Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

W Indiach ludzie zabijają się o wodę

Recommended Posts

Od lat słyszymy, że ocieplenie klimatu czy topnienie lodowców zagrażają źródłom wody od których uzależniony jest byt miliardów ludzi. Indyjskie Narodowe Biuro Statystyki Kryminalnej (NCRB) poinformowało właśnie o znacznym wzroście liczby przestępstw związanych z konfliktami o wodę. Dochodzi do sporów, drobnych przestępstw, fizycznych starć i morderstw.

W roku 2018 liczba takich przestępstw była niemal 2-krotnie większa niż rok wcześniej. Najwięcej sporów o wodę miało miejsce w stanach Maharashtra i Bihar, które w ostatnich latach zmagają się z ciężką suszą. Z najnowszego raportu NCRB wynika, że w 2018 roku zanotowano 838 przestępstw tego typu. Rok wcześniej były to 432 przestępstwa. W sporach o wodę życie straciły 93 osoby.

Eksperci mówią, że spory toczą się pomiędzy społecznościami, wsiami i kastami. Gdy zmniejsza się dostępność wody, zaostrzają się konflikty, obejmują one całe społeczności, spierają się miasta z wsiami. Sytuacja w niektórych stanach była bardzo zła w 2018 roku, mówi Himanshu Thakkar, koordynator South Asia Network on Dams, Rivers and People.

Częścią problemu jest złe zarządzanie zasobami. Indie maksymalnie eksploatują zasoby wód podziemnych. W kraju tym spod ziemi pobiera się tyle wody, co łącznie w USA i Chinach. Złe zarządzanie powoduje, że poziom wód gruntowych błyskawicznie spada. W 2018 roku opublikowano raport, z którego wynika, że jeśli nic się nie zmieni, to 21 miast, w tym Delhi, Bengaluru, Chennai i Hyderabad już w 2020 roku wyczerpie całe zapasy wód podziemnych, co bezpośrednio dotknie 100 milionów ludzi.

W tym samym raporcie czytamy, że do roku 2030 zapotrzebowanie Indii na wodę będzie 2-krotnie większe niż zapewniają jej dostępne źródła. Setki milionów ludzi będą miały problem z dostępem do wody, a jej brak może przełożyć się na stratę 6% PKB.

Z danych Banku Światowego dowiadujemy się, że dochodzi do szybkiego spadku odnawialnych zasobów wody pitnej w przeliczeniu na mieszkańca Ziemi. Jeszcze w 1960 roku na każdego człowieka przypadało 13 364 metry sześcienne odnawialnych zasobów wody pitnej. W roku 2014 było to już 5 932 m3. UNESCO szacuje, że w rozwijających się krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej przeciętne zużycie wody na głowę mieszkańca wynosi 50–100 litrów dziennie. W krajach rozwiniętych jest to około 10-krotnie więcej.

Krajami o największych odnawialnych zasobach wody pitnej w przeliczeniu na mieszkańca są (dane dla roku 2017): Islandia (507 463 m3), Gujana (348 374 m3), Surinam (175 719 m3), Kongo (157 148 m3), Papua Nowa Gwinea (97 079 m3), Bhutan (96 582 m3), Gabon (81 975 m3), Kanada (79 238 m3), Norwegia (74 081 m3) oraz Wyspy Salomona (79 123 m3). W Indiach jest to 1427 m3.

Polska znajduje się dopiero na 133. pozycji na świecie, a nasze zasoby na mieszkańca wynoszą 1585 m3. Pocieszający jest fakt, że wzrosły one z 1579 m3 w roku 2012 i jesteśmy jednym z niewielu krajów, gdzie zanotowano wzrost tych zasobów. Jednak w Europie mniej wody do dyspozycji mają tylko mieszkańcy Czech, Danii i Cypru.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Więc sami widzicie, wielbłądy zlizujące skropliny z klimatyzacji to jest tylko preludium.

 

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zdaje się, że na granicy Indii i Pakistanu jest już napięta atmosfera jeżeli chodzi o wodę.

Cytat

Niektórzy eksperci zwracają uwagę na wodny wymiar sporu, który często jest pomijany. Niesłusznie, bowiem w XXI wieku woda będzie coraz częściej przedmiotem sporów międzynarodowych. W odpowiedzi na atak z 14 lutego 2019 roku Indie ogłosiły spiętrzenie wody na rzekach na swoim terytorium, aby w ten sposób zmniejszyć poziom tego surowca po stronie pakistańskiej. Za element sporu należy postrzegać projekt tamy Shahpurkandi w indyjskim Pundżabie na rzecee Ravi, przepływającej od Himalajów do Pakistanu przez terytorium Indii. Pozwoli ona New Delhi utrzymać więcej wody po swojej stronie kosztem Pakistanu.

https://www.defence24.pl/starcia-w-kaszmirze-przyczyny-i-konsekwencje-konfliktu-pomiedzy-nuklearnymi-mocarstwami-analiza

Edited by wilk
usunąłem czarne tło

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tu    https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,25605662,w-rpa-wojna-o-wode-jak-w-mad-maxie-katastrofa-klimatyczna.html#s=BoxWyboMT

też już wojna o wodę.

 

A i w Polsce, też może nie być wesoło:

https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,25114073,mowisz-susza-myslisz-afryka-guzik-prawda-jesli-nic-nie.html

"Ale może dochodzić do konfliktów lokalnych pomiędzy poszczególnymi województwami. " ;)

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podejzewam, ze jeszcze tego nie badano do konca ale muł ma wlasciwosci higroskopijne i zachodzą w nim zjawiska kapilarne a jak wiemy wiele sztucznych akwenow musi byc oczyszczanych z mulu... mul ten ma bardzo drobną strukturę i moznaby rozsypywac go w miejscach w ktorych woda jeat gleboko pod powierzchnia co wyciagneloby wode wyzej ku roślinom lub tez nawet uzyc do samego pompowania brudnej wody ktora potem mozna oczyscic.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, Felipesku napisał:

moznaby rozsypywac go w miejscach w ktorych woda jeat gleboko pod powierzchnia

Głęboko, to w tym miejscu trzeba popracować nad know how.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Już w 1997 roku powstał dokument NATO, w którym znajdował się scenariusz hipotetycznego ataku syryjsko-irackiego na Turcję w 2010 roku. Wojna miała wybuchnąć w związku z założonym radykalnym zmniejszeniem się irackich zasobów wody spowodowanym rozwojem projektu GAP oraz trzyletnią suszą. Irak i Syria miałyby się powołać na zwyczajową normę gwarantującą równą możliwość racjonalnego wykorzystania wody przez wszystkie podmioty nadbrzeżne (tzw. riparian rights)

Źródło: https://www.defence24.pl/wojny-wodne-mezopotamia-w-ogniu-analiza

Repetowicz, który bardzo dobrze zna arabski  i perski, jest jednym z nielicznych Polaków dobrze kumających o co chodzi na Bliskim Wschodzie. Także polecam jego artykuły.

Z powyższego artykułu wynika, że wielcy gracze po cichu analizują już to co będzię ciemną stroną XXI wieku - wojny o wodę. Pierwsza, tragiczna  odsłona już nastapiła - Syria.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja się pytam, kto kradnie mój deszcz? I dlaczego ja za to płacę podatkami? Dlaczego jak latają samoloty po błękitnym niebie i zostawiają dziwne znaki na niebie i jakiś klej, to w gardle mnie drapie, śmierdzi paloną kiszoną kapustą, a na drugi dzień kaszlę, łeb mnie boli, wydaje się, że ważę 100kg więcej i wszyscy wokół są nerwowi, niemowlęta zza ścian ciągle płaczą, a niebo spowite mleczną mgłą od rana? I ciemno? Plus jak odżywiasz się cukrem, to jakoś dodatkowo rezonuje chyba z wifi mam wrażenie, co powoduje u mnie gwizdanie w uszach, ból głowy, który puszcza po wyjściu z bloku po minucie, i bólu szkieletu, który puszcza po żelatynie, skorupkach jaj plus joga godzinę. A mam w łóżku z 60 sieci dostępnych... co pewnie z całym tym wdychanym aluminium i strontem zaprojektowane jest by pozbyć się myślenia ze świata. Tylko żryj, kasę płać i tyraj na opryski.

Nie widzicie jeszcze powtarzających się zdarzeń? Wzoru?

Szprejujo nas!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Problem braku wody i wojny o wodę przerażają mnie najbardziej w związku z globalnym ociepleniem. Na to nie ma żadnej rady. Przychodzi mi do głowy tylko fuzja i odsalanie oceanów, ale to i tak nie rozwiązuje wszystkich problemów. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
27 minut temu, Warai Otoko napisał:

Przychodzi mi do głowy tylko fuzja i odsalanie oceanów

Dopóki tej energii nie mamy, pozostaje apelowanie o jej oszczędzanie i klimatu nieocieplanie (i takie tam moralizowanie @ex nihilo  lub uświadamianie @darekp)

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, 3grosze napisał:

Dopóki tej energii nie mamy, pozostaje apelowanie o jej oszczędzanie i klimatu nieocieplanie

Oczywiście, z tym, że nie wierzę w moc takich działań :P Jak do tej pory dane wskazują że emisja chyba nawet rośnie, mimo apeli, raportów etc. temat znany od dziesiątek lat przecież. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak wyeliminujemy CO2 to pousychają wszystkie rośliny, czy o to chodzi w "walce z globalnym ociepleniem"?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Warai Otoko napisał:

Oczywiście, z tym, że nie wierzę w moc takich działań :P

Tia, utyskujmu tu sobie cichutko na tym forum, nie wierzmy, nie moralizujmy, bo przecież Greta odwali za Was robotę.

59 minut temu, topiq napisał:

 

Jak wyeliminujemy CO2 to pousychają wszystkie rośliny, czy o to chodzi w "walce z globalnym ociepleniem

 

I jeszcze do tego takie kuriozum tu zagląda.:blink:

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
35 minut temu, 3grosze napisał:

Tia, utyskujmu tu sobie cichutko na tym forum, nie wierzmy, nie moralizujmy, bo przecież Greta odwali za Was robotę.

Chyba mnie nie zrozumiałeś. Ja nie twierdzę że uświadamianie jest złe a jedynie że najwyraźniej nieskuteczne. Innymi słowy zakładam że jednak pomimo prób przemówienia rządom do rozsądku I TAK będzie problem z wodą. krótko mówiąc - czarno to widzę. 

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
52 minuty temu, Warai Otoko napisał:

Ja nie twierdzę że uświadamianie jest złe a jedynie że najwyraźniej nieskuteczne. 

Kwestia masy krytycznej.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 minuty temu, 3grosze napisał:

Kwestia masy krytycznej.

ale są też progi po przekroczeniu których nie da się pewnych procesów cofnąć. Pytanie czy "masa krytyczna" o której piszesz zostanie przekroczona odpowiednio wcześniej przed przekroczeniem krytycznych progów. Jak na razie wygląda to słabo... Podobno za 10 lat przekroczymy próg względnie bezpiecznej temperatury (tzn. nie tak katastrofalnej) ale żeby to zrobić potrzeba redukcji wszystkich emisji netto o 45% (względem 2010 r).  Czyli cały świat łącznie o 45% mniej w ciągu 10 lat... Naprawdę ciężko mi uwierzyć że to się uda, ale jeszcze jest szansa, mała ale zawsze. Wdrożenie jakiejś nowej technologii czy leku zajmuje z tego co wiem co najmniej 10 lat od pierwszych badań - a co dopiero powszechna zmiana świadomości, wszystkie polityczne procedury, zmiany prawa i gospodarki światowej?! na samo dogadywanie się między Państwami może zabraknąć czasu, a gdzie tu wdrożenie i testowanie dyrektyw... 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, 3grosze napisał:

[...]

I jeszcze do tego takie kuriozum tu zagląda.:blink:

Przyznaję, było to skrótowe uproszczenie, ale wzór (skopiowany z Wikipedii):

6H2O + 6CO2 + (energia świetlna) → C6H12O6 + 6O2↑;     ΔE = −2872 kJ/mol (–687 kcal/mol)

raczej ma spore znaczenie w całym bilansie... Na dodatek potwierdza zapotrzebowanie (spore) na wodę co prowadzi do konkluzji potwierdzające tezy artykuły, że we wszystkim jest potrzebny umiar i rozwaga.

A propos umiaru, to dopiszę (nie mogę już edytować powyższego), że takie badania:

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/gcb.14954

potwierdzają, że stan wiedzy naukowców nie jest absolutny i ideologizowanie aktualnego stanu wiedzy prowadzi do skrajności, które muszą się skończyć źle, po zaniku rozsądku i możliwości dopuszczenia innych punktów widzenia do dyskusji.

Edited by topiq
dopisek

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 hours ago, Warai Otoko said:

Problem braku wody i wojny o wodę przerażają mnie najbardziej w związku z globalnym ociepleniem. Na to nie ma żadnej rady. Przychodzi mi do głowy tylko fuzja i odsalanie oceanów, ale to i tak nie rozwiązuje wszystkich problemów. 

Dostęp do taniej i łatwo dostępnej energii rozwiązuje wiele problemów. Można odsalać wodę morską albo wychwytywać CO2 z powietrza i produkować paliwo, co zdaje się jest teraz nieopłacalne. Zawsze jednak pozostaje problem skali.

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, topiq napisał:

Jak wyeliminujemy CO2 to pousychają wszystkie rośliny, czy o to chodzi w "walce z globalnym ociepleniem"?

https://en.wikipedia.org/wiki/State_of_Fear

 

Ludzkość znakomicie poradziła sobie w ciągu kilku epok lodowcowych, a teraz przy dostępie do całej technologii ma nas zabić  podniesienie wody w oceanach o kilka metrów.

Tak naprawdę to wydatki na adaptację będą znikome a poziom życia ludzi za 100 lat będzie nieporównywalnie większy niż obecnie.
 

12 minut temu, cyjanobakteria napisał:

Można odsalać wodę morską albo wychwytywać CO2 z powietrza i produkować paliwo, co zdaje się jest teraz nieopłacalne.

To się nazywa biopaliwo i bywa opłacalne na przykład w Brazylii. Na dłuższą metę wprowadzimy hodowle alg zaprojektowanych i zoptymalizowanych do tego celu..

Jeszcze dodam że w miast to nie ma problemu by woda poruszała się w obiegu pół-zamkniętym, dotychczasowe źródła jedynie uzupełniałyby straty. Zatem niedobory wody można sprowadzić do inwestycji infrastrukturalnych. Ilość wody dla rolnictwa zwiększa nawadnianie kropelkowe, a docelowo można stosować chłodzone szklarnie zapobiegające utracie wody. Rozwiązania techniczne będą taniały.

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, 3grosze napisał:

i takie tam moralizowanie @ex nihilo 

Nie wtykaj mi moralizowania, bo to Twoja robota tutaj (projekcja?). Mnie niezbyt interesuje moralność myśliwych, bardziej efekty ich działania w porównaniu z innymi realnymi wariantami.
 

Godzinę temu, cyjanobakteria napisał:

wychwytywać CO2 z powietrza i produkować paliwo


Taki cykl to tylko strata energii, którą by można wykorzystać bezpośrednio np. do trwałego wiązania CO2.

@peceed

Jak czytam Twoje teksty o tych sprawach, to mam wrażenie powrotu do przeszłości - dokładniej do "Problemów" z lat 40/50, które po studiach wujka w chałupie zostały, a ja na tym uczyłem się czytać. Tam też było "swietłoje buduszczie cziełowieczestwa", tyle że pod przewodem takiego jednego wąsatego geniusza. Wąsatego już nie ma, ale jak widać niezachwiana wiara w "postęp" pozostała...
A energetycznie sprawa jest prosta - znacznie mniej energii (i czasu) trzeba zużyć, żeby komuś dać w mordę i mu zabrać, niż taki postęp tworzyć w skali globalnej, żeby zabierać nie trzeba było. Zwłaszcza, kiedy czasu jest za mało, a i energii na to nie ma. No i wiedzy też. Czyli najbardziej prawdopodobny wybór jest oczywisty.

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 minuty temu, ex nihilo napisał:

Zwłaszcza, kiedy czasu jest za mało, a i energii na to nie ma

Jeśli "czasu jest mało", to tylko dlatego że ktoś zaczął wysyłać do Afryki lekarstwa i jedzenie, a zapomniał o gumkach.

23 minuty temu, ex nihilo napisał:

"Problemów" z lat 40/50, które po studiach wujka w chałupie zostały, a ja na tym uczyłem się czytać. Tam też było "swietłoje buduszczie cziełowieczestwa"

To zabawne, ale ja mam wielki sentyment do tego czasopisma, tylko że z lat późniejszych ( roczniki z lat 80, od 4 klasy szkoły podstawowej).

23 minuty temu, ex nihilo napisał:

jak widać niezachwiana wiara w "postęp" pozostała...

No to kolega najwyraźniej przegapił kilka "rewolucji", od zielonej  do informacyjnej.

Histeria klimatyczna to odpowiednik takich raportów Klubu Rzymskiego. Czyli prognozy na kilkadziesiąt lat do przodu ignorujące postęp naukowo techniczny. A ten ma bardzo wykładniczy charakter. Największym przełomem będzie spadek ceny energii słonecznej do poziomów znacznie poniżej obecnych, to całkowicie zmieni nasze wyobrażenie o zasobach. Jeśli ilość dostępnej energii zwiększy się 10x, to zmieni naszą perspektywę na to co jest problemem a co nie.

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Warai Otoko napisał:
4 godziny temu, 3grosze napisał:

Kwestia masy krytycznej.

ale są też progi po przekroczeniu których nie da się pewnych procesów cofnąć.

Teraz ja nie zostałem zrozumiany. Chodziło mi o masę krytyczna "wołających na puszczy", po przekroczeniu której siła decybeli ;) dotrze do decydentów.

 

 

3 godziny temu, topiq napisał:

Przyznaję, było to skrótowe uproszczenie,

No Wiesz...jak się pisze takie dictum:

6 godzin temu, topiq napisał:

Jak wyeliminujemy CO2 to pousychają wszystkie rośliny,

Ktoś, gdzieś chce wyeliminować CO2???

 

1 godzinę temu, peceed napisał:

Ludzkość znakomicie poradziła sobie w ciągu kilku epok lodowcowych, a teraz przy dostępie do całej technologii ma nas zabić  podniesienie wody w oceanach o kilka metrów.

Tia, ludzkość dzisiejsza, a tamtejsza...która przed epoką lodową ( Epoka Lodowcowa to seria filmów dla dzieci.Oglądasz?) dysponowała łukiem i ościeniem, w epoce lodowej taki samym łukiem i ościeniem, a po epoce lodowej znów tylko łukiem i ościeniem dała radę, bo łuk i oścień prądem nie napędzane i od dziecka  trenowane.

32 minuty temu, ex nihilo napisał:

Nie wtykaj mi moralizowania, bo to Twoja robota tutaj (projekcja?).

Nie zrozumiałeś. 

To był tylko przytyk do Twojej teorii o moralizowaniu, coś w stylu "że to psu na budę", a jednak u umoralnionych celebrytek futerka są już passe.

Share this post


Link to post
Share on other sites
33 minuty temu, peceed napisał:

Jeśli "czasu jest mało", to tylko dlatego że ktoś zaczął wysyłać do Afryki lekarstwa i jedzenie, a zapomniał o gumkach.

Co do tego pełna zgoda (+Azja), ale realia są, jakie są.
 

33 minuty temu, peceed napisał:

To zabawne, ale ja mam wielki sentyment do tego czasopisma

Czasem zaglądam do "tamtych" (mam prawie komplet). To niezła pigułka na optymistyczny skręt zwojów, który czasem mi się zdarza, na szczęście rzadko.

 

33 minuty temu, peceed napisał:

No to kolega najwyraźniej przegapił kilka "rewolucji", od zielonej  do informacyjnej.

Nie przegapiłem. Jeszcze przemysłowa do tego, a wcześniej neolityczna, no i demograficzna też. Ale jak to z rewolucjami - coś tam na jakiś czas załatwiają, jednak wykładniczo zwiększają skalę problemów, bo zarówno Hs, jak i świat są znacznie lepiej przystosowane do ewolucji niż do rewolucji.
 

10 minut temu, 3grosze napisał:

a jednak u umoralnionych celebrytek futerka są już passe

No nie wiem czy umoralnionych, bo moda na coś niekoniecznie jest równoznaczna z umoralnieniem, ale nawet jeśli , to wyjątek nie tworzy reguły.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Historia rozprzestrzeniania się ludzi po kuli ziemskiej wciąż jest pełna tajemnic, niejasności, sprzecznych interpretacji, niepełnych danych. Jerome E. Dobson z Kansas University oraz Giorgio Spada i Gaia Galassi z Uniwersytetu w Urbino postanowili pomóc archeologom i antropologom w określeniu miejsc, w których należy szukać nieznanych dotychczas śladów bytności człowieka. Skupili się przy tym na „globalnych przewężeniach”, kluczowych punktach dla migracji.
      Globalne przewężenia to istotne węzły w sieciach geograficznych i polityczne punkty styku, które są obecnie kontrolowane przez państwa. Dzisiaj są one miejscami wciąż nawracających konfliktów, czytamy w artykule Global Choke Points May Link Sea Level and Human Settlement at the Last Glacial Maximum opublikowanym na łamach Geographical Review.
      Dobson, Spada i Galassi wybrali dziewięć takich punktów i postanowili sprawdzić, jak wyglądały one przed około 20 000 lat w szczycie ostatniego zlodowacenia. Te punkty to Cieśnina Beringa, Przesmyk Panamski, Bosfor i Dardanele, Gibraltar, cieśniny Sycylijska i Mesyńska, Przesmyk Sueski, Bab al Mandab, Cieśnina Malakka oraz Cieśnina Ormuz.
      Uczeni sprawdzali, w jaki sposób wyglądały one w czasie, gdy znacznie więcej wody niż obecnie było związanej w postaci lodu. Podczas maksimum ostatniego zlodowacenia poziom oceanów był o 125 metrów niż obecnie. Po zakończeniu epoki lodowej pod wodą znalazły się obszary o łącznej powierzchni Ameryki Południowej", mówi profesor Dobson, emerytowany prezes Amerykańskiego Towarzystwa Geograficznego.
      Na terenach tych, obecnie znajdujących się dziesiątki metrów pod wodą, mogły np. znajdować się osady i porty. Pamiętajmy, że już 11 000 lat temu ludzie wznieśli monumentalne kamienne Göbekli Tepe. A dowodem na to, że ludzie byli zdolni do odbywania dalekich podróży morskich niech będzie chociażby zasiedlenie Australii, które mogło mieć miejsce już 65 000 lat temu. Wydaje się, że neandertalczycy transportowali morzem narzędzia z lądu na Wyspy Jońskie. Skoro tak, nie można wykluczyć, że tysiące lat później handel morski był jeszcze bardziej rozwinięty.
      Uczony od dawna postuluje przeprowadzenie badań terenów utraconych na rzecz oceanów i sądzi, że dobrym początkiem będzie zbadanie „globalnych przewężeń”. Przypomina, że nie tak dawno niemal nie doszło do konfliktu zbrojnego pomiędzy USA a Iranem na tle żeglugi w cieśninie Ormuz. Popatrzmy na Kanał Sueski i rolę, jaką odegrał on w czasie Kryzysu Sueskiego w 1956 i wojny sześciodniowej w 1967 roku. Globalne przewężenia, szczególnie cieśniny, to punkty zapalne, mówi uczony.
      Jeden z największych sporów dotyczących ludzkich migracji jest ten o pojawienie się człowieka w obu Amerykach. Tymczasem badania Dobsona, Spady i Galassi doprowadziły do pojawienia się całkowicie nowej hipotezy dotyczącej drogi migracji z Syberii do Ameryki Północnej. Odkryli oni bowiem liczne nieznane dotychczas wyspy, które mogły pomóc ludziom w przedostaniu się do Ameryki.
      Obecnie w Cieśninie Beringa istnieje tylko kilka wysp. Jednak podczas maksimum ostatniego zlodowacenia było ich całe mnóstwo. Zaczęły pojawiać się już 30 000lat temu, a ludzie prawdopodobnie żyli na Syberii przed 30-40 tysiącami lat. Wyspy tej zaczęły pojawiać się od zachodu na wschód, a potem zatonęły od zachodu na wschód. Pierwsze z tych wysp były na tyle blisko lądu, że mieszkańcy Syberii mogli widzieć je z brzegu. Ludzi mogło do nich ciągnąć. A gdy już się tam dostali, okazało się, że widać kolejne wyspy i kolejne. Więc ludzie przemieszczali się coraz dalej. A potem, gdy wyspy zaczęło zalewać, musieli przechodzić na następne wyspy i w końcu zostali zmuszeni do przejścia na nowy kontynent, stwierdza Dobson.
      Podobne drogi mogły istnieć na Morzu Śródziemnym. Przesmyk Sueski, znajdujący się pomiędzy Morzem Śródziemnym a Morzem Czerwonym był trzykrotnie dłuższy niż przed zbudowaniem Kanału Sueskiego. Suchą stopą można było wówczas przejść całą dzisiejszą Zatokę Sueską. Była to najkrótsza droga pomiędzy Morzem Czerwonym a Śródziemnym. Po ustąpieniu zlodowacenia, gdy poziom mórz i oceanów się podniósł drogę tą zastąpiła trasa zachodnia od Foul Bay do I katarakty i wzdłuż Nilu do Morza Śródziemnego. Niektóre części Foul Bay mogły być zdatne do osadnictwa nawet 7000 lat temu, zaledwie na 2300 lat przed zbudowaniem przez Egipcjan ich pierwszej wielkiej struktury, piramidy Dżosera, czytamy w artykule.
      Drugą taką drogą w basenie Morza Śródziemnego była trasa przez Bosfor i Dardanele. Obecnie mamy tam 300 kilometrów morza, jednak w szczycie zlodowacenia był to przeważnie suchy ląd, którego 1/3 powierzchni zajmowało głębokie jezioro znajdujące się obecnie pod Morzem Marmara. Obecnie, zdaniem badaczy, należy tam szukać śladów zatopionych siedlisk ludzkich, które mogły istnieć na zachód od obecnego ujścia Dardaneli oraz na wschodnich i zachodnich krańcach Morza Marmara.
      Warto też bliżej przyjrzeć się cieśninom Sycylijskiej i Messyńskiej. Podczas maksimum zlodowacenia Morze Śródziemne niemal zostało przeciętne na pół. Obie cieśniny mają obecnie około 150 kilometrów szerokości, wówczas było to nieco ponad 50 kilometrów. W tym czasie istniało tam wiele zatopionych obecnie wysp i nadbrzeżnych równin. A wszystko w okolicy znanej z wczesnego osadnictwa. Niedawno na głębokości 40 metrów znaleziono tam rzeźbiony monolit, wskazujący, że ludzie mieszkali tam przed 10 000 lat.
      Naukowcy przyjrzeli się też Przesmykowi Panamskiemu i stwierdzili, że w czasie maksymalnego zasięgu zlodowacenia miał on 180 kilometrów szerokości. Od tamtego czasu ocean zabrał w tym miejscu około 100 kilometrów lądu. Ludzie przemieszczający się pomiędzy kontynentami mogli przechodzić i osiedlać się w miejscach, które obecnie znajdują się pod wodą.
      Jeśli zaś chodzi o Gibraltar, to jego obecna szerokość, 14 kilometrów, była podobna do tej sprzed tysięcy lat, wynoszącej 10 kilometrów. Możliwość przebycia Cieśniny była więc podobna do dzisiejszej. Z wyjątkiem ewentualnej zmiany w prędkości prądów morskich.
      Zarówno Morze Czerwone jak i Bab al Mandab, cieśnina łączącą je z Oceanem Indyjskim, bardzo silnie reagują na zmiany poziomu oceanów. W czasie maksymalnego zlodowacenia głębokość tej cieśniny wynosiła około 7 metrów, a szerokość od 3 do 5 kilometrów, zatem znacznie mniej niż obecne 25 kilometrów. Nie miało to jednak znaczenia dla możliwości jej przebycia, z wyjątkiem różnicy w prędkości prądów.
      Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Cieśninie Ormuz. Przed 20 000 laty wraz z całą Zatoką Perską stanowiła suchy ląd, przez który płynęły Eufrat i Tygrys. Cały transport towarów i ludzi mógł odbywać się po lądzie lub rzekami. Podobnie wyglądała Cieśnina Malakka. Obecnie na swoim wschodnim krańcu ma ona nie więcej niż 30 metrów głębokości, a w wielu miejscach pomiędzy wyspami głębokość nie przekracza 3 metrów. Przez tysiące lat po i przed maksimum zlodowacenia, był to ląd, który można było przebyć suchą stopą. Wszystkie tereny pomiędzy Azją, Borneo, Jawą i Sumatrą łączył ląd. Masa lądowa była tak rozległa, że najkrótsza droga morska pomiędzy Tajwanem a Sri Lanką liczyła sobie ponad 9000 kilometrów, dzisiaj jest to mniej niż 6000 kilometrów.
      Zmiany poziomu oceanów drastycznie zmieniły siedem z dziewięciu badanych przez nas globalnych przewężeń i wpłynęły na regionalne oraz globalne możliwości transportowe. Podczas maksimum zlodowacenia potencjał transportu drogą morską był znacznie mniejszy niż obecnie, co oznaczało obecność większych mas lądowych i możliwość dotarcia po lądzie do większych obszarów. Jedynie dwa globalne przewężenia – Gibraltar i Bab al Mandab – niemal się nie zmieniły. Podsumowując, Gibraltar, Cieśnina Sycylijska i Bab al Mandab były otwartymi drogami morskimi, a cieśniny Beringa, Ormuz i Malakka były suchym lądem. Z kolei Przesmyk Panamski i Przesmyk Sueski były znacznie szersze niż obecnie, czytamy w podsumowaniu pracy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sinice z pustyni Atakama, która jest jednym z najsuchszych obszarów na świecie, ekstrahują wodę z minerałów. Dzięki temu mogą przetrwać w tym surowym środowisku. Wyniki badań amerykańskiego zespołu ukazały się w piśmie PNAS.
      Naukowcy od dawna podejrzewali, że mikroorganizmy mogą umieć ekstrahować wodę z minerałów, ale po raz pierwszy udało się to zademonstrować - podkreśla prof. Jocelyne DiRuggiero z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa.
      Ekipa z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa oraz Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine oraz Riverside skupiła się na sinicach Chroococcidiopsis, które występują na pustyniach na całym świecie, i na gipsie - uwodnionym siarczanie wapnia. Kolonizujące mikroorganizmy bytują pod cienką warstwą minerału, która chroni je przed skrajnymi temperaturami panującymi na pustyni Atakama, a także przed silnym wiatrem i palącym słońcem.
      DiRuggiero wybrała się na pustynię, by pobrać próbki gipsu. Zabrała je do laboratorium, pocięła na mniejsze fragmenty, w których można było znaleźć mikroorganizmy i przesłała je do analizy materiałowej do prof. Davida Kisailusa. Okazało się, że sinice ekstrahują wodę i wywołują przemianę fazową gipsu do anhydrytu (bezwodnego siarczanu wapnia).
      W kolejnym etapie badań Amerykanie pozwolili sinicom kolonizować próbki gipsu 1) w obecności wody (co miało oddawać środowisko o dużej wilgotności) i 2) w sytuacji jej braku. Stwierdzono, że w obecności wilgoci gips nie ulegał przemianie do anhydrytu. Sinice nie potrzebowały wody z minerału, bo pozyskiwały ją z otoczenia. Kiedy jednak są poddawane stresowi, nie mają wyboru i muszą ekstrahować wodę z gipsu, wywołując przemianę fazową minerału - opowiada Kisailus.
      Za pomocą metod mikroskopowo-spektroskopowych akademicy ustalili, że sinice wwiercają się w minerał jak mali górnicy; tworzy się biofilm zawierający kwasy organiczne. Wei Huang zauważył, że sinice wykorzystywały kwasy, by penetrować minerał w określonych kierunkach krystalograficznych - tylko wzdłuż płaszczyzn, gdzie łatwiej dostać się do wody.
      Czy to oznacza, że na Marsie [który przypomina pustynię Atakama] istnieje życie? Nie umiemy powiedzieć, ale uzyskane wyniki dają nam pojęcie, jak sprytne mogą być mikroorganizmy - podkreśla DiRuggiero.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po raz pierwszy udokumentowano, że podczas deszczu koale zlizują wodę spływającą po pniu drzewa. Choć są zwierzętami ikonami, nadal mają swoje tajemnice. Zastanawiano się, na przykład, skąd biorą wodę; czy pozyskują ją w całości z pożywienia, czy też co pewien czas schodzą z drzewa, żeby się napić.
      W artykule opublikowanym w piśmie Ethology opisano, jak Phascolarctos cinereus spijają wodę spływającą po gładkich pniach drzew podczas lub krótko po deszczu.
      Przez długi czas myśleliśmy, że koale nie muszą zbyt dużo pić, bo większość potrzebnej do przeżycia wody zdobywają z liśćmi eukaliptusa. Teraz jednak zauważyliśmy, że zlizują wodę z pni. To zdecydowanie zmienia nasz ogląd sytuacji - opowiada dr Valentina Mella z Uniwersytetu w Sydney.
      Potrzebne są dalsze badania, które pokażą, kiedy i dlaczego koale z różnych regionów potrzebują dostępu do wolnej wody - takiej, która nie występuje w liściach, ale jako ciecz, czyli np. w postaci deszczówki czy wody w rzece lub bajorku - i w których populacjach konieczna byłaby suplementacja.
      Ten typ zachowania - zlizywanie wody z pni - oznacza, że koale muszą doświadczać regularnych opadów i że [w dobie zmiany klimatu] mogą mieć problemy [...] - podkreśla dr Mella.
      Wiemy, że drzewa zaspokajają wszystkie podstawowe potrzeby koali - zapewniają im jedzenie, schronienie i pozwalają odpocząć. To badanie pokazuje, że dzięki drzewom P. cinereus mają również dostęp do wolnej wody. [Jak widać], drzewa są konieczne dla ochrony tego gatunku.
      Każdego dnia koale zjadają ok. 510 g świeżych liści eukaliptusa. Zawarta w nich wilgoć miała odpowiadać ~3/4 dziennego spożycia wody (zarówno latem, jak i zimą). Koale przystosowały się do australijskiego klimatu; chodzi m.in. o zdolność do zagęszczania moczu, a także o ograniczoną utratę wody podczas oddychania i przez skórę (w porównaniu do innych ssaków zbliżonej wielkości).
      W niewoli obserwowano pijące koale, ale zachowanie to uznawano za nietypowe i przypisywano ciężkiemu stresowi cieplnemu albo chorobie. Ludzie opowiadali też o dzikich osobnikach, które latem przy temperaturach przekraczających 40°C piły z wodopojów. Wspomina się też o P. cinereus, które podczas suszy lub po pożarach zbliżały się do ludzi, by uzyskać dostęp do wolnej wody (w butelkach, ogrodach czy basenach). Zachowanie to także uznawano za nietypowe.
      W ramach najnowszego studium dr Mella polegała na obserwacjach poczynionych przez naukowców amatorów oraz niezależnych ekologów w latach 2006-19 w You Yangs Regional Park w stanie Wiktoria oraz w Liverpool Plains w Nowej Południowej Walii.
      Zaobserwowano 44 przypadki, kiedy koale zlizywały wodę z pnia w czasie lub bezpośrednio po deszczu w You Yangs Regional Park. Pozostałe 2 przypadki stwierdzono między Gunnedah a Mullaley w Liverpool Plains. W jednym przypadku była to samica z młodym, która piła bez przeszkód przez 15 min, w drugim - dorosły samiec, który spijał wodę w stałym tempie aż przez 34 min.
      Dotąd przeoczono to zachowanie [...], ponieważ koale są zwierzętami nocnymi, a dodatkowo rzadko obserwowano je podczas ulewnego deszczu. Nasze spostrzeżenia są zapewne tylko ułamkiem wszystkich przypadków picia, jakie normalnie mają miejsce na drzewach podczas opadów.
      Koale widywano podczas lizania gałęzi i pni w różnych warunkach, także wtedy, gdy woda była dostępna w zbiornikach. To sugeruje, że nie jest to zachowanie będące wynikiem stresu cieplnego i że zapewne wchodzi ono w skład ich naturalnego repertuaru behawioralnego.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rosyjska agencja kosmiczna Roskosmos oskarżyła prezydenta Trumpa, że wydając rozporządzenie wykonawcze dotyczące prowadzenia przez USA komercyjnego pozyskiwania zasobów w przestrzeni kosmicznej, położył podwaliny pod przejęcie innych planet przez Stany Zjednoczone. Przedstawiciele Roskosmosu twierdzą, że rozporządzenie prezydenta zagraża międzynarodowej współpracy w kosmosie.
      W podpisanym w ostatni poniedziałek rozporządzeniu czytamy, że Stany Zjednoczone będą negocjowały porozumienia, umowy dwustronne i wielostronne z innymi państwami, w celu prowadzenia bezpiecznych publicznych i prywatnych operacji pozyskiwania zasobów z przestrzeni kosmicznej. Rozporządzenie stanowi, że obywatele USA powinni mieć prawo angażowania się w tego typu przedsięwzięcia i że przestrzeń kosmiczna jest z punktu prawnego i fizycznego domeną ludzkiej aktywności, a Stany Zjednoczone nie postrzegają jej jako dobra wspólnego.
      Jak zauważa Roskosmos, rozporządzenie to jest sprzeczne z założeniem, że przestrzeń kosmiczna jest dobrem całej ludzkości. Próby zawłaszczenia przestrzeni kosmicznej i agresywne plany przejęcia terytorium innych planet trudno uznać za zachętę do owocnej współpracy, czytamy w oświadczeniu Roskosmosu.
      Obecnie stosunki pomiędzy USA a Rosją są najgorsze od czasu zakończenia Zimnej Wojny, jednak współpraca w przestrzeni kosmicznej przebiega bez zakłóceń. To jednak może ulec zmianie. Rzecznik prasowy Kremla, Dimitrij Peskow, powiedział dziennikarzom, że każda próba sprywatyzowania przestrzeni kosmicznej w takiej czy innej formie, będzie nieakceptowalna.
      Z pełną wersją dokumentu zatytułowanego „Executive Order on Encouraging International Support for the Recovery and Use of Space Resources” można zapoznać się na stronie Białego Domu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badacze z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa odkryli, że na każdy 1 punkt procentowy zwiększenia powierzchni zabetonowanych – jak drogi, parkingi, budynki i inna infrastruktura – przypada 3,3-procentowe zwiększenie intensywności powodzi. Oznacza to, że jeśli w basenie danej rzeki zabetonowaną powierzchnię zwiększymy o 10%, to średnio przepływ wody w czasie zwiększy się tam o 33%.
      W ostatnim czasie doszło do znaczne zwiększenia intensywności powodzi w takich miastach jak Houston czy Ellicott City. Chcieliśmy lepiej zrozumieć, jak urbanizacja wpływa na zwiększenie przepływu wód powodziowych, mówi Annalise Blum z Johns Hopkins University i American Association for the Advancement of Science.
      Poprzednie badania tego typu wykorzystywały mniejsze zestawy danych, dotyczących pojedynczych cieków wodnych lub niewielkich grup cieków w określonym przedziale czasowym. Nie można było ich przełożyć na skalę całego kraju. Ponadto trudno było na ich podstawie wyizolować przyczynę i skutek, gdyż nie kontrolowano w nich efektywnie wpływu takich czynników jak klimat, zapory wodne czy sposób wykorzystywania terenu. Trudno było więc podać konkretne wartości pokazujące, w jaki sposób nieprzepuszczalna powierzchnia wpływa na powodzie.
      Blum we współpracy z profesorem Paulem Ferraro wykorzystali modele matematyczne, które rzadko są używane do badania powodzi. W badaniach środowiska naturalnego trudno jest oddzielić przyczynę od skutku. Na szczęście w ciągu ostatnich dekad na polu ekonomii i biostatystyki opracowano metody, które pozwalają na ich odróżnienie. Zastosowaliśmy te metody do badań hydrologicznych, w nadziei, że przyczyni się to do postępu w tej dziedzinie wiedzy i da planistom oraz polityko nowe narzędzia pomocne podczas rozwoju miast, stwierdza Ferrero.
      Naukowcy wykorzystali dane US Geological Survey z okresu 1974–2012, które dotyczyły ponad 2000 cieków wodnych. Dane zawierały informacje o przepływie wody. Informacje takie poddano analizie, w której uwzględniono też zmiany w obszarze powierzchni nieprzepuszczalnych w basenie każdego z cieków.
      Z analizy wynika, że wielkość powodzi, rozumiana jako maksymalny przepływ wody, zwiększa się o 3,3 punktu procentowego dla każdego wzrostu obszaru powierzchni nieprzepuszczalnych o 1 pp.
      "W związku z olbrzymią coroczną zmiennością przepływu wody trudno jest wydzielić skutki urbanizacji. Nam się to udało dzięki zastosowaniu olbrzymich zestawów danych zbieranych zarówno w czasie jak i w przestrzeni", wyjaśnia Blum.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...