Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

W Indiach ludzie zabijają się o wodę

Recommended Posts

21 hours ago, peceed said:

biologicznego bloga

Podaj link proszę. Też chętnie poczytam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 29.01.2020 o 15:43, 3grosze napisał:

Fizyk wchodzący w buty naukowców odległych sobie dziedzin, bez kierunkowego przygotowania akademickiego, będzie zawsze tylko hobbystą, któremu się wydaje..

Chyba każdy z nas pamięta działania pewnych "ekspertów", złożonej z wybitnych naukowców z dyscyplin, rzadko   pokrewnych (nawet w nieweilkim stopniu) omawianej tematyce .

A tematyka dotyczyła  zdarzenia w przestrzeni powietrznej jakiemu uległ pewien statek powietrzny. Im też się wiele rzeczy  wydawało...;)

W dniu 29.01.2020 o 17:02, peceed napisał:

Niewygodna dla wielu prawda jest taka, że tzw. uzdolnienia matematyczne wcale nie są matematyczne, tylko akurat nauki ścisłe potrafią obiektywnie zweryfikować deficyty.....

Panie Fizyku!

Gwoli ścisłości, nauka dzieli się na nauki formlane i empiryczne, a nie ścisłe i humanistyczne. Fizyka tak jak np. prawoznastwo czy biologia jest nauka empiryczną, a wszystkie nauki empiryczne  posługują się naukami formalnymi. Przecież historyk, prawnik też musi posługiwać się językiem logiki, która jest przecież siostrą matematyki.

Tak rozbudowane wywody, a potknięcie na podstawach. ;)

16 minut temu, venator napisał:

Chyba każdy z nas pamięta działania pewnych "ekspertów", złożonej z wybitnych naukowców z dyscyplin, rzadko   pokrewnych (nawet w nieweilkim stopniu) omawianej tematyce .

Miało być "ekspertów" komisji...coś klapło i nie mogłem edytować.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Krzychoo napisał:

Podaj link proszę. Też chętnie poczytam.


Nie znajdę bo to było kilka lat temu. Teraz jest wysyp treści po artykule https://www.bmj.com/content/358/bmj.j3418. więc słowa kluczowe nie pomogą.
Problemem jest to że takie zalecenia z d*py stały się bezmyślnymi wytycznymi WHO. To pokazuje jak działają "eksperci".
Aby się zorientować że nie może być to prawda wystarczyło pomyśleć minutę. Nawet jeśli ktoś ma przeciętną inteligencję, to jeśli ogarnia temat powinna wystarczyć mu maksymalnie godzina! Kluczowy jest jednak brak jakiegokolwiek myślenia w stylu "czy to może być prawda". Oraz brak ogarniania tematu przez ekspertów (może zakuli kilka haseł o ewolucji i Darwinie w swoim życiu, ale nie potrafią modelować niczego w głowie).
Jeszcze bardziej zawstydzające jest to, że czysto teoretyczny problem został zweryfikowany eksperymentalnie.
Obserwowano coś takiego w ZSRR w międzywojniu, kiedy pozbyto się wykształconych burżuazyjnych inżynierów potrafiących cokolwiek policzyć, w zamian wszystko sprawdzano "eksperymentalnie". To takie samo zjawisko. (Kiedy niedawno badano użycie drona do transportu serca celem transplantacji, też eksperymentalnie przeprowadzono lot i wszyto je świni. Żadne badanie w stylu badamy wstrząsy akcelerometrami w różnych warunkach pogodowych i porównujemy z wytrzymałością serca (gigantyczna, w każdym rozsądnym pojemniku problem nie istnieje). To pokazuje skrzywienie zawodowe, w którym zrobiono biurokratyczną podkładkę wcale nie analizując realnych zagrożeń.)

Aby uniknąć anybiotykoodporności szczepów chorobotwórczych potrzebna jest jedna zasada: należy wykluczyć możliwość zarażenia innych przed końcem infekcji. Naiwnie myśląc tylko przy kuracji antybiotykowej, jednak biorąc pod uwagę transfer plazmidów trzeba wszystkich chorych izolować do momentu zaprzestania możliwości zajścia zakażenia, bo antybiotykoodporność może się pojawić u osoby która nigdy nie brała antybiotyków (a jedynie zaraziła się nieszkodliwą odporną bakterią wcześniej i w jej ciele dokonał się "transfer" plazmidu do tej chorobotwórczej).

 

Godzinę temu, venator napisał:

Chyba każdy z nas pamięta działania pewnych "ekspertów", złożonej z wybitnych naukowców z dyscyplin, rzadko   pokrewnych (nawet w nieweilkim stopniu) omawianej tematyce .

To byłby znakomity model dla ekspertów medycznych, ale różnica jest taka że członkowie wspomnianej komisji doskonale wiedzieli dlaczego i po co są w tej komisji i im prywatnie wcale nie wydawało się, że naprawdę są ekspertami.

Godzinę temu, venator napisał:

Tak rozbudowane wywody, a potknięcie na podstawach. ;)

Kolega sam siebie podsumował? Bo ja wcale nie twierdzę że "uzdolnienia matematyczne" nie są potrzebne w innych dyscyplinach, wręcz przeciwnie. Po prostu nie są weryfikowane w żaden systematyczny sposób. Dla prawnika logika to semestr na studiach, można się prześliznąć a potem mamy prawników takich jak widać, co to nie nawet warunku koniecznego od wystarczającego nie potrafią odróżnić. Naprawdę dobrych prawników jest niewielu, i oni nie mają problemów z logiką. Historycy są bardzo specyficzni, ale oni potrafią się wykładać na elementarnych podstawach. Na przykład powstaje gruba książka starająca się wykazać (to jedna z tez), że gdyby tylko Niemcy zablokowali konwoje i transport przez kanał Sueski i Morze Śródziemne, zmuszając je do pływania na około Afryki, to może nawet wygraliby wojnę. Tylko że nie było takich konwojów i wszystko pływało dookoła Afryki praktycznie od początku! Detal.

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 1.02.2020 o 12:57, peceed napisał:

Kolega sam siebie podsumował? Bo ja wcale nie twierdzę że "uzdolnienia matematyczne" nie są potrzebne w innych dyscyplinach, wręcz przeciwnie. Po prostu nie są weryfikowane w żaden systematyczny sposób. Dla prawnika logika to semestr na studiach, można się prześliznąć a potem mamy prawników takich jak widać, co to nie nawet warunku koniecznego od wystarczającego nie potrafią odróżnić. Naprawdę dobrych prawników jest niewielu, i oni nie mają problemów z logiką. Historycy są bardzo specyficzni, ale oni potrafią się wykładać na elementarnych podstawach. Na przykład powstaje gruba książka starająca się wykazać (to jedna z tez), że gdyby tylko Niemcy zablokowali konwoje i transport przez kanał Sueski i Morze Śródziemne, zmuszając je do pływania na około Afryki, to może nawet wygraliby wojnę. Tylko że nie było takich konwojów i wszystko pływało dookoła Afryki praktycznie od początku! Detal.

Odwracanie kota ogonem. Po prostu odnoszę wrażenie, że  starasz  się uczynić z fizyków (albo może z  samego siebie ;)) kapłanów wiedzy tajemnej, stojących ponad wszystkimi. Też sobie moge napisać, "naprawdę dobrych fizyków jest niewielu, i oni nie mają problemów z logiką". Ale nie uczyniłem tego, bo nie jestem w stanie tego zweryfikować. Ty widzę jesteś w stanie ocenić niemal każdą gałąź nauki. Gratulujre rozległych horyzontów.^_^

 

Ps. Jeśli historycy są specyficzni to jacy są fizycy? ;)

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 godziny temu, venator napisał:

kapłanów wiedzy tajemnej, stojących ponad wszystkimi

To jest właśnie podejście medycyny.

W dniu 3.02.2020 o 11:42, venator napisał:

Ty widzę jesteś w stanie ocenić niemal każdą gałąź nauki.

Nauka jest jedna. Gałęzie to podział techniczny spowodowany praktycznymi ograniczeniami ludzkimi, wymuszającymi specjalizację. Ale jeśli coś mnie interesuje to takie płotki, rowy i poletka zupełnie mnie nie interesują. Z praktyki zauważyłem, że o ile nie muszę posiadać gęstej znajomości jakiejś dyscypliny to jeśli chodzi o poziom zrozumienia tego co wiem to jest on często lepszy ze względu na szerszą wiedzę. Zjawiska w przyrodzie nie przejmują się sztucznym podziałem na dyscypliny, stąd też coraz większa popularność "zespołów interdyscyplinarnych" do prowadzenia badań naukowych.
Patrząc w drugą stronę bardzo chętnie się dowiem co powstrzymuje kolegę przed możliwością oceny prac medycznych.

W dniu 3.02.2020 o 11:42, venator napisał:

"naprawdę dobrych fizyków jest niewielu, i oni nie mają problemów z logiką". Ale nie uczyniłem tego, bo nie jestem w stanie tego zweryfikować.

To też jest prawda przy odpowiednim znaczeniu "naprawdę dobrych". Różnica jest taka, że przeciętni fizycy mają większe kompetencje w kierunku prowadzenia badań naukowych niż najlepsi lekarze. Co nie znaczy że przy innej ścieżce kształcenia ci najlepsi lekarze nie mogliby być co najmniej przeciętnymi fizykami (maksymalnie połowa, taki jest udział ludzi którzy posiadają "spójny model rzeczywistości", niezbędny do sprawnego programowania i uprawiania fizyki, cecha praktycznie niezależna od inteligencji i nie wymagana w medycynie), ale nie są.

W dniu 3.02.2020 o 11:42, venator napisał:

Gratulujre rozległych horyzontów.

Drobiazg. Równowartość 1-3 książek czytana codziennie od ponad 30 lat.

W dniu 3.02.2020 o 11:42, venator napisał:

Jeśli historycy są specyficzni to jacy są fizycy? ;)

Historycy są specyficzni z tego powodu, że walczą z entropią ścigając się z czasem i rozpadem archiwów :)
Żadna inna dyscyplina wiedzy nie jest tak oddalona od odnajdywania prawd ogólnych, jeśli spotykają się gdzieś kosmici z dwóch różnych planet to ta dziedzina wiedzy jest najbardziej dowolna i przypadkowa.

Fizycy to w pewnym sensie całkowicie przeciwny biegun.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jesli chodzi o fizyków to po części musze się zgodzić z peceed. Fizyka, jesli chodzi o naukę to najbardziej podstawowa i najtrudniejsza (ze względu na najwyższy poziom abstrakcji) dziedzina nauk konkretnych (czyli dotyczących rzeczywistości/ matematyka jest trudniejsza, ale nie dotyczy rzeczywistości, a jak dotyczy to nazywa się fizyka ;P ew informatyka). Wszystkie inne nauki przyrodnicze/konkretne są pochodną fizyki, a medycyna w ogóle nie jest nauką w takim sensie jak biologia lecz jej praktycznym aspektem. Medycyna ma się do biologii i chemii jak inżynieria do fizyki. 

Fizyczna metodologia jest wzorem dla innych nauk i dlatego intuicje jakie posiadają fizycy powinny być zazwyczaj znacznie lepsze/bardziej trafne niż intuicje lekarzy odnośnie natury zjawisk, w tym zjawisk biologicznych. Różnica będzie polegać jedynie na wiedzy eksperckiej, ale jak pisałem wcześniej - posiadanie wiedzy eksperckiej z danej dziedziny nie oznacza automatycznie zdolności do podejemowania najlepszych możliwych decyzji. Stąd właśnie lepsza skuteczność zespołów interdyscyplinarnych. Niestety do tego potrzeba pokory, a tego wielu lekarzom zdecydowanie brakuje. 

Edited by Warai Otoko

Share this post


Link to post
Share on other sites
47 minut temu, Warai Otoko napisał:

Medycyna ma się do biologii i chemii jak inżynieria do fizyki. 

Dokładnie!

Ale to wcale nie znaczy, że biolog, czy chemik (a tym bardziej fizyk) jest ważniejszy od lekarza. To, że operują na procesach pamięciowych, a nie twórczych, ratuje nas przed Pomysłowymi Dobromirami, którzy swoje "wynalazki" testowaliby na okazjonalnym pacjencie. 

54 minuty temu, Warai Otoko napisał:

Niestety do tego potrzeba pokory, a tego wielu lekarzom zdecydowanie brakuje. 

A skąd ten stan ducha u lekarzy? Bo my ( pacjenci) wpoiliśmy im "tę moc". Można pod nosem na lekarzy psioczyć, ale  ilość wyleczonych dzięki współczesnej medycynie przekłada się na wdzięczność pacjentów, wyrażoną różnorako. 

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, 3grosze napisał:

To, że operują na procesach pamięciowych, a nie twórczych, ratuje nas przed Pomysłowymi Dobromirami, którzy swoje "wynalazki" testowaliby na okazjonalnym pacjencie

Jeśli chodzi o zasadę to tak. W praktyce nie. Jako osoba z FTS  trafiłem kilkanaście lat temu do psychiatrów którzy stwierdzili nietypową depresję (dzisiaj byłby to bardziej syndrom przewlekłego zmęczenia z dodatkami) i po SSRI dostałem hipomanii objawiającej się 4 godzinami snu. Każdy rozsądny człowiek uznałby że kuracja mi nie służy, ale co tam. Dowalono mi antykonwulsanty jako stabilizator. Oczywiście całość w żaden sposób nie dawała żadnych długofalowych pozytywnych efektów. Teraz wiem że przy gdy fluorochinolony uszkadzają neurony gabaergiczne (czyli osłabiają funkcje hamujące na wielu poziomach) jakiekolwiek ekstra wymuszenie będzie nieskompensowane i musi wywalić w kosmos. A SSRI zwiększa pobudzenie synaps o 500% przy typowych dawkach.
Wtedy nie miałem wyrobionego sceptycyzmu, a wszelkie niewiadome jakie miałem tłumaczyłem brakiem wiedzy, zakładałem że ta teoria według której mnie "leczono" ma jakiś sens widoczny w nieznanych mi opracowaniach naukowych. Okazało się że nic tam głębiej nie ma (poza mułem). Teraz wiadomo że SSRI nie leczy praktycznie niczego.
Użycie leku aby częściowo skompensować skutki uboczne drugiego to oczywiście pomysł.

Inny przykład to wspomniany kolega. Miał przewlekłe nadciśnienie śródczaszkowe, które skutkowało zaburzeniami widzenia. Oczywiście nie udało się go prawidłowo zdiagnozować, ale że podejrzewano chorobę autoimmunologiczną dowalono mu ogromne dawki sterydów, które pomogły. Co ciekawe trafiono w ten sposób, że jest to jedna z dwóch podstawowych farmakologicznych metod leczenia nadciśnienia.
Ale pani doktor doktor (to drugie to tytuł) Dobromirowa wpadła na genialny pomysł, że zmniejszy ilość o połowę ilość sterydów i dorzuci leki immunosupresyjne, przez co efekty uboczne "się rozłożą" (a kolega znakomicie znosił te sterydy).

Tutaj wyjaśnię że ten lek nie robi nic innego niż hamowanie podziałów komórkowych przez zaburzenie syntezy DNA. Do tego wprowadza masę mutacji, a chorzy po kilkudziesięciu latach mają znacznie podwyższone szanse zachorowania na raka (jest ogromnie mutagenny). Ale co tam, nazwa "immunosupresyjny" wcale tak groźnie nie brzmi.
Niestety pomiędzy lekami uszkadzającymi strukturę/syntezę DNA i lekami mającymi efekty przeciwzapalne jest potężna interakcja negatywna (lekarze nie myślący abstrakcyjnie wyrażają to w postaci kilkuset interakcji), mechanizm odkryłem sam o czym bezczelnie się pochwalę: w skrócie zablokowanie reakcji zapalnej uruchamia rewitalizację mitochondrialną dokonywaną przez komórki macierzyste (blokowaną pod wpływem stanu zapalnego), leki te wywołują w mtDNA masę mutacji wstrzykiwanych komórkom w postaci dysfunkcyjnych mitochondriów.
Źle poczuł się od razu, po 3 dniach było bardzo źle ale pani doktor doktor Dobromirowa stwierdziła że nic nie szkodzi, to normalne efekty uboczne i nie trzeba się przejmować.Po 3 tygodniach wyglądał jak wrak człowieka, rozwalająca się skóra w stanie przypominającym zapalny, 0 energii do działania, nic nie działa (to dokładnie ten sam problem jaki mają ludzie w FTS) i w końcu zrezygnował samoistnie. Te 3 tygodnie nazywa największym błędem jaki popełnił w swoim życiu.
To znaczy te przypadki ilustrują jaki jest poziom lekarzy w stopniu doktor med. i prawie doktor medycyny, więc niżej może być tylko gorzej.
Zwykłe błędy medyczne też koszą, w kręgu rodzinnym jedna osoba zeszła bo lekarka pierwszego kontaktu co prawda przepisywała lek "na serce",  nawet kierunek działania leku był całkowicie prawidłowy, niestety zwrot był przeciwny i serce po prostu stanęło którejś nocy "na amen".

 

3 godziny temu, 3grosze napisał:

 ilość wyleczonych dzięki współczesnej medycynie przekłada się na wdzięczność pacjentów, wyrażoną różnorako

Odejmijmy urazówkę/chirurgię/szczepienia i nagle okazuje się, że lepiej byłoby ludziom bez żadnej medycyny. Ludzie zdrowieją sami. Lekarze w 95% potrzebni są tylko do wydawania L4.
Błędy medyczne i efekty uboczne mają tę przewagę, że ciężko je wykazać/powiązać a każdy któremu się poprawi wiąże tę poprawę z działaniami lekarzy.

 

Jest znane zjawisko że ludzie którzy przestają pracować żyją krócej. Jest to całkowicie zadziwiający efekt nieudolnie tłumaczony przez kwestie psychologiczne.
Prawdziwa przyczyna zjawiska jest znacznie bardziej porażająca - ludzie którzy pracują odkładają na przyszłość wszystkie zabiegi i operacje medyczne, pierwsza rzecz którą robią jak mają więcej czasu to "wreszcie zaczynają się leczyć". Efekt jest tragiczny. Dopiero drugim, znacznie mniej istotnym czynnikiem jest zmniejszenie ilości ruchu.
 

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, 3grosze napisał:

Ale to wcale nie znaczy, że biolog, czy chemik (a tym bardziej fizyk) jest ważniejszy od lekarza. To, że operują na procesach pamięciowych, a nie twórczych, ratuje nas przed Pomysłowymi Dobromirami, którzy swoje "wynalazki" testowaliby na okazjonalnym pacjencie. 

Oczywiście, że nie jest ważniejszy. Generalnie nikt nie jest ważniejszy od nikogo, ale jak ustalimy konretne cele i potrzeby to wtedy pojawiają sie lepsi i gorsi. Fizyk jest lepszy w myśleniu abstrakcyjnym, prawpodopodobnie jest lepszy w rozwiązywaniu problemów i generalnie w nauce etc. od lekarza, więc jeśli to jest celem, to warto go włączyć w proces, lekarz np. chirurg jest lepszy w operowaniu, także wiadomo - zależy :P

Co do "pomysłowych Dobromirów" - w pełni się zgadzam, napisałem chyba nawet gdzies tutaj że lekarz jest tylko/aż efektorem systemu opieki medycznej i to wcale nie jest ujma, tak powinno być. Tylko niektórzy lekarze  uważają że jest inacze i to rodzi pewne problemy. 

Dodam jeszcze że sukces współczesnej, zachodniej medycyny to nie jest sukces lekarzy ale w zasadzie głównie inżynierii biomedycznej (cała diagnostyka obrazowa etc. ale nie tylko). Leków również nie tworzą lekarze  a chemicy i farmacueci, lekarze, jesli zostali na uczelni to badają te leki i wtedy są lekarzami tylko na papierze bo ich funkcja to w takim wyapdku naukowiec, który przy okazji ma dyplom, ale generalnie zajmuje się biologią człowieka a nie sztuką lekarską. Nie wspomnę o pielęgniarkach, fizjoterapeutach i fizykach medycznych bez których opieka medyczna nie istnieje.  

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, peceed napisał:

Teraz wiadomo że SSRI nie leczy praktycznie niczego.

Gdy nie można wyleczyć przyczyny (bo nie wiadomo jak:P) leczenie objawowe jest błogosławieństwem zmniejszającym  uciążliwość symptomów i podnoszącym komfort chorego, co w zaburzeniach psychicznych ma szczególne znaczenie: zabójca prezyd.Adamowicza przestał brać leki. 

3 godziny temu, peceed napisał:

Prawdziwa przyczyna zjawiska jest znacznie bardziej porażająca - ludzie którzy pracują odkładają na przyszłość wszystkie zabiegi i operacje medyczne, pierwsza rzecz którą robią jak mają więcej czasu to "wreszcie zaczynają się leczyć". Efekt jest tragiczny.

Interesująca hipoteza robocza. Teraz tylko zebrać dane i ją udowodnić aby twierdzić.

 

3 godziny temu, Warai Otoko napisał:

Dodam jeszcze że sukces współczesnej, zachodniej medycyny to nie jest sukces lekarzy

Wiem:), dlatego "politycznie" napisałem:

6 godzin temu, 3grosze napisał:

 ilość wyleczonych dzięki współczesnej medycynie

 

 

3 godziny temu, Warai Otoko napisał:

Dodam jeszcze że sukces współczesnej, zachodniej medycyny to nie jest sukces lekarzy ale w zasadzie głównie inżynierii biomedycznej (cała diagnostyka obrazowa etc. ale nie tylko). Leków również nie tworzą lekarze  a chemicy i farmacueci, lekarze, jesli zostali na uczelni to badają te leki i wtedy są lekarzami tylko na papierze bo ich funkcja to w takim wyapdku naukowiec, który przy okazji ma dyplom, ale generalnie zajmuje się biologią człowieka a nie sztuką lekarską. Nie wspomnę o pielęgniarkach, fizjoterapeutach i fizykach medycznych bez których opieka medyczna nie istnieje.  

I to jest  nieszczęście drugiego szeregu wszelkich branż, że koniak,kwiatki;) i cały splendor dostaje się temu na końcu, tutaj lekarzowi.

I niechcący, nos lekarza staję się coraz bardziej zadarty. 

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 godzin temu, 3grosze napisał:

leczenie objawowe jest błogosławieństwem zmniejszającym  uciążliwość symptomów i podnoszącym komfort chorego,

Zazwyczaj ani nie podnosi komfortu ani nie jest błogosławieństwem, długofalowe rokowania osób które nie korzystają z leków są lepsze.
Samo odstawianie leków psychiatrycznych jest ogromnie problematyczne, bo działanie wszystkich wywołuje duże zmiany kompensujące znacznie trudniejsze.

19 godzin temu, 3grosze napisał:

zabójca prezyd.Adamowicza przestał brać leki

Znam przypadek w którym osoba zabiła bo zaczęła brać leki. Ale o takich sytuacjach się nie mówi, zamiecione pod dywan. Ładowanie prozacu osobie z urojeniami nie mogło się skończyć dobrze.

19 godzin temu, 3grosze napisał:

Interesująca hipoteza robocza. Teraz tylko zebrać dane i ją udowodnić aby twierdzić.

Smutne jest to, że zjawisko zobaczyłem w swojej rodzinie już po sformułowaniu tej hipotezy.
Przy okazji to nie jest tak, że wszystkie hipotezy trzeba potwierdzać albo obalać nowymi badaniami aby o nich dyskutować. W rzeczywistości mamy tutaj 2 konkurencyjne wykluczające się  hipotezy z wiedzą zerową - podane zjawisko zachodzi lub nie - i można oceniać prawdopodobieństwo w inny sposób niż analiza statystyczna przypadków, ważne jest to czy ona jest konsystentna i tłumaczy już obserwowane zjawiska. Tutaj mechanizm jest oczywisty - zwiększona ilość zabiegów i spożycie leków o których wiemy, że mają negatywne skutki zdrowotne. To że ludzie odkładają zabiegi medyczne i leczenie na początek emerytury to też zjawisko znane (wielokrotnie obserwowane osobiście).  Zatem możemy tylko zastanawiać jaka jest skala zjawiska, ale nie to czy występuje. Ono musi występować. A dlaczego twierdzę że ma największy udział? Bo inne konkurencyjne hipotezy są słabe (co nie znaczy że te mechanizmy nie zachodzą, tak naprawdę wszystkie możliwe mechanizmy statystycznie muszą zachodzić).

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
40 minut temu, peceed napisał:
20 godzin temu, 3grosze napisał:

leczenie objawowe jest błogosławieństwem zmniejszającym  uciążliwość symptomów i podnoszącym komfort chorego,

Zazwyczaj ani nie podnosi komfortu ani nie jest błogosławieństwem, długofalowe rokowania osób które nie korzystają z leków są lepsze.

Taaak?

A np leczenie bólu? Takiego w fazie ipsum dolor. Jakaś teoria:D, że dobrostan chorego się nie polepszy?

 

43 minuty temu, peceed napisał:

Bo inne konkurencyjne hipotezy są słabe (co nie znaczy że te mechanizmy nie zachodzą, tak naprawdę wszystkie możliwe mechanizmy statystycznie muszą zachodzić).

Napisałem tylko "zebrać dane", ale ich rzetelne opracowanie było oczywistością.  Ty wybrałeś korelację z jednostkowych obserwacji pasującą do osobistej (i koniecznie nonkonformistycznej) teorii. 

Hmmm.

Hipoteza, że ZUS w ramach racjonalizacji kosztów w zmowie z lekarzami wykańcza emerytów, jest bardziej oryginalna i też;) zgodna z Twoją obserwacją. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minut temu, 3grosze napisał:

Taaak?

Pisałem w kontekście psychiatrii.

20 minut temu, 3grosze napisał:

Ty wybrałeś korelację z jednostkowych obserwacji pasującą do osobistej (i koniecznie nonkonformistycznej) teorii. 

Dlaczego ta teoria jest nonkonformistyczna (i czy to w ogóle jest sensowna kategoria w których należy rozpatrywać teorie)?
A obserwacje nie były jednostkowe, miałem sporą bazę do jej sformułowania, i potem przyszły jednostkowe obserwacje które ją dodatkowo potwierdzały.
Najważniejszą przesłanką było uświadomienie sobie jak gigantyczna i niedoszacowana jest kwestia efektów ubocznych leków. Moja hipoteza to już tylko prosty wniosek: musi zachodzić podany mechanizm.
Oczywiście nie neguję ani potrzeby ani możliwości dodatkowych badań, tylko dla mnie według moich subiektywnych szacunków szanse że efekt jest istotny to co najmniej 90% a dominujący ponad 50%.

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
57 minut temu, peceed napisał:

Dlaczego ta teoria jest nonkonformistyczna (i czy to w ogóle jest sensowna kategoria w których należy rozpatrywać teorie)?

Bo jest bardzo mało prawdopodobna, ale bardzo oryginalna, na granicy sensowności. O czym poniżej:

57 minut temu, peceed napisał:

A obserwacje nie były jednostkowe, miałem sporą bazę do jej sformułowania, i potem przyszły jednostkowe obserwacje które ją dodatkowo potwierdzały.
Najważniejszą przesłanką było uświadomienie sobie jak gigantyczna i niedoszacowana jest kwestia efektów ubocznych leków. Moja hipoteza to już tylko prosty wniosek: musi zachodzić podany mechanizm.

W Polsce średnia życia panów to 74 lata, pań 82. Jak widać, statystycznego Polaka po przejściu na emeryturę,  jakoś dłuuuugo lekarze nie mogą wykończyć.;)  Więc widzisz, że Twoja teoria jest osobliwa, ponieważ opiera się na osobliwych przypadkach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, 3grosze napisał:

Więc widzisz, że Twoja teoria jest osobliwa, ponieważ opiera się na osobliwych przypadkach.

Ta teoria tłumacząca znaną obserwację, że osoby które wcześniej kończą pracę zawodową szybciej umierają, i to po uwzględnieniu wpływu zdrowia na koniec pracy (tzn. nie rozpatrujemy przypadków gdzie ktoś kończy karierę zawodową wcześniej z powodów zdrowotnych, uwzględniamy tylko inne przyczyny). Moja obserwacja na razie zobaczyła załamanie zdrowia ludzi którzy "w końcu zaczęli się leczyć". Na wyższym poziomie abstrakcji jest to tak trywialne jak stwierdzenie że leki mają poważne efekty uboczne a błędy medyczne się zdarzają.

8 minut temu, 3grosze napisał:

Jak widać, statystycznego Polaka po przejściu na emeryturę,  jakoś dłuuuugo lekarze nie mogą wykończyć.

To nie jest wielki efekt w skali populacji, tylko dobrze widoczny. Ale oczywiście należałoby przeanalizować dane pod kątem ilościowym.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, peceed napisał:

osoby które wcześniej kończą pracę zawodową szybciej umierają,

ii tam... pracę zawodową skończyłem jakieś 45 lat temu, po roku mniej więcej. I jakoś żyję.
Później to była już tylko zabawa zawodowa, i to z przerwami, bo nie zawsze mi się chciało :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, ex nihilo napisał:

?

Z niecierpliwością czekam na odpowiedż peceeda. Na poczekaniu z anomalii zrobi normalię i poprawi nam humor.:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 6.02.2020 o 15:54, peceed napisał:

Ta teoria tłumacząca znaną obserwację, że osoby które wcześniej kończą pracę zawodową szybciej umierają

Hmm, a ja powiem, że to akurat jest ciekawa informacja i kto wie... może akurat będę w stanie zebrac odpowednie statystyki, dam znać :)

Istnieje jeszcze możliwość, że " osoby które wcześniej kończą pracę zawodową" to osoby pracujące w zawodach "wyniszczających" zdrowie w związku z czym potem szybciej do piachu.

Istnieje jeszcze możliwość, że osoby, które odkładały leczenie aż do emerytury za bardzo zaniedbały swój stan zdrowia i potem...

Ale teoria moim zdaniem ciekawa.

Co do całego wątku, zgadzam się, lekarze nie tylko nie są nieomylni, ale na prawdę potrafią być bezmyślni (moje własne obserwacje).

Nie zaczynam poważnych kuracji/operacji bez niezależnej konsultacji u 2-3 lekarzy (zawsze top polecanych), a i tak różnie bywa z efektami ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 9.02.2020 o 23:49, radar napisał:

bez niezależnej konsultacji u 2-3 lekarzy

Znajomy obskoczył 75 (jak się walczy o życie i ma się na to środki, to się da).  Stwierdził że niczym się pomiędzy sobą nie różnią i wszyscy są "egzemplifikacją tego samego lekarza".

W dniu 9.02.2020 o 23:49, radar napisał:

zawsze top polecanych

Ci top polecani są przeważnie polecani przez ludzi nie mających pojęcia o medycynie (czyli są polecani bo są polecani), nawet ci "teoretycznie najlepsi" mają  takie obłożenie, że każdy bardziej skomplikowany przypadek to dla nich strata netto, mają za mało czasu na przepadanie pacjenta. I nie wiedzą nic więcej niż jest w stanie powiedzieć literatura, a nawet mniej bo się "specjalizują". W ten sposób mama koleżanki była, mając neuroboreliozę, leczona na alzheimera, parkinsona, i parę innych chorób.
Młotek wszędzie widzi gwoździe, podobnie jest z lekarzami: są w stanie wykrywać tylko te choroby na których "się znają". Do poprawnego diagnozowania jest potrzebny pełny klasyfikator który zna wszystkie choroby i jest w stanie rozpoznawać je uwzględniając statystykę bayesowską (oba te warunki nie są spełnione przez "grono medyczne").
 

 

W dniu 9.02.2020 o 23:49, radar napisał:

Istnieje jeszcze możliwość, że " osoby które wcześniej kończą pracę zawodową" to osoby pracujące w zawodach "wyniszczających" zdrowie w związku z czym potem szybciej do piachu.

To nie tak, badania uwzględniły wszystkie takie oczywiste czynniki. Tutaj mówimy o bodajże miesiącach, których nie da się wyjaśnić znanymi czynnikami.

 

W dniu 7.02.2020 o 08:22, 3grosze napisał:

Z niecierpliwością czekam na odpowiedż peceeda. Na poczekaniu z anomalii zrobi normalię i poprawi nam humor.:)

Kilku leszczy zorientowało się że ich modele nie działają tak jak należy. To było wiadome od początku.
To czego nie robią choć powinni to szukanie nieuniknionych sprzężeń zwrotnych które zmniejszają wzrosty temperatury.
Chyba nikt nie wieży, że podwojenie CO2 w stosunku do ery przedindustrialnej  zwiększy temperaturę ponad 5 stopni, teraz mamy 410ppm, do 580 jest bardzo niedaleko i jakoś ta temperatura się trzyma. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
45 minut temu, peceed napisał:

Kilku leszczy zorientowało się że ich modele nie działają tak jak należy.

Przez 25 lat te symulacje się sprawdzały, więc wbrew Twoim chęciom działały. 

45 minut temu, peceed napisał:

Chyba nikt nie wieży, że podwojenie CO2 w stosunku do ery przedindustrialnej  zwiększy temperaturę ponad 5 stopni, teraz mamy 410ppm, do 580 jest bardzo niedaleko i jakoś ta temperatura się trzyma. 

"Jeśli ilość dwutlenku węgla w atmosferze zwiększy się dwukrotnie w stosunku do ery przedindustrialnej, w ciągu nadchodzących kilkudziesięciu lat wzrost temperatury na świecie może wynieść od 4,3 (model SMHI, szwedzki), przez 4,9 (model NCMR, francuski), 5,3 (model NCAR, amerykański), 5,5 (model MOHC, brytyjski), aż do 5,6 stopnia Celsjusza (model ESM, kanadyjski)."

Najdoskonalszy z modeli ( model PECEED ) nie przewiduje, lecz prorokuje. Ile?

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, peceed napisał:

To czego nie robią choć powinni to szukanie nieuniknionych sprzężeń zwrotnych które zmniejszają wzrosty temperatury.

Są dobrze znane, nazywają się ciepło topnienia i ciepło właściwe. Zła wiadomość jest taka, że teraz układ CIĄGLE JESZCZE buforuje zmianę, ot kilka kilodżuli ponad normę zamienia kilka moli lodu na kilka moli zimnej wody. Nie będziesz chciał tu być kiedy skończy się lód. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, 3grosze napisał:

Ile?

0.45-0.6°C (ECS), i to jest "sufit".

15 godzin temu, Jajcenty napisał:

Są dobrze znane, nazywają się ciepło topnienia i ciepło właściwe.

To nie jest sprzężenie zwrotne.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
51 minut temu, peceed napisał:

To nie jest sprzężenie zwrotne.

A co to jest sprzężenie zwrotne? Zapewne doskonale wiesz, że owo może być dodatnie jak i ujemne. Nie zauważasz, że im więcej "dodatkowej" energii, tym więcej lodu się topi? Jeśli nie zauważasz, to zostaje mi pobłogosławić Cię trzymetrowym rdzeniem spuszczonym Ci centralnie z pięciu metrów.

Myślę oczywiście o rdzeniu z jakiegoś lodowca...

P.S. Jakoś mnie korci, więc dodam. Negujesz najlepsze modele, bo Twój "kalkulatorek mentalny" dyktuje Ci coś innego. Ok, ale to jedynie Twój problem, bo nie Matki Ziemi. I wiesz, żal mi ciebie... Liczę, że dożyjesz tych "lepszych czasów".

Ja zapewne nie, ale "zza światów" uśmiechnę się do ciebie bardzo szyderczo, chętnie i pomyślę oczywiście o tym, co jest największą bolączką nauki ponoć, czyli o zwyczajnej głupocie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, peceed napisał:

0.45-0.6°C (ECS), i to jest "sufit".

Niszowy, ale to  jednak zawsze jakiś powiew optymizmu. Żeby szczęście było pełne, wytłumacz  skąd takie rozbieżności między Twoimi wyliczeniami, a mainstreamem? Masz lepszy komputer?

Godzinę temu, peceed napisał:

To nie jest sprzężenie zwrotne.

Właśnie symulacje  zaczęły być alarmistyczne, ponieważ na Ziemi nastąpiła zmiana trendu z dodatniego sprzężenia zwrotnego (buforowanie) na ujemne sprzężenie zwrotne.

Ed

W tym samym momencie, prawie to samo jak Astro. Racja jest jedna.:)

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od dawna słyszymy teorię, że w przeszłości Ziemia była sucha, a wodę przyniosły z czasem bombardujące ją komety i asteroidy. Tymczasem badania opublikowane właśnie na łamach Science sugerują, że woda mogła istnieć na naszej planecie od zarania jej dziejów.
      Naukowcy z Centre de Recherches Pétrographiques et Géochimiques we Francji odkryli, że grupa kamiennych meteorytów o nazwie chondryty enstatytowe, zawiera na tyle dużo wodoru, by dostarczyć na Ziemię co najmniej trzykrotnie więcej wody niż jej zawartość w ziemskich oceanach. Chondryty enstatytowe mają skład taki, jak obiekty z wewnętrznych części Układu Słonecznego, zatem taki, z jakiego powstała Ziemia.
      Nasze odkrycie pokazuje, że materiał, z jakiego powstała Ziemia mógł w znacznym stopniu dostarczyć jej wodę. Materiały zawierające wodór były obecne w wewnętrznych częściach Układu Słonecznego w czasie, gdy formowały się planety skaliste. Nawet jeśli temperatura była wówczas zbyt wysoka, by woda występowała w stanie ciekłym, mówi główny autor badań, Laurette Piani.
      Najnowsze odkrycie to spore zaskoczenie, gdyż zawsze sądzono, że materiał, z którego powstała Ziemia, był suchy. Pochodził bowiem z wewnętrznych obszarów formującego się Układu Słonecznego, gdzie temperatury nie pozwalały na kondensację wody.
      Chondryty enstatytowe pokazują, że woda nie musiała dotrzeć na naszą planetę z krańców Układu. Są rzadkie, stanowią jedynie 2% meteorytów znajdowanych na Ziemi. Jednak ich podobny do Ziemi skład izotopowy wskazuje, że jest z takiego właśnie materiału powstała planeta. Mają bowiem podobne izotopy tlenu, tytanu, wapnia, wodoru i azotu co Ziemia. Jeśli chondryty enstatynowe tworzyły Ziemię – z ich skład izotopowy na to wskazuje – to oznacza, że miały one w sobie tyle wody, by wyjaśnić jej pochodzenie na naszej planecie. To niesamowite, ekscytuje się współautor badań, Lionel Vacher.
      Badania wykazały też, że znaczna część azotu obecnego w ziemskiej atmosferze może pochodzi z chondrytów enstatynowych. Mamy do dyspozycji niewiele chondrytów estatynowych, które nie zostały zmienione przez asteroidę, której były częścią, ani przez Ziemię. Bardzo ostrożnie dobraliśmy chondryty do naszych badań i zastosowaliśmy specjalne techniki analityczne, by upewnić się, że to, co znajdziemy, nie pochodzi z Ziemi, mówi uczony. Badania wody w meteorytach zostały przeprowadzone za pomocą spektrometrii mas i spektrometrii mas jonów wtórnych.
      Założono, że chondryty enstatynowe uformowały się blisko Słońca. Były więc powszechnie uznawane za suche i prawdopodobnie z tego powodu nie przeprowadzono ich dokładnych badań pod kątem obecności wodoru, mówi Piani.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prywatna chińska firma Origin Space ma zamiar wystrzelić swojego pierwszego „kosmicznego robota wydobywczego”. NEO-1, który ma wystartować w listopadzie, to niewielki 30-kilogramowy satelita, który ma wejść na orbitę heliosynchroniczną na wysokości 500 kilometrów. Urządzenie nie będzie pozyskiwało żadnych surowców, posłuży do testowania technologii.
      Naszym celem jest sprawdzenie różnych elementów, takich jak manewry na orbicie, symulowanie przechwytywania niewielkich obiektów, inteligentna identyfikacja i kontrola, mówi współzałożyciel Origin Space, Yu Tianhong.
      Origin Space powstała w 2017 roku i opisuje siebie jako pierwszą chińską firmę skoncentrowaną na pozyskiwaniu zasobów w przestrzeni kosmicznej. Gdy Pekin w 2014 roku otworzył swój przemysł kosmiczny na współpracę z przedsiębiorstwami prywatnymi, zaczęły powstawać firmy zainteresowane działaniami poza Ziemią. Szczególnie interesujące jest wydobywanie surowców, gdyż szacuje się, że przemysł górniczy wykorzystujący asteroidy może być warty biliony dolarów. Nic więc dziwnego, że przedsiębiorstwa zainteresowane kosmicznych górnictwem, angażują się w rozwój rakiet i małych satelitów.
      Origin Space ma ambitne plany. Już podpisało umowę z państwową DHF Satellite, w ramach której ma zostać przygotowana misja Yuanwang-1, która w 2021 roku ma wynieść na orbitę teleskop zaprojektowany do obserwowania asteroid bliskich Ziemi. Celem prac będzie tutaj zidentyfikowanie potencjalnych celów do rozpoczęcia prac wydobywczych. Z kolei pod koniec przyszłego roku lub na początku roku 2022 ma wystartować misja NEO-2, której celem będzie Księżyc. Yu Tianhong przyznaje, że plan tej misji nie jest jeszcze gotowy, jednak nie wyklucza ewentualnego lądowania na Srebrnym Globie.
      Wydobywanie pozaziemskich surowców stało się ponownie przedmiotem gorącej debaty po tym, jak w ubiegłym tygodniu administrator NASA Jim Bridenstine zachęcał prywatne firmy, by przywoziły próbki księżycowych skał i gruntu obiecując, że NASA je odkupi.
      Jednak przed kosmicznym górnictwem wciąż wiele przeszkód. Od kwestii związanych z odpowiednimi technologiami, poprzez całą logistykę prac górniczych i transportu, aż po odpowiedź na banalne pytanie kto – oprócz NASA – byłby skłonny kupować te surowce.
      Wiele słyszeliśmy o wodzie na Księżycu, mówi Brian Weeden, jeden z dyrektorów Secure World Foundation. Jednak gdy porozmawia się z jakimkolwiek naukowcem zajmującym się tym tematem, okazuje się, że nie wiadomo, jaki skład chemiczny ma ta woda ani z jakimi trudnościami będzie wiązało się jej pozyskanie oraz przygotowanie z niej użytecznego produktu.
      Takie same, a nawet większe, problemy dotyczą prac górniczych na asteroidach. Na Ziemi mamy wielkie kopalnie, potężne maszyny, fabryki i huty, które przetwarzają minerały na użyteczne produkty. Jak wiele z tych rzeczy będziemy potrzebowali w kosmosie i jak je tam wybudujemy?, stwierdza Weeden. Obecnie jedynymi potencjalnymi klientami są państwowe agendy kosmiczne, które mają plany związane z Księżycem. One mogą być zainteresowane księżycowymi regolitami do wznoszenia konstrukcji i wodą, do wytwarzania paliwa i celów spożywczych. Jednak poza skromną ubiegłotygodniową deklaracją NASA nie obserwujemy żadnego zainteresowania za strony rządów kupowaniem takich materiałów, dodaje.
      Chińczycy z Origin Space nie są pierwszymi, którzy próbują szczęścia na nieistniejącym rynku kosmicznego górnictwa. W 2009 roku powstała amerykańska firma Planetary Resources, która doświadczyła problemów z finansowaniem i została przejęta przez ConsenSys. Z kolei w styczniu 2019 roku również amerykańska Deep Space Industries też zmieniła właściciela i obecnie zajmuje się rozwojem małych satelitów. Więcej szczęścia mają na razie Japończycy z ispace. Udało im się pozyskać 28 milionów dolarów i budują pierwszą serię księżycowych lądowników.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Lodowce szelfowe mogą zniknąć błyskawicznie, czasami wystarczą minuty lub godziny, by się rozpadły. Proces ten jest napędzany przez wodę, która wdziera się w pęknięcia lodowca. Wiele z lodowców szelfowych znajduje się bezpośrednio przy wybrzeżach Antarktyki i stanowią fizyczną barierę zapobiegającą spływaniu ludowców z lądu do oceanu. Autorzy najnowszych badań, opublikowanych właśnie w Nature, twierdzą, że od 50 do 70 procent antarktycznych lodowców szelfowych jest zagrożonych rozpadem z powodu globalnego ocieplenia.
      Odkryliśmy, że tempo topnienia jest ważne, ale równie ważne jest to, gdzie to topnienie zachodzi mówi główna autorka najnowszych badań, Ching-Yao Lai z Columbia University. Największą zagadką jest to, kiedy lodowiec może się rozpaść, dodaje Christine Dow z kanadyjskiego University of Waterloo, która nie była zaangażowana w najnowsze badania.
      Niektóre z lodowców szelfowych pływają na otwartych wodach i nie mają wpływu na to, co dzieje się z lodowcami na lądzie.
      Jednak lodowce szelfowe znajdujące się np. w zatokach stanowią fizyczną barierę, która spowalnia spływanie do oceanu lodowców z lądu. W takim przypadku na lodowce szelfowe działają potężne siły. Z jednej strony są one poddawane naciskowi ze strony lodu spływającego z lądu, z drugiej strony napierają na ląd, z trzeciej zaś są rozciągane, gdy przemieszczają się na wodzie. W wyniku tych procesów na lodowcach szelfowych pojawiają się liczne pęknięcia. Jeśli nad taki lodowiec napłynie ciepłe powietrze i lodowiec zacznie się topić, pojawi się woda, która będzie wdzierała się w pęknięcia. Może ona błyskawicznie doprowadzić do rozpadu lodowca szelfowego. A w takim wypadku znika bariera między oceanem a lodowcem na lądzie, więc lodowiec może przyspieszyć spływanie do oceanu.
      Naukowcy spekulują, że ofiarą takiego procesu pękania i wdzierania się wody padł lodowiec szelfowy Larsen B, który w 2002 roku w ciągu zaledwie kilku tygodni stracił 3250 km2 powierzchni.
      Lai i jej zespół chcieli wiedzieć, które z lodowców szelfowych są najbardziej narażone na rozpad. Opracowali więc model maszynowego uczenia się, który był trenowany na zdjęciach lodowców z przeszłości. Celem treningu było nauczenie algorytmu rozpoznawania cech charakterystycznych prowadzących do rozpadu lodowców. Algorytm uczono na podstawie zdjęć satelitarnych lodowców szelfowych Larsen C i Jerzego VI. Następnie algorytm zaimplementowano do zdjęć całej Antarktyki.
      Na tej podstawie zidentyfikowali te pęknięcia, które – po uwzględnieniu nacisku wywieranego przez masy lodu oraz ruchy lodowca na wodzie – z największym prawdopodobieństwem będą się powiększały. Teraz uczonych czeka odpowiedź na pytanie, kiedy może dojść do rozpadu poszczególnych lodowców szelfowych. W tym celu naukowcy będą musieli połączyć swój model z modelami klimatycznymi oraz modelami opisującym spływanie lodowców z lądu. Na razie grupa Lai nie jest w stanie zakreślić ram czasowych, w których może dojść do masowego rozpadania się lodowców szelfowych. Jednak inna grupa naukowa już w 2015 roku stwierdziła, że stanie się to w perspektywie najbliższych dekad.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Do jutra ludzkość zużyje tyle zasobów, ile Ziemia wyprodukuje do końca bieżącego roku. Earth Overshoot Day, to dzień, w którym w danym roku ludzie zużywają całość zasobów, jakie planeta jest w stanie w tym roku zastąpić. Od lat 70. ubiegłego wieku dzień ten zwykle następuje coraz wcześniej. Tym razem, z powodu pandemii, Earth Overshoot Day nastąpił później niż w roku ubiegłym.
      Organizacja Global Footprint Network, która wylicza, kiedy nastąpi Earth Overshoot Day stwierdziła, że w bieżącym roku nastąpi on 22 sierpnia. W ubiegłym roku przypadł on na 29 lipca. To zaś oznacza, że ludzkość zużyła o 9,3% zasobów mniej, niż w roku ubiegłym.
      Jednak, jak mówi prezydent Global Footprint Network Mathis Wackernagel, nie mamy czego świętować. Taki stan rzeczy osiągnęliśmy nie dlatego, że tak zaplanowaliśmy, ale dlatego, iż wydarzyła się katastrofa.
      Earth Overshoot Day jest wyliczany z uwzględnieniem całego ludzkiego zapotrzebowania na żywność, energię, domy i drogi. Na tej podstawie specjaliści wyliczają, że obecnie ludzkość zużywa o 60% więcej zasobów, niż Ziemia jest w stanie odnowić. To jest tak, jak z pieniędzmi. Możemy wydawać więcej, niż mamy, ale nie może to trwać wiecznie, mówi Wackemagel.
      Przedstawiciele Global Footprint Network mówią, że pandemia pokazała, iż ludzkość jest w stanie w krótkim czasie zmienić swoje zwyczaje dotyczące konsumpcji. To bezprecedensowa okazja, by zastanowić się nad naszą przyszłością.
      Jak zauważył szef WWF International, pandemia pokazała, jak bardzo marnotrawny, niszczący i niemożliwy do utrzymania jest nasz stosunek do natury. Wezwał do podjęcia działań, które spowodują, że rozwój gospodarczy nie będzie wiązał się z degradacją środowiska. Możemy się rozwijać, ale nie kosztem planety, gdyż wiemy, że kryzys planety oznacza kryzys społeczeństwa, a zatem i kryzys gospodarczy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mieszkańcy wsi Perumalapadu w indyjskim dystrykcie Nellore odkopali z piasku... 200-letnią świątynię Sziwy. Do spontanicznych wykopalisk przystąpili, gdy niedawno kilku z nich, wydobywając piasek znad brzegu rzeki, natknęło się na niewielką strukturę. Zapytali wówczas najstarszych mieszkańców, czy coś wiedzą na ten temat. Gdy ci opowiedzieli im historię zaginionej świątyni, grupa młodzieży skrzyknęła się i przystąpiła do wykopalisk.
      Świątynia Sri Nageswara Swamy została wybudowana 200 lat temu. Według legendy poświęcił ją Pan Paraśurama, szósty awatar Wisznu. W 1850 roku doszło dużej powodzi rzeki Penna. Zmusiła ona do przeniesienia wioski, a świątynia została częściowo zasypana piaskiem. Od tamtej pory rzeka niejednokrotnie zmieniała bieg, coraz bardziej rujnując i zasypując świątynię. Przed około 70-80 laty została ona całkowicie zasypana, a pamięć o niej zachowali jedynie najstarsi mieszkańcy.
      Teraz, zafascynowani jej historią młodzi mieszkańcy wsi, w znacznej mierze odkopali świątynię. Gdy informacja na jej temat dotarła do mediów, do badań przystąpili też miejscowi archeolodzy. I oni i mieszkańcy chcą odrestaurować świątynię. Mieszkańcy chcą, by w świątyni znowu odbywały się uroczystości religijne.
       


      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...