Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Nie od dzisiaj wiadomo, że zdeklarowani ateiści są jedną z najmniej lubianych grup społecznych w Ameryce.  Z przeprowadzonych w 2007 roku badań Gallupa wynika, że jedynie 45% obywateli USA byłoby gotowych zagłosować na ateistę kandydującego na prezydenta kraju. Gdy pytano o chęć zagłosowania na dobrze nadającą się na stanowisko prezydenta osobę, ateista uzyskałby mniejsze poparcie niż homoseksualista, osoba powyżej 72. roku życia czy wielokrotny rozwodnik. Ateista jest też niemiło widziany jako potencjalny zięć czy synowa.

Will Gervais z University of British Columbia postanowił zbadać, skąd się bierze niechęć do ateistów.

Uczestnikom swoich badań opowiedział historię, w której dochodzi do kolizji drogowej i sprawca kolizji nie chce podać poszkodowanemu danych ze swojej polisy ubezpieczeniowej. Badanych zapytano, czy jakie jest prawdopodobieństwo, iż sprawca jest chrześcijaninem, muzułmaninem, gwałcicielem bądź ateistą. Z odpowiedzi wynikało, że sprawca z równie dużym prawdopodobieństwem jest gwałcicielem lub ateistą. Za mało prawodpodobne uznano, by był muzułmaninem lub chrześcijaninem.

Podczas innego eksperymentu Gervais chciał sprawdzić jak wiara wpływa na wybory. Poprosił badanych, by wybrali pomiędzy osobą wierzącą a ateistą, kogo zatrudnią do pracy wymagającej dużo zaufania (opieka nad kimś bliskim) oraz znacznie mniej zaufania (kelnerka).

Do opieki nad bliskim badani częściej wybierali osobę religijną, podczas gdy posadę kelnerki chętniej powierzali osobie niewierzącej.

Badania Gervaisa wykazały, że nie tylko osoby wierzące nie ufają ateistom. Nie cieszą się oni też zaufaniem osób, które nie identyfikują się z żadną religią.

Zdaniem uczonych, niechęć do ateistów wynika stąd, że ludzie sądzą, iż zachowujemy się lepiej, gdy sądzimy, iż Bóg nas obserwuje. Nie jest to opinia bezpodstawna. Podczas innych badań Gervais dowiódł, że wystarczy samo wspomnienie o obecności Boga, by ludzie zachowali się tak, jak zachowują się, gdy obserwuje ich inna osoba, czyli w sposób bardziej akceptowany społecznie.

Uczeni dokonali też ciekawego spostrzeżenia. Okazało się, że przypomnienie ludziom o istnieniu świeckich autorytetów, takich jak policjant czy sędzia, zmniejsza ich uprzedzenia do ateistów. Co ciekawe, w żaden sposób nie wpływa to na uprzedzenia wobec grup religijnych. niewykluczone jednak, że spostrzeżenie to pozwala wyjaśnić pewien fenomen, polegający na tym, że w ostatnich latach w niektórych krajach tolerancja wobec ateistów gwałtownie wzrosła, a w innych nie. W krajach skandynawskich liczba wiernych znacznie się obniżyła. Może to wynikać ze stabilnej sytuacji społeczno-politycznej. Gervais zauważył bowiem, że gdy opisał obecną sytuację polityczną w Kanadzie jako niestabilną, większy odsetek badanych zgadzał się z opinią, że jakaś siła wyższa kontroluje porządek we wszechświecie. Wiara w taką siłę pozwala ludziom czuć się bezpieczniej. Jeśli zatem czują się bezpiecznie dzięki działaniom podejmowanym środkami „świeckimi“, to część ludzi będzie deklarowała się jako osoby niewierzące.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bajkowa i infantylna jest wizja 'Boga" jako autonomicznego bytu. Wieki braku krytycyzmu w tej sferze wyeliminowały jakikolwiek postęp w interpretacji, sposobie postrzegania czy nawet słownictwie związanym z "wiarą" i "Bogiem". Inną konsekwencją tabuaizacji sfery wiary jest sztywność i brak tolerancji - obecne i wzmacniane po dzień dzisiejszy zachowaniami tzw. "kościoła" - międzynarodowej korporacji działającej w branży idei.

Dla mnie osobiście "Bóg" jest nieustannie doświadczającą się całością a wszystko co istnieje - z nami włącznie - jest jego cząstką. W takim ujęciu nie ma żadnego uzasadnienia dla kościołów, świątyń, pokuty, odpustów i wszystkich innym produktów tej korporacji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wieki braku krytycyzmu? To kolega nie zauważył takich "drobnostek" jak cały rozwój filozofii i teologii, spory religijne prowadzące często do wojen? To przejaw braku krytycyzmu czy ścierania się różnych poglądów?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozwój filozofii i teologii niech będzie... ale te spory religijne prowadzace do wojen to raczej NIE JEST krytycyzm.

Krytycyzm, który mógłby prowadzić do czegoś pozytywnego powinien się odbywac wewnątrz wspólnoty religijnej lub między chierarchami danej religii.

Chodzi o to by umieć spojrzeć krytycznie na samych siebie, bo ciągłe zarzucanie innym, że są gorsi na pewno nie prowadzi do rozwoju wierzeń, a jedynie do ich radykalizacji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ateiści nie istnieją, komunistów też nie ma , katolików brak jest tylko bryndza , medialny bełkot niekochanych sierot i wszystko zalewające gówno rozpadu .

 

I wcale się nie dziwię że ludzie poszukują innych (mają nawet zaufanie) tych którzy próbują uchronić w sobie jakiś ideał (czy to w imię Boga, czy też tak bo występuje tylko u ludzi ) przed zalaniem tym gównem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taka mała uwaga na przyszłość: już w tytule bardzo nie podobało mi się sformułowanie "my", a już tym bardziej uderza mnie to, że cały artykuł jest utrzymany w takim tonie. Jako czytelnik-ateista czuję się wykluczony z grona odbiorców, choć temat dotyczy bezpośrednio mnie. Nieładnie, a można to było napisać z uniwersalnej perspektywy.

 

A tak poza tym, to ja bym dawał dokładnie odwrotne odpowiedzi na pytania z eksperymentu, więc sądzę, że tutaj chodzi po prostu o naturalną niechęć do osoby z przeciwnej strony "barykady" :)

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

USA jest zróżnicowane kulturowo, dlatego takie a nie inne są wyniki tych badań. U nas byłoby podobnie, lecz chrześcijanizm jest głęboko zakorzeniony w świadomości obywateli i każdy jest z góry traktowany jako katolik, choć nie na długo, gdyż nowe pokolenia coraz częściej przechodzą właśnie na ateizm. Ludzie od zawsze próbują identyfikować siebie m.in. poprzez religię, więc to całkowicie normalne.

Większość po prostu musi mieć poczucie, że coś nad nimi czuwa by w razie czego można było do kogo się zwrócić, wylać swoje żale, zwalić winę. W piśmie świętym napisane jest, że człowiek ma nad swoim życiem kontrolę a co rusz usłyszeć można teksty ręka boża go uchroniła przed śmiercią, albo kara boska na niego spadła za to czy tamto. Z kolei inne niedorzeczności to na przykład mój mąż patrzy teraz na mnie z góry...No tak, ale zmarli przecież powstaną w dniu sądu ostatecznego czyż nie? Więc na razie gryzą ziemię.

Teistów po prostu przeraża myśl, że oni w nic nie wierzą, no jak tak można, to dla kogo żyjesz? po co? nie boisz się śmierci?

 

PS.

@sylkis

Media wszelakiej maści kochają nad życie wypowiadać się za innych, np. Jesteśmy oburzeni, że..., Polacy są..., przykładów jest na pęczki. Na tyle się przyzwyczaiłem, że przeoczyłem taki szczegół a na początku też mnie to raziło, będąc ateistą musisz zaakceptować rasizm inaczej cię zjedzą (oczywiście nie zarzucam tutaj nikomu, że nim jest, to tak w razie nadinterpretacji).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może ktoś wyjaśni mi to sformułowanie:

"Badania Gervaisa wykazały, że nie tylko osoby wierzące nie ufają ateistom. Nie cieszą się oni też zaufaniem osób, które nie identyfikują się z żadną religią."

 

Mam rozumieć że osoba nie identyfikująca sie z żadną religią nie musi być ateistą? Czy ateizm to religia?

 

Wiem że to grząski grunt, ale mi dotą dotąd wydawało się, że osoba niewiąrząca w istnienie Boga to ateista, natomiast wiara w cokolwiek (Boga, szatana, duchy, kosmitów stwórców) to już jakaś wiara choć nie religia ................ chyba sam sobie odpowiadam na pytanie :D .... jak to widzicie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ateista, to w ścisłym tego słowa znaczeniu, osoba, która zaprzecza istnieniu bogów. Więc nie jest to ktoś, kto mówi "nie wiem", "nie identyfikuję się z religią", "nie interesuje mnie to". To osoba, która twierdzi, że wie, iż bogowie nie istnieją.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I jak tak na marginesie, buddyzm to religia ateistyczna, bo nie zakłada istnienia "boga" :)

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Buddyzm w ogóle zdaniem wielu (w tym: wielu jego wyznawców) nie jest religią. Osobiście określiłbym go raczej jako nurt filozoficzny z elementami moralizatorskimi.

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@acabose

Religia to wiara, więc wiara w nieistnienie bogów/boga czyli ateizm można śmiało uznać za religię. Choć to kwestia niejednokrotnie sporna, jak to mówią punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

czyżbyście właśnie w tej dyskusji odkrywali że jedynie mniejszość jest mądra? wśród ateistów większość to też (niestety) prości ludzie, kiepscy w samodzielnym filozofowaniu - jakby ich przyprzeć do muru paroma "sokratejskimi" pytaniami to się okazuje że tak naprawdę to tylko wierzą że Boga nie ma, a bardziej subtelne dywagacje uznają za dzielenie włosa na czworo. a co do buddyzmu to czy jest religią zależy od tego jak definiować religię-na pewno jest jakościowo inny od religii uznających istnienie "czarodziejskich istot"

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bajkowa i infantylna jest wizja 'Boga" jako autonomicznego bytu. Wieki braku krytycyzmu w tej sferze wyeliminowały jakikolwiek postęp w interpretacji, sposobie postrzegania czy nawet słownictwie związanym z "wiarą" i "Bogiem". Inną konsekwencją tabuaizacji sfery wiary jest sztywność i brak tolerancji - obecne i wzmacniane po dzień dzisiejszy zachowaniami tzw. "kościoła" - międzynarodowej korporacji działającej w branży idei.

Dla mnie osobiście "Bóg" jest nieustannie doświadczającą się całością a wszystko co istnieje - z nami włącznie - jest jego cząstką. W takim ujęciu nie ma żadnego uzasadnienia dla kościołów, świątyń, pokuty, odpustów i wszystkich innym produktów tej korporacji.

 

Jeśli naprawdę sądzisz, że nie ma w KRK wewnętrznej debaty, to pójdź do dowolnej księgarni katolickiej i wyjaśnij mi liczbę znajdujących się tam książek (nawet po odjęciu hagiografii, poradników, książek kucharskich i "czystej propagandy"). Jest to kompletna bzdura; natomiast faktycznie KRK sprawia wrażenie powolnego i o olbrzymim bezwładzie, ale jeśli wziąć pod uwagę jego reformacje z ostatnich 50 lat, to mamy do czynienia chyba z najszybszym rozwojem jakiejkolwiek religii w historii ludzkości.

Share this post


Link to post
Share on other sites
jeśli wziąć pod uwagę jego reformacje z ostatnich 50 lat, to mamy do czynienia chyba z najszybszym rozwojem jakiejkolwiek religii w historii ludzkości.

Jeżeli TO jest najszybszy rozwój w historii danej dziedziny, to tym bardziej pokazuje to, jak bardzo nie przystaje ona do rzeczywistości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

czyżbyście właśnie w tej dyskusji odkrywali że jedynie mniejszość jest mądra? wśród ateistów większość to też (niestety) prości ludzie, kiepscy w samodzielnym filozofowaniu - jakby ich przyprzeć do muru paroma "sokratejskimi" pytaniami to się okazuje że tak naprawdę to tylko wierzą że Boga nie ma, a bardziej subtelne dywagacje uznają za dzielenie włosa na czworo. a co do buddyzmu to czy jest religią zależy od tego jak definiować religię-na pewno jest jakościowo inny od religii uznających istnienie "czarodziejskich istot"

Ależ prawdziwi ateiści (nie liczę tych których nigdy nad tym się nie zastanawiali, nie modlili się i nie byli w kościele), to zazwyczaj inteligencja, ludzie wykształceni, zastanawiający się nad tymi sprawami. Jeśli chodzi o przypieranie do muru ateisty to nawet "głupi ateista" podałby jeden z najważniejszych i najlepszych argumentów: nie ma dowodów na istnienie boga/bogów, a skoro nie ma to równie dobrze możecie sobie wierzyć w Latającego Potwora Spagetti.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@fuzja

Podpisuję się tym rękoma i nogami, jednak większość zaraz skontruje - przezież jest biblia, są cuda, lniana tkanina z jego grobu, itd. itp.

Kilka tygodni temu miałem w mojej miejscowości przypadek, gdzie jacyś rozrabiacy na terenie kościoła pomalowali figurkę w ten sposób by imitowało to płaczący posąg Jezusa. Niestety kiepsko się postarali, gdyż rzekome łzy a w rzeczywistości farba przeczyła podstawowym prawom fizyki, cóż grawitacja jednak ma swoje zasady i kropka. Nie trudno zgadnąć jaka była reakcja...cud, cud, zaczęli się modlić, nawet w TVP w Teleexpresie była wzmianka. I co? Po ujawnieniu prawdy, oczywistej ciisza, jakby nic się nie stało.

XXI wiek i takie nieuctwo...to co było te ponad 2000 lat temu

Share this post


Link to post
Share on other sites

no i właśnie nie chodzi mi o taki poziom "niewiary w cuda", które oczywiście nic poza zajściem niewyjaśnionego zjawiska nie tłumaczą. Chodzi mi o teoretyczne wysublimowanie i zauważenie że tak jak nie ma dowodów za tak nie ma przeciw i w ogóle samo dowodzenie jest sprawą podejrzaną (stąd agnostycyzm jest najsłuszniejszy), do tego refleksja na temat podobieństw teologicznych koncepcji Boga do rozmaitych nowożytnych koncepcji fizyki, która daje zaskakujące wnioski. O co mi chodziło to fakt że większość ateistów jakich znałem nie przejawia wielu ciekawszych myśli-ot są prostymi ludźmi i tyle

Share this post


Link to post
Share on other sites

Agnostycyzm niewiele się różni od ateizmu, są jak bracia z tym, że jedno dopuszcza możliwość istnienia boga w tym przyjmijmy jednym procencie czy jego ułamku.

Bóg ma jedną zasadniczą wadę, z założenia jest doskonały, ale to niemożliwe gdyż stworzył ludzi na swoje podobieństwo, czyli potrzebował ich by się dowatrościować, albo zrobił to w innym celu, gdyż czegoś mu brakowało. Inaczej by nas nie tworzył. Tak wiem uosabiam go, lecz skoro jest doskonały to na wszystkich płaszczyznach egzystencji. Czy jest dobry? To dlaczego zło istnieje? Ma narzędzia i spokojnie może diabła zniszczyć...no tak, ale diabeł to upadły anioł a czy wszechmocny tego nie przewidział!? Jeśli przewidział to znaczy iż z zimną krwią skazał inne istnienia na cierpienie. Religia ta mniej więcej opisuje, musisz we mnie wierzyć inaczej niezależnie czy byłeś dobry czy nie pójdziesz do piekła...Hmmm, przejaw niewolnictwa? Zamknięte koło, nad którym można dywagować w nieskończoność. Podsumowując "gość" jest ograniczony i jakieś prawa też go obowiązują a to wyklucza istnienie boga / bogów z powodu sprzeczności, ale nie egzystencję na wyższym poziomie, która nie jest zaliczana do agnostycyzmu, gdyż to zbyt mały poziom.

To takie luźne przemyślenia z mojej strony.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Agnostycyzm niewiele się różni od ateizmu, są jak bracia z tym, że jedno dopuszcza możliwość istnienia boga w tym przyjmijmy jednym procencie czy jego ułamku.

 

To zasadnicza różnica.

To jest kara/nagroda po śmierci czy nie ma?

Ewentualne niepoznawalne Bóstwa są łagodne i miłe czy też wredne i pamiętliwe - wiele od tego zależy.

A jak nie istot wyższych ma to może trzeba zweryfikować swoje podejście do doczesności, etyki i moralności.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Agnostycyzm niewiele się różni od ateizmu, są jak bracia z tym, że jedno dopuszcza możliwość istnienia boga w tym przyjmijmy jednym procencie czy jego ułamku.

Bóg ma jedną zasadniczą wadę, z założenia jest doskonały, ale to niemożliwe gdyż stworzył ludzi na swoje podobieństwo, czyli potrzebował ich by się dowatrościować, albo zrobił to w innym celu, gdyż czegoś mu brakowało. Inaczej by nas nie tworzył. Tak wiem uosabiam go, lecz skoro jest doskonały to na wszystkich płaszczyznach egzystencji. Czy jest dobry? To dlaczego zło istnieje? Ma narzędzia i spokojnie może diabła zniszczyć...no tak, ale diabeł to upadły anioł a czy wszechmocny tego nie przewidział!? Jeśli przewidział to znaczy iż z zimną krwią skazał inne istnienia na cierpienie. Religia ta mniej więcej opisuje, musisz we mnie wierzyć inaczej niezależnie czy byłeś dobry czy nie pójdziesz do piekła...Hmmm, przejaw niewolnictwa? Zamknięte koło, nad którym można dywagować w nieskończoność. Podsumowując "gość" jest ograniczony i jakieś prawa też go obowiązują a to wyklucza istnienie boga / bogów z powodu sprzeczności, ale nie egzystencję na wyższym poziomie, która nie jest zaliczana do agnostycyzmu, gdyż to zbyt mały poziom.

To takie luźne przemyślenia z mojej strony.

We wszystkim się zgodzę w 100%, jednak jeśli chodzi o łączenie agnostycyzmu z ateizmem, to powiedziałbym że agnostycyzm z definicji nie wyklucza religii, znam wielu mocno wierzących agnostyków (ukrytych) którzy tak naprawdę nigdy się nie zastanawiali nad dowodami na istnienie boga, jednak w rozmowach nt. boga, przyparci do muru poddają się stwierdzają że to nie możliwe aby stwierdzić że Bóg istnieje. Ba... znam księży katolickich których poglądy wpisują się w definicję agnostycyzmu. Nie zmienia to faktu że według praw logiki agnostycyzm w połączeniu z wiarą w istotę Boga jest pozbawiony sensu. Według poglądu agnostycznego każdy z nas może wymyślić sobie wiarę w boga "whatever" i nikt nie będzie mógł podważać jego istnienia, a religia ta będzie zupełnie równorzędna z islamem, chrześcijaństwem...

 

Nawiązując do artykułu, to myślę że kolejny raz wysnuto złe wnioski a wyniki i tak będą zależne od społeczeństwa. Przykładowo w Polsce to idę zakład że bardzo nie chcielibyśmy mieć prezydenta geja, rozwodnika, czy muzułmanina lub żyda, dużo większe szanse miałby (krypto)ateista . Słowo krypto- dodaje bo żaden kandydat nie będzie się tym chwalił, "ateista" to bardzo pejoratywne określenie, taką osobę mylnie kojarzy się z osobą która kłóci się z wszystkimi (islamem, chrześcijanem, żydami...), to jest prawdziwy powód niechęci. Nie sądzę aby ludzie mieli tak bardzo rozwiniętą podświadomość że myśleliby o ateiście w ten sposób:

Zdaniem uczonych, niechęć do ateistów wynika stąd, że ludzie sądzą, iż zachowujemy się lepiej, gdy sądzimy, iż Bóg nas obserwuje.

Taka bardzo nisko-poziomowa niechęć nie będzie spowodowana tak bardzo skomplikowanymi zależnościami.

Gdy ateista określi się agnostykiem z nikim nie będzie musiał się kłócić ;-) a określenie jest dużo bardziej neutralne, tak że będzie miał już bardzo podobne szanse na zaufanie i wybór co inne grupy. Krótko mówiąc takie badanie (a właściwie chyba ankieta) jest bezsensu z punktu widzenia nauki, bo ma znaczenie jakich określeń używamy np:

Czy mógłbyś/mogłabyś oddać głos na pedała?

Czy mógłbyś/mogłabyś oddać głos na homoseksualistę?

Czy wybrałbyś/wybrałabyś żyda?

Czy wybrałbyś/wybrałabyś wyznawcę judaizmu?

Share this post


Link to post
Share on other sites

ja bym chciał mieć prezydenta co będzie mądrze rządził (tj. skończy z socjalizmem i wprowadzi liberalizm), niestety motłoch w wyborze kieruje się nie tylko względami merytorycznymi (w kwestii doktrynalnej oczywiście też ma głupie poglądy), ale w dużej mierze wyglądem, życiem rodzinnym, sposobem mówienia i innymi pierdołami, mało mającymi wspólnego z tym jakie rozwiązania ustrojowe kandydat potem poprze

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Konsumenci reagują negatywnie na większość zastrzeżeń (disclaimer), wyświetlanych w superszybkim tempie na końcu reklamy. Wyjątkiem są spoty zaufanych firm i marek.
      Po przeprowadzeniu serii eksperymentów amerykańscy psycholodzy stwierdzili, że wyświetlane w mgnieniu oka zapisy zmniejszają chęć zakupu nieznanych lub niedarzonych zaufaniem marek. Reklamodawcy mają często tylko 30 sekund na przekazanie swojego przesłania, a urzędy regulujące rynek reklamy wymagają, by każdy spot zawierał klauzulę zastrzeżenia/zrzeczenia się odpowiedzialności. Nasze odkrycia sugerują, że reklamodawcy promujący nieznane lub niezaufane marki powinni umieścić na końcu zastrzeżenie odtwarzane w normalnym tempie, podczas gdy reklamodawcy promujący zaufane marki mogą wykorzystać przesuwający się błyskawicznie napis, zachowując cenne dodatkowe sekundy na główny przekaz.
      Autorzy badania opublikowanego na łamach Journal of Consumer Research, w tym Kenneth C. Herbst z Wake Forest University i Eli J. Finkel z Northwestern University, uważają, że jakiekolwiek prawo, które reguluje zawartość zastrzeżenia, ale nie prędkość jego odtwarzania, napędza systematyczne odchylenie dające przewagę pewnym firmom. Takie zapisy prawne pozwolą firmom, którym konsumenci i tak ufają, upakować klauzulę zastrzeżenia/zrzeczenia się odpowiedzialności w kilku sekundach bez podkopywania zaufania i zmniejszania chęci zakupu, tymczasem firmy, którym ludzie nie ufają lub nie znają, zostaną zmuszone do wydłużenia czasu emisji obowiązkowego kontentu […]. Nietrudno się domyślić, że tym samym właściwa reklama będzie w tym przypadku krótsza.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wykorzystanie niekompletnego kroju czcionki w logo firmy, jak ma to miejsce np. w przypadku IBM-a, to obosieczny miecz. Wg naukowców z Boston College, z jednej strony wzbudza bowiem zainteresowanie konsumentów i uruchamia skojarzenia z innowacyjnością, z drugiej jednak firma ryzykuje, że będzie postrzegana jako niegodna zaufania (Journal of Marketing).
      Prof. Henrik Hagtvedt zbadał niemal 500 ochotników, którzy oglądali serię logo firm, w których z liter celowo usunięto lub przysłonięto pewne fragmenty. Niekompletność jest narzędziem często wykorzystywanym w [...] rysunkach. Przy zastosowaniu w logo dwuznaczność percepcyjna wydaje się interesująca i sprawia, że firma jest postrzegana jako innowacyjna. Niestety, niekompletność może być też interpretowana jako niejasna komunikacja, co prowadzi do postrzegania firmy jako niegodnej zaufania.
      Co więcej, niekompletna czcionka logo ma niekorzystny wpływ na ogólną postawę wobec marki konsumentów skoncentrowanych raczej na zapobieganiu niekorzystnym skutkom, a nie na osiąganiu pozytywnych celów. Mając na uwadze uzyskane rezultaty, Hagtvedt twierdzi, że logo z pofragmentowanymi literami nadaje się dla firmy rozrywkowej, ale już nie dla firmy ubezpieczeniowej. Na taki zabieg artystyczno-marketingowy nie powinny się decydować branże, dla których wiarygodność ma kluczowe znaczenie lub z klientelą zorientowaną głównie na prewencję, zyskają zaś na pewno firmy pozycjonujące się na twórcze, zwłaszcza z odbiorcami nastawionymi na postęp.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Osoby ufające innym lepiej wykrywają kłamstwa niż ludzie stosujący zasadę ograniczonego zaufania.
      Psycholodzy z Uniwersytetu w Toronto poprosili studentów o nagranie rozmowy kwalifikacyjnej. Powiedziano im, by dali z siebie wszystko i starali się wypaść jak najlepiej. Połowa miała mówić wyłącznie prawdę, reszta powinna była przynajmniej 3-krotnie skłamać w ważnej sprawie, aby sprawić wrażenie kogoś lepiej nadającego się do pracy na upragnionym stanowisku. Wszystkim zaoferowano za taśmę z rozmową 20 dolarów. Zarówno prawdomówni, jak i kłamcy mieli nadzieję dostać kolejne 20 dol., gdyby udało im się przekonać eksperta od wykrywania kłamstw, że mówią prawdę.
      Druga grupa ochotników (eksperci) wypełniała kwestionariusz mierzący zaufanie do ludzi. Znalazły się tam m.in. stwierdzenia: "Większość ludzi jest generalnie uczciwa" lub "Większość ludzi to osoby z gruntu dobre i miłe". Po paru dniach przyszedł czas na oglądanie filmów z rozmów w sprawie pracy oraz ocenę uczciwości i prawdomówności głównych bohaterów.
      Okazało się, że osobom z dużym zaufaniem do innych lepiej wychodziło wykrywanie kłamców – w im większym stopniu ufały bliźnim, tym sprawniej odróżniały prawdę od kłamstwa. Wbrew stereotypowi, to nieufnych łatwiej było oszukać, a niewłaściwe pierwsze wrażenie prowadziło do złych decyzji w sprawie ewentualnego zatrudnienia. Jednostki ufające ludziom wcale nie są bujającymi w obłokach Pollyannami. Precyzyjność interpersonalna pozwala im osiągać maestrię w rekrutacji, wyszukiwaniu dobrych przyjaciół czy wiarygodnych partnerów biznesowych – podsumowują autorzy studium Nancy Carter i Mark Weber.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przekonania dotyczące cech osobowości dzieci zależnych od kolejności urodzeń nie są li tylko stereotypami. Okazuje się bowiem, że najstarsze dzieci rzeczywiście mniej chętnie współpracują, dzielą się i są bardziej nieufne od reszty rodzeństwa (Animal Behavior).
      Dotąd wnioski na temat osobowości braci i sióstr wyciągano na podstawie kwestionariuszy oraz wywiadów z przyjaciółmi i krewnymi. W ten sposób ustalono, że środkowe dzieci są uspołecznione w większym stopniu niż dzieci najstarsze i najmłodsze, ponieważ rodzice poświęcają im najmniej uwagi, dlatego muszą szukać wsparcia poza rodziną. Biolog ewolucyjny Alexandre Courtiol z Université Montpellier 2 był jednak zainteresowany bardziej obiektywną oceną osobowości rodzeństwa. Poprosił więc 510 niespokrewnionych ze sobą studentów, by wzięli udział w dwuosobowej grze inwestycyjnej. Wszyscy rozpoczynali zabawę z 3 euro w kieszeni. Gracz A, inwestor, mógł przekazać dowolną część tej sumy graczowi B, bankierowi, który mógł ją potroić. Gracz B postanawiał potem, jaką część powiększonej kwoty oddać inwestorowi. Jako że bankier nie miał obowiązku przesyłania jakichkolwiek pieniędzy graczowi A, kwota powierzona mu przez inwestora stanowiła miarę zaufania. Z kolei suma zwracana graczowi A przez gracza B to wskaźnik wzajemności.
      Naukowcy losowo przypisywali ochotników do grupy inwestorów czy bankierów. Informowali też, że nikt nie spotka się ze swoim partnerem. By mieć pewność, że rezultatów nie zaburzy jakieś przypadkowe zachowanie drugiego gracza, eksperymentatorzy sami wcielali się w jego postać. Gdy uzyskane dane uporządkowano z uwzględnieniem kolejności urodzeń, okazało się, że pierworodni A wykazywali mniejsze zaufanie niż odgrywające tę samą rolę najmłodsze dzieci w rodzinie, wysyłając bankierowi o 25% niższą kwotę. Pierworodni gracze B oddawali natomiast mniej zarobionych pieniędzy inwestorom (o 22-29%). Kolejność urodzeń wpływała na wyniki silniej niż inne potencjalnie istotne czynniki, w tym wiek, płeć, dochody czy wierzenia religijne, ale i ona wyjaśniała tylko 10% zaobserwowanej zmienności.
      Skąd u najstarszych dzieci takie podejście? Francuzi sądzą, że powodów może być kilka. Po pierwsze, pierworodny skupia początkowo na sobie całą uwagę rodziców, dlatego potem, gdy rodzina się powiększa, odczuwa silniejszą potrzebę konkurowania i mniejszą współpracy. Potwierdza to zachowanie jedynaków, którzy przypominają bardziej dzieci środkowe i najmłodsze. To sugeruje, że tym, co wpływa na działania kooperacyjne, nie jest pierwszeństwo. Zamiast tego dzieci po prostu zmieniają zachowanie, gdy pojawia się rodzeństwo – uważa Courtiol.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Religia jest ważną częścią ludzkiej kultury i życia, ale dotąd psycholodzy nie wiedzieli, czy na poziomie działania mózgu wiara w Boga różni się czymś od przekonania, że Słońce jest gwiazdą, a cztery to liczba parzysta. Nikt nie miał też pojęcia, czy osoby wierzące i ateiści inaczej oceniają stwierdzenia faktów (PLoS ONE).
      Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles i Uniwersytetu Południowej Kalifornii jako pierwsi porównali za pomocą neuroobrazowania reakcje mózgów ludzi wierzących i niewierzących na stwierdzenia związane z religią i powszechnie dostępną wiedzą. Okazało się, że choć mózg bardzo różnie reaguje na stwierdzenia religijne i niereligijne (angażuje inne "obwody"), to sam proces stwierdzania, czy tezy religijne i/lub niereligijne są prawdą, przebiega w tych samych rejonach. Co więcej, u ateistów i wierzących są to identyczne obszary.
      Sam Harris i Mark Cohen zebrali grupę 30 dorosłych: 15 chrześcijan i 15 osób niewierzących. Wszyscy trzykrotnie przeszli badanie funkcjonalnym rezonansem magnetycznym (fMRI). W tym czasie oceniali prawdziwość/fałszywość stwierdzeń religijnych i niereligijnych. Dobrano takie zdania, by między grupami panowała niemal stuprocentowa zgodność co do twierdzeń niereligijnych (np. Orły naprawdę istnieją) i prawie całkowita niezgoda co do twierdzeń religijnych (np. Anioły rzeczywiście istnieją).
      Bez względu na to, czy dana osoba wierzyła w Boga, Marię Dziewicę itp., czy w zwykłe fakty, w większym stopniu uaktywniała się brzuszno-przyśrodkowa kora przedczołowa (ang. ventromedial prefrontal cortex, VMPC). O tym, że wiara jest niezależna od treści, świadczył też fakt, że choć wierzący odrzucali tezy akceptowane przez niewierzących i na odwrót, mózgi jednych i drugich wykazywały identyczną aktywność przy stwierdzaniu prawdziwości i nieprawdziwości.
      Niezależnie od tego, czy pytano osobę wierzącą, czy też nie, zdania odwołujące się do religii wywoływały większą aktywność obszarów mózgu zarządzających emocjami, obrazem siebie i konfliktami poznawczymi, podczas gdy zdania dotyczące faktów z życia aktywowały rejony odpowiadające za pamięć. Aktywność przedniego zakrętu obręczy, powiązanego z konfliktem poznawczym i niepewnością, świadczyła o tym, że zarówno ateiści, jak i wierzący doświadczali silniejszej niepewności, rozważając stwierdzenia dotyczące religii.
×
×
  • Create New...