prawdopodobnie częścią większej kolekcji, należącej poprzednio do rodu Hochbergów – właścicieli Zamku Książ pod Wałbrzychem. Unikalność i duża wartość historyczna kolekcji spowodowały, że naukowcy nie poprzestali na opracowaniu eksponatów dla potrzeb inwentarzowych i postanowili zapoznać innych z tym ciekawym rodzajem zabytków kultury materialnej. We wspominanej publikacji Sagan i Pakiet opisali również ziemie lecznicze z Jawora, Janowic, Legnicy, Złotoryi i Masłowa.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badania dr. Zahiego Hawassa, znanego egiptologa i byłego sekretarza generalnego Najwyższej Rady Starożytności, oraz Sahar Saleem, profesor radiologii z Uniwersytetu w Kairze, pozwoliły rozwiązać zagadkę mumii krzyczącej kobiety ze skrytki DB-320 (TT320), czyli grobowca znajdującego się na południe od świątyni Hatszepsut w dolinie Deir el-Bahari, w Tebach Zachodnich. Zdjęcia uzyskane podczas tomografii komputerowej pokazały, że zmarła cierpiała na zaawansowaną miażdżycę tętnic wieńcowych. Kobieta zmarła najprawdopodobniej na zawał, a wyraz przerażenia na jej twarzy utrwalił się w wyniku stężenia pośmiertnego.
      Skrytkę TT320 odkryto w 1881 r. Znajdowała się tam, między innymi, "mumia krzyczącego mężczyzny". Badania tomograficzne i genetyczne, przeprowadzone przez Hawassa i zespół naukowy Egyptian Mummy Project, wykazały, że to Pentawer, książę z XX dynastii, syn faraona Ramzesa III i jego żony Teje, którego zmuszono do popełnienia samobójstwa przez powieszenie. Była to kara za udział w tzw. spisku haremowym. Dodatkowo wyrodnego syna ukarano niebalsamowaniem i owinięciem ciała w owczą skórę (wskazywało to na nieczystość); w tym czasie innych owijano lnianą tkaniną i pieczołowicie balsamowano.
      W tej samej skrytce znajdowała się mumia kobiety. Ponieważ wyglądała na przerażoną i zbolałą i miała otwarte usta, potocznie nazywano ją mumią krzyczącej kobiety (oficjalnie jest to mumia niezidentyfikowanej kobiety A).
      Patrząc na nią, specjaliści zadawali sobie wiele pytań: jak zmarła, czemu jej mumia wyglądała inaczej niż pozostałe mumie królewskie i czy krzyczącą kobietę spotkał ten sam los, co księcia Pentawera (ukarano ją śmiercią i nie zabalsamowano)? By znaleźć odpowiedzi, Hawass i Saleem zbadali mumię w Muzeum Egipskim.
      Badania wykazały, że kobieta zmarła w 6. dekadzie życia. W odróżnieniu od Pentawera, została "uczciwie" zabalsamowana. Preparatorzy usunęli jej wnętrzności i posłużyli się żywicą. Ciało owinęli lnianą tkaniną. Wszystko to wskazuje, że okoliczności śmierci były inne niż w przypadku księcia. Czemu więc balsamiści nie ułożyli kobiety w pozycji wyprostowanej z zamkniętymi ustami? Co nie pozwoliło im ukończyć zadania?
      Tomografia zademonstrowała, że kobieta cierpiała na zaawansowaną miażdżycę licznych naczyń. Wcześniejsze badania Hawassa i Saleem dot. królewskich mumii udokumentowały miażdżycę u niektórych z nich. Starożytna medycyna egipska znała zjawisko "zawału serca" i łączyła je ze śmiercią. W papirusie Ebersa, staroegipskim papirusie medycznym, znajduje się fragment, który wydaje się opisem zawału.
      Skany TK wykazały, że księżniczka cierpiała na miażdżycę prawej i lewej tętnicy wieńcowej, tętnic szyjnych, aorty brzusznej, tętnic biodrowych oraz tętnic kończyn dolnych. Biorąc to wszystko pod uwagę, Hawass i Saleem stwierdzili, że kobieta przeszła masywny zawał, który doprowadził do nagłej śmierci. Zmarła ze zgiętymi, skrzyżowanymi nogami, głową zwróconą na prawo i otwartymi ustami. Naukowcy założyli, że jej ciało znaleziono dopiero parę godzin po zgonie. To wystarczyło, by wystąpiło stężenie pośmiertne, które ustępuje dopiero 3-4 dni po śmierci wskutek enzymatycznego rozkładu, pojawienia się substancji gnilnych, a także rozmiękania mięśni. Balsamiści musieli zmumifikować ciało księżniczki, zanim rozkład doprowadził do ustąpienia rigor mortis. Nie mogli więc wyprostować ciała ani zamknąć ust.
      Na zdjęciach z TK widać też, że nie tknęli mózgu; w jamie czaszki znajdują się bowiem resztki mózgu.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...